IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Kościół na wsi


Share | 
 

 Kościół na wsi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Kościół na wsi   Nie Lip 31, 2016 9:05 pm



Kościół na wsi

Podobno ten mały kościółek pamięta jeszcze czasy, kiedy wikingowie zdobywali Paryż - miejscowa ludność szukała tu schronienia i udało im się przeczekać do przybycia odsieczy z miasta. Dziś, w obliczu okupacji, symbolika ta jest równie ważna.

Na nabożeństwach pojawiają się regularnie wszyscy mieszkańcy okolicznych wsi, w modlitwie szukając pocieszenia i nadziei na lepsze jutro. Msze odbywają się dwa razy dziennie, o 8 rano i o 17, a ksiądz, który je odprawia, żyje z gosposią w okolicznej, maleńkiej plebanii.

Za budynkiem kościoła znajduje się niewielki cmentarz, jednak na nagrobku nie dostrzeżecie żadnego sławnego nazwiska - chowano tu wyłącznie sąsiadów i bezimiennych żołnierzy, poległych w okolicach podczas pierwszej wojny światowej.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Sob Wrz 24, 2016 10:00 pm

//przed zbiórką, po Tosi, przed patrolem.

Mały, zaciszny kościół. To, czego szukał Matthias. Jest doskonały. Potrzeba mu było wyciszenia, ukojenia, które mogło dać tylko miejsce sakralne, takie jak to. Przyjechał konno, powoli, stępem, na swoim Siwku. Jemu też potrzeba było spokoju, wsi. Pięknych widoków które widzieli nic nie zastąpi. Nic nie łagodzi nerwów tak bardzo jak widok pól (teraz akurat zasypanych śniegiem), łąk (też w śniegu) i lasów (tylko czubki drzew i całe podłoże w śniegu). Biało aż po horyzont. To przyjemny widok. Gdy dotarł do kościółka zsiadł z swojego wiernego kompana, poklepał go po długiej szyi po czym odprowadził do jednego z palików, przy których przywiązuje się konie. Miał na sobie derkę - Matt wiedział, że nie pojedzie zbyt szybko, aby nie nadwyrężać swoich sił - więc będzie mu chłodno, dlatego też go przykrył. Wiele biednych francuskich sierotek marzyłoby o takim kocyku, a Wehrmacht mógł pozwolić sobie na to, by przykrywać nim konie. Bo.. kto bogatemu zabroni, prawda? Dzięki przykryciu Siwek mógł chwilę poczekać. Matt miał dziś bardzo ważną sprawę do załatwienia. Potrzebował kogoś, komu będzie mógł powierzyć swoje sekrety, kogoś, komu będzie mógł się wyspowiadać, odciążyć trochę duszę. Ubrany był oczywiście w mundur kawalerzysty Wehrmachtu, dlatego gdy wszedł do środka drewniana posadzka skrzypiała pod każdym krokiem ciężkich wysokich butów. Szukał księdza, może siostry zakonnej lub innego powiernika. Kogoś, kto nie jest świecki. Kogoś, kto będzie mógł mu dać rozgrzeszenie, którego tak szukał, którego tak pragnął. Po wejściu do kościoła oczywiście zwilżył palce wodą święconą, uprzednio zdejmując z głowy czapkę, uczynił znak krzyża po czym uklęknął, zmówił w myślach krótką modlitwę w języku niemieckim - czy Bogu dalej miły jest ten język? Może powinienem nauczyć się modlić po francusku? Ogrom zbrodni, dokonanych przez jego naród go przytłaczał, a fakt, że sam się do niego przyczynił był ostatnim gwoździem do trumny jakiego potrzebował. To było za wiele dla tak młodego chłopaka. Szukanie pocieszenia w Jezusie Chrystusie było jedynym co mu pozostało.
Dobry Boże, czy choć Ty mi wybaczysz? Chociaż Ty. Sam sobie już nie potrafię. Może nauczysz mnie sobie wybaczać, Boże? Jak to jest być tak miłosiernym, by umieć nadstawić drugi policzek? Jak można być tak wspaniałym, by oddać własnego syna dla dobra innych? Matt chciałby to potrafić, ale w głębi duszy... wolał ratować siebie i swojego brata niż obcych. Czy to grzech?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
lucette
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Nie Wrz 25, 2016 11:01 pm

| po kulturalnych dyskusjach z Florianem

Nie bez powodu takie miejsca jak zakony często lokowane były poza granicami ogromnych miast, z dala od gwarnych ulic oraz ciekawskich spojrzeń przechodniów. Obrzeża gwarantowały o wiele więcej ciszy, podtrzymując mnichowską tezę na temat niezwykłego wpływu obecności natury na spokój ludzkiego ducha. Nic też dziwnego, że małe, wiejskie kościoły zasadniczo różniły się od tych, które odnaleźć można było w Paryżu - zarówno wystrojem, wiernymi, jak i specyficzną atmosferą, bardziej otwartą i swobodną. Wyczuwała to z każdą minutą spędzoną w niewielkim, murowanym budynku, przez ściany którego mróz smagał ją nieprzyjemnie po drobnych, nieokrytych dłoniach. Otoczenie wydawało się o wiele bardziej wyraźne, jakby dopiero tutaj była w stanie dojrzeć tak wiele szczegółów jak skromne zdobienia schowane głęboko w kątach starych okien, ale przede wszystkim detale widniejące w sylwetkach otaczających ją osób. Większą uwagę zwracali przede wszystkim wierni, mniej lub bardziej odważnie zaglądający do świątyni, na twarzach których emocje zdawały się o wiele prostsze do odgadnięcia, jakby nieodgrodzone ciężką kurtyną dystansu. Może w pewien sposób tak było? Zaletę mieszkania na wsi niewątpliwie stanowił brak niemieckich mundurów tak licznie rozchodzących się wśród budynków – okupacja zdarzała się tu czasem wręcz schodzić na bok, być może to właśnie pozwoliło, aby bariera między duchownymi oraz wiernymi nie została wzmocniona kolejnym murem żalu oraz porzuconej nadziei.
Sama przed sobą musiała przyznać, że i ona od dawna nie czuła się tak spokojnie. Mijały kolejne minuty spędzone na odmawianiu kolejnych modlitw w samotności, a mimo to nie mogła skończyć. Jeśli w swojej przykrótkiej karierze siostry zakonnej mogłaby zlokalizować moment, gdy naprawdę odprawianie tych wszystkich obrzędów wiązało się z poczuciem pewności, to właśnie była ta chwila. Jednak nadal nieidealna, bo zakłócona przez odgłos wojskowych butów, który tak dobrze znała z Paryża. Uniosła głowę, czując przy tym jak cała koncentracja oraz swoboda uciekają z niej z kolejnymi ruchami warg, wypowiadającymi ciche słowa. Nie odwracała się, przeciągając moment spotkania twarzą w twarz aż do ostatniej minuty, nie chcąc pozwolić, aby Niemiec bezczelnie wydarł jej i tę namiastkę prywatności. Dopiero gdy kroki ucichły, odważyła się wstać oraz obejrzeć za siebie, aby tylko utwierdzić w przeczuciu odnośnie tego, z kim miała doczynienia. Nie uśmiechała się, nie krzywiła również, starała się zachować jak najbardziej neutralny wyraz twarzy. Spotkanie z okupantem zawsze niosło ze sobą pewien rodzaj niepewności, lecz zwykle, gdy przychodzili do kościoła, mogła zgadywać, że chodzi tylko i wyłącznie o potrzebę powrotu do Boga.
Prawdopodobnie nie wypadało jej przerywać modlitwy, nie zamierzała też w jakikolwiek sposób narzucać się ze swoją obecnością. Zaczekała więc, aż mężczyzna skończy, dopiero wtedy wstała i przeszła obok miejsca, w którym jeszcze przed chwilą klęczał, zmierzając w stronę konfesjonału. – Bonjour – przywitała się, skinęła głową i poszła dalej pod pretekstem wyciągnięcia księgi, która została po spowiedzi. Starała się jednak ostrożnie zerkać, co zamierza żołnierz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Nie Wrz 25, 2016 11:23 pm

Wstał z kolan, gdy usłyszał głos siostry zakonnej. Nie spodziewał się jej tu... myślał raczej o pulchniutkim księdzu proboszczu, tak typowym dla wiejskich parafii w Niemczech. Gdy ta odezwała się, spojrzał w jej kierunku, wsuwając swoją czapkę do kieszeni. Odpowiedział jej cichym francuskim bonjour, zniekształconym może trochę przez jego niebywały akcent, potrafiący nawet najbardziej czułe wyznanie miłości sprowadzić do poziomu... do jakiego nigdy nie powinno zostać sprowadzone wyznanie o miłości. Uśmiechnął się do siostry serdecznie, tak jak miał w zwyczaju, uważał się bowiem za dość sympatycznego gościa i takim też na codzień był. Ruszył w jej kierunku, starając się nie tupać zbyt głośno, wiedział jak źle ten dźwięk kojarzy się tutejszym mieszkańcom. Nie dziwił się im zresztą, ten dźwięk towarzyszył mordercom, takim jakim bez wątpienia był Matthias. Człowiek, bez żadnego honoru, wojskowy z bożej łaski. Dlaczego ja mogę żyć, gdy umierają osoby które są zupełnie niewinne? Kurwa mać, zabiłem dwójkę ludzi i jestem niemalże pewien, że ujdzie mi to płazem, bo niby czemu miałoby nie ujść? To co mówię jest tu prawem, to co robię jest tego prawa egzekucją. Chciałbym, żeby to prawo było jak najbardziej litościwe, ale co zrobić, gdy ktoś błaga się o śmierć? Gdy ktoś, mimo wezwania do rzucenia broni i zatrzymania się, biegnie dalej? Co zrobić, gdy każdy chce cię zabić, a Ty jeden nie chcesz już niczyjej więcej śmierci? Doszedł do niej w kilku wojskowy krokach. Może były za głośne? Może ją przestraszy? Każdy bał się dziś Niemców. Nawet sam Matthias bał się Niemców. Kto wie, kiedy wyślą go na następny patrol? Kto wie, czy następny patrol nie skończy się strzelaniną w której ucierpią niewinni? Nikt, poza tym panem w którego domu właśnie Matthias przebywał nie wie. I niestety na tym polegała cała uroda życia na tym ziemskim padole. Siostro... czy zastałem może księdza proboszcza, lub innego spowiednika, powiernika? - zapytał z uśmiechem swoim czystym jak francuski rynsztok francuskim, uważał wszak, że ludzką rzeczą było błądzić, nawet wśród żołnierzy Wehrmachtu. Jeżeli ktoś ma coś wiedzieć, to na pewno ona - ten u góry to jej najważniejszy przełożony, a ci na dole to jej współpracownicy, pewnie ich dobrze zna. Wyglądała na bardzo ostrożną, Matthias nie wiedział dlaczego. Jego zdaniem Francuzi powinni zacząć przyzwyczajać się do widoku feldgrau. Ten mundur wcale nie wyglądał tak źle, a i niektórzy noszący go nie byli skończonymi mendami (patrz, ja!). Pewnie też szybko nie zniknie z paryskiej mody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Sro Wrz 28, 2016 11:41 pm

Nawet taka mała budowla budziła zachwyt w umyśle Andersona. Bywał w tym kościele co jakiś czas, ale ciągle zastanawiało go, jak taki stary budynek przetrwał tyle lat. Brakowało mu pięknych fresków, jakimi może się poszczycić bazylika w Watykanie. Nie był też wielką, budzącą dech w piersiach, budowlą, jak Noter Dame.
Urok tego miejsca tkwił w czasie, w czasie jaki przetrwał stojąc nietknięty od wieków. David zawsze interesował się historią. W końcu historia była najlepszym nauczycielem, zbiorem błędów, których powinno się nie powtarzać.
W Ameryce wszystko było "nowe". To właśnie Europa kryła swoją tajemniczość w zamkach, kościołach, czy nawet zwykłych ulicach, który kształt niewiele się zmienił na przestrzeni wieków. Mógł na własne oczy zobaczyć historię.
Szczęść Boże! - Wypowiedział pewnym tonem, wchodząc do kościoła z pogodnym uśmiechem na twarzy. Powitanie duchownych zawsze powodowało u niego potok myśli. Słowa "Szczęść Boże" w jego rozumieniu sugerowały, jakoby Bóg miał przynieść ludziom szczęście. Dla niego była to zwykła oznaka naiwności. Ludzie, którzy szukają oparcia w Bogu, dla Davida zawsze będą słabeuszami, którzy sami nie potrafią wziąć swoich spraw w swoje własne ręce.
Widok Niemieckiego żołnierza w kościele nieco go zaskoczył, jednak jego piękna gra aktorska nie dawało po sobie tego rozpoznać. Często widział Niemieckich żołnierzy, którzy przy swoim pasie, mają napis "Gott mit uns", a jednocześnie łamią wszelkie prawa stworzone przez Boga, do którego się odwołują. Czy była to zwykła hipokryzja, czy zła interpretacja, czy może naprawdę wierzą, że Bóg stoi po ich stronie. Tego nie wiedział.
Niedaleko konfesjonału David zauważył siostrę zakonną. Kojarzył jej twarzy, z tego co pamiętał służy ona w zakonie Sacré-Cœur. Niestety nie mógł przypomnieć sobie jej imienia. Jego pamięć była zarezerwowana dla ważniejszych detali.
Co Niemiecki żołnierz robi w kościele.
Myślał, że pozorna wiara Niemieckich żołnierzy to tylko szopka, ku uciesze wierzącego ludu. Jakoś nie do końca dopuszczał do siebie myśl, że mogliby oni być praktykującymi katolikami. Z drugiej strony może próbują w ten sposób umyć ręce. Pójdą do spowiedzi, powiedzą ilu to żydów rozstrzelali danego dnia, ile osób torturowali, ilu ludziom zniszczyli życie, a następnego poranka powtórzą cały cykl i tak przez kolejne tysiąc lat swojej zasranej Trzeciej Rzeszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
lucette
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Czw Wrz 29, 2016 11:27 am

Czasem zastanawiała się, jak to możliwe, że zarówno Niemcy i Francuzi nazywali swoim Bogiem tę samą osobę. W oczach obydwu tych narodów wyglądał przecież w sposób zgoła inny - według rodowitych mieszkańców tutejszych ziem w większości utożsamiany był z nadzieją, ze sprawiedliwością, która koniec końców i tak stanie po ich stronie; według okupantów trzymał stronę ich wodza i wiódł całą Rzeszę ku ostatecznemu zwycięstwu, pozwalając przy tym na śmierć pewnych jednostek.
Patrząc na to wszystko z boku, łatwo można było zwątpić, gdzie w takim razie leży prawda. Sama przez jakiś czas również usiłowała ją odnaleźć, ujrzeć złoty środek, którym kierował się Najwyższy w swoich działaniach, wciąż i wciąż wodząc obydwie strony za nos. Dopiero z czasem zdała sobie sprawę, że żadna siła wyższa nie ingeruje w ten konflikt i wszystko jest tak naprawdę efektem potęgi oraz samozaparcia. Cała religia oraz wiara były tylko pięknie nakreśloną otoczką spowijającą wciąż i wciąż wmawiane sobie przekonania, jakoby świat trwał zgodnie z jakimś wyżej nakreślonym sensem.
A przecież tak naprawdę był tylko jednym wielkim chaosem, który wzmagały kolejne wojny.
Może i nie miała się za pacyfistkę, ale nie potrafiła również znaleźć w sobie zbyt wielu bojowych pokładów, a przez to nie mogła jeszcze do końca zrozumieć, jak można być Niemcem i jednocześnie spokojnie zasypiać co noc. Była kobietą i nawet pomimo twardej skorupy, którą sobie stworzyła, wrażliwość oraz troska przebijały gdzieś z tyłu głowy, podpowiadając, że sama nie posunęłaby się do takich czynów. Jak to więc wyglądało w przypadku żołnierzy czy SSmanów, którzy z czasem zapewne przestawali liczyć kolejne życia uciekające pod wpływem ich oręża?
Próba wybadania, co takiego sprowadza tu wojskowego, najwyraźniej okazała się trafiona  – zajęta przekładaniem rzeczy z miejsca na miejsce, nie zdziwiła się, gdy usłyszała głos mężczyzny. Miała za to chwilę by wciągnąć na usta lekki uśmiech, którym obdarzyła go zaraz potem; fałszywy do cna, podszyty chęcią wyciągnięcia informacji, co tutaj robi i czy przybył sam. Jednak gdy zapytał o spowiednika, sprawa ta zeszła jakby nieco na bok, ustępując miejsca zręcznie skrywanej ciekawości. Mundur wyraźnie sugerował członkostwo w Wehrmachcie, mogła więc już tylko zgadywać, z jakich grzechów chciał się wyspowiadać przybyły. Zmrużyła lekko oczy i już już prawie uraczyła go pięknym kłamstwem na temat chorego proboszcza i przygotowań reszty do zbliżającego się nabożeństwa, sugerując, że pozostała tylko ona, ale w tym momencie pojawiła się kolejna osoba, zupełnie jak na złość ksiądz, który w sferze spowiedzi miał większe kompetencje niż ona. Spojrzała w jego stronę i z trudem powstrzymała chęć spiorunowania go wzrokiem albo zaciśnięcia ust w wąską kreskę. – Szczęść Boże – odpowiedziała pośpiesznie i powróciła wzrokiem do wojskowego. – Jak widać, tutaj zawsze ktoś jest. – Na moje nieszczęście. – I ksiądz na pewno chętnie pana wysłucha, monsieur – stwierdziła, spoglądając pytająco na Davida, który być może jeszcze nie do końca rozumiał, co takiego się tu działo. Może to lepiej? Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć dodała szybko. – Ale jeśli nie może, oczywiście służę pomocą. Słuchać potrafię równie dobrze – stwierdziła przyjaznym tonem, uważając, aby nie narzucać się zanadto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Czw Wrz 29, 2016 1:41 pm

Spojrzawszy na wchodzącego do kościółka księdza uśmiechnął się pogodnie, kojarzył go, był na kilku jego mszach. To człowiek o dobrym sercu. Matthias lubi styl jego kazań, dlatego też uważał, że będzie on dobrym spowiednikiem, dla grzechów które niebywale ciążyły mu na sercu. Skierował się ku niemu, skłonił głowę i odpowiedział prostym ludzkim szczęść boże. Matt uważał, że rozmowa z siostrą również może mu ulżyć... nie mógł się zdecydować i wiedział już, że nie chce, żeby była to zwykła spowiedź, w konfesjonale, gdzie ksiądz tak naprawdę nie wie kim jest. Do pełnego oczyszczenia potrzebował przyznania się do winy nie tylko przed Bogiem, ale i przed jego ziemskim namiestnikiem, dlatego też chciał porozmawiać z duchownymi twarzą w twarz. Droga siostro, moich grzechów wystarczy, aby obdzielić nimi połowę Paryża - powiedział odwzajemniając uśmiech Lucette, który wziął za szczery i uczciwy. Przecież zakonnica nie mogłaby kłamać, prawda? Jeżeli wielebny pozwoli, chciałbym wyspowiadać się wam obojgu, może nie w formie tradycyjnej spowiedzi, a ludzkiej rozmowy na uboczu... Mam ogromny problem natury duchowej i nie potrafię jednoznacznie go rozwiązać, dlatego bardzo chciałbym, abyście mi z nim pomogli - mówił cały czas uśmiechając się, jakby rozmowa miała dotyczyć jakiejś sprzeczki teologicznej. Nie chciał nastawiać ich negatywnie do siebie, jako grzesznik miał prawo domagać się wysłuchania (i chciał z niego skorzystać!), a rozmowa z dwójką ludzi, i to nie świeckich ludzi, na pewno nie tylko poprawi mu nastrój, ale może i pozwoli chociaż trochę uspokoić zszargane nerwy i oczyścić duszę. Miał nadzieje, że go wysłuchają i wiedział, że to zrobią. Przecież nie mają prawa odmówić mu sakramentu.


Ostatnio zmieniony przez Matthias Schulz dnia Czw Wrz 29, 2016 5:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Czw Wrz 29, 2016 5:28 pm

Przyjrzał się Matthiasowi z bliska, niestety jego twarz nic mu nie mówiła. Nie kojarzył jego imienia. Z kolei zachowanie okupanta zrobiło na Davidzie wrażenie. Jeśli to co mówił było szczere, to inni Niemcy mogliby brać z niego przykład.
Okupanci często wykorzystywali legalność swoich działań w zwalczaniu poczucia winy. W końcu skoro nie robili nic niezgodnego z prawem, to może nie robili nic, co nie zgadzałoby się z wolą bożą. Choć były to tylko przypuszczenia Andersona, wydawały mu się sensowne.
Sam nie był osobą zbyt religijną, ale nie był też niewierzący. Jest przekonany, że Bóg doskonale rozumie jego działania. W końcu przez wiele lat jego największym wrogiem byli komuniści, a ich przeciwnikiem poza "krwiożerczym" imperializmem Ameryki i faszyzmem Niemiec, jest również kościół. W tym miejscu działa stara zasada, mówiąca że "Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem". Mniej więcej w taki sposób podchodził do roli kościoła jako instytucji.
-Cokolwiek by to nie było, Pan jest gotów wybaczyć każdemu dziecku, które zboczyło z jego szlaku. Jedyne czego wymaga to szczerość i skrucha. - Potrafił wczuć się w role księdza. Momentami ta gra nawet mu się spodobała. Z początku myślał o tej roli, jako o "sprzedawcy nadziei", zbędne pocieszanie ludzi. Jego perspektywa zmieniła się, gdy zaczął dostrzegać, że po prostu niektórzy ludzie potrzebują zwrócić się do Boga. To im pomaga, uspokaja, daje im nadzieje i motywacje do działania.
Momentami nawet sam wierzył w to co mówił. W końcu był tysiące mil od domu, skazany jedynie na swoją przykrywkę. Ta misja różniła się od innych, była długoterminowa, a porażka nie skutkowała natychmiastową śmiercią. Niemcy pierw rozerwaliby go na strzępy, żeby wydobyć wszystkie informacje, a dopiero potem wpakowaliby mu usypiającą porcję ołowiu.
-Jesteśmy tutaj w końcu po to, żeby służyć radą i nieść słowa otuchy. Z chęcią wysłuchamy tego, co leży Ci na sercu i pomożemy w miarę naszych możliwości. - Uśmiechnął się pogodnie. Przeżegnał się, spoglądając na tarbernakulum i krzyż, który wisiał powyżej. -Usiądźmy. - Wskazał kościelną ławkę.
Zastanawiał się, co Matthias będzie miał do opowiedzenia. Był świadkiem straszliwego okrucieństwa, godnego SS, czy może sam zrobił coś, czego teraz żałuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
lucette
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Czw Wrz 29, 2016 9:27 pm

Smutne były to czasy, gdy rolę kobiety niemalże na każdym kroku umniejszano do roli matki oraz gospodyni. I choć wydawałoby się, że w Kościele podobne stereotypy istnieć nie powinny, tak prawda, powszechnie znana i akceptowana, wyglądała nieco inaczej. Siostrze zakonnej, w przeciwieństwie do kapłana, nie wypadało nadal robić pewnych rzeczy, chociażby oficjalnie spowiadać wiernych. Wysłuchać, doradzić, przypomnieć, że Bóg kocha wszystkich i obiecać, że nikomu nie piśnie ani słówka, oczywiście mogła, co zresztą czyniła i nie raz. Ale aby oficjalnie dać rozgrzeszenie? Nie. Zupełnie jakby jej słowa czy prośby były mniej wartościowe w oczach bóstwa, choć przecież powtarzałaby dokładnie te same formułki i czyniła identyczne gesty, co księża. Lucette żałowała więc czasem swojej niższej pozycji, bo gdyby miała oficjalne pozwolenie na spowiadanie innych, zapewne najprędzej wcisnęłaby się pomiędzy niemieckie mundury i ze słowami zrozumienia na ustach, kiwała głową oraz rysowała w powietrzu znaki krzyża, a w myślach tworzyła czarną listę osób do odstrzelenia dla Ruchu Oporu.
Nic też dziwnego, że pojawienie się księdza podświadomie uznała za pokrzyżowanie własnych planów. Może i niecelowe, ale jednak. Już czuła jak wszelka szansa na dowiedzenie się czegokolwiek powoli upada pod gruzami, a ona nie może nawet kiwnąć palcem. W takich momentach naprawdę szczerze żałowała, że jest wyłącznie siostrą zakonną.
Słowa żołnierza odnośnie ilości grzechów postanowiła na wszelki wypadek przemilczeć – nie była pewna czy był to już element spowiedzi czy jakiegoś ponurego poczucia humoru, którego zdecydowanie nie rozumiała oraz nie pochwalała. Nie uśmiechnęła się też w odpowiedzi, ale powiodła wzrokiem za Davidem, który już sprzedawał Niemcowi piękną, katolicką mowę. Pokiwała głową, potwierdzając jego słowa, bo wszystko, co powinno zostać powiedziane, już wybrzmiało.
Wszelki niesmak przeszedł, gdy oficjalnie została zaproszona, aby uczestniczyć w całej tej wielkiej rozmowie. Nie dała tego po sobie poznać, ale ulżyło jej nieco, że, zgodnie z panującymi, niezapisanymi regułami, nie została poproszona o opuszczenie towarzystwa. Widać albo mundurowy miał całkiem sporo na sumieniu i szczerze zależało mu na rozmowie albo był po prostu naiwny. Jak dla niej, obie opcje były bardzo korzystne.
Przeżegnała się z Davidem i usiadła we wskazanym miejscu, razem z resztą towarzystwa. Zaraz potem przyjrzała się uważnie Matthiasowi, a potem, znów wciągając na usta delikatny, ale przy tym swobodny uśmiech, spróbowała zachęcić go do rozmowy. – Proszę się nie krępować, monsieur. W oczach Boga wszyscy jesteśmy sobie podobni, wszyscy błądzimy – stwierdziła, pilnując się, aby nie użyć słowa „równi”, które zdecydowanie przeczyło ideologii nazistowskiej. Nie wiedziała jeszcze, z kim ma do czynienia, nie zamierzała więc ryzykować. – Ale też musimy sobie pomagać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Czw Wrz 29, 2016 9:49 pm

Uśmiechnął się do zebranych, jak by w ostatecznym geście chęci pokazania swojego człowieczeństwa.
To... może zacznę od początku - zaczął - jestem świadom, że zgrzeszyłem przeciwko panu Bogu i przeciwko jemu stadku, tu, na ziemi. Teraz mówił dużo spokojniej, niż wtedy przy Tosi. To była spokojniejsza sytuacja, dlatego też mógł mówić spokojnie, dobierać słowa, wahać się. Chciał przedstawić tą sytuację w całości. Dopiero po chwili doszło do niego jak debilne jest pierwsze zdanie, wszak nie mógłby zaczynać od końca (a na pewno byłoby to bardzo trudne!). Usiadł na ławce, przy Lucette i Davidzie, wziął głęboki oddech i rozpoczął swoją pierwszą życiu trudną spowiedź, nigdy wcześniej nie spowiadał się z tak ciężkich grzechów... Jestem dobrym żołnierzem. Honorowym. Lojalnym rodzinie, mundurowi, ojczyźnie, Panu Bogu. Wiem, że sama walka podczas wojny, nie jest grzechem, tak samo jak i odbieranie życia, gdy robi się to w takich warunkach - powiedział, po czym przełknął ślinę, teraz miała nastąpić ta trudniejsza część - ale ja zabiłem, odebrałem życie tu, teraz. W Paryżu. Dwójce ludzi... nie niewinnych, ale bezbronnych. Podczas patrolu, ja, mój brat i nasz przyjaciel zostaliśmy zaatakowani. Grozili nam śmiercią, wzięli Niklausa, mego kochanego brata podstęp za zakładnika, zranili mojego konia. Strzelali do mnie, chcąc zabić. Próbowałem uciekając się do podstępu zmusić ich do poddania się, próbowałem. Gdy zaczęli strzelać, nie miałem wyboru. Ojcze, czy grzechem jest niechcieć zginąć? Potem skończyli. Nie mieli już więcej pocisków. Ponownie wezwałem ich do poddania się, po czym podjąłem pościg - nie mogłem ich puścić. Rozumiecie, ojcze, siostro, że gdyby uciekli zaatakowali by znowu, prawda? Chcieli zdobyć broń. Narzędzie mordu. Nie pilnowania porządku, tak jak moja broń - teraz wziął głęboki oddech, przystępował do opisywania punktu kuluminacyjnego, bał się ich reakcji, bacznie obserwując - więc wybiegłem za nimi. Mojego braciszka pojmali dzięki temu, że wciągneli go w zasadzke. Bałem się tego samego. Przecież strach jest ludzki! Nie chciałem zginąć, a i Niklaus i Siwek, oni byli ranni, mogli zginąć. Bałem się o nich! Musiałem ich ratować. Gdybym za nimi biegł? Czasu nie zmienię, ojcze. Zgrzeszyłem, mordując.. tych francuzów. Wyciągnąłem pistolet i zastrzeliłem, najpierw ją, potem jego. Widok upadających ciał, które nawet nie zwolniły biegu gdy wzywałem do zatrzymywania się... będzie mnie przesladował do śmierci. To nie byli żołnierze... - skończył. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale słowa grzęzły mu w gardle... im dłużej mówił, tym jego francuski stawał się mniej wyraźny, bo mówić było trudniej. Czuję, że zgrzeszyłem. Ale czy nie tak trzeba było postąpić? Czy Bóg wie, że nie mogłem postąpić inaczej? Miał nadzieję, że pójdzie mu łatwiej, ale niestety.. wciąż trudno było mu o tym mówić. Pamiętał ich jakby to było wczoraj. Ją i jego. I każdą sekundę tego morderczego przedstawienia. Czy kiedykolwiek będzie mu łatwo o tym mówić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Czw Wrz 29, 2016 10:20 pm

Siedział w bezruchu, wysłuchując opowieści Matthiasa o ostatnich wydarzeniach. Wzrok wlepił w ławkę stojącą naprzeciwko. Słuchając opowieści Matthiasa, próbował sobie zwizualizować całe zajście. Jego mózg przeszedł w funkcje notatnika, zapamiętując potrzebne szczegóły, w tym imię brata, Niklaus, również mundurowy, skoro byli na wspólnym patrolu. Jak na ironie wciąż nie znał imienia ani nazwiska żołnierza, który opowiadał mu tę historię.
Dwójka Francuzów napada podstępem na dwójkę Niemieckich żołnierzy.
Akt desperacji.
W końcu nikt o zdrowych zmysłach nie zaatakował by Niemieckiego patrolu bez przewagi liczebnej, rozeznania w terenie i bez celu. W końcu co zyskałby Ruch Oporu atakując dwuosobowy patrol.
Otworzyli ogień raniąc brata Matthiasa i konia, według Davida próbowali po prostu się odegrać. Czysty zryw patriotyczny, pewnie przyszli tam z myślą, że oddadzą życie w walce z okupantem, ale gdy nie udało im się zabić ani jednego Niemca, uciekli.
Ostatnią kwestią były słowa Schulza, "nie zwolnili biegu, gdy wzywałem do zatrzymywania się...". Dla Andersona nie ma w tym nic dziwnego, zostaliby aresztowani, później Gestapo wyciągnęłoby z nich wszelkie informacje, a na koniec skończyliby z dziurą w głowie, wyrzuceni do pierwszego lepszego rowu. Tutaj mieli szansę uciec, bądź zginąć na miejscu, alternatywą była śmierć przez męczarnie.
-Mylisz się synu. To byli żołnierze, mieli broń, opowiedzieli się po którejś ze stron i być może początkowo byli gotowi zginąć za swoją sprawę, tak jak wasi żołnierze są gotowi ginąć w imię Fuhrera. - Widząc plączące się słowa, zaczął mówić po Niemiecku, chcąc ułatwić rozmowę. Spojrzał na Matthiasa. W oczach Andersona było widać nutę empatii. Żołnierz, który ma wyrzuty sumienia, po mimo unieszkodliwienia wroga, to była rzadkość, cenna rzadkość.
-To nie mi osądzać to, czy było można postąpić inaczej. Może gdybyś nie otworzył ognia, Ci ludzie zapamiętaliby to spotkanie do końca życia i złożyliby broń, wróciliby do swojej codzienności. Z drugiej strony następnym razem w imię bohaterstwa, mogliby zginąć nie tylko oni, ale również cywile. To już wie tylko Wszechmogący. - Wziął głęboki wdech, spoglądając do góry na obraz Matki Boskiej.
-Niemniej jednak liczy się sam fakt, że doceniasz ludzkie życie, które Pan dał i to Pan powinien decydować kiedy je zabrać, nie palec na spuście. Stanąłeś również w obronie swojego brata, jeśli naprawdę odczuwasz skruchę i co ważniejsze, rozumiesz dlaczego tak się stało i potrafisz wyciągnąć wnioski, Pan Ci wybaczy. - Spojrzał na siostrę Lucette. Jego dłuższe spojrzenie powinno jej zasugerować, że jeśli chce coś dodać, to teraz jest odpowiedni moment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
lucette
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Nie Paź 02, 2016 1:35 am

Nie wierzyła w człowieczeństwo Niemców. Paradoks siostry zakonnej, za którą uchodziła, wyłaniał się właśnie w takich momentach, gdy, zgodnie z religią chrześcijańską, powinna okazać choćby odrobinę zrozumienia, odnaleźć w sobie te słynne nieskończone pokłady ogromnej miłości do drugiego człowieka i okazać je, wypełnić rozmówcę. Nie potrafiła jednak. Nie chciała i nie mogła uwierzyć w to, że dla okupantów liczyła się jakakolwiek inna krew niż niemiecka, że naprawdę pod warstwami wojskowych odznaczeń kryło się coś więcej. Może i mieli wyrzuty sumienia, może i liczyli swoje ofiary, jałowo skreślając kolejne kreski na kartach czarnych notatników, ale czyż na to nie zasługiwali? Każdy czyn i każda decyzja niesie za sobą pewne konsekwencje, sięgając po broń, powinni mieć świadomość, że kiedyś zmuszeni zostaną, aby jej użyć przeciwko innym. Służba wojskowa mogła stanowić obowiązek, ale czy nie lepiej umrzeć zgodnie z własnymi przekonaniami niż działać wbrew sobie? Czy to w pewien sposób nie czyniło z nich tchórzy gotowych zaprzedać duszę prawdziwemu diabłu w imię ochrony własnego, marnego życia?
W myślach w zawrotnym tempie uciekających przez jej głowę, zapomniała tylko o jednym: na wszystko zawsze o wiele łatwiej patrzeć jest z boku. Wiedziała doskonale, że nazbyt często zdarza jej się oceniać ludzi po pozorach, szufladkować i spychać do jednego worka, ale w takich wypadkach nie potrafiła inaczej. Nie, kiedy ginęli niewinni ludzie, bliscy mający przed sobą całe życie. Zapomniała więc na moment o zdrowym rozsądku, wysłuchując spowiedzi Niemca, próbując zdusić w sobie potrzebę, aby przerwać, zatamować kaskadę potwornych słów, które wzbudzały niepotrzebne uczucia. Palce dłoni opartej na ławce zaciskały się więc coraz mocniej w bezsilnym geście świadczącym o napawającej ją złości. Ucisk wzmagał się i opadał na zmianę, jak podczas walki, z której żadna ze stron nie ma szansy wyjść zwycięsko – ani sumienie ani rozum.
Widziała sceny opowiadane przez mężczyznę oczyma wyobraźni, lecz mimo to dalej nie potrafiła znaleźć się na jego miejscu, zrozumieć czynów. Ograniczona przez pewne uprzedzenia, trzymała się ich twardo do samego końca, w przeciwieństwie do Davida nie znajdując w sobie ani krzty empatii. Nie powiedziała oczywiście tego na głos, spróbowała nawet zmusić się, aby posłać grzesznikowi współczujące spojrzenie – bliżej nieokreślony grymas bólu, rozdarty przez własne uczucia, stłoczone głęboko w środku. Wysłuchała również słów księdza, iście chrześcijańskiej przemowy, która do niej nie docierała. Bzdura, bzdura, on też na pewno zdawał sobie z tego sprawę, lecz co innego mógł powiedzieć niemieckiemu żołnierzowi? Sam Bóg, o ile jeszcze miał ochotę zerkać na ten chory świat, zapewne nie miał mu już nigdy wybaczyć popełnionej zbrodni, lecz podsycanie nadziei stanowiło podstawę religii. Musiała więc dodać coś od siebie, coś, co choć na moment uciszy wyrzuty sumienia żołnierza, lecz ona z kolei nie zamierzała ujawniać się ze swoją znajomością niemieckiego. – Żal za grzechy to podstawa, gdy chodzi o uzyskanie przebaczenia – poparła w słowach swojego przedmówce, odchrząkując nerwowo. – Pan je okazał, lecz co z zadośćuczynieniem? Spowiedź to tylko wstęp do powrotu na długą i trudną drogę do Boga, ale spokojnie, od tego właśnie my tutaj jesteśmy. Będę się za pana modlić – stwierdziła ofiarnie, w myślach dodając, o szybką wizytę w piekle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Pon Gru 12, 2016 10:14 pm

Westchnął głęboko. Chwilę oddychał spokojnie, powoli, miarowo - próbując przywrócić się do jakiegokolwiek porządku. To... co przed chwilą powiedział nie przystaje żołnierzowi Wehrmachtu. Siedząc, słuchał "wyroku", miętosił czapkę zdjętą z głowy. Siostro... siostra nie rozumie. Wy... Francuzi, widzicie w nas wroga - wypowiedział, po czym zrozumiał, co powiedział. Cholera, jesteśmy wrogami, ale to oni są pobici, a my zwycięscy, musiał jednak kontynuować - ale teraz... powinniśmy stanąć ponad podziałami. Ja... ja... nie uważam się za złego, siostro, ojcze. Bo taka też była prawda. Matthias, był ponad faszystowską ideologią, nie rozumiał jej i w nią nie ufał. Nie widział sensu w mordowaniu ludzi tylko dlatego, że woleli jakieś śmieszne świeczniki od krzyży, nie chciał mordować tych którzy mieli inny kolor skóry, ani plądrować wszystkiego co napotka. Matthias, w gruncie rzeczy, był chyba najlepszym Niemcem w Paryżu. A za takiego przynajmniej się uważał. Wszystko... co zrobiłem, co musiałem zrobić, zrobiłem by ratować siebie i swojego brata. A jednak dręczą mnie wyrzuty sumienia... wiem, że odbieranie życia, to boski przywilej, acz czy w obronie innego nie możnaby... - urwał, wiedząc, że nie możnaby. Wiedział, że dla nich, Niklaus był tylko kolejnym pionkiem Hitlera, trybikiem w maszynie śmierci. A dla niego? Dla niego był bratem. Rodziną. Był tym, kto jest dla człowieka najważniejszy. Rodzina Schulzów żyła wedle starego przekonania, że partnerów można mieć tysiące, ale rodzeństwo jest jedno - na całe życie.
Nigdy nie zabiłem nikogo, kto byłby bez winy - to chyba najodważniejsze stwierdzenie, na jakie mógł odważyć się nazista w środku kościoła przy stolicy okupowanego kraju. Ale... było szczere i z dobrego serca - a jednak czuję się winny. Wiem, że zgrzeszyłem i... następnym razem, będę robił wszystko, by uniknąć rozlewu krwi - zakończył. Miał ogromną nadzieję na to, że zostanie wysłuchany, i został. Czuł się trochę... lepiej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Czw Gru 15, 2016 2:14 pm

Ksiądz przysłuchiwał się z uwagą zarówno słowom Lucette jak i Matthiasa, wzrokiem przebiegając po drewnianej fakturze kościelnych ławek. Kiwał lekko głową, jakby na potwierdzenie wypowiadanych przez Naudin słów, starając się jednocześnie przetrawić dalszą część tłumaczeń żołnierza, który zwrócił się do nich w tej dość nietypowej sprawie. Takie sytuacje nie zdarzały się zbyt często, niemieccy oficerowie zazwyczaj nie stawali w progach niewielkiego kościoła, szukając z ich strony przebaczenia i zrozumienia dla czynów, które popełniali w imię wyznawanych wartości. Nie jemu jednak było to wszystko osądzać. W tej chwili był jedynie zwyczajnym księdzem, który musiał pokładać bezgraniczną wiarę w Boga i przemawiać do mężczyzny w jego imieniu.
Gdy Matthias skończył, David przez chwilę trwał w ciszy, jakby szukając odpowiednich słów. Być może tych, które żołnierz tak naprawdę chciałby usłyszeć?
- Jeśli więc dręczą cię wyrzuty sumienia i masz poczucie, iż nie postąpiłeś dobrze, być może sam powinieneś już wiedzieć, co należy uczynić – zaczął powoli, przenosząc swoje spojrzenie na mężczyznę – Wierzę, iż nie byłoby cię tutaj, gdybyś sam nie potępiał swoich czynów. Człowiek nie ma prawa decydować o życiu bądź śmierci innych ludzi, ta decyzja leży w rękach Boga, jeśli naprawdę w niego wierzysz. Tak samo jak decyzja o winie. Nie nam osądzać, czy ktoś dopuścił się zbrodni i wymierzać mu za nią karę, w szczególności gdy jest nią odebranie innej istocie boskiego daru, którym jest życie. Widzę, iż sam wiesz najlepiej, że zgrzeszyłeś i Bóg z pewnością wybaczy Ci w całym Jego miłosierdziu. Pamiętaj jednak, iż nie warto jest wkraczać dwa razy do tej samej rzeki – wraz z końcem jego słów w kościele rozniósł się dźwięk otwieranych drzwi. Ksiądz zwrócił swoją twarz w tamtą stronę, zauważając stojącą w wejściu kobietę, dającą mu znak, iż pragnęłaby się wyspowiadać. Wstał więc z miejsca, przyglądając się jeszcze przez chwilę Matthiasowi, po czym położył dłoń na jego ramieniu – Ja również odmówię za pana modlitwę. W tej chwili jednak proszę mi wybaczyć, obowiązki wzywają – wraz z tymi słowami oddalił się, prowadząc przybyłą kobietę w stronę konfesjonału, zostawiając Lucette i Matthiasa samym sobie.

zt dla Davida
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
lucette
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Pią Gru 16, 2016 2:03 am

Nie chciała rozumieć.
Tak jak nie chciała wojny, śmierci ludzi, nie chciała wierzyć, że dusza jakiegokolwiek Niemca zalewana była strugami wyrzutów sumienia, które mogły stanowić jakiegokolwiek rodzaju cierpienie. Wszak zasługiwali na nie każdym swoim pojedynczym czynem oraz myślą, która sprawiała, że żywot w tym miejscu stawał się istną torturą, piekłem dla niewinnych jednostek. Odbierali życia z pełną świadomością, podejmując decyzję w oczywistym wyborze oni albo ja, samym skazując się na taki właśnie stan rzeczy. Nie było odwrotu, każdy ruch ponosił za sobą konsekwencje i skoro nie dawali sobie z nimi rady, jak mogli wciąż i wciąż wskazywać na tę samą ścieżkę, która wiodła ich ku kolejnym moralnym rozterkom? Byli naiwni czy zdesperowani?
Zastanawiała się, co tak naprawdę stało się tym razem, że mężczyzna przyszedł do nich. Co działo się w jego głowie, w procesach myślowych, które wręcz obsesyjnie kręciły się wokół bolącego poczucia winy i co to wszystko zmieniało? Może nic, a może wszystko? Wydawał się szczery w swoich słowach, lecz mimo to nie potrafiła potraktować ich poważnie i wyrazić prawdziwe współczucie. Gdyby okazała choćby krztę zrozumienia, uwierzyła, że wśród cierni ktoś zasiał ziarno człowieczeństwa, podwaliny całej życiowej filozofii, którą sobie stworzyła, upadłyby z głośnym hukiem, a razem z nimi silna Lucette, dla której wszystko było czarno albo białe. Niemcy, a w szczególności żołnierze, wręcz hebanowo czarni.
Słuchała jego słów, lecz dalej pozostawała za murem, w strefie bezpiecznej i wolnej od wszelkiej empatii. Kiwała głową, układa usta w charakterystyczne wygięcia imitujące próby zrozumienia, a tak naprawdę cały czas pozostawała daleko stąd, wirując wokół obsesyjnej niewiary. Ona, osoba osoba kościelna, człowiekiem małej wiary. Czy ta rozmowa mogła obfitować w jeszcze więcej paradoksów?
Słowa Davida pojawiły się w dobrym momencie, po raz kolejny wybawiając ją od wątpliwego przywileju uraczenia Niemca słowami, które zapewne miały dodać mu otuchy. Zapewne, jeśli chodziło o kwestie chrześcijaństwa, miał sporo racji i jedyne, co mogła dodać, jednocześnie odnosząc się do poprzednich słów żołnierza, to: - W obliczu Boga stoimy ponad podziałami. Tak samo wszyscy błądzimy, lecz o to właśnie chodzi - aby odnaleźć się na nowo, powrócić do domu - dopowiedziała wyjątkowo łagodnie oraz spokojnie. Ledwie skończyła to mówić, a drzwi kościoła uchyliły się, a zaraz potem David po prostu ulotnił się, znów zostawiając ją samą z okupantem. Miała nadzieję, że przez to nie zrezygnuje on z dalszej rozmowy, a spowiedź potrwa jeszcze parę chwil.
- Każde ludzkie życie jest tak samo cenne, być może zmuszony był pan dokonać wyboru: oni albo pański brat. W tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia, ale decydując się ochronić brata, splamił pan swoje ręce krwią - mówiła bardzo powoli, uderzając w spokojny ton i splatając palce dłoni na kolanach. Patrzyła na swojego rozmówce bardzo uważnie, podkreślając wagę wypowiadanych słów. - Z drugiej strony, gdyby pan tego nie zrobił, niejako przyczyniłby się do jego śmierci i musiałby żyć z tym do końca swoich dni. - Umilkła, przez chwilę błądząc we własnych myślach. - Bo nie zginął już nikt więcej, prawda? - zapytała bardzo cicho, jakby bojąc się samego brzmienia tych słów, a tak naprawdę czekając, aby dowiedzieć się jeszcze choćby odrobinę więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Czw Cze 22, 2017 5:17 pm

4 V 1942

W niedalekiej odległości od Paryża znajdowało się idealne miejsce do wykorzystania na trening strzelecki; w Feniksie od jakiegoś czasu mówiło się o zorganizowaniu takiego przedsięwzięcia, a młodzi członkowie oddziału wzięli w końcu sprawy w swoje ręce. Émile zaproponował okolice starego cmentarza i zorganizował naboje, a Arielle wypożyczyła rowery i przygotowała skromny prowiant. Słysząc o wyczynie Damiena z opuszczonego gospodarstwa, kiedy to nie kłaniał się kulom, a kilka z nich wpakował w Erika Kastnera, postanowili zaproponować mu dołączenie do ich małej wyprawy.
We trójkę opuścili Paryż, a choć ukryta w plecakach broń ciążyła na ich spokoju, bez problemu dojechali na obrzeża, a stamtąd prosto we wskazane przez Émila miejsce.
Niebo było bezchmurne, a wiatr leniwie szumiał pomiędzy drzewami, gdy mijali stary cmentarz i kierowali się ku polanie, na której miał odbyć się trening.
- Dzisiaj chowają Kastnera - wspomniała niby mimochodem Arielle, prowadząc rower wydeptaną ścieżką. Jej wzrok spoczął na twarzy Damiena - Żałuję, że nie możemy oficjalnie podpisać się pod likwidacją tej szumowiny - dodała butnie.
Émile milczał, ale jego uśmiech pod nosem mógł zdradzać, iż zgadza się z koleżanką.
Po chwili rudowłosa znalazła miejsce, w którym mogliby schować rowery, a okularnik wskazał palcem powalony na ziemi pień:
- Tam ustawimy puszki i będziemy do nich strzelać. Trafiona to jeden punkt, strącona to dwa. Za kulę w pniu odejmujemy punkt - spojrzał po zebranych by upewnić się, że zaproponowane zasady są dla wszystkich jasne.
Z plecaka wyciągnął pistolet oraz trzy puszki, po czym ruszył w stronę pnia i zaczął je tam ustawiać.


Zasady treningu są proste - post oznacza strzały, a wraz z oddaniem strzału powinien odbyć się rzut kostką k6 (Rzut kością #1 - Kość Mistrza Gry K6). W jednym poście można oddać maksymalnie pięć strzałów.
Mistrz Gry nie będzie oceniał każdego rzutu z osobna, ale przedstawia legendę, która rozstrzygnie, które z nich były udane, a które nie:

1 - kule trafiają w pień
3,5 - strzały niecelne
2,4 - strzały celne; puszka nie spada
6 - strzały celne, puszka spada
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Czw Cze 22, 2017 9:06 pm

Damien po ostatniej akcji czuł się niezwykle dowartościowany. Udało im się w końcu coś osiągnąć. Niestety nie obyło się bez niepotrzebnych utarć. Młody co prawda nie powinien mieć wiele do powiedzenia, ale gdyby ktoś go zapytał o zdanie, stwierdziłby że Ruch Oporu potrzebuje więcej integracji, chociażby podczas treningów strzeleckich. Może brzmi to naiwnie, w końcu to konspiracja, a nie szkoła. Jednakże, jak mają działać razem nie znając się i nie rozumiejąc?
Mora od ostatniej akcji również uspokoił się. Jakby nie patrzeć widział śmierć dwójki ludzi. Z czego do jednej przyczynił się on sam. To nie targało jednak jego sumieniem, ponieważ chłopak nie uważał Kastnera za człowieka zdolnego do czynienia dobra. Jednak dziewczyna była niewinna, mogła żyć, mogła. Nie oszukując się, młody wiedział że widziała za dużo i śmierć to prawdopodobnie było jedyne wyjście, jednakże dalej miał w głowie obraz Rene podrzynającego jej gardło. No nic, młodemu pozostało przełknąć ślinę i żyć dalej.
Ucieszył się niezmiernie wiedząc że ktoś w ogóle uwzględnił go w takiej wyprawie. Miło że jego wyczyny są przez kogoś zauważane. Ale to mniej ważne, dla niego ważniejszy był fakt, że mógł sobie przy okazji dodatkowo postrzelać, tym razem nie robiąc nikomu krzywdy.
Damien odpowiednio się przygotował biorąc ze sobą plecak z prowiantem. Za pasek wcisnął zabezpieczony pistolet z nabojami w środku. Spotkał się z Arielle i Emile w wyznaczonym miejscu i wraz z nimi ruszył w odpowiednim kierunku.
Chłopak musiał przyznać że temperamentem był bardzo do nich podobny, aczkolwiek teraz jedyne co czuł na myśl o ostatnich wydarzeniach to skurcz w żołądku. Nigdy by się do tego nie przyznał, ale czuł może nie strach, co lekką obawę. W końcu Niemcy nie są głupi, domyślą się że to Ruch Oporu, dalej przesłuchania i dążenie po trupach do głównego winnego. Coś takiego może ich kosztować wielu ludzi, może ale nie musi.
-To dobrze. Dopóki działamy anonimowo nie będą wiedzieć kogo karać. Mogą się domyślać, ale nie mają dowodów, a my możemy dalej działać- odpowiedział dziewczynie, prowadząc swój rower w odpowiednie miejsce.
Kiedy już się ustawili, chłopak wyjął swój pistolet i się przymierzył.
-Oddam jeden strzał dla sprawdzenia czy wszystko działa jak należy- powiedział.  Nogi ustawił w równej linii, wyciągnął prawą rękę ustawiając muszkę i szczerbinkę tak, aby była pod puszką. Odbezpieczył, wziął głęboki wdech i nacisnął na spust wraz z wypuszczaniem oddechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Czw Cze 22, 2017 9:06 pm

The member 'Damien Mora' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Pią Cze 23, 2017 6:12 pm

Renard miał rację, trening był także dobrą okazją do lepszego poznania ludzi, z którymi przecież walczyło się ramie w ramię o wolną Francję. Arielle i Émile byli pozytywnie nastawieni do pogłębienia znajomości z kolegą z oddziału; zwłaszcza ona cieszyła się na tę okazję.
- Oni się domyślają, ale cywile nie mają pojęcia, bo przecież w gazecie sprzedali tę bajeczkę o chorobie. Zwykli paryżanie nie wiedzą, że ktoś wciąż o nich walczy - westchnęła rudowłosa, niepocieszona rozwojem sytuacji w związku ze śmiercią Kastnera.
Émile wciąż milczał na ten temat, w spokoju ustawiając puszki, a później szykując pistolety dla siebie i Arielle. Na znak od Damiena wycofał się na bezpieczną odległość i patrzył, jak chłopak przyjmuje pozycję, a następnie oddaje strzał.
- Brawo! - oboje odezwali się jednocześnie, gratulując Renardowi celności.
Następna w kolejności dziewczyna przyjęła niemal identyczną pozę, co jej poprzednik, lecz przed naciśnięciem spustu wahała się trochę dłużej. Emile nie miał tych wątpliwości i ledwo dobył pistolet, odbezpieczył go i strzelił.
- A jaka jest nagroda dla zwycięzcy? - rudowłosa spojrzała po kolegach, uśmiechając się szelmowsko.


Kość #1 - Arielle
Kość #2 - Emile
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Pią Cze 23, 2017 6:12 pm

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : rzut kością


#1 'Kość Mistrza Gry K6' :


--------------------------------

#2 'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Sob Cze 24, 2017 1:18 pm

Damien nie płakał nad tym że zwykli obywatele nie wiedząc, ponieważ ci bardziej dociekliwi doskonale zdają sobie sprawę że Ruch Oporu działa i nie obija się. Paryżanie mniej zainteresowani walkami w mieście też mogą odczuć obecność RO widząc niektóre napisy na murach które za nim zostaną zamalowane wiszą tam minimum dzień.
-Gdyby obywatele wiedzieli, to gestapo tym bardziej. Dobrze jest tak jak jest, przynajmniej nie wyciągają niewinnych ludzi na przesłuchania.- Przynajmniej tak było na razie. Niemcy jeszcze nie zaczęli swojego śledztwa, albo przynajmniej konspiracja jeszcze o tym nie widziała. W każdym razie nie mogli przesłuchiwać niewinnych ludzi, po tym jak sprzedali bajeczkę o chorobie.
Młody nie czuł żadnej satysfakcji ze trafionej puszki. Spodziewał się tego, w końcu ma do czynienia z bronią od dłuższego czasu. Co nie znaczy że zawsze trafia.
Młody Mora odsunął się i dał pole do popisu dla swoich znajomych z oddziału. Zaraz po dwóch strzałach otworzył szeroko oczy i uśmiechnął się. Może pora pomyśleć o oddziale strzelców wyborowych?
-Satysfakcja z wygranej- Rzucił do rudowłosej wesoło, nie mając tak naprawdę nic do zaoferowania.
-Ewentualnie mogę oddać prowiant, bo jak widać, tylko moja puszka stoi- zaśmiał się, może powinien się czegoś nauczyć od Arielle i Emile.
Damien powtórzył ustawienie, uniósł rękę do góry i patrząc przez celownik wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze pociągając za spust. Jeśli pierwszy strzał nie spowodował upadku puszki, zrobił jeszcze jeden. I tak do skutku, dopóki jej nie strącił.
Jeśli puszka w końcu została strącona, chłopak poszedł na przedpole ustawić je ponownie do pionu, i dał zacząć swoim kolegom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Sob Cze 24, 2017 1:18 pm

The member 'Damien Mora' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Sob Cze 24, 2017 2:44 pm

- Ale zaczną wyciągać - mruknęła rudowłosa, zanim zdążyła się powstrzymać - Zobaczycie, że jakoś zemszczą się za niego - wyraźnie obawiała się tego, co mogło już niebawem spotkać rebeliantów i Paryżan w odwecie za śmierć Kastnera.
Rozległy się wystrzały i po chwili dwie puszki spadły na trawę.
Po wyrazie twarzy Emila można było rozpoznać, że chłopak sam zdziwił się swoją celnością - w zdumieniu spojrzał na swój pistolet i z lekko otwartymi ustami podążył w kierunku pnia, by na nowo ustawić puszki.
Arielle była wyraźnie z siebie zadowolona.
- Może z takim celem przyjmą mnie dziewczyny z Wenus? - zażartowała, wspominając kobiecy oddział Ruchu Oporu, słynący z wyśmienitych snajperek.
Zanim oddała kolejny strzał, schyliła się do swojego plecaka i wyciągnęła mały notatnik.
- To była seria próbna, a teraz punktujemy. Będę zapisywać nasze wyniki - zapewniła gorliwie.
Emile wrócił na swoje miejsce i obserwował, jak Renard ponownie przyjmuje pozycje do strzału; trafił trzy razy, z czego jedna puszka spadła z pnia.
- Prowiantem się podzielimy, ale wygranemu skołujemy po 10 naboi każdy. Musi starczyć na wszystkich Niemców panoszących się po mieście - prychnął chłopak, po czym oboje z rudowłosą oddali swoje strzały.


Kość #1 - Arielle
Kość #2 - Emile

Punktacja
Damien - 4 punkty
Arielle -
Emile -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Sob Cze 24, 2017 2:44 pm

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : rzut kością


#1 'Kość Mistrza Gry K6' :


--------------------------------

#2 'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   Sro Cze 28, 2017 7:26 pm

Były to dopiero pierwsze strzały. Trudno było stwierdzić czy kolega i koleżanka mieli talent, doświadczenie, albo po prostu szczęście. Damienowi nie przeszkadzało to ani trochę, co prawda on ma więcej doświadczenia, ale to nie znaczy że jest świetnym strzelcem. Gdyby był, nie potrzebowałby treningu.
-Myślę że w Feniksie możesz się bardziej popisać.- odpowiedział dziewczynie, to całe dzielenie oddziałów na chłopców i dziewczynki było dla młodego idiotyczne. To nie szkoła, nie potrzebują koedukacji. Kobiety mogą się czegoś nauczyć od mężczyzn, a mężczyźni od kobiet. Kiedy pracują w jednym oddziale można więcej zdziałać, przynajmniej według Renarda.
-Dobry pomysł Emile, ten kto będzie najcelniej strzelać na pewno nie zmarnuje tych naboi- pochwalił pomysł chłopaka.
Dał im wolną rękę, aby oddali swoje strzały, przy okazji obserwując ich ustawienie, mógłby się czegoś doczepić, ale nie wiedział czy są gotowi na uwagi.
Kiedy nadeszła jego kolej powtórzył swoje wcześniejsze poczynienia. Tym razem jednak zwracał większą uwagę na wiatr.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Kościół na wsi   

Powrót do góry Go down
 
Kościół na wsi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Obrzeża-
Skocz do: