IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Sala przesłuchań #2


Share | 
 

 Sala przesłuchań #2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Sala przesłuchań #2   Pią Sie 26, 2016 11:47 am



Sala przesłuchań #2

Zdecydowanie najmniejsza z sal przesłuchań, służąca właściwie do spisywania zeznań lub przetrzymywania osób, które powinny złożyć jeszcze dodatkowe wyjaśnienia.
Stare, drewniane biurko ma wiele szuflad, a krzesło dla interesanta chybocze się niebezpiecznie, gdyż jego jedna noga jest krótsza od pozostałych trzech.
Pomieszczenie to nie pamięta żadnych dantejskich scen i brutalnych przesłuchań, jednak zawsze przychodzi czas na ten pierwszy raz, prawda?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Nie Sie 28, 2016 1:25 pm

Już dwie godziny przed południem w sali przesłuchań posprzątano po ostatnim gościu, zostawiając tutaj nienaganny (jeszcze) porządek. Proste biurko aż lśniło; leżały na nim równo ułożone kartki, ze dwa przybory do pisania, a także najnowsze wydania "Comoedii" i "Je suis partout"... w razie gdyby okupant szukał innej formy rozrywki. Ktoś nawet pofatygował się, by przynieść nieduży dzbanek z wodą oraz dwie szklanki. Wszystko to wyglądało nawet uroczo, gdyby nie fakt, że w licznych szufladach biurka, niewidocznych oczywiście z perspektywy osoby zajmującej miejsce po drugiej stronie, kryły się różne ciekawe drobiazgi. Kto wie, jak wiele z nich miało być dzisiaj wykorzystanych do wydobycia ze świadków zeznań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Nie Sie 28, 2016 2:11 pm

Bywały rodzaje prac, których Ludwig nie znosił. Ba, nawet on - pracoholik do potęgi entej - wymigiwał się z niektórych obowiązków, bezkarnie przekazując je swojemu zastępcy.
Jednak przesłuchań nie podarowałby mu nigdy, strzegł tego zaszczytu niemal jak oka w głowie.
Lubił bowiem błyszczeć na nocnej plejadzie gwiazd Paryża, uwielbiał w nieskończoność przeszukiwać to Miasto Świateł i znajdować skarby, ale nic nie sprawiało mu takiej przyjemności jak rozmowy z ciekawym człowiekiem. Znanym w jego kręgach jako podejrzany.
Gdy więc doszło do wybuchu w kamienicy, a potem odkryto wielki skład broni... Ludwig zrobił to, co do niego należało - rozesłał zaproszenia, czując się w obowiązku, by urządzić wielką krwawą imprezę, choć na razie nie przewidywał ofiar śmiertelnych. Cóż, więzienie było przepełnione, żadne poprawki przesłuchań nie wchodziły w grę, więc cała trójka przesłuchujących musiała być skuteczna.
Inaczej trzeba będzie załatwić kilka egzekucji po cichu, a to wcale nie należało do jego ulubionych form rozrywki. Cóż, ekspresowa śmierć wykluczała cierpienie. Doprawdy, nie było niczego zabawnego w padaniu do dołu z dziurą w potylicy. Nawet oddanie nieszczęśnika rodzinie i zobaczenie ich łez, było tylko chwilowym doznaniem. To było jak szybki orgazm, który właściwie przynosił rozluźnienie i ekscytację, ale przemijał tak szybko, że trudno było zapamiętać cokolwiek z niego.
A Ludwig uwielbiał rozpamiętywać. Już był w stanie wyobrazić się za dwadzieścia lat, gdy będzie siedział na ganku i wspominał rzewnie te najpiękniejsze chwile, gdy cudze życie przepływało przez palce i w jego dobrej woli inni szukali wyzwolenia. Znajdowali natomiast jedynie niemiecką precyzję i chęć poznania informacji.
Tak chorobliwą, że żadna droga nie była zbyt barbarzyńska. Wręcz przeciwnie, byłby rozczarowany, gdyby zatrzymani zbyt szybko raczyli się tajemnicami. To przypomniało grę bez wartości, a Liebenfels już zacierał ręce na wyzwania.
Zjawił się wcześniej. Zrobił sobie kawę i właśnie kończył jeść szarlotkę przy stoliku przesłuchań, czekając na to aż przyprowadzą mu prawnika. Znał go, kojarzył, może to miało pomóc, ale na pewno nie podejrzanemu. Ludwig był kiepski, jeśli chodzi o lojalność.
Doceniał jedynie swoich krajan, reszta mogła mówić o wyjątkowym pechu, jeśli spotkali wcześniej dowódcę Gestapo prywatnie. Zapamiętywał ich lepiej, więc naturalnym było, że przykuwał do nich szczególną uwagę. Torturowanie zaś ludzi bliskich było jedną z jego pasji, nic tak nie działało na poprawę jego humoru jak patrzenie, że znajomi zanoszą się łzami bądź krzywią z niewypowiedzianego bólu.
Nic więc dziwnego, że uśmiechał się niemal jak oblubienica, którą prowadzi się na spotkanie z wybrańcem. Ostre światło zalało pokój, a on przełykał niemal bezgłośnie kęsy ciasta.
- Fontaine, wprowadzić - rozkazał cicho, obserwując szklankę wody, która znajdowała się przy krześle.
Uwielbiał wykorzystywać takie nieznaczące przedmioty, ale był przekonany, że tym razem się obejdzie bez tego i jego przesłuchiwany będzie rozsądny.
Przynajmniej jeśli chodzi o utratę kończyn bądź fizys francuskiego kochanka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Wto Sie 30, 2016 1:26 am

    | dzień piątego marca roku pańskiego tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego
Czemu nie mógł spędzić choć jednego dnia w normalnej atmosferze, rozkoszując się wilgotnym powietrzem przedwiośnia, pochłaniając kawałek intensywnie czekoladowego fondanta o nieziemskim smaku serwowanego niezmiennie od kilku lat w gościnnych progach Flore. Ot, pragnął unikać wszelkich nieporozumień lub, obiektywnie rzecz biorąc, niekomfortowych sytuacji, których przez ostanie kilka miesięcy zostawał mistrzem. Co takiego mogło potwierdzić jego, wydawać się mogło, śmieszne założenie?
List od Gestapo.
Tak, żółtawa kartka papieru z kilkoma zdaniami wypisanymi czarnymi literami, dotyczącym przesłuchania w sprawie wybuchu kamiennicy. Wybuchu kamiennicy. Wybuchu – tak dla ścisłości, jeżeli komuś mógł umknąć fakt o Henrim de La Fontaine: szalonym piromanie z Paryża.
Śmieszniejsze od tego było tylko to, iż wiedział na ten temat jedynie podstawowe, lekko enigmatyczne informacje serwowanie przez prasę wraz z kilkoma rozmazanymi zdjęciami płaczących rodzin, krupy gruzów opatrzonej chwytliwym nagłówkiem…
W sumie – może powinien poczuć się głęboko zainspirowany i rozesłać zaproszenia na trzydzieste urodziny w podobnej stylistyce. Geneviève Babineaux, została Pani wezwana do stawienia się w tej fantastycznej restauracji, aby świętować starzenie się bajecznego kawalera. Uprasza się o wystrzałowe kreacje do ziemi oraz szampański nastrój. To mógłby być dobry żart – niemal tak dobry, jak ten wywinięty przez Niemców z tą całą okupacją Paryża.
Wchodząc do paszczy lwa, raczej nie zbierającej pozytywnych opinii wśród Francuzów, powracających stamtąd w przeróżnym stanie, intensywnie rozważał, czemu akurat do niego przysłano wezwanie dotyczące wspominanego wypadku. Nie mieszkał w tamtej okolicy, czasem szwendał się w takich stronach, identycznie, co w tysiąc ach innych miejsc i wciąż miał problem z dokładnym z lokalizacją ogromnego gruzowiska w realnej przestrzeni, gdyż numery nie mówiły mu wszystkiego.
Jeżeli był w stanie porównać do czegoś działania niemieckich służb porządkowych, zdecydowanie wyobrażał sobie rozkapryszonego chłopca strzelającego do dużej tarczy w wesołym miasteczku. Z tym problemem, że broń, faktycznie, potrafił trzymać prawidłowo, ale każda próba nie zahaczała nawet o jedynkę na ogromnej, okrągłej tarczy. Tak właśnie działało Gestapo, wysyłając pociski na ślepo, zupełnie obok celu, zamiast faktycznie uderzyć w dziesiątkę.
Wszedł nieco podenerwowany do, jak zdążył się zorientować, niewielkiego pomieszczenia, trzymając na nosie swoje przeciwsłoneczne aviatory od R.K. Moyera. Zdziwił się, mogąc rozpoznać mężczyznę, mającego przeprowadzać jego przesłuchanie.
– Guten Tag, was ist los, Ludwig? – rozpoczął po niemiecku z wyraźnym akcentem francuskim, podając mu otrzymany niedawno list. – Czy mógłbyś mi to jakoś sensownie wyjaśnić, bo nie ukrywam, że aktualnie mógłbym zajmować się czymś bardziej pasjonującym.
Zajął pewnie miejsce przy stole, kładąc kostkę na kolenie i wygodnie opierając się na krześle. Oby załatwili to szybko, ponieważ nie zdążył rano dopić kawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Wto Sie 30, 2016 8:43 pm

Przesłuchiwanie ludzi, których wcześniej się znało i już zdążyło wrzucić do którejś z licznych szufladek - nie łudził się, każdy nabierał w sposób natychmiastowy opinii na temat drugiego człowieka na zasadzie prostych skojarzeń i stereotypów - mogło wydawać się bezcelowe i gdyby od Ludwiga zależało, to zapewne nie umieściłby tego adwokaciny na pierwszej liście osób podejrzanych.
Nie, nie uważał, że Henri jest święty bądź zupełnie bezstronny w tej całej gonitwie między dwoma państwami, ale był niemal całkowicie przekonany, że jeśli działa w jakimkolwiek interesie to... swoim własnym, więc wszelkie pociąganie go do zbiorowej odpowiedzialności było tak bezcelowe jak wytłumaczenie Hitlerowi, że żydowskie dziewczęta są całkiem miłe i wcale nie są odpowiedzialne za... Właściwie te poglądy podzielał również Ludwig, więc mógł tylko pogratulować innym, że to właśnie młody prawnik zasiadł naprzeciwko niego.
Myślący, już mógł wręczyć mu odznakę bohatera za zachowanie resztek przyzwoitości w swoim teatrzyku aktorskim, ale najpierw musiał go nieco zdyscyplinować. Nic osobistego.
- Zdejmij okulary - rozkazał po francusku (i tego języka zamierzał tylko używać) i przechylił się, by zapalić reflektor, który bezczelnie okalał jego twarz bez ani jednej zmarszczki. Gdyby Liebenfels był bardziej skupiony na kulcie młodości i piękna, to poczułby się zazdrosny, ale nie, takie prozaiczne sprawy nie zaprzątały nigdy jego uwagi.
Wolał skupić się na celu wizyty.
- Odpowiadaj na pytania jasno i konkretnie, a zdążysz wrócić do domu przed południem. Nie masz nic do ukrycia, prawda? - uśmiechnął się i choć nie przypuszczał, żeby ta hiena sądowa prowadziła podwójne życie, to zamierzał zapoznać się wnikliwie z informacjami, które posiadał.
Nalał mu wody i dopiero wtedy dostrzegł, że lampa zgasła. Zaklął cicho po niemiecku, skierował oczy do nieba, zupełnie jakby wzywał niebosa (bądź wstrętną siostrę Lucette) na pomoc, ale w porę przypomniał sobie, że jest niewierzący i kilkoma - przy ośmiu wyglądało to jak tik nerwowy - ruchami naprawił to cholerstwo. Zapewne francuskiej produkcji.
- Jak widzisz, Francja się sypie, a my musimy to wszystko sprzątać - skomentował i wreszcie usiadł naprzeciwko.
- Ostatnio zawaliła się kamienica. Widziano cię tam niedługo po wybuchu. Co tam robiłeś? - nachylił się i poczęstował go cygarem, swoje ćmił bez przerwy, obserwując go uważnie, ale nie spodziewał się chyba niczego innego po przesłuchaniu.
Henri nawet nie wiedział, jak Ludwiga korciło, by zajrzeć do szuflad, w których z pewnością znajdują się jakieś skarby. Jeszcze nie wiedział czy będą przydatne, ale powoli do gestapowca docierało, że chciałby, aby były.
Co to za zabawa rozmawiać z kimś w miłej atmosferze i woni cygar?
Najlepsze przesłuchania niosły zapach posoki, a i tę salę należało ochrzcić.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Sro Sie 31, 2016 12:26 am

Okulary przeciwsłoneczne wymyślił jakiś inżynierski geniusz, który wiedział, czego dokładnie potrzebowała ludzkość już od najwcześniejszych epok. W szczególności, kiedy miało się kaca oraz za wszelką cenę pragnęło się ukryć wszystkie ślady po podbojach wczorajszej nocy. Lekko podkrążone oczy, zapuchnięta twarz leczona lodowatą wodą, pomieszana ze wstrętem do całej ludzkości…
Chociaż nie, to ostatnie odczuwał cały czas.
Mimo wczorajszej, środowej imprezy, nie borykał się z tymi problemami, a postanowił akurat wykorzystać jedną, z punktu patrzenia socjologicznego, śmieszną zależność. Gdy zakładało się okulary, kamienny wyraz twarzy nabierał świeżego wymiaru, prowokując rozmówców do chaotycznego działania. Ich umysły dręczyło, nad czym właśnie zastanawiał Henri, ile kłamstw bez zawahania się zdążył wypowiedzieć, w którą stronę swobodną wędrówkę odbywał wzrok. Jednocześnie odnosił nieomylne wrażenie, że wszystkie te czynniki spadały w ciemną, zimną pustkę w porównaniu z nieskrępowanym lustrowaniem czyjejś twarzy – przecież wszystkie słabe jednostki bały się pojedynczych zmarszczek, delikatnie zaczerwionych partii, nieumiejętnie nałożonego makijażu, płytkich zaciec na policzku. Każda rysa łamała ich pewność siebie. De La Fontaine umiał to wyczytać.
Bóg spokojnie mógł błogosławić dwunastowiecznych chińskich sędziów za te przydymione płytki kwarcu.
Od zawsze wiedział, że Niemcy to barbarzyńcy. W dodatku słabi barbarzyńcy, bojący się kawała metalu nałożonego na twarz. Niechętnie pozbył się przyciemnianych szkieł ze swojego nosa. Mrużył powieki, odkładając je na stolik.
– Nie licząc ciał dwóch dziewic o blond włosach w szafie, to jestem czysty jak łza, bo – podrapał się teatralnie po skroni– wszystkie narkotyki zdążyłem już zażyć – wypowiedział ostanie słowa niezwykle spokojnie, pociągając nosem i przeciągając po nim palcem. Niezwykły kunszt aktorski, czyżby minął się z powołaniem? Powinien był niezwłocznie napisać do Anis list z prośbą o zaangażowania go w jakąś niewielką rolę dzielnego mężczyzny, borykającego się z nałogiem podczas wojny ze złymi Niemcami/Francuzami/Rosjanami – w zależności od reżysera, albowiem on był czystym płótnem do zapisania przez wymagające role lub, lepiej, ciastem w dłoniach najwyższego Pana.
Źrenice w końcu mogły odetchnąć! Irytujące światło lampy nagle przestało przeszywać jego oczy, by uświadomił sobie, że to przesłuchanie mogło sprawić mu frajdę. Nawet jeżeli miałby być to nic nieznaczące zrządzenia losu. Może jakaś francuska opatrzność czuwała nad obywatelami, bezsilnie załamując ręce nad okupantem…
Co do pracowników Gestapo, nie sądził, że Ludwig był aż tak kiepski w żartach. Na początku zerknął w jego stronę, ale nie potrafił opanować gorzkiego śmiechu. Weszli na obce terytorium, teraz prawdopodobnie wysadzili kamienicę, tylko aby pobawić w polowanie na myszki. Dla jasności von Liebenfels mówił o sprzątaniu s y p i ą c e j s i ę Francji.
– Bardzo możliwy scenariusz, iż ściągałem te dwie blondynki do swojej sypialni albo po prostu przechodziłem. Mieszkam w Paryżu od, zastanówmy się, ile lat już minęło – podniósł palce, odliczając do pięciu, palec po palcu. - Trzydzieści. Byłem tam w drodze na kolację, do pracy, na spotkanie – identycznie, co w trzynastu pozostałych dzielnicach. I podziękuję za cygaro, nie skorzystam – dorzucił, zerkając w stronę paczki cygar
– Czemu w interesie Niemców może być jakiś budynek? Zwykła kupa gruzu, prawda? Berlin jest raczej chłodnym miastem, więc nie sądzę, aby nagle Gestapo pokochało paryską architekturę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Sob Wrz 03, 2016 2:00 pm

Ludwig był czasami jak maszyna. Często słabo naoliwiona i mocno zacinająca się podczas użytkowania, ale i tak diabelsko skuteczna, więc nikt nie pomyślałby o jej zmianie. Nie pozbywa się rzeczy - i ludzi - niezastąpionych, więc żmudnie kontynuował przesłuchanie, ignorując początkowo zachowania Henriego. Szukał odpowiedniego słowa na jego określenie, ale przychodziło mu do głowy to obraźliwie: młody prawnik wykazywał się po prostu szeroko zakrojoną pedalskością, do której żołnierski umysł gestapowca nie mógł przywyknąć.
Nawet jeśli był niejako powiązany z muzyką.
Łudził się jednak wciąż, że chłopak (musiał mieć jakoś przed trzydziestką, bo nie dostrzegał srebrzystych skroni) pójdzie po rozum do głowy. O ile w tym czerepie posiada jakieś pokłady tego bezcennego kruszcu. Nie zamierzał uciekać się do przemocy, bo przecież nie był barbarzyńcą. Henri mógł myśleć, co chce, ale i tak Ludwig uważał, że jego nacja w porównaniu do Francuzików prezentuje się nadal lepiej. Oni przynajmniej nie uciekają z pola walki jak przerażone kurczaki.
Nie wiedział, w którym momencie stracił nadzieję i wprawdzie wysłuchał z kamienną twarzą opowieści o ciałach dziewczyn i narkotykach - nie wierzył w te brednie, ale to zawsze jakaś rozrywka - z rosnącą ciekawością, ale nie miała ona niczego wspólnego z treścią słów prawnika. Podziwiał jego kunszt lawirowania, kłamania, blefowania. Powinien zagrać w pokera i obserwować, jak wielcy tego świata upadają pod jego cynicznym uśmiechem. Mógł też pójść na wyścigi i postawić na najsłabszego konia, a potem zmusić go do nadludzkiego wysiłku siłą woli.
Naprawdę miał sporo możliwości, ale wybrał tę najsłabszą, która polegała na gierkach z Gestapo. Już nie chodziło o brak poczucia humoru, ale o to, że nie miał całego dnia na podobne rozmówki francusko - niemieckie, które przynosiły rozczarowanie.
Odłożył cygaro, tliło się na brzegu popielniczki, roznosząc odór silnego tytoniu. Nie zamierzał go gasić, na manierach znał się zapewne lepiej niż owy młodzieniec, który nie umiał odpowiadać na zadane mu pytania. Poczuł dziwną irytację, ale i rozczarowanie - uważał Henriego za tego mądrzejszego i bardziej rozsądnego.
Dlatego po prostu podszedł i za poły koszuli pociągnął go w górę. Okulary zleciały na posadzkę, więc nie wahał się ich nadepnąć. To jednak był dopiero początek. Zerknął na niego, po czym wziął do ręki przeklętą lampę. Ciężką, mosiężną i nadającą się idealnie do zadania mocnego ciosu w szczękę. Wystarczył jeszcze jeden, by mu ją połamać i pozbawić go aury przystojniaka. Obecnie był krwawiącym męczennikiem.
Jak gdyby nigdy nic, odłożył przedmiot i podniósł Henriego po tym ciosie.
- Nie zgrywaj cwaniaka. Co robiłeś w czasie zawalenia się budynku? Widziałeś tam kogoś podejrzanego? - po czym palcem roztarł jego krew na koszuli. - To za te kobiety - zaśmiał się, choć uśmiech nie objął oczu, zimnych, przenikliwych. Mocno skupionych na tym, by w razie kolejnej wypowiedzi tego typu wytworzyć mu na materiale większą abstrakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Nie Wrz 04, 2016 2:37 am

Ten cały cyrk zaczynał go nudzić - suche, niezbyt wyszukiwane pytania, powiązane kwiecistymi odpowiedziami Henriego, za które nie otrzymał jeszcze ani jednego słowa podziękowania. Sekunda po sekundzie bezsensowność przesłuchania narastała, budując lekkie napięcie… mogące spalić nagle żarówkę w lampie oraz ich cienką nić porozumienia wypracowaną przeszło rok temu.
Ludwig, ta biedna marionetka, trzymaną w dwóch placach jakiegoś jeszcze wyższego urzędnika, tracił wszystkie swoje zalety. Kiedy spotkali się na neutralnym gruncie, sprawiał wrażenie obiecującej osoby - uśmiechał się szeroko w towarzystwie dobrze sytuowanych Francuzów, wełniany mundur leżał na nim niemal perfekcyjnie, dodatkowo szukał wsparcia w sprawach majątkowych na okupowanej ziemi u najlepszych (niezwykle rozsądne!). Niestety w tej ciasnej salce poświęconej bezsensowym rozmówkom, w większości z nie winnymi świadkami, zgubił większość pozytywnych cech. Zdecydowanie rozczarowujący. Tak samo, jak całe rzesze młodych ludzi, trącących wiarę we własne ideały i postanawiających prowadzić zwykle, przyziemne życie bez wykorzystywania ponadprzeciętnych umiejętności. Liebenfels nie miał w swoim działaniu żadnego polotu, stracił aurę doświadczonego przez życie wojskowego na rzez tytułu dziadka, pragnącego pokazać sobie za wszelką cenę, do czego mógłby jeszcze dojść bez większego wysiłku.
Niesamowita aura, czy niewerbalny czar prysł niedługo po wybiciu godziny dwunastej po południu. Dyskretnie zerknął na zegarek, aby przekonać się, że minął kwadrans i piętnaście sekund.
Odnosił wrażenie, że stał się obserwatorem własnego życia, a żaden z brawurowych ruchów zirytowanego mężczyzny nie został wykonany w czasie rzeczywistym. Czuł się widzem, zupełnie nie dostrzegając sensu w szarpnięciu go za koszulę, czy podniesieniu lampy. Dopiero uderzenie w twarz wyrwało go z transu, zalewając kubki smakowe gęstą cieczą o charakterystycznej, metalicznej nucie.
Pieprzyłem się z Twoją córką... padła ze zmęczenie szybciej niż kamienica.
Splunął krwią prosto na stół, zdając sobie sprawę, że okres zawieszonej borni został przerwany oraz zdał sobie sprawę z innej rzeczy - nie siedział z przyjacielem na filiżance herbaty w chłodne popołudnie, toteż potrzebował się stamtąd wydostać, żeby spróbować zniszczyć życie lub przynajmniej twarz plugawemu Niemcowi.
- W prac y. Byłem razem z moim pracownikiem, przygotowując się do najbliższej rozprawy. Potem poszedłem na kolację z przyjaciółmi - wymienił kilka nazwisk, zdając sobie sprawę, iż brzmienie oraz ich pisownia stanowiło nie lada wyzwania dla gestapowca. Niemniej, gdyby postanowili sprawdzić prawdziwość jego zeznań, nie znaleźliby ani jednego ziarenka kłamstwa. - Gdybym nie miał, co robić niczym - służące Hitlera - podrzędni, niespełnieni artyści, to może zająłbym się wysadzaniem kamienic. Z tym że następna musiałaby być pełna ludzi. - Niemców (o ile pokusilibyśmy się o takie dobroduszne nazewnictwo w określeniu tej r a s y)... dla równowagi w przyrodzie - trzeba eliminować mniej rozwinięte umysłowo jednostki.
Wraz z palcem zostawiającym ślad na czystej tkaninie, poczuł na własnej skórze, jak mocno poczucie humoru, wcześnie oscylowało wokół zera, aby wtedy w zastraszająco szybkim tempie osiągając poziom absolutnego dna.
Dobrze, że sól i zimna woda wybawiała plamy z krwi. Naprawdę lubił tę koszulę.


Ostatnio zmieniony przez Henri de La Fontaine dnia Nie Wrz 04, 2016 9:45 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Nie Wrz 04, 2016 1:21 pm

Doskonale wiedział, że są ludzie, którzy nie biorą życia na poważnie i potrafił to zrozumieć, ale tchórzostwo Francuzów zawsze przynosiło ogromne zaskoczenie, ba, niesmak, który pozostawał w jego artystycznej i skalanej przemocą duszy. Wszak on sam potrafił za Owidiuszem poddać się metamorfozom i osiągnąć stan wyrachowanego cynika, który nie potrafi dostrzec w nikim przyjaciela, a ci podbici Galowie zachowywali się jak owieczki prowadzone na wielkiej uprzęży na rzeź. Bez żadnej skargi, ale również bez grama zdrowego i żołnierskiego, owszem, rozsądnego myślenia, które wymagało ugięcia kolan w odpowiedniej chwili. Na pewno nie błaznowania w wielkim teatrze martwych kukiełek, które teraz tak uskuteczniał Henri, zapominając, że Ludwig może i jest człowiekiem światowym, ale przede wszystkim jest gestapowcem, który nie interesuje nic poza wydobyciem kilku interesujących faktów.
Mało istotnych, wiedział o tym, ale nie zamierzał dać się ośmieszyć przez młokosa, który sądził, że pozjadał wszystkie rozumy, bo jeszcze znajdował się na fali wznoszącej. W Auschwitz takich było w nadmiarze, na pęczki, które wrzucało się razem do pieca - o ile byli niezdatni do budowania lepszej Trzeciej Rzeszy - albo sztorcowało za pomocą ciężkiej, fizycznej pracy i apeli.
Może wówczas lepiej byliby w stanie uchwycić powagę sytuacji i stać się kimś więcej niż bandą tchórzy, który wywieszają białą flagę. Splamioną czerwoną posoką jak koszula jegomościa, który zaczął mamrotać coś o córce Liebenfelsa. Miał szczęście, że takie osobiste uwagi puszczał mimo uszu, bo świat nie potrzebował kolejnych oryginałów i buntowników, a skromnych sług wyższej sprawy, która przegrywała z sentymentem, inteligenckimi frazesami bądź bezmyślnością.
W której właśnie Henri osiągał szczyty. Miał ochotę wstać i zaklaskać mu, jak to robił w antraktach na koncertach, ale zamiast tego wręczył mu szmatę.
- Teraz to zetrzyj, bo inaczej będziesz rozwalać ten brudny stół zębami. Nie zachowuj się jak zwierzę - spojrzał na niego z widoczną odrazą. - Potem weźmiesz ten oto papier i spiszesz mi nazwiska wszystkich - wskazał na kartkę i na pióro, które tylko czekało na donosicieli.
Usiadł ponownie naprzeciwko i obserwował go podczas pracy. Miał przeświadczenie, że stąpanie po cienkiej linie sprawiało mu przyjemność. Może był wyjątkowym masochistą, ale fantazje seksualne powinien załatwiać w domu, a nie tutaj.
- Często tam bywasz niby przypadkiem? To towarzystwo jest ci znane? - zagadnął znowu, dostatecznie już czasu zmarnował na przepychanki z nim.
Co za obrzydliwy gówniarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Nie Wrz 04, 2016 9:55 pm

Zdecydowanie nie nazwałby siebie męczennikiem. Co prawda, ponownie zajmował miejsce w niewygodnym krześle, po stronie dla przegranych, odliczając czas do końca tego nieporozumienia, jednak to nie czyniło go jeszcze człowiekiem, oddającym swoje życie za poglądy lub, gorzej, wiarę w istnienie czegoś pozaziemskiego, wybaczającego grzech po śmierci, jak również darującego życie wieczne.
Heroicznym czynem nazywano przecież obronę przekonań - ile to naukowców ponosiło najwyższą za opowiadanie herezji, okazujących się w przyszłości prawdą lub ludzi, odchodzących od wszechmocnego, m i ł o s i e r n e g o Boga w średniowieczu. Stos, stryczek - inna forma widowiska? On nie zatracał się w tych wszystkich bredniach, przez większość życia skupiając się tylko na najpewniejszej rzeczy - pieniądzach.
Przełknął głośno ślinę, wciąż czując, że chaotycznie mieszała się z krwią.
Otrzymując od siwiejącego mężczyzny szmatkę, po raz kolejny złapał się na niezarejestrowaniu szybkości jego działań. Może to poprzez ciężkie powietrze, unoszące się w pomieszczeniu, powiązane z lekkim bólem głowy lub ponadprzeciętne umiejętności gestapowca. Ludwig zbyt mocno zasugerował się nieodpowiednim drogowskazem przy ścieżce życia - czyż nie sprawdziłby się w wyciąganiu białych króliczków z kapelusza ku uciesze publiczności, wypuszczał szare gołębie z w najstarszych teatrach świata, fascynując swoją profesją najmłodszych?
Przetarł kawałkiem materiału stół, by następnie złożyć go w równą kostkę.
- Czy to wystarczy? - zapytaj oschle, podsuwając mu kartkę pełną nazwisk.
Temu, co zrobił, zładowało się daleko do czynu donosicielstwa - każdy, włączając całą dzielną, posłuszną watahę z Gestapo, miał coś za uszami. Henri nie sprzedawał ludzi, nie miał z tego najmniejszego zysku - wyłącznie zdradzał bytność towarzystwa tamtej nocy. Wiele z tychże person, ze względu na spożytą ilość alkoholu, mogła nie pamiętać dokładnie przebiegu niewielkiego przyjęcia, aczkolwiek nie wątpiłby w ich prawdomówność. Dodatkowo nie wierzył w chęci wezwania przynajmniej pięciu osób opowiadających o wyśmienitej, pieczonej kaczce, przepiórczych jajach podawanych na przystawkę lub aromantycznym bukiecie czerwonego wina z dwudziestego trzeciego i importowanego wprost ze słonecznego wybrzeża Hiszpanii.
- Nie rozumiem pytania - wypalił, będąc pogrążony wcześniej w milczeniu. Autentycznie nie miał pojęcia, o co chodziło mężczyźnie. - Jeżeli pytanie dotyczy listy, z pierwszą pracuję, a resztę znam - nie mam zamiaru o tym opowiadać, bo nijak dotyka to tematyki przesłuchania. Napoleon zagwarantował nam pewne prawa i swobody - toczył spokojnym tonem z przerwami na płytkie wdechy. - Natomiast, jeśli chodzi o całą dzielnicę, to nie jestem w stanie pomóc. Jest dla mnie jak każda inna - spotkania z klientami, sklepy z alkoholami, ciasne kawiarnie, wystrzałowe przyjęcia. Może mógłbym być pomocy, gdybym został przez kogokolwiek nakierowany… chociażby przez więcej szczegółów ze sprawy. Naprawdę wiem tylko tyle, ile piszą w gazetach, a nazwiska podejrzanych, ofiar, mieszkańców byłby dla mnie pewnym początkiem do współpracy.
Obaj chcieli to skończyć nim nadejdzie bezsensowny wybuch agresji ze strony zagubionego na własnym gruncie Ludwiga von Liebenfelsa. Henri zaczynał się nudzić, a gdyby po raz kolejny postanowił zrobić mu krzywdę, wypadłby przewidywalnie. Szukał lepszych rozrywek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Pon Wrz 05, 2016 6:26 pm

Skutki ciosu w szczękę, który otrzymał Henri, zaczęły w końcu dawać o sobie znać - de La Fontaine nie tylko krwawił coraz silniej, ale mógł także poczuć, że dwa jego zęby trzonowe silnie się chwieją. Ból z kolei utrudniał mu mówienie i póki co nie zanosiło się na żadną poprawę.
Henri mógł tylko żałować, że lekkomyślnie sprowokował samego szefa paryskiego Gestapo.


Henri - pamiętaj o otrzymanej prywatnej wiadomości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Wto Wrz 06, 2016 6:56 pm

Bynajmniej nie czuł się zagubiony. Miał wręcz przeświadczenie - może mylne, wszak nie był Hitlerem, by być bez skazy - że jest tutaj u siebie. Może i ludzie wokół posługiwali się śmiesznym językiem, rozpowiadając plotki o złych Niemcach, ale on sam był na tyle obieżyświatem, by czuć się swobodnie w tej krainie wolności, równości i braterstwa. Dobre żarty, właśnie widział na własne oczy, jak działa w tym kraju coś takiego jak wspólnota. Henri bez żadnego wahania wskazywał ludzi palcem. Może i to był fałszywy trop albo wręcz podpucha, którą wyszywał grubymi nićmi dla gestapowca, ale jego przyjaciele mogli poczuć ciężar decyzji na własnej skórze.
O ile będą skłonni w ogóle coś odczuwać po wizycie w tym przybytku, w którym dochodziło do niemal antycznych tragedii, z tym, że nie Mojry, a ten niepozorny człowiek w mundurze plótł żywoty, które często bywały tutaj urywane. Wszak był lepszym w dekonstrukcji niż w kreacji.
- Powtórzę pytanie bardzo wolno i oby tym razem je zrozumiałeś - odrzekł dalej tym samym chłodnym i wystudiowanym tonem, chowając kartkę po swojej stronie stołu. Zerknął na nią, ale nie dostrzegł niczego, co mogłoby skłonić go do natychmiastowej reakcji. Wolał wciąż pastwić się jeszcze nad Henrim, który wyglądał na zbyt swobodnego, jeśli wziąć pod uwagę ból, który przeżywano podczas złamania szczęki.
Czyżby reakcja szokowa czy zwykła poza? Miał wrażenie, że we Francji roi się od aktorów, którzy kojarzyli mu się jedynie z kurwami. Mało subtelnie, ale sztuka spadała tutaj na łeb i szyję, a poczciwy prawnik nie był wyjątkiem. To była tylko maska, za którą skrywał się tchórz.
- Co możesz powiedzieć o ludziom, których wymieniłeś? O tych kręcących się w pobliżu kamienicy - sprecyzował bardzo powoli, zupełnie jakby mówił do ułomnego dziecka... i właściwie to była słuszna inicjatywa, bo nagle krew zaczęła broczyć z jego ust i miał wrażenie, że nareszcie odczuwa całe spektrum bólu.
Za to Ludwig rozciągał usta w uśmiechu i podawał mu kolejny arkusz do pisania.
- Będziesz miał problemy z mówieniem, póki tego nie zadrutujesz - wyjaśnił z wielką (doprawdy?) troską, a potem znowu sięgnął po swoje cygaro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Nie Wrz 11, 2016 2:11 pm

Nagle rozległo się pukanie, a do sali przesłuchań zajrzała ta sama kobieta, sekretarka w jednym z biur, która nieco wcześniej dostarczyła wiadomość Sigismundowi Weberowi.
- Sieg Heil, herr Sturmbannführer von Liebenfels - pozdrowiła go, po czym zamknęła za sobą drzwi. - Przepraszam, że przeszkadzam, ale do siedziby przybył właśnie herr Brigadeführer und Generalmajor Wolfmeyer. Najprawdopodobniej jest już w sali zebrań. Uznałam, że powinien pan to wiedzieć.
Skinęła szybko głową, po czym wyszła z pomieszczenia. Ani razu nie zwróciła uwagi na Henriego.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Wto Wrz 13, 2016 6:56 pm

Nie uzyskał dobrych odpowiedzi. Wprawdzie w dłoni dzierżył listę, ale był przekonany, że na niej znajdują się równie żałosne jednostki, która właśnie słaniała się pod jego nogami. Wielki adwokat, który zapomniał, że milczenie jest złotem tylko w pismach świętych i szaleńców Kościoła, cała reszta bardziej ceni skłonność do mówienia. W tym przypadku srebro (którym jest przecież mowa) było bronią, którą należało wymierzyć w przeciwnika. Najlepiej nie spuszczając z niego wzroku.
Zupełnie jak w tych wszystkich opowieściach o Dzikim Zachodzie i rewolwerowcach, którzy spotykają się ze sobą w południe. Z tym, że ten srebrny nóż (bądź lampa, zabić można wszystkich) mógł okazać się bronią obosieczną.
W to nie wnikał. Na wieści zareagował od razu, spluwając Henriemu jeszcze w twarz. Podły tchórz.
Po czym wyszedł z sali przesłuchań, zabierając już zakrwawioną kartkę. Francuzi nawet cierpienie - ba, sterylny i rytualny obrzęd przymusowej rozmowy - musieli zapaskudzić.
- Zabierzcie go do aresztu, może po dwóch dniach zacznie być bardziej wylewny - nie dodawał, że bez jedzenia. Pewne oczywistości nie musiały wybrzmieć, podobnie jak ta, że w pomieszczeniu trzeba zetrzeć krew i pozbierać zęby.
Jemu już się nie przydadzą.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Sro Wrz 14, 2016 7:07 pm

Milczenie nie przyniosło Henriemu niczego dobrego - wezwani przez Ludwiga gestapowcy szarpnęli brutalnie de La Fontaine'a, zmuszając go do wstania. Następnie założyli mu kajdanki i nie zwracając najmniejszej uwagi na jego dosyć opłakany stan, zaprowadzili go prosto do celi.

Henri - jako że przestałeś odpisywać, zostajesz zaprowadzony do więzienia i umieszczony w osobnej celi. Możesz od razu pisać w temacie, a Mistrz Gry upomni się o Ciebie w odpowiednim momencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Czw Cze 15, 2017 9:42 am

2 V 1942

Świadomość śmierci męża wpędziła Claudię Kastner w bezsenność, a nieprzespane noce odbijały się na jej wyglądzie w postaci wyraźnych cieni pod oczami, gdy drugiego maja przekraczała próg sali przesłuchań w siedzibie Gestapo. Z uwagi na stan, w jakim się znajdowała, przyjmowanie środków uspokajających nie było wskazane - mieszanka medykamentów i stresu mogła poważnie zagrozić nienarodzonemu jeszcze dziecku. Będąca w szóstym miesiącu ciąży kobieta nie przypominała osoby, jaką była jeszcze przed kilkoma dniami. Uśmiech i pogodne spojrzenie zostały zastąpione przez grymas strachu i niepokoju; brunetka rozglądała się nerwowo po małym pomieszczeniu, niemalże chłonąc wzrokiem wszystkie znajdujące się w nim elementy.
Odziana w czerń, usiadła na chyboczącym się krześle i po złapaniu równowagi wzięła od razu kilka uspokajających oddechów. Czego jeszcze chcieli od niej śledczy? Ciąża i ból po stracie małżonka były środkami łagodzącymi, które sprawiły, że Claudia nie została wcześniej dokładnie przesłuchana i nie złożyła wyczerpujących wyjaśnień, a jedynie uzupełniła posiadane już przez inspektorów informacje. Tak, samochód ze zdjęcia był pojazdem należącym do jej męża. Nie, nie zostawiał w domu obrączki, gdy wychodził do pracy. Tak, jego ojciec miał problemy z sercem, ale co to wszystko miało wspólnego z poderżnięciem gardła Erikowi?
Mimowolnie gładząc dłonią wypukłość brzucha oczekiwała na mężczyznę, który miał ją dziś przesłuchać. Bała się, chociaż na dobrą sprawę nie miała nic do ukrycia i nie zawiniła w tej sprawie. Obawiała się jednak, że fakty, które mogą wyjść na jaw w trakcie śledztwa, wcale nie pomogą jej uporać się szybciej z żałobą.


Od tego momentu masz 72h na odpis, w razie problemów bądź chęci wydłużenia terminu poproszę o wiadomość w pw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Nie Cze 18, 2017 9:54 pm

Claudia Kastner nie była całkiem obca. Osłabiona, jak gdyby niedawno przeszła ciężką chorobę (czy śmierć bliskiej osoby nie jest czymś znacznie gorszym?), sprawiała wrażenie skurczonej we własnej skórze i nawet jej czarna, wyraźnie zaokrąglona na brzuchu sukienka wydawała się zbyt obszerna, wisząc luźno na ramionach kobiety. Coś w jej postaci odpychało, a zarazem fascynowało Larsa już od pierwszego spojrzenia, jeśli to rzeczywiście było pierwsze: odnosił niejasne wrażenie, że skądś pamięta twarz Frau Kastner oraz te długie, sięgające poza ramiona włosy. Pamięta jak przez gęstą mgłę, jakby sprzed całego świadomego życia, jak senną marę, której osiem dziesiątych zanurzyło się pod powierzchnię, a zauważalny pozostaje tylko sam wierzchołek.
Niewidoczny dla wdowy obserwował ją z wymagającego pilnego mycia okna od chwili, gdy czarny samochód z Claudią Kastner w środku zaparkował przed siedzibą. Mimo wysiłków nie mógł sobie przypomnieć, gdzie i kiedy spotkał tę obcą-nieobcą kobietę. Podczas któregoś z bankietów? Gdy odwiedzała w pracy męża? Na koncercie Jespera? Przypadkiem na ulicy?
Kiedyś radosna i przyjemna dla oka twarz miała w sobie dziś coś z zaszczutego zwierzątka – Lars obserwował, jak pani Kastner przemyka do schodów wiodących do głównego wejścia, nieustannie strzelając oczami na prawo i lewo, jak gdyby nie chciała zbyt prędko ujawnić własnej obecności lub przeciwnie – jakby obawiała się wściekłego psa, który lada moment może wyskoczyć na nią z rosnących po bokach kolczastych krzaków.
Dokładnie pięć minut później – wskazówki ściennego zegara leniwie odmierzały upływające sekundy – Lars pokonywał ten sam korytarz, którym chwilę wcześniej poruszała się Claudia Kastner. Jego kroki wybijały na dokładnie wyczyszczonych, szarych płytkach niezmienny, synchroniczny rytm kogoś, kto pokonywał tę trasę często – w pewnym sensie stanowczo zbyt często. Najpierw był trzask ciężkiej podeszwy, później stukot podbitego obcasa, w końcu ból niewyspanej głowy – tak brzmiało preludium do tutejszych przesłuchań. Dlaczego to robię? zapytał samego siebie po raz tysięczny, obojętnie mijając otynkowane i pobielone ściany. Zaledwie kilka metrów stąd na rozmowę – pomimo usilnych starań, Lars nie potrafił określić spotkania z Claudią Kastner mianem przesłuchania – czekała zrozpaczona kobieta, a Reifenstein potrafił myśleć wyłącznie o tym, by nie rozlać herbaty, aktualnie niebezpiecznie rozchybotanej w wysokim kubku.
Dlaczego ktokolwiek chciałby to robić?
Skutecznie zignorował ciche, płaczliwe jęknięcie drzwi, gdy łokciem nacisnął klamkę i jednym, powolnym pchnięciem otworzył je szerzej – wiedział, że od chwili pojawienia się w zasięgu wzroku, Claudia Kastner patrzyła na niego jak na wyjątkowo zagadkową kreaturę, której intencje wciąż pozostają niejasne. Sam nie zaszczycił jej spojrzeniem aż do momentu zajęcia stojącego naprzeciwko kobiety krzesła – wraz z Larsem, w sali przesłuchań pojawił się kubek napełniony wciąż gorącą herbatą oraz cienka, tekturowa teczka, chwilowo obojętnie odłożona na bok stolika.
- Nie wiedziałem, czy pani słodzi – w jego głosie niemal rozbrzmiała skrucha, kiedy ostrożnie przesunął herbatę w stronę Claudii Kastner, po raz pierwszy od wejścia posyłając jej jasne spojrzenie – spokojne, na swój sposób sympatyczne, w żadnym stopniu nie współczujące.
Tego miała zapewne dosyć.
- Lars Reifenstein. Miałem przyjemność współpracować z pani mężem przy kilku raportach, nic wielkiego, ale… - zawiesił głos, umiejętnie wykorzystując przyjemną ciszę sali przesłuchań – niedokończone zdanie stanowiło niewielki fortel, który skupiał uwagę Claudii Kastner na tym, co miało zostać powiedziane w dalszej części, nie zaś na tym, co zostanie wypowiedziane faktycznie.
Nieszkodliwe sztuczki umysłu?
- Muszę zadać pani kilka pytań. Wiem, że z uwagi na okoliczności to męczące, jednak zależy nam na jak najszybszym rozwiązaniu tej sprawy – posłał kobiecie jeden z tych doskonale wyuczonych, słabych uśmiechów, którym nie można zarzucić absolutnie nic. Były jak ulotne tiki, zapamiętywane tak długo, jak trwały – i ani sekundy więcej. – Możemy zaczynać, pani Kastner?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Sro Cze 21, 2017 6:08 pm

Na odgłos otwieranych drzwi odwróciła głowę w ich stronę i nie spuszczała wzroku z Larsa, odprowadzając go ąż na krzesło za biurkiem; dopiero gdy usiadł, wypuściła cicho powietrze, jak gdyby spłynęło na nią uczucie ulgi. Nie spodziewała się nikogo konkretnego, jednak sympatyczny uśmiech Reifensteina i oferta herbaty zrobiły na niej dobre wrażenie. Próżno mówić o pełnym odprężeniu, jednak gest mężczyzny nie pozostał bez odpowiedzi.
- Dziękuję, nie słodzę - wdzięcznie i pokornie kiwnęła głową, choć spojrzenie kobiety na moment uciekło w kierunku tekturowej teczki.
Przyjęła jego imię i nazwisko do wiadomości, opuszkami palców przesuwając po kubku i stwierdzając, że herbata musi być jeszcze ciut za gorąca, by się do niej zabierać.
Sama nie musiała się przedstawiać; wiedziała dobrze, że przed tym spotkaniem Lars poznał nie tylko jej personalia, ale zapewne także cały życiorys.
- Tak, zdaje się, że kilka razy pana wspominał - odpowiedziała uprzejmie, bynajmniej nie dlatego, że przypominała sobie słowa Erika. Błaha pogawędka pomagała trzymać się myśli, że to przesłuchanie będzie różniło się od innych, jakie zapewne miały miejsce w tej sali.
Jednak po uprzejmościach należało przejść do formalności, a gdy po słowach Larsa zapadła cisza, dłonie Claudii lekko zacisnęły się w pięści na jej kolanach.
- Zaczynajmy - przytaknęła - Powiem panu wszystko, Herr Reifenstein. Tak samo mocno pragnę odkryć prawdę o tym... tym potwornym morderstwie.
Głos miała słaby, lecz jej zapewnienie wybrzmiało nad wyraz mocno i... obiecująco. Spoglądając na swojego rozmówcę, była przygotowana na pytania, jakie miały za chwilę paść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Sob Sie 05, 2017 7:22 pm

Jakież to odpowiednie.
Nie sposób uniknąć badawczego spojrzenia, nie sposób wywinąć się od strachu, który bolesnym piętnem odbija się w tęczówkach i zalewa ciało chłodnymi falami niepokoju.
Świątynia przerażenia.
Doskonale słyszał ciche westchnienie, z jakim powietrze opuściło płuca Frau Kastner. Co pozwoliło jej na odczucie ulgi – doskonale dobrany do okazji uśmiech czy niewielki, pojednawczy podarunek w formie gorącej herbaty?
Nasza własna mała religia.
Niewiele brakowało, a pokręciłby głową z rozczarowaniem, wciąż i wciąż nie potrafiąc wyjść ze zdumienia nad ludzką naiwnością. Zbyt gładko akceptowali wygodne zestawienia pozorów, zbyt szybko tracili czujność, zbyt rozpaczliwie wyczekiwali na moment, w którym będą mogli porzucić nerwowe napięcie i uwierzyć, że ten miło uśmiechnięty, jasnowłosy młodzieniec nie jest wrogiem.
W ogarniającej ich uldze zapominali o jednym, drobnym szkopule – nie był też przyjacielem.
Wzmiankę o słodzeniu zbył lekkim skinięciem głowy, podobnie jak rzekome wspomnienia Erika o gestapowskich współpracownikach. Lars wątpił, aby którykolwiek z funkcjonariuszy przynosił tę część pracy do domów, zwłaszcza tych, gdzie ciężarna żona czeka z obiadem. Te niewiele wnoszące do samego przesłuchania słowa stanowiły jedynie miękką otoczkę, w której Claudia Kastner miała poczuć się swobodnie – bo im swobodniej się czuła, tym więcej informacji była skora udzielić.
Chcę zapytać o ostatni raz, gdy widziała pani męża – położył dłoń na blacie niewielkiego stołu, natychmiast odczuwając, że jest cieplejszy niż zwykle – a przecież można by pomyśleć, że tu, w otchłaniach siedziby gestapo, będzie chłodniej. Reifenstein miał jednak wrażenie, że jest równie ciepło, jak na zewnątrz, na spieczonych słońcem paryskich ulicach, nieznających miłosierdzia chociażby najlżejszego wiatru. Pozostawiony za plecami korytarz był cichy, martwy, stęchły niczym grobowiec – podobnie jak sala przesłuchań, którą miał nadzieję opuścić w przeciągu ostatniej godziny. – Kiedy dokładnie to było? – przemilczał wzmiankę o morderstwie, cierpliwie wyczekując na moment, w którym będzie mógł wyłożyć kobiecie oficjalną wersję wydarzeń – ta chwila jeszcze nie nastała, ustępując przed próbą odtworzenia ostatnich godzin życia Erika Kastnera.
Mówił, dlaczego wychodzi? Czy miał się z kimś spotkać? – w jego głosie przysiadło coś spokojnego, niespiesznego, coś, czemu obce było zniecierpliwienie – zupełnie jakby nie dopytywał o przedagonalne godziny męża siedzącej naprzeciwko kobiety. Na tym etapie śledztwa sugerowanie, że opuścił idealną żonę, aby spotkać się z kochanką, z góry przekreśliłoby merytoryczność dalszej rozmowy – nie potrzebował histerii zdradzanej kobiety, która mogła wiedzieć więcej, niż sama sądziła. Jej deklaracja powiedzenia wszystkiego zamykała się w dwóch opcjach: albo rzeczywiście pragnęła zamknięcia tego śledztwa, albo lubi koloryzować własne wypowiedzi, co w obliczu okoliczności, dla których oboje się tu zgromadzili, nie zapowiadało owocnych wniosków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   Wto Paź 03, 2017 12:20 pm

Dalsza część przesłuchania trwała jeszcze około 30 minut, podczas których Claudia dość precyzyjnie odpowiadała na mniej i bardziej przyjemne pytania Larsa, również te dotyczące słynnego paryskiego przybytku – One-Two-Two, w którym Erik Kastner spędzał całkiem sporo czasu. Małżonka gestapowca przynajmniej w tej jednej kwestii zachowała czujność: miała świadomość, iż ich małżeństwo od pewnego czasu nie układało się tak, jakby tego chciała, a osławiony dom publiczny ściągał w swoje progi niejednego bliskiego mężczyźnie współpracownika. Może odkryła coś więcej, a może wyłącznie domyślała się prawdy – tego jednak nie udało się zbadać Reifensteinowi, stan Claudii pogorszył się widocznie, a odpowiedź udzielona na pytanie nie była zbyt jednoznaczna. Wkrótce potem kobieta została odprowadzona do wyjścia, pozostawiając Larsa z myślą, że może warto byłoby kiedyś uważniej przyjrzeć się One-Two-Two?

Misja została zakończona.
Lars, w związku z opóźnieniami i decyzją o wcześniejszym zakończeniu, otrzymujesz 8 PR. Jeśli zechcesz sprawdzić dom publiczny znajdujący się na prawym brzegu Sekwany, możesz w dowolnym momencie zgłosić się do odpowiedniego tematu i ustalić szczegóły z Mistrzem Gry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Sala przesłuchań #2   

Powrót do góry Go down
 
Sala przesłuchań #2
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Opéra :: Siedziba Gestapo-
Skocz do: