IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Most Aleksandra III


Share | 
 

 Most Aleksandra III

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Most Aleksandra III   Sob Lip 02, 2016 1:29 pm



Most Aleksandra III

Jeden z najpiękniejszych i najszerszy z mostów Paryża został wzniesiony jako symbol przyjaźni francusko-rosyjskiej – sam car Mikołaj II podłożył pod niego kamień węgielny. Wybudowany w stylu modernistycznym, stanowi pozostałość po trzeciej Wystawie Światowej i w zamierzeniu miał skracać drogę do Grand i Petit Palais. Przechodzący przezeń ludzie mogą odczuć przeładowanie dekoracjami, w których zauważalny jest barkowy przepych –  uwagę zwraca zwłaszcza pozłacana rzeźba postaci na wzlatujących w górę pegazach. Na moście umieszczone są godła Francji i Imperium Rosyjskiego, a także personifikacje Sekwany i Newy w postaci nimf. Można z niego podziwiać wspaniałą perspektywę: od Pól Elizejskich i wieży Eiffele’a z jednej strony, po kopułę kościoła Inwalidów i sam Luwr z drugiej.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Aleksandra III   Wto Wrz 06, 2016 11:27 am

| po wizycie w lasku


Zabawne, lecz poruszanie się po Paryżu, nawet po tylu latach nadal sprawiało jej problemy.
Nie, nie jednak wcale nie było to zabawne.
Plątaniny uliczek wyglądających niemalże tak samo oraz ustronne zaułki dające złudne poczucie bezpieczeństwa, stanowiły tylko przedsmak prawdziwego obrazu miasta, sieci pajęczej utworzonej z tysiąca nici. Te z kolei wiodły w przeróżne miejsca, pożądane mniej lub bardziej, wodząc spacerujących za nos i łudząc, że kiedykolwiek trafia tam, gdzie zechcieli. O wiele łatwiej poruszać się było szerokimi, popularnymi ulicami, mijając obiekty zaznaczone na mapach czy po prostu trudne do przeoczenia zabytki, które już z daleka zdawały się machać do przechodniów. Zawsze więc wybierała trasy znane, pewne, przy których nie musiała zbytnio koncentrować się na wciąż rozbijającym się o czaszkę pytaniu, czy zmierza w dobrym kierunku. Patrole niemieckie, jeśli tylko nie siliły się szczególnie na wypełnianie swoich obowiązków, również nie stanowiły wówczas tak dużego problemu. Wnikała po prostu w tłum i podążała za nim, licząc, że w razie czego i tak trafi w znajome miejsce.
Most Aleksandra III do takich też należał. Po zakończonej próbie chóru, w porze zimowej, zwykle odprowadzała dzieciaki choćby kawałek, w szczególności, jeśli mieszkały na lewym brzegu. Z bazyliki w tamtą stronę było jednak trochę do przejścia, a że oficjalnie zima dalej przejmowała panowanie nad francuskim niebem, wieczory nadchodziły zaskakująco szybko, spowijając Paryż w barwy granatu i szarości, sprawiając, że nie wydawał się już tak przyjaznym oraz bezpiecznym miejscem. Gdyby miała wybór, sama najchętniej nie ruszałaby się już z kościoła, chyba że w drogę powrotną do klasztoru. Mając jednak przed oczami widmo błądzącej w sieci uliczek dzieciarni, wolała dopilnować, aby nie trafiły w nieodpowiednie ręce i aby nie obarczano odpowiedzialnością jej samej.
Na szczęście wracała już spokojnym krokiem na właściwą stronę miasta. Dachy prawobrzeża rysowały się delikatnymi konturami na tle ciemnego nieba, zapewne ciesząc się ostatnimi minutami dostawy prądu. Lucette początkowo nie zwracała uwagi na przechodniów, przemierzając most ze wzrokiem utkwionym w kopule górującej nad miastem. Nieco zmęczona, prawie przeoczyłaby pewną znajomą twarz figurującą w tłumie przemieszczających się. Skłoniła więc szybko głowę, podchodząc nieco bliżej, aby nie pozostawiać wątpliwości odnośnie tego, z kim się witała. Nie zamierzała ciągnąć długich rozmów, lecz kultura wymagała, aby okazać znajomej twarzy choćby minimalną uwagę.
- Bonjour czy raczej bonsoir, monsieur Rocher - przywitała mężczyznę dość pośpiesznie. - Nie widziałam pana dawno w bazylice, czy wszystko w porządku? - zapytała jeszcze jak na dobrą siostrę zakonną przystało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most Aleksandra III   Pią Wrz 09, 2016 8:24 pm

Gdyby nie to, że za niedługo nie będzie miał prawa by przebywać na ulicach Paryża, wybrałby się gdzieś, a potem jeszcze gdzie indziej, byleby tylko nie wracać do pustego mieszkania. Pustego? Pełnego wszelkiego rodzaju bibelotów, mebli, staroci, nowości i całej masy różnych rzeczy, których miał zdecydowanie za dużo. Ale najwięcej to chyba walało się tam pojedynczych, w różnym stopniu zapisanych kartek, w najskrytszych marzeniach Floriana będących jedną, spójną powieścią. Możliwe, że godzina policyjna miała duży udział w powstaniu większości rozdziałów jeszcze nienazwanej książki. Snując się po dzielnicach stolicy w poszukiwaniu wspaniałych przygód i dobrej zabawy, autor nie miałby pewnie czasu, żeby siąść i sklecić na raz kilkaset słów. A co jeśli by się okazało, że inny tryb życia, bardziej wolny i urozmaicony, sprawiłby, że pomysły nawiedzałyby go znacznie intensywniej? Bez sensu było się jednak dołować gdybaniem na takie tematy. Musiał pamiętać, że wcale nie żyje mu się jeszcze tak źle, a powieść pisze się regularnie - i to się liczyło. Szukając wszędzie plusów (śmieszna zabawa, ale czasem potrafi wpędzić człowieka w jeszcze większą depresję, gdy okaże się, że jest ich mało, a w dodatku są wątpliwe), znajdował je nawet w wojnie. Nigdy by się z nikim nie podzielił tym znaleziskiem, bo ktoś mógłby go uznać za nieczułego, ograniczonego człowieka, a wcale nie chciał być tak postrzegany.
Ciekawe, bo trochę tak się czuł w rozmowach z siostrzyczką, która właśnie go zaczepiła.
- Bonsoir - odpowiedział, odwzajemniając uprzejmy uśmiech. Może powinien pierwszy się ukłonić, ale jakoś nie zwrócił na nią uwagi, zapatrując się w spokojne wody Sekwany i strzepując do nich popiół z papierosa, który i tak rozpraszał się na wietrze, lecąc nie-wiadomo-dokąd.
Przystanął, zostawszy "sprowokowany" do rozmowy. Jeśli siostra Lucette martwi się o moją duszę, to jest w błędzie. Ogólnie rzecz biorąc.
- Oczywiście, po prostu ostatnio wybierałem inne kościoły, posiadające lepiej wyszkolone chóry.
Nie mógł się powstrzymać od tej złośliwej uwagi. Nie twierdził, że stojąca naprzeciw niego zakonnica jest fatalną nauczycielką, ale miał wrażenie, że wszelkie jego życzliwe uwagi odnośnie możliwości poprawy tego, za co jest odpowiedzialna, puściła mimo uszu. Aha, rozumiem, siostrzyczka jest nieomylna i na pewno też święta - stwierdził z przekąsem pewnego dnia, nie informując siostry Lucette o swoich odczuciach wprost, i w tym przekonaniu trwał do dziś. Nie mogło się jednak obejść bez podobnych aluzji jak ta właśnie wypowiedziana, które w całej swej złośliwości były tak naprawdę niewinne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Aleksandra III   Sro Wrz 14, 2016 1:01 am

Bywały dni, gdy lubiła gry pozorów. Nawet te bezpieczne, wymuszające uprzejmy uśmiech i błahe pytanie, zahaczające o pogodę oraz bliską rodzinę. Sama no codzień poruszała się po sferach radosnej obłudy oraz kłamstwa, więc uroczo-fałszywe rozmowy w pewien sposób były jej bliskie jak ścieżki, którymi zwykle spacerowała w drodze do klasztoru i z powrotem. Czasem odnajdywała w nich jedyną rozrywkę w ciągu całego dnia, czekając tylko, aż nadarzy się okazja, aby spróbować przegadać miejscowych śmieszków w filozofiach, które nie były jej zbytnio bliskie. Życie duchownych nie należało przecież do szczególnie obfitujących w niespodzianki, każde więc odstępstwo od normy, przyjmowane było z ogromną, głęboko chowaną radością.
Dziś jednak nie miała na nie ochoty. Jasno wytyczony cel majaczył na paryskim niebie, rozświetlony przez sąsiadujące z kopułą bazyliki kamienice. Jakże łatwo byłoby przemierzyć most bez słowa, udać, że nie dostrzegała znajomych sylwetek chowających się w tłumie? Przemknąć jak duch, bez skinięcia i wysłuchiwania nic niewartych słów na temat jej chóru. Monsieur Rocher musiał mieć ogromny tupet, żeby robić jej uwagi tuż po nadepnięciu na bezpieczną granicę wyznaczoną przez dobre wychowanie. I to jeszcze tutaj, w samym sercu miasta, podczas przypadkowego spotkania.
Nie zatrzymała się, była gotowa kontynuować rozmowę i iść jednocześnie, dając przy tym sygnał, że to nie będzie długa wymiana, a już na pewno nie po tym, co powiedział. Posłała mu zaciekawione spojrzenie, ale zaraz potem roześmiała się na głos. - Niezmiernie przykro mi to słyszeć - stwierdziła, nie kryjąc obłudy w swoim głosie. Niech wie, że sprawił, że jej serce doprawdy w tamtym momencie krwawiło i rozpadało się na miliony kawałków. Które zapewne skleić mogłaby tylko pozytywna recenzja Floriana Rochera, niedoczekanie. - Jednak niech zwróci pan uwagę, że to chór dziecięcy. Nie wypada zniechęcać ich i zabraniać inicjatywy - odpowiedziała szczerze i zgodnie z prawdą. W tym wieku przecież trzeba było je zachęcać, a skoro same,  z własnej woli uczestniczyły w zajęciach, dlaczego miałaby im tego zabraniać? - Zresztą to tylko dzieci, śpiewają tak jak potrafią i najważniejsze, że na chwałę Boga. - Uniosła dłonie w bezradnym geście, zupełnie jakby fakt fałszowania był Najwyższemu równie obojętny, co anielskie chorały. Zresztą może i był, kto to tak naprawdę wiedział?- A to przecież najważniejsze.
Kim on w ogóle był, aby tak okropnie czepiać się dziecięcego chóru? Nie spotkała w swojej niedługiej karierze kogoś, kto mógłby mieć pretensję do siostry zakonnej o takie błahostki. Od razu widać, że sam jest bezdzietny, wieczny kawaler. - Z tego, co wiem, do kościoła nie przychodzi się dla walorów estetycznych - dodała tonem niekwestionowanego znawcy, wszak te kwestie były znane jej najlepiej i nawet wysoko wykształcony lekarz nie powinien ich negować. - Muzyka to tylko dodatek. - Znów uśmiech, przesadnie uprzejmy i poprzedzony pewnym swego spojrzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most Aleksandra III   Pią Wrz 23, 2016 11:28 am

Dotrzymał jej kroku, bo choć łatwiej byłoby pokiwać głową i odpuścić sobie wymiany sprzecznych zdań z siostrą Lucette, Florian czułby się wielce nieusatysfakcjonowany, gdyby tak łatwo odpuścił. W tego typu "kłótniach" było coś atrakcyjnego, co kazało mu drążyć temat.
- Tak, tak, niech śpiewają - powiedział bez większego entuzjazmu, po czym zaciągnął się papierosem.
Do dzieci nic nie miał. Ich to w ogóle nie dotyczyło. "Problem" leżał w nauczycielce śpiewu, która zamiast krytykować ludzi dookoła mogłaby wziąć sobie do serca krytykę, którą Florian się z nią dzielił, mając jak najlepsze zamiary. To go tak bolało. Sama muzyka nie raziła go aż tak bardzo, jak to wyrażał. Sęk w tym, że to wszystko mogłoby być jeszcze lepsze, gdyby tylko siostra Lucette miała bardziej znośny charakterek. Słowa Floriana były jedynie zaczepką, która nie miała większego związku z prawdziwymi powodami, dla których opiekunka chóru nie widywała go ostatnio w bazylice. Te zaś dotyczyły kwestii: urozmaicenia (ile niedziel pod rząd można uczęszczać do tego samego kościoła?), wygody (nie zawsze chciało mu się spacerować w mrozie tak daleko, skoro istniały bliższe świątynie), a czasem zwyczajnego odpuszczania sobie tego chrześcijańskiego obowiązku. Nie mógł się jednak do końca zgodzić z twierdzeniem, że sprawy materialne są tylko dodatkiem, który nie jest niezbędny. Jeśli dla Boga najważniejsze było to, co człowiek ma w sercu i jego szczere chęci, to po co ludzie od wieków budowali wspaniałe kościoły, ubierali się odświętnie i komponowali wspaniałe utwory?
Popatrzył na nią jak na dziecko, któremu tłumaczy się oczywistą sprawę, o której ono zdaje się nie mieć pojęcia.
- Bardzo potrzebny dodatek. Nie mógłbym się modlić w kościele o wystroju zbliżonym do szpitalnego. Nie uważa siostra, że człowiekowi o wiele łatwiej jest mieć na uwadze tę chwałę w odpowiednich do tego warunkach? Po to są kościoły, po to ten cały przepych.
Odczuwając to w ten sposób, nie rozumiał swojej młodszej siostry, która zafascynowana lekturą Ani z Zielonego Wzgórza stwierdziła, że najlepiej byłoby jej się modlić mając za towarzystwo jedynie przyrodę. Choć trzeba przyznać, że podejście Sabine oraz Lucette było warte uwagi. Nie mniej jednak ton głosu zakonnicy nie pozwolił Florianowi choćby próbować zauważyć słuszność w jej wypowiedzi. Gdyby nawet chciał się z nią zgodzić, duma nie pozwalała mu dać za wygraną. Póki szli tą samą drogą, on był gotów sprzeciwić się każdemu słowu kobiety, albo chociaż wtrącać uwagi do jej wypowiedzi. Może właśnie ze względu na jej dużą pewność siebie, która w pewien sposób go drażniła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Aleksandra III   Sob Wrz 24, 2016 11:59 pm

Bycie duchownym niosło ze sobą pewnego rodzaju konsekwencje, brzemię toczenia niekończących się dysput i podtrzymywanie oręża dyskusji ze wszelkiego rodzaju niedowiarkami oraz niedorosłymi śmieszkami, którzy usiłowali udowodnić swoją rację. Nigdy nie bała się stawać w słowne szranki z przeciwnikami, wdawać w na wpół filozoficzne (czy raczej niedorzeczne) kłótnie, które koniec końców nigdy nie wyławiały zwycięzcy w sposób bezpośredni. Może dlatego właśnie pełnienie służby jako siostra zakonna nie wadziło jej szczególnie, nie wprawiało w zakłopotanie z powodu często padających, twardych pytań oraz zarzutów? Nie musiała wierzyć w całą tę boską ideologię, wystarczyło, że znała podstawowe prawa rządzące chrześcijańskim sumieniem oraz miała własny rozum, który potrafił wyważyć, ile może powiedzieć. Nie straszne były nawet najcięższe przypadki, do cna przesycone logiką i sensem, których argumenty nie raz wydawały się bliższe jej własnej ideologii; walczyła i z nimi, nie zapominając, po której stronie stać winna była, gdy habit stanowił mur pomiędzy nią oraz resztą świata.
Tak i tym razem, nie zamierzała odpuścić, choć wcale nie chodziło o sferę duchową. Zażartość i upór pozostawały jednak te same, sprawiając, że postawiony cel, czyli przegadanie monsieur Rochera, był nadrzędny. Przeczuwała, że jeśli nie zamknie mu buzi choćby na moment podczas tego wydłużającego się spaceru, nie zrobi tego już nigdy, a tej myśli znieść nie mogła. Kim był ten paryski lekarzyk ze zbyt wysokim mniemaniem o sobie oraz wmówionym gustem muzycznym, aby w ten sposób wyrażać się o jej chórze?
Znudzonym życiem, niekulturalnym, starym kawalerem, który uprzykrzał życie siostrom zakonnym.
Nie zapytał, czy może w towarzystwie zapalić, lecz nie ten fakt zirytował ją tak dogłębnie. Nawet nie błahy ton, jakim wyraził się o śpiewających dzieciach. Dym, który unosił się z odpalonego papierosa, działał na nią niczym przysłowiowa, czerwona płachta na byka. Sama była uzależniona od nikotyny i gdy w pobliżu pojawiało się jej źródło, którego z oczywistych powodów dosięgnąć nie mogła, ogarniała ją niesłychana złość. Wargi wręcz odruchowo zacisnęły się w prostą linią, mając błędnie sugerować, że nie zamierza się odzywać, choć tak naprawdę, głęboko w środku zbierała siłę oraz cierpliwość, aby kontynuować rozmowę. Spróbowała wygładzić zachmurzone czoło, dłonią poprawiając idealnie nałożony welon i zagarniając jeszcze jeden, krótki moment wytchnienia.
Wzrok Floriana, jaki zapewne przeznaczony był dla najmłodszych pacjentów, którym tłumaczył zawisłości ich własnych schorzeń, wcale nie poprawił sytuacji. Wręcz przeciwnie – sprawił, że w pierwszej chwili niemalże na jej język wypadło sformułowanie „obłudny materialista”, w porę jednak zatrzymane przez resztki zdrowego rozsądku czające się w zakamarkach umysłu. Wysłuchała całej wypowiedzi, nie ignorując również użytego przy okazji tonu. – Czyli mam rozumieć, że wybierając świątynię, kieruje się pan przede wszystkim jej wnętrzem oraz ewentualnymi dodatkami estetycznymi? – zapytała z fałszywym zaskoczeniem, wszak doskonale wiedziała, że tak właśnie było i dla Floriana liczyła się przede wszystkim piękna oprawa. – Przepraszam, ale kto jak kto, wydawało mi się, że osobie uczonej, jak pan, bardziej zależy na merytorycznej stronie chrześcijaństwa, na sensie słowa oraz odpowiednim przekazaniu go wierzącym. Jaki pożytek jest więc z pięknego kościoła, którego służba nie wnosi do pana życia nic nowego? – zapytała, z chytrym uśmiechem, zręcznie przemyconym pomiędzy udawaną uprzejmością, a zwykłą ciekawością. Oby tylko inteligentny doktor Rocher wyplątał się jakoś z tego, że wcale jednak nie zależy mu na całej tej pięknej idei trwania przy Bogu.
Szła przez moment w ciszy, zastanawiając się jeszcze nad jedną materią. Pewna rzecz przyszła jej do głowy, lecz musiała upewnić się w niej, aby przejść do meritum. – Czy mogłabym spytać, jakie ma pan doświadczenia związane z muzyką? Gra pan może na instrumencie, śpiewa? – zadawała pytania, starając się dalej utrzymać ten neutralny wyraz twarzy i nie dając po sobie poznać, co takiego naszło ją tym razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Most Aleksandra III   Nie Paź 02, 2016 1:47 pm

"Wielce świątobliwa" siostrzyczka nie miała zamiaru dawać za wygraną. Pewnie postawiła sobie za cel nawrócenie go na właściwą drogę, albo przynajmniej pokazania swojej wyższości nad świeckim mężczyzną. No tak, w końcu wiele z duchownych uważało się za mądrzejszych tylko dlatego, że przyjęli święcenia. Florian bardzo ich wszystkich szanował, ale często nie podobało mu się takie podejście. Drażniło go, gdy ktoś się wywyższał, drażnił go podział na klasy, jeśli ich przedstawiciele za bardzo przejmowali się swoją pozycją. Jego zdaniem każdy powinien robić to, do czego się nadaje i robić to najlepiej, na miarę swoich możliwości i uczciwie. Ta zakonnica należała do innej sorty ludzi. To znaczy Florian nie podejrzewał jej o to, że się obija czy oszukuje, ale za to bez wątpienia się wywyższała i uważała za lepszego człowieka. Druga po papieżu! Próbowała ugodzić w jego dumę i trochę jej się to udało, ale mężczyzna nie wziął sobie do serca tych jej zakamuflowanych obelg. Zaśmiał się nawet na jej pełne powagi słowa.
- Chyba nie sądzi siostra, że to są moje priorytety? Miałem na myśli to, że materialna oprawa - tak to nazwę - jest bardzo pomocna. To dlatego siostra nosi habit oraz welon, proszę nie łapać mnie za słówka. - Znów zaciągną się papierosem i popatrzył w niebo. Opiekunka dziecięcego chóru robiła mu sprawdzian na dobrego chrześcijanina, tego jeszcze nie było. Mógł powiedzieć, że nie ma o czym rozmawiać, bo w sumie nie było, ale zamiast tego dał się wciągnąć w jej grę. Co zabawne, był świadom pułapek, które na niego zastawia, a jednak podejmował rozmowę. Tak jak w tej chwili: wiedział, że siostrunia chce mu udowodnić, że on jako amator w dziedzinie muzyki ma o wiele mniejsze prawa do wypowiadania się na tematy z nią związane, bo ona pewnie ukończyła jakąś szkołę muzyczną i grała na co najmniej trzech instrumentach. Tak, tak, stary numer. Będąc zakonnicą rościła sobie tytuł większego eksperta od wiary, a mając muzyczne wykształcanie, uważała, że zdobyła monopol na wymądrzanie się również w tej kwestii. Jak cudowni byłoby utrzeć jej nosa! Może kiedyś, z Bożą pomocą, Florian przypomni siostrze Lucette, czym jest pokora wobec świata i dobre funkcjonowanie w społeczeństwie. Oczywiście tu miał na myśli wdzięczne wysłuchiwanie pomocnych rad.
Spojrzał na nią i uśmiechnął się kwaśno, węsząc spisek.
- Ach, no pewnie. Śpiewam, tańczę, kto tego nie robi? Jeśli chodzi siostrze o to, że pobierane kiedyś lekcje śpiewu czy gry zmieniłyby moje podejście, to się siostra myli. Wystarczy mi wiedza teoretyczna, którą wyniosłem z książek oraz dobry słuch, za pomocą którego wykształciłem gust.
Strzepał popiół z papierosa na zaśnieżony chodnik, ale nie pod nogi Lucette. Jeszcze tego brakowało, żeby oskarżyła go o prostactwo, choć nie wykluczone, że prędzej czy później to zrobi. Domyślał się, że teraz czeka go wykład zakonnicy na temat jego rzekomej ignorancji. Postanowił jakoś to przeżyć, w końcu i tak niebawem ich drogi się rozejdą... do następnego razu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Most Aleksandra III   Pon Lis 07, 2016 5:26 pm

Już wiedziała, że go ma.
Florian Rocher, mężczyzna starszy, bardziej doświadczony, a na pewno i o wiele inteligentniejszy, zaplątał się we własną filozofię, tym samym nieuważnie zostawiając jej wolną furtkę, przez którą mogła się wślizgnąć i ośmieszyć go przed samym sobą, wyraźnie wskazując popełniany błąd. Gdyby tylko z taką uwagą nie musiała pilnować każdego wypowiadanego słowa, gdyby nie była siostrą zakonną, a każdą inną wątłą istotą ludzką, której mogłoby zdarzyć się zapomnienie o podstawowych zasadach kultury, zrobiłaby to w sposób bardziej bezpośredni, chociażby nie szczędząc tak bardzo na mimice, obecnie okrojonej do przyzwoitego minimum. Choć kto wie, może tak właśnie było lepiej? Ironia spowita powierzchownym zdziwieniem oraz uprzejmym uśmiechem, słowa podszyte drugim dnem jasnym tylko dla ich dwójki sprawiły, że ogólny ton przyjacielskiej pogawędki cały czas był podtrzymywany, podczas gdy treść odbiegała już od typowo przyjaznej. Z boku mogli dalej wyglądać niczym dobrze znajomi debatujący nad treściami chrześcijańskimi czy ostatnim kazaniem w kościele, dopiero osoba zagłębiona nieco bardziej w dotychczasowe spotkania, byłaby w stanie stwierdzić, że obydwoje zachowują się bardzo nietypowo jak na profesję, którymi się zajmują.
Zabawne, bo nie przepadając za lekarzem, zdawało się, że jednocześnie, to w jego towarzystwie może poczuć się nieco bardziej swobodnie, uchylając odrobinę nałożoną maskę.
Nie mówiła jednak tego na głos - zdawało się, że panuje między nimi niepisana umowa odnośnie tych kwestii; cały czas skupiali się na zgłębianiu danego konfliktu, a nie jego przyczyn, powierzchownie drążąc również kwestię moralności. Fakt, że Rocher obruszył się nieco na jej drobną, niewinną uwagę wypowiedzianą zawiedzionym tonem, sprawił, iż, słysząc jego śmiech, którym zapewne miał zamiar zatuszować własną gafę, również się uśmiechnęła.
- Ależ nie łapie, panie doktorze - odpowiedziała zaraz, śmiejąc się cicho i unosząc dłonie w charakterystycznym geście pokazania mu, że nie ma wcale złych zamiarów. Nie miała przecież, Florian podawał jej niemalże na tacy kolejne powody do zadawania kąśliwych stwierdzeń. - Nie wątpię w pana, absolutnie, po prostu takie słowa z ust osoby uczonej brzmią... nieprawdopodobnie - dodała jeszcze nieco ciszej, jakby samo wypowiadanie podobnych stwierdzeń było nie do końca na miejscu. Kwestii habitu i welonu nie skomentowała, bo, no cóż, gdyby miała paradować w worku pokutnym, przeciętny zjadacz chleba mógłby stwierdzić, że gorszy go widok tak ubranej siostry. Ale przecież i tak była skromnie ubrana, zarzut Rochera pozostawał więc dla niej kompletnie bez sensu. - Mimo to nadal przykro mi, że nie dostrzega pan samej idei dziecięcego chóru, dla którego przecież podobne zajęcia ma stanowić pierwsze spotkanie z Bogiem. - Udawany, cichy żal oraz westchnięcie zaakcentowały ostatnie zdanie, zgrabnie podkreślając ironię wypływającą z każdego słowa, ale nawet i bez tego rozmówca mógłby domyślić się jej prawdziwych intencji. Posłała mu jeszcze lekki uśmiech, którego, pod wpływem ciemniejącej okolicy, mógł już nie dostrzegać. Wieczór coraz wyraźniej wtapiał się w paryską okolicę, przypominając, że nie zostało im zbyt wiele czasu na rozwlekanie się nad pewnymi kwestiami.
Spisek węszony w kolejnych słowach był bezpodstawny - siostrze wcale nie zależało na tym, aby w jakikolwiek sposób testować lekarza, cel pytania tkwił o wiele głębiej. Skinęła więc głową, wysłuchując przechwałek mężczyzny, które tak naprawdę niewiele dla niej znaczyły; zaraz potem zamilkła, udając, że nad czymś się zastanawia i błądząc wzrokiem wśród otwartej przestrzeni za końcem mostu, w stronę której zmierzali. - W takim razie, skoro jest pan tak muzycznie uzdolniony, nie chciałby pan wpaść na jedną z prób? Być może pański świetny słuch oraz gust zaradziłyby jakoś rzekomym niedociągnięciom? - zapytała, zawierając w tym wszystkim również cichą prośbę. Oczywiście, że w głębokim poważaniu miała Rochera i jego "rozeznanie" w sztuce, ale czuła, że jeśli tylko na własnej skórze, przekona się, co to znaczy uczyć hordę dzieciaków pieśni, w końcu otworzy oczy i doceni jej pracę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Most Aleksandra III   

Powrót do góry Go down
 
Most Aleksandra III
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Lewy brzeg :: Palais-Bourbon-
Skocz do: