IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Antykwariat 'Le Rarissime'


Share | 
 

 Antykwariat 'Le Rarissime'

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Antykwariat 'Le Rarissime'   Czw Sie 18, 2016 9:17 pm



Antykwariat 'Le Rarissime'

W zakamarkach ukrytego w plątaninie uliczek dzielnicy Butte-Montmartre antykwariatu znaleźć można przedmioty które, jak mówi właściciel, pamiętają jeszcze czasy samego Napoleona. Pokryte kurzem porcelanowe talerze, miedziane świeczniki, rozpadające się książki z zasuszonymi wewnątrz kwiatami czy listami miłosnymi, których autorzy prawdopodobnie już dawno nie żyją, czekają na nowych właścicieli, którzy gotów będą tchnąć w nich odrobinę życia i być możne nadać zupełnie nowe znaczenie. Wnętrze, wydawałoby się niewielkiego sklepiku, sprawia wrażenie, jakby czas stanął w miejscu, a wojenna rzeczywistość okupowanego Paryża nie miała tam wstępu. Choć bez wątpienia i ciekawscy Niemcy zaszczycili starszego pana, właściciela antykwariatu, swą obecnością, nie są oni najczęstszymi bywalcami żywej kapsuły czasu. Mimo tajemniczego wyglądu i panującego w środku nieładu sprawia przytulne wrażenie i czasem wciąż można zobaczyć wychodzących stamtąd klientów z szerokimi uśmiechami na twarzy. Ciekawe, co skrywa on na swoim zapleczu?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Wto Sie 30, 2016 2:25 pm

Butte-Montmarte wyjątkowo świeciła dziś pustkami. Niesprzyjająca pogoda oraz znajdująca się nieco na uboczu, stara uliczka zdecydowanie nie zapraszały przechodniów na kolejny spacer. Choć może to lepiej? Tabliczka widniejąca w oknie antykwariatu i tak wskazywała, że pozostaje on zamknięty aż do jutra, okna zostały pozasłaniane ogromnymi połaciami kartonu, a drzwi... no cóż, gdyby jakiś śmiałek odważył się chwycić za mosiężną klamkę, zapewne z zaskoczeniem dostrzegłby, że pozostają one otwarte, a w środku nerwowo kręci się właściciel, przestawiając wciąż i wciąż kolejne przedmioty. Mimo że wydaje się zajęty swoją pracą, cały czas ma na uwadze, kto mija próg jego antykwariatu - niechcianych gości wyprasza, tłumacząc się porządkami, zaś znajome twarze z Ruchu Oporu, przyjaznym gestem zaprasza na zaplecze.

Macie teraz chwilę na dotarcie na umówione miejsce, krótkie rozmowy i ewentualnie powitanie, jeśli się nie znacie. Oficjalna część zacznie się wraz z przyjściem dowódcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Wto Sie 30, 2016 2:41 pm

Początkowo Morgane nie za bardzo miała ochotę na wyjście z domu - pogoda nie należała do najlepszych, a w dodatku od jakiegoś czasu humor panny La Fayette był dość popsuty przez niemiłe spotkanie z okupantami w teatrze.
Nie, żeby było to po niej widać, rzecz jasna. Była przecież wspaniałą aktorką.
Jej twarz jednak rozświetliła się od razu, kiedy została poinformowana o spotkaniu. Natychmiast zmusiła się do tego, żeby na jej twarzy nie było widać żadnych silniejszych emocji, na wypadek gdyby ktoś spostrzegawczy patrzył, jednak w środku była podekscytowana.
Chyba powinna na o wiele poważniej brać działanie w Ruchu Oporu, jednak kto zabroni przy okazji cieszyć się małymi rzeczami?
Morgane była zdecydowanie uzależniona od adrenaliny, więc punktualnie stawiła się w antykwariacie, przywitała właściciela uśmiechem i ruszyła w kierunku zaplecza, wchodząc tam z typową dla siebie pewnością siebie i charyzmą, tak jakby to ona była dowódcą, a nie ktoś inny.
No cóż, nie to żeby chciała być dowódcą. Aż tak narażać się nie chyba nie chciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Wto Sie 30, 2016 2:53 pm

Damien miał już dosyć codziennej rutyny. Co prawda, ten tydzień przyniósł mu więcej adrenaliny niż żaden inny, ale dalej stali w miejscu. Nie licząc drobnych sprzeczek słownych chłopak wiódł normalne życie. Rano szedł do pracy i wracał po południu, lub wieczorem, w zależności od zmiany. W domu pomagał przy codziennych pracach. Sprzątał, przygotowywał obiad, nic specjalnego.
Wracając z pracy zaczepił go znajomy chłopak. Renard szybko załapał o co chodzi. Nie okazywał wtedy tego, ale był prze szczęśliwy. Nareszcie zaczynają działać! Przynajmniej taką miał nadzieję.
W nocy prawie nie zmrużył oka, myśląc o następnym dniu. W końcu zasnął, bo lepiej być rano pełnym energii do działania.
Młodzik zjadł małe śniadanie i ruszył na umówione miejsce. Wszedł do antykwariatu obdarzając szerokim uśmiechem właściciela. Ten zaprowadził go na zaplecze gdzie była już Morgane.
-Witam- przywitał się skinięciem głowy. Z dziewczyną miał bliższą relację niż z innymi członkami Ruchu Oporu. Jednak powstrzymał się przed rzuceniem się jej na szyję i tylko skinął głową. Cieszył się że tu jest. To znaczy, że Szkopy jeszcze jej nie wezwali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Wto Sie 30, 2016 3:09 pm

Tak - w końcu działanie RO. Morgane też była bardzo szczęśliwa z tego powodu. W końcu miała szansę na zrobienie czegoś - to znaczy, taką miała nadzieję, że jednak przyszli tutaj zrobić poważniejsze ustalenia, a nie na pogaduchy na temat przyszłych planów, które zrealizują kiedyś tam.
Usiadła gdzieś, bo na pewno było tu jakieś miejsce, gdzie można było usiąść, w sumie nieco rozczarowana, że jest pierwsza i nie ma z kim porozmawiać.
Albo przed kim się popisać swoją niesłychaną mądrością, to też prawda.
Drzwi otworzyły się, a do środka wszedł Damien, do którego uśmiechnęła się szeroko, przypominając sobie ostatni raz kiedy się widzieli. To zdecydowanie nie były miłe wspomnienia, ale cieszyło ją to, że nic się nie stało.
Potem przypomniała sobie o tym, jak jej adres został spisany i westchnęła cicho. Oby zapomnieli. Wątpiła w to, ale jednak nadzieję miała.
Nie dała jednak po sobie poznać, że ma jakieś wątpliwości.
- Renard - skinęła głową z uśmiechem, bo jednak na spotkaniach RO większość posługiwała się pseudonimami, jeśli ktoś je miał. Tak zdecydowanie było bezpieczniej, na wypadek gdyby ktoś przypadkiem podsłuchał nazwisko, czy coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Wto Sie 30, 2016 3:17 pm

| start!

Była odrobinę stremowana przed dzisiejszym spotkaniem, w głównej mierze dlatego, że dziś miały pojawić się także osoby spoza jej oddziału, a poza tym, byłoby to chyba jej pierwsze zebranie bez Rene. Wuj nie mógł pojawić się w antykwariacie o wyznaczonej godzinie, lecz Margot wiernie przyrzekła mu zdanie relacji i przekazanie wszelkich szczegółów.
Wreszcie coś zaczynało się dziać!
Chociaż Orlean i tak miał pełne ręce roboty przez okres zimowy, bo przecież głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, jednak inne oddziały zapewne aż rwały się do czynnej walki. Każdy chciał się zemścić, każdy chciał uprzykrzyć życia Okupantom w największym możliwym stopniu. Chociaż Dubois i tak podejrzewała, że najbliższe spotkanie nie będzie dotyczyć omawiania planu ofensywnego.
Czytała gazety, słuchała ludzi, znała także wieści od swoich koleżanek i kolegów, zdawała więc sobie sprawę, że Ruch Oporu stracił ostatnimi czasy całkiem porządny magazyn wraz z zawartością. Należało uzupełnić braki i jeśli mogła cokolwiek w tym pomóc, nie zamierzała siedzieć bezczynnie.
W antykwariacie pojawiła się nieco przed czasem, ubrana w ciepły płaszcz, szczelnie opatulona szalikiem i z czapką naciągniętą na uszy. Z jej skłonnością do infekcji nie można było igrać z mrozem. Przekroczyła próg pomieszczenia i przywitała się grzecznie, dyskretnie rozglądając dookoła. Po chwili została skierowana na zaplecze, gdzie też podążyła.
- Cześć - przywitała się, chociaż wypadło to dziwnie cicho, dlatego odchrząknęła i zaczęła zdejmować z siebie warstwy ubrania, by przebywający w antykwariacie mogli chociaż ją rozpoznać.
Jedną osobę już znała, dlatego to właśnie obok niej postanowiła usiąść - Morgane jak zwykle wyglądała na podekscytowaną, a Margot miała nadzieję, że udzieli jej się nastrój rudowłosej.
Chłopaka nie kojarzyła, ale miał bystre spojrzenie i wyglądał na całkiem porządnego, dlatego jego także przywitała delikatnym uśmiechem. Na więcej się nie zdobyła.

_________________
I can't breathe any faster, all the air I wanna capture it's heavy and it hurts my head. If you found me, would you save me? Will I come back from this?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Wto Sie 30, 2016 4:10 pm

O, tak, Orlean miał całkiem dużo roboty i cieszyło to Morg - lubiła pomagać innym. W porządku, czaaseem robiła to bardziej dlatego, żeby samemu móc czuć się dobrze, jednak ten uśmiech, którym ją nagradzali ludzie, którym w jakiś sposób pomogła sprawiał, że naprawdę chciała dalej to robić. Dla innych, nie dla siebie. Wiedziała, że potrafiła być straszną egoistką, ale jednak starała się to ograniczać.
Zanim Damien się do niej odezwał, w antykwariacie zjawiła się kolejna znana jej osoba.
- Margot, cześć! - obdarzyła dziewczynę szerokim uśmiechem, mając nadzieję, że nie odstraszy tym koleżanki, bo jednak przez większość czasu miała wrażenie, że Dubois za nią nie przepada. A jednak nie chciała, żeby ktokolwiek w RO za nią nie przepadał. Chciała, żeby tylko Niemcy się jej bali.
Ale to jak już Ruch Oporu ich wykurzy z kraju. Bo jeśli teraz będą się jej bali, to będą na nią za bardzo zwracać uwagę.
A wtedy pewnie nie miałaby jak brać udziału w tym wszystkim, a przecież tego nie chciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Wto Sie 30, 2016 9:24 pm

Lubił to miejsce. Antykwariat był swego rodzaju przeciwieństwem Biblioteki i Księgarni. Biblioteka przygnębiała pustymi półkami. Próżno szukać w niej wcześniejszych wydań zbioru wierszy Rimbauda czy rękopisów Crosa. Nawiasem mówiąc, z których pracownicy Biblioteki musieli być niezwykle dumni. Niemieccy złodzieje wynieśli, co się tylko dało. Co za parszywe czasy. Złodzieje w biały dzień okradają Bibliotekę. Na oczach wielu ludzi.
Za to Księgarnia pachniała nowością. Wizyty w niej pozwalały jako tako zorientować się, co ostatnio działo się w świecie literatury. Jakiego autora wznowiono, kto zadebiutował, czyja książka podbijała serca czytelników.
Częściowo.
Wojna naginała rzeczywistość do własnych reguł. André był niemal pewien, że władze wykluczyły ze sprzedaży wiele interesujących książek. Interesujących i niebezpiecznych. Słowa potrafiły być równie groźne, jak wystrzelone z pistoletu kule. Przechadzający się ulicami Paryża mundurowi stanowili doskonały przykład tego, do czego też prowadziły słowa.
Ponadto... Zdawało się mu czy w Księgarni niemieckie książki przeważały nad francuskimi? Mniejsza o to. Wielu Paryżan pragnęło spokojnie przeżyć okupację i mieć za co kupić chleb. Także właściciel Księgarni. Wypadało okazać nieco wyrozumiałości. To, co wypadało zrobić niekoniecznie zgadzało się z tym, co chciało się zrobić. W takich sytuacjach jednak należało mierzyć siły na zamiary. Przyjąć pewne rzeczy takimi, jakie były.
Tabliczka zawieszona w oknie informowała, że dzisiaj antykwariat nie pracował. Niezrażony tą informacją André pociągnął za klamkę. Drzwi rozwarły się bez problemu, odsłaniając przed nim wnętrze sklepu. Przywitało go ciepło, zapach kurzu i starych książek. To również jakaś odmiana od zimna oraz podmuchów porywistego, mroźnego wiatru.
Pozdrowił przesympatycznego właściciela antykwariatu. Zamienili parę słów o pogodzie i nowych książkowych tytułach po rozsądnych cenach.
Postaram się znaleźć więcej czasu na przejrzenie pańskiej oferty, obiecał starszemu mężczyźnie po krótkiej wymianie zdań. Rozmowa urwała się. André zerknął wymownie na wejście na zaplecze, co skłoniło właściciela do wykonania bliżej nieokreślonego gestu. Zaproszenia do zgłębienia tajemnic skrywających się poza wzrokiem zwyczajnych klientów przychodzących do antykwariatu. Czyż to nie ekscytujące?
Owszem. Do momentu aż odkrywało się, że tajemnica nie wzbudzała przerażenia ani nie szokowała. Przypomniała trójkę młodych ludzi. Prowadzących konwersację. Najwyraźniej na coś oczekujących.
- Witam. Przyszliście na tą wyjątkową wyprzedaż książek? Właśnie zauważyłem, że Antykwariusz układa na ladzie powieści Josepha Conrada. Serdecznie polecam - zwrócił się do towarzystwa, lekkim, niemalże radosnym tonem. Książki nie musiały być ulubionym tematem rozmów obecnego tu pana i obu pań. Jednak nikt chyba nie zaprzeczyłby twierdzeniu, że książki zbliżały ludzi. Pomagały znieść nudę. Zwalczały stres. Skracały czas oczekiwania na pociąg, na wizytę u lekarza, na rozpoczęcie ważnego zebrania. Czemu nie zacząć od książek, skoro spotkali się w antykwariacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Wto Sie 30, 2016 10:57 pm

Mróz nieprzyjemnie szczypał go w szyję i odsłonięte uszy, gdy ślizgając się na ośnieżonym chodniku, zmierzał w stronę miejsca spotkania. O dziwo, czuł się prawie dobrze; długi spacer i otrzeźwiające, lodowate powietrze, skutecznie pomagało oczyścić myśli, skłębione wokół szeroko pojętych trosk dnia codziennego, które raczej się nawarstwiały niż znikały, mimo że teoretycznie powinien był do tego czasu odnaleźć się już w stolicy. Tak zakładał jego plan. A jednak, swastyki na budynkach, zatrzaśnięte okiennice dookoła i pozaklejane szyby, nadal wyglądały tak samo obco jak na początku; patrzył na nie niechętnie, w miarę możliwości woląc raczej uparcie wbijać spojrzenie w szarobrązową breję na ulicach, niż podziwiać okolicę, na każdym kroku przypominającą mu o tym, że zawiódł. Zawiedli wszyscy, wpuścili wroga do kraju i teraz – szamocząc się i działając po omacku – musieli jakimś cudem się go pozbyć.
Mathieu nie był pewien, czy nadal wierzył w cuda.
Zatrzymał się w pobliżu wejścia, kradnąc dla siebie ostatnie sekundy świeżego powietrza i przestrzeni, zamiast od razu wejść do zakurzonego wnętrza budynku. Kierowany wyuczonym nawykiem, wyciągnął z kieszeni papierosa, ale go nie zapalił; wpatrując się w osłoniętą kartonem wystawę, obrócił tytoniowy rulonik kilka razy w palcach, jakby się zastanawiał, po czym pokręcił nieznacznie głową i schował go z powrotem. Wziął jeszcze kilka głębokich wdechów, mając wrażenie, że tysiące mikroskopijnych kryształków lodu wbijają się w jego płuca i dopiero po tym chwycił za mosiężną klamkę, otwierając drzwi i wsuwając się klaustrofobicznego lokalu.
Nie miał ochoty na pogawędkę, ale skinął uprzejmie głową w stronę kręcącego się między półkami właściciela, otrzepując ośnieżone buty na wycieraczce. Otrzymawszy milczące przyzwolenie, ruszył w stronę zaplecza, które okazało się być jeszcze mniejsze, niż samo wnętrze sklepu. I zdecydowanie bardziej zatłoczone; objął spojrzeniem sylwetki dwóch mężczyzn i dwóch kobiet, wśród zebranych rozpoznając jedynie Morganę i Damiena. Tej pierwszej posłał ciepły uśmiech, do drugiego wyciągnął rękę; do pozostałej dwójki jedynie kiwnął, zniżając lekko czoło w niemym geście powitania. Nie oznaczało to, że im nie ufał – na to nie mógł sobie pozwolić, wojsko nauczyło go, że jeżeli należało polegać na kimkolwiek, to był to twój własny oddział – ale ostatnimi czasy nie za dobrze radził sobie z przełamywaniem pierwszych lodów, całkiem komfortowo czując się w cieniu, w którym zazwyczaj pozostawał.
Teraz też przystanął gdzieś z boku, rozpinając poły ciemnego płaszcza, ale go nie zdejmując i pozornie swobodnie (choć od rozluźnienia był daleki) opierając się plecami o gładką powierzchnię ściany. Nie przyglądał się nikomu nachalnie, spojrzenie zawieszając na nieokreślonym punkcie po drugiej stronie pomieszczenia i cierpliwie czekając na przybycie dowódcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Sro Sie 31, 2016 12:32 pm

To jak z paradoksem herbaty.
Wraca człowiek do domu po ciężkim dniu i jedyne o czym potrafi myśleć to filiżanka pysznej, ciepłej herbaty. Wypitej w łóżku, do dobrej książki (periodyków naukowych mało teraz wydają). Kuchnia akurat wolna, z entuzjazmem można zabrać się do zaparzania, bez obowiązku zamienienia kilku słów z koleżanką spod piątki (ta zawsze umiera na jakąś nieuleczalną chorobę, okropnie przy tym dramatyzując. W przeciągu ostatniego miesiąca cierpiała już na suchoty, koklusz i przepuklinę). Zamyka się drzwi od pokoju, zrzuca z nóg pantofle i…
Trzeba poczekać. Bo napój jest za gorący.
Dmuchanie nie wystarczy. Minuta wpatrywania się w parujący kubek też nie pomaga. Sięga zatem człowiek za książkę, bo przecież szkoda czasu, a kiedy znowu przypomina sobie o pysznej, ciepłej herbatce…
Ta jest zimna.
I nie do wypicia.
Cały wieczór zmarnowany, obrażony człowiek idzie spać, a kubek tak się kurzy, przypominając o porażce.
Podobnie jest z przybywaniem na miejsca o wyznaczonych terminach. Nie potrafię być nigdzie równo na czas. Albo jestem o wiele, wiele za wcześnie i umieram z nudów przez kolejną wieczność - albo się spóźniam.
Nigdy po środku. Nigdy. Zmarnowałam pół życia na licealno-uczelnianych korytarzach by nie spóźniać się na istotne wydarzenia jak egzaminy czy zapiekankę ziemniaczaną na stołówce.
Przekonana, że jestem przeraźliwie spóźniona, miałam w planach po prostu przebiec kilka przecznic - ale w porę się powstrzymałam. Nic tak nie zwraca uwagi jak bieg! Byłabym fatalnym szpiegiem, rozpracowaliby mnie po jednym dniu.
Stąd zapewne to zdziwienie malujące się na mojej twarzy -  kiedy już przekroczyłam próg zaplecza ze skruszoną miną, gotowa przepraszać za swój całkowity brak odpowiedzialności, a okazało się, że jestem na czas. Nie spóźniona.
- Czołem - niezręcznym machnięcie ręki na przywitanie bardziej i mniej znanym twarzom. Morganę zna chyba każdy, jest i Mathieu wywołujący niezręczność machnięcia. Jean od meldunków i dwójka których chyba nie poznałam osobiście, ale jestem prawie pewna, że widziałam podczas kilku zebrań.
Sami swoi!
- Myślisz, że wyprzedaż obejmuje i Verne'a? - mały Thierry ma już pięć lat, to najwyższa pora by poznał trudy podmorskiej żeglugi czy podróży dookoła świata.
Kto wie, może jeszcze zostanie odkrywcą i podróżnikiem!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Sro Sie 31, 2016 12:41 pm

Powoli antykwariat - no, jego zaplecze - wypełniało się kolejnymi ludźmi, a Morgane miała kłopoty z opanowaniem swojej ekscytacji.
Och, jak cudownie, coś się dzieje! Dla takich chwil żyła, dla takich chwil istniała. Miała nadzieję, że może w końcu omówione zostanie coś naprawdę ważnego - trzeba zacząć działać, prawda? Jakoś poważniej. Uwolnić Francję od brudnych Niemców.
Do sali wszedł André i zaczął temat książek, co sprawiło, że Morgane aż podskoczyła na krześle.
- Naprawdę? Chciałabym przeczytać. W sumie od dłuższego czasu chcę przeczytać - odparła z entuzjazmem, który może mieć tylko ktoś, kto jest molem książkowym. Jak tu nie uwielbiać czytać, jak jest tyle wspaniałych, przecudownych pozycji, za które można się zabrać?
W sali potem pojawił się Math, którego uśmiech odwzajemniła, bo lubiła Bernarda - w końcu wciągnęła go do Ruchu Oporu - a za nim Lou, do której również się uśmiechnęła. Cieszyło ją to, że znała niemal każdego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Sro Sie 31, 2016 7:08 pm

Dawno nie był w tym miejscu, więc miał prawo zapomnieć którędy ma się udać, żeby dotrzeć do antykwariatu. Był w tym miejscu tylko raz, a i w tedy miał kłopot z odnalezieniem się między uliczkami tej części miasta. Rzecz jasna dostał wiadomość od łącznika o spotkaniu i czuł lekką ekscytacje, którą czuł przed prawię każdym spotkaniem z podziemia. Ledwie kilka dni wcześniej był na spotkaniu swojego oddziału, a dzisiaj dojdzie do kolejnego. Cudowna sprawa jak dla kolaboranta żadnego działania takiego jak on. Zbitki informacje jakie przekazał mu ulotkarz nie mówiły za wiele o tematyce spotkania, ani czy spotka się jedynie ze swoim oddziałem czy z mieszaną grupom. Właściwie to nie miało większego znaczenia skoro wszyscy działali w jednej sprawie.
Dotarcie do celu utrudnił jeszcze patrol niemieckich żołnierzy, więc dla ostrożności musiał przejść lekko okrężną drogą. Nie chciał też pytać o drogę przechodniów, bo mogłoby to wzbudzić podejrzenia. Szukać sklepu który jest dzisiaj nieczynny? Może podejrzane, może nie, ostrożności nigdy za wiele. W końcu niespodziewanie wychodząc za rogu ulicy dostrzegł znajomy szyld i okiennice. Strzepując śnieg z butów wszedł spokojnie do środka, rozglądając się dyskretnie.
- Czy znajdę coś od Puszkina? - zawołał, chcąc wywołać właściciela. Ten wyłonił się zza jednego z regałów i ruchem głowy wskazał na zaplecze. Nie mówiąc nic więcej, skierował się w wyznaczonym kierunku. Większość z obecnych znał, a miał nadzieję, że resztę będzie miał okazję poznać.
- Serwus. - z lekkim uśmiechem przywitał się ze znajomymi i przeszedł wzrokiem po zebranych. W tedy dostrzegł też Renarda i nagle zniknął mu uśmiech. Jeszcze pamiętał ich ostatnie spotkanie i nerwy z nim spotkane. Nie będzie tego teraz wyjaśniał przy wszystkich, ale pewnie będzie musiał z nim porozmawiać o tym. Nawet już nie wiedział czyja to do końca była wina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Sro Sie 31, 2016 8:56 pm

Stanie w dwójkę na zapleczu antykwariatu było troszkę niezręczne. Jakby postali tam dłużej, ktoś mógłby zacząć wysuwać podejrzliwe wnioski. Na szczęście nie stali tak długo, bo do pomieszczenia weszła kolejna osoba. Ile ich tak w ogóle miało być? Tego chłopak nie wiedział. Domyślił się tylko tego, że osoby są z różnych oddziałów.
Renard zawiesił wzrok na dziewczynie. Zrobiło mu się tak jakoś ciepło w środku. Dla młodzieńca czas się zatrzymał, a raczej zwolnił. Jak na typowych filmach, kiedy to osoba patrzy na miłość swojego życia. Dziewczyna zdejmowała z siebie okrycie wierzchnie bardzo powoli. A raczej mózg Damiena sobie to ubzdurał. Dopiero gdy ich spojrzenia się spotkały, chłopak zdał sobie sprawę że cały czas się na nią gapił, tymi swoimi sarnimi oczami. Spuścił wzrok i uśmiechnął się nie śmiało, po czym znowu spojrzał na dziewczynę. Może wypadałoby się przedstawić? Ale jak to się robi? Jak się rozmawia z dziewczynami? Damien w młodości miał wielkie powodzenie u dziewczyn, i gadki przychodziły mu z łatwością, a teraz, w jego brzuchu latały przysłowiowe motyle.
Już chciał podejść i coś powiedzieć, kiedy to do pomieszczenia weszła kolejna osoba. Damien skupił na nim wzrok. Zagadał o książkach, ale młodzik bał się teraz cokolwiek powiedzieć. Może dlatego że zaschło mu w ustach, a nie chciał wydać z siebie jakiegoś niepokojącego odgłosu.
Chwilę później wszedł następny, tym razem ktoś znajomy. Mathieu. Renard znał go, od jakiegoś czasu jest z nim w oddziale. Miał przyjemność oprowadzić go po Paryżu. Podał mężczyźnie rękę i uśmiechnął się serdecznie. Na chwilę mógł pomyśleć o czymś innym.
Do pomieszczenia wchodziły inne osoby, mniej lub bardziej mu znane. Chłopak wszystkich obdarzał młodzieńczym uśmiechem, tyle że co jakiś czas spoglądał w stronę Margot. Bo tak miała na imię, prawda? Czy to był jej pseudonim?
Następny wszedł Canian. Renard miał ochotę się roześmiać, kiedy to przypomniało mu się ich ostatnie spotkanie. Nieźle go wtedy zezłościł. Młody uśmiechnął się do niego, zastanawiając się, czy tym samym znowu go zirytuje.
Teraz tylko czekać na resztę, i dowódce. W końcu powoli zbliżała się wyznaczona godzina. Renard opierał się o ścianę z rękoma w kieszeni. Wyglądał na w miarę wyluzowanego, jednak strasznie się stresował. Nie zadaniem które dzisiaj dostaną, ale dziewczyną, na którą to co jakiś czas zarzucał oko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Czw Wrz 01, 2016 7:28 pm

Arsène do antykwariatu przyszedł spóźniony. Nie lubił spotkań w szerszym gronie, niż tylko wśród członków "Krasnego". Osoby z innych oddziałów ruchu oporu... cóż. Po prostu nie wiedziały, o co tak naprawdę walczyć. Chciały Francji takiej, jaka była przed wojną. A a ta przecież nie była idealna. Ją też trzeba było naprawić. Dlatego członkowie innych oddziałów, jeśli nie lubił ich osobiście, stanowili dla Arsène'a obiekt kpin i pogardy. Dlatego kiedy wszedł do środka, skinął wszystkim tylko głową, mruknął coś pod nosem i stanął w okolicy Cianana. Mogli się niezbyt lubić, ale walczyli o wspólną sprawę. Jako jedyni rozumieli konieczność dziejową, która wisiała nad Francją. Dlatego w obliczu osób bardziej ograniczonych od nich musieli trzymać się razem. Arsène miał nadzieję, że Cianan to zrozumie i schowają wzajemną niechęć podczas tego spotkania gdzieś w głąb siebie.

Oprócz tego podał rękę również Damienowi, którego szczerze lubił i z którym kilka razy trenował strzelanie do celu. Z resztą nie miał ochoty się zapoznawać, więc po prostu zapalił papierosa stojąc nieopodal Cianana. Jako popielniczki użył jakiegoś kubka po herbacie, który znalazł po drodze. Nie obchodziło go, że komuś dym tytoniowy mógłby przeszkadzać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pią Wrz 02, 2016 7:04 pm

Nieczęsto osobiście pojawiał się na zebraniach - po to przecież byli dowódcy poszczególnych oddziałów, aby sprawować pieczę nad swoimi ludźmi i pilnować, aby nikt nie działał na własną rękę. Były jednak momenty, gdy spotkanie twarzą w twarz wydawało się jedyną rozsądną opcją, kiedy w obliczu tragedii potrzeba było siły oraz przykładu pochodzącego z samej góry. W takich momentach ani mroźna pogoda ani niemieckie patrole nie mogły stanowić przeszkody, choć niewątpliwie nieco opóźniały przybycie na spotkanie.
Nie miał w zwyczaju garbić się czy nerwowo wbijać spojrzenie w swoje buty. Był pewny siebie w ten naturalny sposób, mijając próg antykwariatu, a zaraz potem i zaplecza, sprężystym krokiem. Sylwetka schowana pod starym płaszczem oraz ciemne oczy na pozór zdawały się przypominać kolejnego przechodnia, którego mogli mijać na ulicy, lecz gdy drzwi zatrzasnęły się, szczęknął zamek, a zaraz potem przybysz odwrócił się w stronę towarzystwa, mogli poznać, że nie był kolejnym szarym towarzyszem niewoli, a dowódcą Ruchu Oporu. Na pewno znali jego twarz, nazwisko oraz reputację, lecz tak naprawdę nie mieli zbyt wielu okazji, aby zamienić nawet parę zdań. Było osobą nieuchwytną, często jak duch pojawiając się i znikając. Dzisiaj jednak postanowił osobiście załatwić sprawę i przyjrzeć się nieco swoim podopiecznym. W końcu to od nich zależała przyszłość organizacji.
- Witajcie - rozpoczął nieco zachrypniętym, przeżartym dymem papierosowym głosem, pośpiesznie rozpinając guziki płaszcza i zdejmując kapelusz. Nie zatrzymywał wzroku na żadnej twarzy, objął ich spojrzeniem jako grupę, którą od teraz mieli tworzyć. Przysunął sobie krzesło, na którym rozwiesił pospiesznie rzeczy i splatając ze sobą palce obu dłoni, westchnął cicho. - Wierzę, że jesteście na bieżąco z ostatnimi wydarzeniami, które miały miejsce w Paryżu. Jeśli nie, straciliśmy skład broni. - Był osobą konkretną i nie miał w zwyczaju owijać w bawełnę. Sprawą trzeba zająć się jak najprędzej. - Gazety żerują już na wybuchu kamienicy oraz przyczynach, dla których Niemcy wciąż kręcą się na miejscu wypadku, oskarżają Żydów. Nikt nie mówi na głos o nas, ale podejrzewam, że góra doskonale wie, do kogo należała kryjówka. Rozpoczęły się przesłuchania ale, na szczęście, nie wezwali nikogo z naszych - powiedział, lekko unosząc jeden kącik z ust w górę. Ten jednak zaraz potem opadł z powrotem.  - Powód spotkania jest więc prosty - poszukujemy nowego składu oraz sposobu na zdobycie broni. Bez niej niczego nie zdziałamy, dlatego obie sprawy są naglące - dodał, spoglądając na nich z mocą. Liczył na pomoc, na pomysły oraz, przede wszystkim, dyskusje. Pochodzili z różnych środowisk, posiadali wiedzę z wielu materii, wierzył więc, że razem są w stanie zaradzić chwilowym problemom.



Przed kolejnym postem NPC, możecie napisać dwa własne posty, z tym, że pomiędzy jednym a drugim muszą pojawić się przynajmniej 3 posty innych osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pią Wrz 02, 2016 8:21 pm

Nie licząc wrogów oczywistych, jej największym i zajadłym przeciwnikiem była nieśmiałość. Chociaż stan poczucia wartości nie był znowu tak niski i wiedziała, że w paru dziedzinach ma się czym pochwalić, to jednak na jej drodze pojawiały się niekiedy rzeczy ciężkie do przeskoczenia. Jak na przykład spotkania w większej grupie osób, na których trzeba było zabrać głos. Miałaby nawet sporo do powiedzenia, ale obawiała się, że palnie przy okazji jakąś głupotę i wyjdzie z niej typowa, niedojrzała małolata lub, co gorsza, nikt jej nie usłyszy i będzie musiała powtarzać się kilka razy. A po czymś takim równie dobrze mogłaby zapaść się pod ziemię.
Dlatego milczała, gdy na zapleczu pojawiały się coraz to nowe osoby. Ktoś zagadnął o książki i bardzo chciała mu odpowiedzieć, bo lektura była jednym z jej ulubionych zajęć, jednak inna osoba niemalże natychmiast dołączyła do rozmowy, a później następna… Margot nie chciała próbować, skupiła się na obserwacji i powoli przyzwyczajała do sytuacji.
Pojawił się już blondwłosy Mathieu, któremu po zebraniu miała wręczyć drobny prezent; dokumenty już czekały w jej torebce, którą mimowolnie dotknęła właśnie ręką. Kolejna znajoma ruda czupryna należała do Cianana, miłego chłopaka, który kiedyś pomógł jej z rowerem. Pojawiały się też twarze, do których nie umiała jeszcze dopasować imion, jednak kojarzyła ich z poprzednich grupowych zebrań i to jej wystarczyło. Musiało.
Siedziała więc spokojnie na swoim miejscu, słuchając wymiany zdań pomiędzy Morgane i resztą, gdy poczuła na sobie czyjś wzrok. Nie odwróciła głowy od razu, bo może tylko to sobie uroiła? Spojrzała jednak kątem oka na chłopaka, który siedział z drugiej strony rudowłosej i zdała sobie sprawę, że ten naprawdę na nią patrzył. Uśmiechnęła się więc lekko i odruchowo spuściła wzrok, przenosząc go na własne dłonie.
Ale kilka chwil później, gdy była już pewna, że nieznajomy znalazł sobie inne zajęcie, zerknęła na niego ponownie. I jeszcze raz. Miał młodzieńczą urodę i uroczą czuprynę, a bystre oczy skanowały nowoprzybyłych. Margot nie znała jego imienia, ale poczuła nagle, że bardzo chciałaby mu się przedstawić. I już prawie wygrała wewnętrzną walkę z sobą, już wytarła dłonie o spódnicę i miała poprosić Morgane, by ich sobie przedstawiła, gdy do pomieszczenia wszedł ktoś jeszcze, a wesoły gwar nagle ucichł.
Pierre Lécuyer rozejrzał się szybko i zajął miejsce, niemal od razu przechodząc do rzeczy. Panienka Dubois tylko kilka razy miała okazję widzieć go na żywo, a za każdym sprawiał takie samo wrażenie. Oszczędny w słowach i gestach, konkretny i zawsze spokojny, pewny swego. Posiadanie takiego dowódcy sprawiało jej radość i jednocześnie ulgę, bo wiedziała, że swój los powierzyła w dobre ręce.
Tak, jak podejrzewali pewnie wszyscy zebrani, dzisiejsza grupowa pogawędka dotyczyć miała utraty broni. Był to temat, na który Margot niewiele miała do powiedzenia, ale ucieszyła się, że żaden członek Ruchu Oporu nie był teraz przesłuchiwany w związku ze sprawą. Milczała więc, bo chociaż świetnie znała Paryż, dopiero od niedawna widziała go oczami rebelianta i nie mogła podpowiedzieć dowódcy i kolegom żadnego dobrego miejsca na nowy skład broni. Nie mówiąc już o sposobie jej zdobycia.

_________________
I can't breathe any faster, all the air I wanna capture it's heavy and it hurts my head. If you found me, would you save me? Will I come back from this?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pią Wrz 02, 2016 8:49 pm

Wiele osób mocno odradzało mu ponowne angażowanie się w walkę. Wciąż potrafił przywołać pojedyncze, dryfujące gdzieś w przestrzeni argumenty; odpocznij – od czego? Dojdź do siebie – to znaczy, gdzie dokładnie? Puste słowa pozornego zrozumienia były gładkie, miękkie i całkowicie bezsensowne, bez żadnej konkretnej treści kryjącej się za obiecującą fasadą, a jednak przez jakiś czas nawet próbował posłuchać ich głosu. Pierwsze dwa tygodnie po przybyciu do Paryża upłynęły mu więc spokojnie, bezbarwnie, w pewnym sensie płasko; budził się rano, wypalał trzy tanie papierosy przy wypaczonym oknie, tak nieszczelnym, że nie musiał go otwierać, żeby mroźny wiatr wyciągnął szary dym na zewnątrz i zanim zdążył wciągnąć na stopy cerowane nieskończoną ilość razy skarpetki, już nie wiedział, co ze sobą zrobić. Wolny od obowiązków umysł był zbyt podatny na działanie niechcianych myśli, sny zbyt puste, żeby udało im się obronić przed powracającymi wspomnieniami, a przyszłość zbyt nudna, by w ogóle chciało się w nią spoglądać. Bezczynność zabijała go od środka skuteczniej niż przestrzelone płuco i wyziębienie, i chociaż do niedawna o niczym nie marzył tak bardzo, jak o spokoju, to bardzo szybko zrozumiał, że żaden dach nad głową, choćby oddalony od frontu o tysiące kilometrów, mu tego nie zapewni – nie, dopóki walki oficjalnie się nie skończą, a wywrócony do góry nogami wszechświat nie wróci do normalności.
Dlatego właśnie dołączył do Ruchu Oporu w chwili, gdy tylko o nim usłyszał, dlatego też był tu dzisiaj – gotowy do wykonania każdego rozkazu, jaki tylko padnie, byle tylko wypchnąć Niemców daleko poza jego czasoprzestrzeń. Ich czasoprzestrzeń, poprawił się, znów spoglądając na znajome i nieznajome twarze i kiwając przyjaźnie głową w stronę Lou, gdy tylko jej otoczona chmurką jasnych włosów twarz pojawiła się na zapleczu.
Sylwetkę dowódcy rozpoznał natychmiastowo, w chwili, w której przestąpił próg pomieszczenia. Wyprostował się automatycznie, wiedziony wyuczonym odruchem i ledwie zauważalnie opuścił głowę w wyrazie szacunku; pamiętał Pierre’a Lécuyera doskonale, bo był jedną z pierwszych osób, z którymi rozmawiał po dołączeniu do Feniksa, choć wymiana zdań była raczej szybka i dotyczyła głównie sytuacji na wschodnim froncie. Wątpił, żeby on sam zapadł mężczyźnie w pamięć, jednak to było nieistotne – liczyły się tylko słowa, które wypowiadał, i które z niewyjaśnionych powodów wywoływały nerwowo-podekscytowane mrowienie pod cienką warstwą skóry. Chłonął więc intensywnie każdą informację, mimo że większość z nich nie była już dla niego nowością; o wybuchu kamienicy trudno było nie usłyszeć, a utrata składu była na tyle potężnym ciosem dla organizacji, że odczuł ją nawet Mathieu, mimo że w jej szeregach stawiał dopiero pierwsze kroki.
W pierwszej chwili nie planował się odzywać, jednak ostatnie zdania wypowiedziane przez dowódcę zapaliły w jego umyśle przygaszone do tej pory lampki, wywołując z jego pamięci zasłyszaną niedawno rozmowę. Niemieckie słowa dwóch oficerów, które w żadnym wypadku nie były przeznaczone dla jego uszu, ale i tak do nich dotarły, niesione przez przytłumione echo, które w opustoszałych korytarzach Luwru zadomowiło się na dobre. Przemknął wzrokiem po zebranych, ale gdy żaden z nich nie zabrał głosu, skupił spojrzenie na Lécuyerze – onieśmielone przez respekt, jaki naturalnie budził, ale dosyć pewne – i odezwał się. – Kilka dni temu usłyszałempodsłuchałemjak dwóch niemieckich oficerów rozmawiało o planowanej dostawie broni do Paryża. – Mówił spokojnie i jasno, w ślad za dowódcą skupiając się jedynie na konkretach. – Przeładunek ma odbyć się na stacji kolejowej w Wersalu. Z tego, co mówili, wynika, że chodzi raczej o niewielki transport, ale może dzięki temu będzie słabiej chroniony – dodał. Przez moment miał ochotę zgłosić od razu swoją chęć udziału w ewentualnej misji, ale póki co zdecydował się nie wyrywać – nie był nawet pewien, czy jego informacja zostanie uznana za przydatną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pią Wrz 02, 2016 8:57 pm

Chłopak cały czas myślał o dziewczynie, która to znajdowała się niedaleko. Jednak jego wzrok wpatrywał się co chwila w inną twarz. Nie chciał sprawiać wrażenie nachalnego, czy jakiegoś dziwnego. Chciał tylko podejść i coś powiedzieć, ale czy to było odpowiedni moment? Damien dawno się tak nie stresował. Nawet kontrole, na których mógł powiedzieć coś głupiego, nie wywoływały u niego takiego spięcia. Z drugiej strony, nie mógł dać tego po sobie poznać, bo jeszcze pomyślą że jest chory i wykluczą go z akcji.
Wzrok chłopca przeniósł się teraz na Arsena. Uśmiechnął się do niego. Nie był uprzedzony co do komunistów. Byli trochę zbyt ambitni, ale to nie było nic złego. Renard i tak uważał że ich plany nie sprawdzą się w przyszłości i biadolą tak po prostu, żeby mieć jakiś cel.
Młody potrafił irytować Caniana i podważać jego ideały, jednocześnie kumplując się z Arsenem i podczas treningów unikać tematu polityki.
Zaraz po Arsenie wszedł ktoś, na czyj widok wszystkie osoby ucichły. Chłopak wyprężył się dumnie. Czemu? Sam do końca nie wiedział. Uważał że tak należało, ze względu na szacunek. Jednak zrobił to bardziej odruchowo, a dopiero potem połączył to z szacunkiem.
Renard wiedział o składzie broni, był tym faktem bardzo przejęty. Z drugiej strony ekscytował się na myśl o odbiciu. Co prawda było to kolejne ryzyko że nie wróci do domu, ale czego się nie robi dla ojczyzny? Młodzik słuchał każdego słowa, niecierpliwie czekając na tą najbardziej interesującą go część. Słysząc o poszukiwaniach miejsca na nowy skład chłopakowi zapaliła się lampka w głowie. Chciał już coś powiedzieć kiedy to odezwał się Matthieu. Nie zamierzał mu przerywać, więc bez słowa wysłuchał co ma do powiedzenia. Podsłuchał rozmowę dwóch oficerów? To się robiło coraz bardziej ciekawe.
Kiedy to już skończył swoją wypowiedź, Renard wystąpił krok do przodu i podniósł rękę w geście zabrania głosu. -Mam pomysł gdzie można zrobić nowy schowek.- nie zamierzał przeciągać, tak więc po krótkiej przerwie dodał -Niedaleko stacji w Wersalu znajduje się stary nasyp. Z tego co mi wiadomo, nikt z niego nie korzysta.- powiedział śmiało i z tym swoim pewnym uśmieszkiem na ustach. W końcu miał ciekawy pomysł, i tym samym przyda się akcji. Renard lubił czuć się przydatny. Czy to jakiś kompleks? Możliwe.
Po wypowiedzi wrócił się krokiem do tyłu znowu będąc pod ścianą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Sob Wrz 03, 2016 12:57 pm

Aha. Trafnie dobrał temat rozmowy. Książki naprawdę łączyły ludzi. O literaturze można rozmawiać godzinami. Uśmiechnął się przyjaźnie do młodej kobiety, która przejawiała tyle entuzjazmu do czytania Conrada.
- Śmiało! Radzę zacząć od Lorda Jima. Jeśli ta powieść spodoba się mademoiselle, spodobają się i pozostałe.
Lord Jim był ponadczasową opowieścią o honorze i poświęceniu. Wartości, jakie podobno przyświecały Ruchowi Oporu. Zbieraninie osób, gotowych poświęcić wiele, by przepędzić wroga z kraju. Oddać w zamian za zwycięstwo życie, zdrowie, a nawet własne przekonania. Nie dało się walczyć z wrogiem, nie brudząc sobie przy tym rąk.
Każdy członek Résistance musiał liczyć się z tym, że kiedyś przyjdzie mu kogoś zabić. Dla dobra sprawy kłamał, udawał i uciekał się do podstępów. Zgadzał się, żeby nazywano go bandytą. Z perspektywy okupantów i marionetkowego rządu, ruch oporu nie był niczym innym, jak przestępczą bandą burzącą ustalony porządek.
Burzenie ustalonego porządku, sianie zamętu paradoksalnie napawało dumą. Dowodziło, że społeczeństwo nie składało się wyłącznie z pokornych owieczek. Wśród stada kryły się wilki, gotowe w każdej chwili rzucić się niemieckim psom do gardeł i gryźć. Wgryzać się tak długo, aż psy zaczną skamleć i żałować każdej minuty, w której myślały, iż zdołają złamać ducha walki Francji.
Wilki tworzyły osobliwą zbieraninę. Różny wiek, różne pochodzenie, różne przekonania. A przede wszystkim różny stopień zaufania do siebie nawzajem. Zdawkowe powitania i ukradkowe spojrzenia. Niechęć do podjęcia rozmowy o czymś tak zwyczajnym, jak literatura. Można sądzić, że nawet wspólne ideały nie były w stanie ich do siebie zbliżyć.
Nie, nie. André wciąż miał w sobie sporo optymizmu. Zakładał, że zgromadzeni tu członkowie ruchu oporu pochodzili z różnych oddziałów i potrzebowali czasu, żeby załapać między sobą kontakt. Mimo wszystko, to było spotkanie konspirantów, a nie studencki wieczór w kawiarence. Refleksję o Ruchu Oporu, przerwało mu przybycie kolejnych uczestników spotkania. Przyjazny uśmiech stał się jeszcze przyjaźniejszy, kiedy usłyszał znajomy, kobiecy głos.
- Mówisz o tych pięknie oprawionych, prawie nowych Dwudziestu tysiącach mil podmorskiej żeglugi? Nie wydaje mi się, chociaż w takim dniu jak ten, pan Antykwariusz mógłby zdobyć się na gest wobec miłośnika twórczości Verne'a i obniżyć cenę książki - podzielił się swoimi przypuszczeniami z koleżanką z oddziału.
Dyskusję o książkach ostatecznie zakończyło przybycie samego Przywódcy. Lécuyer wszedł do środka i atmosfera od razu uległa zmianie. Zrobiło się bardziej formalnie, ale i bardziej konkretnie. Przywódca nie tracił czasu. Wspomniał o tym nieszczęsnym wybuchu w kamienicy na skutek którego stracili skład broni. To duża strata, ale tak na pocieszenie, nikt z Organizacji nie trafił na przesłuchanie. Chociaż Niemcy, jakby się uparli, to i ze zwykłej praczki zrobiliby niebezpiecznego członka Ruchu Oporu. Na upartego znaleźliby przeciwko niej dowody. Tak, nikt z organizacji nie był przesłuchiwany, niemniej nie było czego pozazdrościć tym biednym ludziom, którzy zostali zaproszeni na dłuższą pogawędkę ze śledczymi. W plotkach o tym, co działo się na przesłuchaniach mogło kryć się sporo przesady, ale chyba nikt nie zaprzeczy, że okupanci nad wyraz chętnie stosowali przemoc.
André w milczeniu wysłuchał propozycji rzuconych tuż po zakończeniu przemowy Lécuyera. Diabeł tkwił w szczegółach. Ktoś mu to powiedział, nie pamiętał kto. To musiał być mądry człowiek.
- Najprościej rzecz ujmując: straciliśmy broń, a przejęcie transportu pozwoli nam uzupełnić straty - stwierdził najoczywistszą oczywistość. Nie uśmiechał się. Towarzyskie pogaduszki i tak dobiegły końca. Oparł się plecami o ścianę i potarł z namysłem policzek. Zerknął na mężczyznę, który przekazał im treść rozmowy nierozważnych oficerów - Wspomnieli coś o dacie? Godzinie?
Czatowanie całymi dniami przy stacji kolejowej byłoby kłopotliwe dla Ruchu Oporu. Jeśli przymierzał się do zdobycia owego ładunku broni, potrzebował daty i godziny przybycia transportu na stację. Mniej więcej - Możliwe, że będzie słabo chroniony. Nie da się jednak zupełnie wykluczyć możliwości, że będą tego dobrze pilnować. Podobnie, jak możliwości, że w pociągu albo na stacji znajdą się jacyś żołnierze. Na przykład, podróżujący koleją do Paryża - wzruszył ramionami, po czym zwrócił się w stronę chłopaka - Niedaleko? Jak bardzo "niedaleko"? Wystarczająco niedaleko, żeby zdążyć ukryć broń i wycofać się? Na wypadek, gdyby Niemcy zorientowali co się dzieje i popędzili szukać sprawców?
Odetchnął głęboko. Ładunek na stacji kolejowej. Brzmiało obiecująco. Temu nie mógł zaprzeczyć. Tyle, że potrzebne było więcej szczegółów. Akcja była ryzykowna. Zresztą, mało która akcja nie była ryzykowna. Jeden błąd i wszystko mogło być źle. Dlatego należało to dokładnie zaplanować. Uwzględnić różne scenariusze. Im więcej wiedzieli, tym lepiej dla nich.
André na razie nie przedstawiał żadnych konkretnych planów ani propozycji. Po prostu wypowiedział się o tym, co mogłoby się zdarzyć. Co wypadałoby uwzględnić przy planowaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Sob Wrz 03, 2016 5:58 pm

- To byłoby naprawdę miłe z jego strony, szukam takiego od tygodni- Thierry byłby zachwycony książką, jestem pewna. Zostałaby z nim na całe lata. Może - może nawet napisałabym piękną dedykację na pierwszej stronie? Wyobrażam to sobie, widzę przed sobą. Dorosły, sięga po tę książkę z półki by poczytać przed snem swoim dzieciom. Otwiera książkę i z sentymentem gładzi mój podpis, zaczynając historię o tym jaką miał kiedyś cudowną ciotkę! -Upust uratowałby moją kieszeń. Ostatnio wydałam majątek na płytę Wagnera, nie wiem dlaczego opery na winylu są takie drogie. - a podobno w dzisiejszych czasach każdy zasługuje na dostęp do wyższej kultury! - Czy to w złym tonie teraz słuchać Wagnera? - z lekkim zdenerwowaniem przygryzam wargi, ale dalsze rozmyślenia na temat muzyki poważnej przerywa przybycie Lécuyera. Jego zawsze powoduje we mnie lekkie zdenerwowanie. To pewnie przez tę niewzruszoną postawę pełną spokoju. Nigdy nie wiadomo co czai się za takim chmurnym czołem, pewnie myśli w stylu „naprawdę liczyłem na grupę silnych osiłków, a nie dziewczynę w zbyt dużych okularach”.
No dobra, od kilku dni nie noszę okularów, wciąż zapominam ich naprawić po bliskim spotkaniu z drzewem, ale wciąż mam wrażenie, że są nieustannie przyklejone do mojej twarzy.
- Odległość nie jest problemem - zaczynam, z pewną dozą nieśmiałości, wtrącając się do dyskusji - Jeśli tylko mamy na stanie jakiś samochód, mogę przewieść nas przez cały Paryż - informuję z dumą - I to całkowicie legalnie. Mam prawo jazdy - dodaję szybko, bo to chyba ważna informacja. Gdyby ktoś miał zamiar mnie legitymować. Albo miał wątpliwości, że rzeczywiście potrafię prowadzić.
Bo potrafię! Na dodatek naprawdę nieźle - co sprowadza nas do dość zabawnej historii. Bo to mój brat uczył się prowadzić, uznał, że jest mu to niezbędne w karierze wojskowego. Ja po prostu spędzałam zabawną sobotę na tylnim siedzeniu samochodu, zaśmiewając się z tego jak fatalnie mu idzie. W końcu stracił cierpliwość i kazał mi siąść za kółkiem. Chyba chciał udowodnić tym samym jak bardzo jest to trudne… Ruszyłam za pierwszym razem. Dwa miesiące później miałam dokument! Nawet przez chwilę miałam samochód… A raczej, przez chwilę byłam kierowcą mojego brata, samochód był z jednostki. Ale zaczęła się wojna, reszta historii jest już znana - Nie wiem czy to dobry pomysł, ale zbliża się otwarcie tej anty-bolszewickiej wystawy? Pisano o tym w jakiejś gazecie ostatnio. Może to dobry dzień?- zaskakująco dużo ludzi zostawia w sklepie prasę codzienną. To naprawdę miłe z ich strony, mam co czytać do drugiego śniadania - Szesnastego marca? Może liczą, że wtedy uda im się to zrobić po cichu wierząc, że wszyscy Paryżanie będą zajęci wyszydzaniem komunizmu? - nie, żebym była wielką fanką czerwonych, ale na żadną wystawę się nie wybieram.
Chociaż miło byłoby odwiedzić jakieś muzeum, dawno nie byłam w Luwrze.
- I transport, skoro jest mały, może być rzeczywiście słabiej strzeżony. Wszyscy oficerowie będą pewnie popijać szampana z kieliszków, opowiadając jak to kopią tyłki bolszewikom na froncie?
Przynajmniej ja bym opowiadała. Będąc nazistowskim oficerem. Picie alkoholu w towarzystwie urokliwych francuzek jest zapewne znacznie przyjemniejsze niż pilnowanie jakiejś tam broni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Sob Wrz 03, 2016 6:08 pm

Morgane chyba otworzyła usta ze zdziwieniem, ale nie była pewna. Czy naprawdę znajdował się tu sam przywódca Ruchu Oporu? Człowiek, któremu wszystkie oddziały zawdzięczały istnienie?
Oczywiście szybko się uspokoiła, bo to nie tak, że takie byle co mogło ją zaskoczyć mocniej niż trochę.
Rzeczywiście, stracili broń. Nawet o tym nie pomyślała - bardziej skupiła się na ludziach, którzy ucierpieli w wybuchu albo stracili mieszkania.
Ale brak broni był dużym problemem dla Ruchu Oporu.
Potem wszyscy zaczęli podawać swoje pomysły i La Fayette przysłuchiwała się im z wielką uwagą, sama też coś kombinując.
- O rany, masz prawo jazdy? - spytała, patrząc z podziwem na Lou, bo ona sama nie miała kiedy ich zrobić, pomiędzy próbami i przedstawieniami. - Przepraszam - dodała po chwili, bo może komuś przeszkodziła w toku myślowym, czy coś.
Kiwała głową, słuchając wypowiedzi i sama aż podskoczyła, gdy coś sobie uświadomiła.
- Jako aktorka mam dostęp do różnych kostiumów. Może któryś z nich do czegoś się przyda? Może jakiś mundur, żeby uśpić czujność okupantów, którzy będą w pobliżu? - zaproponowała, bo zawsze było jakieś prawdopodobieństwo, że widząc że ktoś inny ma auto na oku, Niemcy przestaliby się interesować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Sob Wrz 03, 2016 7:41 pm

Początkowo nie przyglądał się poszczególnym członkom Ruchu Oporu jakoś specjalnie badawczo, przelotnie rejestrując jedynie ich liczbę i przerzucając w pamięci szczątkowe informacje, jakie miał lub nie miał na ich temat. Nie był podejrzliwy, nie szukał dziury w całym – ufał dowódcy, a skoro dowódca ufał oddziałowi, to prosty schemat łączony prowadził Mathieu do dokładnie tego samego, nawet jeżeli pierwszy odruch mówił mu coś zupełnie innego. Kiedy jednak milczenie zostało przerwane, a kolejne osoby zabierały głos, przerzucając się wiedzą i propozycjami, mimowolnie zaczął zwracać na nich większą uwagę, a jego umysł przypomniał sobie o wrodzonej skłonności o analizowania faktów, nakreślania różnych wariacji możliwych scenariuszy oraz przeliczania wszystkiego, co przeliczyć się dało – i co można było zastosować później do przeprowadzenia wstępnej oceny szans i zagrożeń. Wnioski, niestety, były mało optymistyczne; gdy odrzuciło się podkoloryzowany ideałami filtr, przed oczami miało się osiem osób o średniej wieku gdzieś około dwudziestu trzech. Pięciu mężczyzn i trzy kobiety, przy czym nie dało się ukryć, że żadne z nich nie charakteryzowało się zbyt imponującą posturą. Odruchowo zerknął w kierunku dowódcy, jakby chciał zajrzeć do jego myśli i zorientować się, czy nie uważał ich przypadkiem za grupkę niedoświadczonych dzieciaków, które postanowiły pobawić się w wojnę. Na pewno tak właśnie wypadaliby w oczach Niemców – ale może to akurat działało na ich korzyść?
Z własnych rozmyślań wyrwał go głos nieznajomego szatyna. Przeniósł na niego spojrzenie, lustrując go pobieżnie i wysłuchując potoku słów z lekkim niedowierzaniem, odmalowującym się na twarzy. Nie wiedział, dlaczego uznał za konieczne dzielenie się z nimi całą litanią wątpliwości – było jasne, że poruszali się wszyscy w dosyć mglistej sferze przypuszczeń, i że dopóki nie zobaczą transportu na własne oczy, nie będą w stanie stwierdzić niczego na pewno. Zaczekał cierpliwie, aż swoje wypowiedzi zakończą Lou i Morgane, i dopiero wtedy odezwał się ponownie. – Oczywiście, że niczego nie da się wykluczyć – powiedział, mocno starając się mówić neutralnie, bez nieprzyjemnego cedzenia kolejnych sylab. Był tutaj, żeby pomóc. Żeby walczyć. Tylko po to. I nie powinien musieć sobie tego przypominać. – Nie podali godziny, ale transport ma pojawić się na stacji jutro i zostać tam do siedemnastego. Później rusza dalej – odpowiedział, ograniczając się do faktów, jakiekolwiek gdybanie uznając na zbędne.
Odwrócił spojrzenie, ponownie skupiając je na Lécuyerze. – Moglibyśmy pojechać tam wcześniej, rozeznać się w terenie. Jeżeli Renard pokaże mi, gdzie dokładnie znajduje się nasyp, będę w stanie narysować plan stacji i najbliższej okolicy. – Czy nie właśnie to robił, odkąd tylko nauczył się kreślić na kartce w miarę proste kreski? – Z mapą będzie nam łatwiej cokolwiek zorganizować, będziemy też znać odległości. No i przy okazji wyrobimy sobie pojęcie o tym, czy i ilu Niemców pilnuje ładunku. – Zawahał się. – Jeżeli wybierzemy się tam we dwóch i przebierzemy za podróżnych, nie powinniśmy wzbudzić specjalnych podejrzeń. Możemy udawać, że jedziemy do Paryża na tę przeklętą wystawę – dodał, gdy nowa myśl wpadła mu do głowy. – Bo Lou ma rację, w wieczór otwarcia większość oczu rzeczywiście może być zwrócona gdzieś indziej. – Zerknął krótko w stronę blondynki i zamilkł, odchylając się lekko do tyłu. Chyba powiedział już wszystko, co miał do powiedzenia; teraz więc pozostawało mu jedynie cierpliwe wysłuchanie pozostałych oraz – co interesowało go znacznie bardziej – rozkazów dowódcy. Miał nadzieję, że nie będą debatować w nieskończoność; bezruch już powoli zaczynał dawać mu się we znaki. Istniała całkiem realna szansa, że po raz pierwszy od powrotu z frontu będzie miał okazję zrobić coś sensownego i uśpiony do tej pory umysł już go milcząco ponaglał, paląc się wręcz do planowania, przygotowań i – przede wszystkim – działania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Sob Wrz 03, 2016 11:26 pm

Dyskretnie obserwował i przyglądał się zgromadzonym. Nie wtrącał się w ich rozmowy, wyrwany z kontekstu nie do końca wiedział o czym rozprawiają. Skinął głową na przywitanie towarzyszowi z oddziału. Nie czuł żadnej urazy do Arsène, ani nic z tych rzeczy. Jedynie nie potrafił znaleźć wspólnego języka, aby się z nim zaprzyjaźnić. Jako, że pracowali w jednym oddziale szanował go i wierzył, że mogą razem współdziałać, nie tylko o wolną Francję, ale i o komunizm w ich kraju. Nie umknął mu też uśmiech Renarda, ale postarał się to zignorować, nie chcąc znowu dać się ponieść prowokacji. Już wolałby znów się z nim pobić na środku ulicy tuż przed niemieckim patrolem niż na oczach ruchu oporu. Zaraz potem wszedł ktoś kogo się nie spodziewał. Mimowolnie uniósł brwi do góry ze zdziwienia. Sądził, że nad akcją będzie sprawował pieczęć specjalnie przydzielony do tego dowódca któregoś z oddziałów, lub ktoś nowy. Ale, żeby sam Pierre Lécuyer? Poczuł jeszcze większą ekscytację niż wcześniej. Spotkał go już raz na poprzednim spotkaniu, jednak on pewnie Cianana nie zapamiętał. Widocznie planowana akcja będzie odpowiednio poważna skoro główny dowódca ruchu oporu miał nimi dowodzić. Idealna okazja do wykazania się jak i do sprawdzenia, czy Pierre rzeczywiście piastuje odpowiednie stanowisko. Uważnie słuchał tego co mówią po kolei towarzysze i czuł, że powoli wychodzi im dobry plan. Jakby szczęśliwym zbiegiem okoliczności los dawał im okazję odkuć się i odrobić straty w zaopatrzeniu. Dla Cianana ta opcja wydawała się bardzo efektywna, bo nie dość, że zyskiwali bardzo cenną broń, to naziści tracili na tym. Jednak, bardzo prawdopodobne było, że wezmą odwet za ten skok i najbardziej zaboli to zwykłych paryżan.
- W Krasnym za schowek używamy ciężarówkę w bezpiecznym i sprawdzonym garażu. Pojazd pewnie możemy wypożyczyć, a jakby nasyp nie wypalił, możemy schować broń w garażu. - powiedział, zaraz po Mathieu, nie chcąc nikomu przerywać wypowiedzi. Zdawał sobie sprawę, że kredyt zaufania do francuskich komunistów był raczej niewielki, jednak miał szczere intencje. Może też nie powinien zdradzać ich oddziałowego schowka przed wszystkimi, jednak ufał im wszystkim, bo działali w jednej sprawie. Pojazd bez wątpienia przyda im się do transportu broni jak i do ucieczki, dlatego słysząc o prawie jeździe Lou przypomniał sobie o nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Nie Wrz 04, 2016 11:21 am

Damien był tutaj, na zebraniu dotyczącym odbicia broni. W końcu jakaś poważna akcja dla tego młodzieńca. Długo czekał na tę chwilę. To było jak wyczekiwanie wakacji przez uczniów. Jeszcze pamięta jak to jest, chociaż edukację przerwał trzy lata temu. Powinien już kończyć szkołę, a nie bawić się w wojnę.
Jego brata tu nie było. I dobrze. Fagas by jeszcze mu przeszkadzał. Pewnie przerywałby mu każde słowo żeby tylko nie powiedział czegoś głupiego. Renard nie jest już dzieckiem, jest nastolatkiem, a to duża różnica. Poza tym, czemu Michela nie było na tak ważnym zebraniu? Czy dowództwo uznało że jest niegodny? To byłby świetny pretekst żeby się trochę z niego pośmiać.
Młody na chwilę zapomniał o tym że tu jest, całkowicie pogrążając się w swoich myślach. Kiedy się ocknął, członkowie RO byli pogrążeni w jakiejś debacie. Po kilku słowach zrozumiał, że planują akcję. Padło pytanie jak daleko znajduje się nasyp.
-"Niedaleko" czyli jakieś 11 kilometrów od stacji.- Westchnął trochę zrezygnowany. Czy to jednak słabe miejsce? Na razie nikt nie podał lepszego. Zaraz po jego słowach rozmowa się rozkręciła. Chłopak spojrzał na dziewczynę, która potrafiła prowadzić. Trochę ją podziwiał. Renard chciał nauczyć się prowadzić, ale zaczęła się wojna, i nie miał okazji. Pewnie gdyby wojny nie było, chłopak na osiemnastkę dostałby samochód od ojca. Już z nim o tym rozmawiał. Teraz jednak, ojciec nie żyje i wszystkie plany na życie poszły w pizdu.
-Jeśli będziemy mieć transport odległość nie jest problemem.- Dodał od siebie. Przecież nie ważne jak daleko mieliby kryjówkę. Młodzi ludzie ze skrzyniami broni idącymi przez Paryż przykuwają uwagę. Sami młodzi ludzie przechodzący przez Paryż przykuwają uwagę. Bo jak wytłumaczyć to że w ciągu tygodnia Damien został sprawdzony, tak bez powodu.
Chłopak spoglądał co chwilę na osoby które oddawały głos. Zwrócił uwagę na Mathieu. Miał dobry pomysł, a młody będzie miał co robić. Przynajmniej nie będzie musiał się martwić że wykluczą go z akcji. Wcześniej miał takie obawy. W końcu jest jednym z najmłodszych w Ruchu Oporu.
Renard spojrzał na Caniana, o którym to nagle sobie przypomniał. Ten też miał możliwości. Był całkiem dobry w tym co robi, jak na komunistę.
Wśród tej całej gadaniny tylko jedna osoba była cicho. Damien zwrócił uwagę na tę dziewczynę. Jest piękna, jego serduszko znowu przyśpieszyło, a on miał tylko nadzieję że nie robi się czerwony na twarzy. Czy znowu się nachalnie w nią wpatrywał? Nie ważne. Może po zebraniu zaprosi ją na kawę. Nie no, kto by miał teraz pieniądze i czas na kawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Nie Wrz 04, 2016 12:18 pm

Przez większość swojego życia pracowałam raczej samodzielnie - w liceum nie potrzebowałam kompanów do pracy naukowej, idąc dziwacznym tokiem nauczania. Uczęszczałam do różnych klas, z różnymi rocznikami, w żadnej nie budując zbyt wielu przyjaźni. Podobnie było przez pierwszy rok studiów, pędząc i zaliczając kolejne kursy, nie patrzyłam raczej na ludzi dookoła mnie. Siłę pracy zespołowej doceniłam podczas seminarium magisterskiego. Po tylu latach brylowania na polu naukowym moje ego było rozdmuchane do granic możliwości, byłam przekonana, że każda z moich teorii zmienia świat, a udowodnienie ich jest banalnie proste.
Kilka wiader zimnych uwag nauczyło mnie pokory. Teraz nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek projektu bez konsultacji z kimś z zewnątrz. Jedna głowa prędzej czy później zawsze zacietrzewi się we własnych pomysłach, zakopie w nich tak mocno, że nawet kiedy przestaną mieć jakikolwiek sens, nie będzie potrafiła znaleźć wyjścia.
- Tak, mam - podziw Morgany dodaje mi trochę animuszu i prostuje się na swoim krześle z uśmiechem na twarzy. Na chwilę przynajmniej, bo to nie czas ani miejsce na przechwalanie - Szesnasty pasuje! Skoro piszą o tym z takim wyprzedzeniem w gazecie, to zapewne liczą na wielkie wydarzenie? - rozglądam się po wszystkich, szukając oznak sprzeciwu - Skoro ciężarówka robi za schowek, to ma już jakieś modyfikacje? Podwójny bagażnik, schowki w siedzeniach, może dodatkowe zawieszenie? - tak już mam, że kiedy intensywnie myślę, ponosi mnie entuzjazm i zaczynam wypluwać z siebie słowa niczym karabinek maszynowy, by nadążyć z przekazaniem wszystkiego co przetwarza mój mózg - Jeśli nie, mogę nad takimi popracować. I Mathieu ma rację, można wcześniej przestudiować całą trasę. Może nawet pojawić się na dworcu kilka razy? - chyba czytałam o podobnym pomyśle w jednej z detektywistycznych książek które lubił mój brat, albo widziałam w jednym z filmów na który poszliśmy z Hugo i małym Thierrym? - Udać, że coś transportujemy na dworzec, niech Niemcy nas już poznają. Kilka razy przeszukają pojazd, prześwietlą moje dokumenty? Tak, żeby szesnastego po prostu zignorowali naszą obecność - przez krótką chwilę cały plan wydaje się genialny i jestem z siebie naprawdę zadowolona, takie doskonałe wykorzystanie kultury popularnej! - Chyba, że to ryzykowne, bo od razu będą wiedzieli kogo szukać kiedy zorientują się, że broni nie ma… - niczego nie boję się tak bardzo jak przesłuchania. Mam wrażenie, że czyta się ze mnie jak z otwartej kartki - O ile zorientowaliby się dopiero w miejscu do którego wiozą broń… - i to jest doskonały przykład zapętlenia się we własnych pomysłach - Gdyby udało nam się stworzyć pozór, że te skrzynie wciąż są pełne. A potem zatrzymać pociąg na trasie jakimś wybuchem, żeby podejrzewali, że wtedy nastąpiła podmianka skrzyń. Nie, zbyt komplikuję, pewnie trzeba znacznie prościej - zbyt wiele wątków rozpatruję na raz, zbyt wiele ruchów.
Pomocy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   

Powrót do góry Go down
 
Antykwariat 'Le Rarissime'
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Butte-Montmartre-
Skocz do: