IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Uwertura pod Operą Garnier


Share | 
 

 Uwertura pod Operą Garnier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
cywile
PisanieTemat: Uwertura pod Operą Garnier   Sob Wrz 10, 2016 11:31 pm

Po karku spływają jej powoli kropelki potu, a pierś unosi się w szybkim rytmie. Jest już zmęczona, czuje, że lada moment łydki zaczną jej drżeć z wysiłku. Mimo to wytrzymuje w pozycji póki nie wybrzmi ostatni nuta odegrana przez akompaniatora na wysłużonym pianinie. W sali treningowej przez sekundę jest cicho, a potem z cichym stukotem kilka par stóp opada na podłogę. Choreograf zaczyna wygłaszać swoje uwagi, a tancerki siadają na parkiecie z tak typowym dla siebie wdziękiem. To koniec próby na dziś, więc mogą wreszcie złapać oddech. Élodie przysłuchuje się wywodowi swojego przełożonego, jednocześnie rozwiązując czarne wstążki ćwiczebnych point. Powoli ściąga je z obu stóp i delikatnie rozciera skórę. Po zdjęciu pończochy z pewnym niezadowoleniem stwierdza, że znów schodzi jej paznokieć z dużego palca prawej stopy - Boże, to się chyba nigdy nie zagoi. - wzdycha w myślach z rezygnacją, bez większego żalu. Już dawno przywykła do takich drobnych niedogodności. Wywód choreografa wciąż się ciągnie, ale na całe szczęście nie ma im wiele do zarzucenia i całości bliżej do pochwały niż nagany. Pannie Vestris nie zostaje nic innego jak wykorzystać ten czas - podobnie jak reszta koleżanek zaczyna się rozciągać. Osiem dziewcząt zalega więc na podłodze sali w przedziwnych pozach, a on ciągle mówi i mówi. Wreszcie pada magiczne: "Koniec na dziś" i rozciągnięte, wymęczone baletnice zbierają swoje rzeczy i ruszają do szatni. Élodie odświeża się w łazience i zmienia trykot na parę nieco już podniszczonych pończoch. Ma jeszcze sięgającą kolan spódnicę w pięknym odcieniu turkusu i białą koszulę, której rękawy podwija do łokcia - przez okno widać, że w Paryżu wciąż panuje letnia pogoda. Włosy bez zastanowienia upina w kok i niedbale pudruje nosek, bo na więcej nie ma już dzisiaj siły. Żegna się z koleżankami i rusza do wyjścia dla obsługi, którym zawsze wymyka się po skończonych próbach. Po drodze myśli o tym, że nawet w operze czuć teraz wojnę. Kiedyś potrafiły z dziewczętami rozmawiać tak beztrosko, a dziś wszystkie milczą jak zaklęte!
Z bezgłośnym westchnieniem wychodzi na ulicę. Pochłania ją popołudniowy gwar, w którym czasem można zapomnieć o ciężkich czasach. Póki na horyzoncie nie pojawi się Niemiecki oficer, wszystko wydaje się niemal takie jak dawniej. Tylko, że nic już takie nie jest! Ponure rozmyślania nie opuszczają jej głowy, gdy zmierza w kierunku swojej stacji metra. Ledwie wyszła z opery, a już tęskni za salą treningową, w której potrafił zapomnieć o śmierci ojca, chorobie matki, biedzie i wojnie. Jak gdyby w odpowiedzi na jej tęsknoty, do odgłosów ulicy włącza się niespodziewanie kolejny dźwięk. Élodie zamiera w półkroku i unosi głowę, jak nasłuchująca sarenka. Rozpoznaje rzewny śpiew skrzypcowych strun, a zaraz potem melodię, która zwróciła jej uwagę w pierwszej kolejności. Szuka w tłumie źródła muzyki i szybko dostrzega drobniutką postać dzierżącą instrument. Powinna wracać już do domu, ale bez chwili wahania zawraca w stronę opery i lada moment staje przed młodziutką skrzypaczką. Dziewczyna wydaje jej się ledwie dzieckiem (choć przecież i sama Élodie nie należy do najstarszych) i jest w niej coś niesamowicie urokliwego. Na bladym obliczu baletnicy po raz pierwszy od bardzo dawna pojawia się pogodny uśmiech. Splata dłonie za plecami, lekko przymyka powieki i wsłuchuje się w muzykę. Kiedy melodia dobiega końca uśmiecha się nieco szerzej, próbując nadać swojej twarzy jak najbardziej przyjazny wyraz.
- Czajkowski, prawda? Uwertura do drugiego aktu Jeziora Łabędziego, jeśli się nie mylę. - zagaduje młodą skrzypaczkę. I raczej nie może się przy tym nie mylić: przecież słucha tej uwertury od dwóch miesięcy, w czasie prób na głównej scenie. Wyciąga z torebki kilka franków i dorzuca je do napiwków zostawionych przez innych przechodniów. - Pięknie zagrane. - dodaje jeszcze, bo nawet słuchając Czajkowskiego codziennie, nie może nie docenić kunsztu młodej artystki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uwertura pod Operą Garnier   Nie Wrz 11, 2016 1:08 pm

Czas uciekał przez palce i nie pozostawiał po sobie żadnych wspomnień. Wszystko uległo diametralnej zmianie. Nawet ptaki nie śpiewały tak samo, a słońce, choć otulało ciepłymi promieniami, zdawało się być zimne. Paryżanie gnali i spieszyli się do swoich obowiązków, jakby nieustannie zapominali, że przecież są jeszcze sprawy przyziemne, na które trzeba zwracać uwagę. Żyjąc w pędzie nie da się zauważyć, że kobieta, która właśnie cię minęła, chwilę temu wydawała z siebie ciche jęki rozkoszy, a to tylko dlatego, by dostać więcej chleba dla rodziny. Mężczyzna, który przypadkiem cię szturchnął, nie miał ręki, a to dziecko? Nie zauważyłeś jeszcze, że jest żydem, a mimo to wciąż żyje? Ona zaś widziała wszystko, bo była dobrym obserwatorem, jakby ucząc się na pamięć mijanych osób starała się wyczuć, komu może ufać, a kto z pewnością jest jej wrogiem. Nie odzywała się jednak i była zbyt nieobecna, by komukolwiek pozwolić się do siebie zbliżyć. Bała się. Nowe miejsce. Nowi ludzie. Nowe życie, do którego nie potrafiła się przyzwyczaić. Okupacja była dla niej czymś nad wyraz niezrozumiałym, ale nie umiała z tym walczyć. Nie wiedziała - jak. Dlatego grała na ulicy, a tych typowych melodii mogli się nauczyć przechodnie, którzy na moment lub dwa, zatrzymywali się i nasłuchiwali. Chcieli mieć pewność, czy gra tama sama istota o mętnym spojrzeniu i bladych licach pokrytych czerwienią? Kruczoczarne włosy otulały dziewczęcą buzię, a firana długich rzęs zasłaniała pogląd na odcień obsydianowych tęczówek, które nie zatrzymywały się na żadnym stałym punkcie. Aż do dzisiaj...
Paryż tętnił swoją codziennością, która zdawała się być jedyną, do której zdążyli przywyknąć wszyscy. Słońce było wyjątkowo nieznośne i ściągało promienie na czarny materiał ubrania, które miała na sobie panienka Molière. Zniszczona koszula, która straciła intensywność barwy, a spódnica była już na tyle potargana, że prędzej można było ją wziąć za żebraczkę niż artystkę, która miała przed sobą świetlaną przyszłość. Grała jednak na skrzypcach nie byle jakich, a były one pamiątką po mamie, które nie pozwalały zapomnieć o wydarzeniach z Berlina. Smagała smyczkiem po strunach i wczuwała w melodię, która rozbrzmiewała pod Operą Garnier. Nie było dzisiaj tłumów, ale z pewnością zarobiła na chociaż jedną bułkę. Mieszkając na ulicy, przejściach w kamienicy, a nawet piwnicach, musiała starać się bardziej i tylko muzyka pozwalała na to, by przeżyć kolejny dzień, choć głód doskwierał jej od jakiegoś czasu. Pragnienie również dawało o sobie znać, kiedy to pierwsze kropelki potu pojawiły się na czole, do którego przyklejały się włosy. Oddychała ciężko, bo upał dawał się we znaki nawet tak drobnej istotce jaką była Antoinette, ale moment, w którym dostrzegła smukłą sylwetkę szatynki, uśmiechnęła się mimowolnie. Widziała, że się jej przysłuchuje, a muzyka przepływa przez nią, jakby pieścił ją każdy takt, który tworzyła.
Zaskoczenie wymalowało się jednak na twarzy młodej dziewczyny w chwili, w której nieznajoma podeszła i odezwała się po raz pierwszy. Molière przygryzła jedynie policzek od środka i poczuła jak krew odpływa jej z twarzy, bo przecież od dawien dawna z nikim nie rozmawiała, a kobieta stojąca na wprost odgadła, jakże trafnie, utwór, który wypływał spomiędzy strun starych skrzypiec.
- Tak, nie myli się, mademoiselle - wydusiła z siebie, a ucisk w gardle sprawił, że nie była w stanie wydusić z siebie kolejnych słów. Przestała jednak w końcu i spojrzała na pokrowiec instrumentu, w którym znalazło się parę franków. Nabrała powietrza w płuca, bo to było przecież za dużo, a ona nie umiała przyjąć takiej darowizny. Kucnęła gwałtownie i wyciągnęła wszystkie pieniądze, by zaraz potem zrobić niepewny krok w stronę Élodie i wyciągnąć ku niej dłoń. - Ja... Ja... Ja nie mogę tego przyjąć - szepnęła, bo minęło dopiero kilka tygodni odkąd przekroczyła granicę Francji, podobnie jak Paryża i nie miała w sobie za grosz pewności, że robiła dobrze. Odkąd wyrzekła się ojca i reszty rodziny, potrafiła dać radę sama, ale teraz? Teraz ją to przerosło. - Dziękuję, ale długa droga przede mną, by grać pięknie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uwertura pod Operą Garnier   Nie Wrz 11, 2016 2:01 pm

Czasem ma wrażenie, że muzyka płynie w jej żyłach razem z krwią. I te wszystkie nuty, gamy i oktawy, które najwyraźniej łączą się z hemoglobiną jak tlen, sprawiają, że tańczy. Nadają lekkość jej ruchom i powodują, że każde pas udaje jej się idealnie. Oczywiście to nie działa w ten sposób: perfekcja jej ruchów to zasługa setek godzin spędzonych przy drążku. To nieludzki wysiłek, który od lat wkłada w swoje ciało. Łatwo jej jednak zapomnieć o bólu i trudach, gdy słyszy muzykę. Duchem jest właśnie w operze i szykuje się do drugiego aktu - zaraz podniosą kurtynę, zaraz znów będą tańczyć. Setki par oczu będą śledzić każdy jej ruch, a ona będzie płynąć w tańcu przypominając łabędzia. Trudno się nie uśmiechać do wizji, która rysuje się pod jej przymkniętymi powiekami. Ostatnia nuta wybrzmiewa w powietrzu, smyczek odrywa się od skrzypcowych strun i Élodie znów stoi przed budynkiem Opery Garnier, zamiast w jej wnętrzu. Wokół znów jest gwar paryskiego dnia, a przed nią stoi ta enigmatyczna istota. Jedna brew Élodie mimowolnie unosi się do góry, gdy zagadnięta skrzypaczka blednie jakby przestraszona. Mruga dwa razy nieświadomie okazując w ten sposób swoje zaskoczenie, ale nie przestaje się uśmiechać. Niespodziewanie w jej wnętrzu pojawia się dziwne rozczulenie. Na Boga, cóż za niewinne stworzenie! - myśli sobie. Obserwuje młodą panienkę uważnie, ale nie nachalnie. Jakby mimochodem dostrzega jej podniszczone ubranie (które nie zaskakuje jej specjalnie, bo kogóż teraz stać na nowe stroje?) i szczuplutkie dłonie, w których przed chwilą z taką wprawą dzierżyła instrument. Sama Élodie też jest raczej drobna, ale coś w mocno kościstych nadgarstkach dziewczyny ją niepokoi. Kiedy ostatnio jadła porządny posiłek?
- Skoro nie może tego panienka przyjąć, to nalegam, by potowarzyszyła mi przy kawie. Właśnie skończyłam trening i jestem głodna jak wilk. - zagaduje wesołym tonem, przechylając przy tym leciutko głowę. Uśmiecha się przy tym zachęcająco, zastanawiając się jednocześnie jak mocno jest gotowa naciskać. - Jadać w samotności bardzo nie lubię i chętnie posłuchałabym o tej drodze co przed panną się rozciąga. - dodaje i przyjmuje z powrotem pieniądze, ale nie chowa ich do torebki tylko unosi w dwóch palcach.
- No chyba, że bardzo nie ma panna ochoty. Ale wtedy zostawiam pieniądze. - ultimatum. I co teraz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uwertura pod Operą Garnier   Nie Wrz 11, 2016 3:16 pm

Antoinette zapomniała już dawno, czym jest oddanie się w pełni pasji, która przecież niegdyś sprawiała tyle przyjemności. Teraz była jedynie przykrym wspomnieniem, do którego musiała wracać za każdym razem, gdy smyczkiem przesuwała po delikatnych strunach. Pieściła je z prawdziwym namaszczeniem i oddając hołd temu, co tworzyła. Od pierwszego dnia starała się być autentyczna, ale to płynęło z niej. Z wnętrza, które poranione na wiele sposób, wyrażało chęci do dalszej egzystencji, której pragnęło najmocniej na świecie. Każda delikatna i smutna melodia, jak i ta o mocniejszych taktach i dźwiękach sprawiała, że Tosia otwierałą się silniej i opowiadała nie byle jaką historię i do tego jeszcze zasłyszaną. Co to, to nie! Mówiła o sobie i tym co widziała, ale trzeba było stać się wyjątkowo dobrym słuchaczem, by pomiędzy kolejnymi pięcioliniami odnaleźć ukryty sens. Nie planowała oddziaływać na ludzi, tak intensywnie jak na tę młodziutką baletnicę, ale skoro ona była jedną z pierwszych osób, które odebrały jej muzykę właściwie, to... Kto wie? Może i spotka na swojej drodze kolejnych, którzy pozwolą jej uwierzyć w siebie, tak jak zrobiła to nieznajoma dziewczyna, której młoda skrzypaczka przyglądała się z taką ciekawością. Nie dała jednak tego po sobie poznać, a przynajmniej zawzięcie próbowała unikać patrzenia kobiecie w oczy, by nie stać się zbyt nachalną.
Kolejne słowa zaskoczyły Molière i tym razem nawet nie próbowała tego ukryć. Przygryzła policzek od środka i wypuściła powietrze ze świstem. Tkwiła w Paryżu raptem kilkanaście dni, co nie było zbyt dobrą obroną, bo równie dobrze mogła właśnie wpaść w następne kłopoty, a przecież tak bardzo chciała ich uniknąć. Może lepiej udawać niemowę albo głuchą? To byłoby jeszcze głupsze, wszak już zdążyła się odezwać. Szukała planu awaryjnego, ale ten nie przychodził jej do głowy i dopiero gdy spojrzała na swoje ubranie, uśmiechnęła się mimowolnie.
- Raczej nie jestem dobrą towarzyszką do kawy, mademoiselle - przyznała zgodnie z prawdą, bo przypominała raczej osobę z nizin społecznych, aniżeli kogoś, kogo wpuściliby do ładnej kawiarni. - Cóż to za trening tak panią wykończył? - zagaiła z czystym zainteresowaniem, choć doskonale liczyła się z tym, że chodzi o balet. Była smukła i miała niebywale zgrabną sylwetkę, która pasowała idealnie do tancerki, a świadomość utworu, który grała Antonina jeszcze chwilę temu, z pewnością stawał się dodatkowym argumentem dla potwierdzenia ów tezy. Warunek, który jednak został przed nią postawiony sprawił, że spuściła na moment wzrok i poczuła jak rumieńce oblewają blade policzki.
- Dobrze, będę modemoiselle towarzyszyć - powiedziała niezbyt pewnie, a zaraz potem odwróciła się na pięcie, by wyciągnąć kilka franków z pokrowca instrumentu, sprawdzając tym samym czy cokolwiek uda jej się kupić i wsunęła je do niedużej kieszonki koszuli, którą miała na lewej piersi. Zaraz potem starannie odłożyła też skrzypce i kiedy były zabezpieczone, stanęła na równych nogach. - Ma pani jakieś ulubione miejsce? - choć pytała, to wciąż nie opowiadała o sobie. Wiedziała, że nieznajoma tego wymagała, bo chciała słuchać, ale Antoinette nie była pewna, czy w ogóle chce o sobie mówić. Przetarła jeszcze tylko wierzchem dłoni policzek i usta, a następnie wolnym krokiem szła przy Élodie modląc się w duchu, by czasem się nie potknąć o własne nogi i nie wywinąć orła, jak to miała w zwyczaju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uwertura pod Operą Garnier   Nie Wrz 11, 2016 9:48 pm

Z postawy Élodie bije pewność siebie, tym wyraźniejsza, gdy stoi na wprost speszonej skrzypaczki. Nie ma w niej jednak wyższości ani pychy, bo te dwie cechy nie leżą w jej charakterze. Wychowano ją przecież na skromną i prostą dziewczynę. Po śmierci ojca tym mocniej pielęgnowała w sobie te cechy, jak gdyby próbując uczcić w ten sposób jego pamięć. Chciałaby zrobić coś dobrego. Wyciągnąć rękę do tej dziwnie przestraszonej panienki, która swoją muzyką odgoniła od niej złe wspomnienia. W pewnym sensie próbowała się odwdzięczyć za tą chwilę ulgi dla swego serca. Dlatego mimo nienagannie wyprostowanej sylwetki i uniesionej wysoko głowy, z jej postaci promieniowało ciepło, a oczy spoglądały na ciemnowłosą dziewczynę ze szczerą sympatią. Uśmiechem zachęcała ją do przyjęcia zaproszenia.
- Pozwól proszę, że sama to ocenię. - zaśmiała się cicho, mrużąc przy tym lekko zielone oczy w wyraźnym rozbawieniu. Na pytanie o trening, oszczędny ruchem głowy wskazała na gmach opery, który górował nad nimi, z każdą minutą rzucając na chodnik coraz dłuższy cień. - Jestem trzecią solistką. - wyjaśniła krótko i po jej tonie można było zgadnąć, że nie uważa tego za wielkie osiągnięcie. Gnała ją wielka ambicja i marzyła głównych rolach w największych przedstawieniach, na które wciąż brakowało jej doświadczenia. Wielu uważało, że jak na swój młody wiek zaszła już niezwykle wysoko (wszak dyplom obroniła zaledwie trzy miesiące wcześniej), ale ona sama była jeszcze daleka od satysfakcji.
Z wyraźną uciechą klasnęła w dłonie, gdy dziewczyna przystała na jej propozycję. Uniosła się nawet lekko na palcach (czego zaraz pożałowała, bo ciasne pantofelki uraziły jej zerwany paznokieć) i uśmiechnęła jeszcze szerzej.
- Cudownie! - zawołała, jednocześnie przyglądając się jak muzyczka zbiera swoje rzeczy. - Tu niedaleko jest przytulna kawiarenka, czasem bywałam tam z koleżankami z zespołu. Mają wyborne pain au chocolat. - szczebiotała radośnie, prowadząc ją jednocześnie w stronę wspomnianego lokalu. W jej pełne wdzięku ruchy wkradła się jakaś nowa energia. Od tak dawna nie miała okazji z kimś porozmawiać, kogoś poznać! Ostatnie miesiące upływały jej jedynie na treningach i zmartwieniach. Wcześniej rozrywkowe, chętne do spotkań i plotek koleżanki z zespołu, teraz miały zbyt wiele zmartwień na swoich głowach, by przejmować się Élodie. A ona naprawdę potrzebowała chwili zapomnienia - i żeby było zabawniej, dopiero teraz uświadomiła to sobie z pełną mocą.
Kawiarenka była dosłownie za rogiem, więc dotarły do niej w kilka chwil. Dzwoneczek u drzwi zabrzęczał melodyjnie, gdy wkroczyły do środka. Élodie poufałym zwrotem przywitała się ze stojącym za barem chłopakiem, którego znała z widzenia.
- Dwie kawy i dwie pain au chocolat? - w jej zamówienie wkradła się pytająca nuta, gdy zerkała kątem oka na Antoinette, w razie gdyby ta życzyła sobie coś innego. Gdy zamówienie zostało już złożone, młoda baletnica zapłaciła za całość (pieniędzmi, które wciąż trzymała między palcami) i poprowadziła swoją towarzyszkę do jednego z malutkich stolików. Odłożyła na podłogę ciężką torbę ze strojem treningowym i z wyraźną ulgą przysiadła na krześle.
- Przepraszam jeśli jestem nachalna. - odezwała się zaraz, patrząc na dziewczynę przepraszająco. - Ale Twoja muzyka tak ogromnie poprawiła mi nastrój, że musiałam się jakoś odwdzięczyć. Nie mogłabym tak po prostu odwrócić się i odejść. Ach, i gdzie moje maniery! - jej wypowiedziany łagodnym tonem monolog (w którym zdążyła już porzucić wszelkie grzecznościowe formy) przerwało nagłe klepniecie się w czoło. - Jestem Élodie. - przedstawiła się i jej twarz rozjaśnił kolejny szeroki uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uwertura pod Operą Garnier   Pon Wrz 12, 2016 4:50 pm

Antoinette zaś wyglądała na istotę, która ewidentnie jest zestresowana pierwszą tak niezobowiązującą rozmową. Zapomniała w ciągu ostatnich tygodni, jak to jest być w centrum zainteresowania i przez to nie wiedziała, czy powinna być otwarta, a może lepiej skryta. Przyjemniej obserwowało się nieznajomą dziewczynę, która tak entuzjastycznie podchodziła do życia. Młodziutka skrzypaczka zapomniała czym jest patrzenie przez różowe okulary i ciągle miała w głowie obraz mamy, która szepta do niej po raz ostatni. Trzymała to wspomnienie w sobie i nie chciała o tym zapomnieć, choć koszmary nie pozwalały odpocząć jej duszy, która potargana i nieco zniszczona, wciąż szukała ukojenia. Dawała jej to muzyka, która rozbrzmiewała na paryskich uliczkach i sprawiała, że ludzie słuchali tego, co ma im do przekazania panienka Molière.
Wzruszyła delikatnie ramionami, wszak musiała dłużej pomyśleć, co powinna powiedzieć lub - co w ogóle chce powiedzieć. Nie wiedziała nic o rozmówczyni, toteż otwieranie się przychodziło z większym trudem, ale jeżeli szatynka potrzebowała się wygadać, to Antosia była idealnym słuchaczem. Rzadko kiedy mówiła o sobie, bo budziło w niej to swoistego rodzaju strach przed tym, co niosła wojna. Okupacja Francji zdawała się być więc jednym z koszmarów, które nawiedziały ją każdej nocy, gdy wreszcie udawało jej się znaleźć na kilka godzin schronienie. Nie tylko przed Niemcami, ale też chłodem, deszczem i ewentualną zimą, która niebawem nadejdzie. Sądziła, że zarobi odpowiednio dużo pieniędzy z gry na ulicy i załatwi sobie nieduże mieszkanie, a nawet pokoik, w którym bez obaw będzie mogła się skryć przed światem.
- Z pewnością odniesie pani ogromny sukces, czego oczywiścię życzę ze szczerego serca, mademoiselle - uśmiechnęła się subtelnie. Ledwie cień wygiętych warg przyozdobił blade, nieco zapdnięte lica Antoinette. Wróciła jednak do swojej typowej pozy, zamkniętej w sobie dziewczynki, która wydusiła z siebie o parę słów za dużo. Próbowała walczyć z nieśmiałością i otworzyć się bardziej, ale czuła się bezsilna. Wiedziała, że wkrótce mogłaby zacząć irytować swoją biernością panienkę Vertis, ale przecież nie miała nic złego na myśli.
Szła wolnym krokiem obok dziewczyny i skinęła jedynie głową na wieść, gdzie pójdą. Czuła się niezręcznie, bo jej ubranie było nieodpowiednie, a dokładnie pamiętała czas, kiedy to razem z rodziną często chodzili do dobrych restauracji w Warszawie i Berlinie, a teraz? Pomimo że wcale się nie wstydziła tego jak obecnie żyje, to niepewność wynikała z możliwości wyrzucenia jej na zbity pysk. Tacy jak ona nie byli tolerowani w miejscach, gdzie pojawiali się Paryżanie czy nawet Niemcy. Tosia nie pasowała do ich świata i prawdopodobnie już nigdy nie będzie.
Po przekroczeniu progu kawiarenki spuściła wzrok i przytuliła do piersi futerał ze skrzypcami, byleby nie widać było niedużych dziur, a także plam. Ukradkowe spojrzenia gości nie umknęły jednak jej uwadze i czuła się tutaj jak nieproszony gość, który wtargnął na teren lwa, gdzie zostanie pożarta żywcem.
- Pain au chocolat? - zapytała zaskoczona, a następnie wbiła wzrok w pracownika, który nabijał na kasę wcale nie tanie kawy i bułeczki. Siegnęła do kieszonki na piersi i wyciągnęła parę franków. Zorientowała się jednak, że nie ma wystarczającej kwoty, którą powinna zwrócić baletnicy i przygryzła policzek od środka. - Nie stać mnie na to, proszę pani... - starała się wydusić z siebie tych kilka słów na tyle cicho, by nikt nie skupił się na wypowiadanej frazie. Pokręciła jeszcze głową, bo z każdą mijającą sekundą narastało w niej poczucie beznadziejności, co skutkowało nagłym spięciem wszystkich mięśni. Ruszyła za towarzyszką i usiadła lekko na krzesełku przy niedużym stoliczku i wlepiła ciemne spojrzenie w szybę, za którą ludzie wciąż gnali i spieszyli się do swoich obowiązków.
- Nie, skąd... proszę tak nie myśleć - powiedziała zgodnie z prawdą, wszak Tosia nawet nie brała pod uwagę, że kobieta mogła odebrać swoje zachowanie jako nachalne. To, że sama była wycofana nie czyniło z nieznajomej osoby natrętnej. Przygryzła dolną wargę, kiedy to kawy i talerzyki ze słodkościami znalazły się przed nimi i spojrzała na Élodie. - Antoinette, modemoiselle - skinęła lekko głową i nabrała powietrza w płuca. - To nie jest miejsce dla mnie. Nie wstydzi się pani tego, co pomyślą sobie ci wszyscy ludzie? - zapytała otwarcie, wszak upokorzenia się nie obawiała, a skoro się nie znały, to kto wie - może wszystko jest piękną maską, którą przybierają ludzie, by ją naiwnie oszukać? Była ufna i nie podejrzewała nikogo o nadmierną krzywdę, ale dzisiejszego dnia miała wrażenie, że topi się we własnym strachu.
Dotknęła opuszkami palców ciepłego kubka i uśmiechnęła się bardziej do siebie, gdy przyjemny zapach kawy wdarł się do jej drobnego noska. Czekała aż panienka Vertis upije łyk pierwsza, wszak nie chciała wychodzić na kogoś niewdzięcznego. Przesunęła tez dłonią w stronę baletnicy i pozostawiła parę monet na blacie stołu.
- Jeżeli jeszcze kiedyś się spotkamy, to zwrócę resztę, ale teraz mam tylko tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uwertura pod Operą Garnier   Wto Wrz 13, 2016 8:56 pm

Na miłe słowa odpowiada odruchowo - wdzięcznym ruchem skłania głowę, wykonując jakby nieco okrojoną wersję wyuczonego ukłonu, którym w czasie przedstawień zwykła dziękować za oklaski. Jest to gest pełen szczerej wdzięczności, bo takie słowa zawsze przynoszą jej radość, która nawet teraz błyszczy na dnie jej zielonych tęczówek. Milczenie towarzyszki podczas krótkiego spaceru nie przeszkadza jej ani trochę, zbytnio jest zaaferowana samym faktem, że po raz pierwszy od dawien dawna ma jakieś ciekawe towarzystwo. Nawet przez moment nie przychodzi jej do głowy, że mogłyby zostać wyproszone z kawiarni. Strach pomyśleć co mogłaby wtedy zrobić Élodie! Niechybnie wpadłaby w szał; zaczęłaby wzywać właściciela i głośno wykłócać się o swoje prawa. Była stałą klientką tego miejsca od dobrych kilku lat i nigdy nie pozwoliłaby na takie traktowanie siebie i - co ważniejsze! - swojego gościa. Trudno powiedzieć czy obsługujący je chłopak również nie dostrzegł braków w ubiorze Antoinette, czy może domyślił się, że próba przekonania Élodie do wyjścia może zakończyć się koszmarną awanturą. Powieka mu nawet nie drgnęła, gdy odbierał ich zamówienie, a potem wydawał resztę.
Baletnica przez cały czas kątem oka obserwuje swoją wstydliwą towarzyszkę, a słysząc jej cichy sprzeciw kręci tylko lekko głową. Jasno daje w ten sposób do zrozumienia, że nie będą o pieniądzach (i o tym kogo na co stać lub też nie stać) rozmawiać przy kontuarze. Kiedy idą przez kawiarnię pod obstrzałem spojrzeń innych klientów, nie wydaje się być ani trochę poruszona. Przywykła do natrętnych spojrzeń w okolicy opery, bo przecież jej twarz jest już rozpoznawalna dla miłośników teatru. Można odnieść wrażenie, że idąc z tak dumnie uniesioną głową, próbuje odwrócić uwagę od wyraźnie speszonej skrzypaczki. Z każdą kolejną chwilą dziewczyna budzi w niej coraz silniejszy instynkt opiekuńczy i Élodie gotowa jest zrugać każdego kto tylko krzywo na nią spojrzy.
Kiedy zajmują miejsce usta Élodie układają się w kolejnym ciepłym uśmiechu. Z wyraźną ulgą przyjmuje fakt, że nie została wzięta za natręta. Kiwnięciem głowy dziękuje kelnerowi, który stawia przed nimi filiżanki i talerzyki. Wsypuje do swojej kawy płaską łyżeczkę cukru, ale nim zacznie mieszać zamiera w bezruchu z wyrazem zaskoczenia na twarzy.
- Mon Dieu! - wzdycha z niepokojem wpatrując się w twarz dziewczyny. - Ma petit, skąd w ogóle u Ciebie taki pomysł? Jesteś piękną i utalentowaną dziewczyną, jeśli ktokolwiek tutaj ma jakiś problem z Twoją obecnością to on powinien się wstydzić. - odpowiada szybko, właściwie bez zastanowienia wypowiadając na głos wszystko co jej przychodzi na myśl. - Nie wątp w siebie, Antoinette. I błagam nie tytułuj mnie tak oficjalnie, nie ma ku temu potrzeby. - kończy cieplejszym tonem, a na jej twarz natychmiast wraca uśmiech. Po tym monologu kontynuuje przerwany proces słodzenia kawy, którą zaraz upija z wyraźnym zadowoleniem. Nie mija jednak minuta, a znów na jej twarz wraca wyraz powagi. Stanowczym ruchem odsuwa od siebie pieniądze.
- Absolutnie nie mogę tego przyjąć. Zaprosiłam Cię na kawę i ciastko w ramach podziękowania za piękną muzykę. - oświadcza łagodnym tonem, w którym pobrzmiewa jednak jej wrodzony upór. Ewidentnie nie zamierza dyskutować na ten temat. Byłoby jej wstyd, gdyby zabrała dziewczynie ciężko zarobione pieniądze, szczególnie, że wygląda jakby naprawdę ich potrzebowała. Samej pannie Vestris nie powodzi się ostatnio najlepiej, ale wciąż może sobie pozwolić na takie drobne przyjemności jak zaproszenie kogoś na kawę. Gdzieś z tyłu głowy pobrzmiewają jej również nauki kościelnej katechezy: "Głodnych nakarmić, spragnionych napoić...". Nie mogłaby postąpić inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uwertura pod Operą Garnier   Sro Wrz 14, 2016 12:37 am

Patrzyła na Élodie z niemym zachwytem. Tak bardzo zazdrościła jej tej gracji, swobody, a także delikatnych ruchów, które wykonywała z taką perfekcją. Ona sama zapomniała już czym jest subtelność, bo przecież od tygodni zdawała się być pochłonięta walką o przetrwanie, a nie myśleniem o tym, jak należy się poruszać, by ludzie nie mogli oderwać od ciebie wzroku. Antoinette stroniła jednak od takich sytuacji, wszak była zbyt nieśmiała i niewinna, by ktokolwiek poświęcał jej więcej uwagi niż należało. Nawet kiedy grała, przenosiła się do innego świata, w którym wszystko było piękniejsze i intensywniejsze. Zapominała o publiczności, która wsłuchiwała się w sonaty jakie grała samodzielnie. Smyczek smagał delikatnie struny wiolonczelii, którą trzymała tak pewnie i oddawała się muzyce, która w innej sytuacji mogłaby być dowodem na to, że emocjonalny orgazm istnieje. Czy zatem panienka Molière potrafiła przeżyć miłosne uniesienie z nutami, które wypełniały jej duszę, a nie umiała o tym mówić? Intrygujące doświadczenie, doprawdy.
Spuściła wzrok. Dokładnie w momencie, w ktorym musiały przemierzyć odległość od kontuaru aż do stolika. Kobiety ubrane w piękne stroje i mężczyźni w eleganckim odzieniu przyglądali się biednej dziewczynie, która jeszcze kilka miesięcy temu posiadała pieniądze i pewny status, ale dzisiaj została z niczym. Nie przeszkadzało jej to na tyle, by roztrząsać swoją historię, chociaż gdyby wiedzieli, że jest córką znanej pianistki - Elżbiety Wysockiej, to może nabraliby więcej szacunku? Nie łudziła się jednak. Przeszłość nie miała żadnej ceny, a przecież o jej mamie nikt już nie pisał, odkąd dramat z Berlina został zakopany jak nic nieznaczący kanałowy szczur, którego należy zdeptać, a nie godnie chować.
- Nie chcę żeby pani to źle odebrała, ale ja... - zawiesiła głos, gdy tylko usłyszała falę dwóch komplementów, które zmusiły ją do mimowolnego spięcia i wypuściła powietrze ze świstem. Patrzyła na swoje dłonie, które trzymała tuż przy talerzyku filiżanki i mimowolnie uniosła kącik warg ku górze, jakby w subtelnym uśmiechu, którym chciała uraczyć baletnicę. Nie mogłaby się przyznać, że kilka dni temu została stąd wyrzucona, a przecież miała pieniądze i nie wygląda tak źle jak dziś, a mimo to nie chcieli jej obsłużyć. Ugryzła się zatem w język i uniosła obsydianowe spojrzenie na twarz panienki Vertis i skinęła jej lekko głową, jakby zgadzając się ze słowami, które wypowiedziała. - Przepraszam, to moja pierwsza rozmowa z kimkolwiek od prawie trzech miesięcy - jęknęła żałośnie, a zaraz potem sięgnęła po filiżankę, którą ujęła w dość nonszalancki sposób. Maniery typowo Londyńskie były Antoinette całkiem dobrze znane, wszak gdy mama zabierała ją na spotkania śmietanki muzycznego świata, zdążyła się nauczyć, że najmniejszy palec prawej dłoni winien być lekko odchylony. - Stresuje mnie to - dodała i posłała dziewczynie przeciągłe spojrzenie.
- Och, dziękuję, to naprawdę miłe, że podobała się pani... To znaczy, że podobała ci się moja muzyka - powiedziała spokojnie, a zaraz potem po kolejnym łyku, odłożyła szkło. Czuła jak przyjemne ciepło rozpływa się w niej i sprawia, że od razu nabiera rumieńców na bladych licach. Naprawdę tego pragnęła. - Długo już tańczysz, mademoiselle? W Warszawie mieliśmy często zajęcia z tancerzami w Operze Narodowej... Niezwykłe doświadczenie - na samo wspomnienie rozpogodziła się momentalnie i sięgnęła po czekoladową bułeczkę. - Rzekłabym, że inspirujące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uwertura pod Operą Garnier   Sro Wrz 14, 2016 2:10 pm

Czasy są ciężkie. Okupacja mocno daje się Paryżowi we znaki. Élodie nie pamięta już kiedy ostatni raz mogła pozwolić sobie na zakup nowej spódnicy czy sukienki - zwłaszcza, że ceny materiałów mocno poszły w górę. Na pierwszy rzut oka jej ubrania są w całkiem przyzwoitym stanie, ale jest w tym zasługa jej matki, która nie może opuszczać domu z uwagi na swój stan - ale wciąż ma sprawne dłonie i niebywały talent do ukrywania dziur, przetarć i niechcianych plam. Bez jej pomocy młoda baletnica zapewne nie prezentowałaby się nawet w połowie tak przyzwoicie. Z tego (i z kilku innych także!) powodu uważa, że ocenianie kogoś po wyglądzie to śmieszny wymysł. Antoinette w jej oczach jest kolejną ofiarą tej wojny: dziewczyną, która wnioskując po jej umiejętnościach i sposobie bycia wywodzi się z porządnej rodziny. Cokolwiek jej się przytrafiło, że skończyła grając przed Operą Garnier musiało być straszliwe i nie powinna znosić kolejnych krzywd tylko dlatego, że jej sukienka nie pasowała któremuś z pozostałych klientów. Jeśli ktoś faktycznie miał coś przeciwko, ewidentnie nie znalazł dość odwagi, by wyrazić to na głos. I całe jego szczęście. Élodie z pewnością miałaby używanie na takim delikwencie.
Delikatny uśmiech, który pojawia się na ustach Antoinette wlewa w serce baletnicy radość i ulgę. Być może uda jej się choć odrobinę podnieść morale tej istoty! Takie nieśmiałe i kruche stworzenia muszą mieć ciężkie życie na ulicach Paryża. Élodie nie sądzi, by sama mogła kiedyś znaleźć się w takim położeniu: ma przecież silny charakter i zawzięcie walczy o swoje. A co najważniejsze... ma balet i dzięki temu wierzy, że zawsze będzie mieć swoje miejsce w tym mieście.
- Niczym się nie przejmuj, proszę. - mówi z przejęciem; w naturalnym odruchu sięga przez stół ku jednej z drobnych dłoni Tosi, by serdecznym gestem lekko uścisnąć jej palce. Dotyk trwa zaledwie kilka sekund, bo Élodie nie chce przesadnie naciskać. W jej oczach odbija się teraz smutek, bo myśl o tym, że można przez trzy miesiące nie mieć do kogo otworzyć ust... jest absolutnie przerażająca.
- Żałuję, że nie spotkałyśmy się wcześniej! - kontynuuje po chwili, powracając do swojego pogodnego tonu. - Mogłabym się dłużej cieszyć piękną grą i miłą kompanią! - jej śmiech jest serdeczny i naturalny, wyraźnie cieszy się, że udaje im się ciągnąć lżejszy temat. Upija łyk kawy, a potem ociera serwatką usta.
- Tańczę od kiedy tylko pamiętam. Rodzice zapisali mnie do szkoły baletowej, gdy miałam 7 lat. Od tego czasu nie znam innego życia. - wzrusza lekko ramionami, bo to wszystko prawda. Doskonale słychać w jej głosie, że nie pragnęłaby dla siebie żadnego innego życia. - Ah, Warszawa! Mieszkałaś w Polsce? - dopytuje, mając nadzieję, że nie poruszy tym samym jakiegoś przykrego tematu. Jeszcze przed okupacją wiele się pisało w gazetach o złej sytuacji Polaków pod niemieckim butem.
W oczekiwaniu na odpowiedź skubie palcami słodką bułeczkę. Kawałek unosi do ust, ale nim skosztuje przysmaku na jej wargach pojawia się ślad figlarnego uśmieszku. - Zakazane słodycze są najlepsze. - mówi teatralnie zniżając głos do szeptu. Jej restrykcyjna dieta zakazywała takich rozpustnych smakołyków. Ale Tosia chyba nikomu nie powie, prawda? Z cichym śmiechem zjada pierwszy kęs bułeczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uwertura pod Operą Garnier   Sro Wrz 14, 2016 5:40 pm

Świat podzielił się na zwycięzców i przegranych. Ci, którzy ponosili porażkę wcale nie uplasowali się na liście okupanowanych. To zepsuci do szpiku degeneraci doprowadzili ludzi na skraj załamania i sprawiali, że nie widzieli sensu życia. Antoinette doskonale to znała. Czuła na ulicach Paryża ból i cierpienie, któremu się przyglądała odkąd tylko przekroczyła granicę. Berlin pochłonął najważniejszą w jej życiu osobę, a mimo to stała o własnych siłach, choć nieco pokrzywiona, bo nie wiedziała co należy zrobić. Grała na skrzypcach i wymazała kreska po kresce obraz, który miała przed oczami za każdym razem, gdy przytulała się do zimnej ściany, kiedy oczywiście znalazła otwartą bramę wejściową na klatkę w kamienicy. Często była przeganiana i to było niewiarygodne, że mimo wszystko ludzie nie mogli nawzajem na siebie liczyć, a ona sama? Miała potężne serce, które przygarnęłoby każdego, wszak nie była obojętna na krzywdę i empatia, którą w sobie pielęgnowała zdawała się być na tyle duża, że nawet Niemiec nie mógłby tego złamać.
Przyglądała się więc panience Vertis z taką ciekawością i zaintrygowaniem, jakby była okazem, który należy zbadać. Z każdą chwilą czuła się pewniej, choć spojrzenia gości wciąż gnały do ich stolika. Zaskakującym było jednak, że Tosia przestała na to zwracać uwagę, bo była zbyt pochłonięta rozmową z dopiero co poznaną dziewczyną. Uśmiechnęła się nawet szerzej, bo sposób ekscytacji Élodie był nad wyraz rozczulający. Serce zatrwożyła jednak obawa, że już nigdy się nie spotkają, a przecież tak bardzo potrzebowała w swoim życiu osób pogodnych, radosnych i przywracającyh wiarę w to, że i ona znów zacznie się uśmiechać.
- Przyzwyczaiłam się, że jestem ulicznym szczurem i nie przeszkadza mi to, ale tej blondynce za tobą wyjdą zaraz oczy na wierzch - powiedziała ze stoickim uśmiechem, a ten wredny uśmieszek wykrzywił spierzchnięte wargi Antoinette. Potrafiła przecież pokazać rogi i nigdy nie kryła się w swoich prawdziwych osądach, a skoro baletnica pozwoliła jej na to, by poczuła się pewniej, to chciała się otworzyć. Po raz pierwszy od dawna.
- Jestem dość charakterystyczna dla Paryżan, więc może uda ci się mnie znaleźć następnym razem? Obiecuję przygotować dla ciebie specjalny repertuar - zaproponowała i upiła kolejny łyk kawy, który smakował naprawdę dobrze. Nie lubiła oczywiście kofeiny, ale dzisiaj pragnęła mieć w ustach cokolwiek, co napełni na parę dni jej żołądek. Kiedy więc Élodie zaczęła opowiadać o swojej karierze, Tosia nerwowo przygryzała dolną wargę, jakby chcąc tym złagodzić rozszalałe serce, które tak nierównomiernie uderzało.
- Niebawem zapewne będziesz podbijała światowe sceny - rzuciła entuzjastycznie, a w chwili, w której padło pytanie o Warszawę spuściła wzrok. - Tak, urodziłam się w Polsce, ale moi rodzice przenieśli się na dwa lata przed wojną do Berlina, a teraz jestem tutaj - przyznała, choć ominęła kwestię ojca, mamy, rodzeństwa. Nie zamierzała do tego wracać, bo przecież dla nich Antoinette zapewne nie żyła. Wygodne życie u boku Baptiste'a było wygodniejsze niż przyznawanie się do siostry, która gardzi wojną i tym do czego doprowadziła ludzi.
- Nie możesz jeść takich rzeczy? - spytała zaskoczona, a zaraz potem wydęła nieznacznie usta. - Całe szczęście, że trafiłaś na mnie. Chowam w sobie wszystkie sekrety Paryża, a jeśli chcesz... - zawiesiła głos i nachyliła się nieznacznie, a następnie szepnęła w sposób iście konspiracyjny. - To zdradzę ci jeden albo dwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uwertura pod Operą Garnier   Pią Wrz 16, 2016 3:34 pm

Panna Vestris bardzo lubi kawiarnię obok opery, ale czując na sobie nieustanne spojrzenia dochodzi do wniosku, że może to najwyższa pora poszukać sobie nowego ulubionego lokalu? Tutejsza klientela zaczyna ją poważnie irytować, a to już pewne osiągnięcie - wszak nachalne spojrzenia są dla młodej baletnicy codziennością. Teatralno-taneczny światek Paryża jest zaskakująco niewielki. Wszyscy wszystkich znają, wszyscy wszystko wiedzą. Élodie myśli, że gdyby patrzono  tylko na nią (choćby i z pogardą!) z łatwością mogłaby to zignorować. Jednak ostrzał oceniających spojrzeń koncentruje się na Antoinette i to tylko potęguje irytacje tancerki. Trudno powiedzieć co takiego ma w sobie młoda skrzypaczka, że budzi w Élodie tak silny instynkt opiekuńczy...
- Och, cóż to by było za nieszczęście jakby zaraz tego pożałowała. - wzdycha przeciągle, a na jej wargi wpływa leniwy uśmieszek. Coś zmienia się w jej postawie; brodę ma teraz mocniej uniesioną, a oczy zmrużone pogardliwie. Głośno odstawia filiżankę na spodeczek i odwraca się w stronę wspomnianej blondynki. Nawet nie próbuje się z tym kryć, wręcz przeciwnie! Każdy jej ruch jest wystudiowany, ocieka drwiną i ściąga uwagę siedzących najbliżej klientów. Élodie ewidentnie odstawia właśnie przedstawianie, a ludzie kochają patrzeć. Obrzuca blondynkę oceniającym spojrzeniem: od głowy, po czubek bucika widoczny pod stolikiem. Zaraz potem spogląda jej wyzywająco w oczy i parska śmiechem. - Totalne bezguście. - orzeka, gdy odwraca się z powrotem do Tosi i na Boga, nawet nie udaje, że zniża głos. Znów unosi filiżankę i zza jej brzegu puszcza do swojej towarzyszki perskie oko. W głębi duszy ma nadzieję, że to wystarczy, by zabawić gawiedź i nareszcie dadzą im spokój.      
- Będę szukać, obiecuję. - zarzeka się wracając do swojego ciepłego tonu. Mimo to w jej ramionach wciąż widać pewne napięcie. Nadal jest zirytowana, ale złych emocji nie kieruje nawet przez moment w stronę panny Molière. Śmieje się krótko na wspomnienie o podbijaniu scen i w odpowiedzi niedbale wzrusza ramionami. - Chciałabym. - rzuca i nie kontynuuje tematu zbyt zajęta myślami o zagranicy. Ona sama nigdy nie opuściła Paryża na dłużej niż tydzień. Był zbyt zajęta tańcem, by myśleć o podróżach. Treningi zajmowały przecież niemal cały jej wolny czas.  
- W takim razie zwiedziłaś spory kawałek Europy. - mówi tylko, bo intuicja podpowiada jej, że to nie najlepszy temat. Urywa drugi kawałek bułeczki i wkłada go z namaszczeniem do ust. Czekolada rozkosznie rozpływa się po języku.
- Może nie tyle nie mogę, co nie powinnam. - odpowiada, gdy już przepije kęs łykiem kawy. Na jej wargi znów wpływa ten leniwy, koci uśmieszek. Pochyla się w stronę Tosi ze cichym śmiechem. - Kocham sekrety. - mruczy z rozbawieniem, a oczy błyszczą jej radośnie. Kto by się spodziewał, że będzie tak zabawnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Uwertura pod Operą Garnier   Pon Wrz 19, 2016 3:40 pm

Antoinette zaś doskonale rozumiała te wszystkie spojrzenia. Była do nich przyzwyczajona, jakby stały się codziennym elementem jej jestestwa. Oceniał ją każdy, bo nie pasowała do śmietanki towarzyskiej, która królowała na paryskich ulicach. Należała do nizin społecznych. Żebraków i chorych na Tyfus, choć nie kwalifikowała się do żadnej z tych grup. Choroba nie zmogła młodziutkiej skrzypaczki, a jedynie brak dostępu do tych wszystkich luksusów jakimi były czyste ubrania, ciepła woda i łóżko czyniła ją niezbyt znaczącym pasożytem. Świadomość jednak tego, że ludzie nią gardzą, była powodem do dystansu, który stał się naturalnym odruchem obronnym. Milczenie wcale jej nie przeszkadzało, a samotność? Czymże ona była?
- Pożałowała? - zdziwiła się i przygryzła policzek od środka. Nie wiedziała, co tak naprawdę panienka Vertis ma na myśli i to wzbudziło w niej obawę przed ewentualnymi kłopotami. Przestała też zwracąć uwagę na pracowników kawiarenki, którzy przyglądali się Łucji, bo coraz bardziej wyłączała swoją świadomość na temat tego, co działo się dookoła. Przełknęła jedynie głośniej ślinę, gdy dostrzegła jak Élodie obraca się w stronę blondynki, a każdy jej ruch jest tak pięknie wykończony, jakby wciaż tańczyła i była na scenie, w swoim żywiole. Nabrała powietrza w płuca i wydała nieco policzki, bo sparaliżował ją wydźwięk całej sytuacji, która zmusiła ją do spuszczenia mimowolnie wzroku na kubek kawy. Piekły ją policzki od wstydu i tego, że ktoś taki jak pełna wdzięku i klasy nieznajoma baletnica, staneła w obronie dziewczyny, o której nic nie wiedziała.
- Nie powinnaś tego robić... - powiedziała ledwie słyszalnie i przygryzła dolną wargę, która powoli zaczynała nabrzmiewać pod wpływem nieprzyjemnych uszczypnięć. Starała isę uspokoić oddech, a tym bardziej serce, które uderzało gwałtownie, jakby tylko to miało obecnie znaczenie, bo emocje zaczęły ją powoli zalewać, a niepewność górowała nad wątłym ciałem dziewczęcia.
- Wiesz, że jeśli czegoś bardzo mocno chcesz, to jesteś w stanie to otrzymać? Wystarczy, że uwierzysz - uśmiechnęła się mimowolnie i wzruszyła lekko ramionami. Uniosła niepewnie obsydianowe tęczówki na towarzyszkę i dostrzegła jak goście kawiarni po raz pierwszy od kilkunastu minut nie wlepiają w nie ciekawskich, oceniających spojrzeń. W jakiś sposób przyniosło to ulgę panience Molière, która tonęła w poczuciu winy, że tancerka o świetlanej przyszłości pokazuje się z kimś takim jak ona.
- Nie miałam wyboru. Mój brat jest starszy, siostra także. Ojciec podjął decyzję i wyjechaliśmy do Paryża, a wcześniej mama zadecydowała, że przeprowadzka do Berlina pozwoli jej na realizację marzeń i spełnianie się w karierze - wyjaśniła pospiesznie i upiła kolejny łyk, choć bułeczki wcale nie jadła. W głowie ułożyła plan, że przede wszystkim - weźmie ją na później. - Nikomu nie powiem, że złamałaś swoje ograniczenia - zapowiedziała i nachyliła się nad stołem. - Powiem to w sekrecie, ale musisz pamiętać, że powinien zostać u ciebie - szepnęła i puściła do brunetki oczko. - Mąż tej blondynki walczy na froncie, a ona gości w łóżkach Niemców. Niegdyś była szanowaną aktorką, ale dzisiaj kojarzona jest jedynie ze stroną okupantów, o czym zapewne jej małżonek nie wie... - wydusiła z siebie na jednym wydechu i wróciła do przeprostowanej pozycji, gdzie miała lepszy pogląd na to co sie działo w kawiarence. - Ludzie mieszkający na ulicy wiedzą dużo więcej, dlatego jeszcze żyję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Uwertura pod Operą Garnier   

Powrót do góry Go down
 
Uwertura pod Operą Garnier
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: poza grą :: Archiwum-
Skocz do: