IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Sala zebrań


Share | 
 

 Sala zebrań

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Sala zebrań   Sob Sie 27, 2016 3:31 pm



Sala zebrań

Miejsce to zdecydowanie należy do elegantszych pomieszczeń w siedzibie. W centralnym punkcie znajduje się stół z lakierowanego, ciemnego drewna, wokół którego ustawiono obite skórą krzesła. Wyżej postawieni okupanci wykorzystują to miejsce do spotkań czy mniejszych narad, a do ich dyspozycji zawsze jest kredens z nie najgorszymi trunkami czy kilka najnowszych numerów gazet, leżących w schludnym stosie na stoliku pod oknem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Czw Wrz 08, 2016 7:01 pm

Po przesłuchaniu Sigismund Weber przyszedł do sali zebrań, gotów zdać raport i podzielić się informacjami. Nie było ich zbyt wiele niestety. Podoficer zdawał sobie sprawę, że Mila mogła mówić prawdę i mogła być w pobliżu kamienicy całkowitym przypadkiem, przez pomyłkę, ale wątpił w to. Coś takiego było zbyt oczywiste!
Zastukał do drzwi, poprawił kołnierzyk munduru i czapkę tkwiącą pod pachą i wszedł do środka. Wyprostowany, dumny, ze spojrzeniem utkwionym gdzieś daleko, przed sobą. Jak przystało na podoficera, trwał przez chwilę bez ruchu, ale gdy zdał sobie sprawę, że nie ma tu nikogo wyższego od niego stopniem, to się trochę rozluźnił. Bo mógł. Bo chciał.
Nie usiadł jednakże, bo pewne części ciała ciągle go bolały. Zajął więc strategiczne miejsce przy ścianie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Czw Wrz 08, 2016 9:45 pm

Christoph do pokoju wszedł bez jakiegokolwiek pukania lub zapowiedzi. Wiedział, iż jest najwyższy stopniem w budynku, dlatego nie było potrzeby, aby komukolwiek się kłaniał, salutował lub okazywał w inny sposób szacunek. Po wejściu do pomieszczenia opadł na jedno z wolnych krzeseł oraz wyciągnął z kieszeni spodni lekko pogniecioną paczkę papierosów, po czym zapalił jednego. Następnie zilustrował pomieszczenie, zaś gdy spostrzegł w nim SS-Unterscharführera, uznał, iż został przysłany do pokoju, aby usługiwać wyższej rangi oficerom, prowadzącym przesłuchania. Nie spodziewał się, iż osoba o tak niskim stopniu mogłaby być oddelegowana do prowadzenia przesłuchań.
- Szklanka whisky z dodatkiem wody sodowej - rzucił w stronę Webera, głową pokazując kredens z trunkami. Samemu sięgnął po jedną z gazet - mianowicie po czasopismo o tematyce kulturalno-artystycznej, oczywiście w języku niemieckim. Bezceremonialnie położył nogi na stole z lakierowanego, ciemnego drewna, wygodnie rozkładając się na siedzisku oraz niedbale popalając papierosa, czekając, aż młodszy oficer przyniesie mu szklankę z trunkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Pią Wrz 09, 2016 7:05 pm

Weber był służbistą i fanatykiem, więc nawet nie próbował poprawiać Christopha. Dla kogoś tak wysoko w hierarchii niemieckiej, niepowstrzymanej armii Sigismund był równie dobrze kelnerem czy baristą właśnie. Wyprostował się, stuknął obcasami i ruszył wykonać polecenie. Rozkaz to rozkaz, nie ważne, czy dotyczy rozstrzelania wioski, przeprowadzenia natarcia na umocnioną pozycję wroga czy przygotowania drinka.
- Jawohl, herr Oberführer von Reichenau! - i to była potęga Rzeszy! Bezwarunkowa lojalność i natychmiastowe wykonywanie rozkazów! Unterscharführer Weber osobiście nie przepadał za alkoholami, wolał kawę co było oczywiste, więc przyłożył się, aby drink dla przełożonego był jak Niemcy. Mocny i wyrazisty!
- Proszę, herr Oberführer von Reichenau. Whisky z wodą sodową. - chwilę później Weber podszedł do oficera ze szklanką, małą kartonową podstawką i serwetką. Nawet w takich chwilach chciał pokazać, że jest godzien miana żołnierza niemieckiego. Nie zamierzał też wyrywać się do odpowiedzi i zdawać raport z przesłuchania już teraz. Nie będzie przeszkadzał Christophowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Sob Wrz 10, 2016 9:37 pm

Von Reichenau podziękował młodszemu oficerowi jedynie skinieniem głowy, nie przerywając lektury. Christoph dwukrotnie przejrzał gazetę, skrupulatnie pochłaniając nowinki dotyczące muzyki czy sztuki. Nawet przez chwilę zaczął rozważać, czy by nie rozwiązać krzyżówki, znajdującej się na tylnej okładce pisma. Zamiast tego złożył je w idealny kwadrat, po czym odłożył na stole. W międzyczasie zdołał wypalić trzy papierosy oraz wypić haustem szklankę z trunkiem. Von Reichenau ziewnął kilka razy ostentacyjnie, po czym skierował swoje spojrzenie w stronę Webera.
- Jeszcze jedna porcja tego samego - rzucił, patrząc wymownie na opróżnioną, grubo rżniętą szklankę do whisky. - Gestapo? SS? Czym się zajmujesz, żołnierzu w Paryżu? - zagadnął go. Jego ton był pozbawiony ironii oraz niechęci, która zwykle towarzyszyła mu, gdy zwracał się w stronę niższych stopniem wojaków. Był znudzony oraz lekko zniechęcony dalszym czekaniem na pozostałych oficerów przesłuchujących. Być może stojący przed nim oficer w stopniu Unterscharfuhrera okaże się godnym partnerem do dyskusji. Do tej pory jednak wśród wojskowych w Paryży Christoph spotykał się jedynie z topornymi cyborgami, którzy mieli za zadanie bezsłowne wypełnianie jego poleceń. Miał nadzieję, iż mężczyzna będzie miał choć minimum jakiejkolwiek osobowości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Nie Wrz 11, 2016 1:57 pm

Właściwie powinno go tutaj nie być - dysponował przecież sprawdzonymi ludźmi, którzy sumiennie zabraliby się za tę sprawę, gdyby tylko kiwnął na nich palcem. Tymczasem już od dłuższego czasu drażniły go nagłówki tych wszystkich głupawych francuskich pisemek, które krzyczały o wybuchu w kamienicy w Enclos-St-Laurent i nawoływały do pomocy poszkodowanym. Sam Tobias był zdania, że im więcej Francuzów będzie głodowało czy drętwiało z zimna, tym szybciej zwrócą się oni o pomoc do wspaniałej i szczodrej III Rzeszy... choć oczywiście za odpowiednią cenę.
Było jednak coś jeszcze - skład broni Ruchu Oporu. Kolejna rzecz, która nie dawała mu spokoju i która spowodowała, że oderwał się dzisiaj na moment od pracy, by przybyć do Siedziby Gestapo i złożyć niezapowiedzianą wizytę w sali zebrań. Wiedział oczywiście, że od południa w siedzibie trwały przesłuchania wezwanych świadków, ale miał zamiar zdążyć na planowaną później naradę. Być może faktycznie marnował w ten sposób swój cenny czas - zawsze mógł zapoznać się potem z raportem, ale tym razem był wyjątkowo ciekaw, jakie informacje uzyskali Oberführer Christoph von Reichenau, Sturmbannführer Ludwig von Liebenfels oraz Unterscharführer Sigismund Weber.
Cichym krokiem przemierzał korytarze Siedziby Gestapo, odpowiadając od czasu na pozdrowienia mijanych oficerów. Kiedy zatrzymał się pod drzwiami sali zebrań, zapukał trzykrotnie, po czym natychmiast wszedł do środka.
- Sieg Heil, Herr Oberführer von Reichenau und Herr Unterscharführer Weber - rzekł (oczywiście nienaganną niemczyzną), kiwnąwszy sztywno głową. Nie musiał podnosić głosu, aby wzbudzić szacunek. Twarz Wolfmeyera wyrażała zazwyczaj lodowatą obojętność; stronił on przesadnej ekspresji uczuć, jednak jego usta drgnęły lekko w grymasie na widok Christopha, który trzymał nogi na stole. Nie skomentował tego w żaden sposób, a na jego oblicze powróciła lodowata maska.
Zdjął płaszcz i powiesił go na wieszaku, po czym zajął miejsce u szczytu stołu. Wyprostowany, ze splecionymi na blacie dłońmi, przyjrzał się jeszcze raz Sigismundowi i Christophowi.
- Wybaczcie, panowie, że pojawiam się bez zapowiedzi - powiedział, choć żadnego wybaczenia oczywiście nie oczekiwał ani nie spodziewał się, by którykolwiek z nich miał mu czynić wyrzuty, że przybył tak niespodziewanie. Zawsze wolał jednak utrzymywać pozory kurtuazji. - Doszły mnie słuchy o dzisiejszych przesłuchaniach i chętnie dowiem się, co mieli do powiedzenia świadkowie. Sprawa wbrew pozorom jest poważna - kto by pomyślał że tym śmiesznym Francuzom, którzy bawią się w opozycję, udało się zgromadzić takie zasoby broni? Ale zanim zaczniemy... gdzie jest Sturmbannführer von Liebenfels?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Wto Wrz 13, 2016 7:06 pm

- Myłem ręce - zjawił się zaraz po tym, jak padło to pytanie. Właściwie mógłby na tym stwierdzeniu poprzestać, bo jego nienaganny mundur wprawdzie nie wyrażał przebiegu przesłuchania, ale już lekki błysk w oku wskazywał na jego przebieg.
Inna sprawa, że naprawdę był zaintrygowany tą wizytą... w swoim przybytku. Był na tyle megalomański, by Gestapo traktować jako swoją krwawicę. Dokładał, zresztą, wszelkich starań, aby tutaj funkcjonowało wszystko w jak najlepszym niemieckim porządku.
Właściwie Ludwig nie znał innego świata jak ten, w którym panuje dobra organizacja i rutyna, do której należało również przesłuchiwanie świadków. Skinął głową towarzyszom i zajął miejsce obok Christopha, zwracając uwagę zarówno na niego, jak i na szefa Policji.
- Proszę kontynuować - on rozsiadł się wygodnie i sięgnął na nowo po cygaro, zastanawiając się, co udało się innym. Pewnie nikt nie wybił zębów swojemu podejrzanemu lampą, ale to nie były rówieśnicze zabawy w porównywaniu rozmiaru swoich siusiaków, a ważne odkrycie, które wskazywało na to, że Francja podnosi się z kolan.
Jeśli robi to w tempie Henriego, to zakładał, że mają jeszcze kilkanaście lat spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Sro Wrz 14, 2016 10:58 pm

Chris nie miał okazji dotychczasowo poznać dowódcy paryskiego SD - Tobiasa Wolfmeyera. Jednak uzyskał na jego temat dostateczną ilość informacji, aby domyślić się, iż człowiek, który wkroczył do sali, to właśnie jest ten owiany legendą pogromca paryskiego podziemia niepodległościowego. Christoph w momencie, gdy Tobias wszedł do sali, natychmiastowo zebrał nogi ze stołu oraz rzucił gazetę w gdzieś w kąt, po czym wstał, aby okazać mu cześć, należną wyższemu oficerowi. Cóż, pomylił się, wyrokując, iż jest najwyższy stopniem w budynku, jednak nie speszył się zbytnio spojrzeniem Generalmajora, wyrażającym dezaprobatę dla jego postawy. Następnie skinął głową znanemu mu już Ludwigowi na powitanie, po czym zajął miejsce.
- Ja dowiedziałem się kilku ciekawych informacji - powiedział enigmatycznie - jednak chciałbym poczekać na resztę rewelacji, aby mieć pełen obraz sytuacji. - dodał po krótkiej chwili, po czym wyjął z papierośnicy papierosa marki Juno, oraz zapalił go, w oczekiwaniu na sprawozdania kolegów po fachu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Czw Wrz 15, 2016 5:44 pm

Wolfmeyer skinął tylko głową, przyjmując wytłumaczenie Ludwiga. On sam nie lubił brudzić sobie rąk, szczególnie tą podłą, francuską krwią, która wyjątkowo ciężko schodziła później z munduru. Poza tym odpowiedni ludzi mogli zrobić to za niego, więc również tym razem nie miał wątpliwości, że ich metody przyniosły pewne skutki.
Zajął wygodniejszą pozycję na krześle, przeniósł ręce na jego oparcia, po czym zaczął wybijać nieokreślony rytm swoimi długimi, bladymi palcami. Choć cechował go wyjątkowy chłód oraz opanowanie, nie mógł tym razem ukryć, że ciekawiły go informacje, jakie zdobyli Christoph i Ludwig.
- Chcę wiedzieć, kto stawił się na przesłuchanie, jak trudno było wyciągnąć z niego zeznania i czy do czegokolwiek się one przydadzą - rzekł, rzucając wyczekujące spojrzenie najpierw Ludwigowi, a potem Christophowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Pią Wrz 16, 2016 6:37 pm

Nie uważał się za sadystę, ale nie mógł odgrywać też roli łagodnego baranka. Rzesza była jak zdobyte przez przemoc i krew królestwo, które należało bronić zębami i pazurami przed najeźdźcami. Każdy wiedział, że lepiej i łatwiej było zdobywać niż utrzymać władzę. Nic więc dziwnego, że metody zaczynały być coraz bardziej brutalne, choć Ludwig nie ufał i tak ludziom, których nie targały jakiekolwiek namiętności.
Sam uważał, że u każdego występuje moment krytyczny, owa granica, za którą już jest tylko przepaść. Ludwig ślizgał się po jej krawędzi, zupełnie jak teraz huśtał się na krześle.
- Henri de la Fontane - wymienił dane personalne swojego świadka. - Sporządził spis osób, których widział tamtego dnia, ale sam nie był skory do jakichkolwiek wyjaśnień. Mam nadzieję, że głód rozwiąże mu język - wyjaśnił, podając swojemu dowódcy dokumenty z przesłuchania.
- Czyżby Ruch Oporu? - zagadnął Christopha, był ciekaw, czego on się dowiedział. Może nie każdy trafił na taką ofermę życiową jak ten adwokat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Nie Wrz 18, 2016 12:16 am

- Do mnie zgłosić się miała niejaka Levittoux. Imię wyszło mi z głowy, zaraz jednak mogę sprawdzić je w aktach. - zaczął Christoph. - Zamiast niej jednak dobrowolnie przyszła Magalie Sournois, trzydziestokilkuletnia mieszkanka kamienicy znajdującej się naprzeciw budynku, w którym doszło do wybuchu. Zeznała, iż na co dzień pracuje w sklepie papierniczym, w którym zaopatrzyli się mężczyźni, którzy mieliby dokonać tego zamachy. Kobieta zeznała, iż wspomagała ich nieświadomie. Dodała również, iż śledziła ich do miejsca, którym był zakład zegarmistrzowski, w dzielnicy Ménilmontant, przy Rue Moret 30. Podobno miał być on cały wypełniony bronią oraz równie niebezpiecznymi narzędziami. Kobieta utrzymuje, iż owi mężczyźni zauważyli ją, jednak udało jej się zbiec. - zwięźle streścił słowa Francuzki.
- Wobec przesłuchiwanej byłem nieprzyzwoicie wręcz uprzejmy. Nie doznała jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu fizycznym oraz psychicznym. Wydaje mi się być wręcz wdzięczna za tak szczodre postępowanie. Chciałbym w tym miejscu wnieść o to, aby nie uczyniono jej jakiejkolwiek krzywdy. Na razie oczywiście. Kobieta prosi również o udzielenie jej zezwolenia na wyjazd na wieś. - Christoph zamyślił się na krótką chwilę, po czym powiedział:
- Chciałbym przychylić się do jej prośby. Oczywiście nie zweryfikowałem odpowiednio jej słów, może okazać się, iż kobieta chce nas wpakować w jakąś sprytnie pomyślaną pułapkę. Jednak ugryźmy ją z innej strony niż zazwyczaj. Wspominała, iż posiada ona dzieci. Wyślijmy ludzi pod jej adres zamieszkania, niech przyprowadzą oni jej rodzinę. Będą oni gwarantem tego, iż oskarżona nie kłamie. Dodatkowo uczyńmy z jej życia raj. Wyślijmy ją na wieś, zapewnijmy ochronę oraz bony żywnościowe. Jej historię zaś opiszemy w gazetach propagandowych - zmęczona życiem rodowita Francuzka, dotknięta piętnem wojny opisuje, iż została w tak hojny sposób obdarowana przez okupanta. Dodatkowo sama się do niego zgłosiła, wbrew swojej woli, aby ten zapewnił spokój na paryskich ulicach. Mieszkańcy dostaną wzór do naśladowania, zaś co głupsi nawet nie dostrzegą fałszywej nuty. Gdy szum opadnie, a kobieta sama będzie zmęczona obecnością naszych żandarmów czy dziennikarzy oraz poprosi o nieco prywatności, to zostanie napadnięta przez żołnierzy Ruchu Oporu. Ci bandyci być może jej nie zabiją, ale na pewno zgwałcą w brutalny sposób, ogolą głowę oraz rozharatają twarz. Oczywiście będą przy tym krzyczeć, iż jest brudną, proniemiecką kurwą oraz zdrajczynią Francji. Wtedy poniesie się fama iż kobieta, która dla dobra społeczeństwa zdecydowała się na współpracę z okupantem, została w tak okrutny sposób pokarana przez współbratymców. Oczywiście niektórzy nie uwierzą w tę wersję zdarzeń. Jednak większość społeczeństwa powinna łyknąć tę historyjkę, przez co notowania Ruchu Oporu zostaną uszczuplone w sposób znaczący - Christoph miał nadzieję, iż nie rozmarzył się zbytnio. Wiedział, iż jego plan ma kilka istotnych dziur, jednak być może przypadnie on na tyle do gustu pozostałym dowódcą paryskiej tajnej policji, iż pomogą w jego realizacji. - Oczywiście mogę po prostu wyrwać jej kilka zębów trzonowych oraz wtrącić do celi na kilka tygodni w celu weryfikacji zeznań - dodał przytomnie po chwili, gdyby jednak jego plan nie przypadł do gustu.


Ostatnio zmieniony przez Christoph von Reichenau dnia Nie Wrz 18, 2016 4:40 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Nie Wrz 18, 2016 3:42 pm

Wziął od Ludwiga dokumenty z przesłuchania i przejrzał je z umiarkowanym zainteresowaniem. Spis mógł się okazać przydatny, to prawda, ale jeśli wezwałoby się każdą z tych osób, jaką mieliby gwarancję, że okażą się bardziej rozmowne niż ten de La Fontaine? Nie znosił czekania; w jego opinii należało działać szybko i skutecznie, by zdobyć potrzebne informacje. Tym bardziej, że na ulicach tego żałosnego miasta nadal panoszył się Ruch Oporu, który w każdej chwili zburzyć niemiecki porządek.
- Rozumiem - rzekł, odkładając dokumenty - Gdy już przypomni sobie, że miał współpracować, sporządzisz pełen raport i dostarczysz mi go jak najszybciej.
Wysłuchał następnie Christopha, starając się jednocześnie przypomnieć sobie wszystko, co o nim wiedział. Na pewno był tutaj od niedawna, a samego Tobiasa doszły oczywiście słuchy o zasługach von Reichenau na froncie wschodnim i o wyjątkowej bezwględności, jaka cechowała Oberführera. Kiedy Christoph skończył, Wolfmeyer obdarzył go zagadkowym spojrzeniem, rozważając jego słowa. Cała historia tej Francuzki bez wątpienia go zaintrygowała; podobało mu się również to, że von Reichenau potrafił ją odpowiednio... wykorzystać.
Wolał jednak odrobinę ostudzić jego zapał, chcąc zobaczyć, co jeszcze Christoph może zaproponować.
- Jesteś tutaj nowy, Herr Oberführer von Reichenau - powiedział po chwili. - Możemy przejść na "ty", prawda? Musisz wiedzieć, że ten śmieszny naród ma wpisane w nawyki kłamstwo i wszelkie przekręty. Jeżeli ta kobieta nie kłamie i właśnie podała nam lokalizację kolejnego składu broni, to tym lepiej dla nas. Ale jeśli wkroczymy tam beztrosko z hukiem i z połową garnizonu, a okaże się, że w zakładzie nic nie ma, wyjdziemy na głupców.
Przerwał na moment i zamyślił się.
- Jestem jednak skłonny przychylić się do twojej propozycji, ma ona pewne niewątpliwe zalety - kontynuował. - Możemy wysłać tę kobietę na wieś, nawet jak najszybciej, żeby nie spróbowała nam gdzieś umknąć. Zapewnimy jej oczywiście wszystkie dogodności, o których wspominałeś, a także dyskretną, lecz odpowiednią eskortę. Oficjalnie niech będzie to wyraz naszej troski o nią, a w rzeczywistości zwyczajny środek zapobiegawczy przed ewentualną ucieczką. Niech myśli, że z miejsca jej uwierzyliśmy. Powiemy też, że dzieci dołączą do niej wkrótce.
Znów zrobił na moment pauzę, w myślach widząc już krzykliwy nagłówek "Je suis patrout" mówiący o niebywałej mieszkance miasta.
- W międzyczasie chcę, abyś przeprowadził cichy nalot na ten zakład zegarmistrzowski - odezwał się ponownie. - Dobierz sobie dwóch albo trzech oficerów, jeśli tylu będzie ci odpowiadło. Nawet jeśli nic tam nie będzie, Paryż nie może mieć ani cienia podejrzenia, że daliśmy się w jakikolwiek sposób oszukać. Aresztujesz tego, kogo znajdziesz na miejscu, a zgodnie z twoim pomysłem, gazety mogą napisać, że dzięki tej Sournois wpadliśmy na sprawców wybuchu w Enclos-St-Laurent... choć może faktycznie wpadniemy. W każdym razie trafią oni do więzienia, o ile została tam jakakolwiek wolna cela.
W jego głosie zabrzmiał lekki cynizm. Skrzywił się minimalnie, przypominając sobie, że ostatnie raporty o przepełnionym więzieniu również wymagałyby przedyskutowania.
- Pozostała część twojego planu zostanie oczywiście wprowadzona w życie - dodał jeszcze, po czym zwrócił się do Ludwiga - A jakie jest twoje zdanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Wto Wrz 20, 2016 10:44 pm

Naturalnie, Tobiasie -odparł jedynie, gdy Wolfmeyer zaproponował mu przejście na "ty".
- Ja wysłałbym kogoś natychmiast w celu odebrania jej dzieci - powiedział, po usłyszeniu propozycji Tobiasa - Niech kobieta wie, iż mamy pełną kontrolę nad jej sytuacją oraz możemy ją zmienić w dowolnej chwili. Następnie odwieziemy do domu, damy jej godzinę na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, a następnie wyślemy na wieś w eskorcie dwóch niskich stopniem żołnierzy. Potem zaczniemy systematycznie wcielać w życie nasz propagandowy plan.
Skrzywił się lekko po usłyszeniu kolejnych słów Generalmajora. Cóż, wygląda na to, iż Chris posiada niemal w każdej kwestii odmienne zdanie od przełożonego paryskiego SD.
- Tutaj również podszedłbym nieco inaczej do tej kwestii, Tobiasie. Magazyn może być właśnie w tej chwili ewakuowany, a my nie mamy ani chwili do stracenia. Nie wiemy również, jak silnie jest obsadzony, dlatego wysłanie trzech czy czterech ludzi może okazać się zbyt ryzykowne. Ja wysłałbym wiadomość do francuskiej policji, mówiącą o tym, iż w budynku naprzeciw istnieje wysokie prawdopodobieństwo wybuchu gazu. Nakazałbym im ewakuację cywilów oraz zabezpieczenie okolicy. Już w tym momencie musimy mieć co najmniej trzech obserwatorów, gdyby jednak bandyci zrozumieliby, co się dzieje oraz próbowali ewakuować magazyn. Od razu po zakończeniu ewakuacji wysłałbym dwie grupy uderzeniowe. Podjechałyby one ciężarówkami, zamaskowanymi szyldami masarni czy innej transportowej usługi. Dwie grupy po sześciu szturmowców uderzyłyby w mgnieniu oka na magazyn, próbując wziąć żywcem jak najwięcej osób, a przy okazji zapobiec skutecznej ewakuacji. Gdyby nawet te dwie grupy uderzeniowe nie wystarczyłyby, to w obwodzie pozostałaby francuska policja, którą ewentualnie można by wówczas przywołać. Jeżeli magazyn okazałby się pusty, to powie się, iż to były jedynie ćwiczenia. Mogę osobiście nadzorować przebieg operacji, która rozpoczęłaby się za około 45 minut od chwili obecnej. - Chris wbił badawcze spojrzenie w Wolfmeyera, oczekując jego werdyktu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Sro Wrz 21, 2016 6:37 pm

Wszelkie zebrania nudziły go niesamowicie. Cóż, Ludwig był artystą i zatwardziałym solistą, więc ustalenie odgórnego planu działania z innymi ludźmi niż własna rodzina brzmiało niemal jak zdrada własnych ideałów. Nic więc dziwnego, że był tak bardzo milczący, wręcz pozwalał Christophowi się wykazać. Nie chodziło o zasadność jego działania - bądźmy szczerzy, jego przełożony mógłby zaproponować rozstrzelanie każdego pierworodnego z francuskiej rodziny, a potem nakarmienie ich mięsem żołnierzy, a gestapowiec pokiwałby z aprobatą głową.
Powody zgody na wszystko, co proponował Reichenau były tak oczywiste, że tylko ktoś krwi francuskiej mógłby ich nie zrozumieć. Chodziło o plany matrymonialne, które już roiły się w głowie Ludwiga i wykraczały znacznie ramy tego spotkania. Może i było istotne, ale pod względem... wykazania się przyszłego zięcia. Gdyby mógł, to właśnie tę kwiecistą mowę oprawiłby w ramki wraz ze zdjęciem Christopha i wysłać swojej ukochanej córeczce. Może i jej przyszły mąż nie prezentował się jak z żurnala ani tym bardziej jak gwiazda kina niemego, ale musiała docenić takie zasługi.
Dlatego najpierw zaklaskał, zupełnie jak widz na przedstawieniu.
- Tobiasie, mówiłem ci, że mamy do czynienia ze światłym umysłem - pochwalił swojego kolegę, dbając o to, by jednak nie wyszło to na tanie wazeliniarstwo. Przerwał jednak swoje peany pochwalne, by mógł usłyszeć więcej.
Sam to notował, głównie w pamięci, choć na kartce papieru pojawiały się kluczowe hasła. Uwielbiał być przygotowany, ale wiedział, że nie będzie się wtrącał w ten plan. Niech Christoph rzuci to Lisbeth w prezencie ślubnym, razem z pięcioma żydkami dla tatusia.
On natomiast w posagu ofiaruje mu nietuzinkową urodę córki i pełnego swady przyszłego teścia, który teraz pragnął krwi i igrzysk, więc nieco wzdrygał się na te dobra dla obywateli francuskich, ale czego się nie robi wbrew sobie dla dobra dzieci?
- Potrzebuje herr mojej pomocy? - zapytał bezpośrednio Chrstopha, widział, że nie mógł doczekać się działania. - Wolałbym nadzorować nadal przesłuchania i jeśli trzeba, także w przypadku innych więźniów zajmować się akcją propagandową - wyjaśnił, nie palił się do ścigania kogokolwiek po magazynach.
Wolał nocne Francuzów rozmowy, nawet jeśli miała nie polać się krew.
Był wyjątkowo małomówny, ale przecież to jego zięć miał być przyszłością i bohaterem, jemu pozostawało już jedynie... dyskretnie robić swoje. Aż uśmiechnął się na tę myśl.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Pią Wrz 23, 2016 8:46 pm

Był prawie pewien, że Christoph zaproponuje coś innego... i właściwie z niecierpliwością na to czekał. Na twarzy Wolfemeyera malowało się tylko pozorne, umiarkowane zainteresowanie, a chłodne spojrzenie nie zdradzało zbyt wiele, jednak Tobias wciąż analizował tego nie najgorzej myślącego człowieka, który przed nim siedział. Może Rzesza nie była skazana na szereg półgłówków, z jakimi niestety często miał do czynienia?
Perspektywa odnalezienia kolejnego składu broni wprawiała Tobiasa niemal w ekstazę, jednak bez wątpienia przeważał w nim chłodny osąd oraz pewne doświadczenie z Francuzami. Dlatego też nie ukrywał, że wolałby, aby w całej tej sprawie swój udział miał także von Liebenfels. Wolfmeyer nie wątpił, że szef paryskiego Gestapo również znał się na podstępnych mieszkańcach tej żałosnej mieściny.
- Ludwigu, nie myliłeś się, ale nie pozwólmy temu światłemu umysłowi spocząć na laurach - powiedział, po czym przeniósł spojrzenie na Christopha. Odezwał się jednak dopiero po chwili, wcześniej jeszcze raz analizując całość usłyszanej propozycji. - Sehr gut. Dam szansę twojemu planowi, być może rzeczywiście masz rację. Liczę na pomyślny przebieg całej akcji, to na pewno będzie miało wpływ na twoje dalsze losy w Paryżu.
Pod koniec w jego głosie zabrzmiała subtelna groźba i Tobias liczył na to, że Christoph ją wyłapał. Wolfmeyer zerknął na zegarek, uświadamiając sobie, że czas już go naglił. Podniósł się z miejsca i skinął pozostałym głową.
- Żałuję, że nie mogę zostać na dłużej, ale obowiązki mnie wzywają. Was zresztą równięż - rzekł. - Póki co jestem zadowolony z przebiegu przesłuchań, jednak czekam na rzeczywiste rezultaty. Życzę wam powodzenia.
Zdjął z wieszaka płaszcz, rzucił jeszcze badawcze spojrzenie w stronę Christopha i Ludwiga, po czym wyszedł.


PODSUMOWANIE

1. Przesłuchanie oraz narada dobiegły końca, choć w celach nadal znajdują się świadkowie, którzy zdecydowali się milczeć, zamiast udzielić okupantom informacji. To jednak nie koniec - zeznania madame Sournois już za niecałą godzinę mogą zburzyć pozorny spokój panujący w Paryżu...

2. Christoph - Tobias wyraził zgodę na wcielenie Twojego planu w życie, więc miejmy nadzieję, że już wkrótce będziesz mógł podpisać się pod sukcesem w postaci odkrycia kolejnego składu broni. Wolfmeyer postanowił Ci zaufać, więc lepiej go nie zawiedź. Przyjmujemy również, że po zebraniu odpowiedni ludzie zostali przez Ciebie skierowani do odebrania dzieci madame Sournois, a ją samą zgodnie z planem odwieziono najpierw do domu, a potem na wieś.

Ludwig - jeżeli Christoph zgodził się na Twoją pomoc, pozostajesz z nim w kontakcie i możesz się spodziewać, że weźmiesz później udział w całym przedsięwzięciu.

3. Punktacja przedstawia się następująca:

Christoph - otrzymujesz standardowe 20 PR za misję oraz dodatkowe 10 PR za umiejętne wykorzystanie zeznań przesłuchiwanej paryżanki, co na pewno będzie miało wpływ na fabułę.

Ludwig - otrzymujesz standardowe 20 PR za misję oraz dodatkowe 5 PR za chęć zaangażowania w plan Christopha.

Sigismund - chociaż przeprowadziłeś część przesłuchania, nie udzielałeś się w sali zebrań i nie zgłosiłeś przy tym nieobecności. Otrzymujesz więc tylko 15 PR.

Henri, Mila - na razie pozostajecie w celi. Ze względu na zgłoszoną nieobecność wątek możecie dokończyć później, wyraźnie zaznaczając w postach, że Wasze postacie chcą, aby ponownie je przesłuchano. Wątkiem pokieruje wtedy Mistrz Gry i dopiero potem zostaną Wam przydzielone punkty.

Fleur - nie zgłosiłaś nieobecności i w żaden sposób nie wzięłaś udziału w misji, zatem nie otrzymujesz punktów.

4. Ze spraw technicznych: Christoph, spodziewaj się jutro wiadomości od Mistrza Gry w swojej skrzynce. Pokieruje on wątkiem nalotu na zakład. Dla potrzeb fabuły przyjmujemy oczywiście, że akcja będzie miała miejsce 45 minut po zebraniu.

Możecie napisać jeszcze po jednym poście.
Do następnego razu i powodzenia w zakładzie zegarmistrzowskim! ;>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Pią Wrz 23, 2016 10:39 pm

- Ludwigu, w takim razie pozostań tutaj oraz nadzoruj dalsze przesłuchiwania oraz zorganizuj wspomnianą wcześniej akcję propagandową. Zostaniemy w kontakcie, będę jednak potrzebował kilku agentów Gestapo, aby natychmiast udali się do magazynu oraz dyskretnie obserwowali wejścia. Gdy już moja grupa uderzeniowa wejdzie, twoi ludzie za zadanie będą mieli obstawić wejścia oraz zatrzymać, zaś w najgorszym razie zastrzelić każdego, kto będzie chciał wydostać się z budynku. Jedna osoba również musi nadzorować pracę francuskiej policji oraz w razie czego zwerbować ich do walki. Tymczasem proszę o połączenie z... - Chris zaczął przez chwilę rozważać komu przekazać dowództwo nad samym szturmem. Ostatecznie nie znał zbyt dobrze swoich ludzi, jednak postanowił zaufać jednemu z nich, którego poznał przynajmniej połowicznie - SS-Hauptsturmführerem Friedrichem Nerlingerem. Proszę mu przekazać rozkaz zwerbowania w jak najkrótszym czasie grupy uderzeniowej oraz poinformowanie go o moim planie. Niech za 20 minut cała grupa będzie gotowa do wyruszenia spod siedziby SS, ja tymczasem udam się, aby do nich dołączyć oraz przejąć dowództwo - powiedział zaraz po wyjściu Wolfmereya z pomieszczenia, po czym samemu ruszył jego śladem, kierując się w stronę służbowego samochodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Pią Lip 21, 2017 5:08 pm

Choć dzień był ciepły i słoneczny, wszystkie okna w sali zebrań pozostawały szczelnie zamknięte – zadbał o to osobiście, byle tylko nie słuchać ulicznej muzyki, francuskich melodii raniących słuch, które rozbrzmiewały kilka ulic dalej.
Mimo tej drobnej niedogodności był dziś w wyjątkowo dobrym humorze, o czym świadczył rzadko goszczący na jego twarzy uśmiech (a raczej minimalne uniesienie kącików ust ku górze; w przypadku Tobiasa i tak było to zaskakująco dużo). Informacje, które zamierzał przekazać wezwanym przez siebie ludziom, stanowiły fenomenalne odkrycie, zwłaszcza w obliczu wydarzeń na pogrzebie Erika Kastnera. Nie zmieniało to jednak faktu, że wiążące się z nimi zadanie miało swoją wagę i Wolfmeyer nie wyobrażał sobie, aby ci, z którymi dziś się spotykał, nie potraktowali go z odpowiedzialnością i powagą.
Liczył także na to, że nie pozwolą sobie na choćby pół minuty spóźnienia, jednak do wyznaczonej godziny brakowało jeszcze niecałego kwadransa. Sam Tobias już od dłuższego czasu przebywał w sali zebrań – najpierw musiał co prawda odprawić ze dwie osoby, które usiłowały wypytać go, czy niczego sobie nie życzył (tylko ciszy i spokoju), ale teraz już nikt mu nie przeszkadzał – i całe szczęście.
Zajmował miejsce u szczytu stołu, a jego spojrzenie od czasu do czasu podążało w stronę wiszącego na ścianie zegara, śledząc przesuwające się miarowo wskazówki. Choć tuż przed nim spoczywał świeży numer ‘Je suis partout’, przejrzał go tylko przelotnie i zaraz odłożył, nieszczególnie mając ochotę na lekturę. O wiele bardziej interesowało go spotkanie, które zaczynało się już za chwilę, i dobre wieści, które miał do przekazania.


Na odpis macie 48h. Kolejny post Mistrza Gry pojawi się wieczorem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Nie Lip 23, 2017 1:15 pm

Miasto lśniło dziś w złotych promieniach cudownie bezstronnego słońca. W łazience pojękiwały i bulgotały stare rury, z prysznica metodycznie skapywały kropelki zimnej wody, a z pobladłej, napiętej twarzy wyzierało zmęczenie. Przez uchylone okno łazienki dolatywały echa budzącego się miasta: zgrzytanie kół rikszy, odległy szum samochodów, kroki przechodniów, trzask podnoszonych żaluzji w cukierni po drugiej stronie ulicy. Dochodziła za pięć siódma i Paryż pełen był nadziei, których nie zdążył rozwiać kolejny dzień.
W sypialni, na uchylonych drzwiach szafy, wisiał mundur: współczesna zbroja władzy.
Pieczołowicie odprasowana koszula. Czarny krawat. Czarne oficerskie buty (intensywny zapach wypucowanej do połysku skóry). Szara kurtka od munduru: patki na kołnierzu, na lewym rękawie czerwono-biało-czarna opaska ze swastyką; na prawym wpisane w romb gotyckie litery SD. Czarny szeroki pas. Czarne skórzane rękawiczki. Kilka minut później Lars obojętnie patrzył w lustro: z gładkiej tafli spoglądał na niego niepokojąco obcy człowiek, który podniósł leżącego na stoliku służbowego dziewięciomilimetrowego lugera, sprawdził zamek, wsunął pistolet do kabury i wyszedł z mieszkania – zegarek na nadgarstku wskazywał cztery minuty po siódmej, do spotkania wciąż pozostawały ponad trzy godziny, a jednak w ruchach Reifensteina tkwił pierwiastek zniecierpliwionej nerwowości.
Jak gdyby to, co do przekazania miał Tobias Wolfmeyer, stanowiło środek ciężkości wszystkich dzisiejszych działań – środek o tyle trudniejszy do udźwignięcia, bo pozostający wielką niewiadomą aż do początku spotkania. Natrętnie powracające wyczekiwanie na godzinę jedenastą musiało wytrwale przebijać się przez grubą warstwę obowiązków, jakimi Lars od rana obrastał w siedzibie gestapo; nieliczne, prędkie zerknięcia w stronę wskazówek zegara były jedynym świadectwem mijającego czasu, a skąpany w słońcu, choć z gruntu ponury widok za oknem wyłącznie pogłębiał palącą świadomość zniecierpliwienia.
O dziesiątej trzydzieści w milczeniu przyglądał się kilkuosobowej grupie posępnych paryżan, stłoczonych wokół nędznego straganu z nielicznymi, wyraźne poobijanymi, gdzieniegdzie nadgniłymi owcami, które przyciągały muchy – akurat na ich brak nikt nie mógł narzekać, nawet (zwłaszcza?) najbiedniejsi.
A więc tak wygląda wolność, dzięki której mogą żyć jak zwierzęta w swoim własnym mieście, zdołał pomyśleć, nim dotarło do niego, że zapomniał o jednym: tym, jak upalny może być Paryż; nie nastało jeszcze południe, a mimo to słońce już uparcie parzyło, on zaś oblewał się potem pod materiałem munduru. Wizerunek gestapo może wydawać się doskonały, jeśli chodzi o wzbudzanie przerażenia w podejrzanym, ale raczej nie został dostosowany do gorących temperatur.
Szokujące.
O dziesiątej czterdzieści siedem przemywał twarz chłodną wodą, czując na języku osad niezapalonego papierosa – tytoniowy posmak zdołał przemknąć po wilgotnym filtrze i rozgościł się w jego ustach, zostając tam aż do momentu, w którym Reifenstein nie wkroczył w zbawienny półchłód i ćwierćduchotę sali zebrań. Zaskoczyły go dwa fakty: to, że zjawił się jako pierwszy i to, że Herr Generalmajor już czekał na zawezwanych podwładnych, nieruchomy oraz spokojny jak zamkowa chimera. Widok przełożonego wywołał w Larsie naturalną sekwencję gestów i słów – prawa dłoń natychmiast wystrzeliła w górę, obcasy oficerek zderzyły się ze sobą przy słodkim klekocie ciężkich podeszw, a pewne siebie
Sieg heil!
oszczędziło mu zbędnych wahań – nie musiał zastanawiać się, czy wypada powiedzieć dzień dobry. Problematyczna pozostawała jedynie kwestia zajęcia miejsca, bo – w myśl nieomylnego protokołu – usiąść można wyłącznie na wyraźne polecenie i to na konkretnej, przypisanej do stopnia wojskowego pozycji.
Krótko mówiąc, lepiej stać na baczność – i właśnie z tego założenia wyszedł Reifenstein, więcej otuchy odnajdując w portrecie Führera niż zagadkowym cieniu uśmiechu, jaki gościł na ustach Generalmajora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Nie Lip 23, 2017 3:32 pm

Był nieruchomy jak ważka, która po gwałtownym locie zamarła nad wodną tonią.
Nawet kiedy kierowca obwieścił, że dojechali na miejsce, nie wyrwał się z niewzruszonej stagnacji – dopiero, gdy drzwi mercedesa zostały otworzone, a do wnętrza samochodu wdarło się rozgrzane, majowe powietrze o woni kwitnących bzów i strachu, jego oczy otwarły się na moment bardzo szeroko. Powieki uniosły się tak, jak uszy nasłuchującego obławy zwierzęcia – Eberhart natychmiast przypomniał sobie, gdzie się znajduje, jaki jest dzień, która godzina, kto mu towarzyszy. Odgłosy zostały zidentyfikowane, cel podróży – określony, obecność milczącego Sørensena (z pewnym opóźnieniem) zauważona. Powieki, z ich frędzlą krótkich, czarnych rzęs, zamrugały kilkukrotnie, kryjąc ciemne, pozornie pozbawione wyrazu oczy.
- Samochodowe drzemki w twoim towarzystwie to sama przyjemność – bez wysiłku przywołał na usta udatną imitację uśmiechu, opuszczając zbawienny cień wnętrza mercedesa i na kilka chwil zanurzając się w jasnym, majowym słońcu. Jeśli do siedziby SS trafia zaproszenie od samego Herr Generalmajora, wieści rozchodzą się w tempie widniejącej na hełmach formacji błyskawicy – i prędzej czy później trafiają do odpowiedniej pary uszu.
Bjørn zjawił się w gabinecie Eberharta z pewnym ociąganiem, jak gdyby rozkaz od Tobiasa Wolfmeyera stanowił dla niego wstydliwą tajemnicę, którą postanowił się podzielić dopiero, gdy usłyszał, że (równie wstydliwie) dzieli ją z Fabienem; SS-Obersturmbannführer tamtego dnia wpatrywał się w Norwega zupełnie jak teraz – z pewną dozą niedowierzania. Coś w pieczołowicie ułożonym na ciele mundurze, pozbawionym nawet najdrobniejszego zagięcia (zasługa nieruchomego siedzenia na wprost przez całą drogę?), w dokładnie odprasowanej koszuli, we włosach, w których brakowało nawet jednej setnej przypadkowości, przypomniało Fabienowi bardzo dawne, bardzo odległe i bardzo zapomniane czasy. Słabe echo młodości zdumiewało i dręczyło niejasną świadomością, że tak wiele czasu upłynęło od owego dwudziestego pierwszego roku życia, kiedy to Eberhart rozpoczął pilne poszukiwania mądrości i celu podsumowane obietnicą, że gdy wreszcie zostaną odnalezione, porzuci wszelkie puste ambicje oraz niedorzeczne złudzenia. A oto miał już trzydzieści osiem lat i wciąż szaleńczo szamotał się w tym samym bagnie, chciwie wyciągając ręce po wszystko, co pragnął posiąść, choć każda z zachcianek jedynie mamiła i rozpraszała jego siły.
Czy podobny los miał czekać mężczyznę – bo przecież już nie chłopaka – który milcząco towarzyszył mu we wspinaczce po gestapowskich schodach?
Chyba chciał o coś zapytać (nie tęsknisz za ojczyzną? Czego właściwie tu szukasz? Wiesz, czym chcesz zająć się po wojnie?), ale słowa nie zdołały odnaleźć drogi na zewnątrz, kotłując się pod kopułą zmęczonego umysłu. Nadmiar pracy i niedobór wypoczynku nigdy nie stanowiły efektownej (ani efektywnej) mieszanki, nadając ruchom Eberharta zmęczonej ospałości, której wyzbył się dopiero przed drzwiami sali obrad. Miał okazję bywać tu wcześniej, lecz w przeciwieństwie do tego ciepłego, majowego przedpołudnia, każdy poprzedni raz posiadał logiczne tło – znane były powody, cel i fakty, tymczasem dzisiaj…
Dzisiaj miał u boku norweskiego tłumacza, przed sobą – wyprostowaną sylwetkę Reifensteina, w tle zaś: Tobiasa Wolfmeyera, któremu na pierwszy rzut oka absolutnie niczego nie brakowało. Twarz była nieruchoma i przystojna tak, jak bywają przystojne twarze niemieckich generałów: silnie zarysowane kości policzkowe, mocny podbródek, bystre spojrzenie. Jednak przy dłuższej obserwacji – tylko na moment przerwanej donośnym heil Hitler idącym w parze z salutem rzymskim – można było dostrzec coś okrutnego w wąskich, wykrzywionych w słabym grymasie uśmiechu wargach.
Właśnie wtedy Eberhart nabrał pewności, że dzisiejsza wizyta nie będzie związana ze stratą czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Nie Lip 23, 2017 9:47 pm

Było zbyt ciepło, zbyt duszno.
Norweg czuł jak pojedyncza kropla potu spływa mu za kołnierz koszuli, przyjmując rolę przewodniczki i wyznaczając ścieżkę dla swoich towarzyszek, mających lada moment ruszyć jej mokrym i lepkim śladem, niszcząc tak bardzo upragnione pozory nienaganności, będącej efektem żmudnych przygotowań, które rozpoczęły się już dnia poprzedniego, a zakończyły chwilę przed opuszczeniem mieszkania na Rue de Verneuil. Wspomnienie kwietniowego wieczora, Herr Generalmajora, jego słów i martwych dziwek w zaułku, kazało Bjørnowi zastanowić się, czy odczuwane uderzenia nieznośnego gorąca to wyłącznie reakcja na temperaturę, do której wciąż nie mógł przywyknąć, męcząc się w majowym Paryżu i utożsamiając się ze słowami, wedle których w taką pogodę dobrze jest się tylko i wyłącznie powiesić...
Co właściwie było opcją zdecydowanie bardziej pociągającą od spełnienia rozkazu wypisanego nieznaną ręką, wyznaczającego spotkanie z Wolfmeyerem, zaskakując i paraliżując, nastręczając kolejnych pytań pozostających bez odpowiedzi. Jedyną naiwną otuchą było towarzystwo SS-Obersturmbannführera, w którego twarz Sørensen zapatrzył się, wykorzystując moment, w którym ten zdawał się być pogrążony w drzemce, nie zdążając odwrócić spojrzenia, w chwili kiedy Eberhart otworzył oczy. Norweg poruszył się na siedzeniu wyraźnie zmieszany, zaburzając tym samym pasywność, którą emanował odkąd tylko wsunął się do wnętrza czarnego mercedesa, reagując teraz na słowa mężczyzny wyłącznie cieniem uśmiechu, nieśmiałym i siłą wymuszonym na zdrętwiałych mięśniach, buntujących się przeciwko podobnym ekspresyjnym ekscesom mimiki.
Kolejny etap podróży, tym razem już odbytej na własnych nogach, upłynął we wcześniej dobrze znanym milczeniu, w które Bjørn osunął się z widoczną ulgą, pozostawiony sam na sam ze swoimi myślami i niepokojami, które niemrawymi dreszczami osadziły się na rozgrzanym, nieco zarumienionym karku, na który wyjątkowo nie opadał nawet kosmyk jasnych włosów, specjalnie na tę okazję starannie przystrzyżonych i uczesanych.
Herr Sturmann, nie wstyd panu? To plama na mundurze, który p o z w o l i l i ś m y panu nosić, huknęło mu w głowie wraz z przekroczeniem progu i odnalezieniem spojrzeniem nieruchomej postaci siedzącej u szczytu stołu. Uczucie niepewności ponownie uderzyło w niego, burząc te resztki pewności siebie, które z taką pieczołowitością starał się wznieść wokół siebie w trakcie niedługiej jazdy samochodem, a on sam po raz kolejny poczuł się tak bardzo nie na miejscu... Mimo to ciało zareagowało automatycznie; krótki salut, oddanie honorów.
I ta cicha nadzieja powoli rozmywająca się wraz z obserwacją, iż na sali znajdują się wyłącznie cztery osoby, co z miejsca wyklucza pozostanie niezauważonym...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Nie Lip 23, 2017 11:38 pm

Kiedy wezwani przez niego okupanci pojawili się w sali zebrań, od razu spostrzegł, że jednego z nich brakowało, choć skomentował to jedynie ledwo zauważalnym uniesieniem brwi. Nie zamierzał czekać na von Liebenfelsa, ale już był ciekaw, jak Ludwig zdoła wytłumaczyć się ze swojego spóźnienia bądź też nieobecności. Tak czy inaczej, w jednym i w drugim przypadku Wolfmeyer nie planował być wyrozumiały.
Wstając z miejsca i odsalutowując okupantom, Tobias powiódł wzrokiem po ich twarzach, podczas gdy na jego ustach wciąż błąkał się wątły uśmiech.
- Usiądźcie – powiedział krótko, po czym gestem wskazał Fabienowi i Bjørnowi miejsca po swojej prawej stronie - choć Fabienowi bliższe - a Larsowi krzesło po lewej stronie. W oczy wyraźnie rzuciło się jednak puste miejsce bliżej Wolfmeyera, gdzie siedzieć miał von Liebenfels.
Sam Tobias również usiadł i jeszcze raz przelotnie zerknął w stronę drzwi, jakby spodziewał się, że ujrzy w nich nieobecnego Ludwiga, po czym jego wzrok p r z y p a d k i e m padł na Bjørna.
- Miło widzieć, że chociaż tym razem ma pan na sobie czysty mundur, Herr Sturmann. Moje gratulacje – w jego głosie zabrzmiała wyraźna nuta ironii, a w oczach pojawił się niepokojący błysk. Zaraz jednak Tobias miłosiernie odwrócił spojrzenie.
- Zapewne zastanawiacie się, panowie, dlaczego was tu wezwałem – odezwał się do całej trójki swoim zwykłym, chłodnym i rzeczowym tonem. - Od razu powiem, że możecie się czuć wyróżnieni. Jeszcze nie wszyscy wiedzą, jakie szczęście mieliśmy w ostatnim czasie.
Uśmiech na ustach Wolfmeyera wyraźnie się poszerzył i zdecydowanie było w nim coś wilczego.
- Maurice Bourreau. Dwudziestodwuletni paryżanin i pracownik jednego z zakładów stolarskich – odezwał ponownie. - Aresztowany podczas pogrzebu Erika Kastnera za brak dokumentów i posiadanie broni, następnie przewieziony do siedziby Gestapo. Trochę to trwało, zanim wyciągnięto z niego choć odrobinę informacji, ale widocznie tak mu zależało, by nie stracić też drugiej nogi i innych części ciała, że postanowił współpracować. I powiedział nam coś bardzo ciekawego – widać było, że samo mówienie o tych wydarzeniach sprawiało Wolfmeyerowi przyjemność. - Drogi Bourreau przyznał się do przynależności do Ruchu Oporu i powiedział nam, że dokładnie 15 kwietnia w pobliżu gospodarstwa, gdzie znaleźliśmy ciało Kastnera, jego koledzy odebrali zrzut z Wielkiej Brytanii. Konkretnie trzech spadochroniarzy, rzekomo z ważnymi informacjami. Sam Bourreau nie brał w tym udziału, był jedynie na zebraniu przed całą akcją, a przynajmniej wciąż tak twierdzi.
Wolfmeyer wyprostował się nieco, błądząc spokojnym spojrzeniem po twarzach okupantów.
- Nie ulega więc wątpliwości, że możemy się już domyślić, w jakich okolicznościach doszło do śmierci Kastnera. Wiemy też, dlaczego ludzie z pobliskiej wioski słyszeli tamtej nocy hałas przywodzący na myśl nadlatujący samolot. Gdyby tego nie zgłosili i gdybyśmy nie zbadali terenu, zapewne nigdy nie znaleźlibyśmy Kastnera – dodał w lekkim zamyśleniu. - Nie jest to jednak najciekawsza rzecz, jaką mam wam do przekazania. Bourreau twierdzi również, że spadochroniarzy po całej akcji prawdopodobnie przewieziono do niedalekiego klasztoru sióstr najświętszego serca. Nie możemy być co do tego całkowicie pewni, klasztor na razie pozostanie pod obserwacją, ale za trzy dni wasza trójka wybierze się tam osobiście, żeby zbadać sprawę.
Chyba jeszcze nigdy na twarzy Wolfmeyera nie malowało się takie zadowolenie.
- Pewnie zastanawiacie się również, dlaczego to właśnie wy – podjął po chwili, a jego spojrzenie spoczęło na Larsie. - Herr Kriminalinspektor, Kriminaldirektor Sarg wyraził się bardzo pozytywnie o pańskiej szybkiej reakcji podczas wydarzeń na pogrzebie. Zasugerował, żeby włączyć pana w więcej akcji – spojrzenie Tobiasa przeniosło się następnie na Fabiena. - Herr Obersturmbannführer, o panu z kolei wiem, że w czasie premiery w Gaumont Palace wykazał się pan równą odwagą i umiejętnościami. Chociaż należy pan do SS, jestem zdania, że powinien pan uczestniczyć w misji. To zdecydowanie pomogłoby w awansie – Wolfmeyer spojrzał znacząco na Eberharta, po czym wreszcie przeniósł wzrok na Bjørna. - Jeśli chodzi o pana, podobne zadania teoretycznie nie należą do pańskich kompetencji, ale wysyłam pana na tę akcję, by przypatrzył się pan uważnie, jakimi metodami posługujemy się tu w Paryżu, sporządził odpowiedni raport i wysłał go norweskiemu SS.
Mimo że Wolfmeyer wypowiadał te słowa, jakby udzielał całej trójce zaszczytu, nie ulegało wątpliwości, iż pod kurtuazją krył się rozkaz.
- Jeżeli macie jakiekolwiek pytania, panowie, teraz jest na to czas – dodał jeszcze.


Na odpis macie 72h. Kolejny post Mistrza Gry pojawi się wieczorem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Pon Lip 24, 2017 10:55 pm

Kilka gazet, równe rządki krzeseł, szczelnie zamknięte okna, cień triumfalnego uśmiechu, który uwił wygodne gniazdko w kącikach ust i tylko czekał na okazję, by stamtąd wyfrunąć; w krótkim sam-na-sam z Wolfmeyerem ilość odbieranych bodźców potrafiła być przytłaczająca i, kto wie, może kolejne dwanaście sekund (miał wrażenie, że w zalegającej w sali obrad ciszy słyszy ciche tykanie sekundnika – po tuzinie dołączyło do niego echo kroków i skrzypnięcie zawiasów) przyniosłoby ze sobą stan lekkiej nirwany?
Oszczędził sobie ciekawskiego zerkania przez ramię, w pierwszym z głosów – tu pod wpływem zaskoczenia nieznacznie zmarszczył czoło, aż do powstania między jasnymi brwiami głębokiej bruzdy – rozpoznając SS-Obersturmbannführera Eberharta, z którym…
Lubimy sobie porozmawiać.
Drugi, cichszy ton pozostał tajemnicą aż do momentu zajęcia miejsc – dopiero wtedy przypisany został do nieznajomej twarzy, której Lars przyglądał się o dwie, trzy sekundy zbyt długo; nim Herr Sturmann – jak sam Wolfmeyer go określił, a z jego zdaniem nie wchodzi się w polemikę – zdołał uchwycić spojrzenie Reifensteina, ten wbił wzrok w twarz Generalmajora, najwyraźniej gotów wysłuchać pobudek, dla jakich zgromadzono równie ciekawe towarzystwo. SS-Brigadeführer posiadał na szczęście, poza imponującą wytrwałością w utrzymywaniu półuśmiechu na ustach, właściwie wyczucie czasu – nim Lars (i najpewniej pozostali zebrani) zdołali poczuć pierwsze igiełki zniecierpliwienia, Wolfmeyer płynnie podjął powód spotkania, natychmiast skupiając na sobie trzy pary oczu.
Prawdę powiedziawszy, Reifenstein czuł ulgę – na blacie stołu, poza najnowszym wydaniem Je suis partout, nie leżało nic więcej. Żadnych akt, żadnych teczek, żadnych segregatorów, przez które cierpnie skóra i które nakazują, by nieracjonalnie, z atawistycznym strachem zagnieżdżonym pod skórą pomyśleć oho, wpadłem, jak gdyby sama ich obecność wywlekała na światło dzienne najpilniej strzeżone tajemnice. Gazeta nie wywoływała lękliwych asocjacji – jedynie niewyraźne wspomnienie bliźniaczej siostry, którą Lars porzucił na kuchennym blacie z (nie)rozwiązaną do połowy krzyżówką.
To nie był zresztą właściwy temat do przedpołudniowych dywagacji; nawet wymownie puste krzesło, które stanowiło wąwozową przepaść pomiędzy Wolfmeyerem a Reifensteinem (kto się nie zjawił? Kto zignorował rozkaz? Kto był na tyle odważny, głupi bądź jedno i drugie, skoro zwykle obie z tych cech szły w parze?) przestało mieć znaczenie – w obliczu słów Herr Generalmajora wszystko przestawało mieć znaczenie.
Swego czasu śnił o tym, pod ciężkimi ze zmęczenia powiekami tkając nierzeczywiste mary gotowych do spełnienia marzeń; tymczasem dzisiaj, wsłuchując się w twardy ton głosu SS-Brigadeführera – zabawne, teraz każde z jego słów brzmiało jak czyste akordy fortepianu – Lars pojął, że sny właśnie opuściły sferę odrealnienia i zaczęły przybierać uchwytną formę skatowanego, więzionego w odmętach siedziby gestapo dwudziestolatka. Rzadko kiedy można odczuć większe zdziwienie niż wtedy, gdy niewypowiedziane nadzieje stają się wyartykułowaną na głos rzeczywistością – zwłaszcza, jeśli te same nadzieje na pewnym poziomie redukcji sprowadzają się do Behringera, który (a to niespodzianka!) sakramencko spartolił wyznaczone mu zadanie.
Przynosisz ulotki i skomlesz o więcej czasu, ale nie miałeś pojęcia o zrzucie? A może – drobny szczegół! – nie chciałeś o nim wspomnieć?
Miał nieruchomą twarz, spokojne oczy i pewną dłoń, która jedynie cudem nie zacisnęła się w pięść aż do zbielenia knykciów; była to jedna z chwil, gdy należy zachować zimną krew, chwil, kiedy serce wysyła do całego ciała nienawistne drgania. Czuł je teraz, czuł doskonale wraz z nerwowymi skurczami, które objęły mięśnie ramion – jak gdyby rozgrzewał się do przypuszczenia ataku. Brytyjscy spadochroniarze, śmierć Kastnera, stanowiący przykrywkę klasztor: wszystko spoczęło na barkach Larsa jak gruby, zimowy płaszcz, którego ciężar narastał z każdym ciężkim, pachnącym nienawiścią oddechem. Nie potrafił zdobyć się nawet na cień uśmiechu, kiedy Wolfmeyer wspomniał o przychylnej opinii Sarga – z doświadczenia wiedział, że pochlebstwa to dobry budulec dla ścieżynek w piątym kręgu piekła.
Bourreau wyjawił jakiekolwiek nazwiska, pseudonimy? Na pogrzebie pojawił się sam?
Nie musiał dopytywać o rodzinne koligacje – do tej pory najpewniej przesłuchano kuzynów, sąsiadów i piątą wodę po kisielu, włączając w to piekarza, u którego kupował croissanty; kwestia nazwisk była jednak kluczowa, bo wykraczała poza kręgi życia codziennego, zdradziecko zaprzedając pozornie niepowiązanych paryżan.
I w tym tkwiło całe piękno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Sro Lip 26, 2017 6:28 pm

Nikt nie mógł odmówić im odrobiny teatralności – najwyraźniej głęboko zakorzeniony symbolizm czarnego romantyzmu nie pozwolił do końca wyplewić się z niemieckich dusz i dość swobodnie rzutował na nawet najbardziej prozaiczne sfery życia zawodowego.
Zupełnie jak dziś.
Sala obrad została zaprojektowana jak – poniekąd –  teatr i podobnie jak w teatrze, niektóre miejsca były lepsze od innych. Co więc powinien czuć Eberhart, zasiadający najbliżej Herr Generalmajora?
Dumę, bo Wolfmeyer wyznaczył mu krzesełko bliżej szczytu stołu? Zaniepokojenie, bo im wyższa pozycja, tym potężniejszy ciężar obowiązków spoczywający na barkach? Wdzięczność, że nie musi stać pośrodku pomieszczenia przez całą audiencję, co w obliczu zmęczenia niosło ze sobą ryzyko jawnego ziewania? Cień rozbawienia wobec subtelnej ironii Tobiasa, który jawnie odwołał się do wydarzeń podczas Nocy Piwa?
Czy może współczucie dla Norwega, aktualnie pewnie pragnącego zapaść się pod ziemię wraz z krzesłem, na którym z przedwczesną ulgą moment wcześniej zasiadł?
Wzrok Fabiena przeskoczył z Herr Generalmajora na ozięble nieruchomą sylwetkę Reifensteina, którego obecność była najmniej zaskakującą częścią tego poranka. Dla kogoś takiego jak on – kogoś, w kim spryt, inteligencja oraz chłodny spokój, skryty za obojętnym wygięciem ust, stanowiły zasłonę dymną przed planami lepkimi i czarnymi jak smoła – podobne spotkania stanowiły poniekąd codzienność. Eberhart wiedział, że Lars z powodzeniem zwodził rozmówców, kierując przebieg dialogu na szlaki, które sam znał najlepiej. Na szlaki, na których można bardzo łatwo się potknąć… i stracić grunt pod nogami.  Dlatego uznał, że – choć w tym miejscu pozornie nic mu nie zagrażało – należy być ostrożnym. Ostrożnym i stanowczym.
Ton podejmującego sedno sprawy Wolfmeyera zdołał wyrwać go z oleistego marazmu namysłu, ponownie przywołując ciemne spojrzenie Eberharta na twarz Herr Generalmajora. Miał rację: wszyscy bez wyjątku zastanawiali się, dlaczego ich tu zaproszono. I czuli się wyróżnieni.
W pokrętny, bałwochwalczy sposób.
Szczyptę sceptycyzmu, która zalęgła się w myślach Fabiena jak niewielki chwaścik na warzywnych grządkach, dość prędko rozwiały kolejne słowa Tobiasa, najwyraźniej nie zamierzającego zwlekać z przedstawieniem sedna sprawy. Dłoń Eberharta zamarła nieruchomo na chłodnym blacie stołu, statecznie przekazując gładkiemu drewnu ciepło skóry – umysł w tym czasie chłodnął każde zdanie, które padało z ust Herr Generalmajora i przetwarzał je odpowiednio, obdzierając ze zbędnych przyozdobień. Najbardziej interesowały go fakty, te zaś jasno wskazywały na to, że nad wyraz pechowy członek Ruchu Oporu nieostrożnie wpadł w ręce gestapowców oraz – w tym momencie Fabien całkowicie przestał dziwić się uśmieszkowi Wolfmeyera – postanowił wyjawić nieco informacji za cenę własnego zdrowia.
Chociaż to niekoniecznie przyda mu się w chwili śmierci, której wizja – choć odległa – była jedną z niewielu paryskich pewników.
Herr Generalmajor zakończył przemowę konkretnym akcentem, mającym na celu tyleż przekazanie pochlebstwa, co wydanie polecenia – nawet wzmianka o awansie nie zdołała przegnać z twarzy Eberharta wyrazu całkowitego spokoju, zupełnie jakby poinformowano go o wyprzedaży pietruszki, nie rewelacjach na temat terrorystów, którzy coraz śmielej poczynali sobie z okupantami. Czy było coś, co mógł powiedzieć w takiej sytuacji? Dziękuję? Niby za co – przecież w jednym z numerów Je suis partout podziękowania były aż nazbyt dobitne. Przez chwilę rozważał wydźwięk pytania, które mógłby zadać, korzystając z jedynej ku temu okazji, ale Reifenstein – ponownie o krok przed wszystkimi – zawarł we własnych słowach sedno, skutecznie odwodząc Eberharta od próby pytania o cokolwiek. Na myśl przychodziły mu wyłącznie czysto techniczne sprawy, o których lada moment i tak dowie się od Wolfmeyera – była co prawda jedna, nurtująca kwestia, nie potrafiąca dać mu spokoju, lecz nijak miała się do sedna generalskiego monologu.
Kto nie zjawił się na zebraniu? zakrawało bardziej o poszukiwanie tematu do plotek niż cokolwiek związanego z zadaniem, jakie przyjdzie wkrótce im pełnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Sro Lip 26, 2017 11:19 pm

Obserwował ich w skupieniu spod lekko zmrużonych powiek, prześlizgując się na pozór beznamiętnym spojrzeniem po każdej twarzy. Poszukiwał reakcji na swoje słowa, nawet jeśli miał nią być jedynie lodowaty spokój - to także był dla niego wyraźny znak, że trafnie dobrał ludzi do tak ważnego zadania. Kiedy głos zabrał Lars, Wolfmeyer natychmiast przeniósł na niego spojrzenie i po raz pierwszy jego uśmiech nieco przygasł.
- Bourreau upiera się, że dopiero co dołączył do Ruchu Oporu i zebranie w związku z rzutem było jego pierwszym. Nie zdążył poznać zbyt wielu osób, ale na tę chwilę wydusiliśmy z niego jedno konkretne nazwisko - odpowiedział. - André 'Jean' Toussaint. Bourreau twierdzi, że przyszedł z nim na pogrzeb, ale stracił go w tłumie z oczu. Toussaint pracuje jako bileter w Operze Paryskiej i póki co śledzimy go, żeby zobaczyć, z kim jeszcze ma kontakt, ale wkrótce zostanie aresztowany. Cierpliwości.
Nikt spośród zgromadzonych w sali okupantów nie powinien był wątpić, że dni wydanego przez Maurice'a członka Ruchu Oporu były już policzone.
Wolfmeyer odczekał jeszcze krótką chwilę, jednak widząc, że poza Larsem nikt nie miał już pytań, kontynuował temat zbliżającej się misji.
- Jeśli chodzi o pozostałe szczegóły, wyruszycie do klasztoru spod siedziby Gestapo w godzinach porannych. Dostaniecie dwie wojskowe ciężarówki i jednego Citroëna Traction, a poza tym piętnastu uzbrojonych ludzi. Nie ukrywam, że miałem pewne plany wobec tego, kto będzie dowodził... - wzrok Tobiasa dość wymownie przesunął się na puste miejsce przy stole. - ...ale najwidoczniej uległy one zmianie. Dowodzenie przejmie Kriminaldirektor Carl Rübe, to doświadczony człowiek. Na miejscu przeszukacie klasztor i przesłuchacie siostry zakonne, ale jeśli odnajdziecie w nim naszych gości z Wielkiej Brytanii, postarajcie się dowieźć ich w jednym kawałku. Mam nadzieję, że Rzesza może na was liczyć - choć głos Tobiasa wyrażał przede wszystkim stanowczość, można było odnieść wrażenie, że przez krótki moment zadźwięczało w nim coś na kształt groźby. - Jeżeli wszystko jest dla was jasne, możecie się rozejść - powiedział jeszcze, spoglądając na nich wyczekująco.


Na odpis macie 72h. Kolejny post Mistrza Gry pojawi się wieczorem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   Sob Lip 29, 2017 2:04 pm

André 'Jean' Toussaint.
Suchy szelest wyimaginowanych kartek, na których naprędce zapisał nazwisko. Sztuka zapamiętywania i sztuka ostrożnych kroków – żadna z tych dwóch umiejętności nie była powodem do wstydu, choć, należy przyznać, w armii o wiele bardziej ceniono wielkich głupków, którzy po kolana brodzą we krwi.
Tyle, że w pojedynkę nie mogli zdziałać zbyt wiele.
W Rzeszy potrzebni byli ludzie innego rodzaju. Myśliciele, tacy jak zebrani w tej sali ludzie: śmiertelni jak ostrza i zimni jak serca gotowe do zdrady. Lars już dawno przekonał się, że ta strona barykady jest znacznie wygodniejsza – uczy pokory, uczy namysłu, uczy tego, że niemal wszyscy uwielbiają, kiedy się ich słucha. Zwłaszcza ludzie posiadający przywództwo, a trudno było w Paryżu o kogoś dysponującego większą władzą od Tobiasa Wolfmeyera.
Dlatego Reifenstein zrobił to, w czym był najlepszy: słuchał.
Nieszczególnie zdziwiła go lekkość, z jaką wydobyto informacje na temat Toussainta, jak i przechwyceniu brytyjskich spadochroniarzy – czyż nie znał od kuchni wszystkiego, co miało miejsce w tym samym budynku zaledwie kilka pięter niżej? Tu, na górze, nie czuć było więziennej stęchlizny i zbawiennego podczas podobnych upałów chłodu.
Nie słychać było również krzyków – co nie oznaczało, że właśnie nie rozbrzmiewają, pochłaniane przez grube, betonowe, obojętne ściany.
Trudno zachować lojalność i odwagę, gdy jest się przerażonym, samotnym, skatowanym na łasce ludzi, którzy łaski nie znają. Kto mógłby wiedzieć o tym lepiej od niego? Zdawał sobie również sprawę z tego, że w pewnych, wyjątkowych przypadkach cierpliwość może przynieść zaskakujące korzyści – czasem zwyczajnie lepiej nie podejmować żadnych działań. Zamiast płynąć na przekór silnemu prądowi, ryzykując błąd i utonięcie w lodowatej, ciemnogranatowej otchłani, lepiej przez chwilę spokojnie posiedzieć na plaży, obserwując obmywające brzeg fale.
Niewykluczone, że morze samo wyrzuci na brzeg to, czego pragną.
Na stronicach tego samego, wyimaginowanego notesu cierpliwie zapisywał wszystkie szczegóły dotyczące wizyty w klasztorze – miejscu, w którym nie przewidywał swojej wizyty.
Nigdy.
Z transu, w którym nadrzędną rolę odgrywało pilne wsłuchiwanie się w słowa Herr Generalmajora, zdołało wyrwać go dopiero wymowne zerknięcie Wolfmeyera na puste miejsce tuż obok. Umysł natychmiast dokonał pospiesznego rachunku, jak gdyby za wszelką cenę pragnął wyłonić przegranego tej wielkiej loterii, jaką było dzisiejsze spotkanie. Metodą prób i błędów, drogą eliminacji, nagłym tchnieniem żelaznej logiki wytypował ścisłą trójkę, która – po wymienieniu nazwiska Kriminaldirektora Rübe – ograniczyła się do dwóch nazwisk.
W tym jednego, zaskakująco właściwego do podobnych zadań.
Lars nie był pewien, czy dowiezienie odnalezionych spadochroniarzy – jeśli uda się ich odnaleźć i jeśli nie byli wyłącznie wymysłem ocierającego się o śmierć, pragnącego wykupić kolejny dzień życia więźnia – w jednym kawałku będzie możliwe.
Dołoży wszelkich starań, by przeżyli, lecz schwytany Bourreau był najlepszym przykładem tego, że bez kończyn również da się żyć.
I to ze sporym wkładem dla całego, niemieckiego społeczeństwa.
Odsuwane krzesło zaszurało sucho, gdy Reifenstein poniósł się z miejsca bez słowa, najwyraźniej nie zamierzając tracić ani minuty z pięciu godzin pracy, które wciąż mu pozostały – krótki salut był klarownym wyrazem zrozumienia wszystkich rozkazów, a wyprostowana, po chwili znikająca za drzwiami sylwetka: zapowiedzią egzekucji poleceń oraz oczekiwań, które mniej bądź bardziej werbalnie zawirowały w dusznym powietrzu sali zebrań.
Najbliższe dni miały zweryfikować kilka istotnych kwestii, w tym jedną, prawdopodobnie najważniejszą.
Kto jest tchórzem?
A kto bohaterem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Sala zebrań   

Powrót do góry Go down
 
Sala zebrań
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Opéra :: Siedziba Gestapo-
Skocz do: