IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Siedziba SS


Share | 
 

 Siedziba SS

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Siedziba SS   Pią Sie 26, 2016 11:18 pm



Siedziba SS

Siedziba paryskiego SS, znajdująca się na uboczu dzielnicy Elysée, nie jest w żaden sposób oznakowana, jednak większość mieszkańców Paryża doskonale wie, iż niepozorny, choć dostojny budynek stanowi siedzibę lokalnego Schutzstaffel. Aby dostać się na teren lokacji, należy pokonać dwie kontrolę – zewnętrzną przy strażniczej budce oraz wewnętrzną w recepcji, znajdującej się przy drzwiach wejściowych. Wstęp do budynku mają jedynie członkowie SS oraz osoby z odpowiednimi upoważnieniami. Na parterze znajdują są wspólne pokoje dla ssmanów, a także toalety. Dwa piętra zaś są przeznaczone na biura dla poszczególnych resortów. Pokoje przesłuchań oraz cele więzienne dla aresztantów zaś znajdują się w specjalnie wytłumionej piwnicy budynku.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Siedziba SS   Sob Lis 19, 2016 9:47 pm

W siedzibie było dzisiaj wyjątkowo pusto. Jednostki prześlizgiwały się przez korytarz, czasem witając się z Friedrichem, czasem nie zauważając go, będąc zbyt pochłoniętym przez pracę. Gdy jednak dotarł pod właściwą salę, dostrzec mógł jeszcze jedną osobę, która czekała pod drzwiami. Był to znany mu już ostatniej rozmowy Kriminaldirektor w siedzibie Gestapo.  - Dobrze pana widzieć, herr Nerlinger - przywitał się, nie kryjąc uśmiechu. - Słyszałem o ostatnim nalocie u zegarmistrza, szkoda, że nie dało się wyciągnąć z tego coś więcej - przyznał z udawanym smutkiem. Nie wspomniał nic o powodzie, dla którego w ogóle przybył do siedziby SS. Nie miał zresztą za bardzo czasu, bo zaraz po krótkiej wymianie zdań pojawiła się asystentka, która otworzyła mężczyznom drzwi do gabinetu - idealnie wyciszonego i pustego. Panował w niczym niezmącony porządek - proste biurko z idealnie ułożoną dokumentacją oraz ustawione przy nim dwa krzesła z wygodnymi obiciami, a za nimi regały z książkami oraz segregatorami, pod ciężarem których uginały się półki. Uchylone okna zasłonięte były firankami, zza których do niewielkiego pomieszczenia wpadało nieco światła. Tobiasa Wolfmeyera jednak w środku nie było, ale kobieta zapewniła, iż ma zjawić się lada moment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Siedziba SS   Sob Lis 19, 2016 10:55 pm

Nerlinger nie krył zdziwienia spotykając znajomego gestapowca. Przywitał go adekwatnie.
- Tak, tak. Wszystko wskazywało, jakby chowali tam coś jeszcze, niestety nic nie znaleźliśmy.
Rozmowa nie trwała jednak długo. Zaraz zjawiła się jakaś piękna, aryjska asystentka, która otworzyła przed mężczyznami drzwi do pomieszczenia, w którym Friedrich miał spotkać się z Wolfmeyerem. Nerlingerowi przeszło przez myśl, że i jego kolega został zaproszony na tę rozmowę. Wchodząc do środka zagadnął więc.
- Też został pan wezwany na rozmowę z herr Wolfmeyerem?
Zdjął czapkę (płaszcz zostawił wcześniej na wieszaku w holu) i, za przyzwoleniem rozmówcy, zasiadł na jednym z wolnych miejsc.


MG, jak on się nazywa? D: Ten gestapowiec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Siedziba SS   Nie Lis 20, 2016 12:12 am

Tobias Wolfmeyer zjawił się w Siedzibie SS kilka minut po tym, jak Friedrich i Kriminaldirektor Albert Braun weszli do gabinetu. Osoby, które Wolfmeyer mijał na korytarzu, mogłyby potwierdzić, że szef Policji Bezpieczeństwa i SD zdawał się nie być dziś w humorze. Jego myśli zaprzątała feralna wystawa w Hali Wagram i chaos, jaki powstał tuż po niej. Gdyby nie to, że Tobias nie miał w zwyczaju podejmować pochopnych decyzji, jeszcze tego samego wieczora wyciąłby w pień połowę paryżan w ramach odwetu. Wolał jednak starannie rozważyć kolejne kroki i w bardziej wyrafinowany sposób uderzyć w głupi, francuski lud oraz jego czerwonych sprzymierzeńców.
Tymczasem miał jednak do załatwienia inne, równie naglące sprawy. Intrygował go Nerlinger, o którym słyszał już pewne satysfakcjonujące historie, dlatego chciał się przekonać, ile było w nich prawdy i co mógł w związku z nimi zrobić. Jednocześnie Kriminaldirektor Braun poprosił go o spotkanie, zapewniając, że ma dla Wolfmeyera pewne istotne informacje.
Cokolwiek miało to oznaczać, Tobias liczył na to, że nie będzie rozczarowany. Znalazłszy się w końcu przy drzwiach gabinetu, pewnym krokiem wszedł do środka.
- Sieg Heil! - rzekł i skinął obydwu mężczyznom głową na powitanie. Nieśpiesznym krokiem podszedł do biurka i zajął miejsce po drugiej stronie. Następnie zwrócił się do Kriminaldirektora. - Herr Braun, mam nadzieję, że pana "istotne informacje" naprawdę będą istotne. Nie każmy Herr Nerlingerowi czekać zbyt długo.
Wolfmeyer splótł dłonie na blacie biurka i odchylił się w fotelu, spoglądając wyczekująco na mężczyznę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Siedziba SS   Nie Lis 20, 2016 10:32 am

Albert Braun roześmiał się na pytanie Friedricha:
- Tak, chyba można tak powiedzieć - odpowiedział, wchodząc za nim do gabinetu. Dość uważnie rozglądał się po stosunkowo skromnym wnętrzu i w myślach porównywał go z budynkiem Gestapo, który wydawał się o wiele bardziej dopracowany. Również ściągnął czapkę i usiadł przy wolnym krześle, pozwalając, aby na parę minut przed pojawieniem się Tobiasa zapadła w pomieszczeniu zupełna cisza. Gdy jednak drzwi otworzyły się ponownie, wstał, odwrócił się w stronę Wolfmeyera i odpowiedział. - Sieg Heil.
Zaczekał aż szef policji zajmie miejsce po drugiej stronie i dopiero potem usiadł z powrotem. Słysząc stwierdzenie Brigadeführera, poruszył się niespokojnie, posyłając Friedrichowi szybkie, uważne spojrzenie. Wiedział, że trzeba w końcu zakończyć to, po co tu przyszedł. Obawiał się tylko, czy Nerlinger nie zrobi z niego głupca przy samym Tobiasie. W końcu od tego zależało... właściwie wszystko.
- Oczywiście - odparł gładko, szybko kryjąc początkowe zdenerwowanie. - Herr Generalmajor, doskonale wie pan, że służba III Rzeszy to dla nas rzecz najważniejsza, jak z resztą powinna być dla każdego szanującego się Niemca. Zawsze starałem się nie oceniać nikogo pochopnie, wierząc, że łączy nas ten sam cel. Nie mogę jednak czy raczej nie możemy - podkreślił, spoglądając na Nerlingera - obserwować jak, przez jednego z naszych współpracowników, wszystko idzie na marne. I niech pan uwierzy - nie byłoby nas tutaj, gdybyśmy  nie mieli całkowitej pewności, że jest wśród nas ktoś, kto notorycznie podkopuje nasz autorytet wśród Francuzów.
Zatrzymał się na moment i wziął głębszy oddech, przeczuwając, że gdy wymieni to nazwisko, jego szanse gwałtownie spadną. - Mamy podstawy sądzić, iż Kriminalkommissar Hans Schoch jest zamieszany we współpracę z Ruchem Oporu - zakończył, spoglądając na Friedricha, aby teraz on cokolwiek powiedział, żeby pokazać Wolfmeyerowi, że nie jest sam w swoich podejrzeniach. Liczył, że poruszy kwestię złapania pewnego Polaka, którego później bezpodstawnie wypuszczono na wolność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Siedziba SS   Nie Lis 20, 2016 3:35 pm

Wstał i zasalutował, gdy do środka wszedł główny przełożony.
- Sieg Heil!
Również Nerlinger poczekał, aż najwyższy stopniem zasiądzie na miejscu, by ponownie posadzić swój nie tak już zgrabny co kiedyś tyłeczek na krześle. Był odrobinę zestresowany, nie wiedząc czego się spodziewać, ale nie okazywał tego. Zwrócił uwagę na przelotne niespokojne zachowanie Alberta, ale i tego po sobie nie pokazał. Za chwilę pan Braun zaczął mówić, a Friedrich szybko załapał temat. Słuchał z uwagą, a gdy kolega skończył i spojrzał na niego, odchrząknął i dodał coś od siebie.
- Dobrym przykładem tego, że coś jest nie tak była sytuacja mojego więźnia, Polaka przedstawiającego się jako Michał Jankowski. Mężczyzna ten posiadał fałszywe dokumenty, w tym fałszywe pozwolenie na broń. Podejrzewałem go o szpiegostwo dla aliantów, rozkazałem osadzić na kilka dni w areszcie, zniszczyłem jego pozwolenie i zarekwirowałem broń, dając mu poczucie, że w pozostałych dokumentach nic nie znalazłem i tym samym próbując uśpić jego czujność. Następnego dnia jednak dowiedziałem się, że pana Jankowskiego wypuszczono z aresztu, a co więcej, oddano mu jego broń. Oddano mu broń mimo braku pozwolenia, wypuszczono mimo posiadania fałszywego. Odpowiedzialny za zwolnienie go był właśnie Kriminalkomissar Hans Schoch, jak się dowiedziałem. To dość grube zarzuty, ale sądzę, że Kriminalkomissar może umyślnie działać na szkodę Tysiącletniej Rzeszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Siedziba SS   Nie Lis 20, 2016 8:39 pm

Wolfmeyer w milczeniu słuchał Brauna, ani razu nie zabierając głosu, choć zdawało się, że w pewnym momencie usta drgnęły mu lekko w grymasie. Po pewnym rozczarowaniu, jakie spotkało go w przypadku Christopha von Reichenau, który tyle nadziei pokładał w zeznaniach jakiejś głupiej Francuzki, Tobias nieco inaczej podchodził do rewelacji swoich podwładnych.
Mimo to nie mógł zignorować ukłucia niepokoju. Szpieg Ruchu Oporu w samej Siedzibie Gestapo byłby kolejnym ciosem wymierzonym w niemiecką władzę w Paryżu. Po tym, co stało się podczas wystawy, Wolfmeyer nie mógł sobie pozwolić na jakikolwiek błąd.
Również słowa Nerlingera zdołały nieco bardziej utwierdzić go w przekonaniu, że sprawa była poważna. Rzucił Friedrichowi zagadkowe spojrzenie, przelotnie zastanawiając się, dlaczego tak rzadko współpracował z ludźmi, których cechowały ślady inteligencji i umiejętności łączenia pewnych faktów.
- Rozumiem - rzekł w końcu, prostując się w fotelu. - Kriminalkomisaar Schoch bez wątpienia postąpił w sposób niedozwolony. Ale co więcej wiemy o tym człowieku? Za co dokładnie jest odpowiedzialny? Czy w przeszłości doszło do jakichkolwiek podobnych incydentów, z którymi był powiązany?
Wolfmeyer zmarszczył lekko brwi, próbując przypomnieć sobie wszystko, co wiedział o Schochu. Nie po raz pierwszy odnosił wrażenie, że w strukturach Gestapo panował chaos, jaki z łatwością mógł zostać wykorzystany przez przeciwnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Siedziba SS   Sro Lis 23, 2016 10:49 pm

Zdobycie zainteresowania Tobiasa stanowiło najważniejszy krok w całym tym przedstawieniu i skoro tylko wyraził chęć wysłuchania reszty historii, istniała nadzieja na właściwie zakończenie rozmowy. Wiedział, że wszystko idzie po jego myśli, a Schoch najwyraźniej chybotał się już na swoim wygodnym stołku, gotów spaść w każdym momencie. Braun zdołał stłumić uśmiech triumfu i po słowach Friedricha, który prawdopodobnie miał świadomość, jak wielka jest stawka, kontynuował:
- Nie po raz pierwszy wypuścił cywila, którego aresztowaliśmy. Właściwie nie wyraźił zgody na jego aresztowanie - dodał po namyśle, nie chcąc jednak za bardzo koloryzować. Wolfmeyer zapewne zamierzał zweryfikować ich słowa i lepiej, aby żadne nieścisłości ich nie podważyły. - Choć oczywiście były ku temu podstawy. Dowodów rzeczowych nie mamy, ale, jak sądzę, zdaje pan sobie sprawę, że takie zachowanie nie pomaga nam, szczególnie w obecnej sytuacji - stwierdził, umyślnie nawiązując do ostatnich wydarzeń mających miejsce w hali "Wagram".
Brak konkretów niestety działał na ich niekorzyść. Braun nie miał pojęcia o odkryciu Friedricha, które dotyczyło broni znalezionej przy zabitym Francuzie podczas patrolu, nie mógł więc skojarzyć faktu, iż to właśnie Schoch był odpowiedzialny za magazyny niemieckiej broni. Zamilkł zatem, opierając brodę na dłoni i wyczekująco patrząc na Tobiasa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Siedziba SS   Nie Lis 27, 2016 3:24 pm

Friedrich z uwagą przysłuchiwał się wymianie zdań pozostałych mężczyzn, jednocześnie mocno zastanawiając się co jeszcze wiedzą o Schochu. I nagle do niego dotarło. Niczym grom z jasnego nieba trafiła go idea, myśl, o której wcześniej zapomniał. Odchrząknął nieśmiało, gdy Albert skończył swoją wypowiedź.
- Panowie, Herr Schoch odpowiada za jeden z naszych magazynów broni, prawda? Francuskie szczury, które próbowały buszować w zawalonej kamienicy niecały miesiąc temu, były wyposażone w naszą, niemiecką broń. To oczywiście może być przypadek, ale to kolejna poszlaka przeciwko Kriminalkomisaarowi. Skądś tę broń musieli zdobyć, wydawała się być nowa, nie zdobyta w walce.
Mieli zdecydowanie za mało twardych dowodów na Kriminalkomisaara. Nerlinger właściwie tylko go podejrzewał. Ostatecznie Schoch mógł być po prostu bardzo głupi i tylko przypadkiem pomagać Ruchowi Oporu i Aliantom. Z drugiej strony, czy logicznym byłoby pozostawianie takiego człowieka na stanowisku bądź co bądź decyzyjnym?
- Jak mówi Herr Braun, nie mamy dowodów rzeczowych. Mamy jednak dużo argumentów przemawiających za tym, że Herr Schoch działa na niekorzyść Wielkiej Rzeszy, choćby zwalniając ważnych więźniów. Czy robi to umyślnie, czy z głupoty, to owszem, jest istotne - ale niezależnie co nim powoduje, działa nam na szkodę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Siedziba SS   Wto Lis 29, 2016 11:14 pm

Wolfmeyerowi coraz bardziej nie podobało się to, co słyszał. Jakim cudem ten Schoch jeszcze istniał? Dlaczego nikt nie pociągnął go do odpowiedzialności? Gdzie była Wielka Rzesza, kiedy ten człowiek nadmiernie korzystał z jej dobrodziejstw i ofiarowanej pozycji? Tobias nie tolerował odstępstw od reguł i jakiejkolwiek niesubordynacji, a Kriminalkomisaar ewidentnie pozwalał sobie na zbyt wiele. Wolfmeyer musiał jak najszybciej opanować sytuację.
Obecny tu Nerlinger mógł się do tego wybitnie przydać. Wieści o magazynie i niemieckiej broni w rękach członków Ruchu Oporu bynajmniej nie satysfakcjonowały Wolfmeyera, ale jeśli Friedrich dostrzegał pomiędzy nimi pewien związek, być może warto było zaufać jego intuicji?
- Schoch odpowie za to, co zrobił... bądź robi - rzekł w końcu cichym głosem, choć wyraźnie brzmiała w nim groźba. - Tego człowieka trzeba obedrzeć ze wszystkich brudnych sekretów.
Jeśli nie skóry.
Wolmeyer zamilkł na moment, rozważając kolejne słowa, po czym zwrócił się do Friedricha.
- Herr Nerlinger, wezwałem tu pana ze względu na pewne interesujące pogłoski, które o panu krążą. Ostatnimi czasy rzadko dostrzegam u ludzi oznaki myślenia, ale tym razem nastąpił chyba przełom. Powinienem więc wynagrodzić to w odpowiedni sposób - zrobił krótką pauzę i tym razem zwrócił się zarówno do Brauna, jak i Nerlingera. - Zostanie przeprowadzone śledztwo, które wykaże, jakie zamiary kryły się za czynami Schocha. Byłbym rad, gdybyście wzięli w nim udział. Zwłaszcza jeśli któryś z was myśli o awansie.
Wzrok Tobiasa powędrował w stronę Friedricha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Siedziba SS   Pią Gru 02, 2016 8:54 pm

Przy relacji Nerlingera Braun przyglądał mu się uważnie, hamując wszelkie oznaki zdziwienia usiłujące przemykać wśród rys jego twarzy. Nie miał pojęcia, że sprawy zaszło aż tak daleko i że jedyną rzeczą, która dzieliła Schocha od stracenia swojego stanowiska była już tylko dobra wola samego Wolfmeyera. Zbyt wiele świadczyło przeciw Kriminalkomisaarowi i prawdopodobnie nawet odpowiednie koneksje nie były w stanie go uchronić. Skinął więc głową po słowach SS-mana, dając znać, iż popiera jego zdanie, a sprawa należy do tych nie cierpiących zwłoki.
Gdy Tobias zwrócił się do Friedricha milczał, czekając, aż Wolfmeyer w jakiekolwiek sposób da też znać cokolwiek na temat jego wynagrodzenia. Uśmiechnął się ledwie dostrzegalnie na słowo "awans", ale poza tym nie pozwolił sobie na dalsze spoufalanie. Miał już całkowitą pewność, że kierując sprawę do Nerlingera, wybrał dobrze. - Chętnie się tym zajmę, jeśli tylko obowiązki pozwolą - odparł spokojnym tonem. - Gdyby pojawiło się coś jeszcze, będę przekazywać informacje prosto do pana - zastrzegł, dając znać, że sam nie do końca ufa swoim kolegom po fachu i woli nie powierzać im tej sprawy. - Myślę, że nie ma już nic więcej do dodania. - Zaczekał jednak aż Tobias da wyraźny znak, że mogą już odejść, a gdy tak się stało, wstał i, żegnając się pospiesznie, wyszedł z siedziby SS. Na koniec życzył jeszcze Friedrichowi powodzenia.
zt


Friedrich, jeśli chcesz, możesz napisać jeszcze jeden post.

Jeśli zaś chodzi o awans, jeszcze przed rozpoczęciem się kwietnia dostałeś informację, że dowództwo nie pozwoliło na udział Twój oraz Brauna w czynnościach - ze względu na bezpośrednie zaangażowanie w sprawę. Pewnego dnia zostałeś też poproszony o złożenie własnego zeznania odnośnie kwestii broni, którą znalazłeś podczas patrolu. Efekty, które pojawiły się po prawie tygodniu, były jednoznaczne - Hans Schoch współpracował z Ruchem Oporu, udostępniając im niemiecką broń. Został nie tylko zdegradowany, ale za zdradę Rzeszy wykonano na nim egzekucję. Odnośnie awansu nic na razie nie słychać, ale wyglądaj fabularnego kwietnia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Siedziba SS   Sob Lip 08, 2017 10:47 am

Nowa sekretarka, mniej więcej dziewiętnastoletnia, włosy ułożone w fantastyczne fale rodem z lat dwudziestych. Patrzy obojętnie, bez śladu zainteresowania. Wokół oczu wyrazisty makijaż z czarnymi liniami. Dziwka, flądra, zbyt głupio kurewska, by być dobrą kurwą – a jednak, ze studzienkowo-głębokim namysłem przez kilka sekund rozważał, czy nie zaprosić jej na kolację z jawną intencjonalnością tego, co miałoby nastąpić później. Być może zamierzał ją dołączyć do prywatnej kolekcji francuskich dziewczyn wszystkich typów.  Zasady gry jasne dla wszystkich – gdyby tylko wyszorować ją z makijażu i nienaturalnej fryzury, nie byłaby wcale taka zła. Ładne, duże piersi podskakujące pod niebieskim materiałem sukienki, śliczne kości policzkowe i lekko zadarty nosek. Ale nieskalanego myślą spojrzenia oczu i rozmemłanego wyrazu wydętych ust nie da się domyć. Żegna ją cichym, niezobowiązującym dziękuję i Eberhart – już po spojrzeniu na gładką, oszpeconą pieczątkami kopertę – zaczyna gratulować sobie wyczucia chwili; jeszcze pół minuty temu wysłanie Sørensena na dwudniowy urlop uważał za błąd feralny.
Teraz ulga mieszała się w nim z narastającym niepokojem.
Niewiele brakowało, a skaleczyłby się nożykiem do listów, w ułamku dziesiętnym sekundy cofając palce przed katastrofą. Koperta – w przeciwieństwie do ludzi – umarła cicho i bez cienia skargi, wypluwając na ciemne drewno biurka cztery złożone w pół stronniczki. Za plecami Fabiena niebo właśnie zabarwiało się na ciepłopomarańczowo, prezentując jedną z trzydziestu odmian majowych wieczorów, ale uroda zachodzącego słońca pozostała niezauważona – wzrok Eberharta gorączkowo pochłaniał kolejne linijki tekstu, już w połowie pierwszej strony zmuszając dłoń do sięgnięcia po słuchawkę.
Wysłać samochód na Rue Auguste Comte – naprawdę to powiedział? Z d o ł a ł powiedzieć? Tak, raczej tak, przecież minutę później przed siedzibą trzasnęły drzwi mercedesa, a warkot silnika jeszcze długo rozbrzmiewał w jego nagle opustoszałym umyśle.
Zabrakło mu sił na trzecią i czwartą stronę – ręce opadły bezradnie na drewniany blat, kciuk przez kilkanaście sekund wystukiwał na kartkach papieru nerwowy rytm, ale nawet on w końcu zamarł bezradnie, wypełniając gabinet złowróżbną ciszą. Tym razem pożałował, że w pokoju obok nie ma Norwega; dopadło go wyczerpanie przetykane mdłościami – jednoznaczne dywidendy braku dobrej kawy. W przeciągu kwadransa nieznośnego oczekiwana został niemal unicestwiony zmęczeniem. Niebezpiecznie zachwiał się nad przepaścią niewiary, uporczywie poszukując argumentów, które miały ochronić go przed popadnięciem w zalążek szaleństwa – racjonalizm oczyszcza, wypiera nieprawdopodobne i niewyjaśnialne.
Lecz umysł dalej milczał uparcie, nieśmiało podsuwając Eberhartowi wspomnienie heidelberskiego wieczoru, w pewien sposób podobnego do dzisiejszego, paryskiego kuzyna – wypowiedziane ustami szwedzkiego studentagå hem. Koppla av! powróciło po niemal dwudziestu latach i przybrało formę dobrej, uniwersalnej, jakże trafnej rady.
Idź do domu. Rozluźnij się!
Po raz pierwszy spodobał mu się jakikolwiek język skandynawski: gå hem, gå hem, kurwa…
Właśnie to powinien przekazać Finowi?
Właśnie w tych słowach?

Myśli postanowiły powrócić na dawne, utarte szlaki – powróciły i przyniosły klarowne stwierdzenie: c’est la vie. Ludzki los to wynik dodawania wydarzeń w życiu. To zapis całej gamy emocjonalności – buntu wobec tego, co zgotowało przeznaczenie, pogodzenia się z nim, rozpaczy wobec nieuchronności tego, co przynosi, i walki, aby nie polec już w pierwszym starciu.
Zupełnie jak dar spokojnego oddychania. Nie oddychasz – nie żyjesz.
Echo cichego pukania rozniosło się hukiem armatniego wystrzału we wnętrzu biura. Za oknami słońce wydawało ostatnie, agonalne tchnienia, a Fabien – po raz ostatni przeczesując palcami włosy, po raz ostatni przecierając dłonią twarz – wyprostował się na krześle, wyrzucając z siebie oschłe wejść. Mógł udawać, że tak nie jest, ale był tchórzem: zamiast podnieść wzrok i zmierzyć się z dezorientacją na młodej
zbyt młodej
twarzy, uparcie wbijał wzrok w kartki papieru, które znów znalazły się w jego dłoniach.
- Siadaj – lewy kącik ust drgnął nerwowo, gdy wzrok po raz kolejny napotkał treściwe, krótkie oddelegować okraszone nieznoszącym sprzeciwu w przeciągu trzech tygodni. – Napijesz się czegoś?
Napij się. Czegoś mocnego. Napij, bo już wkrótce w twoim życiu nie będzie escalopes de veau, nie będzie rognons de veau a la bordelaise. Prawdopodobnie nie będzie już niczego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Siedziba SS   Sob Lip 08, 2017 10:32 pm

Na kolanie trzymam kurczowo zaciśniętą dłoń, a twarz pali mnie, jakbym dostał siarczysty policzek. Musiałem wyglądać okropnie sentymentalne, z twarzą odwróconą w stronę samochodowej szyby i wzrokiem wbitym w rozmazane obrazy mijanych budynków. Kierowca zadaje pytanie, którego nie potrafię zrozumieć (zamknąłem się na słowa, słowa przestały mieć znaczenie, słowa nie są dziś dla mnie dobre), a ja – jeżeli to w ogóle możliwe – czerwienię się jeszcze bardziej. To niesamowicie śmieszna sytuacja. Co ja właściwie tu robię?
Wpadłem po sam podbródek w bagno posępnego, apokaliptycznego nastroju. Nos – przypominający dorodną pasztetową – pulsował przy każdym grymasie, każdym gwałtownym ruchu głową i każdym przypadkowym dotknięciu. Ból z każdym dniem stawał się coraz bardziej dokuczliwy, coraz trudniejszy do zniesienia, coraz mocniej irytujący – nie potrafiłem go określić ani jednoznacznie umiejscowić. Tego ranka gotów byłem niszczyć imperia, gdyby tylko mój zadek (prawdopodobnie jedyna nieobolała część ciała) spoczywał na właściwym krześle. Uwolniłbym Cthulhu. Spuściłbym ze smyczy wilki Fenrisa. Rozszczepiłbym wszechświat, gdybym tylko miał okazję. Niektórzy uciekają przed cierpieniem w nierzeczywisty świat nasączany etanolem lub kreowany za pomocą podejrzanych substancji chemicznych, inni żyją opętańczo, jakby każdy dzień miał być ostatnią kartką w kalendarzu, jeszcze inni przeobrażają się w słup soli.
Ja zacząłem się bać.
Od chwili, w której do drzwi rozległo się niecierpliwe pukanie, podsumowane przez Samiego kilkoma zirytowanymi szczeknięciami, poprzez nerwowe zapinanie guzików munduru, aż do echa zamykanych drzwi samochodu – w takim lęku, panicznym, rozprowadzanym po ciele nierównymi uderzeniami serca, cierpienie schodzi na drugi plan. Najważniejsze jest to, by się nie bać.
Problem w tym, że sam bałem się nieustannie przez ostatnie dwa lata. Niekiedy nie potrafiłem nawet nazwać powodu własnego strachu – przychodził nagle, bez ostrzeżenia. Czasami o trzeciej nad ranem, wyrwany ze snu zbyt rzeczywistym echem wystrzałów, pośpiesznie narzucałem kurtkę na wilgotną od potu piżamę, drżącymi palcami zapinałem obrożę Samiego i wychodziłem do parku przed kamienicę.
Dziś daleko mi do tej koszmarnej – i zbyt gwałtownej na fińskie standardy – paniki. Wsiadając do samochodu pomyślałem, że nie mogę myśleć o tym, co czeka mnie w przyszłości. Muszę skupić się na teraz; teraz jestem w Paryżu, jest dziewiętnasta trzydzieści siedem. W radiu zapowiadano silne, przekraczające dwadzieścia stopni upały. Na razie prognoza się sprawdza. Teraz to miasto, które przypomina obraz nabazgrany kolorowymi farbkami przez nadpobudliwe dziecko. Gdzieś z oddali dolatuje znana melodia, przedziera się przez szum silnika, przez potrawkę z głosu kierowcy i echo kroków, które kilka minut później stawiałem na korytarzach siedziby. Ta melodia dźwięczy w całym moim ciele jak zapowiedź bólu zęba długo po przekroczeniu progu gabinetu.
Herr Obersturmbannführer – czuję się głupio, zaglądając przez uchylone drzwi jak trwożliwy obywatel do państwowej instytucji – na szczęście Fabien Eberhart nie skazuje mnie na odwieczny dylemat usiąść czy nie? i sam proponuje, bym zajął miejsce.
Moje prywatne teraz ma twarz SS-Obersturmbannführera, jest ciche i niepokojące. Teraz rozgrywa się siódmego maja późnym wieczorem i zostało ubarwione lekkim, przeczącym ruchem głowy, którym odmówiłem napoju.
Niby kto o tej porze mógłby nam go podać?
Czuję się nie na miejscu, doskonale wiedząc, że lada moment moje życie – po raz kolejny – legnie w gruzach.
Ale jestem spokojny. Wiem, że to nie ma żadnego znaczenia. Wiem, że jeśli coś ma mnie zaskoczyć, i tak to zrobi, mało istotne, jak nerwowo będę się rozglądał, jak cicho będę stąpał, na ile zamków zabarykaduję drzwi. Powinienem czerpać z ostatnich chwil nieświadomości tak wiele, jak to tylko możliwe – mieć uczucie, że tego wieczora jesteśmy podobni do sylwetek z heroicznych obrazów: ja padam na ziemię z pistoletem w ręku i śmiertelną raną na piersi, a Obersturmbannführer, również z bronią w dłoni, kroczy naprzód, tam, dokąd sam dojść nie zdołałem.
Mam ochotę uśmiechnąć się pokrzepiająco, dostrzegając nerwowość dłoni Eberharta; to przecież nic wielkiego. To tylko mój los zbliża się do finału – i muszę zrobić wszystko, by ten był doskonały i piękny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Siedziba SS   

Powrót do góry Go down
 
Siedziba SS
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Élysée-
Skocz do: