IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Las Rambouillet - Page 3


Share | 
 

 Las Rambouillet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Las Rambouillet   Nie Lip 31, 2016 10:52 am

First topic message reminder :



Las Rambouillet

Położony na zachód od Paryża, zajmuje prawie 200 km² powierzchni. Na jego skrajach wybudowano parki, a do serca lasu nie zapuszcza się nikt, kto nie ma takiej potrzeby.

Chodzą słuchy, że gdzieś tutaj ukrywają się partyzanci, a okoliczna ludność powtarza także plotkę, jakoby naziści składowali swoje skarby w leśnych ziemiankach. Powszechne są też legendy o prawdziwych bestiach, jakie zamieszkują te tereny, ale prawda jest taka, że nigdy nie widziano tu nic większego od jelenia.

Tajemnic tego miejsca strzegą setki tysięcy drzew, strumyki, rzeczki i polany, a fauna i flora sowicie nagradza swoimi widokami każdego, kto przyszedł tu wypocząć. Jeśli masz inne zamiary, kto wie, czy Matka Natura nie postanowi ich pokrzyżować?




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sob Sty 07, 2017 9:37 pm

UP nr 2

Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek wcześniej zwierzę wywołało w nim tak nagłą i ogromną falę strachu. Świadomość, iż pędziło prosto na niego i dzieliły ich wyłącznie sekundy, zanim albo zostanie przez niego ugodzony albo, jakimś cudem, uda im się powstrzymać dzika i w końcu, po dość długim jak mu się wydawało opóźnieniu, przejść do następnego zadania.
Robił co mógł, celując w poruszające się zwierzę i miał nadzieję, że jego towarzysz robi dokładnie to samo. Wystrzeliwał ze swojej broni nabój za nabojem, nie patrząc już nawet, czy któreś z nich trafiały w dzika czy też zupełnie mijały się z celem, ani nie zwracając uwagi na to, jak wiele ich marnuje. W tamtej chwili nic poza powstrzymaniem rozjuszonego zwierzęcia nie wydawało się dla Arthura ważniejsze, nawet świadomość, iż jego ojciec mógł być już daleko przed nimi, zbliżając się coraz bardziej do mety podczas gdy oni wciąż nie rozpoczęli jeszcze drugiej konkurencji.
Fakt, iż dzik zamiast uderzyć w niego nagle, dzięki głośnemu dźwiękowi wystrzałów, zboczył z obranej przez siebie trasy wbił się kłami w drzewo, można było uznać tylko i wyłącznie za cud i tym też zamierzał kierować się Arthur, gdy spoglądał na Wolfganga i w ciągu jednej sekundy odwracał się, biegnąc za nim przez las i nie zamierzając zadawać żadnych pytań. Poruszał nogami jak najszybciej, pragnąc możliwie jak najbardziej oddalić się do rozwścieczonego dzika i pozwolić sobie na chwilowe ochłonięcie i spadek adrenaliny, która teraz wraz z krwią krążyła w jego żyłach, przyspieszała jego oddech oraz bicie serca, które jak dopiero się zorientował waliło niczym młot pod warstwą skóry i kości. Widząc, iż jego towarzysz wyciągnął już mapę i kompas, Vogel nie zamierzał robić tego samego, skupiając się w biegu na zharmonizowaniu tempa oraz oddechu, całkowicie ufając w umiejętności mężczyzny. Wkrótce jednak teren zmienił się w dość bagnisty i obaj musieli zwolnić, jeśli nie chcieli wkrótce wylądować twarzami w gęstej, brązowej mazi. Ubranie Arthura i tak nie było w idealnym stanie, jednak póki co jego umysł był zbyt zajęty mocowaniem się z dzikiem, aby przywiązywać wagę do stanu jego kurtki i spodni. Poruszając się do przodu zauważył nagle, iż Wolfgang w którymś momencie przestał iść u jego boku, a gdy obejrzał się w tył zauważył, jak mężczyzna próbuje wydostać się z gęstego błota, w którym ugrzązł jego but. Przystanął, przedostając się w jego stronę z zamiarem pomocy, jednak dotarł tam w momencie, w którym Wolfgangowi udało się uwolnić swoją nogę, będąc gotowym do dalszej drogi.
Gdy okazało się, że minęli już stanowisko z drugą konkurencją, Vogel westchnął cicho, trochę poirytowany wszystkimi niezbyt sprzyjającymi zbiegami okolicznościami, które jedynie oddalały ich od wygranej. Nie zamierzał jednak tego komentować, nie była to przecież wina żadnego z nich, a jedynie losu, który tego dnia najwyraźniej nie stał po ich stronie. Na szczęście, albo nieszczęście, zza jego pleców odezwał się nagle męski, niespecjalnie przyjazny głos. Nie mieli wiele czasu, aby dotrzeć do stanowiska, szczególnie w panujących dookoła warunkach, jednak tym razem jakoś im się udało i już po chwili Arthur przygotowywał broń, gotowy do zestrzelenia dwóch balonów. Zadanie nie wydawało się aż takie trudne, ale patrząc na wszystko, co już dzisiaj stanęło im na drodze, Vogel nie zdziwiłby się, gdyby pomimo wszystkich umiejętności nie udało mu się trafić w ani jeden.


Ostatnio zmieniony przez Bezimienny dnia Sob Sty 07, 2017 9:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sob Sty 07, 2017 9:37 pm

The member 'Bezimienny' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sob Sty 07, 2017 11:10 pm

UP nr 1

Jego przeczucia nie były więc bezzasadne. Gdy tylko finalnie odpędził się od myśli krążących wokół Arthura oraz tajemniczych strzałów, o których wspominał sędzia, jednocześnie skupiając uwagę na coraz wyżej ulatujących celach (zupełnie niczym złudne marzenia o wielkiej wygranej będące coraz bardziej poza zasięgiem jego ręki), konkurencja okazała się o wiele bardziej przystępna niż mogłoby zdawać się na początku. Wszak członkostwo oraz stopień majora nie były mu dane ot tak, niosły przecież ze sobą pewne zobowiązania - gdyby nie udało mu się trafić choćby jednego celu, najpewniej nieprędko pokazałby się w siedzibie z dumnie uniesionym wzrokiem i dotychczasową pewnością siebie. Żołnierski półświatek wbrew pozorom nie był na tyle rozległy, a jego brak zdolności strzeleckich zapewne obiegłby cały Paryż szybciej, niż on sam dotrwałby do ostatniej konkurencji.
Dobrze więc stało się, że przynajmniej dwa z trzech balonów nieco wolniej unosiły się w górę. Dzięki temu Hans w porę zdążył wymierzyć i kilkoma szybkimi ruchami zestrzelić ruchome cele. Przez chwilę łudził się jeszcze, że zdąży zniszczyć również ostatni, usiłując wymierzyć również do niego przez parę kolejnych sekund, lecz tuż przed naciśnięciem spustu zdecydował, że to już i tak bez sensu. Może kule przydadzą się jeszcze do kolejnego zadania, szkoda byłoby stracić je na coś, co prawdopodobnie nie miało żadnych szans na powiedzenie.
Ledwie zdążył opuścić do tej pory wyciągniętą w górę rękę, a usłyszał komentarz sędziego, który już zwracał się do Roberta. Do tej pory nie interesował się, jak jego towarzyszowi wychodzi strzelanie i to prawdopodobnie był kolejny błąd, który popełnił od momentu, gdy zgodził się, aby tamten towarzyszył mu zamiast Matthiasa. Ściągnął brwi, wlepiając poirytowane spojrzenie w młodego żołnierza, tym razem zamierzając nawet przyłączyć się do ogólnych śmiechów oraz szykan (zupełnie jakby sam zapomniał, że przy pierwszej próbie nie ustrzelił ani jednego balona). Jednak kara w postaci pozbawienia kompasów skutecznie zamknęła mu usta, wypełniając je niewypowiedzianą złością. Zgodnie z poleceniem oddał swój, tym razem omijając spojrzeniem Roberta i zamierzając odejść najszybciej, jak to tylko możliwe, jednak dwadzieścia pompek, do których zrobienia został zmuszony i on, i tak miało opóźnić ich odejście.
Irytacja Hansa narastała więc z każdą chwilą, gdy, zmuszony do pokutowania za nieswoje winy, musiał przełykać gorycz tak zwanej odpowiedzialności zbiorowej. Przez myśl przemknął mu już nawet pomysł porzucenia Roberta gdzieś w lesie (może skoro nie strzelał tak dobrze, nie miał też dobrego rozeznania w terenie?) i samego dokończenia treningu, ale obawiał się, że przyznają mu ujemne punkty za zgubienie towarzysza. Podobno w tym całym treningu chodziło też o pracę zespołową.
Kiedy w końcu skończyli i wyruszyli w dalszą drogę, uprzednio podsumowując ciszą słowa sędziego, które niepotrzebnie dolewały tylko oliwy do ognia. - Powiedz chociaż, że choć trochę znasz się na wyznaczaniu kierunków - niemalże poprosił, wyprzedzając młodego żołnierza i wyciągając latarkę, która miała im pomóc w rozeznaniu się w terenie, gdy otuliła ich ciemność. Usiłował przy tym odnaleźć mech rosnący na drzewach, jednak w lesie ciężko było o samotnie rosnące rośliny. Szukał więc mrowisk, usiłował obserwować pochylenie drzew byle tylko zorientować się, czy idą chociaż w dobrą stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sob Sty 07, 2017 11:10 pm

The member 'Bezimienny' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Nie Sty 08, 2017 8:37 am

UP nr 3

Jak miał ustrzelić te dwa balony, gdy na całej twarzy miał mieszankę farby i błota?! Nie widział wiele, rzęsy miał posklejane, zewnętrzny kącik powieki przykleił się do skóry, przez co ledwo mógł otwierać oczy. Śmiechy i szydercze komentarze mógł znieść. W Wehrmachcie był przygotowany na cierpienie psychiczne. Działo się wiele rzeczy, a niektóre on sam musiał powodować. Uczyli ich bezwzględności, wykonywania rozkazów bez skrupułów. Mógłby słuchać tych drwin godzinami, bo omijały jego uszy. Na wszystko miał wymówkę, strzelba się zacięła, niska widoczność, brak ostrzeżenia przez wypuszczeniem balonów. Zabolało go najmocniej zabranie kompasu. To znacząco obniżało ich szansę, zwłaszcza w tak ciemnym i niebezpiecznym lesie!
- Nie, nie - powiedział buntowniczo, chociaż widział, że Hans składa w dłoniach najcenniejszy z ich przedmiotów. - Po starej dobrej znajomości, po starej dobrej znajomości - mówił jak mantrę, ale sędzia był nieugięty. Kazał im jeszcze robić pompki! Jemu! Temu, który też sędziował, ale z oczywistych względów musiał pójść dalej. Był wściekły, a ten gniew stał się jego siłą napędową. Już nie chciał tylko skończyć wyścigu, pragnął go wygrać, aby pokazać wszystkim, że się mylą.
Naburmuszony jak nastolatka zaczął iść dalej i nawet nie chwycił za mapę, bo spowiły ich całkowite ciemności. Zaczął pociągać nosem, idąc przed siebie, bo co innego miał zrobić. W końcu sobie przypomniał, że kierunki można było wyznaczać, od tego, co jest na drzewie. Stąd kazał Hansowi poświecić i uważnie obserwował korę. Jeszcze raz spojrzał na mapę. W bliżej nieokreślonym kierunku wskazał najbardziej zaciemnione miejsce w lesie.
- Tam - warknął do kolegi, bo gniew nie mijał. Był wyjątkowo niepomocnym kompanem. Już chciał powiedzieć, że to jego wina, że Schulz ma poważną kontuzję, ale ugryzł się w język. Musieli dojść do trzeciej konkurencji i być w połowie tego wyścigu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Nie Sty 08, 2017 8:37 am

The member 'Bagietka' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Nie Sty 08, 2017 9:20 am

mapa

Drużyna Czerwona

Dla żołnierzy Wehrmachtu strzelanie nie powinno być konkurencją, a dopiero rozgrzewką. Sędzia był wręcz zniesmaczony, że udało im się zestrzelić tylko dwa balony. On na pewno by strzelił więcej! Wzruszył ramionami jakby nie dokonali żadnego wyczynu i nie gratulując im nawet przejścia konkurencji, oparł się o drzewo, zaczynając dłubać sobie w zębach. Dla Arthura oraz Wolfganga to był wystarczający znak, że nic tu po nich. Nie wiedzieli, gdzie znajduje się drużyna przeciwna, ale czas grał tylko na ich niekorzyść.
Weszli w ciemnym las, którego korony drzew pokładały się na ziemi. Musieli się czołgać, aby przejść ciasnym tunelem dalej. Ścieżka wydawała się na tyle nieprawdopodobna, że miała również swoje odgałęzienia. Widać było, że tunelem poruszają się zwierzęta. Część gałęzi nieprzyjemnie wbijała się w ciało, bo ani Wolfgang ani Arthur nie byli rozmiarów małego dzika czy sarenki. Czy dobrze wyznaczą kierunek i przedostaną się tunelem wprost na trzecią konkurencję?

Rzućcie kostką k6. Suma wskaże efekt.
2, 3, 4  – gałęzie dosłownie zrywają z was ubrania, ledwo mieścicie się w ciasnym tunelu, a ciężkie korony drzew w niektórych miejscach całkowicie blokują przejście. Osoba o niżej kości, a w przypadku takich samych oczek, Bagietka rozstrzygnie kto, zostaje zaklinowana w jednym miejscu. Nie może ruszyć dalej nogą i dopiero pomoc drugiej osoby gwarantuje uwolnienie się. Niestety, przez to macie olbrzymie opóźnienie, a stopa bardzo boli. Mimo wszystko, możecie iść, a raczej czołgać się dalej, ale wolniej. Docieracie do III konkurencji po dłuższym czasie, a we włosach i na ubraniu macie zaplątane małe gałązki, na wpół zgniłe liście. (-1 do przyszłej kości dla osoby z urazem)
5, 6, 7, obydwoje dostajecie ataku klaustrofobii i słyszycie gwałtownie łamanie się gałęzi, panika nie pozwala wam iść dalej. Jeśli ktoś z pary ma wyższą kość, ten popycha swoje kompana i zachęca, aby zaczęli działać. W końcu dźwięki cichną, a strach odchodzi na chwilę w nieznane. Macie opóźnienie, ale powoli, cały czas się czołgając docieracie do III konkurencji.
8, 9, 10, - czołganie jest mozolne i okrada was z czasu, nie widzicie jednak innej możliwości, więc wpatrując się w mapę przemierzacie kolejne ścieżki. Bolą was już łokcie i kolana, ale nie macie żadnej poważniej kontuzji. Otarcia pojawiają się na mundurze, a zanim zdążycie się zorientować już widzicie prześwit i znajdujecie się na III konkurencji.
11, 12 – nie wchodzicie do tunelu z trosce o kontuzje. Decydujecie się przemierzać las po gałęziach i między koronami drzew. To się okazuje najlepszym rozwiązaniem, bo znajdujecie prześwit, który ukazuje się skrótem do III konkurencji.


Drużyna fioletowa

Zabranie kompasu było jedną z najgorszych kar, ale trening miał nie tylko uczyć walki z terenem, swoimi słabościami, ale także współpracy. Bez porozumiewania się i uważnego obserwowania otoczenia, nie skończą żadnej konkurencji. Mogli nie być tego świadomi, ale cały czas ktoś ich obserwował. Ocena nie obywała się tylko na stanowisku konkurencji. Na szczęście w końcu wyklarował się podział w drużynie fioletowej, Hans był o wiele lepszy w manualnych rzeczach, ale za to Robert był lepszym obserwatorem. Udało im się przemierzyć odcinek do czwartej konkurencji bez żadnych problemów, a nieposiadanie kompasu przestało być karą.
Sama konkurencja znajdowała się tuż przez wzgórzem na wysuszonej polanie. Zima siała spustoszenie i nawet po tym polu było widać, że ciężko będzie ze zbiorami w przyszłych miesiącach. Przed nimi stał czołg oraz wielu żołnierzy. Każdy z nich miał minę znudzoną, pozbawioną jakiejkolwiek radości z życia. Musieli na nich długo czekać i o ile sami uczestnicy treningu przyszli na piątą, organizatorzy mieli za sobą ciężką, bezsenną noc. Jeden z nich, z najwyższym odznaczeniem wojskowym, wyszedł w stronę Hansa i Roberta.
- Jeden kieruje, drugi strzela, tam na wzgórzu macie murek – pokazał niekulturalnie palcem, odwracając się za siebie. Czołgiem trzeba było wykręcić i wycelować, ale sprawa nie była taka prosta jak się wydawało. Taką maszynerią nie wjedzie się na strome wzgórze, więc celować trzeba było stąd. Dwóch żołnierzy wystąpili z rzędu. Jeden  podawał strzelbę, drugi zaś kluczyki do czołgu.

Od was zależy decyzja, kto co będzie robił. Szanse są równe, a kość k6 o wszystkim zadecyduje
Kierujący:
1, 2, 3, nieudana próba, czołg jest źle wycelowany, musisz spróbować ponownie (wówczas szanse rozkładają się 2 nieudane, 4 udane)
4, 5, 6 to było nie lada wyzwanie, ale udaje ci się stanąć tak czołgiem, że strzelec miał olbrzymią szansę wycelować w mur.
Strzelec:
1, 2,3, pierwszy nieudany strzał, ale tu nikt was nie rozlicza z prób. Dostajesz pozwolenie na drugą próbę. (wówczas szanse rozkładają się 2 nieudane, 4 udane)
4, 5, 6 nabój uderza w mur i rozwala go na drobny mak. Kilka cegieł aż przeturlało się ze wzgórza na polanę. Dobra robota!


| Czas na odpis: 9.01 do końca dnia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pon Sty 09, 2017 9:10 pm

UP nr 1
przepraszam za lamiasty post znowu :c

Sam przed sobą musiał przyznać, że nie ufa Robertowi. Jako jeden z organizatorów powinien wykazać się choćby minimalnymi zdolnościami wymaganymi podczas treningu, podczas gdy zawalił dość łatwe, podstawowe zadanie, na którym opierała się praca w wojsku. Hans obawiał się, że wraz z kolejnym przemierzonym krokiem, może być już tylko gorzej - mógł tylko zgadywać, że najłatwiejsze zadania pozostawiono na początek, ale jeśli miał rację, najgorsze było jeszcze przed nimi. Oby tylko nie skończyło się to wszystko jego wizytą w szpitalu, co chyba było bardzo prawdopodobne, patrząc na to, jak świetnie wychodziła im ta słynna praca zespołowa.
Dobrze chociaż, że obydwoje byli zdenerwowani. Vogel przynajmniej wiedział, że jego towarzysz ma jakikolwiek honor (choć z jego honorem Hans w ogóle nie zaciągałby się do wojska) i że sytuacja, w jakiej się znaleźli, nie odpowiada i jemu. Może była to zapowiedź jakiejś zmiany, bo już wkrótce, czyżby w ramach rekompensaty?, ponownie spróbował swoich sił, tym razem usiłując wybrać właściwy kierunek. Vogel dość niechętnie spoglądał na wskazany przez niego kierunek, bo choć zbytnio nie znał się wyznaczaniu stron świata, to jednak jego przeczucie mówiło, że nie powinni iść w tamtą stronę. Zatrzymał się więc najpierw, może zbyt otwarcie manifestując swój brak zaufania, lecz kiedy Robert, bez względu na jego zdanie zaczął oddalać się coraz bardziej, zagłębiając w gęsty las, po prostu musiał w końcu ruszyć za nim.
Na szczęście, bo choć strzelanie nie było jego mocną stroną, tak najwidoczniej orientację w terenie miał o wiele lepszą niż Hans. Ten zdziwił się, gdy po paru metrach marszu w zupełnej ciszy, dotarli w końcu do oznakowanego, czwartego stanowiska. Nie zamierzał mówić tego na głos, ale w myślach musiał zwrócić mu honor - ten jeden raz udało mu się w końcu pomóc im zwycięsko wyjść z opresji, a kto wie, może tym razem nagrodą za pomyślne zakończenie konkurencji będzie zwrot kompasu?
Opis kolejnego zadania należał do niezwykle trudnych i zawiłych, więc Hans pośpiesznie zabrał kluczyk, tym samym niejako wyznaczając ich role. Potem, nie chcąc tracić czasu, energicznym krokiem przemierzył odległość dzielącą go od czołgu, po czym wszedł do środka.
Nie żeby wcześniej miał jakąkolwiek styczność z jazdą czołgiem. Musiał opanować tę umiejętność w ciągu zaledwie paru minut, a ilość drążków zdecydowanie temu nie sprzyjała. Przeczytał więc napisy umieszczone na pulpicie, odnajdując to, co potrzebne było do jazdy do przodu oraz skręcania. Dopiero potem powoli i bardzo ostrożnie odpalił czołg i spróbował ruszyć go do przodu.


Ostatnio zmieniony przez Bezimienny dnia Pon Sty 09, 2017 9:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pon Sty 09, 2017 9:10 pm

The member 'Bezimienny' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pon Sty 09, 2017 9:25 pm

UP nr 2

Szczerze mówiąc, niespecjalnie zdziwił go fakt, iż następna konkurencja poszła im aż tak dobrze. Wolał nawet nie myśleć o reakcji oceniającego go z boku mężczyzny, który z pewnością wybuchłby śmiechem, gdyby nie udało im się trafić w ani jeden balon. Cóż, Arthur miałby wówczas sam problem ze spojrzeniem w lustro następnego ranka, mając poczucie, iż wszystko to, co przecież ćwiczył przez dość długi czas, nie miało większego znaczenia, gdy przychodziło do strzelania nie tyle do żywych celów, a jedynie unoszących się w powietrzu i powoli poruszających się balonów. Był z siebie dumny i wiedział, że w głębi serca jego ojciec również czułby to samo, gdyby tylko miał okazję obserwować poczynania syna w tym jednym momencie. Mimo wszystko Vogel cieszył się, że Hansa nie było obok, bo wystarczyło mu iż doskonale potrafił wyobrazić sobie rzucane przez niego komentarze, które zamiast motywować go do działania raczej go rozpraszały i wyprowadzały z równowagi. Co, jeśli miał być szczery, odbiłoby by się na jego wynikach i przyniosło pogadankę, na którą mógłby jedynie przewrócić oczami, nie za dobrze udając, iż słowa Hansa mają dla niego jakiekolwiek znaczenie.
Ku jego radości, Wolfgang poradził sobie równie dobrze i, nie zaszczyceni ani jednym słowem ze strony żołnierza, po dość krótkiej chwili mogli już ruszyć w dalszą drogę. Arthur wyciągnął więc z kieszeni kurtki mapę oraz kompas, starając się obrać odpowiedni kierunek, mając wielką nadzieję, iż po drodze nie natkną się znów na rozwścieczonego dzika bądź inną, niezbyt przyjemną niespodziankę, którą mógłby szykować dla nich las. Powoli odzyskiwał dobry nastrój i chciał, aby utrzymał się on aż do końca, gdy z uśmiechem będzie mógł tryumfować nad swoim ojcem, wciąż nie tracąc nadziei, iż jakimś cudem uda im się nadrobić czas, który stracili.
- Chociaż raz los jest dzisiaj po naszej stronie – rzucił swobodnie, uśmiechając się w stronę swojego towarzysza – Oby tak dalej – dodał na chwilę, przed tym, gdy zanurzyli się na powrót w gęsty las, który już wkrótce zmusił ich do położenia się na ziemi i czołgania się z dość zaskakującej jak na poranek ciemności. Vogel musiał przyznać, iż owe warunki dość skutecznie starły mu uśmiech z twarzy, gdy czuł jak ostre gałęzie smagają jego ciało, zahaczają o skórę, a błoto zostawia na świeżo wypranym mundurze ciemne, brązowe ślady, z których wypraniem będzie się musiał później zmagać. Parę razy rzucił pod nosem przekleństwem, mając poczucie, iż to powolne tempo, które zmuszeni byli obrać, działało na ich niekorzyść i oddalało coraz bardziej od zwycięstwa. Oczywiście, nie miał pojęcia, na jakim etapie treningu znajduje się drużyna przeciwna, jednak podejrzewał, iż jeśli nie są na równi, z pewnością nie zostali daleko w tyle, a raczej znacznie ich wyprzedzali. Ich możliwości w tej chwili były jednak dość ograniczone i bez względu na to, jak bardzo by się starał, sięgające ziemi gałęzie uniemożliwiały im normalne poruszanie się. Rozgałęzienia drogi zdecydowanie nie ułatwiały sprawy i przez większość czasu, rzucając krótkie spojrzenia na mapę i kompas, Arthur kierował się po prostu własnym przeczuciem i intuicją, która jak dotąd jeszcze go nie zawiodła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pon Sty 09, 2017 9:25 pm

The member 'Bezimienny' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pon Sty 09, 2017 11:40 pm

Kolorowa plama poderwała się do nieba tak szybko, jakby wiedziała, że to jej jedyna szansa na to, aby przeżyć. Z beznamiętnym wyrazem twarzy, pogrążony w całkowitym skupieniu (by przynajmniej tym razem się nie zbłaźnić) przymykam jedno oko i wycelowuję. Czerwień wzbija się w chmury, ale nim balonowi udaje się ulecieć zbyt daleko, trafiam. Raz, a potem drugi, wykonując w stu procentach powierzone mi zadanie. Co prawda próbuję ustrzelić przynajmniej jeszcze jeden, jednak nie udało mi się wyrobić w czasie - moje kolejne cele poszybowały w przestworza; teraz stanowią już tylko kontrastujące z błękitem firmamentu kropki.
Nie zdziwił mnie brak pochwał - nie oczekiwałem ich, już samo milczenie i powstrzymanie się żołnierza przed szydzeniem ze mnie bądź mojego towarzysza… cóż, traktuję jak mały tryumf. Po chwili, gdy widzę radość wymalowującą się na twarzy Arthura, odrobinę udziela mi się jego nastrój. Może najgorsze mieliśmy już za sobą i po fatalnym początku szczęście, które zaczęło nam towarzyszyć, zostanie przy nas jeszcze chwilę?
-Po rozgrzewce z dzikiem nie spodziewałem się niczego innego, musiało nam pójść dobrze - odparłem, wyginając usta w półuśmiechu. Teraz mogłem już z tego żartować, choć jeszcze kilkanaście minut temu nie było mi do śmiechu, bo niemalże czułem fantomowy oddech zwierzęcia na swoim karku.
Wprawdzie tym razem los faktycznie był po naszej stronie, jednak dzisiaj utwierdziłem się w przekonaniu, że musi być kobietą, bowiem amplituda zmian jego zachowań i kapryśność przyprawiała mnie o ból głowy. Po cichu liczyłem na szczęście, acz zdrowy rozsądek podpowiadał, że po tej konkurencji powinienem spodziewać się kolejnego elementu zaskoczenia.
Cóż, nie rozczarowałem się. Nie mogło być zbyt łatwo. Mikroskopijnych rozmiarów tunel wyścielony dywanem z runa leśnego nie wyglądał zachęcająco - wcale nie byłem pewien, czy się w nim zmieszczę, chociaż nie należę przecież do przesadnie rozbudowanych mężczyzn. Niemniej jednak chyba nie było innego wyjścia?
Zerknąłem na mapę, by upewnić się, czy aby na pewno dobrze idziemy, ale ku mojemu rozczarowaniu wyglądało na to, że tak.
W ramach urozmaicenia czas się trochę poczołgać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pon Sty 09, 2017 11:40 pm

The member 'Wolfgang von Liebenfels' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Sty 10, 2017 8:55 pm

Jeśli nie dam rady z drugim postem dzisiaj, to pojawi się on w okolicach 7 rano. Przepraszam Was za to opóźnienie, praca żyć nie daje!

UP nr 3

Oczekiwał oklasków, dowodów uznania. Nie wystarczyłoby mu mruknięcie i niewinny uśmiech. Jego kompan, jakkolwiek miał na imię, wątpił w zdolności. Robert był młody, jeszcze swoją głupotą chciał zbawić świat i wierzył, że zrobi to szybko oraz bezboleśnie. Kolejne dni w wojsku uczyły go pokory, a dowódcy zabijali w nim marzenia. Trening miał być prostym oraz krótkim zadaniem, który dodatkowo stanowił krok milowy w jego karierze. Robert nie przypuszczał, że przyjdzie mu brać samemu w nim udział. Bał się, miał wiele wad, a zalety nie były wykorzystywane w masowych zajęciach. Znał się na roślinach, gwiazdach. Chciał nauczyć się nawet przewidywania pogody, co w Luftwaffe wydawało mu się jednym z najważniejszych wymagań. Tymczasem był po prostu jednym z wielu, który nie miał prawa się wyróżniać.
Poczuł się oszukany, gdy jego kompan wcale nie pogratulował mu walki z naturą bez kompasu. Chciał go zostawić jak obrażona nastolatka, ale przypomniał sobie, że i on może mieć z tego tytułu nieprzyjemności. Gdy dotarli do czwartej konkurencji, chciał poprosić jednego z sędziów, aby się z nim zamienił. Wolał odmrożony tyłek niż walkę z kolejnymi przeszkodami. Omal nie został zabity przez dzika, na mundurze miał błoto i farbę. Czyhały na niego same nieszczęścia, a mapa mówiła, że będzie ich jeszcze więcej. Mamrotał pod nosem same przekleństwa, ale i ta konkurencja nie chciała na niego chociaż chwilę poczekać. Farba prawie płatami odchodziła razem z błotem, a to co zdążyło się wsiąknąć, było zapewne nie do doprania. Zaczął się jąkać, że jak to mają czołg przestawić. Bał się, że złamie jedną z dźwigni i skończy się na rozwaleniu sprzętu. Wizja strzelania wydawała się jeszcze gorsza, więc spojrzał na swojego kompana z zakłopotaniem w oczach. Chciał kibicować mu, gdy motał się z czołgiem, ale taka grobowa atmosfera zabijała przyjazne instynkty. Gdy czołg został poprawnie ustawiony, Robert musiał wcelować w mur. To zadanie było gorsze od poprzedniego. Tu ledwo widział te cegły, a po drugie odległość robiła swoje. Sterowanie działem czołgu nie było proste. Potrzebował nie tylko siły, ale także skupienia. Ile będą mieli szans? Nie chciał znów okazać się pokraką. Czekało go trudne zadanie. Wystrzelił, a wraz z nim, wstrzymał oddech. To podobno pomagało wycelować. Podobno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Sty 10, 2017 8:55 pm

The member 'Bagietka' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Sty 10, 2017 9:06 pm

UP nr 3

Rozproszył go czyiś śmiech. Odbijał się echem od metalowych ścian w tej puszce. Wrzasnął, że ma nastać cisza, tu i teraz, aby nawet las nie odważył się zaszumieć. Czas mijał, słyszał jego tykanie. Czuł oddech nadchodzącej wskazówki na swoim karku, a ten mur ani drgnął. Nie wiedział, gdzie strzelił. Widział tylko brak jakiegokolwiek efektu. Podobno mógł strzelać do woli, ale on nie chciał tak. Miało w końcu być dobrze, miał nie wiać wiatr w oczy nam. Nie chciał strzelać, nie potrafił strzelać. To nie było to samo co samolot. Tu czuł ciężar strzelby, wymierzał działo prosto w cegły, a i tak nie mógł nazwać się strzelcem wyborowym. Tłumaczył sobie, że wyobrażenia są inne od rzeczywistości, ale widział jak rozpadają mu się marzenia. Spojrzał na kierownika danej grupy i jego odznaczenia wojskowe. Ile musiał złamać własnych słabości, aby stać się takim człowiekiem?
Robert wiedział że wiele przed nim, ale dziś, właśnie dziś, wszystko było przeciwko niemu. Chciał podpowiedzieć, ale sędzia nie udzielił zgody chociażby na pomocne słówko. No nic, westchnął pod nosem. Czuł pot na swojej skroni, a jeszcze niedawno było mu zimno. Teraz rozpierała go gorączka i adrenalina. Puff, poszło, wpatrywał się usilnie w mur, czy runie, czy będzie do końca pokraką i obciążeniem dla Hansa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Wto Sty 10, 2017 9:06 pm

The member 'Bagietka' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sro Sty 11, 2017 7:11 pm

Drużyna czerwona

Instynkt samozachowawczy nie zadziałał w porę. Bardzo ciasny tunel nie zniechęcił dwóch żołnierzy do wybrania innej drogi. Wystające gałęzie aż czyhają, aby podrapać twarze i rozedrzeć mundur. Łokcie oraz kolana zaczynają boleć, a tunel nie ma końca. Gdy już w głowie pojawiają się słowa przepełnione narzekaniem, można ujrzeć prześwit jasnego, wręcz rażącego światła. Po wyjściu z tunelu mundury żołnierzy mają dziury na łokciach i kolanach, na pewno nadają się od razu do wymiany. Wolfgang i Arthur nie znaleźli skrótu do trzeciej konkurencji. Przywitał ich kierownik dużej grupy, która ich otoczyła. Krępy mężczyzna, złapał się za pas, a następnie krytycznie spojrzał na tę dwójkę. Dziurawy mundur, błoto na twarzy i kilka zadrapań podsumowywało ich stan lepiej niż długa opowieść o poprzednich konkurencjach.
- No, jesteście w połowie drogi – klepnął Arthura po plecach, a następnie palcem wskazał mu czołg i mur – To tak, jeden ustawia czołg, drugi musi strzelić w mur, proste jak drut, który strzela, a który prowadzi? – spytał, bacznie mierząc wzrokiem sylwetki żołnierzy.

Od was zależy decyzja, kto co będzie robił. Szanse są równe, a kość k6 o wszystkim zadecyduje
Kierujący:
1, 2, 3, nieudana próba, czołg jest źle wycelowany, musisz spróbować ponownie (wówczas szanse rozkładają się 2 nieudane, 4 udane)
4, 5, 6 to było nie lada wyzwanie, ale udaje ci się stanąć tak czołgiem, że strzelec miał olbrzymią szansę wycelować w mur.
Strzelec:
1, 2,3, pierwszy nieudany strzał, ale tu nikt was nie rozlicza z prób. Dostajesz pozwolenie na drugą próbę. (wówczas szanse rozkładają się 2 nieudane, 4 udane)
4, 5, 6 nabój uderza w mur i rozwala go na drobny mak. Kilka cegieł aż przeturlało się ze wzgórza na polanę. Dobra robota!


Drużyna fioletowa

W środku czołgu było wiele dźwigni, których Hans nie znał. Żołnierz Wehrmachtu musiał się przede wszystkim szybko przystosowywać do zmiennej sytuacji. A co jeśli kiedyś, w obliczu zagrożenia życia, będzie musiał poprowadzić czołg albo z niego strzelać? Zaskakująco dobrze poradził sobie jak na pierwszy raz. Kierownik grupy na początku chciał do niego wskoczyć i objaśnić mu krok po kroku, gdzie co jest. Wszyscy jednak wiedzieli, że tu czas jest ważny, nie mogli skupić się na dokładnym tłumaczeniu, słysząc jak wskazówka zegara przesuwa się w zastraszającym tempie. Hans poradził sobie z zadaniem wyśmienicie, gorzej niestety Robert. Jego pierwszy strzał uderzył we wzgórze. Skutek w postaci dziury w ziemi pojawił się niemal natychmiast. Drugi był jeszcze gorszy, bo Robert nie trafił nawet we wzgórze. Kierownik grupy westchnął ciężko, nie wiedząc, co ma zrobić. Nie chciał im utrudniać, ale mur musiał być rozbity. Wskoczył do czołgu, odpychając Roberta.
- Posłuchaj mnie uważnie, tu patrzysz, tam strzelasz, nie na odwrót, najpierw cel, potem pal – tłumaczył mu zasadę strzelania, nie patrząc na to, że grupa się spieszy. Po prawie dziesięciu minutach przynudzania Robertowi udało się w końcu zestrzelić mur. Grupa mogła ruszyć ponownie w drogę, tym razem sprawdzając swoją kondycje. Wzgórza ich nie oszczędzały, wspinanie się pod górę było jednym z najgorszych, co ich czekało. Strome szlaki ze śliską i grząską ziemią zabierały więcej czasu niż mogliby przypuszczać.

Rzućcie kostką k6, aby określić stan waszej kondycji.
1, 2 – już po pierwszych wzgórzu masz zadyszkę. Musicie przystanąć, aby wyrównać oddech. Może jednak więcej czasu trzeba spędzić na ćwiczeniach?
3, 4 – potykasz się o własnej nogi, przez co sturlasz się z jednego ze wzgórz. Gruby mundur ochronił twoje ciało od otarć, a buty od skręconej kostki. Patrz pod nogi! Dzięki temu manewrowi, jesteś o krok dalej od swojego partnera i nadrabiasz stracony czas na tłumaczeniu, jak obsługiwać działo.
5, 6 – sprawnie przemierzasz wzgórza, odczuwając niewielkie zmęczenie. Czy Twój partner radzi sobie tak dobrze jak Ty?

Jeśli drużyna czerwona od razu przejdzie konkurencje, będzie na prowadzeniu.

Czas na odpis 13.01 do godziny 18. W razie pytań, piszcie PW Jeszcze raz przepraszam za opóźnienie


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sro Sty 11, 2017 9:02 pm

UP nr 2

W chwili, w której Arthurowi zaczęło już zdawać się, iż los rzeczywiście zaczął im sprzyjać i że być może wyczerpali już limit niepowodzeń jak na jeden, wyjątkowo krótki odcinek czasu, przed ich oczami pojawił się niefortunny, leśni tunel, który okazał się być jedyną drogą, która mogła doprowadzić ich do następnej konkurencji. A przynajmniej takie Vogel odnosił wrażenie, gdy leżąc na brzuchu, podpierając się na łokciach w ciemności drzew próbował wyczytać z mapy cokolwiek, co mogłoby utwierdzić go w przekonaniu, iż zmierzają w odpowiednim kierunku.
Po jakimś czasie doszedł jednak do wniosku, iż nie miało to tak wielkiego znaczenia jak chociażby wydostanie się z objęć kłujących krzewów i gałęzi, które boleśnie smagały go po twarzy i reszcie ciała, rozdzierając materiał munduru, który jak mógł przypuszczać, po tym dniu nie będzie się nadawał do niczego więcej poza wyrzuceniem do śmieci. Cóż, przynajmniej mężczyzna nie musiał już dłużej martwić się plamami z błota i trawy, które z pewnością byłby dość ciężkie do doprania.
Nie zamierzał już nawet udawać, że cała ta sytuacja nie wyprowadza go z równowagi, od czasu do czasu wyrzucając z siebie pod nosem liczne przekleństwa pod adresem zupełnie niewinnej natury, która wyjątkowo została wykorzystana jako przeszkoda przez bezdusznych przełożonych, którzy zdawali się zaplanować cały trening z największą starannością. Przez chwilę Arthur zaczął zastanawiać się, czy nawet obecność dzika na ich drodze była sprawką organizatorów treningu, czy też jedynie niefortunnym zbiegiem okoliczności, który z pewnością wywołałby na ich ustach uśmiech chorej satysfakcji. Ich też zresztą Vogel nie omieszkał przeklinać, gdy odczytanie mapy robiło się już coraz trudniejsze, a droga ciągnęła się w nieskończoność, jakby pozbawiona była jakiegokolwiek końca.
W końcu jednak, po czasie o wiele dłuższym, niż Arthur by chciał, przed jego oczami zamajaczyło rażące światło i już po chwili wraz z Wolfgangiem byli w stanie stanąć na nogach i przyjrzeć się ubraniom, które z pewnością nie świadczyły o nich najlepiej. Rozdarte spodnie i kurtka rzeczywiście do niczego się już nie nadawały. Vogel mógł się jedynie cieszyć, iż jego spodnie nie postanowiły rozedrzeć się w innym miejscu, bo brak bielizny wciąż dawał mu o sobie znać i wolał nawet nie zastanawiać się, co miałby wówczas ze sobą zrobić. Przetarł lekko twarz, krzywiąc się nieznacznie nie tyle z bólu, co ze świadomości, iż jego skóra poza błotem pokryta jest również zadrapaniami, z których niektóre piekły delikatnie pod wpływem dotyku.
- Mogę prowadzić – powiedział, spoglądając jeszcze na swojego towarzysza aby upewnić się, że nie ma nic przeciwko. Wprawdzie klepnięcie obecnego przy konkurencji żołnierza nie podziałało w żaden sposób pokrzepiająco i, szczerze powiedziawszy, Arthur nie miał pojęcia, czy w tamtym momencie cokolwiek mogłoby poprawić mu nastrój, jednak pewne przeczucie kazało mu zgłosić się właśnie do tej funkcji. Bez słowa sprzeciwu zajął więc odpowiednie miejsce, w duchu mając nadzieję, iż po tym, przez co musieli przedrzeć się przed kilkoma minutami, w tej konkurencji szczęście znów się do nich uśmiechnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sro Sty 11, 2017 9:02 pm

The member 'Bezimienny' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pią Sty 13, 2017 8:05 am

UP nr 1

Ruszanie czołgiem do przodu, choć niewątpliwie stanowiło pierwszy, istotny krok w przyspieszonym kursie jazdy, okazało się łatwiejsze niż mogłoby  się wydawać. Na początku ilość dźwigni oraz guzików wydawała się nie do okiełznania w ciągu paru tych paru przykrótkawych minut, które też, w obliczu goniącego czasu, pierzchły mu pod palcami. Albo więc los postanowił obdarzyć go dzisiaj nieprzyzwoicie dużą dozą szczęścia albo życie umiejętnościami oraz intuicją, o których do tej pory nie miał nawet pojęcia. Przesunięcie głównego lewarka w górę zbiegło się bowiem z lekkim ruchem ku przodowi, a potem już, nieco mniej manewrując pozostałymi wysięgnikami, udało mu się nawet pokonać tych parę metrów stanowiących drogę niecierpliwości oraz mimowolnego zdenerwowania, które sam sobie napędzał. To że udało im się dotrzeć na miejsce stanowiło niewątpliwy przypadek, uśmiech przeznaczenia, lecz przecież odpowiednie ustawienie żelastwa na pewno nie mogło należeć do umiejętności przychodzących równie banalnie co ruszenie do przodu.
Przez krótką chwilą Hans znów z powątpiewaniem zerkał na swój pulpit, usiłując odgadnąć, co tym razem może pomóc mu w podobnym manewrze. Mógł tylko domyślać się, że chodzi o odpowiednie ułożenie względem siebie paru dźwigni, lecz znaczące pytanie, na które odpowiedzi znaleźć nie mógł, pozostawało banalnie proste w całej swojej okazałości: których?. Nie zamierzał ociągać się i czekać, aż Robert sam raczy zacząć go popędzać (co przecież leżało tylko i wyłącznie w jego gestii), chwycił więc dwie ustawione tuż obok siebie i dokładnie na przeciwko niego, mając szczerą nadzieję, że tym samym nie zaczną wjeżdżać pod stromą górę, aby za parę chwil runąć z niej z hukiem.
Jego obawy względem samego siebie były chyba dziś mocno nieuzasadnione - dziwnym trafem wciąż udawało mu się trafiać i podejmować właściwie decyzje. Manewrowanie czołgiem, już po paru minutach, okazało się znów wcale nie tak trudne.
Kto wie, może po całym tym treningu pomyśli jeszcze o dokładnej nauce jazdy?
Dobry nastrój Hansa jednak znów nie miał trwać zbyt długo - gdy wykonał swoją część zadania, znów przyszła pora na Roberta, a ten, zupełnie w sposób nikogo już niezaskakujący, po raz kolejny zawalił swoją. Vogel znów milczał jak zaklęty, musząc bardzo pilnować się, aby z jego ust nie padło dzisiaj już żadne więcej słowo,  a przynajmniej nie w stronę biednego żołnierza, który na żołnierza, jego skromnym zdaniem, zupełnie się nie nadawał. Zapewne gdyby nie sędzia zadania, który, jak każdy poprzedni, musiał wyczuć słabość Roberta, dusiliby się w czołgu przez jeszcze wiele długich minut, lecz nie z braku powietrza, a niewypowiedzianej złości, na temat której chyba obydwoje milczeli od momentu zakończenia pierwszego zadania.
I milczeć mieli już chyba do końca konkurencji, aż ich drogi na dobre się rozejdą. Wychodząc z czołgu i zmierzając w stronę stromego wzgórza, Hansowi znów przeszła przez myśl opcja pozostawienia Roberta. Wchodząc coraz wyżej i czując, że mięśnie nóg z każdym krokiem zaczynają napinać się coraz mocniej, obiecał sobie, że jeśli tym razem nie dotrzyma mu kroku, zostawi go tu na pastwę losu.


Ostatnio zmieniony przez Bezimienny dnia Pią Sty 13, 2017 8:05 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pią Sty 13, 2017 8:05 am

The member 'Bezimienny' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pią Sty 13, 2017 3:01 pm

W naszą stronę sięgały zakrzywione szpony gałęzi, zaczepiając się o włosy i ubrania; pozostawiając cienkie rysy zadrapań na fakturze twarzy. Tunel był naprawdę przeraźliwie wąski; miałem wrażenie, że jeszcze chwila i w nim utknę, a nie była to zbyt radosna perspektywa zważywszy na fakt, iż czołgałem się za Arthurem, który chyba nie miałby nawet za bardzo jak mi pomóc, gdybym tej pomocy potrzebował. Przeklinając w myślach na czym świat stoi opornie posuwałem się do przodu, zmuszając obolałe ręce i nogi do posłuszeństwa - jeszcze tylko metr, drugi... Aż w końcu gdzieś przede mną zamajaczyło światło nadziei - sączące się z odległego (acz przynajmniej widocznego) prześwitu. Instynktownie zamknąłem oczy - zaadaptowane do otaczającej mnie zewsząd czerni - gdy jasność osadziła się boleśnie na tęczówkach.
Wybawienie.
Wyczołgałem się z tego przeklętego tunelu, z ulgą podnosząc się do pozycji stojącej. Wygładziłem zabrudzony materiał munduru, przy okazji starając się jakoś ukryć widoczne na nim dziury, jednak nie miało to większego sensu, bo moje starania nie przynosiły żadnych efektów. Chyba będę musiał zaopatrzyć się w nowy mundur.
Kolejna konkurencja nie należała do najłatwiejszych - choć byłem przeszkolonym żołnierzem, to jednak od czasu szkolenia ani razu nie kierowałem czołgiem. Z ulgą przyjąłem wiadomość, że zajmie się tym Arthur - chyba wolałem już strzelać. - W porządku - przystałem na jego propozycję, podchodząc do pojazdu. Należało trafić w znajdujący się przed nami mur - teoretycznie, jeśli Arthur dobrze ustawi pojazd, naprawdę nie powinno być to zbyt problematyczne. Ale dzisiaj niczego nie chciałem brać za pewnik, bo znowu skończy się to tak, jak podczas porannych zmagań z kłodami rzucanymi przez los. - Chyba możesz się już zatrzymać, powinienem trafić - zwróciłem się do kompana, jednocześnie koncentrując się na sterowaniu działem czołgu. Wbrew temu, co myślałem, wcale nie należało to do najłatwiejszych zadań.
Błagam, miejmy to już za sobą. To nie musi być idealny strzał - byleby był celny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Pią Sty 13, 2017 3:01 pm

The member 'Wolfgang von Liebenfels' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   Sob Sty 14, 2017 8:51 pm

UP nr 3

Było mu po prostu głupio, że w najprostszych konkurencjach dawał ciała. Może niespecjalnie nadawał się na front, ale chciał się uczyć. Teraz nic mu nie pozostało, bycie żołnierzem znaczyło bycie kimś. Sprawność i gotowość do walki sprawiała, że nie miał wyboru. Kraj go potrzebował, a mężczyźni nie mogli tak po prostu się odwrócić i odmówić. Nie liczyły się jego marzenia, musiał przystosować się do otoczenia, a trwająca wojna utwierdzała go w przekonaniu, że sukces to miara znajomości. Nie pomyślałby, że przyjdzie mu brać udział w treningu o tak zróżnicowanym stopniu trudności. Nie wiedział, co go czeka, ale na razie był sam sobą zawiedziony. Zawodził w tylu płaszczyznach i chociażby chciał ze wszystkich sił, to i tak mu nic nie wychodziło. Wierzył, że potrafi strzelać, w końcu przeszedł szkolenie wojskowe, ale ono przy tak dużym zapotrzebowaniu na żołnierzy, było dość pobieżne. Nie sądził, że jest aż taką łamagą. Tłumaczenie sędziego konkurencji okradało jego drużynę z czasu. Naprawdę chciał się  nauczyć czegoś nowego, ale walczyli o flagę, kto wie, może później będą mogli nabrać umiejętności? Poganiał sędziego, bo Hans, jego towarzysz, coraz mocniej pokazywał swoje niezadowolenie. Wolał już krzyki, śmiechy i naśmiewanie się z jego braku wiedzy czy umiejętności niż tragiczne, znaczące milczenie. Niezdarnie podziękował sędziemu konkurencji za krótką lekcję, a gdy mur się rozwalił, miał ochotę tańczy ze szczęścia. Pospiesznie ruszyli w drogę, a że na kierunkach się znał lepiej, to wyrwał się do prowadzenia. Teren znowu był nieciekawy. Zastanawiał się, jak to jest możliwe, że tak niedaleko Paryża znajduje się takie piękno i tortury w jednym. Ostrożnie stawiał stopy, jednocześnie próbując jakoś ogarnąć twarz, aby lepiej widzieć drogę. To milczenie go wykańczało, więc po kolejnym wzgórzu zdobył się na odwagę i nieśmiało spojrzał na kompana.
- Przepraszam - szepnął, ale dalej walczył z wymagającym terenem. Czuł się jak kula u nogi. Wiedział, że muszą dojść na metę. Nie chciał, aby Hans przegrał z jego powodu. Jaki mieli czas, ile jeszcze przed nimi? Patrzył na niebo, na porośnięte żółtą trawą wzgórza i modlił się, żeby przeciwnicy byli na samym początku wyścigu, żeby mieli chociaż trochę czasu na jego pomyłki i mogli go nadrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Las Rambouillet   

Powrót do góry Go down
 
Las Rambouillet
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Obrzeża-
Skocz do: