IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Sala bankietowa


Share | 
 

 Sala bankietowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Sala bankietowa   Wto Lip 26, 2016 5:51 pm



Sala bankietowa

Sala bankietowa jest bez wątpienia najbardziej reprezentacyjnym miejscem w całym instytucie. W czasie ważniejszych wydarzeń kulturalnych - takich jak przyjazd znanego w całych Niemczech naukowca bądź artysty - odbywają się tu przyjęcia oraz kolacje, na które uczęszczają zarówno okupanci, jak i paryżanie. Goście podziwiać mogą gustownie urządzone wnętrze i przepiękne ornamenty na ścianach oraz suficie. Na podwyższeniu zwykle zasiadają też muzycy, a czasem mniej lub bardziej znani chansonniers wypełniają salę bankietową słowami popularnych, niemieckich piosenek.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Pią Sie 26, 2016 12:54 pm

|| Początek

Koncert trwał w najlepsze już od ponad dwóch godzin. Fräulein Schulz kończyła właśnie jego drugą część. Widzowie wybrali sobie piosenkę na pożegnanie. Padło na dobrze znaną "Allein in einer grossen Stadt". Edith nie uważała, żeby miała tak wybitny głos, jak Marlene Dietrich, ale śpiewała ten utwór tyle razy, że wiedziała, iż da radę podołać. Siedziała na zamknięty fortepianie na środku sceny, a jej złota, długa do ziemi suknia odbijała światło za każdym razem, kiedy kobieta się poruszyła. Uśmiechała się delikatnie, omiatając wzrokiem ludzi siedzących przy stolikach z przodu i z tyłu, a jej delikatny głos rozbrzmiewał po całej sali: -[..]Und es lohnt nicht einmal mehr ein Wort zu sagen. Jetzt ist alles aus, Eine Welt stürzt ein... Man ist wieder einmal so allein. - Dokończyła ostatnie zwrotki piosenki i uśmiechnęła się do zebranych gości. Uwielbiała te momenty, kiedy cała uwaga była skierowana na nią. Zsunęła się z gracją z fortepianu i stanęła na środku sceny, aby się ukłonić. Z szerokim uśmiechem przyjęła wszelkie owacje i pomachała zebranym. Na dzisiaj koniec. - Przeszło jej przez myśl, bo mimo całej przyjemności jaka płynęła z występów to jednak były one męczące. Znalazła się za scenę, gdzie wcześniej przygotowywała się do występów. Usiadła w wygodnym fotelu i sięgnęła po wodę, która czekała na nią w kryształowej szklance upiła łyk. Drgnęła jednak zaskoczona, bo dopiero teraz zauważyła stojącego w drzwiach mężczyznę: - Herr Hatzfeldt. - Uśmiechnęła się szeroko do żołnierza i wstała, aby po chwili do niego podejść: - Cóż za miła niespodzianka. - Ucałowała go w policzki na przywitanie i przyjrzała mu się badawczo. - Dawno Pana nie widziałam Majorze. - Uśmiechała się delikatnie, ale z dystansem. Zawsze zachowywała dystans, nawet jeżeli pałała do kogoś wielką sympatią jak w przypadku Tobiasa. Wiedziała, że uwielbia muzykę i o wiele częściej zachwycał się jej grą na skrzypcach czy instrumentach klawiszowych, niż występami w filmach. Doceniała to, bo zauważał w niej trochę inne aspekty. W końcu nie jest głupiutką blondyneczką jak, sądzą poniektórzy. Ich interesowała powierzchowność, to co widzieli przed sobą. Nawet nie byli świadomi tego, że mało brakło, a szyłaby niektórych na stołach operacyjnych: - Co Pana tu sprowadza? - Zapytała mając oczywiście na myśli tył sceny i sięgnęła ponownie po swoją szklankę. Po tak długim występie gardło cierpiało, z resztą zgłodniała dość porządnie i miała ochotę pochłonąć jakiś alkoholowy napój z bąbelkami. Zapewne ktoś z obsługi zaraz się pojawi i wskaże jej miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Nie Sie 28, 2016 6:32 pm

Raz, dwa, trzy…
Liczył takty muzyki, w którą idealnie komponował się śpiew Fräulein Schulz. Czuł jak wolność otula jego ciało, jak kolejne nuty pieszczą jego ciało. W towarzystwie szampana nawet największy chłam brzmiałby rewelacyjnie, ale dziś miał do czynienia z prawdziwym dziełem sztuki. Uwielbiał kobiecy głos, który nieziemsko koił zmysły. Tobias był człowiekiem wymagającym, który nie wiedział, czego tak naprawdę chce od życia. Chociaż jego kariera przebiegała zaskakująco, wciąż nie odpowiedział sobie na pytanie, czego pragnie. Władzy, potęgi, kobiety obok? Miał syna, dzięki któremu wątpił w nadchodzącą filozofię świata XX wieku. Jakąż przyszłość rodziła dla niego wojna? Nie potrafił być dobrym ojcem, miał zbyt wiele wątpliwości, słabości, które pchały go właśnie tutaj: w ocean szampana i papierosów. Bił brawo, bo na to zasługiwała. Nie uśmiechał się, bo emocje trzeba było trzymać na wodzy. Gdy skończył się koncert, obrał tę samą drogę co zawsze. Trzymając bukiet kwiatów oraz porwane z tacy dwa kieliszki szampana, przeszedł na zaplecze i szybko odnalazł jej pokój. Czy to tu rozgrzewała głos? Liczył kroki do momentu stanięcia w drzwiach.
- Fräulein Schulz – powiedział melodyjnie. Chciał ją pocałować w dłoń, lecz pierwsza zerwała więzi niezręczności. Wręczył jej bukiet kwiatów z nikłym uśmiechem. Podobno nieśmiałością zdobywał serca kobiet. On swoje miał zamarznięte na lód i chciał po prostu wyzwań. Większych strat w samolotach wrogów, więcej szampana, więcej dymu, więcej… wszystkiego.
- Dawno pani nie śpiewała, a w szczególności dla mnie, czyż nie czas to zmienić? – spytał szeptem, spoglądając w oczy utalentowanej kobiety. Rzeczywiście  Tobias gardził aktorstwem. Gdy na ulicach i w życiu wydarzało się tyle dramatów, których nota bene często sprawcą był właśnie on, nie widział w tym żadnego sensu. Wystarczająco miał problemów tu i teraz. Wręczył kobiecie kieliszek szampana do dłoni, czekając na to, aż ktoś z obsługi przyniesie im całą butelkę.
- To był nietuzinkowy koncert, a sukcesy trzeba opić, za twoje zdrowie, Fräulein Schulz – czy pozwalał sobie na zbyt wiele, czy był bezczelny? Od tego nie odczuwał. Lubił towarzystwo tej kobiety, więc dlaczego miałby się od niej trzymać z daleka? Mundur w nienagannym stanie wciąż prezentował jego stopień wojskowy i chociażby chciał, nie mógł pozwolić sobie na codzienny lub wieczorowy ubiór. Wszak czy nie miał dumnie wypinać pierś, będąc dumą Luftwaffe i całego Wehrmachtu?
- Zaprosisz mnie na następny koncert czy i tym razem dowiem się wszystkiego przez za długi język innych? – spytał zaczepnie, ale wcale nie był zły, że przypadkiem musiał zmienić plany na wieczór. To była dobra decyzja i bawił się wyśmienicie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Pon Sie 29, 2016 11:19 am

Jego obecność w tym małym pokoju kompletnie ją zaskoczyła. Zdecydowanie chciała teraz usiąść przy stoliku, nawet nie wiedziała, w jakim towarzystwie miałby spędzić dzisiejsza kolację. Chociaż miłą odmianą było spotkać tutaj herr Hatzfeldta. Ludzie nie mieli odwagi zaglądać za kulisy, Edith zdarzało się nawrzeszczeć, na co niektórych za przeszkadzanie. Wolała mieć czasami pięć minut dla siebie. W końcu każdy tego potrzebował, prawda?
Znali się chociaż trochę, a on miał odwagę tutaj zajrzeć. Przywitała więc go bardziej niczym starego przyjaciela. Chociaż ciągle nie potrafiła odgadnąć jego zamiarów. Z jednej strony był nieśmiały, z drugiej potrafił być zuchwale szczery i nie ukrywał tego, że miałby ochotę na prywatne spotkanie: - Śpiewam dla tych, którzy kochają mnie za głos, a nienawidzą za bycie aktorką. Niestety jak wiemy, ten zawód kojarzy się zbytnio z rozwiązłymi kobietami. – Wzruszyła ramionami, bo znała podejście mężczyzn do tego tematu. Szczególnie niemieckich, chociaż oni raczej mówili wtedy, że nie dotyczy to Niemek. Jednak nie wszyscy, a Edith deptała po delikatnym gruncie. Blondynka odebrała od niego kieliszek szampana. Och! Tego jej było teraz trzeba.
- Dziękuję. – Uśmiechnęła się szczerze i upiła dwa porządne łyki, zostawiając na szkle swoją szminkę w delikatnym, różowym kolorze prawie nieodróżniającym się od koloru jej ust. Zaczęła się bardziej przyglądać mężczyźnie, nie wiedziała czemu, ale instynkt mówił jej, żeby uciekała. Jakby miało stać się coś złego.
- Herr Hatzfeldt. To był bardzo szybki i spontaniczny koncert z racji mojego pobytu w mieście. Za niedługo znów uciekam na trochę na plan filmowy. Dlatego Instytut skorzystał z mojej obecności. Nie zdołałam tutaj nawet ściągnąć moich braci, nie mówić o reszcie ludzi. – Blondynka posłała mu przepraszający uśmiech i dopiła resztkę szampana. Przyglądając się kwiatom, które włożyła niedawno do pustego wazonu. Były piękne. - Obiecuję jednak, że na następny koncert otrzyma pan specjalnie zaproszenie. – Dodała, starając się zrehabilitować. Najwyraźniej zależało mu na tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Wto Sie 30, 2016 10:50 am

Cóż było zaskakującego w jego zachowaniu, kiedy Tobias zawsze wspierał ścieżkę muzyczną każdej kobiety, która łechtała jego zmysły? Nie lubił tłumu ludzi, więc i siedzenie na otwartej sali pełnej dymu, żołnierzy i opłaconych dziwek. Tobias nienawidził prostytucji. Dlaczego miałby płacić za seks, gdy sam mógł zdobywać kobiety? W Wehrmachcie różnie bywało, czasami dochodziło do sytuacji, o których wolałby zapomnieć, ale musiał wypełniać rozkazy. Inaczej byłby słaby i nie zaszedłby tak daleko. Tobias rzeczywiście był zagadką, lecz czy właśnie nie to w nim kochały kobiety?
- A nie uważasz, że to jest dlatego, że aktorstwo daje wszystko na tacy, a muzykę każdy inaczej odbiera? – spytał. Aktorka niestety to nie był dobry zawód dla kobiety, która w dodatku żyje w wojskowym środowisku. Ci mężczyźni nie lubili się dzielić. Zaborczością zdobywali świat, a kobietę chcieli mieć zawsze „swoją”. Tobias nie miał aż takiej potrzeby „posiadania”. Sam nie chciał oddać nikomu serca, nie wierząc w miłość a w siłę charakteru, to dlaczego inna osoba miałaby to robić? Liczył uderzenia serca. Raz, dwa, trzy, przyspieszyło. Zgubił cyfry, zgubił liczby. Przy niej tracił zmysły, bo właśnie tak działała na niego muzyka połączona z wrażliwą duszą kobiety.
- Długo zostaje pani w mieście? – poczuł strofowanie ze strony Edith, która okrutnie wróciła do oficjalnego tonu. Wierzył, że nie planowała tego specjalnie i nie ignorowała specjalnie jego osoby. – Rad jestem, że ploty dotarły do mnie, koncert był wyjątkowy. Smuci mnie fakt, jak rzadko słyszę ten głos – powiedział szczerze, unosząc kieliszek szampana w geście toastu. Może potrzebowała chwili dla siebie, ale ile razy miała czas poznać prawdziwego Tobiasa? Wciąż w biegu, wciąż na misji. Przyjął jej obietnice z uśmiechem, bo była ona bardziej wiążąca niż wszystkie inne słowa. Wolałby oczywiście prywatny koncert, ale czy mógł o to wnioskować? Z jednej strony nie chciał się przed nikim otwierać, a z drugiej kobieta zawsze potrzebowała historii. Stąd nic dziwnego, że mężczyźni uciekali do kłamstwa, do tak zwanej twórczej prawdy, która zmieniała rzeczywistość, zostawiając same fakty.
- Jak nauczyła się pani śpiewać i grać jednocześnie? Gdy matka uczyła mnie gry na fortepianie, nie mogłem skupić się na niczym innym. – spytał, a jego historia była daleka od prawdy, lecz nie dał tego po sobie poznać. Grać na fortepianie uczyła go żona, to ona grała wieczorami do snu i starała się mu tym zaimponować. Jednak nie miała talentu i to już Tobias od niej sobie lepiej radził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Wto Sie 30, 2016 2:56 pm

Nie wiedziała jak, ma odbierać jego zachowanie. Wiedziała, że to mężczyzna ceniący sobie kobiece piękną i muzykę. Doceniał jej talent, a ona doceniała ten fakt. Jednak drażnił się z nią w dziwny sposób. Nie wiedziała, jakie ma względem niej zamiary, dlatego trzymała dystans. Z jednej strony wiedziała, że chce ją uwieść, a z drugiej była kobietą, która jednak wierzyła w miłość i nie miała ochoty na bezinteresowne i bezcelowe podboje. To nie było dla niej, to był typowy męski świat.
- Aktorstwo daje emocje, których niektórym brakuje. Ludzie czują to, co chcą, żeby czuli twórcy. Muzyka daje wytchnienie duszy, pieści ją niczym usta kochanki. Interpretacja może być indywidualna i często nie ma zbyt wiele do powiedzenia. To jak z nauczycielami tłumaczącymi ci symbol otwartego okna, a może to wcale nie symbol, tylko po prostu otwarte okno? – Zerknęła na niego, do dobrze rozumiała jego tok myślenia. Jednak ona miała swoje podejście do tego. Zresztą nikt, nikomu nic nie bronił.
- Przeprowadziłam się tutaj. Będzie jeszcze wiele okazji do spotkania. – Uśmiechnęła się nieznacznie, bo miała zamiar korzystać z tego faktu. Zauważyła, że ma we Francji wielu miłośników (jak i przeciwników), nawet wśród Francuzów co ją niezmiernie raduje. Jednak będą z nich ludzie.
- Widzę, że bardzo panu zależy na koncercie. – Uśmiechnęła się pod nosem i posłała mu całkiem odważne spojrzenie. W końcu wspominał coś wcześniej o prywatnym wystąpieniu. Pytanie tylko jak prywatny miałby to być występ.
- Najpierw nauczyłam się śpiewać, a później grać. Wcale nie gram tak długo na fortepianie czy skrzypcach jakby się niektórym wydawało. - Uśmiechnęła się i wskazała na jeden z foteli przy małym stoliku: - Ma pan ochotę spocząć? Jadł pan już? – Uniosła brew, zerkając na niego. Jej brzuch zdecydowanie domagał się posiłku.


Ostatnio zmieniony przez Edith Schulz dnia Nie Wrz 18, 2016 9:48 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Sro Wrz 07, 2016 2:27 pm

Muzyka nigdy nie łączyła się z bezinteresowną melodią. Miała podbić wszystkich serca, bez względu na płeć i poglądy. Powolne takty świadczyły o bezgranicznej namiętności, jednak nie każdy jej szukał w muzyce. Tobias pragnął znaleźć odpowiedzi na wiele pytań, które spędzały mu sen z powiek. Nie wiedział, czego chce od życia i wątpił w prawdy, narzucone przez szefów. Nie był jednak typem zdobywcy, który kolekcjonował zdobycze. W czasie wojny nie było czasu zastanawiać się, co będzie dalej. Tobias stawiał na uczucia, na chemię, która kierowała jego reakcjami. Być może stał się zbyt zamknięty i wycofany, ale czy to nie pozwalało drugiej osobie poznawać go powoli?
- Aktorstwo to słowa, nie każdy je rozumie, zwłaszcza w innym języku, a muzykę czuje każdy. Aktorstwo to twoje emocje, nie moje, to skrót, który ma nas nauczyć jak reagować na to rzeczywiste, a muzyka… muzyka nas wzmacnia od środka i pozwala się rozwijać. Symbolika tu nie ma znaczenia, ważne jest to, co Ty czujesz. Aktorstwo to ekshibicjonizm emocjonalny, muzyka jest wewnątrz – nie krytykował jej drugiej pracy, która tak naprawdę wiodła prym w życiu Edith. Nie miał prawa wtrącać się w to, jak zarabia i co robi w wolnym czasie, ale zdecydowanie nie zgadzał się na porównywanie tak odrębnych, choć artystycznych, dziedzin.
- Wykorzystajmy więc pierwszą okazję, którą dał nam los. – uśmiechnął się do kobiety, rozkoszując się jej wdziękiem i błyskiem w oku. – Czy musisz być w stosunku do mnie taka oficjalna? Edith, znamy się dość długo, abyś odważyła się wymawiać moje imię – dodał miękko. Przed chwilą rozmawiali o prywatnym występie, a ona wciąż wciskała w swoje wypowiedzi „pan”. Nawet major nie lubił tytułowania, zwłaszcza w chwilach, gdy rozmawiał z kobietą, która mu się podobała.
- Czyli jesteś naprawdę utalentowana – Ludzie uczyli się gry na skrzypcach przez wiele, wiele lat. Nie tylko do tego trzeba było nie wiadomo jakiej cierpliwości, ale także siły wewnętrznej. Muzyka wbrew pozorom była taka jak strzelanie. Potrzebował wiele lat, aby nauczyć się precyzji.
- Mam stolik, lubisz homara? – spytał, wyciągając do niej ramię, żeby mogła go chwycić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Nie Wrz 18, 2016 9:48 am

Muzyka zawsze miała dla niej znaczenie, nawet o wiele wcześniej niż aktorstwo, które w końcu zaczęło do niej przemawiać dopiero na studiach. Czuła ją całym ciałem i właściwie było coś w tym wszystkim, mówiła więcej o jej uczuciach niż to, co wypowiadały jej usta, które i tak nie wypowiadały zbyt wielu niepotrzebnych słów. Chemia? Ktoś chce się tutaj bawić w uwodzenie?
- To nie jest dyskusja na dzisiejszy wieczór. – Uśmiechnęła się tylko pod nosem, bo miała ochotę odpocząć. Kiedy indziej utną sobie pogawędkę na temat muzyki. Teraz właśnie została przez muzykę wykończona i marzyła tylko o kieliszku szampana i braku jakiejkolwiek filozofii w dzisiejszym wieczorze.
- Skoro tego sobie życzysz. – Nie miała nic przeciwko jego towarzystwu. Jakoś to przetrwa. Uśmiechnęła się delikatnie, a kiedy powiedział coś o być oficjalnym, wywróciła tylko oczami i uśmiechnęła się pod nosem rozbawiona: - Dobrze Tobiasie, powiem wprost. Nie chce wysyłać ci sprzecznych sygnałów. Nie jestem kobietą, za którą powinieneś się oglądać. Przynoszę nieszczęście. – Łączyła ich przeszłość, w której pewnie mogłoby wyjść coś więcej, ale Edith na pewien czas zniknęła z pola jego widzenia.
Podeszła do niego i ujęła go pod ramię: - Wiem, jak uwielbiasz, kiedy śpiewam i gram. Wiem jak to na ciebie działa. – Szepnęła, zerkając na niego i w końcu pokiwała tylko przecząco głową. W co ona się pchała?
- Chodźmy na tego homara. – Sama pociągnęła go lekko za ramie, żeby w końcu wyszli zza tej sceny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Pon Wrz 19, 2016 12:01 pm

Chemia nie tylko brała udział w procesach uwodzenia. Musiał czuć do kogoś to „coś”, aby się dobrze z nim bawić. Wybierając jedną z bliskich osób, które nie są w rodzinie, nie potrafisz odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego się z nią przyjaźnisz. Czasami załamujesz się nad jej osobą, ale dokładnie wiesz, jaką herbatę pije i co lubi, gdy jest smutny. Jednak nie masz zielonego pojęcia, co ją do ciebie przyciąga. Przeznaczenie, chemia? Tobias wolał zrzucać do na procesy naukowe, o których opowiadał mu nie kto inny, a właśnie przyjaciel. Zaśmiał się, drapiąc się po zaroście.
- A masz inne plany na wieczór niż dyskusja? – powiedział bezczelnie, patrząc w jej oczy. Nie musieli sztywno trzymać się tematu muzyki, ale cóż innego mieli robić w restauracji zamiast rozmawiać? Po usłyszeniu jej kolejnych słów zaśmiał się głośniej. Kogo ona ostrzegała? Był majorem, na swoich rękach miał krew wielu ludzi. Niszczył tereny, które można było spokojnie zagospodarować, a ludzi wyszkolić i pokazać im, że są pewne zasady, których trzeba się trzymać, aby znaleźć życiowe szczęście. I tu Tobias niekoniecznie miał na myśli Hitlerowskie przemówienia. One w zasadzie miały dobrą ideę, ale potem… wszystko się rozpadło. Mówiła do wyborowego strzelca, który nigdy nie cofnął się od rozkazu. Zbliżył się do niej, zaczesując kosmyk za ucho.
- Edith, to tylko posiłek – oszczędzał słowa, bo dlaczego miałby jej tłumaczyć, że wcale nie przynosi nieszczęścia? Nawet jeśli łączyła ich przeszłość, to czy historia nie lubiła zataczać koła? Nie prosił jej o rękę i nie obiecywał gór oraz dolin.
- Mówisz majorowi Luftwaffe, że przynosisz nieszczęście – pokręcił głową, nie dowierzając w swoje słowa. Czyż gdyby tak było, to nie powinien być już martwy? Zestrzelony? Zaraz Edith ponownie go uwodziła, przez co nie wiedział, o co jej chodzi. Najpierw ma się trzymać od niej z daleka, a teraz wracać pamięcią do jej występów? Muzyka tak na niego działała, nie sama Edith. Wystarczy, że ją słyszał z odległego końca, a już szedł w tym kierunku.
- O, a teraz mnie uwodzisz? – zaśmiał się, podając jej ramię i wyprowadzając zza sceny. Nie przeszkadzały mu plotki, które potwierdzały wszystkich w przekonaniu, że Tobias tak tęsknił za żoną, że nie potrafił ułożyć sobie życia. Wirowali wokół stolików, gdy kelner ich zatrzymał i zaprowadził do cichego miejsca. Świeczki już paliły się na stole. Czekała na nich dostępna karta win.
- Czego się napijesz? – spytał, pozwalając jej na podjęcie decyzji. Homary już od dawna były zamówione, więc nie musieli długo czekać na swoje danie. W odróżnieniu od pozostałych – Edith, a co na ciebie działa? – dodał, bo nie miał zamiaru bawić się w żadne dramatyczne aktorstwo, którym się fascynowała. Nawet przez lata znajomości nie zdążył jej pisnąć, że sam również może oczarować ją grą na fortepianie czy śpiewaniem. Jednak to ostatnie było już tylko zarezerwowane dla syna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Czw Wrz 29, 2016 7:59 pm

Chemia, Edith trochę o tych procesach wiedziała. Ciarki na plecach przy czyjejś obecności. Mimowolny uśmiech na czyjś widok. Tęsknota. Przyłapywanie się na tym, że myśli się o drugiej osobie o wiele częściej niż się powinno. Tobias wywoływał w niej jednak coś innego. Jego dotyk przyjemnie mrowił jej skórę, a słowa wypowiadane w jakiś specyficzny przez niego sposób wywoływały dreszcz i gęsią skórkę na karku. Miał w sobie coś magnetycznego i to zdecydowanie była jakaś „chemia”.
- Powiedz mi w takim razie, co cię tak bardzo fascynuje w tej muzyce? Wyobrażasz sobie jakąś specyficzną melodię? Osobę, która gra twoją ukochaną piosenkę? Dlaczego ta muzyka tak dobrze na ciebie działa? – Wiedziała już, że wpływała na jego emocje i wyobrażenia, że była mocniejsza. Po prostu bardziej ją czuł, ale co było w niej takiego, że to było, aż tak mocne?
- Posiłek, który w tłumie znudzonych życiem i byciem żoną żołnierza, Niemek. Wywoła falę plotek. Nie lubię się tłumaczyć ze swojego życia. – Uśmiechnęła się blado. Miała ochotę na ten posiłek, ale dobrze wiedział, że wolała unikać rozgłosu. Nie chciała usłyszeć, że ma z nim romans, chociaż po części była to prawda. Kiedyś to może coś w tym było.
- Wiem, co robisz, Tobiasie. Po prostu ludzie, którzy przebywają ze mną zbyt blisko, mają to nieszczęście, że dostają kulkę i oddają życie. – Miała oczywiście na myśli swojego narzeczonego, którego śmierć przeważyła na jej poglądach. Naprawdę miała wrażenie, że rozsyła nieszczęście. Była jak czarna wrona lub mroczniejsza część Rzeszy.
-Robię to chyba nieudolnie. Wyszłam z wprawy. – Dodała, rozbawiona jego szczerością i pozwoliła mu się wyprowadzić zza sceny. Widząc te wszystkie spojrzenia, instynktownie mocniej złapała go za ramię, ale nie wracała na to uwagi. Pozwoliła mu się prowadzić do stolika. Usiadła na wysuniętym krześle i zerknęła na mężczyznę: - Wybierz coś. Masz do tego nosa. – Zawsze wybierał dobre wina, więc i tym razem postanowiła mu zaufać. Rozsiadła się wygodniej, ale ciągle widziała zerkających na nią ludzi.
- Na mnie? – Spojrzała na niego zaskoczona i na moment przetarła swoje dłonie. Jej palce były delikatnie chłodne. Westchnęła, zastanawiając się moment nad odpowiedzią: - Właściwie sama nie wiem i chyba przez to tak ciężko mnie zdobyć. – Uniosła delikatnie prawy kącik, uśmiechając się do Tobiasa i posyłając mu spojrzenie spod wachlarza rzęs. Naprawdę nie wiedziała, nie potrafiła wyodrębnić niczego konkretnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Sob Paź 08, 2016 11:07 pm

Alkohol to było skuteczne przyciąganie. Jako przykładny ojciec nie powinien uciekać do używek, ale zawsze tłumaczył to specjalnymi okazjami. Występ, poniedziałek, wtorek, środa... Każdy miał swoje słabości. Dla niektórych to było ciastko, dla innych muzyka. Nie musiał wnikać w żadne ścisłe przedmioty, aby zrozumieć, co go przyciąga. W przeciągu całej swojej kariery w Luftwaffe musiał nauczyć się wykorzystywać słabości innych. Niestety kolejną ofiarą okazała się Edith, lecz sama się o to prosiła. Zaśmiał się.
- To trzeba poczuć. Czy jak opiszesz mi orgazm, to go doświadczę? - spytał bezczelnie, ale tylko najmocniejszymi środkami mógł osiągnąć najlepszy przekaz rozmowy. Wyciągnął do niej dłoń, zbliżając do skóry, lecz nie dotknął jej. Czekał, aż ciało Editch otulą wspomnienia. Dopiero gdy pojawiła się gęsia skóra, czekająca na jego dotyk, wycofał dłoń.
- To są emocje, które kryje muzyka. Sztuka jest zakazana dla wielu, ale wiesz, że nawet głusi i niewidomi potrafią ją odczuwać? - spytał. Ile razy już musiał tłumaczyć się ze swojej miłości? Ludzie nie rozumieli jak to jest mieć gęsią skórę podczas opery. Nie potrafił przekazać jej swoich uczuć. Tak jak ona wiele lat uczyła się aktorstwa, tak on musiał nauczyć się rozumieć muzykę. Wyprostował się i uśmiechnął.
- A dlaczego masz się tłumaczyć? - rzucił pewny siebie. Nikogo nie powinno interesować, co robi Edith po godzinach. Ludzie, którzy plotkowali, nie mieli swojego życia. Tobias nie chciał nikogo karmić kłamstwami. Ważył słowa, odpychał toksycznych ludzi, więc na szczęście nie musiał znosić niezręcznych pytań.
- Nie myśl o tym, już mniej latam - nie wiedział, czy to zapewnienie pozwoli odetchnąć Edith. Jako dowódca już wydawał częściej polecenia niż pilotował odrzutowiec. Luftwaffe powoli odchodziło w zapomnienie, przez co prym wiedli gestapowcy. Tobias nie rozumiał już dokąd zmierza wojna. Czy na pewno im o to chodziło? Podyktował nazwę wina kelnerowi i szybko go pożegnali. Nie chciał się skupiać na trunku, tylko na hucznym powrocie Edith. Naprawdę tak ciężko było ją zdobyć? Przecież nie raz obydwoje wspinali się po ciałach, osiągając spełnienie. Nie musiał jej zdobywać, przeszłość przypominała słodki smak jej ust.
- Wiesz, ale nie chcesz się tym dzielić. Boisz się, że to wykorzystam? - spytał, krzyżując z nią spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Sob Paź 15, 2016 4:38 pm

Alkohol był tylko substytutem prawdziwych emocji. Wlewany do ust i spływający przez przełyk rozgrzewał, i dziwnie wpływał na mózg. Robił z niego papkę, nie potrafiliśmy logicznie myśleć. Dawał nam twarz i walił nami o ziemię. Czasami miłość robiła to samo.
Kiedy zapytał o orgazm, uśmiechnęła się tylko nieznacznie, ale wywołał tym wspomnienia. Poczuła ten przyjemny dreszcz i zerknęła na jego dłoń, którą chwilę później wycofał. – Nie poczuje, ale jeżeli wcześniej go doświadczyłam, to wywoła te delikatne odczucia. – Uśmiechnęła się i nieświadomie potarła dłonią swoje ramię, jakby jej było zimno, ale chciała się tylko pozbyć tego dziwnego uczucia, które wypełniło jej ciało.
- W takim razie co czujesz, kiedy śpiewa lub siedzę przy klawiszach albo kiedy widzisz, jak rozkoszuje się grą na skrzypcach? – Była cholernie ciekawa, bo nigdy tak głęboko nie próbowała się zakopać w jego emocje. Pragnęła się dowiedzieć, co czuje i zrozumieć go na tyle, w jakim stopniu będzie w stanie.
- Jestem trochę osobą publiczną, chociaż staram się nią nie być. Muszę uważać. – Czuła się często obserwowana, jakby nigdy nie mogła być sama. Nawet zamknięta w czterech ścianach.
- Nawet jeżeli to wykorzystasz to boje się, że zajdzie to do momentu, w którym znowu przywitam się z cierpieniem. – Skrzywiła się lekko i zarzuciła nogę na nogę, przez co nieświadomie, wielkie rozcięcie odsłoniło jej „szczudła”, jak to kiedyś zażartował jeden z jej braci.
Podniosła spojrzenie zerkając na Tobiasa:- Po prostu nie chcę tego jeszcze raz przezywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Pią Paź 28, 2016 10:32 am

Miłość spokojnie można było nazwać jedną z używek, która oplatała człowieka jak bluszcz. Tobias nie znał jej smaku, zwyczajnie czerpał przyjemność z relacji z kobietami, lecz nie czuł się zobowiązany i nie obiecywał wiele. Może właśnie tu Edith poczuła się dotknięta? Na miłość czekał cierpliwie, chociaż cały czas mijały lata. Nie tracił nadziei, ale też nie oczekiwał, że kiedykolwiek ją spotka. A co jeśli nie zasługiwał? Miał na psychice wiele blizn, które przekreślały chęć zobowiązywania. Uciekał, bo to było najłatwiejsze. "Jeżeli wcześniej go doświadczyłam", co to za tryb przypuszczający, prychnął w myślach.
- A czy zależy nam na delikatnych odczuciach? - spytał. Człowiek, który analizuje wspomnienia czegoś, nie żyje tak naprawdę. Niemcy w szczególności uwielbiali silne bodźce, a półśrodki zostawiali dla przegranych.
- Nie jestem fanem śpiewu, wolę muzykę klasyczną, tak jak nie opiszesz orgazmu, tak nie opiszesz muzyki - dodał ponownie, już bardziej dobitnie, bo naprawdę nie wiedział, jak ma ująć to w słowa. Muzyka fundowała emocje. Dla każdego inne. Tobias także nie lubił mówić o siebie i się otwierać, więc prędko się wycofał. Czy Edith zapomniała jak to między nimi było? Zaśmiał się cicho.
- Jemy tylko kolację - przypomniał. Nie zaciągał jej nigdzie, nie proponował spotkania w ustronnym miejscu, gdzie będą mogli skupić się na uciechach cielesnych. Pili wino, jedli homara, czy naprawdę powinni doszukiwać się tutaj plotek? Nawet nie trzymał jej za dłoń! Wspomnienia tliły się gdzieś z tyłu głowy, ale obydwoje zachowywali dystans.
- Jesteś uczulona na skorupiaki? - spytał zdezorientowany. O jakim cierpieniu oni tu mówili? Zmarszczył brwi, sięgnął po kieliszek, zastanawiając się, czy nie jest w jakimś niezrozumiałym śnie. Ciepło i cierpki smak wina go otrzeźwił. Tak, to była nadal szara rzeczywistość.
- Jakie cierpienie i przeżywanie tego na nowo? - Miał wrażenie, że powtarzał po niej argumenty, których nie rozumiał. Nie łączyło ich wcześniej nic skomplikowanego, aby mogli cierpieć. On bynajmniej nie czuł się zobowiązany do czegokolwiek. To był piękny czas, przerwany przez przeprowadzkę, ale nie obiecał jej ani pierścionka, ani zmiany nazwiska, ani nawet wspólnego mieszkania. - Edith, o czym ty mówisz? - dodał zdezorientowany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   

Powrót do góry Go down
 
Sala bankietowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Lewy brzeg :: Palais-Bourbon :: Instytut Niemiecki-
Skocz do: