IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Piwiarnia 'Le Dome' - Page 5


Share | 
 

 Piwiarnia 'Le Dome'

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Piwiarnia 'Le Dome'   Czw Sie 18, 2016 8:38 pm

First topic message reminder :



Piwiarnia 'Le Dome'

W latach przed wojną piwiarnia ‘Le Dome’ była jednym z miejsc, wokół których kręciło się życie towarzyskie dzielnicy pełnej różnorakich artystów. Muzyka dobywająca się z jej wnętrza przyciągała nie tylko paryskich malarzy, muzyków czy pisarzy, którzy nad kuflem wybornego piwa z najlepszych browarów w kraju pracowali nad swoimi dziełami czy rozprawiali wzajemnie na przeróżne tematy, ale również zwyczajnych przechodniów, którzy zachęcani niesamowitą atmosferą zajmowali miejsca przy i tak zatłoczonych już stolikach, aby delektować się smakiem wyśmienitych francuskich alkoholi.
Z początkiem niemieckiej okupacji muzyka na chwilę przycichła, przygasł szmer rozmów a stoliki wydały się puste. Stan ten nie trwał jednak długo i już wkrótce melodia odezwała się na nowo, tym razem w języku niemieckim, a krzesełka wypełniły się niemieckimi mundurami, które powoli przejmować zaczęły władzę w każdym zakątku miasta. Aktualnie piwiarnia wyraźnie lata świetności ma już za sobą i choć nie przyciąga tak szerokiej klienteli jak jeszcze kilka lat wcześniej, wciąż zdaje się prosperować pomyślnie, obsługując głównie niemieckich żołnierzy, którzy po ciężkim dniu pracy szukają odpoczynku nad lampką wina czy szklanką whisky, które cieszą się niemalże taką samą popularnością co piwa, sprowadzane z najznakomitszych niemieckich i francuskich browarów.







Biernacht  9-10.04. 1942

Podsłuchiwanie - na początku rozgrywki, gdy wszyscy są jeszcze względnie trzeźwi, próg podsłuchania rozmowy drugiej osoby wynosi 90 oczek. W miarę upojenia alkoholowego, czyli pojawiających się postów MG, próg ten będzie malał. Jeśli chcecie podsłuchać drugą osobę, rzucacie kostką k100. Wynik ponad progiem oznacza, że udało Wam się wychwycić całą wypowiedź z poprzedniego postu. Wyrzucenie jedynki skutkuje przyłapaniem. Zaznaczajcie, w jakich miejscach się znajdujecie, nie można bowiem podsłuchać kogoś, kto przebywa dalej, niż dwa stoliki.
Oczywista oczywistość: próg nie działa, jeśli osoby rozmawiają bezpośrednio ze sobą (np. aliant z okupantem).

Próg w dniach 23 - 26.02: 90
Próg w dniach 26.02 - 01.03: 90
Próg w dniach 01.03 - 04.03: 80
Próg w dniach 05.03 - 08.03: 70
Próg w dniach 08.03 - 12.03: 60
Próg w dniach 13.03 - 16.03: 50


Poker - odbywa się przy stoliku numer 1. Jeśli chcecie wziąć udział w partyjce, musicie obstawić minimum 10PR z konta swojej postaci i rzucić kością k100. Następnie MG wykona swój rzut, a porównanie nastąpi wobec tej legendy:

100 - poker
99 - 90 czwórka
89 - 80 ful
79 - 70 kolor
69 - 60 strit
59 - 50 trójka
49 - 40 dwie pary
39 - 30 para
29 - 2 - nic; możesz zrezygnować bądź spróbować jeszcze raz
1 - nic; stajesz się pośmiewiskiem żołnierzy zebranych przy stoliku

źródło: tradycyjny ranking układów.
Możecie także obstawiać przedmioty ze swojego ekwipunku. Wygrany zgarnia tyle punktów, ile obstawiał lub równowartość przedmiotu (cena ze sklepiku).




Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Czw Mar 02, 2017 12:06 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Pon Mar 20, 2017 12:18 pm

Ten wieczór miał wyglądać zupełnie inaczej, począwszy choćby od obsługującego stolik kelnera – naprawdę nie wymagałem zbyt wiele. Zamiast imponującej grzywy loków mógłby być nawet łysy, a jedyną rzeczą, w której powinien być dobry, miało być ciągłe dostarczanie nam piwa, tak, bym po kilku kuflach bez rzewności pożegnał się z paroma banknotami, spostrzegając przy okazji, że paraduję w stronę Wieży Eiffela ramię w ramię z Norwegiem i dwiema kobietami, które, mimo że było – co? marzec? kwiecień? Grenlandia? – całkiem zimno, ubrały się jak w lipcową noc na Malcie. Dokładnie taki był plan: miałem nie wiedzieć, z czego się śmieję i dlaczego krzyczę, by kolejnego ranka z mozołem odtwarzać ubiegłą noc. Być może poszlibyśmy do klubu z paniami poznanymi w piwiarni (niekoniecznie tymi, które pod markizami przysporzyły tyle kłopotu) i pewnie mógłbym sobie załatwić miejsce w czyimś łóżku, tuż nad ranem dochodząc (do wniosku), że nie ma zbyt wielkiej wartości w przespaniu się z kimś, kiedy wszyscy są tak pijani, że mogliby zbałamucić kosz na śmieci.
Niestety plan już na etapie kelnera trafił przysłowiowy szlag , więc teraz – otoczony tłumem pijanych Niemców – mogłem jedynie błagać w myślach Norwega, by nie żartował w temacie wódki.
I rzeczywiście – nie żartował.
Ironizował w żywe oczy.
Nie byliśmy umówieni na piątek – żachnąłem się na tyle udatnie, aby przez moment niemal samemu uwierzyć we własne obruszenie; przez chwilę byłem gotów dodać zresztą mam na ten dzień inne plany, ale przecież byłoby to kolejne kłamstwo, na dodatek nieszczególnie lotne i całkowicie pozbawione sensu – bo z własnej woli zrezygnowałbym z alkoholu.
A to się przecież się nie zdarza.
Choć każdy atom fińskiego zmysłu przetrwania pragnął wyrwać się z tłumu i wrócić do mieszkania, wciąż niewzruszenie trwałem w miejscu, nie tylko biernie przyglądając się, jak okupanci rozstrzeliwują szklane naczynia, ale w nagłym porywie przewrotności (zwykłego świństwa, Janne, które pewnie się na tobie zemści) przymuszając do tego Bjørna. Nie sięgnąłbym po argument ostateczny, powołując się na zupę porową i związane z samym wspomnieniem kulinarnego piekła męki, gdybym…
Nie wierzył w umiejętności Norwega?
Nawet, kiedy ten groził niewychodzeniem w moim towarzystwie. Też mi kara!
Powodzenia, Bjørn – ani jego imię, ani tym bardziej na wskroś niewinne życzenie celności nie wydawało się adekwatne do sytuacji – Norweg, dość dosłownie, wziął los we własne ręce.
I trafił.
Dwa razy.
Ostatnia z kul świsnęła w mrok nocy, ale drobna porażka nie mogła zaćmić – jakkolwiek nie spojrzeć – mile zaskakującego triumfu. Byłem na etapie stawiania w jego stronę kroku i wyciągania dłoni, by obdarzyć norweskie ramię pełnym aprobaty klepnięciem, gdy z wnętrza piwiarni wyszedł ktoś, z czyjej winy znalazłem się dzisiaj w Le Dome.
I z czyjej winy za moment po raz kolejny znajdę się w centrum uwagi.
Jeszcze nigdy widok Fabiena Eberharta nie wywołał we mnie równie przygnębiającego uczucia bezradności, niezdarności i zniechęcenia. Naprawdę chciałem zniknąć pomiędzy zataczającymi się w tę i z powrotem ciałami, w których płynęło pewnie więcej alkoholu niż krwi, i zostawić za sobą to bolesne Nykänen, nie bądź nieśmiały i pokaż się!
Skandynawowie są dość bezwstydni, jeśli chodzi o opowiadanie niepoprawnych politycznie dowcipów. Mamy całą rzeszę kawałów o skąpych mieszkańcach Skanii, Lapończykach, którzy wolno mówią, i mniej inteligentnych od Finów (i poniekąd Norwegów) Szwedach.
Weźmy na przykład ten o Szwedzie, który wpadł do szybu windy. Spadając, myślał sobie (z tym zabawnym, szwedzkim akcentem): hej, nie jest źle. Wcale nie boli. Nie, wciąż nie boli. Nadal nie boli. Ciągle nie boli. Au!
Fakt, może nie jest wybitnie śmieszny (nie jest ani trochę), ale ja zaśmiewałem się w duchu do rozpuku, bo sam zmieniłem się w tego Szweda. Pędziłem właśnie na zderzenie ze ścianą własnego wstydu i czułem się świetnie. Miał to być już dwudziesty, trzydziesty raz w przeciągu tego miesiąca (i trzeci dzisiejszego dnia), a mimo to wciąż wracałem po więcej, bezmyślnie padając ofiarą przewrotnego losu.
Wziąłem, Herr Obersturmbannführer a nawet gdybym nie wziął, pewnie znalazłoby się kilku chętnych do użyczenia broni.
Z Bjørnem na czele.
Wystąpiłem powoli z tłumu, starając się nie patrzeć na otaczające mnie twarze – teraz liczyła się wyłącznie powoli wyjmowana z kabury broń, chłodny dotyk metalu pod (czterema i pół) palcami, a także świadomość, że to nie jest mój dzień.
Ani trochę.
Na ucieczkę było jednak za późno, podobnie jak na powstrzymanie słabego grymasu bólu, który wstąpił na usta wraz z ułożeniem rąk do strzału – gdzieś pod warstwami munduru i koszuli poruszył się bandaż, dobitnie przypominając mi, że ostatni raz strzelałem w styczniu.
Do ludzi, nie butelek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Pon Mar 20, 2017 12:18 pm

The member 'Janne Nykänen' has done the following action : rzut kością


'Kość K100' : 66, 83, 14
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Wto Mar 21, 2017 7:56 pm

Grigoriy dziwił się, że jeszcze żaden kelner nie wyskoczył do niego z pretensjami, że zajmuje się nieswoimi stolikami. Co prawda nie wykluczał faktu, że wszyscy byli tak zapracowani, że zwyczajnie nie zwrócili na to uwagi, a dodatkowo mogli przecież nie wiedzieć, które stoliki przypadły mu w udziale. Choć po dość głośnej kłótni z tym kurzym móżdżkiem Girouxem teoretycznie każdy wiedział, że powinien śmigać z kuflami pod markizami. Jednak lepiej dla niego, jeśli nikt nie zwrócił na niego uwagi. Może udawanie bardzo zajętego przy stolikach i skakanie od jednego do drugiego (przy czym głównie tam, gdzie kufle były pełne), to sposób na przetrwanie tej nocy? Plan genialny w swojej prostocie! Co prawda zostaje jeszcze wprowadzenie go w życie, ale jeśli wszyscy zamierzają zwracać na niego uwagę tak, jak robili to do tej pory, to może jakoś mu się upiecze.
Na myśl o tym, jak uśmiechnął się szerzej do Niemców przy stoliku, przy którym akurat stał. Na razie takie udawanie zajętego bardzo się sprawdzało – inni latali z kuflami, a on wycierał mokry od piwa stolik, jednym uchem wyłapując niewybredne żartów o Francuzach, które spływały po nim jak po kaczce. Ciekawe, czy opowiadali je sobie wcześniej, czy zaczęli dopiero wtedy, kiedy się koło nich pojawił. Tak właściwie druga opcja zupełnie by go nie zdziwiła, ale jeśli chcieli dopiec jakiemuś żabojadowi, to źle trafili. Może przejąłby się bardziej, gdyby faktycznie był Francuzem. Chociaż jak się nad tym zastanowił, to niespecjalnie by go ruszyły również żarty ze Związku Radzieckiego czy w ogóle o komunistach – wtedy pewnie nawet mógłby się pośmiać razem z nimi. Śmiechom nie byłoby końca!
Drugim uchem za to pilnie wyłapywał każde słowo, jakie padło z ust oficerów. Co najlepsze, nie miał z tym najmniejszego problemu i wszystko słyszał wystarczająco wyraźnie. Krótkie spojrzenie w stronę Fiodora pozwoliło mu stwierdzić, że mężczyzna raczej nie miał szans niczego teraz podsłuchać, bo był zajęty rozmową z wyraźnie czymś przejętą kobietą. I bardzo dobrze, tylko on, Grisha, będzie w posiadaniu tych informacji, może Chirjakow ponownie rozważy swoje słowa o ucinaniu mu wypłaty o to jedno piwo.
Och, właśnie, piwo, trochę o nim zapomniał. No nic, Norweg jeszcze trochę poczeka, nie może teraz spełnić swojej obietnicy, właśnie wysłuchuje niezwykle ważnej wiadomości o tworzących się obozach dla Żydów. Drancy i Pithiviers, zapamiętać. Uzasadniona czymś szczególnym nienawiść Wolfmeyera do Żydów, zapamiętać. Dokumenty odnośnie planów ucieczki w gabinecie Wolfmeyera, zapamiętać? Ewentualna próba ich zdobycia byłaby samobójstwem, ale zapamiętać można. Zresztą, może powie o nich na tym spotkaniu za trzy dni, o którym była mowa wcześniej.
No, to trochę się dzisiaj dowiedział! Może powiedzą coś jeszcze…? Dość gwałtownie odszedł do stolika i podszedł do baru, zostawiając tam brudną fiodorową szmatkę i zabierając jeden kufel piwa, mamrocząc, że to zamówienie. Natychmiast pospieszył do przechodzącego akurat koło stolika siódmego kelnera i znów wytężył ucho, jednocześnie po raz kolejny przywołując na twarz sympatyczny uśmiech.
Posłuchaj, mam do Ciebie wielką prośbę. Niekoniecznie powinienem pojawić się pod markizami, a muszę dostarczyć to piwo Norwegowi tam siedzącemu… dość niski, blondyn, po mundurze powinieneś poznać. Byłbym zobowiązany! – spojrzał na kelnera z nadzieją i prośbą wymalowaną na twarzy, tylko częściowo skupiając się na rozmowie nim. Może Niemcy spod siódemki mają jeszcze coś do powiedzenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Wto Mar 21, 2017 7:56 pm

The member 'Grigoriy Lykov' has done the following action : rzut kością


'Kość K100' : 82
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Wto Mar 21, 2017 10:42 pm

Stado Niemców kotłowało się we wnętrzu piwiarni (przed nią, za nią, obok niej – dzisiejszej nocy całe Butte-Montmartre wypełnione było rozchybotanymi okupantami) z taką samą zorganizowaną przypadkowością, jaką można zaobserwować w koloniach mrówek. Gdzieś w pobliżu feralnej szafy  grającej dwie mrówki-żołnierze z konkurencyjnych refugiów (Luftwaffe i SS) próbowały dać sobie w dziób, podczas gdy ich królowe dopingowały samców, zaśmiewając się przy tym z niewyszukaną zachętą. Fiodor poświęcił zbyt wiele czasu na zredukowaną do szeptu rozmowę, by wychwycić choćby strzępek dialogu przy nieszczęsnym stoliku – nie sprawiał jednak wrażenia szczególnie zawiedzionego, uwagę dzieląc równo między zaciśniętą w palcach fiolkę i opuszczającą piwiarnię kobietę. Od dobrych kilku godzin grał do bólu zwyczajną rolę, zafrapowany pracą barman, pełen klientów lokal, obojętne, lecz czujne spojrzenia, wystarczy tylko podkręcić klimat ezoterycznymi pięknościami, a ponad blatem stołu spotykają się oczy prostytutek i oficerów, kiedy znów cię zobaczę, szybki nocny romans, dziękuję za wszystko, do widzenia. Zwykły sobotni walczyk. Lecz prośba skierowana przez bezimienną kobietę  uruchomiła drzwi zapadni i wtrąciła Fiodora w zupełnie odmienny, mroczny półświatek, uniwersum czujności i wahań, w którym poważni ludzie myślą o tym, jak podsłuchać kolejną rozmowę, jak upewnić się, że za rogiem nie czyha przykra niespodzianka, jak zbyć wyraźnie podchmielonego Niemca, który ma w sobie dość buty i naiwności, by sądzić, że w tym stanie cokolwiek zdziała w kontaktach damsko-męskich.
Przez króciutką, ulotną jak rozbłysk chwilę Chirjakow walczył z nieodpartą ochotą chwycenia za wycelowany w jego stronę palec i sprawdzenia, czy wciąż potrafi wybić dorosłemu mężczyźnie bark w jednym, oszczędnym ruchu.
Kusiło.
Naprawdę kusiło.
Jobanyj twaj rot, to dopiero byłoby wyzwalające.
Zamrugał dwukrotnie, szybko i przy akompaniamencie cichego wydechu, dla nasiąkniętego alkoholem Niemca pewnie niezauważalnie. Palec wciąż tkwił na swoim miejscu, choć został już opuszczony, a bark nadal pełnił podstawową funkcję i nic nie wskazywało na to, by – pomimo pokus – miało ulec to zmianie.
Mademoiselle niestety musiała wyjśćuciekać, zanim zarzygałeś jej sukienkęAle to żaden problem, moment kogoś znajdę – dla nędznych resztek uśmiechu, które nadal gościły na ustach Fiodora, mogło być wyłącznie jedno wytłumaczenie: Chirjakow najwyraźniej doznał paraliżu mięśni twarzy i w milczeniu musiał znosić własny, dość feralny zresztą niedowład. Metodyczne przeczesywanie tłumu w poszukiwaniu wolnej damy niewiele pomogło – do tej pory wszystkie były zajęte, dość czynnie prezentując okupantom wdzięki francuskiej ziemi. Wszystko wskazywało na to, że z tuzina ewentualnych opcji, Fiodorowi zostały dwie: pierwszą z nich natychmiast wdrożył w życie, kierując się w stronę baru i chwytając za ledwie napełniony kufel, by ledwie chwilę później powrócić z nim do walczącego z prawami fizyki Niemca.
Proszę się napić, przyprowadzę ją do stolika. Szesnastka, tak? – znów ten wyblakły jak stare prześcieradło (i równie skory do rozprucia się) uśmiech; Fiodor nie czekał na potwierdzenie słów okupanta, aż za dobrze pamiętając prośbę kobiety, z której przyczyny miał przynajmniej kilka minut bezpłatnej harówki. Musiał przedostać się do czternastego stolika, gdzie Allard aktualnie agitował grupkę Niemców, i cierpliwie zaczekać, aż będzie mógł odejść na bok bez raptownego przerywania rozmowy.
Potrzebuję dziewczyny przy szesnastce – wystarczył szept i to krótkie, przelotne i boleśnie wymowne spojrzenie na wyraźnie niewyraźną towarzyszkę Niemców przy stoliku, przy którym jeszcze przed momentem stał Giroux. – Klient i tak ledwie trzyma się na nogach, góra kwadrans i kończy przyjęcie. Jeśli ta mała się zwolni… – nie musiał mówić dalej. Nie chciał. Być może nie powinien – mała w kontekście wyraźnie niepełnoletniej dziewczyny było wyjątkowo zgrabnym określeniem, które pozbawiło Fiodora ciężaru odpowiedzialności – obciążyło nim z kolei Allarda, nagle pozostawionego samemu sobie, bo Chirjakow już kierował się w stronę baru, aby ledwie chwilę później zniknąć za drzwiami zaplecza.
Ciemne i ciche wydawało się idealnym miejscem do porzucenia drobnej, choć dziejowo ciężkiej fiolki; cieniutkie szkiełko z cichym szczękiem uderzyło o nieco grubsze szkiełko, kiedy małe naczynko wpadło przez szyjkę do opróżnionej butelki po piwie, jednej z kilkunastu, które ustawiono w równym rządku na stole pod ścianą.
Dobre miejsce dla czegoś, czego w ogóle nie powinien mieć dziś w ręce.
Nim nieobecność barmana komukolwiek mogła wydać się podejrzana (choć w aktualnym stanie upojenia pewnie nieliczni wciąż potrafili policzyć personel), Fiodor wrócił na salę, z niejaką ulgą stając za utęsknionym jak łono ojczyzny barem. Aż do dzisiaj nie sądził, że to przyzna, ale widok kranu z piwem napełnił go niemal sentymentalnym rozrzewnieniem, które ulotniło się równie szybko, co pojawiło - a wszystko za sprawą padającego z niemieckich ust lej to piwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Sro Mar 22, 2017 12:44 am

Przeciągająca się stagnacja była bardziej szkodliwa od nagłych skoków adrenaliny, które atakowały przy każdym, nawet najlżej odbiegającym od normy zjawisku.
Takim, jak choćby siedząca przy pokerowym stoliku Madeline – choć w jej obecności w Paryżu nie było nic lekkiego, Magnus miał wrażenie, że jeśli kurczowo nie zaczerpnie powietrza, udusi się pod ciężarem własnych myśli, pośród których najpilniejsza była…
W co Ty grasz?
Głos Wolfmeyera ściągnął go na ziemię z tylko sobie właściwą brutalnością, spychając na dalszy plan około londyńskie dywagacje – byli teraz w Paryżu i musieli kurczowo trzymać się narzuconych przez francuską stolicę masek, okraszając je najbardziej neutralnymi spojrzeniami, na jakie tylko mogli się zdobyć. Właśnie tak wyglądał teraz świat – był królestwem  fałszywych obietnic i cedzonych przez zęby pogróżek. Magnus sądził, że po przyjęciu i dostarczeniu zamówienia, zdoła wyrwać się z oków pokerowego stolika i powróci do wcześniejszego rewiru (byle z daleka od szafy grającej), ale…
Był naiwny.
Wszyscy dzisiejszej nocy byli chodzącą naiwnością.
Skinął lekko głową, wyrzucając z siebie ciche oczywiście i już miał ruszyć po zamówienie dla Wolfmeyera oraz jego towarzyszki, kiedy do jego uszu dotarły dalsze instrukcje.
Sierżanci przy stoliku czternastym pewnie zakwilą z radości, przemknęło mu przez blond łeb, kiedy po raz kolejny wydobył z gardła neutralno-kelnerskie naturalnie i już maszerował w stronę baru. Czerwone wino prędko napełniło dwie lampki, najwyraźniej mając priorytet przed innymi zamówieniami, więc Magnus po niespełna dwóch minutach (sto osiem sekund, liczył w myślach, dostrzegając w tym jedyną ucieczkę przed narastającym podenerwowaniem) bezpiecznie doniósł zamówienie do pokerowego stolika.
Ale był to zaledwie początek przygody.
Czterdzieści siedem sekund później docierał do czternastki, już z daleka bez kłopotu wychwytując przeoraną blizną twarz jednego z sierżantów. Kiedy zatrzymywał się przy stoliku, powitała go salwa przytłumionego śmiechu, co o tej porze i w tym stanie alkoholowego upojenia nie było niczym nadzwyczajnym.
Dla mężczyzn.
Nie dla nastoletnich dziewczyn, które…
Których nie powinno tu być i doskonale o tym wiesz, norweski idioto, więc przestań się gapić na tę małą, jeśli nie chcesz przysporzyć jej problemów.
- Herr Generalmajor zaprasza panów do stolika numer jeden – jego głos nie brzmiał ładnie, swobodnie i elegancko, ale przecież nikt nie mógł wymagać tego od kelnera. Przekazał informację, mógł odejść, odwrócić się i po raz kolejny zapomnieć.
Uciec, jak zwykle.
To przecież prostsze od…
- I tylko panów – nie potrafił pojąć, dlaczego wciąż stoi w miejscu, ani dlaczego spojrzał na dziewczynę z dziwną mieszanką niepewności i wahania. Mogli być podchmieleni i tego nie zauważyć, ale pewnie każdy domyślał się, że zabieranie ze sobą ewidentnie nieletniej prostytutki w towarzystwo Wolfmeyera byłoby co najmniej igraniem z ogniem.
Przecież tak było wygodniej.
I dla nich, i dla Magnusa.
Postawił zaledwie krok w tył, kiedy tuż obok pojawił się Lazare – coś w wyrazie jego twarzy sprawiło, że Norweg zamarł w bezruchu, pozwalając, aby Salko wyszeptał kilka bardzo nieostrożnych słów, wypowiedzianych na dodatek w wyjątkowo niesprzyjających okolicznościach.
- To nie jest toaleta, żeby miała się zwalniać – gdyby nie nagły przypływ złości – przez moment miał ochotę warknąć pierdol się, Lazare – pewnie sam padłby ofiarą zaskoczenia grudkowatą chropowatością własnego głosu i reakcją godną Ulli, która dowiaduje się, że Magnus kupił roquefort zamiast fourme d’Ambert (a przecież prosiłam, powtarzałam, dostałeś nawet kartkę z listą zakupów). Nie mógł jednak wylać wiadra pomyj na czubek głowy barmana, bo ten tuż po skończeniu udzielanej przez siebie instrukcji zwyczajnie odwrócił się… i odszedł.
Pozostawiając Magnusa z niesmakiem gorzkim jak rozgryzione w ustach ziarenko pieprzu.
Najchętniej zniknąłby z tego miejsca raz, ale skutecznie, pozostawiając za sobą podjęte obowiązki i ukryte na zapleczu notatki – tyle, że nie potrafił tak po prostu się odwrócić i odejść, nie w sytuacji, kiedy ktoś na nim mimowolnie (i być może wbrew własnej woli) polegał.
Teraz były to dwie osoby, kiedyś – trzy.
Wtedy uciekł, ratując się z tonącego okrętu i zabierając ostatnią szalupę. A teraz…
Teraz mógł jedynie udawać zajętego uprzątaniem stolika numer piętnaście, z niecierpliwością wyczekując, aż sierżanci ruszą w stronę jedynki.
Bez dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Sro Mar 22, 2017 10:35 pm

Niektóre sytuacje w życiu są tak niespodziewane, choć satysfakcjonujące, że doświadczywszy ich, umysł może tylko rozsiąść się wygodniej i czknąć z ukontentowania.
Nie inaczej było w tym przypadku, gdy przy akompaniamencie trzasku tłuczonych butelek i ostrych odłamków szkła rozpryskujących się w powietrzu, Bjørn poczuł jak spięte mięśnie karku rozluźniają się, a zmrużone oczy krótkowidza rozszerzają się w niemym zdumieniu, kontemplując z pewnym niedowierzaniem niewątpliwy strzelecki sukces, którego nie tylko był świadkiem, ale i autorem. Zupełnie nieistotne przy tym było niepełne trafienie; zbłąkana kula puszczona w ciemną noc nie mogła przekreślić dwóch pozostałych, które dosięgnęły celu, oszczędzając Norwegowi kolejnej gorzkiej porcji zawstydzenia, wyciskając spomiędzy jego warg ciche, niesłyszalne dla otoczenia och, rozmywające w słowach mężczyzny, którego przybycie Bjørn zarejestrował z pewnym opóźnieniem.
Herr Obersturmbannführer – pochylił lekko głowę, nie tłumiąc uśmiechu wypełzającego na usta i zdradzającego samozadowolenie, które zalało go gwałtowną falą, zmywając resztki złego humoru kiełkującego w nim jeszcze przed zaledwie trzema minutami, kiedy to w myślach życzył Jannemu zadławienia się piwem.
Choć aż dziw, że faktycznie do tego nie doszło, kiedy tylko Eberhart postanowił obdarzyć Fina zaufaniem i poniekąd odpowiedzialnością za swoje dwadzieścia marek, wywołując go z tłumu za pomocą Niemca przyjmującego zakłady...
Nykänen, nie bądź nieśmiały i pokaż się!
Jeszcze nie rozpłynął się we wczesnowiosennym powietrzu? Czy tam tłumie wojskowych?, pomyślał ze zdziwieniem, patrząc jak Janne niechętnie zbliża się, przyznając, że owszem, broń ma przy sobie, nie myląc się wcale, a wcale w podejrzeniu, że Sørensen chętnie użyczyłby mu własnej, byle tylko zobaczyć go przez chwilę na własnym, właśnie zwolnionym, miejscu.
Lykke til, Janne – poruszył delikatnie jasnymi brwiami, góra–dół, odsuwając się na bok i przystając niedaleko Obersturmbannführera, nie spuszczając przy tym błękitnych oczu z Jannego, szczerze ciekaw tego czego miał być świadkiem, nie przeoczając grymasu odmalowującego się na twarzy Fina...
I niespecjalnie dziwiąc się, gdy jedna z wystrzelonych przez tegoż kul minęła cel, mknąc na spotkanie nocnej ciemności. Jak na ludzką mumię całkiem nieźle, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Czw Mar 23, 2017 12:08 am

Pojawienie się Magnusa przy stoliku numer czternaście początkowo nie zwróciło uwagi sierżantów, którzy spodziewali się raczej, że kelner zbierze puste kufle i bez słowa odejdzie, by po chwili wrócić z dolewką. Gdy jednak odezwał się poprawną niemiecczyzną, jeden z mężczyzn podniósł na niego wzrok i szybko dał znać pozostałym o nadchodzącym komunikacie. Wesoło podchmieleni ucieszyli się jeszcze bardziej, że są wzywani do stolika kogoś takiego, jak Wolfmayer, czym prędzej podnieśli się więc od swojego i zaczęli poprawiać mundury oraz przypięte do nich odznaczenia.
- Ta mała za dużo wypiła - o ledwo przytomnej prostytutce przypomniał sobie jeden z sierżantów i wskazał ją Magnusowi skinieniem głowy - Doprowadź ją do porządku, ma być gotowa, gdy będziemy wychodzić.
Pozostali nie skomentowali tej prośby w żaden sposób, co mogło znaczyć tylko i wyłącznie to, że się z nią zgadzali. Los nieletniej panny do towarzystwa wydawał się więc przesądzony.
Gdy jednak sierżanci odeszli, dziewczyna podniosła zamglone spojrzenie na Norwega i cicho wymamrotała po rosyjsku:
- Będę wymiotować - wyciągnęła chudą dłoń w kierunku Sorensena oczekując, że pomoże jej wstać i udać się do toalety.

Na całe szczęście jej towarzysze byli już skupieni tylko i wyłącznie na tym, by jak najlepiej zaprezentować się swojemu zwierzchnikowi. Starając się trzymać prosto, powędrowali do stolika Tobiasa Wolfmeyera; zauważyli oczywiście Madeline, jednak automatycznie uznali ją za jedną z ozdób dzisiejszego wieczoru, dlatego całkowicie zignorowali jej obecność.
- Herr Generalmajor, to dla nas zaszczyt - oznajmił donośnie jeden z nich - Pan pozwoli, następna kolejka na nasz koszt - nie zdecydowali się jednak zająć miejsc, zamiast tego czekali na instrukcje z najbardziej dumnymi minami, jakie można było ujrzeć w piwiarni.

Panujące w lokalu zamieszanie miało swoje dobre strony, a Grigoriy właśnie poznawał je wszystkie. Nie dość, że po raz kolejny udało mu się usłyszeć wszystko, o czym mówili siedzący przy siódemce mundurowi, to jeszcze nikt nie pociągał go do odpowiedzialności za pomylenie zamówienia - inni kelnerzy płynnie wymieniali się stolikami i pod markizy powędrował wkrótce ktoś inny, a Lykov mógł jeszcze chwilę spędzić w środku. Tym razem jednak został zaczepiony przez zataczającego się szeregowego.
- Tam leży nasz pułkownik... pomóż nam go przenieść - wskazał stolik numer cztery, pod którym rzeczywiście leżał mężczyzna, a dwóch innych usiłowało posadzić go z powrotem na krzesło, jednak poziom upojenia alkoholowego stanowczo im w tym przeszkadzał.
Gdy Rosjanin zbliżył się tylko do ich stolika, zapomnieli o obowiązku; najwyraźniej myląc Grigoriya z kimś innym, natychmiast zaczęli proponować mu, by koniecznie napił się z nimi złocistego trunku ze stojących przed nimi kufli.
- No, ale z nami się nie napijesz? - nie chcieli nawet słyszeć odmowy.

Dwie z trzech butelek znów pękły z trzaskiem, a niektórzy ze zgromadzonych przy murku Niemców zagwizdali z podziwem. Ktoś nawet poklepał Jannego po prawym barku, nie wiedząc oczywiście o gojących się oparzeniach Fina, co wywołało kilka nieprzyjemnych ukłuć bólu. Nie mógł jednak nacieszyć się zbyt długo swoim drobnym sukcesem.
- Czy Finowie umieją liczyć tylko do dwóch? Została jeszcze trzecia, Nykänen – zakpił jeden z Niemców, wskazując nietkniętą butelkę. Niewykluczone, że był to jeden z tych, którzy jeszcze nie tak dawno towarzyszyli porucznikowi. - Nawet barman lepiej by strzelił!
Jego słowa spotkały się z salwą śmiechu. Tymczasem przy Bjørnie nagle zjawił się kelner, który nieco niepewnie wręczył mu kufel piwa i szybko zniknął.
- A może rzeczywiście sprawdzimy, czy Francuzi jeszcze potrafią strzelać? – odezwał się inny Niemiec, a reszta podchwyciła jego myśl i już po chwili do wnętrza piwiarni zmierzała grupa podchmielonych Niemców, wytrwale rozglądając się za (jeszcze) nieświadomym swojego losu barmanem.

Niemiec siedzący przy stoliku szesnastym najwidoczniej zadowolił się odpowiedzią Fiodora – w równym stopniu co zawartością kufla. Zza baru Chirjakow mógł dostrzec, jak okupant rozglądał się dookoła, wyczekując obiecanej dziewczyny, ale zaraz miało się okazać, że Fiodora czekał o wiele poważniejszy problem.
Do środka wpadła grupa zataczających się Niemców, a kiedy okupanci zauważyli stojącego za barem Chirjakowa, natychmiast pokazali go sobie palcami i pośpieszyli w jego stronę. Musiała minąć dłuższa chwila, zanim dotarli na miejsce, potrącając przy okazji co najmniej kilku innych gości, ale gdy w końcu znaleźli się przy Fiodorze, na ich czerwonych i spoconych twarzach malowały się szerokie uśmiechy.
- Pójdziesz z nami – powiedział jeden z nich, siląc się na poważny ton, co nie do końca mu się udało. Dwaj jego towarzysze już okrążyli bar, niezbyt delikatnie wypychając Fiodora. - Postrzelamy sobie.

Zanim Chirjakow zdołał zaprotestować, Niemcy już wyprowadzili go na zewnątrz, wciąż popychając, aż w pewnym momencie Fiodor prawie wpadł na stojącego w tłumie Fabiena. Zewsząd rozległy się śmiechy, kiedy któryś z okupantów wręczył mu swoją broń, a drugi ustawił na murku brakujące butelki.
- Patrz uważnie, Nykänen, może będziesz mieć konkurencję – rozległo się gdzieś w tłumie, a oczy wszystkich zwróciły się ku Fiodorowi.


Fiodor - jeśli chcesz, możesz celowo spudłować; w takim przypadku nie rzucasz kostką.

Na odpis macie 72h, a kolejny post Mistrza Gry pojawi się w sobotę. Nie oznacza to, że w jednej kolejce przypada Wam tylko jeden post, możecie śmiało odpisywać dalej, jeśli akcja na to wskazuje. Jeśli wiecie, że nie wyrobicie się z postem w wyznaczonym czasie, prosimy o informację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Czw Mar 23, 2017 12:11 am

Zwycięstwo – czyżby w ogóle spodziewał się porażki? - skomentował kolejnym półuśmiechem, odbierając od kelnera kieliszek z winem i upijając z niego niewielki łyk. W przeciwieństwie do swoich rodaków nie miał najmniejszego zamiaru doprowadzić się dzisiaj do stanu, w którym nie odróżniłby Francuza od Niemca.
- Obawiam się, że tym razem ryzyko się nie opłaciło – stwierdził, obracając w dłoni kieliszek. Jego druga dłoń nadal spoczywała na udzie kobiety, a spojrzenie Wolfmeyera, nadal zimne mimo kurtuazyjnego uśmiechu, skupiło się na blondynce. - Jakie jest pani imię? – rzucił po chwili, nie odrywając od niej wzroku. Za jego z pozoru banalnym pytaniem kryła się pewna ciekawość; mogła nosić jakiekolwiek imię, a i tak nie miałby problemu, by odnaleźć ją później w One-Two-Two, jeżeli tylko zechciałby, aby umiliła mu nie tylko tę noc.
Zanim jednak odpowiedziała, przy stoliku pojawili się zaproszeni przez niego sierżanci. Ich dumne miny mówiły same za siebie, a gdy Tobias łaskawym gestem wskazał im krzesła, a mężczyźni od razu je zajęli.
- Cóż za hojny gest – odpowiedział tylko, przyglądając im się uważnie i dostrzegając, że Noc Piwa zrobiła już swoje. - Panowie, mam nadzieję, że jutro zastanę was w trochę lepszym stanie – rzekł po chwili, a w jego głosie zabrzmiała nuta ironii. - Zamierzam wybrać się rano do waszych jednostek. Rutynowa inspekcja – ironia jeszcze raz zadźwięczała w słowach Wolfmeyera. - Poza tym będę miał dla was pewne zadanie w związku z naszymi ostatnimi planami. Liczę na pełną gotowość.
Jeśli miał być szczery, o wiele przyjemniej patrzyło mu się na siedzącą tuż obok kobietę, dlatego od czasu do czasu zerkał w jej stronę, błądząc wzrokiem po ładnej twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Pią Mar 24, 2017 10:04 pm

Treść dobiegających z każdej strony głosów nie dociera świadomości, rozmywa się i zatrzymuje gdzieś po drodze, diabli wiedzą, gdzie dokładnie. Tych kilka (trzy, cztery, pięć?) minut względnego spokoju pozwala zażegnać koszmarne wspomnienie wszystkiego, co wydarzyło się od momentu buntu maszyny do chwili, w której jedno, krótkie, sakramentalne i uświęcone tak dzieliło go od podtrucia
otrucia?
Niemca, teraz niecierpliwie wyczekującego, aż jedna z pań zechce dotrzymać mu towarzystwa (nie zechce). Zza baru Fiodorowi nie pozostało nic innego, jak tylko z napięciem zerkać w stronę Allarda i cierpliwie oczekiwać koszmaru kolejnych minut,
Nie czekał długo.
Dobiegające sprzed piwiarni odgłosy wystrzałów dotychczas stanowiły dźwiękowe tło dla wszystkiego, co zachodziło we wnętrzu Le Dome – gdy jednak do środka wtargnęło kilku wyraźnie ukontentowanych i nie mniej pijanych Niemców, Fiodor wiedział, że szykuje się coś niewesołego.
Coś cholernie niewesołego.
Kiedy jesteś padlinożercą żerującym na wojnie, szybko zaczynasz wyłapywać podobne niuanse – napięcie w powietrzu, niezdrowy błysk w oczach, moment, kiedy ciała ogarnia histeria bezmyślnej destrukcji.
Pod wpływem szarpnięcia niemal rozczłonkował kran i pozbawił go żeliwnej wajchy – pozorne skupienie się na napełnianiu kufla nie przyniosło oczekiwanych efektów, nie sprawiło, że Chirjakow mistycznie wtopił się w tło złożone z kufli i butelek, nie wpłynęło na postanowienie okupantów, którzy z zapałem i nieustępliwością idącego na dno Titanica wciąż parli w stronę baru.
To się po prostu nie mogło dobrze skończyć.
Mimowolnie wyprostował barki, ledwie sekundy przed dotykiem spoconych łap na ciele – Fiodor wie, że przekroczenie tej nieprzekraczalnej granicy zwykle kończyło się złamanymi nosami, wybitymi zębami, wyrywanymi z mundurów strzępami materiału. Wie, że w innych okolicznościach gniew zakrzywiłby rzeczywistość, zwinął ją w ciasny kłębek i wypełzł na wierzch, byleby tylko stać się namacalnym, kipiącym z wściekłości tworem. Wie również, że nie może wypuścić smyczy z dłoni, nie może pozwolić, by destrukcyjna, gorąca, bezmyślna furia wypełniła jego umysł, rozepchała zatłoczone wnętrze piwiarni i – jak każdy drapieżnik – rzuciła się do gardła najbliżej ofiary.
Niemcy szczerzą zęby w nieudolnej parodii uśmiechu, jeden z nich mówi coś ostrym tonem – nie jest to ostrość jego intelektu – a później wszystko robi się płaskie i wypaczone, zupełnie jakby Fiodor patrzył na świat przez grube denko pustej butelki. Ten gniew, tłumiony w zalążku i tłamszony wraz z ustami, które nagle zacisnęły się w wąską, bladą kreskę, wciąż wydaje mu się realniejszy od krzykliwej kompanii zgromadzonej przed piwiarnią.
Chcą, żeby strzelał?
W porządku. Strzeli.
Jeszcze przed momentem niemal wpadł na kogoś, kogo powinien doskonale znać (lub przynajmniej rozpoznać) – ale w półmroku nocy blada, być może trzeźwiejsza niż reszta zgromadzonych twarz zlała się z tłumem, została pozbawiona rysów, ustąpiła pod zimnym, doskonale znanym ciężarem w dłoni. Jak zabawna, pełna ironii i drastyczna była ta scena – wręczali mu do ręki broń, oczekując, że bez udziału własnej woli zrobi z siebie zupełnego idiotę i żaden z nich nie zadał tego cichego, nierealnego przecież pytania: co stoi na przeszkodzie, by wystrzelił teraz w ciasno zbity tłumek?
Cztery, pięć pociągnięć za spust, zanim przewróciliby go na ziemię, szóste, nim odebraliby broń. Później zostawała walka wręcz, złamany kark, rozbity nos, wybite zęby, wygryzienie okrwawionego, surowego kawałka mięsa z żywego ciała, aż do momentu, w którym ktoś nie strzeliłby mu w łeb – ratując kompana i pozbawiając gestapo możliwości przesłuchania. Pokusa była równie silna, co udowodnienie, że wszystkie trzy pociski osiągną cel, rozbryzgując kawałki szkła w cichym, zdjętym zaskoczeniem powietrzu – obie opcje wiązały się z takimi samymi konsekwencjami, choć pierwsza z nich mogła przysporzyć Fiodorowi zdecydowanie więcej zabawy.
Masochistycznej i samobójczej, takiej, za którą szalenie przepada.
Cudem wygrał jednak rozsądek, nakazując mu nie tylko posłuszne uniesienie broni – okraszone dość nieporadnym uchwyceniem pistoletu, zupełnie jakby trzymał to ustrojstwo po raz pierwszy w życiu – i męcząco długie celowanie do rządku trzech butelek, żałośnie nieskalibrowane, rozedrgane, wciąż uciekające przed celem.
Byle tylko nie dać wygrać tresurze i nie trafić.
Po raz pierwszy w życiu właśnie tego pragnął – spudłować.


Ostatnio zmieniony przez Fiodor Chirjakow dnia Pią Mar 24, 2017 10:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Pią Mar 24, 2017 10:04 pm

The member 'Fiodor Chirjakow' has done the following action : rzut kością


'Kość K100' : 99, 62, 57
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Sob Mar 25, 2017 1:54 pm

Potrzebował twardych, niemieckich zlepek sylab, żeby po raz kolejny skierować wzrok na dziewczynę – tym razem mając ku temu uzasadniony powód. W ledwie przytomnej, nieletniej istocie (bo przecież adekwatne prostytutka nie mogło przejść mu przez myśl) dopatrywał się czegoś równie wstrząsającego, co sterczący z kręgosłupa nóż. W końcu skinął lekko głową, wciąż z tymi nędznymi ochłapami uśmiechu przybitymi do nieruchomej, stężałej twarzy, i przez chwilę po prostu odprowadzał wzrokiem grupkę Niemców, jak gdyby chciał odwlec moment, w którym ponownie spojrzy na dziewczynę.
W przeciągu tych kilku sekund (minut, godzin, dni, tygodni, lat) Magnus – Magnus mający nie dziesięć lat, lecz dwadzieścia osiem – nagle zdał sobie sprawę z dwóch rzeczy: że ponownie grozi mu koszmar dnia polarnej zorzy. Przez moment sądził, że to sen, jedynie sen, podobnie jak wspomnienie przyjęcia urodzinowego Sveina, gdzie większość gości już nie żyła – rzeczywistość wokół miała w sobie coś surrealistycznego, czemu zresztą trudno się dziwić: cały tamten dzień był surrealistyczny i podobny do snu. Najpierw zorza, później ojciec...
Dosyć tego, wymamrotał nieprzytomnie w myślach, powoli kierując wzrok na dziewczynę, która na moment wymknęła się z otchłani. Dosyć, kończę z tym.
Konwulsyjnie próbował wyrwać się ze snu, wspomnienia czy cokolwiek to było – wysiłek umysłowy przekształcił się w postawiony w stronę dziewczyny krok i w ruch ręki, którą ku niej wyciągnął – zupełnie, jakby byli lustrzanymi odbiciami. Prawie mu się powiodło. Na chwilę wyrwał się z koszmaru, z dwóch, wypowiedzianych po rosyjsku słów rozumiejąc tylko jedno: coś będzie robić, a co dokładnie, mógł wywnioskować po wyrazie jej twarzy. Nie myślał racjonalnie (nie myślał wcale), oplatając ramieniem chude plecy i bez wysiłku unosząc z miejsca na wpół przytomne ciało. Nawet, jeśli w umyśle Magnusa zakiełkowała uzasadniona obawa, że lada moment pożegna się z czystą koszulą, natychmiast zmiażdżył ją pod ciężkim butem strachu.
Strachu, głupiego, nierealnego, nieuzasadnionego strachu przed wejściem do toalety, bo kiedy tam wejdzie, on już będzie czekał i może uczynić coś tak straszliwego, że wszystko, co wydarzyło się dzisiejszej nocy w Le Dome, wydałoby się przy tym pozbawione znaczenia... naturalnie, o ile Magnus musiałby stawić czoła tej postaci.
Ale może nie musi. Jeszcze nie.
- Vse budet dobre – wymamrotał prosto w jej ucho, zniżając głos do ginącego w ogólnym rozgardiaszu szeptu. Narażony na kilka pchnięć i ciasno zbity tłum, w końcu dotarł do drzwi toalety – dziewczyna, którą prowadził (choć było w tym mniej prowadzenia, a więcej dźwigania), nie przysparzała mu kłopotów, poza tym jednym, szczególnym – zobligowała go do pomocy. Przynajmniej dwukrotnie zmełł w ustach siarczyste, norweskie jævla, ramieniem popychając drzwi i w końcu wprowadzając (wnosząc) dziewczynę do środka, po chwili krótkiego wahania wybierając drzwi najbliższej – i na całe szczęście – wolnej kabiny. W sposobie, w jaki oparł ją o ścianę i szybko wycofał się na zewnątrz, nie było szczególnej delikatności – w tym momencie sprawiał wrażenie kogoś, kto natychmiast chce wynieść się na drugi koniec miasta, nawet nie upewniając się w lustrze, czy dziewczyna nie pozostawiła na jego koszuli żadnej pamiątki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Sob Mar 25, 2017 2:36 pm

Finie, do jasnej cholery.
Gdyby nie piwo, którym przepił gorzki smak porażki – porażki Jannego, a zatem i swojej, i własnego honoru, i dwudziestu postawionych marek – pewnie wypowiedziałby na głos kilka słów, których przyszłoby mu pożałować. Czy naprawdę prosił o wiele? O jeszcze jeden, celny strzał, który dla fińskiego snajpera (z tej odległości, w tych warunkach, bez presji czasu) powinien być małym piwkiem przed śniadaniem? Kiedy druga z kul  chybiła celu, Fabien poczuł, jak każdy, nawet najdrobniejszy mięsień jego ciała (a także te, o których istnieniu nie wiedział lub zdążył zapomnieć) napina się z zapalczywością masztowej liny. Gdyby Nykänen spudłował trzeci strzał, Eberhart osobiście wyrwałby mu broń z ręki, dosadnie sugerując, by Fin zajął się hodowlą psów, nie celowaniem do cierpliwych, nieruchomych, oddalonych o ledwie kilka metrów butelek i kufli.
Ale trafił.
Trafił i Fabien poczuł, jak ulatuje z niego całe dotychczasowe napięcie, które skroplił łykiem piwa i okrasił cichym pomrukiem mogło być lepiej wymieszanym z nie ma tragedii. Oczywiście o ile dla samego Fina fakt, że jakiś norweski tłumacz strzela równie trafnie, co on, mogła być obelgą, o tyle ten sam tłumacz mógł poczuć się równie zabójczy, co weteran wojny zimowej.
I jedynie Eberhart walczył z własną hipokryzją, która nakazała mu odmówić strzelania pod pretekstem tutaj jedynie obstawiam oraz jednoczesnego krytykowania za jeden, niecelny traf. Przez moment miał ochotę powiedzieć, by Janne spróbował raz jeszcze, ale wtedy jeden z okupantów wpadł na co najmniej idiotyczny pomysł.
Francuski barman miałby strzelić lepiej od jakiegokolwiek esesmana?
Cichemu prychnięciu w kufel towarzyszyło przewrócenie oczami, kiedy do wnętrza Le Dome skierowało się paru wyjątkowo zafascynowanych tym pomysłem Niemców – Fabien wykorzystał kilka chwil oczekiwania na opróżnienie własnego kufla, którego zawartość pozwalała dość skutecznie odegnać od siebie myśl, że dzisiejsza noc zdecydowanie mu nie sprzyja. Dość szybko zweryfikował to zdanie, bo kiedy tylko dopił ostatni łyk złocistego trunku, z wnętrza piwiarni wypadli Niemcy prowadzący przed sobą Francuza – jedynie ułamki sekund dzieliły Eberharta od tego, by pod wpływem lekkiego szturchnięcia wylał na mundur resztki piwa; całkowitego zderzenia z barmanem uniknął wyłącznie dlatego, że w ostatniej chwili postawił krótki krok w lewo, nie cofając jednak dość szybko dłoni, która przelotnie dotknęła ramienia mężczyzny.
Jeśli to Fabien przed momentem napinał mięśnie, ten Francuz był jedną, wielką zbitką napięcia – twardą jak pocisk, który jako jedyny dosięgnął celu.
Kąciki ust Eberharta drgnęły w drwiącym grymasie, dość szybko niknącym pod nagłą, nieuzasadnioną myślą, że…
Mógł zrobić to specjalnie?
Czy rzeczywiście nie potrafił strzelać?
- To byłoby na tyle, jeśli chodzi o celność Francuzów – uniósł brwi w wyraźnie kpiącym, wyraźnie zażenowanym, wyraźnie podchmielonym geście, podchodząc do barmana i podając mu pusty kufel. – Dziwne, że nie rzucił broni na ziemię z okrzykiem poddaję się! – rozciągnął usta w lekkim uśmiechu, podbródkiem wskazując wnętrze piwiarni. – Wracaj do tego, co potrafisz najlepiej.
I to tyle? Tylko tyle? Eberhart nagle stracił zainteresowanie barmanem, powoli podchodząc do skandynawskiego duetu, który sprawiał wrażenie gotowego ulotnić się z piwiarni w każdej sekundzie.
- Chłopcy, ze mną się nie napijecie?
Uniwersalne pytanie, które dzisiejszej nocy padło przynajmniej dwa tuziny razy, po raz kolejny rozbrzmiało w powietrzu – i jasno sugerowało, że młodsi stopniem mają postawić starszemu kolejkę (choćby dlatego, że ten zupełnie się spłukał, poniekąd z winy jednego ze Skandynawów).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Sob Mar 25, 2017 4:20 pm

Bywają w życiu okazje, z których grzechem byłoby nie skorzystać. Darmowa podróż do wyjątkowo ciepłego, egzotycznego kraju. Możliwość poinformowania członków rządu, co się o nich naprawdę myśli (z gwarancją, że nie czeka za to odsiadka). Podróże w czasie. Rozpłynięcie się w powietrzu należało do tego typu niezwykłych okazji, a jednak nie mogłem z niej skorzystać – choć pokusa była wielka.
Jeszcze nigdy nie odczuwałem równie niepohamowanej potrzeby destrukcyjnego rozpadu na drobniutkie atomy, po których nikt nigdy by nie poznał, że kiedyś składały się na Fina. Niewiele brakowało, bym dostał ataku serca ze wstydu, kiedy zawezwano mnie do strzelania, a potem kolejny raz, gdy druga kula nie dotarła do celu i wesoło minęła go o dobre dwa centymetry.  Na froncie oznaczałoby to śmierć, przed piwiarnią wiązało się wyłącznie z kolejną dawką stresu – o tyle większego, że wciąż czekało mnie jeszcze jedno naciśnięcie spustu, zbyt długo odwlekane w czasie i nerwowo rozstrojone, by miało dosięgnąć celu.
A jednak trzask pękającego szkła skutecznie zaprzeczył spiskowej teorii, napawając skołatany umysł świeżymi pokładami nadziei.
Opuszczając broń pomyślałem, że moje życie właśnie stało się nieco bardziej wolne od merde.
Głupi moi.
Ktoś klepnął mnie w ramię, tym nieświadomym, przyjacielskim gestem wywołując nową salwę bólu, która przetoczyła się wzdłuż kręgosłupa i pomknęła ku ziemi jak zerwana z linek winda – marna parodia uśmiechu przestała wystarczać, a mnie nie pozostało nic innego, jak tylko zastanowić się, w jaki sposób powinienem się zabić. Za każdym razem, kiedy żebra poruszały się przy wdechu i wydechu, miałem wrażenie, że ktoś nasączył moje wnętrzności alkoholem, a potem je podpalił; wysyłany przez zwęglone szczątki sygnał SOS odbijał się echem w pustej czaszce, gdzie sparaliżowany bólem mózg zwisał jak martwy nietoperz. Cudem (na oślep, bardziej wyczucie niż faktyczną orientację w terenie) dotarłem do Norwega, wciąż mając w uszach jego lykke til, które najwyraźniej było rodzajem trondheimskiej klątwy. Jednemu z Niemców przypadło do gustu fińskie nazwisko, bo wciąż wypowiadał je z zapamiętaniem, napomykając coś o liczeniu do dwóch (umiemy do stu, czyli średniej ilości zastrzelonych komunistów na jednego snajpera) i sprawdzeniu umiejętności barmana. Cierpliwie ignorowałem urywane śmiechy, jeszcze bardziej cierpliwie unikając spojrzenia Herr Obersturmbannführera, który znacznie ułatwiłby mi ewentualne samobójstwo, i w zupełnym milczeniu obserwowałem, jak Francuz przymierza się do strzału.
Czy też: nie przymierza.
Trudno było uwierzyć, że ktoś o posturze i wyrazie twarzy wyjątkowo lubiącego swoją pracę płatnego mordercy nie miał dotychczas broni w ręku, a mimo to zaledwie jedna z kul dosięgnęła celu, wywołując we mnie nagły przypływ szczerej sympatii dla tego mężczyzny. Mniej lub bardziej świadomie oszczędził mi kolejnej fali wstydu, przez którą spłonąłbym od rumieńców wpełzających na policzek na samo tylko wspomnienie własnego pudła. Wypuściłem cicho powietrze z płuc, kątem oka zerknąłem na Bjørna i już po chwili musiałem mierzyć się z Eberhartem, który porzucił barmana na rzecz Skandynawów.
Powinniśmy czuć się zaszczyceni?
Czekaliśmy tylko na to, Herr Obersturmbannführer.
Logika Fabiena Eberharta była oślepiająca, a obrana taktyka tak doskonała, że musiałem przestąpić z nogi na nogę, zupełnie jak karcony kilkulatek, byle tylko oddać hołd jej geniuszowi. Sugestia była oczywista: by napić się z Obersturmbannführerem, należy mieć alkohol, a z dwójki młodszych stopniem esesmanów tylko jeden nie trzymał w dłoni pełnego kufla.
I nie był to Bjørn.
Pójdę… - zakończenie wypowiedzi byłoby zbyt prostym rozwiązaniem, zwłaszcza dla Fina – zamiast dodać kupić kolejkę, wykonałem nieokreślony ruch głową w stronę budynku, podbródkiem wskazując drzwi i wzdychając po raz kolejny, tym razem z bardzo jasnym przekazem.
Nie chcę tam wchodzić, krzyczały błękitne tęczówki, wolę znów spudłować, niż przepychać się do baru, dodał lekki grymas ust, Bjørn, zrób coś, poprosiły palce, odgarniające kosmyk z czoła, idziemy, mruknęły nogi, kiedy w końcu ruszyłem się z miejsca, wlekąc do wnętrza piwiarni jak na egzekucję.
Co nieszczególnie rozmijało się z prawdą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Sob Mar 25, 2017 7:04 pm

Po części naprawdę liczyła na to, że uda jej się wygrać, chociaż nie do końca wiedziała, o co mogłaby zapytać samego Tobiasa Wolfmeyera. Temat jego pracy zdecydowanie nie wchodził w grę, będąc na tyle rozsądną dobrze wiedziała, że nigdy nie wyjawiłby jej niczego wiążącego się z tym, co działo się w Paryżu, nawet postrzegając ją jedynie jako panią do towarzystwa, która o polityce wiedziała z pewnością tyle co nic, a losem własnego kraju nie interesowała się zapewne wcale, o czym mogło świadczyć jej zachowanie pozbawione wszelkich oporów czy zahamowań. Poza tym, nie wątpiła w to, iż był on o wiele inteligentniejszy niż większość umundurowanych gości wieczoru i mógłby zacząć coś podejrzewać, być może nie od razu, ale po przemyśleniu jej zachowania wypytywanie o pracę mogłoby nieco pobudzić jego czujność, czego chciała raczej uniknąć, biorąc pod uwagę fakt, że nikt nigdy nie spotkał jej w One Two Two i to też się nigdy nie stanie. Pozostawały więc pytania o życie osobiste, z którego szczegółów zapewne nie byłby skory wyjawić, zważywszy na to, iż nikt w Paryżu nie wiedział o nim praktycznie nic.
Mimo wszystko kobieta miała nadzieję na własną wygraną, chociażby dla samego faktu odniesienia zwycięstwa ponad Wolfmeyerem. Nie mogła ukrywać, iż lubiła wygrywać, tak samo jak lubiła posiadać swego rodzaju kontrolę, poczucie władzy oraz wyższości nad innymi ludźmi, pewnie ze względu na to, iż w przeszłości to inni przez większość jej życia dość dobitnie pokazywali jej, gdzie było jej miejsce i z pewnością nie znajdowało się ono na szczycie hierarchii społecznej, nawet pomimo dość wysokiego statusu jej rodziny. Nigdy jednak nie odnosiła wrażenia, iż za bardzo stara się zyskać przychylność czy szacunek innych ludzi. Wręcz przeciwnie, ich oczarowywanie, czy też raczej zdobywanie tego, czego od nich wymagała, przychodziło dość naturalnie i z czasem naprawdę zaczęło się jej to podobać. Szczególnie teraz, gdy miała pod sobą kogoś, kto odpowiadał w Paryżu odpowiadał przed nią i gdy w pewnym sensie była swoją własną szefową, zmuszoną jedynie do składania raportów i wypełniania zadań, które z czasem zapewne zamierzano jej powierzyć.
Patrząc w swoje karty Madeline powoli zaczynała tracić nadzieję na zwycięstwo. Jej twarz nie wyrażała jednak żadnego zaniepokojenia tym faktem, od czasu do czasu podnosiła jedynie wzrok, aby zmierzyć krótkim, lecz uważnym spojrzeniem swojego przeciwnika, którego dłoń wciąż swobodnie spoczywała na jej nodze. Gdy rozgrywka została zakończona i, ku jej niezadowoleniu, odniosła niezbyt przyjemną porażkę, Madeline jedynie uśmiechnęła dość powściągliwie, upijając odrobinę większy łyk wina z podanego przez Magnusa kieliszka, nie zwracając jednak na niego większej uwagi. Dość szybko udało jej się otrząsnąć z chwilowego szoku wywołanego jakże niespodziewanym spotkaniem, a przez fakt, iż mężczyzna szybko rozpłyną się w tłumie wypełniając potulnie dalsze instrukcje Wolfmeyera (jeśli tylko będzie miała okazję nie omieszka się mu tego wypomnieć), nie miała już żadnych powodów, aby sprowadzać swoje myśli do jednego wieczoru w londyńskim barze, który teraz wydawał się tak bardzo odległy, jakby upłynęły od niego długie lata.
- No cóż, niestety nie zawsze można zwyciężać. Gratulacje – powiedziała, uśmiechając się trochę szerzej i odstawiając kieliszek na stolik. Siedząc na krześle, obróciła się bardziej w stronę Tobiasa, czekając na zadanie jej przysługującego mu pytania. Gdy spytał więc o jej imię, musiała przyznać, że czuła się trochę zawiedziona, choć chyba nie powinna być zaskoczona. Mężczyzny z pewnością nie interesowało jej życie, biorąc pod uwagę fakt, iż najważniejszą informację zdradzała jej obecność tego wieczoru w Le Dome. Z pewnością zdołałaby przyciągnąć jego uwagę gdyby tylko dowiedział się, iż w rzeczywistości była brytyjską agentką, jednak aż tak nie zależało jej na jego zainteresowaniu, aby zdradzać tą informację. W szczególności nie przy pierwszym i, jak podejrzewała, ostatnim spotkaniu – Colette. Nie sądzę jednak, aby ta informacja była warta pańskiej wygranej – rzuciła pierwsze lepsze imię, które przyszło jej na myśl, zastanawiając się, jakie jest prawdopodobieństwo iż któraś z pań w rzeczywistości pracujących w One Two Two posługuje się tym imieniem, jednocześnie nakrywając spoczywającą na jej udzie dłoń swoją, tym razem jeszcze swobodniej niż poprzednio. Zastanawiała się, co by się stało gdyby z jakiś powodów próbował ją tam odnaleźć i przekonał się, iż jej stopa nigdy tam nie stanęła. Być może miałaby drobny problem, chociaż mogła pomyśleć o kilku sensownych wymówkach i z pewnością nie zamierzała zawracać sobie teraz głowy tą drobnostką. Nie żeby planowała przypadkiem wpaść na Tobiasa gdzieś pośród paryskich ulic, chociaż była pewna, że jej uwaga odrobinę bardziej skupi się na pozyskaniu przydatnych informacji z nim związanych.
Gdy po chwili przy stoliku pojawili się odrobinę podpici już sierżanci, Madeline posłała im krótkie, nieco znużone spojrzenie, szybko jednak zwracając swój wzrok w stronę Tobiasa. W wolnej dłoni kręciła powoli wypełnionym czerwonym winem kieliszkiem, upijając drobne łyki i udając, iż obecność sierżantów w żadnym stopniu jej nie interesuje, w rzeczywistości jednak przysłuchując się prowadzonej rozmowie z nadzieją, iż pomimo jej obecności przy stoliku padną słowa, które okażą się dla niej chociażby odrobinę wartościowe.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Sob Mar 25, 2017 11:18 pm

Zapatrzony w szczupłą, wysoką postać Jannego, pochłonięty jego sam–na–sam z butelkami i kuflami, Bjørn zapomniał o broni wciąż ściskanej pomiędzy palcami, których opuszki naznaczone były wyblakłymi bławatnymi plamkami atramentu wżartego w skórę. Wyjątkowo gruboziarnisty pumeks zapewne poradziłby sobie z ich wywabieniem, jednak Norwegowi wybitnie nie podobała się myśl, iż dodatkowo przyszłoby mu rozstać się z kilkoma warstwami naskórka – nie pozostało mu nic innego jak pogodzenie się z faktem, że jego prawa dłoń w znacznej części kolorystycznie przypominać będzie topielca wyłowionego z przerębla.
Dopiero trzeci, tym razem celny, strzał Fina, przypomniał Sørensenowi o chłodzie metalu kradnącego ciepło ciała – dłoni, którą wiedziony przyzwyczajeniem najchętniej otarłby o spodnie, żeby zaraz rozejrzeć się za łazienką, w której za pomocą dużej, bardzo dużej, ilości mydła mógłby spróbować zmyć wspomnienie oddanych strzałów. Ale... ale przecież to tylko szkło, nic więcej. Biernacht – zabawa.
Dobrze się bawisz, Janne?
Nie musiał pytać.
Wsuwając pistolet za pas, kątem oka wychwycił przyjacielskie klepnięcie, którym obdarowano Fina i machinalnie zmarszczył czoło, przerzucając spojrzenie, w którym można było dostrzec coś na kształt zaniepokojenia, na bladą twarz Skandynawa, odszukując w pamięci mapę opatrunków, które mignęły mu w czasie, gdy Janne dopinał ostatnie guziki koszuli, szykując się na zwiedzanie Champ-de-Mars.
Nie zdążył wymruczeć nawet słowa otuchy, a tym bardziej śmiałego planu ewakuacji, bowiem resztki charyzmy zamarzły na amen, a język zamienił mu się w ustach w mały sopel lodu, którego rozpuścić nie udało się nawet łykiem piwa dostarczonego przez nieznanego kelnera (na śmierć zapomniał o obiecanym trunku!), kiedy towarzystwo wpadło na kolejny wyśmienity pomysł.
Grzejąc (sic!) się w cieniu Herr Obersturmbannführera, obserwował z pewnym znużeniem wymalowanym w jasnych oczach jak francuski barman obdarowywany jest bronią i jak oddaje trzy strzały, mające być konkurencyjnymi do tych fińskich, i jak pudłuje dwa razy. Celowo, bądź nie – właściwie Bjørnowi było to najzupełniej w świecie obojętne, bo wszystko to zaczynało zakrawać o farsę, w której wcale nie miał ochoty brać udziału.
Był na to zbyt trzeźwy.
Naprawdę, chciał tylko napić się zimnego, taniego (i niespecjalnie smacznego, jak osądził już po pierwszym łyku) piwa.
Chłopcy, ze mną się nie napijecie?
Czyżby Eberhart czytał mu w myślach?
Niepokojące.
Choć niemożliwe, wiedziałby wtedy, że Sørensensen swój kufel opróżniłby najchętniej w drodze do domu. Ewentualnie wcześniej wspomnianego lokalu, w którym mógłby zmyć z siebie resztki doznań z Nocy Piwa.
Siedzieliśmy przy osiemnastce, Herr Obersturmbannführer – skinął głową zachęcająco (chyba?) w stronę wcześniej zajmowanego stolika, przy którym jakimś cudem wciąż były wolne miejsca, przepuszczając mężczyznę przed sobą i posyłając Jannemu krótkie, badawcze spojrzenie.
Właściwie w pierwszym odruchu chciał go wyręczyć, wspomnieć, że i tak musi zahaczyć o łazienkę; umyć ręce, bo wciąż czuł nieodczuwalny proch na skórze. Ale znowu myśli nie chciały uformować się w odpowiednie niemieckie słowa, jakby rezerwy dialogowe zostały przezeń całkowicie wyczerpane i tylko mógł patrzeć jak Fin odwraca się,
odchodząc.
 – Był pan w środku, prawda? Nie mieliśmy z Nykänenem okazji jeszcze tam zajrzeć, dużo nas ominęło? – odzyskał animusz; skoro Janne wziął na siebie ciężar dostarczenia do ich stolika znacznych ilości alkoholu, mających pomóc przetrwać kolejną (oby tylko!) godzinę, to jemu nie pozostało nic innego jak zainicjowanie rozmowy.
Właściwie nie był to ciężki, ani tym bardziej niemiły, orzech do zgryzienia.
Czarnowłosego oficera lubił; oswojony na co dzień z jego obecnością nie czuł się nią przytłoczony, choć nie mógł pozostać obojętnym na cień skrępowania, który padł na ich stół. Co innego podawać Obersturmbannführerowi kolejny dokument do podpisania czy kawę do wypicia, a co innego siedzieć na przeciwko niego z kuflem piwa w dłoni, obracając szkło pomiędzy palcami i nie będąc pewnym czy może unurzać w nim wargi, kiedy starszy stopniem mężczyzna swoje własne osuszył z taką dokładnością w czasie, gdy Fin przestrzelił jego dwadzieścia marek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Nie Mar 26, 2017 11:08 am

Jej imię nie było nadzwyczajne i Wolfmeyer poniekąd się tego spodziewał. Wiele innych Colette krążyło po piwiarni, owijając sobie jego ludzi wokół palca, ale im dłużej przyglądał się jednej z nich, siedzącej tuż obok niego, tym bardziej zapamiętywał sobie otoczoną blond lokami twarz. Kierowany nawykiem, gromadził w pamięci wszelkie szczegóły, dopiero po pewnym czasie odsiewając te zbędne od tych wartościowych. Jeszcze nie był pewien, do których miało należeć jej imię.
- Nawet nie wiesz, ile jest warta, Colette – odpowiedział, dzieląc uwagę między kobietę a sierżantów. Gdy jednak poczuł jej dłoń na swojej dłoni, niespodziewanie posłał kobiecie uważne spojrzenie spod zmrużonych powiek. Znów upił łyk wina, a kieliszek stuknął cicho o stolik, kiedy Wolfmeyer odstawił go z powrotem. W następnej chwili obrócił dłoń i wplótł palce pomiędzy jej palce, zaciskając je mocno. Prowokacja czy ostrzeżenie? - Teraz już wiem, kogo będę mógł szukać.
Tymczasem miny sierżantów zrzedły nieco na wieść o inspekcji, co sprawiło Wolfmeyerowi pewną  satysfakcję. Nie miał jednak zamiaru kontynuować tematu, doskonale wiedząc – w przeciwieństwie do swoich podwładnych – że piwiarnia nie była najlepszym miejscem na tego typu rozmowy.
- Nie miejcie takich min, panowie – rzucił tylko, wyłapując jednocześnie, że jeden z sierżantów rozglądał się dookoła z podirytowaną miną, jakby czegoś (lub kogoś) szukał. I tym razem uwaga Wolfmeyera skupiła się zatem na Madeline, a jego spojrzenie padło na kieliszek blondynki, z którego ubyło już wina. - Może jeszcze jeden?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Nie Mar 26, 2017 11:35 am

Sierżanci stojący przy stoliku Tobiasa bardzo mocno usiłowali nie wymienić między sobą zawiedzionych spojrzeń, jednak alkohol zrobił swoje i po ich minach było widać dość wyraźnie, że nie są zbyt zadowoleni z rewelacji swojego przełożonego. Rutynowa inspekcja następnego ranka oznaczała pełną gotowość, a pełna gotowość mogła być osiągnięta tylko i wyłącznie w jeden sposób - należało zakończyć dzisiejszy wieczór i udać się do domów.
- Tak jest, Herr Generalmajor! - po niebezpiecznie długiej chwili odezwał się jeden z mężczyzn, a reszta tylko kiwnęła głowami - Będziemy gotowi - bez zbędnych pytań ruszyli w kierunku swojego stolika, gdzie mieli nadzieję zastać już pewną młodą istotę. Tego punktu nocy nie zamierzali odpuszczać, gdy więc okazało się, że ich dawne miejsce było puste, zaczęli rozglądać się po piwiarni z groźnymi minami.

Nie mogli wiedzieć, że ich towarzyszka znajdowała się obecnie w toalecie; pod czujnym okiem Magnusa zwracała wszystko co wypiła i zjadła od początku pobytu w lokalu. Doprowadzona do łazienki niemalże w ostatniej chwili oszczędziła koszulę Norwega, nie omijając niestety podłogi jednej z kabin. Słysząc swój rodzinny język podniosła nieznacznie głowę i w krótkim przebłysku świadomości obdarzyła Sorensena wdzięcznym uśmiechem. Niemalże w tym samym czasie do łazienki przedostała się kobieta, która zauważyła wcześniej jak w pomieszczeniu znika jej młodsza koleżanka po fachu. Stanęła przy Magnusie, oceniła sytuację i zaproponowała szybko:
- Zabiorę ją ze sobą, w takim stanie już nikomu do niczego się nie przyda - podeszła do dziewczyny i opiekuńczym gestem pogłaskała ją po włosach, jednak spojrzała jeszcze na Norwega, jakby oczekiwała przyzwolenia na to, co zamierzała za chwilę uczynić. Wszakże jego obowiązkiem było doprowadzenie prostytutki do stolika sierżantów.

Sytuacja przy stoliku numer cztery była dużo weselsza, choć w innym przypadku widok mundurowego na podłodze mógł oznaczać tylko jedno. Tym razem obyło się bez zemsty, a zachęcany niejednokrotnie do wypicia kufla piwa Grigoriy skutecznie oparł się szeregowym. Zamiast tego udało mu się namówić ich do posadzenia pułkownika z powrotem na krześle, co też wspólnymi siłami w końcu uczynili. Rozległa się kolejna salwa śmiechu, niemieckich żarcików i zaproszeń do wspólnej zabawy. Skoro noc powoli dobiegała końca, może warto było porzucić na moment swoje zasady?


Po jednej z trzech butelek pozostały już tylko kawałki szkła, których stos rósł wraz z każdą kolejką, jednak nie wyglądało na to, by kogokolwiek zdziwiła celność Fiodora. Czyjaś dłoń  klepnęła go nawet po ramieniu, choć tym razem gest ten był raczej ironiczny niż przyjacielski, natomiast uwaga Fabiena spotkała się z kolejną porcją śmiechu. Niemcy stopniowo tracili jednak zainteresowanie Fiodorem, nie widząc w nim nikogo więcej niż zwykłego, francuskiego barmana, z którego miło było się pośmiać, dlatego jeśli Chirjakow planował umknąć do środka, zapewne nie miałby z tym problemów – o ile nikt nie wpadłby na pomysł, aby sprawdzić, jak Francuzi radzili sobie z unikaniem pocisków.

Ze swoich miejsc Bjørn i Fabien mogli dostrzec, że zabawa w strzelanie do butelek trwała w najlepsze, a noc raz po raz przerywał odgłos wystrzałów. Pochłonięci zawodami okupanci nie zwracali zatem większej uwagi na Sørensena i Eberharta, wyjątkowo dając im chwilę spokoju.

Kiedy tylko Janne wszedł do środka – co nie należało do najłatwiejszych zadań, biorąc pod uwagę zgromadzony przy drzwiach tłum – niemal od razu mógł dostrzec Wolfmeyera siedzącego przy stoliku pokerowym. Mimo to tłok zadziałał na korzyść i Tobias nie zdołał wychwycić Jannego, zajęty zresztą rozmową. Fin miał jednak inny problem, bo żaden ze zgromadzonych wewnątrz okupantów nie przejmował się tym, że właśnie szturchnął mężczyznę w żebra lub przypadkiem nastąpił mu na buty. Gdzieś przed nim zjawił się jednak wypatrywany kelner, cudem nie rozlewając piwa z niesionych na tacy kufli, ale Janne musiał pośpieszyć się z zamówieniem, jeśli chciał szybko opuścić wnętrze piwiarni.


Na odpis macie 72h, a kolejny post Mistrza Gry (podsumowujący) pojawi się w środę rano. Nie oznacza to, że w jednej kolejce przypada Wam tylko jeden post, możecie śmiało odpisywać dalej, jeśli akcja na to wskazuje. Jeśli wiecie, że nie wyrobicie się z postem w wyznaczonym czasie, prosimy o informację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Wto Mar 28, 2017 11:01 pm

Szczerze powiedziawszy, Madeline musiała przyznać, że była odrobinę zawiedziona zachowaniem Wolfmeyera, głównie dlatego, że wykluczając ją oraz pracowników piwiarni, był prawdopodobnie najbardziej trzeźwą osobą spośród wszystkich zgromadzonych. Z jednej strony być może nie miała na co narzekać, jego maniery, nawet względem niej, osoby, która w jego oczach z pewnością nie zasługiwała na chociażby krztynę szacunku, zdawały się być nie do podważenia, w przeciwieństwie do spitych mężczyzn, których wokoło było pełno i którzy nie koniecznie potrafili zapanować nad swoimi dłońmi, o czym mogła się skutecznie przekonać rozglądając się dookoła. Z drugiej jednak fakt, iż potrafił nad sobą panować, oznaczał również, iż kontrolował słowa, które wychodziły z jego ust, więc to, iż w ciągu kolejnych, ciągnących się minut, wymsknie mu się jakaś ściśle tajna informacja, o której z pewnością nie powinna usłyszeć, było niemalże niemożliwe. Chociaż… przez chwilę kobieta zastanowiła się nad tym, co usłyszała wcześniej i co na początku wydało jej się mało istotne. Na pierwszy rzut oka zarówno informacja o inspekcji jak i wzmianka o pewnym zadaniu nie dawały jej wiele, w końcu były to jedyne suche wieści, pozbawione jakichkolwiek szczegółów. Madeline byłaby jednak głupia, gdyby zupełnie je zignorowała i, analizując dokładniej słowa Wolfmeyera, mogła jedynie przypuszczać, iż Niemcy wiążą z Paryżem pewne plany, które, biorąc pod uwagę fakt, iż zostały wspomniane właśnie teraz, mogą wejść w życie w dość krótkim upływie czasu. Na tą chwilę kobieta nie zamierzała skupiać się nad tym za bardzo, nie chcąc za bardo rozproszyć swojej uwagi, jednak zanotowała usłyszane słowa w swoim umyśle, zamierzając poddać je dokładniejszej analizie gdy znajdzie się już wystarczająco daleko od Le Dome. Wyglądało na to, że w najbliższym czasie będzie miała ręce pełne roboty.
Madeline nie mogła jednak ukryć przed samą sobą, iż Tobias zdawał się być mężczyzną prawdziwie intrygującym. Być może gdyby nie to, iż wokoło toczyła się wojna a oni znajdowali się po zupełnie różnych stronach, mając zupełnie różne interesy i gdyby zamiast w piwiarni Le Dome w dość niecodziennych okolicznościach spotkali się w zwyczajnym barze, będąc jedynie dwójką przeciętnych ludzi, Madeline zwróciłaby na niego swoją uwagę w zupełnie inny sposób niż ten, którego wymagała od niej jej praca. Chciałaby powiedzieć, że nigdy nie gustowała w starszych mężczyznach, jednak dobrze wiedziała że było to okrutne kłamstwo, biorąc pod uwagę fakt, iż ten, który złamał jej serce jeszcze bardziej niż zdołał to uczynić jej własny brat był, w gruncie rzeczy, jej nauczycielem, gdy ona była jedynie głupiutką studentką, która w jakiś sposób dała się nabrać na obietnicę wiecznej miłości. W tamtym momencie chyba przekonała się, że jedyną osobą, która zasługiwała na jej bezgraniczną miłość oraz zaufanie, była ona sama i to też robiła przez wszystkie kolejne lata, gdy skutecznie udało jej się wyleczyć i najzwyczajniej w świecie zapomnieć. Wszystko to, co robiła od tamtej chwili, robiła tylko i wyłącznie dla samej siebie, przysięgając, iż nigdy więcej nie będzie się starała na siłę zadowolić innych osób.
Zdawałoby się to dość ironicznie, biorąc pod uwagę fakt, iż siedziała właśnie przy stoliku, towarzysząc tak naprawdę nieznanemu sobie mężczyźnie, gdy jej zadaniem było umilanie mu tego wieczoru w każdy możliwy sposób, którego by od niej zażądał. Niespecjalnie jednak jej to przeszkadzało, wręcz przeciwnie, póki co bawiła się całkiem nieźle, być może odrobinę za bardzo wczuwając się w swoją rolę, momentami zapominając, kim jest i dlaczego tam przyszła. Co, w pewnym sensie, mogło grać na jej korzyść. Przede wszystkim zależało jej przecież na tym, aby być jak najbardziej wiarygodną, chociaż powoli zaczynała odnosić wrażenie, że zbliżanie się dość bezpośrednio do samego Generalmajora było, lekko mówiąc, niczym igranie z ogniem. Jeśli póki co w miarę kontrolowała całą sytuację, płomienie wkrótce mogły obrócić się przeciw niej, parząc ją dość boleśnie.
Gdy po raz kolejny dotknęła jego dłoni, jej uwadze nie uszło uważne spojrzenie, którą obdarzył ją sam Wolfmeyer. Nie dała jednak po sobie poznać, iż nagle stała się odrobinę uważniejsza, przez chwilę rozważając cofnięcie dłoni, jednak zanim zdążyła to zrobić mężczyzna wplótł swoje palce pomiędzy jej, ściskając dość mocno.
- Nie będę ukrywać, iż byłby to dla mnie zaszczyt – powiedziała, rozciągając usta w uśmiechu, wbijając spojrzenie jasnych tęczówek w oczy mężczyzny, jednocześnie zginając swoje palce, aby również je zacisnąć, jednak zdecydowanie delikatniej, jakby jego gest w żadnym stopniu nie wywołał w niej żadnych podejrzeń – Z przyjemnością, mam wrażenie, że nie wypada panu odmówić – odpowiedziała na jego pytanie, wciąż utrzymując na twarzy uśmiech. Wewnętrznie jednak zaczęła odczuwać swego rodzaju dyskomfort, spowodowany głównie wiszącą nad jej głową możliwością tego, iż Tobias w rzeczywistości zechciałby ją w One Two Two odnaleźć. Oczywiście istniała szansa, że jego słowa nie były ani obietnicą ani, co gorsza, groźbą, jednak Madeline musiała być czuja i, co więcej, przygotowana na najgorszą z możliwych opcji. W żadnym stopniu nie znaczyło to, iż była w jakimkolwiek niebezpieczeństwie, Paryż był zdecydowanie za duży i dopóki on nie znał jej drugiej, paryskiej tożsamości, musiała jedynie uważać, aby przypadkiem nie wpaść na niego na ulicy gdyby dowiedział się, że nie do końca była tą, za którą się podawała. Co, z jednej strony, wydawało się dość łatwym zadaniem, a z drugiej, rozważając jej naturę oraz uwielbienie do łamania wszelkich reguł, było zbyt kuszące i wiążące się z wieloma możliwościami, których kobieta zdecydowanie nie zamierzała marnować.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Wto Mar 28, 2017 11:31 pm

Wszystko zależy od punktu widzenia, przemknęło mu przez głowę, kiedy zerknął na zegarek, odmierzając sekundy od chwili zniknięcia w łazience, i od głosów interpretujących rzeczywistość.
Ignorowanie charakterystycznej, choć zdecydowanie nieciekawej symfonii dźwięków było znacznie trudniejsze, niż pozornie mogłoby się wydawać. Nie pomagało spoglądanie na nadgarstek, na którym zegarek cierpliwie udowadniał, że czas nadal nieubłaganie płynie do przodu, ani wpatrywanie się we własne dłonie, usłane sinymi, grubymi żyłkami biegnącymi tuż pod bladą skórą. Starał się nie myśleć o wszystkich tych razach, kiedy równie bezradnie klęczał na chłodnych posadzkach łazienki, zastanawiając się, czy od wymiotów można umrzeć – przez lata zdołał zrozumieć, że nie można.
Ale warto próbować.
Zamiast rozdrapywać stare rany, które prawdopodobnie już nigdy miały się nie zabliźnić, Magnus pomyślał o tych kilku skutych przerażeniem dniach, kiedy to Ulla pochylała się nad toaletą, w mękach zwracając to, co ledwie zjadła na śniadanie; poranne mdłości żony jego samego doprowadzały do z trudem powstrzymywanych torsji, jak gdyby myśl, że mogła być w ciąży…
Byłeś wtedy przerażony, nie zaskoczyło go zagnieżdżone w myślach zmęczenie, które w końcu dotarło do oczu i podstępnie wyłaziło na światło dzienne. Byłeś wtedy cholernie przerażony, a mimo to podtrzymywałeś jej włosy i pocieszałeś się myślą, że to nic pewnego.
Cichy trzask otwieranych drzwi wywołał u Magnusa niemal mechaniczną reakcję – zerknął w stronę wejścia, spodziewając się najwyraźniej poszukujących zguby okupantów i z niejaką ulgą przyjmując obecność jeszcze jednej kobiety pracującej, która dość prędko oceniła sytuację. Sørensen w milczeniu obserwował pełen czułości gest, jakim starsza z dziewczyn obdarzyła włosy tej młodszej, starając się nie dopatrywać w nim żadnych zbieżności z własnymi odruchami sprzed blisko pięciu lat. Przywoływanie obrazu skulonej na posadzce Ulli byłoby strzałem w kolano – całkowicie zatraciłby trzeźwy osąd sytuacji, która była przecież klarowna.
Jeśli odbierze sierżantom prostytutkę, wyczerpie okupancką cierpliwość i ponownie znajdzie się na cenzurowanym.
Jeśli odda im dziewczynę, straci do siebie szacunek – o ile wciąż go posiadał.
Jeśli spróbuje uciec przez okno, wszystko się ułoży… przynajmniej dopóki nie odnajdzie go Lazare.
A wyglądał na kogoś, kto znajduje ludzi bez problemu.
- Nie – krótkie, stanowcze i bardzo jasne w przesłaniu zaprzeczenie – dla podkreślenia wagi tego pojedynczego, jednosylabowego słówka pokręcił powoli głową, stawiając krok w stronę dziewczyny (ostrożnie, byle z daleka od tego, co nie zdołało wylądować w muszli). – Masz całkowitą rację, w tym stanie nikomu się nie przyda, ale wciąż powinienem odprowadzić ją do klientów – czuł, że każda kolejna zgłoska parzy go jak rozpalony węgielek wciśnięty w usta, ale nie przestawał mówić, dopóki nie znalazł się przy trzeźwiejszej z dziewczyn. – Sierżanci, jeden z blizną na twarzy, siedzieli przy czternastce – powoli zsunął z ramienia nieco wilgotną od alkoholu szmatkę i podał ją starszej z prostytutek z dość oczywistym przekazem w spojrzeniu: wytrzyj ją.
- Jeśli rzeczywiście chcesz pomóc koleżance, sama do nich pójdziesz, żebym mógł zabrać tę małą na zaplecze. Otrzeźwieje tam i kiedy… skończysz pracę, zabierzesz ją ze sobą – doskonale wiedział, że stawia wszystko na jedną kartę, ryzykuje niezadowoleniem barmana, wybrzydzaniem samych sierżantów i na dodatek zdaje się na dobrą wolę zupełnie obcej kobiety, ale w obecnej sytuacji było to jedyne właściwie wyjście. To mniej właściwe w każdej chwili mogło zakończyć się wywleczeniem obu kobiet z toalety i przekazaniem ich w znacznie mniej wyrozumiałe ręce, jednak wspólnymi siłami mogli tego uniknąć.
Prawdopodobnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Sro Mar 29, 2017 12:24 am

#kupa

Bankiet u Abetza był już chyba ostatnią przydatną wiadomością, jaką uda mu się dzisiaj podsłuchać – chwilę później oficerowie wrócili do swoich świńskich żarcików i genitalnego humoru, zgodnie z tym, co podpowiadały im zamroczone alkoholem umysły. Z jednej strony szkoda, bo naprawdę chętnie posłuchałby  jeszcze o jakichś tajnych planach, ale z drugiej strony podsłuchał dzisiaj naprawdę dużo i w dodatku naprawdę przydatnych informacji – jak na jeden raz chyba wystarczy? Fiodor i tak powinien być zadowolony i w aprobacie kiwnąć głową, kiedy mu o tym wszystkim powie. Ach, jaki z niego wzorowy agent i szpieg, nic, tylko chwalić… a jaki zmęczony i senny! Grigoriy z każdą godziną coraz wyraźniej czuł piasek pod oczami, powieki jakoś chętniej opadały i miały pewne trudności z ponownym uniesieniem się, a jego ruchy stały jeszcze bardziej powolne i zwyczajnie pozbawione energii. Coś czuł, że nie ponosi kufli zbyt długo… albo po prostu zacznie je tłuc lub wylewać na Niemców ich zawartość, albo jedno i drugie, co niechybnie skończy się jego śmiercią. I to by było na tyle z jakiegokolwiek zdawania raportu… chociaż przynajmniej już nie musiałby się przejmować tym, że jest zmęczony. W ogóle nie musiałby się już niczym przejmować.
To byłaby zbyt duża strata dla świata, gdyby teraz umarł, dlatego nie mógł do tego dopuścić! Zwłaszcza, że unikanie swoich obowiązków ostatecznie wychodziło mu nie najgorzej. Nie mógł jednak poradzić na sytuację, w której to obowiązki znajdowały jego.
Czy on naprawdę wygląda na osobę, która jest w stanie pomóc komukolwiek cokolwiek dźwigać?! Na przykład przynajmniej dwa razy cięższego od niego Niemca?! Powinien im powiedzieć, że nie ma zamiaru odpowiadać za przypadkowe upuszczenie pułkownika na ziemię? Jego rozbitą głowę? Jego śmierć?  Gdyby tylko nie musiał na każde pytanie odpowiadać twierdząco i z uśmiechem na twarzy…
Dlaczego nie pozwolą mu po prostu pójść do domu i się przespać?! Naprawdę nie ma ochoty na alkohol (za to ma ochotę na sen), który mu tak ochoczo zaproponowali żołnierze, myląc go z jakimś swoim koleżką (jak bardzo byli pijani, że nie zauważyli braku munduru…?). Całe szczęście, że szybko zgubili wątek, który podjęli z chwilą jego podejścia do stolika i kiedy w końcu udało im się dźwignąć nieszczęsnego pułkownika z podłogi, zapomnieli o swojej propozycji i mógł spokojnie oddalić się w stronę baru. Z cichym westchnięciem oparł się o niego ramieniem i przymknął na chwilę oczy.
Spaaać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Sro Mar 29, 2017 12:54 am

Oto stałem u progu piekielnych bram, zachodząc w głowę, co się tu u diabła wyprawia i skąd we mnie równie niepohamowana potrzeba autodestrukcji. Może to wpływ soli z Morza Śródziemnego? Niepewnie przestąpiłem próg piwiarni, mając nadzieję, że zaraz ujrzę, jak w środku horda podpitych Niemców śpiewa Es zittern die morschen Knochen albo coś równie dramatycznego.
Nic z tych rzeczy.
Było głośno, tłoczno i duszno, co podczas Nocy Piwa nie powinno szokować, ale Finów szokowało zawsze – zupełnie jakby z mroźnych Helsinek trafili na spieczone słońcem wybrzeża Madagaskaru, doznając najbardziej drastycznego szoku kulturowego w swoim życiu. Zatrzymałem się raptownie tuż po przekroczeniu drzwi, co było pierwszym z szeregu popełnionych błędów – ktoś natychmiast potrącił mnie ramieniem, robiąc to mniej lub bardziej (zdecydowanie bardziej) naumyślnie i wytaczając się na zewnątrz przy akompaniamencie pijackiego bełkotu. Z daleka, z drugiej strony piwiarni, z zupełnie innego, odległego świata, uśmiechały się do mnie rzędy butelek i napełniane przez barmanów kufle piwa, jakby dobrze wiedziały, co jest grane, tylko nie chciały mi tego powiedzieć. Odetchnąłem głęboko zatęchłym, przesyconym wonią alkoholu powietrzem i właśnie zamierzałem znów to zrobić, kiedy ktoś trącił mnie łokciem.
Nad ranem, kiedy będę leżał powyginany w paragraf, z kolanami pod samą brodą i nieudolnymi próbami nieoddychania zbyt głęboko, bo każdy ruch klatki piersiowej będzie wiązał się z kolejną eksplozją bólu, zacznę zastanawiać się, co ja tu u diabła w ogóle robię. Nie, nie w niewielkiej sypialni w szóstej dzielnicy, ale w ogóle we Francji, w Paryżu. Większość ludzi dałaby sobie spokój z powolną kuracją, z Nocą Piwa, podziękowała najemcy mieszkania – nie, całej francuskiej nacji! – za gościnę, organizatorom za niezapomniane przeżycia i uciekła, gdzie pieprz rośnie z tej klaustrofobicznej sytuacji. Nie istniał żaden prawdziwy powód, dla którego musiałem tkwić w Le Dome, robiąc dobrą minę do złej gry.
Aż powoli zacząłem rozumieć, że nie ma nic bardziej skomplikowanego od więzów znajomości – lub nawet przyjaźni?
Nie mogłem zostawić Bjørna samego (wcześniej na wpół emocjonalnym szantażem przyprowadzając go ze sobą); cokolwiek miałoby się dziać na froncie, w Finlandii, z Ilse, po prostu musiałem dzielnie znosić kolejne szturchnięcia w paryskiej piwiarni – to był czas próby lojalności. Wprawdzie Norwegowi zdarzyło się narobić mi przeróżnych – mniejszych i większych – świństewek, ale wszystko to było wpisane w skandynawską nić porozumienia. Przegrywałem nie przez niego, ale dlatego, że sam niejednokrotnie grałem przeciwko sobie, nie potrafiąc zrezygnować z norweskiego towarzystwa.
Co nie zmieniało faktu, że dzisiejszej nocy niemal wszyscy okupanci zachowywali się jak niespełna rozumu.
Moment, w którym zauważyłem Herr Generalmajora zlał się z chwilą ujrzenia kelnera, taszczącego tacę pełną zamówień; to nie był czas na unikanie spojrzenia Wolfmeyera i użalanie się nad stanem własnych bandaży, które – i tego byłem niemal pewien – gdzieniegdzie mogły zacząć przesiąkać krwią.
Excusez-moi – kosztem trzech kolejnych szturchnięć znalazłem się tuż obok kelnera, na sekundy przed tym, nim ten oddalił się w kierunku innych klientów, by zimnym kuflem piwa przysporzyć im odrobinę radości. – Dwa pilznery pod markizy, do osiemnastki.
Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku i w towarzystwie cichego naturalnie wypowiedzianego przez kelnera takim tonem, jakby wszystkie inne aktywności poza piciem piwa były tu nienaturalne, nabierałem rozpędu w stronę drzwi, zupełnie jak osuwająca się ziemia, która lada moment zasypie senne miasteczko.
Jeszcze trzy kroki, dwa, jeden, najbardziej rozpaczliwy spośród całego szeregu poprzednich, i…
Wydostając się na zewnątrz i ruszając w stronę stolika wyglądałem tak, jakbym starał się o rolę zwłok, które ocean wyrzucił na plażę – narażony na ścisk mundur sprawiał wrażenie nadgryzionego przez ławicę sardynek, a jasne włosy najwyraźniej wystylizował przypływ. Opadłem na krzesło tuż obok Bjørna, powoli unosząc dłoń do twarzy – nawet odgarnięcie z czoła kosmyka włosów wiązało się z cichą walką, którą wygrałem tylko dlatego, że porażka na oczach przełożonego byłaby klęską porównywalną do fińsko-szwedzkiej unii.
Zaraz przyniosą – złożony z (aż) dwóch słów komunikat był jedynym, na co potrafiłem się zdobyć w towarzystwie Eberharta – nie licząc zerknięcia na własne dłonie, które w obecnej sytuacji (i na trzeźwo) wydały mi się zdumiewająco interesującym obiektem.
A przynajmniej nie patrzyły z wyrzutem w czarnych tęczówkach, w których tkwiła niema tęsknota za dwudziestoma markami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Sro Mar 29, 2017 12:32 pm

Tobias Wolfmeyer zamówił jeszcze jeden kieliszek wina dla Madeline, choć sam ledwo dopił swój. Nie mówił już nic więcej, lecz błądził spojrzeniem po zatłoczonym wnętrzu piwiarni, od czasu do czasu zerkając na kobietę. Niedługo przed świtem podniósł się z krzesła i obdarzywszy blondynkę pocałunkiem w dłoń, ruszył w stronę wyjścia. Wielu okupantów zapewne odetchnęło z ulgą, widząc, że Wolfmeyer w końcu zniknął, natomiast sama Madeline do końca Biernachtu nie mogła narzekać na brak towarzystwa, wciąż zapraszana do innych stolików. W pewnym momencie mogło ją jednak zaniepokoić nieco zdziwione spojrzenie jednej z prostytutek, która wpatrywała się w Madeline, jakby widziała ją po raz pierwszy, ale kobieta szybko zniknęła w tłumie opuszczających piwiarnię okupantów.

Chociaż Biernacht dobiegał powoli końca, niektórzy wciąż ścigali się z czasem; Magnus i jego nowa znajoma mieli tylko kilka chwil na podjęcie decyzji odnośnie dalszych losów nieletniej dziewczyny. Gdy z ust Norwega padło stanowcze zaprzeczenie, kobieta spojrzała na niego z niedowierzaniem, jak gdyby wcześniej wzięła go za zupełnie inny typ człowieka. Na całe szczęście wysłuchała go do końca i ostatecznie skinęła powoli głową, uciekając wzrokiem w kierunku swojej młodszej koleżanki. Przyjęła szmatkę i uklęknęła przy cierpiącej, a później zakrawającym o czułość gestem wytarła jej usta.
- Dobrze, pójdę - potwierdziła jeszcze - Wrócę po nią tylnym wyjściem - zapowiedziała, najwyraźniej dobrze orientując się w planie lokalu.
Podniosła się, otrzepała sukienkę i rzuciła ostatnie spojrzenie za siebie, po czym wyszła z łazienki, a Magnus mógł przez krótki moment obserwować, jak faktycznie zmierza we wskazanym kierunku. Potem drzwi się zamknęły, a on został sam na sam z młodą dziewczyną, która na szczęście przestała wymiotować, ale wciąż wyglądała na taką, której przydałoby się kilka godzin snu. Pomysł zaprowadzenia jej na zaplecze wydawał się więc odpowiedni, jednak coś stanęło na drodze jego wykonania.
Norweg usłyszał łomotanie do drzwi, a do środka wbiegła znajoma prostytutka.
- Nie chcieli mnie - oznajmiła, szybko wyrywając się w stronę koleżanki - Powiedzieli, że zamawiali Rosjankę. Przepraszam - pomogła jej wstać i objęła ją w pasie, upewniając się, że ta będzie w stanie iść. Cudem umknęły z pomieszczenia, zanim wpadła do niego trójka sierżantów, otaczając Sorensena. Dwóch z nich niemal od razu wykręciło mu ręce do tyłu i powaliło na kolana.
- Myślałeś, że się nie domyślimy? - dookoła nie było nikogo, kto byłby w stanie mu pomóc, a pierwszy cios pięścią w twarz lekko go zamroczył - Powinieneś zdechnąć, psie - następny był tak celny, że krew z rozciętego łuku brwiowego napłynęła Magnusowi do lewego oka.
Przed trzecim ochronił go barman, otworzył drzwi do łazienki i oznajmił głośno, że Tobias Wolfmeyer właśnie wychodzi, więc trzej sierżanci niemal natychmiast odepchnęli swoją ofiarę, poprawili mundury i zaczęli się oddalać, jak gdyby nigdy nic.
- Wolfmeyer już dawno wyszedł - oznajmił barman, pomagając Magnusowi wstać - Nie pomogę ci z tym rozcięciem, bo chyba trzeba będzie szyć. Ale mam znajomego w szpitalu w dziewiątej dzielnicy. Udaj się do prosektorium i powiedz, że przysyłają cię z Le Dome - dodał ciszej.

Choć zmęczenie dopadało Grigoriya, obowiązki wciąż wzywały, a na zakończenie Nocy Piwa było ich równie dużo, co wcześniej. Stłuczone kufle, rozlany alkohol, połamane krzesło i bałagan w łazience były tylko wierzchołkiem góry lodowej. Gdy Rosjanin przysypiał przy barze, obok niego przemknął zalany w trupa szeregowy; Lykov zauważył go dopiero wtedy, gdy ten był już na zapleczu, które najwyraźniej pomylił z toaletą. Kilka sekund nieuwagi poskutkowało tym, że mundurowy zdążył rozpiąć rozporek i oddawał mocz na beczki z piwem, jedną ręką opierając się o regał. Grigoriy wiedział doskonale, kto będzie odpowiedzialny za posprzątanie tego bałaganu, na całe szczęście wybijała właśnie godzina szósta rano, a okupanci zaczęli tłumnie wylewać się na ulice.

Żaden z okupantów nie pomyślał o tym, by odebrać Fiodorowi broń, tak więc Chirjakow niespodziewanie znalazł się w posiadaniu Walthera PP. Jeśli tylko do końca Biernachtu zdołał ukryć go w bezpiecznym miejscu, nikt nie przypomniał sobie o brakującym pistolecie. Choć Noc Piwa rozpoczęła się dosyć dramatycznie, sam jej koniec nie przysporzył większych zmartwień - może z wyjątkiem uporczywego bólu głowy, który zaczął w pewnym momencie dokuczać Fiodorowi. Bolesne miało być również sprzątanie piwiarni - kiedy okupanci opuszczali 'Le Dome', oczom całego personelu ukazało się pobojowisko.

Kelner szybko dostarczył zamówienia do stolika Jannego, Bjørna oraz Fabiena, a reszta nocy upłynęła zupełnie spokojnie. Po pewnym czasie okupantom znudziło się strzelanie do butelek; przegrani odeszli ze skwaszonymi minami, podczas gdy wygrani udali się po obiecane piwo. Poza tym pod markizami nie wydarzyło się już nic szczególnego - jeśli nie liczyć Hansa Zwiebela, który w pewnej chwili niespodziewanie pojawił przed piwiarnią, trzymając dwa kufle piwa. Wyglądał, jakby kogoś szukał, a kiedy dostrzegł Fabiena, pośpieszył w jego stronę i wręczył mu jeden z kufli.
- To za naszą przyjaźń! - oświadczył bełkotliwie i zaraz zniknął. Nie pokazał się już do końca Biernachtu.
Na Jannego i Bjørna czekał z kolei nieprzyjemny widok, kiedy tylko zdecydowali się wracać. Idąc chodnikiem, mogli w pewnej chwili zauważyć, że w zaułku nieopodal piwiarni spoczywały dwa ciała. Charakterystyczne boa z kolorowych piór pokryte były krwią, podobnie jak czoła dwóch kobiet, na których widniały rany po postrzale. Wyjaśniło się zatem, co Tobias Wolfmeyer miał na myśli, mówiąc, aby zabrać sprzed piwiarni nieszczęsne kobiety.


PODSUMOWANIE

Zapewne nie wszyscy mieli pamiętać ze szczegółami Biernacht, który odbył się w Le Dome, jednak nie ulegało wątpliwości, że był on strzałem w dziesiątkę. Noc Piwa przyciągnęła do Butte-Montmartre rzeszę okupantów, a lejącego się strumieniami alkoholu wystarczyło aż do szóstej nad ranem, kiedy zabawa oficjalnie dobiegła końca. Była to noc pełna dramatycznych zwrotów akcji, która udowodniła, że mechanizmy szaf grających bywały zdradliwe, podobnie jak szczęście w kartach i plamy na mundurze. Pośród personelu Le Dome i gości z One Two Two znalazły się także osoby, które nie zamierzały jedynie usługiwać okupantom, ale żaden z Niemców - nawet sam Tobias Wolfmeyer - nie zorientował się, kto tak naprawdę przebywał w tłumie świętujących Noc Piwa.
Czujność okupantów została wystawiona na próbę, której niestety nie przetrwała - pytanie tylko, jak boleśnie Niemcy mieli odczuć konsekwencje swojej nieostrożności.

Biernacht właśnie dobiegł końca! Bardzo dziękujemy Wam za aktywność, a teraz kilka kwestii technicznych:

1. Bjørn - w pewnym momencie mogłeś dostrzec wychodzącego z piwiarni Wolfmeyera, jednak Herr Generalmajor nawet nie zwrócił na Ciebie uwagi, udając się w swoją stronę. Do samego końca Nocy Piwa nie spotkały Cię już żadne nieprzyjemności, czego nie można było powiedzieć o drodze powrotnej...

Fabien - szczęście w kartach i zakładach raczej nie dopisywało Ci tej nocy, jednak do samego końca Biernachtu mogłeś cieszyć się względnym spokojem, a także piwem, które otrzymałeś od Hansa Zwiebela. Kto wie, może jeszcze kiedyś Wasze relacje nieco się ocieplą?

Fiodor - panujący w piwiarni gwar niestety nie sprzyjał podsłuchiwaniu, dlatego tej nocy nie zdobyłeś żadnych interesujących informacji. Niezbyt trzeźwi okupanci zapomnieli jednak odebrać Ci broń i w ten sposób zyskałeś nieco wysłużonego Walthera PP z dwoma nabojami w magazynku. Nieszczęsna fiolka, która mogła przysporzyć Ci tyle kłopotów, również weszła w Twoje posiadanie, jeśli tylko zdecydowałeś się po nią wrócić. Zidentyfikowanie jej zawartości mogło być jednak problematyczne - stanowiły ją białe, drobne kryształki, które nie miały żadnego zapachu. Warto było zatem znaleźć kogoś, kto potrafiłby określić, co dokładnie znajdowało się w fiolce.
To jednak nie wszystko - choć sam nie dowiedziałeś się dziś niczego, Grigoriy zdołał usłyszeć całkiem sporo i być może dobrym pomysłem jest omówienie zdobytych przez niego informacji w trzyosobowym gronie.
Fiolka i pistolet zostają dopisane do Twojego ekwipunku.

Grigoriy - sprzątanie bałaganu, który pozostawili po sobie okupanci, raczej nie należało do najprzyjemniejszych zajęć. Mimo ogarniającego Cię z każdą chwilą zmęczenia mogłeś być jednak dumny - przez nieuwagę Niemcy podzieli się z Tobą informacjami, które z pewnością mają olbrzymie znaczenie i które w najbliższym czasie powinieneś omówić ze swoim przełożonym.

Madeline - choć nie usłyszałaś tej nocy zbyt wielu ciekawych informacji, bez wątpienia zyskałaś zainteresowanie Tobiasa Wolfmeyera. Niewykluczone, że tożsamość Colette może Ci się jeszcze przydać, choć musisz być ostrożna. Nie miałaś też większych problemów, aby opuścić 'Le Dome' wraz z prostytutkami z One Two Two i w odpowiednim momencie odłączyć się od grupy.

Magnus - Biernacht nie zakończył się dla Ciebie pomyślnie - rana, którą odniosłeś, nieustannie pulsowała bólem i krwawiła równie obficie, więc być może należało skorzystać z rady barmana i udać się do prosektorium. Bez wątpienia pracuje tam ktoś, kto może Ci pomóc.
Do szóstej nad ranem nie dostrzegłeś młodej dziewczyny, a kiedy okupanci w końcu zaczęli opuszczać 'Le Dome', nadarzyła się okazja, aby zabrać z zaplecza notatki sierżanta. Stanowią one cenny nabytek, ale tylko od Ciebie zależy, co zamierzasz z nimi zrobić.
Z Twojego ekwipunku zostaje wypisana zapalniczka (którą przywłaszczył sobie wcześniej jeden z sierżantów); w sprawie notatek zgłoś się natomiast do Mistrza Gry w prywatnej wiadomości, jeśli tylko chcesz kontynuować ten wątek.

Janne - zgodnie z Twoimi przewidywaniami bandaże przesiąkły krwią w kilku miejscach, natomiast w ranach raz po raz odzywał się ból. Zdołałeś jednak wytrwać do końca, ale w drodze powrotnej odkryłeś, że dla niektórych Biernacht okazał się być o wiele bardziej bolesny.

2. Przy punktacji za wydarzenie Mistrz Gry brał pod uwagę odpisy w kolejkach i zgłaszane nieobecności, a także inicjatywę własną w postach. Ze względu na Wasze zaangażowanie punktacja została nieco zwiększona i prezentuje się następująco:

Bjørn, Fabien, Fiodor, Grigoriy, Madeline, Magnus, Janne - otrzymujecie po 100 PR.
Dodatkowe 20 PR trafia również do Fiodora za sam pomysł na wydarzenie, za który bardzo dziękujemy!

3. Jeśli chcecie, możecie napisać jeszcze po jednym poście.

4. Na zakończenie zachęcamy, by jeszcze raz posłuchać hitu tego wieczoru, a poza tym do zobaczenia w fabule. Oby kostki Wam sprzyjały! :>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   Czw Mar 30, 2017 10:31 pm

Zapalniczka wydała z siebie szczekliwy, metaliczny dźwięk – to charakterystyczne, niemożliwe do pomylenia z czymkolwiek innym pstryk, pstryk – wykrztuszając bezradnie kilka słabych iskier, które na moment rozrzedziły gęsty półmrok nocy i w końcu zgasły bezradnie.
Westchnął ciężko, obracając w palcach papierosa. Gorzkawy smak alkoholu w ustach wymagał okadzenia wonnym dymem, więc kiedy tylko Eberhart dotarł do stolika numer osiemnaście, sięgnął po niemile widzianą w wojskowych strukturach (zwłaszcza na tym stanowisku) używkę. Pełna, licząca dwadzieścia sztuk ciężka papierośnica, na której ktoś wygrawerował ładne, choć niewiele mające wspólnego z Fabienem inicjały – w prawym, górnym rogu połyskiwało srebrzyście zawijane E.R. – przesunęła się po blacie zachęcająco w kierunku Norwega i tam pozostała, uszczuplona przez Eberharta o jednego papierosa.
Dokładnie tego, którego powoli i metodycznie miętolił między palcami, nie potrafiąc zdecydować się, czy raz jeszcze podjąć próbę odpalenia zapalniczki, czy też był to boski znak, że najwyższa pora rzucić palenie. Najwyraźniej aspekt religijny nie był dość przekonującym argumentem, bo Fabien ponownie wsunął filtr między wargi i przesunął kciukiem po metalowym kółeczku, które po raz kolejny odezwało się pstryknięciem, tym razem zakończonym pełnym sukcesem. Jasny płomień rozbłysnął wesoło zanim Sørensen wyruszył na heroiczne poszukiwania własnej zapalniczki – co byłoby zabawne w obserwowaniu, ale niekoniecznie satysfakcjonujące w przyjęciu pomocy.
- Byłem – przyznał z lekkim skinięciem głowy, mocno zaciągając się dymem. Rozżarzone oczko papierosa rozpaliło się wściekle, na moment stając się jednym z najjaśniejszych punktów pod markizami. W końcu przygasło bezradnie, pozbawione dotyku ust Fabiena i pochylone nad popielniczką, w której, o dziwo, nie spoczywał ani jeden pet.
Aż tak dbali tu o czystość?
- Żałuj, Sørensen. Szafa grająca się zepsuła i jakiś kretyński kelner próbował ją naprawić – uśmiechnął się brzydko na samo wspomnienie tamtej sytuacji – i przede wszystkim wściekłej, gęstej ciszy, jaka zapadła we wnętrzu piwiarni – po czym strzepnął odrobinę popiołu do popielniczki. – Jego próby skończyły się uruchomieniem Marsylianki w lokalu pełnym okupantów. Na zewnątrz mogliście nie słyszeć melodii, ale strzał pewnie byście usłyszeli, gdyby nie…
Urwał raptownie, niemal wypuszczając spomiędzy palców papierosa. Nagle do niego, idioty skończonego, dotarła rażąca oczywistość – ten sam barman, który przerwał francuski hymn, nim którykolwiek z Niemców postanowił zrobić to znacznie brutalniej, oddał dwa spudłowane strzały do butelek.
Zdumiewające, że szybkość reakcji nie szła w parze z celnością.
- … gdyby barman nie wyrwał kontaktu z gniazdka – dokończył ciszej, zaciągając się papierosem. Wzrok Eberharta mimowolnie pomknął w stronę drzwi, zupełnie jakby Fabien spodziewał się dostrzec tam pracownika piwiarni, ale zamiast tego zauważył Fina – wyglądającego tak, jakby właśnie wracał z frontu, nie wnętrza baru. Obersturmbannführer z trudem powstrzymał usta przed uśmiechem, który niepotrzebnie zdradziłby sympatię dla przybysza z odległej Finlandii – pomimo całej specyfiki Jannego, uparcie nie dającego się namówić nawet na wizytę w One-Two-Two, Eberhart przepadał za tym chłopakiem. Był trochę jak syn – wyjątkowo wyrośnięty i niedopuszczalnie nieśmiały, ale w zasadzie dobry.
Może aż za dobry na czasy, w których przyszło mu żyć?
- Wolfmeyer dosiadł się do pokerowego stolika, ale nie mieliśmy okazji zagrać – skinął lekko głową na cichy komunikat Fina i ponownie skupił całą uwagę na Norwegu, wydmuchując z płuc kłębek siwego dymu. – Poza tym prowadził z jedną z pań grę innego rodzaju – tym razem pozwolił sobie na lekki uśmiech (i odnotował to sformułowanie w myślach, żeby użyć go przy Langbeinie), któremu towarzyszyło zniżenie tonu do konspiracyjnego pomruku – jeszcze tego brakowało, żeby jedna z usłużnych glist doniosła Herr Generalmajorowi słowa Eberharta.
Nie zdołał dopalić papierosa, kiedy jeden z kelnerów przyniósł do stolika upragniony alkohol – Fabien cierpliwie zdławił rozpalone oczko w popielniczce i sięgnął po kufel, rozpoczynając tym samym jeden ze spokojniejszych etapów Nocy Piwa. Harmonię zakłócił dopiero Zwiebel, który wychynął z wnętrza piwiarni i uraczył Fabiena alkoholem – ani Janne, ani Bjørn nie mieli do tej pory okazji oglądać równie zaskoczonego i zmieszanego Eberharta, co w momencie, w którym przyjmował kufel.
Przyjaźń?
Pokręcił lekko głową, skrupulatnie odnotowując ten incydent w myślach.
Ja ci pokażę przyjaźń, Zwiebel…
Była to jedna z ostatnich, trzeźwiejszych myśli Fabiena – przebieg kolejnej godziny to jedynie urywki, w których pije piwo, zapala kolejnego papierosa, opowiada młodym Skandynawom sprośny dowcip rodem z sił pancernych, dopija trunek i chwiejnie wstaje od stolika, myśląc wyłącznie o jednym: żonie, która czekała na niego w łóżku.

papa, pokerowe karty! było super!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Piwiarnia 'Le Dome'   

Powrót do góry Go down
 
Piwiarnia 'Le Dome'
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Butte-Montmartre-
Skocz do: