IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Bourse - Mieszkanie nr 4


Share | 
 

 Bourse - Mieszkanie nr 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Bourse - Mieszkanie nr 4   Sro Sie 31, 2016 1:09 pm



Mieszkanie nr 4

Dwupoziomowe mieszkanie nr 4 mieści się w secesyjnej kamienicy, wybudowanej na początku lat dwudziestych na Bourse. Miało służyć za gniazdko szczęśliwych małżonków, ale nie doczekało się tupotu małych stóp. Mąż zbyt szybko zmarł, miejsce dziecięcego pokoiku zastąpiła druga sypialnia. Świątynia małżeńska szybko ustąpiła miejsca rodzinnej codzienności Anais i Nicodèma.
Króluje biel, pedantyczna czystość, zapach perfum. Obrazy na ścianach, kilka rodzinnych zdjęć w ramkach. Dwie marmurowe łazienki, kuchnia przestronna na tyle by w lepszych czasach mogły pracować w niej aż dwie kucharki. I salon mieszczący paryską śmietankę towarzyską.
O wojnie przypominają jedynie mundury popijające szampana z kryształowych kieliszków.
Wstęp na piętro mają tylko mieszkańcy. Tam dwie sypialnie, tam gabinet pełen książek. Miękkie dywany i poduszki. Ukryty złoty medal i cała kolekcja scenariuszy. Prywatne królestwo rodzeństwa Tasse.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bourse - Mieszkanie nr 4   Sro Sie 31, 2016 9:47 pm

Gdzie jesteś bracie?
Przecież dobrze wiem, na zajęciach. Zostałeś studentem, jestem z ciebie więcej niż dumna. Ja, która nie skończyła liceum, będę mieć brata magistra.
W idealnym świecie poprawiałbyś moim dzieciom wypracowania. Nie żyjemy jednak w świecie idealnym. Mam nadzieję, że kiedyś będziesz je poprawiał przynajmniej swoim.
Gdzie jesteś bracie?
Nie lubię kiedy nie wracasz zbyt długo do domu. Zawsze boje się, że wejdziesz w złą uliczkę o złym czasie. I już nie wrócisz, tak po prostu. Tak idiotycznie. Do naszych drzwi zapuka oficer w mundurze, powie trzy słowa, zostawiając mnie samą.
Z pustką, której nie da się zapełnić.
Gdzie jesteś bracie?
Potrzebuję twojej kojącej obecności, wiesz, dzisiejszego poranka znowu nie rozpoznałam w lustrze własnej twarzy. Nie pamiętam co robiłam po śniadaniu. Wydaje mi się, że nie ruszałam się z łóżka, a nagle zdałam sobie sprawę, że w pełni ubrana naciskam klamkę wyjściowych drzwi. Dokąd chciałam pójść? Nie wiem.
Gdzie jesteś bracie?
Słyszę jak otwierają się drzwi mieszkania i wypuszczam powietrze. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego jak długo nie oddychałam, bezmyślnie wpatrując się w tarcze zegara. Od godziny i trzech minut nie przewróciłam strony scenariusza. Nie powinnam kontrolować cię aż tak bardzo, w końcu jesteś dorosły. Wojna jednak zabrała mi na tyle dużo bym zrozumiała, że w każdej chwili może zabrać i ciebie.
Nie męża - a marzenie. Marzenie tupotu małych stóp.
- Jak minął ci dzień? - tym niewinnym pytaniem maskuje cały potok cisnący się na usta. Wszystkie gdzie byłeś i dlaczego nie było cię tak długo. Przywołuję gestem dłoni, zostawiam zimny pocałunek na twym ciepłym policzku, posiedź ze mną, chociaż przez chwilę.
Znowu boli mnie głowa, ty uspokajasz wszystkie głosy.
- Martwię się o ciebie - i nie muszę tego niepokoju zasłaniać bawełną podchodów i pół słówek, mogę powiedzieć wprost, nieomal jak codzień, martwię się o ciebie - Od dawna nie pływałeś - zbyt wiele czasu już minęło, widzę, usychasz. Marniejesz na moich oczach. To co nie powinno dotykać cię w ogóle, odbija się na tobie najbardziej, cała ta wojna, a przecież tak się staram żeby cię przed nią uchronić - Wiesz, że możesz wrócić w każdej chwili? - wystarczy tylko odpowiednie słowo skierowane do uszu odpowiedniego człowieka. Okraszone odpowiednim komplementem, zakropione kieliszkiem czerwonego wina. A jeśli to nie poskutkuje, znajdę inny sposób. Dla ciebie zawsze znajdę inny sposób.
Nie karz się. Nie masz przecież za co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bourse - Mieszkanie nr 4   Czw Wrz 01, 2016 10:41 pm

Twoje miejsce jest nigdzie.
Oczywiście miałeś je, wiedziałeś gdzie wracać instynktownie wręcz. Słodkie źródło spokoju, sposób na ucieczkę od wszelkich problemów, totalne wyciszenie emocji. Ale zabrano ci je. Brutalnie wyrwano z objęć żywiołu i pozostawiono tylko w otoczeniu szelestu papieru, ale to nigdy nie zastąpi ci delikatnego szumu wody. Jesteś teraz studentem. To wspaniały tytuł, wiele znaczy w tych czasach, nie każdy może po niego sięgnąć. Zwłaszcza, gdy zamknęły się wrota Sorbony. Czy to nie jest słodka ironia losu? Życie zabiera ci wszystko, czego chciałbyś najbardziej. Może powinieneś się zacząć obawiać, bo fatum postanowi odebrać ci kolejne rzeczy?
Dlatego drżysz. Nie z zimna, ono już dawno przestało ci przeszkadzać, nie zawracasz sobie głowy chłodem powoli odchodzącej zimy. Nie jest to w żaden sposób istotne. Pory roku, dni, miesiące, już dawno zaczęły się zlewać w jedną, szarą masę. Jedyne kolory, które wydajesz się dostrzegać jedynie na jaskrawych obrazach Hugo. To one ci przypominają, że wciąż życie toczy się dalej, zupełnie obojętne na cierpienie, na ból, na niesprawiedliwość, która toczy Paryż.
A ty drżysz o życia, Nicodème, życia. Nie o swoje, jedno, marne. Ale o to Anais, które pozbawiono szansy na stworzenie nowego. Dlatego wracasz do niej dziarskim krokiem z tym dziwnym lękiem w sercu, jakby coś mogło się stać. To zupełnie irracjonalne, ale nie opuszcza cię ani o krok. Tak samo o swojego przyjaciela. O to, że stoczy się jeszcze bardziej, ostatecznie, a ciebie nie będzie, żeby pociągnąć go za szmaty do góry, z powrotem w kierunku światła. Dlatego teraz wracasz od niego, trochę podniesiony na duchu, ale z każdym metrem odległości twoje myśli są bliżej niego. Czy naprawdę tak bardzo nie masz własnego życia, Nico?
- W porządku. - Dzień, jak co dzień. Zajęcia, sprawdzenie, czy pewien idiota się nie zaćpał. Unikanie spojrzeń żołnierzy na ulicy. Zawsze, gdy jakichś widzisz to twoja ręka automatycznie wędruje do blizny, a to zły nawyk. Dobrze być w domu. Dobrze czuć przy sobie ciepło Anais, widzieć, że jest cała i zdrowa. - Ja o ciebie też. - Uśmiechasz się lekko. To normalny stan rzeczy w tych czasach. Nigdy nie wiadomo, czy, gdy ktoś wychodzi z domu nie robi tego po raz ostatni. Mięśnie twarz powracają jednak zaraz do neutralnego wyrazu, kiedy wspomina o pływaniu. Czujesz przykre ukłucie w okolicy klatki piersiowej, a język bezwiednie omiata usta, szukając niewidzialnej soli. Mógłbyś też bez problemu zatuszować emocje wywołane tym pytaniem, ale wyjątkowo tego nie robisz. Pozwalasz swoim brwiom unieść do góry w wyrazie lekkiego niedowierzania.
- Nie, nie mogę - odpowiadasz stanowczo, może trochę nawet za bardzo. Chcesz jednak stanowczo podkreślić swój stosunek do tego, co robi twoja siostra, do tego, jakim obrzydzeniem napawa cię widok jakiegokolwiek mundurowego w twoim domu. Nie pozwolisz jej, żeby pociągała za sznurki dla jakiejś głupiej zachcianki. Możesz żyć bez wody, przecież jest dla ciebie tylko jak powietrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bourse - Mieszkanie nr 4   Sob Wrz 03, 2016 2:22 am

Wiesz, że nie pamiętam w jaki sposób trafiliśmy na basen po raz pierwszy? Pamiętam ten dzień, pamiętam jak wszedłeś do wody, z początku z lekkim strachem, niepewnie, z każdym kolejnym ruchem małych rączek (w końcu byłeś wtedy maleńkim chłopcem) czując się coraz swobodniej. Byłam pod wielkim wrażeniem twojej siły, przecież nie minęło wiele czasu od dnia w którym nieomal cię nie straciłam. Ja na twoim miejscu już nigdy nie zamoczyłabym nogi w wodzie - tobie nie potrzeba było wiele czasu byś śmigał od jednego do drugiego krańca.
Najlepiej wiesz, że nie łatwo mnie wzruszyć. Płaczę głównie na ekranie. Ale kiedy stałeś na najwyższym podium, a na twojej piersi zawieszano złoty medal, łkałam jak dziecko. Miałeś przed sobą przyszłość usłaną gwiazdami.
I to takie niesprawiedliwe, doprowadzające mnie nieomal na skraj furii, to takie niezrozumiałe, że przez decyzję małych ludzi pozbawiasz się marzeń.
Dlaczego się karzesz, za co?
- Ze mną wszystko w porządku - już nie boli mnie głowa. Ręce gładzące twoje ramie są znajome, wszystkie obce głosy milkną. Świadomość, że jesteś cały, zdrowy i pod moją opieką uspokaja. Raz w życiu spuściłam cię z oczu i nieomal nie przepłaciłeś mojej pomyłki życiem, nie powtórzę tego błędu.
Nie tylko dlatego, że serce pękłoby mi gdyby ciebie zabrakło.
Rzeczywistość dookoła stałaby się znacznie gorszym miejscem. Jesteś zbyt czysty, zbyt dobry, skupiony całkowicie na innych. Czasem wierzę, że jesteś jednym z trzydziestu sześciu sprawiedliwych.
To piękna przypowieść, nie wiem czy kiedykolwiek ci ją powtórzyłam? To był dwudziesty dziewiąty rok, wtedy jeszcze można było chodzić na kolację do rabinów. I właśnie jeden z nich opowiedział mi, że aby świat wciąż, na nowo, zasługiwał na trwanie konieczna jest w nim stała obecność trzydziestu sześciu sprawiedliwych. Są fundamentem tego świata. To zabawne, ale za każdym razem gdy na ciebie patrzę, to przypominają mi się te słowa.
Nie wierzę w nic, przyznam ci szczerze - nic prócz przekonania, że bez ciebie świat przestałby istnieć, bo zawarte w nim zło całkowicie zdominowałoby obecne dobro - Dlaczego się tak upierasz? - nie rozumiem. Próbuję, ale nie potrafię - Przecież nie skazuję się tym samym na wieczne potępienie - owszem, manewrowanie po meandrach towarzystwa stało się ostatnimi czasy bardziej uciążliwe niż przed wojną. Muszę więcej lawirować, więcej kłamać. Ale to nie oznacza od razu, że każdy mój ruch jest wykalkulowany i, że każda znajomość jest wielkim poświęceniem.
Za większością z tych mundurów stoją ludzie. Tacy sami jak ty i ja. Tylko decyzje małego człowieczka ze śmiesznymi wąsami i kilku innych polityków postawiły ich po rzekomo drugiej stronie barykady. A w rzeczywistości niczym się nie różnią. Tak samo piją szampana. Tak samo śmieszą ich banalne żarty. I tak samo krwawią.
Może pragną tylko bardziej. Szczególnie jeden z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bourse - Mieszkanie nr 4   Pon Wrz 05, 2016 12:21 am

Jesteś szczęściarzem, Nico. Twoje życie to splot niezwykłych wydarzeń, które uwypuklają jak bardzo udaje ci się prześlizgnąć przez życie. W końcu mogłeś umrzeć już dawno temu, prawda? Mogło pochłonąć cię morze, wydrzeć z twoich płuc ostatnie pęcherzyki powietrza i wypełnić je słoną wodą. Żyjesz jednak. Tylko wtedy dotknęła cię okropna fobia. Bałeś się wody, nawet wchodzenie do wanny było czystą udręką. Kto by pomyślał, że taki stosunek do tego żywiołu posiada przyszły mistrz olimpijski. Gdyby nie pomoc ojca nigdy nie stanąłbyś na podium. Żyłbyś dalej z panicznym lękiem, graniczącym z histerią, ale dano ci szansę pokonania tego. I udało ci się. Tak jak po raz kolejny wyrwać ze szponów śmierci. Ostrzyła sobie na ciebie pazury, tym razem w postaci niemieckich żołnierzy gotowych skatować na śmierć bezimiennego, francuskiego przechodnia. Gdyby nie tamta kobieta, której twarz widzisz czasem, gdy zaciśniesz powieki, prawdopodobnie nie zakończyłoby się na jednej bliźnie. Niewątpliwie urodziłeś się w czepku i nie chodzi o ten, w którym pływasz. Spójrz na życia swoich bliskich. Oni na pewno nie mają życia usłanego różami, nie jest im łatwo, doświadczono ich na wiele sposobów. A ty dalej płyniesz przez ten strumień zwany życiem spokojniej niż pozostali. Rzeczywistość nie zmusiła cię do wielu rzeczy, nie odsłoniła wielu twoich cech i to gloryfikuje cię w ich oczach. Sprawia, że wyglądasz jaśniej, gładziej, czyściej. Ale prawda jest taka, że jesteś białą kartką, niezapisaną doświadczeniem, niezapisaną życiem. Co za szczęściarz.
- Nowa rola? - pytasz, wskazując podbródkiem na leżący na stole scenariusz. Ona ma się czym zająć. W tym jednym szczęście dopisało jej bardziej niż tobie. Wojna nie odebrała jej chociaż pociechy płynącej z granej. Nie zazdrościsz jej jednak, cieszysz się zwyczajnie z tego, że może dalej robić to, co kocha. Nie siedzi przynajmniej sama w pustym domu, w którym nie miała przecież mieszkać z bratem tylko z ukochanym mężem i gromadą pociech, które miałeś nosić na barana, jako dobry wujek.
Krzywisz się jednak, kiedy Anais z uporem porusza ten temat. Zwłaszcza, gdy używa takich słów, jakby robiła to specjalnie, ale przecież jesteś przewrażliwiony. Bo wierzysz, a ona tego nie robi. Mało kto to robi, zwłaszcza w tych paskudnych czasach, w których łatwiej powiedzieć, że gdyby Bóg istniał to nie pozwoliłby na te wszystkie okropieństwa. Ty wiesz jednak, że ludzie mają wolną wolę, Niemcy też. Robią to wszystko, bo chcą. I dlatego nimi gardzisz. - Skoro zamknęli baseny dla Francuzów to nie będę siłą się tam wpychać. - Wzruszasz ramionami, po czym zajmujesz miejsce obok siostry i łapiesz ją za rękę. - Przecież to nic. To wszystko kiedyś się skończy. - Niby tak mało obchodzi cię wojna, a nawet nie umiesz wypowiedzieć tego słowa na głos. Dziwny jesteś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bourse - Mieszkanie nr 4   Czw Wrz 08, 2016 10:41 am

Czy to nie historia jak z filmu? Kto wie, może zainspirujesz kiedyś niejednego scenarzystę. Mały chłopiec bojący się wody zdobywa złoty medal olimpijski. Przeżywa wojnę, gnębiony za wiarę - niezależnie od tego jak byłam przerażona rozciętą skórą pod lewym okiem, zapewne podkoloryzują ten wątek. Scenarzyści, nie życie.
W czasach chaosu próbuję się oszukać, że mam jakąkolwiek kontrolę na tym co dzieje się wokół nas. Staram się wytworzyć iluzję, że wszystkie kontakty tak usilnie budowane po jednej i drugiej stronie barykady nie są bezużyteczne, że gdy przyjdzie odpowiedni moment jedno słowo ustrzeże cię przed wszelkimi nieprzyjemnościami.
Przed napaścią. Linczem. Przesłuchaniem.
Czy ludzie w dzisiejszych czasach wciąż mają wolną wolę? Czy o wolnej woli można mówić kiedy człowiekiem kieruje pierwotny instynkt przetrwania? Jest zapewne kilku oficerów, którzy wierzą w swoją wiarę w Hitlera. Którzy wierzą w swoją wiarę w jego słowa. Dziwisz im się? Przyjechali na wieczne wakacje we Francji, mają kontrolę, czują się potężni, to przyćmiewa umysł. Jest ich garstka. Co z tymi niższej rangi? Czym różni się francuski szeregowy od tego po drugiej stronie barykady?
Urodzili się po dwóch stronach jednej granicy, taka jest pomiędzy nimi różnica.
Decyzją kilku ludzi, każde z nas straciło swoje życie.
- Tak. Ciekawa - ciężko ostatnimi czasu o ciekawy scenariusz, szczególnie w języku francuskim. Tego może trochę szkoda, kina, biura cenzury. Ale od lat film staje się coraz nudniejszy, coraz bardziej przewidywalny, jakby przejadł sam siebie - Ciężarna kobieta, której kochanek ginie na froncie. Na całe szczęście oszczędza się typowej propagandy o odwadze i zrozumieniu, skupia się raczej na ostracyzmie i nietolerancji mieszkańców wioski w której przebywa - zakończenie otwarte, nie wskazujące na szczęśliwe, groteskowo wygładzone, wręcz nienaturalne. Przecież ciężko uwierzyć dzisiaj w szczęśliwe zakończenia, kiedy nawet historie z pierwszych stron gazet kończą się łzami.
Rozczula mnie zawsze twoja wiara, że moje małżeństwo pełne było miłości. Nie było - nie uważam, żeby to miłość była gwarantem udanego partnerstwa. Prędzej wspólne cele, to się zgadzało. Ja chciałam być matką, on, zanim zawołała ojczyzna, ojcem. Wykonywaliśmy ten sam zawód, to gwarantowało zrozumienie. Wspólne pojawianie się na premierach zwiększało zainteresowanie filmami w których graliśmy, to przekładało się na większą ilość ciekawszych propozycji. Udany interes. Wspólny interes. Ale miłość?
Miłość jedynie komplikuje. Szczególnie w dzisiejszych czasach.
Bo co z miłością kiedy urodziliście się po dwóch stronach jednej granicy?
- Skończy - zgadzam się. Wszystko się kiedyś kończy - Ale kiedy skończy się jeden konflikt, zacznie kolejny. Zacznie się rozliczanie. Wygrani będą osądzać przegranych. Dlaczego masz czekać? - dlaczego karzesz sam siebie za błędy innych?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bourse - Mieszkanie nr 4   Sob Wrz 10, 2016 5:24 pm

Próbujesz być odpowiedzialny, silny, samodzielny. Być dla starszej siostry starszym bratem. Czymś w rodzaju głowy rodziny. Waszej małej, dwuosobowej, zamkniętej w kręgu niemałego mieszkania na Bourse. Kochasz je i nienawidzisz, dokładnie tak samo jak masz czasem z Anais. Jest ci najbliższa, bez wątpienia oddałbyś za nią życie, a może lepiej brzmi - zabiłbyś dla niej, ale czasem nie potrafisz jej zrozumieć. Może to różnica wieku sprawia, że inaczej patrzycie na pewne sprawcy. Może to nie fakt, że ty jesteś mężczyzną a ona kobietą, tylko to, że ona jest aktorką, artystką a ty sportowcem. Ale czy w takim razie nie powinno być właśnie odwrotnie? Czy to nie ty powinieneś charakteryzować się praktycznym podejściem, twardo stąpać po ziemi, a ona delikatną, wręcz ignorującą brutalną rzeczywistość istotką? Zamieniliście się miejscami, co wywołuje spięcia i starcia.
Próbujesz jednak usilnie zrozumieć, ale nie umiesz. Zrezygnowałeś z pływania, ale ona nie zrezygnowała z grania. Wsłuchując się w jej słowa przypomina ci się to całe propagandowe kino, którego nigdy nawet nie obejrzałeś. Budziło w nim niemałe obrzydzenie. Skoro czynili takie ohydne rzeczy to mogli się już do nich przyznawać, a nie łagodzić swój brudny wizerunek przy pomocy francuskich aktorów. Nie wiedział czy przekupywano ich, czy sami na to przystawali chcąc mieć zagwarantowane bezpieczeństwo. Ale chyba tylko ze strony nazistów, bo nie zdziwi się, jeśli kiedyś dojdzie do publicznego linczu. Miał tylko nadzieję, że nie będzie tam jego siostry.
- To nasz film czy ich? - pytasz, spoglądając na nią czujnie. Martwi cię, gdy robi coś dla nich. Żadna kolaboracja nie gwarantuje bezpieczeństwa. Jakiś popieprzony oficer może uznać, że uśmiechnęła się nie tak jak trzeba i następnego dnia ich mieszkanie odwiedzi dwóch mundurowych, a ta wizyta nie będzie mieć nic wspólnego ze spotkaniem towarzyskim.
I kolejna różnica. Jesteś małą, biedną mróweczką, jedną z wielu dla tego swojego Boga i w dodatku wierzysz w miłość. Widzisz ją spoglądając na swoich rodziców i wiesz, że musi coś w tym być. Że to nie jest odosobniony przypadek, że to naprawdę działa. A przede wszystkim, że każdego może dotknąć. Może Anais tego nie czuła wcześniej, ale przecież jeszcze może, prawda? Przecież ty możesz. Chcesz. Musisz.
- Takie myślenie nie wróży niczego dobrego - mruczysz pod nosem. Wiesz, że ona tak samo martwi się o ciebie. Istne błędne koło, czyste szaleństwo. - Może muszę? Może jestem już za stary na pływanie? - Normalnie boisz się tak myśleć, ale teraz nie podchodzisz do tego poważnie, bardziej chcesz odwieść siostrę od tego pomysłu. Nie chcesz jej pomocy, nie takiej, nie od nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bourse - Mieszkanie nr 4   Nie Wrz 11, 2016 12:45 pm

Pięć lat temu nikogo nie obchodziło czy dialog w filmie wymawia się po francusku, niemiecku czy jakimkolwiek innym języku. Dziesięć - jeszcze nie było dialogu i to było najpiękniejsze kino. A kiedy, piętnaście lat temu, oznajmiłam, że wyjeżdżam do Weimaru by tam grać we wszystkich cudach kinematografii, nikomu nie przeszło przez myśl słowo kolaboracja.
Dzisiaj język scenariusza staje się wielkim politycznym manifestem. Pojawił się nagle niezrozumiały podział na nasze i ichnie, a do tej pory kino łączyło ludzi, nie znało granic. Wszędzie widać tę moralną hierarchię. Nagle lekkie komedyjki i płaskie dramaty stają się wytworem niemieckiej propagandy, a czy ostatnie lata przed wojną przyniosły cokolwiek innego? Chęć zagrania w czymś ambitnym to od razu kolaboracja. Najlepiej po prostu nie grać, bo wyjazd za Ocean też jest w złym tonie, nie grać, nie pływać, nie kochać, nie żyć - trwać w zawieszeniu, czekać. Na co - nie wiem? Dzień w którym wszyscy się opamiętają i znowu będzie wypadało zagrać w ambitnym filmie, niezależnie od tego czy kocham cię mówi się w nim po niemiecku czy francusku.
Nawet decyzja o tym jaki scenariusz wybiorę, przestała należeć do mnie - Franza - odpowiadam spokojnie. To nasz film czy ich, drogi bracie? Nasz, na pewno, mój i jego, ale czy ich? Czy też twój? Dobrze wiem jak wszystkie mięśnie napną się na sam dźwięk jego imienia, jak zmarszczy się czoło, jak usta wygną w grymasie. I pojawi się wyrzut - niemy bądź wyrażony - dlaczego on. Dlaczego jego ramię.
A to wszystko dlatego, że urodziliśmy się po dwóch stronach tej samej granicy. Tylko dlatego. Gdyby był Françoisem wszystko byłoby w porządku. Gdybym ja była Almą - też.
Miłość może dotknąć każdego, ale nie z każdym, tak dzisiaj powinno być. Miłość może dotknąć każdego, dopóki stoją po tej stronie barykady - A będzie inaczej? Zwycięzcy będą osądzać przegranych, a kiedy ci się skończą, całą resztę. I nie wiemy jak to się skończy. Czy przyjdą Amerykanie z zachodu i wyrżną wszystkich w pień, krzewiąc przy tym wolność, czy czerwona hołota ze wschodu i za pięć lat każde z nas będzie mówiło tylko po rosyjsku - czy nagle z popiołów wzniosą się francuskie wojska na cześć braterstwa, czy niemieckich laboratoriach wyprodukują tę broń X i zrównają z ziemią cały Paryż, łącznie z nami - Nie jesteś. I możesz nigdy nie być - wszystko może się skończyć, nawet jutro - Skoro nie chcesz pływać tutaj, to może w Ameryce? - o tym też myślałam. Wyjechać, zostawić za sobą ludzi bawiących się w bogów, zacząć z czystą kartą w miejscu w którym nie ważne gdzie się urodziłeś, w którym obywatelstwo nie kieruje każdym ruchem.
Wiem jaka będzie odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bourse - Mieszkanie nr 4   Czw Wrz 15, 2016 3:01 pm

Pięć lat temu świat był inny. Pięć lat temu ty byłeś inny, Nico. Miałeś plany i marzenia, wszystko było na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło wymierzyć siły na zamiary, próbować. Upadek oznaczał jedynie piekący ból kolan, które należało po wstaniu otrzepać i iść dalej. Miało się liczbę szans ograniczoną jedynie własnym chceniem. A teraz to pięć lat temu wydaje się być niczym historia wyjęta z książki. Coś nierealnego, niezwykłego, czego wcale nie przyszło ci przeżyć. Wojna zmieniła tak wiele. Przede wszystkim zmieniła ciebie, chociaż usilnie nie poddajesz się tej myśli. Udajesz, że potknięcie wcale nie musi kosztować cię życie. Że kolejna olimpiada się odbędzie, a ty będziesz mieć wystarczającą kondycję, aby w niej wystartować.
I przez to wszystko czasem cię korci. To przemożne pragnienie, wręcz szatański podszept mówi, że to przecież nic złego. W końcu każdy człowiek ma jakieś pragnienie, marzenie, chęć. Dlaczego się tego pozbawiasz? Wielu ludzi oddałoby dużo za posiadanie takiej bezpiecznej i wygodnej pozycji podczas tej szalejącej we Francji zawieruchy. Ty mógłbyś jednym słowem wrócić do ukochanego sportu. Poczuć się, jak gdyby nigdy nic się nie zmieniło. Ale to nie prawda. A ty przecież gardzisz kłamstwem. To jedna z niewielu twoich dobrych cech, może trochę szczeniacko bohaterskich, ale dobrych. Nie wmawiasz sobie, że blizna to wynik pijackiej burdy. Pamiętasz skąd się wzięła i czego jest wynikiem. Z każdym spojrzeniem w lustro przypomina ci, że nie chcesz pomocy od ludzi, którzy ci to zrobili.
Tylko nie powinno się szufladkować ludzi. Na pewno nie każdy Niemiec jest zły, ba, można się założyć, że nawet w szeregach żołnierzy niektórymi targają wątpliwości. Przecież każdy jest tylko człowiekiem, każdy żyje, czuje, kocha. O myślenie nie posądzisz już tak wszystkich, ale muszą się zdarzać tacy, którzy się tym skalali. Dlatego nie powinieneś krzywić się nawet tak leciutko, gdy z ust Anais pada to imię. Ale ty też nie jesteś doskonały, ciebie też przeżarł gniew i strach, wątpliwości regularnie kołaczą się po twojej głowie. Chcesz żeby była szczęśliwa, chociaż ona. Zasłużyła.
- To będzie dobry film – mówisz, chociaż zupełnie się na tym nie znasz. Jedyne filmy, jakie oglądałeś to te, w których ona występuje, ale specjalnie ci to nie przeszkadza. Wiesz, że jest cholernie dobra. Ma to coś, dzięki czemu tak szybko zdobyła taką popularność. Czasem myślisz, że ty też mógłbyś być aktorem. Brzydzisz się kłamstwem, ale jesteś niezły w niemówieniu prawdy.
- Rozumiem, co chcesz powiedzieć. – Twój wzrok przesuwa się z jej twarzy na wnętrze mieszkania. Oczyma wyobraźni widzisz siedzących na kanapach ss-manów. Spuszczasz wzrok na stół. – Nie wyjadę. Nie marzy mi się już wielka kariera. Co mi przyszło po tamtym złocie? Leży w szufladzie i śniedzieje, wielkie zwycięstwo. Mam dla kogo być tutaj. Może w końcu polubię Paryż? – uśmiechasz się nieco ironicznie, ale rozbawienie czai się w kącikach ust i oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Bourse - Mieszkanie nr 4   Nie Paź 23, 2016 12:09 am

Pięć lat temu.
Nie byłam tak pełna marzeń i nadziei jak ty - to śmieszne, miałam dwadzieścia siedem lat i wrażenie, że to co najlepsze już za mną. Szczyt kariery. Perspektywa stworzenia rodziny. Ale ty miałeś przed sobą jeszcze całe życie. Całą karierę.
Wciąż masz.
Może nie jesteś już pierwszej młodości, przepadła jedna olimpiada, przepadnie pewnie następna - a może i jeszcze kolejna, bo nie wiadomo ile trwać będzie to szaleństwo. Chciałabym by skończyło się już jutro, ale chcieć można wiele rzeczy.
Chciałabym mieć dziecko.
Niekoniecznie muszę być do tego mężatką. Małżeństwa już próbowałam i nie skończyło się fortunnie - chociaż pewnie trwałoby znacznie dłużej gdyby nie wojna, do tego też się przyczyniła. Nie wiem czy wytrzymalibyśmy ze sobą do końca życia. Pewnie tak, obydwoje byliśmy - ja wciąż jestem - zbyt wygodni by bawić się w rozwody. Prawnicy i podziały majątków, to nie dla mnie. Przekonałam się o tym aż nazbyt boleście przy całej zabawie w dziedziczenie.
Chciałabym mieć dziecko - byłam mężatką przed ponad dwa lata i się nie doczekałam. Zajście w ciążę dzisiaj byłoby tragedią. Urodzić dziecko w takich czasach, nawet ja nie jestem na tyle nierozważna.
Ciekawe jak wiele rodzi się wojennych dzieci? Ciekawe jak wiele ludzi, przekonanych, że świat skończy się dnia kolejnego, chcą sprowadzić na nie jeszcze jedno stworzenie.
Może inaczej bym na to patrzyła, gdyby mnie udało się to zrobić.
- Mam nadzieję - wiele czynników składa się na dobry film. Dobry film nie jest gwarancją zachwytu publiczności. I tak, mógłbyś być aktorem. Piękna twarz przyciąga widzów. Nie jestem pewna czy spodobałoby ci się takie życie, ale wiem, że etykę pracy miałbyś znakomitą. Sport uczy systematyczności - Jeśli nie pokochałeś go od pierwszego wejrzenia to już nic z tego nie będzie - przekręcam oczami, z Paryżem jest jak z miłością na ekranie. Jeśli nie zaiskrzy od razu, nie zaiskrzy nigdy - To nie tylko krążek leżący na dnie szuflady, dobrze o tym wiesz - mogę zrozumieć, że teraz łatwiej ci tak myśleć - Frustruje mnie tylko, że przez cudze decyzje czujesz, że musisz rezygnować ze swoich planów. Dlaczego? - co jest w tym tak strasznego, że na basen wpuści cię niemiec zamiast francuza?
Proszę, wytłumacz mi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Bourse - Mieszkanie nr 4   

Powrót do góry Go down
 
Bourse - Mieszkanie nr 4
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Miejsca zamieszkania :: Prawy brzeg-
Skocz do: