IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Obserwatorium


Share | 
 

 Obserwatorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Obserwatorium   Pią Sie 19, 2016 8:12 am



Obserwatorium

Historia Paryskiego Obserwatorium, będącego jednym z największych na świecie, sięga swymi początkami do wieku XVII i ambicji Jean-Baptiste Colberta do powiększenia morskiej potęgi oraz handlu Francji. Budowa rozpoczęła sie w 1667 roku zakończona została w roku 1671. W późniejszych latach budynek był kilkukrotnie powiększany. Obecnie wciąż działa, stanowiąc nie tylko centrum badań astronomicznych, ale również pomoc naukową dla studentów czy prowadząc liczne wystawy i zajęcia dla otwartej publiki.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob Mar 18, 2017 4:46 pm

10 kwietnia 1942r.



Florian nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Za namową majora Gallwitza napisał list do Jespera von Westerholt, aby umówić się wywiad i zrobienie zdjęć do materiałów propagandowych. Szczerze mówiąc Vogel nie liczył, że nawet dostanie odpowiedź, jaka by ona nie była. Dużo bardziej było prawdopodobne, że zostanie po prostu zignorowany. Tymczasem dostał od niego list! O mało co nie zemdlał, gdy przeczytał, że Jasper zgodził się z nim spotkać. Von Westerholt wyznaczył termin na 10 kwietnia, w Obserwatorium Paryskim.
Vogel założył wyprany i wyprasowany mundur Heer, wziął ze sobą kamerę, aparat i statyw. Czuć było od niego na kilka metrów wodą różaną, którą specjalnie kupił na tę okazję. Na miejsce postanowił dotrzeć taksówką, ale zmienił zdanie, gdy był już w drodze. Kazał zatrzymać się kierowcy w lekkim oddaleniu od Obserwatorium, gdyż postanowił się krótko przespacerować i wszystko ułożyć w głowie. Wysiadł, poprawił mundur i ruszył drzewną alejką. Pogładził się po piersi, gdzie w kieszeni, na sercu, schowany miał list od Jaspera. Do piętnastej, godziny wyznaczonej przez muzyka, miał jeszcze trochę czasu. Zrobił więc kilka zdjęć Obserwatorium i drzewom.
Równo z godziną piętnastą stał pod Obserwatorium, ale nie zauważył Jaspera. Stało za to kilku obcych ludzi ubranych po cywilnemu. No cóż... być może taka persona jak Von Westerholt lubi się spóźniać. W sumie, to ma do tego prawo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw Mar 23, 2017 8:12 pm

Stanowczo zbyt późno na ratunek.
Coś, co jeszcze przed momentem było trwałym, cennym tworem, nurzało się teraz w agonii, odchodząc z tego świata w pełnym cichego wyrzutu proteście. Lars postąpił brutalnie, postąpił bezsensownie, postąpił wbrew własnej woli, dopuszczając się tej potwornej, zakrojonej na mikroskalę zbrodni.
Mordując papierosa, nim w ogóle go zapalił (przecież nie palił wcale, ponownie zmarnował pieniądze), uzewnętrznił bestialską naturę, obojętnym spojrzeniem żegnając zmaltretowaną bibułkę. W miejscach rozdarty i całościowo wymięty skrawek krepiny wylądował pomiędzy obscenicznie rozsypanymi niteczkami tytoniu, na dobre żegnając się z życiem doczesnym. Celtowie wierzyli, że spalenie zwłok po śmierci jest przepustką do życia pozagrobowego – jeśli podobna zasada dotyczyła papierosów, ten tutaj nie miał dostąpić zaszczytu ujrzenia tytoniowych zaświatów, wszystko za sprawą anorektycznej paryżanki, która z ławki obok zawyła non fumeur.
Ostatnia rzecz, jakiej Lars spodziewał się na świeżym powietrzu przed z zasady wyludnionym Obserwatorium, to fakt, że nie dadzą mu zapalić cholernego gauloisa. Jesper na widok papierosów w dłoni przyjaciela, zawsze wybuchał monologiem, który zaczynał się argumentem zdrowia, a kończył migreną Reifensteina, i teraz, kiedy ta zbyt chuda paryżanka na niego wrzasnęła, nagle ogarnęła go tęsknota.
- Mein Freund - zwrócił się do Francuzki i czubkiem buta wskazał jej papierosowego trupka – mag auch nicht, wenn ich rauche.
- Kein Deutsch – wymamrotała kobieta z nagłym przebłyskiem niepewności w jasnych oczach.
- Du - zaparł się z całą stanowczością upartego, niemieckiego osła - bist im gleichen Alter wie meine Verlobte. Du sollst mehr essen.
O ile pozwolą ci na to kartki, przemknęło mu przez głowię, kiedy paryżanka powtórzyła nieśmiertelne kein Deutsch – a jednak jej ściągnięte ramiona zdradzały, że zrozumiała każde słowo. Kącik ust Larsa drgnął lekko, jakby w odpowiedzi na wewnętrzną walkę Reifensteina, który – gdyby nie widok odprasowanego od linijki munduru Heer – gotów był udzielić zupełnie obcej kobiecie kolejnej życiowej rady.
Sądziłem, że będzie starszy.
Cichemu, rozlegającemu się w myślach pomrukowi towarzyszyło otrzepanie palów z resztek tytoniu – opuszki nabrały lekko żółtawego odcienia i gdyby tylko zechciał je powąchać (nie chciał), poczułby smród zmaltretowanego papierosa – i powolne podniesienie się z ławki. Przestąpił beztrosko nad gauloisem, lekkim skinięciem głowy pożegnał się z nową nieznajomą i niespiesznie ruszył w stronę młodego leutnanta, którego prezencja (i zapach, och, na litość boską, tarzał się w różanym krzewie?) sprawiała wrażenie, jakby zjawił się tu na romantyczną schadzkę, nie w interesach.
Ale jak to bywało z randkami w ciemno, niektóre rozpoczynały się (i kończyły) gorzkim rozczarowaniem.
Zwłaszcza, kiedy zamiast błyszczącej gwiazdy niemieckiej estrady zjawia się Lars.
- Herr Vogel? – zawezwał na usta jeden z tych uśmiechów, które przydawały jego twarzy sympatycznego, spokojnego wyrazu, podbudowanego na dodatek przez do bólu cywilne ubrania – jasny płaszcz, umiarkowanie przykurzone, skórzane buty i niemal pedanteryjnie czyste spodnie nie budziły żadnych podejrzeń. Nawet zbyt chuda paryżanka, wciąż zajmująca miejsce na pobliskiej ławce, chwilowo przypominała gestapowca bardziej, niż sam Lars. – Byliśmy umówieni – tym razem nie pytał, ogłaszając ten fakt tak, jakby rzeczywiście uzgadniał swoje spotkanie z młodym fotografem-nie-do-końca-amatorem, ale też wciąż-nie-profesjonalistą. Pytanie o wykonywane zdjęcia pozostawił na później, pozwalając, aby jegomość przeszedł przez fazę pytań z serii kim pan jest i dlaczego nie Jesperem von Westerholt?
Do tego na szczęście przywykł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw Mar 23, 2017 9:28 pm

Młody, beztroski, świeży leutnant spadł na ziemię. Co było tego przyczyną? Ano, pewien jegomość, Niemiec. Nie był on jednak Jesperem, ani żołnierzem, ani raczej nie SS-manem. Kimże więc była owa persona? Wyglądał zwyczajnie. Bardzo zwyczajnie, wręcz do bólu nudno i zwyczajnie. Więc tenże, mogłoby się zdawać zwyczajny, przechodzień zawołał go po nazwisku. Nie było to jednak zawołanie w pełnym tego słowa znaczeniu. Było to raczej grzecznościowe pytanie, a Florian czuł podświadomie, że obcy wcale nie potrzebował upewniać się, czy Herr Vogel to faktycznie Herr Vogel. Było w tym Niemcu coś niepokojącego, ale sam nie wiedział co. Wyglądał przecież jak każdy, chociaż może...czyściej? Poza butami, bo te nosiły oznaki używania. Nie to było jednak najbardziej irytujące. Vogel przybył tu, aby spotkać gwiazdę, wybitnego muzyka. Tymczasem zaczepił go ktoś najzwyczajniej w świecie nudny. Postanowił więc jak najszybciej go spławić, aby w spokoju czekać na umówionego gwiazdora. Zaraz potem do jego głowy dotarła jedna informacja, której nie zauważył na początku. Ten człowiek wezwał go po NAZWISKU. Musiał więc go znać. Ale skąd? Musiało mieć to jakiś związek z dzisiejszym spotkaniem, inaczej być nie mogło! Byłby to zbyt duży zbieg okoliczności.
-Ja, ich bin Vogel.- te cztery słowa wymówił z niepewnością w głosie. Nieco się zgarbił, ale jego umysł tego nie zanotował. Jego uszy były wytężone, aby  usłyszeć to, co ma do powiedzenia ten Niemiec. Czuł, że to będzie ważne. Wtedy też padło zdanie, które całkowicie go zmieszały. Byliśmy umówieni? - powtórzył za nim w myślach. Nie, na pewno nie. Czyżby mózg płatał mu figle? Stojący przed nim człowiek wcale nie przypominał Jespera. W najmniejszym wręcz stopniu. Doszedł do wniosku, że to obcemu musiało się coś pomylić.
-Nein, to musi być pomyłka. Jestem tu z kimś umówiony, ale obawiam się, że nie z panem, Herr... Jak pańska godność, tak w ogóle?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pią Mar 24, 2017 8:50 pm

Na wyciągnięcie ręki, na pół kroku, w odległości nie więcej, niż pięćdziesięciu centymetrów Florian Vogel napotyka pierwszą ścianę szoku, a Lars, jak to Lars, w milczeniu przypatruje się tej cichej, z góry skazanej na klęskę walce. Jest coś dziwnego w sposobie, w jaki mruży oczy, kiedy przez młodą twarz leutanta Heer przelewa się pierwsza fala zwątpienia – być może to wina oczu o tej nieokreślonej  barwie morskiej toni, czasami błękit, czasami zieleń, czasami szarość, być może to fakt, że u Reifensteina wszystko jest dziwne, obce przyrównaniem do przeciętnej normalności.
Świat jest dziwny, oczy są dziwne, dziwne jest spojrzenie, on sam jest dziwny. Dziwny i bardzo czujny, o czym najlepiej świadczy sposób, w jaki składa słowa – pytanie nigdy nie jest do końca pytaniem, a stwierdzenie – rzeczywistym stwierdzeniem, przynajmniej do chwili, w której Lars nie nada im żądanego wydźwięku.
Przypatruje się tym jasnym (dziwnym) spojrzeniem twarzy pełnej wahania i niepewności, i doskonale wie, że Herr Vogel próbuje zracjonalizować to spotkanie. Jak każdy Niemiec odczuwa nieodpartą potrzebę logicznego dopięcia sytuacji na ostatni guzik, ale im usilniej szuka odpowiedzi, tym więcej pytań zadaje – ot, zwykły przypadek germańskiej pętli przyczynowo-skutkowej.
Kim pan jest? Skąd zna pan moje nazwisko? Dlaczego wciąż rozmawiamy?
Florian Vogel okazuje się umiarkowanie sympatycznym jegomościem, już samym potwierdzeniem własnej tożsamości dając popis życzliwego usposobienia (a może to tylko pozory, Lars?). Króciutkie, niepewne ich bin Vogel wywołuje na ustach Reifensteina cień nieszkodliwego uśmiechu, którego nawet nie stara się przegonić.
Szczerze uwielbia cieniste wahania w tonie głosu rozmówców, bo te niezbicie świadczą wyłącznie o jednym – ludzie w towarzystwie Larsa przestają czuć się swobodnie. Chwilowe odprężenie znika, oferując pole manewru nieco mniej pożądanym odczuciom, takim, pośród których Reifenstein czuje się jak płynący pod prąd łosoś.
Euforia i niepewność, co nastąpi za moment – cokolwiek miałoby to nie być, należy do samego końca sprawować kontrolę absolutną. Nad sobą i nad innymi… nad sobą i nad tym wyjątkowo miłym, młodym fotografem, który liczył na spotkanie z diabelnie fotogenicznym von Westerholtem, a w zamian otrzymał wyjątkowo marną podróbkę.
- Herr Vogel, ja nigdy się nie mylę – w tym – jakże nad wyrost skonstruowanym – stwierdzeniu nie czai się nawet najsłabszy cień nagany, niezadowolenia lub niechęci; Lars nigdy nie brzmi, jakby miał o coś żal lub pretensje, bo zwyczajnie nie da się brzmieć w podobny sposób z lekkim uśmiechem na ustach i palcami, które raz za razem odgarniają za ucho wyjątkowo niepokorny kosmyk włosów.
- Jesper nie mógł się dzisiaj zjawić, a na przekazanie wiadomości było za późno, więc… oto ja, posłaniec boży – kłamstwo, kłamstwo.
Kłamstwo.
W zaledwie jednym zdaniu upchnął trzy cuchnące jak zjełczałe mięso łgarstwa, przy których nawet nie drgnęła mu pergaminowo cieniutka powieka; poprawił jedynie rękaw jasnego płaszcza, na krótki moment kompletnie tracąc zainteresowanie Florianem, aby ledwie sekundę później poderwać jasne spojrzenie, jak gdyby dopiero teraz dotarło do niego pytanie leutanta.
- Tak w ogóle – powtórzył ze swobodą godną letniej, nadmorskiej bryzy (choć zdecydowanie mniej cieplejszym tonem) – proszę zwracać się do mnie po imieniu. Lars brzmi lepiej, niż pan.
I nie obliguje do wyjawienia nazwiska, które mogłoby zdradzić drugi, niezwiązany z dorywczą pracą posłańca zawód.
Wyciągnął dłoń w stronę młodego mężczyzny, wciąż zachowując na ustach lekki, swoiście pogodny uśmiech, któremu nie można było zarzucić nic – nic, poza faktem, że przypominał zanurzony w formalinie, wyjątkowo rzadki okaz dzikiego zwierzątka.
Jadowitego zwierzątka.
- Nie chcę, by uznał pan, że to spotkanie jest stratą czasu – długie, silne palce zawędrowały do kieszeni płaszcza i wysunęły z niej odpieczętowaną paczkę papierosów, którą Lars wyciągnął w stronę leutanta Heer w najbardziej uniwersalnym geście świata – palisz? – Dlatego chętnie wysłucham, jaki miał pan pomysł na sesję z moim drogim przyjacielem.
Który nie ma bladego pojęcia o Twoim istnieniu. Póki co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pią Kwi 21, 2017 10:22 pm

Umysł młodego Vogela pracował na najwyższych obrotach. Kim mógł być ten człowiek? Na jego czoło wstąpił pot, chociaż to może wina słońca? W mężczyźnie było coś, co sprawiało, że miał ochotę oddalić się stąd jak najszybciej. Gdyby zamknął oczy, nie mógłby sobie przypomnieć jego twarzy. Sytuacja, w której ktoś obcy zna twoje nazwisko i twierdzi, że byliście umówieni jest niepokojąca. Vogel nigdy nie znajdował szczęścia w kieliszku. Przez moment przeleciała mu jednak myśl, że może się upił, że może faktycznie się umówił z tym osobnikiem na spotkanie w paryskim Obserwatorium. Zaraz później odgonił tę możliwość. Przecież termin i miejsce zostało wyznaczone przez samego Jespera.
Lewą ręką zaczął miętosić połę bluzy mundurowej. Nagle zaczęła go swędzieć szyja i tym razem prawą ręką począł się machinalnie drapać.
Jeszcze bardziej się wytężył, gdy padły słowa "ja nigdy się nie mylę". Kim jest ten człowiek?! Co on sobie wyobraża?! Początkowa złość jednak szybko minęła. Przecież zagadka nadal nie została rozwiązana. Poczuł, że opuszczają go siły w nogach. Dotkliwe, mrowiące zimno przeszło z nich do rąk. Opuścił je obie bezwładnie.
Zaraz potem ulga! Wszystko się wyjaśniło, wszystko jest w porządku. To znaczy nie jest! Ale przynajmniej nie jest irracjonalne i niebezpieczne. A więc Jesper nie mógł się zjawić... Wielka szkoda. Tak liczył na tę sesję zdjęciową. Chyba to musiało się tak skończyć. Zbyt piękne, by było prawdziwe. Postanowił nie odzywać się na tę nowinę. Spojrzał na obcego podejrzliwie. A więc przysłali cię tu, aby mnie spławić? Po co więc marnować mój i pański czas? Rozejdźmy się w pokoju. Nie chcę żadnych kłamstw. Nie, tak nie wypadało powiedzieć, chociaż tego właśnie najbardziej pragnął. Poczuł się oszukany. Ścisnął dłoń.
Wtedy padło jego imię. Lars. Bez nazwisk, bez grzecznościowego "herr". Po prostu Lars. Czego jeszcze od niego chciał, ten cały...Lars? Pójść na piwo i wytłumaczyć, dlaczego Jesper nie mógł przyjść? Poklepać po ramieniu i pocieszyć? Wyciągnął w jego kierunku dłoń. Nie chciał jej dotknąć. Zrobił to jednak, w ostatniej chwili zmieniając pięść na otwartą dłoń, jak do przyjacielskiego powitania.
-Bardzo mi miło herr...Lars.- życie i kultura zmusza nas do wielu kłamstw. Tego wymaga zachowanie klasy. Po uścisku szybko wycofał dłoń.
Po co ja to jeszcze stoję? Po co mi jego imię?
Kolejne jego zdanie rozśmieszył go. Nie chcesz, bym uznawał to spotkanie za stratę czasu? Za późno. Mam tego dość. Zrobił malutki, niezauważalny wprost, krok w tył. Zaraz jednak powstrzymał się. W końcu najwyraźniej tajemniczy Lars ma do niego sprawę. Ciekawość zwyciężyła. Poza tym mężczyzna wyciągnął papierosy, gestem proponując Florianowi jednego. Odruchowo sięgnął do paczki. Przyzwyczajenie frontowe. Teraz nie wypadało  skłamać, że nie pali.
Zrezygnowanie ustąpiło miejsce nadziei. Lars był ciekaw, jak ma wyglądać sesja. Czyli może faktycznie Jesper nie mógł przybyć? Co za ulga. Naprawdę, ulga. Uśmiechnął się szeroko, odetchnął głęboko. A ten Lars, to nie jest jakiś tam Lars. To przyjaciel Jespera! Spojrzał na niego z większym szacunkiem oraz uprzejmością.
-Myślałem o serii zdjęć w różnych sytuacjach i miejscach paryskich. W teatrze na scenie, w Luwrze, w typowej kawiarni oraz oczywiście przed symbolem Paryża, czyli Wieżą Eiffela. Chciałbym podkreślić przy tym wyższość naszej kultury nad francuską. Gdzieś w tle wisiałyby...swastyki (ech, Florian, czemu się tak poniżasz?). W teatrze i w Luwrze myślałem o eleganckim, wieczorowym stroju, może wśród oficerów i pięknych pań. Co prawda nie mam takich jeszcze, ale na pewno się znajdą do sesji z samym von Westerholtem! W kawiarni i pod Wieżą liczyłem na codzienne życie, sielankę wśród miejscowej gawiedzi. To na razie tyle, ale wciąż dopracowuję koncepcję, dlatego jestem otwarty na propozycję z..twojej strony.- Florian nie mógł się wciąż przyzwyczaić, by zwracać się do Larsa per "ty".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   

Powrót do góry Go down
 
Obserwatorium
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Lewy brzeg :: Pozostałe dzielnice-
Skocz do: