IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Dworzec Północny


Share | 
 

 Dworzec Północny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Dworzec Północny   Czw Lip 28, 2016 2:18 pm



Dworzec Północny

Jeden z najbardziej ruchliwych dworców w Paryżu rozrasta się stopniowo już od momentu otwarcia w 1864 roku. Pasażerowie od lat narzekają na tłok, małą liczbę połączeń i warunki, a wojna jedynie napędza rozbudowę. Pociągi kursują tutaj do najważniejszych miast we Francji takich jak Rouen, Lille czy Arras, ale również do Amsterdamu, Frankfurtu i Berlina. Tych ostatnich połączeń jest oczywiście najwięcej. Każdego dnia na peron wysiadają kolejni oddelegowani do Paryża Niemcy, dlatego nietrudno wypatrzeć w tłumie i zwykłego szeregowca, i znanego profesora, który właśnie przybył wygłosić odczyt w Instytucie Niemieckim.
Mimo panującego w tym miejscu pośpiechu warto czasem przyjrzeć się zabytkowej fasadzie dworca, zaprojektowanej przez francuskiego architekta Jacquesa Ignace'a Hittorffa, w której na uwagę zasługuje łuk triumfalny i siedem naturalnej wielkości posągów w górnej części budynku.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Sro Wrz 28, 2016 10:59 pm

/początek

Jakiś czas temu odkryła, że obok wejścia do budynku dworca przesiaduje na małym stołku pewna starsza kobieta, polka. Rosie sama nie wiedziała co ją tam ciagnie i jaki to ma sens.. bo jesli tylko się nad tym zaczynała zastanawiać, to nie miało żadnego. Kobieta sprzedawała małe bukieciki sezonowych kwiatów, różnych nawet z dnia na dzień. Tym razem, ze względu na porę roku w jednym ze słoiczków z wodą stał bukiecik z kosaćcem. Kwiaty kosztowały grosze, kobieta zapewne zarabiała tak na życie, choć pielęgniarka nigdy nie pytała. Nikomu się teraz nie przelewało, ale ona miała przynajmniej stałą pracę..
Podeszła do kobiety, kucnęła przy słoiczkach.
- Dzień dobry - uśmiechnęła się i sięgnęła po kwiaty, które jej się spodobały. Zawsze rozmawiała z nią po polsku.
- Ile kosztuje ten bukiecik? - zapytała. Zapłaciła odpowiednią sumę z nawiązką i nie chcąc przyjąć reszty podniosła się.
- Miłego dnia - życzyła sprzedawczyni, oddalając się o kilka kroków, zanim przystanęła by powąchać kwiaty i rozejrzeć się.
Dzień był całkiem ładny, dość ciepły jak na marzec, ale Rosie ubrana była w dłuższy płaszcz i zimową sukienkę pod nim. Na ramionach szal, który chronił ją przed zimnem. Miała dziś wolne, mogła pozwolić sobie na chwilę bezcelowego stania i zamyślenia..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Sro Wrz 28, 2016 11:11 pm

/po patrolu w żydowskiej dzielnicy, przed zbiórką

Matthias natomiast nie miał dziś wolnego. Był to kolejny dzień jego ciężkiej, fizycznej pracy dla dobra Trzeciej Rzeszy i jej umiłowanych mieszkańców. Ubrany w szykowny feldgrau (powinien w końcu pobrać ten cholerny płaszcz, ale może komuś jest bardziej potrzebny?), z pistoletem przy pasie i w błyszczących, wypastowanych wysokich kawaleryjskich butach (gdzie jego koń, chciałoby się krzyknąć!) przemierzał bezkresy Dworca Północnego. Miał dziś pilnować porządku na jego terenie, to też robił. Szło mu świetnie, pomijając trochę papierków i innych śmieci zalegających na podłogach, jednak i z nimi obsługa Dworca świetnie sobie radziła, zaprowadzając porządek absolutny. Ordnung muss sein! - chciałoby się krzyknąć. Był dziś w podejrzanie dobrym humorze, nie miał takiego od bardzo dawna, dlatego też szedł nucąc sobie cichutko motyw z jednego z najbardziej znanych niemieckich szlagierów... dla sprawy nie ma znaczenia, czy była to ta dzieweczka co szła do laseczka czy inna ludowa przyśpiewka, większość ludzi prawdopodobnie i tak tego nawet nie słyszało (a może to i lepiej, Matt wszak nie był niebywale uzdolnionym śpiewakiem. Głos miał ciepły i miły, ale byli ludzie którzy śpiewają zdecydowanie lepiej). Uwagę jeźdźca-bez-konia przykuło dźwięczne "dzień dobry", usłyszane skądinąd. Spojrzał w tamtą stronę i ujrzał żywe 155 centymetrów człowieka, kobiety, najprawdopodobniej Polki. Lubił Polki. Polki lubiły jego. Reguła ta sprawdzała się podczas pobytu w Polsce, dlatego teraz też w kilku krokach doskoczył do Róży, aby ją powitać, może pod pozorem zwykłego sprawdzenia dokumentów? Lubił poznawać nowych ludzi i właśnie miał okazje, dlatego też zagaił po polsku, może trochę kalecznie, ale na pewno serdecznie i zrozumiale - Witam miłą panią - powiedział uśmiechając się od ucha do ucha, wydawało mu się, że skądś zna tą twarzyczkę, do tego miał świetny humor, dlatego skłonił się prawie że dworsko zdejmując czapkę - starszy jeździec Matthias Schulz, paryski garnizon, do usług. Czy byłaby pani tak miła, by okazać mi swoje dokumenty? - to zawsze działało. Po tym tekście nie było kobiety, która nie spełniłaby prośby szeregowca i... nie dała mu dokumentów. O to prosił i to dostawał. Dawno nie był tak wesoły... prawie jakby zapomniał o kamienicy. Wiosenne powietrze dobrze mu robi... gdyby jeszcze nie było tak zimno...


Ostatnio zmieniony przez Matthias Schulz dnia Czw Wrz 29, 2016 12:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Czw Wrz 29, 2016 12:07 am

Nie spodziewała się raczej usłyszeć choćby pół słowa po polsku.. Tym bardziej nie od kogoś w niemieckim mundurze. Spojrzała jednak w górę, przypominając sobie Matthiasa prawie od razu. Opatrywała go kiedyś w szpitalu, zamienili wtedy kilka niezobowiązujących zdań, ale panna Moliere miała ogromną pamięć do twarzy i nazwisk.
- Dzień dobry - odpowiedziała, skłaniając się lekko. Uśmiechnęła się przy tym do mężczyzny, pozostawił po sobie ostatnio raczej dobre wrażenie. Jej polski był nienaganny, choć ostatnio coraz mniej go używała. Nie była z tego dumna, kochała swoją ojczyznę i tylko cała ta sytuacja, wszystkie rodzinne zawirowania, zmusiły ją do wyjazdu razem z całą rodziną i zamieszkania tutaj. Nadal miała nadzieję, ze dane jej będzie tam wrócić, gdy wojna się skończy.
- Oczywiście - sięgnęła jednak do torebki, bo Schulz najwyraźniej nie podszedł do niej w celu towarzyskiej rozmowy. Wyciągnęła z niej dokumenty i podała je mężczyźnie.
Ciężko było takiej prośby nie spełnić, skoro tak naprawdę był to jedynie ładnie zaowalony rozkaz. Mógł prosić, a mógł żądać. Wybrał po prostu pierwszą opcję.
"Rosemarie Molière", głosił druk na papierze. "Urodzona 08.07.1917r". Zameldowana: Palais-Bourbon 13
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Czw Wrz 29, 2016 12:23 pm

Zatknął czapkę za pas, po czym odebrał dokumenty od Róży. Otworzył dowód osobisty... i zdębiał. Jak byk. Rosemarie Moliere. Kurwa mać, naprawdę Moliere? I jeszcze mówi po polsku. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na związek Róży z Tosią, bo skąd niby miałaby się wziąć w środku Paryża kolejna osoba o nazwisku Moliere mająca jakiekolwiek powiązania z krajem nad Wisłą? Niewzruszony kartkował dalej dowód osobisty (będący wszak małą książeczką), kolejne zdziwienie przeżył widząc adres - Palais-Bourbon 13, to przecież tuż obok Edith. Czy ta kobieta będzie powiązana z wszystkimi damami Paryża? Zaczynało się robić niepokojąco. Zamknął książeczke, pozostało jeszcze porównać miejsce zatrudnienia z tym z ausweisu, był nim szpital (ahaa! to stąd znam tą twarzyczkę! ona chyba łatała jakąś dziurę we mnie, którą zrobiłem sobie, bo jestem idiotą!) Złożył dokumenty, wygładził je, bo sprawiały wrażenie lekko sfatygowanych, po czym ponownie z ukłonem zwrócił je Róży, teraz zadając pytanie - Czy nazwisko Antoinette Moliere jest miłej pani znane? - powiedział wciąż z tym samym uśmiechem. Był sympatycznym gościem, większość ludzi spotykanych na ulicach w jego rodzinnym Dusseldorfie uśmiechała się do niego (a i on odwzajemniał uśmiech), teraz, gdy był w mundurze, więszkość podchodziła do niego z nienawiścią... a on nie mógł na to nic poradzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Czw Wrz 29, 2016 1:36 pm

Obserwowała jak zawahał się na pierwszej stronie, poczuła dziwne ukłucie w żołądku, jakby bała się, ze coś jest nie tak. A przecież to był jej prawdziwy dowód. Nie bylo w nim żadnych niezgodności.. Może coś mu się tam nie spodobało, jednak? W szpitalu wydawał się miły, jednak miała wrażenie, że teraz jej nie poznał. Tak naprawdę nie wiedziała jakim jest człowiekiem i czego może się po nim spodziewać. Może tylko sprawiał takie miłe wrażenie..? Ilu psychopatów tak naprawdę tak wygladało? Jak zwykły człowiek. Tylko w niemieckim mundurze.
Odebrała od Matthiasa dokumenty i o mało nie zgięła całej książeczki w dłoni, gdy usłyszała to imię.
Tosia?! Miała ochotę wykrzyknąć. Zamiast tego jednak przedłużała o długie sekundy odpowiedź, chowając dokumenty do torebki, którą zamknęła i zacisnęła na niej dłoń, by nie było widać, że jest ciut roztrzęsiona.
- Tak. Czy.. jest jakiś problem? - obawiała sie, ze jej siostra mogła w coś się wpakować. Że mogła nie żyć. Mogła gdzieś zaginąć, wyjechać, siedzieć w więzieniu.. była do tego zdolna, zawsze pakowała się w kłopoty.
Miała ochotę zadać sto innych pytań na raz. Zamiast tego zacisnęła zęby i czekała na odpowiedź, wpatrując się w żołnierza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Czw Wrz 29, 2016 1:52 pm

Czy pani ma jakiś problem? Niee, żadnego - powiedział z uśmiechem, bawiąc się strachem Rózi. Wiedział, że za chwilę ją uspokoi, dlatego pozwolił sobie na żarck - Ale czy Antoinette ma jakiś problem? Też nie. To ostatnimi czasy moja, emmm, dobra znajoma - dodał, uśmiechając się. Jeżeli kiedykolwiek miałaby pani jakikolwiek problem, proszę do mnie walić jak w dym - powiedział, ponownie dworsko się skłaniając - mam sentyment do polskich kobiet, dlatego jeżeli tylko mógłbym coś dla pani zrobić, proszę pytać - tak naprawdę, chciał dowiedzieć się czegoś więcej od Tosi. Ale te słowa nie były kłamstwem. Polubił Polki, to zaradne, mądre i ładne dziewczyny. Przynajmniej większość z nich. Matthias nie żałował ani dnia z pobytu w Polsce. Tam, pomimo znacznie mocniejszych działań RO, ogólnie ludzie byli bardziej serdeczni, weselsi. Niemiecki mundur wywoływał powszechny strach, ale nie wszyscy byli okropnie-nie-ufni, z większością dało się normalnie porozmawiać. Stał tak i patrzył na Rózię, i zaczynał zauważać podobieństwo do małej skrzypaczki. Może nie było ono uderzające, ale zdecydowanie zauważalne - chciałbym jeszcze raz pani podziękować, za tamten opatrunek. Powinienem bardziej uważać z Siwkiem, co to za kawalerzysta który spada z siodła? - powiedział uśmiechajac się, serdecznie, prawie jak do starej przyjaciółki. Miał nadzieje, że ta przestanie patrzeć na niego jak na kogoś, kto odebrał jej państwo (tak w sumie, to pasuje, ale ciii, nadzieja umiera ostatnia!), a spojrzy na niego jak na człowieka, tak jak chciał być widzianym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Czw Wrz 29, 2016 2:52 pm

Nie widziały się dwa lata! Od czasu przyjazdu do Paryża. Rosie próbowała jej szukać, ale jak na razie bezskutecznie. Niemniej jednak widać było po niej, że jest wystraszona, jakby spodziewała się czegoś złego..
Coś było nie tak? Z jej papierami? Nie? Więc z Tośką! Wpakowała się jednak w coś niedobrego! Czy ojciec nie byłby o tym poinformowany, jako żołnierz? Czy nie wiedzieliby już, gdyby gdzieś ją zatrzymano? A może wpakowała się w coś całkowicie innego? Nie wiedziała czego się spodziewać..
- ...t-tak? - kamień spadł jej z serca, uśmiechnęła się skrępowana. Przewiesiła pasek torebki przez ramię, zeby nie ściskać na niej kurczowo dłoni.
- Będę pamiętać, oczywiście.. - nie wiedziała czy skorzysta, wolałaby nie, ale może kiedyś to będzie potrzebne?
Zagryzła wargę wpatrując się chwilę w ziemię. Ciekawość ją zżerała, z drugiej strony nie wypadało tak wypytywać..
- Czy ma pan z nią kontakt? - zapytała jednak, podnosząc wzrok na mężczyznę. Słabo kłamała, widać było, że odpowiedź na to pytanie jest dla niej bardzo ważna. - Czy Tosia jest cała? Nie wpakowała się w żadne kłopoty? - zarzuciła go kolejnymi pytaniami, nie mogąc się powstrzymać. W końcu chodzilo o jej siostrę!
Nadal rozmawiali po polsku, Matthias miał całkiem zabawny akcent, ale skoro nie przechodził na niemiecki czy francuski to i ona tego nie robiła.
Uśmiechnęła się, gdy wspomniał o sytuacji ze szpitala.
- Więc jednak pan mnie pamięta? Tak, lepiej uważać, takie upadki są niebezpieczne - przytaknęła lekko. Nie ze strachu, tak po prostu było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Czw Wrz 29, 2016 3:01 pm

Matt pozostawał uśmiechnięty. Jako najbardziej sympatyczny kawalerzysta Paryża miał swoje obowiązki, a należało do nich uśmiechanie się do pięknych pań widzianych na ulicach i sprawianie, ze się uśmiechają. Panna Moliere jest cała i zdrowa. Może ma tylko trochę zbyt dużo do powiedzenia, i stara się z całej siły, a ma jej mało, by wpakować się w kłopoty, ale dopóki próbuję skrzyczeć tylko mnie, to raczej nic nie powinno jej grozić. Tak, mam z nią kontakt, nawet widziałem ją kilka dni temu... pani nic więcej nie wie? Widziałem, że nie mieszkacie razem - powiedział uśmiechając się. Nie chciał dokładnie mówić o kulisach spotkania pod wieżą Eiffla, ale o samym spotkaniu mógł powiedzieć - bo i czemu nie?
Proszę pamiętać. Służę wszystkim obywatelom Trzeciej Rzeszy. Również tych urodzonych w Polsce i Francji - Matt uśmiechnął się promiennie. To była prawda, tak myślał, tak czuł i to właśnie chciał wszystkim powiedzieć - ej, ludzie, ja was naprawdę nie skrzywdzę! Chcę wam pomóc!. Jakoś nikt nie wierzyl w takie deklaracje od ludzi ubranych w feldgrau, a Matt wiedział czemu, choć nie potrafił tego zrozumieć. Pamiętam, pamiętam - powiedział wciąż z "bananem" na twarzy - nie zapomina się o rękach które leczą mój poobijany tyłek - to był jeden z najlepszych żartów w tym tygodniu. Powinna się zaśmiać! Matt robił co w jego mocy, ale Róża jak narazie pozostawała niewzruszona... może teraz się uda? Jak służba?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Czw Wrz 29, 2016 3:59 pm

Mógł być najbardziej uśmiechniętym żołnierzem świata, ale wciąż był żołnierzm Rzeszy. Rosie starała się nie dzielić ludzi w ten sposób, ale zazwyczaj jednak cieżko było od tego uciec. Od stereotypizowania i generalizowania wszystkich naokoło, ze względu choćby na to co mieli na sobie. Wiec pan Schulz mógł uśmiechać się najpiękniej na świecie, a w odpowiedzi i tak dostawać pochmurne bądź spłoszone spojrzenia.
Zbyt dużo do powiedzenia? To brzmi jak ona. Uśmiechnęła się, chyba bardziej do swoich wspomnień niż do Matthiasa. Zawsze była pyskata i zadziorna, ale równocześnie na tyle urocza, że każdy jej wybaczał.
- Tosia.. wyprowadziła się - to mało powiedziane, ona uciekła! - po naszej przeprowadzce do Paryża. Nasz ojciec został tutaj przeniesiony.. Jest żołnierzem - ale to pewnie mężczyzna wiedział, skoro znał Tosię. Choć może ta nie wspominała o ojcu? - Szukam jej od dwóch lat.. Może jej pan przekazać mój adres? Mam go panu zapisać? - zapytała. Miała nadzieję, że Tosia się odezwie.. Nie wiedziała czy miała ochotę ją po spotkaniu wyściskać czy złoić skóre. Najchętniej jedno i drugie.
- Mój Boże.. myślałam, że coś jej się stało.. - odetchnęła, wyraźnie z ulgą.
Następne slowa brzmiały jej propagandą. Matt wydawal się dumny, nawet guziki jakby bardziej w słońcu błyszczały.. Ale to nie było tak, to nigdy nie było tak. Przerażające, że w to wierzył. Ona sama jednak nie potrafiła opowiedzieć się po żadnej ze stron - obie potrzebowały jej pomocy, żadnej nie mogła odmówić..
Gdy usłyszała "tyłek" momentalnie policzki jej poczerwieniały i opuściła wzrok.
- Mam nadzieję, że więcej nie bedzie miał pan takich problemów - skomentowała na koniec. Nie trafił z żartem, bo co to za "tyłki" przy kobiecie?! Raczej ją tym speszył, panna Rosie uważała na swoje słownictwo.
- Bardzo dobrze.. Obecnie korzystam z dnia wolnego i ładnej pogody - spojrzała na trzymany w dłoni bukiecik (o którym narratorka zapomniała).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Czw Wrz 29, 2016 5:19 pm

Jest żołnierzem? Po której stronie? - zapytał Matthias. Tosia mu o tym nie wspominała, dlatego nie wiedział, a chciałby wiedzieć. Jeżeli jej ojciec jest niemieckim żołnierzem, to sprawa jej chęci walki z wszystkim co niemieckie już by się wyjaśniła - po prostu przeżywa okres buntu. Dość późno bo późno, ale tak by mogło być, byłoby to bardzo prawdopodobnym wyjaśnieniem. Matt pamięta swój okres buntu i... nie chciałby nigdy nikomu o tym mówić. Nie, nie musi go pani zapisywać. Mieszkam tuż obok, zapamiętam - odpowiedział uśmiechając się. Zamieszkiwał w Palais-Bourbon... 14. Zbieg okoliczności? Tak sądzę, zwłaszcza, że pod dwunastką mieszkała Edith. Ciekawe, czy jej mieszkanie było również tak przestronne? - i, oczywiście, przekażę, gdy tylko się z nią zobaczę - dodał uśmiechając się. Nie wiedział, czemu Tośka miałaby jej nie podać swojego nowego adresu, nie chciał wiedzieć, i nie poda go, pomimo tego, że zna, bo Róży nie znał na tyle dobrze, by zdradzać jej sekrety małej skrzypaczki. Nic się jej nie stało. Pomimo tego, że bardzo się stara, aby wyprowadzić biednych funkcjonariuszy Rzeszy z równowagi, przynajmniej mnie. Podejrzewam, że do innych ma to samo podejście - powiedział uśmiechając się. Starał się brzmieć na spoufalonego z Tośką, miał nadzieję, że dobrze mu idzie. W ten sposób chciał zdobyć jakikolwiek szacunek Róży, jeżeli można mówić o szacunku w relacjach nieNiemiec-Niemiec. Może pani powinna ją zestrofować? Mnie nie słucha...
Zauważył, że Róża zarumieniła się na dźwięk słowa "tyłek". Cóż, domieszka francuskiej krwi pozbawiła jej tej polskiej przaśności, która tak podobała mu się w tamtejszych dziewczynach. Teraz już nie mógł przeprosić, pozostawił więc sprawę tyłka niewyjaśnioną, dodając tylko głupie - Ja również mam taką nadzieje.
Matt spuścił głowe, spoglądając na bukiecik trzymany w dłoniach Róży (o którym narrator nie zapomniał, aczkolwiek go zignorował), ocenił go jako ładny bukiecik. Co więcej mógł o bukieciku powiedzieć ktoś, kto ostatnie lata spędził tylko maszerując, walcząc i podrywając-na-dokumenty? Piękny bukiecik - powiedział Matthias, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie - Ja niestety nie mam takiej możliwości. Służba nie drużba, ordnung muss sein - dodał na zakończenie zdania po niemiecku - chyba nawet nieźle mi idzie - rozejrzał się, a nie zobaczywszy żadnego morderca ani gwałciciela uśmiechnął się i ponownie skupił swoją uwagę na Róży.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Czw Wrz 29, 2016 6:36 pm

"Waszej" chciałoby się powiedzieć.
- Niemieckiej - odparła zatem. Miał zmienione nazwisko, Schulz wcale nie musiał go kojarzyć czy tym bardziej znać. I tak, siostra mogła nie wspomnieć, bo ojca nie chciała znać, obarczając go winą za śmierć matki. Czy to okres buntu? Ona od zawsze taka była..
- Naprawdę? I nigdy na siebie nie wpadliśmy? - zdziwiła się. W sumie to było prawdopodobne, Rosie dużo pracowała, Matt zapewne też, mogli się mijać i nie trafiać na siebie wcale. Pielęgniarka czasem, gdy była taka potrzeba, siedziała w pracy po 24 godziny.. A potrzeby wynikały dość często.
- Bardzo dziękuję. Może pan powiedzieć, że nie mieszkam z ojcem. Brat z nim został.. - dodała jeszcze, bo wiedziała, ze Antonina może nie być chętna do odwiedzin, gdy będzie myśleć, ze ta wciaż mieszka z ojcem.
Przestronne mieszkanie? Cóż, jej klitka była ot tego daleka. Właściwie to jedno z tych słów, o ktorych myślało się jako o antonimach do tego, jak można było kawalerke opisać.
- Ma.. - westchnęła z lekkim uśmiechem, jakby czuła się winna - Zawsze taka była. Niezależna, z silnym charakterem - nigdy nie była łatwym dzieckiem, ale była jej ukochaną siostrą! - Mam nadzieję, ze się nie doigra.. - pokręciła głową. Poprawiła jeden z kwiatków w bukieciku, nie zastanawiając się nad tym zbytnio.
- Na pewno to zrobię gdy się spotkamy - zapewniła go.
Cóż, do przaśności było jej daleko, może nie była bardzo poważna, ale w rozmowach z obcymi zachowywała pewien dystans. Zresztą jak na damę przystało. Była kobietą, nie dziewczynką.. Może za kilka lat Tosia też się zmieni.
- Prawda? - uśmiechnęła się na jego słowa o bukieciku - Kosaciec, choć bardziej znany jako Irys.. Mieliśmy takie pod domem, kwitną wcześnie, mam do nich duży sentyment - wyjaśniła - Sprzedaje je za grosze kobieta tutaj.. - Rosie raz widziała jak niemieccy zołnierze wszystkie jej słoiczki przewracają, zawartość depczą i biedną kobietę przeszarpują z miejsca na miejsce. Podeszła później sprawdzić czy wszystko z nią w porządku. Tylko, że tego już Matthiasowi nie powie.
- Ale jakieś wolne pan miewa, prawda? - uniosła na niego wzrok i sama też się rozejrzała. Nikt nie miał kartki na czole, faktycznie, żadnych recydywistów!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Czw Wrz 29, 2016 8:50 pm

To dobrze. Bardzo dobrze - powiedział Matthias uśmiechając się do Róży. Jak nie uda mu się wyperswadować Tosi przestania zachowywać się jak potencjalny samobójca, to spotka się z jej ojcem, może z jego pomocą uda mu się cokolwiek wytłumaczyć? Tośka jest kobietą, dlatego też ciężko jej cokolwiek wytłumaczyć, na różnice międzygatunkowe nic nie da się poradzić.
Najwidoczniej tak - odpowiedział. Jeżeli by na siebie wpadli, wiedziałby, że jest jego sąsiadką (a nie wiedział!) Matt dużo pracował, bo lubił swoją pracę. Czuł się potrzebny. Czuł się Strażnikiem Paryża. On i Siwek, i bezkres miasta... Oj, lubił sobie pobujać w obłokach, no co mu zrobisz jak mu nic nie zrobisz...
Oczywiście, przekażę jej. To żaden problem - powiedział. Nie wiedział, czemu to miałoby być istotne, ale nie zamierzał też dociekać - zostawi to tak jak jest. Jak spotka Tośkę (o ile ona dożyje do następnego spotkania), to jej po prostu przekaże.
Powiem pani tak... widzę, aż za dobrze widzę, że niezależna i z silnym charakterem. Tacy ludzie jak ona potrafią zmieniać świat, rozumie pani. Ja również mam taką nadzieje, ale jest naprawdę na najlepszej drodze - powiedział nie bez smutku w głosie. Wcale nie chciał śmierci małej skrzypaczki. Naprawdę zdążył ją bardzo polubić... może nawet trochę za bardzo?
Pięknie dziękuje. Nawet nie wyobraża sobie pani, ile to dla mnie znaczy. Nie lubię, gdy ludzie pakują się w kłopoty z których ciężko ich wyciągnąć - dodał, mając na myśli, że NIE CHCE wyciagać Tosi z kłopotów, ale jeżeli ta się w jakieś wpakuje, to będzie musiał to zrobić. Poprzysiągł sobie być strażnikiem-małej-skrzypaczki, jako zadośćuczynienie za zamordowanie dwójki Francuzów. Może będzie kiedyś rzeczywiście musiał jej strzec?
Tak... Irysy są przepiękne. Uwielbiam polską wiosne - odpowiedział rozmarzonym głosem - ta w Paryżu nie jest tak piękna...
Miewam, madam - wtrącił z francuska - biorę więcej "służb", wzamian za co otrzymuję dni wolnego. Wykorzystuję, kiedy potrzebuję. A lubię moją pracę. Lubię czuć, że ludzie się przy mnie czują bezpieczni. Rozumie pani - odpowiedział wciąż uśmiechając się. Czy ona mnie lubi, czy nie lubi? Czy widzi mnie tylko przez pryzmat munduru?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Sob Paź 01, 2016 11:51 pm

- Tak.. zapewne tak - odparła, ale bez jakiegoś szczególnego przekonania. Dla nich to dobrze, że był w niemieckiej armii, mieli przez to mniej kłopotów. Choć tacy jak Róża byli akurat potrzebni obu stronom. A ich ojciec zapewne Tosi niczego nie przepowie, ale tego Matt jeszcze nie wiedział. Pewnie zorientuje się gdy z nią na ten temat porozmawia.
- w takim razie proszę sie kiedyś zapowiedziec w odwiedziny. Upiekę jakieś cisto, może wpadłby pan z Tosią, gdyby chciała.. - tak, zrobi ciasto, ulubione siostry! Zaparzy jakąś herbatę, może kawę?
- Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie i Tosi nie trzeba bedzie z niczego wyciągać - westchnęła, co jasno sugerowało, ze w to nie wierzy. Szkoda, że nie wiedziała jak bardzo Matt jest zaangazowany w jej ochronę.. A może to i dobrze. Zacisnęła palce na rączce bukieciku.
- Prawda - uśmiechnęła się, bardziej serdecznie i szczerze - Wiosna w Polsce jest ładniejsza niż gdziekolwiek indziej, gdzie byłam. Skąd zna pan tak dobrze język?- wróciła wspomnieniami do tamtych czasów, podniosła bukiecik w górę i powąchała go. Pachniał wspomnieniami..
- W takim razie obydwoje jesteśmy pracocholikami - podniosła na niego wzrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Nie Lis 27, 2016 2:14 pm


    28 marca, przed premierą kinową.


Miliony drobnych, deszczowych kropel popełniało samobójstwo, skacząc z wysokości nieba i rozbijając się o szary bruk. Umierały cicho, bez cienia skargi, na swój sposób godnie.
Z bliżej nieokreślonego powodu od zawsze źle znosił opady atmosferyczne. Matka kiedyś wspomniała, że gdy przyszedł na świat, też padał deszcz. To była istna ulewa – dodawała zwykle, z grymasem bólu na ustach powracając myślami do pierwszolistopadowego dnia nad chłodną, przemoczoną Moskwą. Być może stąd wzięła się radykalna awersja Fiodora? Nie przepadał za Księgą Rodzaju i historią Noego, zupą nazywaną kapuśniakiem oraz za powieścią polskiego pisarza o nieco mylącym tytulePotop. Polską poezję oraz prozę czytał powodowany kryzysem tożsamości, a także przymusem, ponieważ matka wspomniała kiedyś, że jej nazwisko ma polski rodowód.
Prawdę mówiąc, z tego samego (choć nie jedynego) powodu pił polską wódkę.
Szept umierających kropel nasilił się jeszcze bardziej, sprawiając, że zwykle zatłoczona ulica zupełnie opustoszała. O tym, że Chirjakow był żywym człowiekiem, a nie porzuconą pod ścianą dworca i nad wyraz realistyczną figurą, świadczyła wyłącznie smużka siwej mgiełki, która unosiła się w wilgotnym, ciężkim powietrzu. Stopniowo i wprost proporcjonalnie do zwiększającego się stężenia papierosowego dymu w płucach, Fiodor nabierał przekonania, że świat pozbawiony jest sensu – na dobrą sprawę stwierdził to już lata temu, jednak nigdy nie odczuwał tego tak silnie, jak teraz. Nie cierpiał deszczowych dni, bo w deszczowe dni przez jego z głowę leniwym krokiem przechadzały się myśli egzystencjalne, a kiedy myślał zbyt wiele – zaczynał zadawać pytania… i właśnie wtedy – nie po raz pierwszy w życiu – zaczynał poważnie obawiać się o zdrowie własnych zmysłów.
- Zrób coś w końcu z włosami – jego głos przeciął szumiącą monotonię deszczu tak niespodziewanie, że słowa zabrzmiały jak wystrzał; ciężkie, skrywające tłumioną złość spojrzenie zamarło na stojącym tuż obok, niższym mężczyźnie, którego fryzura wyrażała głęboką tęsknotę za grzebieniem. Grigoriy, który w porywie dobroci serca (bądź dla świętego spokoju) poczęstował Fiodora papierosem, najpewniej właśnie pożałował swojej hojności – Chirjakow ani myślał dziękować, od dobrych dwóch minut posyłając w niebo kolejne smużki siwego dymu. Przez cały ten czas milczał, wyrażając równie wiele emocji, co góra lodowa – nawet porośnięta kilkudniową szczeciną twarz  w swym lenistwie nie uznała za godne przekazać światu, co dzieje się za jej ciemną maską. Gdy już drgnął na niej jakiś mięsień, wydarzenie to urastało do rozmiarów wielkiego gestu – z równie bogatą emocjonalnością Fiodor mógłby być mimem. Potrafił nieco zwolnionym podnoszeniem papierosa do ust oddać niesamowite zdumienie; szybszym niż zwykle o ułamek sekundy wypuszczeniem dymu z płuc ukazać wstrząs, jaki właśnie przeżył; mrugnięciem doprowadzić rozmówcę do wściekłości. Człowiek, który nie miał dość silnych nerwów, by ignorować tę grę, bądź tak słabych, żeby w ogóle nie zdawać sobie z niej sprawy – powinien po kilku słowach albo rzucić się na Chirjakowa, albo do ucieczki, a wszystko to z wściekłością bądź przerażeniem. Grisha z biegiem lat zdołał się jednak uodpornić i metoda gadającej rzeźby raczej nie robiła na nim większego wrażenia.
Zwłaszcza, jeśli ta rzeźba – jak zwykle – nie popisała się szczególnym taktem.
- Postarajmy się tego nie przedłużać – czerwone oczko papierosa rozżarzyło się po raz ostatni, zamrugało niepewnie i z sykiem dotknęło mokrego bruku. Dym wciąż ciężko snuł się w powietrzu, w zwolnionym tempie pnąc się ku ciemnym, ołowianym chmurom wiszącym nad budynkiem dworca. Giął się i szarpał w nagłych podmuchach ciemnoszarą smugą, malując ulotne, mętnawe obrazy. Fiodor rzucił ostatnie spojrzenie rozpływającej się pośród kropel deszczu mgiełce i opuścił dotychczas nastroszony kołnierz, już po chwili znikając w ciepłym wnętrzu budynku.
W przeciwieństwie do cichej, opustoszałej ulicy, trzewia dworca pochłaniał wszechobecny pośpiech i gwar dziesiątek głosów – podróżni albo czekali na pociąg, albo z niego wysiadali, napędzając ten mały, ciasny świat jak trybiki olbrzymiej machiny. Chirjakow nie sprawdzał, czy Grigoriy za nim podąża – pod tym względem Lykov nie był szczególnie skomplikowany i pewnie przedłożył ciepłe wnętrze dworca nad wilgotne, ciężkie powietrze przed budynkiem… nawet, jeśli skazywał się tym samym na obecność Fiodora, który aktualnie wpatrywał się w tarczę wiszącego nad pierwszym peronem zegara.
Trzy minuty.
Sto osiemdziesiąt sekund względnego spokoju i miękkiej, słodkiej nieświadomości – dość czasu, by zakląć w myślach szpetnie i już pożałować spotkania, które nawet nie miało okazji się odbyć.
- Nie wypatruj jej w tłumie, sama nas zauważy.
W końcu właśnie to zawodowo robiła – wypatrywała mężczyzn i odbierała im całą radość z życia lub po prostu… życie.
Przeciągły, wysoki gwizd był chyba najbardziej dobitnym sygnałem, jaki mógł zaświadczyć o przyjeżdżającym z Calais pociągu oraz o tym, kogo ten pociąg ze sobą przywiódł. Fiodor poczuł, jak prostuje się mimowolnie – mięśnie pleców, ramion, nawet karku napięły się z trzaskiem, który niemal usłyszał, a palce dłoni – dotychczas spokojne i nieruchome – musnęły materiał czarnego płaszcza, dokładnie w miejscu, w którym zwykle trzymał broń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Pią Gru 02, 2016 10:15 pm

O nie. Deszcz.
Z tą nieprzyjemną myślą musiał zwlec się zaspany z łóżka, walcząc nie tylko z grawitacją, ale również zaplątaną wokół nóg pościelą, co niemal zaowocowało wielkim guzem na czole. Już widział, jak kant komody uśmiecha się do niego złośliwie i zaciera małe drewniane rączki, ale ostatecznie, całe szczęście, zachował równowagę, uprzednio wymachując ramionami jak wiatrak. Mógł więc posłać komodzie tryumfalny uśmiech i z godnością człowieka już częściowo rozbudzonego udać się w stronę łazienki. Gdzie potknął się o próg i ostatecznie wyrżnął głową w ściankę wanny.
Kurrrwa – wyrwało mu się, kiedy pełen bólu, żalu i złości zwijał się na podłodze. Chwilę później po mieszkaniu rozeszły się mieszające się ze sobą inne francuskie i rosyjskie przekleństwa. Przeklęty próg, przeklęta nieuwaga, przeklęta łazienka. Już słyszał ten złośliwy chichot komody, co rozdrażniło go tylko bardziej i skłoniło do posłania kolejnej wiązanki na temat wanny – najwyraźniej cichego sprzymierzeńca wrednego mebla z sypialni. Z podłogi wstał długie pięć minut później, kiedy fala najsilniejszego bólu minęła i pozostało jedynie tępe pulsowanie. Z pewną obawą zerknął w lustro i…
Uf, nie krwawi. Chociaż tyle. Czoło co prawda pozostawało dość zaczerwienione po prawej stronie, ale na żadnego siniaka się nie zapowiadało. I bardzo dobrze, przecież szedł dzisiaj witać kobietę na dworcu! Ech. A jeśli siniak jednak powstanie, to uraczy ładną panią opowieścią o bronieniu godności innej damy przed jakimiś oprychami, zupełnie nie zwracając uwagi na pełne sceptycyzmu spojrzenia Fiodora. Na pewno to lepsze wyjście niż rozpowiadanie o własnym gapiostwie.
Ten deszcz to też nie mógł wybrać sobie innego dnia na spadnięcie? Akurat wtedy, kiedy połamał swoją parasolkę i jeszcze nie kupił nowej. Będzie musiał iść na ten przeklęty dworzec chroniąc się jedynie własną kurtką. Ech. Jedyne, co mogłoby mu dzisiaj poprawić humor, to miła pogawędka z towarzyszką Katyą. Z opowiadań staruszka Fiedii prezentowała się dość mało zachęcająco, ale coś mu mówiło, że nie będzie drugim Chirjakowem. Musiał koniecznie zaskarbić sobie jej przychylność, posiadanie jej sympatii mogło nieść za sobą tylko same przyjemne rzeczy, a poza tym… między nią a Fiodorem ewidentnie coś było nie tak, mógł to doskonale wyczuć z opowiadań jego przełożonego. Nie należał do osób przesadnie ciekawskich i właściwie mógł powiedzieć, że mało go to obchodziło… ale akurat obchodziło go bardzo i po prostu wyłaził ze skóry, żeby wyniuchać, co było na rzeczy.
Dlatego teraz, stając obok Chirjakowa i paląc papierosa, zerkał na niego kątem oka, układając w głowie scenariusze, mające mu ułatwić poznanie prawdy. Żaden jednak nie brzmiał odpowiednio. Zaciągnął się mocno i wypuścił spomiędzy warg dym, obserwując dla odmiany ludzi wychodzących z dworca, kiedy usłyszał uprzejmą sugestię Fiodora.
Mnie się podobają – wzruszył tylko ramionami. – Paniom również, lubią wplątywać w nie palce. A co, ciebie też do tego kusi? – zapytał, poruszając zabawnie brwiami. – Lazarrre – zagruchał chwilę później, robiąc kroczek w jego kierunku. – Przy ludziach nie możemy robić takich rzeczy – szepnął teatralnie, chwilę później znów się cofając i posyłając mu zawadiacki uśmiech. Nie, nie mógł się powstrzymać od podobnych wypowiedzi i za nic nie odpuściłby ich sobie, Fiodor powinien być już do tego przyzwyczajony.
I znów zaciągnął się papierosem jak gdyby nigdy nic. Milknąc do momentu, w którym jego towarzysz postanowił ponownie się odezwać.
Ech, przestań. Powitanie to powitanie, musi być należyte – oświadczył, głaszcząc szeleszczący brązowy papier, pod którym krył się jego mały prezent dla przybywającej Katyi. Bukiet kwiatów, a jakże, w końcu była kobietą!
Zgasił papierosa zaraz po Chirjakowie, pobujał się trochę na palcach, kopnął znajdujący się tuż koło jego stopy kamień i dopiero wtedy ruszył w kierunku drzwi, za którymi Fiodor przed chwilą zniknął. Skrzywił się, widząc wszechobecny tłok i słysząc głosy przebywających tu ludzi. Okropnie przeludnione, rozpraszające miejsce, Grisha o wiele bardziej wolał nieco cichsze zakątki. No, ale pewnie nie będą tu zbyt długo.
Jesteś dzisiaj coś strasznie nerwowy – zauważył luźno, kiedy zatrzymał się koło swojego drogiego kolegi, zerkając znacząco na jego dłonie. – Trema przed spotkaniem z kobietą? Biedaczku – wyszczerzył do niego zęby w szerokim uśmiechu i poklepał po ramieniu (tak, mięśnie Fiodora były napięte, mógł to wyczuć nawet przez materiał płaszcza), znów po swojemu żartując sobie z niego, choć doskonale wiedział, że problem leżał znacznie głębiej. Co tylko czyniło Katyę bardziej interesującą.


Ostatnio zmieniony przez Grigoriy Lykov dnia Pią Gru 16, 2016 9:17 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : :oczy:)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Sob Gru 03, 2016 9:46 pm

Przycisnęła policzek do zimnej szyby. Za szerokim oknem, pod ciemnymi jak gęsty atrament chmurami, przemykały czarne pasma mijanych miasteczek. Miarowy stukot toczącego się po szynach wagonu stał się dźwiękowym tłem dla czasu, który – jak zwykle, gdy tego nie chciała – ulatywał stanowczo zbyt szybko.
Wiedziała, że od Beauvais przygląda się jej mężczyzna — w taki sposób, w jaki zawsze przyglądali się jej mężczyźni w pociągu. Wagon chybotał się łagodnie na boki, kołysząc pasażerów jak stroskana matka dziecko. Przygryzła koniuszki jasnych, równo przyciętych włosów — głupi dziecinny nawyk, którego nie umiała się pozbyć. Wilgotne pasemko opadło jej na odsłoniętą szyję dokładnie w momencie, w którym pogładziła szybę opuszkami palców. Zawsze odczuwała taką pokusę w dalekobieżnych pociągach, które niczym fiszbiny gorsetu przecinały kontynent we wszystkich kierunkach. Na dodatek francuskie pociągi były tak jasne, czyste i niewiarygodnie szybkie, jak mknące ku morzu świetliste węże. Nieskazitelne. Doskonałe. Niechybne.
Ciarki przeszły po plecach Katyi, gdy spojrzenie mężczyzny prześliznęło się po jej ciele. Czuła na sobie zimne, czarne brzemię tego wzroku; wyprostowała ramiona, żeby się pod nim nie ugiąć. Teraz wpatrywał się w okolice jej krzyża, obserwował ciało pod swetrem, zagięcie nóg pod skromną spódnicą, odbicie poruszających się ust w szybie. Mgiełkę oddechu na szkle. Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, jak najprawdopodobniej wygląda: trochę za niski, w schludnym czarnym garniturze lub niemieckim mundurze, ściska aktówkę jak talizman, ma pewnie początki siwizny na skroniach, jest bez obrączki.
Oni wszyscy tak wyglądają.
Zacisnęła usta w wąską, zaróżowioną kreskę, jasnym spojrzeniem obserwując rogatki miasta, dla którego pokonała tyle tysięcy kilometrów. Od miesiąca nie potrafiła myśleć o niczym innym, Paryż wypalił się pod jej powiekami jak znamię, które widziała za każdym razem, gdy tylko przymykała oczy. Jeszcze pięć tygodni temu nawet nie podejrzewała, że jej noga kiedykolwiek postanie na francuskiej ziemi – wszystko uległo zmianie w pokoju 214B, gdy tkając z pułkownikiem Tokariewem szybki dialog i podpisując stosowne dokumenty, odnosiła mgliste wrażenie deja vu. Co było, co miało być, co jest, co będzie? Pytania rozbłyskiwały w jej umyśle jak błyskawice przecinające nocne niebo, jednak twarz miała nieruchomą i oczy spokojne, i dłoń pewną, gdy sunęła długopisem po rozpisanym w czterech egzemplarzach cyrografie. Pułkownik Tokariew wygłosił standardowe pouczenie, które dla każdego agenta radzieckiego wywiadu było powracającą jak bumerang mantrą.
Zlikwidować miejscowe sprawy. Pożegnać się z przyjaciółmi. Nie zasłaniać się tajemnicą i nie wykręcać; kłamać, po prostu kłamać. Zawiesić w Moskwie swoje życie i zacierać przeszłość.
Pułkownik nie uścisnął jej dłoni i nie życzył powodzenia.
Katya wycofała prenumeraty gazet. Wymówiła najem tej klitki w śródmieściu; ruchomości, których nie chciała się pozbyć a nie mogła też zabrać, zapakowała w pudła i złożyła w opłaconym na pięć lat garażu, spotkało to między innymi jej pierwszy karabin, sporo książek, zdjęcia i pamiątki po Igorze.
Gorzej z ludźmi. Wychodzą z pudeł. Czekają na zatłoczonym dworcu jak mgliste zjawy przeszłości, o której miała nadzieję zapomnieć, a która odbijała się w Paryżu dotkliwą, duszącą czkawką. Przez całą drogę rozciągała się na tym kole tortur bez litości i wcale nie wiedziała, czego chce.
Nowe życie było na wyciągnięcie ręki, na pół kroku, skraplało się na Katyi jak parujący w chłodnym, deszczowym powietrzu oddech; chcąc nie chcąc, Berezina opuszczała pociąg i wychodziła przeznaczeniu na spotkanie.
Ciężka, niewymiarowo duża walizka spadła z ostatniego schodka wagonu i uderzyła głucho o wilgotny bruk, ciągnąc za sobą Katyę, która niemal zaplątała się w pasek wypchanej po brzegi podróżnej torby, dotychczas zwisającej z jej ramienia bezwładnie. Niepozorna blondynka mogła ważyć tyle, co cały jej ekwipunek, jednak biada temu bagażowemu, który próbował dotknąć własności Katyi – jasne spojrzenie sparaliżowało jednego z odzianych w uniform chłopców i skutecznie zniechęciło kolejnego, już po chwili pozostawiając towarzyszkę Berezinę samą sobie pośród powoli rozchodzących się we wszystkie strony podróżnych.
Nie nawiedziło jej dominujące poczucie samotności w tłumie. Nawet strach, choć niewątpliwie obecny, był leciutki jak łabędzie piórko. Nie miała czasu na roztrząsanie własnych uczuć, wzrok już przeczesywał dziesiątki sylwetek, szukając pośród nich tej jednej, jedynej, tej, którą znała zbyt dobrze, by nie zauważyć, że pośród nich czeka…
Skurwysyn, sapnęła w myślach po rosyjsku, z nagłą determinacją chwytając za rączkę walizki i stanowczym ruchem poprawiając na ramieniu skórzaną torbę. Dzieliło ich dokładnie szesnaście metrów, oceniła to z precyzją właściwą wyłącznie ludziom, którzy każdego dnia obliczali odległość od celu. Szesnaście metrów to wystarczająco dużo, by zdążyć uciec i jednocześnie nie dość wiele, by chybić – na dodatek z każdym jej krokiem odległość topniała w oczach, przeradzając się w zjawisko nieuchronne jak letnia burza. Jeszcze w drodze odgarnęła za ucho pasemko jasnych włosów, z udatnie odegranym wysiłkiem szarpnęła ciężką walizkę i zatrzymała się dopiero wtedy, gdy od celu dzieliły ją niespełna dwa kroki. Kiedy uniosła jasne oczy na czujnie obserwujących ją mężczyzn, nie uśmiechnęła się, pozwoliła jednak, by na pogodnej twarzy ukazał się wyraz zaciekawionej sympatii.
Wyglądali komicznie. Jak przemoczone psiaki, które coś spsociły i czekały na naganę pańci.
Śmiało, Katya. Pomachaj czerwonym jeszcze trochę, może byk się uspokoi.
- Lazare, przytyłeś? – niewinność pytania poprzedził kolejny krok, dzięki któremu ograniczyła dzielącą ich odległość do minimum. Nagle wspięła się na palce, obejmując Chirjakowa za szyję i ledwie moment później obdarzając szorstki od zarostu policzek krótkim, godnym stęsknionej cioci całusem. Tym razem nie powstrzymała zdradzieckiego uśmiechu, zdołała go jednak ukryć w kołnierzu płaszcza kolejnej ofiary – towarzysz Lykov nie zdołał umknąć przed lekkim powiewem fiołkowych perfum i niewyraźnym śladem przyjemnego zapachu prania, gdy Katya obdarzyła oba jego policzki pocałunkami, pozostawiając na nieskalanej zarostem skórze blade ślady pomadki i niemal zgniatając to, co tak dzielnie dzierżył ukryte w szeleszczącym papierze.
- Rémy, najdroższy – uśmiech, któremu dotychczas zbyt trudno było wypłynąć na usta, zabrzmiał teraz w jej głosie. Postawiła krok w tył, ponownie chwyciła za rączkę walizki i spojrzała na agentów najbardziej sekretnej radzieckiej organizacji tak, jak gdyby pytała no, i jak? Dobrze się spisałam?, choć jej wzrok podświadomie unikał spojrzenia Fiodora. Tak, jak gdyby nawet stąd czuła drgania jego nerwów i napięcie skuwające wszystkie mięśnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Nie Gru 04, 2016 12:22 pm

Obyczaj grożenia śmiercią był pradawną, rosyjską tradycją, więc Chirjakow nieśmiertelne frazy o zabijaniu słyszał, odkąd nauczył się słuchać. Ja cię zabiję, mówiła matka Fiodora do ojca Fiodora. Trzeba ją wreszcie zabić, mówili oboje, gdy babcia kolejny raz znosiła do domu bezpańskiego kota. Ćwicz, bo cię zabiję, mówili instruktorzy na ćwiczeniach. Zaraz go zabiję, mówił pułkownik Fadiejew, gdy Chirjakow po kolejny raz wracał zalany w trupa. Fiodor nigdy nie oswoił się z tą narodową retoryką śmierci i jako dziecko za każdym razem przejmował go najprawdziwszy strach, że w końcu, istotnie, ktoś zostanie zabity. Ilekroć przemierzał niekończące się korytarze, sienie i amfilady, ilekroć zaglądał do piwnic, do których nikt nigdy nie zaglądał, tylekroć bał się, iż zaraz natknie się na ciało któregoś z domowników owinięte w zakrwawioną folię albo czyjś nieludzko skatowany kadłub, pośpiesznie i byle jak okryty gazetami. Kiedy szedł do ogrodu, zawsze podświadomie podejrzewał, iż natknie się tam na kawałek świeżo skopanej ziemi ze sterczącą z niej – niczym w tandetnym kryminale – czyjąś martwą dłonią. Na całe szczęście po latach z dumą i bez strachu mógł kultywować narodową tradycję, co w towarzystwie Lykova nie było szczególnie trudne. Wystarczyło, żeby Grigoriy otworzył usta, a Chirjakowa trafiał przysłowiowy szlag – co w wykonaniu agenta GRU prędzej czy później kończyło się zawiniętym w dywan trupem.
Nawet dzisiaj – pomimo ewidentnie niesprzyjającej aury i jeszcze mniej sprzyjającego przełożonego – Lykov z obłędem w oczach (i obłędną fryzurą) przekraczał kolejne granice absurdu. Byłoby mu łatwiej, gdyby Chirjakow reagował na jawne przytyki, jednak słowa Grishy – przynajmniej na pierwszy rzut oka – rozbijały się o przełożonego jak niemieckie samoloty nad Anglią. I tylko postawa Fiodora mogła świadczyć o tym, że dokładnie słyszał i zapamiętywał każde słowo Grigoriyego – Chirjakow przybrał dokładnie przemyślaną, tendencyjnie wymierzoną w Grishę pozycję percepcyjną i, jak zawsze w pozycji percepcyjnej, jego myśli obróciły się ku zbrodni.
Najlepiej – pomyślał ogarnięty nagłą furią – najlepiej byłoby Lykova zabić. Powinienem go złapać, wywlec z dworca i zabić. Jak będę miał na głowie trupa, to i tak będzie awantura, ale nie tak straszna, jak z żywym Grishą. Bo z żywym Grishą awantura prędzej czy później wybuchnie tak straszna, że wszyscy gotowi pomordować się nawzajem.
Na głos nie powiedział jednak ani słówka, wpatrując się w Lykova tak, jak gdyby szacował głębokość grobu.
Najlepiej – powtórzył w myślach już spokojniej – byłoby go zabić. Najlepiej byłoby go zabić i dobrze ukryć trupa – wtedy nie byłoby żadnej awantury. Albo przynajmniej trzeba z tym małym obłąkańcem wreszcie poważnie i szczerze porozmawiać. Kto wie, jak daleko dopłynąłby na wartkim strumieniu planowania morderstwa, gdyby nie moment, w którym pociąg się zatrzymał, a zatrzymując – wypuścił z trzewi wagonu .
Chciałby się mylić. Chciałby jej nie poznać. Chciałby udawać, że zmierzająca w ich stronę Katya to nie Katya, którą raz na zawsze pozostawił trzy tysiące kilometrów stąd, w zupełnie innym świecie, w innej rzeczywistości. Chciałby, by ważyła sto kilo, malowała włosy na fioletowo i skręcała w durne loczki. Albo przynajmniej przyjechała tu trochę wcześniej, względnie dużo później. Nie w chwili, gdy zmagał się z ochotą popełnienia na Grishy morderstwa.
Nie mógł jednak dłużej się łudzić – Katya stanęła tuż przed nimi i spokojnie patrzyła dużymi, błękitnymi oczami. Otaczająca towarzyszkę Berezinę poświata w połączeniu z tym nienaturalnym błękitem upodabniały ją do zwiadowcy z innej planety, który zstąpił właśnie na Ziemię i zastanawia się, którym z podręcznych środków bojowych eksterminować spotkanego nieoczekiwanie tubylca.
Przytyłem?
Lekkie, zaskoczone uniesienie brwi czasowo nałożyło się na grymas, który wychynął na usta Fiodora wraz z pocałunkiem Katyi spadającym na policzek. Chirjakow powinien pamiętać, przed kim stoi – wszystkiego oczekiwał po tej rozmowie, tylko nie własnego śmiechu, zwłaszcza nie w obliczu sojuszu, który powstawał na jego oczach. Dwa pocałunki, jakimi Berezina obdarzyła policzki Grishy, były wystarczająco dobrym powodem, by Fiodor zaczął się niepokoić. Katya i Grigoriy przejawiali chorą tendencję do obracania smutnej jak emerytka rzeczywistości w żart, jednak Berezina przynajmniej wiedziała, kiedy przestać – na szczęście pod tym względem nie pasowali do siebie z Grishą. Na szczęście – właśnie tak. Fiodor chciał się Katyi pozbyć, ale póki tu była, czuł się uprawniony do bezinteresownej zazdrości.
I pomyśleć, że to kobiecej logiki wszyscy się czepiają.
Zmęczona? – zapytał jakby od niechcenia, w myślach odliczając mijające sekundy. Powitanie trwało na tyle długo, że Fiodor zdołał dojrzeć do postanowienia, by nigdy nie witać nienormalnych znajomych oglądanych na tle paryskiego peronu – do nienormalnych zaliczył ją gładko z racji pobytu tu i teraz. Sam niby też tu był – tyle że nie do końca z własnej woli.
Mają tu małą kawiarnię, możemy w niej zaczekać, aż przestanie padać – pozorna niepozorność propozycji jasno sugerowała, że Fiodor jest w stanie zapłacić za chwilę wspólnej, kulinarnej rozpusty, byleby nie stali na samym środku dworca, narażając się na spojrzenia podróżnych… i Niemców.
Wszystko prędzej czy później sprowadzało się do Niemców.
W trakcie, gdy Lykov odgrywał swój mały teatrzyk z wręczaniem bukietu (naprawdę sądził, że Chirjakow nie domyśli się, co tak wstydliwie skrywa owinięte w papier?), Katya zdołała poprawić torbę na ramieniu już drugi raz. Chyba chciała pokazać, do jakiego stopnia mężczyzna jest jej zbędny – oczywiście bagażu miała zbyt wiele jak na demonstracyjnie niedbałe gesty i gdyby nie Fiodor, który bez słowa zsunął z jej ramienia skórzany pasek torby, pewnie przy trzecim podejściu potężny garb w końcu by ją przewrócił.
Elaine, hoże dziewczę – mruknął pod nosem, chwytając za rączkę walizki i ze zdumiewającą wprawą unikając przy tym dotknięcia dłoni Katyi. – I bagaż poniesie, i niedźwiedzia. Ideał współczesnej kobiety – zanim którekolwiek z tej zdradzieckiej dwójki zdołało zareagować, Fiodor ruszył przodem, z torbą na ramieniu i toczącą się za sobą walizką prowadząc ich prosto do niewielkiej, dworcowej, swojsko parszywej kawiarenki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Nie Gru 18, 2016 2:25 pm

Widział wzrok Fiodora i naprawdę doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co działo się w jego głowie, jakie myśli mu tam grzechoczą, nad czym tak intensywnie się zastanawia. Nie było to szczególnie trudne, wystarczyło tylko na niego zerknąć, by wiedzieć, co właśnie planuje zrobić. Nieruchoma postawa, spojrzenie utkwione tylko w nim i oczy, w których dostrzegał coraz więcej furii. No poezja, patrzeć, jak marmurową rzeźbą w końcu targają silniejsze uczucia! I ta walka: Fiodor przeciwko sobie! Trafił na godnego przeciwnika, nie ma co. Może nawet wyjdzie z tego starcia ze skurczem jakiegoś mięśnia, od tego ich ciągłego napinania. Tyle emocji! Dzieje się tak dużo, że aż nie wiadomo, na czym się skupić! Grisha wiedział. Patrzył na Chirjakowa z poszerzającym się z każdą chwilą uśmiechem, by w końcu wybuchnąć śmiechem gromkim, wesołym i całkowicie szczerym. Jak również beztroskim, zdającym się ignorować niebezpieczeństwo płynące z doprowadzania Fiodora na skraj nerwowej wytrzymałości. Oj, nie takie rzeczy już mu opowiadał, powinien być przyzwyczajony! Zresztą, przynajmniej nie ma z nim nudno, jeszcze brakowałoby mu grishowego głosu, gdyby naprawdę zdecydował się zrobić co, na co miał ochotę w tym momencie.
Śmiech towarzyszył Grigoriyemu jeszcze na peronie, na którym mieli zaczekać na towarzyszkę Katyę. Trząsł jego ramionami, roziskrzał niebieskie oczy i nie chciał tak do końca odejść. Dlatego nową członkinię ich małego zespołu powitał będąc nad wyraz wesołym. Ale też zdziwionym. Spodziewał się raczej kogoś pokroju Chirjakowa – sporego babska z kilkukrotnie łamanym nosem (chociaż wiedział, że podobnej na zagraniczną misję nigdy by nie wybrali), a tu do nich podchodziła… urocza blondynka, o ładnych, błękitnych oczach. Była piękna, choć w nie do końca oczywisty sposób i wydawała się być taka sympatyczna. Oczywiście cały czas miał z tyłu głowy ostrzeżenia Fiodora oraz fakt, że w końcu należała do Specnazu, ale naprawdę nietrudno było ulec złudzeniu, że jest niegroźna. Pewnie właśnie dlatego jest. Uśmiechnął się do niej lekko, ale uśmiech ten poszerzył się dwukrotnie, kiedy usłyszał, jakimi słowami powitała Chirjakowa.
O rany, swoja!
Elaine – powiedział, pozwalając sobie brzmieć na całkowicie oczarowanego. – Ujmująca jak zwykle  - dodał, szczerząc się wesoło i zerkając znacząco na stojącego obok Fiodora. Ha, dostałem dwa całusy! D w a! Faktycznie pomiędzy nimi jest coś nie tak.
Podróż była męcząca? – podchwycił pytanie Chirjakowa, ani na moment nie przestając się uśmiechać, jakby uśmiech nigdy nie schodził mu z twarzy. – Stawiasz?! – zapytał mężczyzny chwilę później głosem pełnym niedowierzania. – Jak tak, to nie możemy odmówić! Nasza droga koleżanka pewnie jest bardzo głodna –  … i dużo zje? Spojrzał na Katyę porozumiewawczo, a jego oczy zalśniły łobuzersko. – Ja jestem! Tylko portfela nie wziąłem – dodał z miną niewiniątka. Popatrzył jednak na Fiodora z pewnym niezrozumieniem, kiedy ten mamrotał pod nosem jakieś swoje bolączki. Wzruszył tylko ramionami, przypominając sobie, że przecież miał dla swojej nowej koleżanki prezent.
Ach, właśnie. Pomyślałem, żeby przywitać cię należycie, z kwiatami – zwrócił się do Katyi. – Więc kupiłem ładny bukiet… - odwinął ze swojego szarego papieru, mającego chronić rośliny przed nadmiarem wody z nieba, swój podarunek i wręczył go jej ze znienacka zakłopotaną miną – długo się zastanawiałem, jakie kwiaty będą odpowiednie, jakie mogłyby ci się spodobać… i jakoś tak pomyślałem, że niezapominajki będą dobre… właściwie nie wiem czemu – wymamrotał, drapiąc się po głowie i patrząc na nią z wyraźnym zapytaniem w spojrzeniu, czy na pewno wybrał dobrze. Fiodor jednak oddalał się coraz bardziej, więc po chwili zaoferował Katyi swoje ramię, by mogli do niego dołączyć.
Do kawiarni wkroczył z odzyskaną pewnością siebie, w głowie mając już właściwie tylko te wszystkie przysmaki, które za kilka chwil będzie mógł pałaszować nie za swoje pieniądze. Ten dzień robił się coraz piękniejszy! Po zajęciu miejsc przy stoliku i pobieżnym przejrzeniu karty, Grisha już wiedział, co dzisiaj zje. Wybór miał o tyle łatwiejszy, że wcale nie zamierzał wybierać, a brać wszystko, na co przyjdzie mu ochota. A ochotę miał na wiele!
Poproszę kawałek ciepłej szarlotki, pączka z pomarańczą, dwa obwarzanki, kawałek ciasta migdałowego i torciku wiedeńskiego! Może jeszcze to ciastko, które macie zaraz obok tego stosu filiżanek… ale z podwójnym kremem. I gorącą czekoladę do tego. Dla mnie to wszystko – zakończył z pogodnym uśmiechem, starając się patrzeć tylko na kelnera, za to unikając wzrokiem Fiodora. Dawno tak dobrze nie jadł!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Nie Lut 12, 2017 9:49 pm

W aktach jest wszystko. Malutkie przewinienia i wielkie jak stodoła grzechy, ulubione miejsca, byłe kochanki, nieślubne dzieci, brudne pieniądze, nieopatrznie wygłoszone uwagi, krąg bliższych i dalszych znajomych. Opasłe teczki i cieniutkie skoroszyty zawierają zapis każdego etapu życia agenta – począwszy od dnia i miejsca narodzin, kończąc na godzinie i okolicznościach jego śmierci. Bo właśnie tak zwykle się to kończyło – bezimiennym grobem, rozsypanymi na wietrze prochami albo ciężkimi, cementowymi butami, w którym nie sposób pływać. Było to coś, z czym trzeba się pogodzić, właściwie nic szczególnego, w końcu trzeba jakoś umrzeć. Dlaczego by nie za kraj?
Ale ktoś, kto wymyślił Katyi życie, naprawdę powinien dostać medal. Puchar. Dyplom chociaż! Przetrwała stanowczo zbyt wiele, żeby teraz obawiać się kolejnego kroku na paryskich brukach. Świat dopiero miał stanąć przed nią otworem, rozwierał ramiona, cierpliwie czekał. Tyle dróg do wyboru, tyle możliwości, tyle okazji, których nie miała ani w Odessie, ani w Moskwie!
I jednocześnie ani odrobiny swobody.
Doskonale znała zwierzchnictwo Fiodora i to, jak zwykło się przejawiać, pamiętała go jeszcze z Aszchabadu, później z Leningradu, w końcu z samej Moskwy. Pamiętała, że czasami (tylko czasami) przywodził jej na myśl cholernego alfonsa – żadnych narzekań, wykonywanie poleceń bez mrugnięcia okiem, wieczny uśmiech na pięknych buziach i sterczące cycki. Nigdy nie zmuszał, nigdy nie groził, ale wszyscy wiedzieli, że w trakcie misji trzeba być chętnym i radośnie uczynnym. Inicjatywa własna mile widziana, podobnie jak nieudawane orgazmy, zupełnie jakby mówił miejcie z tego trochę przyjemności. Wasze przyszłe ofiary są tego warte. Są bogate, zadbane, czyste, nawet jeśli starsze, to na szczycie drabiny społecznej! Dla ludzi pokroju Chirjakowa, Bereziny a także – niestety! – Lykova nie istniało normalne życie. Nie mogli funkcjonować tak, jak reszta społeczeństwa, ponieważ na dobrą sprawę nigdy nie zaznali alternatywy. Piwo co piątek, niedzielny basen, weekendowy brydż do rana przy dobrej butelce. I rowery, narty, tenis, rodzina, dzieci, ogródek, pies, najlepiej rasowy.
Nic z tych rzeczy.
Pisane im były wyłącznie kolejne przykrywki, ukradkowe spotkania i zasłużony spokój – ale dopiero po śmierci.
A jednak cała trójka stała dzisiaj na Dworcu Północnym, nie wiedząc, czy z przymusu, wolnego wyboru czy ze zwykłej bezsilności – to i tak nie miało teraz znaczenia. Nawet najmniejszego.
- Odrobinę, pociągi bywają nużące – jakby na potwierdzenie własnych słów, uśmiechnęła się z odpowiednią dozą na wpół przytomnego zmęczenia, jak gdyby podróż rzeczywiście mogła ją zmęczyć – twarda z niej baba, nie mimoza, ale skoro ma odgrywać w Paryżu kogoś zupełnie innego, najlepiej zacząć natychmiast, prawda?
- Lazare, jesteś nad wyraz uprzejmy… jak gdybyś nie był sobą – uniosła nieznacznie brwi, w końcu odnajdując w sobie dość odwagi, by zerknąć na Fiodora – doskonale wiedziała (nie, jedynie domyślała się), co chodzi mu po głowie. Chciał zobaczyć ich miny, rozdziawione w zdumieniu gęby, podręcznikowy przykład osłupienia – a wszystko to przez zapłacenie za filiżankę kawy.
Niedoczekanie!
Liczyła na to, że coś w nim uległo zmianie, że w Fiodorze zaszła zmiana, która znacznie ułatwiłaby pewne sprawy. Niestety wszystko wskazywało na to, że wciąż jest tak samo cichy, tak samo wyważony, tak samo spokojny – tyle, że kiedy ktoś go zdenerwuje, wpada w furię.
I wtedy lepiej być daleko.
Grigoriy wydawał się jego przeciwieństwem w niemal każdym milimetrze, począwszy od niepozornej prezencji, kończąc zaś na zachowaniu – był bardziej ekspresyjny, nienachalnie ożywiony, niemal radosny pośród szarego, paryskiego dworca. Całkowicie inny od większości agentów, których Katya miała okazję spotkać… co chyba dobrze rokowało na ich dalszą współpracę.
Zwłaszcza, jeśli ta rozpoczynała się od bukietu kwiatów.
Fiodor był już w połowie drogi do kawiarni, kiedy Lykov ofiarowywał nowej towarzyszce niedoli niezapominajki. Gdyby tylko Grigoriy nie był szpiegiem, Katya uznałaby jego wyczucie za niezwykle szczęśliwy zbieg okoliczności – tyle tylko, że jego praca wymagała wychwytywania tak drobnych niuansów jak ulubione kwiaty kobiety, z którą przyjdzie mu pracować.
Mogła jednak udawać zaskoczoną, prawda?
- Rémy, jesteś czarujący – na jej ustach zakwitł uśmiech tak radosny, jak gdyby otrzymała cały hektar niezapominajek, a nie jedynie wiecheć – dla Katyi bukiecik znaczył jednak więcej niż wszystkie niezapominajki świata, bo był wyłącznie jej. Mogła przysunąć go do nosa, zupełnie jak teraz, i powoli wypełnić płuca słodkim, przypominającym dom zapachem, który ktoś zaklął w niebieskawych płatkach. – To moje ulubione – dodała ciszej, niemal konspiracyjne, jakby obawiała się, że Fiodor cudem usłyszy jej słowa – na szczęście nic podobnego im nie groziło, a Katya swobodnie mogła wsunąć dłoń pod ofiarowane przez Lykova ramię, z cieniem rozbawienia w błękitnych oczach obserwując, jak młody mężczyzna walczy z własnym zakłopotaniem.
Czar swobody prysnął jednak, kiedy zajęli miejsce przy stoliku, stając przed nie lada wyzwaniem – narażeniem portfela przełożonego na ubytek. I o ile Grigoriy nieszczególnie przejmował się stanem finansowym i nerwami Fiodora, o tyle Katya wiedziała, że…
Stąpa po cienkim lodzie. Po bardzo cienkim i bardzo zdradliwym lodzie.
- Dla mnie jedynie czarną herbatę – posłała kelnerowi lekki, jakby rozmyty uśmiech, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że wciąż zaciska palce na bukiecie. Ostrożnie odłożyła kwiaty na stolik, wybawienie odnajdując w Lykovie, który pomagał jej w niepatrzeniu na Fiodora i jednocześnie przypomniał, że…
- Rémy, przywiozłam coś dla ciebie – wypowiedziała to tak niespodziewanie, że przez moment sama wydawała się zaskoczona dźwiękiem własnych słów. Nim którykolwiek z mężczyzn zdołał posłać jej zaciekawione spojrzenie, odwróciła się w stronę Fiodora i sięgnęła po torbę, którą chwilę temu zsunął z jej ramienia. Musiała minąć dłuższa chwila, w trakcie której kelner zdołał przynieść herbatę, pączka i dwa kawałki ciasta, nim Katya w końcu odnalazła obiekt poszukiwań. Wyjęła z torby kopertę, powoli przesuwając ją po blacie w stronę Lykova z nieodgadnionym wyrazem twarzy. – Pomyślałam, że… chciałbyś je mieć, a skoro w aktach nikomu się nie przydawało… - uśmiechnęła się delikatnie, odgarniając za ucho jasne pasemko włosów i dopiero wtedy spoglądając na Fiodora – wiedziała, jak zareaguje, jednak teraz nie mógł zrobić zupełnie nic ze zdjęciem Stepana Cherednika, które Berezina wyniosła z archiwum.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   Wto Maj 02, 2017 4:02 pm

Nieuzasadniony, stanowczo zbyt głośny i ponad wszelką miarę irytujący wybuch śmiechu Lykova był niepodważalnym dowodem na istnienie telepatii. Na to, że skondensowaniem i precyzyjnością myśli można wpłynąć na czyjeś zachowanie, że da się kogoś na odległość i bezgłośnie przyciągnąć, ostrzec, zwyzywać. Że myślą można nakarmić rzeczywistość, nie tylko tę wyimaginowaną, ale i obiektywną. Że przy odpowiedniej kumulacji siły woli i mocy, skonstruowane w myślach pragnienie można przeobrazić w czyn. Rzecz jasna, trzeba zachować pewien rytuał – wsłuchiwać się w śmiech Grishy i wytrwale myśleć a żebyś się potknął i skręcił kark tak często, jak to tylko możliwe. Wystarczy bezgłośnie powtarzać złorzeczenie odpowiednią ilość razy i naiwnie oczekiwać, że Lykov w niewyjaśniony, magiczny sposób naprawdę poślizgnie się na peronowych płytkach, skręci chudą jak u kurczaka szyjkę albo – jeszcze lepiej! – wpadnie wprost pod nadjeżdżający pociąg, znacznie ułatwiając Fiodorowi przyszły (i mocno ewentualny) pochówek. Myślenie ewidentnie bezowocne, za które Chirjakowa zrugałby nawet mało rozgarnięty doktorant psychologii, ale ani trochę nie było mu wstyd – najwyraźniej już wtedy przeczuwał, że dzisiejsze spotkanie, z wizytą w dworcowej kawiarni na czele, przybierze dla niego zdecydowanie niepomyślny przebieg. Pokojowego zakończenia całego zajścia w najmniejszym stopniu nie ułatwiała Berezina, która najwyraźniej zapomniała, kto przez najbliższe miesiące (o ile Katyi uda się przeżyć, w co sam Fiodor z każdą mijającą sekundą zaczynał powątpiewać) będzie jej bezpośrednim przełożonym, świętą instancją i sądem najwyższym, od którego nie ma odwołania. Najwyraźniej zapomniała też, kto przed czterema laty ocalił jej życie i kto niemal przez to nie zginął, ratując zamieniony w upaprany krwią, zapłakany flak, jakim Katya wtedy była.
Piękna, kobieca wdzięczność.
Fiodor miał nieodpartą ochotę zaciągnąć tę dwójkę do własnego mieszkania, posadzić ich w fotelu na wprost kominka (w porządku – z braku kominka od biedy mogłoby być okno), nalać sobie (i tylko sobie) setkę do szklanki i zapalić papierosa. A później, cierpliwymi pytaniami oraz dobroduszną wyrozumiałością, dowiedzieć się, w co tak właściwie się wpakował, przejmując nad nimi paryską pieczę. Drogę do tej – jakże miłej, pozbawionej obecności osób trzecich – alternatywy skutecznie utrudniał deszcz, rzęsiście zalewający ulice miasta, a także Lykov, który wydłużał cały proceder bukiecikiem kwiatów, najwyraźniej uważając, że dzięki nim wkupi się w łaski nowego szpiega.
Co gorsza, w pewien, całkowicie niepojęty dla Fiodora sposób, najwyraźniej mu się udało.
Zajmując miejsce przy drastycznie małym, okrągłym stoliku dworcowej kawiarni, doskonale dostrzegał ten zbrodniczy, przewrotny błysk w oczach Grishy – zagadką nie było to, co Lykov postanowi zamówić, ale ile tak właściwie zamówi i czy zdoła czegokolwiek spróbować, zanim Chirjakow nie wyżłobi mu na dłoniach stygmatów przy użyciu łyżeczki do herbaty. I choć pierwsza część tajemnicy wyjaśniła się dość prędko – Grigoriy nie zwlekał zbyt długo ze złożeniem zamówienia, które przybrało formę średniej długości litanii – o tyle druga wciąż pozostawała pod znakiem zapytania.
A wszystko dlatego, że Fiodor w okolicach ciastka z podwójnym kremem miał ochotę zadać cios łyżeczką któremuś ze swych pośladków. Być może zachowywał się dziś (tylko dziś?) jak ostatni palant, ale pod tym względem nie dorastał Grishy do pięt.
Smacznego – w zaledwie jednym, krótkim słowie, które w końcu zdołało wyrwać się spomiędzy zaciśniętych nerwowo ust, można było usłyszeć wiele – właściwie wszystko (co złe), poza rzeczywistym życzeniem apetycznego posiłku. Fiodor zdołał nawet obdarzyć Lykova uprzejmym uśmiechem, który do Grishy mógł dotrzeć co najwyżej na zasadzie rykoszetu… dość niebezpiecznego rykoszetu, o czym zarówno Grigoriy, jak i Katya mieli okazję się przekonać, kiedy kelner przybył z pierwszym zamówieniem – Berezina akurat wspominała o prezencie dla Lykova, gdy Fiodor przechwycił talerzyk z pączkiem, nim podstawka zdołała dotknąć blatu stolika. Garson nawet nie próbował wizualizować własnego zaskoczenia – spojrzenie Chirjakowa, nawet, jeśli akurat rzucane znad pączka z pomarańczą, wyraźnie sugerowało taktyczny odwrót, który przecież każdy Francuz ma we krwi.
Prezent? – z odpowiednią dozą odrazy dla lepkiego lukru, który przylgnął do palców jak druga skóra, przysunął bliżej siebie talerzyk z ciepłą szarlotką, czujnie śledząc drogę przekazywanej przez Katyę koperty. – Mogliście uprzedzić, że wymieniamy się prezentami, mógłbym coś przynieść.
Widelczyk szczęknął ostrzegawczo, kiedy przedarł się przez kruche ciasto oraz kwaśnawą, jabłkową masę i stuknął cicho o talerzyk. Nadgryziony pączek znalazł się poza kręgiem zainteresowań Fiodora i wylądował na stoliku, oszpecony wyraźnym śladem zachłannego ugryzienia, które na celu miało wyłącznie jedno – odebranie Grishy przyjemności.
Choćby bilet powrotny dla jednego z was – dodał spokojnie, dokładnie oblizując łyżeczkę i wbijając ją w sam środek kawałka wiedeńskiego torciku, który akurat dotarł na stolik. – Albo list do dobrego wujka, informujący o kradzieży – tym razem to Fiodor się uśmiechnął, lekko i niespiesznie, jak wygrzewający się na kaflowym piecyku kot – pełen zadowolenia grymas powędrował od Katyi do Grishy, a później od Grishy do Katyi, zakłócony dopiero przez uniesioną do ust filiżankę z czekoladą. Upił pół łyka, nie więcej – dość, by odpowiednio zniechęcić Lykova do sięgnięcia po naczynie.
Ostrożnie z napojami, gorące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Dworzec Północny   

Powrót do góry Go down
 
Dworzec Północny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Północny Gaj

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Pozostałe dzielnice-
Skocz do: