IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Plac 'Saint-Michel'


Share | 
 

 Plac 'Saint-Michel'

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Plac 'Saint-Michel'   Czw Sie 11, 2016 10:42 am



Plac 'Saint-Michel'

Plac Świętego Michała znajduje się na granicy między piątą i szóstą ulicą. Leży na lewym brzegu rzeki Seine z widokiem na Ile de la Cite, z którym jest związany przez Pont Saint-Michel. Główną atrakcją jest  Fontaine Saint-Michel przedstawiająca Michała Archanioła z dwoma smokami, z ust których wylewa się woda, oraz figury czterech klasycznych cnót kardynalnych.
Sam plac z dwóch stron otoczony jest przez kamienice, wśród których dominują budynki instytucji oraz sklepy. Na rogu mieści się niewielkie stoisko z gazetami, a przecinające dziedziniec tory tramwajowe, ciągną się również wzdłuż krawędzi. Zwykle całość tkwi w swobodnej ciszy powoli toczącego się życia - spacerowicze umiłowali szczególnie to miejsce ze względu na niezwykły, miejski spokój. Nawet niemieckich mundurów zwykle szukać tu na próżno - zwykle omijają oni plac wzrokiem, twierdząc, że jest po prostu nudny.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Plac 'Saint-Michel'   Nie Wrz 18, 2016 8:03 pm

|start
Gilbert zdążył odzwyczaić się od przebywania na świeżym powietrzu czas dłuższy, niż wymagałaby tego absolutna konieczność. Ze swojego mieszkania wychodził tylko wtedy, kiedy naprawdę musiał – na uniwersytet, spotkania oddziału czy też do pracy, która choć nie dawała mu większej satysfakcji, pozwalała jakoś utrzymać się przy życiu. Nigdy jednak nie tęsknił za czasami dostatku, gdy wszystko, czego zapragnął, miał na wyciągnięcie ręki. Dobra materialne, choć niektóre z pewnością konieczne do zapewnienia mu podstawowego funkcjonowania, nie miały dla niego większego znaczenia. Czasem miał wrażenie, iż jego organizm zdążył już przyzwyczaić się do niedoboru podstawowych składników, co zapewne przekładało się na jego niezbyt zdrowy wygląd. Nikt jednak nie zwracał na to uwagi, wojna pozbawiła wielu mieszkańców Paryża podstawowych dóbr i oznaki wychudzenia i głodu były dość powszechne, szczególnie w kręgach osób, wśród których zwykł się obracać. Tam jednak także nikt nie przejmował się jego wyglądem tak długo, jak jego twarz była uznawana za ładną i chłopięcą, a on sam wypełniał swoją rolę najlepiej jak potrafił, wielokrotnie powstrzymując się od odepchnięcia od siebie zupełnie obcych ludzi i opuszczenia dusznych pokoi przepełnionych zapachem dymu papierosowego i drogiego alkoholu. Wiedział jednak, że to wiązało się z porzuceniem swoich największych marzeń i pasji a to, choć dla niektórych mogło wydawać się istnym szaleństwem, dla niego było najcenniejszą rzeczą, jaką posiadał.
Dlatego właśnie starał się troszczyć o nią jak najbardziej potrafił. Teraz, kiedy na nowo udało mu się stanąć na nogi, i dosłownie i w przenośni, robił wszystko, aby tylko nie pozwolić sobie powrócić do miejsca, z którego ledwo udało mu się wygrzebać. Wciąż nie potrafił spojrzeć w roztrzaskane lustro w swojej łazience – drobne, rozbite kawałki jedynie powielały jego obraz, którego tak naprawdę się wstydził. W dalszym ciągu nie umiał spojrzeć ludziom prosto w oczy bez tego przygniatającego uczucia, iż każdy z nich dokładnie wie, co robił jeszcze kilka miesięcy temu, zdesperowany i pozbawiony wszelkich możliwych opcji. Ale czy na pewno? Mógł przecież z podkulonym ogonem zapukać do drzwi swojej ciotki i błagać o pomoc, jednak czy to naprawdę tak bardzo różniło się od drogi, którą obrał? Dobrze znał cenę, wiedział, z czym wiązał się powrót marnotrawnego siostrzeńca i jedyne, czego do tej pory zdążył się już nauczyć, to tego, iż nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Szczególnie, jeśli jest okupowana przez morskie potwory.
Musiał radzić sobie sam, jednak świadomość, że w całym Paryżu nie był jedyną osobą, która upadła na samo dno aby spełniać marzenia i jakoś wiązać koniec z końcem bynajmniej nie pomagała mu pogodzić się z samym sobą. I chociaż nie zamierzał uporać się także z tym problemem, a przynajmniej nie w sposób, którego zdążył już doświadczyć, nie oznaczało to, iż miał powód aby każdego dnia wesoło uśmiechać się do swojego odbicia i udawać, że w jego życiu wszystko jest na właściwym miejscu.
Na szczęście Paryż wciąż pozostawał ten sam, ulice się nie zmieniały, a jedynie przechadzający się ludzie każdego dnia byli zupełnie inni. On sam był pewien, iż mógłby poruszać się po tym mieście z zamkniętymi oczami, każdego dnia pokonując dokładnie tą samą trasę. I tak też właśnie czynił, choć jego oczy nie były zamknięte, a jedynie wpatrywały się w trzymaną przed nim książkę, gdy sprawnie udawało mu się przecinać niemalże pusty, paryski plac. Do czasu, gdy nagle nie poczuł, jak uderza o coś, a może o kogoś, a jego książka wypada mu z rąk i z głuchym odgłosem ląduje u jego stóp. Nie przypominał sobie, aby ostatnim razem na jego drodze znajdowało się cokolwiek, na co można by wpaść.
- Pardon – mruknął pod nosem, kątem oka dostrzegając jedynie damską sylwetkę i szybko schylając się, aby podnieść swój dobytek. Za każdym razem starał się zwracać na siebie jak najmniejszą uwagę i, niestety, tym razem mu się to nie udało.[/i]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Plac 'Saint-Michel'   Pon Wrz 19, 2016 5:14 pm

O dziwo miała lepszy humor i dzień. Na tyle dobry, że potrafiła wytrzymać spojrzenie obcych osób dłuższe niż pięć sekund, a nawet zamieniła dwa słowa na temat pogody czy czegoś równie prozaicznego z inną nauczycielką w szkole. Było to całkiem miłe, ale zdawała sobie sprawę z tego, że to nie potrwa długo. Lada chwila ktoś krzywo na nią spojrzy i wszystko legnie w gruzach, a ona wróci do bycia przygnębioną sobą.
Po tak długim czasie powinna być przyzwyczajona, prawda?
Nie chciała wracać od razu na stancję po pracy - wolała wyjątkowo się przejść, zaczerpnąć świeżego powietrza, które ułatwiało jej choć nieznacznie oddychanie - a oddychanie nie było dla niej taką samą czynnością, co u innych. U niej było czymś ważnym, zwłaszcza że tak często miała z tym problem, w losowych momentach nagle traciła tą zdolność, gubiła się i zapominała, dziwiła się skąd to palenie w płucach.
A potem, gdy na nowo próbowała oddychać, pamiętać o tym, że przecież trzeba, doceniała jak ważne to jest dla człowieka.
Teraz gdy szła przed siebie, też o tym pamiętała - brała ostrożne wdechy i wydechy, niemal zachwycając się tym, że ma dostęp do tlenu. Było dość cicho, nie było widać okupantów w mundurach, a ona sama nawet trochę się rozluźniła. Na jej twarzy może i nawet pojawiło się coś, co mogło odrobinę przypominać uśmiech - no, cień uśmiechu. Szła przed siebie uważnie, uważając na to, gdzie idzie. Nie chciała przecież zwrócić na siebie przypadkiem uwagi - czy potrafiłaby wtedy wciąż wyglądać na zwyczajną Francuzkę, która wraca po dniu pracy zmęczona, ale zadowolona życiem?
I wtedy poczuła, że zabolało ją ramię, a po chwili na ziemię upadła książka.
- Nie zniszczyła się? - spytała automatycznie, po francusku, ignorując to, że przecież mogła wpaść na jakiegoś okupanta. Ignorując również fakt, że pewnie powinna spytać czy to z mężczyzną wszystko w porządku. Potem jednak do niej to doszło i pewnie aż zaczerwieniła się ze swojej głupoty.
- Przepraszam, powinnam spytać czy to panu nic się nie stało - dodała bardzo szybko, bo przecież ostatnią rzeczą, jaką chciała, było żeby pomyślał, że nie obchodzą ją losy kogoś, kto mógłby ucierpieć. Jej pierwszym odruchem zawsze było dobro książek, bo gdyby nie książki, ze świata zniknęłaby nadzieja wielu ludzi. Książki były najcenniejszą dla niej rzeczą, z tych materialnych rzecz jasna. Książka i matematyka, jedyne jasne myśli, rzeczy, które miały sens.
- Czy my się nie spotkaliśmy? - spytała po chwili, bo wtedy też dopiero spojrzała na nieznajomego - lub też właśnie wręcz przeciwnie. Jej mózg szybko skojarzył fakty i po chwili dotarło do niej, że chodziło o spotkanie Ruchu Oporu. A przecież o Ruchu Oporu otwarcie rozmawiać nie mogli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Plac 'Saint-Michel'   Sro Wrz 21, 2016 6:42 pm

Osoby, które nie znały Gilberta osobiście, z pewnością nie mogłyby wiele o nim powiedzieć. Jedną z tych rzeczy, które ludzie zwykli szeptać po kątach na uniwersytecie, bądź gdy chował się w bibliotece za stosami książek, było to, iż był naprawdę dziwny. Najwyraźniej nikt nie wpadł jeszcze na lepsze określenie jego osoby oraz zachowania, dlatego postanowiono posługiwać się tym jakże banalnym i nieco prostolinijnym wyrazem. Być może jednak była w tym odrobina prawdy. W końcu unikając kontaktu z ludźmi, przy każdej możliwej rozmowie uciekając wzrokiem gdzieś na bok i odpowiadając dość zwięźle i cicho, gdy w ogóle udało mu się odezwać, prezentował sobą niezbyt ciekawy obraz chłopaka, który najwyraźniej nie zasługuje na większą uwagę.
Wcale mu to nie przeszkadzało. Bycie w centrum zainteresowania nigdy nie było jego atutem i choć, wbrew swoim obawom, nie miał na czole wypisanej całej biografii i każdej rzeczy, której dopuścił się w nie tak dawnej przeszłości, w jakiś sposób starał się unikać wszystkiego, co mogłoby go wydać. Miał się czego wstydzić, wystarczył mu trud, z którym znosił samego siebie każdego kolejnego dnia i z pewnością nie potrzebował jeszcze bardziej natarczywych spojrzeń obcych, które mogłyby mu o wszystkim przypominać, jednocześnie pozbawiając wszelkich bezpiecznych przestrzeni, które wokół siebie budował.
Mimo wszystko miał w sobie pewną wartość i choć nie każdy miał okazję się o tym przekonać, nie będąc wystarczająco cierpliwym, aby przebić się przez dużą ilość ochronnych warstw. System obronny sprawił, iż w rzeczywistości był naprawdę samotny, samemu zapominając już o wszystkim, co było w nim dobre. Wszystkie swoje zalety z niesamowitą łatwością przekształcił w wady, tak, jakby przez cały czas wpatrywał się w krzywe zwierciadło odbijające rzeczywistość pod zupełnie innym kątem.
Zderzenie się z niespodziewaną osobą, napotkaną na jego drodze, na chwilę wybiło go z rytmu. Po książkę schylił się automatycznie, gotowy szybkim krokiem wyminąć, będąc już tego pewnym, młodą dziewczynę, kiedy powstrzymał go jej głos. Powoli podniósł wzrok, zatrzymując go na jej twarzy i w ciągu sekundy zdając sobie sprawę, że doskonale ją zna. Pamiętał w szczegółach ich pierwsze spotkanie, jej imię oraz krótką, niezbyt treściwą rozmowę, którą tamtego dnia prowadzili.
- Nie, wszystko jest w porządku – odpowiedział szybko na dwa pierwsze pytania – Przepraszam – dodał jeszcze raz, zdając sobie sprawę, że cały wypadek był tylko i wyłącznie jego winą a ona, choć przeprosiła, nie miała ku temu najmniejszych powodów.
- Tak… Darcy, prawda? – zapytał z udawanym wahaniem, choć przecież dobrze wiedział, iż odpowiedź jest twierdząca. Spuścił na chwilę wzrok, a gdy go znowu podniósł zatrzymał go na widoku budynków za dziewczyną, nie będąc w stanie spojrzeć prosto w jej twarz – Przepraszam, zamyśliłem się… Z tobą wszystko w porządku? – rzucił kolejne pytanie i choć naprawdę miał już ochotę wrócić do domu, po dość długiej chwili zorientował się, iż bez wątpienia całe zderzenie musiało ją odrobinę zaboleć. Czasem brak doświadczenia w kontaktach z ludźmi naprawdę sprawiał, iż Gilbert czuł się zażenowany, jednak starał się nad sobą pracować. Na tyle na ile potrafił.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Plac 'Saint-Michel'   Czw Sty 12, 2017 11:57 am

    Przystanek tramwajowy

Odmierzanie w myślach odległości, która dzieliła przystanek tramwajowy od Placu Świętego Michała, było znacznie łatwiejsze od mierzenia się z narastającymi wątpliwościami. Dlaczego tracę czas przeplatało się z ten mały jest nieostrożny i kończyło na trzeba odesłać go do domu.
Trzeba?
To nie był rozkaz ani odgórne polecenie, lecz zwyczajny przejaw czegoś, co u innych zasługiwałoby na miano litości. Tyle tylko, że on jej nie okazywał – przynajmniej nie wobec obcych, stanowczo zbyt rozgadanych dzieci, które wędrują po torach ze swobodą spacerowicza przemierzającego bulwar. Z obojętnością i bez wyrzutów sumienia mógłby pozostawić chłopca na Placu Świętego Michała, wywiązując się ze swojej części umowy i pokazując mu miejsce, gdzie stacjonuje większość paryskich tramwajów – jedną decyzją przerwałby cały ten paradoksalny spektakl, nawet nie racząc się upewnić, czy Gavroche wie, jak wrócić do domu. Być może jeszcze tego samego dnia zapomniałby o istnieniu chłopca, wypierając go z pamięci tak, jak wypiera się wyjątkowo niewygodne wspomnienia.
Coś jednak – ten cichy, złośliwy głosik, który wwiercał się w czaszkę zwykle wtedy, gdy nie był o to proszony – mówiło Fiodorowi, że malczik nie zapomni o swoim nowym, dorosłym znajomym równie łatwo. Sądząc po jego gadatliwości, po powrocie do domu drugą sprawą, o jakiej wspomni (pierwszą bez wątpienia będą tramwaje), okaże się wysoki nieznajomy, który odsłonił przed nim tajemnicę zajezdni i odciągnął od wtopionych w ulice szyn. Być może powtórzy nawet to zabawne, biblijne imię, nie dostrzegając we własnej prawdomówności żadnego zagrożenia.
W przeciwieństwie do Fiodora, który dostrzegał je aż nazbyt wyraźnie.
Gavroche – wypowiedział jego imię na tyle głośno, by malec skupił się na kolejnych słowach, a nie mijanych powoli budynkach – zwykle długie kroki Chirjakowa przybrały zabawnie malutki wymiar, odkąd ściskał dłoń chłopca we własnych palcach i dostosowywał swój chód do drobnych stąpnięć dziecka. – W której dzielnicy mieszkasz? Musimy się upewnić, że bezpiecznie wrócisz do domu – drobne, podszyte pozorną troską kłamstwo okrasił lekkim uśmiechem, który skierował w stronę chłopca wraz z przeciągłym spojrzeniem jasnych tęczówek. Musiał zadać to pytanie jeszcze przed dotarciem na plac, gdzie całą (drastycznie rozproszoną) uwagę malca przykują nieruchome sylwetki tramwajów. Dla kogoś, kto przyglądał się tej scenie z boku, nie było to nic nadzwyczajnego – ot, spacer ojca z synem, leniwa rozmowa toczona w ciepłym słońcu kwietniowego popołudnia, pospolity obrazek widywany na paryskich ulicach.
To jedynie utwierdzało Fiodora w przekonaniu, że pozory – jak zwykle – brutalnie rozmijają się z prawdą i jawnie kpią z ludzi, którzy są na tyle naiwni, by bezwarunkowo wierzyć we wszystko, czego są świadkami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Plac 'Saint-Michel'   

Powrót do góry Go down
 
Plac 'Saint-Michel'
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Lewy brzeg :: Panthéon-
Skocz do: