IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Sala przyjęć - Page 2


Share | 
 

 Sala przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Sala przyjęć    Sob Wrz 10, 2016 8:23 pm

First topic message reminder :



Sala przyjęć

Zdecydowanie największe pomieszczenie na parterze, którego bywalców stanowią przede wszystkim wszelakiego typu chorzy czy poszkodowani, czasem tylko wzbogacając się jeszcze o pielęgniarki lub siostry zakonne pomagające potrzebującym. Łóżka ustawiono blisko siebie, aby zaoszczędzić nieco na miejscu. Oddzielają je malutkie stoliczki, a czasem też "aparatura medyczna: oraz specjalne kotary używane przy bardziej prywatnych zabiegach. W powietrzu wiecznie unosi się zapach ziół oraz płynów do dezynfekcji.




Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sro Paź 05, 2016 10:40 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Czw Wrz 22, 2016 5:23 pm

Spotkanie z byłą pracodawczynią było niczym oblanie wiadrem lodowatej wody. Co prawda nie bolało aż tak, jednak nieprzyjemny chłód pozostawał. Miała wrażenie, że pomimo miłych słów Juliette chce jedynie się wywyższyć za maską dobroczynności i uczynności.
- Oczywiście, że nie jest! Pomoc ludziom winna leżeć nam na sercu, nie tylko kościołowi. - odpowiedziała uprzejmie. Zawsze miała takie zdanie, toteż nie tylko od święta pomagała. Gdy miała możliwość zawsze częstowała tym co zostało, wszak nie będzie tego nazajutrz sprzedawać, a wyrzucić żal. Wodę można było zawsze u niej dostać, zimną czy ciepłą, latem czy wiosną, zawsze coś się znalazło. Nic ją to nie kosztowało, a uśmiech ludzi pozostawał tym bezcennym darem, którym ją obdarowywali. - Pragnę ci przypomnieć, moja droga, że i moje wynagrodzenie często wychodziło od ciebie z opóźnieniem. - dodała, jakby chciała jej napomknąć, że o własne nogi może się niedługo przewrócić, gdy nie będzie zważała na opinie, które tak swobodnie wygłaszała. Słowa kierowane do Blanche zignorowała. Jeżeli chciałaby stołować się w Expressie miała do tego prawo. Miała prawo sprawdzić słowa właścicielki i wtedy zdecydować czy rzeczywiście u Lucille jest tak źle. - Będę miała to na uwadze, Juliette. - odpowiedziała, mimo to ciągle zerkała na Blanche. Jej słowa były miłe, chociaż nie wiedziała czy szczere. Cieszyła się, że ma tak wierną klientkę, która w potrzebie wstawi się za kawiarnię, ale i Lucille.

Edit.

Po pięknej przemowie i tym podobnych fanaberia uśmiechnęła się do obydwu towarzyszek.
- Wybaczą Panie, ale obiecałam udać się na loterię. - pożegnała się i przeszła do następnego pomieszczenia.


Z/t.
/Przepraszam, ale nie mam zbytnio co tutaj odpisywać. :c


Ostatnio zmieniony przez Lucille Artois dnia Nie Wrz 25, 2016 12:28 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Czw Wrz 22, 2016 6:17 pm

Zazwyczaj lepiej wychodziło jej panowanie nad własnymi emocjami. Znana była z dość dużej powściągliwości w ich wyrażaniu, a nawet jeśli w jakiś sposób stawała się wylewna, zazwyczaj wyrażane uczucia nie należały do niej, a do kogoś, kim w danej chwili próbowała się stać. Nie było to zdrowe i miała tego świadomość, jednak ostatnimi czasy naprawdę mocno zaczęła cenić sobie swoją prywatność, chowając pod grubymi, ochronnymi warstwami to, co było dla niej najcenniejsze.
Tym razem jednak, kiedy zaczynała odnosić wrażenie, iż przez chwilę wszystko wymyka się spod jej kontroli, wraz z upadającymi na ziemię kartkami, na chwilę straciła także kontrolę nad samą sobą. I choć tylko na dosłownie sekundę, starając się poskromić niesforne papiery myślała o tym, iż być może o wiele za dużo serca i zaangażowania włożyła w organizację całego wydarzenia. Za jakiś czas miało być już po wszystkim, ona wróci do domu i do swojego życia, które przecież w ciągu tych kilku godzin nie uległo żadnej zmianie. Poza nagłym powrotem Mathieu, który niczym niespodziewany promyk słońca pośród mroźnej zimy zawitał w jej życiu, wszystko wyglądało dokładnie tak samo. Wciąż jeszcze przeżywała ich tak niedawne spotkanie, wciąż myślała o tym, jak wiele złego może go spotkać w Paryżu i jak muszą być ostrożni, aby ich kolejne, wspólne chwile, na które naprawdę liczyła, nie zostały zauważone przez niepożądane osoby. Nie chciała nawet wyobrażać sobie reakcji własnego męża, gdyby dowiedział się, że jej ukochany brat, bohater wojny, stojący po drugiej stronie barykady, wrócił do domu. Teraz, bardziej niż wcześniej, zaczynała tęsknić za przeszłością i być może właśnie wszystkie nagromadzone myśli i uczucia były powodem jej nagłej niezdarności i roztargnienia.
Jak najszybciej próbowała zebrać wszystkie dokumenty spod nóg mijających ją gości, sama prawdopodobnie stanowiąc przeszkodę na ich drodze, jednak w efekcie pojedyncze arkusze wyślizgiwały jej się z dłoni na nowo, a ona jedynie wzdychała ciężko, mając nadzieję, że początek zbiórki potoczy się zgodnie z planem.
Na dźwięk obcego, męskiego głosu, podniosła swój wzrok, zatrzymując go na twarzy nieznajomego.
- Merciodpowiedziała, posyłając w stronę mężczyzny delikatny uśmiech wdzięczności i odbierając z jego dłoni plik dokumentów Nie, dziękuję, wszystko inne jest już pod kontrolą – dodała, uśmiechając się odrobinę szerzej w odpowiedzi na jego komplement. Jej uwadze nie uszło jednak dość długie spojrzenie, którym ją obdarzył i choć przez chwilę poczuła się dość niekomfortowo pod wpływem jego wzroku, w żaden sposób nie dała po sobie tego poznać – Dlaczego od razu niesprawiedliwe? Podobno kobiety są o wiele bardziej odpowiedzialne i zorganizowane, a wielu mężczyzn ma w naturze lęk przed braniem na siebie jakiejkolwiek, nawet najmniejszej, odpowiedzialności – powiedziała odrobinę żartobliwym głosem, patrząc na swojego rozmówcę i zauważając, iż przygląda jej się z dość dużą uwagą. Była jednak prawie pewna, iż nigdy wcześniej go nie spotkała, choć ostatnimi czasy mogła się przekonać, iż jej intuicja czasem potrafi ją zawieść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Czw Wrz 22, 2016 7:41 pm

Skoro każdy przyszedł po coś - po co przyszłam tu ja?
Jaki jest mój cel? Czy ten darmowy szampan? Kilka komplementów, kilka spojrzeń pełnych zazdrości? Nowa sukienka, nowa sukienka to zawsze dobry cel. Ta przecież jest piękna i zamarzam, odsłania plecy.
- Patrząc na towarzystwo… - nie kończę, wzruszam ramionami. Jaki jest mój cel drogi bracie? Nie mam nawet czasu się nad tym zastanowić, pojawia się problem. Kryzys ubrany w postać Adelide, która zawsze była tylko Adelide, nigdy na tyle ciekawą by dowiedzieć się o niej coś więcej. Jednym haustem dopijam alkohol, ściskam dłoń brata i wkładam na twarz piękny uśmiech. Sięgam po kolejny kryształowy kieliszek i srebrną łyżeczkę.
Odgłos uderzanego szkła zwraca na mnie uwagę
- Dobry wieczór Państwu - kłaniam się z gracją w każdą ze stron, sama stojąc na środku. Nieomal jak na scenie. Nie jestem aktorką teatralną, inny rodzaj reflektorów świeci na mnie podczas gdy. I widownia mniej liczna, bo żadna, nawet największa ekipa filmowa nie równa się pełnej sali paryskich teatrów. Ale czyż Szekspir nie mówił, że każdy z nas aktorem, a życie nie więcej niż sceną?
Nie pamiętam, nigdy nie byłam dobra w klasykach.
- Zanim zaczniemy dzisiejszą galę, poproszę Państwa o zamknięcie oczu. Najzwyklej, jak ja - zamykam powieki prezentując ten prosty gest - Wyobraźcie sobie Państwo własny dom. Wiem, to dość intymna prośba, może i nieco dziwaczna, ale proszę, zróbcie to dla mnie. Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie wasz dom. Widzicie już? - ja widzę - Proszę sobie teraz wyobrazić najgorszy z możliwych dni. Zimny. Ostatnia zima dała nam w kość, nieprawdaż? Spadł śnieg, przemoczyło buty, okropne uczucie. Spóźnili się Państwo do pracy. Coś się w niej nie udało. Najbliższy przyjaciel skrzywdził niemiłym komentarzem. Wiele nieprzyjemności może spotkać podczas jednego dnia - mój zachrypnięty głos nosi się po sali, uchylam powieki by sprawdzić czy działa. Czy mam ich pełną uwagę, czy hipnotyzuję chociaż trochę. I czy już przyszła ta zagubiona dziewucha.
Nie mogą zastąpić jej kimś innym?
- Ale pomyślcie Państwo. Po tym okropnym dniu wracacie do domu. Swojego domu. Od progu wita was znajomy zapach i ciepło. Czeka gorąca kąpiel. Ulubiona lektura już kusi przy wygodnym łóżku. Mogą się państwo położyć, napić ciepłej herbaty, rozgrzać pod miękkim kocem. Raj, prawda? - raj. Tęsknię do niego. Może właśnie po to tu przyszłam, by móc wrócić do domu - Niestety. Nie na każdego czeka podobny raj - głos szybko zmienia się z miękkiego i usypiającego, w stanowczy, wręcz chłodny. Jak zimny prysznic - Niektórzy z nas nawet po najgorszym dniu, dniu w którym stracili wszystko, nie mogą wrócić do swojego domu. Już go nie mają. Dlatego zebraliśmy się dzisiaj. By pomóc. Szampan i doskonałe jedzenie jakie dla Państwa przygotowałyśmy, nie mają znaczenia - oczywiście, że mają. To był jedyny wabik - Jesteśmy tu wszyscy ponieważ chcemy pomóc mieszkańcom niedawno zawalonej kamienicy. To mogło przytrafić się każdemu z nas - mogło? nie mogło? - Dlatego jestem tak bardzo dumna z Paryżan, że nawet dzisiaj, kiedy na zewnątrz tak zimno - i kiedy walczymy o to która strona ma rację, po której stronie granicy leży racja, czy francuzi czy okupanci są tymi bezsprzecznie dobrymi - potrafiliśmy się zjednoczyć by nieść pomoc. Państwa zdrowie! - unoszę w górę kieliszek. Państwa zdrowie. Moje zdrowie - Oczywiście, nie byłoby nas tutaj dzisiaj, gdyby nie zarząd szpitala, który udostępnił nam te piękne sala. Bardzo państwa proszę, nagrodźmy ich brawami - brawo, brawo, klaszczmy w dłonie. Byle dłużej, byle głośniej - Wielkie brawa należą się też trzem wyjątkowym kobietą, które pomogły mi zorganizować ten niesamowity wieczór. Przyznam Państwu szczerze, że ja najmniej przyczyniłam się do splendoru tej nocy - śmieje się perliście, jakbym powiedziała najlepszy z żartów. Bo kto by pomyślał, to akurat prawda -Wielkie brawa dla nieocenionej Flavie Bernard - ukłon kieliszka w jej stronę - Blanche Flaubert - i również w jej, chociaż dziewczęcia nie znam w ogóle - oraz naszej najdroższej Adelide! - kobiecie bez nazwiska, dla niej też zaklaszczcie - Nie pozostaje mi chyba nic innego niż zaprosić Państwa do udziału w loterii, co Państwo na to? - pytam zaczepnie, więc kokieteryjnie.
Droga Adelide, powiedz mi. Jak długo mam ciągnąć ten teatrzyk?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sob Wrz 24, 2016 7:00 pm

Spojrzał na Matthiasa z pewnym zaciekawieniem. Skąd u niego tak dobry humor? Zawsze był tym poważniejszym, jednak znał swego brata i wiedział, że to co się stało w kamienicy musiało na niego wpłynąć. Czyżby żartami próbował odgonić własne sumienie? Cóż, Niklaus właściwie też tak robił przy pierwszych ofiarach. Starał się myśleć o wszystkim tylko nie o tym co się stało.
- Zależy też kogo wesela. - uśmiechnął się, mając zamiar zaprzątnąć mu głowę rozmową. - Mojego mogę nie dożyć, ale może na twój zdążę się udać. - no cóż, ze szczęściem Niklausa i do kobiet, i do broni to była całkiem możliwa opcja. Matt zresztą wiedział ile razy mężczyzna oberwał na froncie. Blizny mówiły same za siebie. Teraz dorobi się zapewne następnej, nie wiedział, czy rana po szyciu zagoi się całkowicie. Pytanie brata pozostawił bez odpowiedzi, wolał uniknąć tego tematu ze względu na obecnych tutaj towarzyszy.
Gdy Matt i Damien przepychali się słownie postanowił skupić się na pięknej panience, która była tutaj z nimi. Wydawała się miłą kobietką o dobrym sercu, wszak przyszła na zbiórkę by pomóc. Chyba. Patrząc po sali można było mieć mylne wrażenie, że przyszło się na bal albo konkurs piękności a nie zbiórkę charytatywną.
- Nauczycielka? To się ceni, ważne powołanie. Wszak nauczanie naszej przyszłości powinno być naszym najważniejszym obowiązkiem. - uśmiechnął się do kobiety. Zapewne rozmowa potoczyłaby się dalej miłym torem gdyby nie odpowiedź Damiena. Już miał nawet coś odpowiedzieć, jednak w słowo wtrącił mu się mundurowy, który akurat przechodził niedaleko. Nie przerwał mu, jednak widać było, że wzrokiem mierzy Morę, który swoją pyskatą gębą w końcu narobi kłopotów nie tylko sobie i swoim znajomym, ale też jemu i Mattowi.
- Myślę, że to się już nie powtórzy, herr...? - wtrącił się zapominając, że kompletnie nie zna mężczyzny, toteż zakończył zdanie z pewną dozą niepewności, która wskazywała na zapytanie o nazwisko. Spojrzał szybko na Damiena piorunując go wzrokiem, który jasno mówił "bądź grzeczny albo siedź cicho". Jeżeli gestapowiec (?) się przedstawił wymienił uprzejmości, wspominając, że miło mu poznać szanownego jegomościa. Gorzej wyglądała sytuacja Darcy. Mundurowy był najwyraźniej bardzo jej ciekawy... A Niklaus dobrze wiedział, jak uparci mogą być żołnierze w wyciąganiu informacji i odczytywaniu każdego drgnięcia. Czy powinien ją bronić? Oto był dylemat! Zagryzł zęby i przez chwilę się zastanawiał jak interweniować... Wszak i tak każdy wiedział, że Nik nie potrafił rozwiązywać spraw na tyle agresywnie co niektórzy SS-mani. Był raczej za spokojnym rozwiązywaniem spraw, wszak mieli zdobywać zaufanie paryżan, a nie ich wyniszczać.
- Kolego, nie zebraliśmy się tutaj by w ten smutny dzień się kłócić. Myślę, że powinniśmy się udać na loterię... - przeciągnął i zerknął na dziewczynę, której podał ramię. - Pozwoli pani, że panią poprowadzę? Do zakupu są losy, a z tego co słyszałem pierwszą nagrodą są wyśmientie cygara! Albo papierosy... - starał się kompletnie zmienić temat nie wzbudzając podejrzeń, miał nadzieję, że kobieta zrozumie trudną sytuację i będzie z nim współpracować. - Wybaczą państwo, po ostatnim patrolu nie czuję się za dobrze, a lekarze kazali unikać stresujących sytuacji, toteż udamy się wykupić losy.
O ile nikt nie zaprotestował wyszedł wraz z Darcy.
Chyba z/t.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sob Wrz 24, 2016 9:08 pm

Matthias spojrzał na funkcjonariusza który właśnie strofował Damiena - Odpowiadając na pana pytanie... jest wyjątkowo głupi, staramy się go pilnować, żeby nie napytał sobie biedy, ale nie zawsze się udaje. Zrobimy co w naszej mocy, aby się to więcej nie powtórzyło - zawtórował Niklausowi po niemiecku, po czym również spiorunował Damiena wzrokiem. Teraz spoczywało na nim spojrzenie dwóch Schulzów, dlatego też Matt miał nadzieje, że da mu to do myślenia! To, że uwaga mundurowego przeszła bardzo szybko na Darcy sprawiło, że to samo stało się z uwagą Matthiasa. Grał z bratem w jednej drużynie, jak zawsze - przecież to jego brat. Jeśli pozwolicie, potowarzyszę wam. Przecież obiecałem pani już pomoc w każdej możliwej sprawie, okryłbym swoje, i Twoje braciszku, nazwisko wstydem, gdybym teraz zostawił was samych. Zwłaszcza, że mój kochany brat może znowu wpakować się w tarapaty - myśli Niklausa były cholernie prawdziwe. Matt był załamany po tym, co stało się w zawalonej kamienicy. Wyrzuty sumienia dręczył← go straszliwie, on nie mógł, nie był w stanie się ich pozbyć cały czas myśląc o ludziach których pozbawił życia. Bezbronnych ludziach, ciałach osuwających się na ziemie, dźwięku wystrzałów. To nie miało nic wspólnego z wojną i nigdy nie powinno się wydarzyć. Jak to możliwe, że w Trzeciej Rzeszy takich zbrodniarzy jak ja nazywają bohaterami? Jak to możliwe, że pomimo tego, że nie jestem złym człowiekiem... jestem zły? Ciężko jest się skupić na życiu, gdy myśli wędrują po bardzo nieprzyjemnych tematach, ale Matt jakoś sobie radził. Może trochę więcej palił, ale nie było to chyba jeszcze nic niepokojącego…

O ile niemiecki żołdak pozwolił mu odejść bezpiecznie wyszedł za parką
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Nie Wrz 25, 2016 12:18 am

Z każdą upływającą minutą robiło się głośniej i tłoczniej. Kto by pomyślał, że w Paryżu mieszka aż tylu wrażliwych ludzi. Przychodzących z pomocą potrzebującym. Zdolnych podzielić się z kimś cząstką swojego dobytku. Mniejsza o to, że wśród uczestników zbiórki znaleźli się i tacy, którym najbardziej zależało na pokazaniu, jakimiż to były szlachetnymi i utalentowanymi osobami. Tacy znajdą się wszędzie, nie ma po co się nimi przejmować. Kątem oka dostrzegł jak Flavie zbiera z podłogi dokumenty, jakiś miły mężczyzna przyszedł jej z pomocą. Wspólnie zebrali rozsypane po podłodze przedmioty, zamienili ze sobą parę słów. André stłumił westchnięcie, poszedł dalej.
Wyminął się z jakąś starszą parą. Kobieta cieszyła się, że biedne dzieciaczki dostaną nowe sweterki i nie będzie im zimno. Jednocześnie martwiła się, bo opóźniał się wcześniej zapowiedziany koncert skrzypaczki. Chyba nic się jej nie stało? Wspaniale byłoby posłuchać skrzypiec. Póki co przyszło im jednak wysłuchać wypowiedzi jednej z organizatorek zbiórki.
Piękna przemowa. Bardzo piękna. Pani organizatorka mogłaby zatrudnić się jako zawodowa oratorka na przyjęcia, wesele i pogrzeby. Poruszyłaby słuchaczy w każdym wieku. Doprowadziłaby do śmiechu i płaczu. Potrafiłaby wzbudzić zainteresowanie.
André postukał ze dwa razy podeszwą buta o ziemię. Piękna przemowa piękną przemową, ale chciał żeby te opowiastki o biednych, pozbawionych dachu nad głową ludziach dobiegła już końca. Mimo wszystko.
Hmm, ciekawe czy posiadała naturalny talent do przemawiania czy musiała pracować nad swoimi umiejętnościami. Jeśli ćwiczyła je od podstaw, to w jakim celu? Czyżby była teatralną aktorką?
Przemówienie dobiegło końca i wreszcie ruszyła loteria. Podekscytowany tłum przeszedł do sąsiedniego pomieszczenia. André zawahał się na chwilę, jednak zdecydował, że nie zaszkodzi przyjrzeć się całej tej loterii.

[z/t]

Taki niesatysfakcjonujący, krótki post, że aż mi wstyd. Ale nic lepszego teraz nie wykombinuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Nie Wrz 25, 2016 1:19 am

Towarzystwo Juliette i Lucille zaczynało męczyć mnie do tego stopnia, że z trudem ukrywałam irytację. Choć ich spór jeszcze sekundę temu wydawał mi się nawet zabawny, teraz oddałabym wszystko, aby móc w nim nie uczestniczyć. Jak wiele ciekawych historii, plotek czy szeptów ginęło właśnie w gwarze rozmów, które wypełniały salę? Czy mogłam w ogóle liczyć na to, że usłyszę jeszcze którykolwiek z nich?
Zacisnęłam nerwowo usta w wąską linię, ledwo słuchając Lucille, choć wyraźnie czułam na sobie jej spojrzenie. Nie próbowałam domyślać się, co mogło kryć się za słowami właścicielki 'Express', a w zasadzie brakowało mi już do tego cierpliwości, którą wykorzystałam, wdając się w bezcelową rozmowę z dwiema kobietami. Nie bez ironii zaczynałam zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli będę tutaj tkwiła, moim jedynym sukcesem stanie się zebranie garści drobnych dla potrzebujących. A to zdecydowanie uważałam za kwestię podrzędną.
- Wybaczcie mi, ale nie powinnam zaniedbywać swoich obowiązków - powiedziałam w końcu, jeszcze raz zmuszając się do uśmiechu. Coraz bardziej tracił on na wiarygodności; to nie był dobry znak. - Do następnego razu.
Zanim zdążyły mi odpowiedzieć, ponad falą głosów rozległ się charakterystyczny dźwięk łyżeczki uderzającej o kieliszek, który zwrócił uwagę gości na jedną z organizatorek - Anais Descoteaux. Gdybym nie była sobą, być może czułabym się zaszczycona, mogąc z nią współpracować, ale jej ładna buzia spoglądająca czasem z afiszy nie robiła na mnie najmniejszego wrażenia. Tym razem byłam jednak wyjątkowo wdzięczna Anais, że dała mi powód, by jeszcze szybciej umknąć w tłum pod pozorem chęci wysłuchania jej przemowy.
To były sprytne, ładnie dobrane słowa, które nie wzruszyły mnie w żaden sposób. Przywołałam jednak na twarz maskę smutnej zadumy (może też powinnam była zostać aktorką?), tylko po to, aby zesztywnieć lekko, kiedy Anais wymówiła moje imię i nazwisko. Za bardzo ceniłam sobie anonimowość. Oklaski otoczyły mnie ze wszystkich stron, niebezpiecznie zbliżając się do granicy, za którą ludzie mogliby zapamiętać moją twarz i skojarzyć ją z tymi dwoma nieszczęsnymi słowami, w tym jednym fałszywym.
Mimo to skinęłam głową ze skromną miną, po czym zgrabnie przemknęłam pomiędzy paryżanami, postanawiając uwolnić się choć na moment od tego zgiełku. Planowałam poszukać szczęścia - i dosłownie, i w przenośni - w jednej z sal, gdzie właśnie trwała loteria.

zt., idę losować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Nie Wrz 25, 2016 5:00 pm

Damien nie wiedział jeszcze o wyczynach dwóch panów w kamienicy. To dobrze. Jego nienawiść do tych parszywych psów wzrosłaby nieznacznie. No bo żeby zabić francuskiego obywatela w jego własnym kraju? Niestety, według Niemców Francja nie istniała. Władze nie poruszyłaby chociażby śmierć młodego chłopaka na zbiórce charytatywnej. Tak, Damien powoli zaczynał trzeźwieć umysłowo, i kiedy poczuł na sobie czyjąś rękę, uświadomił sobie że igra z ogniem. 
Spojrzał na trzeciego, do kolekcji, szkopa i obrzucił go lekko przestraszonym spojrzeniem. -Obrażać funkcjonariuszy niemieckiej władzy? Ależ skąd? Przecież to bardzo poważne przewinienie.- Powiedział z całkowitą powagą, ale tak naprawdę znowu się drażnił. Czy Niemiec mógł to wyczuć, no cóż, nie mógł mu zarzucić przyznania się do tego, o co go oskarżył. Więc według prawa, nic mu nie groziło. Ale prawo teraz było inne. Prawo już nie istniało. Jesteś Niemcem- rób co chcesz, wyrażaj swoje zdanie, angażuj się społecznie. Jesteś Francuzem- milcz i ciesz się że nie zabrano ci prawa do życia, jak Żydom. 
Groźba szwaba brzmiała poważnie. Von Lebenfels? Powinien znać to nazwisko? Coś tam kojarzył, ale słyszał już tyle trudnych do wypowiedzenia nazwisk, że nie robiło to na nim wielkiego wrażenia. W każdym razie gościu jest pewnie złym, groźnym Niemcem który pracuje dla dobra III Rzeszy. Czyli nic specjalnego, w każdym razie Renard nie chciał mieć z nimi nic wspólnego. Wystarczy mu to, że znają go Ci dwaj panowie.  
Damien wsadził ręce w kieszenie, i przyjął swoją buntowniczą pozę. W tej chwili Niemcy go obrażali, a on nie mógł nic zrobić. Bolała go jego bezradność. Chłopaka zakuło w serduszku. Niemcy tacy dobrzy, przyszli pomagać Francuzom. Hipokryzja goni hipokryzję.  Najpierw podbijają kraj i karzą żyć przeciętnym obywatelom w sypiących się mieszkaniach, a potem się dziwią że ludzie umierają z zimna i głodu. Największą pomoc okazaliby, wynosząc się z Francji.
Renard już nic nie powiedział. Obserwował tylko Darcy. Kiedy szkopy zaproponowali jej pójście na loterie, poczuł się zobowiązany żeby ją chronić. Przypadkiem zesłał na nią tych dwóch, nie wybaczyłby sobie gdyby coś jej się stało. Ruszył więc za nimi na loterię. Zachowując dystans i wlokąc się, jakby naprawdę nie chciał tego robić. Nie zamierzał spoufalać się z Niemcami, ale też nie mógł spuścić oka z Darcy. 

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Wto Wrz 27, 2016 10:35 am

Mimo że scena znajdująca się w szpitalu nie była tą, do której przyzwyczaiła się Anais, jej wystąpienie zdawało się potwierdzać fakt, że ona sama należy do najwyższej klasy aktorek. Widownia, absolutnie oczarowana krótkim, lecz wyjątkowym przemówieniem, od początku do końca robiła wszystko, czego zażądała kobieta. Paryskie serca skute lodami tegorocznej zimy na moment zostały roztopione, co objawiło się kilkoma kolejnymi datkami do puszki, w której dźwięk rozsypujących się monet zbiegł się z gromkimi brawami zwiastującymi koniec oficjalnego rozpoczęcia. Większa część gości zaraz potem ruszyła w stronę sali zabiegowej, gdzie, zgodnie z zapowiedzią, miała odbyć się loterią. Pozostali dalej raczyli się skromnym poczęstunkiem, od czasu do czasu rzucając uważne spojrzenie Descoteaux.
Samotność kobiety nie trwała jednak długo, bo już po paru minutach w jej stronę z powrotem zmierzała Adalide, tym razem nieco wolniej i ze spokojem tańczącym w jasnych oczach. - Była pani świetna, madame, to wystąpienie było magiczne! - przyznała z rozmarzonym uśmiechem. - Sytuacja już opanowana, nasza zguba jest na miejscu i szykuje się do występu, ale ten może lepiej rozpocząć już po loterii, nie sądzi pani? - zapytała jeszcze, oglądając  się przez ramię. Chyba nawet coś tam zauważyła, bo zaraz potem dodała. - Przepraszam, muszę iść pilnować tej loterii, a panienka Dubois zaraz się tu pojawi - stwierdziła i powróciła do sali zabiegowej, gdzie startowało już losowanie pierwszych fantów.

Tymczasem tajemniczy nieznajomy kontynuował rozmowę z Flavie, która z każdą chwilą wydawała mu się coraz bardziej znajoma. Zanim zdążył jednak odpowiedzieć na jej słowa, wybrzmiała przemowa Anais, którą podsumował oklaskami, szczególnie zwracając uwagę na personalia stojącej obok niego organizatorki. - Czasem przy takich sprawach przydałaby się męska ręka lub po prostu inny punkt widzenia - dodał uprzejmie, znów umyślnie zawieszając wzrok na twarzy kobiety. Nie miał na sobie munduru, mówił płynnym francuskim, a dość przystojna twarz sugerowała, że wiekowo oscylował już po trzydziestce. - Madmoiselle Bernard, najmocniej przepraszam za to, że tak się przyglądam, ale oprócz niesamowitej urody, mam wrażenie, że spotkaliśmy się wcześniej - powiedział w końcu, popełniając błąd, dając za wygraną i licząc na to, że Flavie podpowie mu, w którym momencie swojego życia mogli się poznać. Gdyby kobieta chociaż spróbowała sobie przypomnieć jego twarz, zapewne nie miałaby szansy na odnalezienie go wśród bliskich należących do grona jej lub męża. Może któregoś razu minęli się na ulicy? Może spotkali w sklepie lub w kawiarni?

Juliette  irytowała ta rozmowa oraz sama osoba Lucille, którą usiłowała umniejszyć na każdym kroku. Również Blanche jawiła się jako irytująco naiwna i ślepa istotka. Po przemówieniu nie było więc sensu kontynuować wymiany zdań, tym bardziej, gdy Artois tak bezczelnie obraziła ją w kwestii spóźnionych wynagrodzeń. Kiedy obie rozmówczynie zgłosiły chęć opuszczenia sali, właścicielka Express Cafe też odeszła, zajmując się własnymi sprawami.

- Braun - padło w odpowiedzi na słowa Niklausa. Przez dłuższy moment przyglądał się obydwu mundurowym, którzy w tym otoczeniu powinni umiejętnie utemperować zapędy chłopaka. Skinął więc tylko głową w odpowiedzi na słowa Matthiasa, licząc, że faktycznie to już się nie powtórzy. Kiedy z kolei całą czwórką zaczęli zbierać się w stronę sali zabiegowej, minimalnie stracił nimi zainteresowanie, lecz nie zatrzymywał przed udaniem się na loterię. Przepuścił ich, choć niewątpliwie będzie miał tego dnia na oku Damiena oraz Darcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sro Wrz 28, 2016 8:53 pm

Gdy Flavie usłyszała dochodzący do niej głos Anais, niemalże odetchnęła z ulgą. Wszystko zdawało się być pod kontrolą, zbiórka się rozpoczęła i najwyraźniej wcale nie była potrzebna do rozwiązania drobnego problemu, który pojawił się gdzieś po drodze. Być może po prostu nie doceniała swoich współorganizatorek, nie potrafiąc im odpowiednio zaufać i teraz orientowała się, że może nie jest niezastąpiona. Tak czy owak, była zadowolona z faktu, iż wszystko dawało się poprawnie działać i choć dalej nie mogła jeszcze do końca odpocząć, mając świadomość, iż do zakończenia zbiórki wszystko może się jeszcze zdarzyć, pierwszy krok został już wykonany. W końcu to początki zawsze bywają najtrudniejsze.
Na chwilę przeniosła całą swoją uwagę ze stojącego obok mężczyzny na przemawiającą na scenie kobietę, wsłuchując się w jej słowa i będąc pod wrażeniem tego, jak doskonale Anais radziła sobie w tej roli. Nie miała wątpliwości, iż jej zawód i umiejętności znacznie jej to ułatwiały, jednak nawet pomimo tej świadomości pani Bernard była pewna, iż gdyby nie była jedną z osób stojących za organizacją całego przedsięwzięcia, przemowa Anais z pewnością skłoniłaby ją do czynnego udziału w zbiórce. Było w niej coś, co hipnotyzowało ludzi i sprawiało, że mieli ochotę robić to, o co ich poprosiła. Przynajmniej tak odczuwała to Flavie i liczyła, iż reszta zgromadzonych również nie puści tych słów mimo uszu.
Na dźwięk swojego nazwiska uśmiechnęła się delikatnie, kiwając lekko głową, a gdy kobieta skończyła w ostatniej chwili powstrzymała się od nagrodzenia jej brawami, zdając sobie sprawę, iż wciąż trzyma w dłoniach wszystkie dokumenty, które w tym przypadku ponownie rozsypałyby się na ziemi. Śledziła wzorkiem część osób opuszczających salę i udających się do pomieszczenia, gdzie za chwilę rozpocząć się miała loteria, sama postanawiając pozostać i zaczekać na rozpoczęcie pierwszego występu.
- Być może ma pan rację – odpowiedziała, uśmiechając się w stronę mężczyzny, którego głos wyrwał ją z chwilowego zamyślenia . Jego następne słowa dość skutecznie przywróciły ją na ziemię. Przyjrzała się uważniej jego twarzy i myśląc o jego słowach próbowała przypomnieć sobie, czy kiedyś miała okazję go spotkać. Niestety, jego twarz nie wiązała jej się z żadnym wspomnieniem ani nie potrafiła połączyć go ze znanym jej nazwiskiem – Przepraszam, ale w żaden sposób sobie nie przypominam. Mogę spytać, jak się pan nazywa? – zapytała licząc, iż to w jakiś sposób rozjaśni jej całą sprawę, choć naprawdę w to wątpiła. Nie była jednak podejrzliwa, choć cichy głos w tyle głowy ostrzegał ją przed potencjalnym zagrożeniem, póki co skutecznie go uciszała, mając świadomość, iż być może mężczyzna jedynie się pomylił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Pią Wrz 30, 2016 4:57 pm

/początek

Zbiórka charytatywna. Ranga tego wydarzenia odciskała na wargach mężczyzny uśmiech rozbawienia, zupełnie nie pasujący do sytuacji. Był tutaj poniekąd służbowo, dowództwo najwyraźniej uznało, iż pokazanie się znanej niemieckiej twarzy na imprezie dobroczynnej będzie gestem dobrej woli i solidarności z poszkodowanymi mieszkańcami Paryża. Oczywiście był to nonsens, choć sam Otto nie zamierzał sprzeciwiać się sugestiom przełożonych. Słyszał, że podawany będzie wcale niezły szampan, co samo w sobie było dostatecznym powodem by przywdziać galowy mundur Luftwaffe i rzucić kilka banknotów na rzecz biednych Paryżan. Wcale nie zamierzał ukrywać, że nie sprowadzają go tu porywy wrażliwego serca, dlatego też niespecjalnie krępował się z szerokimi uśmiechami i ciekawskimi spojrzeniami, którymi obdarzał zgromadzony w szpitalu tłum. Oczywiście nawet na ułamek sekundy nie zapomniał przy tym o towarzyszącej mu dziewczynie, której ciepło czuł przy swoim boku. Odwrócił na nią błękitne oczy, nachylając się lekko i zmniejszając przy tym dzielący ich dystans.
- Od kościelnych kadzideł gorszy jest tylko smród środków do dezynfekcji - zawyrokował, ściszając przy tym nieznacznie głos, jakby nie chcąc narażać się na spojrzenia pełne zgorszenia. Wzruszył nieznacznie ramionami, wyprostowując nikłe wybrzuszenie na materiale szaroniebieskiego munduru, którego krój niebezpiecznie przypominał ten właściwy SS-manom. W nocy łatwo było się pomylić. - Napijesz się czegoś, Fräulein? Słyszałem jak mówiono - przekonywano - że mają tu niezłego szampana, co ty na to? Jedna lampka? - dodał, nie chcąc być posądzonym o próbę upicia siostry majora Hatzfeldta. Nie czekając na odpowiedź Sary, zgarnął ze stolika stojącego nieopodal dwa pełne kieliszki i zajrzał w nie z miną pełną wątpliwości. Upewniwszy się, że ich zawartość prezentuje się nienagannie i na pierwszy rzut oka nie zawiera dodatków, których nie powinno w niej być, wręczył szkło dziewczynie. Swoje kilkukrotnie obrócił między długimi palcami dłoni naznaczonej siateczką jasnych blizn, po czym uniósł je i zwilżył wargi, mrużąc leniwie oczy. Szampan był poprawny, tyle można było powiedzieć o jego jakości i to tylko jeśli było się w naprawdę dobrodusznym nastroju, w którym Otto raczej nie często bywał.
- Okłamali mnie - rzucił, odsuwając kieliszek od ust i kręcąc głową, jakby z politowaniem nad własną łatwowiernością. - Za każdym razem mi to robią, a ja zawsze sobie powtarzam "nie, to na pewno był ostatni raz". Powinniśmy byli iść na kolację do Maxim's albo chociaż na spacer, nie lubię szpitali - spędziłem w nich za dużo czasu. - Może chociaż przedmioty na loterii okażą się atrakcyjniejsze od napoi, którymi nas poczęstowano - dodał ze słyszalnym zwątpieniem, rozglądając się ponownie po pomieszczeniu i nie pozostawiając najmniejszych wątpliwości (jeżeli ktoś by jeszcze jakieś miał), że wieczór ten traktował wyłącznie, jako oderwanie od rutyny, która wślizgnęła się do jego życia wraz ze zbyt długim pobytem w Paryżu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sob Paź 01, 2016 8:29 pm

- M-miło to słyszeć - odparła, drżącym głosem, po czym odchrząknęła.
Uspokój się, Rosenfeld!
Zmusiła się do tego, żeby zachować na twarzy choć minimalny uśmiech, który w miarę ten uśmiech przypomina, bo przecież nie mogła zachowywać się podejrzanie w takiej chwili. Tupała nerwowo nogą, czekając tylko na moment, w którym będzie się mogła wyrwać z tego pomieszczenia i uciec od Niemców.
W dodatku po chwili do Damiena przyczepił się kolejny z okupantów, co wywołało już poważny lęk u Darcy i problemy z oddychaniem.
Proszę, nie miej ataku, nie miej ataku, nie miej ataku...
Kurczowo ścisnęła rękaw Damiena, czując się jak mała dziewczynka, ale jednak jakoś ją to uspokoiło, że przynajmniej nie stoi tutaj sama, zwłaszcza nie jako jedyny członek Ruchu Oporu.
Natarczywy Niemiec zniknął, ale za to Niklaus zaproponował wybranie się z nim. A przecież kiedy okupant coś mówi, nawet jeśli udaje uprzejmego, to należy słuchać, prawda? Nie ma się tak naprawdę wyboru!
Być może gdyby była w nieco innej sytuacji, dostrzegłaby, że ci Niemcy zachowywali się inaczej niż zwykli, jednak pod wpływem stresu i potrzeby złapania oddechu ciężko jej szło szybkie kojarzenie faktów.
Podążyła więc grzecznie razem z okupantami w stronę innej sali, rzucając przy okazji Damienowi dość rozpaczliwe dyskretne spojrzenie, mając nadzieję, że jej przyjaciel przynajmniej będzie ją miał na oku.
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Nie Paź 02, 2016 2:45 pm

Gdy Adeline odeszła, do Anais zbliżył się niski, ale przy tym bardzo zaokrąglony jegomość w modnym fraku. Już po chwili kobieta mogła skojarzyć, że ma przed sobą nikogo innego jak samego dyrektora szpitala, posyłającego nieco rozmyte spojrzenie wszystkim dookoła. Gdy witał się z kobietą, złożył mokry pocałunek na jej drobnej dłoni, a oprócz charakterystycznej łysiny widniejącej na głowie, bardzo łatwo można też było wyczuć od niego kwaśny zapach wina. Czyżby wypitego w nadmiarze? - Madame Anais Descoteaux - rozpoczął pełnym chwały głosem, całkiem głośno i wyraźnie. - To zaszczyt, zaszczyt, że możemy panią gościć tutaj, w naszym wspaniałym szpitalu. - Jego małe oczka wlepiały się w postać kobiety, błądząc zaskakująco pewnie wśród jej twarzy. -Czy uczyni mi pani ten zaszczyt i napije się ze mną kieliszek szampana? - zapytał, lecz nie czekając na odpowiedź, jego dłonie spoczęły na  biodrach kobiety, próbując lekko, acz stanowczo przesunąć ją w odpowiednią stronę.

- Edmond Allard - odpowiedział na pytanie Flavie, uśmiechając się ciepło. Myśl, że spotkali się wcześniej nie opuszczała go ani przez moment. - Czy nie należy może pani do grona naszych francuskich artystów? - pytał dalej, licząc, że koniec końców dotrze do tego, gdzie mieli szansę się spotkać. Coś wyraźnie świtało mu w głowie, choć nie potrafił złapać odpowiedniego tropu.

Tymczasem Otto oraz Sara, kosztując wcale nie tak dobrego szampana, zdawali się bawić w swoim towarzystwie bardzo dobrze. Szybko jednak zostało to przerwane przez kobietę w eleganckiej sukni, która, widząc błyszczące kieliszki w ich dłoniach, niemalże biegiem ruszyła w ich stronę. - Nie, stop!- wyrwało jej się nie za głośno, ale zwróciła przy tym uwagę nieopodal stojących gości. Uśmiechnęła się przepraszająco i już nieco spokojniej ruszyła w stronę upatrzonej parki. - Proszę tego absolutnie nie pić - powiedziała już o wiele ciszej, z szeroko otwartymi oczami, jakby racząc się tanim alkoholem popełniali okropną zbrodnię. - To kiepska podróbka, przygotowana, żeby zaoszczędzić na pieniądzach. Państwo absolutnie nie powinni tego pić - stwierdziła twardym tonem, ale również tak, aby nie zwrócić na siebie ponownie uwagi. - My, Francuzi znamy się na winach, ale widzę, że organizatorzy postanowili kompletnie zignorować potrzeby niemieckich gości - westchnęła pełnym irytacji tonem, rozglądając się wokół, jakby upewniając, że nikt nie słyszy rozmowy, która właśnie się toczyła. - Widziałam, że najlepsze trunki zostawili na zapleczu, ale znając chytry zarząd, zapewne nie podadzą go zbyt szybko ani wcale. - Przewróciła teatralnie oczami, ale zaraz potem zreflektowała się. - Ah, przepraszam, że tak na państwa naskoczyłam, po prostu uważam, że to nie godzi się, aby w ten sposób traktować prawdziwych gości. Rozumiem, że paryskie szczury nie zasługują na nic poza tanimi sikaczami, ale przecież nie tylko oni przyszli dziś na zbiórkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Pon Paź 03, 2016 1:43 am

Pewnie gdyby nie nalegania Otto, nie pojawiłaby się tu. Między innymi dlatego, że ojciec chciał, by pokazywała się towarzysko i grała przed wszystkimi dumną i szczęśliwą przedstawicielkę swojej rodziny, właśnie przez to nie przepadała zbytnio za tego typu wydarzeniami. Ale ostatecznie jakoś się przemogła, może pomogła w tym wiedza, że ojca tu nie będzie. Nie będzie musiała z lękiem wypatrywać w tłumie jego twarzy, a to najważniejsze. Im starsza była, tym bardziej zdawała sobie sprawę, że szczerze nienawidzi swojego ojca i pragnie się od niego uwolnić. To nie było takie łatwe, skoro była tylko młodą, samotną dziewczyną. Miała co prawda wsparcie brata, ale nie była pewna, czy to wystarczy nawet mimo jak najlepszych chęci Tobiasa.
Jeśli chodzi o podłoże wydarzenia, Sara nie była zbytnio zainteresowana żadnymi politycznymi zagrywkami, chociaż, rzecz jasna, nie lubiła wojny i wolałaby, żeby do tragedii dochodziło jak najmniej, co w czasach i okolicznościach takich jak te było nierealne. I w dodatku to oni byli najeźdźcami uciskającymi biednych Paryżan. Byli tu obcy, a jednak próbowali, w większości, czuć się zupełnie jak u siebie. Sara też, chociaż tak naprawdę nie chciała być tą złą.
Skupiła się jednak na swoim towarzyszu, niemal ignorując innych ludzi wokół nich.
- Mogę się skusić, skoro już i tak skusiłeś mnie, żebym dotrzymała ci tutaj towarzystwa – zgodziła się, a jej dłoń w jasnej rękawiczce zdobionej koronką zacisnęła się ostrożnie wokół nóżki kieliszka. Otto znał ją na tyle długo, że pewnie zdążył przywyknąć do jej nawyku noszenia rękawiczek nawet w pomieszczeniach. Nigdy jednak nie powiedziała mu, dlaczego je nosi, bo nie lubiła opowiadać o tym, jak naprawdę wygląda sytuacja w jej rodzinnym domu i co robi jej ojciec.
- Też ich nie lubię – rzekła, obserwując jego twarz znad trzymanego kieliszka. – Ale zawsze możemy pójść później w jakieś lepsze miejsce. Chętnie zjadłabym z tobą kolację... Lub obejrzała zachód słońca nad Paryżem. Musisz przyznać, że to miasto jest przepiękne.
Szkoda tylko, że nie przyszło jej poznać go w innych, lepszych okolicznościach.
Wtedy jednak, kiedy już miała napić się szampana, nagle podbiegła do nich jakaś kobieta, krzycząc, żeby nie pili zawartości swoich kieliszków. Sara najpierw spojrzała z konsternacją na szampana, a potem przeniosła spojrzenie na kobietę, zastanawiając się, jakie przyświecały jej intencje, kiedy im przeszkodziła, i czy aby na pewno chodziło tylko o troskę o niemieckich gości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Pon Paź 03, 2016 1:17 pm

Sara była pierwszą osobą, która przyszła mu na myśl, gdy utwierdził się w przekonaniu, że samotne przyjście na zbiórkę nie jest najlepszym pomysłem. Lubił towarzystwo siostry dowódcy eskadry, do której należał i odnosił wrażenie, że i dla niej jego osoba nie jest niemiłą. Dlatego też zachęcał, a wręcz nalegał aby zgodziła się mu towarzyszyć, odnosząc przy tym sukces, wywołujący radosny chłopięcy uśmiech na ustach Langbeina. Trzy długie wojenne lata nauczyły go cieszyć się momentami, w których mógł odciąć się od szorstkiego męskiego świata, gdzie rozkazy i kloaczne żarty definiowały żołnierską codzienność. Nie narzekał na nią, bynajmniej. Był to jego świadomy wybór, którego pomimo chwil zwątpienia nie żałował. Zbyt często.
- Możemy, oczywiście - przytaknął, zatrzymując na ułamek sekundy wzrok na kobiecej dłoni w rękawiczce. Kiedyś ten nawyk nie rozstawania się z koronką dziwił go, chciał nawet zapytać o powód, jednak zawsze coś odwracało jego uwagę, aż zapominał i koniec końców przyzwyczaił się do tego dziwactwa dziewczyny. Prawda na ten temat nigdy nawet nie przeszła mu przez myśl, co mogło świadczyć o tym, że Sara naprawdę dobrze się kryła. Albo on był wyjątkowo krótkowzroczny i zapatrzony w jej ładną buzię, żeby wysnuć właściwe wnioski.
- Dajmy im szansę, jeżeli będzie tak źle jak myślę, że będzie to wyjdziemy - uśmiechnął się, machinalnie gładząc palcami szkło trzymanego w dłoni kieliszka. - Zachód słońca nad Paryżem? Jeżeli tylko masz ochotę, Fräulein. Faktycznie jest piękne, przez dwa lata odkąd tutaj mieszkam zdążyłem zapełnić jego budowlami niejeden szkicownik. Ale to tyle, ciężko czuć się dobrze w mieście, które najchętniej pożarłoby cię żywcem - skrzywił się, mówiąc na głos to co tak wielu Niemców myślało, bojąc się wypowiedzenia tych słów, oszukując się i starając się żyć tak jakby stolica kultury naprawdę należała już do nich. Tresowany dziki zwierz, prędzej czy później miał im odgryźć głowy. Jeżeli tylko na to pozwolą, popuszczając buta z paryskiego gardła.
Chciał coś dopowiedzieć, otwierał już usta, lecz natarczywa obecność nieznanej mu kobiety, kazała mu przedłużyć milczenie. Uniósł brew, patrząc to na Francuzkę, to na kieliszek trzymany w dłoni. Właściwie jej słowa wcale go nie zdziwiły, procedura ta często była stosowana przez organizatorów akcji wszelakich.
- Madame, jest pani niezwykle uprzejma! - zaczął, obdarzając kobietę szerokim uśmiechem. - Spodziewałbym się czegoś więcej po francuskich organizatorach - cóż za gładkie kłamstwo. - Dobrze jednak, że są też osoby takie jak pani, dzięki którym wraca wiara w te paryskie szczury, jak to pani zbyt surowo jak na mój gust określiła siebie i swoich rodaków - w oczach mężczyzny dało się dostrzec jakiś twardy niepasujący do nich wyraz, który jednak szybko zniknął, jakby był tylko przewidzeniem. Brzydził go sposób w jaki kobieta wypowiadała się o swoich krajanach, patrząc na nią nie czuł właściwego okupantom rozbawienia, którym reagowali na próby wkupienia się w niemieckie łaski. A z drugiej strony wiedział, że nie ma prawa jej osądzać. Postawa, którą prezentowała była przecież godna pochwalenia. Nie potrafił jednak powściągnąć języka, uśmiechając się uprzejmie, jakby chcąc tym samym załagodzić wydźwięk poprzednich słów. - Czy mogę liczyć na to, że uda się pani pozyskać dla mnie i mojej towarzyszki szampana, o którym pani mówiła? - zapytał tonem sugerującym, że odpowiedź przecząca nie będzie mile widziana. - Albo chociaż wskazać mi miejsce, gdzie takowy dostanę. Muszę pani przyznać w sekrecie, że źle znoszę na trzeźwo podobne imprezy - dodał, wzruszając szerokimi ramionami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Pon Paź 03, 2016 9:16 pm

Chciałaby powiedzieć, że zabawa trwała w najlepsze, jednak przy takich okazjach było to raczej mało prawdopodobne. Ludzie przechadzali się powoli między salami, dzierżąc w dłoniach kieliszki szampana, prowadząc między sobą osoby i, jak Flavie miała nadzieję, zamierzając przyczynić się do osiągnięcia tego szczytnego celu, dla którego wszyscy się tam zebrali. Przez cienkie ściany szpitala słyszała donośny głos kobiety prowadzącej loterię i miała nadzieję, że nie została tam ona pozostawiona zupełnie samotnie. Flavie najchętniej sama by się tam udała, aby swoim czujnym okiem sprawować chociażby lekki nadzór, jednak wciągnięta w rozmowę z nieznanym jej wciąż mężczyzną czuła, iż nie wypada tak po prostu się od niego oddalić. Choć bez wątpienia nie zamierzała spędzić całego czasu w jego towarzystwie, miała w końcu obowiązki, które chciała wypełnić z jak największą dokładnością.
Intensywnie zastanawiała się nad tym, skąd mogłaby go kojarzyć, jednak nic nie przychodziło jej do głowy. Pamiętałaby, gdyby był znajomym jej męża. Ci ludzie, choć tego nie chciała, samoistnie zapadali jej w pamięć, a on sam nie wyglądał ani nie brzmiał jak ktoś, kto ma niemieckie pochodzenie. Równie dobrze mógł być przecież kolaborantem, swojego ojca też nigdy by o to nie podejrzewała, gdyby nie fakt iż uczynił to, co uczynił, dla własnego i jej dobra oraz korzyści, które czerpał z niefortunnego związku jedynej córki z niemieckim oficerem.
Obecnie nie miała wielu znajomych, a i ich nawiązywanie nie przychodziło tak łatwo jak kiedyś, więc prawdopodobnie spotkali się jakiś czas temu. Może jeszcze przed wojną? Nie miała pojęcia, nie wiedziała, czy do takowego spotkania kiedykolwiek doszło, czy może to jedynie jej nazwisko obiło się o jego uszy i z jakiegoś powodu zapadło mu w pamięć.
- Miło mi pana poznać, monsieur Allard – powiedziała uprzejmie, delikatnie się do niego uśmiechając. Niestety, ta informacja w żadnym stopniu nie rozjaśniła jej umysłu, jego nazwisko było dla niej tak samo obce jak jego twarz i naprawdę zaczynała wątpić w to, czy słowa mężczyzny mają jakiekolwiek odzwierciedlenie w rzeczywistości – Przykro mi, jednakże nigdy w życiu nie słyszałam pańskiego nazwiska – dodała po krótkiej przerwie, aby zaraz potem usłyszeć wzmiankę o gronie francuskich artystów. Czyżby jednak naprawdę ją znał? Nigdy nie była specjalnie popularna, owszem, kiedyś portrety jej matki rozchodziły się po całym Paryżu niczym ciepłe bułeczki, każdy pragnął mieć twarz pięknej madame Bernard na ścianie w swoim salonie, jednak chwała Flavie, zyskana jedynie dzięki popularności i śmierci jej matki, nie trwała zbyt długo. Choć później wciąż sprzedawała swoje prace, aż do wybuchu wojny, gdy jej główny kontakt ze sztuką polegał na malowaniu portretów niemieckich najeźdźców, nigdy nie doczekała się własnej wystawy w chociażby malutkiej, prywatnej galerii. Zawsze jednak o tym marzyła i czasem zastanawiała się, czy gdyby nie wojna, miałaby jakieś szanse na ponowne wsławienie swojego nazwiska, tym razem w innej dziedzinie – Można by tak powiedzieć – odparła na słowa mężczyzny z wyraźnym zaskoczeniem na twarzy – Czy pan również zajmuje się sztuką, panie Allard? - zapytała, chcąc jak najprędzej wyjaśnić całą zagadkę, która pozostawiona w ten sposób z pewnością dręczyłaby ją jeszcze przez długi czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    Sro Paź 05, 2016 10:34 pm

***

Reszta zbiórki minęła bez większych rewelacji - w sali przyjęć odbył się koncert, na którym mniej oraz bardziej początkujący muzycy mogli ukazać się szerszej widowni. Skrzypkowie, pianiści oraz wokaliści w każdym wieku, którzy swoimi występami wzbogacili Paryżan nie tylko kulturowo, ale sprawili, że puszka z każdą minutą wypełniała się coraz szybciej. Obyło się nawet bez większych zgrzytów czy kłótni pomiędzy darczyńcami oraz przedstawicielami władzy obecnymi na wydarzeniu. Może to powaga sytuacji, a może nastrój, który w końcu udzielił się chociaż części uczestników, sprawiły, że wszyscy dotrwali do końca w jednym kawałku, czasem tylko przerzucając znudzone spojrzenia pomiędzy towarzyszącymi im mieszkańcami Paryża? Organizatorzy narzekać jednak nie mieli na co - zebrano nie tylko ogromną kwotę, która wkrótce została przeznaczona komitetowi zajmującym się sprawami nieszczęśliwych lokatorów, ale również ilość zebranych ubrań czy rzeczy osobistych znacznie przerosła ich oczekiwania. Z czystym sumieniem mogli uważać zbiórkę za udaną.



Ze względu na brak zainteresowania wydarzeniem, zostaje ono zakończone. Przykro nam napisać, że było ono dalekie od ideału, ale chyba wszyscy zgodzą się, że nie ma sensu ciągnąć go na siłę. Niestety musimy przez to też odpowiednio Was podsumować:

Anais, dyrektor szpitala oczywiście nie chciał opuścić Cię tylko po jednym kieliszku, ale z pomocą przyszedł Ci brat, który wybawił Cię od wątpliwej przyjemności pozostania w jego towarzystwie. Po zbiórce razem z resztą organizatorek zostałaś dłużej, aby pozbierać i zapakować rzeczy dla mieszkańców zniszczonej kamienicy oraz przeliczyć pieniądze. Za znikomą aktywność (Mistrz bierze pod uwagę zgłoszone nieobecności) oraz piękną przemowę, otrzymujesz 8 punktów.
Nicodème, w pewnym momencie zauważyłeś dyrektora szpitala, który wręcz nachalnie usiłował dotrzymać towarzystwa Twojej siostrze. W porę jednak zareagowałeś, a mężczyzna, zniechęcony konkurencją, opuścił Was już wkrótce. Po zbiórce pozostałeś dłużej, aby pomóc w zbieraniu rzeczy. Uprzednia rezygnacja z eventu została uwzględniona, więc Mistrz nie przyznaje Ci punktów.
Flavie, pomimo usilnych prób skojarzenia mężczyzny, żadnemu z Was nie udało znaleźć się punktu zaczepienia. Dopiero po kilku minutach, jakby coś sobie przypominając, zapytał o nazwisko Twojego męża, lecz zanim zdążyłaś rozwiać jego wątpliwości, okazało się, że musiał zająć się pewną niecierpiącą zwłoki sprawą. Do końca wydarzenia nie pojawił się już więcej. Po zbiórce razem z resztą organizatorek zostałaś dłużej, aby pozbierać i zapakować rzeczy dla mieszkańców zniszczonej kamienicy oraz przeliczyć pieniądze. Za jedną z większych aktywności, a przynajmniej za odpisywanie terminowe, otrzymujesz 20 gwarantowanych punktów i 5 dodatkowych.
André, do samego końca zbiórki udało Ci się zamienić parę słów z napotkanymi osobami, wspomóc nieco potrzebujących, ale nic więcej. Za znikomą aktywność (Mistrz bierze pod uwagę zgłoszone nieobecności), otrzymujesz 5 punktów.
Matthias, Damien, Niklaus zbyt ciekawski Niemiec okazał się jedyną przeszkodzą czekającą na Was na zbiórce, poza tym nic więcej się nie działo, żadna sprawa nie wymagała interwencji ani też szczególnego zainteresowania. Za znikome aktywności (Mistrz bierze pod uwagę zgłoszone nieobecności) oraz w pewnym momencie złamanie zasad obowiązujących na wydarzeniu, otrzymujecie po 5 punktów.
Darcy pozostałaś równie niezauważona, co większość gości, a dzięki temu udało Ci się dotrwać do końca zbiórki. Jednak za brak aktywności oraz często brak zgłoszonej nieobecności, nie otrzymujesz punktów.
Sara, Otto, kobieta, zgodnie z prośbą, "przyniosła" Wam prawdziwego, drogiego, francuskiego szampana, więc wymagające podniebienia dość szybko zostały zaspokojone. Nie przejęła się nawet szczególnie, gdy, w pewnym momencie, jedna z organizatorek nerwowo rozglądała się po sali, zapewne w poszukiwaniu tajemniczej zguby - nie pisnęła jednak nawet słówka na temat tego, czego szuka, więc koniec końców sprawa ucichła, zanim naprawdę się rozwinęła. Z kolei Francuzka jeszcze nieco kręciła się przy wokół niemieckiej pary, ale nie odważyła się więcej podejść, tylko od czasu do czasu zerkając na mundur Otto.
Jesteście chyba najbardziej poszkodowani w tej sytuacji i przepraszamy Was za zakończenie. Niestety nie miałyśmy innego wyboru, ale w zamian i Wam postanowiłyśmy przyznać chociaż po 5 punktów.
Margot, Wolfgang, Yvette za brak udziału w rozgrywce nie otrzymujecie punktów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Sala przyjęć    

Powrót do góry Go down
 
Sala przyjęć
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Opéra :: Szpital Świętej Anny-
Skocz do: