IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Baby it's cold outside


Share | 
 

 Baby it's cold outside

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
cywile
PisanieTemat: Baby it's cold outside    Pon Wrz 12, 2016 1:31 am

Setki dłoni głośno i entuzjastycznie oklaskują zespół tancerzy z Opery Garnier. Czy to powietrze drży, czy może to ona trzęsie się z tych wszystkich emocji? Nie jest pewna. Jednak razem z resztą tancerzy kłania się po raz kolejny nim ciężka, aksamitna kurtyna opadnie, kryjąc ich w gęstym półmroku. Wraz z ostrym światłem reflektorów znikają resztki opanowania i wszyscy zgodnie wznoszą radosne okrzyki. Świąteczny pokaz "Dziadka do orzechów" okazał się sukcesem. Wszyscy gratulują sobie nawzajem. Élodie ze łzami w oczach ściska pierwszą solistkę, Vivienne, a potem razem ze wszystkimi rusza w stronę garderoby. Dopiero kiedy zaczyna wyplątywać się z kostiumu dociera do niej jak ogromnie jest niewygodny. Obszyty błyszczącymi ozdobami strój Cukrowej Wróżki w kilku miejscach obtarł ją niemal do krwi. Wcześniej była zbyt podekscytowana, by się tym przejąć (zresztą chyba nawet tego nie czuła). Rozsadza ją duma - zatańczyła swoją pierwszą solową partię na premierze! Wielu obawiało się, że reżyser przesadnie ryzykuje obsadzając tak młodą tancerkę w roli, ale ona była pewna, że da radę. Kilka koleżanek pogratulowało jej już doskonałej roboty, a z tego co widziała reżyser też zdaje się zadowolony. Oczywiście trzeba jeszcze poczekać na recenzje w gazetach, ale Élodie jest dobrej myśli. Dała z siebie wszystko i owacje, które otrzymała szumiały jej w głowie znacznie bardziej niż mogłyby to zrobić bąbelki szampana rozlewanego właśnie do kryształowych kieliszków. Zespół planuje świętować jeszcze przez przynajmniej godzinę, ale ona nie może sobie na to pozwolić. Szybko przebiera się w ciepłe, wygodne ubrania i żegna się z towarzystwem, życząc im na odchodne radosnych świąt. W drodze do wyjścia dla obsługi, owija się dokładnie szalikiem i zaraz wychodzi w chłodną, grudniową noc. Wciąż ma na sobie mocny sceniczny makijaż, który dziwnie wyostrza jej delikatnie rysy twarzy. Nie ma też czapki na głowie, bo wyplątanie z włosów dziesiątek wsuwek, które utrzymywały w miejscu jej koka zajęłoby decydowanie zbyt wiele czasu. Jej twarzyczkę przez cały czas rozświetla niesamowicie szeroki uśmiech, który ułatwia dostrzeżenie pod całą tą charakteryzacją młodziutkiej panny Vestris. Od razu dostrzega w oddali sylwetkę kuzyna i niemal w podskokach rusza w jego stronę. Po kilku krokach, nie bacząc na śnieg, unosi ramiona w górę i w zimowych butach wykonuje całkiem zgrabny piruet. Zatrzymuje się tuż przed Michelem, wystudiowanym ruchem opuszcza ręce i właściwie w naturalnym odruchu przyjmuje pozycję wyjściową do dalszych ćwiczeń. Brakuje jej tylko drążka i pointów, a jak nic zaczęłaby znów tańczyć. Zamiast tego unosi tylko głowę, by móc spojrzeć w przystojną twarz ulubionego kuzyna. Oczy błyszczą jej ekscytacją.
- Widziałeś? - pyta niemal podskakując w miejscu z radości. - Widziałeś mnie na scenie? Na samym środku? Podobało Ci się, Michel? - kolejne słowa wypadają błyskawicznie z jej usteczek. Oczywiście dostrzega eleganckie ubranie Michela i domyśla się, że zarówno on, jak i cała reszta jej rodziny (z rodzicami na czele) skorzystała z biletów i podziwiała jej debiut. Nie umie jednak zapanować nad emocjami, czuje się trochę jakby była pijana, a przynajmniej tak sobie zawsze ten stan wyobrażała. Wpatruje się w niego niecierpliwie, wyczekując odpowiedzi jakby był co najmniej najważniejszym krytykiem w Paryżu. Nie ruszy w kierunku domu póki nie usłyszy jego opinii! Ale zaraz potem będzie mogła tam chyba pobiec albo nawet polecieć! Co wydaje się nieco niemądrym pomysłem po blisko trzygodzinnym przedstawieniu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Baby it's cold outside    Pon Wrz 12, 2016 3:10 pm

Balet sam w sobie nigdy go nie interesował, prawdziwą przyjemność z obcowania z tą formą sztuki czerpał wyłącznie, gdy to Elodie wkraczała na scenę, aby niepodzielnie zawładnąć jego uwagą. Nie potrafił oderwać od niej zachwyconego spojrzenia, kiedy płynnymi pełnymi gracji ruchami czarowała publiczność. Była zachwycająca, wręcz hipnotyzująca! Nie trzeba było jej znać żeby wiedzieć, że kochała to co robiła, że taniec był jej całym życiem. Oparł podbródek na dłoni, patrząc jak aksamitna kurtyna opada na scenę, ukrywając tancerzy przed spojrzeniem oniemiałej publiczności, która zaledwie po ułamku sekundy utonęła w oceanie oklasków. Dołączył się do nich, uśmiechając się do rodziców i szepcząc entuzjastyczne pochwały pod adresem kuzynki. Widział jak ciotka ukradkiem ociera pojedynczą łzę i ściska w dłoni palce męża, na którego twarzy można było dostrzec dumę. Tak, to był pierwszy duży sukces Elodie i wszyscy byli tego świadomi. Przed nią było jeszcze wiele podobnych chwil, tego był pewien. Ręczyłby za jej sukces, okupiony godzinami katorżniczych ćwiczeń, hektolitrami wylanego potu i łez. Podniósł się ze swojego miejsca, wygładzając klapy eleganckiej marynarki i nachylając się do policzka matki, aby ucałować go na pożegnanie i zapewnić, że razem z Elodie pojawią się na świątecznej kolacji jak najszybciej będzie to możliwe. Szybkim, sprężystym krokiem opuścił powoli zbierające się do wyjścia towarzystwo, mając nadzieję, że przed wejściem do Opery wciąż stoi staruszek sprzedający cięte kwiaty. Marzył mu się bukiet jasnych różowych róż, którym mógłby obdarować kuzynkę. Wyciągając portfel z kieszeni płaszcza, uśmiechnął się do mężczyzny, który mimo przejmującego mrozu wciąż cierpliwie czekał na klientów. Miał sporo czasu, wiedział, że zanim dziewczyna pozbiera się po występie minie jeszcze dobrych kilkanaście minut. Wręczył staruszkowi banknot, życząc udanego wieczoru i ściskając bukiet kwiatów w dłoni odzianej w drogą skórzaną rękawiczkę, ruszył w stronę wyjścia z Opery. Przystanął niedaleko niego, wpatrując się w drzwi, zza których miała wychynąć baletnica. Roześmiał się w głos, gdy tanecznym krokiem zbliżyła się do niego, robiąc w międzyczasie piruet. Skłonił się przed nią głęboko i wyciągnął dłoń, podając do jej słodkich rączek róże.
- Byłaś zachwycająca, ma chouchou - zaśmiał się ponownie, gdy nareszcie dała mu dojść do słowa, zawieszając spojrzenie jasnych oczu na dziewczęcej buzi płonącej zdrowym rumieńcem radości i podekscytowania. Mon Dieu, czy ten wieczór mógł być bardziej czarowny? Owszem. - Zapraszam cię na szampana, musimy uczcić twój wielki dzień! - objął ramieniem jej szczupłą kibić, kierując ich kroki w stronę uliczki, którą mogli dojść do kabaretu 'Folies Bergère'. Nie przejmował się tym, że w domu czekała na nich cała rodzina zaproszona na świąteczną kolację, miał ochotę oblać sukces kuzynki i ani myślał zmieniać swoich planów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Baby it's cold outside    Pon Wrz 12, 2016 6:31 pm

Miała jakieś siedem lat, gdy przybiegła do matki ze łzami w oczach i pociągając ją gwałtownie za spódnicę dopytywała czy to prawda, że Michel wcale nie jest jej bratem. Zdaje się, że pokłóciła się wtedy o coś z Damienem i zagroziła mu, że powie o wszystkim ich bratu, na co usłyszała odpowiedź: "ale przecież on nie jest Twoim bratem". Jej malutkie serduszko niemal pękło wtedy na pół i do dziś doskonale pamięta, że był to moment, gdy z całą mocą uświadomiła sobie, że w pewnym sensie zawsze będzie sama. Matka otarła jej wtedy łzy i zapewniła, że choć faktycznie nie są rodzeństwem, to wciąż łączy ich wspólna krew i zawsze będą rodziną. Kłótnia z młodszym z braci Mora szybko poszła w zapomnienie, gdy Michel usłyszał o całym zajściu i przywołał ich oboje do porządku. Élodie z całym swoim uporem wciąż tytułowała go braciszkiem i przez kolejne lata z niesłabnącym zapałem zabiegała o jego względy. Był dla niej wzorem do naśladowania i autorytetem w każdej dziedzinie życia. I gdyby miała być szczera musiałaby przyznać, że jego pochwały znaczyły dla niej więcej niż świetne recenzje krytyków, których spodziewano się w pierwszej poświątecznej gazecie. Pokraśniała z dumy, gdy wręczył jej bukiet i wyraził swoje - jakże wyczekiwane! - zachwyty.
- Jak się cieszę, jak się cieszę! - wykrzyknęła z przejęciem, a potem w kolejnym przypływie emocji wycałowała go francuskim zwyczajem w oba policzki. Kwiaty zaborczo przycisnęła do piersi, jakby nie całkiem wierząc, że faktycznie są dla niej (choć przecież już nieraz dostawała bukiety na urodziny!). Dziś jednak nic nie wydawało jej się rzeczywiste. Miała wrażenie, że unosi się przez cały czas dwa centymetry nad ziemią. Pewnie nawet nie zostawia śladów na śniegu! - Bardzo dziękuję za kwiaty, są piękne. - dodała jeszcze, a potem ze śmiechem na ustach dała się poprowadzić... nieważne gdzie! W jego towarzystwie mogłaby pójść choćby i na koniec świata, nie lękając się przy tym o swoje bezpieczeństwo.
- Czuję się tak jakbym już teraz była pijana. - wyznała mu teatralnym szeptem, który zrujnowała zaraz kolejnym wybuchem śmiechu. Zdążyła już zapomnieć, że czekano na nich z kolacją (zresztą wątpliwe było, by zdołała cokolwiek zjeść w najbliższym czasie). Spacer w towarzystwie Michela i wspomniana lampka szampana wydawały się iście królewskim zakończeniem wieczoru. Na co dzień zaciekle stroniła od alkoholu, ale dziś należała jej się chyba mała dyspensa, prawda? Wszak pierwsza solówka to wielkie wydarzenie! Na moment skryła nos w różach, by nacieszyć się ich zapachem. Potem westchnęła z rozmarzeniem i oparła głowę na ramieniu kuzyna.
- Za dwa - a góra trzy! - lata, moje nazwisko będzie na afiszach w dniu premiery. - zapowiedziała i bynajmniej nie była to czcza przechwałka, ale jej konkretny plan, z którym nigdy się nie kryła. Zawsze przecież celowała wysoko. Ambicję mieli we krwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Baby it's cold outside    Wto Wrz 13, 2016 6:41 pm

Ciężko było oderwać spojrzenie od jej jasnej buzi i promiennego uśmiechu, którego widok zawsze (bez wyjątku!) wprawiał Michela w dobry, jeśli nie wręcz szampański nastrój. Elodie cechowała się rzadko spotykaną u ludzi energią, dlatego też zupełnie nie dziwił się uwadze, którą przyciągała. Nawet teraz gdy obejmował ją ramieniem dostrzegał, jak ten i ów odwraca za nimi głowę. Za nimi to zdecydowanie za dużo powiedziane i nawet Mora nienawykły do skromności musiał przyznać, że to nie on był powodem poruszenia, a co najwyżej adresatem zazdrości i... podziwu? Znał to uczucie, sam niekiedy spoglądał w ten sposób na mężczyzn towarzyszących wyjątkowo urodziwym czy charyzmatycznym kobietom, zastanawiając się co też mają w sobie takiego, że te postanowiły obdarować ich swoim zainteresowaniem. Żywe klejnoty - skarby, z którymi ciężko było się rozstawać. Pochylając głowę w kierunku kuzynki, uśmiechał się delikatnie, nie przerywając potoku słów spływających spomiędzy kształtnych dziewczęcych warg. Mógłby słuchać jej całymi godzinami, milcząc i jedynie przytakując, bądź podpuszczając nowymi pytaniami, na które musiałaby szukać odpowiedzi. Taki stan rzeczy trwał niezmiennie od lat, zmieniając jedynie częstotliwość uczuć, którymi darzył swoją cioteczną siostrę.
- Moja ty skromna kaczuszko - zaśmiał się głośno, zwracając tym uwagę kilku przechodniów, co najzwyczajniej w świecie zignorował. Paryż tego wieczoru był ich, a cała reszta przestała mieć znaczenie. Jakby tandetnie to nie brzmiało, tak właśnie było. - Będę siedział w pierwszy rzędzie, jako najwierniejszy fan! - obiecał, przykładając wolną dłoń do piersi.
Nie wyśmiewał jej słów, ba!, szczerze w nie wierzył. Była nieprzeciętnie uzdolniona, pracowita i młodziutka, świat największych scen stał przed nią otworem, Mora nigdy w to nie wątpił. Czasami zazdrościł jej ogromu pasji, choć sam mógł pochwalić się kilkoma zainteresowaniami oraz sukcesami w tychże odnoszonymi, jednak daleko było mu do Elodie i jej miłości, którą darzyła taniec.
- Twoi rodzice każą mnie wybatożyć, gdy dowiedzą się, że zagarnąłem cię całą dla siebie - westchnął boleśnie i bardzo przekonująco, chowając dłoń do kieszeni płaszcza. Opuścił nieco podbródek, wsuwając nos w czerwony wełniany szalik i spoglądając na kuzynkę z troską. Skoro jemu było zimno, to co dopiero jej ubranej znacznie lżej? Nie, podekscytowana występem na pewno nie czuła przenikliwego chłodu, co jednak nie znaczyło, że biegając z gołą głową po mieście nie mogła się rozchorować. Była to ostatnia rzecz, której by pragnął, dlatego przyśpieszył kroku, licząc że kuzynka nadąży za nim bez większych problemów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Baby it's cold outside    Sro Wrz 14, 2016 1:31 am

Zapewne to kwestia wywołanego emocjami roztargnienia (a może w przeciwieństwie do niego miała nieco więcej skromności?), bo zupełnie nie zwróciła uwagi na spojrzenia rzucane w ich stronę przez przechodniów. Jej świat ograniczał się teraz do oszałamiająco intensywnej woni róż i dłoni, które wciąż odrobinę drżały jej z przejęcia. Na szczęście emocje, które jeszcze moment temu zdawały się unosić ją na ziemią, powoli ustępowały satysfakcjonującemu zmęczeniu. Echo oklasków cichło w jej głowie i coraz bliżej była powrotu do rzeczywistości. Nie obawiała się jednak tego spotkania ani trochę, gdyż jak chyba nigdy wcześniej... to co było jej życiem dosłownie zachwycało. Miała pełną świadomość, że to wszystko wydarzyło się naprawdę - nawet jeśli podczas pobytu na scenie zdawało się zaledwie pięknym snem. Obecność Michela, który chciał świętować z nią ten bardzo rzeczywisty sukces, tylko ją w tym upewniała. Cieszyła się, że czuje wokół siebie silne ramię kuzyna. Było drogowskazem, prowadzącym ją na ziemię. A co więcej: w razie, gdyby nogi zaczęły jej się plątać, on na pewno uchroni ją przed upadkiem na ośnieżony chodnik! Ach no właśnie! Pada śnieg. Nie dało się dłużej zaprzeczać, że panuje grudzień i to raczej chłodny. W miarę jak oddalali się od opery coraz dotkliwiej zaczynała odczuwać mroźne powiewy wiatru i niemal żałowała, że nie ubrała czapki.
- No ja mam nadzieję. - obruszyła się, wydymając lekko usteczka. - Jeśli opuścisz choć jedną premierę obrażę się śmiertelnie. - zagroziła surowym tonem, który rujnował jednak wkradający się na jej wargi złośliwy uśmieszek. - No chyba, że przyślesz mi w zastępstwie Mathieu...- dodała zaraz i znacząco zawiesiła głos. W jej oczach pojawił się psotny błysk, ale trudno orzec czy bardziej bawiło ją droczenie się z kuzynem, czy może wyobrażone spotkanie z jego przyjacielem. Najprawdopodobniej zostanie to jej słodką tajemnicą!        
- Och, niczym się nie martw, mon frère. - uspokoiła go ze śmiechem, klepiąc pieszczotliwie rękę, którą ją obejmował. - Powiemy im dokładnie to co zawsze powtarzam, gdy zasiedzę się przy kawie do później nocy: "choreograf zatrzymał nas dłużej". - końcówkę wyrzekła z tą samą udręczoną miną, którą zawsze prezentowała swoim rodzicielom. - Koniec końców wszyscy będą biadolić nad tym jak długo musiałeś na mnie czekać przy tak okropnej pogodzie. - orzekła wyraźnie dumna ze swojej przebiegłości. Uśmiechała się przy tym tak szeroko, że zabawnie marszczył jej się nosek. Bez większego trudu przyjęła szybsze tempo marszu. Z utęsknieniem wypatrywała jakiegoś schronienia przed przykrymi warunkami pogodowymi. Oby było już niedaleko!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Baby it's cold outside    Pią Wrz 16, 2016 2:43 pm

Zawiesił spojrzenie na płatkach śniegu wirujących w powietrzu, światło miejskich latarni podświetlało je, dodając im uroku i czyniąc ten wieczór jeszcze piękniejszym. Mora lubił zimę, było w niej coś magicznego, a zarazem surowego i niepokojącego. Ostrego i delikatnego, skrajności zawsze go przyciągały, rozmycie granic było według niego nijakie. Zapach róż, chrzęst śniegu pod podeszwami butów i szczebiot ślicznej Élodie, a w perspektywie szampan i muzyka - do tych kilku rzeczy ograniczał się w tym momencie jego świat. Czuł się lekki, nogi same niosły go w kierunku kabaretu, którego był stałym bywalcem. Wiedział, że w świąteczny wieczór repertuar będzie specjalny, choreograf już przed dwoma miesiącami bił się w pierś, że zaskoczy wszystkich i Michel chciał być tego świadkiem. Z rozmyślania na temat gatunku szampana wyrwało go imię przyjaciela padające z ust towarzyszącej mu dziewczyny. Łypnął na nią okiem, dostrzegając bez trudu złośliwy uśmieszek kwitnący na jej pełnych wargach.
- Godne zastępstwo - zaśmiał się, wcale nie zbity z pantałyku, choć ciekaw ile było prawdy w jej zainteresowaniu Bernardem. Złowił błysk w dziewczęcym oku i pokręcił głową, uśmiechając się przy tym z rozbawieniem. Mała kokietka, przeszło mu przez myśl.
Światła kabaretu zachęcająco rozbłysły na końcu ulicy, a spomiędzy warg Michela razem z ciepłą mgiełką wyrwało się ciche westchnięcie. Spacer w towarzystwie kuzynki był dla niego przyjemnością, jednak znalezienie się razem z nią w lokalu, w którym będzie można rozgrzać ścierpnięte dłonie, miało być doznaniem zdecydowanie większego kalibru. Kiedy zimno bezlitośnie kąsało każdy odsłonięty skrawek ciała, wdzierając się nawet za poły wełnianego płaszcza, niewiele więcej od ciepła było w stanie go uszczęśliwić. Stając przed wejściem do kabaretu, otworzył ciężkie drzwi, przepuszczając w nich Élodie i dopiero wtedy samemu wszedł do środka.
- Mon Dieu, mów mi tak więcej, a zacznę podejrzliwie reagować na każde twoje słowo, podstępna lisiczko! - wrócił do przerwanej rozmowy, pomagając dziewczynie ściągnąć z ramion płaszcz, który to razem ze swoim okryciem wierzchnim oddał pod opiekę szatniarzowi. - Chodź, zobaczymy czy mój ulubiony stolik jest może wolny - lekkim ruchem ramienia skierował ją w odpowiednim kierunku, rozglądając się ponad głowami tłoczących się wokół ludzi. Widać nie tylko oni postanowili tego wieczoru nieco się zabawić, zamiast usiąść do syto zastawionego świątecznego stołu. Znaczy, stop! Mora miał szczery zamiar zjawić się na rodzinnej kolacji, wprowadzając jednak do harmonogramu nieznaczne opóźnienie.
Prowadząc kuzynkę w stronę zwykle zajmowanego przez niego stolika z niezadowoleniem dostrzegł, że ten już jest niestety przez kogoś zajęty. Zmarszczył blade czoło, nie przejmując się niepowodzeniem i odsuwając dla niej krzesło przynależne do stolika znajdującego się nieco bardziej na uboczu, dalej od sceny. Może to i lepiej? Prywatność też była w cenie.
- Nie daj się nikomu porwać - poprosił i odszedł w stronę długiego baru, gdzie zamówił butelkę dość drogiego, nie była to byle jaka okazja!, szampana. Zajęło mu to dosłownie chwilę, znacznie krócej niżby mieli czekać na kelnerkę uwijającą się po sali z zaangażowaniem małej mrówki, lecz powoli poddającą się pod wpływem wciąż napływających gości. - Pozwól, że dzisiaj ja będę twoją obsługą, mademoiselle - stanął przy prawym ramieniu Élodie, stawiając przed nią kryształowy kieliszek i nalewając do niego schłodzonego alkoholu, na którego powierzchni raźno buzowały bąbelki. Niejeden kelner mógłby mu przy tym pozazdrościć wdzięku! Zadbawszy, aby dziewczynie niczego nie brakowało, zajął miejsce na przeciwko niej i uzupełnił zawartość własnego szkła.
- Za twój sukces, będący początkiem wielkiej kariery - wzniósł kieliszek do góry, spełniając prosty i treściwy toast. Odchylił się lekko w krześle, wyraźnie odprężając się i zlewając spragnione gardło szampanem, którego cena wołała o pomstę do nieba. To był wieczór Élodie; nie mógł zadowolić się podrzędnym sikaczem, którego zwykle zamawiał z Mathieu, gdy liczyła się bardziej ilość niż jakość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Baby it's cold outside    

Powrót do góry Go down
 
Baby it's cold outside
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: poza grą :: Archiwum :: Karty Postaci-
Skocz do: