IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Most Mirabeau


Share | 
 

 Most Mirabeau

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Most Mirabeau   Czw Lip 28, 2016 1:41 pm



Most Mirabeu

W obecnych czasach rzadko który paryżanin może się pochwalić grubym portfelem i biletami na spektakle w najdroższych teatrach. Paryż to wciąż miasto pełne zarówno bogaczy, jak i biedoty, ale ta druga grupa również dąży do tego, by choć na jeden wieczór zapomnieć o trudach okupacji.
Most Mirabeau, wybudowany w latach 90. ubiegłego wieku, od dawna cieszy się popularnością wśród mniej zamożnych paryżan. Miejsce to regularnie odwiedzają uliczni muzycy, którzy urządzają tu swoje koncerty, chcąc zarobić kilka groszy na podniszczonym akordeonie czy niemal rozlatujących się skrzypcach. A dla okolicznej biedoty kamienny chodnik stanowi z kolei lepszy parkiet niż jakiekolwiek polerowane drewno z egzotycznego kraju.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pon Sie 22, 2016 8:47 pm

8.03.1942
Śnieg zalegający na kamiennym chodniku i chłodny wiatr napawały Andrija pewnymi sentymentalnymi wspomnieniami o ukochanym Leningradzie. Andrij tęsknił za krajem, jednak z dumą wykonywał swoją misję, rozumiał, że jest jednym z żołnierzy, od których zależą losy wojny. Rosjanin nie bez przyczyny znalazł się akurat pod postem Mirabeau, ciekawiła go pewna sprawa, a mianowicie znaleziony w jednej ze skrzynek szpiegowskich grys mówiący o spotkaniu z kimś z ruchu oporu. To była dla Rosjanina szansa, aby w końcu nawiązać kontakt z kimś z tutejszego podziemia. Sabuszkin nie zastanawiał się długo nad decyzją - uzbrojony w bagnet ruszył na umówione spotkanie. Będąc już na miejscu przypomniał sobie treść informacji "Spotkasz się z młodym mężczyzna. Będzie on bawić się papierośnicą. Hasło brzmi "Wujek Perrin pyta o szafę", odzew "Jeszcze nie skończyłem jej malować"". Andrij stanąwszy przy jednym z wejść na pod most rozejrzał się dokładnie. Każdy z obecnych tu ludzi mógł być jego kontaktem. Jest! Dostrzegł go. Młody mężczyzna koło dwudziestki stał oparty o ścianę mostu bawiąc się srebrną papierośnicą, raz po raz oglądając ją w swoich rękach, chuchając na nią i przecierając rękawem. To musiał być on. Sabuskin jednak wolał nie ryzykować głupią wpadką. Rozejrzał się w okół, starał się ostrzec na twarzach przechadzając się po moście ludzi choć cień zawiści na twarzach. Nie dostrzegł jednak niczego. Nasunąwszy czapkę głębiej na czoło ruszył w kierunku młodego Francuza spokojnym, miarowym krokiem. Jego oczy wbite były w niewidzialną pustkę. Teraz wyglądał jak typowi mieszkaniec Paryża, załamany sytuacją kraju i zmęczony życiem. Stanąwszy obok swego celu odruchowo położył rękę na jednej z klap swojej kurtki, aby w razie czego wyciągnąć skrywany pod nią bagnet. Andrij kaszlną i nie spoglądając w twarz Francuza wypowiedział wyraźnym, lecz niezbyt głośnym głosem swoje hasło.
- Wujek Perrin pyta o szafę. - teraz dopiero rozpoczęła się prawdziwa gra nerwów. Czy to rzeczywiście członek ruchu oporu, czy jednak podstawiony Niemiecki agent? Tego musiał się Sabuszkin przekonać rozmawiając z nieznajomym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pon Sie 22, 2016 9:24 pm

Od kilku tygodni Arsène się nudził. Po pierwsze, nie mógł znaleźć żadnej pracy, chociażby dorywczej, która by mu odpowiadała. Wszystkie propozycje opierały się na noszeniu ciężarów, a Arsène nie mógł dźwigać zbyt wiele, ze względu na częste bóle kręgosłupa skutkujące jego przygarbioną sylwetką. Po drugie, przez zimę przycichła również działalność Ruchu Oporu, w tym oddziału "Krasny". Arsène nie lubił zbyt długo nie mieć żadnego zajęcia, popadał wtedy w apatyczny stan, który można było nawet nazwać lekką depresją. Przestał już liczyć paczki papierosów, które wypalił od ostatniego zlecenia. Gdyby poszło tak dalej, pewnie musiałby zacząć sprzedawać biżuterię odziedziczoną po rodzicach, bo tytoń ostatnimi czasy strasznie zdrożał. Przeklęci Niemcy. Na szczęście dowódca jego oddziału kilka dni temu skontaktował się z nim. Od tego czasu Arsène znów był pełen energii i nawet zaczął palić trochę mniej. Zadanie było proste, acz ryzykowne. Miał się skontaktować z pewną osobą. Podobno była ona radzieckim szpiegiem. Podobno mogła pomóc oddziałowi "Krasny". Podobno nawet mogła dać Arsène'owi pracę. Bardzo dużo tego "podobno". Nie było jednak rady, jeśli to wszystko prawda, nie można było zmarnować takiej okazji.

Arsène stał więc oparty o filar mostu, bawił się swoją ukochaną papierośnicą i czekał. Był cierpliwy. W końcu ktoś zaczął zmierzać w jego stronę. Wysoki, barczysty mężczyzna o nieco słowiańskich rysach twarzy. To musi być on. Arsène otworzył papierośnicę, wyjął jednego papierosa i go zapalił. Poczuł jak rozkoszny dym wypełnia jego płuca. Teraz był gotów na rozmowę.
-Jeszcze nie skończyłem jej malować. -idiotyczny odzew. Nie wiedział, kto mógł wymyślić coś równie głupiego. Upewnił się, że wraz z nowym towarzyszem jest na tyle oddalony od innych ludzi, żeby nikt nie podsłuchał ich rozmowy. -Miło mi pana poznać, panie Ruffier. Czy może woli pan nazwisko Sabuszkin? -No, to teraz się dowiemy, czy to na pewno dobra osoba. I czy nie spanikuje jak się dowie, że znam jego prawdziwe nazwisko. Na wszelki wypadek wybadał dłonią gdzie znajduje się zimny metal jego pistoletu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pon Sie 22, 2016 10:16 pm

Nazwisko. Skąd ten młokos znał jego prawdziwe nazwisko? Te pytanie kołatało się w głowie szpiega ledwo kilka sekund. W tym czasie Andrij upewnił się, że żaden z postronnych światków nie będzie przeszkadzać mu w wykonaniu tego, co miał zamiar zrobić. Wykonując półobrót na stopnie w kierunku swojego "kontaktu" jednocześnie wbił mu kolano splot słoneczny. Francuz nawet się nie bronił - nie mógł, jedynym co zrobił było wydanie z siebie głuchego stęku bólu. Następnie w mgnieniu oka Sabuszkin wyciągną ukryty pod kurtką bagnet przystawiając go jednocześnie do gardła młodego Francuza.
- Masz trzy sekundy, aby odpowiedzieć skąd znasz moje nazwisko i kto... - nie dane mu było jednak dokończyć, gdyż kontem oka dostrzegł schodzącego z pobliskich schodów mężczyznę. O mały włos. - pomyślał, po czym puścił bladego już chłopaka. Widać smarkacz nie wiedział z kim ma do czynienia. Andrij schował bagnet pod kurtkę i z lekkim uśmiechem spojrzał na przestraszonego chłopaka.
- Jesteś albo bardzo odważny, albo bardzo głupi. Miałeś szczęście, następnym razem zginiesz. - Andrij spojrzał na próbującego dojść do siebie Francuza. Nie zgrywaj bohatera, to zostaw mnie.
- Skoro uprzejmości mamy za sobą, to wróćmy do celu tego spotkana. Czego Twoi chcą ode mnie? I czemu wysłali takiego żółtodzioba? Nie macie już lepszych ludzi towarzyszu? - Andrij oparł się również o kolumnę, nie spieszył się, pozwolił, aby młodzik doszedł do siebie. W końcu partyzant nie mógł się spodziewać, że trafi akurat na wyszkolonego komandosa, a nie na słabego agenta burżuazyjnych mocarstw. Jednak w duchu musiał przyznać jedno, nie pomylił się, chłopak rzeczywiście należał do ruchu oporu, a nie gestapo. Inaczej zgarnęliby go zaraz po daniu odzewu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pon Sie 22, 2016 10:56 pm

Właśnie zaciągał się papierosem, kiedy poczuł cios w splot słoneczny. Stęknął głucho i w ostatniej chwili zabrał palec ze spustu pistoletu, żeby nie zranić siebie ani Andrija. Papieros oczywiście wypadł mu z ust. Zobaczył jeszcze tylko błysk bagnetu przed oczyma. Kiedy udało mu się wziąć oddech zaczął wściekle syczeć przez zaciśnięte zęby.
-Ty idioto, chcesz zabić nas obu? Miałem palec na spuście, jeden wystrzał i zleciałoby się tutaj całe SS w promieniu 3 kilometrów. Jak myślisz, skąd mogę znać twoją prawdziwą tożsamość? Oczywiście od twoich mocodawców, którzy przekazali ją szefowi mojego oddziału. Nigdy byśmy się nie skontaktowali z kimś, co do kogo nie mamy pewności, że jest po naszej stronie. -Spróbował rozmasować obolały brzuch. -Bijesz mocno, ale na wschodzie chyba nie uczucie się jak panować nad swoimi nerwami. Towarzyszu. -Powiedział już spokojniej. Wściekłość już mu trochę przeszła. Wszak powinni grać w jednej drużynie.
-Gwarantuję ci, że nie zginę. Mój oddział, w tym ja, jesteśmy jedynymi Twoimi sojusznikami w tym mieście. Zapamiętaj to sobie. I nie muszę zgrywać bohatera. Swoje już zrobiłem podczas wojny w Hiszpanii. A ty? Brałeś udział w jakiejś regularnej bitwie? Bo jeśli nie, to nie masz prawa oceniać, kto może być bohaterem, a kto nie. -Popatrzył z żalem na dogasającego papierosa, którego nie zdążył wypalić nawet w połowie. -Wisisz mi papierosa. Ostatnio znowu strasznie podrożały.
-Eeh, czemu przysłali nam takiego gbura. No nic, mówi się trudno. Zacznijmy od początku. Nazywam się Arsène Aliker. Mam być twoim łącznikiem z oddziałem "Krasny". Widzisz więc, że mamy wspólne interesy. Obaj mamy nadzieję, że na Wieży Eiffel'a zamiast swastyki zawiśnie kiedyś flaga Związku Radzieckiego. Obaj chcemy, żeby naziści mieli tutaj piekło, dopóki Stalin nie zrobi z nimi porządku. A zatem współpraca z naszej perspektywy byłaby jak najbardziej wskazana. Nie podzielasz tego zdania? Jeśli wolisz działać na własną rękę, to proszę, nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Jestem tylko ciekaw, jak twoi mocodawcy przyjmą wiadomość, że komunistyczny Ruch Oporu się z tobą kontaktował, a ty w odpowiedzi tylko rzuciłeś kilkoma bezsensownymi groźbami.
Arsène'a już właściwie przestał boleć brzuch i poczuł się już na tyle pewny siebie, żeby zapalić drugiego papierosa. Minę miał poważną. Z jednej strony miał ochotę trochę podrwić z nerwowej reakcji Andrija, z drugiej jednak nie chciał go znowu prowokować do nieprzemyślanych ruchów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pon Sie 22, 2016 11:53 pm

"Może rzeczywiście dałem się ponieść? Cóż, to był błąd, muszę zapamiętać. Jednak nie mogłem mu ufać, nie miałem pewności." - pomyślał Andrij. Cóż, ryzykował to prawda, ale nie miał innego wyjścia. Może też zbyt szybko ocenił zdolności bojowe swego przyszłego kompana? Jednak skoro nie był on w stanie przewidzieć jego ruchu, to niezbyt dobrze świadczyło o jego zdolności bojowej. Jedyną ciekawą rzeczą, jaką usłyszał od młodego Francuza, była wzmianka o walkach w Hiszpanii. Może ten młodzik rzeczywiście jest oddany sprawie?
- Dobrze, niech Ci będzie - popełniłem błąd. - powiedział z dobrze zamaskowanym fałszem w głosie. - Jakie to sprawy mają do mnie wasi przełożeni, skoro zdecydowali odezwać się dopiero teraz? - te pytanie miało znaczenie, bo czyżby bezpośredni towarzysze z Leningradu zapomnieli o swoim żołnierzu? Nie zdziwiłoby go to, komunistyczna administracja przypominała dosłowny burdel, to przez nią Niemcy tak szybko wdarli się na tereny Związku Radzieckiego.
- Jeżeli mamy współpracować, to musisz zapewnić mi bezpieczną drogę łączności z moim dowództwem, bo tego mi nie zapewniono, ani nie dano wskazówek kto mógłby to zapewnić.
- Na przyszłość. Nie jestem gburem, jestem skuteczny. A co do walk, to nie sztuką jest ginąć w polu jak straceniec, lepiej jest zdobyć informacje, dzięki którym ci z pola będą wiedzieć gdzie atakować, a nie iść na ślepo pod czołgi.
Andrij prostym ruchem naciągną lekko pogniecioną kurtkę. Upewnił się, że bagnet bezpiecznie leży bezpiecznie w kaburze.
- Skoro już się ze mną skontaktowano, to oczekuję zadań do których zostałem wyszkolony. Sądzę, że wasi przełożeni wiedzą do czego mnie szkolono?
Czyżby ruch oporu był aż tak zdesperowany, skoro postanowił sięgnąć po człowieka, który przeznaczony jest do najtrudniejszych zadań?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Wto Sie 23, 2016 12:14 am

-Dobra, zapomnijmy o tym słabym początku naszej znajomości. Nie wiem, czemu kazali mi nawiązać kontakt dopiero teraz. Może to Twoim przełożonym udało się z nami skontaktować dopiero teraz. Może czekali na to, aż uda ci się zdobyć stabilną pozycję w Paryżu. Ważne jest to, że od teraz ze sobą współpracujemy.
Jak usłyszał prośbę o zapewnienie bezpiecznego kontaktu z Moskwą spojrzał na Andrija trochę zdziwiony. Był pewien, że będzie miał do czynienia z człowiekiem ważnym dla swojego kraju na tyle, że nie puściliby go na teren wroga bez możliwości pomocy mu albo zapewnienia drogi bezpiecznej ucieczki.
-Hmm, szczerze mówiąc nie wiem, jakie są możliwości mojego oddziału w tym zakresie. Będę się musiał skontaktować z moim dowódcą. Naprawdę siedzisz tu od tak długiego czasu i nie masz żadnego kontaktu z Moskwą? Może twoi przełożeni mają jakiś plan. W każdym razie ważne jest to, że z całego "Krasnego" poznasz tylko mnie. Dzięki temu jeśli złapią któregoś z nas, nie wpadnie cały oddział.
Zaciągnął się papierosem.
-Moi przełożeni pewnie wiedzą, do czego cię szkolono. Sam chyba nie chcę wiedzieć, sądząc po sprawności, z jaką mnie obezwładniłeś. Wiem jednak czego teraz od ciebie oczekują. Zaopatrzenia. Podobno masz różne... możliwości. My natomiast zawsze potrzebujemy broni, amunicji. Sam osobiście byłbym bardzo wdzięczny za papierosy. Sam pewnie rozumiesz, jak bardzo stresujący bywa nasz... fach. Oprócz tego ważne jest to, żebyśmy byli w stałym kontakcie. Masz jakiś pomysł, jak to zorganizujemy nie wzbudzając podejrzeń?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Czw Sie 25, 2016 11:01 pm

Jego kontakty? No tak, mógł się tego domyślić. Francuski ruch oporu widać okazał się zbyt leniwy, żeby skontaktować się z czarnym rynkiem we własnym kraju. Widać burżuazyjne wychowanie spowodowało zanik "żyłki sprytu" w tutejszych ludziach.
- Moje towary w zamian za waszą broń? Brzmi to śmiesznie. Nie potrzebuje waszej broni, potrzebuję informacji i bezpiecznego kontaktu z moim dowództwem. - Andrij niemal zaśmiał się w oczy chłopaka. Jednak wyszkolone samoopanowanie błyskawicznie sprawiło, że na jego twarzy nie drgną choćby jeden mięsień, a w głosie nie pojawiła się żadna fałszywa nuta.
- Jadnak dla dobra wspólnej sprawy jestem w stanie udostępnić te rzeczy. Mam jednak jeden warunek - musisz ustalić kim była dziewczyna, która odwiedziła mnie wczoraj w barze. Przedstawiła się jako Mila Lisova, Rosjanka. Twierdzi, że ma coś wspólnego ze sprawami mogącymi zagrozić naszej sprawie. Co jednak do naszego kontaktu, to mam dla ciebie dobrą wiadomość. Właśnie znalazłeś pracę. U mnie za barem. - teraz Andrij nie powstrzymywał już swego uśmiechu. Ten pojawił się w kąciku jego ust nadając jego twarzy wyraz wyraz butnej pogardy swoim rozmówcą.
- No, towarzyszu. Jeżeli uznam, że mogę ci zaufać, to być może nauczę cię kilku sztuczek. - wypowiedziawszy te słowa Andrij klepną Francuza w ramię, tak, że jego chuda postu cała zadygotała, a trzymany kurczowo papieros niemal nie wypadł z jego ręki.
- Meldujesz się u mnie za trzy dni i chcę mieć wszystkie informacje o tej dziewczynie. Pracę zaczniesz od razu. Tam również dowiesz się wszystkiego. Nie kontaktuje się ze mną przez te dni. Co do naszego spotkania, wejdziesz jak gdyby nigdy nic i zaczniesz pracę. Pokażę Ci kilku ciekawszych klientów, są to bardzo interesujące osoby. - Andrij nie dał nawet odezwać się Arsenowi. Zamiast tego spojrzał mu prosto w oczy i po chwili wypowiedział tylko jedne słowo - Wykonać.
Sabuszkin wiedział, że jeżeli nie przyciśnie innych ludzi, ci nie będę w stanie wykonywać powierzonych im zadań - komunistyczna retoryka strachu.
Nie czekając na jakikolwiek ruch ze strony swego "rozmówcy", Andrij odwrócił się na pięcie i raźnym miarowym krokiem ruszył przed siebie. Nie maił celu, chciał po prostu się przejść, a przy okazji sprawdzić, czy nie ma za sobą ogona.
/zt dla obydwu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Nie Wrz 04, 2016 9:00 pm

| start!

Dzięki szkicom najstarszego brata, przysyłanym w każdy liście, wydawało jej się, że zna już najważniejsze miejsca Paryża na pamięć, pomimo tego, że nigdy wcześniej nie odwiedziła miasta gasnących świateł. Opera Garnier, Pont Neuf, Luwr – najgorętsze punkty na mapie stolicy znała ze zdjęć, a prace Franza pozwoliły jej zobaczyć lokacje, o których nigdy wcześniej nie słyszała. Urocza alejka za Instytutem Niemieckim, altanka w jego ulubionym parku, okolice pracy papy, uliczka pod balkonem mieszkania Wolfganga. To były miejsca, które chciała zwiedzać, stąd chciała ruszać, by odkrywać kolejne tajemnice, jakie skrywał przed nią Paryż. I wcale nie czuła się samotna w wielkim mieście, nawet jeśli akurat nikt nie towarzyszył jej w wędrówkach.
Tego dnia po raz pierwszy wybrała się do domu mody Lucrezia, polecanego przez wszystkie życzliwe koleżanki. Zobaczysz, Lisbeth, na pewno Ci się spodoba, mówiły, więc wybrała się tam z odpowiednio zaopatrzonym portfelem i nie zawiodła się. Signora Pennello spełniła każdą jej zachciankę i obiecała, ze zakupione suknie pojawią się w domu panienki von Liebenfels najpóźniej jutro wieczorem. Zadowolona i uśmiechnięta blondynka zdecydowała się na pieszy powrót, zważywszy na to, że do kolacji pozostawało jeszcze dużo czasu i przy okazji mogła odkryć kolejne miejsce godne zaznaczenia na swojej subiektywnej mapie paryskich wspaniałości.
Nogi niosły ją przed siebie, a obcasy nowych trzewików stukały delikatnie, co dodatkowo wprawiało ją w dobry nastrój, bo część przechodniów odwracała głowę, by na nią spojrzeć. Na pewno zazdrościli jej ciepłego płaszcza i rękawiczek z prawdziwej skóry, nie musiała też wcale malować sobie kresek na łydkach (okropny zwyczaj biednych Francuzek, który zauważyła od razu po przybyciu do miasta!), bo stać ją było na dobre, jedwabne pończochy. Stara mamina torebka dyndała wesoło na ramieniu; prawie pusta, bo Lisbeth wyciągnęła z niej aparat i zamierzała obfotografować wszystko, co przykuje jej uwagę.
Przechodząc przez most, usłyszała muzykę, a choć nie miała ona nic wspólnego z twórczością wiedeńskich klasyków, skusiła młodą Niemkę mimo wszystko. Dźwięki akordeonu rozbrzmiewały coraz głośniej, a wkrótce okazało się, że skusiły niejednego spacerowicza. Mimo zimnicy, na kamiennym chodniku tańczyła para młodych osób, a część gapiów miała tak błogie miny, że wydawało się, jakoby mieli niebawem sami wejść na ten niepozorny parkiet.
Lis nie mogła ich namalować, ale mogła uwiecznić na zdjęciu… a właściwie mogłaby, gdyby nowa Leica, model D, nie odmówiła posłuszeństwa. Coś zgrzytnęło złowrogo, a przestraszona Liebenfels pochyliła się nad sprzętem, tracąc na moment zainteresowanie tańczącą parą. Nie przejawiała absolutnie żadnych umiejętności, które mogłyby pomóc jej rozwiązać problem i naprawić błąd. Techniczny, bo przecież to niemożliwe, żeby ona coś za mocno pociągnęła, o nie. Stała więc w połowie drogi między chodnikiem a mostem, czekając na cud i marszcząc nos.

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Nie Wrz 04, 2016 10:12 pm

Nieczęsto zdarzało się, aby miał cały dzień wolny i przy takich okazjach nie bardzo wiedział co z sobą zrobić. Nie cierpiał uczucia bezczynności, marnowania czasu. Słodkie lenistwo od dobrych kilku lat było dla Michela pojęciem abstrakcyjnym. Wtulając nos w szorstką wełnę czerwonego szalika luźno przewiązanego pod brodą, przyśpieszył kroku. Chciał jak najszybciej znaleźć się w domu, miał tam przecież tyle do zrobienia! W głębi ducha liczył, że rodzeństwo gdzieś wyszło, zajęło się swoimi sprawami. Może pracą? Bądź chociażby spotkaniem z przyjaciółmi. Oczywiście ich towarzystwo nie było mu niemiłym, jednak od czasu do czasu każdy potrzebował chwili samotności, wytchnienia, prawda? W niewielkim mieszkaniu nie było łatwo o prywatność, ciągle odczuwało się obecność drugiej osoby. Westchnął bezgłośnie, odganiając natrętne wspomnienie starego domu rodziców, przestronnego i oferującego każdemu z domowników swój własny kąt, w którym mógł pobyć sam na sam ze sobą. To było inne życie tkwiące w odmętach umysłu niczym drzazga, boleśnie i drażniąco. Nie było jednak bezpiecznego sposobu na pozbycie się jej, a przynajmniej on takowego nie znał.
Pochłonięty myślami ledwo zwracał uwagę na otoczenie, dźwięk muzyki traktując jako zwykły element tego odcinka drogi. Obojętne spojrzenie jasnych oczu prześlizgnęło się po tańczących postaciach, mimowolnie zatrzymując się na ślicznej, choć to mało powiedziane!, blondynce stojącej nieopodal i zajmującej się robieniem zdjęć. Początkowo to jej uroda przyciągnęła jego uwagę, lecz szybko okazało się, że nie tylko to miała do... zaoferowania? Oczywiście, że ją kojarzył - jakże mogłoby być inaczej? Ledwie kilka wieczorów wcześniej widział z odległego końca sali Maxim's, jak jego znajomi-kelnerzy kłaniają się jej i oferują najlepsze dostępne roczniki wina. Samo jej nazwisko wystarczyło, aby każde drzwi w Paryżu zostały przed nią otwarte. Pokrewieństwo, jakże bliskie!, z jednym z najważniejszych Niemców we Francji czyniło z niej osobistość godną uwagi, a w przypadku Michela uczuć stokroć gorętszych. Czy to nie śmieszne, że potrafił nienawidzić osobę, która nawet nie wiedziała o jego istnieniu? Zatrzymał się w pół kroku, unosząc nieco podbródek i przyglądając się dziewczynie, która najwyraźniej miała problem z aparatem dzierżonym w dłoni obleczonej elegancką rękawiczką.
- Bonjour, modemoiselle - usłyszał swój głos, zanim zdążył pomyśleć, ugryźć się w język. Przykuł jej uwagę, nie pozostało więc nic innego, jak zmniejszyć dzielący ich dystans i ukłonić się delikatnie przed dziewczyną. Wysilił się na uśmiech, swobodny i czarujący, a co najważniejsze sięgający niebieskich oczu, których spojrzenie nienachalnie przesunęło się po postaci jasnowłosej, chłonąć każdy istotniejszy szczegół jej osoby. - Jakiś problem z aparatem? Może mógłbym pomóc? - najchętniej sam siebie kopnąłby w kostkę, pytając przy tym co on do cholery sobie wyobraża. Zamiast tego cierpliwie stał przed córką dowódcy paryskiego gestapo i silił się na uprzejme uśmiechy, chociaż w środku coś go rozrywało na pół. Właściwie co miało na celu jego zachowanie? Sam jeszcze nie wiedział i bardzo mu się to nie podobało.


Ostatnio zmieniony przez Michel Mora dnia Pon Wrz 05, 2016 12:20 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Nie Wrz 04, 2016 11:02 pm

W przeciwieństwie do Michela, typowy tydzień Lisbeth składał się niemalże z samych dni wolnych, przeplatanych zajęciami na uczelni, na które chodziła, gdy miała akurat ochotę. Nie była typem pilnej studentki, życie towarzyskie przyciągało ją znacznie bardziej, niż nauka, a na dodatek z tyłu głowy na dobre zadomowiła jej się świadomość, że w razie jakiegokolwiek studenckiego niepowodzenia ma do kogo się zgłosić i za jakie sznurki pociągnąć. Nie była leserem i nie odpuszczała zajęć już na początku pobytu na nowej uczelni, jednak o wiele bardziej, niż wykłady, zapamiętała momenty spędzane w kultowych miejscach miasta, najlepiej w doborowym towarzystwie.
Czy takim miał się okazać młodzieniec, który zdecydował się ruszyć na ratunek jasnowłosej? Jej wzrok natychmiast powędrował w stronę, z jakiej nadeszło francuskie powitanie, a już po pierwszych oględzinach Lisbeth stwierdziła, że nie będzie ochotnika odganiać, jeśli ten może jej pomóc. Nie skojarzyła go, wydawało jej się, że widzi tę przystojną twarz pierwszy raz. Chłopak był wysoki i ciemnowłosy, co może nie spełniało do końca wymogów sugerowanych przez ideologię, w którą teoretycznie wierzyła, ale jej w zupełności wystarczyło. Zanim się odezwała, niespiesznie przyjrzała się jego ubraniom, a czerwony szalik wydał się tak typowo francuski, że kąciki jej ust po prostu musiały unieść się w górę.
- Bonjour – odpowiedziała więc uprzejmie, choć po tym jednym zdaniu wprawne ucho mogło już ocenić, że właścicielka aparatu nie była Paryżanką – Proszę, napraw go tak, abym nie straciła wcześniej zrobionych zdjęć – bez najmniejszego oporu zrobiła krok w stronę nieznajomego, niemal od razu podając mu swój sprzęt.
Gdyby okazał się złodziejem i prysnął czym prędzej schodkami w dół, nie miałaby nawet siły i ochoty, by go gonić i może wreszcie nauczyłaby się, że nie powinna tak łatwo ufać obcym. Nie otwieraj nieznajomym, mówiły wszystkie babcie w bajkach, jednak jej własna babcia nauczyła ją przydatniejszych rzeczy. Dlatego właśnie jej kochana wnusia stała teraz w towarzystwie ciemnowłosego Francuza i liczyła na jego łaskę.
Skupiła swoją uwagę na chłopaku i aparacie, a muzyka z akordeonu i tańcząca para stanowiły doprawdy malownicze tło dla tej scenki. Kwestią czasu było, kiedy młodzieniec zauważy nazistowską gapę, wygrawerowaną na jednym z boków urządzenia, a wtedy jego reakcja powinna powiedzieć Lisbeth wszystko.

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pon Wrz 05, 2016 12:40 pm

Przez dłuższą chwilę nie potrafił oderwać badawczego spojrzenia od kobiecej twarzy, doszukując się w jej rysach podobieństwa do człowieka, którego mogła zwać papą. Aż trudno było uwierzyć, że jasnowłosa piękność stojąca przed nim była spokrewniona z tą kreaturą człowieka panoszącą się po Paryżu. Mora powstrzymał się od grymasu niechęci, wyciągając dłoń i odbierając od dziewczyny aparat, którego mechanizm postanowił odmówić dalszej współpracy ze swoją właścicielką. Palcami delikatnie przesunął po bokach cennego sprzętu, obracając go i oglądając z każdej strony z uwagą godną profesjonalisty, za którego chciał uchodzić. Musiałby być ślepcem, aby nie zauważyć grawerunku zdobiącego urządzenie, znad którego uniósł czarnowłosą głowę.
- Nie jest panienka z Paryża, prawda? - zapytał, dziwiąc się sam sobie, że jest w stanie zdobyć się na tak ciepły ton zabarwiony nutą zainteresowania. - Słychać - dodał, jakby tylko i wyłącznie akcent dziewczyny wskazywał na jej niemieckie pochodzenie i żywione sympatie. Uśmiechnął się lekko, jakby z zakłopotaniem, po czym uciekł spojrzeniem na aparat trzymany w dłoniach. - Zobaczymy co da się zrobić - wzruszył lekko ramionami, mając nadzieję, że domowe miano złotej rączki nie zostało nadane bezpodstawnie i tym razem również uda mu się wskrzesić umarły przedmiot. Lubił tego typu wyzwania. Świetnie radził sobie z problemami technicznymi, co właściwie nie powinno dziwić biorąc pod uwagę chociażby kierunek studiów przezeń wybrany oraz długie godziny spędzone w garażu ojca, gdzie rozmontowywał stare i zepsute sprzęty, aby badać ich wnętrze i poznawać schemat działania mniej lub bardziej skomplikowanych mechanizmów. - Wygląda na to, że poluzowała się jakaś część w środku, a może całkowicie odpadła? - jakby na potwierdzenie swoich słów przybliżył aparat do ucha dziewczyny i potrząsnął nim delikatnie. - Słyszysz? Chrobocze. Trzeba by go rozkręcić - rozłożył bezradnie ręce, dziwiąc się odczuciu rozczarowania, które towarzyszyło diagnozie. Naprawdę miał nadzieję, że uda mu się pomóc dziewczynie, sprawić żeby jej problem zniknął i być może zostać za to nagrodzonym uśmiechem, którego później długo nie mógłby wyrzucić z pamięci. Uświadamiając sobie w pełni swoje własne uczucia i myśli prawie parsknął z niedowierzaniem, powstrzymując się w samą porę. Czy nieprzeciętnie ładna buzia naprawdę potrafiła aż tak go ogłupić? Chwilowo, całe szczęście. Uśmiechem zamaskował nagłą gorycz, którą zapragnął spłukać butelką wina czekającą na niego w domu i powiódł oczyma nad ramieniem dziewczęcia, zawieszając spojrzenie na parze poruszającej się do dźwięków akordeonu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pon Wrz 05, 2016 8:53 pm

Gdyby każdą napotkaną osobę podejrzewała o niecne zamiary, już dawno wylądowałaby w szpitalu dla obłąkanych. Miała wszelkie powody by sądzić, że jako córka człowieka postawionego tak wysoko, stanie się celem wielu ataków, a nie wszystkie będą wyłącznie dyplomatyczne, jednak ignorowała to w odpowiednim dla siebie, lekkomyślnym stylu. Zaczytana w powieściach, zamiast historycznych książkach, żyła w przekonaniu o własnej wyższości i tym, że jeśli już miałaby zostać jakąś figurą na politycznej szachownicy, byłaby to bezwzględnie Królowa. Na wydaniu, warto dodać, bo jedyną obawą ze strony Lisbeth, związaną ze stanowiskiem jej ojca, było to, że oświadczy jej się ktoś, komu zależeć będzie wyłącznie na korzyściach płynących z takiego mariażu. Jednak nawet najpiękniejsze pierścionki łatwiej jest odrzucić, niż odeprzeć czyjeś ręce, zaciskające się na jej bladej szyi… o tym jednak jasnowłosa nie myślała, przekonana o własnej nietykalności.
Dlatego początkowe strapienie i późniejszą bezradność Michela odebrała jako całkiem szczere zachowanie, a jego spojrzenia uznała oczywiście za komplement wobec swojej osoby. Otrzymał więc swoją nagrodę, czyli delikatny uśmiech posłany wyłącznie do niego, nawet pomimo tego, że z naprawy aparatu wyszły nici.
- Nie jestem – przyznała szczerze, ostatnie spojrzenie pełne nadziei wlepiając niemalże w szczupłe palce chłopaka, przesuwające się po urządzeniu – Ale już prawie się zadomowiłam – dodała wesoło nie bacząc na to, że takie zdanie w ustach Niemki (już na pewno rozgryzł, z kim ma do czynienia, jeśli wychwycił jej akcent!) może zabrzmieć bardzo nieodpowiednio na francuskiej ziemi.
Zamiast przejmować się tym, co powiedziała, posłusznie przystawiła ucho do aparatu i rzeczywiście usłyszała jakieś chrobotanie. Zsunęła brwi, bo nie spodziewała się, że niemiecki sprzęt tak szybko trzeba będzie naprawiać i na dodatek zepsuje jej to plany. Gdyby kupiła francuski bubel, mogłaby już odkładać na naprawę, ale przecież to urządzenie wykonano w Rzeszy!
- Dziękuję za poradę. W domu przekażę go w odpowiednie ręce – westchnęła niepocieszona, wyciągając dłonie po swoją własność. Nie zamierzała powierzać jej nikomu innemu, jak Wolfgangowi, który na pewno rozkręci aparat w minutę, naprawi wszystko i na powrót skręci jeszcze szybciej.
Nie oznaczało to wcale, że miała dość towarzystwa wysokiego nieznajomego. Gdy już upewniła się, że jej skarb znalazł się w torebce, ponownie spojrzała na swojego towarzysza i podążyła za jego wzrokiem, odwracając się. Tańcząca para na nowo zwróciła jej uwagę, a dźwięki akordeonu dotarły do niej i poruszyły kolejną strunę powodując, że Lisbeth nabrała nagle wielkiej ochoty do tańca.
- Chciałam ich sfotografować – choć było to stwierdzenie oczywiste, stanowiło konieczny wstęp do tego, co za chwilę miała dodać – Ale skoro nie mogę tego zrobić, może jakoś mi to wynagrodzisz? – ponownie spojrzała na ciemnowłosego i uśmiechnęła się zalotnie. Nie będzie przecież siłą wyciągać go na chodnikowy parkiet, ale drobna sugestia nie zaszkodzi. Przez myśl nawet nie przeszła jej ewentualna odmowa, ba!  Już zastanawiała się, co powiedzą bracia, gdy dowiedzą się, co ich kochana siostra wyczyniała pod mostem!

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Czw Wrz 08, 2016 2:08 pm

Zdziwił się widząc Lisbeth w Vaugirard, nie było to miejsce, w którym spodziewał się spotkać osobę jej pokroju. Les filles z dobrych domów nieczęsto odwiedzały piętnastą dzielnicę Paryża. Mógłby pokusić się o stwierdzenie, że wręcz jej unikały. Nie miała wiele do zaoferowania, a wszechobecne ubóstwo widoczne na ulicach i wśród większości przechodniów nie było czymś czym chciałyby zaprzątać swoje śliczne główki, ale czy można się im dziwić? Jeszcze trzy lata temu sam podzielał ich zdanie, nie zapuszczając się w okolice, które obecnie dzień w dzień przemierzał na trasie dom-praca. Przyzwyczaił się do Vaugirard, oswoił się, a w międzyczasie odkrył również smaczki wynikające z mieszkania w tej okolicy. Uliczni artyści, muzyka rozbrzmiewająca od rana do wieczora, wielkie nadzieje i marzenia, od których powietrze wibrowało niespokojnie, patrole zjawiające się jakby rzadziej niż w ładniejszych dzielnicach.
- Już się prawie zadomowiłaś, modemoiselle? - powtórzył za dziewczyną, patrząc na nią z czymś na kształt zdumienia wymalowanego w błękitnych oczach. Zaniemówił, nie mając pojęcia czy kieruje nią aż tak ogromna niewinność przemieszana z naiwnością, czy może po prostu bezmyślność, którą według niego cechowała się spora część niemieckich mesdames. Nie posądzał Lisbeth o celowe okrucieństwo, chęć sypnięcia solą na wciąż świeże rany. Nieświadomość? Nie umiał tego zrozumieć. - I jak wrażenia? Prawie jak w domu? - miał nadzieję, że zabrzmiało to naturalnie, choć wprawne ucho bez większych trudności wychwyciłoby w obydwóch pytaniach kąśliwe nuty rozgoryczenia, nad którym nie zdołał w porę zapanować.
Spokojnie patrzył jak dziewczyna chowa zepsuty aparat do torebki i uśmiechnął się nieznacznie, kiwając głową. Nie wątpił, że szybko znajdzie osobę skłonną do pomocy, naprawy zepsutego sprzętu. Czy mogło być inaczej? Psy jej ojca zapewne tylko czekały na gwizdnięcie, szczególnie, gdy słowa pochwały spłynąć miały nie tylko z ust ich szefa. Zmarszczył ciemną brew, starając się powściągnąć natrętne myśli, które towarzyszyły mu od pierwszych chwil w towarzystwie Lisbeth. Powinien się pożegnać, odwrócić na pięcie i oddalić się w swoją stronę, a nie bawić się w podchody z córką gestapowca, którego najchętniej ujrzałby na dnie Sekwany.
- Mogę zaproponować ci coś lepszego od fotografowania - roześmiał się, mrużąc oczy, aż wokół nich powstała delikatna siateczka mimicznych zmarszczek świadcząca o tym, że Francuz nie często powstrzymuje się od uśmiechów. - A na pewno ciekawszego - dodał, wyciągając w stronę dziewczyny dłoń i kłaniając się lekko. - Nie można przejść Mirabeau bez tańca, nie kiedy jest się tu po raz pierwszy - przeczył zdrowemu rozsądkowi nakazującemu trzymać się z dala od czarującej nieznajomej. Dźwięki akordeonu niosły się w powietrzu, układając w znajomą muzykę, przy której niejednokrotnie już zdarzyło mu się prosić panie do tańca. Francuzki, Angielki i jedną Hiszpankę, aż do dnia dzisiejszego nigdy nie wyciągnął dłoni w stronę córki okupanta, jakby sam dotyk mógł odcisnąć na nim piętno, którego wstydziłby się przed rodakami.
- Je m'appelle Michel - zreflektował się, przypominając sobie podstawy dobrego wychowania, które przecież należało okazać w towarzystwie młodej damy, której delikatne dłonie w rękawiczkach oplótł swoimi nagimi i zdecydowanie dłuższymi palcami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pią Wrz 09, 2016 9:39 pm

Właśnie te wspomniane smaczki Lisbeth miała nadzieję odkryć w uboższych dzielnicach – malarzy, pisarzy, muzyków i całą gamę artystów, których nie można jednoznacznie określić. Przyzwyczajona do luksusów, początkowo niechętnie wtapiała się w szary tłum gorszych warstw społecznych, jednak szybko nauczyła się, że w oczywistych miejscach nie zawsze można spotkać tego, kogo się szuka. A marzenia o byciu czyjąś muzą były w Paryżu wyraźniejsze i bardziej osiągalne, niż gdziekolwiek indziej. Pojawienie się w takich miejscach stanowiło jej zdaniem doskonałą strategię. Wyróżniała się z tłumu, była zauważalna – czyż to nie pierwszy krok do zwrócenia na siebie uwagi jakiegoś wziętego artysty? Kontrast był przecież znanym i sprawdzonym zabiegiem.
- Czasem mam wrażenie, że nawet lepiej – przyznała szczerze, zupełnie nie przejmując się zdziwieniem, wymalowanym na twarzy swojego rozmówcy – Paryż tętni życiem, a Monachium jest takie… senne – starała się dobrze i sprawiedliwie określić swoje rodzinne miasto, które marnie wypadało na tle francuskiej stolicy – Chociaż muszę chyba komuś złożyć skargę na tę godzinę policyjną, doprawdy. Zatrzymuje w domach wszystkich najmilszych mi towarzyszy – zażartowała naiwnie, nie podejrzewając nawet, jakie myśli muszą teraz przebiegać pod ciemną czupryną Michela.
Nazywała siebie patriotką, choć nie wykazywała nawet połowy cech związanych z tym określeniem. Nie widziała więc nic złego w fakcie, że zakochała się w Paryżu od pierwszego wejrzenia. Nieskromnie miała nadzieję, że z wzajemnością.
Doczekała się wreszcie słów, które padły chwilę później z ust nowego znajomego. Jej własne nie przestawały uśmiechać się lekko, bowiem nawet najdelikatniejszy flirt zawsze wprawiał blondynkę w dobry humor. A więc umiał grać w tę grę? Cudownie.
- Czy jeszcze jakieś atrakcje czekają mnie w okolicy? – patrząc chłopakowi w oczy, odgarnęła włosy za ucho – Lubię poznawać nowe miejsca. Jako Paryżanin na pewno możesz podpowiedzieć mi, co powinnam zobaczyć? I zrobić, poproszę o listę pierwszych razów, które powinnam odbyć jako nowicjuszka. Ale nie recytuj miejskiego przewodnika! – zastrzegła wesoło, podając mu dłoń.
Nie oczekiwała, ze oprowadzi ją od razu po całym mieście, jednak jego wskazówki mogły okazać się bezcenne i nawet przez myśl jej nie przyszło, że mogłaby przez nie wpaść w kłopoty.
- Je m'appelle Lisbeth. Mam nadzieję, że zdjęcie rękawiczek nie będzie brzydkim objawem spoufalenia się – powiedziała grzecznie, jednak nie czekała na odpowiedź i po chwili obie ciepłe dłonie podawała już Michelowi, po czym śmiało ruszyła w stronę tańczących.
Miała wielką nadzieję, że chłopak nie podepcze jej palców, bo w takim wypadku chyba nie umiałaby ukryć niezadowolenia. Ten moment miał być perfekcyjny i zostać w pamięci na długo, nic nie mogło go zepsuć.

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pon Wrz 12, 2016 2:21 pm

Nigdy nie był za niemiecką granicą, przesiąknął antypatiami żywionymi przez ojca i choć kochał podróżować to wschodni kierunek nie pociągał go w żadnym stopniu. Co nie znaczyło, że słuchał Lisbeth z niknącym zainteresowaniem. Bynajmniej! Był ciekaw co może powiedzieć o swoim rodzimym państwie, jak przyrównuje wspaniałą tysiącletnią Rzeszę do Francji, a w tym jego ukochanego Paryża. Odpowiedź widocznie go satysfakcjonowała, bo zdobył się na delikatny uśmiech, którym obdarzył wdzięczną postać dziewczyny. Nie miał wątpliwości, że Monachium nie było w stanie dorównać sercu świata, którym według Michela wcale nieprzesadnie określano miasto, w którym teraz obydwoje się znajdowali. Bez niemieckich flag było piękniejsze, obecność nazistów kalała je. Oddałby wszystko żeby ujrzeć je takim jakim było przed laty, dlatego też właśnie z takim zapałem zaangażował się w działalność antyniemiecką. Ale przecież tego wszystkiego nie mógł powiedzieć Lisbeth, prawda?
- Paryż po zmroku jest najpiękniejszy - wzruszył ramionami w odpowiedzi na jej żartobliwą uwagę, którą najchętniej skomentowałby w zupełnie innych słowach. Nie wypadało jednak by używał określeń cisnących się na język znajdując się w towarzystwie młodej mademoiselle, szczególnie gdy mogła się ona pochwalić niemieckim pochodzeniem oraz koneksjami rodzinnymi, które wystarczyły aby każdy porządny Francuz znienawidził ją bez chwili zastanowienia.
Miał nadzieję, że nie pociągnie tematu, wrócą w bezpieczną przestrzeń i unikną kolejnych nieprzyjemnych dla niego rozmów. Przechylił nieznacznie głowę na lewe ramię, jak miał w zwyczaju, gdy zastanawiał się nad czymś poważniej. Paryskie atrakcje? Mon Dieu! Tyle ich było, że nie wiedział od czego mógłby zacząć z takim francuskim laikiem. Przez chwilę zdawać się mogło, że zapomniał z kim rozmawia, widząc w dziewczynie po prostu jasnowłosą piękność, która potrzebowała obeznanego towarzystwa mogącego umilić jej czas.
- Największą atrakcję tego dnia masz już przed sobą, mademoiselle - zażartował, mrugając do niej jasnym okiem ozdobionym wachlarzem rzęs, których mogła pozazdrościć mu niejedna kobieta. - Tak się składa, że mam dzisiaj całe popołudnie wolne i z przyjemnością poświęciłbym je na pokazanie ci prawdziwego Paryża. Oczywiście jeżeli nie masz innych planów, nie chciałbym się przecież narzucać. Moglibyśmy wtedy darować sobie spisywanie listy - uśmiechał się, nie dodając jednak, że prawdopodobnie Lisbeth nigdy w życiu nie dostanie szansy na dokładne poznanie stolicy kultury. Nie takiej jak miały każdy inny kogo żył nie kalała niemiecka krew.
Ujął jej ciepłe dłonie w swoje, nie mając nic przeciwko takiemu spoufalaniu się i nawet nie zdając sobie trudu, aby odpowiedzieć. Przeniósł spojrzenie z Lisbeth na tańczących ludzi, wiedząc, że pojawienie się nowej pary wzbudzi zainteresowanie i miał szczerą nadzieję, że niemiecki akcent dziewczyny zginie wśród dźwięków akordeonu. Nie chciał wzbudzać sensacji, niszczyć tym tej chwili.
- Lisbeth - obrócił jej imię na języku, mrużąc przy tym leniwie błękitne oczy. - Dobrze mówisz po francusku.
Szybko wyczuł właściwy rytm, do którego należało się poruszać. Był dobrym tancerzem, godziny spędzone na przeróżnych parkietach nie poszły na marne, a chwile z Elodie tylko temu sprzyjały. Kiedyś często chodzili razem na przeróżne zabawy, wracając do domów wczesnym świtem za co ciotka niejednokrotnie suszyła mu głowę. Ponoć nie wypadało aby panienka z dobrego domu włóczyła się po nocach nawet jeśli towarzyszył jej przy tym starszy kuzyn. Oczywiście miała rację, lecz kto by się tym wtedy przejmował?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Sob Wrz 24, 2016 3:45 pm

Komentarz towarzysza o pięknym Paryżu po zmroku sprawił, że jej wyobraźnia pogalopowała przed siebie, już po chwili przedstawiając wizję nocnych spacerów po parku, tajemnych schadzek i podsłuchiwania, jak po zmroku żyją mieszkańcy stolicy. Co z tego, że jej światła oficjalnie gasły na czas godziny policyjnej – miasto wciąż żyło, a Lisbeth chciała je odkrywać o każdej porze. Marzyła o przygodzie, łaknęła adrenaliny i w tym momencie nie widziałaby nic złego nawet w propozycji późnowieczornego spotkania z nowo poznanym Michelem.
Nie wypadało mu jednak narzucać zbyt wielu rzeczy na raz, bo choć dobrze umiał grać w grę, którą rozpoczęła blondynka, równie dobrze mógł się dość szybko zniechęcić. Nie znała go i nie umiała jeszcze do końca rozgryźć po tych kilku krótkich minutach spędzonych razem, dlatego taniec i pogawędka stanowiły na razie limit, jaki sama mogła zaproponować. Przecież w pierwszej kolejności należało zbudować jakiejś podwaliny dla tej znajomości, czyż nie?
- Jesteś bardzo skromny – przyznała z uśmiechem, natrafiając na godnego siebie przeciwnika  - Wydaje mi się, że na jedną atrakcję znajdę czas, więc bardzo chętnie skorzystam z Twojej propozycji – choć nie miała żadnych planów na dalszą część dnia, wolała dawkować przyjemności i stopniowo rozbudzać w Michelu ochotę do poznawania jej – Gdy spotkamy się następnym razem, aparat będzie już naprawiony i będziemy mieć dodatkową pamiątkę po naszym spacerze – swobodnie przeszła do liczby mnogiej i zachowywała tak, jakby umówili się już dawno temu, że będą jakiekolwiek następne razy. Skoro najwyraźniej oboje mieli na to ochotę, nie było potrzeby owijać w bawełnę.
Nie wiedziała, czego może się spodziewać po swoim partnerze na tym specyficznym parkiecie, ale zaskoczył ją bardzo miło – prowadził stanowczo i sprawnie, a Lisbeth dotrzymywała mu kroku i już po chwili skupili na sobie większą uwagę niż tańcząca wcześniej para, przy okazji zachęcając kilka innych osób do dołączenia do zabawy. Policzki blondynki zdrowo się zaróżowiły, a usta ułożyły w radosnym grymasie, gdy płynęli wraz z Michelem do melodii wygrywanej przez akordeon. Dobrze, że papa jest teraz nie widzi, ale jeszcze lepiej, że patrzą ci wszyscy ludzie zebrani dookoła. Posiadanie widowni wprawiało ją w fantastyczny nastrój.
- Dziękuję – jedno z pierwszych wyuczonych po francusku słówek wypowiedziała już bez najmniejszego akcentu – Przeniosłam się tu na studia, nie wypadało nie znać Waszego pięknego języka. Języka miłości – nieświadomie ujawniała mu o sobie kolejną informację, skupiając się jednak dalej na subtelnym flircie, który rozpoczęli – A Ty świetnie tańczysz. W czym jeszcze jesteś taki dobry? – wcześniej pochwaliła jego pewność siebie, więc miała nadzieję, że nie zasłoni się teraz fałszywą skromnością i odpowie jej szczerze, do czego zachęcała go, spoglądają mu prosto w oczy.


Przepraszam za tę zwłokę! ;__;

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pią Paź 14, 2016 3:00 pm

Jak ogar węszący za zającem, tak Mora powoli wyczuwał Lisbeth, badając jej reakcje i gładko wchodząc w rolę uczynnego Paryżanina, dla którego liczą się piękne błękitne oczy, a nie pochodzenie rozmówczyni. W głowie powoli rodził się pewien zamysł, choć rozsądek podpowiadał, aby zrezygnować, wypuścić spomiędzy palców drobne ciepłe, dłonie i odejść. Zamiast tego przyciągnął bliżej siebie dziewczynę, razem z głębszym oddechem wciągając w płuca zapach jej perfum, od których zadrgały mu nozdrza, a puls nieznacznie przyśpieszył. Sam pachniał szarym mydłem i papierosowym dymem, mieszanką powszechną, wręcz krzyczącą, że cechuje się schludnością i pustym portfelem - paryską codziennością. Raz, dwa, trzy, nie musiał liczyć, rytm wyczuwając i poddając mu się bez wahania, prowadząc Lisbeth pewnie i pod melodię wychodzącą spod palców akordeonisty. Była wdzięczna towarzyszką, każdym kolejnym krokiem i słowem utwierdzającą go w tym przekonaniu. Szczerze zdumiała go otwartość, którą emanowała – nie sądził, że z taką łatwością uda mu się do niej zbliżyć, a co więcej wzbudzić coś na kształt… przychylności?
- Skromność to nasza cecha narodowa – skłamał bezczelnie, patrząc dziewczynie w oczy. Chwyciła przynętę, a jemu na ułamek sekundy zrobiło się jej szkoda. Jak często miała do czynienia z fałszywą uprzejmością czy służalczym zachwytem podszytym strachem przed samym brzmieniem jej nazwiska? Zakładał, że sprowadzając się do Paryża codziennie. Niechęć, wręcz wrogość ukryta za tak wieloma maskami musiała towarzyszyć jej jak wierny cień. – Jestem bardzo fotogeniczny, sama się przekonasz – uśmiechnął się, przecząc swoim poprzednim słowom i pozbywając się tych wyrzutów sumienia, które starały się w nim zakiełkować pod wpływem przyjemności jaką odczuwał prowadząc dziewczynę w tańcu.
Podobała mu się jej pewność siebie, odgórne założenie, że jeszcze się spotkają i spędzą razem niejedną chwilę. Przez chwilę odniósł wrażenie, że zawładnęła rozmową, kierując nią według własnego widzimisię, za którym on posłusznie podążył – gra ta ku jego największemu zdumieniu zaczynała go prawdziwie bawić.
- Studiujesz? – zapytał, kompletując powoli wiedzę na temat Lisbeth. Łaknął zdecydowanie więcej informacji, a pozyskanie ich było najpewniej wyłącznie kwestią czasu. – No proszę, École Normale Supérieure? A może Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Pięknych? Konserwatorium? – zgadywał, nie odrywając spojrzenia od zarumienionej twarzy Aryjki, nie dając jej przy tym dojść do słowa. – Chociaż właściwie wyglądasz mi też na osobę, która odnalazłaby się na École nationale des chartes. Dziewczyna stamtąd złamała mi kiedyś serce – zmyślił na poczekaniu, kiwając przy tym smutno głową, choć oczy mu się śmiały, co dobitnie świadczyło o powadze wyznania.
- Mon Dieu, mademoiselle Lisbeth, nie oczekujesz chyba, że wyłożę od razu wszystkie karty na stół -  zapewne, gdyby miał wolne ręce to jedna z jego dłoni znalazłaby się właśnie na piersi skrytej za grubym materiałem szarego płaszcza.


| teraz ja przepraszam za obsuwę ._. następne będą już regularnie! i w lepszej jakości
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pią Gru 09, 2016 12:03 pm

/ Bardzo przepraszam, że wchodzę tak na chama do tematu. Jeśli obecne w temacie osoby wrócą to my wyjdziemy z niego. /

Mimo, że był środek tygodnia chłopak miał wolny dzień od pracy. Wyspał się, co było wyjątkowe biorąc pod uwagę, że jego kot nie marudził za bardzo. Chyba tym razem postanowił spać razem ze swym właścicielem, na jego brzuchu. Miękko, ciepło i te sprawy. Kto by nie chciał? Pomijając przedstawicieli homo sapiens oczywiście. Wstał wyjątkowo tego dnia około dziewiątej, dał kotkowi śniadanie, coś tam jeszcze zostało z poprzedniego dnia, a potem sam poszedł na śniadanie. Może nie było ono jakieś na bogato, ale ważne, że sycące. Zawsze w takich chwilach ogarniała go nostalgia. Przeszłość dopadała go ze zwiększoną mocą. Jego dzieciństwo, śniadania z rodzicami. Rodzinna atmosfera, uśmiech mamy, dłoń ojca na ramieniu. Teraz przyszło mu jeść samemu. Samotność w tłumie była przerażająca, jednak czasy w których żył nie pozwalały mu na to by komuś zaufać. Nie teraz...
Po śniadaniu wrócił jeszcze na chwilę do pokoju, by nalać kotu mleka. Futerkowiec uwielbiał je i nie szkodziło mu, więc czemu nie sprawiać mu przyjemności? To w końcu była jedyna rodzina chłopaka. Zwykły dachowiec, nic rasowego czy kupionego od hodowcy, ale jakże kochany.
Zabrał z pokoju skrzypce i ruszył przed siebie. Postanowił przespacerować się i szukać zwiastunów wiosny, może to poprawi choć odrobinę jego samopoczucie? Możliwe. Zatrzymał się na chodniku pod mostem, wyciągnął z futerału instrument i zaczął grać. W sumie bardziej dla siebie, niż przechodzących ludzi, ale może ktoś rzuci coś do futerału? Rzadko zdarzało mu się tak grywać... ale godzinkę można sprawdzić czy ktoś coś rzuci?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pią Gru 09, 2016 1:03 pm

Nie każdy dzień był straszny, choć tak mogłoby się wydawać. Dzisiaj na przykład Darcy się wyspała - nie obudziła się w środku nocy po żadnym koszmarze, ani nie cierpiała na lęki nocne. Coś takiego zdarzało się tak rzadko, że nawet chodziła z czymś w rodzaju uśmiechu na twarzy.
Nie miała dzisiaj niczego do roboty - no, sprawdzenie sprawdzianów, ale to zwykle zostawiała sobie na noc, kiedy nie mogła spać. Bo zwykle naprawdę nie mogła. Dlatego postanowiła, że się przejdzie. W zasadzie, dlaczego nie, prawda? Z jakiegoś powodu miała wrażenie, że skoro nie najgorzej się czuje, to nie czają się na nią żadne niebezpieczeństwa. Może bardzo chciała w to wierzyć i dlatego nie pomyślała nad tym dłużej.
Swoje kroki skierowała w końcu w stronę mostu. Lubiła go - najpierw z uwagi na to, że gdyby tak stanąć przy barierce, wystarczyłby jeden krok, żeby być może wszystko skończyć, a z czasem stało się to po prostu całkiem miłe miejsce. Lubiła patrzeć na ludzi, którzy mają dobry humor, którzy być może tańczą albo śpiewają albo po prostu gawędzą jak gdyby nic im nie groziło.
Zwykle nikogo nie rozpoznawała, ale tym razem aż stanęła w miejscu, widząc znajomą twarz. Czy to nie był przypadkiem jej sąsiad?
Znała tę melodię. Słyszała ją zaledwie kilka dni temu i zastanawiała się wtedy kto w ich budynku mógłby posiadać taki talent.
Cóż, teraz już wiedziała. Gdyby miała przy sobie kilka monet, wrzuciłaby je do futerału bez wahania. Zamiast tego jednak stanęła przy barierce i pozwoliła sobie na nieśmiałe obserwowanie chłopaka - choć częściej samego instrumentu. Przecież nie spojrzałaby bezpośrednio na nikogo, choć tak bardzo chciałaby, żeby potrafiła być normalną osobą, która wchodzi w normalne interakcje z ludźmi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Wto Gru 13, 2016 10:19 am

Grał przez jakiś czas, ale dziś nie był ten dzień. Praktycznie nikt nic nie wrzucił. Nie był jednak zawiedziony czy smutny przez tą sytuację. Nie zamierzał przejmować się rzeczami, na które nie mógł mieć większego wpływu. Zagrać najlepiej jak potrafił to jedno, ale przecież wiedział, że czasy były trudne. Nie każdy mógł sobie pozwolić na poświęcenie paru groszy dla muzyka. Pewnie by chcieli, ale cóż... nie można ich winić za to, że była wojna. Cieszył się, że robi się coraz cieplej. Jakaś starsza pani go pochwaliła, a zakochana para zatrzymała się na chwilę by posłuchać. Można było się cieszyć wszystkim. Należało jedynie pozwolić sobie na to, mimo wszystko i wbrew wszystkiemu. Ten dzień może być jego ostatnim tak miłym... w sumie to dosłownie ostatnim.
Kiedy brzuch dał mu do zrozumienia, że czas iść coś zjeść schylił się, by schować swój instrument. Zamknął go w futerale i miał już odejść ale postanowił jeszcze chwilę postać w słońcu. Wystawił swoją uśmiechniętą buzię do słońca i zamknął oczy. Kiedy je ponownie otworzył zobaczył śliczną dziewczynę... od razu ją poznał. Mieszkała piętro nad nim. Nigdy jednak nie było im dane dłużej porozmawiać. On się bał, a ona była bardzo nieśmiała, lub też bała się jego. Uśmiechnął się do dziewczyny, a potem ruszył w jej kierunku. Odezwał się oczywiście po francusku.
-Dzień dobry. Piękny dzień. Prawda? - neutralne tematy są najbezpieczniejsze, chodź pewnie ich rozmowa nie potrwa za długo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Wto Gru 13, 2016 4:59 pm

Sztuka była jedyną rzeczą dla Rakefet na tym świecie, która potrafiła zmienić całkiem wszystko - pewnie i nawet uleczyć raka albo zmienić człowieka - a gra jej sąsiada sprawiła, że na krótki moment udało się jej zapomnieć kim jest i gdzie jest.
Na jedną chwilę zerknęła na jego twarz i kąciki jej ust uniosły się w małym, ledwo dostrzegalnym uśmiechu - ludzie, którzy w danej chwili robili lub mówili o czymś, co kochają zawsze wywoływali uśmiech na twarzy dziewczyny. Błysk w oczach, zmarszczki uśmiechu, mocna gestykulacja - wszystko to, co dla niej było nieznane. Tak dobrze było widzieć, że niektórzy ludzie nie stracili jeszcze chęci do życia, ani chęci do istnienia, w przeciwieństwie do Rakefet.
Chłopak skończył grać, a ona oderwała wzrok od instrumentu, na którym grał. Z żalem przypomniała sobie o tym, gdzie jest, wróciła do nieciekawej rzeczywistości, pozbawionej kolorów.
Gdy się odezwał, przez moment nie była pewna czy na sto procent odzywa się do niej. Kto chciałby się do niej odezwać? Zwłaszcza ktoś, kto mieszka w tym samym budynku, co ona, a więc i może mieć choć najmniejsze pojęcie o tym, że była osobą nie wartą połowy spojrzenia?
- Bardzo - skinęła głową, trochę wystraszona kiedy doszedł do niej niemiecki akcent chłopaka.
To wywołało reakcję natychmiastową - powiedz, że przykro ci, ale musisz już iść. Tylko, że czy ktoś, kto tak gra mógłby być jednym z tych Niemców?
To i wyjątkowo dobry dzień sprawiło, że skądś znalazła odwagę, żeby się odezwać.
- Czy nie mieszka pan w tym samym budynku, co ja? - spytała, mając nadzieję, że dość głośno, że dało radę ją zrozumieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pią Gru 16, 2016 10:56 am

Widział, że dziewczyna się go bała. Może nie było to aż tak bardzo rzucające się w oczy ale dostrzegł pewne elementy, które były typowe dla takowego zachowania. Nie dziwił jej się nawet. Był w sumie obcym facetem. Do tego brzmiał jak Niemiec. Nie umiał nic na to poradzić. Większość swego życia spędził w Niemczech lub Austrii. Niby uczył się w Paryżu... no ale... właśnie... to dało mu tylko tyle, że biegle posługiwał się francuskim. Nie wyzbył się jednak akcentu.
Słysząc pytanie dziewczyny uśmiechnął się ciepło. Nie zbliżał jednak do niej. Nie chciał jej wystraszyć bardziej niż to było konieczne.
-Tak. Mieszkam. Mijamy się czasami w drzwiach czy na schodach. Być może słyszała pani kiedyś jak gram. - nie było to wykluczone. W końcu w budynku ściany nie są aż tak grube, by nie dało się usłyszeć jak gra. Czasami robił koncerty przy otwartych oknach, kiedy wietrzył pokój. Więc było to całkiem możliwe, że też dziewczyna coś słyszała.
-Czy mógłbym panią odprowadzić do domu? Jeśli oczywiście to nie jest żaden problem? Nie chciałbym być problemem... - grzeczny i uprzejmy. Zaczął bardzo żałować, że jest wojna, a on tak bardzo boi się powiedzieć dziewczynie kim jest. Wtedy może by mu łatwiej zaufała. Może udało by mu się ją nawet adorować... a tak... tata mówił, że jak dziewczyna się podoba to trzeba się starać i być szczerym ale jak mógłby być skoro tak bardzo się bał...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Nie Gru 18, 2016 7:26 pm

Naprawdę nie chciała bać się każdej napotkanej osoby - miała dość tego, że na sam dźwięk swojego imienia, niezależnie od tego kto je wypowiadał, szykowała się do ucieczki, a na niemiecki akcent reagowała jeszcze gorzej, o ile można. Nie potrafiła pozbyć się emocji, które bawiły się nią jak szmacianą lalką. To złość na Niemców za zabicie jej brata ciągnęła ją w jedną stronę, to żałoba po utracie rodziców ciągnęła ją w drugą. Czasem do głosu dochodził strach, paniczny strach przed dosłownie wszystkim, a czasem przychodziła kolej na smutek i chęć pozostawienia tego wszystkiego za sobą już raz na zawsze. W tej chwili boleśnie odczuła te sprzeczne, targające nią siły, niepewna jak się zachować. Chciała porozmawiać z chłopakiem, chciała móc powiedzieć mu, że świetnie gra, może zagadnąć na temat pogody albo tego, jak cudowna, artystyczna atmosfera panowała na moście.
Zamiast tego z trudem zmusiła się do skupienia się na jego słowach i pokiwania głową ze zrozumieniem na kilka sekund zanim naprawdę przeanalizowała to, co powiedział.
- Rzeczywiście - pokiwała głową, próbując się uśmiechnąć. No dalej, uśmiech, potrafisz się uśmiechnąć, to tylko na chwilę! - Słyszałam! - wykrzyknęła o wiele zbyt entuzjastycznie, jak dla niej, choć dla każdej innej osoby pewnie zabrzmiałoby to całkiem normalnie. Od razu skarciła się w duchu - nie można być tak entuzjastycznym. Nie można tak wyrażać emocji. Co, jeśli inni pomyślą, że jesteś dziwna? Co, jeśli cię skrytykują? Co jeśli nie będzie chciał już więcej z tobą rozmawiać?
Jego kolejne słowa jeszcze bardziej wybiły ją z równowagi. Chciał, po dotychczasowej rozmowie z nią, spędzić w jej obecności dłużej niż pięć sekund? Po tym jak z całą pewnością wyszła na najbardziej szurniętą osobę w Paryżu?
- Oczywiście, dlaczego nie! - powiedziała, zanim zdążyła się powstrzymać i cokolwiek przeanalizować - Nie będzie pan żadnym problemem, wręcz przeciwnie.
Czy powiedziała zbyt dużo? Czy jej sąsiad naprawdę miał to na myśli? O rany, co teraz? Czy Rakefet umie podtrzymać rozmowę, jakąkolwiek?
Wzięła głęboki wdech, ostrożnie, żeby chłopak nie pomyślał, że zmieniła zdanie. Miała dzisiaj lepszy dzień, prawda? W lepsze dni umie rozmawiać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   Pon Gru 19, 2016 12:19 pm

Uśmiechnął się ciepło do dziewczyny słysząc jej zbyt entuzjastyczną odpowiedź. Widać było, że się strasznie stresowała rozmową z nim. Nie dziwił się jej... on też się bał cokolwiek o sobie powiedzieć. To było straszne co wojna zrobiła z psychiką ludzi. Przerażające jest to co decyzje jednego człowieka mogą zdziałać, ilu istnieniom zniszczyć życie. Nie umiał, może nawet nie chciał tego rozumieć. Zło jakie pogrążyło nie tylko jego świat w mroku było zbyt potężne by miał nawet minimalny wpływ na niego. Stał się jedynie pionkiem na szachownicy Europy. Jednym z wielu pionków, które niestety mogą jedynie dawać sobą kierować.
-A teraz oddychamy spokojnie. Wdech przez nos i wydech przez usta. I liczymy do dziesięciu. Jest pani tak piękna, tak samo jak zestresowana. - nie powinien tego mówić... nie powinien, ale czuł, że powinien. Ona się go bała bardziej niż on. Wyglądała jak zalęknione pisklątko, aż chciał ją przytulić i zaopiekować się nią. Nie wiedział czemu takie coś przyszło mu do głowy. Nie! Nie może się do niej zbliżyć. To by było bezczelne! Nie jest przecież chamem. Zresztą ona by też tego nie chciała.
-Spokojnie. Więc idziemy. Taki piękny dzień, że możemy przejść się wolno. Nie spieszy mi się nigdzie. A pani? Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem w cały, Paryżu, a nawet Francji gdyby pani pozwoliła mi zwracać się do siebie po imieniu. - podrywał ją? Może odrobinkę, choć sam uważał, że beznadziejnie mu to wychodzi. Jakoś nie wierzył w swój urok osobisty i dar mówienia słodkich słówek, tak by zauroczyć kobietę swoją osobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Most Mirabeau   

Powrót do góry Go down
 
Most Mirabeau
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Lewy brzeg :: Pozostałe dzielnice-
Skocz do: