IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

we look like broken instruments.


Share | 
 

 we look like broken instruments.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
okupanci
PisanieTemat: we look like broken instruments.   Pią Wrz 02, 2016 10:32 pm

twisted up and wheezing out the wrong
notes, sleepless folks watching light glow
through their early morning windows


kwiecień 1941, One-Two-Two

Ciężar gwiazd na ramionach.
Noc duszna, dziwnie rozedrgana, z sennego letargu wybudzona. Kamienny bruk ożył, drobinki kurzu migoczą gdzieś u stóp, niezauważone przez cienie, które wprawiają je w ruch. Mundury płyną przez czerń, chaotycznie, hałaśliwie.
Wśród nich jestem też ja – tak przynajmniej podpowiadają mi zmysły, choć trudno mi im dzisiaj zaufać. Znajduję się w stanie upojenia napojami niewątpliwie wyskokowymi, a moja percepcja drwi sobie ze mnie okrutnie. Mógłbym przysiąc, że (wprost proporcjonalnie do przemierzanej mozolnie drogi), firmament osuwa się na mnie coraz bardziej, przytłacza mnie, osadza się na moich wątłych barkach, utrudniając stawianie każdego kolejnego kroku. Przygarbiony wytrwale brnę do przodu, potykam się tylko czasem, szukając oparcia w chyboczących się ścianach niekończących się kamienic.
Zaklinam usta (gorzkie, wysuszone, na czerwieni warg zasklepione drobinki alkoholu) w grymasie ni to irytacji, ni to rozbawienia. Wiem przecież doskonale, że to miraż mojego umysłu, ale nie potrafię pozbyć się wrażenia, iż na plecach niosę cały nieboskłon – tytanicznie zmagam się z tym urojeniem, Atlas niewątpliwie mógłby być ze mnie dumny.
Brzęczą kroki – tak długo, aż w polu naszego zamazanego widzenia pojawia się tabliczka, na której subtelnie wygrawerowano zawijasy tworzące napis Rue de Provence 122 – cel naszej pijackiej eskapady zdaje się być niemal na wyciągnięcie ręki. Jeszcze tylko minie cała wieczność, nim znajdziemy się u wrót przybytku rozkoszy cielesnej, ale nie poddajemy się. Ćwierć, pół wieczności, trzy czwarte i… już! Jesteśmy.
Prawie. Nim uda nam się wejść do środka, nasz przełożony upada u progu (jak widać wywiązał się solidnie z obowiązków solenizanta, nie szczędząc nam – a przede wszystkim sobie – alkoholu w ilościach przekraczających zdrowy rozsądek). Trzy pary rąk (w tym chyba moje, lecz pewien nie jestem) dźwigają go do dostojnego pionu, a potem wtaczamy się do paryskiego lupanaru. Bełkot majora trudno zrozumieć, lecz intuicja i strzępki dających się przyswoić słów pomagają nam rozszyfrować przekaz. W ramach rekompensaty za wspaniały wieczór każdemu z nas wręcza szczodry prezent (na jedną noc).  
Wzbudzamy niemałe zainteresowanie rozchełstanych banalnych piękności, które mało subtelnie prezentują nam swoje wdzięki, oczarowując nas kunsztem artes meretriciae. Moi współpracownicy zdają się nie mieć najmniejszego problemu z wyborem (pokuszę się o stwierdzenie, że wybór podjęto za nich) i rozpływają się szybko za ciężkimi zasłonami One-Two-Two, skrywającymi za sobą przejścia do kuluarów rozkoszy.
Kiedy obdarzona pokaźnymi walorami brunetka bierze mnie pod ramię, szepcząc po francusku coś, czego jeszcze nie jestem w stanie przetłumaczyć (nawet na trzeźwo, a co dopiero teraz), dostrzegam .
Porcelanowa sylwetka zastygła w nieprzykuwającej uwagi pozie, kaskada złota na bladych ramionach, zamyślone usta, ona cała ociekająca światłem nocy – zmierzch osiadł nawet na tęczówkach hetery, uniemożliwiając mi zorientowanie się, jakiego są koloru. Wiem tylko, że z pewnością dominuje w nich barwa melancholii.
Nie zastanawiam się zbyt długo, słowa opuszczają moje ciało wraz z kolejnym wydechem.
Niech to będzie ona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: we look like broken instruments.   Nie Wrz 04, 2016 11:06 pm

Ta noc niczym nie różni się od poprzednich. Pokuszę się o stwierdzenie, że następne również będą podobne – w One-Two-Two wszystkie są niemal takie same. Przez to zlewają mi się w jedno, przestałam je odróżniać już dawno temu. Każda wymaga ode mnie tego samego: schowania dumy w najdalszy kąt, zniesienia wszystkich upokorzeń z uśmiechem zadowolenia na twarzy i udawania, że cokolwiek nie zrobi klient, przynosi mi to niesamowitą rozkosz. Bo w burdelu nie jestem osobą, tylko przedmiotem, który można dowolnie wykorzystać – za odpowiednią sumę, oczywiście. A przedmiot ten musi być posłuszny, nie mieć własnego zdania, zawsze próbować przypodobać się przychodzącym mężczyznom i zawsze wyglądać ładnie. Nie mniej jednak mam szczęście pracować w jednym z najbardziej eleganckich domów publicznych, a już na pewno w jednym z czystszych. Nie każdego stać na wizytę tutaj, przez co nasza klientela prezentuje nieco wyższy poziom. W tym momencie nie wyobrażam sobie, żebym miała pracować na brudnych biednych dzielnic, mogę więc powiedzieć, że w pewnym sensie jest mi dobrze w One-Two-Two.
Dzisiaj mam na sobie długą czarną suknię, prezentującą się niezwykle zwiewnie i zrobioną z półprzezroczystego materiału, dzięki któremu żadna z części mojego ciała nie została pozostawiona wyobraźni. Jedno ramiączko jak zwykle mam zsunięte, by odsłaniało blade ramię. Włosy, również jak zwykle, nie są związane, tylko lekkimi falami spływają w dół, by okryć piersi. Oczy są podkreślone mocną czernią, na ustach pyszni się bogata czerwień – dzisiaj nie jestem taka niewinna. Siedzę w kącie, przy oknie na parapecie i tylko pozornie jest to skryte miejsce, bo zawsze widać mnie doskonale. Nie jestem jednak wygadaną towarzyszką jak moje współpracownice, adoruję spojrzeniami i gestami, które przychodzą mi łatwiej od słów. Rzadko kiedy podchodzę do kogoś pierwsza, ale zawsze znajdą się tacy, którzy podejdą do mnie. Wiem, jak ich skusić.
Dyskretnie przyglądam się grupce Niemców, która przed chwilą zawitała w progi burdelu. Wszyscy są w mundurach, wszyscy porządnie pijani i w dobrych humorach – najwyraźniej świętują jakiś sukces. Wolę nie zastanawiać się jaki, bo na myśl od razu przychodzi mi śmierć moich rodaków. Lepiej pracuje mi się z Niemcami, kiedy nie zgaduję, co robili, zanim tu przyszli.
Nie lubię pracować z pijanymi, więc po chwili tracę zainteresowanie nowoprzybyłymi, ale słyszę, że wywołali poruszenie wśród moich koleżanek. Nic dziwnego, mężczyźni po spożyciu napojów wyskokowych zazwyczaj chętniej wydawali pieniądze, częściej dorzucali coś ekstra, dlatego wybór panien trwał bardzo krótko – właściwie to one same ich wybrały, a kto pierwszy, ten lepszy. Powoli ponownie staję się głucha na wszystkie odgłosy wokoło mnie, ale nagle czuję lekkie szturchnięcie.
– Chce ciebie – słyszę koło ucha cichy szept Sophie, której chwilę później już koło mnie nie ma. Nie musi jednak precyzować, kto mnie chce, bo kiedy tylko znów patrzę w stronę wejścia, dostrzegam go. Młody i przystojny, patrzy prosto na mnie – to musi być on. Przywołuję więc na twarz lekki uśmiech, zgrabnie zsuwam się z parapetu i miękkim krokiem zbliżam się do niego. Nic nie mówię, w dalszym ciągu tylko się uśmiecham, chwytając delikatnie Niemca za rękę i prowadząc go na piętro. Idę dość powoli, by, pijany, nie stracił równowagi i nie przewrócił się. Zerkam na niego przez ramię może ze dwa razy, dopóki nie wchodzimy do pokoju.
Oświetlony jedynie czterema świecami stwarza atmosferę intymności, aczkolwiek, jeśli takie będzie jego życzenie, mogę zapalić lampę wiszącą na suficie. Od razu po przekroczeniu progu puszczam jego dłoń i staję przy oknie, koło jednej ze świec.
Powiedz mi, co lubisz – proszę cichym głosem, nie spuszczając z niego spojrzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: we look like broken instruments.   Pią Lis 11, 2016 6:31 pm

Wyzwalam się ze zbyt natarczywego uścisku niechcianej dłoni - jej miejsce zastępuje ta wybrana przeze mnie - splata się z moją własną delikatnym, dalekim od pośpiechu gestem. A potem prowadzi mnie pewnie, choć wciąż wyjątkowo powoli, cierpliwie znosząc te momenty, gdy fasada rzeczywistości chwieje się za bardzo; kiedy zataczam się, wypadam ze sztywnej konstrukcji pionu.  

Zamglony wzrok utkwiłem gdzieś przed sobą, zaczepiając się nim o falistą cyrkulację złocistej kaskady (liczę Twoje włosy niepoliczone, do policzenia niemożliwe), ślizgającej się po niemalże transparentnym materiale czarnej sukienki, rozchybotanej rytmicznym ruchem bioder.  

Idziesz lekko, moje ciężkie kroki tuż za Tobą. Kiedy potykam się po raz kolejny, zakrzywiając mą osobistą płaszczyznę, po której poruszam się niczym wahadło Foucaulta, owa płaszczyzna wahań zmienia się - ale Ty niezmiennie pozostajesz moim inercyjnym układem odniesienia. Amplituda drgań mojego umysłu utrudnia mi stawianie kolejnych kroków; pomimo tego uparcie brnę do przodu.  

Gdy tylko jest mi dane przekroczyć próg pokoju, niemal natychmiast odnajduję drogę - już samodzielnie przeciwstawiając się sile grawitacji – ku miękkiej pościeli. Ciężka głowa opada na miękki puch poduszek, zamknięty w jedwabnych powłoczkach. Ubłocone buty zostawiają brudne smugi na nieskażonej czerwieni, przełamując sterylną monotonię barwy.  

Przygaszone światło, emanujące jedynie z czterech świec, przynosi ukojenie zmęczonym oczom. Przez chwilę leżę w stanie względnej błogości, odcinam się od świata szybkim ruchem powiek – zapada ciemność; słyszę tylko syk dogorywających płomieni i Twój-mój jednostajny oddech.

Kiedy przerywasz ciszę, nie spieszę się z odpowiedzią. Leniwie podnoszę przyciężkawe powieki, lustrując Cię wzrokiem. Moje usta wyginają się, formując niepokojący uśmiech. - Ciekawe pytanie jak na kogoś, kto już po kilku chwilach powinien potrafić przeniknąć przez meandry ludzkiego umysłu i dotrzeć do ujścia strumienia pragnień, fantazji i skrywanych przed światem fetyszy - nie zamierzam ułatwiać Ci pracy - mówię niemalże szeptem w języku Goethego, z trudem wprawiając w ruch zardzewiałe struny głosowe. - Ty mi powiedz... - urywam, zdając sobie sprawę, że nie mam pojęcia, jak się do Ciebie zwracać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: we look like broken instruments.   Wto Lis 15, 2016 6:05 pm

Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi: lubię pijanych klientów. Są mniej marudni, mniej wymagający, w głównej mierze robią to, co ja im powiem, a jeśli są w odpowiednim stanie, mogę nawet sprawić, że zasną jak dzieci, zwalniając mnie z obowiązku pracy. Wchodząc po schodach, zastanawiam się, czy mój nowy kochanek znajduje się właśnie w takim stanie – gotowy, by zasnąć. Chód ma niespecjalnie pewny, wydaje mi się, że jestem jego jedynym stałym odniesieniem, ale jednocześnie ani razu nawet się nie potknął. Rękę ma zimną, szorstką, jego uścisk jest mocny i właściwie nawet cieszę się, że mnie puszcza, kiedy docieramy do pokoju. Sam odnajduje drogę do łóżka, a ja nie spuszczam z niego wzroku. Próbuję zgadywać, kim jest, ale postawa pijanego człowieka kompletnie nic mi nie mówi. Informacja o tym, że jest żołnierzem niemieckim chyba na razie musi mi wystarczyć.
Przysiadam lekko na skraju parapetu, nie przestając uśmiechać się w sposób, który zawsze intrygował odwiedzających mnie mężczyzn. Jedną dłonią wodzę bezwiednie po muślinowej firance, jednak nie spuszczam wzroku z zatopionego w jedwabnej pościeli Niemca. Patrzę, obserwuję i czekam. Nie chcę, by umknął mi najmniejszy szczegół jego zachowania, pragnę wiedzieć, kim jest, ale bez słów zdecydowanie się nie obejdzie. Pytam więc, a on milczy. Dość długo.
Zasnął?
Nie, nie ma miarowego oddechu. Ale skoro czuje ciężkość powiek, to może jeszcze nic straconego? Chwilę później jednak otwiera oczy, patrzy na mnie i uśmiecha się w sposób, który od razu mówi mi, że on nie jest łatwą osobą. Że muszę uważać.
Jego wypowiedź brzmi o wiele bardziej trzeźwo, niż wskazywałby na to jego stan. Nie chce współpracować, szturcha mnie słowem i ucieka.
Kłamstwa – odpowiadam mu miękko, zsuwając się z parapetu i lekko krocząc w jego stronę. – Żadna z nas nie czyta w myślach. Czasami sami mówicie o sobie dużo, nie używając słów. Ale ty nic mi nie mówisz – przyznaję, darując sobie uwagę o jego uśmiechu czy stanie wskazującym na zachwianie trzeźwości, co zawsze zakrzywiało obraz człowieka. Zatrzymuję się tuż przy zagłówku łóżka, po czym rozkładam nieco dłonie i obracam się niespiesznie wokół własnej osi, jednocześnie wykonując niewielki krok w bok. Oddalam się, jedną dłonią wodząc po pościeli. Ponownie kręcę się wokół własnej osi, naśladując zgrabny ruch baletnic, tyle, że mój jest znacznie wolniejszy. Wystarczający jednak, by poruszyć włosy i pozwolić im zalśnić złotem w nikłym blasku świec. – Nazywam się Dianne – informuję go, kiedy zatrzymuję się z jedną ręką na kolumnie podtrzymującej rozłożysty baldachim. Kilka miękkich ruchów później jestem koło zagłówka z drugiej strony. Zgrabnie wskakuję na łóżko i siadam tuż przy torsie mężczyzny, na tyle blisko, by mógł poczuć ciepło mojego ciała. Pochylam się ku niemu, moje włosy opadają na jego ubranie, a ja sięgam dłonią do jego twarzy. Niewiele osób w tym momencie jest w stanie zauważyć jak smutne mam oczy i jak tak naprawdę jestem odległa od tego, co robię. Opuszki moich palców muskają policzek mężczyzny; przedłużam panującą ciszę.
Nie pracuję tutaj, bo mężczyźni chcą tylko mojego ciała. Pracuję tutaj, bo chcą mnie – mówię niegłośno chwilę później, gdyż uważam za stosowne nakreślić pewne granice. Pokazałam mu siebie, wyciągnie wnioski?
Wyciągniesz wnioski?
Zaznaczam palcami linię jego żuchwy, chwilę później przesuwam je na usta, którym przyglądam się przez dłuższą chwilę. Są pełne i wyraziste, ładne, ale wiem, że nigdy nie spróbuję ich smaku. Nie całuję się z klientami, jest to rzecz, której trzymam się od samych początków mojej pracy. Nigdy. Uśmiecham się tylko ponownie. Chwytam krawędź płaszcza, którego nie ściągnął do tej pory i patrzę na niego znacząco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: we look like broken instruments.   Sob Gru 17, 2016 11:58 pm

Mój umysł jest o wiele bardziej trzeźwy, niż mogłoby się wydawać, patrząc na kondycję mego ciała, czerwień szczypiącą blade zazwyczaj policzki oraz rozedrgany wzrok.
Zmuszam się do podniesienia przyciężkawych powiek, gdy odpowiadasz na me (skądinąd) retoryczne pytanie.
I - zgodnie z Twym przewidywaniem - nic nie mówię.
Nie zamierzam - nie o osobie. To, wbrew pozorom, naprawdę nie mój ulubiony temat. Poza tym wciąż jeszcze pamiętam o konsekwencjach, jakie niesie za sobą zdradzanie tajemnic (częstokroć wagi państwowej), ale tak naprawdę chodzi o to, że w tym momencie najzwyczajniej w świecie to Twoje sekrety zaczynają mnie interesować. - Mówimy? - kim dokładnie byli ci tajemniczy oni? Jak wysocy rangą żołnierze gościli w Twoich komnatach? - To musi być potwornie nużące... ciągle wysłuchiwać tych mych samych marzeń - o następnym awansie, o błyszczącej odznace, o zasługach dla niezwyciężonej ojczyzny - ubranych w inne słowa - tylko prawda była naga. Choć staram się tego przesadnie nie okazywać, ciekawi mnie, co szeptali Ci na ucho niemieccy wojowie - ile byłaś w stanie zapamiętać, jakie szczególiki wyłapałaś?
Nie odrywam od Ciebie wzroku; wpatruję się w Ciebie ze skupionym (na ile to teraz możliwe), nieruchomym wyrazem twarzy.
- Dianne - na moją twarz wpełza wężowy uśmiech. - Diana - rozsmakowałem się w Twoim przybranym imieniu - tym razem w jego łacińskim odpowiedniku. - Jakże adekwatnie - urywam, zanurzając się w strumieniu myśli, meandrujących zbyt szybko w korycie pamięci. Ale nawet w tym (błogo)stanie potrafię wydobyć na powierzchnię informacje przykryte mułem czasu - tyle razy czytałem mitologię rzymską po łacinie (by wyrwanym ze szponów snu o trzeciej w nocy być w stanie odróżnić ablativus qualitatis od ablativus modi - ta wiedza oczywiście okazała się elementarna, by poradzić sobie z zawiłościami dorosłego życia), że przytoczenie kilku haseł nie sprawiło mi najmniejszego problemu. - Bogini płodności - zaczynam więc wyliczanie od drobnej uszczypliwości - światła księżycowego​ - skąpana w lunarnej poświacie; sięgam dłonią po jeden z Twoich leniwie opadających na mój skamieniały tors złocistych pukli, obsypany srebrnym pyłem, i okręcam kosmyk wokół swojego palca - oraz łowów - dodaję na sam koniec - nie mam wątpliwości, jakiego rodzaju są to łowy. - Ile męskich serc udało Ci się ustrzelić? Ile dusz niewinnych tudzież winnych… upolowałaś, rzucając zbłąkanym mężczyznom któreś z tych przeraźliwie smutnych, odległych spojrzeń? - z lubością i większą otwartością niż zwykle prowadzę tę rozmowę; fasada, za którą się zazwyczaj kryję, runęła, nadkruszona przez nastrój, w jaki wprawił mnie alkoholowy ładunek oraz to elektrostatyczne​ napięcie, które wytworzyło się między naszymi ciałami, gdy znalazłaś się tuż obok mnie.
Zamieram, kiedy tym razem to Ty inicjujesz dotyk - po prostu napawam się całą Tobą z tak bliska. Poraził mnie nagły blask zainteresowania - obdarzona jesteś średniowieczną, poruszającą urodą - jak u flamandzkiego anioła. Widzę w Tobie Beatrycze, dla której mógłby zwariować niejeden Dante. Dlatego też wcale nie zaskakuje mnie niezachwiana pewność bijąca z Twoich słów - mężczyźni bez wątpienia pragną właśnie Ciebie - chcą, byś została ich przewodniczką po krainie niebiańskich rozkoszy, a może nawet liczą na to, że wraz z nimi (tylko dla tego jednego, jedynego, oczywiście) przekroczysz bramy piekła. Grą akordów subtelności i nuty zmysłowości sprawiasz, że zaczynam się niecierpliwić, a każdy Twój kolejny gest po prostu mnie drażni.
Nie chcę już dłużej czekać - zatapiam twarz w słodkim zapachu Twojej miękkiej szyi, a zaraz potem bez ostrzeżenia wpijam się w Twoje wargi (całkowicie świadomy tego, że właśnie złamałem jedyną zasadę, która - choć nie wypowiedziana - z całą pewnością mnie obowiązywała), całując Cię chaotycznie, zachłannie, niecierpliwie. Dopiero wtedy, przez te kilka delirycznych chwil, czuję, że tak naprawdę żyję; wreszcie zaczęły reagować zmęczone nerwy w moich zdrętwiałych palcach gubiących się na Twym ciele.
Odsuwam się pierwszy, dysząc rytmicznie, a na mojej twarzy pojawia się szelmowski uśmiech. Czy udało mi się wytrącić Cię z równowagi, piękna Dianne? Czy zdradzisz wreszcie jakieś oznaki człowieczeństwa?​
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: we look like broken instruments.   Sro Sty 04, 2017 12:59 am

Uważaj.
Głos w mojej głowie zabrzmiał bardzo wyraźnie, ostrzegawczy i zaniepokojony wypłynął ponad inne moje myśli. Nie zamierzam się z nim spierać. Coś mi mówi, żeby nie wyrabiać sobie o nim zbyt wcześnie opinii, nie oceniać zbyt pochopnie i nie kwalifikować do którejś z już dobrze mi znanych kategorii klientów. Inne wrażenie sprawiał na dole i inne w pokoju, już za zamkniętymi drzwiami. Szybko trzeźwiał czy może wcale nie był tak pijany, na jakiego wyglądał? A może jedno i drugie?
Chociaż jednak niewykluczone, że alkohol w jego żyłach dalej miał wystarczająco wysokie stężenie, by nie do końca wyłapywał sens moich słów. To dobrze.
Uśmiecham się lekko, z wyrozumiałością, jaką okazałabym dziesięcioletniemu dziecku za popełniony błąd. Chyba wystarczająco łagodnie, by błąd nie ugodził w jego dumę.
Bez słów – powtarzam cicho swoje słowa, utrzymując uśmiech na ustach. Przechylam lekko głowę na jedną stronę. – Mówią mi bez słów. Czasami sama obserwacja czyjegoś zachowania dużo mówi o człowieku – ciągnę, kontynuując swój prowizoryczny taniec wokół łóżka. Czy też może łoża. – To miejsce nie służy do rozpamiętywania wszystkich swoich trosk. W tym wszystkim chodzi właśnie o to, żeby zostawić swoje problemy przed drzwiami. Tutaj co innego się liczy. – Nie do końca jest to prawdą, czasami faktycznie zdarza mi się wysłuchiwać narzekań na życie i wszystko wokoło, czasami to właśnie to liczy się dla mężczyzn bardziej niż sam stosunek seksualny, ale nieznajomy nie musi o tym wiedzieć. Tutaj każdy sekret tonie, przynajmniej w teorii. Czasami faktycznie nużą mnie opowieści klientów, czasami słucham ich z autentycznym zainteresowaniem, poznając bolączki niemieckich żołnierzy, ale nigdy nie chwalę się tym, czego się dowiaduję. Ich sekrety są u mnie bezpieczne, pod warunkiem, że są nieprzydatne Ruchowi Oporu. Przez krótki moment myślę, że chciałabym dowiedzieć się, co – a przecież każdy ma swoje demony – dręczy młodego Niemca przede mną. Ale z drugiej strony to mogłoby być niebezpieczne. On wygląda mi na niebezpiecznego. Wężowy uśmiech, który pojawił się na jego ustach, sprawia, że po moich plecach przechodzi nieprzyjemny dreszcz.
Zdecydowanie jest o wiele bardziej trzeźwy, przynajmniej na umyśle, niż się spodziewała.
A umysł ma piękny: bogaty w wiedzę i wrażliwy na piękno, w którym najwyraźniej dostrzega więcej niż inni – jeszcze nikt nigdy nie porównywał jej do antycznej bogini; bystry i ostry niczym brzytwa, zupełnie nie wahał się smagać słowami jak biczem. Choć do tej pory obserwowałam go z zainteresowaniem, zupełnie niewrażliwa na delikatny przytyk z jego strony, pod wpływem ostatniej uwagi nieruchomieję trochę zaskoczona.
Zauważył. Jak nikt do tej pory.
Uważaj.
Znów ten głos. Muszę mu przyznać rację z większą pokorą niż wcześniej. Intuicja jednak nigdy się nie myli, poznałam chyba już wystarczająco wielu ludzi, by potrafić zawierzać jej podpowiedziom.
Czy to ważne? – pytam tylko, na powrót z lekkim uśmiechem, w żaden sposób nie odnosząc się do ostatniej celnej uwagi.
Jest nieprzewidywalny. Co teraz powie, w jaki następny jej słaby punkt uderzy, którymi słowami zada kolejny cios? Och, nie słowami.
Pocałunkiem.
Zamieram zaskoczona gwałtownością tego czynu. Dotyk jego ust po prostu mnie poraża, ale ich agresja i zachłanność sprawia, że nawet w najmniejszym stopniu nie jest przyjemny, choć teraz przynajmniej wiem, jaki mają smak.
Ale przecież nawet nie chciałabym, żeby nasze zetknięcie ust sprawiło mi przyjemność?
Dotyk jego zimnych palców mimowolnie sprawia, że wyginam swoje plecy w łuk, byleby od nich uciec, ale właściwie może to zostać dwojako zrozumiane.
Opanowanie, odzyskaj opanowanie.
Dość szybko pozbywam się odmalowanego na twarzy szoku. Och, czy on nie wie, że prostytutek się nie całuje?
Zachowaj swoje pocałunki dla dam, które są tego bardziej warte – mówię już z przywróconym opanowaniem, znów przywdziewając na twarz ten łagodny i pełen zrozumienia uśmiech. Jaki niecierpliwy, gdzie on się tak spieszy? Na wszystko przecież jest czas, zwłaszcza tutaj, zwłaszcza w moim pokoju, gdzie zegar ma zwyczaj zwalniać.
Czy wszystko robi z takim pośpiechem?
Chwytam jego dłoń w swoją, skupiając na niej całą swoją uwagę. Gładzę palcami po jej wierzchu, nadzwyczajnie zimnym, jakby dopiero co przyszedł z zewnątrz, choć przecież już od dłuższej chwili znajduje się w ciepłym pomieszczeniu. Odwracam ją i masuję przez krótką chwilę palcami jej wewnętrzną stronę. Ma zaskakująco zadbane dłonie jak na mężczyznę… jak na żołnierza. Chociaż dwa palce ma powykrzywiane, jakby po złamaniu. Przez chwilę badam je delikatnie opuszkami palców, powoli sunąc po każdej krzywiźnie w głębokim zamyśleniu. Wszystko to robię z największym spokojem, w całkowitej ciszy, licząc, że i Niemiec trochę ochłonie.
Tutaj nie musisz się spieszyć, nigdzie ci nie ucieknę – odzywam się w końcu głosem na granicy szeptu, unosząc wzrok, by spojrzeć mężczyźnie w oczy. – Czas może płynąć inaczej – mówię, podnosząc jego dłoń do ust i lekko przesuwając nimi po palcach. – Wiesz, wyglądasz, jakbyś potrzebował odpocząć. – Moje słowa są coraz cichsze, prawie hipnotyzujące – dalej nie odrywam od niego spojrzenia. – W relaksowaniu się pośpiech nie jest konieczny – szepczę, otwierając jego dłoń i wtulając w nią policzek z miną, jakby był to gest, którego ja sama potrzebowałam. Pieszczota, na którą czekałam. Dotyk, którego pragnęłam. Potrafię stworzyć piękną iluzję, ale jeśli nie zacznie współpracować, chyba nie będę wiedzieć, jak sobie z nim poradzić. – Mam zwracać się do ciebie jakoś konkretnie? – z moich ust wydobywają się ciche słowa, ale oczy dalej są zamknięte, jakbym nie chciała jeszcze przerywać tego kontaktu, pogrążona w jego dotyku całkowicie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: we look like broken instruments.   

Powrót do góry Go down
 
we look like broken instruments.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: poza grą :: Archiwum-
Skocz do: