IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Las Rambouillet


Share | 
 

 Las Rambouillet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Las Rambouillet   Nie Lip 31, 2016 10:52 am



Las Rambouillet

Położony na zachód od Paryża, zajmuje prawie 200 km² powierzchni. Na jego skrajach wybudowano parki, a do serca lasu nie zapuszcza się nikt, kto nie ma takiej potrzeby.

Chodzą słuchy, że gdzieś tutaj ukrywają się partyzanci, a okoliczna ludność powtarza także plotkę, jakoby naziści składowali swoje skarby w leśnych ziemiankach. Powszechne są też legendy o prawdziwych bestiach, jakie zamieszkują te tereny, ale prawda jest taka, że nigdy nie widziano tu nic większego od jelenia.

Tajemnic tego miejsca strzegą setki tysięcy drzew, strumyki, rzeczki i polany, a fauna i flora sowicie nagradza swoimi widokami każdego, kto przyszedł tu wypocząć. Jeśli masz inne zamiary, kto wie, czy Matka Natura nie postanowi ich pokrzyżować?




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Paź 11, 2016 3:55 pm

Na skraju oddalonego od Paryża lasu panowała niesamowita cisza, przerywana od czasu do czasu delikatnym szumem wiatru. Na pierwszy rzut oka wydawało się, iż ścieżka prowadząca wzdłuż linii drzew jest zupełnie pusta, jednak po chwili dostrzec można było opartego o jedno z drzew mężczyznę w ciemnym płaszczu i kapeluszu, z papierosem zaciśniętym między zębami i książką w dłoni. Zdawał się być pochłonięty lekturą i nic nie wskazywało na to, aby oczekiwał na czyjekolwiek przybycie, co jakiś czas unosząc jedynie wzrok znad lekko nagiętych stronic i płynnym ruchem strzepując popiół z końcówki żarzącego się papierosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Paź 11, 2016 4:22 pm

Damien był niezwykle poirytowany kiedy to w teatrze staranował go młody chłopak. Wylewając wodę z kubła na podłogę, Renard miał o wiele więcej pracy. Gdyby ktoś z jego przełożonych to widział, mógłby mieć nieźle przechlapane. Na szczęście nikt tego nie widział. Damien szybko uwinął się z robotą, a przy okazji znalazł coś ciekawego w swojej kieszeni.
Niedługo zbliżała się akcja odbicia broni. Chłopaka kręgosłup dalej bolał, ale przeziębienie dawało już mu spać w domu. Jego stan psychiczny znowu był na całkiem dobrym poziomie. Wrócił jego żart i błyskotliwość.
Chłopak potrzebował broni. Zwykłego pistoletu i naboje. Oddział miał mu załatwić kontakt, jak zwykle mógł na nich liczyć. Przybył na umówione miejsce, wieczorem. W kieszeni miał odliczone pieniądze. Nie bał się trzymać ich luzem. Kto napadnie młodego francuza? Najwyżej patrol, a oni nie zawsze sprawdzają kieszenie.
Renard zauważył jedyną żywą duszę. Odchrząknął, dając tym samym do zrozumienia facetowi że nie jest sam. Nie wiedział czy zapytać go prosto z mostu, czy może raczej powinien zachować ostrożność? Wróg może być wszędzie, tak więc czekał aż nieznajomy pierwszy się odezwie. W końcu nie miał stuprocentowej pewności że to ten, na kogo czeka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Paź 11, 2016 4:45 pm

Usłyszawszy chrząknięcie mężczyzna nie spieszył się z oderwaniem oczu od książki. Spokojnie dokończył czytanie strony, po czym powoli ją zamknął i wsunął do kieszeni płaszcza, spoglądając na stojącego nieopodal Damiena. Uniósł delikatnie brwi w geście zdziwienia, mierząc chłopaka lekko krytycznym spojrzeniem.
- Masz pieniądze? – zapytał głębokim, beznamiętnym głosem, nie ruszając się ze swojego miejsca i zaciągając się papierosem, aby następnie wypuścić z ust spory kłąb szarego dymu, który po chwili rozpłynął się w wieczornym, coraz chłodniejszym powietrzu.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Wto Paź 11, 2016 9:56 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Paź 11, 2016 8:26 pm

Damien stał przed mężczyzną, dziarsko się uśmiechając. Wiedział, że mógł być trochę zdziwiony. Zapewne spodziewał się mężczyzny w średnim wieku z wojennymi bliznami i przeżyciami, a tym czasem miał przed sobą smarkacza bawiącego się w żołnierza. Renard mimo wszystko emanował dzisiaj wielkim entuzjazmem i pewnością siebie. Jego młodzieńcze serce nie mogło doczekać się akcji, a kupno broni tylko bardziej go podkręcało.
-Mam.- Stwierdził, sięgając ręką do kieszeni. Wyjął z niej pieniądze, owinięte brązową szmatką. Były całkowicie zakryte, ale nie zamierzał ich pokazywać. Ani tym bardziej dawać. Najpierw musi mieć pewność, że za te pieniądze dostanie broń. 
Liczył na to że mężczyzna nie będzie zadawał niepotrzebnych pytań, i szybko da mu to, na czym mu zależy. W końcu jest zimno, a chłopak nie ma całego wieczoru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Paź 11, 2016 8:58 pm

Mężczyzna nie zamierzał komentować ani zbyt optymistycznego podejścia Damiena ani jego wieku. Można było powiedzieć, że w swojej profesji miał doświadczenie i widział już nie jedną, pewnie i młodszą od chłopaka osobę, dzierżącą w dłoni broń. Wojna nie oszczędzała nikogo, a jemu w tym momencie zależało tylko i wyłącznie na bezpiecznym dobiciu targu i otrzymaniu należytej zapłaty.
Kiedy Damien wyciągnął owinięte szmatką pieniądze, mężczyzna na chwilę się zawahał, jakby zamierzał coś jeszcze powiedzieć. Zamiast tego jedynie westchnął, ostatni raz zaciągając się papierosem i rzucając go na ziemię, przydeptując czubkiem swojego buta. Następnie schylił się i zza drzewa wyjął skórzaną torbę, z której wysunął fragment czarnego pistoletu, ukazując go Damienowi.
- Najpierw pieniądze – powiedział chłodno, wyciągając w jego stronę dłoń i na powrót zamykając torbę.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Wto Paź 11, 2016 9:56 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Paź 11, 2016 9:32 pm

Pewnie większość młodzieńców gdyby mogła wybrać pomiędzy wojną, a spokojnym życiem z rodziną, wybrałaby tą drugą opcję. Również Damien marzył o spokojnych feriach wiosennych w rezydencji państwa Mora. Niestety, zostały mu już tylko wspomnienia. Domku nie ma, rodziców też, co mu zostało? Walczyć o przyszłość swojej młodszej siostry. Jak na ironię, nieświadomie narażając ją na niebezpieczeństwo z każdą rewizją gestapowców w ich mieszkaniu. 
Broń to kolejna rzecz, która sprawi że poczuje się chociaż trochę bezpieczniejszy. Nie będzie bezbronny. Z drugiej strony może zginąć za same jej posiadanie, ale dla chłopaka pistolet jest warty ryzyka.
-Proszę.- powiedział z uprzejmością, tak jak go wychowano i podał zawinięte pieniądze. Widział broń, a mężczyzna nie powinien go oszukać. W końcu jest kontaktem oddziału chłopaka, tak więc musi być chodź trochę godny zaufania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Paź 11, 2016 9:55 pm

Gdy Mora podał mu pieniądze, mężczyzna bez wahania je przyjął, odwijając materiał i poświęcając chwilę na dokładne przeliczenie banknotów. Następnie zawinął je z powrotem, chowając wszystko do jednej z kieszeni płaszcza, po czym bez słowa wyjął z torby pistolet, również owinięty w ciemną szmatkę. Podał go chłopakowi wraz z opakowaniem odpowiednich naboi, obdarzając go przy tym delikatnym uśmiechem.
- To była czysta przyjemność – powiedział, wyjmując kolejnego papierosa i wsadzając go między swoje wargi – Powodzenia – rzucił, mrugając w stronę chłopaka, po czym spokojnym krokiem oddalił się w przeciwną stronę do tej, z której chwilę temu nadszedł Mora, zostawiając go samemu sobie.


zt
Możesz teraz w sklepie Mistrza Gry wykupić broń oraz naboje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Paź 11, 2016 10:43 pm

Oczy Damiena zamigotały, widząc szmatkę za którą krył się pistolet. Czuł się jak mały dzieciak który ma zaraz dostać prezent. Chłopiec i jego zabawka. Przejął pakunek, który ciążył mu w dłoniach. Nie raz miał do czynienia z bronią. Jednak nigdy nie była to jego własna. Fakt że za tym kawałkiem materiału kryją się śmiercionośne kule jeszcze bardziej go podniecał. Schował swój nabytek do kieszeni. Gdyby nie pasek, spodnie pewnie zjechałyby mu trochę w dół pod ciężarem gnata.
-Nawzajem.- Rzucił pogodnie Renard, zdając sobie sprawę że grają do jednej bramki. Uśmiechnął się słysząc kolejne słowa, i grzecznie skinął głową w ramach podziękowania. 
Odczekał chwilę, aż nieznajomy się oddali i ruszył w swoją stronę, z pistoletem w kieszeni i nadzieją na lepsze jutro.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Gru 20, 2016 10:21 am

Bagietka nr 1

TRENING STRZELECKI

i WYTRZYMAŁOŚCIOWY

9 kwietnia

Piąta nad ranem była najlepszą godziną na sprawdzenie swoich umiejętności. Żołnierze Wehrmachtu musieli przygotować się nie tylko na walkę z własnymi słabościami, ale także wymagającym terenem. Mroźny poranek był jednym z ostatnich, a promienie słoneczne powoli budziły się do życia. Dwójka zastępców Tobiasa von Hatzfeldta w oficjalnych mundurach ze splecionymi dłońmi na plecach czekali na wszystkich żołnierzy. Krążyło wiele plotek na temat samych ćwiczeń. Mówiono, że Luftwaffe przygotowało ćwiczenia spadochronowe, ale leśny i bardzo wymagający teren od razu przekreślał ten scenariusz, a każda z atrakcji była utrzymywana w sekrecie. Zastępcy dowódcy uważnie sprawdzali stan mundurów zebranych żołnierzy oraz to, co mają w kieszeniach. Musieli być przygotowani na wszystko. Wygrani dostaną nagrody, a przegrani wiecznie potępienie.
Gdy zgadzała się liczba wszystkich uczestników treningu, padł rozkaz ustawienia się w szereg.
- Kolejno odlicz! – powiedział pierwszy z zastępców, przedstawiając się Alan Hopenstrauss. Każdy z numerów był przypisany do uczestników; czy przyniosą im szczęście? Z kieszeni płaszcza Alana uczestnicy wyjmowali opaskę w określonym kolorze czerwonym lub fioletowym. Każdy musiał założyć ów materiał na rękę, aby łatwo można było rozróżnić drużyny.
- Spocznij. Zasada treningu jest bardzo prosta. Czeka was sześć konkurencji podstawowych, a siłą nie będą tylko mięśnie, ale praca zespołowa. Drużyna, która pierwsza zjawi się na mecie i zerwie flagę przeciwników, wygrywa. Będziemy was obserwować, a każde oszustwo będzie surowo karane. Jakieś pytania? – Alan stanowczym tonem przedstawiał powyższe zasady, nie czekając na jakąkolwiek relacje ze strony zebranych. Mieli tylko przytakiwać , prawdziwe przeszkody dopiero na nich czekały. – Czas jest nielimitowany, nie wolno omijać konkurencji, do dyspozycji macie mapę, broń i czekoladę – kontynuował. Czy ktoś nie słyszał o słodkościach z Luftwaffe? Drugi z zastępców, Martin Muller, każdemu wręczył mapę lasu oraz kompas.
- Gotowi? – zagadał przyjaźniej Martin, a jego twarz wyglądała o wiele życzliwiej od Alana. Starał się dodać im otuchy uśmiechem, ale kto wie, czy spotkają go jeszcze w lesie? Każdemu z uczestników zostały zawiązane oczy. Zastępcy wrzucili ich na pakę samochodu. Kierowcy rozwieźli ich z polany na miejsca startu każdej z drużyn. Sygnał z pistoletu świadczył o rozpoczęciu wyścigu.


ZASADY:
Zostaliście podzieleni na dwie drużyny oraz rozrzuceni po lesie. Ten zespół, który pierwszy przejdzie przez wszystkie przeszkody i zerwie flagę przeciwników, wygrywa. Każdy z członków drużyny musi przejść przez konkurencje, bez tego nie możecie iść dalej. Nie jesteście rozliczani czasowo, ale pamiętajcie, że to właśnie czas działa na niekorzyść postaci – głód oraz wyziębienie może być Waszym wrogiem.
Konkurencji jest sześć, a każda z nich jest zaznaczona na mapie (proszę się z niej nie śmiać). Szczegółowe informacje o położeniu postaci będziecie dostawać w kolejnych postach. Na pewno się nie zgubicie!

INFORMACJE DODATKOWE WAŻNE:
- w I poście proszę podać, w co jest postać ubrana oraz, co ma przy sobie
- aktywność jest wymagana raz na 48 h, jeśli pojawią się pytania, proszę kierować je bezpośrednio na PW
- zaczynanie wątków po treningu jest niedozwolone

DRUŻYNY:

Niżej pojawią się rzuty kością k6 na skład drużynowy
1,2  Wolfgang von Liebenfels i Matthias Schulz (drużyna czerwona)
Hans (UP nr 1) i Arthur Vogel (UP nr 2) (drużyna fioletowa)
3, 4 Wolfgang von Liebenfels i Arthur Vogel (drużyna czerwona)
Matthias Schulz i Hans Vogel (drużyna fioletowa)
5, 6 Wolfgang von Liebenfels i Hans Vogel (drużyna czerwona)
Matthias Schulz i Arthur Vogel (drużyna fioletowa)
Czas na odpis do: 22 grudnia godzina 10
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Gru 20, 2016 10:21 am

The member 'Bagietka' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sro Gru 21, 2016 1:12 pm

UP nr 2
Przy sobie: mapa, broń, kompas, scyzoryk
Ubrany: mundur (spodnie + kurtka), dwie koszulki z długim rękawem, bielizna, buty


Ciężko było ukryć, iż Arthur Vogel nie był specjalnie zadowolony z faktu, iż musiał się stawić o piątej rano na treningu, który tak naprawdę w ogóle go nie interesował. Szczerze mówiąc, nic związanego z wojskowością nie leżało chociażby w najbliższym kręgu zainteresowań Arthura. Mundur, który miał na sobie, nosił raczej z obowiązku lub rodzinnej tradycji niż z powołania. Wojna i przemoc nigdy do niego nie przemawiały, zdecydowanie wolał rozwiązywać konflikty za pomocą słów i elokwentnej dyskusji, niż z użyciem broni, pięści czy gróźb. Tak samo wolałby w tym momencie ślęczeć nad podręcznikami i, podobnie jak pozostawieni w Niemczech znajomi studiować architekturę, niż przebywać w Paryżu, niszcząc to, co stanowiło dziedzictwo europejskiej kultury.
Kiedyś zastanawiał się, dlaczego aż tak bardzo nie potrafi dogadać się z własnym ojcem i dlaczego musiał go aż tak nienawidzić, jednak odkąd przyjechał do Francji po prostu pogodził się z faktem, iż nigdy nie będzie synem, którego pragnąłby mieć Hans. Nigdy nie będzie tym, który dzielnie dzierży w dłoni pistolet, bez wahania strzela do Żydów, nie kwestionuje ideologii Hitlera i godzi się z faktem, iż Paryż pozostawili po sobie w ruinie, niszcząc to, co kiedyś tak bardzo pragnął ujrzeć na własne oczy. Nigdy nie przyznał się do tego, jak zabolały go pustki w paryskiej bibliotece, o której kiedyś słyszał tak wiele. Nigdy też nie powiedział na głos, iż sprzeciwia się wszystkiemu, co tak gorąco wspiera jego ojciec, bo w końcu mieszkał z nim pod jednym dachem i był pewien, iż jego życie zamieniłoby się w istne piekło, gdyby choć jednym słowem przyznał się do tego, iż nie pragnął tego życia, które obrał dla niego Hans, podejmując decyzję bez dania mu jakiegokolwiek wyboru. Czasem zastanawiał się, czy ojciec byłby w stanie go zabić, gdyby jawnie zaprzeczył wszystkim wpajanym mu od dziecka wartościom i gdyby wprost nazwał się pacyfistą. Niemalże słyszał  w głowie ojca jego donośny głos, z którym wyklina go na głos, mówiąc, iż nie tak go wychował i że żałuje, że jest jego synem. Arthur też tego żałował, wolałby być zupełnie kimś innym, byle by nie nosić tego nazwiska i nie musieć dzień w dzień wysłuchiwać tego, jak wielki zawód stanowi dla swojej rodziny i całej ojczyzny tylko dlatego, iż gdy wybiera się na patrol wzdłuż ulic Paryża woli podziwiać architekturę kamienic, niż wyszukiwać wzrokiem jakichkolwiek przejawów oporu.
Na treningu zresztą także nie zjawił się z własnej woli. Hans najwyraźniej szukał każdej możliwej okazji, aby tchnąć w swojego pierworodnego ducha walki, a Arthurowi wcale nie było przykro, iż żadne z jego starań nie przyniosło jeszcze należytych efektów. Ubrany w mundur, z grubą warstwą ciepłych ubrań pod spodem, wsłuchiwał się w słowa prowadzących trening żołnierzy, rozglądając się po twarzach pozostałych zgromadzonych i starając się nie patrzeć na stojącego obok ojca. Gdy wylosował opaskę w kolorze czerwonym, zawiązał ją wokół nadgarstka, nie zapominając o westchnięciu z ulgą, gdy okazało się, iż jego partnerem, na całe szczęście, nie będzie jego ojciec. Przynajmniej w tej jednej kwestii nie będzie mógł go kontrolować, choć Vogel był pewien, iż i na to znalazłby jakiś sposób.
Z zawiązanymi oczyma czuł się dziwnie, a gdy w końcu wypchnięty został z samochodu, przez chwilę był jeszcze odrobinę zdezorientowany. Na dźwięk wystrzału zdarł z oczy opaskę i spojrzał na trzymaną w dłoni mapę.
- Gotowy? – rzucił jeszcze w stronę swojego partnera, uśmiechając się blado w jego stronę. To, że niespecjalnie chciał tam być, nie znaczyło, iż nie zamierzał się jak najbardziej postarać. Jeśli uda im się wygrać, być może na jakiś czas jego ojciec dałby mu wreszcie spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sro Gru 21, 2016 3:32 pm

ubrania - mundur (kurtka, spodnie), podkoszulek, koszula z długim rękawem, bielizna, saperki, hełm
w kieszeniach kurtki - scyzoryk, latarka, zapalniczka, lornetka
od organizatorów treningu - mapa, kompas, broń

uwagi dodatkowe - dzień wcześniej zdjęto mu szwy z lewej dłoni


Wczorajszy dzień był dla mnie w pewien sposób przełomowy - po raz pierwszy wziąłem w pracy wolne (i choć zgodnie z sugestią lekarza cały ostatni tydzień powinien odpoczywać, pozwalając ranie na ręce spokojnie się zagoić, to przecież oszalałbym zamknięty w mieszkaniu oraz skazany na natrętną obecność swoich nietłumionych żadnymi zewnętrznymi bodźcami myśli), żeby udać się na zdjęcie szwów - dokładnie po siedmiu dobach od felernego wypadku w aptece. Teoretycznie nie powinien był się pojawiać na treningu, ale nie byłbym sobą, gdybym całkowicie nie zlekceważył zakazu nadwyrężania dłoni (zresztą, jakiego nadwyrężania, to tylko kilka godzin biegania po lesie! Pewnie nawet nie będę jej musiał zbyt często używać…?), która co prawda jeszcze mnie pobolewała i była nienaturalnie opuchnięta, ale żaden z tych faktów przesadnie mnie nie martwił. Odkąd zacząłem regularnie trenować boks, zwiększył mi się próg bólu.
Położyłem się spać szybciej niż słońce, więc zerwanie się z łóżka w środku nocy nie stanowiło najmniejszego problemu. Na miejscu zbiórki pojawiłem się punktualnie - a nawet sporo przed czasem - z pełnym dobrodziejstwem żołnierskiego inwentarza.
Miałem więc na sobie idealnie wyprasowaną, ocieplaną Feldbluse w kolorze butwiejącej zieleni (i z pedantycznie zapiętym na ostatni guzik kołnierzem-stójką). Cztery pakowne kieszenie górnej części munduru wypełniłem kolejno - latarką, scyzorykiem, zapalniczką i lornetką. Włożyłem swoje najwygodniejsze buty - podkute, wypastowane na błysk saperki (ponoć to właśnie Marschstiefel najlepiej sprawdzają się w terenie). Oprócz tego zdecydowaniem się również na emblematyczny dla Heer Stahlhelm - tak na wszelki wypadek, choć zapewne nałożenie hełmu okaże się przesadą.
Gdy w końcu ustawiliśmy się w jednym rzędzie i skończyliśmy odliczanie, wylosowałem czerwoną opaskę, którą też od razu przewiązałem wokół przegubu lewej dłoni, jednocześnie zezując w stronę znajdujących się koło mnie żołnierzy, by sprawdzić, z kim przyjdzie mi stworzyć drużynę. Z całą pewnością mój partner nie pracował w wywiadzie - po stroju i Waffenfarbe poznałem, iż to kapral SS; nie pamiętałem, byśmy kiedykolwiek mieli okazję się sobie przedstawić, więc zainicjowałem powitanie wyciągnięciem dłoni - jeszcze zanim trafiliśmy na pakę samochodu. Zaskoczyło mnie to, że zasłonili nam oczy, więc (jak to miałem w zwyczaju, gdy czułem się niepewnie) zacząłem odliczać sekundy, które upływały, odkąd silnik zamruczał i ruszyliśmy. Chciałem później oszacować, jak daleko od miejsca zbiórki nas wywieziono (być może ta informacja okaże się przydatna?).
Kiedy powietrze przeciął dźwięk wystrzału, pozbyłem się opaski z oczu, po czym spojrzałem na Arthura.
- Z pewnością bardziej gotowy już nie będę - odparłem swojemu sojusznikowi z przypadku, posyłając w jego stronę rozmyty uśmiech. Liczyłem na to, że nasza współpraca zakończy się bezkompromisowym zwycięstwem - bo choć nigdy nie uznałbym tego treningu za walny, to jednak lubiłem sam smak triumfowania i z całą pewnością dam z siebie wszystko.
Rozłożyłem mapę, a następnie posiłkując się kompasem określiłem, w którą mniej więcej stronę powinniśmy się udać. Gdy zaczęliśmy maszerować, sięgnąłem do kieszeni po czekoladę, którą dostał każdy z uczestników treningu i uśmiechnąłem się krzywo, zerkając na charakterystyczne opakowanie. Legendarna Panzerschokolade. - Chcesz? - rzuciłem w stronę idącego tuż obok mnie żołnierza. - Jestem uczulony na orzechy - dodałem w ramach wyjaśnienia - a nie sądzę, żeby specjalnie dla mnie wyprodukowali edycję limitowaną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Czw Gru 22, 2016 5:56 am

UP nr 1
Ubrany: mundur (kurtka + spodnie), koszula z długim rękawem, podkoszulek
Przy sobie: lornetka, zapałki, menażka (broń, czekolada, kompas, mapa)


Nie potrzebował czekolady, aby rozbudzić uśpione zmysły.
Organizm przyzwyczajony do poranków, oswojony z poranną rutyną stopniowego, lecz skutecznego wdrążania coraz bardziej skomplikowanych procesów myślowych, przyjął dzisiejszy poranek niemalże jak jeden z wielu rozpoczętych w Paryżu. Zarysowany stopniowo rozpalającymi się promieniami oraz czarną kawą, spożytą na stojąco, zdawał się złudną kopią początku zeszłotygodniowego, męczącego dnia, który obfitował w mnóstwo nieprzyjemności zalęgniętych na dnie umysłu; nic więc dziwnego, że podziwiając wstający Paryż, obiecywał sobie już nie tylko przetrwanie przez bezużyteczny trening, ale zwieńczenie całości uczuciem wygranej, jakiego zabrakło ostatnim razem.
Miał więc o wiele więcej zadań do spełnienia niż prawdopodobnie reszta zebranych żołnierzy, co obfitowało wzrostem motywacji. Na zbiórce pozostawał spokojny, skoncentrowany, lecz jednocześnie nie do końca usatysfakcjonowany przebiegiem (Luftwaffe? co oni wiedzą o walce w terenie?). Schowany jednak za kamienną maską, pozostawał tylko kolejną szarą twarzą w szeregu, z tym wyjątkiem, że miała ona jedno odbicie wśród rys innych. Dziś jednak było to bez znaczenia i jedyną, oficjalną więzią, jaka łączyła go z Arturem, było nazwisko, które zapewne widniało na tej okropnej liście trzymanej przez prowadzących.
Wychodził z założenia, że w miejscu takim jak wojsko, nie było miejsca na zbyteczne sentymenty czy rodzicielską miłość (?). Istotne były jedynie sznury zaufania oraz wzajemnej pomocy, które tworzyły się podczas wspólnej walki, starć na froncie, gdzie wiele zależało już nie tylko od własnych zdolności, ale również współpracy. Być może swego rodzaju oliwy do ognia dodawał również fakt, iż Hans miał świadomość stosunku syna do walki. Nie wiedział, skąd wzięły się u niego te okropne, pacyfistyczne poglądy, zmiękczające nie tylko serce, ale najwyraźniej również cztery litery, i nie mógł zliczyć, ile razy próbował już wykorzenić je z głowy młodego; zawsze bezskutecznie, ziarno bowiem zdążyło już wpaść pomiędzy ciernie i obrastało plonem w postaci głupoty oraz niesubordynacji, za które wciąż mimowolnie było mu wstyd.
Dziś jednak w myślach świętował już fakt, że zwodniczy los wybawił go od wątpliwej przyjemności trafienia do tej samej grupy z Arthurem. Za swoim towarzyszem nie rozglądał się też zbytecznie, dopiero, gdy zauważył mężczyznę z zawiązaną fioletową opaską, uprzejmie i zdawkowo skinął mu głową, resztę towarzyskich smaczków pozostawiając na dalszą część treningu.
Gdy więc w końcu, po przewiezieniu na wyznaczone miejsce, zdjęli z oczu opaski, przedstawił się wyraźnie młodszemu kompanowi, z zaciekawieniem zerkając również na mundur. Nie skomentował go jednak, a zaczął już, dość pobieżnie, rozglądać się po najbliższym otoczeniu.
- Pan długo przebywa w Paryżu? - zapytał, usiłując nawiązać zwykłą rozmowę. Zaraz potem wyjął jednak mapę oraz kompas, próbując ustalić, w którą stronę powinni się udać w celu kontynuowania treningu. Gdy już to zrobił, pokazał drogę Matthiasowi i rozpoczęli marsz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Czw Gru 22, 2016 10:06 am

Drużyny:
Wolfgang von Liebenfels i Arthur Vogel (drużyna czerwona)
Matthias Schulz i Hans Vogel (drużyna fioletowa)

Uczestniczy dzisiejszego treningu mogli pomyśleć, że nie czeka ich nic wyjątkowego. Las znali lub chociaż wiedzieli, gdzie się mieści. Strzelać bądź co bądź potrafili, to co dzisiaj będzie ich wrogiem? Oni sami. Pierwsze starcie ze słabościami nie było tak bolesne. Wszyscy wiedzieli jak użyć kompasu oraz mapy. Wyboista droga, którą przejechali samochodami, przypominała im, że tu teren nie należy do najłatwiejszych.
Drużyny ruszyły do swojej pierwszej konkurencji. Opuszczając polanę, wchodzili w głębszy las szpiczastych gałęzi. Przemoczone i wpół zgniłe gałęzie wbijały się w ich obuwie nieprzyjemnych chlustem, rozlewając się po bokach cholewek. Nie było żadnej ścieżki, która prowadziłaby ich prosto do konkurencji. Musieli zdać się na własną intuicję, mapę i prawidłowe czytanie kierunków z kompasu. Płuca powoli przyzwyczajały się do mroźnego, porannego powietrza, ale organizm prosił jeszcze o pięć minut spania.
Niedługo po tym, gdy otuliła ich całkowita ciemność spowodowana starymi drzewami, mogli poczuć zapach palonego drewna. Dym unosił się w oddali, dając obydwu drużynom podpowiedź. Chociaż znajdowali się oni w zupełnie innych miejscach lasu, z mapy mogli odczytać, że jest on zbudowany jak lustrzane odbicie, aby każdy miał równe szanse. Kto wie, czy echo nie doszłoby do przeciwnej drużyny?
Podchodząc do ogniska, nie widzieli żadnej dodatkowej konkurencji. Żołnierz w pełnym umundurowaniu wyłonił się zza drzew, spoglądając na Wolfganga i Arthura. Widząc pierwszego z czekoladą w dłoni, zaśmiał się szyderczo.
- Pierwsza  konkurencja, a wy już potrzebujecie wspomagaczy? Co za sieroty, co za pierdoły! – zanosił się śmiechem, dodatkowo puszczając na nich wiązankę, że takimi żołnierzami Wehrmachtu nie ma co sobie podcierać nawet tyłka. Konkurencją jednak nie były słowne sprzeczki z bezczelnym mężczyzną.
Tymczasem w drużynie fioletowych panowała niezręczna cisza. Matthias zapewne myślał o Siwku, nie skupiając się na swoim kompanie. Mozolne kroki doprowadziły ich do ogniska, a buty jak i w przypadku drużyny czerwonej wymagały dodatkowego wyczyszczenia. Piasek wymieszał się z zwiędłymi liśćmi oraz błotem, powodując okropny smród. Gdy doszli do ogniska, pierwszym odruchem mogło być ogrzanie dłoni, ale czekał na nich już niewysoki mężczyzna z cwaniackim uśmiechem.
- Och, księżniczki przyszły na ploteczki i lampkę wina? Wolniej się nie dało posuwać tymi nóżkami?  - kpił z nich, zgodnie z instrukcjami, próbując ich złamać psychicznie. Po krótkiej wiązance i pokazywaniu na buty drużyny fioletowej, żołnierz spoważniał.
- Do rosołu – warknął, kończąc swoją wypowiedź obraźliwym epitetem – Dwadzieścia pompek, potem skompletować mundur – a tę samą komendę usłyszała również drużyna czerwona. Konkurencja wydawała się banalna. Rozebrać się do naga, wykonać poprawnie dwadzieścia pompek i z powrotem odziać się w mundur. Jednak po ich stronie nie była temperatura, a ogień z ogniska na pewno nie ogrzeje zziębniętych ciał.


Rzucacie kostką k6 na powodzenie tej konkurencji. Każda osoba z drużyny musi mieć pozytywny wynik.
Jeśli za pierwszym razem Wam się nie uda, możecie napisać drugi post (szanse są wtedy rozpisane 2 (nieudane) – 4 (udane) ) w ciągu tych 48 h.
W razie pytań, moja skrzynka czeka na Wasze PW!

Czas do: 24.12 godzina 10

Kostki:
6 – sukces Ci sprzyja, wykonałeś to zadanie najszybciej, pompki nie stanowią dla ciebie żadnego wyzwania, a ubranie munduru na czas to dla ciebie pestka. W końcu ile razy w życiu już to robiłeś?
5 – o ile rozebranie się masz wyćwiczone do perfekcji, a pompki jakoś ci poszły, masz problem ze skompletowaniem nienagannie munduru. Żołnierz daje ci jeszcze szansę na poprawienie i wypucowanie butów.
4 – raz dwa się rozebrałeś, odliczasz na głos pompki i już przy piątej mówisz, że nie powinno cię tu być. Żołnierz stoi nad tobą, wyzywając cię od cieniasów. Chcesz się poddać, ale jego słowa motywują cię. W końcu udaje ci się zrobić wszystkie pompki, a skompletowanie munduru i wyczyszczenie go nie stanowi dla ciebie już żadnego problemu.
3 – twoje mięśnie odmawiają posłuszeństwa przy szóstej pompce. Klatka piersiowa dotyka zmarzniętej ziemi, a ty nie możesz wstać. Żołnierz cię wyśmiewa, zaczyna wyzywać i każe dokończyć konkurencje. Masz jeszcze jedną szansę, a przecież wszystko siedzi w twojej psychice. Czy dasz radę? (- 1 do kości w następnej konkurencji)
2 – mówi się, że ćwiczenia fizyczne to czysta przyjemność, ale nikt nie mówił o robieniu pompek nago! Pomysł wydaje się wyjątkowo absurdalny, więc chcesz zostać chociaż w majtkach. Żołnierz rzuca ci rozkaz o zdjęcie wszystkich ubrań, a za karę twoja bielizna ląduje w ogniu. Gniew daje ci motywacje do ukończenia jak najszybciej konkurencji. Drżą ci mięśnie, ale nie poddajesz się. I gdy zapinasz ostatnie guziki munduru, czujesz się nieswojo bez bielizny. Zwłaszcza w taką pogodę.
1 – dawno nie ćwiczyłeś? Nie jesteś w stanie zrobić trzech pompek, żołnierz cię wyzywa i przyciska butem do ziemi, abyś poczuł jej chłód. Masz jeszcze jedną szansę, ale organizm długo nie zniesie takiego wychłodzenia. ( -1 do kości w następnej konkurencji)

Wolfgang, z racji Twoich obrażeń, w tej konkurencji masz -1 do kości. Matthias, brak aktywności twojej postaci na wydarzeniu może odbić się na jej zdrowiu.
Wszyscy, jeśli wyrazicie wspólnie zgodę na prowadzenie wątku przez święta, to nie ma dla mnie problemu, jeśli jednak chcecie spędzić czas z rodziną, absolutnie to zrozumiem i czas na odpis w następnym poście będzie wydłużony do 28.12. Dajcie mi znać na PW, jakie jest Wasze zdanie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pią Gru 23, 2016 12:26 pm

Zgodnie z Waszym życzeniem, czas na odpis jest do 28.12 grudnia do godziny 10. Życzę Wam miłych, smakowitych świąt z ukochanymi, bliskimi i z Mikołajem, który spełni Wasze marzenia <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Gru 27, 2016 8:22 pm

UP nr 2
Być może nie należał do ludzi, którzy uwielbiają zabawę w wojnę, bieganie z bronią po podwórku i strzelanie do żywych celów, może nie wybrał dla siebie właśnie takiej przyszłości i takiego życia, ale z pewnością nie miał w zwyczaju po prostu się poddawać. Z ojcem do dziś toczył w końcu bitwę o powrót do Niemiec i kontynuację studiów, o pozbycie się munduru, złożenie pistoletu oraz tego niskiego tytułu, który i tak nie znaczył dla niego wiele i wrócenie do życia, które naprawdę mu odpowiadało. Czasem myślał o tym, co mógłby zrobić, aby po prostu go wyrzucili, dając wilczy bilet w jedną stronę i mówiąc, iż nigdy więcej nie chcą go widzieć na oczy. Niestety, takie zachowanie najzwyczajniej nie leżało w jego naturze, nie potrafił tak po prostu się poddać tylko dlatego, iż okoliczności nie były najbardziej sprzyjające, a życie nie wyglądało na takie, jakim je sobie wymarzył.
W końcu nie można mieć wszystkiego, prawda?
Obserwowani w Paryżu Francuzi byli tego idealnym przykładem. Oni, w większości, nie mieli już nic. Przybywający a ich ziemię Niemcy ograbili ich ze wszystkiego, co posiadali i Arthur nie wyobrażał sobie, aby ktokolwiek z nich mógł o to prosić. Czasami naprawdę im współczuł, z głębi swojego serca, które nie było przepełnione nienawiścią, dyskryminacją i nazistowskimi ideologiami, które wydawały mu się naprawdę nieludzkie. Oczywiście, nigdy nie przyznał się do tego na głos. Powiedzenie, iż współczuł mieszkańcom Paryża tego, co uczynili im Niemcy, nie spotkałoby się ze przychylną opinią ani ze strony Paryżan ani jego współpracowników, a już tym bardziej ojca. Arthur zastanawiał się, czy byłby to wystarczający powód, aby Hans wyparł się go jako swojego syna. W tym wypadku mógłby pomyśleć o szepnięciu gdzieniegdzie paru pochlebstw względem Francuzów, jeśli tylko to zapewniłoby mu upragnioną wolność i zerwanie z tej uwięzi, na której wciąż, pomimo nieustannej walki, trzymał go ojciec.
W tej chwili miał jednak zupełnie inne zadanie. Gdyby nie to, że w przeciwnej drużynie, gdzieś w innej części lasu, o wygraną zmaga się również Vogel senior, Arthur prawdopodobnie włożyłby o wiele mniej wysiłku w cały trening, jednak skoro już się tam znalazł, postanowił to wykorzystać, aby z precyzją mistrza zagrać na nerwach swojemu ojcu.
- Dzięki, ale może zostawmy to na później – odpowiedział Wolfgangowi, nie biorąc od niego tabliczki czekolady. Miał wrażenie, iż na pusty żołądek działać będzie o wiele szybciej i sprawniej, niż gdyby teraz objadł się czymś słodkim, jednocześnie zmniejszając ich szanse na zwycięstwo. Bez wahania ruszył do przodu, zerkając na mapę i kompas, starając się zaufać zarówno własnej intuicji, kawałkowi papieru jak i swojemu towarzyszowi, z którym w końcu musieli sobie w tej sytuacji pomagać. Przez jakiś czas przedzierał się przez las, co jakiś czas zerkając na Wolfganga, jakby szukając u niego potwierdzenia, iż kierują się w odpowiednim kierunku. Chłodne powietrze gryzło go w skórę twarzy i przez chwilę jeszcze rozdzierało płuca, zanim zdołał przyzwyczaić się do panującej na zewnątrz temperatury. Majaczący ponad drzewami dym w pewien sposób wskazywał im kierunek, jednak pośród mokrego lasu, który ich otaczał, jedna chwila nieuwagi mogła skutkować zgubieniem drogi i zboczeniem z trasy.
W końcu jednak Arthur dostrzegł przed nimi płonące ognisko, przy którym chwilę później pojawił się mężczyzna w mundurze, rozpoczynając słowną nagonkę, którą Vogel najzwyczajniej zignorował, czekając na początek pierwszej konkurencji. Gdy padło polecenie, mężczyzna bez wahania rozpoczął pospieszne rozpinanie kurki i zdejmowanie koszulki, z każdą chwilą coraz mocniej czując na sobie chłód wczesnego, kwietniowego poranka, który niespecjalnie sprzyjał wykonywaniu ćwiczeń bez ani jednej warstwy ubrań na sobie. Można by powiedzieć, iż były to iście spartańskie warunki, chociaż Vogel nie przypuszczał, aby w Sparcie kiedykolwiek zimy były aż takie mroźne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Gru 27, 2016 8:22 pm

The member 'Bezimienny' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sro Gru 28, 2016 8:26 am

UP nr 1

Nie należał do ludzi, którym przeszkadzała cisza. Wręcz przeciwnie – wyznawał słynną zasadę mówiącą o tym, że milczenie jest złotem i sam też nie strzępił języka na marne. Uważał, że stanowi to atrybut typowy dla kobiet, które, nie potrafiąc panować nad emocjami, przekładały je na całą gamę mniej lub bardziej wartych wysłuchania słów. Nikogo więc nie zadziwi fakt, iż w jego domu zwykle panował niczym niezmącony spokój, wyraźna dominanta płci męskiej, choć, gdy spoglądał na to wszystko teraz, odnajdując się tysiące kilometrów od Niemiec, dochodził do wniosku, że cały ten bezgłos był tylko i wyłącznie ciszą przed burzą, zapowiedzią wielkiego szumu oraz kakofonii. Ta z kolei jakimś niestety rozgorzała poza czterema ścianami mieszkania, osiągając apogeum tutaj, w Paryżu, ostatecznie niszcząc wszelkie kontakty ojca z synem.
Patrząc na mapę, zauważał, że obydwie jej strony wyglądają niemalże niczym lustrzane odbicie. Zastanawiał się, jakie są szanse, że mogliby się nawzajem usłyszeć (usłyszeć, nie zrozumieć), przebijając przez wygłuszającą gęstwinę drzew. Oczywiście nie zamierzał tego sprawdzać, lecz mimowolnie zaczął nasłuchiwać uważniej, coraz mniej uwagi poświęcając skrawkowi papieru, który trzymał w dłoni. Nie wiedział do końca, na co powinien się przygotować, musiał więc pozostawać czujny cały czas, choć uroki wszechobecnej natury zdecydowanie temu nie sprzyjały.
Być może w innych warunkach nie zwracałby uwagi na runo przyklejające się do wojskowych butów i przybierające ohydny zapach butwiejącej ziemi, ale w obliczu faktu, że był to wyłącznie trening, było mu nieco szkoda jeszcze nie tak zniszczonych saperek, a raczej faktu, że potem będzie musiał je własnoręcznie czyścić. Nie powiedział jednak tego na głos, tym bardziej, skoro jego towarzysz pozostawał nieugięty i milczał równie intensywnie od samego początku marszu. Hans nie narzucał się więc – odzywał się tylko od czasu do czasu, aby wskazać właściwy kierunek, co dla obydwu zdawało się wystarczające. Nikt przecież nie powiedział, że na treningu mają zawiązywać przyjaźnie na całe swoje życie.
Gdy w końcu poczuł zapach palącego się ogniska, odetchnął nieco, ciesząc się, że w końcu zaczynają docierać do właściwego miejsca. Nieco przyśpieszył również kroku, chcąc mieć już to wszystko za sobą, lecz nie wiedział, że przejście obok pierwszego stanowiska nie będzie należało do najłatwiejszych. Nie zareagował na oskarżenia oraz prześmiewczy ton żołnierza – przeszedł obok niego obojętnie, rozglądając się już za wskazówkami, które mogłyby wskazać, co takiego będzie działo się w pierwszym zadaniu. Kiedy padł rozkaz, jego zapał nieco opadł, zmrożony wizją rozbierania się tak na takim zimnie – cóż jednak miał zrobić? szybko i bardzo niechętnie rozpoczął proces zdejmowania z siebie kolejnych warstw ubrań, a potem wykonywania ćwiczeń dopiero tak naprawdę wyczuwając, jak niska temperatura panowała na zewnątrz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sro Gru 28, 2016 8:26 am

The member 'Bezimienny' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sro Gru 28, 2016 9:14 am

Z początku zapadaliśmy się w morzu piasku, ale niedługo potem zaczęliśmy tonąć w grzęzawisku gałęzi, wydzielających z siebie intensywny, charakterystyczny zapach, który drażnił węch. Gdyby nie mapa i kompas, trudno byłoby się odnaleźć właściwą drogę, bowiem rozciągający się wokół mnie krajobraz niemalże zlewał się w jedno - nasza dwójka była jedyną zmienną na tle monotonicznej, obumierającej przestrzeni.
Dopiero słup dymu przecinający niebo znacznie ułatwił nam zadanie - kiedy ów znak pojawił się w moim polu widzenia, korzystałem z mapy oraz kompasu jedynie po to, aby upewnić się, czy aby na pewno zmierzamy w dobrą stronę i czy dym nie ma na celu nas zmylić - ale już wkrótce okazało się, że wprost przeciwnie - wskazywał nam drogę.
Gdy znaleźliśmy się w końcu przy ognisku, natknęliśmy się na pierwszą przeszkodę w postaci wyszczekanego jegomościa. Ciekawiło mnie, czy ten żołnierz jedynie wciela się w swoją rolę, czy może korzysta z okazji, by odbić sobie na nas wszystkie te chwile, kiedy to on został zmieszany z błotem tak w ramach hartowania charakteru.
Kiedy w końcu zamiast nas bluzgać łaskawie przeszedł do sedna sprawy i zdradził nam, co tak właściwie mamy robić koło ogniska, na mojej twarzy pojawił się wyjątkowo krzywy uśmiech. A jednak nie będę mógł dzisiaj oszczędzać ręki. Cóż, nie zamierzam się wycofywać z tak błahego powodu, zawsze można coś wykombinować, prawda?
W ekspresowym tempie zrzuciłem z siebie ubrania, celowo kładąc je tuż obok ogniska, bowiem liczyłem na to, że może skradną choć odrobinę ciepła emanującego z walczących z mrozem promieni.
Ja sam, natomiast, czym prędzej przywarłem ciałem do ziemi, byleby jak najszybciej uporać się z tym zadaniem. Palący skórę mróz działał naprawdę mobilizująco. Z racji kontuzji lewej dłoni cały ciężar przeniosłem na prawą dłoń, po czym z zaciśniętymi w jedną kreskę ustami, starając się ignorować ból promieniujący z lewej, zacząłem robić pierwszą pompkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sro Gru 28, 2016 9:14 am

The member 'Wolfgang von Liebenfels' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sro Gru 28, 2016 9:42 am

Kurwa jego mać.
Mam wrażenie, że moje mięśnie - choć powinny płonąć - z każdą kolejną pompką zamarzały i przez to coraz trudniej było mi poruszyć fundamenty kości. Zaciskałem usta tak bardzo, że moje wargi aż pobielały. Natomiast na mojej twarzy malowała się koncentracja, która stopniowo zaczęła ustępować frustracji, kiedy każda kolejna pompka sprawiała, że prawa ręka drgała silniej, odmawiając mi posłuszeństwa.
Powinien palić mnie mróz, ale zamiast tego czułem, jak trawią mnie płomienie wstydu.
Na zmarzniętych, trupiobladych policzkach wykwitły czerwonawe bukiety, a ja mogłem jedynie przeklinać pod nosem, całkowicie bezsilny. Nie mam pojęcia, co się ze mną działo. Praktycznie każdy mój trening boksu poprzedzało zrobienie w ramach rozgrzewki trzydziestu pompek, co zresztą nie sprawiało mi żadnych trudności, więc nigdy w życiu nie pomyślałbym, że już po pięciu będę modlił się o to, by to ćwiczenie jak najszybciej się skończyło. Mimo wszystko nadal nie chciałem obciążać lewej dłoni, całkiem świadomie decydując się na poniesienie sromotnej klęski.
Upadłem.
Prawa ręką zadrżała niemalże agonalnie, a ja poczułem, jak lodowata ziemia wbija się w moją skostniałą z zimna skórę. Tym razem przekląłem soczyście, nie zważając na to, że zrobiłem to całkiem głośno.
Rzuciłem wyzywające spojrzenie stojącemu nieopodal żołnierzowi, co miał zresztą potraktować jako wyzwanie.
No dalej, na co czekasz, poużywaj sobie.
Czekałem na jego słowa, które skutecznie ubodły mnie w dumę. Na tyle silnie, bym po chwili bezwładnego otępienia poderwał się z leśnego dywanu, po czym, tym razem zagryzając zęby tak bardzo, że niemalże - mógłbym przysiąc - zacząłem je ścierać, zacząłem raz jeszcze.
Skoro miałem taką szansę, nie zamierzałem jej zmarnować.
Z całą pewnością nie należałem do osób, które szybko się poddają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sro Gru 28, 2016 9:42 am

The member 'Wolfgang von Liebenfels' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sro Gru 28, 2016 11:43 am

mapa

Bagietka nr 1


Mróz sprzyjał wysiłkowi i motywował do szybkiego skończenia konkurencji. Pompki rozgrzałyby każdego, ale także narażały organizm na wyziębienie. Szum drzew iglastych podpowiadał, że te znajdują się już niedaleko. Leniwie strzelające drewno w ognisku towarzyszyło zmaganiom zawodników. Sędziowie konkurencji krzyczęli nad nimi nieprzyjemne komentarze. Częściej z ich ust padały prześmiewcze obelgi niż zagrzewające do walki hasła. W końcu, co to dla żołnierza zrobić dwadzieścia pompek? Po wstaniu z łóżka powinni je robić na rozbudzenie! Podczas konkurencji dowiedzieli się, że mięśnie nie działają zawsze tak jakby chcieli, a psychika jest siłą napędową naszej wewnętrznej siły.
Arthur wyśmienicie poradził sobie z konkurencją, gdyby tylko nie zapomniał założyć majtek. Te plątały mu się pod butami. Pilnujący go żołnierz podniósł materiał za pomocą patyka i wrzucił go do syczącego ognia. Arthur będzie musiał nauczyć się chodzić bez majtek. Nieco gorzej poradził sobie Wolfgang. Uraz ręki nie pozwolił mu zrobić wszystkich pompek na raz. Już po szóstej poczuł ból, ale musiał jeszcze raz spróbować. Dwadzieścia, to dwadzieścia, nie może być ani jednej mniej ani więcej. Pilnujący ich żołnierz liczył głośno każdą pompkę, a czekający na swojego kompana Arthur mógł się do nich dołączyć. Po wszystkim, skompletowanie munduru przez Wolfganga okazało się o wiele mniejszym wyzwaniem. Ręka bolała, ale może zdąży bardziej rozgrzać stawy podczas spaceru i zneutralizuje obrażenia? Drużyna czerwona mogła ruszyć dalej, ale opóźnienie przez Wolfganga mogło im dawać do myślenia, że już są w tyle.
Hans wyskoczył z ubrań jak na pstryknięcie palców. Pompki stanowiły dla niego wyzwanie, ale te dopiero miało nadejść przy skompletowaniu munduru. Pilnujący go żołnierz śmiał się, że pewnie go ubiera panienka, skoro nie jest w stanie zapiąć poprawnie guzików. Problemem okazały się brudne buty, które Hans musiał wyczyścić. Bez tego nie pójdzie dalej, a żołnierz głośno drwił, że może czas najwyższy użyć swojej śliny albo łez do wypucowania skóry. W gorszym położeniu był niewątpliwie Matthias. Przy dziesiątej pompce coś gruchnęło, a ból był nie do wytrzymania. Na bladej skórze pojawiła się krew, a kość przedramienia wystawała z rany. Pilnującemu żołnierzowi zawróciło się w głowie i miał ochotę zwymiotować zza ogniskiem. Nagi Matthias opadł na zmarzniętą ziemię. Gdy tak krzyczał z bólu, przywołał do siebie dwójkę żołnierzy, którzy na noszach przenieśli go do samochodu. W szpitalu personel o niego zadba bardziej niż jeszcze zimowy leśny krajobraz. Niestety Matthias stracił dużo krwi, a proces zrośnięcia się kości trochę potrwa.  Pilnujący konkurencji żołnierz z litością spojrzał na Hansa.
- Pójdę z panem podpułkowniku, sam nie dasz rady – powiedział z niechęcią, zostawiając ognisko z innymi żołnierzami.

Obydwie drużyny przez swoje opóźnienia ruszyły w tym czasie w kierunku zgodnym z tym na mapie. Powoli wchodzili w las brzozowy, a zgniłe liście i powolne roztopy potęgowały nieprzyjemny zapach stęchlizny. Kruche gałęzie trzaskały pod ciężkimi buciorami, a wyziębnięte ciała domagały się odrobiny ciepła. Tuż za Wolfgangiem pojawił się dzik, a jego kły błyszczały we wschodzącym słońcu. Wraz z Arthurem mogli usłyszeć głośne charknięcie i uderzenie kopyta o przewaloną kłodę drewna. Dzik przygotowywał się do ataku.
W lepszej sytuacji nie był Hans ze swoim nowym kompanem. Dopiero gdy rozpoczęli swój marsz usłyszeli za swoimi plecami dziwny dźwięk. Pędził na nich dzik, ale Hans zdążył w porę odskoczyć i nie nadział się na jego kły.
Jak obydwie drużyny poradzą sobie z agresywnymi zwierzętami?

Krzyżyki na mapie pokazują, gdzie jesteście. Wzięłam pod uwagę opóźnienie związane z samą konkurencją, ale także czas na zabieranie Matthiasa przez żołnierzy.
Rzućcie kością k6. Sposób musicie wymyślić sami i opisać go w poście. Wasza suma określa, jak poradziliście sobie z dzikiem.
2, 3, 4, 5 – wasz pomysł nie był za specjalnie udany, a dzik jeszcze raz próbuje Was zaatakować. Napiszcie jeszcze jeden post ze zmaganiami się z dzikiem. Wasze szanse są wtedy 2, 3 (nieudane), od 5 do 12 (udane); 4 kontuzja
6, 7, 8 – pomysł był może i dobry, ale kły dzika drasnęły w prawą nogę osobę, która miała niższą kość. W przypadku takich samych oczek, Bagietka w przyszłym poście rzuci kostką i napisze, jakie są obrażenia. Udało Wam się uciec. Dzięki podbiegnięciu, jesteście bliżej II konkurencji.
9, 10, 11, 12 – od razu udaje wam się rozprawić z dzikiem, wpadacie na tak doskonały pomysł, że jednocześnie znajdujecie skrót do II konkurencji. Po dziku nie ma śladu, a wy macie chwilę, żeby złapać oddech po szybkim biegu.

Czas na odpis 30 grudnia do końca dnia. Pytania, prośby i sugestie proszę kierować na PW.


Ostatnio zmieniony przez Bagietka dnia Pią Gru 30, 2016 10:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   

Powrót do góry Go down
 
Las Rambouillet
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Obrzeża-
Skocz do: