IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Sala główna


Share | 
 

 Sala główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Sala główna   Czw Sie 18, 2016 9:42 pm



Sala główna

To właśnie w tym miejscu dzieją się cuda, jak twierdzą stali bywalcy Casino de Paris. Nie brakuje jednak takich, którzy dumnie zadzierają nosa i uważają, że rozmiary sali głównej są skandaliczne małe w porównaniu z Operą Paryską... ale na tych akurat nie należy zwracać uwagi.
Choć sala główna Casino de Paris oprócz miejsc na parterze posiada tylko dwa balkony i amfiteatr, może spokojnie pomieścić około 2000 gości. Obecnie jest ich oczywiście zdecydowanie mniej - nie każdy może sobie pozwolić na kosztowny bilet do słynnego w całej Europie teatru rewiowego. Mimo to niejeden paryżanin oddałby wiele za noc pełną wrażeń, muzyki i niezapomnianych widoków, jakie zapewnia Casino de Paris.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Lip 15, 2017 9:40 pm

Do dziewiętnastej brakowało jeszcze kilku minut, kiedy sala główna Casino de Paris zaczęła wypełniać się gośćmi. "Antygona" w reżyserii Jeana Anouilha była popularnym spektaklem, który powstał w roku 1940, już podczas okupacji, i o dziwo zdołał przejść przez surową cenzurę bez większego szwanku. Od tamtej pory cieszył się dużą popularnością, dlatego nawet dziś, dwa lata później, w Casino de Paris zgromadził się całkiem spory tłum. Większość stanowiła oczywiście śmietanka towarzyska, a więc środowisko kulturalne Instytutu Niemieckiego i ambasady, spoufaleni z okupantami Francuzi oraz zaskakująco niewiele niemieckich mundurów. Wśród gości byli też zwykli mieszkańcy miasta - choć wciąż na tyle zamożni, by pozwolić sobie na bilet w tym miejscu - ale w przeciwieństwie do reszty towarzystwa zajmowali oni miejsca z tyłu.
Panujący w sali głównej gwar miał już niedługo ucichnąć i coraz więcej gości zajmowało fotele, pogrążając się w ostatnich rozmowach.
Miejsca siódme i ósme w drugim rzędzie na parterze znajdowały się tak blisko sceny, że widzowie mogli bez trudu dostrzec falowanie kurtyny i usłyszeć niewyraźne głosy uwijających się za nią pracowników teatru. Pierwszy rząd był z kolei prawie pusty - najwidoczniej wyśmienici goście, którzy wykupili w nim miejsca, wciąż jeszcze pogrążeni byli w dyskusji gdzieś w foyer.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Lip 16, 2017 4:59 pm

{ p i e r w s z e }


Czołgały się mijające sekundy - bez siły, bez entuzjazmu przeprawiały się jedna za drugą, wyblakłe, liche, zmęczone; wydłużał się bezlitośnie epizod ich trwania, odejścia ku kondygnacjom przeszłości (odlanego z reminiscencji gmachu, w którego szybach, w którego pomieszczeniach i korytarzach tańczyły chwile zbierane sukcesywnie przez pamięć). Wskazówka, osłonięta przez szkło - z rozlaną, obszerną smugą refleksu, sączonym z lamp światłem - zdobiącego przegub mężczyzny zegarka, niechętnie prześlizgiwała się w dalsze regiony zataczanego okręgu, a odliczany czas, miast wyszczuplać się - widniał potężną sylwetką, niby śmiejącą się wprost w jego wyłącznie zewnętrznie opanowane oblicze. Sala kwitła, zakwitała od kierujących się ludzi, pęczniejącego tłumu podzielonego na mniejsze, delektujące się dialogami kilkuosobowe grupy bądź pary, wszystkie - dążące do zapełnienia rzędów obitych przez miękki materiał foteli. Gęsty, karmazynowy wodospad kurtyny, zrzucony był niewzruszoną barierą gładzącą subtelnie deski wzniesienia sceny.
A on, wędrując
wsiąkając w tę ludzką masę wypełnioną czekaniem
z każdą dozą powietrza chwytaną z niewzruszonym spokojem w płuca - uświadamiał sobie, jak bardzo nie powinien był się tu znaleźć. Oto ich osobisty teatr, własne, rozgrywające się przedstawienie - tak absurdalne, lecz z bezwzględną manifestacją pewności, palcami podobnymi do szponów chwytające za sznurki, ażeby umiejscowić ich t u t a j, dwie pary źrenic, uszu, nastawionych na określone sygnały rozkazów, dziś już - pogrzebanych wraz z brudnoszarym, niewielkim kopcem popiołu. Dramat zapisywany od teraz na kartach, pospiesznie i spontanicznie, regularnie jak upływ cieknącego wciąż czasu.
(Udawaj, Eugène, udawaj - zaledwie ta czynność ostała się w twoich dłoniach, udawaj, uciekaj przed przeznaczeniem, kroczącym niespotykanie swobodnie i lekko - gdyż świadomym nieuchronnego potknięcia, upadku tuż nad krawędzią przepaści, udawaj, przecież sam - zdążasz w tę stronę, w kierunku druzgocącej porażki, niczym owad pragnący osiąść na szklanej kuli emanującej światłem, błyszczącej gwieździe swego pomniejszonego świata. Zawiśniesz bezwładnym ciałem i runiesz w dół - czy poczujesz upadek? - to nieistotne. Ważnym jest, że upadniesz
z własnej woli
z własnego, wydumanego życzenia, chłopięcych wspomnień o ideałach, wartościach, moralnych doktryn wlewanych lecz nieobecnych w życiu).

Nie byłby w stanie przeczesywać ich wzrokiem, przeszukać twarze, kolejno - odgadywać ekspresje ubarwiające oblicza, przyjrzeć się, zagościć przez chwilę dłużej, dogodnie wobec przeprowadzenia badania - jakiego rodzaju myśli mkną wówczas pod założoną maską przyszłego widza i konesera sztuki, czy może - spotkał daną osobę już wcześniej, kiedy, w jakich okolicznościach? Pozostaje mu tylko kamuflowanie się w zbiorze cichych, szumiących mu w uszach rozmów, wyrazów rozmytych, trudnych do wyłapania konkretnie prócz samej ich obecności, zlewania się w jedno - pozbawionego precyzji wrażenia. Wykruszył niechęć, zwrócił się do siedzącej obok kobiety, towarzyszki w całym tym przedsięwzięciu, niechęć, w istocie - jej własną, którą to wiecznie, podświadomie wyczuwał, zakradającą się z nieprzyjemnym wrażeniem pod skórę. Odmienny wygląd przywodzi na myśl bardziej odległe spotkania w granicach szkolnej placówki, na korytarzach i w bibliotece - choć teraz ukształtowany dojrzalej przez dłuto lat dzielących ich od określonych momentów. Nieznaczny uśmiech wydłuża mu linię ust, wygina, prowadzi odrobinę ku górze. Udawaj.
Nie zapominaj zarazem d l a c z e g o.
- Przeglądając treść - zaczął swobodnym, utrzymywanym w ramach adekwatności tonem, analogicznym, jak wiele innych, krążących wokół - poprzez wersy ścigał mnie zawsze dylemat.
Zawartość dramatu. Zawartość listu. Dwie strony identycznych wyrażeń, dychotomia, w której obracali się wówczas i w której musieli zostać.
- Czy Antygona złamała prawo? - Refleksja. Favreau nie lubił zawierzania się wątłym, niepotwierdzonym pogłoskom, choć ta zewnętrzna, ucieleśnienie, kolejne z wcieleń antycznej, słynnej postaci wydawała się łamać zarówno regulamin moralny, najoczywistszy, jak regulamin zdążającego (w nadziei) ku autonomii państwa. - Jak pani uważa?
Był ciekawy jej zdania; tak najzwyczajniej, bez otwierania się ku szczegółom i ukrywanym znaczeniom, choć zwrot uchodzący spomiędzy warg prezentował się wewnątrz wynaturzony i niemożliwy - a jednak, paradoksalnie, zapadał i gnieździł się niezrażony pośród wytycznych miejsca, przed którymi nie w sposób się było uchylić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Czw Lip 20, 2017 10:13 pm

| po grze z Leonardem

Casino de Paris wyglądało dzisiaj zupełnie tak jak trzy lata temu – gra świateł tworząca finezyjne cienie tańczące na budynku teatru, elegancki foyer rozbrzmiewający perlistymi śmiechami idealnie wyglądających gości, wypełniony zapachami drogich perfum oraz musującego wina, i w końcu sala główna ze wszelkimi swoimi zdobieniami, ciężką, karmazynową kurtyną oraz obiciami ręcznie rzeźbionych foteli. Podniosła atmosfera, a zarazem płynąca ze wszech stron wykwintność, tworzyły wrażenie jakoby okupacja wydawała się jedynie przykrym snem pierzchnącym wraz z pierwszymi promieniami słońca, a przyziemne strapienia związane z brakiem pieniędzy, jedynie nie do końca zabawnym żartem, który opowiadano sobie po kątach przestronnego pomieszczenia. Patrząc na zebraną tu śmietankę towarzyszką i dopisujące wszystkim humory zapewne trudno byłoby domyślać się, że cokolwiek przykrego może nękać myśli zebranych gości.
A jednak przynajmniej jedno z nich miało zbyt wiele powodów do zmartwień, aby całkowicie zagłębić się w tym pompatycznym otoczeniu, aby pozwolić się pochłonąć urokom błogiego życia. Z pewną dozą dystansu obserwowała rozgrywające się przed nią sceny, starając się raczej rejestrować i zapamiętywać otoczenie niż zanadto próbować do niego należeć. Wargi wyginały się więc w uprzejmym, lecz nadal widocznie wyuczonym uśmiechu, ruchy były wyważone, a przy tym nieco jakby ograniczone i w końcu ona sama dystansowała się, jak zwykle zamykając w czterech ścianach milczenia, które, jak powszechnie wiadomo, najlepiej sprzyjało słuchaniu.
Zastanawiała się przy tym, lecz tylko przez krótki, ulotny moment, dlaczego tak bardzo broni się przed całkowitym wsiąknięciem w tłum.
Dziś nie była to kwestia ubioru – habit siostry zakonnej pozostawiła w bazylice, zamieniając go na elegancką, ale nadal skromną sukienkę, która pośród innych tu obecnych, wydawała się zwyczajnie blada. Również włosy, do tej pory schowane pod ciemnym welonem, zostały uwolnione z okowów materiału, i związane w prostego, gdzieniegdzie prześwitującego rdzą koka. Jakby tego było mało buty zawierały niewielki, lecz nadal obecny, wymagany obcas, a na, do tej pory bladych, licach pojawiła się nawet odrobina pudru. Istne szaleństwo oraz rozpusta, szczególnie w przypadku siostry zakonnej, za którą miała ją przynajmniej jedna osoba w tym niezwykłym miejscu. Niestety standardowe ubranie zanadto ściągałoby ciekawskie spojrzenia, szczególnie, gdy wieczór ten miała spędzić w towarzystwie mężczyzny, który, być może straciłby jeszcze więcej na zbyt poufałej relacji z osobą jej pokroju.
Wszak na co dzień stawali po dwóch, przeciwnych stronach barykady w wojnie ludzkiego życia, śmierci oraz Boga.
Na szczęście dzisiaj mogli uchodzić za dwójkę przypadkowo spotykających się jednostek, które na kilka godzin połączy miłość do sztuki oraz wspaniała Antygona. Gdy więc padło pytanie, które wyrwało Lucette ze sfery dokładnej analizy drgającej lekko kurty, zza której prześwitywały sylwetki postaci, sprawiając że drgnęła ledwie dostrzegalnie, z lekką niechęcią, widoczną jedynie w spojrzeniu zielononiebieskich tęczówek, odwracając głowę w stronę zadowolonego z siebie Eugène.
Być może czuł się o wiele bardziej swobodnie w całym tym niestrudzonym zmartwieniami kręgu i prowadzenie rozmowy na temat błahe przychodziło mu o wiele łatwiej niż zwykłe milczenie, ale skoro już odezwał się, nie wypadało po prostu tego zignorować. – Myślę, że je złamała – odparła krótko i stosunkowo cicho, przypominając sobie treść dramatu, który osiadał daleko w kartach jej pamięci. – Takie prawo jest wyłącznie ludzkim wymysłem i, patrząc z tej perspektywy, zostało ono złamane. Jednak jeśli chodzi o zobowiązania wobec bogów, postąpiła słusznie – wyjaśniła mu, na moment nawet pozwalając, aby zastygła maska skruszała, ukazując oblicze, w którym zagościł przebiegły uśmiech. Znów ta różnica, ściana, która stawała między nimi, gdy chodziło o kwestie humanizmu.
Widać jednak grała, a nawet grała, że gra, co, ze względu na fakt, że znajdowali się w teatrze, stanowiło prawdopodobnie jakąś niedorzeczną incepcję, w jakiej ginęła i ona sama, nie do końca wiedząc, gdzie tak naprawdę zacząć powinna. Najłatwiej jednak wydawało się jeszcze chwilę pociągnąć wymianę zdań aż do momentu, gdy zgasną światła i kurtyna uniesie się w górę.
- A pana zdaniem? Czy powinna postąpić inaczej? Czy miała jakiekolwiek wyjście? - dopytywała, powracając do ostrożnego przyglądania się otoczeniu i wypełniającymi się powoli rzędami. - Jest pan pierwszy raz na tym spektaklu? - zapytała jeszcze, chcąc upewnić się w tej ważnej kwestii, zanim przejdzie do kolejnej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Wto Lip 25, 2017 12:24 pm

Zawód.
Jakże złożone było to słowo! ile odnóg - niczym pnących się niezliczenie korzeni, niczym mostów kontaktujących poszczególne przymioty wypuszczało pozornie proste złączenie liter. Zawód był kwintesencją spajającą ogniwa wszelkich odcieni nastroju, mnogości oblicz - jak masek - w które stroiła się utrzymana pośród nich sytuacja. Zawodem powlekały się kły jak jadem, wypuszczane, błyszczące sierpy przenikające przez skórę i mięśnie wstrzykującego toksynę węża; skrytego, wijącego się bezszelestnie zabójcy, jaki to delektował się sztuką mordu powoli, niespiesznie, lecz krok po kroku zbierając przyświecające ofierze życie.
Dusza Favreau, przepełniona wrażeniem ż a ł o ś c i odciśniętej na wzór piętnowania rozżarzonym żelazem, znamiona gnieżdżącego się w myślach tonem zwiastującego nieszczęście wieszcza, drżała u podstaw, przypasana (w ścisłym zrządzeniu natury) do ponurej, materialnej powierzchowności. Zrywała się, w tym cielesnym więzieniu gwałtownie i jakby chciała ulecieć, wydostać się i rozłożyć bolące, stłamszone skrzydła, schować się gdzieś i zostawić ową scenerię daleko. Strwożone pod ciężarem szyderczego rechotu ryzyka, które zatwardziała, patronująca lekarzowi rozwaga pragnęła zniekształcić w groteskę idiotycznej i bezsensownej czynności, zrywu, błędu - rozdygotane, kotłujące się wnętrze wydawało się prosić o nową szansę, o zbawienną możliwość cofnięcia tej taśmy czasu i naprawienia wszystkiego, by znów - wychylić się - błyszczące, niezbite i żywe spod przewiędniętej poczwarki zwątpienia.
W rzeczywistości - w żadnym calu on nie był pogodny, zwracając się do kobiety - z trudem wykruszał mury niemile emanującej wiedzy, że w ich przypadku najlepszym remedium byłoby zignorowanie istnienia, spłycenie warstwy kontaktu lub nawet - przyzwolenie wobec wyschnięcia jej całkowicie (czy była to odpowiednia droga? Droga, którą pragnąłby zmierzać w dalszym kierunku?). Bo Favreau nie lubił czuć się niepewny, niepewny zaś był - w niemalże każdych obcych terenach, a w szczególności podczas zagłębiania się w Résistance (smagający go zawsze ulewą obaw), wpierw zwykła pomoc - śmiało się coś - teraz już obserwacja, co później, mój drogi, co później? Zgnicie pod grubą warstwą narzuconego półmroku, poza zasięgiem oczu zdolnych obdarzyć twoją osobę współczuciem, ani nie czyniąc dobra, ani nie odnosząc jakiegokolwiek sukcesu, ani nie zatrzymując czegoś dla siebie - najważniejszego - sensu, który powinno posiadać każde, zapisywane w księgach przeszłości życie.
Czy chciał prowadzić tę konwersację?
Brak wyjścia. Przykucie do miękkich siedzeń.
- Miała i nie miała go jednocześnie - podzielił się wobec tego własnym punktem widzenia. - Nie zdziwił mnie więc jej wybór.
Nie dowiedział się od niej nic. Objawiony mu w liście zarys, rozmyty, lecz jednoznacznie nakreślający cel przyjścia, musiał mu najwyraźniej wystarczyć. I on, podobnie niczym bohater tragicznego utworu, niezależnie od podejmowanej decyzji - pozostanie w konflikcie rzucającym go na pożarcie nieszczęściu. Dlaczego tak wypominał - zjawienie się tu - jako druzgocącą porażkę siebie samego? Może powinien spoglądać na to inaczej; spójrzmy na Antygonę, przy takim rozwidleniu się ścieżek najlepszy wybór to spokój własnego ducha, chociaż… Duch mężczyzny pozostawałby w aberracji niespokojności, zarówno, gdyby zatrzymał się niczym ojciec i stchórzył; jak teraz - decydujący się jednak uczynić coś więcej wbrew okupantom.
- Skłamałbym, przecząc - stwierdził - nie widząc potrzeby (akurat w owym przypadku) - aby ponownie wypuszczać ziarenka kłamstwa. Pochłonięty wcześniejszą pracą naukową a także pierwszym działaniem w szpitalu już jako pełen praw chirurg, odnajdywał zbyt mało czasu na poboczne zajęcia. Czasami tylko, wieczorem - zajmował miejsce pośrodku gładkiej, mąconej ledwie tykaniem zegara ciszy, oddając się innej niźli naukowa lekturze; miał jednak problem z utrzymywaniem swych myśli, powracających i wałkujących wciąż krok po kroku przeprowadzane zabiegi w poszukiwaniu ewentualnych błędów. Człowiek jest perfekcyjnym tworem, chociaż perfekcja sama w sobie jest delikatna - zmiażdżyć ją można, zachwiać niezwykle łatwo, na pierwszy rzut oka pomijaną czynnością. Perfekcyjny i kruchy, na wzór łodygi, zdolnej być przełamaną silniejszym podmuchem wiatru.
- Z drugiej strony, każdy występ jest inny, prawda? - ośmielił się wysunąć stwierdzenie; w rzeczy samej - ten miał być odmiennym od wszystkich innych, na których miał on okazję zawitać. Powoli zbierał się w środku - jak śmiałby podważać swą zdolność do obserwacji, w skupieniu się, w odnotowaniach?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pon Sie 21, 2017 11:03 pm

Deski teatru na moment stały się podłogą uginającą się pod ciężkimi, szkolnymi ławami - pamiętała dokładnie ślady żłobień, które pozostały w niej pod wpływem ciężkich mebli i drewno trzeszczące cicho w momencie, gdy stanęło się w niewłaściwym miejscu. Siedziała jak zwykle w jednym z pierwszych rzędów ze względu na niedostatecznie wysoki wzrost, nieco zdenerwowana, lecz jednocześnie gotowa do zbliżającego się zadania. Publiczność stała się na moment uczniowskim tłem, gwarną zbieraniną osób, którzy znikali z pola widzenia - przyzwyczajona do swojego indywidualizmu oraz wiecznego niedopasowania stawiającego ją gdzieś z boku, nie odczuwała silnej potrzeby, aby znajdować się w centrum uwagi wszystkich. W zupełności wystarczało jej niechciane zresztą zainteresowanie, jakim została obdarzona przez Favreau.
Nie wiedziała, dlaczego zawsze pozwalała mu wciągać się w bezsensowne dyskusje - ilekroć wkraczali na tematy czysto filozoficzne, błahe problemy, często oderwane od rzeczywistości, ich opinie oraz systemy wartości pozostawały dość odczuwalnie różne, wikłając w kolejne sporne kwestie, do momentu aż któreś łaskawie odpuszczało (zwykle ona, nie miała wówczas zbyt wiele cierpliwości, aby bez końca przerzucać się coraz bardziej prywatnymi argumentami). Pozostawał wówczas swego rodzaju niesmak oraz niechęć, bo temat nie został wyczerpany, lecz mimo to miała wrażenie, że on śmiał myśleć o sobie jako o zwycięzcy kolejnej rundy, gdy po kapitulacji uśmiechał się pewnie oraz milcząco. Szczerze mierzwił ją jego optymizm, ta dziwna nonszalancja i, jak dla niej, sztuczna swoboda, którą prezentował podczas każdego starcia - przy nim wyglądała na wiecznie spiętą oraz zdecydowanie zbyt nerwową dziewczynę niepewną swoich racji. Nic więc dziwnego, że po którymś z kolei spotkaniu obiecała sobie, iż zetrze mu z buzi ten idiotyczny wyraz twarzy.
Mimo że lata szkolne już minęły i nie czuła się zmuszona do rywalizowania z nim na każdym kroku, miała wrażenie, że tego wieczoru znów rzucił jej wyzwanie: oczywiście podszyte koniecznością wypełnienia zadania i niezobowiązującej rozmowy, ale nadal wyzwanie. Odpowiedź na jego pytanie nigdy nie była oczywista - nie przypominała sobie, aby na zajęciach z literatury kiedykolwiek rozwikłali kwestię moralności Antygony i tego, czy postąpiła słusznie. Nie przypominała sobie, aby ktokolwiek kiedykolwiek ją rozwiązał: żaden wybór nie był wystarczająco bezpieczny, aby nazwać go dobrym. To decyzja pomiędzy wiarą i rozsądkiem, duszą i ciałem, sacrum i profanum, życiem i śmiercią.
Odpowiedź Eugene jednak ją zaskoczyła. Oczekiwała że nieco bardziej przyjrzy się sprawie, spojrzy na nią z jakiejkolwiek perspektywy. Posłał mu zdziwione spojrzenie, ale po namyśle zaraz potem pozwoliła, aby wargi wygięły się w triumfującym uśmiechu.
- Ciekawe stwierdzenie – stwierdziła powoli, ściągając lekko brwi. Odwróciła się z powrotem w stronę sceny, na kolanach splatając palce obydwu dłoni. - Może nawet zbyt ogólne jak na okoliczności – Lekki przytyk, lecz wypowiedziany takim tonem, że właściwie mógłby zostać uznany za wyjątkowo nieśmieszny żart. Niestety nie wszystkich w tym towarzystwie stać było na wyszukane anegdotki, musieli więc zadowolić się tym, co mieli.
Oczywiście podejrzewała, że nie pierwszy raz widział przedstawienie w tym wydaniu, kto wie, być może nawet wielokrotnie bywał w Casino de Paris. Być może dlatego o wiele łatwiej przychodziło mu odnalezienie się w roli francuskiego widza niż jej – w zasadzie nie pamiętała nawet, kiedy ostatnio była w teatrze. Może piętnaście, a może dwadzieścia lat temu? Na pewno nie wcześniej ani nie później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Sala główna   

Powrót do góry Go down
 
Sala główna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Opéra :: Casino de Paris-
Skocz do: