IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Dom mody 'Lucrezia'


Share | 
 

 Dom mody 'Lucrezia'

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Dom mody 'Lucrezia'   Czw Sie 18, 2016 7:27 pm



Dom mody 'Lucrezia'

W samym sercu Popincourt znajduje się powstały w połowie lat 30. dom mody, który jeszcze do niedawna był zgodnie ignorowany przez elitę paryskich projektantów. Po początkowym kryzysie spowodowanym brakiem środków - głównie z winy właścicielki, bardziej zainteresowanej inwestycją we własny wygląd niż w interes - 'Lucrezia' wywalczyła sobie godne miejsce w wąskim gronie wybrańców. Stało się to tuż po wkroczeniu Niemców do Paryża, co dla niektórych stanowi dosyć jasny powód.
Sama właścicielka, signora Lucrezia Pennello, na podobne plotki reaguje oburzeniem. Ta przybyła z Włoch pulchna dama w średnim wieku jest chyba jedyną osobą w Paryżu, której zupełnie nie obchodzi ani wojna, ani okupacja, ani kolor czyjegoś munduru. Przekraczając próg jej modowego królestwa, trudno nie usłyszeć pani na włościach, która akurat donośnym głosem beszta jedną z pracownic, by zaraz z uśmiechem na wściekle czerwonych ustach powitać jakiegoś zdumionego jej żywiołowością klienta. Signora zdaje się być w każdym miejscu i dba o każdego gościa, chociaż pilnuje, by klientela wywodziła się raczej z wyżyn społecznych niż z nizin. Żony niemieckich oficerów chętnie wpadają tutaj na plotki i kieliszek wina, a bogatsze Francuzki często mogą liczyć parę jedwabnych pończoch, o które tak trudno w okupacyjnych warunkach. Signora jest przekonana, że jeśli czegoś w Paryżu brakuje, to na pewno znajdzie się to u niej.
W 'Lucrezii' często odbywają się kameralne pokazy mody czy nawet drobne przyjęcia dla stałych klientów. Panujący tutaj gwar i pośpiech mogą wytrącić z równowagi niejedną osobę, ale nie właścicielkę, która zdaje się nad wszystkim panować i doskonale radzić sobie z interesami. Dobre kontakty z okupantami co prawda przyczyniły się do tego, że nie wszyscy wyrażają się o Lucrezii Pennello z zachwytem, jednak kto wie? Może kreowanie modowego raju dla żon niemieckich oficerów i urzędników to tylko przykrywka dla czegoś innego?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Nie Mar 05, 2017 9:55 pm

Dzielnica Popincourt dzisiejszego popołudnia aż tryskała życiem. Przez ostatni tydzień nie tylko Francuzi, ale także i Okupanci mówili tylko i wyłącznie o nadciągającym pokazie mody signori Lucrezi Pennello. Dom mody miał stać otworem dla każdego, aby zainspirować i zapoznać z modą. Mówiło się od wielu dni, że pokaz miał być symbolem ukłonu Włoszki do Narodów zamieszkujących Francję. Paryż dzięki nowej kolekcji miał odżyć na nowo, a kontrowersyjne zdobienia czy użyte materiały  podnieść na duchu każdego, kto nie poczuł jeszcze wiosny w sercu. Na pokaz miały przybyć najważniejsze osobistości. Mówiono nawet o młodym Niemcu, który zaprezentuje swoją kolekcje przed główną bohaterką wieczoru.
Każdy, który spodziewał się po dzisiejszym wydarzeniu przepychu, poczuł olbrzymi zawód, gdy tylko przekroczył próg domu mody. Ściany nie były niczym przyozdobione, a tłum ludzi, którzy dostał się już do głównej sali, szeptał, że wisienką na torcie ma być sama kolekcja a nie nieistotne ozdóbki. Wchodząc do budynku, przekraczało się próg holu z szatnią, gdzie każdy gość mógł zostawić swoje wierzchnie odzienie. Każdy człowiek powinien liczyć się z tym, że będzie oceniany przez krytyków, bo jak zaznaczała sama signoria Lucrezia, moda jest dla każdego i trzeba ją tylko poczuć. Już w szatni można było usłyszeć smętną muzykę, wszak który Francuz byłby zadowolony z grania niemieckich utworów? W sali głównej znajdowały się krzesła ustawione w stronę wybiegu, lecz jeszcze nikt nie stał na scenie. Na stolikach mieściły się skromne talerze z kilkoma przystawkami, które nie były pierwszej świeżości. Najważniejsze osobistości miały osobne wejście, które rzekomo miało odgradzać ich od tłumu. Drewniane pachołki i krzykliwy dywan okazał się formą braku szacunku wobec Okupantów niż sposobem na ochronę ich przed „hołotą”. Ludzie przekrzykiwali się między sobą, aby zajmować miejsca i zaczynać pokaz, ale tłum nie chciał słuchać. W efekcie w domu mody panował gwar i duchota.


mapka

    A – szatnia i hol
    B – sala główna z wybiegiem
    C – wybieg
    D – przebieralnie dla modelek i zaplecze
    1, 3 to wyjście z budynku, a 2 to wyjście ewakuacyjne


Zasady:

    - jeśli ktoś wyrazi ochotę dołączyć do wydarzenia, prosimy o wiadomość na skrzynkę mistrza gry. Powitamy każdą duszyczkę!
    - nie wolno rozpoczynać wątków po pokazie
    - odpisy będą wymagane raz na 48 h, czyli następny odpis jest wymagany do wtorku 22. Jeśli ktoś wie, że nie wyrobi się z odpisem, prosimy o wiadomość prywatną. W wiadomości warto dodać informacje, co zrobi Twoja postać.
    - w pierwszym poście prosimy o wyraźne napisanie, jaki strój ma postać, ekwipunek i gdzie stoi
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Pon Mar 06, 2017 1:18 am

sukienka + buty, przy sobie (w torebce): dokumenty, portfel, klucze od mieszkania, materiałowa chusteczka

Paryska wiosna rozkwitała już coraz bardziej w postaci drobnych pąków na zdobiących ulice krzewach czy coraz to częstszych przebłyskach słońca, które wyglądało zza chmur zdecydowanie śmielej niż jeszcze przed kilkoma tygodniami. Nowa pora roku, a już szczególnie wiosna, zawsze niosła ze sobą nadzieję, choć w tym przypadku Flavie wcale nie pokładała zbyt dużej wiary w nadchodzące tygodnie. Paryż wciąż  pozostawał ten sam, szary i przygnębiony, jakby ciężka zima wcale go nie opuściła, a jednie zrzuciła ze swych ramion ciężki płaszcz, przybierając inne oblicze. Pani Bernard dobrze wiedziała, że w najbliższym czasie nic miało nie ulec zmianie, wojna wciąż toczyła się dookoła, choć przecież wystrzały słyszalne na ulicach nie były aż tak częste, a życie zdawało się toczyć swoim własnym, niemalże spokojnym i czasem zdawałoby się nawet sielankowym tempem. I chociaż, w przypadku samej kobiety, wszystko również pozostawało takie samo, nie mogła powstrzymać delikatnego uśmiechu, który mimowolnie wpełzał leniwie na jej wargi, gdy dostrzegała przebłyski błękitnego nieba, rozciągającego się poza szarymi chmurami.
Kiedyś zawsze starała się utrzymywać jak największy optymizm, mając świadomość, że czyste niebo zawsze jest nad nią, a ciężkie chmury czy ulewny deszcz są jedynie efektem przejściowym, chwilową pogodową anomalią, która prędzej czy później miała przecież zniknąć. I jeśli odniesienie to było jak najbardziej trafne w związku z pogodą, Flavie dawno już przestała wierzyć w to, że jej obecne życie również jest tylko tymczasowe i że, prędzej czy później, wszystko to minie i wróci do pierwotnego stanu rzeczy. Teraz nie wiedziała już nawet, co tak naprawdę nim było, zatraciła poczucie normalności, gubiąc się w świecie, do którego po całym tym czasie wciąż nie umiała się dopasować. Z każdym dniem coraz bardziej traciła wiarę oraz siły i nawet kiedy weszła w posiadanie cennego przedmiotu, który mógłby umożliwić jej wyrwanie się na wolność, nie potrafiła zdecydować, przeciw komu chciałaby go tak naprawdę użyć. Dotychczas odpowiedź wydawała się łatwa, jednak kiedy w zaciszu własnego mieszkania odstawiła na parapet doniczkę z kwiatkiem i, korzystając z zapewnionej chwili samotności, wzięła do dłoni broń, czując chłód metalu pod palcami i wagę ciążącą jej w dłoni, kiedy spojrzała w swoje odbicie, które widziała przecież tak często, a które teraz wydawało się jeszcze bardziej obce niż wcześniej, zrozumiała, że nie było jednoznacznego wyjścia, że istniało wiele dróg, wiele odpowiedzi i jeszcze więcej pytań, których nie była w stanie przewidzieć. Była skonfliktowana, pełna sprzeczności, obaw i niepewności, a mimo wszystko starała się dalej oddychać, wciągać do płuc powietrze i wypuszczać je powoli przez usta, podtrzymywać bicie własnego serca, zamykać oczy i zmuszać się do chociażby kilku godzin snu na skraju łóżka, drżąc na najdrobniejszy ruch czy dźwięk skrzypiącej podłogi.
Wiosna, w pewnym sensie, oznaczała więc dla niej wybawienie. Siarczysty deszcz powoli ustawał i przestawał już zatrzymywać ją w czterech ścianach mieszkania, jej spacery się wydłużały, kroki stawały się powolniejsze a drogi do sklepów okrężne, aby tylko jak najwięcej czasu spędzić gdzieś indziej, pośród zwyczajnych ludzi z mnóstwem jak najbardziej niezwyczajnych problemów, z których każdy skrywał coś pod maską obojętności czy grzecznościowym uśmiechem.
Zaproszenie na pokaz mody przyszło zupełnie niespodziewanie i chociaż Flavie słyszała o wydarzeniu o wiele wcześniej, nie zamierzała się na nim pojawić. Starała się unikać tłumów, miejsc, gdzie przypadkiem mogłaby wpaść na kogoś, kto znał ją jeszcze z czasów przed i kto mógłby chcieć wciągnąć ją w rozmowę, która szybko mogła wydać się bardzo niekomfortowa. Trzymając jednak w dłoni zaproszenie z wypisanym na nim jej własnym nazwiskiem, w ciągu jednego wieczoru zmieniła zdanie, na następny dzień wyciągając z szafy błękitną sukienkę, upinając jasne włosy w luźnego koka i wplatając w nie drobne kwiaty, które kupiła niedawno w ulubionej kwiaciarni.
W domu mody zjawiła się na chwilę przed rozpoczęciem pokazu, w szatni zostawiając swój płaszcz i przechodząc do sali głównej. Panujący w niej hałas i harmider wydawały się odrobinę przytłaczające, w szczególności dlatego, iż Flavie spodziewała się czegoś zupełnie innego. Przy wejściu do sali od razu skręciła w prawo, robiąc kilka kroków i zatrzymując się pod ścianą, czekając na rozpoczęcie wydarzenia i mając nadzieję, że nie będzie miała powodów aby żałować pojawienia się w paryskim domu mody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Pon Mar 06, 2017 12:05 pm

Gość honorowy.
Nazwa ta brzmiała tak dumnie, że gdy tylko odczytałam ją z zaproszenia nadesłanego przez Lucrezię zaczęłam niemalże stąpać ponad ziemią. Byłam niezmiernie zadowolona z okazji, jaka się przede mną kształtowała i przez kilka następnych dni nie mówiłam właściwie o niczym innym. Odpowiednią ilość czasu przeznaczyłam na wybór sukienki, bowiem gdy Signiora Pennello widziała mnie ostatnio, miałam na sobie kreację identyczną co inna kobieta! Nie zapomniałam o tej zniewadze, pamiętałam także o tym iż to właśnie Lucrezzia pochwaliła mój modowy zmysł i zaprosiła mnie do swojego świata. Zamierzałam wykorzystać to do maksimum!
Od samego rana szykowałam się do wyjścia, a kąpiel, odpowiednie wyperfumowanie ciała, ułożenie włosów i wykonanie makijażu trwało dokładnie tyle, ile powinno. O czasie wyszłam z domu i podążyłam do wynajętego wcześniej samochodu, który miał mnie zawieźć na miejsce. Gdyby to zależało tylko ode mnie, sama usiadłabym za kierownicą, jednak bracia przypomnieli mi, że to nie wypada i nikt nie powinien widzieć panienki na takim stanowisku. Niech im będzie, dzięki temu mogłam pozwolić sobie na nieco wyższy obcas, niż zazwyczaj.
Tłum przed domem mody był mi całkowicie obojętny. Z jednej strony otwieranie się na pospolitych Francuzów wcale nie było dobrą strategią, ale z drugiej przybyło tu wystarczająco wiele osób, które mogłyby mnie podziwiać i nieść w świat wiadomość o Lisbeth von Liebenfels, ikonie mody.
W doskonałym humorze i z idealnie wyniosłą miną skierowałam się do wyznaczonego mi wejścia, choć krzykliwy dywan i drewniane pachołki nie robiły na mnie dobrego wrażenia. Znikomy wystrój pomieszczeń zwrócił moją uwagę, jednak szybko uargumentowałam to sobie wizją Lucrezii, która dziś chciała przecież zaprezentować światu coś zupełnie nowego. Czy ta nowość odniesie sukces? O tym mieliśmy się wszyscy dopiero przekonać.
I to dosłownie wszyscy, bo wyglądało na to, że w domu mody znalazło się nagle pół Paryża. Było duszno, gwarno, a w pewnym momencie zauważyłam nawet kobiety kłócące się o miejsce i to nie w pierwszym rzędzie. A do takowego zmierzałam właśnie ja, pewnym krokiem i z podniesioną głową, pozdrawiając po drodze znajome twarze. Czy Lucrezia wiedziała już, że tu jestem? W każdej chwili spodziewałam się powitania, chociaż po cichu miałam nadzieję, że obejdzie się bez kwiatów. To przecież ja po pokazie powinnam wręczyć jej bukiet, a ten leżał już przygotowany na tylnym siedzeniu auta, którym przyjechałam.

| strój + torebka (dokumenty, czerwona szminka, puderniczka z lusterkiem, chusteczka)

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Wto Mar 07, 2017 9:04 pm

garsonka, torebka, dokumenty, portmonetka, szminka, chusteczka, w torebce pistolet (Browning FN Baby), magazynek z 10 nabojami


Mam dla ciebie miły prezent.
W jego ustach podobna informacja nigdy nie oznaczała przyjemnej niespodzianki , przynajmniej nie w definicyjnym i semantycznym znaczeniu tego słowa. Pod puchową otoczką uprzejmości zawsze krył się brudny, skołtuniony zamiar, przed którym nie sposób było uciec i na który Katya była odgórnie skazana – a wszystko przez to, że on (pan wiem-o-życiu-więcej-niż-ty-i-Grisza-razem-wzięci) zwyczajnie nie rozumiał słowa „prezent”. Ani tym bardziej miły. Kiedy wczoraj przyjmowała od Fiodora płaskie, lekkie pudełeczko, zastanawiała się, jakim cudem upchnął w nie ładunek wybuchowy – po chwili refleksji uznała, że może wysilił się na coś bardziej subtelnego i kiedy tylko uchyli wieko, wyskoczy na nią wyjątkowo jadowity gatunek węża.
Albo żaba.
Nienawidziła żab i on doskonale o tym wiedział, więc ich udka w octowej zalewie byłyby według standardów Chirjakowa wyjątkowo miłym prezentem.
Puszka (praktycznie rzecz biorąc pudełko) Pandory nie zawierała jednak przykrych niespodzianek. Żadnych owadów, płazów i zapalonych lasek dynamitu, jedynie parę ładnych, skromnych rękawiczek z czarnego materiału. Coś tak nieprawdopodobnego, że przez stanowczo zbyt długą minutę Katya nie wiedziała, co powiedzieć. Na dobrą sprawę nie musiała – to Fiodor mówił, jak zwykle nawykłym do poleceń tonem, jak zwykle zwięzły i precyzyjny, jak zwykle z konkretnym celem, dla którego dokonał równie niespodziewanego zakupu (do diaska, niemal prychnęła śmiechem na samo wyobrażenie Chirjakowa w sklepiku z tekstyliami). Chodziło oczywiście o pokaz mody, o którym Berezina napomknęła mu mimochodem, a który dla Fiodora stał się sprawą służbową. W żelaznej, samczej logice tkwiła smutna prawidłowość, z jaką nie sposób było się sprzeczać – niekwestionowany znawca płci pięknej uznał, że zebrane w domu mody 'Lucrezia'  kobiety będą plotkować.
Plotki z kolei miały to do siebie, że zawierały ziarenka prawdy – przy odpowiednio żmudnej pracy, można było wyłuskać z nich całą garść informacji.
Być może po raz pierwszy od przyjazdu Katyi do Paryża, Fiodor był zadowolony z jej obecności. Ani Grisza, ani (zwłaszcza) on nie wmieszałby się w tłum równie sprawnie, jak niepozorna blondynka, co naturalną koleją rzeczy zobligowało Berezinę do udziału w wydarzeniu towarzyskim miesiąca (przynajmniej dla żeńskiej części miasta). Niechętnie przytaknęła, jeszcze mniej chętnie przyznała, że musi zaopatrzyć się w odpowiedni strój i nim na dobre zdołała oswoić się z myślą udziału w pokazie, Chirjakow podarował jej miły prezent, życząc szampańskiej zabawy.
Katya nie chciała być złośliwa, nie miała w zwyczaju mieszać się w cudze sprawy, zawsze uważała się za osobę, która nie szuka konfrontacji, nie mówi ludziom przykrych rzeczy prosto w oczy i myje ręce przed jedzeniem, ale poczuła dziką przyjemność, gdy dopytała, czy ma wypatrywać tam kogoś konkretnego – twarz Fiodora w sekundzie straciła zwyczajną ostrość rysów, rozmazała się z zaskoczenia i w tym rozmazaniu z urazy stężała. To była drobna, brudna przyjemność złamanych norm, wykorzystania przewagi, ujawnienia rąbka tajemnicy. Przyjemność, od której robi się i wesoło, i wstyd.
Kiedy zjawiła się przed domem mody, niemal natychmiast uderzył ją gwar tego miejsca, nie odczuwała jednak zaskoczenia – najwyraźniej kobiety w każdym zakątku świata traciły zmysły, gdy tylko pojawiała się okazja kupienia czegoś po niższej cenie, dostania się na prestiżowe wydarzenie zupełnie za darmo czy skąpania w ciepłym blasku cudzej chwały.
Za późno na ucieczkę, prawda?
Katya wypuściła cicho powietrze z płuc, poprawiając upięte do tyłu, luźno skręcone pasma włosów i przekroczyła próg domu mody, tylko dzięki odporności na wzbierającą falę tłumu bez większego uszczerbku docierając do szatni, w której zostawiła palto. Nagle rękawiczki, skutecznie zasłaniające blizny na dłoniach, wydały jej się nieracjonalnym pocieszeniem, którego uczepiła się jak ostatniej deski ratunku, zajmując jedno z niewielu wolnych miejsc w przedostatnim rzędzie bliżej lewej strony sali. Widok na wybieg był stąd znikomy, lecz przecież nie po to wcisnęła się w dopasowany w pasie, ciemnogranatowy komplet, złapała za niepraktyczną i umazała usta ciemno-bordową szminką, by oglądać piękne kobiety w strojach, na które i tak nie wyda pieniędzy.
Chyba.


Ostatnio zmieniony przez Katya Berezina dnia Sob Kwi 08, 2017 10:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Czw Mar 09, 2017 9:18 pm

Tłum przepychających się ludzi nie miał dla nikogo litości. Nawet jeśli okupanci mieli być traktowani jak goście specjalnie, owe barierki, które rzekomo miały oddzielać ich od pozostałych, nie spełniały się w tej roli. Na pokaz przyszło więcej osób niż sama Lucrezia mogłaby przypuszczać. W pomieszczeniu było już tak duszno, że otworzono okna, pozwalając, aby zimne powietrze szczypało rumiane policzki zgromadzonych. Zawodząca muzyka była zagłuszana przez rozmowy przepełnione podekscytowaniem. Lucrezia jako najprawdziwsza gwiazda wieczoru chciała pojawić się tuż przed swoim pokazem, aby sama jej obecność była powodem do otworzenia szampana. Wszyscy się śmiali, że wszystko co najlepsze, jest zostawione na koniec, lecz to nie pocieszało pierwszego artystę tego wieczoru. Młody mężczyzna kręcił się przy samym wybiegu, nie wiedząc, co ma począć ze swoim zdenerwowaniem. Na jego twarzy od razu pojawił się uśmiech, gdy zobaczył Lisbeth. Jego największa muza, inspiracja była miodem na rozdygotane serce! Nie analizując nawet swojego zachowania, od razu do niej podszedł, przepychając się przez tłum i wciągając ją do strefy dla gości specjalnych.
- Moja najdroższa Lisbeth! Wyglądasz olśniewająco, czy to mój projekt? – spytał Fredrick Soone, słynny projekt z III Rzeszy. Może nie znali się wielu lat, ale Lisbeth była dla niego największą inspiracją. Niektóre sukienki projektował tylko z myślą o niej i błagał, żeby to właśnie ona zaprezentowała je na wybiegu. To była wielka dla niego szansa na zaistnienie. Chwycił za dłonie Lisbeth, aby ta poczuła jak bardzo trzęsą mu się ze strachu. Katya stała tuż obok barierki, mogąc bezceremonialnie podsłuchiwać całą rozmowę.
- Słyszałaś o urodzinach Herr Abetza? Przed chwilą zaczepiły mnie dwie panie, że są ciekawe mojej kolekcji, bo potrzebują najbardziej wyjątkowe sukienki na bankiet. Och, a jak im się nie spodobają? Nie pomyślałem nawet o tak ważnej okazji. Słyszałaś już, co ma się tam wydarzyć? Nie chciały mi nic powiedzieć! Powiedziały, że dowiem się w swoim czasie – Niemiec przedrzeźniał głos pań w starszym wieku, ale było po nim widać, że bardzo się przejął oceną postronnych ludzi. Jako artysta nie lubił być krytykowany, chciał słyszeć same pochwały. Wojna nie była łatwym kawałkiem chleba, a gdyby tylko wkradł się do serc wpływowych Niemek i ich mężów… Jakże życie byłoby łatwiejsze!
Flavie zapewne usiłowała dziś nie rzucać się w oczy. Pojawienie się zaledwie chwilę przed pokazem, w dodatku w delikatnej, skromnej sukience oraz włosach spiętych w dyskretny kok zdecydowanie ułatwiało wmieszanie się w tłum Paryżanek zafascynowanych modowym wydarzeniem. Stojąc z boku wydawała się kolejną, pospolitą damą, którą narodowość zobowiązywała do uczestnictwa w podobnych wydarzeniach – wszak Paryż był stolicą zmieniających się trendów oraz prekursorem stylu, jego mieszkańcy musieli stale pozostawać na bieżąco z nowinkami modowymi, bez względu na fakt, czy tuż obok nich toczyła się właśnie wojna.
Kilka pań spoglądało zazdrośnie na naszyjnik z pereł zdobiący szyję madame Bernard, lecz chłodny wzrok był jedynym, na co mogły się zdobyć w obliczu przeszkody, jaką stanowił tłum. Cóż, może z wyjątkiem jednej osoby, która, przyglądając się Flavie z pewnej odległości, zdecydowała się ostatecznie przywitać, wychodząc naprzeciw kobiety. Mogła zresztą dojrzeć ją sama, jeśli tylko spojrzała w stronę wybiegu oraz wyczekującym pod nim dam, nad którymi górowało kilka męskich sylwetek.
- Madame Bernard – usłyszała Flavie, a zaraz potem tuż obok niej pojawił się Edmond Allard, mężczyzna, którego poznała na zbiórce w szpitalu. Ubrany w elegancki, popielaty garnitur, ukłonił się, po czym posłał jej ostrożny uśmiech. – Miałem szansę dowiedzieć się, że działa pani charytatywnie, ale nie miałem pojęcia, że interesuje się pani również modą – odezwał się uprzejmie, obserwując uważnie szczupłą sylwetkę. Jego wzrok na moment spoczął na perłowym naszyjniku, aby powrócić na twarz kobiety. – Dobrze panią widzieć w dobrym samopoczuciu.


Czas na odpis jest do soboty do 22.
Jeszcze raz bardzo przepraszamy za opóźnienie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Pią Mar 10, 2017 11:56 pm

Tłum ludzi zgromadzonych w pomieszczeniu z każdą chwilą zdawał się powiększać, dźwięki podekscytowanych głosów praz szmer prowadzonych wszędzie dookoła rozmów przeplatały się z grającą w pomieszczeniu muzyką, w sali robiło się coraz duszniej i nawet pomimo otwartych okien i dość cienkiego odzienia, Flavie poczuła, jak z każdą mijającą sekundą robi jej się coraz goręcej. Przez chwilę mierzyła wzrokiem salę oraz obecnych w niej ludzi, napotykając kilka spojrzeń mijających ją kobiet, które z pewnością nie należały do najbardziej uprzejmych, jednak starała się nie brać do siebie żadnego z nich, szybko odwracając wzrok w drugą stronę. Od czasu do czasu jej dłoń wędrowała nerwowo do zawieszonego na szyi naszyjnika, pamiątki po matce, którą udało jej się zachować prawdopodobnie ze względu na to, iż gdyby nie wiążące się z nim wspomnienia w żaden sposób nie wyglądał jak coś, co miałoby dla niej jakąkolwiek wartość sentymentalną. W rzeczywistości jednak drobna ozdoba, która tego dnia dopełniała jej skromny strój, była prezentem ślubnym, który matka Flavie otrzymała od jej ojca, który wydał na niego większość swoich oszczędności. Nosiła go na każdy ze swoich występów i kobieta nie raz przypominała sobie, jak siadała na kolanach tak bardzo podobnej do niej kobiety, wpatrując się w duże lustro w jej toaletce i bawiąc się przelewającymi się przez jej drobne palce perłami czy zawieszając je na swojej szyi, przez chwilę chcąc poczuć się tak samo piękna jak jej matka. Flavie dobrze wiedziała, że Celeste pragnęła, aby w dniu ślubu ona miała na szyi zawieszony sznur pereł, który znaczył dla niej tak wiele i choć w dzieciństwie obiecywała jej to kilkakrotnie, kiedy w końcu przyszło jej stanąć na ślubnym kobiercu, pani Bernard nie była w stanie dotrzymać obietnicy złożonej zmarłej już wtedy matce, mając poczucie, iż ślub z Fabienem nie zasługiwał, aby miała na sobie jedyną pamiątkę, która tak naprawdę jej pozostała.
Na dobrą sprawę nie wiedziała, dlaczego zdecydowała się go ubrać właśnie tamtego dnia. Od wybuchu wojny ani razu nie zdobiła nim swojej szyi, jednak gdy szykowała się do wyjścia, przeglądając szkatułkę wypełnioną ozdobami, z których większość stanowiły prezenty dane jej przez męża, ten jeden naszyjnik znalazł się w jej dłoni i kobieta miała wrażenie, że nie znajdzie się nic, co dopełniłoby ten dzień lepiej niż odrobina nostalgicznych wspomnień ze szczęśliwego oraz kolorowego dzieciństwa, które mogłaby nosić ze sobą. A może jedynie potrzebowała odrobinę odwagi? Niewidzialnego pchnięcia poza drzwi mieszkania? Dłoni, która ciągnęłaby ją przez paryskie ulice w stronę domu mody i nie pozwoliła zboczyć z trasy? Jej matka kochała przecież modę, może nie w tak wielkim stopniu jak uwielbiała muzykę, ta przecież była jej pierwszą, jeśli nie największą miłością (nie licząc, oczywiście, Ansleme’a). Niejednokrotnie w dzieciństwie Flavie urządzały w mieszkaniu własne pokazy mody, gdy ubierała jedyną córkę w zdecydowanie za duże sukienki, spryskiwała jej ciało wonnymi perfumami i upinała włosy w wymyślne fryzury. Gdyby wciąż żyła, pani Bernard z pewnością byłaby jednym z gości pokazu mody, po całym wydarzeniu bez wątpienia ściskając dłoń Lucrezii i gratulując się doskonale zaplanowanego przedsięwzięcia.
Chociaż, co do tej kwestii, Flavie miała spore zastrzeżenia, gdy obserwowała rozgrywającą się w pomieszczeniu scenę, która coraz bardziej przyprawiała ją o lekki, pulsujący ból głowy. Na krótko rzuciła spojrzenie w stronę wyjścia, rozważając ulotnienie się tego miejsca zanim jeszcze wszystko zdąży się rozpocząć na dobre, jednak kiedy w jej oczy rzucił się tłum zgromadzony przed drzwiami, wizja przepychania się przez ludzi kierujących się w przeciwnym kierunku skutecznie odciągnęła ją od tego pomysłu. Potarła się lekko skronie płynnym ruchem dłoni, starając się w myślach przekonać samą siebie, że za jakiś czas, gdy uwaga wszystkich skieruje się na wybieg, na którym zaprezentowane mają zostać najnowsze szyki mody, wszystko odrobinę się uspokoi. Z cichym westchnięciem spuściła wzrok na własne buty, opierając się plecami o ścianę i na krótką chwilę zaciskając powieki tłumacząc samej sobie, że wyrwanie się z mieszkania i w końcu zrobienie czegoś dla siebie było tym, czego potrzebowała. I chociaż zazwyczaj preferowała innego rodzaju rozrywki, angażujące zdecydowanie mniejszą ilość ludzi i spokojniejsze otoczenie, potrzebowała odmiany, aby nie zwariować i nie pogubić się we wszystkim tym, co działo się w jej życiu. A, ku jej nieszczęściu, ostatnimi czasy nagromadziło się tego naprawdę sporo.
Męski głos niespodziewanie wyrwał ją z zamyślenia i kobieta podskoczyła lekko, szybko unosząc głowę w górę, aby napotkać spojrzenie mężczyzny, którego twarz pamiętała z organizowanej jakiś czas temu zbiórki charytatywnej. Szybko uniosła kąciki ust w uprzejmym, aczkolwiek dość powściągliwym uśmiechu, przypominając sobie ich ostatnią rozmowę, która w jakiś sposób wywołała w niej pewien niepokój.
- Monsieur Allard, dzień dobry – przywitała się, przyglądając się mężczyźnie ze spokojem. Po części była wdzięczna, że wyłapał ją w tłumie ludzi, ponieważ jej myśli stopniowo zaczęły wędrować w zdecydowanie nieodpowiednim kierunku – Interesuje to być może za dużo powiedziane, ale można powiedzieć, iż odnajduję w tym swego rodzaju przyjemność – odpowiedziała dość neutralnie, na krótko zerkając ponad jego ramieniem w stronę wybiegu – Pana również nie spodziewałam się tutaj spotkać, co pana tutaj sprowadza? – zapytała bardziej z uprzejmości niż faktycznej ciekawości. Chwilę później jednak przygryzła lekko wargę, aby powstrzymać pragnienie parsknięcia śmiechem, gdy wspomniał o jej dobrym samopoczuciu. Nie chciała jednak obarczać go dość ironiczną i dwustronną odpowiedzią, która mogłaby sprawić, iż bez powodu zacznie zastanawiać się nad znaczeniem jej słów – Dziękuję. Mam nadzieję, iż pan również nie ma powodów, aby narzekać na zdrowie – powiedziała więc, przekrzywiając lekko głowę i obdarzając go ciepłym uśmiechem, wzrokiem prześlizgując się po jego sylwetce i eleganckim, dopasowanym garniturze, w który był ubrany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Sob Mar 11, 2017 3:02 pm

Zatęskniłam za kameralnymi pokazami w Monachium, w których tak namiętnie brałam udział, odkładając na bok wszystko inne, gdy tylko na moim stoliku pojawiały się kolejne zdobne zaproszenia. Byłam w centrum uwagi tam i planowałam kąpać się w jej blasku także tutaj, chociaż paryskie salony wciąż nie otworzyły się przede mną tak szeroko, jakbym tego chciała. Zresztą, one także nie były dokładnie tym, co sobie wymarzyłam; wystarczyło spojrzeć na to, jak zapowiadało się dzisiejsze wydarzenie. Duchota, gwar podniesionych głosów, kompletny brak wystroju i szacunku dla honorowych gości… gdzie był mój szampan, szanowni organizatorzy?
Znalazłam dla siebie idealne miejsce, ale obok mnie nie było nikogo, z kim chciałabym dzielić uwagi odnośnie nadchodzących prezentacji. I wtedy usłyszałam swoje imię, wypowiedziane takim tonem, jakbym była dla kogoś najjaśniejszą z gwiazd i jednocześnie ostatnią deską ratunku. Obejrzałam się przez ramię i zauważyłam dawnego znajomego, podchodzącego i wyciągającego do mnie ręce.
- Fredrick, mein lieber freund, nie miałam pojęcia, że cię tu spotkam! – powiedziałam z autentycznym zaskoczeniem i odrobiną fałszywej uprzejmości w głosie, posłusznie podążając za nim i znajdując się w jeszcze lepszej strefie, wolnej od wachlujących się programami pokazu kobiet – Dziękuję, niestety to projekt miejscowej kreatorki mody. Denerwujesz się? Niepotrzebnie, na pewno wszystkich olśnisz – starałam się dodać mu otuchy i ścisnęłam mocniej jego dłoń, jednocześnie rozglądając się w poszukiwaniu choćby jednego z jego projektów.
Musiałam wiedzieć, czy przyjdzie mi kłamać pod koniec prezentacji, czy też będę mogła śmiało wyrazić swój szczery podziw wobec jego kreacji. Soone był wrażliwym artystą jeszcze w czasach, w których przyszło nam się poznać, a biorąc pod uwagę dzisiejsze okoliczności, na pewno umierał ze stresu.
Zarzucił mnie informacjami, o których nie miałam zielonego pojęcia, ale postanowiłam zrobić dobrą minę do złej gry i skłamałam bez mrugnięcia okiem.
- Słyszałam, oczywiście, choć nie znam szczegółów. Papa jest wciąż niedysponowany, a Wolfgang wyjechał do Berlina, dlatego dotarły do mnie tylko pogłoski i kilka próśb o bycie osobą towarzyszącą. Nie wiem jeszcze, czy na któryś się zdecyduje, ale możesz mieć pewność, że rozważę pojawienie się tam w kreacji twojego projektu – zapewniłam go gorliwie, jednak na tym etapie rozmowy byłam już nieco poddenerwowana, że zwykły projektant może być lepiej poinformowany ode mnie.

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Sob Mar 11, 2017 8:05 pm

Nie robiła sobie zbyt wielkich nadziei, kiedy jeszcze przed południem starannie układała włosy, niechętnie zerkając na własne odbicie w lustrze. Pokaz mody był poniekąd wymówką, dzięki której mogła ostrożnie zanurzyć się w niepowtarzalnym charakterze miasta - Paryż od niespełna trzech tygodni był jej nowym domem, starym i pięknym budynkiem, posiadającym jednak własne zwyczaje. Nowi lokatorzy musieli się do nich skrupulatnie dostosować, co z uwagi na wielobarwność stolicy Francji - pod niemiecką okupacją nieco stłamszoną, lecz wciąż zapierającą dech w piersiach - nie było wyjątkowo trudne. Katya każdego dnia poznawała Paryż zupełnie na nowo, ostrożnie rozszerzając swoją jurysdykcję na kolejne dzielnice i dotychczas nieznane miejsca. Choć dom mody 'Lucrezia' znajdował się na samym dole listy lokacji do sprawdzenia , dzisiejszy pokaz stanowił niepowtarzalną okazję do wtopienia się w tłum i ostrożnego rozeznania wśród mniej lub bardziej istotnych paryskich dam. Nie groziło jej spotkanie znajomych, których zwyczajnie w Paryżu nie posiadała (poza drobnymi wyjątkami płci męskiej, które z zasady trzymały się od tego miejsca z daleka) lub sąsiadek, których z kolei niemal nie znała. Przelotnie rzucane bonjour pozwalało co prawda na zapamiętanie twarzy najbliższych lokatorów, lecz nawet jeśli jeden z nich pojawił się na pokazie, nie miał powodów, aby zakłócać swobodne osamotnienie nowej sąsiadki. Katya ostrożnie przybrała skórę Elaine, pamiętając, by ograniczyć swoją obecność na pokazie mody do absolutnego minimum - nie chciała rzucać się w oczy, rozsyłać przymilnych uśmiechów ani zawiązywać nowych przyjaźni. Jej jedynym zadaniem było nasłuchiwanie wszystkiego, co z punktu widzenia Fiodora (a zatem z punktu widzenia całego Związku Radzieckiego) mogło być istotne, lecz - co za pech! - otaczały ją głównie niezobowiązujące rozmowy zupełnie o niczym.
Czyli poniekąd o tym, czego dokładnie się spodziewała.
Słowa nadlatywały z niemal każdej strony, wymuszając na Katyi selekcję nadchodzących bodźców - starała się nie zwracać uwagi na muzykę i pozbawiony sensu szum, wychwytując w tłumie co lepiej ubrane kobiety, bo właśnie to stanowiło wyznacznik: im lepszy strój, tym wyższa pozycja społeczna. Zasada ta nie dotyczyła jedynie Paryża i doskonale sprawdzała się w całej Europie, nawet tak nieokiełznanej i pozornie dzikiej jak Moskwa. Łut szczęścia sprawił, że znalazła się na tyle blisko barierek odgradzajcych motłoch (czyli głównie Francuzki) od gości honorowych (czyli głównie Niemek), aby bez wysiłku i szczególnie wyraźnego nadstawiania uszu dosłyszeć prowadzoną między młodym mężczyzną a wyjątkowo urodziwą kobietą rozmowę. Szczupła jak witka blondynka, najwyraźniej czująca się w podobnych okolicznościach jak ryba w wodzie (nieco brudnej, zatłoczonej i hałaśliwej wodzie), z doskonale wystudiowanym zaskoczeniem zareagowała na powitanie - jak się okazało - niejakiego monsieur Fredricka. Zdumiewające, jak w zaledwie kilku słowach Katya poznała imiona obu stron dialogu, a wszystko to w towarzystwie pozornie niezainteresowanego wpatrywania się w odległy wybieg. Spodziewała się typowo grzecznościowej rozmowy o modzie i pogodzie, więc część padających słów przepuściła przez gęste sitko umysłu - jednak wtedy mężczyzna wspomniał o bankiecie u niejakiego Herr Abetza, którego personalia samej Katyi mówiły niewiele, ale nie oznaczało to, że są nieistotne. Skrupulatnie powtórzyła nazwisko w myślach, dodając do tego informację o bankietowej niespodziance, po czym poprawiła rąbek spódnicy ze skupieniem tak wielkim, jakby była to najbardziej istotna sprawa na świecie. Tak naprawdę starała się nie dopuszczać do siebie myśli, że zjawienie się tutaj było wyłącznie stratą czasu - nie mogło być, nie w obliczu faktu, że sama uznała pokaz mody za doskonałą okazję do poznania kilku paryskich ciekawostek o wiele ważniejszych od najnowszych trendów mody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Wto Mar 14, 2017 9:17 pm

Zestresowany Soone zachowywał się jak małe dziecko, które miało się za chwilę rozpłakać. Ściągnięte brwi w grymasie i niezadowolony wyraz twarzy odstraszały zainteresowane okupantki, bo ten był zainteresowany tylko jedną z nich, Lisbeth. Najjaśniejsza z jego wszystkich inspiracji, wszak wkręciło się wokół niego naprawdę wiele kobiet, a uroda mężczyzny nie pozostawiała wiele do zażyczenia, odwzajemniała wszystkie jego smutki oraz trwogi. Z wielką ochotą przyjmował jej bliskość i nie chciał puścić jej dłoni.
- Nie mogło mnie tu zabraknąć, nie widziałaś mego nazwiska na plakatach? – spytał zarozumiale, udając obrażenie. Przybliżając się do Lisbeth, zniżył na chwilę głos do szeptu – W następnym roku ten dom mody będzie mój i wszyscy zapomną o jakieś tam Lucrezi – zdradził jej tajemny plan, a zaraz po tym roześmiał się. Nie chciał dać po sobie poznać, że jego marzenia są zbyt śmiałe, a on w czasie wojny nie otworzy drugiego, konkurencyjnego domu mody. Wolał oczywiście być na „swoim”, ale jakże niezręcznie to brzmiało, gdy wypowiadało się na obczyźnie. Posmutniał, gdy usłyszał, że na pewno wszystkich olśni.
- Gwiazdą jest Lucrezia, mnie nikt nie zauważy – powiedział szczerze, czując, że nerwy już biorą górę. Powinien pójść do modelek i sprawdzić, czy na pewno mają wszystko dobrze założone, ale przecież nie był sam. Powinien zabawiać gości, poznawać wpływowych i bogatych… Tylko że przy Lisbeth czuł się bezpiecznie, zapominając o wszystkich negatywnych myślach. Rozpromienił się momentalnie, gdy kobieta obiecała założenie jego kreacji. Wyściskał ją, ucałował w obydwa policzki.
- Będę zaszczycony, moje słoneczko najjaśniejsze, dzięki tobie się o wiele lepiej czuje! Może pod koniec pokazu weszłabyś ze mną…? -urwał, wpatrując się w Katyę z otwartą buzią. Wskazał na nią palcem i zaczął krzyczeć, aby się zatrzymała. Chwycił Lisbeth za rękę i pognał do kobiety, która wydawała mu się dziwnie znajoma. Rozpoczął rozmowę po niemiecku w nieprzyjemnym tonie.
- Na litość wszystkich świętych i męczenników, co pani zrobiła z moją sukienką! Kto pani to przeszywał, co to w ogóle ma być, Lisbeth, czy ty to widzisz? – mówił oburzony, kręcąc Katyą jakby była manekinem, a nie żywą osobą. Dotknął materiału w pasie, który robił kobiece wcięcie. – To było luźne, granat miał złote akcenty, o tu na bokach i na mankietach, gdzie to jest, co pani z tym zrobiła! Taka ładna kobieta, a takie… – gestykulował jak oszalały, cmokając niezadowolony i co chwilę szukał w Lisbeth poparcia. Nie mógł zrozumieć, jak ktoś mógłby zniszczyć jego projekt

- Zapewne jak zdecydowana część żeńskiej populacji wyczekującej na dzisiejszy pokaz – odpowiedział, kiwając lekko głową. Allard posłał [i]Flavie[/b] pogodne spojrzenie, bo choć czuł, że wyróżnia się spośród tłumu przybyłych gości, najwyraźniej w tej kwestii podtrzymywała stereotyp typowej mieszkanki Paryża, co dla niego samego nie było niczym złym. Moda, w jego mniemaniu, była domeną kobiet i tak liczne ich zgromadzenie w domu mody wydawało mu się bardzo na miejscu. Nie wypadało jednak mówić tego na głos, tym bardziej, że słyszał, iż parę pierwszych minut wydarzenia ma należeć do niemieckiego projektanta.
To jednak nie tłumaczyło powodu jego wizyty, który najwyraźniej ciekawił również Flavie. – Można powiedzieć, że zamieniliśmy się rolami – pomagam przy wydarzenia. Odpowiadam niejako za organizację - wyjaśnił, uśmiechając się lekko. – Oczywiście, że nie mam, dziękuję – odpowiedział zaraz potem, zupełnie nie zwracając uwagi na reakcję kobiety wobec jego słów. Sam, po dłuższej chwili mógł sprawiać wrażenie zdenerwowanego, bo co pewien czas zerkał na zegarek przypięty do łańcuszka.
- Przepraszam za moją ciekawość, ale czy tym razem również przybyła madame samotnie? – zapytał niespodziewanie, przenosząc nieco bardziej uważne spojrzenie na twarz kobiety. Bardzo dobrze pamiętał ich ostatnie spotkanie, po którym zresztą mógł zostawić po sobie pewien niesmak, ale zanim to wyjaśnił, musiał zapytać o obecność męża. Jeśli przebywał gdzieś w pobliżu, nie zamierzał się oczywiście narzucać.


Kolejny post Mistrza Gry pojawi się na pewno w piątek - 17.03. około godziny 22.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Pią Mar 17, 2017 12:44 am

Kobieta doskonale pamiętała pierwsze i, aż do tej pory, jedyne spotkanie, gdy miała okazję nawiązać jakże pobieżną relację z monsieur Allardem. Na zbiórce charytatywnej nie mieli jednak przyjemności zamienić ze sobą zbyt wielu słów, czy nawet porządnie wciągnąć się w rozmowę, głównie ze względu na fakt, iż pani Bernard była wówczas zajęta sprawami organizacyjnymi, związanymi z trwającą wówczas zbiórką charytatywną, w którą była dość mocno zaangażowana. Musiała jednak przyznać, nawet jeśli tylko przed samą sobą, iż zupełnie nie liczyła na kolejne spotkanie, przypominając sobie, iż zanim zdążyli rozejść się w zupełnie różnych kierunkach, mężczyzna spytał o malarstwo, następnie wspominając nazwisko jej męża. Ani o jednym ani o drugim nie miała wówczas ochoty rozmawiać i kwestia ta nie uległa zmianie również i teraz, gdy pierwszy raz usłyszała jego głos i powiązała go z tym samym, który przez krótką chwilę towarzyszył jej podczas zbiórki.
Zarówno jej niedoszła, upadła kariera, jak i życie małżeńskie, należały do spraw, które dla Falvie uchodziły za niezwykle delikatne. Pierwsza z nich była czymś, co wiązało się z przykrymi wspomnieniami z odległej przeszłości, która teraz zdawała się być jedynie snem. Nie potrafiła już przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz miała okazję dzierżyć w dłoni pędzel i z pasją oraz zaangażowaniem przeciągać go po gładkim, czystym płótnie, szybko wypełniając je barwami i kształtami. Czasem, gdy zaczynała zastanawiać się nad tym dłużej, odnosiła wrażenie, iż minęły całe wieki. Jakby osoba, która kiedyś tworzyła te wszystkie obrazy, która kochała sztukę, cieszyła się promieniami słońca, tęskno wyciągając twarz w stronę nieba i potrafiła spędzać długie godziny w galeriach sztuki, analizując najdrobniejsze szczegóły, każde pociągnięcie pędzla, każde widoczne zachwianie dłoni, rodzaj farby, płótna czy stylu malarskiego, była zupełnie inną osobą, tak odrębną od tej, którą była teraz. Przygasłą, cichą, wycofaną, a jednak pełną myśli i słów, które krzyczały przeraźliwie głośno wewnątrz jej umysłu, nie potrafiąc się jeszcze wyrwać na wolność. Wspomnienia, choć czasem jeszcze niezwykle żywe, wydawały się raczej niczym odtwarzany w pamięci film – piękny, wciągający i wzruszający, a jednak zupełnie nierzeczywisty i oderwany od prawdy oraz tego, co działo się w życiu naprawdę. Kiedyś liczyła, że to właśnie wspomnienia będą w stanie utrzymać ją na powierzchni w najtrudniejszych momentach, szybko jednakże przekonała się, iż tęsknota za tym, co odeszło i przepadło być może na zawsze, była jedynie kolejnym gwoździem wbijanym miarowo i rytmicznie do jej trumny, zupełnie nie bacząc na to, co miała w tej kwestii do powiedzenia.
Małżeństwo zaś nigdy nie było czymś, o czym w ogóle chciałaby rozmawiać, a już tym bardziej z obcą osobą w miejscu, gdzie aż roiło się od oczu i uszu gotowych wyłapać każde jej słowo czy gest i przekształcić je na własną korzyść. W chwilach takich jak ta, gdy przebywała pośród ludzi, w miejscu, które w żaden sposób nie wiązało się z jej codziennością, próbowała odciąć się od tego, co czekało na nią w domu, zostawić za sobą przykre doświadczenia i po prostu skupiać się na bieżącym momencie, który choć być może nie należał do najprzyjemniejszych, nie był dość niecodzienną odskocznią od tego, czym zajmowała się przez większość swoich dni.
Pojawienie się Allarda w pewien sposób pozwoliło jej przestać skupiać się na tym, co działo się dookoła, wyciszając dźwięki otoczenia i całą swoją uwagę przelewając na słowa oraz zachowanie mężczyzny.
- Doprawdy? Mam nadzieję, że nie miał pan zbyt wielu problemów ze zorganizowaniem wydarzenia. Czy spodziewano się aż tak dużego zainteresowania? – zapytała, tonem głosu i rzuconym w stronę zapełnionej sali krótkim spojrzeniem chcąc zasugerować mu, iż w tej kwestii być może nie wszystko zostało dopilnowane oraz dopięte za ostatni guzik. Póki co nie zamierzała jednak wprost krytykować jego pracy, dobrze wiedząc, iż logistyka planowania tego typu wydarzeń nie stanowiła najłatwiejszego zadania.
Uwadze Flavie nie uszło nerwowe zerkanie na zegarek. Mężczyzna zdawał się być lekko podenerwowany, z pewnością mając wiele na głowie. Zastanawiała się więc, skąd znalazł chwilę czasu, aby zamienić z nią kilka słów. Gdy po krótkiej chwili milczenia w jej stronę padło kolejne pytanie, kobieta spojrzała na Allarda odrobinę zdziwiona zarówno naturą samego pytania, jak i samym faktem, iż mężczyzna był tą kwestią w jakikolwiek sposób zainteresowany. Nie dała jednak poznać po sobie podejrzliwości, która nagle się w niej pojawiła, uśmiechając się z lekką rezerwą, szukając odpowiednich słów, które mogłyby zaspokoić jego ciekawość.
- Owszem, wyjątkowo nikt mi dzisiaj nie towarzyszy – odpowiedziała w końcu, choć w rzeczywistości prawdą było, iż przez większość czasu nie miała towarzystwa. Poza wieczorami, w których to ona miała stanowić towarzystwo swojego męża, czy to podczas kolacji z jego znajomymi oraz współpracownikami, czy też w ich własnym mieszkaniu, gdy nieproszony w końcu poświęcał jej odrobinę uwagi. Nie miała pojęcia, z jakiego powodu pan Allard zainteresował się tą kwestią, jednak miała wielką nadzieję, iż w ciągu następnych kilku minut uzyska na to pytanie satysfakcjonującą ją odpowiedź.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Pią Mar 17, 2017 7:23 pm

Zachowanie mego drogiego przyjaciela powoli zaczęło napawać mnie niesmakiem; niech mi jeszcze ktoś raz powie, że to kobiety są słabszą płcią, a osobiście zapoznam go z tym osławionym projektantem. Frederick trząsł się jak osika, a jednocześnie cały był naburmuszony, czym osiągał cel zupełnie inny, od zamierzonego. Doskonale wiedziałam, że skrycie pożądał atencji i mogłabym się założyć, że jego zachowanie było obliczone na jej zyskanie, jednak zamiast tego inne kobiety omijały nas szerokim łukiem, niekiedy wyrazem twarzy lub cichym szeptem komentując zachowanie pana Soone. Przez to ja także zaczynałam odczuwać poirytowanie, nie chciałam być bowiem kojarzona z kimś, kto robi dookoła siebie cyrk.
- Widocznie było zapisane zbyt małą czcionką – pozwoliłam sobie na ten komentarz i nawet nie zrobiło mi się z tego powodu głupio. Mężczyzna potrzebował kubła zimnej wody, wylanego na głowę i wyglądało na to, że tylko ja mogłam podjąć się tego zadania – Lucrezia jest znana w całym Paryżu, mój drogi, a Ty jesteś bardzo pewny siebie. A nie wyglądasz, niestety. Proszę, chodźmy sprawdzić jak się mają Twoje modelki.
No dobrze, miałam w tej propozycji swój ukryty cel i chciałam zobaczyć kreacje przed wszystkimi, ale tylko po to, by wiedzieć, czy moje komplementy będą szczere, czy też będę musiała uciec się do fałszywych pochlebstw pod adresem modowego zmysłu mojego starego znajomego.
To śmieszne, jak rozłąka może sprawić, że ludzie, których opinia kiedyś była dla nas wszystkim, z biegiem czasu stawali się mało znaczącymi nazwiskami w towarzyskim notesie. Nie byłam nawet ciekawa co Frederick sądził o moim zniknięciu z Monachium, czy zastanawiał się gdzie jestem i faktycznie wyobrażał mnie sobie w sukniach swojego projektu. Kiedyś marzyłam, by je nosić, teraz chciałam tylko tego, by ich autor nie robił z nas pośmiewiska.
A na to chyba było już za późno, bo nagle mój towarzysz podniósł głos i, co gorsze, także palec, wskazując nim na nieznajomą mi kobietę, stojącą nieopodal. Zanim zdążyłam zareagować, pociągnął mnie w jej kierunku i po niemiecku rozpoczął wygłaszać swoją tyradę oburzonego artysty. Rzeczywiście, blondynka nie wyglądała szałowo, ale na pewno nie chciała słyszeć pod swoim adresem uwag z ust rozhisteryzowanego projektanta.
- Opanuj się – powiedziałam chłodnym tonem, przenosząc wzrok z jej kreacji na oszalałego Soone – Jak możesz mówić takim tonem do kobiety? Co to za upadek obyczajów, to nie Ameryka – zbeształam go, jednocześnie nie poświęcając zbyt wiele uwagi nieznajomej. Nie byłam jej nic winna i najchętniej wmieszałabym się w tłum i znalazła po drugiej stronie Sali, byle tylko już nie musieć wysłuchiwać tej histerii.

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Pią Mar 17, 2017 8:24 pm

Nie zrozumiała przynajmniej połowy słów.
Na dobrą sprawę nawet nie zauważyłaby, że ni stąd, ni zowąd stała się obiektem świętego oburzenia mężczyzny, którego widziała po raz pierwszy na oczy, a który wydawał się dogłębnie poruszony…
Nią?
Czy raczej tym, co kupiła za śmiesznie niską cenę i co najwyraźniej okazało się projektem pałającego obruszonym gniewem jegomościa?
Jeszcze dzisiejszego poranka Katya szczerze przejmowała się nieszczególnie imponującą znajomością języka Goethego, ale teraz – och, mili państwo – teraz była wdzięczna swojemu prostemu, ukraińskiego umysłowi, który nie zdołał przyswoić dość słownictwa, by mogła zrozumieć większość wypowiedzi mężczyzny.
Bo, z wszelkim prawdopodobieństwem, zamiast lekko zakłopotanego uśmiechu na ustach obdarzyłaby go siarczystym policzkiem – dla większej teatralności całego incydentu. Najpewniej nawet nie zauważyłaby, że monsieur Fredrick zwraca się do niej, gdyby nie zapalczywość, z jaką za Katyą podążył i dłonie, którymi Katyę zaczął… obracać.
Była dorosłą, trzydziestoletnią kobietą, która podobne zachowanie mogłaby poczytać za nad wyraz obcesową próbę złapania za to, za co zwykle nie łapie się nieznajomych, a mimo to czuła się jak kilkuletnia dziewczynka. Zupełnie jakby pobrudziła nową sukienkę, narażając się tym samym na gniew matki, rozpaczliwie sprawdzającej, jak wielkie są szkody.
- Monsieur – zaskoczył ją spokój, z jakim w końcu przemówiła, przelotnie kierując uwagę na towarzyszącą mężczyźnie kobietę. Najwyraźniej również nie była zachwycona zachowaniem swojego towarzysza, który – jakkolwiek by nie spojrzeć – skutecznie ściągnął na siebie uwagę najbliżej zebranych.
Ale być może właśnie o to chodziło?
- Nie do końca pojmuję problem, ale jeśli lubi pan uwłaczać obcym osobom… - urwała na krótki momencik, stawiając krok do tyłu, jak gdyby czym prędzej pragnęła uciec spod męskiego dotyku. - … sugeruję zmienić krąg zainteresowań – ostatnie słowa dodała ciszej, choć z wyraźną dezaprobatą w głosie, która przyszła jej o tyle łatwo, iż przez moment walczyła ze szczerą ochotą uderzenia mężczyzny w rozkrzyczaną twarz – i to bynajmniej nie otwartą dłonią. Słowa Katyi zabrzmiałyby o wiele ostrzej, gdyby nie była tak pochłonięta dokładnym dobieraniem słów, poprawianiem materiału zaatakowanej garsonki i kurczowym ściskaniem torebki pod ramieniem – a wszystko to w obliczu buchającego gniewem jegomościa i niepohamowaną potrzebą opuszczenia pokazu, nim ten w ogóle się rozpocznie. O ile jednak ucieczka z samego wydarzenia nie wchodziła w grę, o tyle umknięcie z zasięgu dłoni (domorosłego) projektanta jak najbardziej. Rzuciła mu jeszcze jedno, krótkie, choć wyraźnie niechętne spojrzenie, już po kilku krokach sprawnie znikając w gęstym tłumie, który wciąż poddawał się rozkrzyczanemu rytmowi muzyki oraz wszechobecnym plotkom. Tym jednak Katya nie miała okazji się przysłuchiwać, zbyt zajęta czmychaniem ku lewej stronie sali, w pobliże wyjścia ewakuacyjnego.
Dość naturalna reakcja. I całkiem rozsądna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Pią Mar 24, 2017 9:34 pm

Zaaferowany Soone najwidoczniej zapomniał o jakichkolwiek manierach, skupiając na sobie uwagę stojących najbliżej osób. Nie odrywał wzroku od sukienki Katyi, a na jego twarzy widniało głębokie niezadowolenie, ale dopiero zimne słowa Lisbeth przywołały go do porządku, choć widać było, że miał z tym pewne trudności. Sympatia panienki von Liebenfels, o którą tak gorliwie zabiegał, stanowiła jednak pewien priorytet.
- Może… może rzeczywiście trochę przesadziłem. Proszę mi wybaczyć – rzekł, czerwieniejąc, zanim jeszcze Katya podążyła w inną stronę sali. Jeszcze raz wlepił w nią nerwowe spojrzenie, a potem przeniósł uwagę na Lisbeth. - Poważnemu projektantowi po prostu trudno jest zignorować taką zniewagę. Ta sukienka miała wyglądać zupełnie inaczej – dodał, usilnie próbując wytłumaczyć swoje zachowanie. - Przepraszam najmocniej.
Odchrząknął nerwowo.
- W pierwszym rzędzie czeka na ciebie miejsce. Ja niestety muszę już znikać, pokaz zaraz powinien się zacząć – powiedział jeszcze i, nadal cały w nerwach, ukłonił się lekko Lisbeth, prawie wpadając na kogoś, kto stał za nim. Zaraz później zagłębił się tłum, zostawiając panienkę von Liebenfels samą.


Tymczasem Katya mogła zauważyć, że niedaleko wyjścia ewakuacyjnego obsługa dostawiała właśnie dodatkowy rząd krzeseł, zaraz przed barierkami, gdzie zgromadzili się ci goście pokazu, którzy przybyli zbyt późno, by przedostać się do dalszych rzędów. Katya mogła także spostrzec dwie znajome twarze – były to Niemki, które z takim entuzjazmem dyskutowały w kwiaciarni o zbliżającym się przyjęciu u Abetza. Z racji swojej uprzywilejowanej pozycji zdążyły już zająć dodatkowe miejsca, znów pochłonięte rozmową. Niewykluczone, że właśnie zbliżała się okazja, by móc wychwycić kilka interesujących słów – jedno krzesło zaraz obok Niemek pozostawało na dodatek wolne, choć zapewne nie na długo. Jeśli Katya chciała znaleźć się bezpośrednio obok niemieckich dam, musiała się pośpieszyć – inni goście już zmierzali w stronę wolnego krzesła.

Katya – jeżeli chcesz usiąść obok Niemek, rzucasz kostką k6. Wynik parzysty oznacza, że udało Ci się w porę zająć miejsce, natomiast nieparzysty – że jakaś kobieta zajmuje je przed Tobą. Trzy krzesła dalej znajdują się jednak inne wolne miejsca, choć z tej odległości przysłuchiwanie się rozmowie kobiet może być nieco problematyczne.

Allard w dalszym ciągu zerkał na zegarek – nawet zbyt często, co uświadomił sobie z pewnym opóźnieniem, posyłając Flavie przepraszające spojrzenie.
- Och, raczej nie spodziewaliśmy się takiego zainteresowania – odpowiedział. - Paryżan owszem, to w końcu kolekcja w dużej mierze dla nich, ale jak widać, sporo tu także naszych niemieckich gości. Lucrezia musiała pociągnąć za odpowiednie sznurki – uśmiechnął się nieznacznie.
Kolejne słowa Flavie sprawiły, że powaga malująca się w jego oczach zniknęła nieco, a mężczyzna uśmiechnął się szerzej.
- Tylko pytałem. Nie chciałbym, aby czuła się tu pani zbyt samotna. Kolekcja jest na tyle ciekawa, że na pewno miło byłoby mieć z kim o niej porozmawiać – wyjaśnił i znów zerknął na zegarek. - Muszę panią przeprosić, już za moment zaczynamy.
Skinął jej przyjaźnie głową i zniknął pomiędzy gośćmi. Dopiero teraz Flavie mogła zauważyć, że podczas rozmowy z Allardem większość osób zdążyła już zająć miejsca, tak więc jeśli nie chciała spędzić całego pokazu na stojąco, powinna była pośpieszyć w stronę rzędów.

Wszystko wskazywało na to, że pokaz rzeczywiście był już bliski. Muzyka przestała grać, goście nieco się uspokoili, a ktoś z obsługi umieścił na wybiegu mikrofon – jak łatwo można było się domyślić, dla Lucrezii Pennello, która miała oficjalnie powitać gości.


Na odpis macie 72h, kolejny post Mistrza Gry pojawi się w poniedziałek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Nie Mar 26, 2017 8:45 pm

Byłam wyraźnie zdenerwowana, a Frederick nie powinien tego ignorować, bo to między innymi ode mnie zależało, jak jego kolekcja zostanie odebrania. Nie byliśmy już w Monachium, w Berlinie także nie, ale podczas mojego pobytu w Paryżu zdołałam już nawiązać odpowiednie znajomości z kobietami, które liczyły się w mieście, dlatego moja dezaprobata mogła okazać się jego gwoździem do trumny. Na całe szczęście nie zamierzał tego sprawdzać, bo już chwilę później spokorniał i zdobył się nawet na przeprosiny w kierunku nieznajomej.
Nie mogłabym być bardziej usatysfakcjonowana, oto poskramiałam kolejnego mężczyznę w swoim życiu, a za każdym razem, gdy to robiłam, gdzieś w tle rozlegały się fanfary. Uśmiechem, który mógłby zmylić nawet mojego ojca, powitałam zmianę w zachowaniu Soonego; w rzeczywistości mocno pragnęłam, by nasze drogi już się rozeszły i na szczęście pragnienia te zostały wysłuchane.
- Oczywiście, mój drogi – wyrazy ubolewania nie były nawet w jednym procencie szczere – Będę wypatrywać twoich kreacji i możesz być pewien, że to właśnie moje oklaski będą dziś najgłośniejsze – to cud, że od tych kłamstw moja szminka nie spłynęła jeszcze po wargach i brodzie.
Nie chcąc, by w ostatnim przebłysku paniki projektant zatrzymał mnie przy sobie odwróciłam się i powędrowałam tam, skąd przyszłam, czyli prosto do pierwszego rzędu. Zajęłam należne mi miejsce i nie miałam nawet ochoty rozglądać się dookoła w poszukiwaniu innych znajomych twarzy; obawiałam się, że kolejne przypadkowe spotkanie znowu może mi się nie spodobać.
Gwar w tym miejscu z każdą chwilą przestawał mi się podobać, a chociaż idea Lucrezii brzmiała naprawdę szlachetnie, na dobrą sprawę była bezsensowna. Moda nie była dla wszystkich, jej rolą nie było zjednoczenie narodów – chodziło tylko i wyłącznie o podbudowanie własnego ego i oddzielenie tych, którzy się liczą od tych, którzy usilnie próbują się zaliczać. Do tej pory nie zauważyłam ani jednej sukni, która mogłaby się równać mojej, na domiar złego niektóre Paryżanki pojawiły się w czymś, co równie dobrze mogłaby nosić moja monachijska służąca. Niesmak wzbierał na siłę, plebs przeciskał się do przodu, a ja zapragnęłam wachlarza, który przyniósłby mi ukojenie i zajął czymś me ręce, pragnące zacisnąć się na szyi Fredericka i każdej jego modelki po kolei.


_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Pon Mar 27, 2017 11:05 am

Rozmowa z Allardem nie należała do najprzyjemniejszych, po części dlatego, że mężczyzna co chwilę nerwowo zerkał na zegarek, jakby jednocześnie musiał być w zupełnie innym miejscu. Kobieta obserwowała go w milczeniu, zaciskając lekko szczękę, nie koniecznie chcąc komentować ten fakt, chociaż czuła się trochę urażona tym, że nie potrafił skupić swojej uwagi całkowicie na rozmowie z nią, w szczególności iż sam przecież do niej podszedł. Mimo wszystko ugryzła się w język, uśmiechając się do niego na pozór uprzejmie, jednak gdyby tylko przyjrzał się jej twarzy uważniej mógłby zauważyć delikatną nutkę zniesmaczenia, która kryła się w chłodnych, szaro-błękitnych oczach Flavie.
Szczerze powiedziawszy, ostatnimi czasy coraz bardziej przekonywała się o tym, iż większość mężczyzn nie jest zbyt wiele warta. Pierwszy na liście z pewnością był jej mąż i to nie tylko dlatego, iż nosił niemiecki mundur i przykładał rękę do dość brutalnej opresji wielu niewinnych ludzi, w tym także i jej. Niektórzy powiedzieliby, że nie powinna go winić, bo przecież taki był jego charakter, jednak kobieta nigdy nie wierzyła w to, iż sama ludzka natura potrafi przyczynić się do podejmowanych życiowych wyborów. Człowiek miał wolną wolę i umysł i, gdyby tylko chciał, z pewnością byłby w stanie się zmienić. Dlatego też, w tych chwilach, kiedy akurat czuła się w miarę dobrze i nie winiła samej siebie za wszystko to, co działo się w jej życiu, postanowiła winić męża i czasem nawet czuła się z tym wyjątkowo nieźle.
- Bez wątpienia – mruknęła pod nosem, rozglądając się po przepełnionej sali, gdzie zgromadzeni goście powoli zaczęli już zajmować miejsca, chcąc mieć jak najlepszy wgląd na wybieg. Flavie specjalnie na tym nie zależało, dlatego też nie spieszyła się jeszcze, spokojnie wsłuchując się w słowa mężczyzny, udając swego rodzaju zainteresowanie – Z pewnością ilość przybyłych i obszerne grono gości jest więc pochwałą samą w sobie – dodała jeszcze, posyłając mu krótki uśmiech. Jeśli tylko duszna i ciasna sala oraz słyszalne gdzieniegdzie niezadowolone pomrukiwania mogły świadczyć o czymś pozytywnym, Lucrezia mogła być dumna z siebie oraz tego, iż pokaz mody cieszył się tak wielkim zainteresowaniem.
- Oh, dziękuję za troskę – rzuciła, z lekką nutką ironii w głosie, wyczuwalną tylko dla kogoś wyjątkowo wrażliwego na zmiany tonacji jej głosu, na kogo jednak pan Allard zdecydowanie nie wyglądał. Jej uwadze nie umknął jednak fakt, iż mężczyzna nagle się ożywił, gdy wspomniała o tym, iż nie towarzyszy jej Fabien. Szczerze powiedziawszy nie mogła się jednak dziwić, w końcu zazwyczaj sama reagowała w bardzo podobny sposób. Flavie nie do końca wiedziała, skąd wzięło się w niej tyle goryczy, jednak już dawno przestała zastanawiać się nad powodami dla swoich decyzji, szczególnie w obliczu ostatnich wydarzeń. Być może mężczyzna był jedynie ofiarą, na której Bernard musiała wyładować swoje ogólne niezadowolenie, a może kryło się za tym coś więcej. Nie była pewna, jednak nie szczególnie przywiązywała do tego wszystkiego wagę – Nie musi się pan jednak obawiać, samotność nie doskwiera mi w żadnym stopniu, a i z pewnością znajdzie się ktoś, kto będzie chętny wymienić się uwagami odnośnie kolekcji – skłamała, dobrze wiedząc, iż sama nie zamierzała wdawać się w dyskusje odnośnie całego wydarzenia. Mężczyzna nie musiał jednak tego wiedzieć – Oczywiście, nie chciałabym pana zatrzymywać – pożegnała go uśmiechem, obserwując, jak znika w przerzedzającym się już tłumie, samej zmierzając powoli w stronę krzeseł, nie zamierzając mimo wszystko stać przez cały pokaz pod ścianą. Zajęła wolne miejsce na samym skraju rzędu G, składając na kolanach torebkę i oddychając głęboko, mając nadzieję, iż pokaz rzeczywiście będzie warty zjawienia się w domu mody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Pon Mar 27, 2017 10:21 pm

Rzut na prośbę Katyi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Pon Mar 27, 2017 10:21 pm

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Pon Mar 27, 2017 11:45 pm

W końcu na wybiegu pojawiła się Lucrezia Pennello we własnej osobie, uśmiechając się szeroko do zgromadzonej na widowni publiczności. Ubrana w długą i wściekle czerwoną sukienkę z lekko bufiastymi rękawami, raczej nie wyglądała, jakby czegokolwiek jej brakowało - w przeciwieństwie do wielu paryżan, którzy przybyli do jej domu mody. Szyję kobiety zdobił sznur niewielkich pereł (pytanie tylko, czy prawdziwych), a umalowane karmazynową szminką usta rozciągnęły się w jeszcze szerszym uśmiechu, kiedy Lucrezia dotarła do mikrofonu.
- Mam wielką przyjemność powitać państwa na pokazie najnowszej kolekcji, którą zadedykowałam Paryżowi - zaczęła, powtarzając to samo zdanie po francusku i na tym języku już pozostała. - Wystarczy wyjrzeć przez okno, by dostrzec, że nasza stolica zakwitła wraz z wiosną, ale wiosna to również czas porządków - a chyba wszyscy się zgodzimy, że są one potrzebne paryskiej modzie. Najnowsza kolekcja powstała z myślą o tych z państwa, którzy z wielu przyczyn nie mogą sobie pozwolić na droższe kreacje, a pragną elegancji... rodem z Włoch - Lucrezia zrobiła krótką pauzę, próbując uśmiechnąć się skromnie. - Oczywiście żaden z projektów nie powstałby, gdyby nie nasi drodzy niemieccy przyjaciele, których hojność pozwoliła na zakup odpowiednich materiałów. Niech dzisiejszy pokaz będzie zatem wyrazem uznania dla naszej wieloletniej sympatii!
Jej przemówienie zdawało się nie mieć końca i w pewnej chwili nawet najwytrwalsi reporterzy zamarli z ołówkami w dłoni, tracąc ochotę, by notować wszystkie słowa Lucrezii. A zanosiło się na to, że kobieta zaplanowała wyjątkowo obszerną przemowę.

Sonne na szczęście zniknął Lisbeth z oczu i więcej się nie pojawił, dlatego nikt nie przeszkadzał już panience von Liebenfels, gdy ta dotarła do swojego rzędu. Kiedy Lucrezia zaczęła swoje przemówienie, Lisbeth mogła obserwować twarze otaczających ją kobiet, z których stopniowo znikało zainteresowanie.
Tuż obok niej siedziała z kolei młoda, ładna dziewczyna - zdawałoby się, że w wieku Lisbeth - a panienka von Liebenfels mogła w pewnej chwili zauważyć, że dziewczyna raz po raz na nią zerkała. Na jej ustach błąkał się nerwowy, choć miły uśmiech, aż w końcu odważyła się odezwać.
- Masz przepiękny grzebień we włosach - skomplementowała, zerkając na fryzurę panienki von Liebenfels. Sama wyglądała przy niej dosyć skromnie; miała na sobie prostą, bladoróżową sukienkę, a w uszach długie kolczyki z cyrkoniami. - Czy mogłabyś obrócić głowę, tak żebym mogła go dokładnie zobaczyć? - zapytała nieśmiało.

W międzyczasie Katya, której udało się zająć miejsce zaraz obok Niemek, mogła poczuć na sobie liczne niezadowolone spojrzenia. Najwidoczniej nie wszystkim odpowiadały miejsca stojące, ale ceną za drobne nieprzyjemności bez wątpienia było towarzystwo Niemek. Obydwie wyglądały na niewiele starsze od Katyi, a ich eleganckie sukienki, staranny makijaż i biżuteria świadczyły o tym, że nie miały potrzeby, aby zaopatrzyć się w tańsze kreacje dla zwykłych paryżan, jakie miała zaprezentować Lucrezia. Jej przemówienie musiało zresztą nużyć kobiety, bo coraz częściej wymieniały między sobą spojrzenia.
- Czy pani też u m i e r a tutaj z nudów? - szepnęła nagle jedna z nich, zwracając się do Bereziny. Najwidoczniej przyjęła, że skoro Katya znalazła się w tak doborowym towarzystwie, również musiała być kimś znaczącym. - Ta kobieta nie potrafi przestać, ale to chyba przez tę gadatliwość Włochów. Co innego Francuzi! Byłam niedawno na premierze kolekcji Lelonga i mówił o wiele krócej, a z sensem! Widziała pani może jego projekty? - zapytała, niespecjalnie przejmując się tym, że mówiła już o wiele głośniej.

Niedługo po tym, jak Flavie zajęła swoje miejsce, a Lucrezia rozpoczęła przemowę, przy kobiecie zjawił się mężczyzna w uniformie obsługi. Trzymał on tacę z pojedynczym kieliszkiem, a kiedy spostrzegł Flavie, natychmiast się do niej zbliżył.
- Szampan dla pani od monsieur Allarda - wyszeptał, wyciągając tacę w stronę kobiety i uśmiechając się zachęcająco.


Na odpis macie 72h, kolejny post Mistrza Gry pojawi się w czwartek..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Czw Mar 30, 2017 1:30 pm

Flavie zdołała zająć swoje miejsce bez większych przeszkód, rozglądając się dookoła na przepychający się tłum, w którym każdy chciał najwyraźniej mieć jak najlepszy wgląd na wybieg, na którym już wkrótce pojawiła się Lucrezia Pennello we własnej osobie. Flavie zmarszczyła odrobinę brwi, przyglądając się ubranej w prawdziwie wyjściową suknię kobiecie, jednocześnie rzucając krótkie spojrzenie na własną, dość skromną, błękitną sukienkę, która w tamtym momencie wydawała się bardziej odpowiednia na wiosenny spacer w parku niż pokaz mody. Niespecjalnie jednak jej to przeszkadzało, już dawno przestała przywiązywać szczególną wagę do własnego wyglądu i z pewnością nie zamierzała się porównywać do Lucrezii, która zdawała się być kobietą dość ekscentryczną, znacznie różniącą się zarówno w charakterze jak i gustach od pani Bernard.
Przez krótką chwilę Flavie przysłuchiwała się słowom właścicielki domu mody, kiedy usłyszała dochodzący ją szept. Powoli obróciła głowę, aby spojrzeć na pochylającego się w jej stronę mężczyznę z tacą, na której znajdował się pojedynczy kieliszek wypełniony szampanem. Nie ukrywając swojego zdziwienia, po chwili wahania kobieta wyciągnęła rękę, ujmując kieliszek w dłoń i posyłając mężczyźnie krótki, powściągliwy uśmiech.
- Merci – odpowiedziała również szeptem, po czym odprowadziła go wzrokiem aż zniknął pomiędzy głowami tych zgromadzonych, którzy nie mieli na tyle szczęścia aby zająć miejsca siedzące. Ku jej zdziwieniu, przemowa pani Pennello wciąż trwała i zdawało się, że do jej końca było jej jeszcze daleko. Najwyraźniej jednak Flavie nie była jedyną z osób, które straciły zainteresowanie słowami kobiety, ponieważ zewsząd dochodziły ją ciche poszeptywania, z których nie mogła jednak wyłapać żadnych konkretnych słów, a jednocześnie dostrzegała pochylające się w swoje strony głowy kobiet oraz poirytowane wyrazy twarzy, gdy zamiast modelek prezentujących najnowsze kreacje na wybiegu wciąż znajdowała się sama Lucrezia, snując swoją przemowę, w której Bernard już jakiś czas temu straciła wątek.
Lekko znudzona, uniosła do ust kieliszek, upijając z niego drobny łyk szampana, który być może nie należał do najlepszych, jakie miała okazję w życiu kosztować (wielu uznałoby to zapewne za zaletę bycia żoną Obersturmbannführera i uczęszczania od czasu do czasu na wykwintne kolacje w towarzystwie jego współpracowników), jednak bez wątpienia była to miła odmiana oraz uczynny gest ze strony Allarda, który nawet pomimo swojej uprzejmości wciąż wzbudzał we Flavie drobne podejrzenia.
Być może się myliła, sama w końcu nie potrafiła powiedzieć, co dokładnie sprawiało, że traktowała tą powierzchowną, nawiązaną dopiero co znajomość ze znacznym dystansem, jednak zadawane jej pytania i zainteresowanie, które pokładał nie tylko w osobie jej ale również jej męża sprawiały, że Flavie, zamiast skupiać się na przemowie Lucrezii, zaczęła dokładniej zastanawiać się nad przeprowadzoną wcześniej rozmową. Oczywiście, nie wykluczała faktu, że przez dość przykre, życiowe doświadczenia większość mężczyzn traktowała teraz z pewną, wyrobioną w sobie ostrożnością. Nawet jeśli robiła to nieświadomie, zdawało się, iż miała już dość mężczyzn, którzy traktowali ją przedmiotowo, widząc w niej jedynie ładną twarz, która raczej nie zasługiwała na zbyt wiele szacunku z ich strony. Rzecz jasna monsieur Allard w żaden sposób nie wykazał braku szacunku, wręcz przeciwnie, zachowywał się nad wyraz uprzejmie i tak naprawdę, gdyby Flavie była kimś zupełnie innym, nie miałaby żadnych powodów, aby dokładnie analizować jego osobę i wysnuwać być może wielce bezpodstawne wnioski, a jedynie cieszyłaby się nowo nabytą znajomością. Niestety jednak, jej własny mąż zdążył już nauczyć ją tego, iż pozory naprawdę potrafią mylić i teraz, zapewne instynktownie, w przyjaznym usposobieniu dopatrywała się czegoś zupełnie innego.
Z jednym, drobnym wyjątkiem, którego sama nie rozumiała i chyba nie do końca próbowała zrozumieć, pozwalając sobie na złamanie pewnej niepisanej zasady i zaufanie komuś, kto mógł sprowadzić na nią o wiele większe problemy. Cóż, nikt nigdy nie powiedział, iż zawsze zachowywała się racjonalnie i nawet teraz, siedząc na niespecjalnie wygodnym krześle, od czasu do czasu upijając drobne łyki szampana, mogłaby wymienić kilka przypadków, gdy jej zachowanie było zdecydowanym przeciwieństwem racjonalności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Czw Mar 30, 2017 6:04 pm

Nagły łut szczęścia sprawił, że wśród fali ładnych główek – w większości przyozdobionych mniej bądź bardziej wymyślnymi upięciami oraz splotami – dostrzegła jedno z ostatnich, wolnych miejsc. Katya nawet przez moment nie wątpiła w to, że spragnione modowych nowinek kobiety potrafią być równie brutalne i niepohamowane, co szturmujący na Odessę Rumuni oraz o tyle od nich niebezpieczniejsze, że całkowicie niepozorne i uzbrojone co najwyżej w ostre języki. Balansując pomiędzy ciałami różnych kształtów i wymiarów, Katyi udało się dotrzeć do dostawionego właśnie rzędu krzeseł – gdyby nie iście specnazowska błyskawiczność reakcji, mogłaby jedynie pomarzyć o zajęciu ostatniego, wolnego krzesła, na które wślizgnęła się ledwie dwie sekundy przed słusznych rozmiarów damą. Kobieta, pozbawiona miejsca siedzącego, obdarzyła Berezinę jednym z tych spojrzeń, od którego usychają kwiaty i kwaśnieje mleko w kankach – sama Katya skutecznie ignorowała nieprzychylne zerknięcia, z łagodnym uśmiechem na ustach i kocim zadowoleniem w oczach poprawiając materiał rękawiczki. Prawdę mówiąc, liczyła na szybkie rozpoczęcie pokazu, lecz Lucrezia Pennello – niekwestionowana gwiazda tego wieczoru i oratorka na miarę Marka Tulliusza Cycerona – brutalnie pozbawiła złudzeń zarówno Berezinę, jak i wszystkie zebrane w domu mody kobiety (oraz nielicznych mężczyzn). Kącik ust Katyi drgnął zdradziecko, gdy wiedziona absolutnym znużeniem, które zakiełkowało i rozrosło się w jej umyśle po zaledwie trzech minutach przemowy, bez trudu wyobraziła sobie na tej misji Fiodora. Byłaby to najpewniej pierwsza i jedyna okazja, aby ujrzeć Chirjakowa zakłopotanego – jeśli nie tematyką dzisiejszego spotkania, to ilością ewentualnych byłych, niedoszłych i przyszłych kochanek, które zapewne przewijały się w tłumie. Percypowanie sobie wyrazu twarzy przełożonego było niebezpieczne, bo niosło ryzyko cichego prychnięcia śmiechem i ściągnięcia na siebie niepotrzebnej uwagi – na całe szczęście myśli oraz uwaga Katyi dość niespodziewanie zostały zaprzątnięte przez jedną z siedzących obok Niemek. Była to jedna ze znajomo-nieznajomych twarzy: Frau, która wspominała o bankiecie, teraz niesubtelnie przeżywała gadatliwość Lucrezii Pennello, z góry etykietując Berezinę jako kogoś, kto chętnie porozmawia o modzie i jeszcze chętniej zgłębia jej tajniki na niezliczonych pokazach.
Jakże błahe są myśli ludzkie!
- Właśnie przestałam – odparła równie konspiracyjnym szeptem, tylko z pozoru pełnię uwagi poświęcając przemawiającej modystce, którą próbowała dostrzec ponad rzędami ufryzowanych głów. W rzeczywistości musiała ostrożnie dobierać słowa i równie ostrożnie zważać na akcent, który – i całe szczęście! – zniżony do szeptu mógł być wzięty jedynie za regionalną naleciałość z otchłani Schwarzwaldu. W tych dwóch, stanowiących odpowiedź słowach zawoalowała gładkie jak jedwab pochlebstwo, delikatnie sugerując, że rozmowa z nieznajomą stanowi miłe oderwanie słuchu od pozbawionej fabuły przemowy.
W pewnym stopniu właśnie tak było – każda rozgrywka, odpowiednio przeprowadzona i zaplanowana, mogła przynieść niewspółmierne do przypadkowego wysiłku korzyści.
- Jeszcze nie miałam okazji – uśmiechnęła się lekko, niemal przepraszająco, dopiero teraz odrywając pojrzenie od sceny i przenosząc je na siedzącą obok Niemkę – Katya niemal natychmiast zrozumiała, że taka odpowiedź jest niewystarczająca, na swój sposób wymijająca i w pewnym stopniu podejrzana, dlatego musiała wysilić się na drobne, nieszkodliwe kłamstwo, coś, co wytłumaczyłoby nieznajomość kolekcji francuskiego projektanta i skłoniło kobietę do dalszych słów, a zatem…
- W Paryżu jestem z mężem od niedawna – kolejny uśmiech, tym razem znacznie wyraźniejszy od poprzedniego, towarzyszył ponownemu zerknięciu w stronę sceny – zupełnie, jakby Berezina obawiała się, że lada moment zostanie skarcona przez nauczycielkę za rozmowy w szkolnej ławce. Istna głupota!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Czw Mar 30, 2017 10:48 pm

Przemówienie Lucrezii trwało, a głos kobiety nie zasłabł ani na moment - wręcz przeciwnie, signora była w swoim żywiole, wciąż mówiąc o kolosalnym znaczeniu mody i podkreślając włosko-niemiecką przyjaźń. Na widowni gęstniały z kolei szepty, a w nieco dalszych rzędach rozmowy, ale nawet to nie przeszkadzało Lucrezii w jej płomiennej przemowie.

Wokół Flavie było już na tyle głośno, że momentami siedzący obok niej goście zagłuszali Lucrezię. Madame Bernard miała jednak inne zmartwienia - w pewnym momencie mogła poczuć, że brakuje jej powietrza; pojawiły się także lekkie zawroty głowy. Im dłużej siedziała na swoim miejscu, tym gorzej się czuła - za sprawą niewinnego szampana, czy może zaduchu, który panował w sali?

Kiedy Lisbeth odwróciła głowę, by dziewczyna mogła zobaczyć podtrzymujący jej fryzurę grzebień, Niemka rzuciła ostrożne spojrzenie w jedną i w drugą stronę, upewniając się, że nikt jej się nie przyglądał.
- Och, jest naprawdę piękny! Musiał kosztować majątek - powiedziała szeptem i szybko sięgnęła po zawieszoną na oparciu krzesła torebkę, która należała do Lisbeth. Zwinnym ruchem wsunęła ją pod własne krzesło, wciąż uśmiechając się uroczo.


Lisbeth - rzucasz kostką k6, czy udało Ci się przyłapać dziewczynę na kradzieży. Wynik parzysty oznacza, że odwracając się, w ostatniej chwili spostrzegłaś migoczący łańcuszek torebki, który zniknął pod krzesłem dziewczyny. Wynik nieparzysty oznacza natomiast, że odwróciłaś się za późno, by cokolwiek zauważyć.

Niemka siedząca obok Katyi z każdą chwilą traciła zainteresowanie zarówno pokazem, jak i swoją towarzyszką, która zdawała się teraz lekko przysypiać. Uśmiechnęła się do Bereziny, słysząc jej słowa, po czym przechyliła się nieco bardziej w stronę Katyi.
- Koniecznie musi pani nadrobić zaległości. Lelong jest wyśmienity - oznajmiła tonem znawcy, ale zaraz uniosła lekko brwi w delikatnym zaskoczeniu. - Ach, czyli jest tu pani nowa, rozumiem. Tym bardziej należałoby nadrobić zaległości! Ale proszę zdradzić, co sprowadza pani męża do Paryża? - w pytaniu tym, zadanym lekkim tonem, najprawdopodobniej kryło się drugie dno, co Katya mogła również wyczytać ze spojrzenia kobiety. Choć Niemka już teraz rozmawiała z nią zupełnie swobodnie, nie ulegało wątpliwości, że mimo wszystko chętnie dowiedziałaby się, jak cenne było towarzystwo Bereziny.


Na odpis macie 72h, kolejny post Mistrza Gry pojawi się w niedzielę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Pią Mar 31, 2017 12:18 am

Flavie musiała przyznać Lucrezii jedno, miała niesamowite zaparcie, jeśli chodziło o snucie długich, nużących i mało istotnych przemów, a tym samym zapewne ogromną ignorancję co do tego, co zaczynało już dziać pośród zgromadzonych gości. Z każdą chwilą szmer rozmów stawał się coraz głośniejszy i po jakimś czasie kobieta zaczynała dochodzić do wniosku, że być może jedynie pojedyncze osoby wsłuchiwały się jeszcze w słowa signory Pennello. Większość osób jednak stawała się coraz bardziej pochłonięta własnymi rozmowami, przez co wkrótce do uszu nieco znudzonej już Flavie, zaczynającej prawdziwie żałować zjawienia się na pokazie, dochodziły jedynie pojedyncze, urywane słowa, z których nie potrafiła wyłapać większego sensu przemówienia, zagłuszanego przez prowadzono wszędzie dookoła rozmowy. Oparła się wygodniej na swoim krześle, zakładając nogę na nogę i wygładzając dłonią materiał błękitnej sukienki, w między czasie popijając łyk szampana i poprawiając włosy, chociaż była pewna, że ułożona fryzura, nad którą nie poświęciła jednak najwięcej czasu, w żadnym stopniu nie zdążyła ulec zniszczeniu.
Z kolejnymi mijającymi sekundami Flavie miała wielką nadzieję, że następne zdanie, które dla niej było jedynie naznaczone wciąż poruszającymi się wargami Lucrezii, będzie jej ostatnim a pokaz w końcu zdoła się rozpocząć. Nie dlatego, że specjalnie zależało jej na ujrzeniu najnowszych kreacji, do tych przywiązywała zdecydowanie małą wagę, jednak wyjście w samym środku wydarzenia zdawało się być dość niekulturalne, a ona naprawdę chciała już wrócić do domu. Im szybciej właściwa atrakcja miała się rozpocząć, tym szybciej ona mogłaby już opuścić dom mody i udać się w miejsce, gdzie zaczerpnie odrobinę spokoju.
Czego, z każdą chwilą, zaczynało brakować jej coraz bardziej. Stopniowo głosy dookoła zdawały się jakby narastać, pomieszczenie zdawało się być jeszcze duszniejsze niż wcześniej, a ona sama, choć wokoło miała przecież odrobinę przestrzeni osobistej, zaczynała czuć się tak, jakby nie mogła oddychać, a każdy kolejny haust powietrza, który chciała zaczerpnąć sprawiał jej prawdziwą trudność. Początkowo była przekonana, iż to jedynie nagły harmider dookoła sprawił, iż czuła się odrobinę klaustrofobicznie, jednak gdy poczuła zawroty głowy i narastający, delikatny jeszcze ucisk w skroniach, jej wzrok padł na trzymaną lampkę szampana. Na początku nie wydawało jej się, aby to alkohol stanowił tam problem. W końcu nie wypiła zbyt wiele i nigdy wcześniej, nawet w odrobinę większych ilościach, nie sprawiał on jej większych problemów. Później jednak, ostatkiem trzeźwości umysłu, który w niej jeszcze pozostał, zacisnęła mocniej dłoń na kieliszku, gdy przez jej otumaniony trochę umysł przemknęła jedna, niezwykle niepokojąca myśl, iż może w rzeczywistości szampan, a raczej to, co mogło się w nim dodatkowo znajdować, stanowił główną przyczynę jej pogarszającego się samopoczucia. Oczywiście nie mogła być tego pewna, jednak ta jedna myśl pociągnęła za sobą kolejną, która sprawiła, że jej serce zabiło odrobinę mocniej, a sama kobieta zapragnęła znaleźć się jak najszybciej w miejscu, w którym czułaby się względnie bezpiecznie i które, w tym przypadku, stanowiło jej dom.
Nie zwlekając ani chwili dłużej Flavie wstała z miejsca, z trudem nabierając do płuc powietrze i zachwiawszy się lekko ruszyła w stronę pierwszego wyjścia z budynku, tego samego, którym weszła, po drodze mając nadzieję na odebranie z szatni zostawione tam płaszcza, jednocześnie, mamrocząc pod nosem ciche ‘przepraszam’ do mijanych przez nią ludzi. Gdy wstawała, w ostatniej chwili chwyciła jeszcze torebkę, zanim ta zdołała zsunąć się z jej kolan, już w ruchu zawieszając ją sobie na ramieniu. Jedyne, czego pragnęła w tamtym momencie, to powiew chłodnego wiatru na jej twarzy oraz odrobina świeżego powietrza, która mogłaby ją otrzeźwić i jednocześnie pomóc w końcu normalnie odetchnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Nie Kwi 02, 2017 6:58 pm

Nagle wszystko, co działo się w okolicach właścicielki domu mody, przestało odgrywać nadrzędną rolę. Cała uwaga Katyi, dotychczas sprawiedliwie dzielona pomiędzy przemawiającą projektantkę a zagadującą Berezinę Niemkę, skierowana została wyłącznie na tę drugą. Choć wzrok wciąż uparcie (lecz bez szczególnego przekonania i zaciętości) wypatrywał tego, co dzieje się z przodu, myśli uparcie krążyły wokół prowadzonego mimochodem dialogu. Dobrze skonstruowane kłamstwo mogło być jak żyzny, ukraiński czarnoziem – wystarczyło przestrzegać odpowiednich warunków, by ziemia wydała bogaty plon. Należało jedynie wybrać odpowiednie ziarno i zasadzić je, póki jeszcze była okazja, a później…
Czekać. Cierpliwie i z pokorą czekać na korzystny rozwój sytuacji.
Katya kątem oka uchwyciła na wpół poufałe przechylenie się Niemki, nadal próbując przekonać zarówno ją, jak i siebie, że przywiązuje jakąkolwiek uwagę do słów wciąż mówiącej Lucrezii. Były to jednak niewielkie pozory, stwarzane wyłącznie na korzyść samej Katyi, która zwyczajnie potrzebowała czasu, by nie tylko przetrawić słowa obcej kobiety, ale również znaleźć na nie adekwatną, wypowiedzianą ze starannością odpowiedź – to z kolei z chwili na chwilę stawało się coraz trudniejsze, choćby z uwagi na fakt, że nie mogła ograniczać się do lakonicznych, niemalże szkolnych frazesów. Nie miała na dodatek pewności, czy tracenie czasu na dialog przyniesie jakiekolwiek wymierne efekty – było to jednak zwyczaje ryzyko zawodowe, które mogła zrozumieć (a przynajmniej zaakceptować).
- Skoro wystawia mu pani równie pochlebną opinię, to musi być to prawda – uśmiechnęła się delikatnie, zupełnie jakby przed momentem z jej ust wcale nie padł nieszczególnie zawoalowany komplement. Prawdę mówiąc, coraz ostrożniej podchodziła do początkowego tchnienia entuzjazmu, jaki zagwarantował jej początek tej rozmowy – nagle stała się tą, która musi odpowiadać na pytania, nie wiedząc nawet, z kim tak właściwie rozmawia. W podobnym układzie istniało spore ryzyko, że zostanie przyłapana na kłamstwie, dlatego kolejne słowa Katyi musiały spełniać dwa podstawowe warunki: wyczerpywać temat i nie ujawniać konkretów.
- Zasłużony urlop od czynnej walki – musiała powstrzymać się przed nerwowym poprawieniem kosmyka włosów, który nagle wydał się jej wyjątkowo irytujący. Druga część została spełniona doskonale – nie podawała żadnego konkretu, mimochodem przekazując, że domniemany małżonek jest wojskowym, który wracał ze starć na froncie… co z kolei nie wyczerpało pierwszego aspektu.
Kobieta nie sprawiała wrażenia kogoś, kto zadowoliłby się równie lakoniczną informacją – zwłaszcza w sytuacji, w której mogła uznać, że rozmawia z żoną zwykłego szeregowego lub podoficera.
- I nie mniej czynnego dowództwa – kolejne słowa wypowiedziała jakby od niechcenia, choć z wyraźną dumą w głosie – taką, jaka powinna pobrzmiewać w tonie każdej zadowolonej z osiągnięć oraz pozycji męża Niemki. Chyba?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   Nie Kwi 02, 2017 9:26 pm

| uwaga, telefonowa kupa ;c

Choć darzyłam Lucrezię pewnego rodzaju sentymentem, w końcu nic tak nie zbliżało ludzi jak ucieczka z walącego się budynku, nawet mnie nużyła jej przemowa, obfita w słowa uznania dla mojego narodu, a jednocześnie tak bardzo patetyczna, że rozgryźli to już wszyscy wokoło.
Siedziałam w pierwszym rzędzie, starałam się więc nie okazywać negatywnych emocji, jednak nie dało się nie zauważyć, że robię to jako jedna z niewielu osób. Kto by się spodziewał, że znajdę w sobie tyle empatii?
Wyszukiwanie oznak znudzenia u widzów pozwoliło mi zauważyć, że przypatruje mi się młoda dziewczyna siedząca tuż obok mnie, spogląda z zaciekawieniem na moją kreację i fryzurę. Gdy przemówiła, uśmiechnęłam się delikatnie, mile połechtana komplementem.
- Dziękuję – szybko przyjrzałam się jej skromnej kreacji, usiłując znaleźć odpowiedź, która by jej nie uraziła, ale jednocześnie nie schlebiła za bardzo. Nawet kłamstwa miały swoje granice, choć właśnie mieliłam w ustach jedno z nich – Twoje kolczyki są przepiękne, na wybiegu na pewno pojawi się niejedna kreacja, do której będą pasować – odwróciłam głowę, by mogła podziwiać zdobny prezent w moich włosach, jeden z licznych prezentów od ojca.
- Zapewne tak było – przyznałam nieskromnie, nie odwracając jeszcze głowy. Niech nacieszy się widokiem, skoro najwyraźniej nie może pozwolić sobie na posiadanie niczego podobnego.

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Dom mody 'Lucrezia'   

Powrót do góry Go down
 
Dom mody 'Lucrezia'
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Pozostałe dzielnice-
Skocz do: