IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Kawiarnia 'Flore'


Share | 
 

 Kawiarnia 'Flore'

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Kawiarnia 'Flore'   Wto Sie 09, 2016 2:00 pm



Kawiarnia 'Flore'

Wśród licznych zabytków oraz miejsc historycznych Paryża, jest jeszcze jedno wyjątkowe miejsce kryjące się wśród starych uliczek miasteczka. Café de Flore powstało w drugiej połowie lat 80. XIX wieku. Jej nazwa wzięła się od imienia Flory, rzymskiej bogini, której posąg znajduje się nieopodal. Pisarze Joris-Karl Huysmans i Remy de Gourmont byli jednymi z pierwszych stałych bywalców kawiarni. Charles Maurras napisał tu swą książkę Au signe de Flore. Poza tym stanowi ona miejsce spotkań paryskiej inteligencji, bowiem mówi się, że to właśnie tutaj nabierają oni weny.
Klasyczny wystrój w stylu art déco, z czerwonymi, mahoniowymi krzesłami oraz licznymi lustrami zachęca do zostania dłużej, nawet jeśli pogoda nie dopisuje (przez większość czasu stoliki wyniesione są na ulicy). Warto przygotować nieco pieniędzy, aby pozwolić sobie nie wypicie popołudniowej kawy, a nuż akurat wpadnie się na kogoś sławnego!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Flore'   Wto Sie 23, 2016 12:43 am

Kawiarnia Flore była jednym z ulubionych miejsc Morgane - często zapraszano ją tutaj po jej spektaklach przez innych aktorów albo przez tych nieco bogatszych widzów. Dzisiaj jednak w jej towarzystwie nikogo nie było - chciała jedynie przez moment pobyć sama i pocieszyć się kawą - miała dość męczący dzień w Ruchu Oporu.
Oczywiście to nie tak, że przekraczało to jej możliwości - przecież Morgane La Fayette miała nieograniczone możliwości, prawda? Poza tym cieszył ją fakt, że mogła komuś pomóc i przeciwstawić się okupantom, których z całego serca nienawidziła.
Gdy weszła do kawiarni, przywitała się z uśmiechem z ludźmi znajdującymi się w środku jak to wypada - oczywiście po francusku, pomimo że liczyła się z tym, że ktoś tu mógł być Niemcem, nawet jeśli cywilem (choć z inną opcją też się liczyła - mógł przecież nie mieć na sobie munduru). Na szczęście jeśli jakiś Niemiec tu był, to nie zareagował w żaden sposób.
Usiadła przy jednym z wolnych stolików i zamówiła swoją ulubioną dużą kawę. Bardzo dużą. Po takim dniu chciała dużą kawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Flore'   Wto Sie 23, 2016 8:38 am

Ten dzień był ciężki nie tylko Morgane. Nadine, działając w podziemiach jako pielęgniarka także miała wiele pracy. W szpitalach często brakowało miejsc, bo przecież pierwszeństwo musieli mieć napływający ze wszystkich stron Niemcy. W każdym razie, ktoś musiał pomóc tym ludziom. Nadine wierzyła, że to zadanie dla niej. Oprócz podstawowej wiedzy pielęgniarki, potrafiła troszkę więcej. Powiedzmy, że to dzięki posiadaniu lekarza za męża.
W każdym razie każdemu po ciężkim dniu należała się chwila wytchnienia, nawet jeżeli żyjesz w okupowanym Paryżu. Nadine miała wątpliwości co do odwiedzenia jakiejkolwiek kawiarni. Nie chciała po raz kolejny wpaść na niemieckich wojskowych, a ostatnio kiedy miała odwiedziła jedno ze swoich ulubionych miejsc została wylegitymowana i chyba każdego dnia mogła spodziewać się odwiedzić niemieckiego wojskowego. Pomimo to wybrała się tym razem do Flore. Przywitała się francuskim Bonjour i już miała zajmować wolny stolik, jednak w tym samym momencie ujrzała dobrze znaną, rudowłosą Francuzkę. Uśmiechnęła się do kobiety.
-Można?-zwróciła się do kobiety z lekkim uśmiechem wymalowanym na twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Flore'   Wto Sie 23, 2016 7:13 pm

Zdecydowanie każdy potrzebował odpoczynku, nawet tutaj. W końcu to nie tak, że zrelaksowanie się w takich warunkach było niemożliwe. Dla wielu ludzi życie toczyło się tak jak dawniej, czego Morgane nie rozumiała - jak mogli tak łatwo dać się przekonać? Jak mogli w ogóle dać się przekonać? Czy oni nie widzieli Niemców, przechadzających się uliczkami Paryża tak, jakby należały do nich, a nie do tych, którzy w Paryżu mieszkali już od dawna?
Aż zacisnęła zęby ze złością, na samą myśl o tym. Miewała chwile, w których czuła się bezradna, choć przecież wcale tak nie było - coś robiła, próbowała odratować swoje miasto, swój kraj.
Jej mina trochę się rozjaśniła, kiedy dostrzegła znajomą twarz.
- Oczywiście - odparła z uśmiechem. W zasadzie to cieszyła się, że spotkała tu Nadine - była bardzo blisko wpadnięcia w pułapkę złych myśli i ogólnego przygnębienia, nawet jeśli piła najlepszą kawę w mieście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Flore'   Pią Sie 26, 2016 1:47 pm

W wolnych chwilach starała się nie myśleć o tym jak wielką, delikatnie mówiąc, niechęcią do okupanta. Może właśnie to pozwoliło jej zachować zimną krew w rozmowie z mundurowymi? W każdym razie wiedziała, że to nic nie da. Co oczywiście nie zmieniało faktu, że darzyła ich nienawiścią. W końcu Francja to jej kraj, Paryż to jej dom. A nikt nie lubi jak ktoś wchodzi mu z butami do mieszkania.
W sumie dobrze, że spotkała tutaj Morgane, przynajmniej miała z kim porozmawiać. Nie chciała znowu pogrążyć się we własnych myślach. Może była silna, ale nie ma ludzi niezniszczalnych, a ona coraz częściej budziła się w nocy zastanawiając się, czy to tylko jej wyobraźnia płata jej figle, czy gdzieś naprawdę słyszała odgłosy wojny. Zajęła miejsce naprzeciwko panny La Fayette, a następnie zamówiła sobie dużą kawę. Potrzebowała kofeiny po wyczerpującym dniu pracy. Zmarszczyła czoło, przyglądając się rudowłosej Francuzce. W między czasie dosyć szybko podano jej kawę. Upiła łyk napoju.
-Co się stało?-spytała, bo wydawało się, że coś jest nie tak. Znaczy cały czas było coś nie tak, skoro okupant chodził po paryskich ulicach, jakby był u siebie w Niemczech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Flore'   Nie Wrz 25, 2016 11:57 am

Siedziała przy jednym ze stolików w pobliżu okna, samotnie. Wyglądała tak niepozornie, że prawie nikt nie zwracał na nią uwagi. Ot, kolejna młódka, która schroniła się tu przed marcowym chłodem. W toku swojego życia Sara nauczyła się już, jak się zachowywać, żeby nie przyciągać niechcianego zainteresowania, było to bardzo ważne, dorastając pod jednym dachem ze swoim ojcem, któremu wystarczył byle pretekst, żeby zademonstrować swą władzę w domu i ukarać któreś z dzieci. Było to ważne również po przyjeździe do Francji, by uniknąć pełnych pogardy spojrzeń mieszkańców Paryża i poczucia winy, że to jej pobratymcy doprowadzili do takiej sytuacji, a ona jest mierzona tą samą miarą. W normalnym świecie bez wojny nie powinno ich tu być, ale byli, ona także, chociaż nie o takim odwiedzeniu Paryża kiedyś marzyła. Cóż, nie można mieć wszystkiego, była tylko nic nie znaczącą dziewczyną drżącą ze strachu nawet przed własnym ojcem.
Drobne dłonie w jedwabnych rękawiczkach zacisnęły się na szkicowniku, którego górny brzeg opierała o krawędź stolika. Chociaż może dziwnym było noszenie rękawiczek w pomieszczeniu, nawet takich delikatnych, kobiecych z koronkowym brzegiem, to Sarze tak naprawdę wcale nie chodziło o ochronę przed chłodem. Jasny materiał miał za zadanie ukryć to, że ojciec w szczególności lubił pastwić się nad dłońmi córki, wiedząc, jak bardzo są jej potrzebne do tworzenia. Jej zesztywniałe, opuchnięte kostki znaczyły sine pręgi w miejscu przytrzaśnięcia ich klapą od fortepianu. Nie chcąc, by ktoś coś zauważył i zaczął dopytywać, albo nawet tylko patrzeć, zawsze ukrywała wszelkie ślady spowodowane przez ojca. Tak ją uczono, i sama też rozumiała, że tak jest najlepiej. Nikt nie może wiedzieć, nikt nie może zwracać uwagi.
Ściskanie ołówka bolało, ale chyba zdążyła się do tego przyzwyczaić, bo dłoń przesuwała się po papierze, znacząc kolejne linie, a niebieskie oczy co jakiś czas unosiły się i spoglądały w bok, na mężczyznę, którego obrała za cel swojego rysunku. Nie znała go, ale w jakiś dziwny sposób przykuł jej uwagę, więc postanowiła go naszkicować, co jakiś czas wolną od ołówka dłonią sięgając po filiżankę z herbatą. Ostrożnie zaciskała posiniaczone palce na uszku i sączyła przyjemnie ciepły napój, a z upływem kolejnych minut szkic nieznajomego mężczyzny coraz bardziej przypominał oryginał. Uniosła lekko ołówek, by odgarnąć z policzka zbłąkany jasny kosmyk, po czym znowu na niego spojrzała. Nie było istotne, kim był, posłużył po prostu jako obiekt odreagowania poprzez rysunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Flore'   Nie Wrz 25, 2016 4:04 pm

Kawa była za mocna, miała gorzki, dymny posmak – przywodziła na myśl upłynniony piołun, który pozbawiał życie i tak nikłego kolorytu. Obok filiżanki stał mały, nieskazitelnie biały talerzyk, na talerzyku – nietknięty kawałek tarty Tatin, nad tartą wisiało zaś nieruchome, chłodne spojrzenie barwy wyblakłego nieba. Ostatnie miesiące spędzone w Paryżu nauczyły Fiodora dwóch rzeczy – nienawiści do kawy i nawyku zamawiania kawy, co stanowiło wyraźną, ale konieczną ambiwalencję. Zamówienie filiżanki stanowiło przepustkę do ciasnych, kawiarnianych wnętrz i tego, co pośród zadymionych papierosowym dymem bądź przesyconych kobiecymi perfumami ścian było najistotniejsze.
Informacje.
Niewielu ludzi zwykło zwracać uwagę na pogrążonego w lekturze mężczyznę, który z pozorną obojętnością przeglądał poranną gazetę. Ceremonia pasywnego nasłuchu opierała się na tych samych filarach, zmianie ulegały jedynie miejsca, otoczenie i gazety – podczas gdy wzrok prześlizgiwał się po równych linijkach tekstu, a dłoń obracała na spodku filiżankę, uszy czyniły to, czego nie robiła reszta ciała – wspinały się na wyżyny swego przeznaczenia. Fiodor słuchał chciwie, choć bez żadnych oznak zainteresowania – cierpliwie wysłuchiwał cichej kłótni kochanków przy stoliku obok, tego przepraszającego tonu mężczyzny i ostrych odpowiedzi kobiety, wysłuchiwał niecierpliwych pytań pięciolatka kierowanych do pogrążonej w rozmowie matki, wysłuchiwał cichych uskarżeń kelnera, wysłuchiwał rozmowy dwóch mężczyzn, którzy okazali się obiektem znacznie ciekawszym od skłóconej pary. Słuchał ich uważnie, choć z ust nie padła żadna sensacja, żadna tajemnica, żadna kontrowersyjna opinia – choć Paryżanie starali się zapomnieć o wojnie, ta wciąż wisiała nad miastem jak katowski topór gotowy w każdej chwili przeciąć gęste od niepokoju powietrze. Konflikt rozdzierał świat we wszystkich szwach, jakby kula ziemska - niby wrzód, który rósł i ćmił przez dziesiątki lat - pękła nagle, wybuchając setkami starć.
Cichy szelest przewracanej strony był pretekstem do oderwania wzroku od kolumn gazety – tym razem spojrzenie powoli przetoczyło się po wnętrzu kawiarni, omijając pogrążoną w sprzeczce parę i wiercące się na krześle dziecko, by w końcu prześlizgnąć się po postaciach pochylonych nad stolikiem mężczyzn i – wciąż nie zatrzymując się na nikim konkretnym – powrócić do gazety.
Tyle wystarczyło, żeby zauważyć nowego klienta kawiarni. Kogoś, kto milcząc nie zwracał na siebie uwagi, choć i bez tego znacznie odróżniał się od zgromadzonej we Flore klienteli – wszystko przez oparty o stolik szkicownik i skrytą pod cienkim materiałem rękawiczki dłoń, która raz za razem unosiła się ku białej kartce papieru, by postawić na niej kolejną kreskę. Delikatny, znajomy ucisk z tyłu głowy był dobitnym potwierdzeniem podejrzenia, które przedarło się przez nurt myśli Chirjakowa – siedząca po prawej stronie kobieta go obserwowała.
Nie było to natarczywe wpatrywanie się w pochylonego nad gazetą Fiodora, lecz ukradkowe, krótkie zerknięcia, tak charakterystyczne dla kogoś, kto próbuje uchwycić linię szczęki i krzywiznę dwukrotnie złamanego nosa. Wystarczył kolejny obrót strony i jeszcze jedno, obojętne spojrzenie na wnętrze kawiarni, by Chirjakow wyzbył się wątpliwości – szkicująca kogoś kobieta stała się kobietą szkicującą jego, co w oczywistej konsekwencji czyniło z niej cel.
Podejrzeń, zainteresowania bądź – jeśli zajdzie podobna potrzeba – zlikwidowania.
Fiodor zapomniał o gazecie, filiżance kawy i rzekomo najlepszej w Paryżu tarcie Tatin – tym razem oderwał wzrok od atramentowych ścieżynek tekstu tylko po to, by spojrzeć wprost na szkicującą. Z kolejnym zerknięciem czekało na nią gorzkie rozczarowanie – malarski obiekt całkowicie zmienił perspektywę, nie pochylając się dłużej nad gazetą – teraz pragnął odczytać zamiary artystki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Flore'   Nie Wrz 25, 2016 4:53 pm

Sara lubiła rysować odkąd sięgała pamięcią. Sztuka była jednym z najlepszych sposobów ucieczki. Kiedy ojciec znowu był przykry, mogła przenieść się do zupełnie innego świata, sztuki, muzyki bądź literatury. Wśród kolorów, dźwięków czy liter nie czaił się ojciec, to wszystko było fikcyjne, piękne i jasne, wolne od prawdziwych lęków, od niepokoju, którego doświadczała na długo przed tym, zanim na świecie rozpoczęła się wojna. To zdumiewające, jak wiele zepsucia kryło się w jej rodzinie, starannie ukrywane przed światem zewnętrznym. To była jej mała, prywatna wojna, w której to ona była stroną uciśnioną (wraz z braćmi i matką), a ojciec sprawował nad nimi władzę i karał z byle powodu. Jakoś to przeżyła, musiała. Dzięki sztuce było łatwiej.
Nie zawsze jednak była ona tylko ucieczką. Była także pasją, przyjemnością. Tak jak teraz, bo tutaj nie było ojca, ani nikogo, kto budził w niej silny lęk. Było to miejsce neutralne, jedna z wielu paryskich kawiarni, do których przychodziła, by wyrwać się z domu, chociaż nawet takie zwykłe wyjścia do kawiarni czy galerii mogły być przyczyną spięć z rodzicielem.
W powietrzu unosiła się woń kawy, herbaty i innych przekąsek dostępnych w miejscach tego rodzaju. Był przyjemniejszy niż woń zimy i spalin zalegająca wciąż na ulicach. Było też ciepło, i nawet gwar rozmów nie przeszkadzał jej zbytnio, chociaż nie przysłuchiwała się nikomu. Nawet, jeśli działoby się tu coś ważnego, ją nieszczególnie to interesowało. W tej chwili jej uwaga była skupiona przede wszystkim na rysunku oraz uwiecznianym na nim obiekcie. Sara sama nie wiedziała, dlaczego właśnie ten mężczyzna. Dlatego, że siedział w dogodnym miejscu? Czy może dlatego, że miał w sobie coś, co przykuło jej uwagę? Niby wyglądał niepozornie, ot, jeden z wielu mieszkańców Paryża, który przyszedł, by odpocząć nad filiżanką kawy i gazetą, ale jednak było w nim coś, czego nie potrafiła jednoznacznie określić.
Szkic nie był może bardzo wnikliwy, bo musiałaby poświęcić mu dużo więcej czasu, ale wystarczająco dobry, by dało się już dopatrzeć w nim konkretnych rysów. Zarys szczęki pokrytej cieniem zarostu, skrzywiony nos, chmurne spojrzenie zapewne śledzące tekst gazety powoli stawały się coraz wyraźniej widoczne. I właśnie wtedy Sara zauważyła, że tajemniczy nieznajomy poruszył się i jego spojrzenie, do tej pory utkwione w gazecie, zwróciło się wprost na nią.
Zauważył ją.
Kiedy rysowała przypadkowych ludzi w takich miejscach jak to, zwykle peszyło ją, kiedy zdawali sobie sprawę z tego, że ich rysowała. Ale tym razem, kiedy jej oczy i oczy nieznajomego przelotnie się spotkały, poczuła się wyjątkowo dziwnie. Z wrażenia aż upuściła ołówek; nie było to trudne, biorąc pod uwagę, że jej palce były opuchnięte i nieco zesztywniałe. Kawałeczek drewna uderzył w podłogę, a Sara szybko pochyliła się, żeby go podnieść. Dopiero za drugim razem udało jej się uchwycić ołówek i szybko podniosła się znowu, czując, jak na jej policzki wstępują lekkie rumieńce. Zaraz potem zamknęła szkicownik i schowała go wraz z ołówkiem do torebki, szybko uciekając wzrokiem przed mężczyzną.
Wyjść, czy udawać, że wcale na niego nie patrzyła?, zastanowiła się. Zerknęła jeszcze na swoją herbatę, szybko dopijając resztę, po czym powoli zaczęła się podnosić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Flore'   Nie Wrz 25, 2016 6:08 pm

Smakująca piołunem kawa zdołała dawno wystygnąć, tarta – od początku niezbyt kusząca – zupełnie straciła na wartości, a gazeta, nieco sfatygowana i pogięta, stała się naturalnym elementem wnętrza kawiarni, podobnie jak stoliki i krzesła.
Tylko bez pośpiechu, myśli spokojnie i chłodno.
Już przed laty wyzbył się uczucia podenerwowania, tego lekkiego, ulotnego ukłucia w miejscu, w którym powinno być serce. Wyzbył się go w dniu, w którym z wysokości dziewiątego piętra rozpostarła się przed jego oczami panorama ogromnego, bezkresnego lotniska gdzieś na sięgającym horyzontu pustkowiu. W dole prosto pod nogami - labirynt wysypanych piaskiem dróżek wijących się pomiędzy sprężystymi ścianami krzaków. Potężny, betonowy mur najeżony gęstą siecią drutu kolczastego, rozpiętego na białych izolatorach oddzielających zieleń parku od spalonej trawy lotniska. Armia skutecznie obdziera mężczyzn z człowieczeństwa, z emocji, z poczucia bezpieczeństwa, ale Gławnoje Razwiedywatielnoje Uprawlenije robi z nimi coś znacznie gorszego – uczy akceptować podobny stan rzeczy. Dlatego Fiodor nie czuje niczego – żadnego napięcia, nerwowości, żadnego wahania  w obliczu czyhającego na niego zagrożenia, czegoś, co mogło być efektem ostrożności bądź realną perspektywą pułapki. Wystarczyłoby jedno drgnienie palca, jeden przestrach za dużo i ściągnąłby na siebie uwagę kolejnych klientów kawiarni – być może dlatego nie podniósł się z krzesła. Być może dlatego na krótką chwilę spuścił wzrok z kobiety. Być może dlatego sięgnął po zimną kawę i upił z filiżanki niewielki łyk, jakby ten gest sam w sobie stanowił jakąś drobną kapitulację, symptom lęku, którego przecież nie odczuwał.
Nie poruszył się, nie przejął dowodzenia akcją, w ogóle nic nie robi, aż mija nie więcej niż trzydzieści sekund – właśnie wtedy Fiodor ponownie podnosi na szkicującą wzrok.
Dźwięk upadającego na czystą posadzkę ołówka wydawał się równie donośny, co wystrzał – drżące dłonie kobiety na krótki moment stały się obiektem zainteresowania siedzących najbliżej klientów, którzy – pobieżnie oceniając sytuację – powrócili do przerwanych zajęć.
Wszyscy, poza Fiodorem.
Delikatny ruch kobiety, to charakterystyczne pół-zawieszenie pomiędzy siedzeniem a powstaniem stanowił dla niego wyraźny sygnał, że musi zacząć działać – nie zaraz, nie za moment, lecz teraz, nim nieznajoma na dobre wstanie i ruszy do drzwi, za którymi może czekać patrol bądź ktoś, kto jej towarzyszy. Monety w zetknięciu z blatem stolika wydały z siebie cichy, metaliczny dźwięk – jedna z nich wciąż drżała na gładkiej powierzchni drewna, kiedy Chadiejew podniósł się bez pośpiechu, przywołując na usta cień uśmiechu, składając gazetę w pół i wsuwając ją pod pachę, dokładnie tak, jak czynią to wszyscy przygotowujący się do wyjścia mężczyźni.
Tyle, że ten konkretny mężczyzna nie skierował się ku drzwiom – sześć krótkich kroków wystarczyło, by znalazł się przy zajmowanym przez drobną blondynkę stoliku. Nie przestając się uśmiechać, tak jak mogłaby to robić puma albo niedźwiedź, chociaż nie – raczej zwierzę bardziej zwinne i bardziej okrutne – uchylił lekko dopiero co założonego kapelusza.
- Wybacz mi, madame, niecodziennie obierają mnie na swoją muzę – ton jego głosu jest całkowicie pozbawiony emocji, dźwięczny i wyraźny, jak zdawkowe, lecz uprzejme zaproszenie kogoś, kto wychował się wśród ludzi niepozbawionych dobrych manier. Jedynie zbyt dokładna przesadność wymowy i ta dziwna, zdradliwa nuta akcentu zaklęta w słowach całkowicie przeczyły wcześniejszemu wrażeniu – nie kaleczył języka, jak obcokrajowiec, ale…
- Nie miałem zamiaru wzbudzać obaw… bądź zaprzepaszczać efektu szkicu.
… ale wciąż było w nim coś obcego. Zupełnie jak teraz, gdy spokojnie przeniósł spojrzenie na torebkę, w której zniknął szkicownik wraz z czymś, co gorączkowo pragnął odzyskać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Flore'   Nie Wrz 25, 2016 7:14 pm

Być może zareagowała zbyt nerwowo. W końcu nie działo się nic złego, została tylko przyłapana na szkicowaniu. Najwyraźniej mężczyzna zauważył, że go obserwowała i trafnie domyślił się, że to jego podobiznę narysowała na papierze. Była dosyć nieśmiałą osobą, którą łatwo było wpędzić w zakłopotanie, stąd też jej reakcja, zmieszanie się, upuszczenie ołówka i chęć opuszczenia kawiarni.
Kilka osób siedzących w pobliżu obejrzało się w jej stronę, kiedy ołówek uderzył o podłogę. W takich czasach większość ludzi była wyczulona na wszelkie odgłosy i podejrzane ruchy. Szybko jednak wrócili do swoich czynności, zauważając, że nic złego się nie działo, że to tylko codzienna, niegroźna sytuacja, jaka mogła przytrafić się również w normalnych czasach. Sara szybko odnalazła i podniosła ołówek i wsunęła między karty szkicownika, który po chwili schowała. Odstawiona filiżanka nieco zbyt głośno zagrzechotała o spodek, ale dziewczyna już rzuciła obok parę monet i wstała, zerkając na drzwi, od których dzieliło ją może kilka metrów... Kiedy nieznajomy także wstał.
Zachowywał się w sposób dużo bardziej opanowany, niż młódka. Starannie złożył swoją gazetę i ruszył w stronę jej stolika. Był wysoki, dość postawny, tak, że musiała unieść głowę do góry, by móc spojrzeć mu prosto w twarz, tą samą, którą chwilę temu szkicowała. Wcześniej widziała go jednak nieco z boku i tak też go narysowała; dopiero teraz mogła zobaczyć go dokładniej, bo dzieliła ich naprawdę niewielka odległość.
Gdy się odezwał, mogła wychwycić w jego głosie obcy akcent przywodzący skojarzenia z krajami ze wschodu. Może był jednym z tych, którzy liczyli, że na zachodzie znajdą bezpieczniejsze miejsce do ukrycia się przed wojenną zawieruchą? A może osiedlił się w Paryżu już wcześniej? Nie wiadomo.
- Przepraszam, że postanowiłam namalować pana tak bez pytania – odezwała się w końcu, głos lekko jej drżał, co w połączeniu z akcentem sprawiało, że momentami trochę trudniej było ją zrozumieć. – Ale trudno walczyć z twórczym natchnieniem, które domaga się uwagi.
Zaczęła lekko się bawić koronkową obramówką rękawiczki, jednocześnie nadal obserwując mężczyznę i próbując dociec, czy był zły, że uwieczniła jego podobiznę bez pozwolenia, czy może zaciekawiony, że młodziutka artystka zwróciła na niego uwagę. Był bardzo tajemniczy, więc tym bardziej ją intrygował, ale miała nadzieję, że nie będzie chciał obejrzeć rysunku. Niezbyt lubiła pokazywać swoje prace, szczególnie obcym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Flore'   Nie Wrz 25, 2016 8:20 pm

Ona się boi.
Ta myśl – rozedrgana i nierzeczywista jak powietrze podczas letnich upałów – przetoczyła się przez jego umysł wraz z chwilą, w której znalazł się na tyle blisko, by zauważyć pełną gamę symptomów świadczących o strachu.
Szybkie spojrzenie rzucone w stronę drzwi, teraz równie odległych, co syberyjska tajga. Palce nerwowo skubiące koronkowy materiał rękawiczki. Sposób, w jaki unosiła głowę – jak obawiający się właściciela pies, który nie wie, co za chwilę nastąpi: uderzenie czy pieszczota?, ale przede wszystkim głos: drżący, niepewny głos, zza którego przebijał wyraźny niemiecki akcent. Dobrze znał to spojrzenie, tę czającą się w oczach obawę, to poczucie niepewności, to nieme oczekiwanie na ochłapy, które pod nogi rzuci los. Zbyt wiele razy w życiu sam przypatrywał się w milczeniu komuś ważniejszemu, bardziej wpływowemu, przypatrywał się z poczuciem rezygnacji i świadomością, że ten ktoś  weźmie na siebie przywództwo, że znajdzie radę, zadecyduje w imieniu wszystkich, jak wtedy, ponad piętnaście lat wstecz, jak zawsze, w każdych istotnych okolicznościach.
Ale nie dzisiaj… i nie tutaj. W Paryżu Fiodor był zdany głównie na siebie – na siebie i na własne doświadczenie, które wyraźnie podpowiadało mu, że niczego nie wolno zostawiać własnemu biegowi, zwłaszcza, jeśli ten bieg leżał w rękach niemieckiej kobiety. Dlatego stał przy jej stoliku z tym irracjonalnym, choć zadziwiająco naturalnym uśmiechem na ustach i mierzył się z równie irracjonalnym strachem portrecistki – tak długo, jak długo znajdowała się w kawiarni, nic nie mogło jej grozić. Choć, jeśli wierzyć staremu przysłowiu… nishto ne e vechno.
Nagła, pozornie niezobowiązująca rozmowa dwóch zupełnie obcych ludzi przyciągnęła uwagę siedzącej nieopodal pary, która przed kilkoma minutami sprzeczała się z zapałem – teraz młody chłopak powiedział do dziewczyny coś, co wywołało jej cichy śmiech i podsumowane zostało przeciągłym spojrzeniem skierowanym na Fiodora. Po ustach Chirjakowa przemknął nerwowy uśmiech, który zastąpiony został tym spokojniejszym, doskonale wystudiowanym.
- Nie masz za co przepraszać, madame. Pytanie o pozwolenie obdarłoby mnie z naturalności, najpewniej uśmiechałbym się niedorzecznie i zamiast szkicu, musiałaby pani wykonać karykaturę – ciężkie, jakby zmęczone spojrzenie Fiodora na dobre zatrzymało się na twarzy dość niespodziewanej towarzyszki – tym razem nie próbował okiełznać potoku myśli, w których z mimowolnym rozbawieniem stwierdził, że ma przed sobą dość rzadki okaz: piękną Niemkę, do tego nie do końca umocnioną duchem narodowej dumy, skoro w sercu okupowanego przez pobratymców miasta musiała obawiać się ledwie jednego Rosjanina.
I to takiego, który z zapałem udawał Francuza.
- Przeszkodziłem pani w wyjściu – wygłoszona z niejakim zaskoczeniem uwaga umocniona została krótkim spojrzeniem, które Chirjakow posłał drzwiom. – Na domiar złego się nie przedstawiłem i jakby tego było mało, pragnę zaproponować pani spacer w stronę Muzeum Orsay. To dobre miejsce dla artystów i mogę zapewnić, że tamtejsi modele są znacznie wdzięczniejsi ode mnie… choć o to nieszczególnie trudno.
Zbyt wiele słów, zbyt długie zdania, zbytni natłok informacji – w zwykłych okolicznościach nie wydobyłby z siebie nawet połowy tego, co już padło, lecz od samego początku rozmowy było jasne, że okoliczności do zwykłych nie należą. Nie miał zamiaru prosić o portret tutaj, w zatłoczonym miejscu, w którym i tak ściągnęli na siebie zbyt wiele uwagi – pretekst spaceru wydawał się najlepszym sposobem na jak najszybsze opuszczenie kawiarni, co w jakimś stopniu musiała czuć również młoda kobieta.
- Bernard. Bernard Chevy – kłamstwo przechodzi przez usta z łatwością rozpryskującej się na chodniku kropli deszczu – nie sądził, by kiedykolwiek ponownie spotkał drobną Niemiaszkę, więc i wyjawianie oficjalnej przykrywki zupełnie mijało się z celem, zaś ostrożność nakazywała przedsięwzięcie wszystkich możliwych kroków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Flore'   Nie Wrz 25, 2016 9:38 pm

Wychowanie, jakie odebrała, nie miało dobrego wpływu na jej pewność siebie. Sarze brakowało buty i arogancji, którą cechowała się większość jej pobratymców, przyzwyczajona do przemykania niczym cień, by nie narazić się ojcu. Przed przyjazdem do Paryża była niemalże trzymana w przysłowiowej złotej klatce, więc mało zaznała swobody i beztroski. Przy obcych łatwo było ją wprawić w zakłopotanie, ale zarazem była też trochę naiwna, bo wciąż chciała wierzyć, że świat jest dobrym miejscem, mimo że zawiodły ją nawet osoby, które powinny być tymi najbliższymi – rodzice. Nie tylko ojciec był winny jej sytuacji, ale matka poniekąd także przez swoje zobojętnienie i uległość wobec męża, i pozwalanie mu na wszystko, na co tylko miał ochotę.
To nie tak, że myślała, że naprawdę coś może jej grozić. Tej opcji raczej nie brała zbyt mocno pod uwagę, bo ostatecznie byli w zatłoczonej kawiarni i wszelkie niepokojące ruchy z jego strony od razu zostałyby zauważone. Raczej chodziło o zwykłe zakłopotanie i odruchowy dystans, który próbowała zachować, kiedy nieznajomy tak nagle do niej podszedł i zaczął do niej mówić, a na to nie była przygotowana i potrzebowała chwili, żeby się oswoić z tą sytuacją.
- Pozowane portrety zwykle tracą ten naturalny urok – zgodziła się z pewnym wahaniem, chociaż było widać, że się uspokoiła. Mężczyzna przez cały czas zachowywał się poprawnie, choćby chciała, nie potrafiła na siłę doszukiwać się niecnych intencji, chociaż kto go tam wie? Było w nim coś nieco dziwnego.
- Tak, właśnie miałam wychodzić – także zerknęła na drzwi; gdyby mężczyzna jej nie przyłapał na rysowaniu, to pewnie jeszcze trochę by tu posiedziała, może zamówiłaby drugą herbatę, ale teraz najlepszym wyjściem było opuszczenie tego miejsca. – Oczywiście, doskonale znam to miejsce. Chyba każdy artysta w Paryżu je zna – przytaknęła; była tam już nie raz, galerie sztuki należały do jej ulubionych miejsc w tym mieście. – Czyżby interesował się pan sztuką?
Tak naprawdę wcale nie miała ochoty iść z nim. Wolałaby pozostawić go w tej kawiarni i odejść. Co prawda na ulicy o tej porze dnia zapewne też było dużo ludzi, ale nawet ona wiedziała, że spacerowanie z obcymi, z którymi zamieniła ledwie parę zdań nie jest przejawem zdrowego rozsądku. Ale może tam łatwiej będzie jej go odprawić i odejść? A jeśli nie tam, to w galerii łatwo mogła mu zniknąć, bo znała już rozkład pomieszczeń.
- Sara – mruknęła tylko, znowu odgarniając niesforny kosmyk włosów. Po jeszcze jednym spojrzeniu rzuconym mężczyźnie ruszyła w stronę drzwi, zamierzając wyjść na zewnątrz, prosto na chodnik przed kawiarnią. Na zewnątrz było zimno, więc odruchowo się wzdrygnęła i wsunęła dłonie do kieszeni płaszczyka. Chłodny wiatr znowu zmierzwił jej jasne kosmyki, ale zignorowała to, skupiona na tym, by nie potknąć się na oblodzonym chodniku. Chciała, żeby już nadeszła wiosna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Flore'   Nie Mar 26, 2017 9:02 pm

| po leśniczówce

Poruszanie się ze skręconą kostką było trudne, ale nie mogłam już wysiedzieć w domu, gdzie narażona na nieustanną uwagę matki, powoli odchodziłam od zmysłów. Rodzicielka nalegała na założenie mi gipsu i skutecznie zastraszyła lekarza, który początkowo sprzeciwiał się temu pomysłowi. Nie protestowałam, gdyż każda rozmowa na temat nogi mogłaby potoczyć się dla mnie niekorzystnie; wciąż pamiętałam minę matki z dnia, w którym stanęłam w progu przemoczona, brudna i obolała, a tylko wymówka w postaci migreny uratowała mnie od przesłuchania. Udało mi się zbyć ją już tyle razy, jednak nie mogłam ryzykować kolejnego, przez co wylądowałam w gipsie do połowy łydki i z kulą u boku. Metalowa podpora miała mi pomóc w chodzeniu, a tylko je utrudniała, bo przecież o wiele łatwiej byłoby w podskokach dostać się do kuchni lub zejść na dół, niż utykać i tracić kilka cennych minut. Na domiar złego zwracała na siebie uwagę w miejscach publicznych, a choć koleżanki pochyliły się w Konserwatorium nad moją niedolą, a Rene załatwił mi na pocieszenie ulubione owoce, to w tramwaju i tak spotykałam się z ciekawskimi spojrzeniami. A miałam przecież do wykonania kolejną misję!
Istniał jeden plus tej sytuacji; kula była na tyle charakterystyczna, że nie wzbudzała żadnych podejrzeń i z tą myślą udawałam się do kawiarni Flore, gdzie miałam spotkać się z Enzo i spróbować podsłuchać stałe bywalczynie lokalu. Znałam jego historię, wiedziałam o odwiedzających go artystach i słyszałam także o żonach niemieckich oficerów, które przychodząc tutaj chłonęły namiastkę starego, przedwojennego Paryża.
Nie mieliśmy żadnej pewności, że nam się uda, że podsłuchamy coś ważnego, ba! Nie wiedzieliśmy nawet, czy ktokolwiek będzie dziś w kawiarni, ale mimo wszystko warto było spróbować. Każdy rodzaj stawiania oporu Okupantowi miał znaczenie.
Założyłam więc ładną sukienkę w kwiaty, poprosiłam siostrę o pomoc w ułożeniu włosów i skorzystałam nawet z perfum, które niedawno podarowała mi matka. Wyszłam odpowiednio wcześniej, by nie spóźnić się ani o minutę i tak, jak się spodziewałam, pojawiłam się idealnie o czasie, nawet pomimo gipsu i kuli. Przywołałam na twarz uśmiech i zaczęłam rozglądać się za znajomą twarzą; na całe szczęście nie musiałam udawać entuzjazmu na widok Fenouila, bo z moimi umiejętnościami w kłamaniu, a raczej z ich brakiem, na pewno daleko byśmy dziś nie doszli.

_________________
I can't breathe any faster, all the air I wanna capture it's heavy and it hurts my head. If you found me, would you save me? Will I come back from this?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Kawiarnia 'Flore'   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia 'Flore'
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Lewy brzeg :: Palais-Bourbon-
Skocz do: