IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Centralny Urząd Pocztowy


Share | 
 

 Centralny Urząd Pocztowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Centralny Urząd Pocztowy   Sro Sie 17, 2016 9:41 pm



Centralny Urząd Pocztowy

W samym centrum Paryża mieści się dość wysoki, pamiętający jeszcze czasy Napoleona, budynek poczty. Stara kamienica, w której się znajduje, niedawno została odrestaurowana, choć zdaje się, że renowatorzy zapomnieli o wnętrzu. Ogromna hala z trzech stron otoczona przez wysokie biurka, za którymi stoją urzędnicy, wydaje się nieco nadgryziona zębem czasu - popękany sufit oraz farba odłażąca ze ścian nie są tu szczególnie dziwnym widokiem. Tak samo zresztą odwieczny hałas przybijanych stempli, szczęk starych zawiasów skrzynek pocztowych oraz zgiełk uliczny wpadające przez uchylone okna.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Nie Gru 11, 2016 9:30 pm

Tato, tato, rozwiążesz ze mną krzyżówkę? O patrz, jesteś w gazecie! Tobias ledwo otworzył oczy, a Franz skakał po nim jak po trampolinie. Znowu zasnął na kanapie, czytając raporty. Cz kiedykolwiek wyzbędzie się swojej bezsenności? Kręcił się całe noce po domu, a gdy już zasnął, nadchodził poranek i budził się książę jegomość, Franz. Właśnie w takich chwilach marzył o wyłączniku jego buzi. Był zmęczony, a dzieci nie znały niestety słów "odpoczynek rodzica". Niechętnie otworzył oczy, robiąc miejsce na kanapie dla dziecka. Mamrotał niewyraźnie pod nosem, aż w końcu zrozumiał, że nikt już więcej pospać mu nie da. Przetarł powieki, przytulając od siebie syna. Zachrypniętym głosem czytał wydanie Je suis Patrout. Skąd się to wzięło u niego w mieszkaniu? Sara kupiła?
- Czy to dla ciebie w ogóle? - spytał niechętnie, ale dość szybko wychwycił swoje nazwisko. Bohaterowie, aż prychnął. Ratował własne życie, a to że wrócił z Francuzką do jej mieszkania... Tego nie powie synowi. Czytał na głos hasła gazety, ale chociaż Franz chciał tak bardzo znać odpowiedź, mógł jedynie wpisywać literki, które dyktował mu Tobias. Gdy już pomyślał, że poranny koszmar się skończył, syn uparł się, że można wygrać ciekawe rzeczy. Próbował go przekonać, ile w tym kłamstwa i podpuszczania biednych czytelników. Franz jednak zrobiła taką awanturę, że Tobias nie mógł tego wytrzymać. Obiecał mu wysłanie rozwiązania, więc z ulgą wyszedł z domu. Chciałby zapalić, ale wszędzie czuł na sobie spojrzenia. Kołnierz płaszcza wbijał się w ogoloną brodę, a Tobiasowi ewidentnie brakowało kilku chwil spokoju z kieliszkiem wina, fajką i muzyką klasyczną. Widząc olbrzymią kolejkę, aż przeklął pod nosem. Nie będzie czekał, to nie był jego dzień. Wepchnął się więc niekulturalnie do okienka, podając kopertę. Nie mówił za wiele, a gdy słyszał niosące się echo od przybijania stempli pocztowych, czuł potęgujący się ból głowy. Przeklęta Francja. Klnąc pod nosem na zgromadzonych ludzi, szybko udał się do wyjścia, mając to z głowy. Przynajmniej nie był niesłowny dla syna.


Hasło poprawne, odpowiedź przyjęta.
Post otrzymuje numer 1.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Nie Gru 18, 2016 12:17 pm

| kwiecień |

Przeklęta Panna Wiem Wszystko.
Tym razem muszę wymyślić coś lepszego.
Kurwa, naprawdę, bo to, co jej się uroiło, to już lekka przesada - ostatnio napisałem (najzwyklejszym Cezarem!) mojej rywalce, że ma kupić Wagnera (w jakimkolwiek sklepie z winylami), a ona odwdzięczyła się tak, że nie dość, iż kazała mi gonić po Obserwatorium, bez uprzedniego dokładnego doprecyzowania, w którym miejscu znajdę kolejny szyfr, to jeszcze czekałem na niego ponad dwa tygodnie - w sumie zacząłem już myśleć, że nasza zabawa się skończyła, a ona zaginęła w czasoprzestrzeni, ale chyba jednak tajemnicza L. zdecydowała się wrócić do gry - koperta ostatecznie znalazła się (w miejscu, które sprawdzałem już wcześniej kilka razy, więc byłem pewien, iż opóźnienie wynikało z winy szyfratorki).
Oczywiście kobieta nie raczyła mnie nawet poinformować, co się działo. I czemu musiałem na nią czekać.
Aczkolwiek to jeszcze nie było najgorsze. W kopercie znalazłem coś, czego w życiu bym się po L. nie spodziewał (no, może jednak to nie jest do końca prawda - w końcu zdążyłem się już przekonać, że ta dziewczyna miała nie po kolei w głowie) - wymyśliła sobie pierdolone pismo węzełkowe. Także w drodze do Szwajcarii (odwiedziny u ojca, który wciąż nie czuje się najlepiej) doszkalałem się z Kipu, żeby jakoś rozplątać tę bawełnianą plątaninę supełków (zadbała o pełną wielowymiarowość - liczyła się nawet grubość przędzy - to zdecydowanie nie było najłatwiejsze zadanie, choć z całą pewnością nigdy jej tego nie napiszę). Nie wiem, jak jej się chciało to robić, ale po czymś takim nie mogę jej przecież wysłać zwykłego polialfabetyka. Coś wymyślę.
Może nawet już bym to zrobił, gdyby nie zadanie, które dla mnie przyszykowała; w tym przypadku chyba skończyły jej się pomysły - ale może to dobrze? Rozwiązałem tę krzyżówkę z ostatniego Je suis partout, a czas, w którym udało mi się to zrobić, zgodnie z sugestią L., zanotowałem (w pamięci, oczywiście), by móc podać jej go w następnej wiadomości - odrobinę go zaniżę - gdyby jakimś cudem była szybsza. Nie musiałbym tego robić, aczkolwiek zapomniałem nazwy toru wyścigów konnych; cóż, do tego typu rzeczy nigdy nie miałem głowy.
Po drodze do pracy zahaczyłem o pocztę i wysłałem rozwiązanie, nie łudząc się nawet, że mogę cokolwiek wygrać - to byłby ewenement na skalę światową; brakowało mi szczęścia do takich pierdół.
Zresztą i tak mi na tym nie zależało - myślami byłem już daleko - w bibliotece, gdzie udam się wieczorem, żeby przewertować tomiszcza o szyfrach - koniecznie te knigi, które już od dawna nie widziały światła i te, na których zdążyły wyrosnąć najwyższe wzgórza kurzu.
zt

Hasło przyjęte.
Post otrzymuje numer 2.
L.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Wto Gru 27, 2016 8:44 pm

|kwiecień

René Delagne uchodził za najzdolniejszego redaktora w Paryżu, a przynajmniej, jej skromnym zdaniem, zasługiwał na to miano. Nie orientowała się zanadto, czy istniały jakiekolwiek honoraria, które mogłyby podkreślić renomę jego miesięcznika oraz prywatny talent pisarski, którym tak zręcznie posługiwał się w „Comoedii” (szczególnie w artykułach dotyczących malarstwa, które namiętnie gromadziła w jednej z teczek), ale gdyby miała jakikolwiek wpływ na literacki półświatek, osobiście wręczyłaby mu najwyższe odznaczenie, najlepiej Oeuvre humanitaire et Mérite philantropique. Był przecież nie tylko niezwykle uzdolniony, ale również niespotykanie inteligentny (tak zręcznie prowadził pismo, potrafiąc jednocześnie hołdować francuskiej kulturze oraz nie zachodzić przy tym zanadto za skórę Niemcom) i prawdziwie przystojny; to ostatnie miała okazję sprawdzić przy okazji publikacji, przy których, mimochodem, załączano zdjęcie mężczyzny – może nie pierwszej młodości, lecz nadal rześkiego, silnego osobnika w wieku nieco ponad czterdziestu lat i o najintensywniejszym, głębokim spojrzeniu, pod którego naporem robiło jej się niespodziewanie gorąco.
Tym razem jednak nie uległa Dalegne’owi oraz jego hipnotyzującym, ciemnym oczom,  przez przypadek natrafiając na bezbarwnie puste pola krzyżówki spowijające stronice francuskiego szmatławca; nie należącego do niej, wszak nie znosiła „Je suis partout” oraz proniemieckiego wydźwięku niosącego się echem pośród kolejnych artykułów. Jednak fakt, iż w ciągu liter wyłowiła słowa „Konserwatorium Paryskie” oraz „Der große König” uratował miesięcznik przez bezceremonialnym wyrzuceniem poza próg niewielkiego mieszkania, a nawet, co niespodziewane, sprawił, iż nieco przychylniej zaczęła zerkać na gazetę.
Nie wypełniała krzyżówki ze szczególnym zapałem. Wydała jej się wręcz prostacko łatwa, zbyt łatwa dla każdego szanującego się mieszkańca Paryża. Pytania o nazwy dzielnic, najważniejszych kulturalnych miejsc miasta… kręciła z zażenowaniem głową, wzdychając i wplatając w kolejne kwadraty idealnie proste litery. Hasło również nie należało do szczególnie odkrywczych, ale skoro już poświęciła tych kilkanaście minut na rozwiązanie łamigłówki (zdecydowanie nie zasłużyła na to miano), następnego dnia wybrała się na pocztę i wysłała rozwiązanie na podany adres, uprzednio oczywiście marnując parę cennych chwil oraz oddechów w kolejce, przez którą później spóźniła się do pracy. Przez to wszystko czuła, że niepotrzebnie zawracała sobie głowę – oczyma wyobraźni widziała już, jak ci wszyscy ludzie ślą swoje odpowiedzi (mężczyzna stojący dwie osoby przed nią miał nawet wypisaną tę samą nazwę wydawnictwa na kopercie) na banalnie proste zapytanie, obniżając jej własne szanse.
Wniosek pozostawał więc niezmieniony: „Je suis partout” nadal nie umywało się do jej ukochanej „Comoedii”. A przynajmniej nie dopóki będą tworzyć tak łatwe krzyżówki.

zt

Hasło poprawne, odpowiedź przyjęta.
Post otrzymuje numer 3.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Pią Sty 06, 2017 5:26 pm

Coś mówiło Fiodorowi, że przesadził z piciem.
Podobał mu się duży, papierowy kalendarz, zasłaniający wielki placek wykruszonego tynku, rozczulały go pęknięcia na suficie, biurka o blacie jak twarz stuletniego starca i kolekcja różnych krzeseł, z których każde najpewniej przeżyło wielką wojnę. Nawet wypełnione matową szybą drzwi poczty wydały mu się sympatyczne, choć przecinająca szkło rysa dotarła wreszcie do kresu i stało się oczywiste, że każdy klient usiłujący w nie stukać musi się poważnie liczyć z nagłą amputacją dłoni. Mimo to przyglądał im się z przyjemnością. Kurz, pajęczyny, czy cokolwiek to było, tworzyły rozmyty, pobudzający wyobraźnię zarys kobiecej sylwetki. Oczywiście musiała być młoda i ładna i, rzecz jasna, drżała lekko z tremy. Młode, tajemnicze damy, odwiedzające zatłoczone (choć akurat dzisiejszego popołudnia nieszczególnie) poczty, zawsze są kłębkami nerwów i mają prawo postać tak trochę ze spoconą dłonią przy klamce. Jego wyobraźnia działała na najwyższych obrotach z dwóch prostych przyczyn: po pierwsze, był zmęczony całym tygodniem bezpardonowej harówki, a po drugie – trochę się wstawił. Jeszcze trzy godziny temu siedział w ciemnym pokoju własnego mieszkania, wpatrując się w niewyraźny zarys półlitrówki. Zawierała jakieś sto gramów czystej i gdyby dolać je do tego, co Fiodor już wypił (szklanka Schnapsa, a potem – chyba już na Butte-Montmartre z sąsiadem z góry – druga szklanka, tyle że już nie Schnapsa, a anyżówki, która podobno wpływa na człowieka antyhumanitarnie, to znaczy, wzmacnia duszę, a osłabia wszystkie członki. Z Fiodorem było nie wiadomo dlaczego odwrotnie, bo członki mu w najwyższym stopniu okrzepły, a dusza osłabła), może zapomniałby, iż po świecie chodzi jakiś Chirjakow. Jednak kiedy spojrzał na wypełnioną krzyżówkę w gazecie, decyzja zalania się w pestkę jeszcze nie dojrzała – uznał za to, że nic nie wpływa na człowieka równie zbawiennie, co spacer.
Co to była za okazja i dlaczego postanowił się napić, dotąd nie ma zielonego pojęcia, ale przecież tak być powinno – właśnie tak! Wszystko na świecie powinno toczyć się powoli i nieprawidłowo, żeby człowiek nie mógł być z siebie dumny, żeby był smutny i zagubiony. Bo właśnie taki był Fiodor, kiedy wybrał się do głównego urzędu pocztowego, chwiejąc lekko z zimna i zgryzoty – melancholijna, rosyjska dusza nigdy nie mogła iść w parze ze stanowczo zbyt szybkim trzeźwieniem.
Już w okienku, gdy z patetyczną powagą podsuwał pracownicy odpowiednio zaadresowaną kopertę, doskonale widział w jej oczach wyrzut – oczywiście, uważała go za wykolejeńca. Rano i na kacu sam Fiodor jest o sobie takiego mniemania, ale nie można przecież brać na serio faceta, który jeszcze nie zdążył się zaprawić. Za to w wolne popołudnia, zupełnie takie jak ten – jakież są w nim głębie! – jeżeli, oczywiście, nawali się dobrze w ciągu dnia – jakież przepastne głębie rozwierają się w nim popołudniami!
Głuche uderzenie stempla było najbardziej wyraźnym sygnałem do odwrotu; kiedy jego koperta zniknęła w koszyku setek sobie podobnych, Fiodor odwrócił się na pięcie i…
Popisał godnym podziwu refleksem, dzięki czemu udało mu się nie przewrócić stojącego (dziwnie blisko) mężczyzny. Nie był dzisiaj na szczęście aż tak szybki, by zdobyć się na coś innego poza unikiem, który i tak skwitował jedynie zaskoczonym, mimowolnym o!, najwyraźniej skierowanym do nie mniej zaskoczonego blondyna.
Właśnie tak – nie przeprosił, choćby tylko spojrzeniem, jednak z drugiej strony nie próbował walić nieznajomego po łbie czy strzelać. Zdołał zauważyć za to coś innego: zapach drogiej wody kolońskiej wyprzedzał jegomościa o jakieś dwa metry, ale aura pewności siebie, swobody i autorytetu tkwiła całe kilometry z przodu, nim nos w ogóle coś wyczuł.
Krótko mówiąc? Był Niemcem. Chyba właśnie to (i wyłącznie to, w grę w żadnym wypadku nie wchodziło czujne spojrzenie niebieskich oczu) wymusiło na Fiodorze spokojne, wygrzmiane po francusku gdzieś z głębi piersi:
Pan wybaczy
przy akompaniamencie którego ominął mężczyznę, udając się w jedynym właściwym kierunku – do drzwi. I może baru?

Hasło poprawne, odpowiedź przyjęta.
Post otrzymuje numer 4.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Pią Sty 06, 2017 10:12 pm

Powodem, dla którego Otto nigdy, ale to naprawdę nigdy!, nie częstował swoich gości filiżanką kawy była nieumiejętność jej poprawnego zaparzenia. Smakowała jakby jej tajnym składnikiem była gruda błota, a mężczyzna nieraz zastanawiał się czy to możliwe, aby Sussane naprawdę korzystała z tej samej puszki ze zmielonymi ziarnami co on, czy nie chowała przed nim tajnych zapasów, zostawiając na wierzchu to obrzydlistwo parujące w jego filiżance. Zdążył przyzwyczaić się do tego smaku, dlatego też nawet niespecjalnie się skrzywił, kiedy pierwszy łyk kawy sparzył mu przełyk, zostawiając na języku znajomą gorycz, znacząco podkreśloną nagłówkiem gazety rozłożonej przed nim na stole.
Zaśmiał się, widząc swoje nazwisko. Bohater. Podłechtałoby to pewnie jego ego, może nawet pokusiłby się o wycięcie tego fragmentu, gdyby nie Eberhart patrzący na niego z czarno-białej fotografii. Miał przy tym taką minę jakby doskonale wiedział, że Otto właśnie popija kawkę nad jego gazetą, przez co Langbein poczuł się nieco... niezręcznie. Nawet na papierze nie było to najlepsze towarzystwo, a co dopiero przy śniadaniu!
Przewrócił stronę wyraźnie zniesmaczony, rozpogadzając się na widok krzyżówki, której rozwiązanie nie zajęło mu więcej niż kwadrans - rozszyfrowanie treści było trudniejsze niż ona sama, wciąż średnio radził sobie z francuską pisownią. Dlaczego właściwie nie miałby się przespacerować? Na pocztę na przykład. Nie sądził, aby miał wielką szansę na wygraną, jednak brak planów i znudzenie, ile można nic-nie-robić?, sprawiły, że wzięcie udziału w konkursie wydało mu się absolutnie fantastyczną sprawą!
Jego entuzjazm jednak drastycznie osłabł, kiedy stojąc przy okienku, ściskając w prawej (bo jedynej sprawnej!) dłoni kopertę, dowiedział się, że nie może kupić znaczka. Niekompetencja francuskich urzędów wciąż go zaskakiwała - naprawdę nie miała jak wydać mu reszty z dwudziestu? Wredna franca, sarknąłby pod nosem, gdyby nie to, że nie miał w zwyczaju publicznie obrażać kogokolwiek. Lubił o sobie myśleć, że jest miły. Dlatego też jako taki, uśmiechnął się grzecznie, wycofując się do dwóch pobliskich sklepów, w których również nie chciano rozmienić mu pieniędzy. Ciężko było mu uwierzyć, że to zwykły zbieg okoliczności, a nie zwykła złośliwość żabojadów bezbłędnie wychwytujących jego niemiecki akcent. Trudno, urzędniczka na poczcie będzie musiała uporać się z tym problemem, choćby zaglądając do własnego portfela. Nagle wysłanie tej przeklętej koperty nabrało dla niego dziwnie osobistego charakteru, choć wydało mu się to śmieszne - bo takie też było. Stanął więc na nowo w kolejce, powstrzymując się przed wepchnięciem się na jej początek, choć kusiło go to niemiłosiernie, szczególnie gdy dotarł do niego lekki zapaszek przetrawionego alkoholu, niechybnie dolatujący od jegomościa stojącego ledwie kilkanaście centymetrów przed nim. Jakby chcąc upewnić się w swoim osądzie, bo przecież nie chciałby krzywdzić nikogo nietrafionymi oskarżeniami!, nachylił się nieznacznie do przodu, nie zastanawiając się nad dziwacznością własnego zachowania. Znudzenie skutecznie blokowało zdolność myślenia - na tyle, że nie zdążył się odsunąć kiedy mężczyzna odwrócił się, niemal na niego wpadając. Och, niezręcznie! Nie chciałby wiedzieć, co ten musiał pomyśleć! Chociaż właściwie wyglądał na niezbyt skorego do wysiłku wykraczającego poza zastanowienie się, który bar odwiedzić w drodze do domu. 
- Nic się nie stało - nie uciekł spojrzeniem, zdając się zachowywać właściwą sobie pewność. 
- Miałby pan może rozmienić pieniądze? Z dwudziestu - jakby dla potwierdzenia swoich słów zamachał mu kopertą przed twarzą, skutecznie uniemożliwiając Francuzowi możliwość wyminięcia go.
Zdawał się nie przejmować blokowaniem kolejki, póki kobieta stojąca za nim nie chrząknęła cicho, nie upominając jednak Niemca jednoznacznie. Ale to wystarczyło. Usunął się nieco na bok, przepuszczając brunetkę.

Hasło poprawne, odpowiedź przyjęta.
Post otrzymuje numer 5.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Sob Sty 07, 2017 1:52 pm

Gdyby w najnowszym wydaniu Je suis partout umieszczono – poza kaprawymi oczkami Eberharta i udręczonym spojrzeniem von Hatzfeldta – zdjęcie jeszcze jednego paryskiego bohatera, Fiodor nie miałby problemów, by rozpoznać w stojącym przed sobą mężczyźnie asa niemieckich sił powietrznych. Posiadał pamięć do twarzy, zaś ta jedna i szczególna, ta, która jeszcze kilkanaście sekund temu znajdowała się nienaturalnie blisko jego ciała (co, na całe szczęście,  na wieki miało utknąć za zasłoną historycznego milczenia), dopiero po chwili obserwacji wydała mu się dziwnie znajoma. Głuche, niejasne wrażenie, że spotkali się już wcześniej, Chirjakow dość prędko zepchnął na karb klienteli przewijającej się przez Le Dome – Niemców tam nie brakowało, choć nie wszyscy zwykli obwąchiwać barmana.
Cuchnął alkoholem? Też coś! Może dziś nie prezentował sobą najwyższej klasy, nie sprawiał wrażenia szczególnie rozmownego i już w żadnym wypadku nie wyglądał na kogoś, kto skory jest do rozmieniania pieniędzy, ale zachował dość zdrowego rozsądku i czujności, by nie stratować odrobinę wyższego, choć zdecydowanie smuklejszego jegomościa. Nawet jeśli ten – z niewiadomych przyczyn – uznał, że wciągnięcie Fiodora w interakcję i zaburzenie jego pola widzenia zaadresowanym do (a jakże!) redakcji listem będzie dobrym pomysłem. Chirjakow zawahał się gdzieś pomiędzy co mi pan machasz tą kopertą przed oczami a zwięzłym, oschłym nie mam rozmienić wypowiedzianym bez zaglądania do portfela.
Jednak wtedy z mocą rozpędzonej furmanki uderzyły go dwie rzeczy – tak właściwie to jedna, ale ze zdwojoną siłą.
Jak bardzo zdesperowanym trzeba być, aby pytać o rozmienienie pieniędzy wyraźnie zmęczonych, odrobinkę zionących alkoholem, niedogolonych typów o przekrwionych oczach? Tym jednym pytaniem Niemiec dowiódł braku krytycyzmu i mimowolnie sprawił, że w Fiodorze odezwało się echo zwyczajnej, ludzkiej sympatii (choć równie dobrze mogła być to anyżówka). Przez chwilę przyglądał się mężczyźnie nieufnie, jak gdyby nie miał pewności, czy ten aby nie żartuje, jednak Niemiec nadał świdrował Chirjakowa wzrokiem i robił to zbyt otwarcie, by można było posądzić go o cokolwiek innego poza pilną potrzebą rozmienienia gotówki.
Cóż, w czasach, gdy Fiodor okazuje odrobinę życzliwości, nic nie szokuje już tak bardzo.
Z dwudziestki? – było to jedno z jego najgłupszych pytań w tym tygodniu: trzeba być ślepym, głuchym i całkiem niewrażliwym na rezygnację, jaką reprezentował sobą mężczyzna, który w akcie desperacji chwytał się ostatniej deski ratunku – na swoje własne nieszczęście, był nią Fiodor. Z drugiej jednak strony… kto, do czorta, za nadanie listu płaci dwudziestką?
Sprawdzę – kierująca się logiką część jego mózgu zatarła ręce – przecież doskonale wiedział, że w portfelu nie ma dość gotówki, by rozmienić dwudziestkę, posiada za to na tyle kartek żywnościowych, żeby oddać Niemcowi równowartość banknotu i dołączyć do nich serdeczne podziękowania za kwietniową niespodziankę w formie reglamentacji towarów. Fiodor, mamrocząc w myślach (i chyba bardzo cichutko pod nosem) coś, co raczej nie nadawało się do powtórzenia na paryskich salonach, obrócił w palcach sfatygowany, skórzany portfel, bez entuzjazmu zajrzał do jednej, drugiej, później trzeciej przegródki i w końcu schował go do kieszeni spodni, przenosząc jasne spojrzenie na Niemca. – Przykro mi, uzbiera się co najwyżej piętnaście.
Myśl o tym, że za chwilkę, że za krótki moment zdoła wykręcić się od tej – jakkolwiek by nie spojrzeć – nieoczekiwanej rozmowy, odebrała całą spontaniczność wyrażaniu najgłębszego żalu. Był gotów wykonać kolejny manewr i po raz kolejny wyminąć mężczyznę, ale coś – nagła ciekawość, na wpół dziecięca przekora lub zwykła, zawodowa ciekawość – nakazała mu wytrwać jeszcze kilka sekund w całkowitym bezruchu. Jedynie jasne brwi podjechały nieznacznie do góry, a utkwiony w Niemcu wzrok – swoją nieustępliwością zdolny przepalić deskę – dość jasno pytał to wszystko?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Nie Sty 08, 2017 11:13 am

Dziękujemy za nadesłanie rozwiązań!  

Obiecaną tajemniczą nagrodą jest jednorazowa możliwość wyboru oczka zamiast rzucania kostką w fabule. Oznacza to, ze gdy Mistrz Gry rozpisze legendę do rzutu K6 dla danej postaci, gracz będzie mógł samodzielnie wybrać jedną z opcji, bez zdawania się na los. Nie musi jej wykorzystywać przy pierwszej możliwej okazji, nagroda ta nie ma terminu ważności.

W celu jej przyznania, Mistrz Gry wykona rzut kością K6.

Legenda:
1 - Tobias von Hatzfeldt
2 - Wolfgang von Liebenfels
3 - Daisi Schmitt
4 - Fiodor Chirjakow
5 - Otto Langbein
6 - rzut zostaje powtórzony, do puli nagród zostaje dołączony dowolny (wybrany przez zwycięzcę) przedmiot ze sklepiku MG, nie droższy niż 100 PR.

Fiodor i Otto, możecie oczywiście kontynuować rozgrywkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Nie Sty 08, 2017 11:13 am

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Nie Sty 08, 2017 11:14 am

W celu przyznania nagrody Mistrz Gry ponownie wykona rzut kością K6.

Legenda:
1 - Tobias von Hatzfeldt
2 - Wolfgang von Liebenfels
3 - Daisi Schmitt
4 - Fiodor Chirjakow
5 - Otto Langbein
6 - rzut zostaje powtórzony, do puli nagród zostaje dołączony dowolny (wybrany przez zwycięzcę) przedmiot ze sklepiku MG, nie droższy niż 100 PR.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Nie Sty 08, 2017 11:14 am

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Nie Sty 08, 2017 11:16 am

Nagrody zgarnia Daisi Schmitt. Gratulujemy!

Oczywiście 10 PR za udział w krzyżówce otrzymał każdy z Was, punkty zostały dodane.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Pon Sty 16, 2017 12:38 am

Ciepłe spojrzenie, mocno kontrastujące z lodowatym błękitem tęczówek, przesunęło się powoli po Francuzie sięgającym do portfela, a jeszcze przed chwilą zmarszczone czoło, wygładziło się. Zapewne gdyby Otto nie był Ottem, a dowolną inną osobą, nie zaczepiłby tego właśnie jegomościa - wszystko w nieznajomym, aż krzyczało żeby dać mu święty spokój, jednak Langbein pozostawał na to głuchy. Ściskając w dłoni nieco zmiętą już kopertę, którą chwilę wcześniej zaprzestał wymachiwać przed twarzą mężczyzny, cierpliwie czekał, aż ten sprawdzi zawartość swojego portfela. Nawet przez myśl mu nie przyszło, że może to być jakikolwiek problem, bo przecież kwota wcale wielka nie nie była...?
Zdziwił się tylko nieznacznie, kiedy nie został od razu odprawiony z kwitkiem - Francuzi zazwyczaj nie śpieszyli z pomocą osobom, które ich język zniekształcały z takim uporem z jaki robił to Otto, kalecząc mowę Moliera ciężkim akcentem, który zupełnie jawnie wskazywał niemieckie pochodzenie blondyna. Czekał, wciąż bez jakichkolwiek oznak zniecierpliwienia, świdrując oczami swojego rozmówcę, przeskakując spojrzeniem ze zmęczonej twarzy na duże dłonie, w których ten trzymał portfel i z powrotem, aż do momentu, kiedy Francuz skończył liczyć pieniądze, dzieląc się z nim niepomyślną nowiną.
- Och - wyrwało się Langbeinowi, pesząc go leciutko, a czoło ponownie zmarszczyło się w wyrazie absurdalnego zmartwienia. Nie pozostawało mu nic innego jak zrezygnować. Albo wreszcie posłużyć się swoją władzą i wymusić na biednej kobiecie siedzącej za okienkiem pomoc. Właściwie nie podobała mu się żadna z tych opcji, ale skończyły mu się pomysły na ratowanie sytuacji. Nie po to marnował godzinę, a nawet dwie, swojego cennego (dobre sobie!) czasu, żeby wrócić z niczym do domu. - No nic, dziękuję. Widać to nie mój dzień - skrzywił się lekko, potrząsając jasnowłosą głową i nie przestając miąć w palcach zdrowej dłoni sfatygowaną kopertę, której stan z każdą mijającą minutą znacząco się pogarszał. Łatwo było sobie wyobrazić jak tragicznie prezentowały się wszystkie dokumenty przechodzące przez jego ręce... 
- Nie wiedziałem, że kupno znaczka będzie takim wyzwaniem... - dodał jeszcze, uśmiechając się niewyraźnie do Francuza i sprawiając przy tym wrażenie nieco zakłopotanego tym, że niepotrzebnie zawracał mu głowę. 
- Urzędy nigdy nie były moją mocną stroną - wyjaśnił pod wpływem wbitego w niego zadziwiająco przenikliwego spojrzenia, wzruszając lekko ramionami odzianymi w czarny płaszcz, pod którym wyjątkowo nie miał munduru. Opatrunki krępowały ruchy, znacząco przy tym utrudniając dobór garderoby. Wciśnięcie się w marynarkę było prawie niemożliwe i Otto robił to wyłącznie, gdy naprawdę wymagała tego sytuacja. Czyli od czasu postrzału, aż dwa razy. Odwiedzając panią Weber i składając raport na temat nieszczęśliwego zajścia w hali Wagram, gdzie jak nie mógł sięgnąć pamięcią, spotkał już stojącego przed nim mężczyznę. Być może to właśnie odmęty podświadomości, w której zaczepiła się twarz bezimiennego i bezosobowego ulotkarza, kazały mu zwrócić się do niego, uznając go za jedyny znajomy element nieprzyjaznego wyposażenia urzędu pocztowego.

|naprawiłam czcionkę :x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Pon Sty 16, 2017 10:22 am

Nawet jeśli do tej pory utrzymywały się w nim jakieś bastiony nie tak dawno (i jednocześnie stanowczo zbyt dawno) temu wypitego alkoholu, właśnie skapitulowały pod wpływem spojrzenia pogrążonego w desperackim poszukiwaniu drobnych Niemca. Mężczyzna aktualnie wpatrywał się w Fiodora tak, jakby chciał prześwietlić go na wylot i zbadać, z kim i jak często ostatnio przesiadywał w barach, a choć sam Chirjakow był zmęczony, wciąż dostrzegał podobne drobiazgi – zaliczały się do nich również oczy niespodziewanego towarzysza rozmowy, które pod wpływem odruchu nazwał dobrymi.
Jak gdyby niebieskie nie były wystarczająco dobrym określeniem.
Być może to właśnie z uwagi na łagodną napastliwość niemieckiego spojrzenia (co samo w sobie do dzisiaj było dla Fiodora oksymoronem) uznał za stosowne, by poświęcić kilkadziesiąt sekund nad wyraz cennego czasu i podjąć trud poszukiwania pieniędzy. W przeciwieństwie do Niemca nie robił sobie zbyt wielkich nadziei, już w trakcie portfelowej przeprawy myśląc wyłącznie o tym, by opuścić urząd pocztowy – ale niestety! Niestety, na drodze do wyjścia wciąż stał mu jasnowłosy mężczyzna, i to stał tak zdecydowanie, że wszelkie aluzje subtelniejsze od popychania nic by nie dały. Fiodor zresztą ciut za późno spostrzegł, iż jest na swój sposób zahipnotyzowany scenką, której odtwórcą stał się przez przypadek – co miało też swoją dobrą stronę.
Przynajmniej wyzbył się złudzeń, że jeszcze dzisiaj zawita do baru.
Słysząc to ciche, mimowolne ”och” idące w parze z lekkim zmarszczeniem czoła, wzruszył ramionami, odrobinę bezradnie i jednocześnie jak ktoś, kto nie wie, w czym zawinił. Święcie wierzył, że błyskawiczna relacja (nie brzmi to zbyt romantycznie, jak gdyby ktoś kogoś rozpuścił w kubku niczym mleko w proszku) właśnie dobiegała końca – nastała pora, w której powinni rozejść się w swoje strony, Fiodor do drzwi, zaś mężczyzna do bezwzględnej urzędniczki pocztowej instytucji, która za punkt honoru obrała sobie pozbawienie go radości z życia.
I to wszystko przez pocztowy znaczek, a ściślej rzecz biorąc – jego brak.
Niesłychany pech – przyznał w końcu, przez moment wpatrując się w maltretowaną przez Niemca kopertę – dopiero na wzmiankę o urzędach posłał blondynowi krzywy uśmiech; nie wiadomo, czy to natura takim go stworzyła, czy dopiero bagaż doświadczeń – tak czy inaczej, niektóre z grymasów Fiodora potrafiły być paskudnie cyniczne. Niełatwo było wygrać z nim pojedynek wzrokowy, kiedy spuszczał ze smyczy gorszą część niebrzydkiej skądinąd twarzy – zwłaszcza, jeśli ta twarz zamierzała właśnie odkryć jakąś rewelację.
Niech pan zaczeka – wyrzucił z siebie ni to z westchnięciem, ni z zawoalowaną obietnicą, która rozmyła się w nagłym obrocie, z jakim Fiodor ponownie zwrócił się w stronę pocztowego biurka. Przez dwie, bardzo długie i pełne skupienia sekundy stał nieruchomo, najwyraźniej oceniając dzielącą go od urzędniczki odległość – wnioski prawdopodobnie były zadowalające, bo w momencie, w którym od biurka odeszła przepuszczona przez Niemca brunetka, Chirjakow przystąpił do działania. Użył całego swego, w pełni rozwiniętego paryskiego sprytu, żeby nie tracić czasu i ominąć kolejkę – korzystając z faktu, że następna osoba niczego się nie spodziewała, w dwóch krokach znalazł się przy masywnym biurku i położył na jego blacie dużą, silną dłoń, która jasno sugerowała, że nie ruszy się stąd bez tego, po co zawrócił.
Dwa znaczki proszę – uśmiechnął się do kobiety lekko, niemal uprzejmie, choć w praktyce wyglądało to tak, jakby właśnie został postrzelony. Nie potrafił przy tym powstrzymać się przed zerknięciem przez ramię w stronę Niemca, posyłając mu triumfalne spojrzenie znad wyciąganego z kieszeni portfela, którego nieszczególnie bogata zawartość pokryła koszt znaczków. Ledwie moment później (zdumiewająco skutecznie ignorując nieprzychylne spojrzenia wydłużającego się ogonka kolejki) bez słowa wręczał mężczyźnie dwa relikty (dwa na wypadek, gdyby jeden sam się zgubił... albo został źle przyklejony) pocztowej wojny, tym razem nie spiesząc się do drzwi z jednego powodu.
Chyba zasłużył na dziękuję?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Sob Sty 28, 2017 7:57 pm

Niesłychany pech.
Prawda? Chciałby zapytać, otwierając szerzej oczy i być może nawet by to zrobił, gdzieś pomiędzy mięciem koperty w dłoni, a strzelaniem spojrzeniem od twarzy nieznajomego na szarobure ściany i z powrotem, gdyby nie kolejne słowa padające z ust Francuza, zaraz po tym jak Otto przyznał, że we wszelkich cywilnych urzędach radzi sobie niczym Mojżesz na pustyni, czyli zupełnie jałowo. Męcząc przy tym nie tylko siebie, ale również sporą część osób mających niewątpliwego pecha znaleźć się w jego otoczeniu – można było tylko mieć nadzieję, że trwać to będzie zdecydowanie krócej niż czterdzieści lat... Może jedynie następne trzy minuty?
Zaskoczenie widoczne na piegowatej twarzy dobitnie świadczyło o konsternacji Langbeina, patrzącego jak zagadnięty mężczyzna obraca się, prawie że na pięcie i zamiast skierować się w stronę drzwi, przemierza trasę, która u niego samego powodowała chęć przewrócenia oczami i ciśnięcia koperty do najbliższego kosza na śmieci. I tak jak przeprawa Otta przez kolejkę, a później przez rozmowę z nieprzychylną mu panią tego burdelu, przypominała podróż kozy przez układ trawienny boa dusiciela, a więc była boleśnie widoczna dla wszystkich i zdecydowanie nieprzyjemna dla obydwóch stron, tak nieznajomemu poszła ona równie sprawnie, co stałemu bywalcowi Le Dome wychylenie na koszt współtowarzyszy kolejnej pięćdziesiątki.
Nie to jednak zdumiało blondyna, zdawał sobie przecież sprawę  z tego, że przeciętny człowiek nie ma najmniejszego problemu z zakupieniem znaczka, koperty czy nawet z wysłaniem listu, ale fakt, że ktoś robił to dla zupełnie obcej osoby, będącej w dodatku, no cóż, Niemcem, był już zdecydowanie niecodziennym zjawiskiem. Szczególnie biorąc pod uwagę, że zagadnięty, po bliższych (dalszych niby nie?) oględzinach wizualno-węchowych, wcale nie sprawiał wrażenie altruistycznej duszy, tylko czekającej aż nadarzy się okazja do zdobycia punktów w boskim rankingu dobrych uczynków, o którym tyle zwykła mówić babka Otta, kiedy przed laty ciągnęła go na niedzielne msze lub przekonywała, że należy się dzielić z innymi dziećmi słodyczami, których pomimo kryzysu w pod monachijskim domu dziadków zawsze było pod dostatkiem (notabene, właśnie tak wyglądała według ośmioletniego Otta starość – czekoladki pozostawały niezjedzone, póki się nie zjawił). Chciałby wierzyć, że to jego ujmująca osoba skłoniła mężczyznę do pomocy, jednak czy nie byłoby to zbytnim zadufaniem? Któremu w dodatku zdecydowanie przeczyła postawa urzędniczki siedzącej za cienką szybą.
Jedno pozostawało niezaprzeczalnym - dawno nie czuł się tak bardzo zmieszany.
Naprawdę nie trzeba było… – ale jakby wbrew swoim słowom zacisnął palce na niespodziewanym podarunku, wcześniej wsuwając kopertę pod pachę, aby przypadkiem jej nie opuścić i nie wywołać jeszcze większego zamieszania, będącego bez wątpienia gwoździem do trumny jego dumy osobistej. Szybko jednak się zmitygował, uśmiechając się w niemej wdzięczności, wlepiając spojrzenie w twarz mężczyzny, jakby chcąc zapamiętać każdą pojedynczą rysę tejże. - Merci beaucoup, monsieur. Mam nadzieję, że będę miał okazję się kiedyś, niedługo, odwdzięczyć... - kolejne wzruszenie ramionami, jakby wyczerpały się w nim rezerwy dialogowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Pią Lut 10, 2017 8:05 pm

To tylko znaczki, ciśnie się uparcie na usta, które jednak pozostają zagadkowo nieruchome – jak dwie kreseczki, które ktoś wyrzeźbił w porośniętej szorstkim zarostem twarzy.
To tylko dwa znaczki, chce powiedzieć, mimowolnie stając się świadkiem niemej pantomimy odgrywającej się na piegowatej twarzy Niemca – jeszcze przed momentem był zmieszany, zmieszanie przeszło jednak w niepewność, niepewność przerodziła się w chwilowy przebłysk radości, aż ta przybrała formę wdzięczności.
Za dwa cholerne znaczki.
Gdyby Fiodor wypowiedział na głos myśl, która uparcie trepanowała jego czaszkę od środka, przypominając tym wyjątkowo upartego dzięcioła wygrywającego na kości czołowej melodię Fal Amuru, wyraziłby tym samym nieszczególnie zawoalowaną obelgę. Mówiąc, że to t y l k o dwa znaczki, zasugerowałby, że ich kupno drastycznie przerasta umiejętności tego oto jegomościa, który (mimo wszystko) sprawiał wrażenie dość kompetentnego, by poradzić sobie z ich nabyciem. Być może rzeczywiście padł ofiarą jakiejś niesłychanej zmowy, zakrojonego na całą dzielnicę spisku, jawnej politycznej prowokacji pomiędzy sprzedawcami, którzy uparcie odmawiali rozmienienia niedorzecznie wysokiego dla przeciętnego paryżanina nominału? Głęboko wierząca w Boga (czy też raczej popa i fundowanie nowej chrzcielnicy) babka Fiodora mogłaby powiedzieć coś o tym, że wyroki boskie są niezbadane i że pomoc zawsze przychodzi z najmniej oczekiwanej strony – niestety jej wnuczek nie był takim entuzjastą, kiedyś obraził Boga przekleństwami obraźliwymi i raniącymi, takimi, które zdumiałyby nawet portową prostytutkę z czterdziestoletnim stażem, w skutek czego Bóg się na niego obraził i teraz raczej nie rozmawiają.
Co nie oznacza jednak, że w jego nagłym przejawie altruizmu nie było czegoś iście anielskiego.
Przez dłuższą chwilę (przez cały czas) sprawiał wrażenie kogoś, kto chce, by cała sytuacja dobiegła końca, ale nie robi w tym kierunku zupełnie niczego. Nawet zakup dwóch-tylko-znaczków nie stanowił definitywnego zakończenia rozmowy, która – przy akompaniamencie wyraźnie koślawego francuskiego – dalej toczyła się cieniutkim, choć powoli wysychającym strumyczkiem słów. Fiodor pozwolił, by Niemiec wyraził własne zakłopotanie, uznając, że znacznie zabawniej będzie wysłuchać tej niepewności, a nie tylko obserwować jej odzwierciedlenie na twarzy. Najwyraźniej się nie zawiódł, bo choć fiodorowy pseudo-uśmiech był stały i spoczywał na ustach jakby niechcący,  a przy tym nie wyglądał na przytwierdzony i sztuczny, wciąż reagował nieustannie na otoczenie – poszerzał się, zmniejszał, stawał zaskoczony albo cyniczny, wszystko w miarę dalszego obrotu sytuacji. Teraz miał w sobie coś z kociego sceptycyzmu, zupełnie jakby wzmianka o odwdzięczeniu się była obietnicą otrzymania tuńczyka, który – choć wyraźnie pachnie na kuchennej ladzie – jeszcze tego samego wieczora zostanie zeżarty przez pańcię.
Naturalnie, kiedyś, niedługo, przy najbliższej okazji bez wątpienia przypomnę o długu – powiedział to i utkwił w Niemcu poważne, jasne spojrzenie, takie, piękne dziewczyny mają zawsze dla swoich brzydszych przyjaciółek – choć w tym przypadku porównanie powinno przybrać raczej odwrotny wymiar. – Życzę powodzenia w konkursie – kolejne słowa padły już w ruchu, w którym ponownie znalazł się Fiodor. Tym razem zmierzał prosto do drzwi, ostatnie, przeciągłe spojrzenie posyłając nie Niemcowi, lecz jego kopercie, która najpewniej nie mogła doczekać się, aż ozdobi ją jeden z dwóch znaczków, na których widniał Œuvres de l'Air.


    | zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Pon Cze 05, 2017 12:58 am


    Początek maja

Maxime miała odebrać z poczty przesyłkę, która jednak nie trafiła jeszcze do jej rąk. Po podejściu do okienka, za którym uśmiechała się do niej piękna, niebieskooka blondynka, usłyszała wypowiedzianą z uśmiechem, przez urzędniczkę informację: listonosz spóźniał się dzisiaj z listami. Ta informacja nasuwała pannie Lowe dwa konkretne spostrzeżenia. Pierwsze, zawsze można liczyć na kolejki na poczcie. Przynajmniej jedna rzecz w każdym kraju pozostaje niezmienna. Drugie, właśnie uświadomiła sobie, że straciła kilka godzin z życia. Siedząc na jednej z nielicznych ławeczek w środku pomieszczenia (mogła dziękować młodemu niemcowi, który ustąpił jej miejsca, ale jakoś nie miała ochoty), błądzila więc wzrokiem po pomieszczeniu. Wzrok w pierwszej kolejności padł na odwarstwiającym się suficie. Przechyliła głowę na bok i kiedy zainspirowana skrzypnięciem zawiasów, skierowała spojrzenie niej, na drewniane, pękające biurka, które dawno nie widziały już chyba pasty do drewna – jedno stało się pewne. Obserwacje wnętrza zapuszczonego budynku poczty nie należały do jej najprzyjemniejszych doświadczeń w Paryżu. Zaraz po skoku ze spadochronem na jego obrzeżach, podczas którego nieomal skręciła sobie kostkę. Albo konfrontacji ze studentem, który twierdził wyższość brytyjskich literatów nad amerykańskimi. Wybór był ciężki.
Tak czy siak, doprowadziło ją to do szukania sobie nowych atrakcji. Z nudów, odebrawszy gazetę od jakże uprzejmego niemca, już jej znanego, przynajmniej z ustąpienia jej miejsca, rozpoczęła nieprzekonane snucie wzrokiem po linijkach tekstu.
Zapowiadane otwarcie Ogrodu Botanicznego brzmiało jej jak manifestacja niemieckiej siły i wymuszone ukulturalnianie tego narodu. Nie marszczyła jednak brwi w zniesmaczeniu, chociaż miała na to ogromną ochotę. Zamiast tego udała prawdziwe zainteresowanie, w rzeczywistości szukając w całym tym ceremoniale okoliczności mogących zrzeszyć ją z niemiecką społecznością. Nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy i kogo lepiej mieć po swojej stronie.
Niedługo otwarcie długo zapowiadanego Ogrodu Zoologicznego. Wybierze się pan?
Kontrolnie zerknęła w kierunku aktywnego wokół niej niemca, który wcześniej ustąpił jej miejsca, później użyczył gazetę, a teraz domagał się o uwagę, której z całej swojej kobiecej wrażliwości postanowiła mu udzielić.
Chociaż stanowiło to dla niej wątpliwą przyjemność. Dlatego zaraz potem z większą uwagą podążała spojrzeniem po kolejnych wersach drukowanego tekstu. W odbiorze przeszkadzał jej dźwięk ulicy i głośne uderzenia podbijanych stempli. Przerzucając z tylko nieznacznie ponad konieczność, większą energią kartkę gazety, uniosła wzrok wyżej, na urzędniczkę, z którą wcześniej zamieniła dwa zdania. Ta kobieta wiedziała jak umilić jej dzień...


Hasło poprawne, odpowiedź przyjęta.
Post otrzymuje numer 1.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Nie Lip 02, 2017 10:07 pm

Wspomnienie ostatniej wizyty w tym miejscu przypominało pustynny, rozedrgany od upału miraż. Rozmyte kontury, płynne i pozbawione kształtu, bełkotliwe echo wypowiadanych słów, odległy szum niewiele znaczących rozmów i ten krótki, zadziwiająco ostry przebłysk łagodnego błękitu zaklęty w przepraszającym wyrazie tęczówek – nie sposób było powstrzymać lekkiego drgnięcia kącików ust, zaciekle sprzeciwiających się cieniowi uśmiechu, który zapragnął wtargnąć na wargi. Przed miesiącem – wbrew własnej woli i wszelkiej logice – natknął się w tym miejscu na porażająco bezradnego Niemca; przed miesiącem wspólnie przetrwali irracjonalne zjednoczenie banałem samotności w tłumie; przed miesiącem stracił równowartość dwóch znaczków, w jakiś (równie przeczący wszelkiej logice) sposób oczekując, że dziś dług zostanie wyrównany.
Jednak moment kiedyś, niedługo odwdzięczenia jeszcze nie nadszedł; na poczcie – poza konwulsyjnie drgającym staruszkiem i młodszą o pięć dekad dziewczyną, odgrodzoną od pospolitych interesantów cienką jak lodowa tafla szybką – nie było nikogo, a już zwłaszcza nie gotowych do spłacenia długu Niemców. Jedynie łagodne, złote światło późnego popołudnia wlewało się przez nieco zakurzone, nieco rustykalne, nieco uszczknięte zębem czasu okna, ożywając niemal puste pomieszczenie i zabawiając się werniksem na drewnianych blatach. Były jasnobrązowe, on z kolei uwielbiał brąz, choć preferował ciemniejsze odcienie, szukając głębi w rzeczach nawet najbardziej prozaicznych – teraz jednak otrzymał wyłącznie poświatę ślizgającą się po lśniącej powierzchni, równie nienaturalną, co nieudolne próby bytowania poza czasem i przestrzenią, poza odległym wspomnieniem Moskwy, poza skazaną na przemijanie powłoką.
Bez żalu rozstał się z szorstkim papierem cieniutkiej koperty, najwyraźniej niezrażony niepowodzeniem ostatniego udziału w gazecianym konkursie – płacąc za znaczek (zabawne, wszystko raz jeszcze sprowadziło się do tej starej dychotomii) pomyślał mimochodem o tych dwóch, zakupionych przed miesiącem. Możliwe, by jeden z nich przyniósł właścicielowi szczęście i powiódł nadesłane rozwiązanie wprost do puli zwycięstwa?
Gdyby tak było, Fiodor doszczętnie zwątpiłby w ideę bezinteresownej dobroci.
Czas powrócił na utarty, prędki tor, przesypując się przez palce jak suchy, rozpalony piasek; minuty pomiędzy dotarciem kontuaru, zakupieniem znaczka i przyklejeniem go we właściwe miejsce rozwiały się jak czasoprzestrzenny pyłek, kiedy on – raz jeszcze, raz ostatni – spojrzał na oszpeconą pochyłym, zabawnie kwadratowym pismem kopertę, obserwując, jak trafia do koszyka dziesiątek sobie podobnych.
To byłoby na tyle z taktyki nierobienia sobie wielkich nadziei.

Hasło poprawne, odpowiedź przyjęta.
Post otrzymuje numer 2.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Sro Lip 05, 2017 8:52 pm

Okrągłe dwieście siedemnaście sekund temu przemykał po chłodnej, kamiennej posadzce; jej wytarcie wskazywało na dziesiątki tysięcy par butów, które pozostawiły po sobie delikatny żłobek niecierpliwych kroków. Wokół – było przecież późne popołudnie, słońce już kładło się na paryskich dachach złotymi pasemkami – panowała narkotyczna, zapewniająca ułudny spokój cisza. Słychać było wyłącznie odgłosy pracy sił zatrudnionych na poczcie, szelest rewersów, echo pieczątek i bełkotliwy tupot wzburzonych gołębi gnieżdżących się gdzieś nad głowami interesantów.
Przemykał więc  po chłodnej, kamiennej posadzce, mrużył oczy przed pokracznym blaskiem przebijającym  przez zamazane szyby i nagle zrozumiał, że to jedyne bodźce, które odbiera – że słyszy wyłącznie echo pieczątek, szelest rewersów i trzepot skrzydeł. Było tak, jakby wszyscy, cała dzielnica, być może całe miasto zdołało pierzchnąć, jak gdyby wiadomość o natychmiastowej ewakuacji jakimś cudem nie dotarła do jednego, jedynego Sveina oraz obecnych na poczcie paryżan. Stając w karnej kolejce do okienka, pomyślał o groteskowej, literackiej ucieczce przed nie wiadomo czym – przeznaczeniem? Losem? Własnym życiem? – lecz nie był w stanie uchwycić dygresji w dłonie; zbyt prędko znalazł się przy okienku, zbyt jawnie zaczął chłodzić na jego mlecznym pancerzu rozpalone czoło, nazbyt gorączkowo przegrzebywał kartki schludnego kalendarzyka, wypełnionego właściwym Sveinowi, pochyłym i na wpół czytelnym pismem. Ukryty pomiędzy stronniczkami znaczek nadawał niewielkiemu notesowi wymiaru metafizycznego – przeobrażał go w pocztową skarbnicę władzy, której zwieńczeniem był malutki kwadracik o postrzępionych brzegach i zielonkawej iluminacji. Nadając gestom rzeczowy, roboczy, pozbawiony zbędnych elementów rytm, pieczołowicie przykleił znaczek do koperty naznaczonej tymi samymi, pochyłymi literami, od których roiło się w kalendarzyku; moment później wymamrotał wstydliwe bonne soirée i był niemal pewien, że dźwięk przybijanej pieczątki zagłuszył jego słowa. W ferworze skłębionych w umyśle niepewnych ciągów dalszych wycofał się od okienka, namacując w kieszeni spodni papierosy i zapałki – ledwie pół gestu dzieliło go od mechanicznego wyciągnięcia paczki, już w połowie drogi do drzwi uświadamiając sobie, że wciąż nie opuścił budynku.
I że ktoś mu się przygląda.
Po odsłoniętej skórze przedramion przebiegły nieprzyjemne ciarki, nie mające zbyt wiele wspólnego z przyjemnymi dreszczykami emocji; dzień wciąż był upalny, ale Svein właśnie pożałował, że nie ma na sobie płaszcza, za którego podniesionym kołnierzem mógłby ukryć pobladłą ze zmęczenia twarz. Biała koszula z podwiniętymi do łokci rękawami nie zapewniała żadnej ochrony – i nagle wydała się zupełnie nie na miejscu.
Znał już ideę, jakoby życie składało się z kilku pomysłów, kilku kobiet, kilku książek i kilku podróży. W tym momencie po raz kolejny upewnił się w od dawna nurtującej go teorii, iż życie składać się też może z kilku nieprzyjemności. Kilka nieprzyjemności może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi ludzie.
Lub ci znacznie mniej przypadkowi.
Przez cztery, długie sekundy rozglądał się trwożliwie, jakby w obawie, czy nie łamie jakiegoś tubylczego obyczaju, który każe tego dnia, o tej godzinie, a zwłaszcza po wysłaniu listu składać bałwochwalczą ofiarę. Poszukując wzrokiem kipiącego wściekłością, domagającego się czci bożka, w końcu zauważył jego.
I zrozumiał, że nieszczególnie się pomylił.
Obecność Charrona w tym miejscu, o tej porze, akurat dziś była dowodem na to, że intensywnością myśli można kogoś na odległość i bez słów wezwać, ściągnąć, sprowadzić. Że wystarczy jedno, nieopatrzne wspomnienie wzburzonej fali ciemnych włosów, by z przeszłości ściągnąć je do teraźniejszości, by zmaterializować i loki, i twarz, i całą galaktykę jej pieprzyków, i spojrzenie, przed którym ma się ochotę uciec, rozpłynąć w powietrzu, zniknąć jak rozwiany na wietrze dym.
Zacisnął mocno usta, poprawiając przewieszoną przez ramię torbę – z jej lewego roku nieopatrznie wyglądała świeża wiązanka zieleniny, która przy dłuższej obserwacji nabierała cech właściwych dla rumianku. Gdzieś pomiędzy prosektorium a pocztą, na spłachetku zapomnianej przez świat zieleni, rosła matricaria – bezbłędnie rozpoznana, szybko trafiła do skórzanego azylu torby, teraz nieśmiało wyglądając z jej wnętrza, jak gdyby ciekawa obrotu sprawy.
Tyle, że dla Sveina nie było żadnej sprawy. Zatroszczył się o to, by przenikające go uczucie wzburzonej, niepodobnej do niego niechęci ujawniło się w jasnych tęczówkach i by zostało dostrzeżone przez Charrona akurat wtedy, gdy Challes przechodził obok. Dwie sekundy skondensowanej wściekłości wystarczyły, aby Sørensen zapomniał o zmęczeniu, o ciemnych sińcach pod oczami, o dłoni, której mięśnie zesztywniały od zaciskania palców na skalpelu – wystarczyły, aby przypomniał sobie własny ból sprzed miesiąca, którego echo wciąż tliło się w umyśle. Zrozumiał, że musi stąd wyjść – już, w tej chwili, natychmiast – i że musi zapomnieć.
O ile po kilku spiesznych krokach, w trakcie których ani razu nie obejrzał się przez ramię, fizycznie był już na zewnątrz, o tyle myślami wciąż tkwił w kwietniowym chłodzie ciemnej alejki.
I nie potrafił znaleźć drogi ucieczki.

Hasło poprawne, odpowiedź przyjęta.
Post otrzymuje numer 3.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Sob Lip 08, 2017 10:42 pm

Od kilkugodzinnego uśmiechania się bolały go policzki. Po wyjściu z perfumerii wyraźnie czuł ich sztywność, na którą z trudem zaradziło cierpliwe masowanie. Westchnął, wciąż nieoswojony z myślą, że już nie musi wokoło nikogo skakać, wyglądać potrzebujących pomocy z wyborem klientów, dbać o nienaganny porządek w sklepie czy osiągać granice własnej cierpliwości. Może w końcu odetchnąć i powoli zacząć zapominać o pracy na resztę wieczoru – nie było potrzeby zatruwania sobie myśli upierdliwymi ludźmi, do tego wróci dopiero jutro rano. W dodatku wieczór zapowiadał się o tyle spokojniej, że mógł go poświęcić tylko dla siebie, nie miał już żadnych innych obowiązków, więc szkoda byłoby nie wykorzystać tego czasu w jakiś sensowny sposób: marzyło mu się malowanie. Oczyma wyobraźni już rozkładał papier, przygotowywał farby i chwytał za pędzel, choć to nie do mieszkania najpierw zmierzał. Musiał jeszcze zajrzeć na pocztę i wysłać dwa listy. Właściwie był gotów z tego zrezygnować, byleby tylko móc jak najszybciej zasiąść do utrwalenia rzeczywistości w jego własny sposób, ale, niestety, zobowiązał się jeszcze wysłać list za żonę właściciela perfumerii. Poprosiła go o to, kiedy usłyszała, że i on ma coś do załatwienia na poczcie, a szefowej raczej się nie odmawia, zwłaszcza, jeśli chce się uchodzić za sympatycznego pracownika – nieważne jak bardzo mija się to z prawdą. Pokręcił głową, wyrzucając sobie swoją głupotę, że w ogóle wspominał przy niej o tym, gdzie się wybiera zaraz po pracy. Następnym razem zdecydowanie będzie trzymał buzię na kłódkę. Tak, czasami zdecydowanie mógłby po prostu zamilknąć.
Nawet się nie przebrał. W nienagannie wyprasowanej koszuli i spodniach i w miarę ułożonymi włosami wyglądał prawie jak nie on – w końcu schludność w ubiorze nigdy nie była jego mocną stroną. Pomimo gorąca nie podwinął rękawów nieskazitelnie białej koszuli, ale w zamian za to, żeby nie wyglądać tak zupełnie porządnie, odpiął dwa pierwsze guziki. I od razu poczuł się lepiej.
Ogólnie czuł się lepiej. Wizja tego, co będzie robił po przyjściu z pracy skutecznie poprawiła mu humor i na dotychczas ponurej, zmęczonej uśmiechami twarzy, lekko zadrgały kąciki ust. Ten wyraz twarzy został zaburzony tylko przez jedną, groźną chwilę, w której jakiś niemiecki bachor wpadł na niego z impetem podczas zabawy z drugim niemieckim bachorem, sprawiając, że o mały włos nie wywróciłby się środku ulicy. Od posłania kilku soczystych epitetów powstrzymał go fakt, że kątem oka zobaczył przypatrującego mu się uważnie esesmana, sądząc po uśmiechu na jego ustach – ojca dziecka. Byłoby więc kiepsko zwyzywać małego potwora i chwilę później (a może nie taką chwilę) dostać za to kulkę w łeb albo przynajmniej nabawić się połamania jakiejś kończyny. Dlatego też z wielkim trudem powstrzymał się od pouczającego komentarza na temat powolnego rozwoju umysłowego rzeczonego smarkacza, ograniczając się jedynie do posłania mu niechętnego spojrzenia i przyspieszenia kroku.
Choć wydarzenie to nie spowodowało, że klął na wszystko i wszystkich dookoła, to jednak jakoś z miejsca więcej rzeczy zaczęło mu przeszkadzać. Słońce, pomimo tego, że wcześniej doceniał jego ciepło i naprawdę nie przeszkadzała mu wyższa temperatura – lubił w takich przebywać, nagle jakoś zaczęło go razić w oczy, Francuzi wydali mu się być zbyt głośni, obszczekujący go pies strasznie głupi, zapachy z restauracji drażniące (o tyle bardziej, że choć nie wiadomo jak bardzo miałby ochotę coś w nich zjeść, to zwyczajnie musiał się zastanowić, czy na pewno może sobie na to pozwolić, a sam nie mógł niczego smacznego sobie ugotować, bo po prostu nie potrafił), kwitnące kwiaty śmierdzące i och, czemu nie może po prostu zamknąć się w swoim mieszkaniu i mieć wszystkich gdzieś na te parę godzin? Chyba nie wymaga zbyt dużo?!
Na pocztę wkroczył z nadzieją, że będzie odrobinę lepiej, że na tej małej powierzchni nie znajdzie się zbyt wiele rzeczy, które będą konsekwentnie psuć mu te resztki dobrego humoru, które z takim uporem w sobie pielęgnował. Niestety, pierwszą rzeczą, która zaczęła mu przeszkadzać, były przerażająco skrzypiące drzwi (dlaczego nikt nie doprowadzi ich do porządku?!), a następną duchota, wywołana kiepskim przewiewem i zbyt dużą ilością ludzi na tak małej, zamkniętej powierzchni. Lubił, naprawdę lubił ciepło, ale nie znosił, kiedy nawet niespecjalnie miał czym oddychać.
I kiedy ludzie śmierdzieli tak, jakby prysznica przynajmniej od tygodnia nie widzieli.
Spojrzał z odrazą na stojącego obok mężczyznę, źródło tego strasznego odoru i pospiesznie ruszył do przodu, byleby tylko znaleźć się jak najdalej od niego. Już chwilę później patrzył z podobną odrazą na migdalącą się przy jednym z okien parę. Jednak właściwie dość średnio przypominało to całowanie się, bo chłopak zachowywał się przy tym tak, jakby chciał swojej ukochanej pożreć twarz. Chociaż to jak ją trzymał przy tej ścianie całkiem przypominało mu… ugh, nieważne. Ta scena była po prostu niesmaczna. Skrzywił się więc po raz kolejny, pospiesznie odwracając od zakochanych wzrok i przenosząc go przed siebie, gdzie po chwili dostrzegł stojącego przy okienku…
Challesa Thénarda.
Grisha momentalnie poczuł, jak coś wywraca mu się w żołądku, ale miał problem z określeniem, jakie dokładnie emocje to spowodowały. Zaskoczenie, wywołane tym, że widzi go właśnie tu i właśnie teraz, niepewność, która z jakiegoś powodu go ogarnęła, podobnie jak niepokój, ale swoje miejsce znalazły również złość i powoli kiełkująca pogarda.
Tylko jakim cudem ze wszystkich miejsc w Paryżu, w jakich mógł teraz być, Thénard wybrał właśnie pocztę i to w tym czasie, w którym i Grigoriy zdecydował się ją odwiedzić? Jakie paskudne zrządzenie losu postanowiło skrzyżować ich drogi dokładnie w tym budynku, w miejscu, w którym raczej trudno udawać, że się kogoś nie zauważyło, zwłaszcza, jeśli ten ktoś idzie wprost na ciebie, jak Challes szedł teraz w jego kierunku. Co prawda mógł unieść głowę do góry, udawać, że podziwia obskurny i niemalowany od dawna sufit albo to, jak kurz się mieni w świetle wpadających przez okno promieni zachodzącego słońca (brzmiało to tak artystycznie, że właściwie nikt nie powinien mu się dziwić), ale wypadało fałszywie i stawiało go w pozycji tchórza, którym przecież nie był. Na pewno nie przed Thénardem. Na jego wściekłe spojrzenie wyprostował się bardziej i posłał mu wzrok pełen chłodnej pogardy, by dokładnie wiedział, co on nim sądzi, że zdania nie zmienił i niech Challes nawet się do niego nie odzywa. Że jego obecność jest mu niemiła, najlepiej niech szybko stąd wychodzi i ucieka.
Dziwnym przypadkiem ramię, które miał okazję zszywać mu Challes, a które, trzeba przyznać, ostatecznie zrosło się całkiem ładnie, nagle go zaswędziało i to na tyle, że podniósł rękę, by się po nim podrapać. W pośpiechu dołączył do kolejki, nieopatrznie mnąc w dłoni trzymane koperty. Zerknął w stronę wyjścia z poczty dokładnie w momencie, w którym ten przeklęty Francuz akurat opuszczał budynek. Przyjął to z zadowoleniem, choć chwilę później jego wzrok sam powędrował w stronę migdalącej się pod ścianą parki, gdzie dziewczyna zacisnęła ręce na koszuli swojego chłopaka, przyciągając go jeszcze bliżej siebie. Nie wytrzymał i wypuścił z siebie wiązankę przekleństw, z całego serca życząc Thénardowi tego, żeby się na tych przeklętych schodach wywrócił.
Humor stracił już zupełnie i z trudem powstrzymywał się nawet od tego, by nie syczeć gniewnie na bogu ducha winną urzędniczkę, kiedy już nadeszła jego kolej. Ze złością wycisnął oba swoje listy do skrzynki, nagle nabierając ochoty na naprawdę długi spacer, zakończony najlepiej wypiciem czegoś mocniejszego w jakimś pubie.

Hasło poprawne, odpowiedź przyjęta.
Post otrzymuje numer 4.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Nie Lip 09, 2017 11:02 am

Dziękujemy za nadesłanie rozwiązań!
Hasło: Loxodonta Africana.  

Obiecaną nagrodą jest jednorazowa możliwość wyboru oczka zamiast rzucania kostką w fabule. Oznacza to, ze gdy Mistrz Gry rozpisze legendę do rzutu K6 lub k100 dla danej postaci, gracz będzie mógł samodzielnie wybrać jedną z opcji, bez zdawania się na los. Nie musi jej wykorzystywać przy pierwszej możliwej okazji, nagroda ta nie ma terminu ważności.

W celu jej przyznania, Mistrz Gry wykona rzut kością Krzyżowka K5.

Legenda:
1 - Maxime Lowe
2 - Fiodor Chirjakow
3 - Svein Sørensen
4 - Grigoriy Lykov
5 - rzut zostaje powtórzony, do puli nagród zostaje dołączony dowolny (wybrany przez zwycięzcę) przedmiot ze sklepiku MG, nie droższy niż 100 PR.

Chętni mogą oczywiście kontynuować rozgrywkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Nie Lip 09, 2017 11:02 am

The member 'Francja' has done the following action : rzut kością


'Krzyżówka K5' : 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   Nie Lip 09, 2017 11:04 am

Nagrodę otrzymuje Fiodor Chirjakow. Gratulujemy!

Oczywiście 10 PR za udział w krzyżówce otrzymał każdy z Was, punkty zostały dodane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Centralny Urząd Pocztowy   

Powrót do góry Go down
 
Centralny Urząd Pocztowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Louvre-
Skocz do: