IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Stara fabryka


Share | 
 

 Stara fabryka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Stara fabryka   Pią Sie 19, 2016 8:13 am



Stara Fabryka

Znajdujący się na obrzeżach 15. dzielnicy budynek z pewnością nie przyciąga do siebie wielu Paryżan. Pozostawiona w znacznej ruinie stara, opuszczona fabryka, ma już za sobą lata swojej świetności. Powybijane okna straszą ziejącą przez nie pustką, a wiejący wiatr zdaje się odbijać szeptem od pustych, ogołoconych ścian. Wewnątrz wciąż znajdują się pozostałości zardzewiałej i niedziałającej już machinerii, a okoliczni mieszkańcy omijają posiadłość szerokim łukiem. Krążące plotki głoszą, iż wcale nie jest tak opuszczona, na jaką wygląda.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Czw Sty 12, 2017 8:26 am

Do scenerii starej fabryki jak ulał pasował pozostawiony nieopodal samochód ze sporą paką. Kto go tu zostawił i jak długo tu stał? Te pytania pozostawały bez odpowiedzi, jednak przy odrobinie szczęścia jego los mógł się dziś odmienić. Ruch Oporu potrzebował właśnie takiego pojazdu na swoją kolejną misję, a w szeregach organizacji znalazła się dwójka ochotników, gotowa zamienić słowa w czyny. Claire miała stanąć na czatach, podczas gdy Jacques rozpracuje zamek i wpuści do środka kogoś, kto będzie potrafił odpalić silnik i kierować autem.
Jednak czy ten ktoś pojawił się już na miejscu? Okolica była opuszczona i tylko jedna osoba kręciła się przy aucie, młody chłopak w kaszkiecie i spodniach z szelkami. Czy to on miał pomóc rebeliantom? Na razie wyglądał na nieco zdenerwowanego.


Na odpis macie 48h, proszę o informację w PW, gdyby coś miało się przedłużyć. Mamy gorący sezon, więc za zapowiedzianą zwłokę nie urwę rączek ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Nie Sty 15, 2017 12:00 am

Parę dni po zebraniu nadszedł czas, by wypełnić zadanie, do którego się zgłosiła. Jej pierwszego zadania z Jacquesem, z którego nie zrezygnowałaby za żadne skarby świata (a tym bardziej pod wpływem gniewnych spojrzeń przyjaciela). Ktoś musi się o niego zatroszczyć, a już zwłaszcza przyda mu się ktoś, kto stanie na czatach i w razie czego ostrzeże przed niebezpieczeństwem. Ona przecież nadawała się do tego znakomicie – niewielka i zwinna dawała sobie radę z tym, by pozostać niewidzialną i szybko donieść o nadchodzącym zagrożeniu. Przecież robiła to nie raz i choć nie chciała niczego zapeszać, kradzież samochodu, choć ryzykowna, nie wydawała jej się być rzeczą jakoś szczególnie trudną i skomplikowaną. Cały oddział Niemców chyba nie przyjdzie znienacka pod fabrykę, prawda? Z całą resztą powinni sobie poradzić. Grunt to powiadomić o możliwych kłopotach Jacquesa i obiecanego im przez Pierre’a pomocnika na czas.
Tym razem umówili się na rogu jednej z ulic. Claire specjalnie ubrała bardziej rozłożystą spódnicę i nie płaszcz, a kurtkę, zapewniającą większą swobodę ruchów. Wszystko wyglądało schludnie, a utrzymane w tonacji szaroburej nie rzucało się specjalnie w oczy. Nawet włosy związała w gruby warkocz, spoczywający obecnie na jej ramieniu. Byleby niczym się nie wyróżniać.
Bez względu na humor przyjaciela, nie zamierzała rezygnować z ich zwyczajowego przywitania – na jego widok na jej ustach od razu pojawił się uśmiech, a ona sama po paru szybkich krokach już owijała swoje ramiona wokół jego klatki piersiowej. Przed tym uściskiem nic go nie uratuje!
Mam nadzieję, że jesteś gotowy i w dobrym humorze – wymamrotała z nosem w ubraniu Jacquesa, uwalniając go od siebie dopiero po kilkunastu długich sekundach. Z rozmysłem tak długich, żeby po napięciu mięśni przyjaciela rozpoznać w jakim był humorze. – To będzie miły spacer – dodała, obdarzając go kolejnym lekkim uśmiechem. Chwilę potem ruszyła w stronę starej fabryki, zaczynając bez pytania opowiadać o tym, co dzisiaj przed misją zdążyła zrobić, a więc o swoim spacerze do Lasku Bulońskiego, gdzie zauważała coraz więcej kwitnących drzew, o tym, jak nazbierała bukiecik wonnych fiołków, które obecnie zdobią wazonik na komodzie w sypialni oraz o nadzwyczaj ładnej kępce sasanek, jaką chętnie zobaczyłaby na swoim parapecie, ale jednocześnie obawia się, że mogłyby u niej w wersji doniczkowej zbyt szybko zwiędnąć. Przynajmniej w parku mogła się nimi nacieszyć.
Do fabryki dotarli stosunkowo szybko, nawet wliczając w to przerwę, którą zarządziła, by móc nazrywać stokrotek spod płotu. Okolica wydawała się być opuszczona, poza młodym chłopakiem, który kręcił się koło samochodu. Czyżby ich partner z Ruchu Oporu?
Cześć – przywitała się z nim, kiedy podeszli odrobinę bliżej. Twarz Claire ozdobił niepewny, lecz miły uśmiech. – Kwiecień o wiele bardziej sprzyja poszukiwaniom oznak wiosny – zagadnęła, niby od niechcenia, muskając opuszkami palców zerwane przez siebie kwiaty. – Wydawało mi się, że widziałam w rogu fabryki piękne krokusy – mówiła dalej, starając się zbudować złudzenie, że faktycznie ona i Jacques przyszli tu tylko dla kwiatów. Romantyczny spacer? – Wiesz może, czy zakwitły już kasztany? Uwielbiam patrzeć na ich białe kwiaty – przyznała dość cicho, z niezmiennie pogodnym, choć jednocześnie dość wycofanym wyrazem twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Nie Sty 15, 2017 10:03 pm

Chciał wierzyć, że to jedynie kolejne rutynowe zlecenie, po którym wróci do skandalicznie zapuszczonego mieszkanka, zdrzemnie się dwie godziny i ponownie wyruszy na paryskie ulice w tylko sobie znanych celach. Niestety oszukiwanie się nigdy nie wychodziło mu zbyt dobrze, kiedy zaś dochodził do tego czynnik w postaci Claire, zwyczajnie nie potrafił się okłamywać – wciąż myślał o tym, jak wiele mogło pójść nie po ich myśli i jak olbrzymie konsekwencje czekałyby ich w razie niepowodzenia. A co, jeśli samochodu już tam nie ma? W jakim świetle postawi to jego przed wszystkimi, którzy kilka dni temu brali udział w zebraniu? Co, jeśli pojazd okaże się zdechłym wrakiem, nie będzie miał paliwa albo uszkodzony silnik? Co, jeśli ich specjalista od nie do końca legalnego odpalania aut okaże się do niczego? Albo jeśli zostaną złapani na gorącym uczynku?
Nie lubił podobnego ryzyka. Zawsze minimalizował element zaskoczenia do niezbędnego minimum, przed każdym włamaniem lub poważniejszą kradzieżą przeprowadzając dokładne rozeznanie terenu – czasami mogło trwać kilka dni, innym razem nawet miesiąc, wiedział jednak, że poświęca cenny czas po to, by nie musieć marnotrawić go później za kratkami.
Te dwa lata i tak były wystarczającą stratą.
W dzień, na który przypadło ich zadanie, od samego świtu chodził jak struty, nie potrafiąc przymusić się nawet do zjedzenia śniadania (a przecież szanował każdy posiłek, doskonale pamiętając czasy, kiedy przez kilka dni nie jadł zupełnie nic). Na umówioną z Claire godzinę czekał niecierpliwie jak dziecko, które wypatruje nadejścia wakacji, a gdy zegarek w końcu wskazał odpowiednią cyfrę, niemal biegł na miejsce spotkania, jeszcze w drodze przypadkiem potrącając ramieniem jakiegoś mężczyznę i narażając się na gniewną obelgę.
Nie był podminowany jak wtedy, kiedy zgłosiła się do zadania w antykwariacie, jednak nawet największy optymista nie nazwałby Jacquesa zadowolonym – przynajmniej do momentu, w którym uśmiechnięcia Claire nie przytuliła go mocno, znacznie temperując gniew przyjaciela. Początkowo się opierał, jak niesforny chłopiec przytulany przez zbyt czułą ciotkę, jednak po ledwie kilku sekundach westchnął i w ramach kapitulacji delikatnie odrzucił długi warkocz Claire na plecy.
- Zawsze jestem gotowy… i czy kiedykolwiek widziałaś mnie w złym humorze? – jakby na potwierdzenie własnych słów, uśmiechnął się lekko, kiwając głową w roztargnieniu na wzmiankę o spacerze. Prawda była taka, że ich wycieczka nie miała w sobie nic ze zwyczajowych przechadzek, które odbywali w trakcie leniwych, niedzielnych popołudni w Lasku Bulońskim albo nad brzegiem Sekwany. Claire starała się jednak robić wszystko, by wyglądało to właśnie w ten sposób – Jacques z jednej strony był jej wdzięczny za włożone w zachowanie pozorów starania, z drugiej zaś nie potrafił zdobyć się na nic więcej poza krótkimi, mimowolnymi odpowiedziami, przez całą drogę zbyt pochłonięty tym, co miało czekać ich u celu.
Tak naprawdę rozluźnił się dopiero wtedy, gdy już na obrzeżach piętnastej dzielnicy dostrzegł znajomą sylwetkę pokaźnego samochodu; była to jednak ułudna swoboda, bo ledwie moment później zauważył kręcącego się w pobliżu chłopaka – logika podpowiadała, że to jeden z nich, ale…
Ostrożność jeszcze nikogo nie zabiła, prawda?
Claire niemal natychmiast przejęła dialogowy prym, zagadując wyrostka w równie łagodny sposób, jak gdyby sami znaleźli się tu przez przypadek, zbyt pochłonięci wspólnym spacerem – o pokojowych zamiarach świadczyło wszystko, poza spojrzeniem Jacquesa, który trzymał się tuż za plecami przyjaciółki i patrzył na chłopaka tak, jak gdyby właśnie obdzierał go ze wszystkich dobrych wspomnień. Wszystko zależało od odpowiedzi, która lada moment miała paść ze strony kaszkietowego łba i lepiej, by zabrzmiała ona pomyślnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Sob Sty 28, 2017 11:13 am

Na widok dwójki nieznajomych, młodzik zaczął nerwowo bawić się swoimi szelkami i wyglądał na wyraźnie spiętego, gdy Claire odezwała się do niego. Zaskoczony wyraz jego twarzy ustąpił miejsca uldze, gdy doszło do wymiany ustalonego odgórnie hasła.
- Ma-mają czas do maja - zająknął się nieco, a w jego głosie można było usłyszeć delikatny akcent. Czyżby wschodni? - Jak to dobrze, ze to Wy, trochę się denerwowałem. To mój pierwszy raz - wyjaśnił speszony - Jestem Florian - nie sprecyzował, czy było to jego imię, czy pseudonim.
Przyjrzał się pospiesznie swoim towarzyszom i po chwili szybkim ruchem głowy wskazał na stojący nieopodal samochód.
- Znajomy model. Jeśli go otworzysz, raczej uda mi się go odpalić - zapewnił, spoglądając na Jacquesa bo zakładał, że to właśnie on zajmie się zamkiem.
Florian poklepał kieszeń swoich spodni, jednak jej zawartość pozostawała nieodgadniona. Nie zamierzał jednak tracić czasu i rozejrzał się uważnie, po czym ruszył w stronę auta. Faktycznie było ono zamknięte, zarówno od strony paki, jak i kabiny kierowcy. Nie mając kompletu kluczy, należało liczyć na szczęście i umiejętności włamywacza.
Okolica wciąż wyglądała na opuszczoną, jednak lepiej mieć oczy dookoła głowy, prawda?



Przepraszam najmocniej za opóźnienie!
W zamian oboje otrzymujecie +10 oczek do rzutów kością k100 do końca tej rozgrywki.

I właśnie taką kością teraz rzucacie.

Jacques - gdy suma kości wyniesie 50, możesz uznać, że udało Ci się otworzyć drzwi kabiny kierowcy i wpuścić Floriana do Środka. Jeśli chcesz, możesz spróbować otworzyć drzwi do paki, które nie mają połączenia z kabiną. Uda Ci się to, gdy suma (łącznie z poprzednimi rzutami) wyniesie 100.

Claire - chłopcy liczą na Twoją spostrzegawczość.
1-15 - na horyzoncie pojawiają się sylwetki dwójki przechodniów, jesteś w stanie zauważyć ich odpowiednio wcześniej i ostrzec resztę
16 - 99 - okolica pozostaje opuszczona, nikt nie przeszkadza Wam w sprawdzeniu auta.
100 - wyrzucenie setki oznacza spokój do końca rozgrywki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Czw Lut 02, 2017 12:04 am

być lamą tak bardzo :c ale już powoli kończę sesję!

Ugh, swój.
Na twarzy Claire również odmalowała się ulga – w zasadzie nie wiedziałaby, jak ma się zachować, gdyby nieznajomy chłopak okazał się nie być tym, na którego pomoc czekali. Bo co w takiej sytuacji? Przecież nie mogliby mu kazać stąd odejść, ale z drugiej strony, jeśli by został, pewnie dziwnym wydałby mu się fakt, że znowu pyta o kwitnięcie kasztanów, tym razem osobę, która wkrótce by nadeszła. Każdemu wydałoby się to co najmniej podejrzane. W dodatku w tym przypadku nie była pewna, czy dwóch na jednego to taka duża przewaga.
Na szczęście nie musiała dłużej zaprzątać tym sobie głowy. Florian okazał się być jednym z nich, przez co Claire pozwoliła sobie na odrobinę szerszy uśmiech, który wyglądał na jeszcze bardziej życzliwy po  tym, jak chłopak przyznał się, że to jego pierwszy raz na misji. Doskonale pamiętała swoje obawy na pierwszej akcji, ale ona miała Louise’a, który wytrwale podnosił ją na duchu i starał się zmniejszyć jej strach. Florian miał ich – dwoje zupełnie mu nieznanych osób, co pewnie wcale nie poprawiało mu samopoczucia.
Ja jestem Dianne – palnęła, zanim jeszcze w ogóle to przemyślała. Chęć przedstawienia się fałszywym imieniem ukierunkowała ją tylko na to jedno, do którego była już przyzwyczajona, ale którego przecież starała się unikać za wszelką cenę w życiu prywatnym. Zadziałała automatycznie, za co teraz przeklinała się w myślach. Choć w dalszym ciągu to lepiej, że nie zna jej prawdziwego imienia, ostrożności nigdy nie za wiele, a zaufaniem nie należy szafować. Tyle dobrze, że prawdopodobieństwo ich ponownego spotkania raczej nie jest zbyt duże.
To wy róbcie swoje, a ja pójdę stanąć na czatach – wymamrotała, robiąc kwaśną minę dopiero wtedy, kiedy odwróciła się do Floriana plecami. Ech, oby ten błąd się na niej nie zemścił. Cicho wzdychając, ruszyła w stronę ulicy. Oparła się plecami o bramę wjazdową do fabryki, niby to przyglądając się ściskanemu w dłoni bukiecikowi, a tak naprawdę uważnie rozglądając się po drodze, zarówno z jednej, jak i z drugiej strony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Czw Lut 02, 2017 12:04 am

The member 'Claire Guenet' has done the following action : rzut kością


'Kość K100' : 30
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Wto Lut 07, 2017 9:18 pm

To był drobny chłopak, na domiar złego śmiertelnie wystraszony, o głowę niższy od Jacquesa i niemal o połowę lżejszy.
Dlaczego więc Sevigny z góry założył, że stanowi zagrożenie?
Niewiele brakowało, a poszatkowałby go spojrzeniem, zakładając, że dzieciak lada moment wyciągnie broń, nóż lub podręczny toporek, czym zagrozi przede wszystkim Claire – prawdopodobnie to właśnie wizja podobnego przebiegu spraw stanowiła dostatecznie dobry powód, by Jacques (zupełnie mimowolnie) zrezygnował ze zwyczajowego uśmiechu, gotów w każdej chwili interweniować. Jak to możliwe, że potrafi przymknąć oko na poważne winy, a potem traci rezon z powodu takiej bzdury? Do diabła, zawsze był swoim najgorszym wrogiem – teraz z kolei jest nim bardziej niż zwykle.
Już po chwili okazało się, że obawy, choć nie bezpodstawne, nie przekładają się na chłodną rzeczywistość kwietniowego dnia. Odpowiedź chłopaka utwierdziła ich w przekonaniu, że mają do czynienia z sojusznikiem, a nerwowa zabawa szelkami – że ten sam sojusznik jest zielony jak wiosenna trawa. Gdy Jacquesa opuściła pierwsza fala niechęci, obaw, skupienia i podejrzliwości, zrozumiał, że ten biedny chłopak stoi tu samotnie od dłuższego czasu i próbuje opanować własny strach – w czym na dobrą sprawę nie różnił się od dwójki swych nowoprzybyłych kompanów. Sevigny już rozchylał usta, by odpowiedzieć na powitanie Floriana, lecz wtedy odezwała się Claire i…
I zaledwie jednym słowem wytrąciła powietrze z płuc Jacquesa.
Musiał poświęcić mnóstwo silnej woli, by nie posłać jej zdziwionego, zaskoczonego, zdezorientowanego, niemal niezauważalnie zbolałego spojrzenia – równie wiele energii poświęcił na sztuczne uniesienie kącików ust w górę, co nieudolnie, choć skutecznie zamaskowało szary cień podstępnego smutku, który chciał wkraść się na jego twarz.
To nie było miejsce ani czas na podobne odczucia, mało istotne, jak nieznośnie jątrzyły się na sumieniu Jacquesa.
- Sprawdzę, co da się zrobić – musiał odkaszlnąć cicho w kołnierz, by nadać tonowi głosu dość spokoju i opanowania, aby ugrać u Floriana przynajmniej minutę względnej ciszy; Sevigny nie uznał za stosowne, by przedstawiać się prawdziwym (albo i nie?) imieniem, przez cały ten czas starając się nie zerkać w stronę Claire, krótkie spojrzenie posyłając jej dopiero wtedy, gdy zajęła miejsce przy bramie, jak gdyby chciał dokładnie zapamiętać jej lokalizację.
Na wszelki wypadek.
Zimny wiatr nadciągał zza ogrodzenia, mocno uderzając w zebranych. Nie było to przyjemne dla kogoś, kto nie miał grubego ubrania, a Jacques zdecydowanie należał do takich osób – mocno owinął ramiona cienkim płaszczem, ale niepotrzebnie się kłopotał, nic to bowiem nie dało. Żałośnie zmrużył oczy pod wpływem kolejnego podmuchu, kucając przy drzwiach szoferki i przez moment w cichym skupieniu przyglądając się zamkowi. Dopiero po chwili sięgnął do kieszeni, opuszkami palców odnajdując znajomy, nieco już sfatygowany wytrych o lekko zakrzywionej końcówce. Ledwie sekundę później zaciskał wargi na cieniutkim druciku, wyginając go pod kątem kilkunastu stopni i wsuwając go do zamka; wstrzymał oddech, niemal przytykając policzek do zimnej karoserii samochodu i wyraźnie nasłuchując znajomego szczęknięcia. Dopiero po usłyszeniu cichego klik, które niemal zupełnie zniknęło pośród kolejnego podmuchu wiatru, dołożył do drucika wytrych, ostrożnie wsuwając go do zamka i powoli, statecznie obracając dłoń w prawo. Kolejne sekundy miały zadecydować o tym, czy jego zabiegi przyniosą jakikolwiek efekt – w końcu, wbrew pozorom, łatwiej było włamać się do mieszkania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Wto Lut 07, 2017 9:18 pm

The member 'Jacques Sevigny' has done the following action : rzut kością


'Kość K100' : 17
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Nie Lut 12, 2017 8:14 pm

Florian przywołał na twarz nieśmiały uśmiech i o kilka sekund za długo wyczekiwał z nadzieją aż Jacques mu się przedstawi. Gdy to nie nastąpiło, speszył się i odwrócił wzrok, jednak nie wiedział gdzie powinien był go podziać, cała scena mogła więc wyglądać tak, jakby teraz oczekiwał, że to samochód wyjawi mu niebawem swoje imię.
- A jak dasz nam znać, ze ktoś idzie? - zapytał przytomnie, gdy Claire ruszała w kierunku upatrzonego wcześniej miejsca.
Uznał, że okrzyk lub gwałtowne gesty na pewno nie sprawdzą się w takiej sytuacji.
Gdy dziewczyna odeszła, swoją uwagę skupił na Sevignym i samochodzie; nie chciał zaglądać mu przez ramię, dlatego trzymał się z boku i cierpliwie czekał na swoją kolej, gdy będzie mógł zacząć działać.
- Nie udało Ci się? - zapytał po dłuższej chwili, przerywając ciszę.
Nie pomyślał, że mógłby tym samym wytrącić Jacquesa z równowagi.

Dla każdego, kto pojawiłby się w okolicy, Claire i jej bukiecik stanowiliby piękny obrazek, jednak jak na razie przy starej fabryce nie kręcił się nikt bardziej niepowołany od Ruchu Oporu.


Jacques - brakuje Ci 23 oczek do otwarcia auta.

Claire:
1-25 - na horyzoncie pojawiają się sylwetki dwójki przechodniów, jesteś w stanie zauważyć ich odpowiednio wcześniej i ostrzec resztę.
26 - 99 - okolica pozostaje opuszczona, nikt nie przeszkadza Wam w sprawdzeniu auta.
100 - wyrzucenie setki oznacza spokój do końca rozgrywki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Nie Lut 19, 2017 1:08 am

._.

Och, co ona najlepszego narobiła. Dlaczego musiała powiedzieć akurat Dianne? Przecież nie zniesie brzmienia tego imienia w ustach Jacquesa. Jak Floriana jeszcze wytrzyma, tak Jacquesa po prostu nie da rady. Nigdy nie używał go przy niej i Claire nie chciała, by uległo to zmianie przez taką głupotę. „Dianne” w ich rozmowach było objęte całkowitą cenzurą i przecież nie stało się tak bez powodu – istniały pewne obszary, w które po prostu się nie zagłębiali, a życie Dianne i w ogóle Dianne były jednym z nich. Oby tylko wykazał się on większą przytomnością umysłu od niej i znalazł sposób na obejście tej wpadki.
Odeszła do samochodu zażenowana własną bezmyślnością i dopiero w połowie drogi zorientowała się, że Florian nie wie, w jaki sposób miała ich ostrzec przed ewentualnymi nieproszonymi gośćmi. Jacques wiedział, że o tej porze roku był to napad okropnego kaszlu, ale nowy członek ich zespołu nie wiedział, czego oczekiwać. Chyba znów musiała polegać na przyjacielu, by i w tej sprawie jakoś za nią wybrnął.
Ach, no właśnie, „znów”. Zgłaszając się na tę misję planowała być pomocą dla Jacquesa, oparciem, by mógł na niej polegać, a jak na razie chyba tylko przysparzała mu problemów… i to w tak podstawowych rzeczach jak podanie fałszywego imienia czy ustalenie ostrzegawczego sygnału. A skoro zawodziła go na tym polu, to miał pełne prawo podejrzewać, że i w innej sytuacji nie da sobie rady. Że jeszcze przez nią wpadną w kłopoty. Zacisnęła mocniej rękę na bukieciku, cicho powtarzając sobie w myślach, że jeszcze nie jest do niczego, że jeszcze może się na coś przydać i ma szansę się zrehabilitować (i nie otrzymać pełnego rozczarowania spojrzenia przyjaciela (choć nigdy do tej pory tak na nią nie spojrzał)). Musi się tylko bardziej postarać, bardziej skupić, stanie na czatach przecież nie jest trudne.
Ale może popełniła błąd zgłaszając się na tę misję, może faktycznie powinna dać sobie na wstrzymanie i pozwolić Jacquesowi działać samemu? Może lepiej wyszedłby na tym, gdyby nie miał ze sobą jej, sprawiającego problemy ciężaru. Potarła w zdenerwowaniu jedną ręką ramię i nieco skuliła się w sobie, cicho wzdychając. Chyba nigdy nic nie wyjdzie jej dobrze. Może lepiej byłoby usunąć się w cień? Ale z drugiej strony, przecież nie zostawi własnego zespołu samego w trakcie misji.
Misja powinna być teraz dla niej najważniejsza.
Wyprostowała się, starając się wyglądać zupełnie neutralnie i pozornie skupiła całą swoją uwagę tylko na bukieciku – jej oczy uważnie obserwowały ulicę, wypatrując jakichkolwiek ludzkich sylwetek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Nie Lut 19, 2017 1:08 am

The member 'Claire Guenet' has done the following action : rzut kością


'Kość K100' : 70
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Sro Lut 22, 2017 8:47 pm

W myślach nakazał sobie spokój – spokój gładki jak zamarznięta o świcie, podstępnie śliska kałuża, na której nieostrożny przechodzień może złamać rękę lub najeść się sporej porcji strachu. W teorii nie było to trudne, wystarczyło szepnąć do siebie Jacques, tylko spokojnie i przez kilkanaście drogocennych sekund obserwować oddalającą się Claire.
Nie, D i a n n e.
Nie zdołał powstrzymać grymasu, kiedy po raz kolejny – zupełnie wbrew własnej woli – przywołał dźwięk tego imienia. Zawsze pozostawiało po sobie gorzki posmak, który zalegał w ustach jak ziarnko świerzopu i ustępował dopiero wtedy, gdy Jacques skupił myśli na czymś zupełnie odmiennym, czymś, co nie miało żadnego związku z Claire i z tym, co…
Sevigny, na litość boską…
Wypuścił powietrze z płuc przy akompaniamencie cichego syku, jak gdyby był przebitym, cyrkowym balonikiem o wyjątkowo ponurych barwach – skoro do dziś ani razu nie wypowiedział tego przeklętego imienia na głos, zrobi wszystko, by ten stan rzeczy nie uległ zmianie.
Nawet, jeśli będzie oznaczało to pełne desperacji skupianie się na czymś zgoła innym, o co nie było szczególnie trudno w trakcie otwierania samochodu.
- Zakaszle jak gruźliczka – odparł z powagą, której nie potrafiły zmącić ani rozsiane na policzkach piegi, ani cień uśmiechu, którym w końcu obdarzył chłopaka. Być może powinien się przedstawić, dodać Florianowi trochę otuchy, oderwać jego myśli od naturalnego niepokoju, który wkradł się w umysły całej trójki…
Nie miał jednak czasu – sekundy przesypywały się przez jego palce jak ziarenka w klepsydrze, a początkowy spokój topniał w zastraszającym tempie, by końcu przybrać formę bezużytecznej, rozmokłej kałuży, w której Jacques chciał się utopić, kiedy po naciśnięciu klamki samochodu…
… nie stało się zupełnie nic.
Przekleństwo, które cisnęło się na jego usta, na całe szczęście nie zdołało ujrzeć światła dziennego – Sevigny przygryzł boleśnie dolną wargę, nawet na sekundę nie odrywając wzroku od podstępnego zamka. Pytanie Floriana dotarło do niego jak zza grubego muru, dlatego jedynie potrząsnął głową przecząco w odpowiedzi, z narastającym niepokojem nasłuchując jakiegokolwiek znaku ze strony Claire – panująca przy bramie cisza okazała się na tyle kojąca, aby Jacques ostrożnie wysunął z wciąż zamkniętego zamka wygięty drucik i ząbkowany wytrych. Osiem bezcennych sekund stracił na powtarzaniu czynności, którą wykonał zaledwie przez momentem – tym razem jednak naparł mocniej na misterną konstrukcję złożoną z drutu i metalowego, kieszonkowego wytrycha. Ząbki ponownie wsunęły się w zamek, ponownie napotkały lekki opór w środku i ponownie spróbowały go przezwyciężyć, tym razem przy pomocy elastycznego drucika, którym Sevigny ostrożnie poruszył, najpierw w górę, później w lewo, w końcu w dół, najwyraźniej poszukując słabego punktu samochodowej fortecy.


Ostatnio zmieniony przez Jacques Sevigny dnia Sro Lut 22, 2017 8:48 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Sro Lut 22, 2017 8:47 pm

The member 'Jacques Sevigny' has done the following action : rzut kością


'Kość K100' : 23
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Sro Mar 01, 2017 12:57 pm

Przychodząc tutaj miał zdecydowanie za duże oczekiwania i obawiał się teraz, że nowi znajomi widzą w nim wyłącznie żółtodzioba i naiwniaka. Matka już tyle razy powtarzała mu, że za bardzo przejmuje się tym, co myślą inni, jednak Florian nie mógł nic na to poradzić, po prostu ruszało go to i tyle. Dianne i Bezimienny najwyraźniej dobrze się znali i nie mieli ochoty na zaprzyjaźnianie się z nim, ale przecież nie przyszedł tutaj po nowe znajomości. Niefortunny początek był w stanie puścić w niepamięć zwłaszcza wtedy, gdy drzwi samochodu wreszcie udało się otworzyć. Ugryzł się w język zanim zdążył wylewnie wylewnie pogratulować Jacquesowi, zamiast tego poczekał cierpliwie, aż ten odsunie się od drzwi. Gdy wreszcie znalazł się w środku przyjrzał się uważnie desce rozdzielczej o znajomym wyglądzie i uśmiechnął się pod nosem. Miał już do czynienia z tym modelem dlatego doskonale wiedział, co powinien teraz zrobić. I rzeczywiście, chwilę później już majstrował przy stacyjce wyciągniętym z kieszeni wytrychem - nie minęły dwie minuty, a auto udało się odpalić.
- Bułka z masłem - skomentował, uśmiechając się szeroko i szukając pochwały u chłopaka, który do tej pory pozostawał obojętny na jego osobę - To gdzie jedziemy? - zapytał jeszcze, gdyż nie dostał wcześniej wytycznych odnośnie miejsca, do którego powinni odstawić skradziony samochód.
Z zadowoloną miną wychylił się przez okno i zamachał do Claire, dając jej znać, że może już zejść z czatów i wsiadać do auta.
Silnik pracował głośno, lecz w gruncie rzeczy prawidłowo, a obok kierowcy spokojnie mogły się zmieścić jeszcze dwie osoby. Jedynie paka pozostawała niesprawdzona, choć nie powinna stanowić problemu dla doświadczonego włamywacza.


Jacques, jeśli chcesz, możesz spróbować otworzyć drzwi do paki, które nie mają połączenia z kabiną. Uda Ci się to, gdy po rzucie kostką k100, suma oczek (łącznie z poprzednimi rzutami) wyniesie 100. Brakuje Ci więc tylko 40 oczek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Wto Mar 14, 2017 8:19 pm

Przeszkadzała.
Nie mogła pozbyć się z głowy tej myśli. Zalęgła się ona w jej umyśle, nieznośnie zajmując coraz więcej miejsca i niszcząc wszystko, co mogłoby przywołać na usta chociaż nikły uśmiech. A już chwilę później pojawiła się kolejna, jeszcze bardziej niebezpieczna, już nawet nie tyle podkopująca jej pewność siebie, co po prostu ją miażdżąca.
Nie potrafisz zrobić dobrze nawet najprostszej rzeczy, do niczego się nie nadajesz.
Cichy głosik wypowiadający te słowa zachichotał złośliwie. Claire skuliła ramiona jeszcze bardziej; teraz smutek aż nazbyt wyraźnie był zauważalny na jej twarzy –  już nie tworzyła ładnego obrazka dziewczyny z bukiecikiem kwiatów. Nie, kiedy wyglądała, jakby miała za chwilę się rozpłakać. Nawet bardzo dobrze się złożyło, że musiała odejść od Floriana i Jacquesa, przynajmniej żaden z nich nie musiał jej teraz oglądać. Potrzebowała dłuższej chwili, by znów przywołać na twarz nieszczery uśmiech, mający zapewnić pozostałych członków grupy, że z nią wszystko w porządku. Choć Sevigny i tak zawsze wiedział, że coś nie było w porządku, wystarczyło mu tylko spojrzeć Claire w oczy.
Tak niewiele potrzeba, żeby skutecznie zepsuć jej humor i sprawić, żeby kąciki ust więcej się nie podniosły. Tym razem wystarczyło jedno słowo i jej własna głupota, by powróciła do swojego zwykłego samopoczucia – czyli tego, kiedy Jacquesa i Gilberta nie było w pobliżu. Znów miała ten sam smutek na twarzy.
Bo spotkania w towarzystwie są dla osób, które coś sobą reprezentują.
Powinna była zostać dzisiaj w domu.
Zacisnęła mocno usta, omiatając wzrokiem ulicę. Znów nikogo na niej nie dostrzegła, była równie pusta, co na początku – ani żywej duszy. Z jednej strony taki spokój budził pewne obawy i podejrzenia, ale z drugiej dobrze, że akcja przebiegała bez żadnych problemów i zakłóceń. Byleby tylko szybko im poszło, bo wolałaby być daleko stąd, kiedy zza rogu w końcu wyjdzie jakiś patrol niemieckich żołnierzy. A przecież w którymś momencie na pewno to nastąpi. Być może nawet już za moment.
Wierzyła jednak, że Jacques szybko upora się z zamkiem, w końcu znał się na ich otwieraniu jak nikt. I właśnie w momencie, w którym zerknęła na samochód, żeby skontrolować, jak jej towarzysze sobie radzą, do uszu Claire dotarł dźwięk odpalanego silnika, a po chwili mogła zobaczyć machającego do niej Floriana. Skinęła głową w odpowiedzi, z trudem rozciągając usta w uśmiechu. O ile w ogóle jej wyszedł, musiał być bardzo krzywy. Rozejrzała się po ulicy po raz ostatni (pusta jak chwilę wcześniej), po czym ruszyła w stronę grupy dość żwawym tempem. Skulone ramiona i nisko pochylona głowa dobitnie świadczyły o tym, że w dalszym ciągu przeżywała swoją wpadkę, choć na ustach błąkał się, a przynajmniej próbował, lekki uśmiech. Byleby Florian nie zorientował się o jej podłym humorze, bo to w końcu nie jego wina – nie chciała, żeby przez nią poczuł się gorzej, wolała raczej pozostawić po sobie miłe wrażenie.
Szybko wam poszło – stwierdziła najbardziej beztroskim tonem, na jaki było ją stać. – Ulica była, jest i pewnie jeszcze przez jakąś chwilę pozostanie pusta – poinformowała ich, wchodząc do środka samochodu i zajmując miejsce koło Floriana. Zachowała jednak dostatecznie dużą odległość od niego, tak samo jak zostawiła aż za dużo miejsca dla swojego przyjaciela, a wszystko po to, by żaden z nich nawet przez przypadek jej nie dotknął. Marzyła już tylko o tym, żeby znaleźć się we własnym mieszkaniu i choć na chwilę zakopać się w pościeli i odciąć od całego świata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Wto Mar 14, 2017 10:07 pm

Czas kurczył się jak topniejący w słońcu spłachetek śniegu; Jacques odliczał jego upływ powolnymi uderzeniami serca, które głuchym echem rozchodziły się po jego ciele. Działanie pod presją zbyt prędko mijających sekund stanowiło wyznacznik toczącego się życia – a przynajmniej jego udolnej, złodziejskiej imitacji.
Sevigny w napięciu nasłuchiwał charakterystycznego kliknięcia zamku, mogącego świadczyć, że ten ustąpił pod naciskiem wytrychu; gdzieś w głębi duszy zakładał jednak, iż jego działania ponownie spełzną na niczym i lada moment całą misję trafi szlag – przygotowywał się psychicznie na możliwy zawód, doskonale wiedząc, że…
W ten sposób unikniesz rozczarowań?
Z cichym sykiem wypuścił przez zęby zbyt długo wstrzymywane powietrze, zamierając w całkowitym bezruchu na kilka sekund – w jego umyśle wciąż uparcie rozbrzmiewało tylko nie drgnij, nawet nie waż się drgnąć, piegowaty kretynie!, i choć nie było już żadnego jeszcze odrobinkę, choć nie stać go było na zwiększenie nacisku dłoni o kilka gramów ani na przesunięcie palca o dwa milimetry, porwał się na dodatkowy wysiłek i obrócił nadgarstek dodatkowo w lewo.
I wtedy coś szczęknęło.
Mam cię. Nie na pewno, ale chyba. Chyba. Chyba cię mam.
Być może doszedł do punktu, w którym górę wzięły pobożne życzenia, ale w tym momencie wcale go to nie obchodziło. Chyba tak, chyba nie – nie miało to żadnego znaczenia. Wystarczyło nacisnąć klamkę i poczuć ulgę.
Nacisnąć i przekonać się, że drzwi stoją przed nimi otworem.
Wyprostował się równie energicznie, jak przed niecałą minutą kucał, zapraszającym, teatralnym gestem wskazując Florianowi otworzoną szoferkę – te kilka dodatkowych sekund, w których napięcie uchodziło z niego jak z przebitego balonika, poświęcił na posłanie krótkiego spojrzenia w stronę Claire.
Nie mógł dostrzec jej twarzy, ale coś w sposobie, w jaki opuszczała głowę, w układzie palców wciąż zaciskających się na bukieciku, w skulonych boleśnie ramionach, w kącikach ust, które nieudolnie naśladowały eteryczną wesołość – coś sprawiło, że Jacques poczuł w ustach nieprzyjemną suchość, starając się zignorować ukłucie niepokoju w piersi.
Niezbyt skutecznie.
Paradoksalnie to właśnie teraz – na widok drastycznej zmiany nastroju Claire – odczuwał poważniejsze obawy niż w trakcie rozpracowywania zamka; natychmiast zapytał sam siebie co zrobiłem nie tak?, z góry zakładając, że coś w jego zachowaniu – może sposób, w jaki zachował się w antykwariacie? – wtrąciło przyjaciółkę w ten stan.
- Dobra robota – zerknął na siedzącego w szoferce chłopaka, obdarzając go bladym uśmiechem i pełnym uznania kiwnięciem głowy. Nie miał teraz głowy, by myśleć o odczuciach kierowcy, któremu nie podał własnego imienia.
Jeśli przetrwają dzisiejszą misję, jeszcze będzie ku temu okazja.
- Jedziemy prosto do kliniki weterynaryjnej w dziewiątej dzielnicy – Jacques zerknął przez ramię, by ocenić odległość Claire od samochodu – choć zbliżała się raźnym krokiem, wciąż pozostawała poza zasięgiem zniżonego niemal do szeptu głosu, którym Sevigny zwrócił się do Floriana. – Spróbuję otworzyć pakę, ale gdyby w międzyczasie coś miało pójść nie tak, natychmiast odjeżdżaj. Nie zwracaj uwagi na jej słowa, po prostu jedź – na jego ustach zagościł nerwowy uśmiech, kiedy puścił drzwi szoferki, rzucając kierowcy ostatnie, pełne napięcia spojrzenie, akurat w momencie, gdy przy samochodzie znalazła się Claire.
- Jesteśmy profesjonalistami – uniósł kąciki ust w znacznie spokojniejszym uśmiechu, z trudem powstrzymując się przed naruszeniem nietykalności przyjaciółki – znów to niejasne, zamglone przeczucie podszepnęło mu, że jego dotyk nie był czymś, czego teraz potrzebowała Claire. Upewnił się jedynie, czy bezpiecznie zajęła miejsce w szoferce, po czym okrążył samochód, bez chwili zwłoki pochylając się nad drugim z zamków. Mechanika była podoba, tak, jak działania Jacquesa – po raz kolejny rozprostował giętki, żeliwny drucik, wsuwając do wnętrza zamka wytrych i przez kilka długich sekund poszukując jego słabych punktów, by w końcu zwiększyć nacisk na zatrzaski.
Decydujący moment.


Ostatnio zmieniony przez Jacques Sevigny dnia Wto Mar 14, 2017 10:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Wto Mar 14, 2017 10:07 pm

The member 'Jacques Sevigny' has done the following action : rzut kością


'Kość K100' : 69
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Wto Mar 21, 2017 5:24 pm

Nie sposób było nie zauważyć specyficznej dynamiki pomiędzy Dianne a Bezimiennym, jednak Florian mógł tylko domyślać się, kim oni tak naprawdę mogą dla siebie być. To nie było dobre miejsce ani czas na pogawędki o życiu prywatnym osób, których w ogóle się nie znało.
Czuł dumę, że udało mu się odpalić silnik tak szybko, a gdy Jacques pochwalił go na głos, na twarzy młodego chłopaka zakwitł szczery uśmiech. Przydał się do czegoś, dowiódł swojej wartości - świadomość tego sprawiała, że nieomal unosił się nad ziemią z radości.
Starał się tę radość okiełznać, gdyż miał wrażenie, że Dianne posmutniała. Nie wiedział czemu, nie uważał się też za odpowiednią osobę do pocieszenia jej, więc posłał je tylko lekki uśmiech, gdy wsiadała do szoferki.
Zamek paki otworzył przed Sevginym jak na zawołanie, jednak zawartość naczepy mogła go zdziwić. Naprzeciw siebie znajdowały się bowiem dwie ławki, a pomiędzy nimi rozsypana była spora ilość piasku z gdzieniegdzie odciśniętymi starymi śladami obuwia. Gdyby Jacques przyjrzał się bliżej, pod jedną z ławek dojrzałby zniszczonego pluszowego misia niewielkich rozmiarów, posiadającego tylko jedno oko. Jakiż to tajemniczy ładunek musiał być wcześniej przewożony tym samochodem?
- Gotowi do drogi! - oznajmił wesoło Florian, gdy drzwi paki zostały zamknięte, a w szoferce siedziały już trzy osoby.
I żadna z nich nie pomyślała o sprawdzeniu baku.


To już końcówka misji. Do kliniki dojedziecie, gdy suma Waszych rzutów wyniesie 50. Jeśli któreś z Was wyrzuci jedno oczko, samochód zatrzyma się z braku paliwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Sro Mar 29, 2017 4:47 pm

Myślała już tylko o tym, żeby wrócić do swojego mieszkania, zagrzebać się w bezpiecznej pościeli i do rana udawać, że nie istnieje. A jako że właściwie i tak nikt nie zauważał jej istnienia, nie będzie to specjalnie trudne. Wyjątkowo przeleży całą noc w swoim łóżku i pozwoli sobą owładnąć smutkowi, licząc na to, że nad ranem, wraz z pierwszymi promieniami słońca wpadającymi przez okno, jej nastrój ustabilizuje się na tyle, że będzie potrafiła lepiej udawać dobry humor. Teraz wychodziło to Claire na tyle źle, że najwyraźniej nawet Florian zorientował się, że coś jest z nią nie tak. Jego uśmiech był zbyt ostrożny i pełen jakichś wewnętrznych barier, czego brakowało w nim wcześniej. Domyślał się. Jej gra aktorska spadła do poziomu absolutnie beznadziejnego, mogła się tego spodziewać, przez co nie potrafiła nawet przywołać na usta w miarę wiarygodnego uśmiechu, by nie robić problemu innym. Nie była w stanie zrobić nawet tak prostej rzeczy, jak to o niej świadczyło?
Skoro Florian zauważył jej kiepski humor, to nie było nawet mowy o tym, by umknęło to Jacquesowi – znał ją lepiej, znacznie dłużej i potrafił na pierwszy rzut oka stwierdzić, czy coś złego się z nią działo, nawet jeśli udawanie, że wszystko jest w porządku, wychodziło jej absolutnie perfekcyjnie. On po prostu wiedział i nie było mowy, żeby go oszukać. Ale spróbować nie zaszkodzi, może akurat tym razem Jacques będzie bardziej skupiony na misji – zdobycie samochodu to jedno, ale trzeba jeszcze dojechać nim we wskazane miejsce, co może nie być takie proste. Jeśli zatrzymają ich choć raz, to już po nich. Może jej przyjacielowi bardziej to będzie chodziło po głowie, niż jej zmienne nastroje. Oby. Może jeśli teraz jeszcze popracuje nad uśmiechem i nie będzie patrzeć mu w oczy, to zbagatelizuje sprawę? Miała szczerą nadzieję, że tak zrobi, niech tylko znowu nie zawraca sobie nią głowy, niech jej nie postrzega jako problem… ona się postara, naprawdę, chociaż może niektóre rzeczy leżały trochę poza jej zasięgiem…
Czasami  chęci to za mało? Może nie powinna już więcej przeszkadzać i niesłusznie sprowadzać na głowę Jacquesa kolejne zmartwienie.
Bardzo chciałaby go teraz przeprosić, ale przecież nie zrobi tego przy Florianie. W dodatku miała przecież udawać, że wszystko jest w porządku… powinna zacząć od poprawienia humoru ich towarzyszowi na tej misji.
Trochę się bałam, że Pierre wyśle nam jakiegoś mruka… cieszę się, że trafił nam się ktoś tak sympatyczny – odezwała się cichutko, posyłając chłopakowi lekki, chyba bardziej wiarygodny od poprzedniego, uśmiech. Nie potrafiła jednak przestać się kulić, pilnując odległości, jaka dzieliła ją od Floriana – musiała być koniecznie tak samo duża, jak ta dzieląca ją Jacquesa, w miejscu, w którym jej przyjaciel miał usiąść, gdy tylko upora się z zamkiem paki. A przynajmniej w miejscu, w którym siedział według planów w jej głowie. Szczerze liczyła na to, że pokryją się one z rzeczywistością.
Kiedy Sevigny zawitał w końcu w szoferce, na twarzy Claire widniał już w miarę naturalny lekki uśmiech, choć wzrok miała utkwiony w bliżej nieokreślonym punkcie przed sobą (na niego popatrzyła dosłownie tylko przez ułamki sekund – absolutne minimum, żeby dać przyjacielowi znać, że cieszy się z jego przybycia), ramiona skulone, a dłonie nienaturalnie mocno zaciśnięte na kolanach. W głowie dziewczyny błąkała się tylko jedna, błagalna myśl: nie zbliżaj się do mnie, proszę, powoli wypierana przez inną, sprawiającą, że kąciki ust Claire zadrgały i zaczęły niebezpiecznie opadać: to miała być prosta i p r z y j e m n a misja, zawaliłaś.
Och, byleby dojechali pod tę klinikę jak najszybciej i bez żadnych problemów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Sro Mar 29, 2017 4:47 pm

The member 'Claire Guenet' has done the following action : rzut kością


'Kość K100' : 92
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Nie Kwi 02, 2017 12:29 am

Co się stało?
Jak wiele razy pragnął wypowiedzieć to pytanie, doskonale wiedząc, że nie powinien tego robić?
Claire, co się stało?
Zlepek kilku sylab zamierał w gardle jak dławiąca, ołowiana kula, której nie potrafił przełknąć bez poczucia druzgoczącej klęski. Jacques wiedział, że słowa – zwłaszcza tak banalne i nieadekwatne wobec myśli, jakie kotłowały się w umyśle – nigdy nie były jego najmocniejszą stroną, nigdy nie były dość zgrabne, nigdy nie odzwierciedlały tego, co naprawdę chciał powiedzieć, o co zapytać, przed czym ostrzec.
Co się dzieje?
Ilekroć był niemym świadkiem cierpienia Claire (zawsze je dostrzegał, z poczuciem narastającej bezradności obserwując, jak kapitulują ostatnie bastiony stwarzanych przez przyjaciółkę pozorów – przekleństwo czy błogosławieństwo?), w jego umyśle pojawiało się to ciche, nieuniknione pytanie; choć nigdy niewypowiedziane na głos, tkwiło w spojrzeniu Jacquesa równie wyraźnie, co mimowolna, niepodlegająca żadnym ograniczeniom troska. Nie mógł ukryć zmartwienia, być może nawet nie chciał tego robić – przecież Claire i tak czytała z niego jak z otwartej księgi, swobodnie kartkowała zawartość, bezbłędnie odnajdowała interesującą ją stronę, potrafiła wskazać najzabawniejszy cytat, rzucony gdzieś znad gazety i ozdobiony śmiechem pomieszkujących na stryszku dzieci. Te wszystkie spędzone wspólnie (oraz te przeżyte w odosobnieniu) lata nauczyły Jacquesa jednego: pod żadnym pozorem nie mógł wywierać na przyjaciółce presji. Sevigny doskonale wiedział, że wypowiedzenie na głos ukształtowanych w myślach słów
Co się stało, cosięstało, co się dzieje?
nie spotkałoby się z odpowiedzią.
Przynajmniej nie ze szczerą odpowiedzią. Claire posłałaby mu doskonale wyćwiczony, ładny uśmiech, na którego mogli nabrać się wszyscy – wszyscy poza Jacquesem – i spokojnie odparłaby nie stało się zupełnie nic.
Czyż nie to rzekła dziewica do cieśli, kiedy ten chciał wiedzieć, jakim cudem brzuch tak jej urósł?
Obecność Claire uczyła nie tylko milczenia w sytuacjach, w których Sevigny rzadko kiedy je zachowywał, ale przede wszystkim niosła naukę pokory – zrozumiał, że nie wszystko można było rozwiązać słowami, zwłaszcza tymi składającymi się na utarte frazesy.
Być może dlatego Jacques, już po szczelnym zamknięciu drzwi paki i wspięciu się do szoferki, uparcie milczał. Milczał, bo Claire – spojrzeniem, własną ciszą, rozpaczliwym poszukiwaniem punktu zaczepienia we wszystkim, poza twarzą przyjaciela – go o to poprosiła.
Milczał i robił swoje: wciąż się jej uczył.
- Wewnątrz paki nie ma…
Tak właściwie: czego? Sensu i logiki? Przydatnej zawartości? Czegoś, co można racjonalnie wytłumaczyć? Pewnie widok trupa byłby dla Jacquesa mniej zaskakujący od dwóch ławek, rozsypanego piachu oraz starej maskotki, którą dostrzegł już w trakcie zamykania drzwi. W jego umyśle na krótki moment zrodziła się niepokojąca myśl, że ktoś nie bez powodu porzucił tu samochód i że być może – jedynie być może – odpowiedzi należało szukać we wnętrzu paki.
Teraz jednak nie mieli na to czasu, każda sekunda zwłoki jednoznaczna była z wystawieniem na próbę własnego szczęścia – to z kolei nie mogło trwać wiecznie.
- … niczego przydatnego – zakończył z uchwytnym wahaniem w głosie, powoli przesuwając wzrok z Floriana na Claire.
Coś w jej zachowaniu (wszystko, Sevigny) sprawiało, że nie potrafił ulec przekonującemu uśmiechowi i pozornie naturalnemu milczeniu. Sposób, w jaki zaciskała palce na kolanach i jak rozpaczliwie próbowała zachować równe odległości pomiędzy Florianem a Jacquesem, desperacja, z którą wpatrywała się nieruchomo przed siebie – to wszystko składało się na duszący, mroczny kłębek pełen obaw i niepewności. Sevigny musiał walczyć zarówno z nim, jak i z samym sobą; bezwarunkowy odruch podszeptywał mu, by chwycił Claire i za dłoń, zapewnił, że wszystko będzie dobrze, że to już koniec, że za godzinę będą w domu i zapomną o całej sprawie, ale…
Ale nie tego chciała, prawda?
Bliskość przyjaciela była dla niej koniecznością, od której nie było ucieczki w szoferce. Przekroczenie wyznaczonej przez Claire granicy nie wchodziło w grę, mało istotne, jak bardzo Jacques pragnął targnąć się na prywatność przyjaciółki i zamknąć w uścisku, tak, jakby tym jednym, prostym gestem mógł ukryć ją przed całym światem, przegnać smutek z oczu i samemu utwierdzić się w przekonaniu, że po tym wszystkim, co musieli znieść w życiu, należy im się odrobina szczęścia.
- Ruszajmy.
Przynajmniej to jedno słowo nie było kłamstwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Nie Kwi 02, 2017 12:29 am

The member 'Jacques Sevigny' has done the following action : rzut kością


'Kość K100' : 43
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Pon Kwi 10, 2017 7:43 am

Pierwszą rzeczą, jaką mogła poczuć Flavie, był przesycający powietrze pył i kurz. Choć kobieta wciąż jeszcze nie odzyskała przytomności, niektóre zmysły znów zaczynały pracować, aż w końcu przez otaczającą Flavie ciszę przebił się nieco przytłumiony głos Allarda, który zdawał się dobiegać zza ściany.
- Kto inny byłby lepszy? - mówił mężczyzna, wyraźnie zirytowany. - Znam tylko ją. To żona Eberharta, nie jakaś pierwsza lepsza Francuzka. Dostaniemy za nią tyle, że wystarczy nam, żeby przedostać się do strefy nieokupowanej i zaszyć się tam na dobre. Tylko o tym pomyśl!
Allard wciąż wykłócał się ze swoim rozmówcą, a tymczasem wszystko wokół Flavie powoli nabierało ostrości. Kobieta mogła zorientować się, że siedziała na krześle przy kulawym stole, a jej dłonie przywiązano do oparcia. Pomieszczenie, w którym się znajdowała, było niewielkie i miało odrapane ściany. Zaraz po prawej stronie Flavie widniało brudne okno z pękniętą szybą, przez które widać było podniszczone zabudowania - ale tyle tylko mogła zobaczyć Flavie. Po lewej stronie znajdowało się z kolei pozbawione drzwi wejście do pomieszczenia. Ze swojego miejsca kobieta mogła zauważyć też skrawek korytarza.
Jeśli Flavie skupiłaby uwagę na krępujących jej nadgarstki więzach, mogłaby odkryć, że wbrew pozorom były one dosyć luźne. Dopóki mężczyźni wciąż rozmawiali, Flavie być może miała szansę, aby spróbować się uwolnić.


Na odpis masz 72h, kolejny post Mistrza Gry pojawi się w czwartek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   Czw Kwi 13, 2017 1:24 pm

Starania Flavie niestety nie przyniosły oczekiwanego efektu. Bez względu na to, czego by nie próbowała, mężczyzna był o wiele silniejszy i zdołał przytrzymać ją w miejscu, przyciskając ją do ściany i uniemożliwiając jakąkolwiek próbę ucieczki. Na domiar złego, jakby jej sytuacja i tak nie wyglądała już najbardziej kolorowo, zawroty głowy stały się o wiele silniejsze, dźwięki i kolory zaczynały się ze sobą zlewać i wkrótce, tracą zupełnie kontakt z otoczeniem, Bernard straciła przytomność, osuwając się w ramionach trzymanego ją mężczyzny.
Gdy w końcu powoli zaczynała odzyskiwać zmysły, jeszcze zanim zdołała dźwignąć do góry ciężkie powieki, poczuła wdzierający się do nozdrzy wraz z wdychany powietrzem był. Odruchowo odkaszlnęła cicho, nie mając jeszcze pełnej świadomości tego, co się dzieje i gdzie się znajduje. Powoli jednak do jej uszu zaczynały dochodzić przytłumione, dobywające się jakby zza grubej ściany głosy, które z każdą chwilą stawały się coraz wyraźniejsze, aż w końcu kobieta była już w stanie wyodrębnić wypowiadane słowa i rozpoznać głos Allarda, towarzyszący drugiemu, zupełnie nieznanemu.
Otworzyła powoli oczy, mrugając szybko dla otrzeźwienia i rozglądając się dookoła, pilnym wzrokiem badając pomieszczenie. Nie miała pojęcia, gdzie się znajdowała, chociaż z prowadzonej rozmowy wyłapała powód jej uprowadzenia. Na jej usta wślizgnął się lekki grymas, gdy pomyślała o tym, iż jest to doskonała okazja aby przekonać się, ile naprawdę jest warta dla swojego męża. Była pewna, że niewiele i z przyjemnością powiadomiłaby o tym swoich oprawców, aby przypadkiem nie poczuli się zawiedzeni, gdy nie otrzymają za nią odpowiedniej kwoty, gdyby nie fakt, iż o wiele bardziej zajęta była próbą znalezienia o wiele sprawniejszego wyjścia z całej sytuacji. Pomieszczenie, w którym siedziała, nie było specjalnie duże. Odrapane ściany mogły świadczyć o tym, iż nie było ono powszechnie używane, jednak nic więcej nie przychodziło jej do głowy, nawet gdy wyjrzała przez brudne, pęknięte okno, za którym dostrzegała jedynie kolejne budynki. Znając Paryż dość dobrze mogła jedynie podejrzewać, że znajduje się w jednym z opuszczonych budynków przemysłowych, jednak szczerze mówiąc ta informacja nie była dla niej specjalnie przydatna. O powrót do domu musiałaby zacząć się martwić gdyby jakoś udało jej się wydostać.
Zamiast tego skupiła się więc na linach, które oplatały jej nadgarstki, jednocześnie mając utrzymać je przymocowane do krzesła, na którym siedziała. Poruszyła ostrożnie dłońmi, ku swojemu zdziwieniu zauważając, iż wbrew pozorom uchwyt lin nie był specjalne mocny. Rzuciła szybkie spojrzenie w stronę miejsca, z którego jak podejrzewała dochodziły do niej odgłosy rozmowy, następnie pośpiesznie zabierając się do uwolnienia swoich rąk. Rozmowa zdawała się wciąż trwać, więc Flavie skupiła całą swoją uwagę na krępujących jej ręce linach, starając się chociażby w minimalnym stopniu poprawić swoją sytuację.
Nie miała pojęcia, jak wiele ma czasu, zanim mężczyźni postanowią zjawić się w pomieszczeniu aby sprawdzić, czy odzyskała już przytomność. Mogła jedynie podejrzewać, iż z każdą chwilą szanse na jej uwolnienie się zaczynały maleć, chociaż tak naprawdę nie wiedziała nic o swoich oprawcach poza tym, iż chcieli uciec z Francji, wykorzystując ją do pozyskania funduszy na wyjazd. Już na pierwszy rzut oka ich plan zdawał się mieć wiele wad i niedociągnięć, ale w jej interesie obecnie nie pozostawało nic więcej poza jej własnym dobrobytem. Póki co odnosiła wrażenie, iż żaden z nich nie planował tak naprawdę poważniej jej skrzywdzić, tak długo jak mieli jeszcze nadzieję na osiągnięcie swojego celu. Ze wszystkich ludzi ona sama wiedziała o nadziejach naprawdę sporo, szczególnie tych utraconych, które po jakimś czasie zupełnie zanikały, zamieniając się w obojętność. Miała jednak przeczucie, że w tym wypadku utracona nadzieja byłaby czymś gorszym niż trwaniem w biernym zawieszeniu gdzieś pomiędzy jawą a snem. Dlatego też robiła co mogła, wkładając spory wysiłek w mocniejsze poluzowanie lin, pamiętając, iż już dawno przyrzekła samej sobie, że nigdy więcej nie będzie polegać tylko i wyłącznie na złudnych nadziejach i zrządzeniu losu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Stara fabryka   

Powrót do góry Go down
 
Stara fabryka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Lewy brzeg :: Pozostałe dzielnice-
Skocz do: