IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Sala przyjęć


Share | 
 

 Sala przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Sala przyjęć    Sob Wrz 10, 2016 8:23 pm



Sala przyjęć

Zdecydowanie największe pomieszczenie na parterze, którego bywalców stanowią przede wszystkim wszelakiego typu chorzy czy poszkodowani, czasem tylko wzbogacając się jeszcze o pielęgniarki lub siostry zakonne pomagające potrzebującym. Łóżka ustawiono blisko siebie, aby zaoszczędzić nieco na miejscu. Oddzielają je malutkie stoliczki, a czasem też "aparatura medyczna: oraz specjalne kotary używane przy bardziej prywatnych zabiegach. W powietrzu wiecznie unosi się zapach ziół oraz płynów do dezynfekcji.




Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sro Paź 05, 2016 10:40 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Nie Wrz 11, 2016 12:29 am

Na czas zbiórki:


Z tego miejsca wszelkie meble i na przeciwko wejścia ustawiono prowizoryczną scenę, a przed nią rzędy krzeseł przeznaczonych dla gości. Po bokach sali stoją stoły z koszami na żywność, a pod nimi fanty schowane na loterię. Na ścianach widnieją plakaty oraz zdjęcie z Paryża. Tutaj też, wzdłuż i wszerz, przechadzają się organizatorzy zbierający datki dla potrzebujących mieszkańców zniszczonej kamienicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Nie Wrz 11, 2016 12:43 pm

|po obu grach z Florianem i Mathieu
W przeszłości dość często pojawiała się na tego typu przedsięwzięciach. Była osobą, której zawsze było pełno. Nawet jeśli czasem dość ciężko było jej nawiązać bliższe relacje ze swoimi rówieśnikami, o dziwo doskonale dogadywała się z dorosłymi, nie raz na przeróżne charytatywne akcje przeznaczając swoje obrazy, które o dziwo dobrze się sprzedawały, bądź chodząc z puszką między zebranymi. Potrafiła zebrać naprawdę dużo, swoim uśmiechem i przyjaznym nastawieniem zagadując przybyłych, komplementując ich wygląd czy wdając się w krótkie rozmowy.
Teraz, choć mogłoby się wydawać, iż wszystko uległo zmianie, gdzieś w głębi duszy pod tym względem Flavie pozostała ta sama. Wciąż chciała pomagać, może nawet bardziej niż kiedyś, biorąc pod uwagę fakt, w jakich czasach przyszło im zmagać się z tragedią, która dotknęła tak wielu mieszkańców jej ukochanego miasta. Mimo szeptów, które czasem krążyły dookoła niej, nie zamierzała stać bezczynnie i bez większego zastanowienia zgłosiła się na jedną z organizatorek całego wydarzenia. Dorze wiedziała, że jej mąż nie był z tego zadowolony. Na jej ogromną samodzielność i tak patrzył już krzywym wzrokiem, zapewne mając ochotę przypisać jej na co dzień jakiegoś niskiego stopniem żołnierzyka, których chodziłby za nią niczym cień, śledząc każdy jej krok i raportując wszystko jej zaniepokojonemu i troskliwemu mężowi. Nie, wcale nie bał się o jej zdrowie. Gdyby przypadkiem wpadła pod samochód i zginęła na miejscu, zapewne z szampanem w dłoni zaprosiłby do domu którąś ze swoich kochanek i świętował. Czasem zastanawiała się, dlaczego jeszcze ją trzyma przy sobie, jednak szybko dochodziła do wniosku, iż chyba zna odpowiedź. Uwielbiał poczucie władzy i o tyle o ile z kochankami nie mógł sobie pozwolić na wszystko, ją miał na wyłączność. Była tylko jego i miał świadomość, że zna ryzyko, które wiązałoby się z jakąkolwiek próbą uwolnienia się spod jego wpływów. Wciąż nie wiedziała, czy byłaby w stanie się na to powziąć, jednak nie mogła ukryć, iż wielokrotnie wyobrażała sobie, jak w końcu zaczyna w pełni żyć własnym życiem.
Na miejscu zbiórki, jak na porządnego Organizatora przystało, zjawiła się wcześniej. Może nawet dużo za wcześnie, biorąc pod uwagę, że udała się tam zaraz po zjedzeniu szybkiego śniadania, na odchodnym obdarzając męża krótkim „Wychodzę”, unikając jakichkolwiek szczegółów. Słyszała jak krzyczał za nią, żeby została, jednak nie wątpiła, że na miejscu z pewnością spotka kilku jego znajomych, a wieści wśród Niemców zdawały się rozchodzić z prędkością światła.
Od rana krzątała się dookoła, przechodząc między różnymi salami, nadzorując przygotowania do loterii i wyprzedaży oraz pokrótce rozmawiając z pozostałymi organizatorkami, rozdzielając zadania i wymieniając nadzieję, iż zjawi się dość sporo ludzi.
Ostatecznie skończyła w głównej sali, gdzie scena przygotowana była już do występów, a pierwsi goście zajmowali miejsca na krzesłach. Niektórych witała osobiście, z pogodnym uśmiechem, towarzyszącym jej ostatnio tak rzadko, ściskając dłonie i dziękując, za zjawienie się i chęć pomocy. Co jakiś czas zerkała również na zegarek, mając wielką nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Musiała przyznać, że zaangażowanie w tą zbiórkę znaczyło dla niej naprawdę wiele, zwłaszcza iż jako organizator  włożyła naprawdę dużo serca. Starała się więc nie zaprzątać głowy wydarzeniami ostatnich dni, choć wiedziała, jak trudno utrzymać jest własne myśli na wodzy i powstrzymać od uciekania na niechciane tematy. Chciała, aby choć jedna, nawet drobna, rzecz w jej życiu zakończyła się pomyślnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Nie Wrz 11, 2016 1:21 pm

/ po patrolu w zawalonej kamienicy
Matthias w gruncie rzeczy był dobrym człowiekiem, dlatego też decyzja dowództwa o przydzieleniu go do zabezpieczenia tej zbiórki charytatywnej była mu na rękę. Miał zamiar mieć oczy i uszy otwarte, nie wiadomo co może się tu zdarzyć. Ruch Oporu może być tak bezczelny, by środki na prowadzenie swojej działalności chcieć ukraść z zbiórki dla potrzebujących. Mogą też trafić się zwykli, prości złodzieje, też chcący się wzbogacić. Natomiast jeśli RO chciało wspierać francuzów, to wśród organizatorów będą członkowie tej organizacji, a to oznacza potencjalne niebezpieczeństwo. Schulz na pewno słuchając mowy skupi uwagę na tym, czy nie jest ona przypadkiem anty-niemiecka, takie charytatywne spotkanie mogłoby być dobrą okazją do podburzenia ludności cywilnej do buntu. Zwłaszcza, jeśli winą za wybuch kamienicy obarczy się... tak naprawdę bogu ducha winne władze niemieckie. A to one tak naprawdę muszą po tym posprzątać. Matthias założył zwykły mundur kawalerzysty i w swoim feldgrau stawił się na miejsce zbiórki. Przy pasie, w kaburze tkwił pistolet, tuż obok magazynek. Miał pilnować porządku i tym ma zamiar zająć się w pierwszej kolejności. Oczywiście, ma też zamiar wrzucić trochę groszy do puszki. Szczerze żal było mu Francuzów, nie tylko tych którzy ucierpieli w wybuchu kamienicy, ale ogólnie obywateli dawnej republiki francuskiej. Jak paskudnie musi czuć się człowiek, który de facto utracił swoje państwo? Do Szpitala Świętej Anny przybył wcześnie, jako, że nie był tu tylko w celach osobistych, ale i służbowych. Pilnować porządku, to znaczy pilnować porządku. Ordnung muss sein, jak zwykł rzec jego ojciec. Zajął miejsce z którego mógł mieć dobry punkt obserwacyjny na całą halę i czekał, czekał, czekał. Widok Flavie nie zwrócił w jakiś szczególny sposób uwagi Matthiasa. Ot, człowiek. Precyzując - kobieta. Spodziewał się tu ludzi. Nie znał tego ludzia. Gdyby ta uśmiechnęła się do niego, z pewnością odwzajemniłby uśmiech, skinął głową szepcząc jakieś guten abend, sam jednak nie nawiązywałby interakcji. Stał, opierając na sobie ramiona, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Nie zwracać jej tak bardzo jak tylko jest w stanie nie zwracać jej gazela w jaskini lwa. Może trochę za bardzo się przejmował i bał? Może popadał w hipokryzje, ale lepiej jest być zbyt ostrożnym, niż coś przegapić. A to coś, może okazać się w tym przypadku naprawdę CZYMŚ.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Wto Wrz 13, 2016 3:37 pm

/Po tajnych naradach/

Przez ostatni tydzień miasto żyło sensacjami związanymi z zawaleniem się kamienicy. Dlaczego kamienica się zawaliła, w jaki sposób się zawaliła, kto lub co przyczyniło się do jej zawalenia, skąd wzięło się tylu mundurowych przy gruzowisku. Czego to André nie nasłuchał się na ten temat od pozostałych pracowników Opery; począwszy od teorii o Żydach podkładających bomby na podejrzeniach o prowadzenie tajnych eksperymentów w piwnicach budynku skończywszy. Usłyszał wiele i szczerze wątpił, aby cokolwiek go w tej kwestii jeszcze zaskoczyło. Ludzi ciągnęło do sensacji. Plotka o żydowskiej zemście za donosicielstwo wydawała się atrakcyjniejsza niż banalne wytłumaczenie w postaci eksplodującego pieca. Wybuch pieca był zbyt prostym wyjaśnieniem. Niezbyt atrakcyjnym. Przynajmniej dla tych mieszkańców Paryża, którym za mało wrażeń dostarczały niemieckie rządy w mieście.
Prasa okazała się odrobinę lepsza. Owszem, wypuściła kilka artykułów, napisanych w sensacyjnym tonie, jednak gazety również szeroko pisały o zbiórce charytatywnej dla mieszkańców kamienicy.
Po namyśle André zdecydował się zajrzeć do Szpitala. Nie zarabiał kroci, żeby zgrywać jakiegoś wielkiego altruistę i darczyńcę podczas zbiórki, z drugiej strony nie przymierał głodem. Było go stać na wrzucenie paru franków do puszki.
Przeszedł przez hol, w którym oprócz milutkiej recepcjonistki, przesiadywała para mniej milutkich żołnierzy. Sala Przyjęć przywitała go niecodziennym widokiem. Łóżka i stoliki zniknęły. Zastąpiło je coś, co miało pełnić rolę sceny oraz rzędy krzeseł. Po sali przechadzali się uczestnicy zbiórki. Znajomi gawędzili ze znajomymi. Przypadkowo napotkani sąsiedzi wymieniali grzeczne uwagi o pogodzie. Pomiędzy dorosłymi przemykały rozchichotane dzieciaki. André przystanął w pobliżu wejścia, nie mogąc się zdecydować czy wejść do sali czy przejść do następnego pomieszczenia. Bezczynne siedzenie na krześle i oczekiwanie na nie wiadomo co, nie było czymś, czym chciałby się tutaj zajmować. Pobieżnie przyglądał się przechodzącym nieopodal osobom, w nadziei, że dostrzeże kogoś znajomego. Nie zawiódł się. Drgnął na widok znajomej sylwetki. Flavie? Co też ona robiła w takim miejscu? Nie spuszczając z niej wzroku, wszedł w głąb sali. Ach, tak. Ściskała przybyłym gościom dłonie i dyrygowała uwijającymi się przy scenie ludźmi. Była zajęta.  A nawet gdyby nie pochłaniało ją nadzorowanie zbiórki, to... raczej do niego nie podejdzie. Nie mieli o czym rozmawiać. Każda próba nawiązania rozmowy wyglądałaby sztucznie i zakończyłaby się klęską.
Skrzywił się nieznacznie. Skończyli z przyjaźnią, a mimo to, przyglądał się jej i zastanawiał, jak robiła sobie w nowym życiu, w nowej rzeczywistości, którą sama wybrała.
Nie ma po co się zastanawiać, skarcił się w myślach. Odwrócił się, nie chcąc dłużej się jej przyglądać i... rozmyślać.
Odwrócił się i napotkał spojrzenie Niemca w mundurze. Coś takiego. Potężna Rzesza musi drżeć już na samo wspomnienie o zbiórce i zalękniona śle swoich żołnierzy do pilnowania garstki cywilów. Tylko patrz żołnierzyku, jak to zebranie przekształci się w następną rewolucję francuską. Uśmiechnął się. Bardziej ironicznie niż przyjacielsko. Nie potrafił się powstrzymać, niestety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sro Wrz 14, 2016 8:48 pm

Śmietanko towarzyska.
Wznieśmy kieliszki w imię własnej szczodrości, pokażmy wszystkim dookoła jak bardzo przejmuje nas cudzy los. Udajmy, że pokaz mody odgrywający się dzisiaj w szpitalu jest czymś więcej niż fetą zadowalającą próżność własną, upijmy się w pozornie wyższym celu niż utopienie własnych demonów.
Niech zacznie się targ próżności.
Uśmiech, dobry wieczór, cieszę się, że pana widzę. Dobry wieczór, szerszy uśmiech, jak miło, że państwo dotarli. Straszna to tragedia, prawda, taka piękna kamienica! Jak dobrze, że nikt nie ucierpiał, że nikt nie zginął - chociaż to takie zabawne, jak bardzo oddychamy z ulgą nad brakiem ofiar śmiertelnych takiego wypadku, kiedy codziennie giną ojcowie i synowie kobiet mijanych na ulicy.
Ale to jest nam takie obojętne.
Żyjemy wszak w Paryżu. Wiecznym mieście. Mydlanej bańce - wojna? Przecież to już nas nie dotyczy, przecież teraz wszyscy potrafimy mówić po niemiecku.
Tylko z każdym dniem przybywa nam rys na szkle. Blizna pod okiem mojego brata, wybite zęby, kolaborancka kurwa rzucona gdzieś pod nogi podczas zakupów.
Wszyscy wyglądamy dzisiaj tak pięknie. Tak odświętnie. Więc napełnijmy brzuchy - przecież bufet aż ugina się od eleganckich przekąsek. Teraz jeszcze nieśmiało podchodzimy, nikt nie chce zostać uznany za żarłocznego - ale za godzinę, dwie, pękną wszystkie bariery. Alkoholu mamy wystarczająco wiele by pękały bariery. Te wewnętrzne, te zewnętrzne, pospada kilka masek tego wieczoru. Jestem pewna.
Jutro wszyscy leczyć będziemy ból głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sro Wrz 14, 2016 10:14 pm

Och, czy przychodzenie tu było na pewno dobrym pomysłem? Rakefet nie była pewna i teraz stała z boku, nieco skulona, choć starała się jakoś panować nad swoją posturą.
Ludzie. Dużo ludzi. Za dużo ludzi.
Wiedziała, że na pewno nie będzie tu pustek, ale nie sądziła, że przybędzie aż tyle osób. Chciała jednak pomóc biednym ludziom, którzy ucierpieli na tajemniczym wybuchu, dlatego stwierdziła, że da radę, zostanie. Przynajmniej chyba nie zbierało jej się na atak paniki, a to już było coś. Znaczyło, że nie było bardzo źle. Tylko trochę źle.
Ruszyła się więc spod ściany i powoli zaczęła obchodzić miejsca dostępne dla ludzi, aż trafiła i tutaj i zaczęła się czujnie rozglądać, odruchowo szukając zagrożenia ze strony okupantów. Dostrzegła tylko jednego mężczyznę w mundurze, więc chyba nie było tak źle. Nie mogła odetchnąć z ulgą w żadnym wypadku, ale jeszcze da radę.
No i zdecydowanie chciała zobaczyć artystów w akcji. Sztuka była jedną z najpiękniejszych rzeczy na tym świecie i liczyła na to, że może jakoś ją w tej sytuacji uspokoi, obojętnie w jakiej formie.
- Oddychaj - przypomniała samej sobie po cichu i jakoś to podziałało, a ona sama istotnie nieco się uspokoiła.
Jedną ręką złapała się za nadgarstek drugiej w nerwowym geście, ale przynajmniej jej oddech się wyrównał. Prawdę mówiąc miała nawet ochotę z kimś porozmawiać, ale tylko z kimś kogo zna.
Kto wie, może jakaś znajoma twarz się tu zjawi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Pią Wrz 16, 2016 2:49 pm

Każdy przyszedł tu po coś.
Jedni, aby się pokazać, inni, żeby rzeczywiście pomóc. Niektórzy chcą uspokoić sumienie, a reszta zupełnie zagłuszyć myśli. A po co ty jesteś tutaj Nico? Jesteś milczącym ramieniem swojej siostry? Jej tarczą i ostoją? Dlaczego tak bardo upatrzyłeś sobie rolę tego błędnego rycerza? Przecież tutaj nic jej nie grozi. Przynajmniej nie powinno. W końcu dziś jest wyjątkowy dzień. Dla odmiany nikt nie będzie się bił, wymieniał ciosów ani słów, które za takowe mogą uchodzić. Przecież wszyscy zbierają się tutaj w szczytnym celu. Chcemy pomóc ludziom poszkodowanym w okrutnej tragedii. Jak gdyby, na co dzień życie oszczędzało pozostałych mieszkańców Paryża, a może nawet całej Francji.
Jesteś tu jednak. Wybrałeś się. Nie tylko żeby pilnie przeczesywać wzrokiem tłum (co zresztą dosyć niebezpieczne, bo ktoś może uznać to za niepokojące i zgłosić to odpowiednim służbom), ale rzeczywiście móc dać coś od siebie. Nie jesteś dobrotliwym chrześcijaninem, nie traktujesz tego jako jałmużnej, jaką należy odbębnić, aby uzyskać bilet do nieba. Po prostu masz świadomość, że życie kopie ludzi na naprawdę wiele sposobów i o ile dzisiaj możesz powiedzieć, że masz szczęście to jutro wszystko może odwrócić się do góry nogami. Za tydzień sam możesz potrzebować czyjegoś wsparcia, a podobno karma wraca.
Kołnierzyk białej koszuli drapie cię w szyję, gdy rozglądasz się dookoła. Na widok niemieckiego żołnierza w tłumie masz ochotę skrzywić się teatralnie, ale będąc u boku Anais zachowujesz się nienagannie. Milczysz, kiedy trzeba, uśmiechasz się, kiedy należy, ale wiesz, że nie zabawisz tu długo. Wolisz iść pomóc, użyć siły własnych mięsni, poczuć, że nadal je masz. Tylko jeszcze nie teraz. Póki co jesteś czujny i spięty, chcesz mieć pewność, że wszystko jest w porządku, chociaż doskonale wiesz, że nigdy nie możesz jej mieć do końca. A może wcale nie o to chodzi? Może po prostu szukasz kogoś wzrokiem w nadziei, że się pojawi? Czysty i świeży, a nie nawalony opium, pełen drwiny i skory do bójki.
- Ciekawe ile zdołamy zebrać – odzywasz się mimochodem do Anais, spoglądając dla odmiany na nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Pią Wrz 16, 2016 6:24 pm

hm, po spotkaniu z Wolfem?

Całe to przedstawienie naprawdę mnie bawiło.
Owszem - w pewnym sensie współczułam ludziom, którzy mieli to nieszczęście, by zamieszkiwać ruderę w Enclos-St-Laurent i na własne oczy widzieć, jak ich skromny dobytek wylatuje w powietrze. Zima dobiegała już końca, ale lodowaty deszcz wciąż chłostał Paryż, a wszechobecne braki w zaopatrzeniu stanowiły problem nawet dla mnie, więc tym bardziej rozumiałam sytuację nieszczęśników ze zniszczonej kamienicy. Z pewną ironią spoglądałam jednak na tych wszystkich paryżan i nieparyżan, w których nagle odezwało się miłosierdzie; niewidziane od dwóch lat, jeśli nie więcej. Znałam to przeklęte miasto i jego mieszkańców zbyt dobrze, by nie wychwycić fałszu, jaki wkradł się w ich strapione miny czy pełne współczucia głosy. Zastanawiałam się, po co w ogóle tutaj przyszli - osobiście byłam zdania, że żyliśmy w czasach, które raczej nie sprzyjały dzieleniu się ostatnią kromką chleba czy starym swetrem. To była głupota, zwykłe kopanie pod sobą dołka, ale podejrzewałam, że podobne stwierdzenie raczej nie spotkałoby się tutaj z poparciem. Przynajmniej oficjalnie.
Poza tym nie miałam zamiaru zrezygnować z okazji, by usłyszeć kilka ciekawych słów.
Zgłaszając się do pomocy przy zbiórce, z przyjemnością odegrałam rolę strapionej obywatelki, dzięki czemu powierzono mi zadanie dzierżenia puszki na datki. Przelotnie pomyślałam nawet, że na sam koniec chętnie zaprzyjaźniłabym się z jej zawartością, ale mimo wszystko wolałam dawkować ryzyko. O wiele większą wartość miały dla mnie informacje, które mogłam tutaj zdobyć, podejrzane zachowania i wszystko to, co mogło godzić w obecną władzę. Kierowana doświadczeniem, przeczuwałam, że pośród tłumu fałszywych samarytan być może znajdą się pojedynczy zapominalscy.
Z niecierpliwością na nich czekałam.
Krążyłam więc w tłumie z przyklejonym do twarzy uśmiechem i fałszywym merci beaucoup na ustach, starając się, żeby moja mina wyrażała raczej dobroczynny entuzjazm niż cynizm. Od czasu do czasu ktoś zatrzymywał się jednak, wrzucając do puszki garść monet, które uderzały o metalowe dno z nieco żałosnym dźwiękiem. Niespecjalnie zależało mi na tym, aby wydobyć z portfeli ludzi jak najwięcej funduszy dla poszkodowanych, ale musiałam przynajmniej udawać, że próbuję. A udawanie było jedną z nielicznych rzeczy, do których faktycznie miałam szczęście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sob Wrz 17, 2016 11:13 am

Bycie dobrym człowiekiem czasami bolało. Szczególnie w momencie kiedy bierzesz całą winę na siebie i dostajesz baty. Chłopak jednak nie chciał robić za wojennego męczennika. Wolał przez chwilę pożyć jak zwykły cywil. W końcu dla innych, był tylko normalnym człowiekiem który martwi się o to co zje na obiad, i czy w ogóle będzie obiad. Czy dadzą radę do końca tej zimo-wiosny przeżyć bez ogrzewania. I czy pozbędzie się kiedyś tego choróbska które zaatakowało jego płuca. Tyle że on w porównaniu do innych, czasami wyjeżdżał sobie na pole postrzelać do puszek. Czasami wylewał farbę na szybę jakiegoś gównianego lokalu, a potem musiał znosić oszczerstwa na niego i jego matkę. 
Renard czuł się bardzo blisko ludzi potrzebujących. Sam był sierotą, i często cierpiał z powodu głodu i zimna. Dlatego też postanowił pomóc, chociaż nie czuł się za dobrze. Gorączka już zeszła, ale dalej odczuwał ból w kręgosłupie i kaszel męczył jego płuca. 
Młodzik wszedł do sali przyjęć i rozejrzał się. Zauważył mężczyznę, z którym to jeszcze nie dawno widział się w antykwariacie. Uśmiechnął się na widok Darcy. Po chwili jednak jego serce zabiło mocniej. Renard poczuł jak mu się ręce trzęsą, tak więc włożył je w kieszenie od spodni. Spodziewał się tu kogoś z wyznawców Hitlera, dla przypilnowania porządku, ale nie go. To nie mógł być przepadek. Damien spojrzał zaniepokojony na Matthiasa. Po chwili spuścił wzrok i ruszył w stronę Darcy.
Czy on tu jest specjalnie? Wiedział że ja tu jestem? Może czegoś się domyśla? Nie bądź głupi Damien. To tylko jego praca i zapewne to zupełny przypadek że znowu się spotykacie.
Chłopak odetchnął mocno i zmusił się do uśmiechu. 
-Witam piękną pani.- Zwrócił się do Darcy. Powiedział udawaną pewnością siebie. Każdy kto go bliżej zna, zauważyłby że coś jest z nim nie tak, ale dla przeciętnego przechodnia dalej pozostawał nieustraszonym, narwanym nastolatkiem, na którym to wojna nie robi wrażenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sob Wrz 17, 2016 1:40 pm

/Z kawiarni(?)

Zawalona kamienica stała się ośrodkiem zainteresowania wszystkich grup społecznych w Paryżu. Publikacje szukały sensacji, paryżanie szukali sensacji.  Wzmianki co rusz pojawiały się w gazetach, jednak okrojone informacje nie zaspokajały ciekawości ludzi. Czy sprawa została rozwiązana? Kto doprowadził do zawalenia? Czym zostało spowodowane? Ile osób by się o tym nie wypowiadało, ilość opinii przewyższała możliwości. Lucille pracując w kawiarni słyszała więcej aniżeli by chciała, a temat kamienicy stawał się nie do zniesienia, gdy po raz setny musiała tłumaczyć, że wie o niej tyle ile każdy przechodzień. Nie wykluczało to pomocy poszkodowanym, Lucy miała zbyt delikatne serce by ominąć możliwość udzielenia się w zbiórce charytatywnej.
Czy w obliczu takiej tragedii winniśmy przyciągać uwagę? Z pewnością nie, toteż wśród nielicznych sukien Lucille wybrała beżową z brązowymi zdobieniami, która z równą pięknością wtapiała się w tłum. Delikatny, atłasowy materiał rękawów spływał po rękach tworząc dłuższe rękawy, które niczym wodospad próbowały sięgnąć podłoża, jednakże to dół sukni sięgał ku podłodze. Materiał idealnie dopasował się do talii opinając ją. Przez włosy po bokach biegły splecione warkoczyki, które łączyły się z tyłu głowy, a w rozpuszczonych można było znaleźć dwa biegnące od skroni.
Wchodząc przywitała się z Flavie, która na wejściu oczekiwała gości. Na sali było już sporo osób, a nawet kilka jej znanych. Rozejrzała się szukając ratunku, jednakże znalezienie obiektu zaczepienia w takim tłumie było dość trudne.W pewnym momencie wyłapała z tłumu ostatnio poznaną dziewczynę, do której się uśmiechnęła. Nie chciała jej przeszkadzać, szczególnie, że jakiś mężczyzna do niej żwawo ruszył. Czy go znała? Nie wydawało jej się, chociaż sprawiał wrażenie charyzmatycznego chłopca, którego niegdyś mijała na chodniku.
Skapitulowała więc, jednak w tym nieszczęściu towarzyskim znalazła ratunek. Zauważyła dobrze znaną jej osobę, którą była malarka obrazów z jej kawiarni. Automatycznie się uśmiechnęła, wiedząc już do kogo podejść. Ruszyła w stronę Blanche, który mimo ciągłych uprzejmości krążyła samotnie w tłumie.
- Blanche. - powiedziała ciepło. - Dawno cię nie widziałam. - dodała wrzucając jej trochę pieniędzy do puszki. Po dźwięku monet uderzających o dno można było śmiało powiedzieć, że ludzie niezbyt chętnie wrzucali pieniądze, jednak ważnym było by nie tracić nadziei. Wszak cel tego zebrania był jeden - pomóc potrzebującym. Czy jednak wszyscy zjawili się tutaj z tego samego powodu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sob Wrz 17, 2016 3:46 pm

/Z kamienicy

Po zdarzeniach ostatnich dni naprawdę nie miał ochoty ruszać się ze swojego mieszkania. Ból głowy był nie do zniesienia, a siniaki, które okaleczały jego ciało ciągle o sobie przypominały. Szczególnie w momencie ubierania munduru, nie był on najlżejszy. Przez chwilę zastanawiał się nad garniturem, jednakże był żołnierzem Waffen-SS, winien pokazywać się w odpowiednim uniformie.
Przez całą drogę na zbiórkę rozmyślał nad sensem egzystencji w III Rzeszy. Robił okropne rzeczy, które czyniły go złym człowiekiem w oczach Boga. Czy naprawdę ludzie dzielili się na nadludzi i podludzi? Czy winni ich traktować gorzej? Czy naprawdę potrzebna jest eksterminacja żydów? Wszak kastracja byłaby odpowiedniejszym zabiegiem. Panienka La Fayette... wydawała się dobrą duszą, czemu więc musiał ją straszyć? Kiedy doprowadzili do tego, że ludzie plują im w twarz za cenę życia?  Hitler miał rację. Empatia jest największą słabością. Za cenę własnego życia byłby w stanie uratować małe dziecko. Czym one zawiniło? Tym że przyszło na świat?
- To przez ten ból głowy... - jęknął, zrzucając wszystko na mocne uderzenie w głowę podczas patrolu. Wszak wcześniej nie zastanawiał się tak dogłębnie nad sensem tego wszystkiego. Tak miało być i tyle.
Wchodząc na salę od razu razu zauważył Matthiasa, któremu machnął, nie mając możliwości do niego podejść. Zauważył jednak inną osobę, którą już raz widział...
- Herr Mora. - powiedział dobitnie, stając przy jego koleżance. - I jego piękna towarzyszka... - skłonił się z należnym kobiecie szacunkiem. - SS-Unterscharführer Niklaus Schulz, do usług. - przedstawił się wątłej dziewczynie. Nie zamierzał ich legitymować, wszak mieli tutaj ważna misję do wypełnienia - pomoc poszkodowanej rodzinie. Zresztą nie jemu przypadło pilnowanie imprezy, tym miał się zająć jego brat. - Jak praca, herr Mora?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sob Wrz 17, 2016 9:20 pm

Wytężałam słuch, chcąc wyłapać nawet najlżejszy szept; szukałam szczegółów, ukradkowych spojrzeń i pozornie zwykłych gestów, ale wypełniający salę paryżanie wyglądali tak zwyczajnie, jakby sami próbowali mnie oszukać. Usiłowałam stłumić kiełkującą we mnie irytację, chcąc wierzyć, że jeszcze nie wszystko stracone - w takich sytuacjach zawsze łapałam się swojej wypracowanej latami cierpliwości niczym rozbitek koła ratunkowego. Uśmiech męczył mnie, ale zawzięcie walczyłam o to, by nie przerodził się w grymas. Ostatecznie miałam za zadanie przyciągać ludzi, a nie ich odpychać, prawda?
Mojej uwadze nie umknęły również dwa niemieckie mundury, które pojawiły się w pewnym momencie w tłumie. Przewidywałam zresztą, że okupanci nie pozwolą, aby w jednym miejscu zebrało się zbyt wielu Francuzów. Strach skutecznie zamykał moim rodakom usta i nakazywał ugiąć kark, co już nieraz widywałam na ulicy. W tym momencie nie do końca współgrało to z moimi planami, ale nie mogłam zrobić nic więcej oprócz potulnego spuszczania wzroku na widok Niemców, tak jakbym i ja się ich obawiała.
W pewnym momencie zauważyłam jednak, że moją stronę zbliża się jakaś młoda kobieta - utkwiłam wzrok w jej twarzy o regularnych rysach, rozpoznając w brunetce właścicielkę Artois Cafe. Za każdym razem, kiedy tam przychodziłam, z pewną ironią spoglądałam na swoje bohomazy, którymi Lucille postanowiła ozdobić (oszpecić?) kawiarnię. Mimo to nasze krótkie rozmowy sprawiały mi dziwną przyjemność, szczególnie wtedy, kiedy Lucille godziła się na to, bym zapłaciła za kawę o wiele mniej, niż powinnam.
Zanim zdołałam umknąć gdzieś w przeciwną stronę sali, Lucille już znalazła się przy mnie, wrzucając mi do puszki garść drobnych. Słysząc ciepły ton w jej głosie, przewróciłam w myślach oczami, jednak nie chciałam dać po sobie znać, że wolałabym teraz słuchać kogoś innego.
- Ja ciebie też, Lucille - odpowiedziałam bez najmniejszego wahania. - Jeszcze ci się nie znudził wystrój twojej kawiarni? Za darmową kawę możemy pomyśleć o czymś nowym.
Mrugnęłam do niej znacząco, jednocześnie marząc o tym, jak wielkim udogonieniem dla mojego cierpiącego wiecznie portfela byłaby darmowa kawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Nie Wrz 18, 2016 12:22 am

Sala przyjęć powoli wypełniała się kolejnymi gośćmi. Głosy przychodzących rozlegały się już w każdym kącie sali, damy, przystrojone w mniej lub bardziej odpowiednie kreacje, przechadzały się tu i ówdzie, czasem nie do końca wiedząc, w jakim dokładnie celu znalazły się w szpitalu, zbytnio zajęte ocenianiem konkurencji oraz całej organizacji przedsięwzięcia. Mężczyźni zdawali się nieco bardziej powściągliwi w wyrażaniu emocji czy bezsłownych wyścigach, o wiele częściej skupiali się po prostu na obserwowaniu kolejnych osób niż na wymienianiu uwag. Niemcy wytypowani do dbania o porządek na imprezie, wokół całego tego zamieszania pozostawali  ledwie dostrzegalni przez gości; paryżanie mieli przecież wystarczająco dużo czasu, aby przyzwyczaić się do widoku obcych mundurów na ulicach swojego miasta, nikogo już nie dziwiła ich obecność, nawet na dobroczynnej zbiórce.

Wydawało się, że na tym etapie wszystko znajduje się już na swoim miejscu. Odpowiednio przystrojona sala, kilkadziesiąt razy sprawdzona akustyka sali oraz dokładnie zapakowane i schowane przedmioty na loterię. Nikt nie mógł przewidzieć, że problemy rozpoczną się jeszcze na parę minut przed oficjalnym rozpoczęciem, nawet pomimo faktu, że specjalnie na tę okazję  przemowa została uprzednio przygotowana i przećwiczona przez organizatorki. Zresztą, nawet jeśli nie, Anais należała do profesjonalistek, improwizacja powinna być dla niej rzeczą naturalną. Jednak co powinna zrobić, gdy na scenie niespodziewanie miałoby zabraknąć jednego z kluczowych aktorów? - Madame Descoteaux, mamy poważny problem - zaczęła Adelide, ostatnia z odpowiedzialnych za wydarzenie, zachodząc aktorkę od tyłu. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że wtrąciła się w rozmowę, posłała więc rodzeństwu przepraszający uśmiech i kontynuowała dalej. - Nie mogę nigdzie znaleźć Margot Dubois, a, zgodnie z planem, miała wystąpić jako pierwsza, zaraz po pani przemowie. Nie widziałam jej nigdzie, nie wiem, gdzie się podziewa, potrzebujemy jeszcze chwilę, a na pewno się pojawi. Musimy przedłużyć część oficjalną o parę minut - mówiła szybko, nerwowo rozglądając się wokół. Przekaz był dość jasny - Anais za lada moment miała oficjalnie wystąpić przed publicznością i zyskać nieco czasu. Jak? No cóż, musiała coś wymyślić, bo zegar właśnie wybijał pełną godzinę.

Gdy Anais odeszła, Adeline ruszyła na poszukiwania artystki. Nicodème został więc na parę minut sam, być może wypatrując, jak siostra poradzi sobie z nowym zadaniem. Stojąc niedaleko sceny niespodziewanie mógł poczuć ból w lewym ramieniu - jeden z gości potrącił go, lecz zamiast przeprosić i zapytać, czy wszystko w porządku, zignorował ten fakt. Tasse mógł zauważyć jego sylwetkę ginącą w tłumie, lecz czy chciał cokolwiek zrobić z tym faktem?

W międzyczasie Flavie miała szanse dostrzec nerwowe sylwetki dwóch kobiet, majaczące w oddali. Mogła przeczuwać, iż coś poszło niezgodnie z planem, a jeden rzut oka w rozpiskę podpowiedział jej, że może chodzić o koncerty. Nie wiadomo, czy była to kwestia zdenerwowania i niefortunnego poranka, ale gdy tylko spróbowała zbliżyć się w stronę rozmawiających organizatorek, niespodziewanie wszelkie trzymane przez nią dokument oraz listy wypadły jej z rąk. Świadkiem tego zdarzenia był  André. Czy pomoże jej więc pozbierać to wszystko?

Z kolei Blanche oraz Lucille z pewnej odległości przyglądała się pewna elegancka kobieta. Wykorzystując to, że obie panie pogrążone były w rozmowie, zbliżyła się do nich i wrzuciła do puszki stosunkowo sporo drobnych, posyłając obydwu wymuszony uśmiech. - Ach, to Ty Lucille - zaczęła, jakby dopiero po chwili rozpoznała brunetkę. Zmierzyła ją spojrzeniem od stóp aż po czubek głowy, zaraz potem przyglądając się, nieco mniej przychylnie, również blondynce. - Wybaczcie mi to faux paus, Juliette Arnaud, właścicielka kawiarni "Express". - Skinęła pospiesznie w kierunku Blanche, żeby zaraz potem powrócić do Lucille. - Dobrze widzieć cię ponownie - stwierdziła z nutą fałszywości grającą w głosie. Poprawiła pled zarzucony na plecy, kontynuując swój wywód. - Ale nie pomyślałabym, że nawet tutaj będziesz walczyć o miejsce dla swojej kawiarni. Przecież to zbiórka charytatywna - zwróciła jej uwagę, pomiędzy wierszami dając znać, że słyszała fragment rozmowy na temat darmowej kawy. Oczywiście zinterpretowała go na swój własny sposób.

Matthias, z miejsca, w którym się znajdował, doskonale widział Darcy, Damiena oraz swojego brata, Niklausa, który niespodziewanie dołączył do wesołej gromadki. Jednak zanim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, podszedł do niego inny wojskowy, który najwyraźniej spoglądał w tym samym kierunku. - Niklaus brata się z Francuzami? - zapytał kpiącym tonem. - Czy to nie tamtego dzieciaka ostatnio zgarnęło kilka patroli przy Rive-Gauche?



Przypominam o 48 godzinach przysługujących na odpis. Jeśli wiecie, że nie wyrobicie się z postem, dajcie znać na skrzynkę Mistrza Gry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Nie Wrz 18, 2016 5:31 pm

Planowanie całego przedsięwzięcia sprawiało jej prawdziwą przyjemność. Nie tylko dlatego, że miała poczucie, iż robi coś pożytecznego, co w jakiś sposób pomoże innym ludziom. W końcu miała coś, czym naprawdę mogła się zająć i co dość skutecznie odciągało jej myśli od problemów codzienności, z którą jak każdy inny mieszkaniec Paryża musiała się zmagać. Miała okazję spędzić trochę czasu w towarzystwie ludzi, którzy nie byli znajomymi jej męża i nie przemawiali do niej tym twardym, niemieckim akcentem, który wciąż ją raził, choć przecież już dawno powinna się do niego przyzwyczaić. W domu zazwyczaj mówili po niemiecku, wyjątek stanowił dobry nastrój ukochanego męża, gdy starał się używać jej rodzimego języka. Dlaczego? Nigdy nie pytała, już jakiś czas temu przestały obchodzić ją motywy wszelkich jego poczynań.
Czuła się ważna, obserwując zbierające się w sali grono gości, ściskając ich dłonie i wskazując na przygotowane przed sceną miejsca. Miała na sobie ciążącą pewną odpowiedzialność, rozdzieloną wprawdzie pomiędzy kilka innych osób, jednak fakt, iż naprawdę zależało jej na powodzeniu całej zbiórki sprawiał, iż chciała osobiście doglądać każdej możliwej kwestii.
Nie mogła znaleźć się jednak w każdym miejscu jednocześnie. Nerwowo zerkając na zegarek i rozglądając się dookoła, próbowała utrzymać na ustach przyjazny uśmiech, z każdą chwilą coraz mniejszą uwagę poświęcając mijającym ją osobom. Powoli zaczynała się denerwować. Tak długo, jak sala wypełniona była jedynie pojedynczymi osobami, udawało jej się zachować spokój, jednak z każdą chwilą zgromadzonych w pomieszczeniu przybywało, a już za kilka minut zbiórka miała się oficjalnie rozpocząć. Wszystko było zaplanowane. Kobieta ściskała w dłoniach kartkę papieru z wypisanym na niej harmonogramem, nie mając pojęcia, dlaczego uczucie ekscytacji i zdenerwowania mieszają się w niej ze sobą. W końcu to tylko zwykła, charytatywna akcja. A mimo to dla Flavie była czymś więcej, czymś, w co włożyła dużo wysiłku, starając się przygotować jak najlepiej.
Po chwili jej wzrok padł na sylwetki Anais oraz Adelide, których nerwowe gesty wywołały u niej lekki niepokój. Rzuciła jeszcze jedno spojrzenie na swój nadgarstek, zauważając, że zbiórka powinna już się rozpocząć i, zgodnie z harmonogramem, na scenie wystąpić miała pierwsza osoba. Ścisnęła mocniej kartkę, zamierzając dotrzeć do rozmawiających ze sobą kobiet, zanim rozejdą się w różnych kierunkach i dowiedzieć się, co wywołało ich zdenerwowanie, gdy nagle wszystkie dokumenty trzymane w dłoniach wypadły z jej rąk i wylądowały na podłodze, rozsypując się między nogami mijających ją gości.
- Merde – zaklęła pod nosem zaraz po tym, gdy uśmiechnęła się przepraszająco i w pośpiechu przyklękła na ziemi, starając się zebrać niesforne kartki, jednocześnie mając nadzieję, że dwie organizatorki jakoś uporają się z czymkolwiek, co wprawiło je w stan lekkiego zdenerwowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Nie Wrz 18, 2016 6:26 pm

Matt odmachał wchodzącemu do sali Niklausowi, chcąc jak najszybciej do niego dołączyć. W gruncie rzeczy... ruch oporu strzeliłby sobie w kolano, jeżeli zrobiliby cokolwiek na zbiórce charytatywnej, chyba mógł się czuć bezpiecznie. Matthias spojrzał na Niemca, który zaczepiał go na temat jego brata - Myślę, że nie powinieneś posądzać Niklausa o bratanie się z Francuzami. Ręcze za niego, widziałem jak mu dokopali - po czymś takm... ehh. Szkoda gadać. A teraz wybacz, dołącze do niego. Taa, to był ten chłopak. Bardzo chętnie sobie z nim porozmawiam - powiedział uśmiechając się po czym przeszedł prawie że obojętnie obok Niemca, dołączając do kącika Niklausa-Damiena-Darcy. Cześć braciszku, jak się czujemy? - powiedział do Nika wyciągając do niego ręke, po czym zwrócił uwagę na resztę osób - O, monsieur kutas, we własnym wydaniu. Prawie, że miło mi znów pana widzieć, panie Mora. I jego szanowna towarzyszka. Oberreiter Matthias Schulz, bardzo miło poznać. - powiedział uśmiechając się zarówno do Damiena jak i Darcy. Tak naprawdę to lubił nawet tego młodego Mora. Był fajnym, zdrowym chłopakiem, który miał jaja. A to zalanie farbą przy Rive-Gauche było naprawdę zabawne... ci wszyscy klienci którzy tam chcą są tacy ą-ę przez bibułkę. To całe nur fur deutsche to nonsens, czemu nie możemy jeść razem z Francuzami, jak ludzie? Nie chciał go urazić, to była raczej taka żartobliwa przygryzka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Nie Wrz 18, 2016 10:22 pm

Cała zbiórka przeradzała się w pokaz mody, gdzie kobiety nosiły coraz to dziwniejsze suknie, a czasem nawet nie można było nazwać tego okryciem, gdy zakrywało jedynie kilkanaście procent ciała. Lucille nie skupiała się więc na strojach, a na Blanche, która aktualnie zabrała głos. Zawsze dziewczyna wydawała się specyficzna, chociaż nigdy by nie pomyślała, że darzy ją nieszczególnie miłym uczuciem. Pytanie zbiło ją z tropu, szczególnie, że aktualnie nie zamierzała zmieniać wystroju. Na tę porę roku wydawał się najbardziej odpowiedni... po chwili jednak pomyślała o pewnej osobie, której mogłaby zrobić prezent obrazem. Słowa skierowała do Blanche.
- Co prawda nie byłoby to do kawiarni... jednak jakbyś namalowała mi któregoś dnia konia w towarzystwie dwóch myśliwych psów na pewno byłabym wdzięczna. - położyła nacisk na ostatnie słowa, dając jej wyraźnie znać o co chodzi. Wszak nie chciała mówić o darmowej kawie na głos. - Pewien mały chłopiec z pewnością by się ucieszył. - dodała z uśmiechem.
Całkowicie nie spodziewała się kobiety, która podeszła do nich znienacka. W pierwszym momencie nie poznała w niej właścicielki konkurencyjnej kawiarnii szczególnie, że była niebywale wystrojona.
- Juliette. - odpowiedziała niebywale miłym tonem głosu, wszak nie miała nic do kobiety. Pamiętała jeszcze czasy jak denerwowała właścicielkę swoją dobrocią. Dalej pozostawała tą młodą, miłą dziewczyną, która nie lubiła robić sobie wrogów. - Ciebie też miło widzieć. Nie sądziłam, że się zjawisz. Z tego co wiem nie działasz charytatywnie. - mówiąc to cały czas uśmiechała się do kobiety. Wyczuwała napięcie między nimi, jednakże nie zamierzała odpowiadać w równie niemiły sposób. Chociaż jawne oskarżenie o promowanie kawiarni na łanie publiczności zbiórki przyprawiło ją o dreszcze. - Nie muszę walczyć o miejsce, już dawno jest zagrzane, moja droga. - spojrzała na Blanche. - Ta miła dziewczyna maluje obrazy do Artois Cafe, a zamiast zapłaty woli wypić dobrą kawę. - położyła nacisk na dobrą, jednak w jej wypowiedzi nie było jadu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Wto Wrz 20, 2016 5:09 pm

Miałam szczerą ochotę rozpłynąć się gdzieś w tłumie, jednak towarzystwo Lucille zmuszało mnie do tkwienia w miejscu z doklejonym do twarzy uśmiechem. Z trudem maskowałam niecierpliwość, która kusiła pośpiesznym urwaniem rozmowy, jednak mój wrodzony materializm wziął górę - wolałam nie ryzykować, że następnym razem Lucille zamknie mi przed nosem drzwi swojej kawiarni.
Choć średnio zwracałam uwagę na to, co miała mi do powiedzenia, zerknęłam na nią z zainteresowaniem, kiedy wspomniała o namalowaniu obrazu. Nie obchodziło mnie ani dziecko, ani to, czy w ogóle potrafiłabym narysować jakiekolwiek zwierzę, jednak nie miałam nic przeciwko wdzięczności Lucille.
- Dzieci najbardziej przy tym wszystkim cierpią - powiedziałam, jeszcze raz przewracając w myślach oczami. Co ja wiedziałam o empatii? - Chętnie coś narysuję, jeśli tylko miałoby to sprawić radość jakiemuś chłopcu.
Moje podejście do dzieci było idealne - wystarczyło tylko trzymać się od nich z daleka.
Nastawiałam się na to, że skończę rozmowę pod pretekstem zebrania datków od innych ludzi, jednak zanim zdołałam się odezwać, podeszła do nas jakaś elegancka kobieta. Zlustrowałam ją wzrokiem, kiedy wrzucała do puszki drobne, a po chwili i ona zmierzyła mnie mało przyjemnym spojrzeniem. Podziękowałam jednak z nienaganną grzecznością. Wiedziałam, że w obecnych czasach gustowny ubiór często miał mniejsze znaczenie niż spryt, którego brakowało co najmniej połowie mieszkańców Paryża. Niespecjalnie zależało mi na tym, aby na metce mojej skromnej, burej sukienki widniało czyjeś znane nazwisko.
Z umiarkowanym zainteresowaniem przysłuchiwałam się ich rozmowie, zastanawiając się, czy Lucille da się sprowokować elegantce.
- Kawa u Lucille jest tak dobra, jakby Paryż w ogóle nie miał problemów z zaopatrzeniem - odezwałam się do Juliette, przywołując na twarz fałszywie słodki uśmiech. Skoro i tak już tkwiłam w tej pułapce, dlaczego nie miałabym wspomóc swojej dobrodziejki dla własnej rozrywki? - Madame, to wielkie szczęście, że zna pani Lucille. To wspaniała osoba. Nigdy nie patrzy na człowieka z uprzedzeniami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Wto Wrz 20, 2016 8:50 pm

Ogółem to nie było źle - jakoś dawała sobie radę z tym, że było aż tak dużo osób. Przynajmniej nie patrzyli na nią jakoś bardziej, bo uwagi większej ilości niż ze dwie osoby to by chyba nie zniosła. Za to jednak, z kimś pojedynczym, kimś kogo zna z chęcią by porozmawiała - tak dla uspokojenia nerwów chociażby.
No i jak na zawołanie usłyszała znajomy głos.
- Damien! - uśmiechnęła się do niego szeroko, czując się o wiele spokojniejsza tera, kiedy już widziała, że był tu ktoś kogo znała i lubiła, i kto z nią nie miał problemów (albo tak twierdził). - Co słychać? Właśnie myślałam o tym, że chętnie bym spotkała kogoś znajomego - fakt, że mówiła takimi długimi zdaniami, a nie półsłówkami świadczył z pewnością o tym, że bardzo Morę lubiła. Mało kto traktował ją normalnie i nie patrzył na nią z najmniejszą nawet pogardą.
Spokój jednak bardzo szybko minął - do ich dwójki podszedł Niemiec, a jej oddech automatycznie przyspieszył i chyba aż ścisnęła Damiena za nadgarstek.
Co, jeśli domyśli się kim jest?
- Dzień dobry - powiedziała po niemiecku, bo był to jedyny zwrot, jaki tak naprawdę znała. Potem jednak Niemiec odezwał się po francusku - cóż, przynajmniej to nie był jeden z tych, którzy sądzili, że każdy musi znać niemiecki. - Bardzo miło pana poznać, Unterscharführer. Darcy Laurent. - przedstawiła się grzecznie, opanowując drżenie głosu. Nie dość, że musiała pilnować tego, żeby pamiętać o tym, kim według fałszywych dokumentów jest, to jeszcze rozmawiać z kimś obcym.
Potem podszedł do nich jeszcze jeden Niemiec i o rany, czy mogła znaleźć się w gorszej sytuacji?
No, pewnie mogła, ale nie miała pojęcia, że oboje są tymi bardziej wyrozumiałymi Niemcami. Dla niej wszyscy byli źli i nienawidzili Francuzów.
- Miło pana poznać, jestem Darcy Laurent - powiedziała po francusku, znowu. No cóż, jakoś przetrwała i uniosła brwi widząc, że drugi przybysz najwyraźniej żartobliwie rozmawia z Damienem.
Żartobliwie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Wto Wrz 20, 2016 9:20 pm

Damien nie miał nic do Żydów. Ludzie jak ludzie, którym w brutalny sposób odebrano prawo do istnienia. Szwaby myślą że można bawić się w Boga. Decydować kto jest godzien stąpania po ziemi, a kto nie. 
-Nie licząc mojego kręgosłupa i tego że jestem jeszcze trochę chory, to jest dobrze.- powiedział z tym swoim dobrze znanym dziecięcym entuzjazmem. Mina zrzedła mu ponownie, kiedy to pojawił się drugi Niemiec. Damien pamiętał go. To ten z teatru, co zjawił się z tym niskim. Niemiec zaczął podążać w ich stronę. 
Naprawdę miał takiego pecha? Czy to tylko jakiś niesmaczny żart? Chłopak przez chwilę wyobraził siebie jako wielki magnes z przyciąganiem nazistowskim. Gdziekolwiek by nie był, okupanci będą mieć na niego oko. To się dopiero nazywa brak wolności. Co dalej? Niemiec w każdym pomieszczeniu? To nie byłoby aż takie złe. Może ten z kuchni podawałby mu talerz, a ten z łazienki papier toaletowy.
Damien przełknął głośno ślinę. Wyczuwał zaniepokojenie Darcy. Sam się bał. Nawet na przesłuchaniu nie czuł takiego lęku. Co z nim jest nie tak?
Młodzik obdarzył Niemca swoim nieufnym lekko wystraszonym spojrzeniem. Nie zamierzał wchodzić z nim w przyjacielską rozmowę.
-Gdzie pana mały przyjaciel?- zapytał po francusku. Miało zabrzmieć miło, ale chyba się nie udało. Renard starał się nie wpakować w kolejne kłopoty, ale nie potrafił być miły dla Szwaba.
Chwilę później do ich grona dołączył Matthias. Chłopak nie miał z nim miłych wspomnień, chociaż zdawał sobie sprawę że mógł mieć gorsze. Myśl że może go nie pobiją publicznie nie dawała mu satysfakcji. Prywatnie może byli sobie miłymi ludźmi, ale teraz mieli pracę. A do ich obowiązków należało bicie pyskatych Francuzów. 
Renard lekko się zdziwił słysząc "Cześć braciszku". Naprawdę byli rodzeństwem? Chłopak gorzej trafić nie mógł. Nie połączył ich nazwiska, które rzeczywiście się zgadzało. Gdyby nie to spotkanie, pewnie nawet by nie pamiętał. W końcu miał do czynienia z wieloma Niemcami.
"Monsieur kutas"? Czemu by nie?
-Nie mogę powiedzieć tego samego. Panie oberszwabie.- powiedział elokwentnie. Był bardzo niepewny, a serce waliło mu jak młot. Jednak nie stracił swojego ciętego języka, i wydawał się całkowicie pewny swoich słów. Cóż, nie miał zamiaru bratać się z Niemcami. Nie chciał też wpadać w kłopoty, ale jak już zauważył, to kłopoty przychodzą do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Wto Wrz 20, 2016 10:21 pm

Nie zamierzał ich straszyć swym nadejściem. Sam nie miał ochoty na awantury ani spięcia, szczególnie, że głowa dalej go bolała niemiłosiernie, a samopoczucie z dnia na dzień nie polepszało się na tyle jakby się spodziewał. Był żołnierzem, już nie raz gorzej zarobił, a jednak ciągle miał wrażenie, że bóle przedłużają się aż zanadto. Nie zamierzał być jednak niemiły, wszak zebrali się tutaj w wyższym celu, więc chciał spędzić dzisiaj dobrze czas.
- Darcy, bardzo ładne imię.  - odpowiedział, jedną dłoń chowając za plecy i prostując się. Wypadało jakoś wyglądać w tym tłumie. - Czym się interesujesz, moja droga? - spytał, mając nadzieję, że nie zabrzmiało to w jego ustach źle. Chciał podtrzymać rozmowę i poznać ludzi, z którymi aktualnie mieszkał w jednym mieście. Dziewczyna wydawała się jedną z tych delikatnych, niepewnych, a aktualnie trochę wystraszonych. Nie o to mu chodziło, miał więc nadzieję, że rozluźni się trochę w miarę rozmowy.
Nie mogło jednak zabraknąć pana Mory i jego ciętego języka. Ach, prawie zapomniał, jak upierdliwe może być to małe coś. Będzie musiał się nim kiedyś zająć na osobności, w innym wypadku rzeczywiście będzie trzeba mu uciąć język. Szkoda, że chłopak sam się o to prosi, wszak nie zawsze spotka tych milszych Niemców.
- Tam, gdzie powinien być, herr Mora. - odpowiedział miło,  a przynajmniej na miarę swych możliwości. Głowa zaczynała mu pulsować. Może powinien udać się do domu by odpocząć? Zapewne by to zrobił, pożegnał się i wyszedł, jednak do grupy dołączył nie kto inny jak Matthias. Niklaus uśmiechnął się i poklepał brata po ramieniu.
- Lepiej, chociaż nie jestem w najlepszej kondycji.  - po zachowaniu Niklausa Matt mógł łatwo wywnioskować, że chodzi mu o bół głowy. - A ty jak zawsze na służbie. - dodał.
Zdziwił się, gdy Matthias tak luźno rozmawiał z Morą. Jeszcze ostatnio dyskutowali o tym, że jest podejrzany, a dzisiaj jego brat zachowuje się, jakoby byli dobrymi znajomymi. Na odpowiedź Damiena parsknął śmiechem, jednak szybko spoważniał zerkając na Matthiasa. Owszem, było to zabawne, jednak czy przystoi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sro Wrz 21, 2016 8:36 am

To dobrze. Nieźle cię tam poturbowali, muszę przyznać. Do wesela się zagoi, nie? - powiedział do brata, jak zwykle śmieszkując w momencie w którym nie powinno się śmieszkować. Niklaus był bezpieczny, dlatego możemy pożartować z tego, co stało się w zawalonej kamienicy. Matt miał wyrzuty tylko do samego siebie - zabił wszak dwójkę bezbronnych ludzi, ale starał tego nie dać po sobie poznać, chowając to za płaszczkiem śmiechu. Ja? Zawsze na służbie? Po prostu wypełniam swoje obowiązki, Nik! - powiedział wręcz śmiejąc się - dowództwo skierowało mnie tu, aby pilnować porządku. Kto miałby zrobić to lepiej ode mnie? - zadał pytanie, chociaż wiedział, że nie uzyska na nie odpowiedzi. Ani nie byłaby ona kulturalna, ani prawdziwa.
Panie oberszwabie. - to było akurat dobre, Matt musiał przyznać. Chociaż zdecydowanie nie powinien na to pozwolić uśmiechnął się do Damiena mówiąc - i jak, wymieniłeś już dywan, panie Mora? - powiedział bezczelnie patrząc mu prosto w twarz - tamten, który widziałem w pana mieszkaniu, już chyba do niczego się nie nadaje. - powiedział wciąż uśmiechając się. Jeżeli on chce wojny, to będzie miał wojne! - zadecydował, chociaż było to straszliwie dziecinne i absolutnie nie pasowało do sytuacji, w której powinniśmy się jednoczyć w celu pomagania osobom z zawalonej kamienicy (psia jej mać), a już w ogóle do munduru niemieckiego żołnierza. Jeżeli możemy się trochę rozerwać i poćwiczyć umysł, to czemu nie.
Miło mi panią poznać, panno Darcy. Jeżeli kiedykolwiek będzie potrzebowała pani pomocy, proszę do mnie walić jak w dym. - powiedział uśmiechając się do dziewczyny. Lubił być pomocny, a ona sprawiała wrażenie kogoś, komu będzie potrzebny pomocny ktoś - dlatego też się zgłosił. Wydawała się nieco osamotniona w tym męskim gronie, ale chyba znała się z Damienem - pewnie dlatego z nim rozmawiała. Matt zdecydowanie był mistrzem dedukcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sro Wrz 21, 2016 6:09 pm

Na jej twarzy pojawiło się widoczne zmartwienie stanem Damiena, bo przecież choroba to nie jest nic miłego.
- Współczuję. Mam nadzieję, że będzie lepiej! - w zasadzie to wcale nie powinna się aż tak przejąć zwykłą chorobą, ale jednak Rakefet to była to osoba w twojej grupie przyjaciół, która gdy tylko kichniesz martwi się czy nie masz raka.
Podniosła wzrok, patrząc na Niemców z niepokojem, ale starając się opanować. Jeśli będzie spokojna, powinni nie zastanowić się zbyt długo nad tym, czy Rosenfeld jest Żydówką czy nie - nie powinno im to nawet przyjść do głowy.
Mimo to, nie można jej chyba było winić za to, że się bała.
- D-dziękuję - odparła i odchrząknęła. Nie powinna aż tak się stresować, prawda?
No już, oddychaj, opanuj się.
- Och, jestem nauczycielką - odpowiedziała, chociaż nie była pewna czy to, w jakim zawodzie pracuje mówi coś o zainteresowaniach. No ale praca z dziećmi to chyba jest zainteresowanie, no nie?
Gdy usłyszała odpowiedź Damiena na pytanie, niemal się roześmiała - niemal, bo miała jeszcze przecież na tyle rozumu, żeby utrzymać się przy życiu. Tylko, że potem dotarło do niej, że Damienowi może coś grozić za jego chyba zbyt śmiałą odpowiedź.
Żaden z Niemców nie zareagował w gwałtowny sposób, a chyba nawet byli rozbawieni.
Co?
Czy to możliwe?
Aż zamrugała parę razy z niedowierzaniem i rozdziawiła usta.
- Tak, oczywiście - odpowiedziała drugiemu Niemcowi, wciąż nieco w szoku. Po chwili jednak na jej twarz przywołała uprzejmy uśmiech - nie chciała przecież zwracać na siebie uwagi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sro Wrz 21, 2016 8:58 pm

Sytuacja się rozkręcała. Raczej nie sytuacja, a sam Damien. Nie mieli przypadkiem pomagać? A nie wdawać się w dyskusję z niemieckimi oficerami?
W każdym razie, w chłopaku znowu obudził się ta trochę egoistyczna chęć odszczeknięcia na każde słowo okupanta. Czemu egoistyczna? No więc Damien wiedział że Darcy jest Żydówką. Gdyby przez niego ich aresztowali, dziewczyna mogłaby mieć większe kłopoty niż on. 
-W teatrze sprzątając kible?- Odpowiedział Nikowi, po czym zrobił minę, jakby nie zamierzał tego powiedzieć. A bo nie zamierzał. Wymsknęło mu się. Naprawdę próbował się powstrzymać, ale z każdą chwilą był coraz bardziej prowokowany. Przypomniało mu się jak całkiem niedawno pokłócił się z Ciananem w kawiarni. Sprowokował go do ataku, jednocześnie mając wszystko pod kontrolą. Teraz padł ofiarą swojej własnej gry. Był tego świadomy, a mimo wszystko dalej w to brnął. Trochę się bał. Pewnie narobi sobie biedy i znowu będzie miał kiepski humor, jak ostatnio. Ale taka jest już kolej rzeczy. Stara się, aby okupanci wiedzieli że nie są we własnym domu.
Uwagę Matthiasa zignorował. Co było niezwykle trudne. Nie da im tej satysfakcji i chodź raz będzie siedział cicho. Może jakimś cudem dadzą im spokój, a Mora pierwszy raz nie wpadnie w kłopoty?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Czw Wrz 22, 2016 6:49 am

Ostatnie minuty dzieliły wydarzenie od oficjalnego rozpoczęcia, cóż więc dziwnego, że nerwowość szczególnie udzielała się organizatorom? Wypadek  Flavie na szczęście nie został dostrzeżony przez szersze grono gości, zbytnio zajętych własnymi sprawami, aby rozglądać się za koordynatorami wydarzenia i od początku niesprzyjającemu losowi. Francuskie przekleństwo nie umknęło jednak uwagi pewnego mężczyzny, który zbliżył się w jej stronę i bez pytania zaczął zbierać wszystko w pomniejszy stosik. - Dobrze, że to tylko papiery. - Spróbował zażartować, jakby odruchowo wyczuwając emocje kobiety. Posłał jej uprzejmy uśmiech, na nieco dłuższy moment zawieszając wzrok na twarzy kobiety. Gdy zorientował się, że jego spojrzenie robi się zbyt nachalne, wstał i podał Bernard trzymane kartki papieru. - Proszę bardzo. Szkoda byłoby słyszeć takie okropne słowa z ust tak pięknej pani, może więc mogę jeszcze jakoś pomóc? - zaproponował ofiarnie, umyślnie przeciągając rozmowę. - Cztery kobiety i żadnego mężczyzny? To chyba trochę niesprawiedliwe - stwierdził wesołym tonem, nie przestając uważnie przyglądać się twarzy Flavie. Czy nie mieli przypadkiem okazji spotkać się wcześniej?

– Nigdy nie jest za późno na zmianę – odpowiedziała, starając się utrzymać równie uprzejmy ton.  Nie wiedziała, czy Lucille nie angażuje się we wszystkie te charytatywne zamieszania, więc na wszelki wypadek wolała się nie odgryzać. Za to w kwestii promocji kawy oraz rzekomego miejsca na rynku nie mogła odmówić sobie chociażby słówka. – Ah, bo przez chwilę brzmiało to tak, jakby problemy kawiarni nie pozwalały ci na wypłacenie godziwego nagrodzenia dla tej dobrej dziewczyny – odparła, śmiejąc się, zupełnie jakby opowiedziała właśnie świetny dowcip.  Zaraz potem zwróciła się w stronę Blanche, która najwyraźniej zamierzała popierać Artois Cafe. – Moja droga, ty chyba nie widziałaś naprawdę zaopatrzonej kawiarni – odparła z całą pewnością, poważniejąc niespodziewanie. Może i „Express” wypełniała się głównie klientami pochodzącymi z niższych warstw społecznych, lecz przez to nie musiała narzekać na dostęp do pewnych produktów. – Oferujemy o wiele więcej niż przeciętna kafejka – wyznała spokojnym tonem, nie wyjaśniając, co takiego miała na myśli. Mrugnęła przy tym porozumiewawczo do Blanche, lecz zaraz potem znów odwróciła się w stronę Artois. – Pamiętaj jednak, że w razie czego zawsze chętnie przyjmę cię pod swój dach – obiecała wspaniałomyślnie, na powrót przywołując na usta dumny uśmiech.


Tymczasem Matthias może i nie zechciał kontynuować rozmowy, a w dodatku opuścił swojego kolegę, aby wymienić parę zdań z Niklausem i resztą towarzystwa, ale mógł wiedzieć, że razem z innymi pozostawał pod baczną obserwacją mężczyzny. Kręcił się w pobliżu niby mimochodem, doglądając, całej imprezy oraz wyławiając parę słów z żywej wymiany zdań. Może nieco zbyt żywej, jak na jego gust. A gdy Damien, o którego wcześniej pytał, jawnie zaczął kpić z szefa gestapo, przełożonego mundurowego, przestał się ukrywać i zanim pozostali Niemcy zdążyli w jakikolwiek sposób zareagować, podszedł do niego i zwrócił na siebie uwagę, zaciskając palce dłoni jego na ramieniu. – Chłopcze, czy dobrze słyszałem, że obrażasz funkcjonariusza niemieckiej władzy?  - zapytał, choć doskonale znał odpowiedź. – Szukasz kłopotów czy jesteś wyjątkowo głupi? Chętnie załatwię ci audiencję pana von Liebenfelsa – zagroził, mając nadzieję, że w tej chwili opamięta się i zakończy temat. Naprawdę nie miał ochoty na rozwiązywanie podobnych spraw siłowo, szczególnie nie dzisiaj i nie tutaj. Spojrzał uważnie na pozostałych wojskowych, skinął im głową i puścił chłopaka, mając nadzieję, że kolejna, ewentualna reakcja wyjdzie z ich strony. Wzrok dłużej zatrzymał z kolei na Darcy - A pani niech pilnuje swojego kolegi. Szkoda, żeby bliscy musieli cierpieć przez niewyparzony język innych. – Cicha, niewypowiedziana wprost groźba, mogła stanowić zaraz najlepszą, jak i najgorszą linię obrony. Jak będzie teraz?

André, Anais, Margot, Nicodème - możecie się włączyć w dowolnym momencie. I naprawdę proszę o informacje na temat nieobecności podczas eventu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    

Powrót do góry Go down
 
Sala przyjęć
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Opéra :: Szpital Świętej Anny-
Skocz do: