IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Artois Cafe


Share | 
 

 Artois Cafe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Artois Cafe   Pon Sie 29, 2016 12:03 pm



Artois Café

Wśród wielu zabytkowych miejsc Paryża, ta kawiarnia wyróżnia się jako ta najbardziej modernistyczna na planie miasta. Została założona w lutym 1941 roku i z miejsca stała się konkurencją dla sąsiadującej z nią „Express“. Na unikalną atmosferę tego przybytku wpływa przede wszystkim ogródek na świeżym powietrzu, gdzie w cieniu markiz espresso smakuje niezwykle wyraziście. Nie tylko zresztą kawa jest synonimem tego miejsca - już od progu gości wita obszerna tablica z rozpiską posiłków na cały dzień. Można śmiało stwierdzić, że jest to świątynia dobrego smaku, ale i dyskrecji, czemu sprzyjają wygodne fotele w lożach. Młodzi Francuzi uwielbiają przyprowadzać tu swoje sympatie, zwłaszcza od czasu współpracy z Kwiaciarnią Fridy, która zapewnia świeże kwiaty. To one razem z płomyki świec tworzą niepowtarzalną atmosferę urokliwego zakątka zakochanych.
Jeśli jednak jesteś samotny, to możesz liczyć na miłą pogawędkę z właścicielką, która stała się powiernikiem wielu sekretów, zdradzanych półszeptem nad sernikiem. Nic nie stoi na przeszkodzie, by pobyt tu wszedł na stałe do rytuału dnia - niezależnie czy szukasz dobrej strawy czy wytchnienia nad filiżanką mocnej kawy.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Pon Sie 29, 2016 8:50 pm

Rakefet szła wolnym krokiem, trochę niepewnym. Nie miała ani lepszego, ani gorszego dnia. Po prostu, tak jak zwykle nie była pewna tego, jak reagują na nią ludzie. Każde dłuższe spojrzenie - a dłuższym nazywała każde dłuższe niż jedna sekunda - sprawiało, że jej żołądek podchodził do gardła, a oddech przyspieszał nienaturalnie.
A w szkole było tak dobrze.
Ze swoją pracą radziła sobie naprawdę wspaniale, co było dziwne. Mogła mieć jeden z tych dni, gorszych, wręcz okropnych, a jednak w jakiś sposób przy tych dzieciach potrafiła zachować spokój. Może wiedziała, że nie powinna pokazywać im jak duże piętno może odcisnąć na kimś prawdziwe życie? A może w jakiś sposób widok tych niewinnych młodych osób działał uspokajająco? Przypominał jej o czasach, w których wszystko było jeszcze w porządku?
Gdy przechodziła obok kawiarni, mimowolnie wciągnęła zapach kawy, który sprawił, że zapragnęła się jej napić. Pomimo że kofeina niezbyt dobrze działała na jej ataki, a wręcz przeciwnie.
Tak, kawa. Rosenfeld wiedziała, że potrzebuje kawy.
Weszła do środka i przy ladzie niepewnym, chyba trochę trzęsącym się , ale jak najwyraźniejszym głosem poprosiła o kawę z mlekiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Wto Sie 30, 2016 3:42 pm

Lucille to bardzo delikatna osóbka. Dlatego też widząc kolejnego Niemca w swojej kawiarni momentalnie się wzdrygnęła. Czemu musieli tutaj przychodzić? Nie tylko straszyli klientów, ale także powodowali wzrost ciśnienia u Lucy. Co prawda nie miała nic do ukrycia, sama obecność okupantów wprawiała ją w złe samopoczucie. Bacznie obserwowała mężczyznę przy okazji wycierając ladę z kurzu i odcisków pozostawionych przez klientów. Mając chwilę wolną poszła na zaplecze i wzięła tace jabłecznika, który dzisiaj niewiarygodnie szybko znikał. Wsunęła go na półkę ozdabiając go piękną karteczką z ceną. Niemiec wciąż nie zdecydował się gdzie usiąść, więc nie szła pytać o zamówienie.
Wciąż czuła się osamotniona. Dalej nie pogodziła się ze stratą ukochanego. Miała wszystko - dobrą pracę, a właściwie dobrze prosperujący biznes, znajomych, rodzinę, a jednak nadal jej czegoś w życiu brakowało.
Uśmiechnęła się do wychodzącego Niemca, który najwyraźniej nie znalazł sobie miejsca w jej kawiarni. Nic straconego, na jego miejsce trafiła piękna szatynka. Lucy już na wstępie obdarowała ją promiennym uśmiechem. Słysząc zamówienie podeszła do ekspresu i położyła filiżankę, czekając aż ta napełni się wyśmienitą kawą. Położyła ją na tacę wraz z dzbanuszkiem mleka i małą cukierniczką oraz kruchym ciasteczkiem w kształcie serca, a całość podała panience.
- Miło mi, że pani nas odwiedziła. Jeśli mogę spytać, pierwsza wizyta? Zwykłam pamiętać o mojej klienteli. - uśmiechnęła się do dziewczyny. Ważnym było dla niej poznanie bywalców kawiarni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Wto Sie 30, 2016 9:43 pm

Panna Artois wyglądała na bardzo miłą osobę, dlatego też Rakefet trochę się rozluźniła. Bała się, że trafi na jakiegoś Niemca w mundurze, ale na szczęście wszyscy w kawiarni wyglądali na cywilów, zwykłych mieszkańców, pewnie w większości Francuzów.
Widząc kawę, która pachniała pysznie i ciasteczko, który wyglądało naprawdę wspaniale, skinęła głową, dziękując.
Wzięła pierwszego łyka kawy, która smakowała bardzo dobrze i wtedy Lucille się odezwała.
O rany, co robić, co robić.
Powinna odpowiedzieć, prawda? To ludzie robią. Chyba. Raczej tak.
- Pierwsza - potwierdziła, starając się mówić głośno i wyraźnie. Co powinna jeszcze dodać? Myśl, Rosenfeld, myśl.
Wspomniała o swojej klienteli. Dobrze, to chyba jakiś pomysł!
- Czy to pani kawiarnia? - to zdanie chyba wypowiedziała trochę za cicho, więc odchrząknęła, udając że powodem była suchość gardła albo chrypka. - To naprawdę wyśmienita kawa - powiedziała, obdarzając właścicielkę kawiarni uśmiechem.
Uff, chyba się udało. Na całe szczęście Lucille była miła - to na pewno pomogło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Sro Sie 31, 2016 9:19 pm

Dla dobra kawiarni często panienka Artois "stawiała" się Niemcom, uprzejmie napominają o netykiecie oraz kulturze, którą każdy winien w sobie nosić. Nie raz, nie dwa dostawała wyraźnie od nich ostrzeżenie, w ten czas uśmiechała się i napominała, że bądź co bądź, nie mają obowiązku przychodzić, więc jeśli nie są w sprawach służbowych winni zachować spokój. Nie chciała by męczyli jej klientów. Aktualnie mogła cieszyć się i odpoczywać od widoku nazistów, coraz rzadziej ich tutaj widywała.
Obdarzyła Darcy promiennym uśmiechem. Dziewczyna wydawała się zdenerwowana... Może za dużo się uśmiecham? Pomyślała, a kąciki ust zjechały odrobinę niżej, pozostając  w bardziej delikatnym i naturalnym.
- Owszem, moja. Dlatego też mam szczerą nadzieję, że nas jeszcze pani odwiedzi. - na chrypkę najlepsza jest herbata z miodem i cytryną, może powinna taką zaproponować? Nie chciała się jednak narzucać, wszak nie każdy lubił rady. - Staramy się, by była jak najlepsza. Na ladzie mamy notes z uwagami na temat naszej oferty, więc jeśli coś jest nie tak proszę wpisać. - Odeszła na moment i przyniosła ulotkę. - Tutaj ma modemoiselle menu. W czasie spaceru do nas łatwiej się zorientować co się będzie zamawiało. - otworzyła kartkę i położyła na stoliku.

/Nie mam zbytnio weny przez przygotowania, więc wybacz, starałam się cokolwiek odpisać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Pią Wrz 02, 2016 8:17 pm

O tak, Niemcy potrafili na pewno spłoszyć ludzi. Sama Rakefet bała się gdy tylko jakiegoś Niemca widziała, więc Lucille miała bardzo dobrą taktykę i na pewno Rosenfeld by ją za to pochwaliła, gdyby wiedziała.
I gdyby nie bała się tak bardzo rozmawiać z ludźmi, rzecz jasna. To zawsze bardzo utrudniało jej kontakty z innymi, ale przecież co miała zrobić? Była przekonana, że zawsze już taka będzie. Pozostawało jej mieć nadzieję, że nie zmartwiła Artois w żaden sposób, bo jej uśmiech nagle wydał się jakiś taki mniejszy.
Myśli Rakefet oczywiście podążyły w stronę "czy jestem niemiła?" "czy jestem za nudna?" "czy za mało się uśmiecham?" "czy za dużo się uśmiecham?"
- Na pewno jeszcze kiedyś tu przyjdę - zapewniła, dumna z siebie samej, że chyba nawet się nie zawahała przy wypowiadaniu kolejnego zdania. Pewnie dlatego, że właścicielka kawiarni wyglądała na niezwykle sympatyczną osobę. Najgorzej Rakefet miała z tymi poważnymi - czy powinna się odezwać? Czy powinna czekać aż oni się pierwsi odezwą?
- Dziękuję - uśmiechnęła się do Lucille, patrząc na menu. Na pewno spróbuje następnym razem czegoś innego.
Słowa Lucille o czymś Rosenfeld przypomniały.
Wzięła głęboki wdech, mając nadzieję na to, że nie zostanie to zauważone.
- Apropo spacerów, czy jest może w okolicy jakieś miejsce, żeby się przejść? Nie za bardzo znam te okolice miasta
Jest! Udało jej się wypowiedzieć dłuższe zdanie, w dodatku pytanie i nie spanikować. To zdecydowanie był sukces. Może to był jeden z tych naprawdę dobrych dni? A może to ta kawa i ciastko wprawiły ją w dobry nastrój. Kawa i castko zawsze poprawiają nastrój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Nie Wrz 04, 2016 12:32 am

/Na kilka dni przed zebraniem/

Marcowa aura dziwnie na niego oddziaływała. Chodził z kąta w kąt, nie bardzo wiedząc, co ze sobą począć. Nieco roztargniony. Trochę sentymentalny. Za nic nie mógł się zabrać, na niczym skupić
Normalnie jak zakochany smarkacz. Głupi, zakochany smarkacz. Niedobrze. Nie był smarkaczem. Nie miał piętnastu lat, żeby pisać proste wierszyki, ukradkiem spoglądać na piersi szkolnych koleżanek i zastanawiać się, gdzie najlepiej byłoby zaprosić śliczną Julie (tudzież wesołą Fleur, bądź szalenie inteligentną Rosalie) na ciastko i lemoniadę. Chwilę później dopadała go myśl o Lucille. Jak czuła się Lucille, widząc go prowadzającego się z pannami. Zaraz potem przypominał sobie, że w w okresie nastoletnim byli z Lucille przyjaciółmi. To bez znaczenia z kim wówczas umawiał się na ciastka.
Parą zostali, kiedy nastoletnie zauroczenia i wygłupy dawno wywietrzały im z głowy. Wtedy wiele rzeczy związanych z Lucille nabrało znaczenia.
Westchnął. Odgarnął z czoła niesforne kosmyki włosów. Wyjrzał przez okno. Zabsorbowani swoimi sprawami mieszkańcy Paryża wymijali się na chodniku, przechodzili przez ulicę, wstępowali do sąsiednich kamienic. Było w tym coś tak naturalnego, że na moment uległ złudzeniu normalności. Uwierzył, że wojna i Niemcy byli tylko okropnym koszmarem, z którego właśnie się przebudził. Nadchodziła wiosna. Na paryskich ulicach panował spokój. Nikt nie usłyszał żadnego niemieckiego słowa. Napawał się tą ułudą. W końcu do głosu doszedł rozsądek. Ocucił go i zmusił do powrotu do rzeczywistości.
Dobrze by mu zrobiła odrobina świeżego powietrza. Wywietrzałyby mu z głowy wspomnienia, plątanina myśli, sentymenty i złudzenia.
W prawdzie łażenie po mieście wiązało się z napotkaniem patrolu, ale patrole były częścią nowej rzeczywistości. Miałby ukrywać się przed nią w czterech ścianach?
Wystarczyło zabrać dokumenty i pieniądze. Przedmioty, które posiadał przy sobie każdy porządny, nie wzbudzający podejrzeń obywatel. Jak na porządnego obywatela przystało, upewnił czy solidnie zamknął drzwi od mieszkania i wyszedł na zewnątrz. Nie dostrzegł w pobliżu żadnego mundurowego. Doskonale. Ulica była ładniejsza bez bacznie rozglądających się żołnierzy.  
Patrole pojawiały się za to na pozostałych ulicach, które odwiedził. Nie wzbudzał w nich większego zainteresowania. Poproszono go o dokumenty dopiero w Ménilmontant. Patrolujący kiepsko mówili po francusku. Obyło się bez dodatkowych pytań i dociekań o powód wybrania się na spacer. Niemcy oddalili mu papiery i pozwolili kontynuować przechadzkę.
André powoli zaczynał odczuwać znużenie. Autobusy, którymi przejeżdżał przez dzielnice były zazwyczaj zatłoczone. Zaś spacer średnio udany. Dzień był chłodny. Resztki śniegu topniały na chodniku, a mimo to w powietrzu nadal czuło się obecność zimy. Po co wybrał się aż tak daleko od domu? Sam kusił los i prosił się o kłopoty.
Artois Cafe
Przystanął przy kawiarni. Równie dobrze mógł wstąpić do środka i napić się pysznej kawy. Chociaż tyle będzie miał ze swojej wycieczki.
- Dzień dobry! - zawołał energicznie, przekraczając próg kawiarenki. Przy stolikach nikogo nie było, oprócz...
André zamarł. Czegoś takiego się nie spodziewał. Nie chodziło bynajmniej o cały szwadron Niemców z wycelowanymi w niego pistoletami. To, co zobaczył było o wiele bardziej zaskakujące. Ciemnowłosa kobieta. Znał tą ciemnowłosą kobietę. Rozpoznałby ją wszędzie. I zawsze. Czas nie zdołał zatrzeć w pamięci jej obrazu.
- Lucille - wypowiedział imię, które niosło ze sobą zapach dzieciństwa, niewinności, słońca oraz czystych, pięknych uczuć i wszystkiego, co jeszcze zawierało się w słodko gorzkiej przeszłości. Wydawała się realna, choć równie dobrze mogła być złudzeniem, zmaterializowaną formą wspomnienia, które wydostało się z umysłu.
Spotkanie z realną - nierealną Lucille wprawiło go w takie zdumienie, że tymczasowo zapomniał o drugiej kobiecie.
Gdyby dokładniej jej się przyjrzał, prędko zrozumiałby w jakiej zabawnej, a zarazem niewygodnej sytuacji się znalazł. Przebywał z osobami, z których jedna przynależała do jego normalnego, przedwojennego życia, druga przypominała o podjętej decyzji, o świecie konspiracji i walki.
Jak to nazwać? Zderzeniem przeszłości z teraźniejszością?
Niezwykłym zbiegiem okoliczności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Nie Wrz 04, 2016 12:22 pm

Lucille musiała przyznać w duchu, że dziewczyna jest naprawdę miła. Dobrze się z nią rozmawiało, przez co nawet nie zauważyła, że niedługo będzie musiała zamknąć kawiarnię. Ostatnimi czasy lokal pustoszał długo przed godziną policyjną, więc nie opłacało się go dłużej trzymać otwartego. Zapewne gdy zrobi się cieplej, klientela wróci. Starała się utrzymywać z Darcy kontakt wzrokowy, jednak myśli kierowały się na świat za oknem. Pogoda nie była najpiękniejsza, ale nie mieli co narzekać. Jeszcze kilka dni temu ulewy skrzętnie psuły plany, a wyprawa na rowerze robiła się trudniejsza niż pieszo.
Szybko wróciła na ziemię, uśmiechając się znowu do klientki. Naprawdę ją polubiła! Roztaczała niezwykłą aurę niewinności i słodkości. Tylko czy powinna spoufalać się z gośćmi kawiarni?
- Drobiazg. - Starała się by w Artois Cafe panowała miła, rodzinna atmosfera, toteż nikogo nie traktowała z góry. Nawet jedna z jej częstszych klientek chowała się na zapleczu przed niemieckimi żołnierzami. Lucille nie dopytywała, w takich czasach Francuzi powinni sobie pomagać.
Pytanie trochę zbiło ją z tropu. Od dawna nie była na spacerze, toteż trudno było jej powiedzieć gdzie się przejść. Ostatnie spacery które pamiętały były jeszcze za czasów... André. Serce boleśnie ją zakuło na te słodko gorzkie wspomnienia swojego, właściwie pierwszego związku. Ból schowała pod maską uśmiechu, którym obdarzała klientów. Jak dużo człowiek może wycierpieć? Artois łatwo się nie dawała, a jednak nie potrafiła uczuć zamkniętych w żelaznej skrzyni zamkniętej na kłódkę schować głęboko w sercu. Wciągnęła powietrze w płuca, wyciszając się.
- Ogród Luksemburski jest pięknym miejscem, chociaż klienci mawiają, że nadaje się na romantyczne spacere aniżeli te samotne. Ja osobiście często odwiedzałam lasek buloński, chociaż aleja Arachne również jest przyjemna w odbiorze. Chociaż przy trzeciej opcji bym się zastanowiła, o tej porze jest tam ogrom ludzi. - mówiąc to sięgnęła po dzbanek na mleko i już miała odchodzić, ale zapaliła się jej żaróweczka. - Jeżeli nie miałabyś nic przeciwko mogłabym się z tobą przejść. I tak zaraz zamykam.  - nie miała dziś nic lepszego do roboty. Dziewczyna przypadła jej do gustu, więc czemu się nie zapoznać na neutralnym gruncie?
Lucille. Od razu odwróciła się w stronę drzwi, chociaż nie trzeba było jej powtarzać. Wszędzie rozpoznałaby ten głos. Nogi się pod nią ugięły, a emocje zebrane przez całą rozłąkę "wspomogły" dłonie, dzięki czemu można było usłyszeć tłuczenie się porcelany. Zapadła krótka cisza. Zapewne gdyby nie ta gęsta atmosfera i kłęby uczuć głos nie ugrzęzłby jej w gardle.
- P-przepraszam. - zwróciła się tutaj bardziej do Darcy aniżeli do André i zebrała większe kawałki szkła. Dłonie się jej trzęsły, ale starała nie dać po sobie poznać, jak bardzo się stresuje ponownym spotkaniem. Zaniosła pozostałości po dzbaneczku do śmietnika i tym razem zwróciła się do swojego byłego niedoszłego. Co prawda z wymuszonym uśmiechem, ale jednak. - André. Miło cię znowu widzieć. Co ci podać? - patrzyła na niego, ale zgrabnie wymijała jego oczy, nie chcąc nawiązywać kontaktu wzrokowego. Sam jego głos powodował ciarki. Nie była na tyle silna by zmierzyć się w przeszłością. Sięgnęła po mopa i zmyła rozlane mleko, a resztki porcelany zamiotła w stronę lady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Nie Wrz 04, 2016 9:44 pm

Rosenfeld miała wrażenie, że Lucille nieco posmutniała na to pytanie i zaczęła się już zastanawiać, czy powiedziała coś nie tak. Bo przecież z jakiego innego powodu mogłaby posmutnieć, jeśli nie przez Rakefet?
- Czy wszystko w porządku? - spytała, z wahaniem w głosie, bo jeśli coś jest przez nią nie tak, to wypadało spytać. Czy powinna przeprosić za zadanie pytania? Czy nie pyta się obcych osób o pomysły? Czy znowu nie ma pojęcia jak działa rozmowa z ludźmi?
Potem jednak Lucille zaproponowała, że się z nią przejdzie, co teraz Rakefet zbiło z tropu. Czyli, że to jednak nie była jej wina? A może to tylko żart? Co, jeśli właścicielka kawiarni nie mówi poważnie? Ale może jednak jest jakaś szansa na to, że jednak ktoś ją naprawdę polubił?
Dziewczyna w to wątpiła, ale jednak postanowiła zaryzykować. Co było czymś wielkim.
- Jasne - odparła z uśmiechem na jej pytanie i tak właśnie zrealizowało się to coś wielkiego. Dla każdej innej osoby byłoby to nic, ale wow - Rakefet Rosenfeld właśnie zapoznała kogoś nowego i to było dla niej naprawdę niezwykłe.
W kawiarni po chwili zjawił się ktoś obcy... tylko, że nie, bo Rakefet znała mężczyznę. Andre, jej znajomy z oddziału Ruchu Oporu.
- Bonjour - przywitała się, nie dając po sobie poznać, że zna Toussainta - bo przecież nie mogła powiedzieć skąd się znają, gdyby takie pytanie padło. - To ja w takim razie pójdę. Miłej rozmowy, na pewno jeszcze kiedyś tu zajrzę - obiecała z uśmiechem, wyczuwając że w powietrzu wisi coś, czemu przeszkadzać się nie powinno.
Miłej rozmowy? Czy to była rzecz, którą mówiło się innym? Czy też Rakefet po raz kolejny pokazała światu, że nie umie rozmawiać z ludźmi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Wto Wrz 06, 2016 10:22 pm

Będąc jeszcze studentem architektury podebrał którejś z koleżanek broszurkową książeczkę.
Książeczka nosiła ślady wielokrotnego czytania, a nazwisko autora kompletnie nic mu nie mówiło. Co nie miało dla niego żadnego znaczenia. Liczyła się jej zawartość. Prędko okazało się, że na stronicach opisano jedną z tych historii, które uwielbiały kobiety. Zarówno te pracujące, jak i te zajmujące się gospodarstwem domowym. Wzruszającą historią pewnego słodkiego dziewczątka i jej ukochanego chłopca. Miłość i sielanka trwała do czasu, aż wybuchła wojna. Młodzian poprzysięgając wybrance serca, że powróci do niej żywy, wyruszył na front. Dziewczyna czekała i czekała wiernie. Kiedy okazało się, iż ukochany zaginął gdzieś w wojennej zawierusze, ruszyła na jego poszukiwania. Po wielu perypetiach, zakochana para wreszcie się odnalazła. Opowieść tradycyjnie zakończyła się łzami, romantycznym pocałunkiem oraz oświadczynami.
Wieczorem przy kilku butelkach wina, czytał na przemian z kolegami co rzewniejsze fragmenty powieści. A nazajutrz obudził się z piekielnym bólem głowy. Przez resztę dnia obwiniał za swój kiepski stan spożyty wcześniej trunek i nadmierną ilość sentymentalnych bzdur. Koledzy przechodzili podobne katusze. Z tą różnicą, że nie omieszkiwali się głośno manifestować swoich boleści teatralnymi westchnięciami: Och, Desirée - Och, Nihelu.
Wrócił wspomnieniami do tamtego dnia, gdyż teraz i tu, w tej niewielkiej kawiarni poczuł się niczym postać z przesłodzonej opowieści o miłości, rozstaniach i powrotach. Rozgrywająca się w pomieszczeniu scena wyglądała, jak żywcem przeniesiona z książki. Bohater wchodzi do kawiarni, przy której widnieje znajome nazwisko (marnie z nim, skoro w pierwszej chwili niczego nie skojarzył) i napotyka w niej swoją dawną ukochaną.
Pozostało im z okrzykiem radości rzucić się sobie w ramiona i wyznać gorącą miłość. Ciszę, zamiast okrzyków i wyznań, przerwał dźwięk rozbijanej porcelany. Widok rozsianych po podłodze fragmentów filiżanek i talerzyków przywrócił mu zdolność do działania. Czas ponownie ruszył z miejsca.
- Zaczekaj, Lucille - przyskoczył do niej i uchwycił za nadgarstek, zanim zdążyła podnieść rozbity talerz - Pozwól, to moja wina.
Sporną kwestią było, kto ponosił odpowiedzialność za rozbitą porcelanę. André nie wytrącił jej naczyń z rąk. Również Lucille nie upuściła ich celowo. Obiektywnie patrząc, zdarzył się drobny incydent.
Jednak André nie myślał o tym, jak o drobnym incydencie. Tak właściwie, to nie zastanawiał się nad tym, co robił. Kierował się zwyczajnym odruchem, nakazującym udzielenia wsparcia, pomocy Lucille. Nie rozważał komplikacji związanych z dotknięciem jej ręki. Zachował się wobec niej, tak jak zachowywał się wcześniej. Zanim ich drogi się rozeszły.
- Proszę zostać. Nic się takiego nie stało - zwrócił się do Darcy. Poczucie taktu najwyraźniej nakazało jej opuścić kawiarnię, pozostawiając ludzi z ich prywatnymi sprawami. Bardziej wścibskie osoby rozsiadłby się ochoczo na krzesełku i pilnie nastawiły ucho, z góry ciesząc się na nadchodzącą awanturę. André, gdyby chodziło o inną kawiarnię i inne osoby, pozostawiłby zdarzenia własnemu biegowi.
W tym przypadku zatrzymał Darcy. Nie chciał być powodem dla którego z kawiarni Lucille nagle wyszedł klient. Nawet jeśli znał owego klienta i wiedział, że nie poczuł się on urażony wypadkiem z filiżankami. Nie chciał też pozostawiać Darcy z wrażeniem, iż była teraz kimś niemile widzianym.
Wrzucił resztki porcelany do kosza z odpadkami. Odwrócił się w stronę Lucille, chociaż widział, że unikała jego wzroku. Przykro mi.
- Tak. Miło cię znowu widzieć - powtórzył za nią. Pytanie o zamówienie, pominął milczeniem.
Co za dziwne słowa wypowiadał do kobiety, której niegdyś miał do powiedzenia znacznie, znacznie więcej. Przeważnie ciepłych, pełnych nadziei słów. Wiele się zmieniło.  
Miło cię znowu widzieć. Chociaż tyle mogli sobie powiedzieć. To i tak bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że sam dobrowolnie zdecydował się przerwać łączące go z nią więzi. Pozostało to, co pozostało. Był nikim innym jak kolejnym klientem, marzącym o kubku gorącej kawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Nie Wrz 11, 2016 12:41 pm

Darcy jako uważna obserwatorka, uważnie obserwowała także i interakcje zachodzące pomiędzy kolegą z oddziału, a właścicielką kawiarni.
Dobrze, to, że mieli jakąś wspólną przeszłość było niesamowicie oczywiste. Naprawdę. Nawet, gdyby nie była w tym aż tak dobra, tą jedną rzecz by zrozumiała. Patrzyła na ich dwójkę z przekrzywioną głową, trochę nawet ciekawa tego, co teraz powiedzą.
Potem poczuła się tym skrępowana, dlatego też zaproponowała, że sobie stąd pójdzie, ale tak po części to bardzo chciała też ich zostawić samych, bo wyglądało na to, że powinni ze sobą porozmawiać.
- Nie, nie ma problemu, naprawdę. I tak zbierałam się właśnie na spacer - wydusiła z siebie aż dwa zdania - bardzo dużo, jak na nią - i posławszy im wcześniej przyjazny (mooooże trochę zachęcający?) uśmiech, oddaliła się w stronę drzwi.
Ich widok jednocześnie trochę ją zmartwił. Czy i ona kiedyś znajdzie kogoś, dzięki komu nie będzie czuła się aż tak samotna?
Gdy pociągnęła za klamkę, wyszła na zewnątrz i została sama ze swoimi myślami.

/zt, jeszcze się kiedyś zagra Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Pon Wrz 12, 2016 9:44 pm

Dla Lucille każde wspomnienie przeszłości było przepełnione żalem i bólem. Każdy skrawek jej życia miał w sobie odrobinę pierwszej i aktualnie ostatniej miłości, a ona wszak nie rdzewieje. Spotkanie się ze swoimi obawami twarzą w twarz było więc drastycznym upadkiem z wieżowca, dzięki czemu jej kruche serce rozpadło się na milion małych kawałeczków - zupełnie jak filiżanka. Z tym, że nie mogła znaleźć odpowiedniej zmiotki by uprzątnąć powstały bałagan. Czy kiedykolwiek odpuściła? Tak. Czy na pewno? Trudno powiedzieć. Z pewnością nie odpuściła w taki sposób, jakiego oczekiwała.
Pod wpływem emocji nie podziękowała André za kulturę zachowania. To moja wina... Czy rzeczywiście chciała błędy ich związku zrzucać na mężczyznę? W pewnym okresie zdecydowanie postanowiła winą obarczyć chłopaka, jednak z biegiem czasu coraz częściej czuła, jakoby to ona była problemem. Drgnęła, nawet rozchyliła usta, jednak słowo "dziękuję" nie przeszło jej przez gardło. Czy rzeczywiście mam za co mu dziękować? Chociaż ciepło jego dłoni czule łechtało jej skórę, pozostawiając rzażącą się nadzieję na powrót. Pytaniem było, powrót kogo? Do czego?
Zanim zdążyła jakkolwiek zareagować, z kawiarni uciekła jej nowa znajoma. Nieznajoma, wszak nie spytała się o imię zacnej niewiasty. Pożagnała się, jednak gorzej nie mogło już być. Czuła się jak mysz zapędzona do rogu przez kota. Pozostała sama z André, a godzina nieubłaganie zbliżała się do zamknięcia. Czy powinna go obsłużyć i puścić jak każdego klienta? A może winna mu jest kilka słów? Nie wiedziała sama co uczynić, a stres nie dawał o sobie zapomnieć.
Wciągnęła gwałtownie powietrze i starała się uspokoić. To tylko klient... Bądź profesjonalistką, uczucia odłóż na bok... Wmawiała sobie.. albo próbowała sobie wytłumaczyć, chociaż nie szło to zbyt dobrze.
- Jak życie? Pracujesz? - spytała znienacka, stwierdzając, że cisza nie służy jej mentalnemu wyciszeniu. Nie usłyszała zamówienia, jednak wiedziała co André uwielbia. Czy powinna? Wszak klient nasz pan, a życzenia nie złożył. Chwilę zajęło, dopóty się nie zdecydowała, jednak w końcu zabrała się za parzenie kawy. Arabica Bourbon była ulubioną kawą mężczyzny za czasów, gdy jeszcze się spotykali, więc nie mógł mieć jej za złe, że i tą wybrała. Zgodnie z dawnym rytuałem posłodziła łyżeczkę, a kawa wylądowała przed nim jak niegdyś jej serce. Czy aby na pewno nie utopiła i w tej kawie swych uczuć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Nie Wrz 18, 2016 7:33 pm

Tej nocy słabo spał. Gdy tylko wstał, przeszukał wszystkie szafki w mieszkaniu, ale po ostatniej wizycie Niemców nie pozostało w nich za wiele. Ruszył zatem do pobliskiej kawiarni i, upewniwszy się, iż nie za wiele tu gestapowców, usadowił się na zewnątrz, przy jednym ze stolików na uboczu. Zamówił mocną kawę i próbował nie przysnąć, czekając na zamówienie. Gdy upił kilka pierwszych łyków napoju, od razu poczuł się nieco lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Nie Wrz 18, 2016 7:42 pm

//dzień przed patrolem
Tej nocy czuł się świetnie. Chciał zobaczyć w Paryżu coś, czego jeszcze nie widział, dlatego też skierował się do Artois Cafe. Ubrał się po cywilnemu, w proste ubrania, w których nie wyróżniał się z tłumu - lubił tak wyglądać, bo nie był wtedy traktowany jak seryjny morderca, co zdecydowanie sprzyjało nawiązywaniu relacji międzyludzkich. Otworzył drzwi, uśmiechając się słysząc dzwonek zawieszony na łańcuszku nad furtyną. Lubił ten dźwięk. Zamówił czarną kawę dolaną do pełna szklanki wodą, po czym rozejrzał się - zauważył Leona i ku jego stolikowi postanowił skierować kroki. Chciał sie do kogoś dosiąść i pogadać. Matt to pieprzona gaduła, co poradzisz? Ten facet, próbujący nie usnąć słaniając się nad kubkiem kawy wydawał się doskonały. Miał urodę, która przypominała mi ludzi których obserwował, będąc w garnizonie w Polsce. Może był Polakiem? To chyba nawet lepiej, Polacy są bardziej sympatyczni niż Francuzi... Nie ma jednak co podejrzewać, dlatego też użył tutejszego języka - Przepraszam, można się dosiąść? - powiedział swoim niebywale kalecznym francuskim, podchodząc do stolika, w lewej dłoni trzymając kubek kawy. Uśmiechał się przy tym, jak zwykle on. Starał się sprawiać wrażenie sympatycznego - za takiego przecież większość ludzi go brała w jego ojczystym Dusseldorfie. Tu niestety nie spotykał się z tak dużą ilością sympatyków, ale naprawdę starał się kogoś poznać.


Ostatnio zmieniony przez Matthias Schulz dnia Nie Wrz 18, 2016 9:41 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Nie Wrz 18, 2016 7:58 pm

Z każdym łykiem czuł się coraz bardziej orzeźwiony i powracający do świata żywych. Może niekoniecznie powodowały to dobroczynne składniki kawy, ale sam jej smak, który był niesamowity i kojarzył mu się z domem w Polsce, a zarazem spokojem i bezpieczeństwem. Kawałek domu w tym obcym świecie. Uśmiechnął się zatem szeroko, gdy podszedł do niego nieznajomy i zagaił po francusku.
- Oczywiście. - odpowiedział. Wzbudziło się w nim uczucie, a może raczej chęć pogawędzenia z kimś nowym, poznanie kogoś, oderwanie się na chwilę od wszystkiego, co go otaczało - szarego Paryża, ciągłego myślenia, uważania na każdym kroku, coby przez głupie słowo, czy głupi krok nie stracić życia. Spojrzał na nieznajomego i skinął zapraszająco głową. Ukradkiem mu się przyjrzał i nic nie zdradzało, jako by mężczyzna miał być... gestapowcem? Leon, musisz być czujny na każdym kroku. Prawie wyrwało mu się swoje właściwe imię, ale w ostatniej chwili się pohamował.
- Michał. - powiedział z lekkim, francuskim akcentem, brzmiąc bardziej jak Michal, ewentualnie Michael, więc nie rzucało się w pierwszych słowach, że Leon jest Polakiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Nie Wrz 18, 2016 8:46 pm

- Matt - odparł z swoim paskudnym francuskim akcentem. Mógł to być równie dobrze Anglik. Matthew, czy po prostu Matt to normalne angielskie imię, nie musiał przekonywać go, że jest Matthiasem, nie było to oczywiste, więc było zmyślnym zagraniem Schulza. Oczywiście, jeśli ten zapyta go o narodowość, przyzna się do bycia Niemcem, ale nie miał zamiaru z tym wyskakiwać w pierwszej skierowanej do niego wiadomości. Ani tym bardziej z tym, że jest wojskowym-Niemcem, czyli najgorszym z Niemców. Matthias ucieszył się na samą myśl o tym, że będzie miał możliwość porozmawiania z kimś, kto nie nosi munduru. Lubił takie okazje, dlatego też gdy ten zgodził się, dosiadł się na przeciwko niego i postawił kawę na blacie. Pociągnął solidny łyk, napełniając usta gorącą, ciemną cieczą. Absolutnie nie przypominała ona tej lury, którą serwowali w wojskowej kuchni, zarówno tu, w paryskich koszarach jak i w tej frontowej. Wojskowa lura smakowała wszędzie tak samo - jak breja. Z błotem. I robakami. Robaki były w tym wszystkim najlepsze, przynajmniej wiadomo było skąd pochodzą - reszta cieczy pozostawała zawsze zagadką. Nie był w stanie wyłapać złego akcentu Leona, bo... jego francuski był na beznadziejnym poziomie, dlatego też cichociemny absolutnie nie miał się czego obawiać. Odstawiając szklankę, zrobił to nieco zbyt gwałtownym ruchem, co zaowocowało wylaniem się części naparu. Matt zaklął cicho, swojską polską kurwą macią. Zerwał się do chusteczki i zaczął wycierać stół, nie chcąc popaść w niełaskę tutejszej restauratorce. Przepraszam, okropna niezdara ze mnie, co poradzisz. Gdy udało mu się uporządkować stół spojrzał na Leona mówiąc : Z którego rejonu Francji pan pochodzi? - zapytał z szczerą chęcią zagajenia rozmowy Matt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Nie Wrz 18, 2016 9:43 pm

Racja, o dobrą, porządną kawę w tych czasach bywa trudno. Kupienie kawy bywa drogą inwestycją, oczywiście mowa tu o takiej, którą pije się z chęcią, a nie z "musu". Czasami sprawiał sobie takie przyjemności jak dziś i gościł w kawiarniach, popijając najlepsze ciepłe napoje w okolicy za sporą cenę.
- O chuj. - powiedział w rodowitym języku, gdy usłyszał polską kurwę. To bluźnierstwo także było rozpoznawalne na wschodzie i nie zdradzało nic o nim. Wyciągnął serwetkę i zaczął wycierać rozlany napój. - Wszystko ok. - dodał po francusku.- Lotaryngia. A Pan? Znaczy się... a Ty? - poprawił się uśmiechając niepewnie. Rozsiadł się wygodniej na krzesełku i upił więcej kawy. Czuł się dobrze. Obecność nieznajomego Niemca (o czym nie wiedział) zajęła go i nie pozwoliła na rozmyślanie, jaki to nie jest zmęczony i zaspany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Nie Wrz 18, 2016 9:57 pm

Ja... nie jestem stąd - odpowiedział Matt - ale moja narodowość nie jest tu mile widziana, dlatego nie chciałbym o tym rozmawiać, jeżeli pozwolisz - odpowiedział z uśmiechem koślawym francuskim, co uważał za niezłe wybrnięcie z sytuacji. Mógł równie dobrze być Polakiem, Żydem, Rosjaninem, Anglikiem, kimkolwiek. Uważał, że Niemiec nie byłby posądzany o taką odpowiedź. Lotaryngia? Tam jest Verdun, prawda? - zagaił, uważając historię za bardzo dobry, do rozpoczęcia rozmowy z nieznajomym. Uporał się już z problemem plam po kawie, po czym napił się z kubka. Wielu dobrych ludzi tam zginęło, to było prawdziwe piekło - dodał, mając na myśli bezmyślnie wysyłane fale niemieckiej piechoty, ginącej pod ogniem francuskich CKM-ów. Tatuś opowiadał, znaczy, pisał w listach, bowiem szczęśliwego końca wojny nie dożył. Ale historia jest nudna, i bywa drażliwym tematem. Długo jesteś już w Paryżu? Byłeś tu... wiesz... przed okupacją? - dopytywał. Miał nadzieje, że nie zostanie uznany za natarczywego... ale lubił zadawać pytania (i odpowiadać!) dlatego też to robił, skoro jego rozmówca jeszcze nie zadał swoich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Pon Wrz 19, 2016 8:34 pm

Zapewne rzeczywiście utopiłaby uczucia w owej kawie gdyby nie to, że na zewnątrz usiadł klient. Co prawda zdążyła go obsłużyć pracownica, jednakże do kompletu doszedł też pewien mężczyzna, którego wydawało jej się, że kojarzy. Może widziała go któregoś dnia na spacerze? Trudno było powiedzieć. Obserwowała ich stojąc przy Andre i zapewne by tak zostało, gdyby nie to, że jeden z nich rozlał kawę.
- Wybacz André, zaraz wrócę. - powiedziała, poprawiając spódnicę, która w trakcie upadku filiżanki postanowiła zostać tą niesforną.
Spod lady wyciągnęła szmatkę i wyszła na zewnątrz od razu podchodząc do stolikach miłych panów.
- Pozwolą panowie... - co prawda nie było to do końca pytanie, bo kobieta od razu przesunęła ozdoby i wytarła stolik pierw wilgotną stroną materiału, potem już suchą. - Życzyliby sobie panowie coś jeszcze? Niedługo zamykamy, więc myślę, że mogę sobie pozwolić na mały gratis. Kawę, herbatę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Wto Wrz 20, 2016 12:40 pm

- Tak, tam jest Verdun, widzę, że dobrze orientujesz się w geografii i historii... - powiedział spoglądając na niego bystro. Jego słowa dały mu trochę do myślenia. Dobrych ludzi - ale Francuzów czy Niemców? Wziął kawę w dłoń i oparł się o siedzenie, podniósł filiżankę do ust i spytał; - Których dobrych ludzi? - po czym wypił łyk i zmierzył go wzrokiem. Nastały czasy, w których nie ma po prostu ludzi, są Niemcy, Polacy, Anglicy, Francuzi, Hiszpanie, Żydzi. On nie potrafił pałać miłością do człowieka, jako człowieka. On wpierw widział narodowość, a potem ewentualne wyjątki. Trafiał się dobry Niemiec, tak samo jak skurwysyn Polak. To oczywiste. Jednakże jakiś Hans zabił mu matkę i ojca. Jakiś inny Hans pozbawił go przyjaciół, kolejny Hans uniemożliwił mu normalne życie, zdobycie edukacji, założenie rodziny, normalnej przyszłości i spokojnego życia. Kiedy widział Niemca, przemawiało przez niego tylko jedno uczucie - zabić. Pozbyć się kolejnego pionka Hitlera, bezmyślnego żołnierzyka. Schulz dobrze postąpił, nie przyznając się do tego, kim jest. Leon nie ma prawa zrobić mu krzywdy, jednak rozmowa zapewne szybko by się zakończyła. Ciche podejrzenia Bohusza wzbudzają w nim niepokój, ale także ogromną ciekawość. Jednakże podejrzenia mogą być mylne, a on nie chce szybko oceniać towarzysza rozmowy. Wiecie, oskarżenie kogoś o bycie Niemcem, to tak jakby podejrzewać niewinnego mężczyznę o bycie, chociażby, pedofilem.
- Jestem tu już tyle, że zdążyłem poznać Paryż dość porządnie. A Ty? - spytał, ale w tym samym czasie podeszła kobieta. Leon posłał jej szarmancki uśmiech. - Nie trzeba było się fatygować, poradzilibyśmy sobie. - powiedział spokojnie i pomógł jej przytrzymać filiżanki, kiedy ta przejeżdżała pod nimi szmatką. - Serdecznie dziękuję za gratis. - odmówił i przeniósł wzrok z kobiety, na mężczyznę. Jego francuski stawał się coraz lepszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Wto Wrz 20, 2016 1:12 pm

Ciężko jest nie wiedzieć, gdzie odbyła się największa rzeź ostatni lat - odparł Matt mieszając łyżeczką w szklance naprawdę niezłej kawy. Dobrych ludzi. Piekarzy, budowniczych, architektów, malarzy, mężów, ojców. Po obu stronach byli dobrzy ludzie. - odparł, na chwilę zastanawiając się nad tym co przed chwilą powiedział. Ojców. Jego ojciec zginął rażony francuską kulą, kilka lat później. Matt sam był zdania, że dobrzy ludzie istnieją po obu stronach frontu. Znał sporo dobrych Niemców, podczas pobytu w Polsce poznał wielu naprawdę wspaniałych Polaków, dlatego też podczas pobytu we Francji spodziewał poznania kilku przedstawicieli tego narodu którzy byli naprawdę w porządku. Na myśl o zwiedzaniu Paryża ucieszył się w duchu - ten temat był zdecydowanie bardziej neutralny niż historia, o której rozmowa zaczęła zbiegać już na drażliwe tory. Matt, gdyby został zapytany w prost, oczywiście przyznałby się do bycia Niemcem, ale nie chciał się z tym wychylać. Może chociaż raz porozmawia z kimś jak człowiek z człowiekiem? Niestety, nie. I wątpie, że kiedykolwiek uda mi się poznać to miasto w całości. Co pierwsze rzuca się Ci na myśl, gdy myślisz - Paryż. Zawsze to miasto kojarzyło mi się, za przeproszeniem, z paniami lekkich obyczajów i winem, ale ani panien nie ma tu tak wiele, a tutejsze wino wcale nie smakuje dobrze. - powiedział uśmiechając się i popijając porządny łyk pysznej kawy z Artois Cafe. Zmiana akcentu u Leona przeszła niezauważona, Matt nie znał francuskiego wystarczająco dobrze by móc to zauważć - dla niego po prostu mówił wyraźniej, dlatego też ucieszyło go to.
Tutejsza kawa była naprawdę przyjemną odmianą od wojskowej lury, dlatego też podejście panny Artois do stolika ucieszyło Matta - Byłoby cudownie, madam, jeżeli pozwoliłabyś mi na jeszcze jedną kawę - odpowiedział z szerokim uśmiechem jakim miał zwyczaj obdarzać kobiety - obiecuję, tej już nie wyleję! - powiedział żartobliwym tonem, chociaż wcale nie mógł tego obiecać. Zdarzało mu się coś upuścić, rozlać, te sprawy. Taki już był.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Wto Wrz 20, 2016 2:57 pm

Nie wypadało podsłuchiwać rozmowy mężczyzn toteż wymawiane przez nich słowa pozostawały bez sensu dla panny Artois. Jednym uchem wchodziły, drugim wychodziły, echa trudno było wyszukać. Nikt nie mógł jej jednak zabronić obserwowania tych ludzi. Szarmancki uśmiech Lucille szybko wyłapała, odwdzięczając się półuśmiechem, wszak nie chciała być zbyt nachalna.
- To moja praca, nie wypada by zacni panowie siedzieli przy brudnym i klejącym się stoliku. - odpowiedziała przewieszając sobie szmatkę przez rękę. Głos drugiego nie był niemiłym, jednak zdecydowanie można go było nazwać ciężkim, zdecydowanie męskim głosem. Nic więc dziwnego, że w momencie gdy tylko mężczyzna się odezwał powędrowała wzrokiem na niego uroczo się uśmiechając. - Oczywiście, kawa. - powtórzyła z automatu by czasem nie zapomnieć. - Och, przecież to nie pan ją wylał! Była po prostu tak słaba, że zemdlała. - często wymyślała historie do wypadków poprawiając humor klientom. Nic ją to nie kosztowało, a zawsze pozostawało miłe wspomnienie z pobytu w jej kawiarni. - A teraz panowie wybaczą, idę zająć się kawą. - przeprosiła uprzejmie i wróciła do środka.
Zaparzenie kolejnej nie zajęło jej dużo czasu, więc szybko wróciła z kawą do swej klienteli.
- Pana kawa. - zwróciła się do Matthiasa, a z tacy zdjęła filiżankę na spodku z kruchym ciasteczkiem, cukierniczkę, dzbanek z mlekiem, wszak w środku mogli dobrać poszczególne komponenty samodzielnie, więc i tym na zewnątrz nie chciała zabierać frajdy mieszania eliksiru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Wto Wrz 20, 2016 5:37 pm

- Przyznaję rację. - skwitował zakańczając rozmowę na temat historii. Nie do końca zgadzał się jednak z poglądami towarzysza odnośnie dobrych ludzi. Wyzbył się poniekąd empatii.
- Szczerze powiedziawszy, nigdy nie zastanawiałem się, z czym może kojarzyć mi się Paryż. Zawsze myślałem, znaczy się, wpajano mi tak, iż jest to przepiękne i dumne miasto. Oczekiwania a realnie nieco się, niestety, różnią. - powiedział dokańczając kawę. Spojrzał na powracającą kelnerkę i posłał jej krótki uśmiech. - Ale kobiety mają tutaj piękne. - skomentował na głos, gdy Lucille stawiała na stoliku kawę dla Schulza. Leon nie był typem podrywacza wszystkiego co się rusza, lubił jednak prawić komplementy kobietom, które dzięki nim mogły poczuć się wyjątkowo. Zaśmiał się wcześniej na jej słowa o wylanej kawie, czym zyskała jego sympatię. - Jeśli bywa pani tutaj codziennie, to i ja codziennie chętnie będę omdlewać moje kawy. - zaśmiał się, gdyż Luc była naprawdę ładne i chciał się jej nieco przypodobać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Wto Wrz 20, 2016 7:26 pm

Dziwnym by było, gdyby Leon nie przyznał racji Matthiasowi. Wszak jego poglądy były absolutnie normalne i akceptowalne. Chciał podczas tej rozmowy nie skłamać ani razu i jak na razie udawało mu się. Przedstawia się jak człowieka którym zresztą był, nie jak nieludzką maszynę jako która był postrzegany. Mi Paryż z niczym się nie kojarzy. To dla mnie strasznienudne miasto. Oczekiwania a realia różnią się zupełnie. - powiedział pociągając łyk swojej kawy, której w pierwszej szklance pozostało jeszcze całkiem dużo - jeśli chodzi o urodę, muszę się zgodzić - ta tu pani zdecydowanie jest na to najlepszym dowodem - powiedział uśmiechając się bezczelnie do Lucille. Chciał powiedzieć komuś coś miłego i uważał, że ta wzmianka, choć nieco nachalna, musiała być uznana za miłą, nawet pomimo jego kalecznego francuskiego (który nie stawał się ani trochę lepszym!). Pozwolił jednak Leonowi wziąć prym w opiewaniu urody tutejszej właścicielki, samemu zajmując się piciem przyniesionej przez nią kawy, poprzednią skończywszy - naprawdę, jeśli nie dla pani, to dla tej cudownej, ciemnej cieczy mogę tu przychodzić do końca mego życia - nie posłodził, ani nie dolał sobie mleka - miał ochotę na czarną kawę, dlatego taką też pił. Nie wzgardził jednak kruchym ciasteczkiem - okazało się one równie smaczne jak kawa. Jakoś gdy był po cywilnemu wszystko smakowało lepiej. Słyszał o tym, że Francuzi zamiast trufli do potraw dają pieczarki, ale nie chciał w to wierzyć - nie chciał myśleć nad tym, co mogliby zrobić z ciasteczkiem, czy, nie daj Boże, mlekiem. Kolega z garnizonu mówił... że lepiej pić czarną kawę. Dlatego też Matthias bardzo szybko polubił czarną kawę. Bycie okupantem to nie tylko przyjemności, chciałoby się rzec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   Wto Wrz 20, 2016 9:36 pm

Nie chciała wtrącać się w rozmowę, jednak na wzmiankę o pięknych kobietach spojrzała na Leona z niezwykłą głębią w oczach. Czy rzeczywiście z tego słynął Paryż? Wszak według opinii publicznej było to niegdyś miasto miłości, choć w aktualnym stanie rzeczy można było śmiało powiedzieć, że było miasto przegranej. Na wzmiankę drugiego na jej licu wykwitły dwa rumieńce, które spowiły jej policzki. Spuściła wzrok wbijając go w ziemię.
- Jest pan zdecydowanie za miły, daleko mi do dowodu tych słów. - powiedziała zbita z tropu. Przytuliła okrągłą tacę do piersi, kurczowo ją trzymając. Rumieniec nie schodził z jej twarzy, a ona sama czuła uderzające ciepło. Czemu tak często reagowała na komplementy zawstydzeniem? - Cieszę się, że kawa smakuje. - odpowiedziała drżącym głosem, jednak postanowiła okazać gram zainteresowania obecnym tu, przystojnym mężczyznom. - Pochodzicie panowie z Francji? - spytała, mając na myśli akcent jednego z nich, chociaż i drugi nie wyglądał na stu procentowego paryżanina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Artois Cafe   

Powrót do góry Go down
 
Artois Cafe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Pozostałe dzielnice-
Skocz do: