IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Wieża Eiffla


Share | 
 

 Wieża Eiffla

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Wieża Eiffla   Sob Lip 02, 2016 1:16 pm



Wieża Eiffla

Zbudowana w roku 1889 specjalnie na światową wystawę, miała upamiętnić setną rocznicę rewolucji francuskiej oraz zademonstrować możliwości techniczne jednego z ówczesnych gigantów gospodarczych, jaki stanowiło to państwo.
Obecnie położona w zachodniej części, nad Sekwaną, stanowi najsłynniejszy obiekt architektoniczny w mieście, symbol Paryża, a niekiedy również całej Francji. Znana na całym świecie ze względu wspaniałe widoki na Paryż, jakie roztaczają się z góry "żelaznej damy". Szczególnie często uczęszczana była (bo władze niemieckie nakazały zamknąć ją dla odwiedzających) więc nie tylko przez turystów, ale również zakochanych podziwiających miasto zdające się leżeć u ich stóp. Ulotne poczucie wielkości, władzy, wiatr targający włosy - to wszystko, co ściągało gości na szczyt wieży zniknęło bezpowrotnie razem z pojawieniem się flagi ze swastyką powiewającą na szczycie. Obecnie jedyną oferowaną przez nią usługą zajmuje się restauracja znajdująca się na pierwszym piętrze. Niestety nie należy ona do najtańszych, a i wszelkie kolacje muszą być odpowiednio wcześniej rezerwowane.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Czw Wrz 22, 2016 6:02 pm

Sobotnie popołudnie zbliżało się coraz bardziej. Pamiętała o tym, że umówiła się z monsieur Schulzem, bo tak naprawdę była mu to w jakiś pokrętny sposób winna, ale obawiała się tego spaceru. Doskonale wiedziała, że Mathieu czy Michel byliby wściekli, a o Łukaszu nie wspominajac, ale przecież nie czuła żeby robiła cokolwiek złego, a jeśli nawet, to... Żyła własnym życiem, na które nikt nie powinien mieć wpływu. Zaufała w intencje Matthiasa i to, że nie umiałby skrzywdzić niewinnej i bezbronnej osoby, dlatego wyszła z inicjatywą, która miała pozwolić im spędzić czas na zwykłej rozmowie, a dodatkowo spacerze, pomimo że pogoda temu nie sprzyjała. Mroźne powietrze i śnieg nie były najlepszym kompanem w przechadzce, ale młodziutka dziewczyna otuliła się szczelnie dużym szalikiem i starała się powstrzymać reakcje organizmu na chłód, który ją paraliżował.
Szła wolnym krokiem w kierunku Wieży Eiffle'a, aż w koncu dostrzegła jedną z najpiękniejszych budowli. Kręciło się tu wielu żołnierzy, a także ludzie, którzy ciągle gdzieś gnali. Artyści tkwili porozrzucani po placu, a muzyka rozbrzmiewała w każdym zakamarku serca Paryża. Ona sama nie zdecydowała się na wzięcie skrzypiec, bo przecież nie chciała dzisiaj w żaden sposób psuć szansy, którą dała Matthiasowi. Zamierzała go wysłuchać, a dodatkowo zrozumieć zachowania, których podejmowali się okupanci, ale czy aby na pewno było to coś istotnego? Mieli różne poglądy i zapewne nie powinna próbować wpływać na jego zdanie, ale była zbyt ciekawska i bezczelna. Niestety.
Zjawiła się kilka minut wcześniej i po raz pierwszy przestała myśleć o ostatnich spotkaniach, które zmusiły ją do zrobienia spowiedzi w głębi serca. Nie miała pojęcia, co jest dobre bądź właściwe, ale najważniejsze stało się to, by pozwolić płynąć pewnym wydarzeniom, które zdeycodwanie należały do grupy tych nigdy niekończących się. Antoinette miała jednak swój pomysł na najbliższe dni, co było oczywiste i to właśnie dzięki temu nie spoglądała ciągle na zegarek, jakby ufając, że Matthias zjawi się tutaj niebawem i nie będzie się bawił jej naiwność, która powinna w końcu wepchnąć ją do grobu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Czw Wrz 22, 2016 6:10 pm

Ten cały "wyrzuty sumienia" to kutas. I był to kutas, który głęboko wżerał się w Matthiasa nie pozwalając mu normalnie funkcjonować porażając jego zmysły i paralizując normalne myślenie. Ciężko było funkcjonować, gdy daje się mu pożywkę w postaci morderstwa dwójki bezbronnych ludzi. Nie byli oni niewinni - wszak ten mężczyzna strzelał do Matta, postrzelił Siwka i zabiłby jego ukochanego brata tylko dlatego, że chciał zdobyć broń. Broń, którą chciał zdobyć tylko po to, żeby strzelać do następnych ludzi. Ale ten mężczyzna był bezbronny. Uciekał, ufny w pierwotne instynkty - bieg jego zdaniem miał ocalić życie. Matt wołał, krzyczał, chciał żeby ten się zatrzymał, chciał żeby stanął, chciał żeby skończyło się to bez rozlewu krwi, ale najwidoczniej nie mogło. Nie mogło się to skończyć inaczej, więc się nie skończyło. Pistolet wystrzelił, kule sięgneły celu. Ołów bije mięso, tak jak nożyce biją papier. Celem tym nie był uzbrojony przeciwnik, a bezbronny człowiek. I to nie jeden. Dwójka bezbronnych ludzi. Czuł się jak morderca, za którego zdecydowanie się nie uważał (a przynajmniej bardzo nie chciał!). Nie chciał mówić o tym Antoninie, przynajmniej nie na początku spotkania - miał nadzieje na miłą, towarzyską schadzkę. Mogło to być jednak zdecydowanie utrudnione - mimo tego, że Matt był zołnierzem, to co zrobił pozostawiło bliznę na jego psychice. Nikt zdrowy na rozumie nie przeżywa od tak zabicia dwójki ludzi. Matt był zdrowy na rozumie. Jeszcze.
Sobota przyszła szybciej niż się tego spodziewał, dlatego też, pomny upomnienia Łucji ubrał się po cywilnemu. Chciał nie wyróżniać się z tłumu dlatego też założył zwykły grafitowy garnitur na który narzucił czarny gruby, wełniany płaszcz. Było przecież zimno. Łatwo było trafić w okolice Wieży Eiffla, z powodu tego, że znajdowała się tam Wieża Eiffla. Była ogromna. Jedna z największych kup złomu jakie Matthias miał przyjemność oglądać. Nie podziwiał jej, bo skupił się na szukaniu w tłumie małej skrzypaczki, jak zwykł w myślach nazywać Tosię. Jak ją powitam? Witaj, madame! Zabiłem dwójkę bezbronnych ludzi - zasłługuję na medal? - słabe. Madmouiselle, jak uważasz, czy plamy krwi na moich dłoniach doskonale skomponują się z Twymi karminowymi ustami? - trochę lepiej, ale Matt zdawał sobię sprawę z powagi sytuacji. Nie był szczęśliwy z powodu tego co zrobił, ale nie miał wyboru. Powie o tym Łucji. Może jak się wyspowiada to będzie troche lżej na serduchu? Wypatrzył ją i w kilku krokach zmniejszył dystans między nimi do akceptowalnego. Rok mieszkania w Polsce sprawił, że przejął część z polskich obyczajów, dlatego też jeśli ta wystawiłaby doń dłoń, schyliłby się do niej markując pocałunek - wszak tak należało witać damę, kobietę którą się szanuje. Jeżeli miało być to miłe zwiedzanie Paryża, chciał być na tyle miły, na ile mógł. Dzień dobry, madam - zagaił, po czym wypalił może nieco bezmyślnie - uznałbym ten dzień za piękny, gdyby nie to, że wiem jak wielu osobom brakuje dziś ciepłych ubrań. - powiedział coś, co było prawdą. Zima (a teraz marzec, który na zimę wyglądał) bardzo mu się podobała, a osoby na froncie wschodnim nie były na nią przygotowane. Mówiło się o wszechobecnych odmrożeniach i amputacjach nimi spowodowanych, dlatego też sam zainwestował w swój płaszcz - wojskowego nie odebrał nawet z magazynu, bardziej potrzebny był chłopakom w okopach. Patrzył na nią, cały dygocąc - czy to z zimna, czy z nerwów, nie wiedział sam. Chciał jej to powiedzieć, ale bał się... czego? Tego, że powie, że zrobił źle? Zrobił! Ona nic nie może. Może tylko płakać, krzyczeć... nic nie zmienić. A jednak to od niej chciał usłyszeć, że nie miał wyjścia. Czy to usłyszy? Znał odpowiedź na to pytanie, ale absolutnie nie chciał sie do niej przyznawać, bo, niestety, musiał się z nia zgodzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Pią Wrz 23, 2016 5:39 pm

Nie przypuszczała, że w ciągu tych kilku dni stało się coś, co mogło zachwiać jej wiarą. Zaufała otwarcie słowom Matthiasa i sądziła, że jest szczery wobec fraz, które zastosował w stosunku do niej. Zrobił to celowo, a może chciał uśpić jedynie czujność dziewczyny zbyt ufnej i naiwnej, by w najmniej oczekiwanym momenice wbić ostrze w zbyt głupiutkie serce? W głowie Antoinette z pewnością nie pojawiły się takie scenariusze, bo przecież jakby nie patrzeć, była zbyt zajęta ostatnimi wydarzeniami, które powoli zaczynały ją przerastać. Słyszała o zbyt wielu przesłuchaniach, a obawa o życie przyjaciół rosła codziennie, jakby nie potrafiła im w pełni uwierzyć w to, że dadzą sobie radę i nic złego się nie stanie. Byli brawurowi i ją samą trzymali raczej na dystans względem ewentualnych sprzeciwów okupacji, ale Tosia miała swój pomysł na jutro i wiedziała, że bez względu na wszystko, to za Francję jest gotowa zginąć. W końcu to Niemcy rozpoczęli wojnę, okupację i zabójstwa niewinnych, a sami? Uważali się za tych, którzy walczyli w imię czegoś wyższego, dobrego. Wcale tak nie było i Molière zdawała sobie z tego sprawę, bo przecież prawda była taka, że w dniu, w którym przyjechali prawie całą rodziną do Paryża, Francuzi już zapominali czym jest wolność. Cierpiał na tym każdy, nawet mieszkańcy III Rzeszy, którzy sprzeciwiali się hitlerowskiemu terrorowi, ale niewielu było takich, którzy mówili o tym głośno. Styczek czy rozstrzelanie przy ścianach płaczu? Co im tak naprawdę groziło za sprzeciw nazistowskiej władzy?
Tkwiła w jednym miejscu i jedynie co jakiś czas przebierała nóżkami, bo chłód zdawał się być nieznośny. Potrzebowała trochę ciepła, a przecież kiedy wiatr zacinał, to czuła jak policzki zaczynają piec i robią się coraz bardziej czerwone. Bladość skóry kontrastowała też z czarnymi oczami i długimi rzęsami, które tworzyły gęstą kurtynę, a na tej osadzały się płatki śniegu. Karminowe usta wykrzywione w lekkim uśmiechu i ta pogoda ducha, która biła od niej na każdym kroku, a dzisiaj zdawała się być spotęgowana niż każdego normalnego dnia. Nie wiedziała skąd to się wzięło, ale była pewna, że nic złego się nie stanie.
Kiedy Matthias pojawił się obok i tak jak obiecał, był pozbawiony niemieckiego munduru, poczuła ulgę. Przygryzła policzek od środka, bo nie spodziewała się takiej kurtuazji, dlatego skinęła lekko głową, by następnie wsunąć przemarznięte dłonie w kieszenie płaszczyka.
- Monsieur... - odpowiedziała na uprzejmość mężczyzny, a zaraz potem zastygła w bezruchu, gdy padła wzmianka o ciepłych ubraniach. - Sam pan widzi jakie szkody niesie za sobą wojna, ale chyba nie będziemy o tym rozmawiać? Nie chciałabym po raz kolejny obrazić żołnierza III Rzeszy - powiedziała spokojnie i wzruszyła lekko ramionami. Nie zamierzała dopuszczać do takiej wymiany poglądów jak ostatnio, bo przecież nie brała pod uwagę, że parę dni temu z jego ręki zginęli ludzie, którzy uciekali i chcieli się ratować. - Jak się panu podoba Paryż?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Sob Wrz 24, 2016 3:40 pm

Jemu samemu nie było zimno. Matt wyszedł na spotkanie z Tosią w swoim ciepłym płaszczu, dlatego też przykro mu było na myśl, że jego mała przewodniczka będzie dziś marznąć. Prawie tak przykro, jak na myśl o... tym, co zrobił i o czym wolał nie myśleć. Chciał od tego uciec, ale nie potrafił - wiedział, że prędzej czy później będzie musiał się jej do tego przyznać. Zagadała ona dość uprzejmie, jednak bardzo szybko unikając tematów na które i on nie chciał rozmawiać. Sam nie wie czemu zagaił w ten sposób... wojna była zbyt wszechogarniająca, by mógł porozumiewać się na inny temat? Starał się o niej dziś nie myśleć, ale wojna była wszędzie. W niemieckich mundurach na ulicach, w strachu w oczach ludzi którzy słyszeli jego niemiecki akcent i wreszcie w wielkiej fladze powiewającej na, dziś wyłączonej za wyłączeniem restauracji (co też nie zdarzało się za pewne za czasów sprzed okupacji), monumentalnej wieży Eiffla. Paryż? To miasto... minęło się z moimi wyobrażeniami - odpowiedział z uśmiechem - rozumie pani, spodziewałem się stad pięknych kobiet lekkich obyczajów, muzyki dobiegającej z każdego mieszkania i ogromnej ilości przepysznego jedzenia. Jak na razie, najpyszniejszym co tu jadłem była strucla mojej kochanej siostrzyczki, kompletnie niezwiązana z Paryżem - powiedział jakby to miał być najlepszy żart na świecie. Jak żartować gdy przed chwilą zabi.... Jak o tym nie myśleć, gdy ciągle się o tym myśli? - jak na razie muzyki słyszę tu mało, a same panny lekkich obyczajów nie interesują mnie aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać powinny niemieckiego żołdaka - powiedział o sobie dość pogardliwie. W tej chwili gardził sobą zdecydowanie bardziej niż "dość", jak mógł zrobić coś takiego? Jednak... coś każe mi tu być. Co jest takiego w Paryżu, że chce się tu być, madam? Oczywiście, poza garnizonowym przydziałem - powiedział z uśmiechem. Ten żart też był słaby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Nie Wrz 25, 2016 5:37 pm

Nie chciała już o tym myśleć, jakby świadomość wojny sprawiała zbyt wielki ból. Oczekiwała zmian, a nie ciągłego płaczu i smutku, który spowijał większość francuskich serc. Antoinette wierzyła w lepsze jutro, jakby tylko to jej pozostawało, ale prawda była zupełnie inna. Okupacja dopiero się rozpoczęła i zbierała swoje żniwo. Każdego pojedynczego dni widziała listy ofiar, które wisiały na ścianach. Niemoc była najgorsza, ale przecież nie musiała otwarcie walczyć, by pewnego razu uderzyć w najmniej oczekiwanym momencie.
Zimno nie było strasznie, choć zdecydowanie nieprzyjemne. Głównie przez wzgląd na chłód i zacinające płatki śniegu, które raz po raz osiadały na rzęsach, ustach i policzkach.
- Każdy próbuje przetrwać jakoś ten czas, a słyszałam, że francuskie kobiety, które goszczą w niemieckich łóżkach mają lżej - i, pomimo że mogła być to plotka, tak przecież w każdej znajduje się gram prawdy. Nie wiedziała więc czy nie są to zbyt śmiałe stwierdzenia, ale zasłyszał je podczas życia na ulicy i nie mogły być na tyle wyrachowanym kłamstwem. - Och, monsieur Schulz, nasze potrawy są po prostu okupacyjne... Nawet żabie udka przypominają bardziej niemieckie patyki, aniżeli przysmak francuskiego podniebienia - odpowiedziała spokojnie, a filuterny uśmiech przyozdobił dziewczęcą buzię. Spojrzała jeszcze przekornie na mężczyznę, bo ewidentnie krytykowała kuchnię III Rzeszy, ale robiła to tylko dlatego, że nigdy nie przepadała za kulturą żywieniową w Niemczech.
- Ludzie potrafią się zakochać w Paryżu od pierwszego wejrzenia i choć wojna odbija się echem od kamieniczek, to przecież walczy i pokazuje, że nas - francuzów - nie stać na niewolę... Z drugiej strony jest to miejsce, które potrafi odmienić człowieka - nie spodziewała się tego, z czym walczy wewnętrznie Matthias, ale jedno było pewne - widziała w jego oczach zadumę, toteż pospiesznie zmieniła temat. - Idziemy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Nie Wrz 25, 2016 7:51 pm

Jak nie mówić o wojnie, gdy wszędzie jest wojna? Gdy w radiu - wojna, w prasie - wojna, w życiu - wojna. Na ulicach żołnierze i matki, bądź żony, żołnierzy. Wojna stała się elementem codzienności, do którego Matt zaczął przywykać. Nie mógł przywyknąć tylko do myśli o tym, że sam był jej elementem. I to tym złym, zbrodniczym elementem. Oczywiście, że mają lżej. Co zrobisz? - zapytał Antoniny. Nie chciał, żeby to zabrzmiało zbyt... pogrążająco Niemców i Francuzki, ale musiało tak zabrzmieć. Mniej chętnie wyda się na śmierć kobietę, która grzeje twoje łoże. Ten pogląd jest dość logiczny i jestem w stanie zrozumieć to podejście wśród zarówno Niemców jak i Francuzek. Sam nie muszę go stosować, bo wydawanie na śmierć niewinnych kobiet nie jest moją domeną - no, Matt, żeś dojebał. Właśnie zabiłeś absolutnie niewinną, bezbronną kobietę! Ona nie miała broni! Nie mogła NIC zrobić! Kurwa mać. Ale sytuacja była jaka była, a przeszłości się już nie zmieni. Kto ma prawo żyć? Ona, czy Niklaus? Niklaus żyje, i to jest chyba najważniejsze, prawda? Prawda? Matt uratował brata, zrobił dobrze. To oczywiste, że zrobił dobrze, przecież ratowanie brata to nic złego! Mógł zginąć, gdyby tego nie zrobił, więc to zrobił - trzeba było to zrobić! Myśli Matta mnożyły się bardzo szybko i powoli zaczynały przestawać być logiczne. Nie chciał dostać pierdolca. Kąśliwą uwagę dotyczącą niemieckiej kuchni zbył uśmiechem i uwagą równie kąśliwą - sam pomysł jedzenia żabich udek wydaje sie tak nienormalny, że nawet ich nie smakowałem, i proszę mi wierzyć, madmouiselle, nie żałuje! - odpowiedział z uśmiechem. Nie chciał urazić ani jej, ani francuskiej kuchni, ale... żabkie udka? No bez przesady. Może jeszcze ślimaki?
Francuzów nie stać na niewole, powiedziała. Fakt, stać ich za to, na umieranie. Madam... Możemy iść, ale nie wiem, czy chce pani spacerować z mordercą - wydusił to z siebie jak wystrzał z pistoletu, dokładnie taki wystrzał który trafia w plecy kobiety biegnącej bez broni przed siebie, chcącej ratować swoje życie. Bo właśnie nim jestem. Jestem, kurwa, mordercą. - powiedział, łamiącym się głosem, wtrącając w zdanie swojską polską "kurwę". Miał ten nawyk z polskiego języka, że czasem rzucał kurwą. Czego się można nauczyć mieszkając w Polsce jak nie klnięcia? Bał się reakcji Tośki jak ognia. Jak, kurwa, piekielnych płomieni. Czemu właśnie małą skrzypaczke wybrał sobie na powierniczkę? Czemu chce ją tak skrzywdzić? Czemu jest tak skończoną spierdoliną, że nie potrafi poradzić sobie z tym sam? Zabiłem dwójkę, bezbronnych ludzi. Ale... to nie tak, jak myślisz! Musiałem to zrobić. Musiałem ich zabić! - zaczął mówić, teraz szybciej, zaczął się jąkać... sposób mówienia mógł teraz kojarzyć się raczej z serią z ciężkiego karabinu maszynowego wykorzystaną do egzekucji garstki ludzi. Żydowskich sierotek. To było... albo ich życie, albo mój brat! Nie wiedziałem, czy przeżyje! On był ranny! I.. oni strzelali do mnie, ale potem... skończyła sie ich amunicja, a ja miałem nadal magazynek. Wybiegłem, krzyczałem, dałem im już kolejną szanse! Błagałem o poddanie się, prosiłem! Nie chciałem tego robić! Ale nie miałem czasu, gdybym biegł za nimi.. to mogła być pułapka? Madmouiselle, ja też nie chcę umierać! Ja mam swoje życie i je kocham! Mam rodzinę, brata, siostrę, matkę, chcę dla nich żyć! Co, gdyby to była pułapka! W jedną już wpadł mój brat i ledwo z tego wyszedł! Ja... zamordowałem. Nie zabiłem. Nie zastrzeliłem. Zamordowałem dwójkę, uciekających ludzi. Dałem im szanse na poddanie się! Nie jedną! Naprawdę... Oni postrzelili Siwka! Zranili mojego brata! Chcieli zabić mnie i jego i herr Nerlingera! Tylko po to, żeby zdobyć broń i móc dalej zabijać! Madame, nie miałem wyboru! - tłumaczył się jak pięciolatek mówiąc głośno i gestykulując, w niektórych momentach przerzucając się na niemiecki a nawet polski, praktycznie nieznajomej kobiecie. Czuł wewnętrzną potrzebę zrobienia tego, dlatego też to zrobił. Miał nadzieje, że ta wyjmie bardzo ostry nóz i wbije mu go w serce... albo przetnie szyje... albo uderzy go jakimś dużym kamieniem... Zrobi cokolwiek. Albo powie, że musiało tak być. Albo, że mógł zrobić inaczej. Albo co ma zrobić. Cokolwiek....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Pon Wrz 26, 2016 4:14 pm

Antoinette słynęła z optymistycznego patrzenia na życie i świat, bo przecież i tacy naiwni ludzie powinni funkcjonować w społeczeństwie, gdzie okrucieństwo czyhało za rogiem. Nie zwracała uwagi na to, że komuś mogło przeszkać jej zbyt lekkie podejście do otaczającej codzienności, ale prawda była taka, że... Zbyt wiele widziała i doświadczyła rzeczy, które budziły w niej demony przeszłości, a wtedy uciekała przed każdym i nie pozwalała się do siebie zbliżyć. Potrzebowała samotności, by jakoś poukładać zbyt rozbiegane myśli, ale czy spodziewała się, że ten spacer wpędzi ją w poczucie bezsensu? Z pewnością nie, bo przecież nawet nie brała pod uwagę, że Matthias złamał dane słowo.
- Nie mnie osądzać ich wybory, monsieur Schulz... - powiedziała spokojnie, a zaraz potem przygryzła policzek od środka, bo nie chciała w żaden sposób podejmować się dyskusji na temat, który jej był całkowicie obcy. Nie miała pojęcia jak to jest oddawać się mężczyźnie i ku zaskoczeniu wielu osób - nie chciała zmieniać tego stanu rzeczy. Nie czuła takiej potrzeby, jakby tak naprawdę nie obchodziło małej Tosi, czy kiedykolwiek zostanie mamą i będzie mieć rodzinę. Poświęcała się całkowicie najbliższym i to o nich chciała dbać. To już nie tylko podpowiedzi, które kierowane ze strony serca docierały do umysłu, ale też instynkt jaki się w niej zrodził kilka miesięcy temu, a spotkanie z Gabrielem tylko ją w tym utwierdziło.
- Niech się pan nie martwi, przyjdzie czas na żabie udka, tylko wystarczy się otworzyć na inną kulturę, ot - cała filozofia - stwierdziła żartobliwie, a zaraz potem przygryzła policzek od środka. Nie przypuszczała, że cokolwiek mogłoby go urazić, ale miała nadzieję iż odbierze w pozytywny sposób tę uwagę. Z drugiej zaś strony... Wydawał się inny, trochę nieobecny, a dodatkowo był tak bardzo zamyślony.
Bomba, która jednak dopiero odmierzała czas do wybuchu, jakby to końcowe odliczanie miało być istnym katharsis dla niego, a w stosunku do Antoinette wymierzeniem ostatecznego ciosu. Nie była na to gotowa, dlatego gdy zaczął mówić, zmrużyła jedynie oczy. Chłonęła słowa Matthiasa jaka mała gąbeczka, która łyka wszystko jak młodziutki pelikan, a kłamstwo wsiąka w nią na tyle głęboko, że nic go nie wyplewi, bo nie bedzie takiej mocy, by komukolwiek się to udało. Patrzyła wciąż i wciąż na żołnierza, by zaraz potem zatrzymać się w pół kroku.
Jestem, kurwa, mordercą.
Czuła jak serce zaczyna coraz szybciej uderzać, a powietrze utkneła gdzieś w płucach. Nie spodziewała się tego kompletnie, ale nie dała po sobie poznać, że zabolało ją to jak nic innego. Uwierzyła ostatnim razem w szczerość fraz, którymi ją obdarzył, a przecież ledwie pięć minut wcześniej również powiedział, że nie byłby w stanie niewinnej kobiety. Uciekali. Musiałem. Strzelali.
- Monsieur Schulz... Uważa pan, że oni tego życia nie kochali? Strzelał pan do ludzi, którzy nie byli już uzbrojeni, bo wcześniej wykorzystali naboje, by się uratować? No tak... - rzuciła smutno, a dłoń mimowolnie zacisnęła się w piąstkę, którą skryła w kieszeni płaszcza, gdzie zaczęła zaciskać smukłe palce na zapalniczce. Cały czas zawzięcie gryzła dolną wargę i czuła jak ta puchnie i narzmiewa od zgromadzonej krwi, a kiedy zbyt mocno zahaczyła zębami o mięciutką tkankę, metaliczny posmak krwi wypełnił usta dziewczyny. Spuściła wzrok i próbowała te wszystkie informacje poukładać w głowie, jakby nie wierzyła w to co usłyszała. Emocje w niej szalały. Smutek, złość i irytacja mieszały się w jedno, a najgorsze w tym wszystkim było to, że wróciło wspomnienie egzekucji, którą Niemcy wykonali na jej mamie, a ona musiała na to patrzeć. W czyje oczy zatem spoglądała teraz?
Bohatera czy modercy?
- Obywatele III Rzeszy nigdy nie będą mieć honoru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Pon Wrz 26, 2016 4:39 pm

No i miła atmosfera poszła się jebać. Czego się kurwa spodziewałeś, ośle, że powie, że wszystko jest w porządku, że musiałeś? Wiadomo było, że nie powie. Uratowałem, kurwa, trójkę ludzi. I konia - mówił teraz dużo wolniej, ciężej, oddychając głębiej. Wyglądał, jakby się miał zaraz rozpłakać (i był tego bliski!) Wziął głęboki wdech, po czym zaczął znów - A czy ja nie mogę kochać życia? - zaczął pytaniem, które było skrzyżowaniem bólu i wyrzutów do Łucji - Miałem się dać zastrzelić? W czym jestem gorszy od nich? To oni zaatakowali! To oni chcieli zabijać! Te naboje wykorzystali, bo chcieli mojej śmierci, chcieli mnie zastrzelić! Byłem, tam, jedynym, kto nie chciał niepotrzebnego, kurwa mać, rozlewu krwi, kto nie chciał kurwa kolejnych ofiar. Ale to się nie mogło tak skończyć. To się nigdy tak nie kończy. Miałem im dać uciec i ryzykować, że kogoś znowu będą chcieli zabić? - jego kaleczny francuski zdecydowanie niszczył powagę tej chwili, ale Matt naprawdę się starał - dla mnie ważne jest życie. I Francuzów i Niemców. I Siwka. - powiedział, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie, jakby myślał, że Tosia miałaby mu jeszcze kiedykolwiek w cokolwiek uwierzyć. Wierzył, że nie uwierzy. Obywatele III Rzeszy nigdy nie będą mieć honoru. Czym według niej jest honor? Honor to to, co każe Ci atakować znienacka nieznanych ludzi, de facto niewinnych, którzy po prostu wykonują swoją prace? Honor to to, co pozwala na zabijanie bez powodu, żeby zdobyć broń i móc zabijać dalej? Matthias miał prostą definicje honoru. Honorowy żołnierz, to taki który pomaga potrzebującym, nie zabija niewinnych jest lojalny wobec przełożonych i swojej ojczyzny. Matt spełniał tą definicje, nie chciał jednak kłócić się na ten temat z Antoniną. Sprawiłby jej tylko więcej przykrości. Mała skrzypaczka była głosem Francji, głosem który Matthias chciał usłyszeć. I usłyszał, chociaż może nie do końca był z tego zadowolony. Spodziewałem się, że zarzuci mi pani brak honoru. Czym jest dla ciebie, madame, honor? - powiedział, jakby chcąc ją przy sobie jeszcze na chwile zatrzymać. Może się uda? Może nie ucieknie? A może ucieknie, dałby bóg, żeby bez krzyku - to narobiłoby tylko jej i sobie problemów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Pon Wrz 26, 2016 6:09 pm

Dawała szansę każdemu, a to tylko dlatego, że wierzyła w lepsze jutro. Matthias był niemieckim okupantem, którego zadaniem było mordowanie francuzów, zaś do obowiązków tych drugich należała obrona własnej godności. I tak jak monsieur Schulz potrafił wycelować do kogoś bronią, bo to przecież przysięgał ojczyźnie, tak Antoinette walczyła słowem. Przypominała małą pacyfistkę, która z całych sił pragnie spokoju, ciszy i słońca rozganiającego ciemne chmury.
- Pan nie... - mruknęła z nutą spokoju, ale nie dokończyła pełnej myśli. Zaraz potem uniosła smutne spojrzenie na twarz mężczyzny i walczyła ze sobą, bo nie była pewna czy powinna powiedzieć to co ją męczyło od dawna. Obserwowała go uważnie, jakby tylko i wyłącznie liczyło się to, by chociaż on jedenzrozumiał. - Widziałam jak żołnierze III Rzeszy potrafią zabijać i nawet nie mrugają przy tym oczami, kiedy krew kolejnych ofiar spływa po ich rękach... - mówiła lekko, choć głos jej się załamywał przy każdym wypowiedzianym słowie. Matthias mógłby ją teraz zabić, bo miał do tego pełne prawo i powody, wszak przełamywała granice i przekraczała kolejny mury ograniczeń jakie wynikały z ich pochodzenia. Jako kobieta, gorszy sort i nic nie znacząca jednostka w czasach okupacji przeciwstawiała się niemieckiemu żołnierzowi, co z pewnością było dość lekkomyślne i głupie. Dlatego czekała na moment, w którym wyciągnie broń i strzeli także do niej, bo nie podejmowałaby się próby obrony.
- Kiedyś i do mnie pan wyceluje... A jeśli nie pan, to inny niemiecki żołnierz, który bez trudu naciśnie na spust, a po mnie zostaną tylko skrzypce mojej mamy - i po tych słowach przestała patrzeć mu w oczy. Czekała na dalszy rozwój wydarzeń, jakby nie była pewna tego, co może się tak naprawdę wydarzyć. Nie byłaby zła, bo pękane serce zdawało się boleć bardziej niż zranione zaufanie. Cóż ona mogła myśleć? Że poznałą Niemca, który poświęciłby swoje życie? I tak jak polubiła monsieur Schulza, tak jego brat był jej obojętny. Francuzi bronili się jak mogli i chwytali się najgorszych z możliwych sposobów, by skrzywdzić nazistów, ale oni byli silniejsi i bardziej bezduszni, choć przecież Matthias nie mógł taki być.
- Gdyby pozwolił im pan uciec, to choć znów spróbowaliby zabić jednego z was, to wy w odwecie unicestwilibyście dzesięciu takich jak oni... Przyznał się pan do błędu, ale ja nie umiem tego pojąć, że zabijacie na rozkaz i zmusiliście ludzi do walki o życie. W imię czego? Czystki, a może władzy absolutnej? Monsieur Schulz... - zrobiła krok w przód, ale wciąż wzrok miała utkwiony gdzieś na wysokości klatki piersiowej rozmówcy. - Mam tylko dwadzieścia lat, ale dla ojczyzny życie jestem gotowa poświęcić, a pan? Też umiałby pan umrzeć w imię III Rzeszy, choć żałuje pan zabójstwa dwóch bezbronnych osób? Wiem, że wielu z was sprzeciwia się tej władzy... - mruknęła niewyraźnie i uniosła czarne tęczówki na twarz Matthiasa, by skrzyżować z nim spojrzenie. - A pan?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Pon Wrz 26, 2016 8:14 pm

Pazuchę jego płaszcza obciążał pewien nietypowy obważnik. Około kilograma żywej śmierci, P08 Parabellum. Matt miał w kieszeni sześć ludzkich żyć. Czy to niezbyt wielka odpowiedzialność jak na kogoś, kto nigdy nie myślał o wojnie inaczej niż o wielkich czynach, wspaniałych bohaterach... ołowianych żołnierzykach, które po zabawie chowa się do pudełka i to wszystko, to koniec, bez ofiar. Nie ma ołowianych matek, żon i córek, prawdziwych jest aż nad to. Zdecydowanie miał inne plany - los zadecydował za niego, trafił tu i dziś patrzył małej skrzypaczce prosto w oczy (chociaż było to trudne, sam był niebywale poddenerwowany i było mu niesamowicie przykro podczas tej konwersacji, czuł jednak, że nie powinien unikać ani jej, ani kontaktu wzrokowego). Ja też - odparł, w tak banalny sposób jak o mordowaniu mógł powiedzieć jedynie żołnierz - i patrząc na nich nie potrafiłem nie mrugać. Nie zrozumiesz, Madame, jakie to uczucie stać po jednej stronie z prawdziwymi zwyrodnialcami. Byłem na froncie i widziałem wojnę, i widziałem śmierć, i widziałem bohaterów. I widziałem katów. I widziałem katów, którzy potrafili być bohaterów, i bohaterów, którzy później stawali się katami. Ocenianie ludzi w Trzeciej Rzeszy... jest bardzo trudne. Gdybym nie stosował swoich własnych zasad moralnych bardzo szybko stałbym się tylko katem. Nie chcę być katem, madmouiselle, ale czy nie staje się nim po trochu, próbując być bohaterem? - zagaił nieco metafizycznie, ale czuł, że w ten sposób dotrze do małej skrzypaczki, że zrozumie, że nic już nie jest czarne i białe, a niektóre rzeczy po prostu się dzieją i nic się na nie nie poradzi. Trzeba wybierać mniejsze zło. Trzecia Rzesza i tak w końcu zwycięży, dlatego też działanie po stronę tych którzy działali jej na szkodę było skazane na przegraną i mogło tylko powodować dodatkowe, niepotrzebne ofiary. Wystarczy już niepotrzebnych ofiar.
Kiedyś i do mnie pan wyceluje - zabrzmiało jak wyrok. W tej chwili Matt prosił boga, żeby Tośka nie okazała się kolejnym wcieleniem wyroczni delfickiej, bo nie mógłby jej zabić. Ona była ucieleśnieniem niewinności, a gdyby zginęła z jego rąk nigdy już by sobie tego nie wybaczył, rozpił się i powiesił na najbliższym słupie (uprzednio wypuszczając Siwka z stajni, niech hasa!) Tak. Inny niemiecki żołnierz podniesie broń, wyceluje i odda strzał, jeżeli wyda mu się taki rozkaz. Nie ja! - chciał powiedzieć, ale nie przeszło mu to przez gardło. Chciał użyć jakiegokolwiek argumentu, ale miał nic więcej do dodania. Takich małych skrzypaczek jest więcej. Dziesiątki, setki, tysiące. Posmutniał, jemu też głos zaczynał się już łamać. Gdybym wtedy pozwolił im uciec.. zaatakowali by znowu i tym razem może by im się udało zdobyć więcej broni i sprawić, że byłoby więcej mścicieli. Ja próbowałem ich zatrzymać, nic im nie zrobić. Nie udało mi się. Hitler chce śmierci wszystkich Żydów i zniewolenia niearyjczyków. A ja? Ja chcę, żeby nie było już więcej mścicieli i żeby ludzie w moim kraju mogli czuć się bezpiecznie - strasznie puste frazesy, ale Matt serio tak myślał. Gdy Tośka zaczęła mówić o chęci poświęcenia się dla ojczyzny... kurwa, Niklaus wziąłby ją do gestapo za podejrzenie o działalność w ruchu oporu ...Umiałbym umrzeć w imię swoje, swojej siostry, brata, matki. W imię kobiety która chciałaby mojego serca. Dla mojej ojczyzny też umiałbym umrzeć. Na froncie. Z bronią w ręku, na przeciw prawdziwego wroga. Nie dzieciaków i kobiet. Dla mojej ojczyzny. Nie dla Adolfa Hitlera. Już nie - Matt starał się budować w miare składne zdania, chociaż jego gardło zaczynało się już zaciskać i było coraz trudniej. Bardzo nie chciał się rozpłakać. Żołnierze nie płaczą, prawda? Ale co jeśli żołnierz jest tylko dwudziestoparoletnim dzieciakiem? On też nie ma prawa płakać?
A ja? - zapytał, po czym nachylił się do Tosi - Całym sobą.
No. To właśnie wydałem na siebie wyrok śmierci. Wystarczyłoby, żeby podeszła do dowolnego Niemca i to zgłosiła. Miałbym poważny problem się z tego wykaraskać, ale pewnie by się jakoś udało. Chyba jestem okropnym tchórzem.
Ale czy jeśli naprawdę sprzeciwiałbym się tej władzy, to nadal wykonywałbym polecenia? Czym jest ten mój sprzeciw, skoro boje się otwarcie wystąpić przeciwko nim? Jestem okropnym tchórzem.

Ale nikt nie pokona Tysiącletniej Rzeszy. I nie warto próbować. Mogę swoim zachowaniem uratować kilka osób, puszczając płazem małe niedoskonałości fałszywych paszportów, albo nie zauważyć kradzieży bochenka chleba. Adolfa Hitlera nikt nie obali, a Trzecia Rzesza będzie trwać tysiąc lat, czy tego chcemy czy nie - mówił tak, aby Tosia go usłyszała, ale dość cicho. O takich rzeczach trzeba było mówić cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Pon Wrz 26, 2016 10:10 pm

Dlaczego to wszystko się działo właśnie teraz? Ona sama nie wiedziała i nie znała odpowiedzi na zbyt wiele pytań, które chciałaby zadać na głos, ale czy to kwestia odwagi czy jednak tchórzostwa nie pozwalała na to, by zakazane frazy padły spomiędzy jej spierzchniętych warg? Nie zastanawiała się nad tym przyjmując wszystko jak leci, a wszelkie rozterki rozważała w swoim sercu, które pozwalało na to, by zamknąć się w szklanej bańce, jakby wiedząc, że nikt jej tam nie znajdzie. Oczywistym było to, że Antoinette ufnie podchodziła do ludzi i chciała wierzyć w ich słowa, które padały, ale przecież na każdym kroku udowadniała, że jest zbyt głupiutka, bo ufała niemożliwemu. Czy to dziecięca beztroska i optymistyczne spojrzenie? Nie, to tylko głuche pragnienie końca czegoś, co dopiero się rodziło i było początkiem.
- Jeżeli ocenianie was jest takie trudne, to czy wydawanie osądów na nasz temat jest łatwe? Powiedz, monsieur - chcę wiedzieć... - odpowiedziała ze spokojem na wzmiankę o wojnie, katach, bohaterach. Nie potrafiła temu zaufać i w to uwierzyć, bo przecież to co opowiadał wydawało się absurdalne. Doskonale liczyła się jednak z tym, że ma racje i ten konflikt doprowadził wielu na skraj załamania. Miała nawet namacalny dowód przy sobie, gdy raz po raz spoglądała na Bernarda, a zaraz potem próbowała przywrócić uśmiech na jego przystojnej twarzy. Matthias sam z siebie potrafił wydusić uniesione kąciki ku górze, gdy powiedziała coś zbyt śmiałego, a Matheu? Widziała w tej chwili Michela, Łukasza, a nawet mało Gavroche'a, którzy czekali na moment, by odetchnąć z ulgą i niczego się nie bać. Antoinette miała być dla nich maleńkim promyczkiem, który przywróci wiarę we wszystko, ale to było niewykonalne. Ani teraz ani za kilka dni.
Nie powinna tak myśleć. Musiała odepchnąć od siebie czarne scenariusze, a to tylko dlatego, że pragnęła pewności iż wróci za kilka godzin do mieszkania i jej życie wróci do normy. Zapomni i nie pozwoli się już nikomu do siebie zbliżyć. Przynajmniej nie na tyle, by ktokolwiek ją skrzywdził po raz kolejny.
- Tacy jak ja umierają jako pierwsi, ale widocznie wobec mnie - Bóg - ma inne plany i za cholerę nie potrafię zrozumieć - jakie... - wydusiła z siebie niemal na jednym wydechu, a zaraz potem przygryzła policzek od środka. Czekała na moment, w którym znajdzie idealną sposobność do ucieczki, ale w tej chwili pozwoliła mówić Niemcowi, który raz po raz strzelał różnymi reflaksjami jak z karabinu, co wcale nie poprawiało nastroju bądź patrzenia na lepsze jutro. Oczekiwała więc, że zaprzeczy, ale nie mógł. Żydzi powinni zginąć, tak samo jak wszyscy, którzy poddawali się walce zbrojnej, która na celu miała szkodzić III Rzeszy, ale ona sama? Dała Matthiasowi wiele powód do wyciągnięcia pistoletu, a mimo to - on wcale tego nie zrobił.
- Zatem wierzę, że nie stanie pan przed musem spojrzenia w oczy śmierci, tylko dlatego, że wymagała takiego zachowania sytuacja. Dzieci bez ojców są nad wyraz smutne, a żony cierpią z powodu rozstania. Najpiękniej jest pielęgnować wartości, w których nie musi się pan zmagać z widmem krwi, która spływa po pańskich dłoniach... - powiedziała ze spokojem, a zaraz potem zrobiła krok w tył. Musiała zostać sama, bo im dłużej tkwiła w przestrzeni osobistej Matthiasa, tym bardziej cierpiała. Czuła jak kumuluje się w niej wszystko, czego do tej pory unikała. Smutek, żal i gniew, a najgorsze było to, że musiała dać temu upust. Rzadko kiedy ponosiły ją emocje, ale dzisiaj ewidentnie wygrywały nad spokojem, którym charakteryzowała się na codzień. Szukała perspektywy, a może sposobu? Nie mówiła jednak o tym głośno, bo to nie był dobry moment.
I gdybyś tylko wiedział, za ile rzeczy masz powód, by mnie zabić...
Nie potrafiłaby iść do pierwszego lepszego Niemca i powiedzieć, że herr Schulz jest zdrajcą, bo nie był. Wykonywał rozkazy i podporządkowywał się polityce nazistowskiej, która niszczyła na swojej drodze wiele szkodników. Umiała słuchać i doradzić, ale nigdy nie odważyłaby się na świadome zranienie.
- Wierzę, że ten terror przeminie szybciej, a przecież to własnie nadzieja czyni człowieka silniejszym - dodała jeszcze ze spokojem, ale w jej oczach malował się czysty smutek i nic nie mogła z tym zrobić. - Powinniśmy przełożyć ten spacer.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Pon Wrz 26, 2016 11:29 pm

Czy wydawnie osądów na wasz temat jest łatwe? Na Twój, madmouiselle, tak. Na temat innych... bywa trudniejsze. Ale wy, Francuzi, jesteście bohaterami tej wojny. My nie. I nigdy nie będziemy - odpowiedział, zgodnie z prawdą. Niemcy są agresorami. Naziści w tej chwili kojarzyło się już tylko z mordowaniem, holokaustem, śmiercią setek Żydowskich dzieci, sierot. A przecież byli też dobrzy Niemcy! Matt nigdy nie zrobił nikomu krzywdy bez powodu, nie znęcał się, ogólnie rzecz biorąc był naprawdę dobrym Niemcem (statystycznie!). Wiedział, że za chwile rozstanie się z małą skrzypaczką i prawdopodobnie nigdy więcej jej nie zobaczy, ale co zrobisz. Wiedział, że nic nie zrobi. Jak narazie żyjesz, Madame, i życzyłbym sobie, żeby tak pozostało. Proszę mi uwierzyć, że jeżeli będę miał taką możliwość, to spróbuję dopomóc w zachowaniu tego stanu rzeczy - powiedział słowa, które były prawie-że-żartem, wypowiedzianym z uśmiechem którego usta nie widziały od samego początku tej rozmowy.Z widokiem krwi spływającej po dłoniach - coś w tym było. Matt w tej chwili miał na rękach krew dwójki Francuzów, to było faktem. Nie byli to jednak niewinni ludzie, oni chcieli zabić go, Nerlingera i Niklausa. I Siwka. Mój ojciec został zabity przez Francuzów, pod Cambrais. W 1918. Proszę mi uwierzyć, że wiem jak to jest wychować się bez ojca i dlaczego chciałbym, żeby jak najwięcej dzieci miało swoich rodziców - powiedział, czym miał nadzieje zakończyć familijne wywody Tośki. Wiedział, że dzieci powinny wychowywać się z rodzicami, wiedział jak bardzo brakowało mu ojca i wiedział, że nie było to tak proste, jak mogło się wydawać. W tej wojnie i w pobycie w Paryżu nie szukał jednak pomsty, co wyróżniało go spośród innych ofiar Wielkiej Wojny. Zaakceptował fakt tego, że żołnierze umierają na wojnie i, że jego ojciec, jako żołnierz, musiał również walczyć i jemu akurat przypadło zginąć. Nie mogę się doczekać końca tego, co teraz się dzieje. Za kilka lat będzie już spokojniej, zobaczysz, madam. Ludzie nie będą chcieli ginąć dla historii, przynajmniej mam taka nadzieję. Trzeba patrzeć realistycznie, co może przynieść najmniejszą ilość ofiar - ta matematyka była zimna i paskudna, ale zdecydowanie najbardziej logiczna, dlatego się nią posłużył gdy za kilka lat, ludzie zaakceptują tu Niemców, takie wydarzenia jak te spod kamienicy nie będą się już działy. W końcu nastanie pokój, madmouiselle, i będzie trwał tysiąc lat.
Powinniśmy przełożyć ten spacer - przełożyć. Chyba dopiero po śmierci będzie miał prawo, by móc spacerować z małą skrzypaczką. Teraz nie pozostawało mu nic innego jak skinąć grzecznie głowa, jak mały chłopiec któremu mama nie pozwala iść na plac zabaw bez szalika. Oczywiście, madam. Jak uważasz - powiedział, uśmiechając się do Tosi. Nie chciał zostać zapamiętany jak ponurak, pomimo tego, że w tej chwili jego nastrój wcale nie sprawiał, że chciałby się uśmiechać. Miał nadzieje, że Tosia poda jakąś konkretną datę, wiedział, że niepodanie jej to odsunięcie spaceru do tego w krainie wiecznych łowów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Sro Wrz 28, 2016 2:16 pm

Słuchała uważnie wszystkich wypowiedzianych słów i nie potrafiła pojąć, dlaczego. Dla niej samej piętno wojny było na tyle silne, że oszukiwała się na każdym kroku, by tylko zapomnieć. Nie potrafiła patrzeć w lustro i uśmiechać się w sposób pogodny, a fakt, że robiła to ciągle na ulicy w stronę obcych ludzi? Świadczył tylko o tym, że jest na tyle silna, by mimo wszystko udźwignąć ciężar jakim była odpowiedzialność za wsparcie i nadzieję. Antoinette posiadała jej cały ogrom, ale czasami brakowało motywacji, tak jak dzisiaj. I to nie dlatego, że Matthias ją zranił, a zrobił to do żywego. Chodziło o sam fakt, że nie była w stanie zmienić biegu wydarzeń, a już tym bardziej Niemca, który musiał mordować.
- Proszę się nie martwić - odpowiedziała na jego słowa, a kwestie jej oceny pozostawiła gdzieś zawieszoną w przestrzeni. Nie chciała wiedzieć, co myśli o niej jak o dziewczynie, bo jeszcze nie kobiecie. Obawiała się, że to byłby kolejny argument, dla którego wycofałaby się znów ze społeczeństwa, tak jak dwa lata temu. Była w końcu niezwykle delikatna i wrażliwa, a opinie na swój temat znosiła bardzo ciężko i nie potrafiła nic na to poradzić. Przyglądała się mężczyźnie, jakby otwarcie zadawała mu pytanie, ale ostatecznie żadne słowa nie padały z jej spierzchniętych warg. Czuła jak serce uderza w nierównomiernym rytmie, a oddech spłyca się na tyle, że nie była w stanie złapać powietrza.
- Wiele francuskich dzieci straciło swoich rodziców, a o żydowskich nie wspominając... Jednak rozumiem, takie macie rozporządzenia i musicie ich przestrzegać... - wydusiła z siebie, aż w końcu cofnęła się jeszcze bardziej. Widziała mundury, a także twarze, które taksowały przechodniów i tylko czekali na jakiś niewłaściwy ruch, by dopuścić się kolejnej zbrodni. - Proszę mnie nie zmuszać do oglądania tego... - dodała jeszcze niemal na jednym wydechu, a chwilę później spuściła wzrok. Czekała na pozwolenie, by mogła wreszcie odejść i zniknąć, bo potrzebowała samotności. Musiała pomyśleć, złapać wiatr w żagle, a może wręcz przeciwnie? Chciała w tej chwili pozbawić samą siebie świadomości, co się tak naprawdę dookoła dzieje i najgorsze w tym wszystkim było to, że powinna przeprosić Michela, bo miał rację. Mówił, że nie zbawi świata, a Niemcy i tak będą zabijać, a ona? Ufnie wierzyła, że w żadnym człowieku nie ma aż tyle złe. Czym jest nie miałem wyboru? Ona też go nie miała, gdy zmuszali ją do gry na skrzypcach i rozstrzeliwali ludzi. Nie zrobiła z tym nic, choć przecież też powinna umrzeć, tak jak mama.
- A co jeśli nazizm nie przeminie? Skażecie nas na niewolę? - zapytała butnie i czuła narastającą irytację, którą za wszelką cenę starała się okiełznać. - Może i nie pan, ale pozostali żołnierze III Rzeszy musicie pamiętać, że dopóki człowiek nie zostanie obdarty z godności, honoru i wolnej woli, nie pozbawicie nas wolności, a zło wykończy się samo - i w to chciała wierzyć, dlatego gdy pozwolił jej odejść, skinęła mimowolnie głową. Powinna mu coś jeszcze powiedzieć? Zapewne tak, ale zdobyła się tylko na jedną rzecz, jakby na więcej nie była w tej chwili gotowa. - Jeśli los pozwoli, to jeszcze się spotkamy, ale na tym moście, gdzie widział mnie pan po raz pierwszy - często grywam - uśmiech nie zagościł na bladym licu Antoinette, a jedyne czym uraczyła Matthiasa, to smutne spojrzenie. - Miłego popołudnia... - powiedziała ze spokojem, a zaraz potem wymineła go, by ruszyć w swoim kierunku, tylko właściwie - dokąd powinna iść, skoro złość rozsadzała ją od środka?

/zt Tosia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   Sro Wrz 28, 2016 8:44 pm

Proszę się nie martwić - wcale nie zamierzał. Nie podejrzewał ani Tośki o działalność antyniemieckom, ani Niemców, o polowanie na małe skrzypaczki - nie miał ku temu przecież żadnych pobudek. Jeżeli kiedykolwiek usłyszy nazwisko Moliere w kontekście ruchu oporu, aresztowań, zatrzymań to... zdziwi się bardzo, i osobiście zgłosi do wykonania rozkazu. Może dzięki temu Tośka uniknie chociaż części przykrości? Matt nie lubił krzywdzić ludzi, ranic kobiet i łamać niewinnych serc, dlatego też wolał tego unikać. Tośka była naiwna, zbyt ufna w ludzkość. Matt wiedział, że istnieją dobrzy Niemcy, ale też wiedział aż nazbyt dobrze o istnieniu złych. Tośka chyba zapomniała o tym, że źli istnieją naprawdę, a nie tylko w przekazach ustnych - Jeśli pozwolisz, Madam, będę się martwił dokładnie tyle ile potrzeba. Nie chcę, aby Paryż stracił kolejną mała skrzypaczkę - powiedział z uśmiechem starając sie chociaż odrobinę poprawić nastrój Tosi. To był smutne słowa. Smutne i bardzo prawdziwe. Paryż stracił już dość małych skrzypaczek. Warszawa straciła ich jeszcze więcej. W innych miastach też pewnie kilka zmarło.
Nigdy nie zabiję dziecka - powiedział do Tosi, tym razem śmiertelnie poważnie. Wiedział, że dziewczyna nigdy nie uwierzy w to oświadczenie, ale musiał to powiedzieć - a jednak nie proszę o wyłączenie z pocztu widzów tego spektaklu śmierci. Nie wolno o to prosić, madam, wtedy bardzo szybko zapomniałoby się o tym, czemu nie chce się być pośród nich. - słowa niesamowicie puste, ale Matt doskonale wiedział co chciał przekazać. Unikanie wojny jest bez sensu. Wojnę trzeba zakończyć. Pozbyć się reszty mścicieli. To w ogóle możliwe?
Nazizm nie przeminie. Przeminie okupacja, madam. Francuzi zapomną, że są Francuzami, staną się obywatelami Trzeciej Rzeszy nie tylko na piśmie ale i w sercach. Wtedy, i tylko wtedy nastanie pokój. To może być dla pani przykre, ale Trzecia Rzesza będzie trwać tysiąc lat i nikt na to nic nie poradzi - powiedział wzruszając ramionami. Taka była prawda. Takie były fakty. Nikt nie powstrzyma najpotężniejszej machiny XXego wieku, choćby był małą, uroczą dziewczynką i tupał nóżką. I krzyczał. I piszczał. Takie były fakty.
Czym jest zło? - zapytał, na pożegnanie Matthias. Miał nadzieję, że Tośka się zastanowi, chociaż wcale w to nie wierzył - miała już na to dużo czasu. Wciąż jednak w to wierzył... może, wbrew pozorom, to jednak on był tym naiwnym "małym skrzypaczkiem"? Ja wiem czym jest zło. Może kiedyś pokażę pani trochę prawdziwego zła, pełno go tu. Na moście, gdzie widział mnie pan po raz pierwszy - Matt stwierdził, że Tośka nie chce go widzieć i wątpił, że kiedykolwiek będzie chciał się z nią jeszcze spotkać. Po co? By znów kroić jej serce na ćwierć, a w swoim zasiewać kolejne ziarna zwątpienia? Nie ma takiej ani opcji, ani potrzeby. Tak przynajmniej teraz myślał.
Wzajemnie, au revoir! - odparł, po czym odwrócił się na pięcie. Włożył ręce do kieszeni, wyjął jednego papierosa po czym włożył go do ust i odszedł w swoją stronę.

/zt Matt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Wieża Eiffla   

Powrót do góry Go down
 
Wieża Eiffla
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Lewy brzeg :: Palais-Bourbon-
Skocz do: