IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Amelia Adler


Share | 
 

 Amelia Adler

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
PisanieTemat: Amelia Adler   Sro Sie 31, 2016 12:15 pm

Amelia Adler



Frida Gustavsson

Dane osobowe

Imiona: Amelia
Nazwisko: Adler (z domu von Gröling)
Data i miejsce urodzenia:23.06.1919r, Freie und Hansestadt Hamburg, Niemcy
Miejsce zamieszkania: Palais-Bourbon (7. dzielnica), Paryż
Stan cywilny: mężatka
Wykształcenie: opieka guwernandzka, prywatne lekcje baletu, ukończone liceum dla panien z maturą, kurs maszynopisarski
Zawód: pani domu, protokolantka w ambasadzie
Rodzina: Bernard Adler (mąż), Inga i Albert von Gröling (rodzice), Antoni i Janina Leszczyńscy (dziadkowie ze strony matki)
Wzrost: 162 cm
Waga: 52 kg


Historia

"Ślicznotko uwierz mi, zaraz znajdę ci tysiąc innych pań, słodkich tak jak ty."


W 1925 roku w zakładach E. Leitz Optische Werke w Wetzlar rozpoczęto produkcję seryjną kamer małoobrazowych Leica. Mój ojciec był jednych z tych, którzy ulegli potrzebie zatrzymywania czasu w czarnobiałych fotografiach. Na jednym z pierwszych zdjęć zamkniętych w starym albumie jestem mała ja - chuda, szczerbata, z płowymi włosami zebranymi w dwa grube warkocze. Pochylam się nad elementarzem, chcąc udowodnić guwernantce, że potrafię już sama przeczytać ten niewdzięczny wierszyk. Nigdy nie trzeba było mnie gonić do nauki. Lubiłam lekcję z Frau Baumhauer, kobietą oczytaną oraz obytą w świecie. Podsycała moją ciekawość, przemycając informacje, o których nie sposób było przeczytać w książkach. To z jej wstawiennictwem ubłagałam ojca, aby zgodził się na lekcje angielskiego, choć nie ukrywał, że był co do tego sceptyczny. Chyba bardziej ucieszyłoby go gdybym wykazała chęć pójścia w jego ślady - był oddanym swoim obowiązkom chirurgiem - i skupiła się na nauce matematyki oraz łaciny.
Nie zabrakło zdjęć z harców w ogrodzie z dzieciakami z sąsiedztwa, z następujących po sobie urodzinach, z wakacji nad Bałtykiem... Na kolejnych towarzyszą mi dziadkowie. Babcia zawsze powtarzała, że ładna buzia to nie wszystko i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że sporo było w tym przekory. Mimo upływu lat, czas obszedł się z nią łagodnie. Kurze łapki przy oczach wcale nie szpeciły intensywnie niebieskich tęczówek, a siwe loki, które upinała w kok, kiedyś musiały sięgać jej pasa i sprawiać, że jak szła dumnie wyprostowana ulicą, nie jeden zerkał w jej stronę z nadzieją. Trzymam w dłoniach bukiet małych stokrotek. Zawsze dostawałam podobny po występie, bo dziadkowie nie przegapili żadnego mojego przedstawienia baletowego. Choć babcia twierdziła, że w jej sercu na piedestale wciąż tkwiło Wesele w Ojcowie, wystawiane w mieście, o którym nie chciała wiele mówić w związku z bolesnymi wspomnieniami przesiedlenia, to jednak nie kryła łez, kiedy spieszyła mi gratulować. Był czas, kiedy sama tańczyła z Turczynowiczowem, Cholewicką, Tarnowską i Krzesińskim. To za jej namową poszłam na pierwsze lekcje, nie wiążąc z baletem żadnych planów na przyszłość, aczkolwiek później - kiedy tańczyłam już od lat, kiedy poświęciłam temu swe serce i być może gotowa byłabym zaprzedać także dusze - coraz śmielej wtrącałam przy rozmowach przy wspólnym stole, że chciałabym po ukończonej maturze aplikować do zespołu baletowego przy hamburskiej operze. Tak się jednak nie stało. Poznałam jego i zmuszona byłam zrezygnować z marzeń.
Bernard Adler z impetem wkroczył w moje życie. Dosłownie wpadłam na niego, kiedy roześmiana, dumna ze zdaniem kilka dni wcześniej matury, z głową pełną planów jeszcze nie do końca sprecyzowanych na przyszłość, wychodziłam wraz z przyjaciółmi z seansu w kinie. Ujął mnie swoją szarmanckością, wyszukanym komplementem i tą pewnością siebie, która od niego biła. Kilka dni później spotkaliśmy się ponownie, na przyjęciu w ogrodach jak się okazało wspólnych znajomych. Dziś już wiem, że to nie był przypadek i Bernard dołożył wszelkich starań, aby po prostu tam być. Zauroczona uległam jego planom, moje stały się nieistotne, a za zgodą ojca oddałam swą rękę. Matka nie kryła obaw z racji, że był on mężczyzną dwa razy ode mnie starszym, już wtedy dość wysoko postawionym w hierarchii armii i doświadczeniem na karku. Zaufała mi jednak i nie wiem czy to nie był jednak błąd. Bo Bernard bardzo szybko pokazał, że to on ma ostatnie słowo, choć wszyscy zgodnie twierdzili, że na naszych ślubnych zdjęciach wpatruje się we mnie wzrokiem, jakby świata poza mną nie widział.
Z jednej strony jego apodyktyczne charakter, z drugiej zaś czułość, z którą nie odnosił się na pokaz. Dołożył wszelkich starań, abym już jako Pani Adler odnalazła się w Berlinie. Abym nie czuła się tak osamotniona wśród żon innych wojskowych. Abym wypełniła wolny czas czymś pożytecznym, na przykład kursem maszynopisarskim. Chodziliśmy wspólnie do kina, do teatru, unikałam jednakże przedstawień baletowych, czując gorycz na wspomnienie, że miałam szansę występować tutaj dziś z nimi. Na moje dwudzieste pierwsze urodziny podarował mi szczeniaka rasy spaniel, czym ponownie zmiękczył serce, a na ostatnie Boże Narodzenie oprawiony słownik języka francuskiego z informacją, że jeśli wszystko pójdzie pomyślnie, niebawem zamieszkamy w Paryżu. Drżałam na tę myśl, bowiem do tej pory żyłam w świecie, który nie odczuwał skutków wojny. Jednakże, jak każda przykładna żona, ukrywając pod warstwą pudru ślad po wybuchu ostatniego gniewu, spakowałam nasz dobytek do wielkich kufrów, opuszczając bezpieczne granice Niemiec. Powinnam czuć się dumna, że Bernard został powołany do służby dyplomatycznej i stał się jednym z pomniejszych ambasadorów Rzeszy. Nie potrafiłam już jednak tak łatwo wykrzesać jakichkolwiek, pozytywnych uczuć i z duszą na ramieniu oczekiwałam na chłodne przyjęcie przez obcy mi Paryż.
Bernard rzucił się w wir obowiązków, przepraszając, że nie może poświęcać mi tyle czasu, ile by chciał. Uspokajałam go, zapewniając, że nie chowam za to urazy. Wręcz przeciwnie, jestem wdzięczna losowi, ale to już dodawałam w duchu. W końcu poczułam, że mogą skupić się na sobie. Dać upust skrępowanym przez ostatnie trzy lata potrzebom realizowania się. Czynnego działania. Szansą była okazja zbliżającego się wielkimi krokami wieczorkowi muzycznemu w ambasadzie. Włączyłam się w jego organizację, w decyzje o wystroju, w przestawianie zastawy na stole, a słowa uznania, które po jego zakończeniu spłynęły zapewniły mi z czasem samodzielna aranżowanie wieczorków kulturowych. Choć na chwilę mogłam się wyrwać ze szponów szarej rzeczywistości i pobyć w świecie, za którym tak bardzo tęskniłam. Byłam jednak zbyt dumna, aby przyznać się przed innymi oraz przede wszystkim przed samą sobą, że duszę się w tym małżeństwie, które miało mi zapewnić dostatnie życie, bez zmartwień o jutro.

Charakter

Po prostu kobieta.  

Ciekawostki

Znaki szczególne: subtelne piegi na nosie, a latem także na ramionach; słowiczy głos; czerwień na ustach i paznokciach; blizny po oparzeniu na wysokości łopatek
Języki obce: biegle włada językiem angielskim; sporo rozumie w języku polskim, ale powiedzieć potrafi tylko niektóre zwroty zasłyszane od dziadków; pilnie uczy się języka francuskiego od przyjazdu do Paryża. Bernard obiecał wynająć dla niej korepetytora.
Mocne strony: dobra pamięć; empatia; kreatywność; opanowanie; logika i trzeźwość w działaniu; perfekcjonistka
Słabe strony: chorowita (wystarczy niekorzystna pogoda, aby uczepiło się jej przeziębienie); słaba głowa (dlatego też ogranicza do minimum uchylania lampki szampana z szanownymi gośćmi); perfekcjonistka; toksyczna relacja z małżonkiem; niewielka tężyzna

x wyprostowana niczym struna sylwetka, lekkość w ruchu i gestach, stawianie kroków tak, że zaczyna się on od palców; to tylko jedne z wielu szczegółów, które wyłapie dobry obserwatorów i które nierozerwalnie wiążą się z jej dawnym życiem podporządkowanym tańcu.
x ambasada odżyła odkąd Pani Adler dokłada wszelkich starań, aby organizować w niej wydarzenia kulturalne. Z błogosławieństwem ambasadorów, wyszukuje coraz to ciekawsze perełki świata sztuki i daje im możliwość zabłyśnięcia na kolacjach bądź spotkaniach na wyższym szczeblu. Przy okazji można podkreślić jej obiecujący zmysł organizatorski oraz dbałość o szczegóły w wystroju.
x od dawna zażywa specyfiki, które mają uchronić ją przed zajściem w ciążę. Przeraża ją wizja macierzyństwa; nie wynika to z niechęci do dzieci bądź braku wyobrażenia sobie siebie w roli matki. Źródłem paraliżującego strachu jest Bernard.
x zawsze pragnęła zwiedzać świat, zobaczyć na własne oczy miejsca, w których żyli bohaterowie przeczytanych przez nią licznych książek i tych, o których mówi się coraz głośniej w świecie.

Uwagi do Mistrza Gry


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
PisanieTemat: Re: Amelia Adler   Pią Wrz 02, 2016 11:20 am

Gotowe! Uwagi proszę kierować na PW
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Amelia Adler
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: poza grą :: Archiwum :: Karty Postaci-
Skocz do: