IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Restaurcja i scena


Share | 
 

 Restaurcja i scena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Restaurcja i scena   Nie Lip 24, 2016 12:46 pm



Restauracja i scena

Kłęby tytoniowego dymu, hektolitry szampana, śmiech kobiet i błysk biżuterii to zaledwie kilka określeń, którymi można by opisać to miejsce. Budzi się ono wczesnym wieczorem, a zasypia w niedługo przed świtem, gdy ostatni, niezbyt trzeźwi goście opuszczają One-Two-Two, tęsknym wzrokiem spoglądając na scenę, gdzie jeszcze kilka godzin wcześniej działy się niezwykłe wręcz rzeczy.
Nie ulega jednak wątpliwości, że za urok jednego z najekskluzywniejszych burdeli w Paryżu trzeba zapłacić wysoką cenę - i dosłownie, i w przenośni. Ceny w restauracyjnym menu w świetle dnia wydają się stanowczo wygórowane, ale który klient zwróci na ten fakt uwagę, jeśli naprzeciwko niego usiądzie jedna z mademoiselles? Choć graniczy to z cudem, lepiej jednak pilnować języka i mieć oczy dookoła głowy, bo w One-Two-Two gośćmi są nie tylko okupanci, ale i szereg osobowości z całego Paryża. Niewinne plotki oraz żarty mieszają się tu z ofertami handlowymi i zdradzonymi przez nieuwagę szczegółami poczynań okupantów, a każda prostytutka równie dobrze może okazać się kolaborantką lub agentką ruchu oporu.
Stoliki znajdują się blisko siebie, a goście siedzą ramię w ramię, co z łatwością może wykorzystać każdy, kto przybywa do One-Two-Two nie tylko po przyjemności.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Restaurcja i scena   Pon Paź 24, 2016 12:15 am

Dym powoli wypuszczany spomiędzy wąskich warg Langbeina formował się w szare kłęby, w których tonęły twarze mężczyzn siedzących przy oficerskim stoliku. Hauptmann sprawiał wrażenie znudzonego, ćmiąc papierosa za papierosem, błądził leniwym spojrzeniem po sali, która z minuty na minutę zapełniała się gośćmi skuszonymi wieczornymi atrakcjami oferowanymi przez One-Two-Two. Zaczynało się robić tłoczno, a co za tym coraz gorzej słyszał swoich kompanów od kieliszka. Oderwał plecy od oparcia krzesła, nachylając się nad stołem i strzepując do szybko zapełniającej się popielniczki popiół z papierosa. Potrącił przy tym łokciem butelkę, która zachwiała się niebezpiecznie i tylko wrodzony refleks Otta uratował ją od roztrzaskania, a jego od konieczności zakupienia nowej flaszki, która poważnie nadszarpnęłaby jego i tak już mocno ograniczony budżet. Przyjemności, których można było skosztować w One-Two-Two nie należały do najtańszych, jednak klimat tego miejsca na tyle przypadł mu do gustu, że płacił, topiąc głos rozsądku w kolejnych porcjach alkoholu.
Był niemieckim oficerem, zasługiwał na wszystko co najlepsze i chętnie wyciągał po to ręce. Paryż wciąż miał wiele do zaoferowania, choć bawili w nim już prawie dwa lata i zdawać się mogło, że zdążyli skosztować już większość francuskich smaczków. Wciąż było im mało, a Otto obserwując swoich towarzyszy tylko utwierdzał się w tym przekonaniu. Złaknieni rozrywki, niecierpliwie wyczekiwali na rozpoczęcie występu, zabijając czas niewybrednymi anegdotkami i plotkami, rozbawieni i odprężeni - idealni kompani do wizyty w burdelu. Minie jeszcze trochę czasu nim rozejdą się po zakamarkach zamtuzu, szukając chwili spełnienia w ramionach pracujących tu dziewcząt. Będzie to znak, że wieczór dobiega powoli końca - Hauptmann wstanie, zapłaci rachunek i wyjdzie w zimną noc, a następnego dnia po raz kolejny wysłucha śmiechu, że i tym razem nie skorzystał z wdzięków paryskich kurew. Powtarzali ten scenariusz kilka razy w miesiącu, doprawdy nie było tam miejsca na żadne zaskoczenie.
Zdusił niedopałek papierosa w popielniczce i uniósł szkło do ust, sącząc whisky, za którą właściwie wcale nie przepadał. Nie miał jednak w zwyczaju wybrzydzać, a przynajmniej nie w temacie alkoholu i jedzenia. Potrafił zadowolić się byle czym, mając w pamięci czasy, gdy było to dla niego chlebem powszednim. Dzieciństwo w powojennej Bawarii nie było usłane różami... Potrząsnął głową, dziwiąc się torowi, którym pomknęły jego myśli i jak najszybciej zepchnął je gdzieś na bok, nachylając się w stronę porucznika Luftwaffe, który akurat palcem mokrym od gorzały kreślił na stole coś co chyba w jego założeniu miało być formacją bojową myśliwców. Szczęśliwie pojawienie się na horyzoncie kolejnej znajomej twarzy przerwało dyskusję na temat Luftschlacht um England, która wciąż była bolesną zadrą dla każdego niemieckiego pilota - Otto nie był dostatecznie pijany, aby przeżywać ją na nowo. Zamiast tego zwrócił jasne spojrzenie na przybyłych i zamarł w bezruchu ze szklanką uniesioną w połowie drogi do ust. Bynajmniej nie była to reakcja na widok dwóch znajomych oficerów, którzy już z daleka zdążyli unieść dłonie na powitanie, a idącej pomiędzy nimi mademoiselle. Była zaskakująca podobna do dziewczęcia będącego dla Langbeina ucieleśnieniem niewinności i delikatności, których tak bardzo brakowało mu na co dzień. Ale to przecież niemożliwe żeby znalazła się w tym miejscu i tym towarzystwie, prawda? Opuścił powoli dłoń, odstawiając szklankę z hukiem ginącym wśród głośnego gwaru rozmów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Restaurcja i scena   Pon Paź 24, 2016 10:48 pm

Kolejny wieczór w One-Two-Two.
Znów miała na sobie wyzywający makijaż, skąpy ubiór, rozpuszczone włosy, tajemniczy uśmiech i mnóstwo pozorów. Znów usiadła na swoim oknie, tym razem jednak podwijając nogi pod siebie. Ramiączko białej, zwiewnej sukni znów zsunęło się zaczepnie z ramienia, a włosy znów odgarnęła na jedno ramię. Również znów wydawała się być pogrążona we własnym świecie. Ślepa na ogrom kolorów wśród ubrań i kolorowego światła wokoło, na wdzięczące się koleżanki, na przychodzących klientów; głucha na każdy śmiech, konspiracyjny szept, śmiałe i te nieco mniej pytania, stukot obcasów, kieliszków i huk otwieranego szampana. Na salę zerkała rzadko, rzadziej niż normalnie, będąc dzisiaj w wyjątkowo melancholijnym humorze. Do lekkich uśmiechów doszły ciche westchnięcia i dość niedbałe przeczesanie palcami włosów, broda dość szybko znalazła oparcie na dłoni, a oczy po pewnym czasie same się zamknęły. Nie spała, czuwała, próbując, znów, nie myśleć o swoich obowiązkach tego wieczora – obowiązkach, na które wcale nie miała ochoty. Jedyne, na co mogła liczyć, to by ta noc nie zmieniła się w koszmar oraz na to, by jej klienci nie okazali się być absolutnymi chamami albo na to, by byli zbyt pijani lub zbyt nieporadni. Posiadanie przewagi na gośćmi tego przybytku zawsze odpowiadało jej najbardziej; poniekąd dawało możliwość stworzenia sobie dogodnych warunków pracy, nieprzekraczania granic, których przekraczać nie lubiła, wykonywania czynności tak mechanicznie, że mogła po prostu odpłynąć myślami gdzieś daleko poza pokój w One-Two-Two. Najgorsi byli zdecydowani w swoich, często szczególnych, pragnieniach, mężczyźni szorstcy i brutalni – przy takich najbardziej czuła się przedmiotem, zwykłą lalką od przyjemności cielesnych.
Na jaki typ trafi dzisiaj?
Klient znalazł się stosunkowo szybko. Był już trochę pijany, szeroko uśmiechnięty i teatralnie szarmancki – Karl Kirchner gościł już u niej dwa razy, był znośnym klientem. Choć dziś miał nietypowe życzenie: chciał, by najpierw towarzyszyła mu podczas kolacji. Za wszystko zapłaci. Nie lubiła przychodzić do restauracji, było tam zbyt głośno, zbyt gwarno, zbyt wiele emocji na raz w nią uderzało, zdecydowanie wolała pozostać w cichszym salonie, ale przecież nie odmawia się oficerowi armii niemieckiej. Zgodziła się więc całkiem chętnie, lekko zsuwając się z parapetu, by chwilę później przylec do boku Karla. Pozdrowiła skinieniem głowy jego towarzysza, który miał dla nich radosną nowinę – znajomi żołnierze Luftwaffe gościli tu na kolacji i zapraszali ich, by się przysiedli. Claire, a właściwie już Dianne, zadbała o to, by uśmiech nie zrzedł jej z twarzy. Pijane wesołe spotkania nie były jej domeną. Nie śmiała się głośno, nie żartowała, nie wdzięczyła, istniało duże prawdopodobieństwo, że jednak się nie spodoba. Kirchner chyba wyczuł krótkie spięcie dziewczyny, bo potarł krótko jej ramię, szeptając do ucha, że na pewno przypadnie do gustu jego kolegom, nie musi się martwić. Odpowiedziała mu jedynie skinięciem głowy, idąc obok niego specjalnie wyuczonym lekkim, lecz pełnym gracji krokiem. Biały materiał sukienki oplótł jej nogi, ramiączko zsunęło się jeszcze bardziej, rozpuszczone włosy opadły na ramiona – zwróciła niejedno męskie spojrzenie jeszcze zanim weszli na restauracyjną salę. Po przekroczeniu progi dołączyła do nich Louise, najwyraźniej towarzyszka na tę noc kolegi Karla, posyłając Dianne wesoły uśmiech. Odwdzięczyła się tym samym, zaraz jednak na powrót skupiając się na dość trudnym zadaniu uniknięcia wszystkich butów wokoło – ona nie miała na sobie żadnego obuwia, a nie chciała skończyć dzisiejszego dnia ze złamanym palcem. To pewnie przez ten fakt początkowo zupełnie nie zwróciła uwagi, kto siedzi przy stoliku, który był ich celem… co może nawet dobrze wyszło, bo gdyby zauważyła to zawczasu, niechybnie ze zdziwienia zatrzymałaby się wpół kroku, niepotrzebnie zwracając na siebie uwagę. A tak znieruchomiała dopiero wtedy, kiedy zatrzymali się przy krzesłach.
Nie.
Nienienie.
Och, czemu to musi być prawda? Claire nie potrafiła powstrzymać zaskoczenia malującego się na jej twarzy w momencie, w którym zauważyła go. Chyba jedynego miłego Niemca, jakiego do tej pory spotkała, sympatycznego towarzysza z kawiarni i ofiarę jej gry w normalne życie. To był Otto, ona była Claire. Otto nigdy nie miał poznać Dianne, o tej części swojego życia nigdy mu nie powiedziała. Kłamała, że jest pokojówką w hotelu, dbanie o przyjemność gości nigdy nie znaczyło tego, co znaczyło w rzeczywistości.
Jej chyba po prostu nie jest pisane zaznać choćby namiastki zwyczajnego życia.
Policzki dziewczyny w jednej chwili zapłonęły wściekłą czerwienią; natychmiast odwróciła od niego wzrok i przywitała się z każdym innym mężczyzną przy stoliku, po czym posłusznie wśliznęła się na kolana Kirchnera. Pozwoliła, by włosy z jednej strony zupełnie przykryły jej twarz, byleby tylko Otto nie musiał na nią patrzeć, a ona mogła ukryć rumieńce. Wychodziła z siebie, żeby zachowywać się zupełnie naturalnie i żeby nic prócz rumieńców nie zdradziło tego, co działo się w jej wnętrzu – a działo się dużo, myśli siały spustoszenie, w żołądku czuła lodowatą gulę. Rozluźniła się dopiero po jakimś czasie, z początku zupełnie nie biorąc udział w rozmowie, powoli jednak nawiązując kontakt wzrokowy ze wszystkimi, tylko nie z Ottem. Spojrzenie Dianne było jednak zupełnie puste, co nie każdy by zauważył, zwłaszcza wśród panującego wokoło półmroku.
– Otto! Nie mówiłeś jeszcze, co u ciebie – usłyszała nad głową głos Karla. Wtedy stwierdziła, że napicie się będzie dobrym pomysłem, więc sięgnęła po szklankę, rozglądając się za butelką alkoholu, która znajdowała się… och, znajdowała się koło Langbeina. Dziewczyna zastygła na moment w bezruchu. Poprosić czy sięgać przez cały stół? Zdecydowała się na to drugie, tylko, a jakżeby inaczej, jej ręka okazała się być zbyt krótka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Restaurcja i scena   Czw Paź 27, 2016 9:15 pm

Głośne, wesołe powitania rozpływały się wokół niego, kiedy odpowiadał na mocne uściski dłoni i klepnięcia w ramię, tak naprawdę pochłonięty wyłącznie jedną osobą w tym rozbawionym, podsyconym alkoholem towarzystwie. Tak samo znajomą, jak obcą - mademoiselle, którą Kirchner pysznił się wyraźnie, a której on, Otto, nigdy nie spodziewałby się zobaczyć w podobnym miejscu. Niewielka kawiarnia na lewym brzegu Sekwany, stolik przy oknie, zza którego mimochodem można śledzić codzienne życie Paryża i filiżanka parującej aromatycznej kawy, to wszystko stawało mu przed oczami, gdy tylko pomyślał o jasnowłosej dziewczynie, której delikatne echo uśmiechu potrafiło do niego wracać jeszcze kilka godzin po wspólnym spotkaniu. Patrząc na skąpo ubraną, wymalowaną pacynkę siedzącą na kolanach Kirchnera nie potrafił pozbyć się myśli, że zakpiono z niego. Samolubnie i irracjonalnie - skupił się na sobie, jak to miał w zwyczaju. Zdawał się nie dostrzegać rumieńca zalewającego jasne policzki kobiety, ani tego jak ucieka spojrzeniem, byle nie napotkać jego wzroku, który wbijał w jej osobę uporczywie i nieprzyjemnie, jakby chciał za nim ukryć całe odczuwane zmieszanie. Dziwka z twarzą świętej, przemknęło mu przez myśl i choć usta chwilowo skryte za szkłem wygięły się w wyrazie obrzydzenia, to uczucie zawstydzenia wzięło nad nim górę. Jak łatwo przychodziło mu ocenianie innych! Lecz czy nie miał do tego prawa? Minimalnego choćby? Poruszył się niespokojnie na krześle, które nagle stało się niewygodne niczym mata fakira widzianego niegdyś na obrazku dziecięcej książeczki podarowanej Franzowi z okazji urodzin. Niefrasobliwe spotkanie przy butelce szkockiej za sprawą Dianne, bo tak przedstawił ją Karl?, stawało się coraz mniej komfortowe, a towarzystwo nie pozostało obojętne na nagłe milczenie Hauptmanna, który zazwyczaj zabawiał je żartami nieprzystającymi dżentelmenowi oraz plotkami pasującymi bardziej do gospodyni domowej niźli oficera armii niemieckiej. Uśmiechnął się sztucznie, jakby chcąc powiedzieć, że przecież wszystko gra, powoli wracając uwagą do rozmowy toczącej się przy stole, choć nie potrafiąc skupić się na niej całkowicie, wciąż uciekając spojrzeniem w stronę towarzyszki Kirchnera.
Claire. Dianne. Claire?
Nie, Dianne. Widząc jak dłoń Niemca muska udo dziewczyny, a ramiączko sukienki zsuwa się z jej ramienia, nie potrafił zobaczyć w niej swojej Claire. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że czuł się aż tak bardzo... oszukany, mimo iż nie łączyły go z nią żadne głębsze więzi. Zdarzyło im się razem wypić kawę, porozmawiać o pogodzie i ujadającym psie sąsiadów, wymienić uwagami odnośnie najnowszych szkiców, które zwykle kreślił w małym notatniku noszonym w kieszeni munduru. I tyle, aż tyle. Stworzył swoje własne wyobrażenie drobnej Francuzki, które brutalnie zderzyło się z rzeczywistością, wytrącając go z równowagi, a ją wprawiając w zażenowanie, którego nagle z całego serca zapragnął jej oszczędzić, wiedząc jednak, że to niemożliwe. Claire... Drgnął, gdy w powietrzu zawisło jego imię, oczywiście padające z ust niczego nieświadomego Karla. Mein Gott, Langbein dawno nie czuł takiej pokusy, by zmazać komuś z twarzy uśmiech. Najlepiej za pomocą własnej pięści.
- Bo też nie ma co opowiadać - uniósł kąciki ust, uśmiechając się jakby bezradnie i zaciskając palce na tekturowej paczuszce, z której wyciągnął jednego wonnego papierosa. Odpalił go, zaciągając się dymem i sięgając wolną ręką po butelkę whisky, która w tym momencie wydawała mu się jedynym sojusznikiem. Zdradzieckim skądinąd, bo nie pozwalającym zignorować tej w stosunku, do której nie wiedział jak się zachować. Pech chciał, że i ona wyciągnęła dłoń po szkło, nie dosięgając go jednak i pozwalając Hauptmannowi wcielić się w rolę gospodarza.
- Pozwól, mademoiselle - panienko brzmiało bezpiecznie, kiedy sięgał po pustą szklankę i napełniał ją złocistym alkoholem, aby przechylić się lekko nad stołem i podać ją Francuzce siedzącej na kolanach Kirchnera zabawiającego rozmową resztę towarzystwa. Tym razem nie mogła przed nim uciec, skazana na bezpośredni kontakt, kiedy przypadkiem musnął palcami jej szczupłe dłonie, spojrzeniem szukając dziewczęcych oczu. Nagle zapragnął z nią porozmawiać, choć nie wiedział co mówić - bał się pytań, odpowiedzi? Jak szczeniak, nie mężczyzna. Wyprostował się sztywno, nie przestając ćmić papierosa, bijąc się z myślami według, których powinien poprosić Karla, by ten znalazł sobie inną dziewczynę na ten wieczór, odstępując mu Dianne, w której chciałby zobaczyć choćby cień Claire - czy nie miałaby mu tego jednak za złe? Najlepiej byłoby po prosto odejść od stolika, wymigując się nagłym bólem głowy. Zapomnieć, wiedząc, że ta znajomość jest już skreślona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Restaurcja i scena   Wto Lis 01, 2016 12:09 am

Kłamstwo ma krótkie nogi.
Powinna była pamiętać o tej zasadzie. W pewnych, w dodatku dających się przewidzieć okolicznościach, prawda zawsze wychodzi na jaw. Na dobrą sprawę, przecież mogła przewidzieć, że Otto kiedyś dowie się o jej niewielkim przeinaczeniu faktów. Miał to spowodować chociażby ten prosty fakt, że był Niemcem, w dodatku nie byle szeregowym, a kapitanem, któremu zarobki zwyczajnie wystarczały na wizytę w One-Two-Two. Jego wizyta należała nawet do tych spodziewanych, przecież zaglądała tam niemal tylko kadra oficerska. Co prawda nie kojarzyła go wśród klientów, a potrafiła mniej więcej powiedzieć, kto zjawia się tam więcej niż raz, jednak to wcale nie oznaczało, że w ogóle go tam nie było (w końcu mogli się mijać), a jeśli sam nie korzystał z podobnych usług, a tak przecież mogło być,  to wcale nie znaczyło, że koledzy go w pewnym momencie nie wyciągną. A wtedy dowiedziałby się prawdy. Jak dzisiaj.
Automatycznie założyła, że cała sytuacja była jego winą. W końcu przychodząc do kawiarni wcale nie spodziewała się niczyjego towarzystwa, nawet niespecjalnie go chciała. Jednak nie mogła nic powiedzieć, kiedy tak prostu dosiadł się do jej stolika. Przeganiać niemieckiego oficera było niebezpiecznie, nic o nim nie wiedziała, nie miała pojęcia, jak zachowałby się, gdyby postanowiła ostentacyjnie go spławić. Niektórzy byli mściwi, złośliwi, skąd miała wiedzieć, że Otto nie zachowa się podobnie? Siedziała więc zakłopotana, dość małomówna, ale mu to chyba nie przeszkadzało. A jej po pewnym czasie przestało przeszkadzać jego towarzystwo. Głupio pomyślała „A czemu by nie” i na uśmiechy Otta zaczęła odpowiadać własnymi. Nim się obejrzała, zaczęła budować wokół niego zupełnie fałszywy obraz siebie, obraz taki, jaki gdzieś w głębi siebie chciałaby, by był rzeczywisty. Nie mający zielonego pojęcia o niej młody Niemiec wydał się jej idealnym materiałem do tego celu, mogła wykreować siebie w jego oczach jak tylko chciała. I dokładać kolejne cegiełki do tej wizji podczas każdego kolejnego spotkania. Nie widziała w tym nic złego, bo przecież pewnie i tak im w życiu było nie po drodze, więc na czas tych niedługich kawiarnianych rozmów mogła pokazać się z innej strony. Z lepszej, bardziej wartościowej, akceptowalnej społecznie. Nie wszyscy pogardzali jej zawodem, oczywiście, ale rozmowa wyglądała jednak inaczej, kiedy ktoś gdzieś z tyłu głowy miał tę myśl, że mówi do prostytutki, a inaczej, kiedy ktoś myślał o niej jak o sympatycznej pokojówce. To naprawdę robiło różnicę. Claire szła o zakład, że Otto nie rozmawiałby z nią tak miło, gdyby wiedział. Wykorzystała więc jego niewiedzę w dogodny dla siebie sposób, sądząc, że to całkiem niewinne kłamstwo. Chciała tylko namiastki zwykłego życia, to chyba dobry powód? Zresztą, gdyby wtedy się do niej nie przysiadł, nie byłoby o niczym mowy.
Nie zastanawiała się nawet co zrobi, kiedy prawda wyjdzie na jaw. Chyba po prostu liczyła na to, że nigdy tak się nie stanie, że wszystko ujdzie jej na sucho, a kiedy w końcu przestaną widywać się  w kawiarni, będzie to tylko miłe wspomnienie. A nie ciągnące się pasmo zażenowania, na co obecnie się zapowiadało.
Momentalnie zrobiło jej się tak głupio, że naprawdę nie była w stanie na niego spojrzeć. Bała się, że w tych przyjaznych do tej pory oczach ujrzy obrzydzenie, a choć Otto w dalszym ciągu był poniekąd nieznajomym z kawiarni, to naprawdę nie chciała, by tak o niej myślał. Bała się, że ciężar jej niewinnego, jak do tej pory sądziła, kłamstwa, okaże się być zbyt ciężki do udźwignięcia, a oceniające spojrzenie kawiarnianego towarzysza nie do zniesienia. Że jego zachowanie będzie nie do zniesienia. Tak łatwo mógłby teraz sprawić, by poczuła się jak śmieć! Dobrze wiedziała, czym jest, mierzyła się z tą myślą każdego dnia, widziała ją w oczach innych, czasami słyszała, ale tamci ludzie dobrze wiedzieli o jej zawodzie, niczego im nie wmawiała, nie karmiła ich kłamstwem. A Otto musiał się skonfrontować z rzeczywistością, która nijak miała się do tego, co mu o sobie mówiła.
Nie tak to miało wyglądać.
Chyba jedyne, o co mogła prosić, to o fakt, by młody Niemiec wykazał się takim taktem, jakim wykazywał się podczas ich pogawędek przy kawie. By nie wspominał o ich znajomości. By nie był okrutny. By nie zwracał się do niej po imieniu, po jej prawdziwym imieniu. Nie mogłaby dzisiaj dłużej pracować, gdyby Karl w pokoju zwrócił się do niej „Claire”. Z tą chwilą chyba zwyczajnie uciekłaby nie tylko z pomieszczenia, ale w ogóle z One-Two-Two. Oddzielenie życia Claire od życia Dianne stanowiło bardzo ważną rzecz w jej egzystencji, utrzymywało ją w stabilizacji, pomagało wczuć się w rolę… Och, byłaby mu wdzięczna, gdyby w tym momencie po prostu opuścił salę. Bez słowa, może trochę ostentacyjnie, ale jednak zachowując szczegóły na jej temat dla siebie.
Otto jednak nie odszedł, Claire trwała więc w niepewności, dalej nie mając pojęcia, jak powinna się zachować względem niego. Najprościej wydawało się zwyczajnie go ignorować… ale to szybko okazało się być niewykonalne. Nie, kiedy wpadła na ten głupi pomysł sięgnięcia po alkohol, po który on sięgnął dokładnie w tym samym momencie. Zamarła, prawie wstrzymując powietrze, ale wtedy Otto odezwał się do niej zupełnie neutralnie, bez żadnego gniewu w głosie, uprzejmie nalewając jej trunku do szklanki. Odebrała od niego naczynie, mamrocząc jakieś podziękowania. W dalszym ciągu uparcie nie patrzyła mu w oczy, dla niepoznaki zatrzymując spojrzenie na jego ustach. Tak było bezpieczniej. Jednak ręka dziewczyny wyraźnie zadrżała, kiedy poczuła, jak palce Otta muskają jej dłoń. Wciągnęła gwałtownie powietrze, bowiem na taki nagły kontakt zupełnie się nie przygotowywała. Czemu tak się zachowuje, to ma czemuś służyć? Myśli Claire goniły jak szalone, przez co chyba przestała pilnować tego, jak się zachowuje, bo chwilę później okazało się, że małe przekazanie alkoholu prostytutce miało swoich bacznych obserwatorów.
– No, no, Langbein, chyba udało ci się zawstydzić naszą Dianne. Pierwsze widzę! – zaśmiał się towarzysz Karla, swoimi słowami powodując, że Gunet dla odmiany zbladła. – Nawet naszemu biegłemu w słowie Karlowi się to nie udało – kontynuował, sprawiając, że całe towarzystwo zwróciło na nich uwagę.
– Ach, Otto, jak to robisz, że kradniesz atencję młodych dam, gdziekolwiek się pojawisz – podchwycił żart Kirchner, wychylając kolejny kieliszek alkoholu. – Myślisz, że miałaby bardziej ochotę na twoje towarzystwo? – zapytał, a reszta Niemców zawtórowała mu, że Langbeinowi chyba udało się odbić koledze towarzyszkę.
– Chyba się jej spodobałeś – szepnęła konspiracyjnie Louise, ale tak, by na pewno wszyscy ją usłyszeli. A Claire nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. Momentalnie wyprostowała się, by chwilę później przybrać bardziej rozluźnioną pozę i przywołała na usta tajemniczy uśmiech, który mógł oznaczać wszystko i nic jednocześnie. Pomyślała, że jest źle, jeszcze przed tym, jak towarzysze Otta zaczęli ją zachęcać do tego, by usiadła mu na kolanach, bo „a nuż uda jej się go namówić”.
– Nie chciałbyś spędzić z nią nocy? –  z ust Karla padło w końcu pytanie, którego tak bardzo nie chciała usłyszeć, a zadane w akompaniamencie ogólnej wesołości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Restaurcja i scena   Sob Lis 12, 2016 8:43 pm

Naiwna była sądząc, że uda jej się ukryć prawdę, być tą, której obraz wykreowała na potrzeby ich kawiarnianej znajomości. Ile to trwało? Krócej niźli chciała - dwa światy przeniknęły się wśród papierosowego dymu, ostrego smaku whisky i skocznej muzyki dobiegającej ze sceny, na której pojawiły się skąpo odziane piękności mające za zadanie nacieszyć oczy widzów i skłonić ich do dłuższej, bardziej intensywnej wizyty w lupanarze. To co miało być niewinną rozrywką, odprężeniem po dniu spędzonym na lotniskowej płycie, na której zdzierał gardło starając się przekrzyczeć warkot silników i dotrzeć z instrukcjami do tych mniej bystrych kadetów, stało się jego prywatnym towarzyskim piekiełkiem. Wrażliwy z natury czuł się źle będąc świadkiem czyjegoś upokorzenia, a właśnie to musiało towarzyszyć dziewczynie, z której brutalnie zdarto maskę, odsłaniając tę nieakceptowalną społecznie część jej osoby. Nie winił jej za kłamstwa, których padł ofiarą - rozumiał je. Jestem dziwką, nie gościło w kanonie rozmów toczonych nad filiżanką kawy. To on poniekąd zmusił ją do tego, narzucając swoje towarzystwo, przed którym początkowo wzbraniała się uprzejmym milczeniem topniejącym wraz z upływem kolejnych spotkań, gdzie jedno i drugie coraz bardziej otwierało się względem siebie.
Teraz siedząc na przeciwko niej nie chciał czuć obrzydzenia, które ogarniało go, gdy widział dłonie Karla błądzące po jej ciele, bezwolnie wyobrażając sobie co ten z nią uczyni, gdy tylko znajdą się w bardziej kameralnym miejscu. Sam na sam, wzdrygnął się niedostrzegalnie. Nie potrafił opędzić się od myśli ilu z nich ją miało, jak wielu znanych mu oficerów korzystało z wdzięków młodej kurtyzany, która dla niego samego była po prostu Claire, hotelową pokojówką. Przymknął nieznacznie powieki, mając nadzieję, że ta nie dostrzeże w jego zwykle roześmianych oczach cienia towarzyszącej mu odrazy. Nie potrafił jej zwalczyć, choć niczego innego bardziej nie pragnął w tym momencie. Było to silniejsze od niego, zupełnie niezgodne z jego osobą. Ledwie powstrzymał się przed zgrzytnięciem zębami w reakcji na żart młodszego oficera, który okazał się bystrzejszym obserwatorem niż Langbein się spodziewał. Gdyby tylko wiedział...! Zawartość szklanki trzymanej w dłoni gwałtownie malała wraz z kolejnymi dowcipnymi uwagami, które musiał znosić bez mrugnięcia powieką, aby nie dać po sobie poznać, że dotykają go one nie tyle co boleśnie, co drażliwie. W zwykłych okolicznościach roześmiałby się, podchwytując temat i odwdzięczając się w podobnym tonie, wszak nie robili tego złośliwie. Zwykłe gadania zaprawione nieco zbyt dużą ilością alkoholu, co nie zmieniało faktu, że na policzki Otta wkradł się delikatny rumieniec, ciężko stwierdzić czy wywołany bardziej zażenowaniem czy złością. Oczywiście zapytany odpowiedziałby, że to efekt ciepła panującego w sali oraz whisky spożywanej bez większego umiaru. Myśli wirowały w jego głowie, kiedy tak szukał właściwych słów ratujących ich z tej niezręcznej sytuacji, jednak te uciekały, umykały gdy już był tuż, tuż. Zaciągnął się papierosem, odwlekając w czasie odpowiedź.
- Nie rozumiem dlaczego tak bardzo was to dziwi - otworzył wargi, spomiędzy których wypłynęły kłęby białego dymu, otaczając go i chwilowo ukrywając przed rozbawionymi spojrzeniami. Sam również zdobył się na uśmiech, odzyskując właściwy sobie animusz i rozpierając się na krześle wygodniej, starając się zmazać poprzednie wrażenie zawstydzenia. Byli jak psy, wyczuwali słabość na odległość. - Powinniście być do tego przyzwyczajeni - wzruszył ramionami, strzepując popiół z papierosa do popielniczki, nie patrząc jednak na Claire znajdującą się w centrum zainteresowania reszty towarzystwa. Nie odezwała się ani słowem, nie licząc cichego podziękowania za trunek, odkąd zjawiła się przy jego stole, a on właściwie nie dziwił się temu wcale.
Nie spodziewał się jednak tego, że Kirchner postanowi mu ją odstąpić, oddać niczym lalkę czy inną zabawkę, pożyczyć przyjacielowi, aby i on poznał przyjemność płynącą z jej użytkowania. Wbił w Karla ciężkie spojrzenie, mnąc w ustach stek przekleństw. Sam przecież jeszcze chwile temu myślał o tym samym, jednak wypowiedzenie tych słów na głos uzmysłowiło mu jak źle to brzmiało. Odrażająco, jeśli ktoś zapytałby go o zdanie. Nie wiedział co powiedzieć żeby nie dokładać kolejnej porcji upokorzenia na wątłe barki jasnowłosej Paryżanki uciekającej przed nim spojrzeniem.
- Właściwie dlaczego nie - uniósł jasną brew, zduszając peta w popielniczce nieco zbyt gwałtownie, uśmiechając się przy tym do Karla szeroko i z satysfakcją odnotowując zdumienie odmalowujące się na twarzy mężczyzny. Nie spodziewał się tego, święcie przekonany, że Langbein odmówi, obracając wszystko w żart. Choćby właśnie dla jego miny warto było powiedzieć "tak". Odsunął krzesło, wstając i wygładzając poły munduru, następnie wyciągając dłoń w stronę milczącej Claire. Nie mogła go zignorować, a Kirchner także niewiele miał do powiedzenia, mimo całej wzajemnej sympatii to Hauptmann wciąż pozostawał osobą, której woli nie należało się sprzeciwiać.
- Mademoiselle - w tonie zabrzmiały ponaglające nuty, skłaniające do podążenia jego śladem. Kiedy wstała, objął delikatnie jej kibić ramieniem, popychając lekko do przodu, chcąc jak najszybciej oddalić się w stronę barowej lady, bynajmniej nie mając ochoty na zwiedzenie bardziej ustronnych zakamarków One-Two-Two. Nie wszyscy musieli o tym wiedzieć, pozwolił więc myśleć im, że nareszcie po dwóch latach udało się skusić go ofertą wykraczającą poza kupno kolejnej butelki alkoholu. Bez mrugnięcia okiem założyłby się, iż przy następnym spotkaniu przyjdzie mu wysłuchać na ten temat całej serii żartów kiepskiej jakości, które zapewne właśnie teraz zaczęli obmyślać. Nie mógł już słyszeć reszty oficerów oraz Louise, oddalili się od niech na znaczną odległość, a Otto dopiero teraz uświadomił sobie w pełni co zrobił. - Przepraszam, ja... nie wiedziałem jak zareagować - opuścił spojrzenie na Claire, szczerze obawiając się jej reakcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Restaurcja i scena   Wto Lis 15, 2016 9:31 pm

Kończcie, oszczędźcie mi wstydu.
Ach, gdyby tylko wiedzieli, jak niezręczną sytuację stworzyli! Claire nie była w stanie nic powiedzieć, milczała niemal jak zaklęta, pozwalając, co być może było błędem, by towarzystwo zgadywało, co Dianne chciała powiedzieć i samo wkładało jej w usta słowa. Efektem tego był fakt, że biedna dziewczyna miała ochotę zapaść się pod ziemię. Ścierpiałaby wszystko tego wieczora, naprawdę wszystko: najbardziej obelżywe uwagi czy chamskie złośliwości, ale obecności Otta znieść nie mogła. Uwag na temat jej i jego razem w jednym z pokojów na górze tym bardziej. Wstyd jednak zupełnie ją zablokował, odebrał zdolność swobodnej rozmowy, rozmowy w ogóle, nie była w stanie się obronić, więc pozwalała, by kolejne słowa w nią uderzały, coraz bardziej chwiejąc jej spokój i opanowanie. Jednocześnie wiedziała, że byłoby gorzej, gdyby się odezwała, gdyby podjęła grę i w jej ramach musiałaby usiąść Langbeinowi na kolanach, uwodzić go uśmiechem i drobnymi gestami, jak Dianne miała w zwyczaju. Milczenie poniekąd było też wybranym przez nią wyjściem. Mniejszym złem. Choć sama rzuciła się lwom na pożarcie, nie musiała dodatkowo się kaleczyć.
Trwała na kolanach Kirchnera niczym bezwolna kukiełka, niemal nie zauważając dłoni błądzących po jej ciele. Była teraz wyczulona tylko na jedną, siedzącą dokładnie naprzeciwko niej osobę, na jej gesty, ruchy i słowa. Nie spojrzenia. Spojrzeń unikała, w dalszym ciągu broniła się przed patrzeniem mu w oczy, bojąc się, że ujrzy w nich obrzydzenie, zamiast ciepłej serdeczności i szczerej sympatii, jak do tej pory. Pełne goryczy było piwo, które sama nawarzyła. Pozostawało jej tylko się uśmiechać i czekać, czym ta sytuacja się skończy. Miała nadzieję na trochę śmiechów i zapomnienie o całej sprawie, liczyła też na to, że gniew młodego Niemca przeważy, nie pozbywając się jednak taktu, i po prostu opuści on One-Two-Two.
Propozycja Karla była spełnieniem najgorszych koszmarów. Po zgodzie Otta poczuła, że jej słabo.
Niejesttymtypemczłowieka, niejesttymtypemczłowieka. Nie bądź tym typem człowieka.
Podała mu dłoń z uśmiechem, ale był to uśmiech lalki – ładny, pełny uroku, odwracający uwagę od pustki w oczach, która tak idealnie odwzorowała to, co czuła w środku. Z każdym kolejnym krokiem oddalającym ich od stolika ogarniała ją coraz większa panika. Była zwyczajnie przerażona wizją zaprowadzenia mężczyzny na górę, do jednego z pokojów i…
Co takiego?
Przepraszam?
Powoli odwróciła głowę w jego stronę, patrząc na niego z niedowierzaniem, połączonym w dalszym ciągu wypełniającym ją przerażeniem. Przepraszał ją za swoje zachowanie? Claire spojrzała na niego jak na wariata. Za co miał ją przepraszać, za jej kłamstwa? Ale jednak on nie kłamał, w jego oczach zauważyła obawę i szczerość, naprawdę miał to na myśli. Wstrzymała powietrze i przez dłuższą chwilę zupełnie nic nie mówiła.
Tu nie można spokojnie porozmawiać, chodź – powiedziała cicho, łapiąc go dość niepewnie za dłoń i prowadząc na górę. Do jednego z pokojów. Jednak w zupełnie innym celu, niż zakładała to jeszcze chwilę temu.
Nie był tym typem człowieka?
W pokoju, pełnym czerwieni i bieli, tak jak wszystkich pozostałych mężczyzn, zostawiła go tuż za progiem, a sama podeszła do okna. Tym razem jednak nie był to początek gry wstępnej, tym razem była to potrzeba zdystansowania się, w dalszym ciągu wstydu i nie mijającej obawy, że Otto jednak nią gardzi. Stanęła tyłem do pomieszczenia, milcząc przez dłuższą chwilę, bo choć przecież chciała z nim porozmawiać, tak teraz nie wiedziała, co mogłaby powiedzieć.
Przepraszam, Otto – odezwała się w końcu, wybierając najprostszy z pomysłów na rozmowę. – Przepraszam. Ja po prostu… ja chyba po prostu chciałam, żeby było normalnie – wyznała, zerkając na niego znad ramienia, zanim znowu odwróciła spojrzenie. Objęła się ramionami i skuliła nieco w sobie, w napięciu czekając na jego odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Restaurcja i scena   Nie Lis 20, 2016 9:35 pm

Wyraz dziewczęcych oczu zdumiał go, odciskając się w pamięci równie przyjemnie co rozżarzony metalowy pręt.  Nie spodziewał się tego co w nich wyczytał, nie chciał tego widzieć. Przerażenie goszczące za delikatną kotarą rzęs sprawiło, że zacisnął gwałtownie wargi, unosząc spojrzenie nad głową Claire, uciekając nim gdzieś w kierunku długonogich tancerek, których postacie rozmazywały mu się przed oczami. Nie widział ich, skupiony wyłącznie na niej - naprawdę sądziła, że byłby skłony do zadania tak upokarzającego ciosu? Formował pytanie, chcąc potwierdzić swoje domysły, lecz uprzedziła go, kilkoma słowami gasząc zaczątki budzącego się w nim gniewu. Czując jej drobne palce wsuwające się w jego dłoń, opuścił na nią spojrzenie, pozwalając w milczeniu poprowadzić się na wyższe piętro, na którym znajdowały się pokoje oferujące gościom One-Two-Two więcej prywatności.
Zamknął cicho drzwi, rozglądając się po pomieszczeniu z uwagą na tyle dużą, by bez trudu można było stwierdzić, że nieszczerą. Czuł się nieswojo, co samo w sobie wprawiało go w zdumienie, bo przecież to on oczekiwał wyjaśnień, słów skruchy? Właściwie sam nie wiedział do czego dąży, po co przedłuża to niezręczne spotkanie. Co więcej mogło zostać powiedziane? Podświadomie unikał spojrzeniem łóżka znajdującego się zaledwie kilka kroków od niego, wsuwając dłonie w kieszenie spodni i zaciskając palce na jedynym przedmiocie, który w nich znalazł - srebrnej zapalniczce z drobnym grawerunkiem. 
Przepraszam, Otto.
Pokręcił wolno głową, nie zmniejszając dystansu między nimi, pozwalając zachować pozory komfortu. Nie wiedział co odpowiedzieć. W istocie mało co wiedział odkąd zobaczył ją tego wieczoru w towarzystwie Kirchnera, kiedy iluzja ich znajomości runęła, ukazując brzydką prawdę, od której gdyby tylko mógł odwróciłby oczy, chcąc udać, iż nic podobnego nie miało miejsca. Czy nie tak właśnie postępował napotykając na swojej drodze nieprzyjemności? Dawno nauczył się, że świat nie składa się z dwóch barw, czarnej i białej, a patrząc na odwróconą do niego plecami Claire nie mógł pozbyć się z myśli czy to oni są odpowiedzialni za jej decyzje. Ile podobnych do niej kobiet musiało porzucić swoje poprzednie życie na rzecz lupanaru pozwalającego dalej egzystować? Czy była jedną z tych, których świat zburzyli? Chłodny metal zapalniczki przyjemnie koił rozgorączkowane palce dłoni nie mogące zastygnąć w bezruchu, a Otto przechylając głowę na lewe ramię zastanawiał się ile w tym wszystkim co powiedziała mu Francuzka było prawdy. 
- Masz chociaż na imię Claire? - zabrzmiało to zbyt szorstko z czego zdał sobie sprawę dopiero po fakcie. Nie zmitygował się, przyjmując postawę zupełnie inną niż prezentował zaledwie chwilę wcześniej. Bardziej oficjalną, nie mającą w sobie nic z poprzedniej miękkości, jakby tym chcąc przysłonić własną niepewność. - Czy to też było kłamstwem? - drążył dalej, nie spuszczając błękitnych oczu z dziewczyny. Odwrócona do niego plecami, wpatrzona w ciemność za oknem, nie mogła widzieć ich wyrazu. Brzydkiego, twardego i zupełnie niepasującego do delikatnej urody niemieckiego Hauptmanna, który przyzwyczaił otoczenie do niegasnącego na wargach uśmiechu. - Właściwie nie musisz odpowiadać - kolejne wzruszenie ramionami, poparte dziwnym przeświadczeniem, że nie rozumie swojego własnego zachowania, chwiejnego i nielogicznego. Nie pasującego do niego zupełnie. - To twoja sprawa, nic mi do tego - a mimo to nie pociągnął za klamkę, nie opuścił pokoju. Zamiast tego wyciągnął dłonie z kieszeni, ściskając pomiędzy palcami zapalniczkę i szybko odnajdując napoczętą paczkę papierosów znajdującą się w niezapiętej marynarce munduru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Restaurcja i scena   Sro Lis 23, 2016 12:13 pm

Przeprosiny Otta dużo zmieniły. Co prawda nie uspokoiły jej nerwów, w dalszym ciągu była ich kłębkiem, ale przerażenie zostało powoli tłumione, a ją ogarnęło niejasne poczucie ulgi. W pewien sposób naprawdę okazał się być tym samym Niemcem, którego spotkała w kawiarni: taktowny, miły i sympatyczny. I mogła liczyć na te cechy. W dodatku najwyraźniej nawet nie przeszło mu przez myśl, by on, tak jak i wiele mężczyzn przed nim, stał się jej klientem. Jego zachowanie na to wskazywało, przecież inaczej by jej nie przepraszał, inaczej nie patrzyłby na nią z taką obawą w oczach! Poruszona i podbudowana tym spostrzeżeniem, odważyła się zabrać go na górę w celu porozmawiania. Bądź przynajmniej próby rozmowy, bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że tłumaczenie się z tego brzydkiego kłamstwa może nie być dla niej łatwe. A dla niego akceptowalne, pomimo wszystko. Ludzie, którzy wiedzieli, czym zajmuje się na co dzień, mogli być dla niej uprzejmi, mogli się do niej uśmiechać i życzyć miłego dnia, ale w ich oczach widziała niechęć, dostrzegała ukrytą pogardę i dystans do jej osoby. Rzadko kiedy ktoś szczerze nie miał nic przeciwko zawodowi prostytutki, a głównie były to osoby z przestępczego półświatka, które, wbrew temu, co się o nich mówi, lepiej rozumieli ludzkie motywy i nie potępiali za nie nikogo. Nie zdziwiłaby się, gdyby i w oczach Otta dostrzegła pogardę, miał przecież do tego pełne prawo. Ukrywała przed nim to, czym tak naprawdę się trudni. Nie zdziwiłaby się, ale byłoby jej szczerze smutno – nie tak wyobrażała sobie ich znajomość.
Stojąc już po oknem, po raz kolejny zaczęła się zastanawiać, jak właściwie wyobrażała sobie ich znajomość. Z obecnej perspektywy zupełnie się przed nim odsłoniła, sama dała mu ręki narzędzie, z pomocą którego mógł strzaskać pozostałe w niej resztki pewności siebie, dzięki którym miała siłę codziennie wstawać z łóżka. Niby tylko jedno kłamstwo, za to jak brzemienne dla niej w skutkach! Ona, która tak bardzo dba o oddzielenie życia Dianne od życia Claire, tak nierozważnie postąpiła w stosunku do niemieckiego oficera. Przecież to głównie oni stanowili klientelę One-Two-Two, mogła domyślić się, że w pewnym momencie pozna prawdę. Łudzenie się, że tam nie bywa, było kolejnym przejawem naiwności z jej strony. Gdyby już na początku powiedziała mu prawdę, teraz wcale nie musiałaby bać się jego reakcji.
Ale wtedy pewnie nie rozmawialiby tak swobodnie. Pewnie szybko opuściłby jej stolik, tłumacząc się jakimś umówionym spotkaniem. I może byłoby tak bezpieczniej, nie odsłoniłaby się przed nim tak bardzo, nie zaczęłaby pokazywać mu pragnącej normalnego życia Claire, nie zaczęłaby go lubić i mieć nadzieję na ponownie spotkanie. Nie stanowiłby jaśniejszego punktu w jej życiu, przez co niemożliwym dla niego byłoby aż takie wpłynięcie na jej samopoczucie. Nie bałaby się jego następnego słowa, gestu, czy w ogóle reakcji, nie siedziałaby jak na szpilkach na kolanach Kirchnera i wizja zaprowadzenia go do pokoju i wykonanie swoich obowiązków nie napawałaby ją takim przerażeniem. Poznałby Dianne, nie Claire, przez co wszystko byłoby teraz prostsze. Konieczność przejścia ze znajomości Claire na znajomość Dianne w pewnym sensie wewnętrznie by ją zniszczyła – nie udałoby jej się utrzymać tych dwóch światów osobno, a to pierwszy krok ku jej załamaniu.
Słysząc słowa Otta i ton jego głosu, jeszcze mocniej zacisnęła dłonie na ramionach, głośno wciągając powietrze. Och, to bolało. Odwróciła powoli w jego stronę, wzrokiem przepełnionym autentycznym smutkiem.
Nazywam się Claire Guenet – szepnęła niepewnie, jakby wymówienie tych słów sprawiało jej trudność. I sprawiało, bo po raz pierwszy wymawiała swoje prawdziwe imię w jednym z pokoi w One-Two-Two. Opuściła ręce wzdłuż ciała, robiąc parę niepewnych kroków w stronę mężczyzny, po chwili jednak rezygnując z tego kierunku i idąc w stronę drugiego okna. Światło świecy, koło której przeszła, zamigotało. – Naprawdę podobają mi się twoje szkice! Jedna z kamienic przy Placu Republiki i most Aleksandra III. I… dalej mam te wróble od ciebie – wymamrotała, rzucając mu krótkie spojrzenie. – Moimi ulubionymi kwiatami naprawdę są goździki, choć wiosenną porą wolę zbierać fiołki. Do kawy naprawdę najbardziej lubię zjeść kawałek tortu Sachera, w innych przypadkach jest to rurka z kremem. Naprawdę lubię upały, spacerować boso po trawie… Śpiewać również lubię! Tutaj nikomu nie śpiewam – mówiła cicho, przytaczając tylko niektóre tematy, o których wspólnie rozmawiali.  Przestąpiła z nogi na nogę, nerwowo pocierając dłonie. – Przepraszam, Otto – powtórzyła cicho, znów na niego patrząc. – Nie sądziłam, że z kimkolwiek będę tam rozmawiać, ale ty byłeś taki… taki inny. Ja też chciałam być inna – przyznała szeptem, spuszczając głowę. – Przyznaję, że to było głupie z mojej strony… ja nie mogę być inna – zaśmiała się krótko, jednak ten śmiech nie miał w sobie nic z wesołości. – Jeśli w jakikolwiek sposób popsułam ci humor, to naprawdę jest mi z tego powodu przykro… nie chciałam… jestem trochę naiwna, wiesz. – Znów powróciła do pocierania o siebie dłoni. Chwilę później ruszyła w stronę łóżka, na którego brzegu przysiadła. – Chciałam ci tylko podziękować za to, że nie zdradziłeś mnie przed nimi. To… ważne. – Znów się podniosła i zrobiła nawet parę kroków w stronę Otta, stając przed nim i patrząc mu w oczy, ale chwilę później znów uciekła pod okno. Może nie zauważył jej zaszklonego spojrzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Restaurcja i scena   Czw Lis 24, 2016 11:45 pm

Nie umknęło jego uwadze jak coraz mocniej zaciska dłonie na ramionach, jak ciasno się nimi obejmuje. To wystarczyło, aby pożałował swoich słów i tonu, który się w nie wkradł, tak zwracać mógł się do swoich podwładnych stojąc na płycie lotniskowej, nie do niej. Wciąż przecież była dziewczyną z kawiarni, nic się pod tym względem nie zmieniło. 
Zmieniło się wszystko.
Opuścił na chwilę powieki, a gdy uniósł je ponownie, patrzyła na niego. Jej smutne spojrzenie skrzyżowało się z jego twardym, mięknącym z każdym kolejnym dziewczęcym słowem. Brzmiała jak ona, przypominała wspólnie spędzone chwile, umiejętnie kruszyła mur, który między nimi postawił, zasłaniając się gniewem i dziwnie pojmowaną urażoną dumą. Odpalił powoli papierosa, odwlekając w czasie swoją odpowiedź, zbierając najodpowiedniejsze słowa, porządkując myśli i uczucia. Nie było to łatwe, właściwie chyba nie potrafił odpowiedzieć na pytanie co dalej, widzieć w niej tylko Claire, a nie Dianne. Zacisnął mocno palce na nasadzie prostego nosa. Czy to naprawdę było tak ważne? Wciąż przecież była tą samą osobą, prawda? Drobną, jasnowłosą Francuzką o uśmiechu, którego samo wspomnienie skutecznie poprawiało mu nastrój. Dziewczyną widzącą w nim człowieka, nie wrogi mundur. Słuchającą, dzielącą się spostrzeżeniami, obdarowującą namiastką tego ciepła brakującego na co dzień. Opuścił lekko ramiona, garbiąc się nieznacznie, pozbywając się sztywnej wojskowej postawy przybieranej, gdy czuł się co najmniej nieswojo. Otto. Nawet jego imię brzmiało w jej ustach inaczej, ładniej - pewnie wyłącznie przez związane z tym wspomnienia. Nie był tylko (aż?) Hauptmannem, niemieckim oficerem. Niewiele było osób w Paryżu mogących zwracać się do niego w ten sposób, a nie należnym mu tytułem, wojskowym stopniem. Nie myślał o tym zbyt często, nie zagłębiał się we własne uczucia, być może bojąc się tego co prawdziwe, ale niekoniecznie... miłe. 
Odchrząknął cicho, podrażniając dymem ściśnięte gardło. W towarzystwie Claire, nie Dianne, łatwo było mu zapomnieć o bożym świecie, tym że wojna wcale się nie skończyła, a on od dwóch lat nie widział domu, przebywając na obczyźnie i chowając w pamięci coraz więcej bliskich osób. Nie chciał pogrzebać i jej, co uświadomił sobie nagle z niemałym zdumieniem. Pokręcił głową, strząsając z czoła kosmyki jasnych i zdecydowanie zbyt długich jak na żołnierza włosów.
- Ja... - dlaczego tak ciężko było odnaleźć właściwe słowa, mimo że mówiło się w swoim rodzimym języku? - Nie chciałem żebyś poczuła się osaczona, przepraszam - rozłożył bezradnie ręce na boki, nie przejmując się popiołem obsypującym się z papierosa ściskanego między palcami. Bez śladu zniknął szorstki ton, a w oczach ponownie zamigotało coś na kształt niepewności. Jak mogło być inaczej, gdy patrząc na Claire czuł jak  nieprzyjemnie ściska go w dołku, wykręcając wnętrzności jak wtedy, gdy spadochron zdawał się otwierać zbyt długo. W tym momencie prawdopodobnie wolałby wyskoczyć bez niego niż dłużej słuchać wyjaśnień dziewczyny, jej kajania się, którego przecież jeszcze ledwie przed momentem, wręcz oczekiwał! Być może nie spodziewał się, aż tylu emocji z jej strony. Nie sądził, że tyle będzie to dla niej znaczyło. 
Ja też chciałam być inna.
Co mógł odpowiedzieć? Jakie słowa byłyby właściwie kiedy nie chciał jej stracić, mimo prawdy niszczącej tę znajomość? Zaciągnął się papierosem, postępując kilka kroków w przód, znacząc krótką ścieżkę popiołem. Patrzył jak Claire krąży po pokoju, przysiadając na chwilę na łóżku, nie przestając mówić. 
Szeptać.
Słuchał, nie przerywając tym razem, dając możliwość powiedzenia wszystkiego co przyszło jej do głowy, a czym chciała się z nim podzielić, wiedząc, że zbliża się moment, w którym jemu przyjdzie zabrać głos więznący w gardle. Złowił jej spojrzenie, dostrzegając w nim to czego najbardziej obawiał się w kontaktach z kobietami - zaczątki łez.
- Och, Claire - wyrwało mu się ciche westchnięcie, smętne i zduszone, zupełnie niepasujące do człowieka za jakiego chciał uchodzić. - Przestań - poprosił, przecierając wolną dłonią po twarzy. - To właściwie nic nie zmienia - to było kłamstwo, w które sam chyba wierzył albo usilnie postanowił wierzyć. - Wszyscy robimy rzeczy, których się wstydzimy - dodał cicho, pokonując w kilku długich krokach dzielącą ich odległość, niszcząc tym samym dystans między nimi. Przynajmniej ten fizyczny. Wyciągnął dłoń w jej stronę, niepewnie dotykając wątłego ramienia. Widocznie górował nad dziewczyną, nie spuszczając badawczego spojrzenia z jej twarzy ozdobionej siateczką piegów widocznych nawet pod wyzywającym makijażem, który psuł jej delikatną urodę. - Nie zrobiłbym niczego, co mogłoby by cię skrzywdzić - zapewnił gwałtownie, wzdrygając się ledwie widocznie, jakby sama myśl, iż mógłby z premedytacją zburzyć granicę dzielącą Claire od Dianne była dla niego nieakceptowalna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Restaurcja i scena   Pon Lis 28, 2016 12:39 am

Był zły, kiedy tutaj za nią wszedł. Naprawdę zły. Gniewał się. Ten gniew krążył pod skórą Otta, wydawało jej się, że nawet go czuje pod palcami, kiedy trzymała mężczyznę za rękę. Sztywna postawa Niemca również wskazywała gniew, bo do tej pory podczas ich spotkań nigdy nie prostował tak piersi, nie spinał ramion… nie patrzył na nią tak surowym spojrzeniem.
I co narobiłaś?
Kłamstwo ma krótkie nogi, kto jak kto, ale ona powinna o tym pamiętać. A jednak zamiast przystanąć na chwilę w miejscu i przemyśleć sobie całą sprawę, wolała beztrosko nurzać się w ułudzie, jaką stworzyła wokół swojej osoby. Było to tak przyjemne, że zapomniała o wszelkim niebezpieczeństwie, nawet nie pomyślała, że jakiekolwiek mogłoby się pojawić – zbyt zajęta przeglądaniem się w oczach Otta i cieszeniem się z nowej znajomości, straciła zdrowy osąd. Tak miło było mieć kogoś, kto nie patrzy na ciebie z obrzydzeniem, kto uśmiecha się do ciebie tak szczerze i kto tak prawdziwie okazuje ci zainteresowanie. Był Niemcem, owszem, ale jak bardzo różnił się od nich wszystkich! Nigdy nie rozmawiali na temat wojny, Otto słowem nie odezwał się na temat niemieckiej okupacji, nie obrażał Francuzów, zdawał się być po prostu i aż sobą – Claire naprawdę to doceniała. Rozmawiał z nią, słuchał tego, co ma do powiedzenia, rozbawiał! Nieświadomie czynił jej dni o wiele lepszymi, choćby widzieli się jedynie przez godzinę; stawał się jaśniejszym punktem dnia, poprawiał humor, kiedy sądziła, że to niemożliwe, podnosił samoocenę w chwilach załamania, choć pewnie nawet nie był tego świadomy. Nie wiedział, że ma taki wpływ na jej życie, chociaż przecież praktycznie w ogóle się nie znali. Tyle co podczas mało zobowiązujących rozmów – i już. Claire sama się dziwiła, że ktoś taki jak on, nieznajomy, może tak na nią działać, przynosić tyle dobra. A jednak, Otto pojawiał się na horyzoncie, a ona już się uśmiechała.
To wszystko sprawiało, że właściwie zapominała, jakim kłamstwem na temat swojej osoby go obdarzyła. Nie było ono takie ważne. W ogóle nie zastanawiała się, jak on się poczuje, kiedy jednak pozna prawdę, jak bardzo podda w wątpliwość wszystko, co mówiła, czy przypadkiem w jednej chwili nie zechce zerwać z nią kontaktu. Dziwki nie były osobami, z którymi zwykła osoba umawia się na luźne pogawędki w kawiarni. Miał prawo czuć się urażony, miał prawo się wściekać, miał prawo zakończyć ich znajomość.
Jednak Claire bardzo by tego nie chciała. Razem z wyjściem prawdy na jaw pojawił się w niej strach nie tylko odnośnie ujawnienia jej tożsamości swoim towarzyszom i złośliwej zemście na niej, ale także żal za utraconą znajomością.
Niesłuszny?
Widziała jak jego spojrzenie mięknie, postawa się rozluźnia, twarda mina powoli spełza z twarzy. Słyszała ton, do którego wkradły się przepraszające i niepewne nuty. Naprawdę byłby w stanie jej wybaczyć? Nie miała pewności, więc dalej brnęła w wyjaśnienia, pragnąc, by dał im wiarę. Żeby przynajmniej zrozumiał, że nie chciała źle i zachował dla siebie wszystko, co mu na swój temat powiedziała. Chociaż tyle.
Cała rozmowa niosła ze sobą duży ładunek emocjonalny i Claire pod koniec zwyczajnie przestała wytrzymywać. Niechciane łzy pojawiły się pod powiekami, a ona nie potrafiła tego powstrzymać. Chcąc oszczędzić tego widoku mężczyźnie uciekła pod okno, ale on i tak je zauważył. Czy to one tak wpłynęły na ton jego głosu? Brzmiał inaczej, jakby już się nie gniewał.
Drgnęła, kiedy zaczął mówić, powoli mrugając oczami. Z niedowierzaniem. Nie złościł się na nią, nie krzyczał, nie robił wyrzutów, nie był niemiły. Pocieszał ją. To było… niespodziewane. Zaskakujące. Nie sądziła, że ma szansę na taką akceptację, co najwyżej chłodną pogardę, ale to przechodziło jej najśmielsze oczekiwania. Dotyk Otta na ramieniu sprawił, że ponownie drgnęła, przez moment wpatrując się w jego dłoń z bezbrzeżnym zdumieniem. Gdy uniosła na mężczyznę wzrok, jej oczy wypełniły się również i nadzieją, zupełnie znienacka rodzącą się w sercu dziewczyny. Milczała przez dłuższą chwilę, przenosząc spojrzenie z jego twarzy na dłoń i z powrotem, nadal wyglądając, jakby nie mogła się czemuś nadziwić. Ostatecznie skierowała wzrok na swoje ramię, któremu towarzyszył dotyk Niemca i zastygła tak na kolejne długie sekundy.
Nie brzydził się jej dotknąć. Była to pierwsza myśl, jaka zaświtała jej w głowie. Drugą był fakt, że ona nie czuła się z tym dotykiem źle. To całkiem niezwykłe, zważywszy na fakt, że Claire, w przeciwieństwie, z oczywistych względów, do Dianne, unikała fizycznego dotyku obcych osób. Źle się z nim czuła i zazwyczaj wolała zachować dystans. Osób, które mają prawo zainicjować podobny kontakt, jest niewiele, właściwie tylko dwie: Jacques i Gilbert, z czego ten drugi sam nie przepada za przesadną bliskością. Otto odstawał od tej grupy. Ich spotkania w kawiarni, podczas których zaczęła się przed nim odkrywać, chyba sprawiły, że stał się kolejnym wyjątkiem.
Ostrożnie i w zamyśleniu położyła swoją dłoń na jego, w dalszym ciągu milcząc. Dopiero po dłuższej chwili ponownie spojrzała mu w oczy.
To nic nie zmienia? Moje kłamstwo? Mój prawdziwy zawód? Ludzie nie wdają się w jakiekolwiek relacje, poza zawodowym kontaktem, z podobnymi do mnie. Nadal chciałbyś się ze mną spotykać w kawiarni? – zapytała cicho, niepewnie, z nerwów strzelając oczami na boki. Naprawdę nie mogła się nadziwić reakcji Otta, tego, że znowu okazywał się być inny niż wszyscy.
Lepiej bądź ostrożny z podobnymi obietnicami… ale dziękuję – wymamrotała, ośmielając się na lekki, będący właściwie drgnieniem kącików ust uśmiech. Z jej oczu już zniknęły łzy.
Ponownie spojrzała na jego dłoń, z której w dalszym ciągu nie zdjęła swojej i zupełnie niespodziewanie stwierdziła, że ubiór, jaki obecnie prezentuje, jest zwyczajnie niestosowny. Za dużo odsłania. To nieodpowiednie. Cicho chrząkając, zdjęła rękę mężczyzny ze swojego ramienia, ale nie puściła jej zupełnie, dalej trzymała jego palce w lekkim uścisku, jednocześnie poprawiając wolną ręką zsuwając się ramiączko. Dopiero kiedy ponownie zerknęła na Otta, zorientowała się, że nie puściła jego dłoni.
Och, niezręcznie.
Ponownie cicho chrząknęła i ze zmieszaną miną uwolniła go od swojego dotyku, zaraz znów obejmując się ramionami. Tym razem powodem nie była chęć natychmiastowego zniknięcia ani chłód, tylko nagła konsternacja wynikająca z tego, co miała na sobie. Skąpą sukienkę, której nigdy w życiu nie założyłaby na żadne z ich spotkań w kawiarni. Liczyła na to, że kiedy się obejmie, jej dekolt nie będzie tak rzucał się w oczy. Wymamrotała pod nosem jakieś przeprosiny odnośnie narzucającej się nagości, stojąc już do mężczyzny tyłem i patrząc w jakiś punkt za oknem, ale chwilę później odwróciła tułów w jego kierunku.
Naprawdę nie chciałbyś zakończyć naszej znajomości? – zapytała niepewnie, zastygając w tak wygiętej pozie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Restaurcja i scena   Pon Gru 26, 2016 11:50 pm

Ambiwalencja własnych uczuć przytłaczała go, wyciskając z piersi ciche westchnięcie, które jeszcze chwilę wcześniej równie dobrze mogło być sarknięciem pełnym złości. Owszem, czuł się oszukany. Zbrukany można by rzec. Zawiedziony brzydotą swojego najnowszego odkrycia, zagubiony przez chęć wyciągnięcia dłoni, jak i cofnięcia jej. Miotał się bezsilnie spętany pomiędzy obrzydzeniem, a żalem, próbą ratowania tego co rozbiło się nad drobne kawałki, których posklejanie mogło przekroczyć jego wątłe możliwości. 
Wychowany w konserwatywnej rodzinie, wciśnięty w szablon ogólnie przyjętych norm kłamał mówiąc, że nic się nie zmieniło i chyba zdawał sobie z tego sprawę, mimo że stokroć wolałby żeby było inaczej. Słyszał kiedyś powiedzenie, że żadna praca nie hańbi. Nigdy jednak się nad tym nie zastanawiał, nie poświęcał sprawie większej uwagi. Aż do teraz - śmiało mógł powiedzieć, że nie była to prawda. Był częścią społeczeństwa, a kurwa zawsze była poza jego marginesem, sprzedając swoje ciało spychała się poza bezpieczną granicę, na której wciąż balansowali inni członkowie mniej poważanych profesji. Jak mógłby o tym zapomnieć? Pominąć? Udawać, że było inaczej? Nawet teraz patrząc na nią nie mógł przestać wyobrażać sobie rąk Kirchnera na jej jasnym ciele, tego co robiła z nim i dziesiątkami (nie chciał myśleć, że setkami, choć analityczny umysł szybko podpowiedział mu, że to całkiem prawdopodobne) innych, wśród których spora część była mu pewnie całkiem bliska, więcej niż tylko znana z widzenia czy nazwiska. Niechciane obrazy przesuwały mu się pod powiekami, kiedy tylko zacisnął je na sekundę za długo, skrywając błękitne spojrzenie za kotarą delikatnych rzęs. Wzdrygnął się, wmawiając sobie, że to chłód pomieszczenia wsunął się niczym nieproszony gość za sztywny kołnierz białej koszuli.
Przez ostatnie kilkanaście minut oszukiwał się więcej razy niż zdrowy rozsądek pozwalał, słabo więc wierzył w kolejne swoje zapewnienia, że będzie dobrze. Właściwie wierzył w nie równie mocno jak wtedy kiedy wsiadał za stery myśliwca, przekrzykując ryk silników w próbie zapewnienia młodszych członków swojej eskadry, że wszystko powiedzie się po ich myśli, choć doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak beznadziejne zadanie im przydzielono i jak wielu z nich po raz ostatni wzbija się w powietrze. 
Czyli w ogóle. 
Może za słabo próbował?
Ciepło bijące od nagiego ramienia Claire wprawiło go w konsternację, której nie dał po sobie poznać, jakby dopiero dotykając kobiety ponownie zdał sobie sprawę z jej obnażonego ciała, po którym z takim zdumieniem przesuwał spojrzenie siedząc przy style razem z resztą oficerów. Zapewne spłonąłby rumieńcem, gdyby kiedykolwiek wykazywał ku temu skłonności, szczęśliwie dziękując losowi, że dziewicze pąsy raczej nie często gościły na jego piegowatym obliczu - jeden raz tego wieczoru wystarczył w zupełności. Dotyk jej drobnych palców odwrócił myśli Otta od skąpego stroju, który niewiele pozostawiał wyobraźni, czyniąc tę sytuację jeszcze bardziej niezręczną - w końcu był tylko mężczyzną. Starał się zachowywać naturalnie, co nie było przecież możliwe, nie kiedy posiadało się tak znikome zdolności aktorskie co on. 
- Między nami? Nie, raczej nie - chciałby żeby tak było, naprawdę. Nie wiedział już czy mówi prawdę, czy może kłamie chcąc pocieszyć siebie, ją? - Kawa chyba nie zmieni z tego powodu smaku - wygiął wargi w czymś co można było nazwać cieniem uśmiechu, próbą zamaskowania własnego zmieszania. 
Mimo wszystkie nie chciał jej stracić, co wydawało mu się absurdalne. Czy do tego właśnie prowadziło życie z dala od rodzinnych stron? Czy bycie wrogiem prawie całego miasta, w którym żył od dwóch lat, kazało mu zadowalać się takim byle czym? Zmarszczył czoło, wyraźnie zniesmaczony tą myślą, tym że w ogóle mogła pojawić się ona w jego głowie, drąc cienką nić porozumienia, które starał się na nowo utkać - porozumienia z samym sobą.
- Nie rzucam słów na wiatr - wzruszył ramionami, zapominając chyba, że robił to nagminnie, zupełnie nie przejmując się składanymi obietnicami, łamiąc je gdy tylko wymagała tego okazja lub jego widzimisię. Nie tym razem? 
Zatopiony we własnych myślach zdawał się nie zwracać uwagi na to, że Francuzka wciąż zaciska palce na jego dłoni, jakby było to całkowicie naturalne, normalne i na miejscu - a było?, chyba nie. Dopiero kiedy je rozluźniła, opuścił spojrzenie na swoją rękę, aby za chwilę ponownie unieść je na bladą twarz Claire. To była najbezpieczniejsza opcja, odkrywanie kolejnych piegów ukrytych pod warstwą pudru i innych mazideł było bardziej komfortowe niż niechciane umykanie spojrzeniem wgłąb niemałego dekoltu sukienki.
- Porozmawiamy o tym we Flore - to chyba jasna odpowiedź, której udzielił unosząc lekko jedną brew, wbijając uporczywe spojrzenie w drobną figurkę stojącą pod oknem. - Jutro nie, nie mogę. Pojutrze, jak zwykle przed południem - nie chciał dłużej zostawać w tym miejscu, w tej sytuacji. Nie pytał też czy pasuje jej ten termin, wyraźnie zapominając, że nie rozmawia z jednym ze swoich podwładnych, emanując manierą właściwą oficerom, którzy często nie pozbywali się jej nawet we własnym domu wśród najbliższych. 
Odwrócił się na pięcie, wykonując całkiem zgrabny pół piruet i kierując kroki w stronę drzwi, mijając po drodze łóżko, w którego stronę rzucił krótkie pochmurne spojrzenie. Skorzysta z niego jeszcze dzisiaj?, niechętna myśl uderzyła w niego, zbijając z rytmu, przez co zachwiał się nieznacznie, co miało zapewne również dużo wspólnego z tym, że nie był do końca trzeźwy. Procenty wciąż żywo krążyły w jego krwi, choć widząc Claire zdawało mu się, że zniknęły, wyparowały. Teraz jakby wróciły, przypomniały o sobie i przyciągnęły myśli do siebie, podsuwając pod oczy butelkę whisky stojącą w barku w mieszkaniu na Passy. Nie zamierzał zostawać w One-Two-Two ani minuty dłużej, gorąco pragnąc aby ten wieczór, ta noc, już się skończyła. 
Bonne nuit - mruknął niewyraźnie, trzymając rękę na klamce i gasząc ledwo tlący się niedopałek zapomnianego papierosa w popielniczce stojącej na stoliku przy drzwiach. Nie czekając na odpowiedź, nie był nawet pewien czy go dosłyszała, opuścił pokój i skierował się do wyjścia, mając nadzieję, że nie spotka po drodze nikogo znajomego kto mógłby chcieć wdać się z nim w rozmowę. Na ten moment nie zniósłby więcej towarzystwa. 
zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Restaurcja i scena   

Powrót do góry Go down
 
Restaurcja i scena
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Élysée :: One-Two-Two-
Skocz do: