IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Antykwariat 'Le Rarissime' - Page 2


Share | 
 

 Antykwariat 'Le Rarissime'

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Antykwariat 'Le Rarissime'   Czw Sie 18, 2016 9:17 pm

First topic message reminder :



Antykwariat 'Le Rarissime'

W zakamarkach ukrytego w plątaninie uliczek dzielnicy Butte-Montmartre antykwariatu znaleźć można przedmioty które, jak mówi właściciel, pamiętają jeszcze czasy samego Napoleona. Pokryte kurzem porcelanowe talerze, miedziane świeczniki, rozpadające się książki z zasuszonymi wewnątrz kwiatami czy listami miłosnymi, których autorzy prawdopodobnie już dawno nie żyją, czekają na nowych właścicieli, którzy gotów będą tchnąć w nich odrobinę życia i być możne nadać zupełnie nowe znaczenie. Wnętrze, wydawałoby się niewielkiego sklepiku, sprawia wrażenie, jakby czas stanął w miejscu, a wojenna rzeczywistość okupowanego Paryża nie miała tam wstępu. Choć bez wątpienia i ciekawscy Niemcy zaszczycili starszego pana, właściciela antykwariatu, swą obecnością, nie są oni najczęstszymi bywalcami żywej kapsuły czasu. Mimo tajemniczego wyglądu i panującego w środku nieładu sprawia przytulne wrażenie i czasem wciąż można zobaczyć wychodzących stamtąd klientów z szerokimi uśmiechami na twarzy. Ciekawe, co skrywa on na swoim zapleczu?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Nie Wrz 04, 2016 8:00 pm

André rozważał przez chwilę, to czego dowiedział się o odległości dzielącej stację od kryjówki. Jedenaście kilometrów, jedenaście kilometrów. To dość długi odcinek drogi. Długi w tym sensie, że znajdował się poza strefą najbliższego zagrożenia, czyli stacją kolejową. Zazwyczaj, gdy ktoś decyduje się szukać złodziei na własną rękę, szuka ich w mniejszej odległości niż dziesięć kilometrów. Potem uznaje, że złodzieje zdążyli już daleko uciec i wzywa pomoc. Nie była to twardo wpisana w ludzkie zachowanie reguła, jednak można przyjąć, że w razie odkrycia, że broń zniknęła, tak właśnie postąpią przebywający na peronie Niemcy.
- Nie najgorzej - zawyrokował.
Dyskusja o słabych i mocnych stronach przedsięwzięcia pomagała wyłowić problemy, które w normalnym toku konwersacji mogły zostać przeoczone. Dostrzec drobne, za to dość istotne rzeczy, jakimi trzeba było się zająć, jeszcze przed przeprowadzeniem zwiadu. Wreszcie zastanowić się, jak poradzić sobie z ewentualnymi przeszkodami. Później mogło zabraknąć na to czasu. Podczas samego wykonywania zadania pracowało się z tym, co akurat udało się uzyskać podczas narady i samych przygotowań albo improwizowano.
Nie rozumiał czemu jego rozmówca wydawał się - zdziwiony? obruszony? - że w ogóle została poruszona kwestia potencjalnych utrudnień. No, raczej nie wybierali się na samobójczą misję. Nieważne ilu wrogów, nieważne co i jak, byle zdobyć broń. Nie byli jeszcze, aż tak zdesperowani, zgadza się?
Blondyn chyba zdał sobie z tego sprawę, bo zgłosił się zaraz na ochotnika na rekonesans.
Cóż. Dobrze.
- Jest sposób, żeby załatwić to subtelniej - zaczął mówić, przelotnie spojrzał na Morgane, po czym skupił wzrok na Lou. Bez wybuchów - Niemcy zatrzymają do kontroli cywila w ciężarówce, jednak nie muszą kontrolować ciężarówki, w której siedzą żołnierze. Przy łucie szczęścia, nasz oficer albo podoficer przekona wszystkich, że przysłano go wraz z podkomendnymi po ładunek broni do garnizonu. Inna wersja zakładałaby, że otrzymał rozkaz przewiezienia skrzyń na stację. To może osłabić ich czujność i dać okazję do podmiany. Pod warunkiem, że mundury będą wyglądały autentycznie.
O tym, że przynajmniej dwóch uczestników misji powinno bezbłędnie posługiwać się niemieckim, nie musiał wspominać.To było zrozumiałe. Realizacja planu wymagała dodatkowych przygotowań. Historyjka o rzekomych transporcie wymagała dopracowania, choć Niemcy raczej nie podejrzewali francuskiego Ruchu Oporu o taką bezczelność. Wykradać broń podszywając się pod ich żołnierzy.
W ostateczności zdobędą broń siłą. To również było jakieś rozwiązanie. Będą strzelać. Tudzież strzelać i szybko uciekać.
Skupił uwagę na Przywódcy, ciekaw co on miał do powiedzenia na ten temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pon Wrz 05, 2016 3:33 pm

Nie krępowały go ciekawskie spojrzenia błądzące po jego sylwetce. Zdawał się nie zwracać szczególnej uwagi na nagle prostujące się sylwetki, nieśmiałe spuszczenia wzroku oraz ogólną ciszę, która zapanowała wraz z jego przyjściem, zupełnie jakby w swojej prostocie, nie zależało mu na wielkich gestach kierowanych w swoją stronę. Dbał przede wszystkim o skuteczność, wzajemny szacunek oraz samodyscyplinę panujące w oddziałach. Dlatego właśnie w pełni rozbudził się dopiero w trakcie dyskusji, gdy pałeczkę przejmowały kolejne osoby. Czasem kiwał głową, słysząc padające propozycje, czasem tonął we własnych przemyśleniach, słuchając kolejnych propozycji oraz wszelkich zastrzeżeń. Pomysły, obawy, nadzieje, rozwiązania i wielkie niewiadome - podczas rozmowy nie brakowało niczego. Młodzi, pełni zapału nie potrzebowali nawet słowa zachęty, aby rozważać kolejne opcje, aby tworzyć wielopoziomowy plan na miarę wielkiego  Résistance. Czy skuteczny? Na pewno bardzo realny i przemyślany.
Gdy André zakończył swoją wypowiedź, sam wyprostował się, gotowy ponownie zabrać głos. - Trzeba sprawdzić kryjówkę, którą zaproponował Renard - rozpoczął, kojarząc pseudonim młodzieńca. Miał przecież w swoich oddziałach całą trójkę rodzeństwa. - Pojedziesz razem z nim, Bernard, najszybciej jak dacie radę. Wiem, że nie ma jeszcze sezonu na górskie przejażdżki, ale ma to wyglądać jak krajoznawcza wycieczka w okolice Wersalu. Przygotujcie mapę, zapamiętajcie jak najwięcej, abyśmy mieli pojęcie, z jak licznym przeciwnikiem mamy do czyeniania - powiedział, tym razem zwracając się już do blondyna. Były żołnierz, więc Lécuyer miał całkowitą pewność, że wie, co oznacza słowo dyskrecja. - Odpowiednie materiały przekażecie do Jeana, który będzie łącznikiem w tej części i który roześle je wśród pozostałych uczestników. Jeśli zaś chodzi o samo odbicie broni, pomysł panienki Junge nie jest wcale bezsensowny, a już na pewno może mieć rację, jeśli chodzi o datę odbicia. Zapewne większość zasobów ludzkich przeznaczą do pilnowania wystawy, nie zdziwiłbym się, gdyby okroili przy tym obstawienie zapasów. Nie pokazywałbym im jednak naszych twarzy przedwcześnie - jeśli zechcą cokolwiek sprawdzić, choć wolałbym tego uniknąć, będą mieli na to tylko jedną szansę, w dzień odbicia - zamilkł na moment, tym razem zwracając się do Cianána. - Ciężarówka na pewno nam się przyda, ale nie zmieścicie się tam wszyscy. Musimy więc rozdzielić się na trzy drużyny: pierwsza pojedzie razem z Jounge, w części dla kierowcy. Finalité, zabierzesz Junge do tego garażu, aby wcześniej mogła sprawdzić, w jakim stanie jest pojazd i udoskonalić go według własnego uznania. Ufam, że wie, co robi. - Skinął głową w stronę Lou, żeby zaraz potem powrócić do reszty. - Tu wykorzystamy pomysł Jeana - dwójka lub trójka osób przebrana w mundury, o które zadba Thot, przekona niemieckich żołnierzy, że przyjechaliście po ładunek broni do magazynu - dokończył, znów na moment zatrzymując się i przyglądając ich twarzom. - Druga grupa będzie zabezpieczać pakę i dokona załadunku w odpowiednim momencie. Dla nich również przydadzą się odpowiednie stroje. Trzecia grupa, która będzie stwarzać pozory jakoby nasz transport nie był wyłącznie transportem broni, uda sie na miejsce pociągiem. Tu potrzebne będą stroje urzędników. W odpowiednim czasie odezwiecie się, że transport miał przybyć również po Was i razem z bronią udacie się do paki. Kolejną sprawą są fałszywe dokumenty, odpowiednie pozwolenie na przewóz broni oraz ewentualnie poruszanie się drogą pomiędzy Paryżem i Wersalem, gdyby ktoś chciał was sprawdzać. Czy panienka Dubois zajmie się tym w najbliższym czasie? - zapytał, kierując słowa do Margot, o której umiejętnościach fałszerskich słyszał już sporo dobrego. - Pozostaje ostatnie pytanie, co jeśli ktoś odkryje podstęp? Jak zamierzacie się bronić, skoro straciliśmy skład? Potrzebujemy broni, a chwilowo nie mamy, jak jej uzyskać.


Zasady dyskusji pozostają bez zmian, z tym że kolejny post NPC pojawi się po upływie 48 h.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Wto Wrz 06, 2016 3:14 pm

Tak, jak podejrzewała, pomysły zaczęły sypać się na prawo i lewo, a dyskusja płynęła płynnie i wydawać by się mogło, że zaplanowanie odbicia broni jest łatwe, proste i przyjemne. Margot podziwiała ludzi, którzy siedzieli z nią teraz w antykwariacie, bo znakomita większość na pewno przyszła tu z identycznych pobudek, co ona – nie chcieli bezczynnie patrzeć, jak Niemcy panoszą się po ich mieście i kraju, depcząc kulturę i godność Francuzów.
Słuchała uważnie każdego i szybko analizowała wypowiedzi poszczególnych osób. Nie miała absolutnie żadnego doświadczenia w planowaniu takiego rodzaju misji, dlatego nie uważała za odpowiednie aby wtrącać się ze swoim gradem pytań. Zresztą te i tak rozwiewały się jedno po drugim, bo zazwyczaj mądrą odpowiedź podawała następna wypowiadająca się osoba. Gdy któryś z pomysłów podobał jej się bardziej, gorliwie kiwała głową, a jeśli była sceptycznie nastawiona, zsuwała brwi. Obraz całego zadania coraz wyraźniej klarował jej się w głowie i zaczęła bardziej przyglądać się poszczególnym uczestnikom zebrania.
Dziewczyna, która zgłosiła się na kierowcę, wzbudziła jej absolutny podziw i zachwyt, bo nie wpisywała się w stereotypy i swoją postawą, a także propozycjami jasno dawała do zrozumienia, że piękna płeć wcale nie musi być płcią słabą, nie tracąc przy tym ani grama uroku. Również chłopak siedzący po drugiej stronie od Morgane wtrącił parę ciekawych uwag, właściwie załatwiając za nich kwestię nowej kryjówki dla składu broni. Brunetka obdarzyła go wtedy ciepłym spojrzeniem, wyrażającym niemą aprobatę. A później zdała sobie sprawę ze swojej nagłej śmiałości i natychmiast odwróciła wzrok, rumieniąc się lekko.
Gdy Pierre zaczął podsumowywać wszystko, co zostało powiedziane do tej pory, skupiła na nim swoją uwagę. Plan miał ręce i nogi, przynajmniej jej zdaniem, chociaż brak broni w tej chwili był jego największym minusem. Jak chłopcy mieli udawać Niemców, nie mając przy pasku żadnego pistoletu? Zanim jednak zdążyła o to zapytać, usłyszała swoje nazwisko i zdała sobie sprawę, ze poruszona została kwestia fałszywych dokumentów. Margot miała wrażenie, że każda para oczu w pomieszczeniu jest wpatrzona właśnie w nią.
- Z dokumentami nie będzie problemów – oznajmiła więc, głośno i wyraźnie, patrząc dowódcy prosto w oczy i zapewniając go, że podoła – Ostatnio Nadine pokazywała mi właśnie podobne zezwolenia, mam sporo blankietów. Dostarczę wszystko, czego potrzeba – kąciki jej ust uniosły się lekko w górę, gdy zdała sobie sprawę, że będzie w tej misji faktycznie przydatna.
Dyskusja zmieniła tor i ponownie pojawił się temat niezbędnej broni. Czy to możliwe, że żaden z tu obecnych nie posiadał pistoletu?

_________________
I can't breathe any faster, all the air I wanna capture it's heavy and it hurts my head. If you found me, would you save me? Will I come back from this?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Czw Wrz 08, 2016 12:05 am

Czasami podczas spotkań z Lécuyerem czuje się jak podczas odpytywania w czasie zajęć. Wpatruje się w każdego ze skupieniem, analizując każde słowo, wystawiając ocenę. To godne podziwu jak ze wszystkich wątków potrafi wyłapać to co najpotrzebniejsze i stworzyć z tego plan. Dość zawiły, wymagający skupienia by go zrozumieć - ale wierzę, że do ogarnięcia.
Trzeba go tylko rozłożyć na poszczególne kroki.
Krok pierwszy - ulepszyć ciężarówkę.
Macham do Cianána, uśmiechając się przy tym lekko. Dobrze, że już się nieco znamy, nie grozi niezręczna cisza czy jeszcze bardziej niezręczna rozmowa o pogodzie podczas oglądania samochodu. Ciekawe czy ma już jakieś ulepszenia… Może jeśli uda mi się wymajstrować przy niej coś fajnego, będę mogła częściej nią pojeździć? Zdecydowanie brakuje mi prowadzenia, to relaksujące zajęcie. Skupiając się na drodze, można zapomnieć o wszystkim innym.
Ciekawe dotyczy to też kradzieży broni.
- Możemy sami zbudować kilka bomb, może jakieś koktajle Mołotowa czy poręczne miotacze ognia domowej roboty? Do takich wystarczy butla z gazem - o butle z gazem znacznie łatwiej niż o broń - To nie jest idealne uzbrojenie, ale lepsze niż nic - wzruszam ramionami, robiąc przy tym niepewną minę. Nie widzę alternatyw. A przynajmniej takich, które nie zamieniają misji na samobójczą w przypadku każdego drobnego potknięcia.
Zerkam kątem oka na Bernarda, zastanawiając się jak radzili sobie z niedoborem broni na froncie. Czy takie spotkanie jak dzisiaj budzi wspomnienia? Gdyby Hans nie poległ, pewnie też wiódłby prym, żołnierzem chyba nie przestaje się być z dnia na dzień.
Ciekawe czy przestaje kiedykolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Czw Wrz 08, 2016 11:51 am

Podobała mu się dotychczasowa burza i to, że mieli tak dużo różnych pomysłów. Problem z bronią okazał się jednak przepaścią nie do przebycia. Znalezienie składu broni faktycznie ograniczało nieco pole popisu Ruchu Oporu, ale czy na pewno przekreślało ich tak całkowicie?
Pierre pokiwał milcząco głową na słowa Margot, żeby zaraz potem powrócić do Lou i jej propozycji. Bardzo trafnej zresztą, cieszył się, że chociaż ona miała jakiś pomysł. - Tak też zrobimy, dziękuję, Junge - odpowiedział powoli, wręcz z namysłem, jakby jeszcze nad czymś się zastanawiał. - Wciągniemy w to Morę, więc niech Bernard albo Renard porozmawiają z nim i wtajemniczą w zadanie - dodał jeszcze, patrząc na wspomniane osoby i znów na moment popadając w zadumę. - Przyniosę wam dwa pistolety przed odbiciem, ale to wszystko, co dostaniecie, musicie więc być bardzo ostrożni - odpowiedział, wiedząc już, za jakie sznurki powinien pociągnąć, aby choćby w ten sposób wesprzeć swoich podopiecznych z organizacji. - Dzielimy się teraz na grupy: dwie osoby z mundurami i Junge będą siedzieć z przodu w ciężarówce, jedna z nich będzie miała broń, więc niech to będzie mężczyzna, który potrafi strzelać. Druga trójka siedzi we wnętrzu, wszyscy mają mieć mundury oraz pistolet, więc znów niech jedzie jeden strzelec i parę prowizorycznych bomb. Ostatnia grupa to Thot oraz jeszcze jedna osoba, którzy będą udawać urzędników i im również przyda się parę koktajlów. I oczywiście musicie się zgrać czasowo, więc ktoś powinien sprawdzić uprzednio wcześnie, o której wyrusza pociąg z Paryża do Wersalu - zaproponował, znajdując kolejną rzecz, która znajdowała się na liście przygotowań. Wiedział, że odbicie broni wymaga od nich sporej ilości uwagi i miał nadzieję, że podołają temu równie sprawnie, co dyskusji, która dobiegała końca.
- Plan już znacie, ciężarówka wyrusza o godzinie siedemnastej z garażu, szesnastego marca i dociera do Wersalu, więc urzędnicy mają już na nią czekać. Reszta zależy wyłączne od was oraz... przypadku. Kwestia osoby, która będzie dowodzić, rozstrzygnie się w najbliższym czasie - dokończył powoli wstając i zabierając swoje rzeczy, dając przy tym znak, że to już niemalże koniec. - A teraz to już chyba wszystko. Naprawdę bądźcie ostrożni i rozsądni. W takich chwilach nie ma miejsca na nerwy czy samowolkę, macie ściśle trzymać się wszystkiego, co zostało powiedziane, chyba że coś się stanie... - zamilkł znów, nakładając kapelusz na głowę. Doskonale wiedzieli, co miał na myśli. - Wierzę że dacie radę - odparł na koniec, pożegnał się i szybkim krokiem opuścił najpierw zaplecze, a później i antykwariat.


zt

Mistrz Gry czeka na ostatnie posty, zgłaszajcie się więc do konkretnych grup, w zależności od tego, gdzie widzicie swoją postać.

Jeśli chodzi o zadania, sprawa wygląda w ten sposób:

Mathieu i André (Damien po zebraniu został zgarnięty na przesłuchanie, w tej chwili nie wiadomo, w jakim jest stanie, więc nie może brać udziału w tej części) - macie sprawdzić, jak obstawiona jest dostawa broni oraz to, czy nasyp nadaje się do jej przechowywania. Na miejsce, czyli stację kolejową przyjeżdżacie na rowerach, sprawdzacie godzinę odjazdu pociągu z Paryża do Wersalu, potem powinniście wybrać się jeszcze, aby kawałek dalej, aby zerknąć na nowy magazyn. André przekazuje potem reszcie informacje (najlepiej listownie, choć inne sposoby również są dozwolone) i przypomina o miejscu i godzinie zbiórki.

Lou i Cianán - macie dostać się na Obrzeża i odpowiednio przygotować samochód do przeniesienia (prawdopodobnie) dość ciężkiego ładunku. Wszelkie pomocne na pewno znajdziecie w garażu.

Morgane - musisz załatwić pięć mundurów niemieckich z teatru i przygotować dla siebie oraz towarzysza ubrania urzędników. Porozmawiaj więc z kimś, kto wypożyczy te stroje i przekonaj, że można ci zaufać.

Margot - spróbuj sfałszować odpowiednie dokumenty w jakimś ustronnym miejscu, rzucając odpowiednio kostkami, które ustalą, czy udało Ci się tego dokonać.

Damien - niestety nie możesz brać czynnego udziału w przygotowaniach do misji, ale powinieneś powiadomić brata o jego zadaniu. Nikt też nie mówi, że nie wolno ci pomóc mu z przygotowaniem bomb.

Wszystkie zadania rozpoczną się najpierw postami Mistrza Gry (od tego momentu macie 48 godzin na rozpoczęcie zadania), który będzie nadzorował ich wykonanie i przyzna dodatkowe punkty. W dodatku pozwolę sobie również podziękować za płynną i wartką dyskusję, zaangażowanie oraz mnóstwo pomysłów, które pojawiły się na spotkaniu. Mimo że ostatnia część nieco spowolniła, i tak chciałabym nagrodzić kilku szczególnie zaangażowanych uczestników dodatkowymi punktami.

Lou, André, Damien, Mathieu, Morgane, Cianán - dostajecie po 25 punktów za dodatkowe posty, wyjątkowe pomysły oraz wykorzystanie wskazówek MG z wiadomości.
Margot, Arsène - dostajecie 20 punktów za udział w dyskusji.

Jeszcze raz dziękuję i zapraszam do udziału w kolejnych wydarzeniach!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Czw Wrz 08, 2016 10:49 pm

Na usta wrócił mu uśmiech. Wrócił i szybko z nich zniknął. Bardziej pasowało do niego określenie cień. Przez usta przemknął mu cień uśmiechu. Te słowa najlepiej opisywały jego reakcję po tym, jak szef skończył mówić.  
Coraz lepiej rozumiał dlaczego Pierre Lécuyer został Przywódcą Ruchu Oporu. Czym zdobył sobie szacunek członków Organizacji. Pierre potrafił uważnie rozpatrzyć każdą propozycję, każdą, jaka padła w grupie. Co ważniejsze, umiał spleść je w sensowny plan. Ukierunkować oraz uporządkować działania Résistance. Był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Warto podążać za kimś takim jak on.
Ogólnie rzecz biorąc, plan polegał na odegraniu przekonująco ról żołnierzy i urzędników przed widownią złożoną z Niemców. Przydadzą im się porządne rekwizyty. Zadbane mundury, garnitury, niebudzące zastrzeżeń dokumenty i na koniec specjalnie przygotowana ciężarówka, którą odjadą w ostatnim, dramatycznym akcie spektaklu. Zamiast burzy oklasków otrzymają w nagrodę uzbrojenie. Matka André niegdyś występowała na teatralnej scenie. Niewykluczone, że on, jej syn odziedziczył po niej trochę aktorskiego talentu. Nadarzała się okazja, żeby przekonać się, jak uzdolnionym był aktorem. Przy Henriecie nauczył się płynnie posługiwać niemieckim, pamiętał jak akcentować poszczególne zgłoski, nadające językowi te charakterystyczne, twarde brzmienie. Nadawał się do roli niemieckiego oficera, wyjaśniającego kolegom - żołnierzom, że broń ma zostać załadowana na ciężarówkę i odwieziona do magazynu. Nie przypominał w prawdzie jasnowłosego Niemca, lecz jak zdołali się przekonać, nie każdy Niemiec miał jasne włosy i niebieskie oczy.
Gdy pozostali decydowali o swoich miejscach w grupach, André zadeklarował, że weźmie na siebie konwersację z Niemcami. Co oznaczało, że pojedzie razem z Lou w szoferce ciężarówki.
Im dłużej zastanawiał się nad przedsięwzięciem, tym bardziej wydawało mu się one przewrotne, na swój sposób szalone. I o to chodziło. O niekonwencjonalną metodę, dzięki której mogli przechytrzyć wroga.  
Pierre poruszył kolejną ważną kwestię. Broń. Potrzebowali broni. Tak na wszelki wypadek, gdyby przedstawienie wypadło mało przekonująco. Nagle coś zaczęło się w nim walić. Pomysł Lou na skonstruowanie bomby i przygotowanie koktajli Mołotowa był dobry. André skinął głową, popierając jej sugestię. Mieliby się jak bronić, choć posiadanie prowizorycznej broni nie rozwiązywało tak do końca problemu związanego z bronią Niemców. Jeśli konfrontacja zmieni się w regularną walkę, to członkowie Ruchu Oporu znajdą się w trudnym położeniu. Chyba, że któryś z nich posiadał niezwykłą zdolność odbijania kul gołymi rękoma.
- Dodatkowo proponuję popytać pozostałych kolegów z oddziału. Niektórzy mogą przechowywać gdzieś u siebie broń. To i pożyczą coś na akcję - zwrócił się bardziej do swoich rozmówców niż samego Pierra, który kierował się już do wyjścia. Nie chciało się mu uwierzyć, że utraconym magazynie znajdowała się cała broń, jaką miał do dyspozycji Ruch Oporu. Przywódca obiecał dostarczyć im przed rozpoczęciem misji pistolety, więc przypuszczenie, że poniektórzy członkowie przechowują u siebie legalnie, bądź nielegalnie broń, wcale nie było błędne.
Przypomniał mu się stary znajomy, który całkiem nieźle radził sobie w czarnorynkowych biznesie. Gdyby zaszła taka konieczność, mógłby się z nim skontaktować i dyskretnie popytać o ceny. Budżet Ruchu Oporu był mocno ograniczony, dlatego nie było co robić sobie wielkich nadziei na zakup kilkunastu MABów, ale nie zaszkodziłoby spróbować dogadać się z tamtymi. Handel bronią wiązał się z większym ryzykiem, stąd cena za pistolet była wyższa. Owszem, można byłoby negocjować, powoływać na znajomości czy odwoływać do poczucia patriotyzmu sprzedawcy, ale całe przedsięwzięcie było czasochłonne. André zdecydował, że póki co, obejdzie się bez robienia interesów z podejrzanymi handlarzami i przemytnikami.
- Spotkajmy się w tę środę przy głównej bramie Cmentarza Montparnasse. Odwiedzimy parę grobów i opowiecie mi przy okazji o swojej krajoznawczej wycieczce. Szesnasta was pasuje? - otrzymawszy odpowiedź potwierdzającą od Bernarda i Renarda, życzył wszystkim udanego wieczoru, po czym opuścił zaplecze.
Pobieżnie przyjrzał dopiero co wyłożonym na sprzedaż książkom, lecz żadna jakoś nie przykuła na dłużej jego uwagi. To pewnie zmęczenie, brak nastroju na zakupy. Obiecał antykwariuszowi, że w najbliższym czasie zajrzy do jego antykwariatu i wybierze sobie coś do czytania. Lubił książki.

[zt]

Zamarudziło mi się z postem, stąd nie zdążyłam przedstawić konkretnej propozycji z bronią. Trudno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pią Wrz 09, 2016 4:26 pm

Im dłużej trwało zebranie, tym jego umysł sprawniej przekierowywał myślenie na tory ściśle analityczne, odrzucając niepotrzebne emocje, a pozostawiając miejsce jedynie dla faktów, możliwości i ewentualności. Musiał przyznać, że był pod wrażeniem rzucanych przez resztę pomysłów, a gdy dowódca – wydawałoby się, bez wysiłku – zebrał je w całość i poskładał jak idealnie dopasowane elementy układanki, nie mógł powstrzymać pełnego uznania uniesienia brwi. Podczas wysłuchiwania skierowanych do niego instrukcji, oczy błyszczały mu ledwie zauważalnie, choć wyraz twarzy miał skupiony. – Tak jest – odpowiedział krótko, kiwając głową i dając Pierre’owi do zrozumienia, że zadanie było dla niego jasne. Zerknął mimowolnie w stronę Renarda, a na jego ustach zamigotał mglisty dzień uśmiechu, by w następnej sekundzie rozpłynąć się w półmroku. Odwrócił głowę, powracając do biernego słuchania i samodzielnie przebiegając myślami przez plan wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu dziur, luk, czy niebezpiecznych niedopowiedzeń. Było ich więcej niżby sobie życzył, nie na tyle jednak, by przekreślić sensowność ich działań.
Działań. Wreszcie zaczynali naprawdę działać.
Nie odezwał się, gdy padło pytanie o broń, głównie dlatego, że nie zdążył – uprzedzili go Lou i André, podsuwając dwa, zdawałoby się, najrozsądniejsze rozwiązania. Istniało jeszcze trzecie, polegające na obezwładnieniu jednego czy dwóch niemieckich żołnierzy i odebraniu im broni, jednakże zależało w dużej mierze od okoliczności, a konieczność doprowadzenia do bezpośredniej konfrontacji sprawiała, że lądowało raczej w szufladce z napisem ostateczność, niż w tej z pierwotną wersją planu.
Gdy dowódca wstał z miejsca, znów wyprostował się mimowolnie, ledwie powstrzymując odruch poderwania się do pionu; niektóre rzeczy nie tak łatwo było wykorzenić. Podniósł się dopiero, gdy sylwetka Pierre’a zniknęła za drzwiami i przez moment nie za bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Zebranie dobiegło końca, pozostawiło jednak po sobie tę charakterystyczną atmosferę podekscytowania i przez moment miał ochotę ruszyć do działania natychmiast, od razu. Wziął kilka płytkich wdechów, a później odwrócił się w stronę André. – Szesnasta brzmi dobrze – potwierdził, kiwając mężczyźnie głową, dosyć sztywno, ale raczej przyjaźnie. Nie miał tu wrogów; jego jedyni nieprzyjaciele nosili niemieckie mundury.
Ociągał się jeszcze z opuszczeniem zaplecza, nie podążając za wychodzącymi członkami Ruchu Oporu. Nie powinni w końcu wychodzić z lokalu grupą; jakiekolwiek zgromadzenia zwracały niepotrzebną uwagę, a biorąc pod uwagę nadchodzącą akcję, musieli byś podwójnie ostrożni. Źle by było, gdyby ktoś po fakcie skojarzył grupkę młodych ludzi kręcącą się w pobliżu antykwariatu na kilka dni przed zniknięciem niemieckiego transportu z bronią.
Włożył dłonie do kieszeni, jedną z nich znów natrafiając na zapalniczkę. Zaczął obracać ją w palcach, jednocześnie przebiegając wzrokiem po tytułach kilku książek, które zapodziały się na zapleczu, zbierając coraz grubszą warstwę kurzu. Tęsknił za czytaniem; oddałby wiele, żeby dostać z powrotem wszystkie tytuły, które zostały w jego dawnym domu, zamknięte przed nim na cztery spusty. A może jego ojciec już zdążył je wyrzucić, zaparty w postanowieniu udawania, że tak naprawdę nigdy nie miał syna?

(nie wychodzę jeszcze, bo chyba mamy zamienić parę słów z Margie? )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pią Wrz 09, 2016 11:37 pm

Nikt chyba nie spodziewał się po niej, że nagle wstanie z miejsca i oznajmi, że wybiera się z nimi na misję i na dodatek jest w stanie przynieść wykradziony matce pistolet. Nie zawiodła więc nikogo, gdy cicho siedziała na swoim miejscu i słuchała, co mają do powiedzenia Pierre i reszta uczestników zebrania. Niewiele planów miała okazję wcześniej analizować, a jeszcze mniej słyszeć na własne uszy, jednak to, co ustalili jej koledzy i koleżanki wydawało się mieć ręce i nogi. Margot obiecała sobie w duchu, że przed misją wybierze się od kościoła i pomodli za powodzenie każdego zadania z osobna.
Cieszyła się, że będzie miała okazję wykazać się z kolejnymi fałszowanymi dokumentami, ale jednocześnie czuła ciążącą na sobie odpowiedzialność. Wiedziała, że była dobra, ale pycha nie przesłoniła jej pełnego obrazu sytuacji – od niej także zależała wolność rebeliantów i powodzenie misji. Jedna fałszywa kreseczka na blankiecie, niczym niewłaściwe pociągnięcie smyczka, mogła zrujnować komuś życie. Dubois pomyślała, że w razie problemów poprosi o pomoc bardziej doświadczoną koleżankę i pod jej okiem nabierze wprawy. W końcu nie mogła cały prosić o sprawdzenie i nadzorowanie swoich prac, czuła, że taka postawa nie spotkałaby się z przychylnością dowództwa. Potrzebowali kogoś zaufanego, a nie cichej myszki. Więc taką wersję siebie postanowiła im zaprezentować, zaczynając od dziś.
Życzyła wszystkim powodzenia, choć jej głos nie przebił się przez wszystkie inne, a życzliwe słowa usłyszało tylko kilka najbliższych par uszu. W tym i chłopak, z którym wzajemnie przypatrywali się sobie podczas zebrania. Margot poczuła, że pieką ją policzki, bo zorientowała się, że gdy ludzie zaczną wychodzić, nieznajomy może wreszcie się do niej odezwać. Co miałaby mu odpowiedzieć? O co w ogóle zapyta? Nie, to głupie, na pewno tylko jej się wydawało, że zwrócił na nią uwagę… Umysł fałszerki analizował całą sytuację na podwyższonych obrotach, a jedynym wyjściem przed popadnięciem w paranoję było zajęcie myśli czymś innym. I oto nadarzyła się ku temu okazja idealna, bo spotkanie dobiegło oficjalnie końca, a ona mogła przekazać dokumenty, które spoczywały na dnie jej torebki.
Podniosła się więc ze swojego krzesła, narzuciła płaszcz, lecz nie zapięła go jeszcze. Jedną ręką wyciągnęła fałszywki, a drugą przytrzymała czapkę i szalik, co wypadło mało subtelnie, gdy podchodziła do Mathieu z taką ilością rzeczy w dłoniach.
- Mam coś dla ciebie – odezwała się stanowczym głosem, podnosząc wzrok na chłopaka. Nie mogła ryzykować, że zapatrzony w regał z książkami nie dosłyszy jej i będzie musiała powtórzyć się, niewątpliwie przy tym rumieniąc – Niech ci służą.
Wyciągnęła w jego kierunku dłoń z dokumentami, w których przed kilkoma dniami dopisała kilka nieprawdziwych informacji. Zakłady pracy istniały, sprawdziła to, nazwiska osób odpowiedzialnych za zatrudnienie i pieczątki również – nie zgadzała się tylko osoba pracownika, bo przecież Mathieu Bernard nie figurował tak naprawdę w ich archiwach, chociaż pewnie i to dałoby się załatwić przy odpowiednich chęciach.
- Chociaż najlepiej by było, gdybyś nigdy nie musiał wyjmować ich z kieszeni – dodała, pragnąc w ten sposób rzucić zabawną uwagę, jednak już chwilę później dotarło do niej, jak to wszystko mogło zabrzmieć – Nie żeby były fatalnie zrobione, o to się nie martw, są świetne – no proszę, jak skromnie. Pogrążała się coraz bardziej – Po prostu, no wiesz, nie natknij się na Niemców – na wydechu zakończyła tę plątaninę słów i stała w miejscu, choć najchętniej uciekłaby teraz z zaplecza z prędkością światła.

_________________
I can't breathe any faster, all the air I wanna capture it's heavy and it hurts my head. If you found me, would you save me? Will I come back from this?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Sob Wrz 10, 2016 2:11 pm

Z każdą chwilą dłużej spędzoną na tym spotkaniu coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że wszyscy tutaj zebrani byli na właściwym miejscu. Czuł podziw i zachwyt, iż z takim zapałem sypali kolejnymi pomysłami i możliwościami planu. Każdy miał coś przydatnego do akcji i każdy mógł odnaleźć się ze swoimi specjalizacjami i umiejętnościami. Przedtem miał obawy, że mogą wyjść na żółtodziobów i zdani będą na pomysłowość dowódcy. Jednak było zupełnie odwrotnie. Prawię wszyscy mieli coś do wniesienia do konwersacji i planowania, a wszystko te pomysły okiem rudego były bardzo celne i bardzo dobre. Teraz na własne oczy też mógł się przekonać, dlaczego Pierre był przywódcą Résistance. Z tej lawiny propozycji potrafił ułożyć solidny plan działania, i oszlifować go z mniej przydatnych. Pewnie bez niego ta burza mózgów trwałaby jeszcze jakiś czas, zanim doszliby razem do jakiegoś porozumienia. Jak każda grupa potrzebowali mocnego autorytetu, który ułoży wszystko w odpowiednim porządku. Przytaknął słysząc swój przydział zadań i odruchowo również spojrzał na Lou, odwzajemniając uśmiech.
- To zwykła ciężarówka i pewnie wymaga solidnego przeglądu. - odpowiedział na pytanie Lou odnośnie pojazdu. Mimo, że był kilka razy w tym garażu i widział maszynę, to jeszcze nie widział jej żeby spełniała swoje podstawowe zadanie na ulicach. Używana była głównie z tego co widział, jako półka na kołach dla przedmiotów potrzebnych do ukrycia. Zdecydowanie będą musieli wybrać się do tego miejsca, żeby przygotować ciężarówkę, strach pomyśleć co mogłoby się zdarzyć, kiedy odmówiłaby posłuszeństwa w środku akcji. Zaraz potem padła kwestia ich uzbrojenia i przydziału zadań już w trakcie całego planu. Zgłosił się do drugiej trójki, wewnątrz, gdyż jego niemiecki był raczej mocno przeciętny. O kwestii uzbrojenia raczej milczeli. Nic dziwnego, bo posiadanie broni było bardzo niebezpieczne, a jej zdobycie jeszcze bardziej.
- Mam kontakt na czarnorynkowego handlarza, może uda mi się coś załatwić. - rzucił jeszcze zanim dowódca wyszedł z antykwariatu, kiedy przypomniał sobie o pewnym radzieckim agencie o którym usłyszał na ostatnim spotkaniu Krasny. Broń na akcję jest im niezbędna, bo bardzo możliwe, że dojdzie do bezpośredniego starcia z Niemcami, dlatego każdy kto miał na to możliwość powinien się o nią postarać.
Zdecydowanie wyjście całą grupą naraz było zbyt podejrzane, dlatego musieli odczekać chwilę po wyjściu Lécuyera.
- Skontaktuje się z tobą i ustalimy spotkanie. - zwrócił się ze spokojem do Lou. Miał jeszcze kilka rzeczy do zrobienia i będzie musiał poinformować dowódce Krasnego o pożyczeniu ciężarówki, dlatego jeszcze nie wiedział kiedy będą się mogli tam wybrać. Chwilę potem zebrał się i wyszedł żegnając się z całością.

z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Sob Wrz 10, 2016 2:54 pm

Damien był cały czas podekscytowany. Wydawał się być spokojny, jednak serce waliło mu jak młot. Miał ochotę zacząć działać już teraz, w tej chwili. Wszystkie te pomysły napawały chłopaka optymizmem. Kiedy zaś głos zabrał dowódca, trochę mu się popsuł humorek. Już się cieszył, że w końcu braciszek nie będzie go pilnował, a tu skucha. Młody nie chciałby informować o tym brata. Czuł się trochę zazdrosny. W końcu nadarzyła się okazja, aby się popisać. Renard pod tym względem był bardzo dziecinny. Jak chłopiec w szkole, który robi głupie rzeczy żeby zabłysnąć przy kolegach. Tyle że konsekwencje jego głupich wygłupów były większe niż zła ocena (o czym miał się niedługo przekonać).
-Poinformuje go.- powiedział, trochę niezadowolony. Jednak, skoro Pierre chce go mieć podczas akcji, to znaczy że będzie przydatny. Renard nie chciałby żeby cały ten plan poszedł w pizdu, tylko dlatego że zabrakło jednego człowieka. Tak więc swoje dziecinne zachowanie zostawił na później.
Chłopak wolał się na razie nie wychylać. Nie wybrał sobie żadnej roli. Umie mówić po niemiecku, jednak jego akcent byłby zdradliwy. Młody potrafi dobrze strzelać, jednak czy chcą powierzyć taką odpowiedzialność dzieciakowi? W każdym razie był częścią planu, więc nie mógł wskazać im miejsca i tyle. Wymagał od siebie trochę więcej pracy.
-Szesnasta mi pasuje.- przytaknął. Cieszył się że będzie miał możliwość zapoznania się lepiej, ze swoim znajomym z oddziału. Wtedy oczywiście nie wiedział że jego głupie pomysły wpakują go w kłopoty, i nie da rady pojechać z chłopakami na stację.
Pierre opuścił antykwariat, a Mora całą swoją uwagę skupił na nieznanej mu dziewczynie. Czy to ten moment kiedy powinien spytać się o imię? Renard poczuł motylki w brzuchu. To stresowało go bardziej niż nie jedna akcja przeciwko okupantowi.
Obmyślał wszystkie za i przeciw. Facet nie powinien być nie śmiały. Jeśli teraz tego nie zrobi, może nie być drugiej okazji.
Damien wziął głęboki wdech i pewnym krokiem ruszył w stronę dziewczyny. Zrobił tylko dwa, tylko dwa kroki. W tym czasie dziewczyna rozpoczęła rozmowę z Bernardem. Renard poczuł się głupio. Nie może im teraz przerwać. Spuścił wzrok i odwrócił się na pięcie. Wyszedł z pomieszczenia kilka minut po Canianie.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Sob Wrz 10, 2016 4:45 pm

Zdawałoby się, że skoro podpisał się właśnie obiema rękami pod misją, która z powodzeniem mogła okazać się samobójczą, powinien być co najmniej lekko zdenerwowany, tymczasem dawno już nie czuł się tak spokojnie. Świadomość posiadania konkretnego planu, wspartego dodatkowo przez ludzi, którzy najwidoczniej wiedzieli, co robili, była na swój sposób kojąca; znacznie bardziej niż perspektywa spędzenia reszty okupacji w ukryciu, drżąc o własne życie i pilnując, żeby przypadkiem zbyt mocno nie wychylić się zza sztywnych, pozornie bezpiecznych ramek. Być może była to myląca i złudna iluzja, ale zawsze miał wrażenie, że pozostawanie w ruchu zwiększało szanse na przetrwanie, nawet jeżeli oznaczało postawienie samego siebie w krzyżowym ogniu. Poza tym – mógł nie mieć racji, jednak wydawało mu się, że Pierre Lécuyer nie był kimś, kto angażowałby się w sprawę, którą uważałby za z góry przegraną.
Odwrócił się z lekkim zaskoczeniem na dźwięk dziewczęcego głosu, żeby w następnej chwili odnaleźć spojrzeniem szczupłą szatynkę. Nie od razu skojarzył, o czym mówiła, przez kilka sekund przypatrując się jej z wyraźną dezorientacją, która dopiero na widok charakterystycznych blankietów zamieniła się w zrozumienie. Wyciągnął rękę, odbierając od niej dokumenty i zerkając na nie krótko; na pierwszy rzut oka wyglądały więcej niż przekonująco. – To twoja robota? – zapytał; w jego głosie zdziwienie mieszało się z uznaniem. Dziewczyna wydawała się niepozorna, a jeśli miałby być szczery sam ze sobą, musiałby przyznać, że początkowo w ogóle nie zwrócił na nią uwagi. Być może wiązało się to z faktem, że w trakcie zebrania nie odzywała się zbyt wiele; a może po prostu Mathieu powinien popracować nad własną spostrzegawczością. – Dziękuję, te papiery ratują mi życie – powiedział, notując w głowie, żeby przy najbliższej okazji nauczyć się na pamięć wszystkich zakładów pracy, nazwisk i dat, wypisanych zręczną, dziewczęcą dłonią.
Kąciki jego ust uniosły się nieznacznie do góry w reakcji na jej słowa, choć wesołe ogniki nie dotarły do oczu, nadal odrobinę chłodnych (acz wcale nie nieprzyjaznych). – Mam jednak nadzieję, że na kilku się natknę – rzucił przekornie, chowając dokumenty do wewnętrznej kieszeni płaszcza, przeciwnej do tej, w której znajdowały się papierosy i zapalniczka. – Ale niekoniecznie po to, żeby chwalić się twoją pracą – dodał lekko i mrugnął do niej żartobliwie. Z jakiegoś powodu wydawała mu się zdenerwowana i próbował – na swój mało subtelny i absolutnie niepoprawny sposób – rozładować trochę atmosferę. – A tak w ogóle, chyba nie mieliśmy jeszcze okazji – rzucił, reflektując się z opóźnieniem i wyciągając do niej rękę. – Mathieu – przedstawił się, dopiero po chwili orientując się, że właściwie był wśród ich dwójki jedynym, które nie znało imienia tego drugiego. – Ale oczywiście już to wiesz – dodał więc, zastanawiając się przelotnie, czy przypadkiem nie napatrzyła się na to jedno słowo wystarczająco, żeby już na wejściu mieć go dość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Wto Wrz 13, 2016 2:32 pm

Morgane wciąż słuchała wypowiedzi wszystkich z ogromnym zainteresowaniem, a potem kiwała na niemal każde słowo Pierre'a. Ktoś mógłby pomyśleć, że się podlizywała, ale nie - ten człowiek już tak działał, że miało się wrażenie, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu i zdecydowanie cieszyło ją, że to ktoś tak odpowiedzialny nimi dowodzi. Wypadałoby, ale jednak nic nigdy nie jest pewne, prawda?
Gdy rozdzielono zadania, pokiwała głową, dając znak, że owszem, wszystko w pamięci zakodowała i zrobi wszystko, żeby misja się powiodła. W głowie już układała plan działania, jaki wykorzysta, żeby zdobyć te kostiumy - w końcu jej zadanie, choć na takie nie wyglądało na pierwszy rzut oka, było jednak jednym z ważniejszych. W końcu w innym wypadku musieliby się chyba narażać i te przebrania kraść.
A to mogłoby się źle skończyć.
Gdy spotkanie dobiegło końca, i ona ruszyła w stronę wyjścia, pożegnawszy się wcześniej ze wszystkimi radośnie, życząc im powodzenia. Po drodze wzięła też kilka książek od właściciela - bo czemu by nie skorzystać z okazji, prawda?
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pon Wrz 19, 2016 8:53 pm

Starała się chować w zakamarkach pamięci świadomość, że od jej wykonanej pracy zależy czyjeś życie, chociaż takie myśli pojawiały się ze zdwojoną siłą w chwilach takich, jak ta. Była zbyt młoda, zbyt niedoświadczona, by dźwigać na barkach taki ciężar, jednak wiedziała, że jej umiejętności są potrzebne. Czasem nawet niezbędne, choć nigdy nie przyznałaby tego na głos i przyjęcie podobnego komplementu zapewne powitałaby rumieńcem i przeniesieniem wzroku na czubki swoich butów.
Nawet teraz, gdy Mathieu dziękował jej i próbował nadać sens słowom, które padły przed momentem z jej ust, wciąż ciężko było uwierzyć, że następnego dnia fałszywki mogą uratować bądź zniszczyć mu życie. Margot naprawdę wolałaby, aby chłopak nigdy nie musiał wyciągać ich z kieszeni i prezentować szerszej publiczności. On najwyraźniej był innego zdania.
- Nie ma sprawy, naprawdę – zapewniła, bo przecież chociaż tak mogła się przydać – I trzymam za was mocno kciuki, na wycieczkę do Wersalu przygotuje najlepsze fałszywki w swojej karierze.
Chciałaby być tak odważna i pewna siebie, by zgłosić się do misji odbicia broni lub choćby sprawdzenia terenu, wiedziała jednak, że było to zadanie dla zupełnie innego rodzaju ludzi. Być może, gdyby stawka była nieco niższa, Dubois zgłosiłaby się, aby ‘otrzaskać się’ z podobnego rodzaju zleceniami. Na razie wolała siedzieć na tyłku i przygotować uczestników misji w inny sposób, wzbogacając ich o wszelkie niezbędne sprawy.
- Margot – wymawiając własne imię uśmiechnęła się i nie mogła powstrzymać wyuczonego dygnięcia. Jego personalia znała, zdążyła się już na nie napatrzeć, jednak miło było przyrównać je z żywą postacią – Okazja na pewno się jeszcze przytrafi.
Miała nadzieję, że nie zostanie uznana za bezczelną, ale naprawdę zbliżała się jej domowa godzina policyjna, a choć najchętniej zostałaby w antykwariacie cały wieczór i pogawędziła z Mathieu, być może nawet kupiła kilka książek. Nadszedł jednak czas, by opuściła lokal, zrobiła więc smutną minę, gdy informowała o tym nowego znajomego.
- Powodzenia – rzuciła jeszcze, do niego i do wszystkich, którzy mogli ją słyszeć, a później opatuliła się płaszczem i szalikiem, by już po chwili wyjść na ulicę i skierować swoje kroki do domu.

| zt

_________________
I can't breathe any faster, all the air I wanna capture it's heavy and it hurts my head. If you found me, would you save me? Will I come back from this?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Czw Wrz 22, 2016 3:25 am

Nigdy nie rozpatrywał ról w organizacji w kategoriach istotności, wszystkie traktując idealnie na równi. To nie było tak, że brali udział w jakimś groteskowym konkursie na to, kto narazi się najbardziej; liczyło się raczej jak najefektywniejsze wykorzystanie umiejętności, które w każdym przypadku miały swój środek ciężkości gdzieś indziej. On osobiście był jednakowo wdzięczny Morgane, która pomogła mu stanąć na nogi w czasie tych pierwszych, przerażających dni w nowej rzeczywistości, Damienowi, który dopilnował, żeby nie popełnił przypadkowego samobójstwa spowodowanego niewiedzą, jak i Margot, spędzającej długie godziny na fałszowaniu dokumentów, tkwiących teraz w jego kieszeni. Być może dziękował za otrzymaną pomoc zbyt rzadko, ale nie było mowy, żeby udało mu się wyjaśnić, o ile pewniej i lepiej poczuł się, trzymając w dłoniach tę odrobinę szorstkiego papieru, stanowiącego dla niego o wiele więcej niż dodatkowe zabezpieczenie w razie kontroli gestapowców. Kilka nazw i dat było dla niego – od jakiegoś czasu zawieszonego w próżni i niepotrafiącego znaleźć sobie przystani, w której mógłby się zatrzymać – dodatkowym punktem zaczepienia, łącznikiem z tym nowym, nieprzyjaznym światem, w którym przecież musiał zacząć jakoś funkcjonować. O ile, oczywiście, miał w planach przetrwanie.
Dlatego uśmiechnął się do niej raz jeszcze, kręcąc lekko głową, gdy mówiła, że nie było sprawy. – Kciuki też się przydadzą – powiedział. Pozornie lekko, w rzeczywistości – niepokojąco szczerze, bo plan, mimo że przemyślany i zdecydowanie spójny, miał też mnóstwo wrażliwych punktów. O których, póki co, wolał nie myśleć.
Kiwnął głową, gdy się żegnała, nie widząc powodu, żeby ją zatrzymać; każde z nich miało w końcu swoje życie i obowiązki, nawet jeżeli jego ograniczały się tymczasowo do jakiego takiego egzystowania przy jednoczesnym unikaniu zrobienia sobie krzywdy. Co, powiedzmy sobie szczerze, również nie zawsze się udawało. – Powodzenia – odpowiedział, przyglądając się, jak znika w drzwiach prowadzących do głównego pomieszczenia antykwariatu. On sam pokręcił się po zapleczu jeszcze przez chwilę, dopiero po kilku minutach idąc w ślady Margot. Która, rzecz jasna, już dawno zniknęła wśród uliczek Paryża.
Wychodząc, machnął jeszcze na pożegnanie do pojedynczych członków Ruchu Oporu, rzucił życzliwe do widzenia w stronę właściciela i ruszył w stronę prowadzącą do Vaugirardu, w międzyczasie wyłuskując z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę.

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pią Gru 30, 2016 3:04 pm

Tego ciepłego, kwietniowego dnia po Butte-Montmartre spacerowało wielu paryżan, którzy bez żalu wspominali chłodny marzec. Malarze zdążyli już rozłożyć swoje sztalugi, muzycy wyjąć wysłużone skrzypce z futerałów i zdawałoby się, że nawet długa kolejka ludzi ściskających w dłoni kartki żywnościowe nie była dziś aż tak ponurym widokiem.
W wąskiej uliczce, przy której mieścił się antykwariat, panował z kolei nieco mniejszy ruch - przez ostatnie dni po Paryżu rozeszły się wieści o zbliżającej się dostawie dzieł Szekspira, podobno w okazyjnej cenie, tak więc wielu paryżan dopiero planowało wybrać się w to miejsce. Jednak dla pewnej grupy ludzi owa dostawa miała się odbyć właśnie tego dnia.
Właściciel antykwariatu czekał jak zwykle w środku, zajęty układaniem książek i wszelkich bibelotów, ale jego wzrok nieustannie podążało ku ulicy. Każdego klienta lustrował uważnym, choć ukradkowym spojrzeniem, a słysząc pytanie o "Burzę", szybkim gestem pokazywał ukryte między regałami drzwi, które prowadziły na zaplecze.
Już wkrótce w pomieszczeniu tym, zastawionym rozmaitymi pudłami, skrzyniami i kulawymi krzesłami, mieli się zjawić członkowie Résistance.


Macie teraz czas na zjawienie się w antykwariacie i rozmowy. W poniedziałek wieczorem (2 stycznia) pojawi się post dowódcy, rozpoczynający oficjalną część zebrania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pią Gru 30, 2016 11:10 pm

Damien uśmiechał się trzymając w dłoni ulotkę. Znowu zaczynał działać. Po dość długiej przerwie, cieszył się z tego jak małe dziecko. Mógł wreszcie działać. Co prawda jego temperament na jakiś czas przygasł, jednak teraz znowu był gotów.
-Dzień dobry, ma pan może "Burzę" Szekspira?- zapytał wchodząc do antykwariatu. Uśmiechnął się do właściciela, którego to już zdążył poznać. Mężczyzna bez wahania pokazał chłopakowi wejście na zaplecze. Damien dobrze pamiętał to miejsce. 
Wszedł do pomieszczenia. Znowu był jednym z pierwszych, poprawka, był pierwszy. Nie miał w zwyczaju się spóźniać. O dziwo traktował takie akcje poważnie. Zdawał sobie sprawę że to wojna, a nie zabawa. Może tego nie okazywał, ale nie chciał zginąć w jakiś głupi sposób.
Ostatni raz był tu też Canian, teraz nie żyje. Kto miałby być następny? Co prawda Finalite znał ryzyko. Tak jak każdy w RO, wiedział że może zginąć. Renard czuł się naprawdę dziwnie, stojąc samotnie w antykwariacie. Nie płakał, kiedy dowiedział się o jego śmierci, ale czuł żal. Nie łączyło ich dużo, jednak chłopcy zamienili ze sobą kilka zdań, kilka razy się spotkali. Tak jak z Arsenem, z którym młody nie raz wybierał się na trening strzelecki. 
Damien poczuł jak żal ściska mu serce. Musiał przestać o tym myśleć. Nie była to przecież odpowiednia sytuacja do takich przemyśleń. Powinien się nastawić pozytywnie, a nie dołować. Renard wziął głęboki wdech i cierpliwie czekał na resztę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Sob Gru 31, 2016 12:44 am

Nie potrafił ukryć, nawet przed samym sobą, iż denerwował się przed zebraniem Ruchu Oporu. Nie dlatego, iż zrobił coś, czym mógłby zaskarbić sobie nieprzychylność innych członków ugrupowania. Jednak świadomość tego, jak wiele wydarzyło się ostatnimi czasy i jak, wbrew wszystkiemu, efekty tych wydarzeń bynajmniej nie były pozytywne. Poza tym, przyjście a zebranie oznaczało przebywanie wśród ludzi, którzy po ostatniej misji, w której brał udział, nie koniecznie musieli patrzeć na niego pozytywnym okiem. Wciąż powracało do niego swego rodzaju uczucie wstydu za to, iż na dworcu zostawił Morgane na pastwę losu, czekając na ciężarówkę zamiast wyruszenia na jej poszukiwanie i, szczerze powiedziawszy, nie był pewien, czy byłby w stanie spojrzeć jej prosto w oczy wiedząc, iż to po części z jego winy została wystawiona na niebezpieczeństwo.
Kiedy więc podeszła do niego młoda dziewczyna i wręczyła mu ulotkę antykwariatu, poczuł nagły przypływ fali gorąca. Dobrze wiedział, iż spotkanie nie było przypadkowe i co miały na celu starannie dobierane przez nią słowa. Z bladym uśmiechem obserwował, jak odchodziła, ściskając w dłoni kawałek papieru i zastanawiając się, czy kiedyś ktoś w końcu powie mu wprost, iż zupełnie nie nadaje się do tego, w co się wpakował.
Zmierzając w stronę antykwariatu czuł, jak trzęsą mu się nogi, żołądek ściska boleśnie z nerwów, a myśli wirują tak, iż powoli zaczął odczuwać nieprzyjemny ból głowy, który ostatnio zdawał się nawiedzać go dość regularnie. Dobrze wiedział, iż nie ma absolutnie żadnych powodów do tak mocnego zdenerwowania, a jednak każda, nawet najmniejsza akcja, która wykraczała poza jego strefę komfortu pociągała za sobą taką właśnie, fizyczno-psychologiczną reakcję organizmu. Czasem miał naprawdę dosyć, nieustanne myśli, podsuwające mu jedynie negatywne skutki wszystkich wydarzeń, ciągły brak snu i rosnąca gula w gardle były męczące i wciąż bywały dni, w których Gilbert pragnął, aby to wszystko jedynie dobiegło końca. Miał jednak świadomość, iż wyjście jest tylko jedno, bo przecież od własnych myśli nie można uciec w sposób inny niż przez śmierć. Był uwięziony w swoim ciele, wraz z własnym umysłem, którego nie mógł po prostu wyłączyć tak, jak wyłączał na przykład lampkę. Czasem jednak naprawdę chciał znaleźć z tyłu głowy przycisk, który zamieniłby myśli, słowa, wspomnienia i obrazy w najzwyklejszy szum.
Otworzył powoli drzwi, wraz z dźwiękiem zawieszonego nad nimi dzwoneczka wchodząc do środka i wdychając specyficzny zapach, który unosił się w pomieszczeniu. Rozglądając się dookoła, jego wzrok zatrzymał się w końcu na właścicielu antykwariatu, do którego podszedł ostrożnie, starając się mimo wszystko wygiąć usta w lekkim, przyjaznym uśmiechu. Cichym, niepewnym głosem zapytał o ‘Burzę’, po czym prześlizgnął się niemalże niepostrzeżenie między regałami, wchodząc na zaplecze. W środku w oczy rzucił mu się chłopak, którego widział już w ciężarówce podczas ich nieudanej próby zdobycia broni, jednak z pewnością nie zamierzał do niego podchodzić. Zamiast tego przesunął się cicho pod ścianę, zajmując jedno ze stojących tam krzeseł. Z zawieszonej na ramieniu torby wyciągnął podręcznik do anatomii, który niedawno wypożyczył z biblioteki i wbił spojrzenie w drobne, czarne literki wypisane na lekko pożółkłym już papierze. Nie studiował wprawdzie niczego związanego z ludzką anatomią, jednak budowa ciała człowieka ciekawiła go niemalże w tym samym stopniu co konstrukcja własnych ładunków wybuchowych, więc przeczytanie (i zapamiętanie) niektórych książek nie wydawało mu się niczym nadzwyczajnym. Choć w tym momencie akurat nie potrafił skupić się na słowach, myślami skacząc po zupełnie innych tematach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Nie Sty 01, 2017 3:35 pm

Kiedy wczoraj tuż przed wejściem do mojego (a raczej do jej, jego, ich?) mieszkania natknąłem się na młodziutką dziewczynę, która obdarzyła mnie serdecznym uśmiechem i wręczyła mi ulotkę dobrze znanego (choć - jak widać - wcale nie aż tak dobrze, jak mogłoby mi się wydawać) mi antykwariatu, z początku zupełnie nie zorientowałem się, o co dziewczęciu tak naprawdę chodzi - ręka zadrżała mi dopiero nad koszem, gdy w pełni dotarło do mnie ukryte znaczenie niepozornych słów.
To był znak.
Czekałem właśnie na tego typu zwiastun kłopotów. Kłopotów, w które wpakowałem się tydzień temu, zostając wcielony w szeregi bezimiennych rewolucjonistów - choć to chyba za duże słowo; stawiających opór? Brzmi już bardziej adekwatnie.
Czując mieszankę trudnych do nazwania uczuć zrobiłem coś, co wydało mi się ryzykowne - zaufałem własnej pamięci, wykuwając na jej pozbawionych fundamentów ścianach otrzymane informacje; ulotkę podpaliłem zapalniczką - został po niej tylko poderwany przez wiatr popiół, podrygujący w agonalnym rytmie na paryskim bruku.
We wskazanym miejscu stawiłem się o czasie - próg pachnącego kurzem i wspomnieniami sklepu przekroczyłem, posiłkując się drewnianymi podporami; kule zazgrzytały nieprzyjemnie, gdy postawiłem je na chybotliwej desce, jednocześnie opierając się na nich całym ciężarem ciała. W ten sposób zaanonsowałem też swoje przybycie - poczułem na sobie badawczy wzrok właściciela, który posłał mi delikatny uśmiech dopiero, gdy z wyraźnym wahaniem zapytałem go o to, czy warto przeczytać Burzę.
To słowo zadziałało niczym zaklęcie, otwierające przed moim wzrokiem ukryte drzwi, których zarys dostrzegłem dopiero, gdy wskazał mi je starszy mężczyzna. Nigdy wcześniej nie zwróciłem na nie uwagi.
Niepewnie wszedłem na zaplecze, wbijając wzrok w meandrującą w kurzu ścieżkę śladów pozostawionych przez buty.
Ciasne pomieszczenie wypełniono najróżniejszymi szpargałami, co utrudniało mi przemieszczanie się, więc uznałem, że najlepiej będzie po prostu opaść na pierwsze z brzegu krzesło - dopiero, kiedy na nim usiadłem, przechylając się do tyłu, zdałem sobie sprawę z tego, że wybrałem jedno z tych, które nie miały jednej nóżki.
Los miał dzisiaj ironiczne poczucie humoru.
Uśmiechnąłem się krzywo sam do siebie, po czym ostrożnie rozejrzałem się po wnętrzu, muskając wzrokiem dwójkę nieznanych mi mężczyzn i równie szybko uciekając spojrzeniem w bok.
Kule położyłem tuż obok swojej prawej nogi, po czym ściągnąłem plecak; zacząłem się bawić (sporo było w tym niezbyt umiejętnie ukrywanej nerwowości) odrapanymi sprzączkami, byle tylko czymkolwiek zająć dłonie.


Ostatnio zmieniony przez Maurice Bourreau dnia Pon Sty 02, 2017 11:39 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pon Sty 02, 2017 12:29 am

Ugh, to miała być godzina piąta, tak?
Kiepsko.
Cóż, po obiedzie położyła się spać, w zamierzeniu tylko na chwilę, ale kiedy się obudziła, do przyjścia Jacquesa zostało tylko piętnaście minut. Aktualnie biegała więc od łazienki do sypialni, próbując jak najszybciej zmyć z twarzy resztki snu, skompletować ubiór, przeczesać rozczochrane włosy… i znaleźć pasek od płaszcza? No tak, po przyjściu chciała go trochę oczyścić, więc wyciągnęła pasek… tylko gdzie go rzuciła? Przecież wcale nie miała tu bałaganu!
Pukanie do drzwi uświadomiło ją, że Jacques już przyszedł, a ona dalej nie była gotowa.
Wejdź! – krzyknęła, przerzucając kolejne ubrania na łóżku w nadziei, że może tam znajdzie brakującą część płaszcza. Pudło. – Potrzebuję jeszcze chwilki! – zawołała, gorączkowo rozglądając się po sypialni. Pod łóżkiem? Też nie. Na drzwiach od szafy? Dalej nic. Podobnie w samej szafie. No gdzie to jest?!
O, parapet!
Chwyciwszy zgubę, wypadła z sypialni do przedpokoju, gdzie już po chwili znalazła się przy swoim gościu. I po raz pierwszy tego dnia na jej ustach zakwitł szeroki i szczery uśmiech.
Jacques, cudownie cię widzieć! – Momentalnie zmniejszyła odległość między nimi, by zamknąć przyjaciela w ciasnym uścisku. – Wybacz, że jestem taka niegotowa… trochę zaspałam – wymamrotała, kiedy już się od niego odsunęła, robiąc dość zmieszaną minę. – Ale właściwie za chwilę możemy wychodzić, tylko się ubiorę… potrzymaj. – Wcisnęła mu pasek od płaszcza do ręki, po czym zniknęła jeszcze na moment w łazience, gdzie szybko doprowadziła do porządku swoje włosy. Wygładziła jeszcze niebieską sukienkę, po czym ponownie pojawiła się w przedpokoju, zakładając buty, zabierając Jacquesowi pasek i w końcu wkładając płaszcz.
Gotowa.
No, teraz możemy iść – powiedziała z lekkim uśmiechem, ruchem ręki zapraszając go na zewnątrz. Podczas zamykania drzwi co prawda nie patrzyła na przyjaciela, ale po prostu wiedziała, że, jak zwykle, kiedy to robiła, patrzył na nią ze specyficznym rozbawieniem. Ech, specjalista od zamków…
No, to od dzisiaj jesteśmy fanami Szekspira – stwierdziła, kiedy oboje znaleźli się już na zewnątrz i zgodnie ze wskazówkami otrzymanymi od młodziutkiej dziewczyny, udali się w stronę antykwariatu Le Rarissime , gdzie miało się odbyć, najpewniej, zebranie. Nie mogło być inaczej, skoro i ona, i Jacques, i Gilbert dostali podobne wskazówki.
Spotkania za każdym razem wprawiały ją w lepszy humor, zwłaszcza, jeśli miała na nich spotkać przyjaciół. Zresztą, widok innych ludzi gotowych walczyć za swój kraj, innych członków Ruchu Oporu za każdym działał na nią niezwykle budująco, wzmacniało się jej poczucie jedności z innymi, poczucie tego, że wszyscy robią coś dobrego, choćby była to tylko obecność na zebraniu. Ale jednocześnie wystarczyła jedna mała myśl, jedno imię, jedna twarz, że to wszystko stawało się nagle dla niej ogromnym brzemieniem, a jej serce krwawiło.
Jednak dostatecznie długo nie dawał znaku życia, by zaczęła czuć wolność, nieśmiałą nadzieję, że może wyjechał z Paryża… i już się nie pojawi? Nigdy go nie zobaczy? Czy mogła tak marzyć na wyrost, czy to jednak zbyt duży przejaw naiwności z jej strony?
Niemyślotym, niemyślotym, niemyślotym.
Jeszcze ten niewielki uśmiech zniknie z jej twarzy i Jacques będzie wypytywał, co się stało, a to była jedna z ostatnich rzeczy, na które miała ochotę. Zaraz zaczęła jakiś luźny temat, z którego mogli zacząć żartować, dopóki nie doszli do antykwariatu. Po pytaniu o Burzę od razu zostali skierowani do niemal niewidocznych drzwi prowadzących na zaplecze, gdzie po chwili, w miarę ukradkowo, oboje zniknęli.
Przywitała się z dwoma siedzącymi już tam mężczyznami nieśmiałym uśmiechem, który poszerzył się, kiedy zobaczyła…
Gilbert! – zawołała ucieszona. – Pójdę do niego – mruknęła do Jacquesa, a kąciki jej ust znów lekko drgnęły. Po chwili lawirowania między krzesłami w końcu zajęła jedno wolne obok Fouriera. – Zastanawiałam się, które z nas będzie pierwsze. – Pochyliła się, by go uścisnąć, jednak bardzo lekko i krótko, mając na uwadze jego awersję do dotyku. – Dobrze cię widzieć. Co czytasz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pon Sty 02, 2017 9:31 am

| po reunionach

Czekała na ten moment. Mimowolnie przeczuwała jego przyjście już od samego początku kwietnia gdy, wraz z nadejściem wiosennej pory, w poszarzałych witrynach sklepowych pojawiły się gazety z ogromnymi nagłówkami donoszącymi o ostatnich wydarzeniach oraz wielkich sukcesach niemieckich. Nikt w Paryżu nie pozostawiał ich bez echa - sama co jakiś czas wyłapywała w tłumie wymienianie po cichu słowa krytyki, oraz kryjące się w nich zdumienie i podziw, w większości przychylne artykułom, żeby nie powiedzieć usatysfakcjonowane takim właśnie obrotem spraw. Niemieckie nazwiska oraz przewijający się co rusz tytuł filmu czy "Hala Wagram" (co dla niej samej stanowiło dość bezsensowny argumentem mający przemawiać za odwagą Niemców, wszak hala została zniszczona, a obydwu uciekinierów zabito), były więc wielką porażką Ruchu Oporu, kolejną, która w marcu odbiła się wśród oddziałów nieprzyjemnym dreszczem. W obliczu tak wielu porażek spotkanie pozostawało kwestią czasu, dni, podczas których dowództwo zdecyduje o dalszych krokach.
Nie liczyła jednak, że zostanie zaproszona osobiście; ostatnimi czasy dowiadywała się o wszystkim od reszty oddziału, nie mogąc uczestniczyć w ogólnych zebraniach ze względu na własne zajęcia lub fakt, że Pierre zwykle ściśle dobierał osoby, którym wyznaczał kolejne zadania. Tym razem, skoro tylko odebrała ulotkę z antykwariatu, usłyszała o wystawie dzieł Szekspira oraz słynnej Burzy, którą czytała dawno temu, dotarło do niej, że przyszedł czas, aby naprawdę zacząć działać. Czy była więc gotowa?
Zdecydowanie.
Parę minut przed umówioną godziną, pojawiła się  w okolicach 'Rarissime', co jakiś czas posyłając lekki uśmiech przechodniom. Bazylika znajdowała się tylko parę metrów stąd, nic więc dziwnego, że kojarzyła kilku przechodniów spacerujących wśród wąskich uliczek wypełnionego lekkim powietrzem oraz kurzem Butte-Montmartre. Tym bardziej musiała uważać, aby zanadto nie zwracać na siebie uwagi - przez dłuższą chwilę przyglądała się więc wystawie w oknie antykwariatu, odczytując kolejne tytuły i spontanicznie zastanawiając nad wejściem do środka. Kątem oka obserwowała przy tym sylwetki osób wchodzących oraz wychodzących, czekając na odpowiedni moment, a gdy ten nadszedł, sama przekroczyła próg. Tym razem nie lawirowała już między półkami ze starociami - od razu podeszła do właściciela, którego, po przywitaniu, zapytała o dostępność wspomnianej Burzy, a gdy ten wskazał jej drzwi prowadzące na zaplecze, zaczekała, aż potencjalni obserwatorzy opuszczą sklep i dopiero potem znalazła się w niewielkim pomieszczeniu, wypełnionym już krzesłami oraz kilkoma osobami. Nie znała wszystkich, ale ci, którzy podnieśli wzrok w chwili jej przyjścia, spotkali się z szybkim skinięciem głowy oraz ostrożnym uśmiechem. Przemknęła jeszcze szybko przez środek zaplecza, aby usiąść na jednym z krzeseł ustawionych nieco z boku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pon Sty 02, 2017 10:13 am

Nie wiedziała co czuje. Kiedy dotarły do niej słowa dziewczyny, pierwszą jej reakcją było podekscytowanie - Reakcja Dawnej Morgane, z całą pewnością.
A później zalała ją fala poczucia winy i wróciło do niej wszystko. Co jeśli zawali po raz kolejny? Nie była pewna czy da się zawalić samo spotkanie, ale wiedziała że umiałaby z całą pewnością - była w końcu sobą.
Nie mogła jednak przecież nie pójść na spotkanie - pozostały w niej resztki Thota, który był w końcu bogiem mądrości, czyż nie? Wiedziała, że najmądrzej zrobi jeśli pojawi się w antykwariacie - jeśli będzie się ładnie uśmiechała może nikt nie dostrzeże co kryje się w środku?
Przyszła na czas - coś bardzo nie w jej stylu, ale miała nadzieję, że nikt nie zauważy.
Przed wejściem do pomieszczenia wzięła głęboki wdech - to teraz trzeba być dobrą aktorką, jak na aktorkę przystało.
- Salut wszystkim! - zawołała radośnie, zmuszając się do uśmiechu szerszego niż ledwie widoczny grymas.
Na widok Gilberta poczuła nagły przypływ poczucia winy - na pewno przez nią poczuł się tak jakby zawalił misję - i przez to uśmiechnęła się zwłaszcza do niego, licząc na to, że jej wybaczy - choć z drugiej strony dlaczego ktoś miałby jej wybaczyć jeśli ona nie umiała wybaczyć sobie?
Zajęła wolne miejsce i tak bardzo chciała skrzyżować ręce i nie odzywać się do nikogo, pomimo że ta chęć sprawiała że czuła się przez to jeszcze bardziej winna.
Uśmiechaj się, uśmiechaj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pon Sty 02, 2017 10:36 am

Od razu domyśliła się, co miała na myśli młodziutka dziewczyna, wręczająca jej ulotkę ulubionego antykwariatu. 'Burza' była hasłem, które Margot podała przy wejściu i dzięki temu rząd półek został w tyle, a ona znalazła się w nieco innym pomieszczeniu, o znacznie bardziej konspiracyjnych walorach. Rozpoznawała niektóre twarze, a część z nich widziała pierwszy raz - zdarzali się przecież nowicjusze, ktoś ciągle kogoś przyprowadzał i pod tym względem machina Ruchu Oporu działała jak należy. Niestety, tracili także swoich członków, jak przy okazji nieszczęsnego wybuchu podczas wystawy, a ich działania nie były na tyle skoordynowane, jak mogłoby się wydawać. Potrzebowali twardej ręki, by ustawić wszystkich do pionu i zmienić coś wreszcie w Paryżu, w którym od dawna nie działo się dobrze.
Brunetka przywołała na swoją twarz lekki uśmiech i skinieniem głowy przywitała wszystkich tu obecnych. Miała wielką ochotę usiąść obok Damiena i nie powstrzymała się przed uniesieniem ręki w jego kierunku, by dodatkowo mu zamachać, jednak szybko doszła do wniosku, że nie może być obiektem plotek ze strony reszty członków Ruchu Oporu. Nie powinni wiedzieć o tym, że jej relacja z Damieniem nie jest czysto koleżeńska, co wydałoby się niemal natychmiast, gdy usiadłaby obok chłopaka. Nie powiedziała także Rene, więc gdyby się tu zjawił, na pewno zarzuciłby ją później górą pytań, na które nie chciała odpowiadać. Jeszcze nie.
Posłała więc Damienowi przepraszające spojrzenie i usiadła kilka krzeseł dalej, nienaumyślnie znajdując się całkiem niedaleko Lucette. Póki co, nie chciała wdawać się w żadne rozmowy, nigdy nie była gadatliwym członkiem rebelii, dlatego nie było to też żadne odstępstwo od normy, które zwróciłoby swoją uwagę.
Czekała w ciszy, rozglądając się uważnie dookoła, witając nowo przybyłych i co jakiś czas wygładzając swoją brązową spódnicę. Co tym razem miał do powiedzenia dowódca?

_________________
I can't breathe any faster, all the air I wanna capture it's heavy and it hurts my head. If you found me, would you save me? Will I come back from this?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pon Sty 02, 2017 1:27 pm

Na palcach lewej dłoni mógł policzyć ilość mieszkań, do których drzwi stały dla niego otworem na długo przed wsunięciem w zamek wytrychu, jednak nawet pośród tej drastycznie niskiej liczby było jedno, jedyne, całkiem malutkie, które całkowicie różniło się od czterech poprzednich.
Wszystko za sprawą właścicielki.
Zawsze, kiedy zaglądał do kamienicy na Butte-Montmartre nie mógł powstrzymać tego podstępnego, niepytającego o zgodę uśmiechu, tego wesołego, choć zdradzieckiego uniesienia kącików ust w górę, z którym wspinał się po wyślizganych stopniach klatki schodowej aż pod drzwi mieszkania Claire. Pomimo długich, wspólnie spędzonych lat i całej rzeki dzielonych wspomnień, wciąż zachowywali uświęcone rytuały – on nigdy nie wchodził bez pukania, a ona nigdy nie odmawiała mu gościny, on tylko raz włamał się do jej mieszkania, a ona?
Ona nie urwała mu za to głowy. Choć mogła!
Wejdź zbiegło się z momentem, w którym Jacques położył dłoń na chłodnej klamce, ledwie chwilę później przestępując próg mieszkania Claire i…
- Chwilki? – uśmiech, który dotychczas gościł na jego ustach, przybrał wymiar galaktyczny. W teorii powinien być przyzwyczajony do kontrolowanego chaosu w wydaniu przyjaciółki, ale żaden mężczyzna nie mógł w pełni przygotować się na karuzelę emocji, którą kobieta potrafiła mu zaserwować samym tylko szykowaniem się do wyjścia – zwłaszcza, jeśli tą kobietą była pogrążona w poszukiwawczym szale Claire.
- Nie spiesz się, przyszedłem trochę wcześniej, bo…
Bo ostatnim razem spędziliśmy kwadrans na szukaniu apaszki, którą cały czas miałaś w kieszeni płaszcza.
- … bo najwyraźniej nie mogłem się doczekać, kiedy cię zobaczę.
Niewiele brakowało, a Jacques prychnąłby śmiechem na widok wpadającej do przedpokoju Claire – nie musiał pytać w antykwariacie o Burzę, bo jedną, piegowatą i drobną, właśnie zamykał w niedźwiedzim uścisku, unosząc ją kilka centymetrów nad ziemię i puszczając dopiero wtedy, kiedy nagły przejaw braterskiej uczuciowości zaczął zagrażać oddechowi Claire. Pasek przyjął bez słowa skargi, doskonale wiedząc, że czasami nawet bardzo dobry złodziej musi przemianować się na bardzo dobry i wielofunkcyjny wieszak; nie pozostało mu więc nic innego, jak tylko w niemej fascynacji obserwować skomplikowany proces przygotowywania się do wyjścia, co w oczach każdego mężczyzny wyglądało jak religijny obrządek. Cały szereg czynności – dobieranie paska, wygładzanie sukienki, czesanie włosów, zakładanie jednego buta, kolejne wygładzanie sukienki, zakładanie drugiego buta, narzucanie na siebie płaszcza – był trudnym do pojęcia algorytmem, z którym należało się po prostu pogodzić (i przy okazji niczym nie zdradzić własnego zniecierpliwienia). Jacques dzielnie dotrwał do momentu, w którym Claire zarządziła wymarsz (dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przez cały ten czas przypominała przygotowującego się do ostatecznej bitwy rycerza) i z nieco pobłażliwym zaciekawieniem obserwował, jak pieczołowicie zamyka za nimi drzwi.
Chyba najwyższa pora, by zmienił ten zamek na bardziej skomplikowany.
- Claire, wiesz przecież, że to niemożliwe, bym był fanem Szekspira – uśmiechnął się pod nosem przewrotnie, otaczając ją ramieniem na króciutki moment, którego potrzebował, żeby złożyć na samym czubeczku rudawej czupryny rozbawiony pocałunek – w trakcie niecnego uczynku śmiał się już otwarcie, dopiero po chwili zwracając Claire zasłużoną swobodę. – Jestem twoim fanem, to pochłania całą moją energię – przestępując nad wyjątkowo malowniczą dziurą w chodniku, posłał przyjaciółce wesołe mrugnięcie, najwyraźniej za cel obierając sobie jedno – by nie myślała o rzeczach mniej… radosnych.
Sam Jacques był znacznie mniej entuzjastycznie nastawiony do spotkań Ruchu Oporu, przez cały ten czas karmiąc się przekonaniem, że zachowuje chłodny dystans od spraw organizacji: problem polegał na tym, iż od początku miesiąca zrobił dla niej więcej niż dla siebie, włącznie z włamaniem do mieszkania Alikera. Starał się o tym nie myśleć, jednak im bardziej próbował, tym mocniej zaplątywał się w sidła własnych wątpliwości – gdyby nie Claire, być może nawet nie zjawiłby się na dzisiejszym zebraniu.
Być może.
Próg antykwariatu (znów ten nieprzyjemny chłód na karku, gdy pomyślał o wizytówce znalezionej u Alikera) przekraczał bez szczególnego entuzjazmu, pozwalając, by to Claire wspomniała o Burzy. Nawet po zniknięciu na zapleczu był bardziej zrezygnowany, niż pełen optymizmu – to jednak uległo gwałtowniej zmianie z chwilą, gdy napotkał spojrzeniem
Maurice, przyszedłeś
człowieka, którego w praktyce nie powinien znać, któremu nie powinien pokazywać, że kiedyś – kiedy świat był trochę mniej popapranym miejscem – znali się lepiej, niż ktokolwiek inny. Słowa Claire docierały do Jacquesa jak przez grubą warstwę waty, chyba nawet skinął przyzwalająco głową, choć tego nie mógł być pewien. Niczego nie był pewien od chwili, w której utkwił spojrzenie w przyjacielu.
W kimś, kto kiedyś był jego przyjacielem.
Z trudem zmusił własne nogi do ruchu, prędko przenosząc wzrok na tylko sobie znany punkt na ograniczonym antykami horyzoncie. Lekkim gestem, którego Claire mogła nawet nie zauważyć, dał jej znać, że stanie z tyłu, jak zwykle próbując wtopić się w tło – i chyba wyszło mu to całkiem nieźle, bo odkąd minął ostatni rząd krzeseł, opierając się plecami o skrawek niezastawionej żadnymi rupieciami ściany, nikt nie odwracał głowy, by obrzucić go badawczym spojrzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pon Sty 02, 2017 7:02 pm

| po grze w pokoju Margot

Nie trudno było zgadnąć co kryje się za tajemniczo polecaną książką. 'Burza', idealne hasło nawiązujące do tego co mogło się dziać na kolejnym zebraniu ruchu oporu. Gniew, krzyki, pretensje, burza, spodziewałem się tego wszystkiego i jeszcze więcej, w końcu nasza ostatnia akcja się nie powiodła, w końcu broń została nam odebrana, w końcu ludzie wydawali się ostatnimi czasy być bardziej przychylni wobec okupantów niż swoich rodaków. Przypuszczałem, że to spotkanie może nie należeć do najmilszych i właśnie tak nastawiony wkroczyłem do znajomego już antykwaratu. Przywitałem się kulturalnie z siedzącym na miejscu mężczyzną i zapytałem o polecony mi dzień wcześniej tytuł, by następnie ruszyć w stronę wskazanych i drzwi.
Na miejscu było już sporo osób, wiele krzeseł zostało zajętych, jednak najbardziej interesujące mnie miejsce nadal pozostawało wolne. Przechodząc do niego przywitałem się cicho z Luciette, by następnie usiąść obok siostrzenicy i uśmiechnąć się do niej nieznacznie.
- Długo już czekasz na rozpoczęcie zebrania? - spytałem chwilę po tym jak usadowiłem się na krześle i przywitałem Margot.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   Pon Sty 02, 2017 9:41 pm

Pojawił się tak jak zwykle - przemknął przez malownicze uliczki Butte-Montmartre, zgrabnie wymijając innych przechodniów, raz wrzucił kilka groszy do kapelusza jakiegoś muzyka, raz przystanął przy czyjejś sztaludze, a potem już go nie było. Pierre Lécuyer miał dzisiaj zbyt wiele do powiedzenia swoim podwładnym, by choć minutę dłużej grać rolę zwykłego paryżanina.
Do antykwariatu wślizgnął się prawie po cichu. Dzwonek zdradził jego obecność, jednak właściciel rzucił mu tylko krótkie spojrzenie, rozpoznając w gościu dowódcę Ruchu Oporu. Skinął mu nieznacznie głową i wrócił do pracy, choć tym razem przeniósł się w pobliże drzwi, tak aby lepiej widzieć ulicę przez szyby antykwariatu. Oby ktoś inny nie miał dzisiaj złożyć Résistance swojej wizyty...
Tymczasem Lécuyer wślizgnął się na zaplecze, obdarzając czujnym spojrzeniem zgromadzonych już w pomieszczeniu członków Ruchu Oporu. Każdy z nich od razu mógł dostrzec marsowe oblicze Pierre'a, bladą dłoń zaciśniętą nieco zbyt mocno na wyświechtanym kaszkiecie i malujące się na twarzy lekkie zmęczenie. Mimo to dowódca obdarzył ciepłym uśmiechem swoich podwładnych, po czym zajął jedno z krzeseł znajdujących się w kącie, uprzednio narzucając na jego oparcie płaszcz. Nieco oddalony od reszty, jeszcze raz powiódł wzrokiem po zgromadzonych. Nawet ci, którzy kryli się gdzieś z boku, mogli poczuć na sobie jego spojrzenie.
- Witajcie - odezwał się po chwili. Nie musiał mówić głośno, aby jego lekko zachrypnięty głos przyciągnął uwagę członków Résistance. Mimo to zamilkł, jakby zastanawiał się nad dalszymi słowami. - Nie wszystko poszło po naszej myśli w zeszłym miesiącu - powiedział wreszcie. - Wiem, że pokładaliście - pokładaliśmy - olbrzymie nadzieje w zdobyciu broni w Wersalu. Nasz plan był dobry i wierzyłem w niego, ale przeszkodzili nam ludzie, o których wiemy tylko tyle, że nie sprzyjają ani nam, ani okupantowi, czego przykładem jest chociażby nieszczęsne Gaumont Palace, gdzie prawie zginął i jeden z nas, i sam Ludwig von Liebenfels. Nie możemy więc uciec od faktów, broń przepadła, a zaraz później nasz człowiek w Siedzibie Gestapo, który regularnie zaopatrywał jeden z oddziałów. Mimo wszystko chciałbym jednak podziękować tym z obecnych, którzy podjęli ryzyko w Wersalu, a więc Damienowi, Gilbertowi, Rene i Morgane. Najważniejsze, że wróciliście - spojrzenie Pierre'a zatrzymało się po kolei na wspomnianych osobach, a zaraz potem mężczyzna wyraźnie skupił wzrok na Margot. - Ale dziękuję również tym, którzy pomogli w wykonaniu fałszywych dokumentów.
Dowódca zrobił krótką pauzę, po czym z westchnieniem i o wiele poważniejszą twarzą kontynuował.
- Szesnastego marca odbyła się także wystawa w Hali Wagram, o której trudno było nie usłyszeć. Podczas ostatniego zebrania podsunęliście pomysł, aby miała ona na celu odwrócenie uwagi - i tak też było. Wydałem więc odpowiednie rozkazy członkom "Krasnego", choć byłem świadomy, jakie skutki mogła mieć ta decyzja. Jednym z nich była śmierć Arsène'a Alikera i Cianána Finalité. Chciałbym, abyśmy uczcili ich pamięć minutą ciszy. Polegli w walce o wolność.
Lécuyer dźwignął się z krzesła, krótkim ruchem pokazując reszcie, aby zrobiła to samo. Przez minutę na zapleczu panowała kompletna cisza, a następnie dowódca znów zajął swoje miejsce.
- Zanim jednak przejdziemy do prawdziwego celu tego zebrania, czy jest cokolwiek, co rzuciło wam się w oczy w wyglądzie bądź zachowaniu naszych nowych przeciwników? - zapytał, przyglądając się uważnie Damienowi, Morgane, Rene i Gilbertowi. - Każdy szczegół jest ważny, jeśli tylko pomoże nam odkryć, kim tak naprawdę są.
Dowódca ucichł, tym razem oczekując, że to inni zabiorą głos.


Na odpis macie 48 h.
Wszyscy możecie oczywiście komentować słowa Pierre'a.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Antykwariat 'Le Rarissime'   

Powrót do góry Go down
 
Antykwariat 'Le Rarissime'
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Butte-Montmartre-
Skocz do: