IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Uliczka doktora Babinskiego - Page 2


Share | 
 

 Uliczka doktora Babinskiego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Uliczka doktora Babinskiego   Wto Sie 09, 2016 2:09 pm

First topic message reminder :



Uliczka doktora Babinskiego

Prowadząca w dół ze wzgórza Montmartre cicha i niemalże pusta uliczka, w chłodne jesienne wieczory zdecydowanie może przyprawiać o dreszcze. Gaszone w okresie wojny latarnie i sprawiają, iż nocą panuje tam bezwzględna ciemność i jedynym źródłem światła, na które można liczyć, jest świecący się na niebie księżyc. Rzadko kiedy ktokolwiek zapuszcza się w te rejony, a ci, którzy odważyli się nią przespacerować po zmroku, mogli napotkać na swojej drodze zagubione dusze niedoszłych artystów czy zubożałych mieszkańców szukających schronienia przed wścibskimi oczami przechodniów. Nawet niemieckie patrole są tutaj rzadkością. W dzień zaś uliczka, choć wciąż pusta, stanowi dość malownicze miejsce, gdy słońce przedziera się przez gęste korony drzew czy jesienne liście w pomarańczowych barwach opadają na ziemię. W dalszym ciągu nie stanowi jednak ani najbezpieczniejszego ani najbardziej uczęszczanego miejsca.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Pon Lis 21, 2016 6:54 pm

Arsene dał się zaprowadzić do kuchni, w końcu był jedynie sługą sługi lekarza. Ot posłańcem dobrych wieści można by rzec, więc nie na tyle godnym by zasiadać na salonach, ale na tyle cennym by można go było chronić. Zatem bezpiecznie póki co zasiadł z dziewczyna w kuchni. Gosposia lekarza zabrała pieczywo, które jej podał i zrobiła im po kubku gorącej herbaty. Arsene podziękował z lekkim uśmiechem kobiecie i dopiero wówczas, siedząc przy stole w kuchni i odezwał się do swej towarzyszki.
-Spokojnie. W razie czego tu są tylne drzwi więc wyjdziemy jeśli trzeba będzie. Póki co jest na tyle spokojnie, że możemy zostać. Czekamy co będzie dalej. Spokojnie. - gosposi dziewczyna zupełnie się nie spodobała. Szepnęła coś na ucho po niemiecku do Arsene, ale on nie zareagował. Zauważył, że jego ukochana wyglądała jak wystraszona myszka. Czyli RO? Cóż. Nieźle się mała urządziła. Całkiem ciekawie.

Doktor Bursche otworzył drzwi i jego oczom ukazali się żołnierze. Minę miał jak zawsze poważną. Był bardzo spokojny i opanowany. Jego głos, w którym słychać było rozkaz, który należało wykonać rozbrzmiał po korytarzu pięknego domu, czysty Niemiecki, bez cienia innego akcentu.
-Panowie zakłócają mój spokój. Będę musiał skontaktować się z pułkownikiem. Wasze nazwiska. Natychmiast! Zostaniecie wezwani do raportu. Tak się nie traktuje Niemca! Czekam na wyjaśnienia. - czyste oburzenie i ton głosu nie wskazywały, że chciał się z czegokolwiek tłumaczyć. Wiedział, że mógłby wykonać jeden telefon, a jeśli nie on to jego żona i żołnierze będą mieli poważne problemy. Wiedział więc czuł się bezpieczny.
Dom doktora był dwupiętrowy, na parterze znajdował się przedpokój, gdzie można było zostawić buty, czy też wierzchnie ubranie. Oprócz wieszaka na ubrania stała tam też komoda na różne rzeczy, takie jak klucze czy inne drobiazgi, które czasami lekarz zapominał zabierać ze sobą wychodząc gdzieś. Z przedpokoju przechodziło się do salonu lub korytarza, on zaś prowadził do kuchni lub do klatki schodowej, czyli na piętro domu. Salon urządzony był w tradycyjnym, ciepłym domowym klimacie, w którym czuć było rękę dekoratora prosto z Niemiec. Solidne drzwi dzieliły przedpokój od korytarza. Kuchnia zaś była ogromna, jak na warunki, które miewali niektórzy mieszkańcy Paryża. Regały z solidnego drewna, nowoczesna, jak na te czasy kuchnia i inne wyposażenie świadczyło o tym, że panią domu stać było na to co najlepsze. Zapewne sama nie brudziła rąk w tym pomieszczeniu, ale w końcu od tego miała gosposię prosto z Niemiec. W kuchni stał solidny, dębowy stół, przy którym siedzieli Arsene i jego towarzyszka. Okna z kuchni wychodziły na ulicę z drugiej strony domu, niż ta którą wchodziło się frontowymi drzwiami. Z tej strony domu również były solidne drzwi, ale również okno przyozdobione ślicznymi firankami. Na piętrze domu znajdowały się sypialnie, łazienka oraz gabinet lekarza. Drugie piętro było pracownia żony lekarza, malarki, duża przestrzeń zajmowana przez jedno pomieszczenie zawalone sztalugami, farbami i wszystkim tym czego artystce potrzeba w akcie tworzenia.
Ciekawostką może być fakt, że dom posiadał również małą spiżarnię obok kuchni, jak również piwnicę, do której było sekretne wręcz wejście w podłodze kuchni. Zamek do wejścia był ukryty pod jedną z lżejszych szafek. Nie było tam nic ukrywane oprócz jedzenia. Po co więc takie zabezpieczenia? Pani domu dbała o linię i zostawiła tam czekoladę, by przypadkiem nie jeść jej za dużo. Schron przed samą sobą, byle w towarzystwie prezentować się korzystniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Pon Lis 21, 2016 8:18 pm

A więc jednak. Zamierzali pobawić się w chowanego.
Z największą nieprzyjemnością przyspieszyłem kroku - już niemal przeskakiwałem po dwa, trzy schody. Wraz z szeregowym dotrzymującym mi towarzystwa mijaliśmy kolejne obumarłe latarnie - aż dotarliśmy mniej więcej do połowy uliczki, gdzie dołączyła do nas pozostała dwójka funkcjonariuszy. Byliśmy więc w komplecie.
Skinąłem głową Dietmarowi Herbigowi, by zapukał do wskazanych przez siebie drzwi, za którymi to podejrzana para najprawdopodobniej znalazła schronienie, po czym wysunąłem się przed moich podwładnych, żeby skonfrontować się z tym, kto pojawi się u progu.
Przyznam, że odrobinę zaskoczyło mnie to, iż przywitał nas napastliwy skrzek wybrzmiewający najczystszą niemczyzną. Przysłuchiwałem mu się w nienaturalnym bezruchu - pozwoliłem, by impertynencki buc o blisko osadzonych oczach, krzaczastych brwiach i bujnych, siwych wąsach (które upodabniały go do starego sznaucera) skończył swoją płomienną przemowę. Zapewne nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo to właśnie on zakłócił mój wewnętrzny spokój (nieporównanie bardziej niż ja jego, śmiem twierdzić) swym opryskliwym tonem i roszczeniową postawą, która zakrawała o głupotę w najczystszej, skondensowanej postaci.
- Proszę wykonać telefon - byłem niezmiernie ciekawy, czy zamierza przedzwonić do tego pułkownika, którego ojciec przedstawił mi jakieś dwa tygodnie temu podczas wyprawianego w domu przyjęcia. - Natychmiast - dodałem z niewinnym uśmiechem na ustach, z trudem powstrzymując się przed sparodiowaniem mimiki rozmówcy. - Niech pan koniecznie wspomni również o tym, że przetrzymuje pan zbiegów i utrudnia pracę funkcjonariuszom Abwehry, działając na szkodę Wielkiej Rzeszy.
- Jestem pewien, że to tylko nieporozumienie - dodałem po krótkiej pauzie, by zdążył zastanowić się, czy naprawdę chce mieć kłopoty przez dwójkę jakichś Francuzików. - Wygląda mi pan na oddanego ojczyźnie Niemca, proszę więc współpracować i pozwolić nam wykonywać nasze obowiązki - ton, jakim wypowiedziałem te słowa, nie miał w sobie nic z prośby, ale wciąż jeszcze zachowywałem pozory, bawiąc się w kurtuazję.


Ostatnio zmieniony przez Wolfgang von Liebenfels dnia Pon Lis 21, 2016 8:47 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Pon Lis 21, 2016 8:37 pm

Poważnie? Merde, czy to musiało stać się teraz? Co też strzeliło jej do głowy, żeby włóczyć się w środku nocy, no naprawdę. W dodatku bez dokumentów.
Za wszelką cenę nie mogła pozwolić na to, żeby Niemcy cokolwiek z niej wydobyli na temat Ruchu Oporu - już drugi raz tak być nie mogło. Może to właśnie to miała być jej druga szansa na wykazanie się? Na pokazanie, że działanie w Ruchu Oporu było dla niej niezwykle ważne, że Morgane La Fayette nie jest tchórzem? W dodatku przecież nie była tu sama, a chwilowo to właśnie na ich korzyść przechylała się szala zwycięstwa!
Przełknęła nerwowo ślinę, myśląc nad tym co mogą zrobić dalej.
- Twój znajomy długo nie utrzyma ich przy wejściu - powiedziała, z niepokojem przysłuchując się rozmowie. - Czy jest tu gdzie się ukryć? Jakoś bardziej? W razie gdyby weszli do środka?
Po chwili gosposia, upewniwszy się, że wszystkie okna są zasłonięte - na całe szczęście były, jak przystało na środek nocy - wskazała Morgane stronę, w którą powinna się udać.
Posłała Straussowi spojrzenie życzące mu powodzenia, kiedy oboje ustalili co mają robić i za gosposią przemknęła do piwnicy, gdzie schowała się za rupieciami.
Pozostawało czekać, pomimo że Morgane nigdy nie lubiła czekać. Z drugiej strony, kto lubił?
Cóż, z całą pewnością nie Niemcy, jednak La Fayette miała wielką nadzieję, że tym razem odpuszczą, a im uda się wymknąć z domu. Na całe szczęście był środek nocy, a ciemność sprzyjała nierozpoznawalności twarzy albo przynajmniej trudniejszej rozpoznawalności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Wto Lis 22, 2016 7:41 am

/W poście nie ma wzmianki, iż drugi Niemiec poszedł na tyły domu zatem nie są one obstawione. Zakładam zatem, że teoretycznie dziewczyna mogła tamtędy wyjść. Proszę nie zmieniać w swoim poście iż poszedł w tamtym kierunku. Proszę o nie zmieniania już przeszłości na rzecz teraźniejszości w poście, pod wpływem mego postu. Dziękuję.

Bezczelność młodego żołnierza irytowała lekarza. Czy on w swym małym rozumku nie pojmuje z kim rozmawia? Najpewniej rozpieszczone dziecko jakiegoś oficera, które myśli, że może obrażać obywatela Rzeszy. Zadzwoni! Oczywiście, że zadzwoni do pułkownika. Tak nie może być, by tak traktować lekarza, który bierze udział w ważnych badaniach na terenie obozów. Teraz na krótkim urlopie ze względów na żonę, ale to nie znaczy, że jego wartość została jakoś umniejszona. Wściekłość lekarza wzrosła kiedy usłyszał te bezpodstawne oskarżenia. Krzyknął więc imię pomocnika piekarza, kiedy w końcu mężczyzna ukazał się w przedpokoju wydał rozmazy.
-Idę zadzwonić. Pokaż temu panu dokumenty... Pokaż, że nie jesteś za naszym Wielkim Wodzem. To obywatel Szwajcarii. Gdzie ta dziewka z którą przyszedłeś? Pewnie jakaś brudna Francuska... gdzież ona jest? Wyjaśnij panom to. - ruszył do salonu by zadzwonić zostawiając Arsene samego z żołnierzem.

Po uzgodnieniu wszystkiego z dziewczyną wyszedł z kuchni, nie czekał, aż gosposia pomoże jej się schować. Po prostu wyszedł, słyszał bowiem głos gospodarza. Nie mógł czekać dłużej. Koniec na herbatki i uprzejmości.
Słysząc słowa lekarza wyciągnął swe dokumenty i podał je żołnierzowi.
-Dziewczyna z którą wchodziłem wyszła do pracy. Wie pan... poderwałem śliczną Francuzeczkę i myślałem, że umówi się ze mną... ale mi uciekła. Jeśli się pan pośpieszy na pewno ją złapie... Jestem tu ponieważ proszono mnie o dostarczenie pieczywa. - czekając aż żołnierz odda mu dokumenty wyjrzał przez okno znajdujące się w przedpokoju.
-O tam. To chyba ona idzie. Może pan ją wylegitymować. Przepraszam za nieporozumienie. Spieszyłem się nie chcąc denerwować nikogo. Nie usłyszałem informacji, że chce mnie pan wylegitymować. Wówczas na pewno bym się zatrzymał. Jestem oddanym obywatelem Rzeszy. - spokojnie, tylko spokojnie. Kłamać umiał od dziecka... w końcu były złodziej nie takie rzeczy potrafi. Czekał aż mężczyzna odda mu dokumenty. Starał się być grzeczny, uprzejmy i tak dalej. Nie chciał przecież zdenerwować kogoś kto w każdej chwili może go aresztować. Oj tego by zdecydowanie nie chciał. Co do kobiety za oknem, to tak, przechodziła jakaś. Nawet podobna z figury i wzrostu do jego ukochanej. Czy Niemiec pochwyci przynętę czy nie to już od niego zależy. Zostało tylko czekać. Tylko spokojnie, spokój może uratować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Wto Lis 22, 2016 7:24 pm

Piwnica, do której zeszła Morgane była dobrym pomysłem. Schowana za kartonem czekolad (stanowiących wyłączne wyposażenie piwnicy), które omyłkowo nazwała rupieciami, zapewne mogła czuć się bezpiecznie. Jeśli tylko wszystko pójdzie dobrze, będzie mogła spokojnie wyjść na górę (wszak piwnica posiadała tylko jedno wyjście, żadnych mniejszych okienek ani innych otworów, przez które mógłby przecisnąć się człowiek) i nie obawiać się więcej o niemiecką interwencję. Tymczasem jednak musiała pozostać jak najciszej i wsłuchiwać się w głosy obecnych u góry, choć zdecydowanie nie mogła wyłapać i zrozumieć wszystkich padających słów.

Doktor najwyraźniej nie miał pojęcia, z kim rozmawia. Pewność Wolfganga nie była bowiem bezpodstawna - syn dowódcy paryskiego garnizonu Gestapo zapewne mógł czuć się dość bezpiecznie w wojskowym półświatku, mając za sobą wstawiennictwo ojca i osób, które nie chciałyby wejść mu w drogę. Zresztą, jeśli doktor faktycznie pracował w obozie, nazwisko von Liebenfels powinno obić mu się o uszy, wszak to właśnie członkowie Gestapo decydowali o wysłaniu kolejnych transportów, a naczelnik winien podpisać się pod każdym takim aktem. Jednak skoro nie zechciał jeszcze raz poprosić o nazwisko przybyłych, musiał całkowicie ufać pułkownikowi von Lievenowi.
- Von Lieven, słucham? - odparł wyraźnie zaspany głos po drugiej stronie słuchawki.

Tymczasem zespół Abwehry przyglądał się już z zaciekawieniem całej tej scenie. Czekali cierpliwie na rozwój wydarzeń, a gdy pojawił się Arsene, opowiadając im, kim była tajemnicza dziewczyna, jeden z nich odchrząknął w trakcie niewyraźnie, próbując zwrócić na siebie uwagę.
- Jeśli można, herr von Liebenfels - zaczął, zerkając pytająco w stronę Wolfganga. Dopiero potem spojrzał podejrzliwie na Arsene. - O jakiej kobiecie pan mówi, przecież wszystkie okna są zasłonięte! - stwierdził. Co więcej na zewnątrz nadal było ciemno, jak więc mógł tak pewnie wyrażać się o postaci przebywającej na zewnątrz?

Drugie drzwi wychodzące z kuchni pozostawały w stanie nienaruszonym, razem z zawiasami. Na zewnątrz brakowało śniegu, który nie padał już od wielu dni, a jego pozostałości stopniały pod wpływem temperatury oscylującej powyżej 0 stopni. Do tego podłoga w domu była idealnie posprzątana, zapewne za sprawą gosposi, która nie pozwalała, aby osiadał na niej kurz.


Proszę o zaznaczanie, jakim językiem posługuje się postać w dialogach.

Kolejka:
Wolfgang, Morgane, Arsene, MG
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Wto Lis 22, 2016 9:12 pm

Gdybym wiedział, jaką profesją para się mój rozmówca, zapewne zacząłbym się zastanawiać, czy szanowny pan doktor nie nawdychał się czasem jakichś medykamentów (w ilości, która przyćmiła funkcjonowanie jego szarych komórek), gdy buńczucznie dodał, iż jego gość nie jest za naszym Wielkim Wodzem... Cokolwiek miało to oznaczać - zabrzmiało tak, jak gdyby był przeciwko, a wypowiadanie takich deklaracji mogło skończyć się naprawdę nieprzyjemnie. Nie miałem jednak najmniejszej ochoty zatrzymywać właściciela domu, który z zaskakującą werwą ruszył w stronę - jak mniemam - telefonu, by spełnić swoją obietnicę, czy tam groźbę. Umieram z przerażenia.
Aczkolwiek zanim wydam ostatnie tchnienie, zrobię wszystko, żeby znaleźć zaginioną dwójkę. O ile wcześniej chodziło wyłącznie o odbębnienie obowiązku, to teraz - mogą podziękować swojemu wybawcy - zapragnąłem porządnie napsuć krwi całej trójce uczestniczącej w tej kuriozalnej sytuacji.
Gdy w końcu mężczyzna o pokaźnych gabarytach (zdecydowanie mógłby być tym, którego widziałem z daleka chwilę wcześniej, oświetlonego jedynie wątłą poświatą księżycową) łaskawie pojawił się w przedpokoju, zmierzyłem go lodowatym spojrzeniem i bez słowa wziąłem od niego dokumenty.
Arsène Strauss, Francuz ze szwajcarskim obywatelstwem przebywający o czwartej w nocy w domu zaprzyjaźnionego Niemca. Najwidoczniej pan Strauss potrafił się ustawić - zupełnie jak jego neutralni helweccy rodacy, ochoczo współpracujący z III Rzeszą.
Oddałem mu dowód tożsamości i przejrzałem Ausweis - ku mojemu rozczarowaniu okazało się, że mężczyzna pracował w piekarni, co uprawniało go do przekraczania godziny policyjnej o tej porze. Szkoda, ubrudziłem sobie buty na patrolu i przydałby się ktoś, kto mógłby je starannie wyczyścić. Najlepiej na klęczkach, zlizując z czarnej skóry każdą drobinkę kurzu.
- Jak nazywa się ta śliczna Francuzeczka i gdzie pracuje? Tak się składa, że jestem koneserem damskiego piękna, więc z największą przyjemnością ją poznam - przerwałem mu niecierpliwie, gdy zaczął wypluwać z siebie (nieproszony) zbyt wiele słów. Po chwili oddałem mu również legitymację, a kiedy wspomniał o kobiecie za oknem, machinalnie podążyłem wzrokiem za jego spojrzeniem. Cóż, szkoda, że w przeciwieństwie do Francuza natura nie obdarzyła mnie umiejętnością przenikania wzrokiem ścian bądź nawet jedynie materiałów (czy to tych, z których zrobiono przyciężkawe zasłony w owym domu, czy też - co wydawało się niezwykle kuszące - delikatnych tkanin opinających kobiece sylwetki).
- Przyznam, że również niezmiernie mnie to zafrapowało, Dietmarze - odpowiedziałem swojemu podwładnemu, uznając, że szkoda tracić czas na rozmowę ze Straussem. - Dotrzymaj panu towarzystwa - dodałem, zwracając się już bezpośrednio do Herbiga. Wiedział doskonale, że powinien wykorzystać ten czas na próbę wydobycia z Francuza nieco bardziej wiarygodnych informacji niż ta, którą Arsene, oddany obywatel Rzeszy (kryzys tożsamości narodowej, czy może Strauss to kosmopolita - prawdziwy, do cna diogenejski obywatel świata?) podzielił się z nami przed chwilą.
Wraz z dwójką pozostałych funkcjonariuszy przeszliśmy do korytarza, gdzie na mój rozkaz ponownie się rozdzieliliśmy. Oczywiście nie śmiałem wątpić w wiarygodność Straussa, ale na wypadek, gdyby znowu doszło nieporozumienia (i Francuzka przez przypadek wciąż znajdowałaby się w domu), rozkazałem im sprawdzić górę, a potem wrócić na dół, gdzie mieli zająć się tymi pokojami, do których nie zdążę zajrzeć.
Sam natomiast zorientowałem się, jak wygląda układ pomieszczeń na pierwszym piętrze i zatrzymałem się dopiero przy tylnych drzwiach. Po krótkich oględzinach uznałem, że niestety nie da się stwierdzić, czy dziewczyna przez nie wyszła - na czystej powierzchni próżno było szukać jakichkolwiek śladów. Cóż, jeśli faktycznie wydostała się na zewnątrz, to zapewne pomocny Arsene ułatwi nam jej znalezienie.
Ale korzystając z tego, że krzątająca się w kuchni kobieta (ubrana jak służka) była zupełnie sama, podszedłem do niej, by spróbować czegoś się dowiedzieć. - Czy nie wie pani, gdzie znajduje się przyjaciółka pana Straussa? - zapytałem dość cicho, a w mojej dłoni znalazł się uśmiechający się do niej banknot. - Czy faktycznie opuściła dom?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Wto Lis 22, 2016 10:23 pm

Gdy Arsene pozostał sam z Herbigiem, szeregowy ani na moment nie spuszczał spojrzenia z Francuza. Położył też jedną dłoń na kaburze przymocowanego do paska pistoletu, tak "na wszelki wypadek". - Którędy miałaby wydostać się pana znajoma? - zapytał płynnie po niemiecku. Nie zamierzał wdawać się w dyskusję, chodziło wyłącznie o wyłuskanie potrzebnych informacji. Zamierzał nawet zadać kolejne pytanie, ale jego uwagę zwróciły hałasy dochodzące z sąsiednich pomieszczeń.

Po szybkim przeszukaniu pięter domu, gdzie, po uprzednim zostawieniu po sobie odpowiedniego bałaganu, dwójka funkcjonariuszy powróciła na dół i sprawdziła jeszcze dwa pokoje. Nie mogli znaleźć nic, co świadczyłoby przeciw doktorowi w kwestii ukrywania zbiegłej dziewczyny. Przeszli więc do kuchni, w której Wolfgang rozmawiał już z gosposią, i po raz kolejny zaczęli przeczesywać każdy centymetr pomieszczenia: wyrzucali zawartość szafek z jedzeniem, zdejmowali naczynia, sprawdzali ściany i podłogi, a także i spiżarkę. W końcu jeden z nich zdecydował się sprawdzić za szafkami, gdy, tymczasem Dietmar odsłonił jedno z okien i wyjrzał przez nie. Jak wielkie było jego zdziwienie, gdy faktycznie ujrzał dziewczynę, której sylwetka zdawała się pokrywać z cieniem majaczącym na uliczce Babińskiego jeszcze parę minut temu. Przypadek czy zbieg okoliczności?

Morgane tym razem mogła uważnie nasłuchiwać, ponieważ słyszała każde słowo padające z ust osób znajdujących się w kuchni.


Mistrz Gry wykonuje rzut kostką.
Podczas gdy Dietmar odkrywa obecność kobiety przemieszczającej się szybkim krokiem wzdłuż ulicy, ostatni Niemiec przesuwa szafki.

1,3,5 - Dietmar powiadamia pozostałych o swoim znalezisku zanim czwarty Niemiec dociera do szafki, pod którą ukryta jest piwnica. Tym samym We dwójkę wybiegają za Francuzką i aresztują ją, sądząc, że jest to poszukiwana Morgane.

2,4,6 - ostatni z Niemców uprzedził Dietmara, odkrywając zamek w podłodze, a tym samym piwnicę, w której schowana była Morgane. Schodzi na dół i zaraz potem pojawia się z bronią skierowaną w prowadzoną przed sobą rudowłosą.

Ponownie zmiana w kolejce:
po poście Mistrza Gry z wynikiem rzutu, pisze Morgane, następnie Arsene i Wolfgang.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Wto Lis 22, 2016 10:23 pm

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Wto Lis 22, 2016 10:43 pm

Morgane wciąż nie mogła uwierzyć w to, jak bardzo wpakowała się w kłopoty. Co zrobiłaby, gdyby nie mężczyzna?
Inna sprawa, że już zmierzała w stronę domu, kiedy go zobaczyła, ale przecież równie dobrze mogła natrafić na innych Niemców, którzy patrolowali okolicę. Poza tym, przecież nie zmarnowałaby szansy na rozmowę ze Straussem - pamiętała wyraźnie tamten czas, kiedy razem z nim zwiedziła niemal każdą kawiarnię w centrum Paryża, rozmawiając z nim o wszystkim i o niczym. Kiedy ich drogi rozeszły się przez wojnę, długo zastanawiała się, czy go jeszcze zobaczy, już po fakcie rozumiejąc, że to co czuła było zauroczeniem, a nie zwykłą sympatią, taką jak do przyjaciela.
Dlatego też, choć była niewygodnie wciśnięta pomiędzy kartony w piwnicy nieznanego domu, nie mogła żałować tego, że jednak do domu nie wróciła.
Poza tym, po raz pierwszy od dawna cokolwiek czuła. To chyba dobrze, no nie?
Szybko zorientowała się, że słowa stają się wyraźniejsze, a ona jest w stanie słyszeć to, co dzieje się u góry.
Gdy usłyszała, że Niemcy nabrali się na fałszywy trop, serce zabiło jej mocniej. Czy naprawdę im się udało?
Oby tylko sytuacja rzeczywiście tak wyglądała!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Czw Lis 24, 2016 8:12 am

Starał się być spokojny, opanowany. Wiedział, że od tego zależy nie tylko jego marne żywoto. On w końcu mógł umrzeć. Z ręki wroga tym bardziej. I tak nie miał rodziny, nie miałby kto za nim płakać. Jednak nie życzył tego losu swej ukochanej, ani tym bardziej lekarzowi, który mu pomógł. Mimo wszystko i wbrew wszystkiemu starał się mu pomagać. Nie ważne, że robił to myśląc, iż Arsene jest Szwajcarem. Detal, ale jednak narażał siebie. Za to należało mu się podziękować i nie narażać życia nikomu w tym domu.
-Przepraszam, nie znam tych danych, ale jak tylko je zdobędę natychmiast powiadomię o tym odpowiednie służby. Jestem wierny Rzeszy. Może zgłupiałem na stare lata na widok ślicznej dziewczyny. Grzech zbliżającej się czwórki w wieku. - ostatnie zdanie dodał skruszonym tonem głosu. Potem jedynie czekał. Robił dokładnie to co mu kazano, starając się nie denerwować Niemców jeszcze bardziej.
Obserwował wszystko z takim samym spokojem, przynajmniej pozornym i tylko malującym się na jego twarzy. Wewnętrznie bał się, że coś się stanie dziewczynie. Nie wybaczyłby sobie tego.
Lekarz który wrócił do przedpokoju spoliczkował go zaraz po tym jak zostali mniej więcej sami. O ile to było możliwe. Nawrzeszczał na niego ostrzegając, że pierwszy i ostatni raz tolerował fakt, że Arsene kogoś przyprowadził pod jego dach. Następnym razem nie skończy się na tak delikatnej karze i upomnieniu. Strauss przeprosił go, ponownie niczym skruszone dziecko, a potem poszedł do kuchni, by pomagać sprzątać gosposi po tym co żołnierze tam po bałaganili. Rozmawiał z nią na tematy czysto neutralne, jakby się bojąc, że ktoś jeszcze może ich usłyszeć. Pogoda, o tym czy pojadą na wiosnę do Niemiec i tak dalej. Nic co by wskazywało na to, że coś się ukrywa lub chce się oszukać żołnierzy. Oczywiście też gosposia ostrzegała go, że nie może tak lekarza denerwować bo inaczej straci pracę w piekarni. Po co tak ryzykować. Pytała się kiedy znajdzie sobie śliczną Niemkę i założy w końcu rodzinę. Z wypuszczeniem dziewczyny jednak czekał do momentu, aż będzie bezpiecznie. Może będzie lepiej, by zostali tu aż nastanie godzina, po której już swobodnie będą mogli wyjść na ulicę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Czw Lis 24, 2016 1:25 pm

W akompaniamencie kakofonii dźwięków wydawanych przez przesuwane meble, zrzucane książki i rozkruszane o wzorzyste tapety wazy (panowie z wyraźnym oddaniem naznaczali każdą powierzchnię domu swoją destrukcyjną obecnością) ponowiłem pytanie, lecz gdy gosposia znowu w żaden sposób nie zareagowała na moje słowa (udawała głuchą bądź niespełna rozumu?), wsunąłem banknot do kieszeni, momentalnie tracąc zainteresowanie jej bezbarwną osobą.
Mniej więcej w tej samej chwili do pokoju weszła dwójka funkcjonariuszy, którzy skończyli już demolować przeczesywać górę i zajęli się kuchnią. Dołączyłem do nich, a wkrótce próg pomieszczenia przekroczył również Herbig.
Wszedłem do zaciemnionej spiżarni, by (na ile pozwalała mi na to widoczność) rozejrzeć się w środku - nie minęło zbyt wiele czasu, nim dobiegł mnie zduszony, rozemocjonowany okrzyk Dietmara, po którym nastąpiła sekwencja odgłosów świadczących o tym, że co najmniej dwie osoby w pośpiechu wyszły z kuchni. Nieco skonfundowany podążyłem za swoimi podwładnymi aż do tylnego wyjścia, przez które wybiegł Dietmar, by zatrzymać jakąś kobietę. Skąd ona się tam, do diabła, wzięła?
Moi koledzy po fachu niemalże natychmiast ją aresztowali, tak właściwie o nic nie pytając.
Cóż, wrodzony sceptycyzm nie pozwolił mi uwierzyć w to, że miałem przed sobą poszukiwaną. Bo niby po co miałaby po opuszczeniu domu wciąż kręcić się w pobliżu miejsca, z którego udało jej się uciec? Nawet Francuzi nie są chyba aż tak głupi. - Ihre Papiere, bitte - powiedziałem, obrzucając ją uważnym spojrzeniem. Fałszywy trop czy łut szczęścia? Czym tak naprawdę było pojawienie się tej kobiety?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Czw Lis 24, 2016 6:35 pm

Herbig, skoro nie mógł liczyć na Arsène, udał się do kuchni, gdzie w milczeniu obserwował nerwowo krzątającą się gosposię, która odłożyła na bok banknot od Wolfganga. Zaraz potem jednak wraz z  Unteroffizierem udał się na zewnątrz, lecz mimo to, co kilka minut odwracał się i spoglądał w stronę domu lekarza, intensywnie nad czymś myśląc.
Zatrzymana kobieta, w chwili, w której dotarł do niej Wolfgang, przerażonym spojrzeniem spoglądała na dwójkę funkcjonariuszy. Dygotała lekko, choć nie można było stwierdzić, czy jest to efekt strachu wywołanego zatrzymaniem czy chłodnego poranka, którego niska temperatura musiała być wyjątkowo mocno odczuwalna, kiedy miało się na sobie stosunkowo krótką, czerwoną sukienkę i nałożony na nią cienki płaszcz. Dość młoda, o typowo aryjskiej urodzie, perfekcyjnym makijażu i posiadająca modną, wyglądającą na drogą, torebkę, na polecenie od razu sięgnęła do niej, aby znaleźć dokumenty. Trzęsące się dłonie utrudniały to zadanie, lecz już po minucie podawała je von Liebenfelsowi. - Proszę.
Z danych wynikało, że funkcjonariusze zatrzymali Ginette Perrier, urodzoną w 1920 roku, w Paryżu, zatrudnioną jako śpiewaczka w Folies Bergère.
- Ja, przepraszam - wydusiła z siebie bardzo cicho, umykając wzrokiem przed Wolfgangiem. Potrzebowała chwilę, aby opanować rumieniec zalewający jasne lica, wziąć jeszcze jeden oddech i tylko odrobinę pewniejszym głosem kontynuować. - Wiem, że nie powinno mnie tu być o tej godzinie, naprawdę. Miłość jednak nie liczy lat, a co dopiero godzin, panowie na pewno zdają sobie z tego sprawę - kontynuowała, może nieco próbując ich udobruchać. - Proszę.
Mówiła z zaskakująco dobrym, niemieckim akcentem, ale brakowało jej tej charakterystycznej pewności siebie. Herbig jednak, czyżby pod wpływem jej słów?, posłał Wolfgangowi zamyślone spojrzenie i zapytał go tak, aby usłyszał tylko on:
- Można by zapytać o nią gosposi. Nie wygląda najlepiej, a może przy drugim podejściu zechce cokolwiek powiedzieć? - Nie chciał znów spoglądać w stronę domu, ale gdyby Wolfgang to zrobił, dostrzegłby, że kobieta obserwowała ich z progu. Kąciki jej ust opadły nieco w dół, demonstrując strach? niezadowolenie? Wyglądała również zdecydowanie bardziej blado, a dłonie splecione miała w mocnym uścisku palców. Widząc, że Niemcy znów na nią spoglądają, powróciłaby do domu, zamykając drzwi.


Wolfgang może zdecydować, czy chce ponownie porozmawiać z gosposią i w zależności od jego decyzji potoczą się dalsze losy rozgrywki. Po jego poście pojawi się kolejny post Mistrza Gry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Czw Lis 24, 2016 7:38 pm

Otaksowałem wzrokiem zatrzymaną przez funkcjonariuszy kobietę - raz, a potem, dla pewności, jeszcze drugi, koncentrując się już jedynie na jej drżących z zimna nogach, stanowiących akcent wyjątkowo miły dla oka (na dodatek okraszony zmysłowo czerwoną sukienką, która przebijała się spod dopasowanego do sylwetki płaszcza). Nie musiałem spoglądać na swoich podwładnych, by upewnić się, że również nie mogą oderwać wzroku od panny... Perrier.
Jak na śpiewaczkę przestało, miała przyjemnie aksamitny głos. Nie jestem pewien, czy sceniczne obycie ułatwiło jej perfekcyjne odegranie tej roli, ale jeśli udawała, to naprawdę należą jej się gratulacje - takiego warsztatu aktorskiego nie powstydziłyby się największe diwy.
- A czy ta nielicząca godzin miłość ma przynajmniej jakieś imię? Kim jest pani absztyfikant? - taktowny jak zawsze. Cóż, naprawdę mało mnie to interesowało - chodziło jedynie o potwierdzenie, czy to faktycznie kochanka Straussa.  - Skąd pani wraca? - dodałem, gdyby ona również miała zaniki pamięci i nie była w stanie przypomnieć sobie nazwiska mężczyzny, z którego ramion wyrwała się o świcie, by całkowicie obedrzeć się z godności tym powrotem - niczym dziwka z zamtuzu po przepracowanej nocy.
- Spróbuję z nią jeszcze porozmawiać, ale nie sądzę, żeby cokolwiek powiedziała - zwróciłem się do Herbiga. Kiedy odwróciłem głowę w jego stronę, moje spojrzenie skrzyżowało się z przepełnionym wrogością wzrokiem gosposi - tuż przed tym, gdy niemalże zatrzasnęła drzwi. Proponowanie jej pieniędzy było głupie (aczkolwiek często okazuje się najskuteczniejszą metodą); najwidoczniej należało podejść ją w inny sposób. Ruszyłem w stronę domu, licząc na to, że wciąż jeszcze będę miał szansę rozmówić się z nią w cztery oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Czw Lis 24, 2016 9:24 pm

Spodziewała się pytania o imię ukochanego, lecz mimo to zawahała się. Wzrok od dłuższej chwili błądził wśród wojskowych oficerek i nie oderwał się od nich nawet, gdy z ust wypłynęła odpowiedź. - Nie wiem. Nie pamiętam - Policzki zrobiły się jeszcze bardziej czerwone, kiedy zdała sobie sprawę, na kogo wychodziła w tamtym momencie. Co jednak innego mogłaby odpowiedzieć? - Od niego - mówiła nerwowym tonem, mając świadomość, że oszczędność słowa zwykle nie przynosiła niczego dobrego w takich sytuacjach. Niestety nie mogła już nic na to poradzić, czekała więc na reakcję, w duchu modląc się, aby jednak to wszystko nie skończyło się w sali przesłuchań.
Herbig tymczasem skinął tylko głową. Obserwował jeszcze chwilę Wolfganga, zanim ten nie zniknął z powrotem w drzwiach domu doktora.
W kuchni pozostała już tylko dwójka osób - Arsene oraz gosposia, którzy zajmowali się sprzątaniem po bałaganie, dyskutując przy tym o rzeczach błahych; doktor, sądząc, że sprawa została załatwiona, zaszył się w swoim gabinecie. Gdy w budynku znów pojawił się Wolfgang, kobieta wyraźnie spięła się, odsuwając się najdalej jak mogła. Przez dłuższą chwilę usiłowała ignorować jego obecność i wymazać z pamięci to, że próbował ją przekupić. Właściwie usiłowała zapomnieć o całym tym poranku. Układane przez nią naczynia z hukiem uderzały o kolejne powierzchnie, ruchy pełne były nerwowości, a na czole pojawiły się drobne zmarszczki.  Usilnie milczała, choć na pierwszy rzut oka widać było, że coś w sobie dusi.
- Nie może jej pan po prostu aresztować? - wypaliła w końcu głosem pełnym wyrzutu, przerywając dotychczasową ciszę. - To ona, ta francuska dziewczyna, która sprowadziła na nas te kłopoty! Proszę, niech pan ją już zamknie!
Morgane tymczasem dalej pozostawała zamknięta i znów słyszała, co działo się u góry. Czyżby nie miała nic przeciwko aresztowaniu zupełnie niewinnej osoby?


Mistrz Gry rzuca kostką:

1,3,5 - gosposia kłamie, lecz Wolfgang nie jest w stanie tego wychwycić. Jej zachowanie może zwalić na karb zmęczenia oraz swojej obecności.
2, 4, 6 - podwyższony ton głosu, szybkość wypowiadania kolejnych słów, nerwowość oraz to, że gosposia wyraźnie unika patrzenia w oczy Wolfganga stanowią dla niego czytelne znaki, że kobieta cały czas kłamie.

Kolejka:
Wolfgang, Arsene, Morgane

Mistrz będzie ingerował zgodnie z własnym uznaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Czw Lis 24, 2016 9:24 pm

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Pon Lis 28, 2016 7:04 pm

sorkizatocośaleniechciałamjużdłużejzamulać

Nie wiem.
Nie pamiętam.
Od niego.

Panna Perrier dosłownie przytłoczyła nas natłokiem informacji. Westchnąłem ciężko, gdyż w środku mnie zaczęły się kotłować silne emocje. Kolejny bezużyteczny fragment układanki dzisiejszej nocy - nie pamiętam, kiedy ostatnim razem los rzucał nam aż tyle kłód pod nogi. - Blechter, zajmij się panią - powiedziałem jeszcze na odchodne do jednego z funkcjonariuszy. Jego zainteresowanie tą kobietą nie pozostawiało mi złudzeń co do tego, jak najprawdopodobniej zajmie się francuską dzi(e)weczką, gdy skończymy pracę. Tymczasem miał po prostu zaczekać z nią w tym miejscu; niech panna umiera z zimna, może szczypiący nagi naskórek mróz otrzeźwi jej umysł i pomoże się skoncentrować - na tyle, żeby przypomniała sobie przynajmniej godność mężczyzny, któremu oddała się tej nocy. - A wy, panowie, skończcie przeszukiwać parter, tak dla formalności. Został jeszcze salon. Herbig, sporządzisz raport z dzisiejszego patrolu - rozdysponowałem zadania pozostałej dwójce, po czym zgodnie z sugestią Dietmara ruszyłem do kamienicy, aby porozmawiać z gosposią.
Tym razem towarzyszył jej mój ulubiony Francuz. Początkowo zignorowałem jego obecność. Natomiast obecność gosposi nie mogła pozostać niezauważona - podniesionym głosem wydusiła z siebie w końcu akt oskarżenia. Wbiłem w nią badawcze spojrzenie, lecz trudno było z niej wyczytać cokolwiek więcej niż irytację (cóż, to akurat mnie nie dziwi, zadbaliśmy o to, by przez kilka najbliższych dni się nie nudziła) i skrajne wycieńczenie tą całą sytuacją. Byłbym skłonny uwierzyć jej słowom, ale to wszystko wydawało mi się po prostu podejrzane. Postanowiłem więc jeszcze skonfrontować je z tym, co powie Strauss, skoro i tak znajdował się w tym pomieszczeniu. - To prawda? To ona? - zapytałem mężczyzny po francusku, wskazując głową na kobietę za oknem (zasłony były rozsunięte przez Dietmara), a ja sam podążyłem spojrzeniem od aresztowanej do Arsene'a, w zamyśleniu przyglądając się wyrazowi jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Wto Lis 29, 2016 9:02 am

Miał szczerą nadzieję, że w końcu Niemcy pójdą sobie. Przecież nie był poszukiwany. Niemiec, którego dom właśnie niszczyli pewnie złoży skargę na całą tą sytuację. Tak. On pewnie potem będzie chciał dostać odszkodowania za szkody jakie zostały już wyrządzone. Arsene nie widział co robi lekarz, ale wyobrażał sobie wszystko. Pewnie potem zadzwoni do właściciela piekarni i nawrzeszczy na niego. Cóż. Już Arsene wyobrażał sobie jak sam będzie musiał to wszystko naprawiać i sprzątać. W końcu z jego winy to wszystko. Za darmo oczywiście, bo jak by mogło być inaczej? No właśnie. Przerwał sprzątanie w kuchni dopiero wówczas kiedy żołnierz skierował pytanie właśnie do niego. Podczas sprzątania nie ukrywał nic przed żołnierzami. Mogli spokojnie zobaczyć co podnosi i odkłada na odpowiednie miejsce. Ot zwykły facet pomaga gosposi.
Zgodnie z poleceniem, a jednocześnie pytaniem mężczyzny spojrzał przez okno na dziewczynę. Widać było na jego twarzy zmieszanie i zawstydzenie być może jeszcze. Odpowiedział po francusku, tak jak wydawało mu się powinien się odezwać.
-Tak.... tak mi się wydaje. Głupi byłem. Myślałem, że umówi się ze mną jak zobaczy w jakim domu i dla kogo pracuję. - odwrócił się do mężczyzny i uśmiechnął się przepraszająco, niczym nastolatek przyłapany na podglądaniu dziewcząt w szatni. On wie, że nie powinien. Zdaje sobie sprawę, że tak się nie robi, ale... no właśnie... Skąd mogły wynikać te wątpliwości? Cóż... stres, do tego mógł ją znać bardzo krótko. Tyle pięknych kobiet się mija. Wszystkie do siebie podobne.
-Jestem prawie pewien, że to ona... - dodał widząc na sobie spojrzenie gosposi. Chciał być miły względem Niemców, w końcu grał och sojusznika. Pokora względem władzy, tego też uczono go w Legii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Sob Gru 03, 2016 5:49 pm

Och, jak bardzo w tej chwili nienawidziła siebie. Nie tak, jak niektórzy powtarzają sobie, że wyglądają okropnie, że nikt nie powinien ich lubić, że są denerwujący.
Nie, Morgane w tej chwili miała wielką nadzieję znaleźć jakąś ładnie wyglądającą linkę, wbity w sufit hak i zrobić coś, żeby nie musieć tego znosić.
Czy naprawdę była aż takim tchórzem, że nie mogła wyjść z piwnicy i stanąć przed Niemcami, mówiąc "ej, to ja, nie ona!"?
Zawsze chwaliła się tym, jaka to była odważna - ale czy była? Bo w tej chwili nic na to nie wskazywało, ani trochę. Najpierw prawie zawaliła misję wszystkich, kiedy zdobywali broń, zbyt przestraszona wizją stracenia życia, teraz z kolei gotowa była narazić na śmiertelne niebezpieczeństwo jakąś biedną, niewinną dziewczynę, pozwolić, żeby być może i zginęła, w najgorszym przypadku.
Czy była taką osobą?
A mimo to wciąż siedziała w tym samym miejscu, nie poruszając się ani trochę.
Nie była Thotem, była tchórzem, najgorszym rodzajem tchórza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Nie Gru 04, 2016 2:48 pm

Sprawa wyglądała na zamkniętą. Niemcy, którzy powrócili przeszukiwać salon nie mieli szansy znaleźć już nic więcej wśród dobrze urządzonego wnętrza i na wszelkie powierzchniach płaskich. Z kolei w kuchni dalsze poszukiwania miały charakter wyjątkowo pobieżny, zapewne ze względu na fakt, iż mężczyźni sądzili (albo chcieli sądzić?), że naprawdę odnaleźli zbiegłą kobietę - nie widzieli więc potrzeby w dokładnym przetrząsaniu szafek czy innych zakamarków, które zresztą oglądane były kilka minut temu. Zeznania gosposi potwierdzone zaraz potem przez Arsene były dość przekonywujące, a i słowa znalezionej Francuzki zdawały się nawet pasować do poprzedniego wyznania Straussa. Myśleli, że nie trzeba im już nic więcej, może z wyjątkiem szybkiego zakończenia sprawy i przekazania jej odpowiednim służbom.

- Nic nie znaleźliśmy - przekazał Wolfowi Herbig po zakończeniu oględzin. Nie było nic do dodania, wyglądało więc na to, że przyszedł czas na opuszczenie domu doktora. Tuż przed wyjściem Arsene otrzymał reprymendę na temat romantycznych schadzek podczas godziny policyjnej oraz ostrzeżenie, że był to ostatni raz, kiedy, mimo utrudniania pracy, puszczono go wolno. Doktor z kolei również wysłuchał (zapewne o wiele mniej chętnie) swojego upomnienia, a od tej pory władza niemiecka miała uważniej przyglądać się jego poczynaniom.

Ginette Perierr ostatecznie miała zostać zatrzymana, a choć nadal jej twarz wykrzywiał grymas strachu, z ust nie padło już żadne słowo protestu. Raz tylko, tuż przed opuszczeniem uliczki, obróciła się w stronę, z której przyszła, usiłując przebić wzrokiem ciemność; prawdopodobnie bezskutecznie, bo koniec końców pozwoliła zaprowadzić się na posterunek. Tam też została pozostawiona w sali przesłuchań, a oddział Abwehry mógł, po napisaniu i złożeniu raportu, rozejść się do domu.


zt x 2


Jesteście już wolni, nie będę Was więcej męczyć. Bardzo dziękuję za grę, bo, z wyjątkiem tego tygodnia, nie mam żadnych zastrzeżeń odnośnie wartkości akcji oraz jej przebiegu, dlatego też pozwolę sobie nagrodzić całą trójkę dodatkowymi 20 punktami rozgrywki. Lada moment dopiszę je do Waszej puli, mam nadzieję, że się przydadzą.

Wolfgang, jeśli chcesz, możesz napisać jeszcze jeden post. Cała akcja wykraczała lekko poza Twoje obowiązki, ale ze względu na to, że dobrze sobie poradziłeś, zwierzchnicy podziękowali Ci za poprowadzenie oddziału i na pewno będą o tym pamiętać w odpowiednim momencie. Jeśli zaś chodzi o pannę Perrier, gdybyś dalej interesował się jej losem: doszły Cię słuchy, że kobieta nie doczekała nawet na swoje przesłuchanie - została uwolniona niedługo po tym, gdy opuściliście siedzibę, podobno za rozkazem jednego z dowódców SS.
Morgane i Arsene, możecie kontynuować swój grę, jeśli chcecie, choć nie wiadomo, na jak długo starczy cierpliwości właścicielowi domu, który, po wyjściu dziewczyny, posłał jej wyjątkowo niezadowolone spojrzenie. Mieliście sporo szczęścia, oby następnym razem sprzyjało Wam równie mocno!
Doniesienie doktora na funkcjonariuszy niewiele zdziałało - uznano, że wykonywali oni swoją pracę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Pon Gru 05, 2016 12:00 pm

Wiedział, że będzie musiał się bardzo starać by choć w części uspokoić gospodarza. Oczywiście obiecywał, że nieodpłatnie będzie przychodził i wyremontuje mu to co zostało zniszczone. Na jego szczęście żona lekarza, do której w między czasie zadzwonili, uznała, że i tak dom potrzebował remontu. Da jej to spore pole do popisu do rozwinięcia skrzydeł. Lekarz uspokojony głosem żony na tyle by nie obarczać Arsene kosztami, nie licząc jego pracy przy remoncie, pozwolił mu pomagać przy sprzątaniu tego co dało się na ten moment. Nie chciał jednak rozmawiać o dziewczynie, którą ukrywał pod swym dachem. Jasne było to, że więcej Arsene nie będzie mógł przyprowadzić do niego kogoś.
Dziewczynę oczywiście wypuszczono z kryjówki kiedy to było możliwe. Arsene delikatnie ją przytulił chcąc dodać jej otuchy, ale nie na tyle mocno by nie poczuła się źle w objęciach o wiele starszego od siebie mężczyzny.
Po paru godzinach opuścili dom lekarza. Na wychodne Arsene obiecał, że przyjdzie kiedy tylko lekarz go wezwie i jak wcześniej parę razy już obiecywał pomoże jako darmowa siła robocza. Dostał na odchodne radę lub dwie od gospodarza i rozstali się.

zt x 2 // jeśli chcesz Morgane to zacznij w domu Arsene, tam mogli razem pójść by już na spokojnie porozmawiać o wszystkim
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Wto Gru 13, 2016 8:19 pm

Uliczka doktora Babinskiego była tego dnia wyjątkowo cicha. Przemaszerowały przez nią może ze dwa niemieckie patrole, trochę przechodniów, pojedyncze zakochane pary, ale im bliższy był zmierzch, tym rzadziej na schodach rozlegały się czyjeś kroki, mimo że latarnie oświetlały uliczkę ciepłym i niemalże przyjaznym światłem. Spokój mógł być jednak złudny; widmo marcowych wydarzeń wisiało nad całym Paryżem, sącząc w miasto kolejne obawy.
Po pewnym czasie na schodach pojawiła się jakaś postać - był to barczysty mężczyzna, ubrany w obszerną skórzaną kurtkę, który nieśpiesznym krokiem pokonywał kolejne stopnie w dół. Zatrzymał się jednak przy jednej z ławek, na której ktoś porzucił najnowszy numer "Je suis partout", po czym usiadł na niej, biorąc do rąk gazetę. Rozłożywszy pismo, zagłębił się w lekturze.
Choć na pierwszy rzut oka przechodzień ten wyglądał dosyć nijako, pewien szczegół jego wyglądu przykuwał wzrok - pod szyją zawiązaną miał krwiście czerwoną apaszkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Sro Gru 14, 2016 4:43 pm

Popołudniowe słońce wciąż rozchlapywało na chodnikach plamy niewinnej jasności, choć powoli zapadający zmierzch skutecznie przeganiał mieszkańców Paryża z ulic. Matki i niańki popychały wózki z niemowlętami lub fachowo holowały stawiające pierwsze kroki maluchy na praktycznych, kolorowych szelkach, a staruszki różnej wielkości i kształtów, usadziwszy się na ławkach, plotkowały zawzięcie o rodzinie, przyjaciółkach i przebytych chorobach albo spacerowały wolno, grzejąc się w cieple wczesnej wiosny. Głosy grających w piłkę dzieci zmieszane z poszczekiwaniem zachwyconych psów sprawiały, że obrazek stawał się jeszcze bardziej pogodny i beztroski, niczym ilustracja z książeczki dla niemowlaków.
Zdumiewająco przekonujące kłamstwo.
Pogoda pierwszokwietniowych dni – w przeciwieństwie do lepkiej, brunatnej rzeczywistości – była dla Paryżan zaskakująco łaskawa; doby stawały się coraz dłuższe, a wraz z nimi wydłużały się cienie, które wycinały na jasnych chodnikach czarne, ruchome kształty. Zwykle tłoczne Butte-Montmartre wyraźnie traciło na dynamiczności z każdym kolejnym metrem, który przybliżał Fiodora do uliczki doktora Babinskiego; w tej części dzielnicy nawet pomarańczowe promienie zachodzącego słońca zdawały się bledsze i pozbawione pewności siebie. Wkrótce miał zapaść zmrok, co skutecznie przegoniło stąd przypadkowych przechodniów – w pobliżu zostali jedynie ci mocno nieprzypadkowi.
Kroki Chirjakowa wybijały na brudnych, kamiennych płytach niezmienny rytm brzmiący jak trzask dobrze naoliwionego zamka. Echo tego dźwięku roznosiło się leniwie po opustoszałej dzielnicy i zamilkło dopiero wtedy, gdy jego źródło w końcu się zatrzymało, dokładnie tam, gdzie stała jedyna zajęta w promieniu kilkuset metrów ławeczka.
Dlaczego to robię?, miraż tej myśli wciąż tlił się w umyśle Fiodora, kiedy zajął miejsce na ławce obok mężczyzny… a jednak w pewnym oddaleniu, jak gdyby zarysowywał niewidzialną, cienką granicę pomiędzy rozmyślnością i przypadkowością tego spotkania. Lampy ustronnej uliczki rzucały w każdy zakątek leniwe i rozmazane cienie, jedynie podkreślając krwistą czerwień zawiązanej pod szyją mężczyzny apaszki i czerń liter, które układały się na pierwszej stronie Je suis partout.
Opéra – krótkie, ciche słowo wyrwało się z ust Chirjakowa tak niespodziewanie, że przez moment jego towarzysz mógł odnieść wrażenie, iż tylko się przesłyszał. – Krzyżówka, numer dwunasty. Nazwa dziewiątej dzielnicy Paryża, w której znajduje się między innymi Casino de Paris – uśmiechnął się lekko pod nosem, ze swobodą nachylając do przodu – przez te kilka chwil mógł sprawiać wrażenie kogoś, kto usiadł tu na krótki, króciutki momencik, by rozprawić się z rozwiązaną sznurówką w bucie i jeszcze przed całkowitym zapadnięciem zmroku wrócić do domu. W trakcie całej tej czynności siedzący obok mężczyzna mógł zauważyć, że spod prawego rękawa marynarki Fiodora wyrwał się skrawek czerwonego materiału – jak gdyby obwiązana wokół nadgarstka chusteczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Sro Gru 14, 2016 11:23 pm

Mężczyzna zdawał się nie zauważać Fiodora - nie zareagował ani wtedy, gdy Chirjakow pojawił się w polu widzenia, ani wówczas, gdy usiadł obok niego na ławce. Sprawiał wrażenie zaczytanego w gazecie, choć z tej odległości Fiodor mógł dostrzec, że wzrok mężczyzny nie przesuwał się po tekście, lecz utkwiony był wciąż w jednym punkcie.
Na słowa Chirjakowa odwrócił nieznacznie głowę w jego stronę, jednak tyle wystarczyło, by trochę więcej światła padło na twarz mężczyzny - dobrze znaną Fiodorowi z Hali Wagram. Nie ulegało wątpliwości, że był to ten sam człowiek, który jeszcze kilka tygodni temu celował do niego z pistoletu.
- Faktycznie - rzucił krótko. Jego spojrzenie zlustrowało szybko Fiodora, zatrzymując się na czerwieni wysuwającej się z rękawa marynarki Chirjakowa. Był to jednak tylko ułamek sekundy; zaraz później mężczyzna odwrócił głowę i nieśpiesznym gestem wyciągnął z kieszeni ogryzek ołówka, by wpisać odpowiednie hasło. - A numer drugi? To chyba powinna to być Hala Wagram, ale byłbym wdzięczny za podpowiedź. Jeśli się nie mylę, musi mieć pan wprawę w krzyżówkach.
Mężczyzna oparł się wygodniej o ławkę, a jego wzrok dyskretnie powędrował ku najbliższej okolicy.
Uliczka doktora Babinskiego wciąż była zupełnie spokojna i cicha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Czw Gru 15, 2016 11:06 pm

Odgrywali obrane role z łatwością i pietyzmem, którego mogła pozazdrościć im niejedna tak zwana aktorka. Konsekwencja działań w raz obranej taktyce przynosiła ze sobą zdumiewający efekt – przez moment Chirjakow niemal sam uwierzył, że znalazł się tu przypadkiem.
Jednak w żadnym z nich nie było nic przypadkowego – począwszy od miejsca, w którym się znaleźli, kończąc na tym, gdzie po raz pierwszy mieli ze sobą styczność. Twarz siedzącego obok mężczyzny wypaliła się w umyśle Fiodora jak białe, słoneczne plamki; w każdej chwili mógł przypomnieć sobie chłód przyciskanej do skroni lufy i palącą świadomość, że od śmierci dzieli go zaledwie jedno drgnięcie palca człowieka, który nie sprawiał wrażenia szczególnie opanowanego.
Tymczasem minęły niespełna dwa tygodnie i obaj siedzieli na oświetlonej słabym blaskiem ławeczce z pełną świadomością tego, że nie przyszli tu rozwiązywać krzyżówek – mało istotne, jak dobrze im to wychodziło.
Hala Wagram, istotnie. Mamy remis – wciąż majstrował przy sznurówce, wciąż pieczołowicie poprawiał pętelki tak, by przybrały równy kształt motylich skrzydełek, jednak jego wzrok – choć pozornie skierowany ku dołowi – lustrował okolicę ze spokojną, wnikliwą czujnością. Niemiecki patrol był wyłącznie jednym z kilku scenariuszy, które zakładał Fiodor – drugi dotyczył niezapowiedzianego towarzystwa, które jego stary znajomy z wystawy mógł przyprowadzić ze sobą.
Powinienem zabrać Katyę, przemknęło mu przez myśl, kiedy rozprostował powoli plecy, by swobodnie zetknąć je z chłodnym oparciem ławki.
Proponuję dogrywkę. Dziewiątka, kino, w którym odbyła się premiera "Der große König" – jednym, krótkim szarpnięciem poprawił rękaw marynarki, spod którego nieśmiało wyglądała czerwień chusteczki. W trakcie tego gestu zerknął w stronę mężczyzny tak, jak gdyby chciał sprawdzić, czy odpowiednio uzupełnił kratki krzyżówki – w rzeczywistości oceniał jednak prawdopodobieństwo dobicia targu, co stanowiło jeden (choć nie jedyny) z powodów, dla którego się tu zjawili. – Podpowiem, że poza wątpliwej jakości filmem można było obejrzeć w nim o wiele ciekawsze widowisko… i usłyszeć jeszcze ciekawsze informacje – ostatnie słowa były jak lekkie szturchnięcie, niewielki katalizator, który miał pociągnąć za sobą rozmowę w odpowiednim kierunku – choć Fiodor wolał mieć pewność, że będzie to kierunek odpowiedni dla niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   Pią Gru 16, 2016 8:12 pm

Towarzysz Fiodora kiwnął tylko głową, upewniwszy się, że prawidłowo odgadł hasło, po czym wpisał je do krzyżówki. Nie omieszkał przy tym zerknąć na sąsiednią stronę, z której na obydwu mężczyzn spoglądali "Paryscy bohaterowie".
Nie było po nim widać, że poznał Chirjakowa - na jego twarzy malowało się idealne niewzruszenie, jakby mężczyzna był tylko kolejnym spacerowiczem, który w pewnym momencie postanowił przysiąść na ławce i rozwiązać krzyżówkę.
Nie ulegało jednak wątpliwości, że uważnie słuchał tego, co miał mu do powiedzenia Fiodor. Po kolejnych słowach Chirjakowa zapadła cisza - minimalnie dłuższa, co mogło utwierdzić Fiodora w przekonaniu, że miłośnik krzyżówek starannie analizował jego słowa... i że być może połknął haczyk.
- Gaumont Palace - odrzekł po chwili, a jego spojrzenie jeszcze raz podążyło ku "Paryskim bohaterom", zatrzymując się na moment na wizerunku Fabiena Eberharta. Na twarzy mężczyzny pojawiła się drobna zmiana; jedna z krzaczastych brwi powędrowała może o milimetr lub dwa do góry, a w oczach zatańczył cień zainteresowania. - Jaka szkoda, że mnie tam nie było. Nie jestem fanem kina, jednak z chęcią usłyszałbym te ciekawe informacje.
Zamilkł dosłownie na moment.
- Numer dziesiąty. "Miejscowość pod Paryżem, słynąca ze znajdującego się w niej kompleksu pałacowego" - dorzucił jeszcze, tak jakby ich gra była tak samo zwyczajna jak oni sami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Uliczka doktora Babinskiego   

Powrót do góry Go down
 
Uliczka doktora Babinskiego
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Butte-Montmartre-
Skocz do: