IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Las Rambouillet - Page 2


Share | 
 

 Las Rambouillet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Las Rambouillet   Nie Lip 31, 2016 10:52 am

First topic message reminder :



Las Rambouillet

Położony na zachód od Paryża, zajmuje prawie 200 km² powierzchni. Na jego skrajach wybudowano parki, a do serca lasu nie zapuszcza się nikt, kto nie ma takiej potrzeby.

Chodzą słuchy, że gdzieś tutaj ukrywają się partyzanci, a okoliczna ludność powtarza także plotkę, jakoby naziści składowali swoje skarby w leśnych ziemiankach. Powszechne są też legendy o prawdziwych bestiach, jakie zamieszkują te tereny, ale prawda jest taka, że nigdy nie widziano tu nic większego od jelenia.

Tajemnic tego miejsca strzegą setki tysięcy drzew, strumyki, rzeczki i polany, a fauna i flora sowicie nagradza swoimi widokami każdego, kto przyszedł tu wypocząć. Jeśli masz inne zamiary, kto wie, czy Matka Natura nie postanowi ich pokrzyżować?




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pią Gru 30, 2016 9:49 pm

UP nr 2

Arthur miał jedną cechę, która w niektórych przypadkach uznawana być mogła za zaletę, a w innych znacznie uprzykrzała mu życie. Był perfekcjonistą, czasami nawet do tego stopnia, iż jego perfekcja przeradzała się w pedantyzm. Swoje mieszkanie utrzymywał więc w idealnym, minimalistycznym wręcz porządku, gdzie każdy najdrobniejszy przedmiot miał własne miejsce, a bystre oko w ułamku sekundy zauważało każdą, nawet najmniejszą zmianę. Również w wojsku starał się zachowywać precyzję we wszystkim, co robił – nieudane strzały zawsze raziły go mocno, choć przecież nigdy nie chciał nikogo zranić, a w swoim mundurze za każdym razem prezentował się idealnie. Dlatego też, gdy wchodzili w las coraz głębiej, a błoto i liście zaczęły osiadać mu na czystych, wypastowanych butach i brudzić nogawki spodni, musiał zacisnąć szczęki i starać się nie patrzeć w dół, aby brud nie był dla niego za bardzo rozpraszający. Musiał się skupić a wykonaniu jak najlepiej i jak najszybciej zadania, które swoją drogą także nie należało do najprzyjemniejszych.
Na krótką chwilę postanowił odrzucić od siebie wszelkie przekonania i zapomnieć, kim był i jak wielkie znaczenie miał dla niego ład i porządek. Znajdowali się w końcu w lesie, na wojskowym treningu i z pewnością nie było tam miejsca na dbanie o czystość czy równo ułożone ubrania, które już wkrótce miały zniknąć z jego ciała jako część konkurencji. Zastanawiał się, jak w innej części lasu radzi sobie jego ojciec. W tym wypadku różnica wieku mogła być zdecydowanie po ich stronie, zarówno on jak i jego partner byli przecież dość młodzi, mieli o wiele więcej siły i wytrzymałości, niż mężczyzna, który być może przejawiał duże doświadczenie i szeroką gamę wojskowych umiejętności, jednak wraz z wiekiem jego ciało mogło zaczynać już odmawiać mu posłuszeństwa. Vogel na to właśnie liczył, gdy zaczynał pospiesznie rozpinać swoją kurtkę, którą dość niedbale rzucił na ziemię, starając się nie myśleć o tym, jak brudna będzie, gdy ją znów podniesie. Pozostałe części garderoby znikały z niego w równie szybkim tempie, a na jego twarzy, pomimo mrozu szczypiącego go w skórę, pojawiał się uśmiech samozadowolenia. Do czasu, gdy przyszło mu ściągnąć bieliznę i o ile ze skarpetkami nie miał problemu, choć uczucie mokrej i brudnej ziemi pod stopami nie należało do najprzyjemniejszych, ściągnięcie majtek nie wydało mu się absolutną koniecznością. Gdy więc obserwujący ich żołnierz podszedł i przerwał mu wykonywanie pompek, każąc ściągnąć mu ostatnią część ubrania oddzielającą go od całkowitej nagości, Arthur skrzywił się niechętnie, mimo wszystko wykonując jednak polecenie i kontynuując ćwiczenie w, jak się okazało, dość szybkim tempie. Nie spodziewał się jednak, iż fragment jego bielizny wyląduje w płonącym ognisku i gdy przystępował do kompletowania na nowo całego munduru, na jego twarzy gościł więc grymas niezadowolenia, z powodu odczuwanego dyskomfortu. Nie odezwał się jednak ani słowem, mając przeczucie, iż nie skoczyłoby się to za dobrze.
Gdy sam skończył ze swoimi pompkami, przyglądał poczynaniom swojego partnera, który najwyraźniej napotkał pewne problemy. Nie zamierzał tego komentować, a tym bardziej akompaniować w odliczaniu na głos wykonywanych przez niego pompek. Na tym etapie wolał mieć Wolfganga po swojej stronie, zamiast czynić go swoim wrogiem.
- W porządku? – zapytał, gdy zauważył, iż partner był gotowy do dalszej drogi. Analizując mapę ruszył więc przed siebie w kierunku, jak mu się wydawało, kolejnego zadania. Po paru minutach drogi do uszu Arthura dotarł dźwięk, którego z pewnością nie spodziewał się usłyszeć. Usłyszawszy charknięcie i stukot kopyt, odwrócił się w stronę, z której dochodził go odgłos, jednocześnie dobywając przymocowanej do paska broni. Nie zamierzał czekać na to, jak zareaguje jego kompan. Zwierzę wyraźnie szykowało się do ataku i Vogel dobrze wiedział, iż nie ma zbyt wiele czasu, aby zastanawiać się nad najlepszym w tej sytuacji rozwiązaniem. Dlatego też, choć niespecjalnie podobała mu się wizja zabicia niewinnego zwierzęcia, oddał pospiesznie dwa strzały licząc na to, iż uda mu się go chociaż zranić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pią Gru 30, 2016 9:49 pm

The member 'Bezimienny' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pią Gru 30, 2016 10:47 pm

UP nr 1

Zadanie nie należało do najprzyjemniejszych. Poranne temperatury nie były do tej pory zbytnio odczuwalne tylko i wyłącznie za sprawą ciepłych ubrań oraz wartkiego marszu. Gdy więc Hans pozbył się obu tych rzeczy, po raz pierwszy tego ranka odczuł chłód wstającego, kwietniowego słońca. Wykonując polecenie, czuł, że mięśnie coraz bardziej dygoczą z zimna, a wysiłek staje się coraz bardziej uciążliwy. Tylko szczęśliwym trafem udało mu się bez problemu doczekać do dwudziestu pompek. Komplikacje pojawiły się, gdy przyszło do skompletowania munduru. Nie wiedzieć czemu, miał trudności z zapięciem wszystkich guzików, a potem dodatkowo pojawiła się kwestia butów, które musiał wyczyścić. Uwagi nadzorującego żołnierza puszczał pomimo uszu, wiedząc, że gorzej i tak być już nie mogło.
A jednak kompan postanowił udowodnić mu, że jednak może. Widok kości przebijającej bladą skórę zdecydowanie nie należał do najprzyjemniejszych, a krzyki żołnierza rozdzierające dziwną ciszą, wręcz ogłuszające. Nie żeby widział podobny widok po raz pierwszy w życiu, ale na wszelki wypadek odszedł parę kroków na bok, pozostawiając Matthiasa pod opieką nadzorujących. I tak nie przydałby się do niczego, a być może tylko przeszkodził - czas z kolei naglił, co prawda nie mógł wiedzieć, jak przeciwnicy poradzili sobie z zadaniem, ale na wszelki wypadek wolał ruszać już w dalszą drogę. Sam czy w towarzystwie - ta kwestia pozostawała mu dalej obojętna dopóki żołnierz, który zaoferował pójście z nim, nie utrudniał zadań.
A kto wie, może jeszcze się przyda?
Wyjął ponownie mapę i kierując się nią oraz kompasem, wskazał odpowiedni kierunek marszu. Ten jednak znów nie trwał długo ze względu na niespodziewaną przeszkodę w postaci dzika. Nie zdążył zapytać kompana, czy był to zabieg celowy, zmuszony do gwałtownego odskoczenia w bok, na moment skupił się wyłącznie na tym. Zwierzę było wyraźnie zdenerwowane, choć przecież nikt z obecnych (czy aby na pewno?) nie uczynił mu nic złego. Gdy więc po raz kolejny spróbował ataku, odsunął się z jego drogi, ostrożnie, nie czyniąc gwałtownych ruchów licząc, że pobiegnie dalej. Nie chciał rozjuszać go dalej. A przynajmniej nie na razie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pią Gru 30, 2016 10:47 pm

The member 'Bezimienny' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pią Gru 30, 2016 11:14 pm

UP nr 3 za Matthiasa


Nie był zadowolony, że musi wziąć udział w treningu jako ofiara. Podobała mu się rola kata, który pokazywał innym swoją dominację. Chociaż raz w życiu mógł krzyczeć, przeklinać i nie patrzeć na stopnień wojskowy, z którym ma do czynienia. Dostali konkretne rozkazy. Wiedzieli tylko to, co powinni na temat swojej przeszkody, a gdy ktoś zostałby ranny, musieli reagować i dołączyć jako członek zespołu. Nie znali kolejnych konkurencji ani tego, co się może wydarzyć na trasie. Wyrwał Matthiasowi fioletowy materiał i przewiązał go sobie przez ramię.
Powinien zagadać, pokazać swoją bardziej przyjazną twarz? Teraz byli drużyną, już nie musiał się nad nim pastwić psychicznie, krytykować brudne obuwie czy krzywo zapięte guziki. Nie mógł na niego pluć, pokazując swoją pogardę. Nagle czuł się niezręcznie, nosząc to samo brzemię na ramionach. Nie wiedział, czy da radę przejść trening. Dopiero zdał kursy, był jeszcze młody i miał wielkie nadzieje na swoja pozycje we Francji. A nawet w Rzeszy! Marzenia wciąż tkwiły w głowie, a rzeczywistość nie była w stanie pokazać mu, jak brutalny jest świat.
- Robert, Robert Schüchtern - powiedział niepewnie, czując jak pod jego ciężarem pękają kolejne gałęzie. Podał najniższy stopień wojskowy i wręcz oczywiste wydawało się, że Herr Vogel ma przy sobie przykład typowego lizusa oraz krętacza. Na początku nie zrozumiał spojrzenia kompana, ale gdy usłyszał stukot kopyt i charakterystyczne chrumkanie, oczy miał wielkości monety o nominale pięciu niemieckich marek. Stanął jak wyryty, chcąc udawać drzewo.
- Bez gwałtownych ruchów, musi odejść, musi - mówił spanikowany. Ostatnie o czym marzył to wykrwawienie się z powodu kastracji za pomocą kłów dzika. Wiele słyszał o tych zwierzętach, że nadziewają człowieka jakby był smakowitym kąskiem. Oddychał niemiarowo, patrząc na swojego kompana. - Wejdźmy na drzewo?? - dodał, widząc jak dzik zawraca i znowu chce ich zaatakować. Co za uparte zwierzę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pią Gru 30, 2016 11:14 pm

The member 'Bagietka' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pią Gru 30, 2016 11:15 pm

Dwadzieścia niemalże wyplute (szyderczym, chropowatym głosem) przez pochylającego się nade mną żołnierza zabrzmiało jak wybawienie. Zmusiłem swoje protestujące mięśnie do jak najszybszego dźwignięcia mego ciała do pionu, po czym ze wzrokiem utkwionym w ognisku (tak jakby samo patrzenie na ogień miało mi pomóc się iluzorycznie ogrzać) narzuciłem na siebie wszystkie części garderoby.
Dopiero wtedy pozwoliłem sobie na zerknięcie (ukradkiem) na lewą dłoń, by upewnić się, czy obejdzie się bez interwencji lekarza. Wizualnie niewiele się zmieniło. Wciąż była opuchnięta i zaczerwieniona, więc uznałem, że chyba nie muszę się nią specjalnie przejmować.
Kiedy razem z Arthurem wznowiliśmy marsz i zapytał mnie się, czy wszystko w porządku, rzuciłem w jego stronę jakieś niemrawe przepraszam, bo, cóż, byłem mu to winien - w końcu tworzyliśmy drużynę, a ja aktualnie uważałem się za jej najsłabsze ogniwo i stawiało mnie to w niekomfortowej sytuacji. Nienawidzę przegrywać - nawet małych bitewek, które w mojej głowie urastają do rangi sromotnych klęsk, gdy z zacietrzewieniem rozpamiętuję każdy najdrobniejszy błąd. Wymagam od siebie perfekcji - zawsze, wszędzie.
Z marsową miną sięgnąłem po mapę i kompas, uznając, że w tym momencie muszę się skupić przede wszystkim na kolejnym etapie - być może uda mi się zrehabilitować?
Byłem akurat w trakcie upewniania się, czy zmierzamy w dobrym kierunku, kiedy zaalarmował mnie hałas - z rodzaju tych, które od razu zapalają w umyśle ostrzegawczą lampkę, zwiastując kłopoty. Spore. A konkretnie około dwustukilowe. Pod postacią przygotowującego się do szarży dzika (nie byłem znawcą i z tej odległości trudno mi było powiedzieć, czy zasadził się na nas odyniec, czy to może locha).
Cóż, w tym konkretnym przypadku wywieszenie białej flagi raczej na niewiele by się zdało. Dlaczego, kurwa, to stworzenie w ogóle zamierzało nas atakować? W końcu to chyba zwierzęta nocne, prawda? Jeśli tak, to chyba musieliśmy się zbliżyć do jego kryjówki…? Ba, być może to nawet samica, która poczuła się do odpowiedzialności obronienia młodych… Gdyby to okazało się prawdą, to nie chciałem myśleć, jak skończy się to spotkanie.
W moich myślach panował zupełny chaos, gdy, decydując się na atak, sięgnąłem po strzelbę i wycelowałem w stronę zwierzęcia. Mój towarzysz zareagował w podobny sposób, uprzedził mnie, oddając dwa strzały. W przeciwieństwie do niego nie było mi żal stworzenia, które mogło mnie zranić.
Strzelałem, by zabić.
Pytanie tylko, jak celnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pią Gru 30, 2016 11:15 pm

The member 'Wolfgang von Liebenfels' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sob Gru 31, 2016 2:03 pm

mapa

Drużyna czerwona

Koniec okresu zimowego mógłby być wskazówką, że nadszedł czas na rozród dzików. Locha wydawała się zawsze o wiele bardziej agresywna od samca, broniła zawzięcie swoich dzieci, ale płeć nie była tutaj istotna. Agresja dzików mogła być również uwarunkowana farmakologicznie. Nie musieli analizować tej sytuacji, żeby przeżyć. O ile sam pomysł zestrzelenia dzika wydawał się rewelacyjny, tak trzeba niestety pamiętać, że ten ma bardzo grubą skórę. Pod wpływem emocji strzały nie były celne tak jakby chcieli żołnierze. Dzik rozjuszony hałasem biegł prosto na nich. Swoje kły skierował na konkretną osobę.

Kostka odpowie na pytanie, która z osób jest zagrożona.
Parzyste - Wolfgang
Nieparzyste - Arthur

Aby poradzić sobie z dzikiem, ponownie musicie opisać sposób i rzucić kostką k6. Suma Waszych kości decyduje o efekcie.
2, 3 - nieudana próba, jesteście w poważnym niebezpieczeństwie. Skutkuje kontuzją i -1 do kości w przyszłej konkurencji.
4 - dzik wbija swoje kły prosto w drzewo. Słyszycie odgłosy zwierzęcia błagające o pomoc. Dzik się szarpie i próbuje wydostać z drzewa, ale to zaczyna łamać się na pół. Jak szybko potraficie uciekać?
5 - 12 udaje wam się uciec przed dzikiem i wybiegacie prosto na II konkurencje. Złapcie oddech, czas cały czas tyka.


Drużyna fioletowa

Zmiany w składzie zagwarantowały niezręczną atmosferę. Czy teraz uda się żołnierzom przejść przez cały trening i zerwać flagę drużyny przeciwnej? Dzik ominął Hansa, nie traktując go jako zagrożenia. Niestety gadający i krzyczący Robert zwrócił na niego swoją uwagę. Nim mężczyzna zdążył wskoczyć na drzewo, dzik zadrapał go swoim kłami. Uderzył kilka razy głową w drzewo, ale szybko się poddał i odszedł dalej, szukając pożywienia. Robert mógł bezpiecznie zejść na dół, a Hans skupić się na mapie. Nie wiedzieli, gdzie znajduje się drużyna czerwona, a strach napędzony przez dzika spowodował, że szybciej znaleźli się przy drugiej konkurencji.
Zmiana terenu przyszła dość niespodziewanie. Hans jako pierwszy wdepnął w paskudne błoto aż po same kolano. Robert potknął się o własne nogi i upadł na ziemię, zamaczając całą twarz w mazi. Niefortunne zdarzenie przerwał szyderczy śmiech. Gdy uniosą głowę, będą mogli zauważyć dwie wyrzutnie oraz wiadro z kolorowymi balonami. Sędzia konkurencji podszedł do nich, podając dłoń, aby mogli wygrzebać się z błota.
- Słyszałem strzały, trenowaliście już, co? To pójdzie wam gładko, musicie zestrzelić dwa balony, ale im więcej tym lepiej, czekają was nagrody. Strzelacie jednocześnie, na mój znak, raz, dwa, trzy - nie pytał, czy są gotowi i czy to oni strzelali. Odpalił z dwóch wyrzutni po sześć balonów z farbą. To był ich czas, a każdy żołnierz wiedział, jak używać strzelby.

Rzucacie kostką k6.
1: nie trafiłeś w ani jeden balon. Sędzia nie wie, czy ma się śmiać czy płakać, że taki koślawy z ciebie żołnierz. Do końca czasu napisz drugiego posta, rzucając ponownie kością. Masz jeszcze jedną szansę na zestrzelenie dwóch balonów. (1, 2 nieudane, 3, 4, 5, 6 udane)
2: tak skupiłeś się na celu, że balon pękł dosłownie nad twoją głową. Farba zalała cały mundur. Sędzia zaczyna się z ciebie śmiać, ale uznał cię za taką pokrakę, że pozwala spróbować ponownie i odpala z wyrzutni kolejne sześć balonów. Tym razem uważaj! (1, 2 nieudane, 3, 4, 5, 6 udane)
3: kichnąłeś akurat w tym momencie, gdy z wyrzutni wystrzeliły balony. Udało ci się zestrzelić tylko jednego. Próbujesz oszukać sędziego, że balon, który zaczepił się o wystające gałęzie drzew został przez ciebie zestrzelony. Bagietka rzuci kością, czy mężczyzna uwierzy w twoją bajkę.
Kości parzyste: to Twój szczęśliwy dzień, sędzia zauważa nabój obok drzewa i gratuluje ci celności.
Kości nieparzyste: za próbę okłamania sędziego zabierana wam jest mapa, kompas i jedna strzelba. Musisz pilnować przedmiotów kompana jak oka w głowie.
4, 5 - świetnie, zestrzeliłeś dwa balony i poprawnie przeszedłeś całą konkurencję.
6 - rewelacja! zestrzeliłeś ponad połowę balonów. Sędzia daje Ci zawiniątko, które pomoże w przyszłej konkurencji.

Czas na odpis: 2.01. 17 do 22. Do siego roku, bawcie się dzisiaj dobrze PW


Ostatnio zmieniony przez Bagietka dnia Nie Sty 01, 2017 8:49 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sob Gru 31, 2016 2:03 pm

The member 'Bagietka' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pon Sty 02, 2017 4:48 pm

Gdy skończyłem dziesięć (może jedenaście?) lat dziadek zabrał mnie i Franza ze sobą (oraz licznym gronem podstarzałych znajomych, którzy tak jak i on nie wiedzieli już, na co wydawać pieniędze) na polowanie do lasów Schwarzwaldu. To właśnie wtedy pierwszy i ostatni raz w życiu miałem okazję przyjrzeć się, jak wygląda osaczanie dzika. Z tym że towarzyszyły nam wówczas psy, które wytropiły zwierzynę, a liczba osób strzelających do gromady dzików (knurów, tego byłem pewien - zazwyczaj jedynie lochy można spotkać w pojedynkę) kilkunastokrotnie przewyższała tę, którą dysponowaliśmy teraz. Obawiam się, że nasz duet - choć bez wątpienia staraliśmy się trafić rozjuszone zwierzę - mógł nie wystarczyć, by poradzić sobie ze zbliżającym się nieuchronnie zagrożeniem - a przynajmniej nie... zanim do nas dotrze i wyrządzi jakieś szkody (wyobraźnia usłużnie podsunęła mi kilka krwawych obrazków, co wywołało gęsią skórkę).
Usilnie próbowałem sobie przypomnieć coś, co mógłbym wykorzystać - lecz, jak na złość, pamiętałem jedynie o kilku ceremoniałach, które odprawił z namaszczeniem dziadek - już po zabiciu dzika; między innymi o ostatnim kęsie, czyli złamanej gałązce, włożonej do pyska zwierzęcia, by w tenże sposób oddać mu szacunek.
Miałem wrażenie, że nasze strzały nawet nie spowolniły dzika, a co dopiero mówić o powaleniu (czy chociażby chwilowym unieszkodliwieniu). Kiedy zwierzę obrało kierunek, bez wątpienia zmierzając w stronę Arthura, przeniosłem wzrok z kłów lochy na towarzyszącego mi mężczyznę, jednocześnie gorączkowo zastanawiając się, co robić. Ustawienie się dzika w ten sposób, by można było oddać celny strzał, trwało czasami nawet kilkadziesiąt minut, a my mieliśmy raptem… dwie?
Ponownie wycelowałem w zwierzę i nieco zrezygnowany oddałem pierwszy strzał. Mniej więcej wtedy przypomniałem sobie, w jaki sposób kilkanaście lat temu udało się dziadkowi zabić znajdującego się najbliżej mnie knura - za jego uchem znajdowała się najgrubsza tętnica, a celne strzelenie w to konkretne miejsce na mapie ciała stworzenia spowodowało również, iż staruszek trafił w kręgosłup.
Gdyby tak...?
Ustawiłem się w lepszej pozycji i wstrzymałem oddech, czekając aż dzik będzie wystarczająco blisko, bym mógł spróbować powtórzyć to, co zrobił kiedyś na moich oczach dziadek.
Niestety - w przeciwieństwie do niego - nie jestem najlepszym strzelcem...
Jeśli udałoby mi się tego dokonać, śmiało można mówić o cudzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pon Sty 02, 2017 4:48 pm

The member 'Wolfgang von Liebenfels' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Sty 03, 2017 4:05 pm

UP nr 2, przepraszam za zwłokę z odpisem!

Wychowując się w wojskowej rodzinie Arthur zawsze odczuwał na sobie presję bycia najlepszym. W szkole nie mógł być drugi czy trzeci, jedynie najwyższe stopnie wchodziły w rachubę, a wszystko poniżej spotykało się z krytyką i niezadowoleniem ojca, który chciał kreować swojego syna na własne podobieństwo niczym figurkę z gliny, którą dopasowywać mógł do własnych potrzeb i wymagań. Na jego szczęście, Arthur zawsze był tym najlepszym, jako dziecko kierując się jeszcze tym naiwnym pragnieniem zadowolenia ojca i sprostania jego wymaganiom. Z czasem to wszystko zaczęło jednak blednąć, a on jakby przejrzał na oczy zauważając, że w życiu są inne rzeczy, które sprawiają mu przyjemność, nie koniecznie pokrywając się z tym, co przygotowywał dla niego ojciec i że posiada własny rozum z którego, jeśli tylko by się postarał, byłby w stanie zrobić użytek, uwalniając się w końcu spod wpływów Hansa. Oczywiście, wciąż chciał zajmować miejsce na szczycie, zasmakowawszy raz w słodkości zwycięstwa, w spływających na niego pochwałach, w zazdrości innych ludzi, którzy patrzyli na niego jak na największego wroga tylko dlatego, iż nie mogli mieć tego, co udało mu się zdobyć tylko i wyłącznie własną, ciężką pracą. Ponieważ jedną lekcją, którą wyniósł z domu i którą wciąż uważał za słuszną, było to, iż nic w życiu nie przychodziło za darmo, a odniesiony sukces smakował najlepiej wtedy, gdy droga do niego naznaczona była potem, krwią oraz ogromnymi pokładami wysiłku, włożonego w zdobycie samego szczytu.
Pojawienie się dzika z pewnością stanowiło zaskoczenie i przeszkodę na drodze do osiągnięcia jak najlepszego wyniku, jednak z drugiej strony była to również możliwość udowodnienia, iż nawet pomimo niespodziewanych wydarzeń i przeciwności możliwe jest osiągnięcie zwycięstwa. Mimo wszystko jednak, gdy Arthur wyciągał broń i wystrzeliwał z niej kilka pocisków w stronę zbliżającego się do nich zwierzęcia, nie czuł się najpewniej dobrze wiedząc, iż pośpiech i buzująca w jego żyłach adrenalina nie służą idealnej celności. Zaczynał cieszyć się, iż w tym momencie nie był tam sam, a miał u boku kogoś, z kim wspólnie mogli uporać się ze zwierzęciem, które jak się szybko okazało, nie zamierzało aż tak łatwo ustąpić. Ich działania nie przyniosły pożądanych efektów i już wkrótce Vogel zauważył, iż dzik zbliża się w niebezpiecznie w jego kierunku. Na krótko spojrzał na swojego towarzysza, który wciąż celował w zwierzę, starając się nie okazywać, iż na chwilę zawładnął nim strach przed tym, co miało się za chwilę wydarzyć. Nie mieli wiele czasu, zwierzę było już coraz bliżej, zdecydowanie obierając sobie za swój cel właśnie jego, dlatego też bez wahania przeładował broń, starając się celować najpierw w ślepia zwierzęcia, a później w resztę jego ciała, licząc na to, iż oślepienie i znaczne rany postrzałowe zranią go na tyle, aby obaj mogli się spokojnie oddalić w stronę następnej konkurencji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Sty 03, 2017 4:05 pm

The member 'Bezimienny' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Sty 03, 2017 9:38 pm

UP nr 1

Kto by pomyślał, że jego pomysł naprawdę się sprawdzi?
Prędzej byłby w stanie uwierzyć, że zwierzę naprawdę zawróci i ponownie spróbuje zaatakować. O uniku słyszał wyłącznie z opowieści jednego z wojennych kompanów, który twierdził, że w ten właśnie sposób dawno temu udało mu się uchronić od bliskiego spotkania z rozjuszoną lochą w lesie. Nie wierzył do końca, aby sprawa miała rozwiązać się w tak banalny sposób, ale w tamtej chwili chyba po prostu nie miał innego wyjścia, a przynajmniej to zaproponowane przez Roberta (zanotował w głowie jego imię oraz stopień, lecz nic nie powiedział, gdy tamten mu je podawał) nie wydawało się najlepsze. Dobrze zresztą, że nie poszedł w jego ślady, bo choć zwierzę wkrótce odpuściło (widok młodego żołnierza przylgniętego do kory drzewa bardzo poprawił mu nastrój, szczególnie, gdy przypomniał sobie komentarze rzucone pod jego adresem w kwestii butów oraz zapinania guzików od koszuli), pamiątka po nim miała zapewne jeszcze przez jakiś czas przypominać biednemu Schüchternowi o radosnym spotkaniu w lesie. Może przynajmniej nauczy się przez to okazywać nieco więcej pokory.
- Jeśli jesteś w stanie iść, pospieszmy się, zanim pojawi się ponownie - zaproponował, gdy tamten w końcu raczył zejść na ziemię. Pobieżnie zerknął na nogę oraz mundur swojego nowego towarzysza, ale dopóki tamten nic nie mówił, nie potrafił ocenić, jak bardzo rozległa czy bolesna była rana. Dopiero po sygnale, że jest gotów, zerknął ponownie na mapę i jeszcze raz wyznaczył trasę dojścia do kolejnego stanowiska, mając nadzieję, że nic więcej już nie będzie ich opóźniać.
Byli o wiele bliżej niż poprzednio, a dodatkowo, gnani wizją ujrzenia kolejnego dzikiego zwierzęcia, naprawdę przyspieszyli nieco kroku. Teren jednak okazał się o wiele bardziej zdradliwi niż mogliby przewidzieć. Przedzieranie się przez błoto było ostatnią rzeczą, na jaką miał w tej chwili ochotę Hans, tym bardziej, gdy Robert przewrócił się, okazując się jeszcze bardziej niezdarny niż przewidywał. Wzniósł oczy ku niebu, zastanawiając się, dlaczego nie mogli dać mu kogoś innego. Równie dobrze mógł przecież spróbować dokończyć trening na własną rękę - przynajmniej nie musiałby wciąż odwracać się za młodym żołnierzem, który zdecydowanie zdawał się grać na jego niekorzyść.
Gdy szczęśliwie jego oczom w końcu ukazała się wyrzutnia oraz wiadro, a zaraz potem prawdopodobnie kolejny sędzia, w myślach odetchnął z ulgą. Pośpiesznie wydostał się z bajora i jeśli Robert potrzebował pomocy, i on podał mu rękę. Nie miał jednak czasu na zbyt długie roztrząsanie doznań związanych z marszo-przedzieraniem się, bo mężczyzna rozpoczynał już kolejną konkurencję. Zdążył tylko wyjąć broń, załadować i gdy balony uniosły się w górę, spróbował oddać trzy, może chociaż w miarę celne strzały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Sty 03, 2017 9:38 pm

The member 'Bezimienny' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Sty 03, 2017 9:54 pm

UP nr 1

Słowa mężczyzny sędziującego konkurencję dotarły do niego jakby dopiero po chwili, zbyt późno, gdy oddawał już kolejne strzały. Może dlatego właśnie okazały się one tak nieprzyzwoicie niecelne? Tak, to na pewno dlatego. W końcu żaden z nich nie strzelał do tej pory, Hans więc mógł tylko domyślać się źródła wystrzałów, o których wspominał sędzia, a to oczywiście doprowadziło go do Arthura, przez którego mimowolnie zadrżała mu dłoń, w której trzymał broń. Oczywiście jego yn jak zwykle wszystko musiał utrudniać, nawet jeśli nie było go w pobliżu. Był niemalże całkowicie pewny, że to dlatego zdekoncentrował się i nie trafił w swoje cele, jednocześnie ściągając na siebie śmiech prowadzącego. Jak dobrze, że nie było go wśród obecnych - fakt, że skompromitował się przed niemalże obcymi osobami był jeszcze do zniesienia, ale gdyby sytuacja ta miała miejsce na oczach jego syna... Nie chciał nawet myśleć, jak dalekosiężne skutki mogłoby to przynieść.
Czasu jednak było już niewiele, jego balony zaczynały coraz bardziej uciekać. Mruknął parę przekleństw pod nosem, po czym pośpiesznie spróbował oczyścić myśli z osoby Arthura, odetchnął i po raz kolejny spróbował wymierzyć i ponownie strzelił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Sty 03, 2017 9:54 pm

The member 'Bezimienny' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Czw Sty 05, 2017 8:00 pm

UP nr 3

- Aaaa! – krzyknął przerażony, gdy rozpędzony dzik chciał wlecieć w Roberta. Przed oczami miał całe swoje życie, myślał, że jeszcze nie ma żony, dzieci i umrze przez dziką bestię w sercu francuskiego, psia krew, lasu. Nie chciał umierać. Widział jak kły już są blisko, złapał się najbliższej gałęzi, ale nie zdążył podciągnąć nóg, a dzik już go zadrapał. Jak panienka wrzasnął z bólu, myśląc, że stracił  jedną z kończyn, ale gdy już usiadł na gałęzi, zobaczył, że to nic takiego. Głupio mu się zrobiło przed kompanem, więc zaczął mówić pod nosem, z jaką groźną bestią mieli do czynienia. Posłuchał rady starszego kolegi. Czym prędzej chciał się znaleźć na drugiej konkurencji, bo organizator treningu nie mówił o takich umileniach. Chciałby z nim porozmawiać i powiedzieć, co o nim myśli, ale jemu nie wypada. Dlatego przeklinał w myślach, że nie poszedł robić jako kucharz. Spokojny by był, a takiego dzika zrobiłby wędzonego. Nie sprawdzał nawet stopnia rozdarcia mundury, a gnał już przed siebie. Nie patrzył pod nogi i to był jego wielki błąd, bo nagle wpadł w błoto. Czuł je między zębami, za uszami, przy powiekach i na nich. Scheiße, warknął pod nosem, chwytając za pomocną dłoń. Nie przeszkadzał mu już ten szyderczy śmiech. Chciał koniec wszystkich atrakcji i odebrać medal za głupotę ochotnika. Dlaczego nie spytał kogoś innego, czy będzie pomagał Hansowi? Nim zdążył się otrzepać i jakoś usunąć część błota ze swojej twarzy, już miał strzelbę w dłoniach i zadanie bojowe przed sobą. Znowu przeklął pod nosem, próbując trafić w balony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Czw Sty 05, 2017 8:00 pm

The member 'Bagietka' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Czw Sty 05, 2017 8:12 pm

UP nr 3

Przez błoto na powiekach niewiele widział. Słyszał kolejne strzały, widział, że Hans wcale nie jest w lepszej kondycji od niego. Było mu zimno, a przez te roztopy nawet błoto miało dziwną konsystencję. Gdy pierwszy strzał padł z jego strzelby, widział kątem oka, że trafił w balon. Zaraz poczuł farbę na swojej głowie, która mieszała się z błotem, zaciekami otulała materiał munduru, a Robert nie wiedział, czy ma się zacząć śmiać, czy płakać. Spojrzał żałośnie na Hansa, ale i jemu nie udało się strzelić. Mieli drugą szansę i sędzia nie chciał dać mu dodatkowego czasu na jakiekolwiek uprzątnięcie swojej twarzy. Ponownie uniósł strzelbę, a gdy padł strzał z wyrzutni, strzelał na oślep, ile wlezie, byleby ustrzelić dwa balony. Ten las będzie śnił mu się po nocach. Wziął głęboki oddech, ale gdy wypuszczał powietrze poczuł, że farbę ma nawet na wargach i płatkach nosa. Miał dość, a nie byli nawet w połowie drogi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Czw Sty 05, 2017 8:12 pm

The member 'Bagietka' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Czw Sty 05, 2017 9:19 pm

mapa

Drużyna czerwona

Dzik pędził na Arthura, ale był na tyle daleko, że mieli czas na spokojnie wycelować w zwierzę. Bardzo gruba skóra nie pozwala go zabić. Może jakby była mniejsza odległość, to mogliby go zranić. Zarówno Arthur jak i Wolfgang trzymali się mocno strzelby, przeładowując kolejne naboje. Czy zużyją cały swój zapas i będą musieli prosić przy następnej konkurencji o uzupełnienie? Po kolejnym wystrzale dzik nagle odskoczył w bok. W końcu mógł usłyszeć hałas, a ten go przeraził. Przez przypadek wbił kły w drzewo, umożliwiając tym samym ucieczkę drużynie czerwonej. Zwierzę siłowało się z drzewem, zapewne zapominając już o dwóch mężczyznach, którzy stanęli mu na drodze.
Zarówno Arthur jak i Wolfgang mogli szybko sprawdzić mapę i biec w określonym kierunku. Teren nagle zmienił się w bagienny, przez co trudniej było stawiać kroki. But Wolfganga utknął w brązowej mazi, więc musieli na chwilę przystanąć, żeby się wydostać. W tym czasie zorientowali się, że pobiegli za daleko  i minęli drugą konkurencje. Na szczęście tuż po lewej stronie zobaczyli żołnierza opartego o drzewo. Przyglądał im się z zaciekawieniem.
- Panienki na zaproszenie czekają? – spytał znudzony, nie pomagając drużynie czerwonej wygrzebanie się z błota. Odszedł do dwóch wyrzutni z balonami, licząc na głos od dziesięciu w dół. Tyle mieli dokładnie czasu na dotarcie do jego stanowiska. Przedarli się przez błoto i już mogli wysłuchać zasad  - Dwa balony na łba – rozkazał, odpalając wyrzutnie.

Rzucacie kostką k6.
1: nie trafiłeś w ani jeden balon. Sędzia nie wie, czy ma się śmiać czy płakać, że taki koślawy z ciebie żołnierz. Do końca czasu napisz drugiego posta, rzucając ponownie kością. Masz jeszcze jedną szansę na zestrzelenie dwóch balonów. (1, 2 nieudane, 3, 4, 5, 6 udane)
2: tak skupiłeś się na celu, że balon pękł dosłownie nad twoją głową. Farba zalała cały mundur. Sędzia zaczyna się z ciebie śmiać, ale uznał cię za taką pokrakę, że pozwala spróbować ponownie i odpala z wyrzutni kolejne sześć balonów. Tym razem uważaj! (1, 2 nieudane, 3, 4, 5, 6 udane)
3: kichnąłeś akurat w tym momencie, gdy z wyrzutni wystrzeliły balony. Udało ci się zestrzelić tylko jednego. Próbujesz oszukać sędziego, że balon, który zaczepił się o wystające gałęzie drzew został przez ciebie zestrzelony. Bagietka rzuci kością, czy mężczyzna uwierzy w twoją bajkę.
Kości parzyste: to Twój szczęśliwy dzień, sędzia zauważa nabój obok drzewa i gratuluje ci celności.
Kości nieparzyste: za próbę okłamania sędziego zabierana wam jest mapa, kompas i jedna strzelba. Musisz pilnować przedmiotów kompana jak oka w głowie.
4, 5 - świetnie, zestrzeliłeś dwa balony i poprawnie przeszedłeś całą konkurencję.
6 - rewelacja! zestrzeliłeś ponad połowę balonów. Sędzia daje Ci zawiniątko, które pomoże w przyszłej konkurencji.


Drużyna fioletowa

Mówi się do dwóch razy sztuka. Żaden z członków drużyny fioletowej nie ustrzelił za pierwszym razem dwóch balonów. A dla żołnierzy Wehrmachtu powinna to być jedna z najłatwiejszych konkurencji. Może byli przyzwyczajeni do tego, że cel się nie rusza? Sędzia aż się załamał celnością Roberta. Pamiętał jak chodzili na spotkania, gdzie tłumaczono im zasady treningu, a następnie zabierali pary do konkretnych konkurencji. Myślał, że będą razem pilnować dwójki, ale jemu przypadła jedynka. Na początku się smucił, teraz jak na niego patrzył, to widział siedem nieszczęść. Kto taką niedorajdę  przyjął do Wehrmachtu? O ile za drugim razem Hans łaskawie zestrzelił dwa balony, tak Robert był oblany farbą, a w dodatku nie wykorzystał kolejnej szansy. Sędzia konkurencji się wyprostował, poprawiając pas w pasie.
- Wiesz, Robercie, co to znaczy – powiedział rzeczowo, wyciągając rękę – Zostajecie pozbawieni kompasów – czekał aż zarówno Hans jak i Robert zdadzą mu przedmiot. To znacznie utrudniało wędrówkę i przedostanie się do następnej konkurencji. – Dwadzieścia pompek – rozkazał, bo każda konkurencja miała swoją cenę. Im dalej, tym ta cena niestety wzrastała. Drużyna fioletowa musiała się teraz uważnie skupić na naturze, która będzie podpowiadała im, gdzie jest północ, a gdzie południe. Czekał aż mężczyźni skończą robić pompki, nucąc pod nosem piosenkę. Gdy usłyszał głośne „dwadzieścia”, rzucił w kierunku Arthura latarkę.
- Uważaj na tę niedorajdę – powiedział, puszczając ich wolno. Mogli zacząć iść do trzeciej konkurencji, ale czy na pewno zgadną, czy idą w dobrym kierunku? Gdy  tylko ruszyli w las, otuliła ich całkowita ciemność. Przed sobą nie widzieli nic, a gałęzie drzew upiornie skrzypiały pod wpływem wiatru. Gdyby nie latarka, musieliby iść na oślep.

Rzućcie kością k6, suma zdradzi wam wynik:
2, 3, 4 długo wam zajmuje odkrycie, gdzie znajduje się północ, a może wschód, czy zachód? Po dwudziestu minutach marszu słyszycie odgłosy wody. Za pomocą lornetki Arthura możecie dojrzeć, że jesteście przy jeziorze i szliście w odwrotnym kierunku. Przez długi, mozolny marsz chłód przedostaje się do pod mundur. Nie wiecie, ile dokładnie minęło, ale zanim znaleźliście się przy III konkurencji wstało już słońce. ( - 1 do kości przyszłej)
5, 6, 7, idziecie w złym kierunku, ale zorientowaliście się po dziesięciu minutach marszu. Odczuwacie wyziębienie organizmu i niestety musicie zawrócić. Krążycie wokół II konkurencji, aż sędzia krzyczy do was, że jesteście skończonymi idiotami. Palcem wskazuje wam kierunek drogi i sprawnie znajdujecie się przy III konkurencji.

8, 9, 10, 11, 12 osoba o niższej kości doskonale pamięta, jak rozpoznać kierunki za pomocą natury. Słońce już wstało, więc gwiazda polarna nie wskaże wam północy, ale znacie inne wskazówki. Szybko znajdujecie się przy III konkurencji, uzmysławiając sobie, że ten kompas nie był wam do niczego potrzebny. Zdobyliście w końcu coś cenniejszego, latarkę, która pomogła wam się przedostać przez ciemności.

| Przepraszam Was bardzo za to opóźnienie! Ruszamy już z kopyta. Czas na odpis jest do 7.01 do końca dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Czw Sty 05, 2017 10:32 pm

Zaciskałem palce na strzelbie tak mocno, że aż pobielały mi knykcie; kurczowo trzymałem się jedynego przedmiotu, którym mogłem się bronić. Podążałem wzrokiem za rozsierdzonym strzałami zwierzęciem i niemalże zapomniałem o mruganiu, nie chcąc przegapić ani jednej szansy na to, aby oddać idealny (a przynajmniej celny) strzał. Dlatego też nie odrywałem spojrzenia od dzika - nie miałem więc pojęcia, jakie emocje towarzyszą mojemu kompanowi z przypadku, aczkolwiek mogłem się jedynie domyślać, że tak jak i ja, musiał mieć nietęgą minę. Niemniej jednak okazało się, iż nasze wysiłki nie poszły na marne - skonfundowane kakofonią dźwięków zwierzę wbiegło w drzewo z takim impetem, że zastanawiałem się, czy dzik czasem go nie powali - na nasze szczęście (to naprawdę graniczyło z cudem) zatopione w korze kły uniemożliwiły stworzeniu przemieszczanie się.
To była nasza jedyna nadzieja - musieliśmy zdążyć uciec, zanim szamoczące się zwierzę uwolni się i w końcu nas dopadnie.
Żadne z nas nie musiało mówić tego na głos - po prostu rzuciłem Arthurowi spojrzenie, z którego dało się wyczytać absolutnie wszystko; stanowiło ono jednocześnie komendę do odwrotu. Jak najszybszego.
Nie oglądając się za siebie lekko drżącymi z nadmiaru kotłujących się we mnie emocji rękami wyciągnąłem mapę, a następnie kompas i upewniłem się, byśmy ruszyli w dobrą stronę. Z początku biegłem - ale po kilku minutach nieco zwolniłem, przechodząc w trucht, abym mógł uspokoić oddech. Fantastyczny początek, nie ma to jak niespodzianka, której z całą pewnością nie uwzględnili w swych planach treningowych organizatorzy. Ot, podarunek lasu.
To była wielka improwizacja, ale cieszyłem się jak głupi, że nic nam się nie stało. Bo naprawdę niewiele brakowało, by dzik zatopił kły nie w drzewie, lecz skórze któregoś z nas.
Mlaskające błoto zupełnie mi nie przeszkadzało - co prawda było nieco ślisko, ale wydawało mi się, że mam na tyle solidne buty, iż z całą pewnością poradzą sobie z niedogodnościami terenu - co najwyżej ucierpi wygląd skóry, ale to było w tym momencie ostatnie z moich zmartwień. Zbyt beztrosko podszedłem jednak do dziarskiego przemierzania podmokłych terenów - z każdym kolejnym krokiem robiło się coraz trudniej, a w pewnym momencie na nic zdały się moje próby ostrożnego poruszania się po tym grzęzawisku - jeden z moich butów utknął i za nic nie mogłem go wyciągnąć. Z perspektywy Arthura wyglądało to zapewne idiotycznie, bo aż poczerwieniałem na twarzy, próbując wydostać lewą nogę. Ostatecznie udało mi się to zrobić, ale nie jestem pewien, ile czasu straciliśmy przez ów felerny (kolejny) prezent od losu.
Jak na złość okazało się, że na dodatek przeszliśmy już miejsce drugiej konkurencji, więc niepotrzebnie nadrobiliśmy drogi i teraz musieliśmy się wrócić. Szedłem tak szybko, że trudno to było odróżnić od biegu - odrobinę zziajany dotarłem w końcu wraz z Arthurem do wyznaczonego punktu.
Niech to szlag…
Znowu strzelanie.
Niemniej jednak zdecydowanie wolę mieć za cel balony niż pędzący w moją stronę dwustukilogramowy taran.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Czw Sty 05, 2017 10:32 pm

The member 'Wolfgang von Liebenfels' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   

Powrót do góry Go down
 
Las Rambouillet
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Obrzeża-
Skocz do: