IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Piekarnia


Share | 
 

 Piekarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Piekarnia   Czw Sie 18, 2016 11:03 pm



Piekarnia 'Le Moulin de la Vierge'

Przed wojną zapach świeżych bagietek, ręcznie wyrabianego chleba czy słodkich makaroników rozchodził się na całej długości ulicy, wabiąc do siebie klientów, którzy z samego rana ustawiali się w długiej kolejce aby jako pierwsi kupić wypiekane na niewielkim zapleczu produkty. Ciasta, ciasteczka i pieczywo z piekarni i cukierni Le Moulin de la Vierge znane były w niemalże całym Paryżu ze swojego wyjątkowego smaku i pilnie strzeżonej przez właściciela receptury. Obecnie, choć piekarnia wciąż działa i prosperuje, najczęstszymi klientami są tu zamożni niemieccy oficerowie, niepotrafiący specjalnie docenić wyjątkowości sprzedawanych produktów. Sam właściciel krzywym okiem patrzy na bogato ubrane damy i wsłuchuje się w prowadzone gorączkowo rozmowy w zupełnie obcym mu języku, jednak przywiązanie i długa tradycja przepisów, których receptury sięgają jego pradziadków nie pozwala mu na stałe zamknięcie lokalu i każe łudzić się tym, iż wkrótce nadejdą jeszcze lepsze czasy.
Poza sklepikiem wewnątrz znajdują się trzy niewielkie stoliki  z kilkoma krzesełkami, przy których na miejscu można się delektować świeżo wypiekanymi słodkościami i parzoną kawą oraz obserwować pracę piekarzy, którzy starają się sprostać wymaganiom podniebień paryskich elit.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Piekarnia   Pon Lip 10, 2017 2:39 pm

majową porą

Dziś czułam się źle, ale udawałam przed samą sobą, że wcale tak nie było.
Uporczywe zawroty głowy, które męczyły mnie od czasu od czasu, pojawiały się znikąd wraz z irytującym wrażeniem, że skoncentrowanie się na czymkolwiek wymagało wręcz podwójnego wysiłku. Ignorowałam je do momentu, kiedy po prostu znikały, a potem z łatwością o nich zapominałam, dopóki nie odzywały się ponownie - i to w najmniej oczekiwanym momencie. Próbowałam zrzucić winę na zmęczenie (życiem? okupacją? ludzką głupotą?), bez wątpienia bagatelizując sytuację, jednak przeczuwałam, że zmęczenie nie było wcale przyczyną, lecz kolejnym objawem.
Tak więc dzisiaj, kiedy przekraczałam próg piekarni Le Moulin de la Vierge, znużenie spowalniało moje ruchy, a niewielkie wnętrze sprawiało wrażenie głośniejszego i bardziej zatłoczonego niż było w rzeczywistości. Nie zmieniało to jednak faktu, że świeży przydział kartek żywnościowych i równie świeże pieczywo wyłożone na półkach przyciągnęły tu zapewne połowę okolicy. Wewnątrz – a nawet na zewnątrz – unosił się smakowity zapach, który chyba po raz pierwszy wydał mi się dziwnie wyblakły i prawie nieapetyczny, mimo że zazwyczaj go uwielbiałam. Rozciągająca się przed kasą kolejką również nie wprawiała mnie w dobry nastrój, kiedy spoglądałam na stłoczonych w niej paryżan, którzy ściskali w dłoniach drogocenne kartki i których twarze wyrażały jakąś dziwną wolę walki o najlepszy przydział.
Gdyby z taką żarliwością walczyli o Francję dwa lata wcześniej, być może nie doczekaliby się okupacji.
Przyglądanie się tym drobnym dramatom stanowiło dla mnie niemalże rozrywkę, ale tym razem nie czułam się na siłach, by wytężać słuch i wyłapywać burzliwe wymiany zdań, kłótnie o pierwszeństwo i inne codzienności sklepowych kolejek. Odnosiłam wrażenie, że wnętrze piekarni drżało lekko w moich oczach, a za każdym razem, kiedy próbowałam je przymknąć, by wszystko wokół mnie choć trochę się uspokoiło, jedynie pogarszałam sytuację.
Kolejka przesuwała się mozolnie, a ja wraz z nią, kątem oka dostrzegając w którejś szybie swoje pobladłe odbicie, zerkające na mnie ponuro i ze zmęczeniem. W pewnym momencie apatycznym gestem odgarnęłam włosy i odwiązałam z szyi apaszkę, łudząc się, że nieco więcej powietrza dobrze mi zrobi, choć jej materiał był tak cienki (i tak tani), iż prawie nie poczułam różnicy.
Gdzieś z przodu wybuchła mikrokłótnia – nawet nie wiedziałam o co – a ja westchnęłam cicho, zastanawiając się, ile czasu i sił zmarnuję w kolejce, zanim wreszcie znajdę się przy kasie. Każdy krok zdawał się kosztować mnie coraz więcej, a piekarnia – stojący przede mną ludzie, półki z topniejącym powoli towarem, uwijający się pracownicy w jasnych fartuchach – już nie drżała, lecz wirowała mi w oczach, co zdecydowanie nie było dobrym znakiem.
W pewnej chwili zrobiłam krok do tyłu, by ustąpić jakiemuś mężczyźnie, który przeciskał się do wyjścia z triumfalną – i pełną ulgi – miną, ale ten pozornie prosty ruch okazał się dla mnie zbyt dużym wyzwaniem. Prawie wpadłam na jakąś dziewczynę (młodą kobietę? jej rysy wydały mi się bardzo delikatne), lecz zaraz z wysiłkiem odzyskałam równowagę, obdarzając ją przelotnym spojrzeniem.
- Pardon – mruknęłam cicho. Krótkie słowo na miarę moich kończących się sił – oby tylko nie próbowała wyciągnąć ze mnie pełnego zdania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Piekarnia   Sro Lip 26, 2017 1:39 am

Tego późnego ranka przy wstawaniu znów ukoiła ją unosząca się w całym mieszkaniu delikatna woń kwiatów. Ułamane w drodze powrotnej z pracy gałązki bzu i jaśminowca w prowizorycznych wazonikach ze słoików zdobiły każde pomieszczenie w niewielkim mieszkaniu, nie wyłączając łazienki. Zapach pomagał Claire odegnać czyhające na nią w ciemnych zakamarkach pokoju wspomnienia z kwietniowej misji odebrania skoczków. W dalszym ciągu prześladowała ją scena ostatnich chwil życia Erika Kastnera i blada twarz martwej Sylvie. Cała sprawa była dla niej o tyle trudniejsza, że w One-Two-Two od początku mówiono o tym, że panna Fillion zapadła się pod ziemię bez żadnego uprzedzenia; pozostałe koleżanki z pracy wspominały ją, tęskniły, bo zaginiona była jedną z tych osób, których uśmiech zarażał i dodawał otuchy. Zagadka jej zniknięcia oficjalnie nie wyjaśniła się do tej pory, Claire nadal wiedziała o wszystkim jako jedyna i nie mogła nikomu niczego powiedzieć, choć głosy zastanawiające się, co stało się z Sylvie, brzmiały na coraz bardziej zaniepokojone. Zwłaszcza, że pojawiła się plotka mówiąca o tym, że zaginiona umawiała się z Erikiem Kastnerem także poza ścianami burdelu. A skoro Kastnera wyłowiono martwego, czy to znaczyło, że i Sylvie…? Claire jak ognia unikała brania udziału w podobnych rozważaniach, bojąc się, że wyraz jej twarzy mógłby zdradzić więcej niż chciała. Już i tak wystarczyło, że z coraz większym trudem ukrywała zmęczenie na twarzy, spowodowane regularnym niewysypianiem się; bała się, że jakimś cudem ktoś powiąże oba przypadki ze sobą. Nie mniej bała się, że w końcu i Niemcy dotrą ze śledztwem do One-Two-Two i zaczną przesłuchiwania personelu. Jednak póki co, nie chciała przysparzać sobie dodatkowych zmartwień – jak mogła, starała się odegnać wszystkie nadprogramowe dręczące ją sprawy.
O wiele łatwiej i przyjemniej było wstawać, kiedy nie dręczyła ją żadna nieprzyjemna myśl, żadne wspomnienie i nocny koszmar. Po przebudzeniu lubiła przez dłuższą chwilę poleżeć nieruchomo w łóżku i nie robić nic poza zupełnym pogrążeniem się w zapachu kwiatów. Chwilowe wyobrażenie, że znajduje się na łące, przynosiło jej krótkotrwałą ulgę, tak bardzo potrzebną, żeby w ogóle móc się podnieść i zacząć nowy dzień. Lubiła kwiaty i lubiła się nimi otaczać, ale po kwietniowej misji zmieniło się to niemal w obsesję – potrafiła spędzić na spacerze kilka godzin tylko po to, by znaleźć w parku najbardziej wonne okazy. Każde pomieszczenie w jej mieszkaniu musiało posiadać choć jeden wazon, a świeża kwiatowa woń musiała być wyczuwalna w każdym momencie – dzięki temu była spokojniejsza. Skupianie myśli na jednej rzeczy pozwalało jej na ucieczkę przed innymi.
Niestety wizję spokojnego poranka zniszczyło Claire odnalezienie jedynie niewielkiego kawałka czerstwego chleba – zbyt małego, by nawet ona, niepotrzebująca zbyt wiele jedzenia i przyzwyczajona do głodu, nie mogła nazwać go śniadaniem. Co prawda miała jeszcze w garnku zupę z wczorajszego obiadu, ale po przypomnieniu sobie, że dysponuje całkowicie nową dostawą kartek, żal byłoby nie wykorzystać tego na świeże pieczywo, a nawet, kto wie, jakąś słodką bułkę. Nie minęło dużo czasu, a uzbrojona w siatkę na zakupy ustawiła się w kolejce do swojej ulubionej piekarni - Le Moulin de la Vierge. Usilnie unikając wzroku zebranych tu ludzi, bo bała się ujrzeć w nich obrzydzenie i niechęć do swojej osoby, utkwiła wzrok w prezentowanym na półkach pieczywie.
Świeże wypieki podziwiała jednak tylko przez chwilę, bo niedługo po swoim wejściu tuż przed sobą zauważyła młodą dziewczynę, której twarz wyglądała tak blado, że Claire postanowiła uważniej jej się przyjrzeć. Choć właściwie było to zbędne – na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że nie czuje się ona najlepiej, czego potwierdzenie dostała już niedługo później, kiedy nieznajoma, robiąc krok w tył, zachwiała się na tyle mocno, że niemal na nią wpadła. Zupełnie odruchowo złapała ją za ramię, chcąc pomóc jej utrzymać równowagę.
Nic się nie stało – szepnęła, siląc się na miły uśmiech i nie spuszczając wzroku z twarzy dziewczyny. – Ale pani chyba nie czuje się najlepiej – dodała zaraz jeszcze ciszej, nieśmiało, spoglądając na nią niepewnie, jakby bała się negatywnej reakcji na swoje śmiałe stwierdzenie. Gdy uświadomiła sobie, że w dalszym ciągu trzyma ją za ramię, natychmiast je puściła i odwróciła wzrok. Ludzie rzadko kiedy, nie licząc burdelu, życzyli sobie, by dotykał ich ktoś taki jak ona. Nie mniej jednak zmartwiła się stanem zdrowia nieznajomej i szczerze chciałaby zrobić coś, co mogłoby jej pomóc, możliwie nie narzucając się za bardzo. – Trochę tu duszno – zauważyła niby od niechcenia po chwili, zerkając na nią z ukosa. – Może trochę świeżego powietrza sprawiłoby, że poczułaby się pani lepiej? – Chyba dobrze byłoby opuścić zatłoczone i duszne pomieszczenie, zanim straci się przytomność, prawda? Zwłaszcza, że dziewczyna wyglądała, jakby miała się za chwilę przewrócić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Piekarnia   Pią Lip 28, 2017 2:57 pm

Chyba nie wybaczyłabym sobie tej porażającej naiwności, gdybym ośmieliła się pomyśleć, że ktokolwiek zwróci na mnie uwagę, dostrzeże twarz, z której powoli odpływały kolory, lub chociaż wychwyci chwiejność kroku. W stosunkowo wąskich czterech ścianach piekarni zabrakło miejsca dla odrobiny empatii – nawet na paryskich ulicach stanowiła ona rzadkość - i doskonale o tym wiedziałam.
Siebie samej również nie zaliczałbym do empatycznych osób.
Podyktowana głodem determinacja, by dostać się na sam przód kolejki, zanim z półek zniknie ostatni bochenek chleba, była wszystkim, co w tym momencie zajmowało uwagę klientów piekarni. Nie dziwiło mnie to ani trochę; okupacja gwałtownie zachwiała hierarchią priorytetów, spychając nieszczęsną empatię gdzieś na bury koniec, a miejsce na szczycie oddając najzwyklejszej potrzebie przetrwania. Żaden z klientów Le Moulin de la Vierge nie mógł być przecież pewien, czy za tydzień, za miesiąc, a może nawet już jutro piekarnia nie będzie zmuszona zmniejszyć liczbę wypieków albo zwolnić część pracowników – lub czy władze nie odkryją, że ktoś przemyca w bułkach zaszyfrowane informacje, co stanowiłoby dość oczywisty koniec Le Moulin de la Vierge.
Tłok, namnażające się kłótnie, łakome spojrzenia rzucane w stronę wyłożonego na półkach towaru – to wszystko powtarzało się dzień w dzień, ale absolutnie każdy miał świadomość, jak niestabilna była ta rutyna.
I dlatego, dopóki za świstek papieru wciąż można było dostać bochenek chleba, nikt raczej nie miał zamiaru przejmować się tym, czy zaraz zderzę się z podłogą, czy może jakoś wytrwam w kolejce i zderzę się dopiero z chodnikiem.
W jednym i w drugim przypadku nie sądziłam, by ktokolwiek miał mi pomóc.
Przecież ja też bym nie pomogła.
A jednak moje zdziwienie wzbudził uśmiech, który wykwitł na twarzy stojącej tuż za mną dziewczyny. Mogłam spodziewać się wszystkiego – niecierpliwego machnięcia dłonią, zirytowanego spojrzenia, nawet kąśliwej uwagi, żebym patrzyła pod nogi – ale na pewno nie takiej reakcji i nie takich słów, które chwilę później padły z ust dziewczyny. Ledwo zwróciłam uwagę na to, że zacisnęła palce na moim ramieniu, by pomóc mi złapać równowagę, ale dopiero gdy opuściła rękę, uświadomiłam sobie, jak spore trudności miałam z utrzymaniem się na nogach. Spojrzałam na nią trochę nieprzytomnie, mrugając kilkakrotnie, by wszystko wokół mnie choć trochę się uspokoiło, jednak nie dało to większego efektu.
- Chyba tak – odpowiedziałam wreszcie, zniżając głos do tego samego szeptu, choć zapewne tylko dlatego, że wydobycie z siebie głośniejszego tonu kosztowałoby mnie zbyt wiele. Wyrzuciwszy te dwa słowa, zamilkłam niezręcznie, bo nie miałam pojęcia, co jeszcze mogłabym powiedzieć. Nawet nie dopuszczałam do siebie myśli, by poprosić nieznajomą o pomoc – nawet jeśli właśnie okazała mi więcej współczucia niż wszyscy inni w piekarni, mimo wszystko szczerze wątpiłam, by zdobyła się na coś więcej.
Już byłam gotowa odwrócić się z powrotem w stronę kolejki – przy okazji licząc na to, że tak niewinny ruch nie skończy się dla mnie tragicznie – ale nieznajoma ponownie zabrała głos i z pewnym wysiłkiem skupiłam się na jej słowach, by te nie zmieniły się w niewyraźny szum jak wszystko wokół.
Wrodzony sceptycyzm i uprzedzenia względem ludzi w pierwszej chwili kazały mi pomyśleć, że za jej uprzejmością kryła się chęć, by pozbyć się choć jednej osoby z kolejki, a dopiero w drugiej odebrałam słowa dziewczyny jako szczere zmartwienie. Niezależnie od intencji, musiałam przyznać jej rację – im dłużej udawałam, że stanie w kolejce nie było dla mnie żadnym problemem, tym gorzej się czułam. Słowa nieznajomej dodatkowo uświadomiły mi, jak duże trudności miałam ze złapaniem oddechu; powietrze – a raczej to, co z niego zostało – nabrało dziwnej ciężkości i wręcz z trudem docierało do moich płuc.
Marszcząc lekko brwi, rzuciłam ostatnie spojrzenie w stronę przesuwającej się powoli kolejki.
Może miałoby to więcej sensu, gdybym za donosy przyjmowała od Niemców kosze z jedzeniem zamiast dodatkowych kartek, paczek papierosów czy kopert wypchanych pieniędzmi?
- To chyba dobry pomysł – odpowiedziałam z westchnieniem, przenosząc wzrok na twarz dziewczyny. Może gdybym nie czuła się tak źle, przyjrzałabym się jej uważniej, ale w tym momencie myślałam już tylko o sobie. - Dziękuję – rzadko używane trzy sylaby zabrzmiały w moich ustach niemal nienaturalnie. - Kolejka jest pani.
Może właśnie o to jej chodziło, może nie.
Posłałam nieznajomej słaby grymas, w zamierzeniu będący uśmiechem, po czym ostrożnie wysunęłam się z kolejki, na oślep wrzucając niewykorzystane kartki do torebki. Z tą samą ostrożnością zaczęłam przepychać się w stronę drzwi, a każdy mój krok zdawał się być gorszy od poprzedniego. Brakowało mi powietrza, piekarnia wirowała w moich oczach, jakbym właśnie wysiadła z karuzeli, a wyjście bardziej oddalało się niż zbliżało.
Nie patrzyłam jednak za siebie – nawet nie zastanawiałam się, czy dziewczyna triumfalnie zajęła moje miejsce, czy może wciąż jeszcze na mnie zerkała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Piekarnia   Wto Sie 01, 2017 2:14 am

Dziewczyna wyglądała znajomo. Im dłużej Claire przyglądała się jej pobladłej twarzy, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że gdzieś musiały się już widzieć. Albo po prostu była podobna do kogoś, kogo znała? Ale w takim razie do kogo? A jeśli się już się spotkały – w jakich okolicznościach to nastąpiło, skoro nie potrafiła od razu dopasować twarzy nieznajomej do żadnego ze swoich wspomnień? W całej tej sprawie było dużo pytań, ale ona nie miała czasu, by dłużej roztrząsać tę sprawę – niezależnie od tego czy się znały, czy nie, dziewczyna potrzebowała pomocy, a Claire nie potrafiła zostawić ją samą sobie. W końcu kto inny mógłby jej pomóc, jeśli nie ona? Ludzie wokoło o wiele bardziej zdawali się przejmować ściskanymi w rękach kartkami i wyłożonym na półkach pieczywem, niż innymi osobami w kolejce. Na twarzy każdego z nich wyraźnie dało się zauważyć napięcie i niewypowiedziane pytanie „Czy wystarczy i dla mnie…?”. Claire nie mogła ich za to winić, bo jedzenie w tych czasach należało do rzeczy szczególnie niepewnych, ale nie było jeszcze powodem, dla którego miałaby pozostać ślepą na ewidentną potrzebę pomocy. Nieznajoma przecież ledwo stała na nogach, a przebywanie w zatłoczonym i dusznym pomieszczeniu na pewno jej nie pomagało, najlepiej więc, żeby po prostu wyszła z piekarni. Choć straciłaby swoje miejsce w kolejce i szansę na świeży chleb, to jednak najprawdopodobniej uratowałaby się przed upadkiem, lub nawet utratą przytomności, w ciasnym tłumie.
Dlatego Claire szczerze odetchnęła z ulgą, kiedy dziewczyna bez zbędnych kłótni przystała na jej propozycję i, dość chwiejnie, ruszyła na zewnątrz. Nie zastanawiając się zbyt wiele, poszła w jej ślady, chcąc się upewnić, że nieznajoma poradzi sobie z tą czynnością, czy może jednak będzie musiała wzywać pomocy. Całkowicie świadomie zrezygnowała ze swojego miejsca w kolejce, zdając sobie sprawę z tego, że właśnie pozbawiła się możliwości kupienia pieczywa, którego w swoim mieszkaniu nie posiadała… ale właściwie ma jeszcze w garnku tę zupę, no i zawsze może później wybrać się na zakupy, by zdobyć parę warzyw i dogotować sobie jej większą ilość. W ostateczności mogła zajrzeć do kuchni w One-Two-Two i liczyć na to, że akurat jakiś miły kucharz zechce zaserwować co nieco głodnej prostytutce. Nie żałowała tego miejsca w kolejce. W jednej chwili od jej pustego brzucha ważniejsza okazała się być nieznajoma dziewczyna, której po prostu nie potrafiła zostawić samej sobie. Nie po tym, jak zauważyła, że coś z nią nie tak, jak nawiązała z nią kontakt i dobitniej przekonała się, że blondynka przed nią faktycznie jest w nie najlepszym stanie, a jeśli ona jej nie pomoże, to najprawdopodobniej nikt tego nie zrobi, dlatego nie wahała się ani chwili. Trzeba sobie pomagać, zwłaszcza w tak trudnych i niepewnych czasach.
Pewnie tak myśl była powodem, dla którego Claire odważyła się lekko chwycić ramię nieznajomej, pomóc jej wyjść na zewnątrz i oprzeć się o ciepłą ścianę budynku.
Jeśli nie poczuje się pani lepiej, mogę zaprowadzić panią do szpitala – odezwała się cicho po dłużej chwili niezręcznego wpatrywania się w ziemię. Nie narzucała się jej za bardzo? Jak mogła jej pomóc? Czy dziewczyna w ogóle życzy sobie pomocy z jej strony? – Albo… - zaczęła z pewnym zawahaniem, zerkając na nią dość niepewnie. -… albo możemy pójść do mnie, mieszkam naprawdę blisko. Mogę poczęstować panią szklanką wody, herbatą albo talerzem zupy warzywnej – uśmiechnęła się bardzo nikle, ale w miarę możliwości zachęcająco. Miała szczere zamiary i chciała, żeby dziewczyna to dostrzegła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Piekarnia   Sro Sie 02, 2017 6:44 pm

Skręcić w jedną ulicę, potem w drugą, dotrzeć do przystanku, sprawdzić rozkład, wsiąść do odpowiedniego tramwaju, przedostać się na lewy brzeg, a potem z wątpliwą ulgą wpaść pomiędzy sypiące się kamienice Vaugirard – co w tym trudnego? Droga, którą pokonywałam już tyle razy, zawsze wydawała mi się tak prosta i oczywista, że nigdy nie zwracałam uwagi na to, jak wiele miała etapów. Paryż był ogromny, usiany zaułkami i zwodniczym skrótami, które w rzeczywistości wiodły donikąd, ale dla kogoś, kto spędził w nim całe swoje życie, sprawne poruszanie się po mieście nie stanowiło żadnego problemu.
Ale najwidoczniej nie dzisiaj.
Dzisiaj droga z Le Moulin de la Vierge do mojego mieszkania w pewien pokrętny sposób zdawała się być dłuższa niż odległość dzieląca Paryż i Berlin.
A wszystko za sprawą uporczywych zawrotów głowy, problemów ze złapaniem oddechu i wręcz niepodobnej do mnie ospałości, której w żaden sposób nie mogłam wytłumaczyć. Nie miałam pojęcia, jak uda mi się dotrzeć do mieszkania lub chociaż do najbliższej ławki (samo szukanie jej brzmiało raczej jak karkołomny pomysł), a majowy upadł, czyhający na mnie tuż za drzwiami piekarni, nie poprawiał sytuacji.
Nie byłam więc pewna, co właściwie planowałam – zdecydowanie chciałam wydostać się na zewnątrz w głupiej nadziei na to, że paryskie powietrze nagle ujawni swoje uzdrowiskowe właściwości, ale nie wiedziałam, czy próba wędrówki do mieszkania nie była tak naprawdę skazana na porażkę. Może miałoby to odrobinę sensu, gdybym po prostu zaczekała gdzieś, aż poczuję się lepiej, choć nie byłam nawet pewna, czy poczuję się lepiej. Nienawidziłam tego rodzaju bezradności, przymusu zdania się na własne ciało, które uparcie odmawiało współpracy, ale nie mogłam zrobić nic więcej.
Drzwi majaczyły już przede mną, kiedy nagle poczułam na ramieniu ten sam delikatny, choć dość zdecydowany uścisk, który chwilę temu być może uchronił mnie od upadku. Natychmiast zerknęłam w bok, ku swojemu najszczerszemu zdziwieniu dostrzegając dziewczynę z kolejki. Czy naprawdę rezygnowała ze swojemu miejsca - z szansy na przyniesienie do domu choć odrobiny chleba - żeby mi pomóc? Była szalona czy tylko lekkomyślna?
Niezależnie od tego, co nią kierowało, pozwoliłam, aby pomogła mi wyjść na zewnątrz i oprzeć się o ścianę budynku - nagle niesamowicie wygodną. Nie miałam pojęcia, co powiedzieć (znów podziękować? skłamać, że właściwie to czułam się już zupełnie dobrze?), więc poszłam w jej ślady i również milczałam, powoli łapiąc oddech i napełniając płuca ulicznym powietrzem. Na nic lepszego nie mogłam w tej chwili liczyć.
Gdy jednak nieznajoma w końcu przerwała ciszę, podniosłam wzrok i wciąż w milczeniu wysłuchałam jej propozycji, zastanawiając się, czy mój stan był na tyle poważny, by udać się do szpitala – zwłaszcza, że najbliższy i tak znajdował się w innej dzielnicy. Otworzyłam usta, jakbym chciała coś powiedzieć, choć nie potrafiłam znaleźć żadnego słowa – zresztą nie musiałam, bo dziewczyna odezwała się ponownie.
Nie kwestionowałam już jej szczerości – wyglądało na to, że naprawdę chciała mi pomóc – ale coraz poważniej zastanawiałam się, dlaczego tak jej na tym zależało.
A może po prostu nie wiedziałam, czym była bezinteresowność.
Zmarszczyłam lekko brwi, wyraźnie wahając się nad odpowiedzią, aż wreszcie doszłam do wniosku, że propozycja nieznajomej była chyba najlepszym możliwym wyjściem.
- Byłabym naprawdę wdzięczna, gdybym mogła przez chwilę odpocząć u pani – miałam spore zastrzeżenia co do swojej wdzięczności wobec kogokolwiek i czegokolwiek, ale przynajmniej brzmiało to kulturalnie. Niemrawo odwzajemniłam uśmiech. - Nie chciałabym zostać zbyt długo. Ale szklanka wody chyba dobrze mi zrobi.
Wyprostowałam się ostrożnie i zerknęłam na nią z tym samym słabym uśmiechem, dając dziewczynie znać, by prowadziła – gdziekolwiek mieszkała.

zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Piekarnia   

Powrót do góry Go down
 
Piekarnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Butte-Montmartre-
Skocz do: