IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Anais Descôteaux


Share | 
 

 Anais Descôteaux

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
cywile
PisanieTemat: Anais Descôteaux   Sob Sie 20, 2016 5:57 pm

ANAIS DESCOTEAUX



Nastassja Kinski

Dane osobowe

Imiona: Anais Louisa
Nazwisko: Descôteaux (Tasse)
Data i miejsce urodzenia: 29.08.1910, Marsylia, Francja
Miejsce zamieszkania: wciąż Bourse, Paryż.
Stan cywilny: wdowa
Wykształcenie: nie ukończone liceum.
Zawód: aktorka
Rodzina: Zmarły mąż Claude, Benoite Tasse (ojciec), Sarah Tasse (matka) oraz brat
Wzrost: 164 cm
Waga: 52 kg



Historia

Miałam lat dziewięć i pół kiedy w niedzielne popołudnie, ubrana w najpiękniejszą sukienkę, zasiadłam na sali kinowej. Tata, mama, ja i brat. Ekran rozbłysł pełnią blasku, zakochałam się. W łagodnych oczach Mary Johnson. W Wilkołaku też się zakochałam, bladym jak śmierć Nilssonie. Zakochałam się w światłach. Zakochałam w obrazach. Zakochałam się w sile gestykulacji. Zakochałam w emocjach. Zakochałam we wszystkich uczuciach nie oddanych słowami. Chłonęłam obrazy niczym gąbka, chłonęłam każdą klatkę. Nigdy mnie nie opuściły.
Miałam lat dziewięć i pół kiedy zdecydowałam, moją przyszłością jest ekran. Światło. Gesty. Milczący świat kipiący emocjami. Zdecydowałam - i ja pokocham wilkołaka.
Nigdy nie zapomina się pierwszego filmu. Nie zapomina pierwszego nazwiska.
Mauritz Stiller odmienił moje życie.
Piękną sukienkę wkładałam, nie tylko co niedziela, przez wszystkie kolejne lata. I miłość do kina rosła. Piękne były te impresjonistyczne obrazy Delluca na ekranie, piękne było El Dorado L’Herbiera, ale mnie serce biło najszybciej na widok kontrastów i długich cieni rodem z Weimaru. Miałam dziesięć lat, a Gabinet Doktora Caligari znałam na pamięć. Somnambulik Cesare przez lata nawiedzał moje sny. Dorastałam, oddychając Wienem, Langiem, Murnau - poza nimi nie było kina. Rene Clair i Bunuel się spóźnili, Antrakt pojawił się zbyt późno, oddałam już swoje serce, jeśli grać w filmach, to tylko tych Universum, tylko tych z Weimaru. Śniłam w czerni i bieli. Śniłam w scenografii Sturm. Caligaryzm dopadł mnie w pełni.

Czerwone rękawiczki, czerwone usta, czerwona krew. Czerwona szminka, czerwony uśmiech, zmęczona śmierć.

Miałam lat siedemnaście, moje stopy stanęły po raz pierwszy na planie filmowym. Rzucam szkołę, kłócę się z matką, ale jestem prawie dorosła, co może mi zrobić? Przez ostatnie dwa lata każdy weekend spędzałam na szorowaniu naczyń w jednym z hoteli, mam trochę pieniędzy na start. I dużo szczęścia. Pewnie też za dużo buty, od razu kieruję się do Universum, zostawiam portfolio. Dzwonią do pokoju hotelowego trzy dni później, jest dla mnie rola. Mała. Maleńka. Na sam początek.
Każda kolejna była coraz większa.
Za oceanem wybrzmiały pierwsze dźwięki, czuć było koniec epoki. Cienie stawały się coraz krótsze, kontrasty coraz mniejsze. Byłam jednak głucha, wolałam mieć oczy zamknięte - bo byłam w Weimarze. A obok mnie Lang. Obok mnie Pabs. Najdroższy Wiene. Przez kolejne pięć lat żyłam swój ekspresjonistyczny sen. Sen, z którego nie wybudził mnie nawet przełom dźwiękowy. Sen bladej twarzy, sen podkrążonych oczu. Sen gestów pełnych grozy, sen niemego krzyku. Sen Metropolis, sen Puszki Pandory, sen srebrnej róży, sen M. Jak Morderstwo.
Sen, którym wstrząsnął dopiero Hitler.
Nastał rok trzydziesty trzeci, wszyscy uciekli do Ameryki.
Ja wróciłam do Francji. Uciekłam do Paryża.
Nauczyłam się mówić na nowo.

M jak morderstwo krzyknęli w bramie, stukot obcasów przerywa ciszę, zbliżenie na twarz zastygłą w szaleństwie. Koniec sceny.

Miałam lat dwadzieścia siedem i wciąż tęskniłam za Vigo. Moja twarz na filmowych afiszach, moja twarz na ekranach, moje serce tęskni za Weimarem. Sercem tym bliżej mi do awangardy niż głównego nurtu, ale i awangardy już nie ma. Takich filmów się już nie kręci, mówią szeptem, takie filmy to już kwestia przeszłości. Urodziłaś się dziesięć lat za późno. Dzisiaj rządzi realizm, dzisiaj rządzi Renoir. Zagrać u Renoira to marzenie, grając u Renoira, poznaję j e g o. Najjaśniej świecącą gwiazdę kina. Przy nim i ja oślepiam swoim blaskiem. Miałam karierę, miałam nazwisko, ale przy nim? Przy nim byłam szara, od nadał mi pełnię koloru, zmienił czarno-biały świat w ten rodem z technikoloru. Futra z gronostaja, sukienki wysadzane klejnotami, szampan w kryształowych kieliszkach. Blichtr premiery, życie kulturalnej bohemy, szczyt. Zdjęcie, uśmiechnij się do zdjęcia, czy ten pierścionek to zaręczynowy? Tak. Oświadczył się bardzo szybko, zbyt szybko bym uwierzyła w szczerość uczucia. A może - aż tak oszalał z miłości? Zagrana skromność, zagrane szczęście, zagrana miłość, największa ze wszystkich ról. Piękne mieszkanie w Bourse, kot naszym dzieckiem, na ścianie wisi Monet. I Renoir - ojciec.

W trzydziestym ósmym włożył mi na palec złoty krążek. W trzydziestym dziewiątym, zimą, poszedł na front. Nie zdążyły zakwitnąć pierwsze pąki - w czterdziestym zmarł. To był czysty strzał.
Prosto w łeb.

Tak Claude Descoteaux stał się ikoną.
Aktor, który walczył ramię w ramię z piekarzem. Z ekranu do okopów. Tak pisali w gazetach, matka do dzisiaj zachowała wycinki. Złoty amant złotym strzelcem. A wierna żona czeka, z tęsknotą i lękiem patrząc w dal, takie zdjęcie jednego dnia wyścieliło dna paryskich śmietników. Żona się nie doczekała, mąż wrócił w prostej drewnianej trumnie. Pochowali go jak bohatera.
Martwym łatwo być ikoną. Martwi to doskonale symbole. Mnie nikt nie spytał, czy jestem gotowa zostać złotą wdową, mnie nikt nie spytał, czy chcę być wzorem dla każdej francuskiej kobiety w żałobie. Kazali mi nosić czerń i płakać przed wyjściem z domu, by oczy były spuchnięte, a nos wiarygodnie zaczerwieniony. Kiedy Niemcy rozgościli się we wszystkich zakamarkach Paryża, do moich drzwi zapukał Ruch Oporu, składając propozycję nie do odrzucenia. Żona archetypu bohatera, żona symbolu sama musi się nim stać, musi dawać przykład, musi walczyć za ojczyznę. Jesteś ważna, to usłyszałam, jesteś ważna, nie spuszczamy cię z oczu.
Mnie rozbolała głowa.

Scena druga. Futro filuternie zsuwa z ramion. Usta czerwone. Rękawiczki czerwone. Sukienka czerwona. I czerwona krew. Gretel Mohren obraca pistolet wokół palca, kręcąc biodrami mija dwa leżące na podłodze ciała. Widzisz jak miękką mam skórę, pyta kulącej się w rogu pokoju dziewczyny, dotknij, zachęca. Po czym krzywi się, na twarzy wszystkie odcienie szaleństwa, nie mówi, nie dotykaj, jeszcze mnie czymś zarazisz…

Byłoby znacznie prościej, gdybym śniła sny pani Beudet zamiast snów somnambulika. Może wtedy nie marzyłabym o Weimarze, może wtedy Goebbels nie zobaczyłby mnie na ekranie, może wtedy niemieckie biuro propagandy nie zapukałoby do moich drzwi. Może wtedy nikt by nie powiedział, że wystarczy słowo, by mojej matce znaleźć wyimaginowane, żydowskie korzenie, może nikt nie zagroziłby śmiercią mojej rodzinie. Może nie tęskniłabym za wielkim ekranem, może nie poznałabym braci Kronecker. Może nie wróciłyby do mojego życia miękkie futra i sukienki wysadzane klejnotami, może w kryształowych kieliszkach nie pojawiłby się szampan. Może nie zapraszano by mnie na premiery, może moja twarz nie zawisłaby znów na afiszach. Może na wejściowych drzwiach do mieszkania nie napisano by czerwoną farbą zdrajczyni.

Szorowałam drzwi, po palcach ściekała krew, połamane paznokcie wbijały się w skórę.

Gdybym śniła sny pani Beudet, nie musiałabym lawirować pomiędzy jedną stroną a drugą, obiecując okupantom i oporowi tę samą walutę. Informacje. Nie wymagano by ode mnie wierności, nie obserwowano każdego kroku. Może gdybym śniła sny pani Beudet, nigdy nie stanęłabym na planie filmowym, nie musiałabym tęsknić - a przecież ja tylko chciałam wrócić do pracy. Kiedy gram, cichną głosy w mojej głowie, ustaje szum. Kiedy gram, uciekam. Nie potrzebuję do tego Renoira. Nie obchodzi mnie na którą stronę przechyla się szala zwycięstwa ani jaka flaga wisi na Pałacu Elizejskim. Z dala od świateł głosy się nasilają, tracę orientację, nie wiem kim jestem. Patrzę w lustro, nie rozpoznaję twarzy. Czy to ja? Czy może Gretel?

Wiesz dlaczego moja skóra jest tak miękka, pyta Gretel, trwa scena druga. To zasługa mydła! Najlepsze robi się z Żydów, takich jak ty. Tłuszcz zwierzęcy, im go więcej, im paskudniejszy, tym lepiej nawilża. Skóra jak u dziecka! Szaleńczy chichot wypełnia pomieszczenie, szaleńczy chichot przeplata cichy szloch kulącej się w rogu młodej kobiety. Szloch nie przypada Mohren do gustu, kręci głową, wzrusza ramionami jak gdyby pytała niewidzialną widownię co ma począć, po czym strzela. Huk łączy się ze śmiechem. Kręcąc biodrami podchodzi do skulonego ciała. Przez chwilę z zaciekawieniem przygląda się ranie wylotowej i cieknącej stróżką krwi, po czym nachyla się nad martwą kobietą. Z niezadowoleniem cmoka, pyta skąd taka powaga, wyciąga z torebki na łańcuszku czerwoną szminkę - i maluje na twarzy swojej ofiary piękny uśmiech, od ucha do ucha.
Sama uśmiecha się równie szeroko, klaszcze w dłonie i wychodzi. Koniec sceny drugiej.


Już nie śnię snów Cesara. Śnię tylko sny Gretel, budzę się ze zduszonym krzykiem, wydaje się, że mam na dłoniach krew. Jak ona maluję usta na czerwono, jak ona chowam dłonie w czerwonych rękawiczkach. Jak ona chichoczę na salonach, jak ona zasypiam obok wilkołaka. Jak ona trzymam w torebce na łańcuszku mały pistolet, by od niej uciec zasypiam tylko przy opium. Zamykam oczy, słyszę głosy w swojej głowie. Głosy w mojej głowie mówią wiele. Nie mam nad nimi żadnej kontroli.

Budzę się ze zduszonym krzykiem. Cicho wychodzę z łóżka, słońce jeszcze nie wstało. Paryż śpi, tylko teraz nikt mnie nie obserwuje. Mogę usiąść przed lustrem, sama z sobą, twarzą w twarz. Podkrążone oczy, blada skóra, pierwsze zmarszczki. Kim jesteś, mogę spytać odbicia, kim jesteś - powiedz. Zanim całkiem stracę zmysły.
Zanim sny staną się prawdą.



Ciekawostki

Znaki szczególne: Duże, podkrążone oczy, czerwone usta, znana z afiszy filmowych.
Języki obce: Niemiecki, znany nieomal tak dobrze jak ojczysty.
Mocne strony: Doskonała aktorka. Znawczyni kina i jego historii. Niezła manipulantka. Bez skrupułów wykorzystuje swój talent lawirując pomiędzy dwoma stronami konfliktu. Brak kręgosłupa moralnego pomaga w przetrwaniu.
Słabe strony: Traci zmysły, choroby psychiczne są częste w jej rodzinie, szczególnie od strony matki. Zdarzają się jej niekontrolowane wybuchy emocji i utraty pamięci, druga osobowość Gretel Mohren staje się coraz aktywniejsza. Boi się wysokości, brzydzi ją krew. Mało w niej empatii, łatwiej jest jej zagrać drugiego człowieka niż go zrozumieć. Rodzina jest jej słabą stroną. Zrobiłaby dla niej wszystko, chociaż zdaje się być całkiem obojętna. Nie czuje się komfortowo w towarzystwie osób innej rasy. Farbuje włosy na platynowy blond, lubi luksus, jest uzależniona od opium.

x W 1919 roku jej ojciec objął prowadzenie jednego z największych kin w Marsylii. Do tamtego momentu nie widziała w swoim życiu ani jednego filmu. Pierwszym, który zobaczyła, był Skarb Rodu Arne, najważniejszym Gabinet Doktora Caligari. Ukochanym - Podróż na księżyc, Mélièsa. Miała dwadzieścia pięć lat, kiedy zobaczyła go po raz pierwszy i przez cały seans płakała ze wzruszenia.
x W liceum, które rzuciła dla aktorstwa, zainteresowała się psychologią. Zainteresowanie nigdy nie wyszło jednak poza ramy pomocy w przygotowaniu się do kolejnej roli.
x Zaczęła karierę w wieku 17 lat, przez 15 lat zagrała w przeszło 50 filmach, z czego 14 z nich podczas pierwszych lat kariery w Weimarze. Część z jej ról przypadła Goebbelsowi do gustu.
x Do tej pory zagrała w trzech filmach zatwierdzonych przez Referat Filmowy, w tym dwóch produkcji niemieckiej. Niedawno podpisała kontakt czwartego.
x Uwielbia słodkości.


Uwagi do Mistrza Gry

Brak (chociaż chętnie bym kogoś zabiła w fabule!)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Anais Descôteaux   Sob Sie 20, 2016 9:30 pm


Karta zaakceptowana!





WITAMY NA FORUM!

Życzymy dobrej zabawy i mnóstwa weny na ciekawe fabuły!
Na start otrzymujesz 700 punktów, które już od teraz możesz wydawać w sklepiku na ekwipunek lub przywileje.

Właścicielka domu mody 'Lucrezia' na pewno z przyjemnością powita Cię w swoich skromnych progach, dlatego zajrzyj tam koniecznie, jeśli szukasz eleganckiej sukni na najnowszą premierę czy towarzystwa żon niemieckich oficerów, które chętnie szepną dobre słówko tu i ówdzie. Z kolei w piekarni 'Le Moulin de la Vierge' znajdziesz uwielbiane przez siebie słodkości i miło spędzisz czas.

Jeśli zaś chodzi o nasze postacie NPC - Tobias Wolfmeyer wysłał Ci kiedyś uprzejmy, ale raczej zdawkowy list z gratulacjami po premierze jednego z filmów, w którym zagrałaś. To tylko kawałek papieru, jednak może kiedyś okaże się przydatny? Pierre Lécuyer nie jest Ci znany, ale miałaś styczność z jego ludźmi.




Anais wydaje mi się niesamowicie interesująca poprzez swoją historię i zaburzenia psychiczne, które nie czynią z niej postaci z cukierkowym, udanym w stu procentach życiem. Właśnie takie karty sobie cenię. ;) Podoba mi się również Twój styl pisania, ale uważaj na przecinki (już dopisane) - oddzielaj nimi poszczególne części zdania. Uwagi z PW zostały uwzględnione, więc już do niczego się nie przyczepię, pędź do fabuły. <3



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Anais Descôteaux   Sob Sie 20, 2016 9:56 pm

Akceptuję!

Dołączę się do pochwał względem stylu i właściwie całej karty, ponieważ bardzo mi się podobała i była niezmiernie wciągająca. Podziwiam też ogrom materiału, jakim musiałaś się otaczać, pisząc tak pięknie o tych wszystkich filmach. Świetna robota, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaakceptować kartę i życzyć miłej gry!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Anais Descôteaux   

Powrót do góry Go down
 
Anais Descôteaux
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: poza grą :: Archiwum :: Karty Postaci-
Skocz do: