IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Adolf Ax


Share | 
 

 Adolf Ax

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
PisanieTemat: Adolf Ax   Sob Sie 20, 2016 1:03 am

ADOLF AX



Charlie Chaplin

Dane osobowe

Imiona: Adolf Otton
Nazwisko: Ax
Data i miejsce urodzenia: 26.06.1906, Mouscron, Belgia
Miejsce zamieszkania: Quai d'Orléans 38/5 Paris
Stan cywilny: Oficjalnie - kawaler, nieoficjalnie - żonaty
Wykształcenie: brak
Zawód: SS-Oberführer, żołnierz
Rodzina: rodzice: Hugo i Anna Ax
Wzrost: 200 cm
Waga: 102 kg


Historia

Urodziłem się w Belgii, w miasteczku słynącym z włókiennictwa. Doskonale pamiętam fabryki i smród farb, który się z nich unosił. Kiedy zamknę oczy widzę tych wszystkich mężczyzn spieszących do pracy w powyciąganych, brudnych koszulach, z beretami na głowach i papierosami w ustach. Widzę ich też, gdy wracają zmęczeni, z koszulami klejącymi się do spoconych ciał. Pamiętam, że wielu z nich traciło nogi podczas różnych wypadków, czasem ręce, co całkowicie uniemożliwiało im pracę, a kiedy indziej życie. Nikt się nimi nie przejmował, robotników było zawsze wielu, więcej niż było potrzebne. Jednego niezdatnego do pracy zastępował kolejny w pełni sił. Rodzinami czy kalekami nie przejmował się nikt. Doskonale pamiętam smród tamtejszych ulic i hałas fabryk i ulic. Wszystkie barwy są takie żywe przed moimi oczami, dźwięki są tak wyraźne jakbym naprawdę je słyszał. Ale pamiętam też inne rzeczy. Pamiętam czekoladę, którą czasem kupował mi tato, ciepłe bułki na śniadanie i gorące mleko pite codziennie rano. Mój ojciec zarabiał wystarczająco, by nie musieć bać się o byt rodziny, był lekarzem. Czasem zabierał mnie ze sobą, dlatego już jako chłopiec widziałem ucięte kończyny czy martwe oczy patrzące w pustkę. Całe moje dzieciństwo zlewa się w feerię dźwięków i barw. Tyle dni wyglądało tak samo, że dzisiaj nie potrafię ich już od siebie odróżnić. Doskonale pamiętam jednak rok 1914, dwudziesty ósmy czerwca i ojca z napięciem wsłuchującego się w komunikaty wydawane przez radio. Miałem osiem lat. Arcyksiążę w moich oczach jawił się jako prawie Bóg. Franciszek Ferdynand jednak nie był Bogiem, zginął w zamachu i cała Europa zamarła w oczekiwaniu. Potem dni znowu stały się podobne. Wysłuchiwanie komunikatów radiowych i blady strach. Wojna wisiała na włosku. Jednego dnia wypowiedzenie wojny Rosji przez Niemcy i chwilowa ulga, że to nie my. Ale potem Rzesza zrobiła to samo z Francją. Wojska wkroczyły do Luksemburga. Cały czas powtarzali, teraz wydaje mi się to zabawne, że jesteśmy neutralni, że nikt nas nie tknie. Ojciec spędzał już wtedy więcej czasu w szpitalu niż w domu. I wreszcie trzeciego sierpnia w odpowiedzi na odmowę przepuszczenia wojsk przez nasz kraj, Niemcy przekroczyli granicę pokazując, ile znaczyła nasza śmieszna neutralność. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Strach. To najlepiej pamiętam. Strach i łzy matki. Potem były tylko informacje o oblężeniu Liège. A później niemiecka armia przelała się przez Belgię gwałcąc, palą i mordując. Sam widziałem egzekucję, której cudem uniknął mój ojciec. Wyprowadzili ludzi ze szpitala, wybrali kilka osób, które najbardziej wyglądały im na gotowych stawiać opór. Jeden z żołnierzy wskazał na mojego ojca. Zamknąłem oczy i dalej nie wiem, czemu go nie wzięli. Powinienem wtedy uciekać, ale stałem osłupiały z kanapkami, które mama kazała mi zanieść dla ojca. Jeden z żołnierzy odchodząc mnie zobaczył, zabrał mi szarą torebkę z trzęsących się z przerażenia rąk i ze śmiechem się oddalił. Jego twarz prześladowała mnie we wszystkich późniejszych koszmarach. Czas mijał, a wojna trwała. Przystosowaliśmy się, jak zawsze i dni znowu są tylko plamami barw i dźwięków. Teraz brzmią w nich wystrzały i niemiecki język. Ale udało nam się dostosować do nowej rzeczywistości. Mieliśmy bardzo blisko do Lile, wiele mieszkańców mówiło po francusku. Ja również, moja matka pochodziła z kraju Rousseau. Śpiewane przez nią kołysanki są najpiękniejszymi piosenkami, jakie słyszałem w życiu. Znajomość francuskiego okazała się przydatna, szczególnie gdy pod okupacją zacząłem radzić sobie również z niemieckim. Żołnierze czasem płacili za tłumacza. Zwłaszcza, jeśli chodziło o tajne schadzki z ładnymi Francuzkami i rozwikłanie tajemnych wiadomości od ukochanych. Czasem też robiłem za posłańca. Dostawałem za to czekoladę albo pieniądze. Tak czy inaczej, opłacało mi się. Ale wojna się skończyła, a wraz z nią powróciła względna normalność. Życie jednak nie było już takie jak wcześniej, zmieniło się wszystko. Zaczęła się zupełnie nowa epoka.

Początkowo nie widziałem różnicy. Dalej były bułeczki na śniadanie, odgłosy fabryk i zmęczeni robotnicy. Uczyłem się w szkole, tak jak wcześniej. I zupełnie nie zdawałem sobie sprawy z tego, że świat zmienia się nieodwracalnie. Słyszałem o rewolucji w Rosji, ale ona była daleko, co mogła mnie obchodzić? Żyłem, rosłem, przeżyłem pierwszą miłość do Esme, do której napisałem pierwszy wiersz. Skradłem jej pierwszy pocałunek i zabrałem do kina, za które zapłaciłem pieniędzmi, które dostałem od ojca. Przeżyłem też wtedy pierwsze złamanie serca, gdy zobaczyłem ją z innym. Skończyłem wtedy szkołę. Dzisiaj wiem, że to było bardzo dziecinne, ale po stracie ukochanej postanowiłem wyjechać z Belgii. Mogłem wybierać - Paryż albo Berlin. Wybrałem to drugie. Też z młodzieńczej głupoty. Miasto miłości wydało mi się bardzo nieodpowiednim miejscem, Weltschmerz bardziej pasował mi do Niemiec. Dostałem się na prawo na Uniwersytet Humboldtów. I tam tak naprawdę rozpoczęło się moje życie.

Trafiłem w wir przemian, o których wcześniej nie miałem pojęcia żyjąc jakby zupełnie obok nich. Poznałem ludzi o przeróżnych przekonaniach politycznych. Po raz pierwszy miałem okazję porozmawiać z komunistą, moim kolegą ze studiów. Opowiadał mi o walce klas z taką pasją, że mnie nią zaraził. Organizowaliśmy spotkania, chodziłem na nie coraz bardziej przekonując się, że świat jest niesprawiedliwy i najwyższy czas coś z tym zrobić. Mój znajomy rzucił studia całkowicie poświęcając się nowej idei. Ja na prawie wytrzymałem zaledwie rok dłużej zanim również pożegnałem się z uczelnią. Był rok 1928.
Kręciliśmy się wokół różnych ugrupowań, w tym paramilitarnych często ukrywając się z naszymi poglądami, by w odpowiednim momencie spróbować kogoś nawrócić. To było głupie, w końcu naraziliśmy się nie tym, co trzeba było. Uciekłem z Berlina. Kupiłem bilet do Monachium chcąc tam szukać równości społecznej. W Niemczech wówczas szalał już kryzys. Mogłem wrócić do Belgii, do ojca, nie chciałem jednak. Gorąco wierzyłem w to, czego nasłuchałem się na wiecach. Miałem szansę zmienić świat, nie mogłem uciec teraz, gdy ludzie mieli wreszcie zrozumieć, że jedyną drogą jest droga wyznaczona przez Marksa i Engelsa. Że tylko Lenin ma rację. Wierzyłem w to aż pewnego razu, przez zupełny przypadek trafiłem na innego znajomego ze studiów. Ten zaś zabrał mnie na spotkanie ugrupowania, którym do tej pory gardziłem. Narodowi socjaliści napawali mnie odrazą, bo nie mogli zrozumieć, że jedynie komunizm jest słuszny. W Monachium nie miałem jednak nikogo, jedyną osobą, która wyciągnęła do mnie rękę był kolega, członek NSDAP, zagorzały wyznawca Hitlera. Zagryzając zęby towarzyszyłem mu na wiecach, zebraniach i wystąpieniach. Mówiłem sobie, że to tymczasowe aż znajdę własne mieszkanie i pracę i będę potrafił poradzić sobie bez niego. To jednak w czasach kryzysu wcale nie było takie łatwe. A ja na im więcej spotkaniach byłem, tym mniej się wzdrygałem. Przeczytałem Mein Kampf, zobaczyłem Hitlera na żywo. I zacząłem rozumieć, że komunizm nie ma szans, nie przy wizji, którą roztaczał on. Pomału zacząłem uważniej słuchać, co mówił i chodzić na wiece, na których nie bywał nawet mój znajomy, u którego dalej mieszkałem. Zapisałem się do partii, zacząłem w niej aktywnie działać. Było mnie widać i słychać, kiedy głośno skandowałem nasze postulaty. Zawsze byłem wysoki, przeoczenie mnie było dość trudne. Pod koniec 1931 roku wstąpiłem do SS będąc już całkowicie przekonany do wartości wyznawanych przez Adolfa Hitlera, któremu złożyłem przysięgę na wierność. Od miłości do nienawiści jeden krok. To jedno zdanie wspaniale podsumowuje moje życie. Zacząłem nienawidzić komunistów i Żydów znajdując w nich winnych całemu nieszczęściu, które dotykało Niemcy. Nawet nie wiem, kiedy dokładnie zacząłem myśleć o tym kraju jak o ojczyźnie bardziej niż o rodzinnej Belgii. Porwany w tryby historii zupełnie zapomniałem o wszystkim innym, nie liczyło się nic tylko zmienianie świata. Co mam powiedzieć? Byłem młody i głupi, z tego się wyrasta.
Awansowałem. Byłem lojalny, fanatyczny i nieustraszony. Nic więc dziwnego, że szybko wspinałem się po szczeblach kariery w bojówce. Przechodziliśmy szkolenia wojskowe i na rozkaz Hitlera gotowi byliśmy skakać w ogień. Byłem otoczony takimi jak ja, młodymi, rozgoryczonymi życiem, zapalonymi ideą. Osobiście pilnowałem Brunatnego Domu i pękałem z tego powodu z dumy. Widziałem Hitlera, rozmawiałem z nim. Jeżeli jako dziecko Franciszka Ferdynanda miałem prawie za Boga, to Hitler był nim bez wątpienia. Nie można tak czcić człowieka. Mein Kampf było moją biblią, znam fragmenty na pamięć do dzisiaj. Recytowałem je przed zaśnięciem niczym modlitwę. Obozy koncentracyjne, noc długich noży to były tylko środki do celu, a ofiary były konieczne, by cel wreszcie osiągnąć. I tak aż do wojny. Zgłosiłem się sam nie mogąc doczekać się pola walki. Nie pojechałem jednak do Polski, zostałem w Niemczech budując trzon armii, która miała ruszyć na zachód. Jak wspomniałem, awansowałem. Drogą na szczyt była gotowość wypełnienia każdego rozkazu, bezwzględność i wierność. Wszystkiego miałem w nadmiarze.
Wreszcie przyszedł dzień na pojechanie do Francji. Trafiłem na front

Charakter

Pole opcjonalne, można zrezygnować z jego wypełnienia
.  

Ciekawostki

Znaki szczególne: brak lewego jądra, blizna w kształcie swastyki.
Języki obce: belgisjki, niemiecki, francuski - perfekcyjnie, hebrajski - podstawy.
Mocne strony: Mam mocną głowę, jestem inteligentny i szarmancki, świetnie kłamię.
Słabe strony: Moja żona, moja córka i mój brak jądra.

x randomowa ciekawostka numer jeden
x randomowa ciekawostka numer dwa
x randomowa ciekawostka numer trzy

Uwagi do Mistrza Gry

Brak? Cudownie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Adolf Ax
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: poza grą :: Archiwum :: Karty Postaci-
Skocz do: