IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

grudzień 1941


Share | 
 

 grudzień 1941

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: grudzień 1941   Nie Sie 28, 2016 10:37 pm

Przyszła zima, skuwając wszystko w swe chłodne objęcia - bezwzględne, gnające z wiatrem, który przeszywał jak wyciosany z powietrza sztylet. Zimno osiadało na skórze, wbijało się tysiącem igiełek; paliczki stawały się sztywne, drętwiały niczym zastygające odlewy. W jednym z tych dni mroźnych zjawiła się sprawiedliwa-niesprawiedliwość, na którą Félix spoglądał niejako z wyrzutem, a głowę miał obolałą od pytań - lub raczej jednego pytania, z którego wszystkie inne były pochodną - dlaczego. Przydzielone zadanie było chichotem losu, jakimś rodzajem kary, niedorzecznej równie jak sam jej powód. Lecz Félix póki co nie narzekał, daleko mu było do grona tych pesymistów, o pociągłych twarzach z podkrążonymi oczyma, identycznie daleko do ludzi stąpających twardo po ziemi, którzy w obliczu ówczesnych czasów wysnuwali pokrewnie niemiłe wizje. Był niezadowolony z jednego, prostego powodu - że ktoś śmiał to zamknąć w ramy pokuty, groteskowej w całej swojej idei.
- Bonjour - przywitał się z samego początku, gdyż należało zacząć od spraw najbardziej gruntownych, pozornie oczywistych, lecz jakże często zapominanych. Twarz bez imienia właściwie nie była twarzą, była wtłoczonym na moment w umysł mignięciem. Skoro już go wysłali, nie będzie siedział z ponurą miną, chcąc wykreować złowieszczą naturę ciszy - nawet jeśli miewał mieszane uczucia. Wciąż miał też w głowie wzmiankę, że była siostrą jednego z jego dobrych znajomych.
- Jestem Félix - przedstawił się, niezależnie od tego, ile o nim słyszała, wypełniając niezbędną formalność. Czekając, aż formalność zostanie zwieńczona z jej strony, aż może wyciągnie rękę, którą uściśnie krótko i zacznie płynąć ich czas spotkania. Félix jak zawsze widział wiele, widział szczegóły twarzy, ciemne włosy, widział też kąt spojrzenia. I w porę opamiętał się, nie chcąc wyjść na nazbyt natarczywego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: grudzień 1941   Pon Sie 29, 2016 10:08 am

Byłam niesamowicie podniecona tym, że moi bracia wreszcie obdarzyli mnie zaufaniem. To pierwsza taka chwila odkąd mama zaginęła (bo nie wierzę, że zgineła) i mogłam czuć się na prawdę przez nich zauważana. Wcześniej miałam wrażenie, że ciągle coś przedemną ukrywają. Kiedy odkryłam, że działają w ruchu oporu przeciwko okupantowi, zrozumiałam tylko tyle, że robią coś za moimi plecami. I dlatego czasami nie wracają na obiady, to dlatego urywają się ich rozmowy, kiedy wchodzę przynieść im herbatę. Te dni na szczęście mineły, chociaż zanim wszystko się zmieniło wybuchła taka nasza mała rodzinna rewolucja. Zaczęło się od tego, że tupnęłam nogą i powiedziałam, że ja też chce iść do tego Ruchu Oporu. Przekonywałam ich, że powinnam, że chcę i bardzo będę szczęśliwa, jeżeli mi pozwolą. Oni mówili, że za wcześnie. Ale w końcu się zgodzili, dlaczego? Nie mam pojecia.
Tak czy siak, od tygodnia byłam oficjalnym członkiem. Jeszcze niewiele mogłam robić, wszystkie zadania przelatywaly mi przed nosem, ale wreszcie dziś dostałam informację, że ktoś pokaże mi najlepsze skróty w mieście. Żebym wiedziała, gdzie się ukryć i gdzie przechodzić, w razie jakiegoś niebezpiecznego momentu.
Stawiam się na miejsce o umówionej godzinie. Staram się, żebym się nie rzucała za bardzo w oczy, więc przestępuje z nogi na nogę stojąc na rogu jakiejś uliczki i z założonymi za plecami rękoma, patrze na bruk a co jakiś czas spoglądam na boki. Nagle jegomość podchodzi blisko, a ja pozwalam sobie na bardzo szybkie spojrzenie w jego stronę. To krótkie spojrzenie wystarcza, żebym uznała, że przydzielili mi bardzo przystojnego kogoś. On się ze mną wita, ale ja nie wiem, czy to na pewno on, a może się za bardzo przejęłam tym całym tajniaczeniem się i mówię pod nosem:
- W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle
Oczekuję odpowiedzi, która pozwoli mi uwierzyć, że to ktoś z mojego otoczenia. Chociaż chyba nie mieliśmy ustalonego hasła. Ale może zaczniemy mieć. Coś musiał powiedzieć, bo się przedstawiliśmy: - Liliane - odpowidam w końcu się rozpromieniając. Powinniśmy uścisnąć sobie dłonie, ale to wyglądałoby podejrzanie, więc dygam uczynnie i znów na niego zwracam swoje oczęta. - Nawet nie wiesz, Feliksie, jak się cieszę, że dzisiaj się tyle od ciebie dowiem. Też lubisz kawiarnię Orelan? - pytam ubierając nazwę oddziału w imię kawiarni i mając na myśli, czy oboje jestesmy z tego samego. Sądziłam, że tak, ale sama nie wiem jak zagaić chłopca. Wygląda na trochę zmęczonego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
grudzień 1941
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: poza grą :: Archiwum-
Skocz do: