IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Ogród wersalski


Share | 
 

 Ogród wersalski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Ogród wersalski   Sob Lip 30, 2016 10:31 am



Ogród wersalski

Zajmujący powierzchnię 250 akrów ogród jest dziełem sztuki zarówno ogrodniczej, jak i rzeźbiarskiej. Do dzisiaj uważa się go za pierwowzór ogrodu francuskiego, natomiast pracownicy kompleksu pałacowego dbają o to, aby żaden jego fragment nie był zaniedbany.
W centralnej części znajduje się basen z rzeźbami przedstawiającymi Latonę wraz z dziećmi, a zagłębiając się w ogród, natrafić można na kolejne monumentalne dzieło - ukazuje ono Apollina na rydwanie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Ogród wersalski   Czw Sie 25, 2016 11:41 am

Zima we Francji była inna niż w Rzeszy. Bardziej biała, bardziej śnieżna, bardziej chłodna, z mrozem łapiącym każdy nieodsłonięty fragment skóry, pozostawiającym po sobie czerwone ślady - piekące mimo przeszywającego zimna. Była też irytująco długa, co Alexandra wychowanego w Bawarii, gdzie koniec lutego zwiastował już małe ocieplenie, doprowadzało do niekontrolowanego szału. Odliczał mijające dni i wyrywał kartki z kalendarza każdego dnia z taką samą nadzieją, że mróz za oknem przestanie złowieszczo trzaskać, a śnieżne zaspy na ulicach Paryża w końcu stopnieją. Nawet nie chciał wracać myślami do stycznia, gdy temperatury grały mu na nosie, schodząc do wręcz nieprzyzwoitego poziomu; w porównaniu z tamtymi dniami lekkie marcowe słońce było w sumie orgiastycznym upałem.
- A teraz wyobraź sobie, Tobiasie, że to wszystko można zniszczyć za pomocą kilku bomb. Całą historię, całą kulturę, całą artystyczną przeszłość ukrytą między krzewami, alejkami i roślinnością, która zapewne w wiosenne dni wygląda pięknie, a we mnie powoduje jedynie mdłości - powiedział z lekkością w głosie, kontynuując ich rozmowę toczoną od kilkudziesięciu minut. Co prawda Alexander znał przynajmniej trzy inne miejsca, w których wolałby się spotkać i wszystkie z nich znajdowały się w ciepłych, przytulnych pomieszczeniach, ale żadne z nich nie gwarantowało bezpiecznej dyskusji. Na otwartej przestrzeni byli co prawda widoczni, ale widoczni byli też ewentualni nieproszeni goście. Na szczęście marcowe popołudnie nie wydawało się dobrą porą na spacer i w Wersalu nie było wcale wiele osób. - Bziuuuum... i puff - wykonał w powietrzu gest dłonią, który miał symbolizować lecący samolot zrzucający bomby, ale Tobias nie wydawał się rozbawiony. No tak, poczucie humoru Wermachtu pozostawiało wiele do życzenia. Wsunął więc dłonie w skórzanych rękawiczkach do kieszeni wojskowego płaszcza z naszywkami Abwehry i spojrzał w niebo. - W każdym razie Francuzom przydałaby się taka dawka szoku. Traktują Wersal bardzo osobiście, niemalże jak swój narodowy symbol... zrobienie z niego wielkiej dziury z ziemi z pewnością by ich rozzłościło - prychnął z ironią. Doskonale przecież pamiętał ten żałosny opór, jaki Francja dawała w błyskawicznej wojnie; akt kapitulacji i zawieszenia broni podpisywali z nosami zwieszonymi na kwintę, świetnie zdając sobie sprawę z tego, że właśnie jedna z największych Europejskich potęg okazała się nią wyłącznie na papierze. I ten tchórzliwy naród miałby się zjednoczyć?
- Polatałbyś sobie, co? - zapytał po chwili milczenia, gdy kroki stawiane na żwirowej alejce zasypanej śniegiem powodowały jego głośne skrzypienie. Miarowe, szybkie, proste; wojskowy krok towarzyszył im nawet zupełnie nieświadomie w tak prozaicznych sytuacjach jak zwykły spacer, z dala od musztry i wymagających spojrzeń dowódców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Ogród wersalski   Czw Sie 25, 2016 2:28 pm

Zimie we Francji brakowało kolorów. Wszech ogarniająca Tobiasa krew przyprawiała go o mdłości. Chociaż nie cofnąłby się przed niczym, wolał latać i nie patrzeć na porozrzucane kończyny Francuzów. Na szkarłatne ulice musiał patrzeć też syn, który uczył się dopiero życia. Wówczas przerażony trzymał się nogawki munduru i pytał, dlaczego to wszystko. Synku, to Twoja przyszłość, mamrotał, ale wszyscy wiedzieli, że we Francji są tylko przejściowo. Ten kraj niedługo przestanie istnieć, a ich potęga nie będzie miała granic. Pragnął wrócić do swego zamku w pięknej Norymbergii i wypalić papierosa na tarasie. Szukał wolności, nieświadomy, że znajdzie ją w małych gestach. Zima pozwalała im na noszenie niemieckich płaszczy, z których dumnie przebijał się mundur. Naszywka Luftwaffe nie szerzyła takiej paniki jak ta SS, ale wszystko było kwestią zrozumienia realnego zagrożenia. Czy żołnierz nie był po prostu żołnierzem? Nieprzewidywalny, brutalny i żądny przygód, brał, co chciał i nie patrzył na innych. Czy nadal chodziło to u ideologię czy irracjonalną potrzebę władzy?
- Po co niszczyć, nie lepiej wcielić do majątku? – spytał, widząc w całej architekturze niewyobrażalny potencjał. Należałoby tylko wyrzucić wszystkie francuskie symbole i zorganizować jeden z najlepszych wieczorków muzycznych.
- Wyobraź sobie, tam skrzypaczkę, tu tacę z szampanem – kontynuował, a śnieg nieprzyjemnie skrzypiał pod butami. Wersal był kojarzony z przepychem, ale na pewno nie z prywatnością. Czy mogli tu swobodnie rozmawiać? Tobias rozejrzał się spokojnie po okolicy. Jego lodowate spojrzenie komponowało się z zimową aurą. Dlaczego nie mogli po prostu napić się trunku w akompaniamencie najpiękniejszej muzyki? Tobias pokręcił głową na krótką demonstrację Alexandra.
- Tam z góry niewiele widzisz, a bomba zniszczyłaby także nasze mieszkania. Deratyzacja nie może uderzać w nas. – dodał zupełnie poważnie. Spojrzał na Alexandra z zainteresowaniem. Czy zabytki atakowały osobiście Francuzów? To tak jakby zakazać im jedzenia pieczywa. Francja wciąż próbowała żyć i ratowała się kulturowo, a to przeszkadzało Tobiasowi jak nic innego w życiu.
- Trzeba w nich uderzyć osobiście, zniszczyć tożsamość frankofonii. Szczerze mówiąc, wolałabym widzieć Wersal w płomieniach. Wielogodzinne patrzenie na stratę czegoś, co dla tych szczurów jest najważniejsze. – rzucił z pogardą. Jednak mimo wszystko wolałaby mieszkać w zamku. Ale cóż on mógł, był tylko majorem z własną brygadą. A może to oni dwaj odpowiadali za zmiany?
- Żałosny kraj i niebo ma żałosne – prychnął, bo sianie zniszczenia było jego pracą i trudno to też było powiedzieć, że prawdziwą pasją. Czuł się w tym spełniony, chociaż każdy wylot mógłby skończyć się śmiercią. On liczył kroki i zestrzelone samoloty wroga.
- Spójrz na ten zamek, czy doprawdy można go porównać do naszych? – I to naszych zabolało. Od dłuższego czasu pragnął znalezienia własnej duszy. Od kiedy żona dopuściła się tak absurdalnego czynu, Tobias przestał siebie rozumieć. Szukał w Alexandrze jakiegoś oparcia, ale w pewnym sensie uzależnił się od spotkań z nim. To wina wylanego alkoholu, wypalonych papierosów, czy magnetycznej osobowości Hochburga?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Ogród wersalski   Pon Sie 29, 2016 1:24 pm

Odliczał kroki na skrzypiącym śniegu, jakby rosnące liczby przybliżały go jakiegoś bliżej nieokreślonego celu. Wędrował spokojnie, z dystansem, z dala od obserwujących go par oczu; prywatny spacer z przyjacielem, a jednak wszystko dookoła sprawiało, że ciężko było zapomnieć o wojnie i otaczających ich problemach. Białe tło zlewało się w jedno, fontanny, które latem tryskały chłodną wodą, zimą zawieszone były w próżni, próbując przetrwać ostatnie mroźne tygodnie, aby na wiosnę znów zadziałać i wabić przechodniów swoim pięknem. Równo wytyczone alejki obrośnięte kwieciem sprawiały wrażenie samotnych i opuszczonych, gdy zielone niegdyś krzewy straszyły spacerujących żołnierzy swoją brzydką nagością, gdzieniegdzie chronioną tylko leżącym śniegiem. Alexander nie widział nic urzekającego w Wersalu; nie podzielał nawet minimalnego zachwytu tutejszymi ogrodami, który widział w oczach wielu swoich towarzyszy. Niektórzy z oficerów - wszystkich rodzajów sił zbrojnych - wydawali się wręcz przeszczęśliwi z powodu przeniesienia ich do Paryża, jakby bliska obecność królewskich ogrodów podnosiła ich morale i sprawiała, że wygranie wojny wydawało się już czystą błahostką.
- Ech, Tobiasie - westchnął, przewracając oczami i wznosząc je ku górze, jakby oczekując stamtąd jakiegoś wsparcia. Choćby najmniejszej wskazówki, że nie tylko dla niego cała ta sztuka i kultura jest tylko niepotrzebnym dodatkiem do naukowego świata, na którym zbudowane jest społeczeństwo. Bez obrazów, muzyki i tańca da się przecież bez problemu przeżyć, ale bez lekarstw czy maszyn? Nawet nie chciał sobie tego wyobrażać, powrót do czasów prehistorycznych niespecjalnie go pociągał. - Po co nam skrzypaczka i taca z szampanem, skoro na zgliszczach tych niepotrzebnych ruin można by zbudować wielki kompleks laboratoriów? W dzień ciężka praca, nocą regenerujące spacery - uśmiechnął się ledwie dostrzegalnie. Nocny relaks nie dla każdego mógł oznaczać spacer w ciszy otaczającej park; dla niektórych noc była naznaczona większą aktywnością, niż dzień wypełniony pracą.
Zatrzymał się nagle przy jednej z licznych rzeźb. Mógłby przysiąc, że tego zimnego dnia to właśnie kamiennych gości było w ogrodach wersalskich znacznie więcej niż żywych odwiedzających. Zaczął im nawet zazdrościć, niewzruszonemu kamieniowi była obojętna każda temperatura i w przeciwieństwie do Alexandra rzeźby nie musiały się trząść z zimna, ani chronić twarzy i dłoni przed lodowatymi podmuchami wiatru. Miał nadzieję, że Tobias też odczuwa skutki nieprzyjemnego zimna; z drugiej strony nie bez przyczyny o rodowitych Niemcach mówiło się, że są zimnokrwiści.
- Zamki - prychnął, jeszcze raz przewracając oczami. Czasami zainteresowania jego i Tobiasa różniły się jak dzień i noc, a mimo to udawało im się utrzymywać wieloletnią przyjaźń. Widocznie powiedzenie o tym, że przeciwieństwa się przyciągają, miało w sobie więcej niż jedno ziarno prawdy. O ile jednak Alexander wynudziłby się jak mops, ślęcząc na jakichś wernisażach, wystawach czy innych kulturalnych spędach towarzyskiej śmietanki, o tyle Tobias czułby się wtedy jak ryba w wodzie... albo jak ptak w powietrzu. - Zauważ, że zamki w Rzeszy to przede wszystkim warownie obronne, a to tutaj - machnął ręką w stronę gmachu Wersalu - zachcianka Ludwika, przepych goniący przepych, architektoniczny kunszt mistrzów epoki, ale jakże żałośnie przygotowany do odpierania ataków. Wypudrowani Francuzi z pewnością są dumni z czegoś tak prostackiego militarnie - parsknął z kpiną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Ogród wersalski   Wto Sie 30, 2016 6:51 pm

Zima nie była łaskawa również dla pilotów. Mgła i śnieg utrudniały widoczność. Przecinające, mrożące powietrze były wyzwaniem do lądowania, a co dopiero zobaczenia celu. Nie mógł spudłować. Nie było miejsca na błędy i pomyłki. Z Alexandrem szukał spokoju, zapomnienia tego, co robił na niebie. Śmierć odbiła piętno na jego skórze, przypominając o zestrzelonych samolotach wroga. Zima podnosiła poprzeczkę. Teraz musiał być bardziej skupiony, bardziej wyspany, mając mniej czasu na regeneracje. Może dlatego podwyższyli żołnierzom Luftwaffe podaż czekolady z amfetaminą w diecie? Stąd niespecjalnie przystanął na spotkanie w publicznym miejscu, gdzie musiał u d a w a ć kogoś innego. Potrzebował odpoczynku, a nie wstrzymywania noszenia maski na kolejne godziny. Może fajka, trochę alkoholu załatwiłoby sprawę. Natura mogłaby również ukoić jego zmysły, gdyby Tobias tylko wiedział, czego tak naprawdę potrzebuje. A raczej, czy jego wymagania w stosunku do Alexandra należały na pewno do przyjaźni? Wpatrywał się tempo w ścieżkę, nie skupiając się na łysych krzewach i uciętych prawie do ziemi kwiatach. Zamek w lato zapewne przyciągał zbyt wiele ludzi, lecz Tobias, myśląc w sposób egoistyczny, mógłby tu mieszkać. Postawiłby tylko płot z drutem kolczastym.
- Kompromis, piwnice, w których zapewne są lochy i narzędzia do tortur przeznaczamy na naukę, a najwyższe piętra zgarniam dla siebie. Ogrodzimy tylko cały teren, aby żaden plebs się tu nie kręcił – Chciał wyjąć fajkę, ciesząc się wolną chwilą, lecz przypomniał sobie, jak Alexander nie lubi dymu. Zrezygnowany wsunął ją z powrotem do kieszeni i zrezygnowany spojrzał na przyjaciela. Musiał zrozumieć, że Tobias potrzebuje zwyczajnie spokoju, a zamek i jego mury miały mu to zagwarantować. Czy dało się wyłączyć świat, żyć w ciszy?
- Nie chciałbyś czegoś własnego, tam gdzie jest spokój, nikt ci nie przeszkadza, gdzie robisz, co chcesz?i z kim chcesz, spytał z lekkim wyrzutem jakby to nie było oczywiste, że jest zmęczony i potrzebuje odpoczynku. Tobias nie lubił chodzić w mundurze, ale przecież był wojskowym z krwi i kości. Zatrzymał się za Alexandrem, spoglądając na rzeźbę.
- Legenda mówi, że niesfornych pracowników zalewano betonem albo innym mazidłem, tworząc z nich posągi. Posłuszni na wieki – Nie był pewny, czy to wyczytał gdzieś, czy zmyślił, ale samo cisnęło się to na usta. Chował dłonie w kieszeniach, okalanych jeszcze wełną. Mundury wojskowe były dziełem sztuki, nie tylko świetnie wyglądały, ale chroniły przed zimnem i na froncie, i tu na co dzień.
- Azyl nie musi być przepychem, wyobraź sobie, ile byśmy zrobili na takiej powierzchni – Oczywiste, że Tobias chętnie organizowałby liczne przyjęcia z szampanem, muzyką, kobietami… Cóż było lepszego od samego odprężenia? – Nasze budowle nie zburzą tak łatwo jak to. Jednak kto wie, może zasłużymy na coś swojego, majorze? – spytał lekko rozbawiony, kręcąc głową. To przewracanie oczami i żartowanie z Francji było czymś zupełnie naturalnym. – Zburzyć i wybudować nowe, tego właśnie byś chciał? – dodał, podjąć jedno z najbardziej oczywistych rozwiązań – Francuski naród nie chce bronić swojego terytorium, a bawić się i zatracać w orgiach, to banda nieudaczników, a nie militarna potęga – odrzekł zgodnie z prawdą, bo każdy z nich był świadkiem jak żałośnie broniło się francuskie wojsko. Doprawdy, oni nazywali się wojownikami?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Ogród wersalski   Czw Wrz 01, 2016 11:47 pm

Bystre spojrzenie ślizgające się po sylwetce Tobiasa na moment zgasło, gdy Alexander zanurzył się na chwilę w swoich wspomnieniach dotyczących przyjaciela. Nie pamiętał dokładnie ich pierwszego spotkania, nie umiał przywołać obrazów, dźwięków, ani zapachów, które im wtedy towarzyszyły, a jedynie mgliste smugi światła, jakby jego pamięć specjalnie płatała mu figla, nie pozwalając sięgnąć tak daleko w przeszłość i zmuszając go, aby poznawał Tobiasa od nowa. Różniło ich znacznie więcej rzeczy, niż łączyło, a stojąc obok siebie w wojskowym szyku zapewne nigdy by nawet nie spojrzeli w swoim kierunku, doskonale zdając sobie sprawę z podziału, jaki panował w wojskowych strukturach Rzeszy. W Niemczech wszystko miało swoje miejsce, każdy żołnierz swój regiment, wyznaczone zadania i cele, mundur, który wyznaczał swoistą wojskową klasę społeczną. Tutaj, we Francji, podziały znikały, Niemcy niezależnie od wojskowych stopni, przydziałów czy struktur wojskowych trzymali się razem; obcy kraj niepokoił wszystkich tak samo, obcy język budził niepewność, co do zamiarów rozmówcy, a niechętne spojrzenia pełne nienawiści, której nie brakowało w tym tchórzliwym narodzie z pewnością nie poprawiały dobrego samopoczucia stacjonujących tu Niemców.
- Aż tak mnie nie cierpisz, że chcesz mnie zepchnąć do piwnicy? - uniósł lekko w brwi w geście zdziwienia i niepokoju wywołanego propozycją Tobiasa. Zapewne żartował, ale w tym zimnie szare komórki Alexandra nadal nie działały na pełnych obrotach i wolał się upewnić co do zamiarów towarzysza. Tak na wszelki wypadek. - Dobrze mi w moim paryskim mieszkaniu, spokojna dzielnica, ciche sąsiedztwo... jakby obecność Niemca sprawiała, że wszyscy zaczynają chodzić na palcach, by nie spłoszyć wielkiego niedźwiedzia. Doprawdy, musisz w końcu mnie odwiedzić, a sam się przekonasz, że moja paryska samotnia zaspokaja wszystkie moje potrzeby - wzruszył ramionami. - Nie potrzebuję wielkiego zamku, aby mieszkać wygodnie i bez wścibskich spojrzeń - zauważył trzeźwo, przenosząc spojrzenia z Tobiasa na jakiś odległy punkt na horyzoncie. Jego życie było naznaczone doświadczeniami, o których nawet przyjaciel nie miał dużego pojęcia; wydarzeniami, które Alexander starał się ukrywać, wciąż nie do końca akceptując samego siebie. Świadomie wybierał samotność, bo w samotności ciężko było się zdradzić swoimi pragnieniami i ukradkowymi spojrzeniami rzucanymi w strachu, czy przypadkiem ktoś czegoś nie zauważy. Ale nawet on nie mógłby żyć w zamkniętej twierdzy, z dala od innych ludzi, separując się z powodu swojej... niedoskonałości. Owszem, najlepiej pracowało mu się w ciszy, a szwędający się niepotrzebnie pracownicy tylko go irytowali, ale nie wyobrażał sobie zupełnego zamknięcia, nawet jeśli gwarantowało ono bezpieczeństwo, spokój i błogosławioną ciszę.
Podniósł dłoń i położył ją ciężko na ramieniu przyjaciela, poważniejąc w jednej chwili, jakby jego myśli zajęła jakaś ważna sprawa, wymagająca zachowania powagi. Długa zmarszczka pojawiła się na czole mężczyzny, gdy zmrużył lekko oczy, chroniąc je przed blaskiem odbijającym się od śniegu.
- Czasem się obawiam... - zaczął powoli i cicho, niemalże szeptem, bojąc się niemalże, że wypowiedzenie na głos samej myśli mogłoby zapoczątkować jej natychmiastowe urzeczywistnianie się. - Czasem się lękam, że te wszystkie zwycięstwa przyszły nam za łatwo i za szybko... że to się na nas zemści. - W jego oczach zapalił się nieukrywany strach; wierzył w Rzeszę, wierzył w lojalność, wierzył w odwagę żołnierzy walczących na froncie, ale ich wielki wódz wypowiedział wojnę całej Europie. Czy potęga zjednoczonej Rzeszy była wystarczająca? - Mówisz o naszych wspaniałych zamkach, o niezniszczalnych budowlach, ale czyż my sami też jesteśmy niezniszczalni? - dłoń na ramieniu Tobiasa zacisnęła się równie mocno, jak wargi Alexandra, gdy przerwał nagle, zachowując resztę uwag dla siebie. Otworzył się, dzieląc się z Tobiasem swoim strachem, ale nie mógł mu powiedzieć wszystkiego; nie mógł powiedzieć o tym, czego lękał się najbardziej i przy czym zburzona, zdewastowana, pokonana Rzesza, wydawała się tylko odległym snem. Puścił go, na powrót przywołując uśmiech na twarzy, jakby ostatnie minuty nigdy nie istniały.
- Och, francuskie orgie to akurat coś, co mi się w tym kraju bardzo podoba -  trzepnął go żartobliwie w bark, uśmiechając się kpiąco i zadziornie. Nie chciał pytać, co Tobias dokładnie wie o francuskich ekscesach, ale z opowieści podwładnych z Abwehry doskonale wiedział, że w paryskich burdelach nie istnieje fantazja, której nie dałoby się zaspokoić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Ogród wersalski   Nie Wrz 11, 2016 8:50 pm

Gdyby nie to, że łączyła ich przede wszystkim ta sama miejscowość, losy Alexandry i Tobiasa mogły się nigdy nie skrzyżować. Hochburg rządził ziemią, drugi zaś przeczesywał niebo. Nieważny był ich początek, czy walczyli o wspólne zabawki czy rzucali w siebie piaskiem. Znajomość rozkwitała na przestrzeni lat, a wspomnienia łączyły opary dymu papierosowego, którego tak Alexander nie znosił. Tobias nie rozstawał się z fajką, lecz na spotkania z przyjacielem musiał czymś zająć dłonie. Podobno w uzależnieniu nie chodziło, aby coś wdychać, lecz mieć coś między palcami. Dlatego tak łatwo było przejść na coś innego, paluszki, kieliszek wina, druga osoba. Chociaż Tobias był silnym mężczyzną, szybko ulegał uzależnieniom, szukając własnej oazy spokoju. On również nie pamiętał pierwszego spotkania dzieciaków, ale często wracał do wspomnienia pocałunku, który nie dawał mu spać po nocach. Wmawiane filozofie oraz przesączona homofobią postawa przełożonych powodowały w głowie Tobiasa mętlik. Czy ta przyjaźń wciąż oznaczała bezpieczeństwo? Nie rozumiał, co w Alexandrze jest tak uzależniającego. Dwa bieguny, dwa żywioły, w których żyli na co dzień, a jednak byli sobie tak bliscy. Obawiał się powtórki, a jednocześnie jej oczekiwał. Świadomy swoich pragnień zaczynał się bać siebie. Do czego byłby zdolny?
- Mielibyśmy więcej prywatności – odpowiedział z przekąsem, czując na ich sylwetkach tysiące wspomnień. Nie wiedział, czy to niezręczne uczucie pochodzi z wszechotaczających ich posągów, czy od ukrytych ludzi z lornetkami. Zbyt szanował swoją prywatność, ale wiedział, że nikt nie jest anonimowy, zwłaszcza żołnierz, który szybko wspina się po szczeblach kariery.
- Wykupiłeś całe piętro, a może kamienice? – spytał, nie wierząc, że centrum Paryża, w którym też mieszkał, może być spokojny. Każda dzielnica rządziła się swoimi prawami, ale on w swojej nie widział ciszy. Tobias potrzebował ciężkich murów, zapachu wilgoci mchu, muzyki, która echem odbija się od ścian. Potrzebował samotności, ale często jej nie znosił. Cisza kazała mu myśleć o tym, co przykre, o tym, z czym się nie zgadza i czego jeszcze nie rozumie. Wówczas muzyka wyciszała to, co natrętne, pozwalając na odprężenie. Może Alexander był magicznym środkiem, dzięki któremu zapominał o świecie? Poczuł dreszcz, zostawiający zimne krople potu na karku. Ten spacer miał otrzeźwić jego myśli, a nie dodatkowo je pobudzać. Przeniósł wzrok na Alexandra, czując nieprzyjemne ssanie w żołądku, domagającego się chociażby bucha fajki. Chciał dotknąć jego dłoni, ale nie mógł w miejscu publicznym. Spięte mięsnie nie były aż tak wyczuwalne pod zimowym płaszczem, lecz Tobias czuł, że Alexander zauważył jego zmieszanie.
- Nasz duet czy nasza siła? – spytał cicho, ale rozumiał jego obawy. Tobias często pytał siebie w imię czego powinien walczyć. Jaką miał gwarancje, że spuszczona wojna na teren nie zabije także Aryjczyków? Miał wrażenie, że Alexander rozumie jego obawy o podglądaniu i sekundę po zdradzeniu objawów już się uśmiechał. Tobias chrząknął, szukając odpowiednich słów – Wystarczy sekunda po spuszczeniu bomby, jesteśmy niezniszczalni? Nie sądzę, ale nie mamy czasu na pesymistyczne myślenie. Spójrz dokąd dotarliśmy – obrócił się wokół własnej osi, obserwując na ogrody śnieżnego Wersalu. Czy tego właśnie oczekiwał? Bał się, że sam zostanie zastrzelony i nigdy nie wróci do domu, do syna.
- Doprawdy, masz w tym doświadczenie? Chcesz o tym opowiedzieć? - zadrwił, bo może obydwoje mieli wspólne słabości, ale przecież nie wybierali byle czego. Prawda, Alexandrze? Czyż ich gust nie był wyjątkowy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Ogród wersalski   Sob Wrz 17, 2016 11:13 am

Na papierze wszystko wydawało się proste, a każdy rozkaz wydrukowany na sztywnym papierze zdawał się być zawsze do spełnienia. Cóż za problem podbić państwa borykające się z wewnętrzną słabością, wciąż pijane wolnością odzyskaną niespełna dwadzieścia lat wcześniej? Aneksja Austrii, błyskawiczny podbój Polski, uściski dłoni z sowieckimi generałami, beznadziejna obrona krajów Beneluksu i ten żałosny, wręcz ledwie dostrzegalny francuski opór. Białą flagę wywiesili wcześniej, niż niemiecka armia w ogóle uzyskała pełną gotowość bojową; banda tchórzy i kolaborantów, którymi z jednej strony gardził, z drugiej natomiast nie mógł nie wykorzystać nadarzających się okazji do wyciągnięcia z nich kolejnych informacji. Cennych, bezcennych albo odwrotnie, zupełnie nieznaczących, na które jedynie machał zirytowany ręką, odganiając płaczliwego francuskiego szczura zdradzającego swoją ojczyznę. Dla Alexa było to wręcz nie do pomyślenia; nie mógł zrozumieć, z jaką łatwością ludzie tak szybko sprzedają swoich przyjaciół, rodzinę, znajomych. Sprzedają siebie i swoją duszę - spodziewając się nagrody i oklasków z rąk okupantów czy może licząc naiwnie na zatrzymanie swojego marnego żywota?
- Nie, mam samo mieszkanie, jedno, ale przestronne tak bardzo, że czasem gubię się w tych wszystkich pokojach - zmarszczył czoło przywołując w myślach obraz swoich apartamentów jak je ironicznie nazywał. Kilku pokoi połączonych korytarzykami, przejściami, łukowatymi drzwiami, które nie zapewniały za grosz prywatności, ale za to optycznie powiększały pomieszczenie. Powędrował myślami do niewielkiej kuchni, idealnej dla kawalera czy dla pary, ale absolutnie niepraktycznej przy tak wielkim mieszkaniu, które z powodzeniem mogła zamieszkiwać nawet kilkuosobowa rodzina. Nie wybrzydzał jednak; lepiej mieć więcej przestrzeni, niż gnić w maleńkiej klitce. - W każdym razie nie mogę narzekać na sąsiadów. Szczerze mówiąc, nawet ich za bardzo nie kojarzę - wzruszył ramionami, przestępując z nogi na nogę, a śnieg zaskrzypiał pod ciężkimi wojskowymi butami. Wyczuł na sobie spojrzenie Tobiasa i podniósł wzrok, odpowiadając mu własnym spojrzeniem, wyzywającym, drażliwym, lekko kpiarskim, zupełnie jakby wśród wersalskich ogrodów rzucał mu rękawicę prosto w twarz i zastanawiał się, czy przyjaciel ją podejmie.
Puścił jego pytanie koło uszu; sentymentalny nastrój minął mu błyskawicznie, gdy tylko wypowiedział na głos swoje obawy i nie musiał się z nimi dłużej ukrywać. Nie był chyba w tym osamotniony, nie był jedynym, który martwił się tak błyskawicznymi sukcesami, szukając w przyszłości wydarzeń, które unormowałyby zachwianą równowagę. Mieli dużo szczęścia, za dużo szczęścia w tej wojnie, a świat nie lubił, gdy szala walk zbyt mocno przechylała się na jedną stronę. Klęska musiała kiedyś nadejść, ale kiedy to miało nastąpić, było wciąż nieodgadnioną tajemnicą. Dla Alexandra Tobias był właściwie jedyną osobą, której mógł się zwierzyć ze swoich obaw i ponurych myśli, nie narażając się przy tym na śmieszność i oskarżenia o zdradę stanu. Brak zaufania do wielkich planów Führera nie były z pewnością tym, czym powinien odznaczać się funkcjonariusz Abwehry.
- Och, Tobiasie, po co opowiadać o czymś, co po prostu najlepiej przeżyć? - zaśmiał się na głos, nie ukrywając swojego rozbawienia, a ponura maska wywołana myślami sprzed kilku minut opadła, rozpadając się na milion kawałków. Znów był sobą, beztroskim i żyjącym pełnią życia mężczyzną. Mając wybór pomiędzy rozmową o ewentualnej porażce Rzeszy, a seksualnymi ekscesami we francuskich burdelach - w których de facto to właśnie niemieccy żołnierze popisywali się największymi umiejętnościami - każdy bez wahania wybrałby drugi temat, a Alexander nie zamierzał się z tego schematu wybijać. - Moglibyśmy tam pójść... kiedyś - dodał szybko, nie określając konkretnego terminu, w którym miałoby to nastąpić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Ogród wersalski   Czw Wrz 22, 2016 6:43 pm

Wszystko napisane na papierze było niepodważalne. Rozkaz, nuty, gorzkie słowa. Sentymentalnie trzymał listy, które wymieniał z żoną podczas wojny. Jej słowa były przesiąknięte oddaniem, miłością. Jego zaś szczątkowymi informacjami, donoszącymi, że jest cały. Od razu postronny człowiek zrozumiałby, że łączy ich jedynie układ, potwornie zwany małżeństwem. Obrączka okrutnie przypominała mu decyzję ojca, nie jego. Zapewne gdyby sam miał wybrać sobie życiową partnerkę, teraz nie miałby Franza i byłby sam jak palec. To co na papierze było niepodważalne. Rozkaz, kolejna decyzja, brał tylko klucze, całował krzyż, modląc się, żeby wrócił cały do domu. Tobias chciał odejść od Luftwaffe, przenieść się do takiej jednostki wojskowej, która da mu pozorny spokój. Widział jak bawią się SS-mani. Oceniał ich zachowanie za wysoce lekkomyślne. Tylko przy Alexandrze mógł zdradzać swoje obawy i mówić głośno, że boi się zestrzelenia. Chociaż był mistrzem strzelców, miał swoją odznakę na mundurze oraz stopień majora, ale doprawdy co mu po tym wszystkim? Czy był szczęśliwy? Patrzył jak wystarczyło rzucić na stół kartki z przywilejami i powiedzieć, że dostanie je najlepszy. Tchórzostwo, strach przed przegraną sprawiał, że ludzie donosili na siebie wzajemnie. Czy właśnie o takie państwo walczyli? Czy o takie państwo przelewają tyle krwi?
- Widać, że dawno u mnie nie byłeś. Przy następnej wizycie dołączę specjalną mapę – zaśmiał się, bo mieszkanie Alexa w porównaniu z Tobiasa było malutką klitką. Chociaż mieszkał tylko z synem, potrzebował dużo miejsca. Na muzykę, na książki, na wolność, która w szczególności we Francji miała gorzki posmak. Chciał, aby go odwiedził, żeby w końcu byli sami bez wścibskich oczu. Muzyka pieściłaby ich zmysły, wino kubki smakowe… Wszystko mogłoby być tak jak dawnej, tylko nie będą wyglądać przez okno. Pieprzona Francja, pieprzona wojna.
- Zagrałbym ci coś, może sąsiedzi by się obudzili – zaproponował, znowu wracając wspomnieniami do ich pocałunku. Zakazany smak nie pozwalał spać, a chęć powtórzenia tego wręcz prosiła los o okazję. Jakże miał używać słów – kluczy, gdy wokół znajdowało się tyle ciekawskich spojrzeń? Nie wiedzieli, kiedy przestaną wygrywać. Widmo klęski wisiało nad ich głowami. Musieli korzystać z życia, a takie prawdy życiowe wyjątkowo źle brzmiały. Jednak skąd wiedzieli, ile jeszcze pożyją? A co jeśli przed śmiercią nigdy nie zaznają szczęścia? Nie wiedział, co by się działo, gdyby Alexander zostałby zesłany chociażby do innego kraju. Czy z nim też zawierałby „umowy” na papierze? Czy listy zadbałyby o ich przyjaźń? Westchnął ciężko, a zimne powietrze nieprzyjemnie musnęło gardło.
- Przeżyć? My? – spytał zaskoczony, a to „my” spowodowało niewyjaśniony ból. Tobias nigdy nie był za seksem, za który się płaci. Chciał zdobywać, poznawać, ale także nie potrafił się z taką łatwością dzielić. Jakże zrozumieć sens takich orgii? Pokręcił głową. Coś buntowało się przed taką decyzją. A gdzie miała być tam intymność?
- Nie, to wykluczone, po co płacić za udawany orgazm? Nie można mieć tego w domu? Tak po prostu? Bez francuskich dziwek? – dodał cicho, dość spięty i speszony. Nie raz i nie dwa słyszał o zbiorowych gwałtach dowództwa, żeby każdy pokazał, na ile go stać. Męskości, brutalności? Tobias nie chciał dołączyć do takiej grupy ludzi. Wykazywali się nikłym intelektem, ulegając zwierzęcym potrzebom. – Poza tym, nie chcę widzieć dowódcy w takiej sytuacji – dorzucił jeszcze ciszej, wyobrażając sobie jak obrzydliwy typ każe robić francuskim dziwkom różne cuda i dziwy. Nie chciał go widzieć nago. Prędzej by zwymiotował niż dołączył do zbiorowej orgii okupantów na francuskich dziwkach. - Naprawdę to ci się podoba?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Ogród wersalski   Nie Paź 02, 2016 6:34 pm

Zmarzł. Zmarzł i świadomość tego dopadła go gwałtownie i niespodziewanie, niemalże całkowicie zagłuszając słowa wypowiadane przez Tobiasa i wypaczając ich sens; Alex słuchał jednym uchem, drugim próbując usłyszeć majaczące się w odległych miesiącach lata parne burze. Daleko jednak było do złocistego czerwca i mieniącego się barwami lipca, a łagodnie ciepły sierpień wydawał się mu rzeczą tak odległą, że wręcz nierzeczywistą. Rzeczywistością był za to skrzypiący śnieg i parujący oddech, którego biała mgiełka wisiała między nimi stanowiąc jedyną wspólną rzecz, jaka ich teraz łączyła. Wspólną i namacalną; wspomnienia ukryte w pamięci były drugim łącznikiem, ale o wiele bardziej subtelnym, o wiele bardziej intymnym i sekretnym. Prawie umknęło mu zawoalowane zaproszenie Tobiasa; zaproszenie do odwiedzin w jego własnym mieszkaniu; zaproszenie, w którym kryło się i wyczekiwanie, i niepewność, i desperacja, i pewność siebie. Wszystkie uczucia pomieszane w jedną całość, przeciwstawne sobie, a jednak mające jakąś cechę wspólną kumulującą się w Tobiasie. Alex widział oczami wyobraźni, jak jego przyjaciel planuje dla siebie specjalny koncert, osobisty występ, w którym widownia składałaby się tylko z jednego - ale za to jakiego! - widza, zachowującego milczenie wtedy, gdy to było konieczne i klaszczącego wtedy, gdy artysta domagał się poklasku.
- Czemu nie w przyszłym tygodniu, Tobiasie? - zaproponował od razu bez chwili zastanowienia, przerzucając w myślach swoje zobowiązania, które de facto i tak nie byłyby ważniejsze od spotkania. - Środa wieczorem? Czwartek? Nie będzie nadto zajęty, nie wpraszam się bezceremonialnie? - zapytał, doskonale przecież świadomy faktu, że owszem, wprasza się i owszem, robi to bardzo bezceremonialnie. Rzucił więc Tobiasowi przepraszające spojrzenie, w którym jednak przeprosiny mieszały się z kpiącym wyczekiwaniem. - Chociaż poczekaj, może piątek? Spędzilibyśmy razem popołudnie, a wieczorem wybrali się na poszukiwanie mrocznych przeżyć we francuskich burdelach - zaśmiał się w głos, widząc zaskoczoną i nieco zniesmaczoną minę Tobiasa. Przeklęty świętoszek, czyżby miał jakieś obiekcje? Poklepał go rozbawiony po ramieniu i przysunął się bliżej, dźgając go palcem w klatkę piersiową. - Nie rezygnuj z czegoś, czego nawet nie spróbowałeś - pouczył go tonem człowieka, który wie wszystko; irytującym, aroganckim i nieco złośliwym, używanym zawsze, gdy chciał zdenerwować swoich rozmówców lub zmusić ich do bardziej oczywistej, konkretnej reakcji. Ludzie nie lubi, gdy się ich poucza i zawsze, no, prawie zawsze, odkrywali wtedy wszystkie swoje karty. - Poza tym tam są nie tylko dziwki - dodał już ciszej, właściwie szepcząc sam do siebie, a jego spojrzenie przez chwilę znalazło się za mgłą wspomnień, gdy przed oczami stanęły mu krótkie urywki wizji mocnych, męskich ramion.
Zamilkł na chwilę, wpatrując się w Tobiasa w zamyśleniu; patrząc właściwie nie na na niego, ale przez niego, jakby zastanawiając się, ile prawdy przyjaciel może znieść, a jakich informacji nigdy by nie zrozumiał lub po prostu nie chciał nigdy słyszeć. Alexander wiedział, że wszystko ma swoje granice i nawet najbardziej wytrzymała przyjaźń mogłaby się okazać zbyt słaba w obliczu pewnych przeżyć i wydarzeń. Widział na froncie twardych żołnierzy, którzy dźwigali w okopach zmasakrowane zwłoki swoich towarzyszy, aby móc odesłać je w zbijanych szybko trumnach do domu; widział też tych samych twardych żołnierzy, którzy w burdelowych pokojach płakali jak małe dzieci, korzystając z tych nielicznych chwil intymności, gdy nikt ich nie widział. Położył mu rękę na ramieniu, przez ułamek sekundy pozwalając sobie na delikatne pogładzenie jego płaszcza. - To też forma zwycięstwa nad francuskim narodem, Tobiasie - powiedział w ogniem w oczach, rozpalony wizją upokorzonych Francuzek zdanych na łaskę i niełaskę niemieckich zwycięzców. - Jeśli chcemy wyniszczyć to tchórzliwe gnojowisko, czyż nie trzeba sięgać po wszelkie metody? - upodlić, zdegenerować, nie pozostawić ziarna nadziei. Czyż na wojnie i w miłości wszystkie chwyty nie były dozwolone?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Ogród wersalski   Pią Paź 14, 2016 10:58 pm

Niemiecki mundur winien chronić przed zimnem. Jednak Hugo Boss nie przewidział najgorszej zimy stulecia i nawet podczas niezbyt długiego spaceru, czuło się przerażający chłód. Tobias nie wyobrażał sobie, jak spisuje się piechota. Czuł jak palce u stóp domagają się ognia żarzącego się kominka i kieliszek wytrawnego wina. Brakowało mu słońca, soczystych pąków kwiatów, ale z drugiej strony lubił siedzieć zamknięty w zamku, gdzie nie dochodziły do niego żadne złe wieści, delektować się czasem spędzanym z synem i zapraszać do siebie przyjaciół. W czasie wojny wolność, nawet w środowisku okupantów, była tylko umowna. Wystarczył rozkaz, a trzeba było rzucić każdą wykonywaną czynność i lecieć do swojego dowódcy. Tobias pragnął wrócić do czasów, gdy nie musiał przejmować się niczym, a Alexander był na wyciągnięcie ręki jako jeden z najbliższych sąsiadów. Nieustające myśli, że ktoś może ich podsłuchiwać, nie sprzyjały pozytywnie na odprężenie. Wiecznie spięte mięsnie domagały się rozluźnienia, dotyku, troski kogoś bliskiego. Tobiasowi brakowało tej intymności, o którą nie mógł postarać się z żoną. Wymuszona relacja miała poważny deficyt emocjonalny. Przy Alexandrze nawet w miejscu publicznym czuł więź, która pomimo wieczoru pełnego wspomnień, brutalnie nie ucinała nici przyjaźni. Chociaż Tobias nigdy nie lubił za dużo mówić, przyjaciel nigdy nie oceniał jego postępowania. Oprócz palenia, ale cóż się nie robiło, aby go trochę podenerwować?
- Dlaczego nie teraz? – spytał cicho, wręcz niepewnie, ale nie potrafił zdusić tego pomysłu w sobie. Nie chciał czekać, w dreszczu emocji, do przyszłego tygodnia. Jakże miał spać, jakże funkcjonować, gdy w głowie tlą się jeszcze wspomnienia? Chrząknął, lecz nie wycofał swojej propozycji.
- Grzane wino, zaraz będziemy soplami lodu – Przestąpił z nogi na nogę, czując lodowate palce u stóp. Potrzebowali się ogrzać, a z tego co pamiętał, syn miał zajęcia i nie będzie go w domu. Przez tę myśl poczuł kolejny dreszcz. Dlaczego się tak tym ekscytował? Powinien wziąć głęboki oddech i uzmysłowić sobie, że być może to był tylko pocałunek, chwila słabości. Nie musiała się powtórzyć, a Tobias ciągle pytał się, co będzie dalej? Czy będą mieli odwagę to powtórzyć? Odbierał sprzeczne sygnały. Tchórz powinien się wycofać, lecz pilot znany był ze swojego uporu. Niedopowiedzenia i krążąca w żyłach amfetamina z czekolady powodowały bezsenność. Słysząc kolejną zmiankę o burdelach, zaśmiał się. Nie wiedział, jak to ma wytłumaczyć przyjacielowi. Czy upadli tak nisko, żeby płacić za seks? Skulił się na nieprzyjemne dźgnięcie w klatkę piersiową, karcąc Alexandra spojrzeniem.
- Również mogę ci zagwarantować mroczne przeżycia – dodał rozbawiony. Dziwki to był zbyt często używany towar, żeby Tobias mógł się nim delektować. Wolał sam zdobyć i mieć chociaż na jedną noc, ale na pewno nie chciał podczas zbliżenia myśleć o wydanych pieniądzach czy ilości osób, która była w tej samej pozycji. Alexander bez wyrzutów sumienia nabijał się ze świętoszkowatej postawy Tobiasa, ale ten tylko przewrócił oczami.
- Tylko dlaczego mój penis ma na tym cierpieć? – odparł zdegustowany, nie rozumiejąc, co ma sponsoring francuskich prostytutek do okupacji kraju. Nawet niemieckie dziwki sprowadzone z trzeciej rzeszy nie spotkałyby się z zadowoleniem Tobiasa.
Francuzi mają kościste kolana, nie nawykli do klęczenia – odpowiedział zniesmaczony. Nie chciał już nawiązywać do prostytutek, ale skojarzenie dalej krążyło wokół uciech cielesnych. Razem wiele przeżyli, lecz czyż nie mogli urządzić własnej orgii? Wyobraźnia Tobiasa się rozkręcała, ale nie wyraził tej propozycji głośno. Miał wrażenie, że Alexander uzna go za wariata.
- Może i są tchórzami, ale za bardzo dumni. Głupota ich wykończy szybciej niż nasze wojska – dodał, czując rozchodzące się ciepło od dotyku Alexandra. Co się z nim, do cholery, dzieje? Nie powinien tak reagować, nie powinien mieć takich myśli. Lodowate powietrze przeszyło płuca, gdy Tobias wziął głęboki wdech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Ogród wersalski   

Powrót do góry Go down
 
Ogród wersalski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Obrzeża :: Wersal-
Skocz do: