IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Elysée - Mieszkanie na poddaszu


Share | 
 

 Elysée - Mieszkanie na poddaszu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Wto Wrz 27, 2016 4:03 pm



Mieszkanie na poddaszu

Rue Jean Goujon, Elysée, prawobrzeżny Paryż

Stara kamienica pamiętaj niejeden historię. Mieszkanie na poddaszu szybko zmieniło swojego właściciela, gdy niemieccy żołnierze pojawili się we Francji. Podobno w zależności od zasług otrzymywali swoje miejsce, ale Tobias w to nie wierzył. Rozdawane jak na rozkaz mieszkania nie miały swojej duszy oraz ciepła. Rzucił tylko słuszną uwagą: Luftwaffe czuje się bezpiecznie tylko na samej górze, z dala od ziemi, a wciąż blisko nieba. Mieszkanie jest przesiąknięte francuskimi pamiątkami, które nawołują do kultury kraju. Ciężkie meble spowite w złocie oraz bieli nadawały temu miejscu elegancji. Chociaż Tobias próbował dodać tu kilka niemieckich elementów, zdjęć, listów, medali, nie mógł zabić historii tego miejsca. Podobno kiedyś należało do francuskiego arystokraty, który po śmierci żony oszalał. Łączyło ich coś, dlatego tak dobrze czuł się w tych czterech ścianach. Mieszkanie w porównaniu z tymi na niższych piętrach jest większe, ale nie przytłacza swoim metrażem. Widok na Pola Elizejskie jest obłudą spokoju. Przestronny salon aż prosi się o wielu gości, lecz tu nikt nie lubi niezapowiedzianych wizyt. Hebanowy fortepian pamiętający jeszcze muzykę żony Tobiasa nie jest tylko ozdobą. To właśnie on stanowi najlepszy wehikuł czasu. Wygrywani niemieccy kompozytorzy uczą syna, czymże jest muzyka, a w tym "domu" jest jedną z najważniejszych rzeczy.  Mieszkanie ma stanowić schron dla duszy. Kilka podstawowych pomieszczeń gwarantuje komfort. Pokój Franza to przykład minimalizmu. Wszystkie zabawki oraz podręczniki na złość ojca znajdują się w przestronnym salonie. Niewielka kuchnia połączona z jadalnią to miejsce spotkań domowników. Trudno zdobywane towary jak herbata spożywa się własnie tu, słuchając sentymentalnych melodii. Łazienka z olbrzymią wanną i widokiem na skrawek pól Elizejskich jest jedną z najlepszych form relaksu. Szkoda, że wieczorem częściej słyszy się strzały i krzyki niż delikatny szum drzew. W mieszkaniu panuje bezgraniczny porządek, a każda niesubordynacja spotyka się ze złością Tobiasa. Tylko w jednym pomieszczeniu, albowiem w malutkim gabinecie, widać, czym zajmuje się właściciel. Modele samolotów podwieszone są do sufitu, a mapy świata zdobią ściany. To właśnie tu kryją się medale i zdjęcia, dokumentujące chwile chwały. Uściski dłoni, uśmiechy, wszystko przesączone fałszem. Manekiny stojące w kątach pokoju ubrane są w mundury żołnierza Luftwaffe. W szafie zbyt bardzo by się wygniotły. Zdobyte naramienniki wiszą na mapie, przyczepione do miejsc, w których został Tobias wyróżniony. To tu planuje większość swoich decyzji zawodowych. Pomieszczenie nie jest zamykane na klucz, lecz każdy, kto zna Tobiasa wie, że nie wolno tu wchodzić.  




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sro Wrz 28, 2016 12:40 am

To nie był jej dobry dzień.
Ojciec znowu miał kiepski humor. Zresztą, kiedy nie miał? Sara już dawno straciła rachubę i nie orientowała się w przyczynach jego wahań nastroju. Nie mówił jej przecież o swoich zawodowych sprawach, uważając, że jej to nie dotyczy. Nie dotyczyło. Nawet nie interesowało. Nie znaczyło to jednak, że jego nastrój nie miał na nią wpływu, bo miał, i to bardzo duży. Musiała jeszcze bardziej niż zwykle uważać na to, co mówi i robi. Gdy był w domu, najchętniej schowałaby się gdzieś i nie wychodziła, dopóki znowu nie zniknie, ale nie zawsze tak się dało. Szczęśliwie dla niej często był zajęty. Wcale by się nie pogniewała, gdyby w ogóle nie wracał do domu.
Ale wracał. I dzisiejszego dnia też wrócił i to wcześniej niż zwykle, podczas gdy ona, z chęci uspokojenia skołatanych nerwów swoich oraz matki grała cicho na fortepianie w salonie. W ich domu muzyka zwykle służyła jako jedno z narzędzi do ukrywania przed światem brudnych sprawek rodziny, ale, paradoksalnie, dla Sary była też jedną z form ucieczki, podobnie jak malowanie.
Mimo skupienia na starannym naciskaniu kolejnych klawiszy usłyszała trzaśnięcie drzwi wejściowych, ciężkie kroki i sapanie ojca. Mężczyzna, zwabiony dźwiękami spokojnej, delikatnej melodii pojawił się przy niej i chwilę później uderzył ręką w instrument, sprawiając, że ciężka klapa opadła na jej dłonie, boleśnie przytrzaskując palce. Był to jeden z jego ulubionych sposobów karania córki; często wręcz sam kazał jej grać, by później uderzać w klapę, kiedy uznał, że melodia nie przypadła mu do gustu.
Sara syknęła, natychmiast oswabadzając dłonie. Twarz ojca była czerwona ze złości, dyszał ciężko i wyglądał na bardzo czymś rozeźlonego. Czym? Nie wiadomo. Pewne było jednak, że na kimś musiał wyładować swoją złość i tą osobą stała się Sara; matka najwyraźniej zawczasu skryła się w swoich komnatach, nie zamierzając zrobić nic, by pomóc córce, którą mężczyzna szarpnął brutalnie za włosy i zmusił do podniesienia się. Na nic się zdały prośby o pozostawienie jej w spokoju. Luis ani myślał pozwolić jej odejść do pokoju, napawając się jej strachem, który tak bardzo próbowała ukryć.
A później było już tylko gorzej. Udało jej się umknąć dopiero, kiedy znudził się tym wyżywaniem na niej i uznał, że dał jej wystarczającą nauczkę za przewinienie, którego nawet nie znała. Dawno nie zdarzało się mu aż tak tracić panowania nad sobą; zapewne to właśnie było przyczyną, że Sara, zamiast zamknąć się w pokoju, jak zwykle robiła, wybiegła z mieszkania, zamierzając się udać prosto do osoby, której najbardziej ufała – do Tobiasa.
Dopiero na chodniku zwolniła, upewniwszy się, że ojciec jej nie goni i za chwilę nie zawlecze jej z powrotem do domu. I dopiero w tym momencie, gdy emocje powoli zaczęły opadać, znowu zaczęła boleśnie odczuwać wszystkie sprawione jej siniaki. Najbardziej bolał bok, przy każdym oddechu czuła, jakby coś gorącego wbijało się w jej ciało. Ostrożnie zacisnęła na nim dłoń i ruszyła powoli chodnikiem, nie bacząc na to, że jej bladość, potargane włosy i zaszczute spojrzenie wyglądają cokolwiek podejrzanie. Chciała jak najszybciej się stąd oddalić.
Nie wiedziała nawet, kiedy udało jej się dotrzeć do mieszkania Tobiasa, bo momentami obraz rozmywał się przed jej oczami, a najbardziej dojmującym uczuciem stawał się ból. Miała w sobie na tyle samozaparcia, że dotarła do celu, dopiero przed drzwiami uświadamiając sobie, że nawet nie wie, co mu powiedzieć, jak wyjaśnić swoje nagłe i niezapowiedziane pojawienie się na jego progu. Nie chciała angażować go w swoje problemy, bo zapewne miał dość własnych. Przyjście tu było pierwszym odruchem podyktowanym chęcią ucieczki i uniknięciem kolejnej kary z rąk ojca.
Ale skoro już tu dotarła, nie mogła tak po prostu wrócić do domu. Nie teraz, kiedy ojciec był w takim stanie. Byłaby to chyba najgłupsza rzecz, jaką mogłaby zrobić, dlatego po chwili wahania ostrożnie podniosła drżącą, obolałą rękę, by zapukać do drzwi. Przez materiał rękawiczki powoli przesiąkała już krew z porozcinanych palców, ale w tej chwili zastanawiała się nad tym, czy brat jej otworzy. Chciała po prostu znaleźć się w środku i poczuć bezpiecznie. Tylko tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sro Wrz 28, 2016 9:27 am

Ciężki dzień obfitował w niezręczne wydarzenia. Życie żołnierza wbrew pozorom nie polegało na wiecznej balandze w sprawdzonych burdelach. Tobias i tak ich nie odwiedzał. Szukał francuskich zabytków, aby przekonać się, że istnieją takie miejsce na ziemi, które powinny zostać zapamiętane. Słabość do kultury przejawiała się już od dziecka, gdy wyrywał się matce i chciał zwiedzać. Nie lubił oklepanych ścieżek. Nie znając zagrożenia, uciekał, a potem na tym cierpiał. Żelazna dłoń ojca zamykała się na nadgarstkach chłopca, przypominając, kto rządzi i kto decyduje. Płakał, pomimo tego, że na następny raz znowu zbaczał w inną ścieżkę i poznawał okolice. W pewnym momencie przestał czuć ból. Uderzenia omijały jego ciało, a trafiły w psychikę. Liczył je. Szukał w nich odpowiednika muzycznego. Walc, tango? Nie wiedział, czy krótkie, aczkolwiek szybkie uderzenia są lepsze od tych mocnych i wolnych. Każdy bolał podobnie, utwierdzając małego Tobiasa w przekonaniu, że nigdy nie może się zgodzić na to, co mówi ojciec.
Namawiał matkę, aby od niego odeszła, bo ta wydawała się ślepa na jego czyny. Specjalnie przygrywała Bacha, żeby głuchy dźwięk bicia się mniej roznosił po zamczysku w Norymbergi. Tobias przecierał szlaki. Uczył ojca jak bić, aby nie było widać. W końcu "ułatwiał" życie kolejnym dzieciom. One chociaż nie dostawały po twarzy. Codziennie, gdy się mył, blizna na jego piersi przypominała mu okrutnie, nowe kary ojca. Nie mógł się mu sprzeciwić, bo wtedy złość przenosiła się na matkę. Kolejne gwałty owocowały dziećmi. Na początku się cieszył. Między nim a Ericiem nie było wiele różnicy. Nie był świadomy, że ojciec po prostu nie lubił dzieci. Całą winę chciał zrzucić na siebie, lecz nie wyszło. Rodzeństwo również dowiedziało się, na czym polega miłość generała. Jego obawy wzrosły nieznośnie dopiero przy Sarze. Pierwszej dziewczynce, która miała być jak kwiat. Delikatna, kusząca, niezepsuta od środka. Otoczył ją opieką i błagał zarówno siostrę jak i matkę, aby Sara szybko wyfrunęła z domu rodzinnego.
Rozmowy o tym były na tyle trudne, że zaborczy ojciec nie chciał nawet o tym słyszeć. Tobias nie był przykładnym pierworodnym. Sprzeciwiał mu się przy każdej okazji, zaczynając od Luftwaffe, kończąc na osobnym mieszkaniu z synem. Wiedział, że Sara ma być tylko towarem, który opchnie się innemu Niemcowi. Dla wygody polityki. Nie mógł tego zrozumieć. Dlaczego ojciec był na tyle apodyktyczny, żeby niszczyć życie czwórce najbliższych? Tobias wierzył w niespełnioną miłość, która czeka gdzieś na niego. Tego też życzył siostrze, ale przede wszystkim spełnienia artystycznego.
Dziś to nie był dobry dzień. Spędzony poza domem mijał nieubłaganie i nie zdążył ucałować Franza w czoło. Znowu przyniósł do domu wiele gazet, dokumentów, a przede wszystkim myśli, które nakazywały mu znaleźć złoty środek. Uwolniłby go od wojny, filozofii Hitlera, apodyktycznego ojca i w końcu poczułby wolność. Tak, tak własnie nieśmiało marzył. Już przysypiał na kanapie. Nie miał siły się przenieść do sypialni, więc zrzucił z siebie ubrania, przykrył kocem i zamknął oczy.
Odpływał do krainy marzeń, gdy usłyszał pukanie. Nieprzytomny nie pomyślał nawet, żeby zarzucić coś na siebie. Uderzył głową w ścianę i wtedy dopiero otworzył oczy. Przeklął pod nosem, nawołując jednocześnie po niemiecku, że idzie już. Niech nie puka, niech nie roznosi tego paskudnego hałasu. Przecierając oczy, otworzył drzwi. Którą mieli godzinę? Zmarszczył brwi, obserwując nieprzytomnie siostrę. Nie pomyślał nawet, że mogło się coś stać. Przecież zawsze mogła go odwiedzić. Pociągnął ja za dłoń do środka i chciał przytulić. Nagle poczuł na swojej skórze coś mokrego i mazistego. Szybko się przebudził, patrząc pytająco na siostrę.
- Co do... - zaczął jeszcze zachrypniętym głosem, podnosząc jej ręce. Wolno ściągnął rękawiczki, a widząc szkarłatne strużki, wciągnął powietrze. Jak małą dziewczynkę ciągnął do kuchni, wkładając dłonie pod wodę i szukając po wszystkich szafkach ścierek, które mogłyby posłużyć za opatrunek.
- Nie wrócisz tam - warknął, przekładając jej dłonie bawełną. Niech nie krwawią, bo ściska go żołądek. Czuje mdłości i bezsilność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Czw Wrz 29, 2016 12:07 am

Sara także od zawsze przejawiała ogromne ciągotki do kultury i sztuki. Nie podobało się to zbytnio ojcu, więc starał się obrzydzić córce jej pasje przez wygórowane wymagania i karcenie jej z byle powodu. Z lubością palił jej obrazy i przytrzaskiwał jej dłonie, gdy grała. Często powtarzał, że jest dla niego rozczarowaniem. Sara chyba nawet nie pamiętała innego stanu rzeczy, bo znosiła podobne traktowanie od dzieciństwa. Wtedy jednak nie rozumiała, dlaczego ojciec nią gardzi, dlaczego matka boi się okazywać jej uczucia w obecności męża; to zrozumienie przyszło dopiero później, z wiekiem. I wycofała się we własny świat, już nie próbując zabiegać o względy rodziców w taki sposób, jak kiedyś, bo przestała wierzyć, że coś się może zmienić. Za to brat... Z nim sytuacja wyglądała inaczej, Sara darzyła go zaufaniem i często się o niego martwiła, szczególnie odkąd zaczęła się ta cała wojna. Myśl, że mogłaby utracić najbliższą sobie osobę w rodzinie była trudna do zniesienia.
Nie lubiła go jednak wciągać swoje problemy. O większości incydentów z ojcem nigdy mu nie wspominała. Z pewnością wiedział, że nie było dobrze, ale rzadko wdawała się w szczegóły, w samotności znosząc to wszystko i czekając, aż kiedyś nadarzy się okazja, by uwolnić się spod ojcowskiej władzy i nie będzie musiała drżeć w strachu, kiedy spadnie na nią kolejne uderzenie.
Dzisiejsze przyjście tutaj to był tylko impuls. Prawie nad tym nie myślała, gdy wybiegała z domu, kierując się prosto do miejsca, gdzie czuła, że będzie bezpiecznie.
Przez chwilę stała przed mieszkaniem, kiedy nagle usłyszała kroki i drzwi, w które tak usilnie się wpatrywała, otworzyły się, ukazując sylwetkę brata. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że nie był w pełni ubrany. Chciała tylko wejść do środka, zupełnie jakby wciąż towarzyszył jej paranoiczny i zupełnie irracjonalny lęk, że ojcowska ręka za chwilę zaciśnie się na jej ramieniu, a jego głos wysyczy prosto w jej ucho krzywdzące słowa o tym, jak złą córką była.
Pozwoliła się wciągnąć do środka, ale kiedy brat ją objął, syknęła z bólu i odruchowo się odsunęła, kładąc z jedną dłoni na boku i plamiąc krwią materiał sukienki. Nawet przy lekkim dotyku bolały ją żebra w miejscu, gdzie ojciec wymierzył jej mocnego kopniaka ciężkim buciorem. Powoli podniosła wzrok na Tobiasa, ale ten już poprowadził ją do kuchni. Nie musiała nic mówić, na pewno wiedział, kto był przyczyną jej obecnego stanu. Wciąż była tak oszołomiona, że nawet nie zareagowała, kiedy zdjął jej rękawiczki i włożył jej ręce pod strumień przyjemnie chłodnej wody, która przyniosła jej ulgę. Kiedy krew została zmyta, mogła zobaczyć sińce i zaczerwienioną linię biegnącą przez wszystkie palce.
- Ojciec nie pozwoli mi odejść – powiedziała cicho. – Na pewno już jest wściekły, że... że tak po prostu wyszłam.
Przez chwilę patrzyła, jak Tobias osusza jej dłonie. Chociaż to też bolało, stała zaskakująco spokojnie. Nie był to pierwszy raz, gdy krwawiła, więc chyba już przywykła do tego widoku.
- Boję się, że on tu przyjdzie. Może nawet już tu idzie – zaczęła nagle. – Był dzisiaj wyjątkowo zły. A ja nawet nie wiem, co takiego się stało.
Pokręciła nieznacznie głową, a niepokój zaczął do niej wracać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sro Paź 05, 2016 9:26 am

Rodzina nie wiedziała, że dziecko nie można nauczyć sprzeczności. Gdy ma publiczne okazywać zachwyt sztuką, wieczorem, kiedy zgasną wszystkie światła, ta część życia również będzie dla niego frapująca. Na nieszczęście rodziców to Tobias był przewodnikiem Sary. Uczył ją muzyki, lecz nie tej klasycznej. Od tego przecież miała nauczycielki, które pokazywały, jak uderzać w klawisze, żeby grała odpowiedna melodia. Tobias chciał pokazać siostrze duszę muzyki, to co pozwala nam odczuwać emocje. Gdy byli mali, a ojciec miał zły humor, przynosił jej watę do uszu, aby nie słuchała jego głupot. Muzyka jest i będzie ważna w ich życiu. Żaden pas, krzyk oraz drwiące słowa nie usuną pasji ze wspomnień. Siła charakteru rodziciela genetycznie warunkuje dziecko. Luis tak naprawdę nie wiedział, z kim ma do czynienia. On wysyłał rozkazy, a nie poznawał swoje dzieci. Potwór zasługiwał na potwora. Luis nie był godny swoich dzieci. Walcząc ze swoimi słabościami, ze sztyletami wbitymi prosto w plecy, Tobias próbował znaleźć ukojenie własnej duszy. Jakże zbudować dom, którego nie będzie się wstydził syn, gdy pan domu walczy ze swoimi demonami?
Odkąd się wyprowadził i na rozkaz, wręcz jak na rozstrzelanie, ożenił, nie wracał często do domu. Dawał Sarze przepustkę na uciekanie do jego zamku, gdzie panował spokój i cisza, a krzyk był uważany za coś obrzydliwego. Chciał od wielu lat, żeby z nim zamieszkała. To gwarantowałoby jej schronienie. Nie potrafił przemówić matce do rozsądku. Nieraz posyłał dziwki, skazane na śmierć, aby zaspokoić rządzę krwi i przemocy ojca. Patologia rodziny rozrastała się, a on nie wiedział, jak to zastopować. Czy naprawdę w pojedynkę da radę? Sara była niewinna. Ojciec nałożył na nią funkcję założenia rodziny z wybitnie postawionym politykiem, ale Tobias nie rozumiał, gdzie w okropnych czasach ideologii, która zakładała, że ludzie nie mają własnego mózgu, podziała się miłość. Robił to, co musiał. Chronił dziecko, był bezwzględny, gdy inni patrzyli, ale jak naiwne maleństwo pragnął spokoju, szczęścia.
Powinien się ubrać, zasłonić blizny, które zostawił mu ojciec i zacząć mówić farmazony, że przecież będzie dobrze. Automatycznie uniósł ręce do góry, gdy syczała przy dotyku. W głowie odbijało się echem solidne kurwa mać. Dlaczego pozwolił jej zostać, dlaczego nie odważył się na ucieczkę od pieruńskiej, nazistowskiej ideologii? Oddychał szybciej niż zwykle. Korciło go, aby już zapalić, ale przecież nie mógł jej tak zostawić.
- Zajmę się tym – warknął. Ile jeszcze osób będzie chroniło tego tyrana? Dlaczego matka się go tak bała? Był generałem, był człowiekiem, który codziennie wchodził do niej do łóżka i opowiadał bajki. Zakręcił wodę, otulając palce ręcznikiem. Nie miał przecież żadnych bandaży. Zostawił Sarę na chwilę, przynosząc nalewkę. Co innego mogłoby jej uśmierzyć ból?
Do dna – powiedział, nie wierząc we własne słowa. Czy naprawdę podaje małej siostrze alkohol? Podrapał się po zaroście i narzucił na nią koc. Musiała zmarznąć, biegnąć do jego domu. Sam też otulił swoje ciało, zasłaniając w końcu paskudne blizny.
- Nie przyjdzie tu, odkąd Helena nie żyje nie był łaskawy zamienić ze mną słowa. – zaśmiał się, chociaż w jego głosie można było usłyszeć kroplę smutku. Brakowało mu ojca, tego prawdziwego ojca, który nauczyłby go łowić ryby, golić się i poopowiadałby ciekawe historie. Zaciągnął ją na kanapę, dokładnie otulił kocem i nastawił ramiona, aby się przytuliła tak, żeby nie bolało.
Sara, jesteś tu bezpieczna, wyślemy mu parę dziwek, powiemy mu, że wyjechałaś za granice, poznałaś jakiegoś majora, możesz tu zostać. Może załatwimy ci fałszywe dokumenty, przefarbujemy włosy, poczekamy aż znikną ci rany. Możesz zacząć nowe życie, ale nie chroń tego skurwysyna – szeptał, a na koniec ucałował jej czubek głowy. Naprawdę mogą zmienić jej historie, ale musi tego chcieć. Tobias w pojedynkę nic nie zdziała. – Daj sobie pomóc, Sara
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Pią Paź 07, 2016 2:14 pm

Gdyby nie brat, jej życie byłoby znacznie trudniejsze. Może nawet już dawno zostałaby całkowicie wypaczona przez ojca, może gdyby nie Tobias, już dawno zabiłby w niej wrażliwość i uczynił bezwolną marionetkę podrygującą bezmyślnie w rytm jego rozkazów. To Tobias ją przed tym uratował, bo miała to poczucie, że może komuś ufać, że jest tu ktoś, kto utrzyma ją w ryzach. Że nie pozwoli jej pogrążyć się w zwątpieniu i beznadziei, a utwierdzi w przekonaniu, że może być szczęśliwa i robić to, co lubi, i że wbrew temu, co mówił ojciec, nie było w tym nic złego. Gdyby nie Tobias, pewnie w końcu pozwoliłaby sobie wmówić, że sztuka jest jej słabością i że jest zła... Chociaż i tak, czując ogromny strach przed ojcem, czasami sama paliła swoje prace, a kiedyś nawet sama przytrzasnęła sobie dłonie, kiedy uznała, że gra niewłaściwie. To już zdecydowanie nie była zdrowa sytuacja, ale takie wychowanie nie mogło pozostać bez wpływu na jej wrażliwą psychikę.
Tobias był pierwszą osobą, która przyszła jej do głowy podczas tej „ucieczki” dzisiejszego dnia. Dlatego była tu teraz u niego, i nie musiała nic mówić, żeby ten domyślił się, co się stało. Przecież sam dorastał w tej samej rodzinie i jako pierwszy z trójki rodzeństwa przekonał się, co to znaczy odczuć na sobie gniew ojca, który traktował dzieci w dość przedmiotowy sposób, miały spełniać określone funkcje. Funkcją Sary było wyjść za odpowiednio postawionego mężczyznę, zapewne wybranego przez ojca, który chciał mieć pewność, że będzie to ktoś zaaprobowany przez niego. Nie miała realizować swoich pasji, ale też, mimo jego starań obrzydzenia jej sztuki, nadal się nią zajmowała.
W spokoju pozwoliła, aby brat się nią zajął. Obmył jej dłonie i otulił je ręcznikiem, a potem podał jej nalewkę. Wypiła zawartość naczynia bez większego sprzeciwu, chociaż alkohol podrażnił jej gardło, miał palący, ostry smak. Po pewnym czasie zaczęła jednak odczuwać przyjemne rozluźnienie i bez żadnego sprzeciwu pozwoliła się okryć kocem i podprowadzić do kanapy. Usiadła bardzo ostrożnie i przytuliła się do brata w taki sposób, by przylegać do niego tym nieuszkodzonym bokiem i nie narażać się na ból. W dzieciństwie bardzo często się tak do niego tuliła, żeby czuć, że nie jest sama. Teraz byli już dorośli, ale najwyraźniej pewne rzeczy się nie zmieniały.
- Nie przyszedłby tutaj nawet po mnie, żeby mnie ukarać za nieposłuszeństwo? – zdziwiła się, chociaż chciała wierzyć, że brat miał rację, że ojciec tutaj do niego nie przyjdzie. Tobias miał to szczęście, że już był wolny, ale Sara nadal pozostawała pod wpływem surowego rodziciela. – Myślisz, że tak łatwo by w to uwierzył, że naprawdę by mnie nie szukał i uwierzyłby w to wszystko, gdybym... zdecydowała się zostać u ciebie?
Bardzo chciałaby tu zostać. Nie wracać tam. Może gdyby nie było ojca, wpadłaby tylko na moment po trochę swoich rzeczy, a potem wróciłaby tutaj. Ale bała się, że coś takiego może przełamać niechęć ojca do odwiedzania Tobiasa, że pod wpływem furii i tak może się tu zjawić. Ktoś taki jak Luis zapewne czuł, że może wszystko i nic nie stoi mu na przeszkodzie.
- Chciałabym zostać z tobą. Żyć normalnie, bez strachu, że znowu wyładuje na mnie swoją złość. Matka nigdy nic z tym nie robiła i nadal nie robi. Woli udawać, że nic się nie dzieje – mówiła cicho, wciąż leciutko drżąc pod kocem, ale pod wpływem alkoholu bolało ją jakby mniej. No i przy bracie powoli się uspokajała, zawsze miał na nią kojący wpływ.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Nie Paź 09, 2016 10:23 am

Każdy kat potrzebował swojej ofiary. Ich ojciec nie był wyjątkiem od reguły. Musiał poradzić sobie ze złym sercem, które rozrastało się z każdą podjętą nazistowską decyzją. Potrzebował emocji, łzy, krzyku i błagania, aby przestał. Tym karmiła go codzienności i tego, oczekiwał w domu. Nigdy jednak nie wykorzystywał seksualnie swoich dzieci. Tobias dość szybko uciekł z rodzinnego domu, bo był pewny, że jeśli zobaczy ojca, który bije niewinną siostrę, wyciągnie pistolet i nabój trafi prosto między oczy. Jego nienawiść rodziła się powoli. Na początku był to zarodek. Pęczniał od negatywnych wspomnień, aż przybrał rozmiar chęci olbrzymiej zemsty. Życzył mu śmierci i tortur. Chciał zabrać matkę, siostrę, ale przy generale SS nic nie było takie łatwe. W uspokojeniu tej żądzy zemsty przychodziła sztuka. To ona koiła nerwy i napawała nadzieją.
Tobias chciał, aby Sara zawsze pamiętała, że może go prosić o pomoc. Zrobiłby wszystko, aby uwolnić ją z tego szaleństwa, ale to musiała być jej decyzja. Nie mógł zmusić siostry do odcięcia pępowiny, przybrania na twarz maski i spróbowania zacząć żyć od nowa. Musiała pamiętać, że zawsze może na niego liczyć. Nawet jak wracała pobita, a Tobias miał ochotę wpaść do domu i pokazać ojcu, jak oddycha się ze złamanym żebrem, musiał wziąć głęboki wdech, uspokoić siostrę, a swojej złości pozbyć się z potem. Uśmiechnął się blado, gdy zobaczył jak się krzywi po alkoholu. Skąd w tej dziewczynie było jeszcze tyle niewinności? Była krucha jak kwiat, a jednocześnie tak silna. Bał się ruszać, żeby jej dodatkowo nie skrzywdzić. Na siniaki nie było żadnej innej rady niż poczekanie aż przestaną boleć.
- Sara, potrzebujesz lekarza? – spytał cicho, nie wiedząc, jak tak naprawdę może jej pomóc. Miał znajomego weterynarza, który będzie trzymał język za zębami. Miał ochotę zemścić się na ojcu, zobaczyć krew na skórze, obić go tak, że będzie mu trudno oddychać. Teraz mógł tylko wdychać zapach włosów Sary i uspokajać ją.
- Nie przyszedłby, jest za dumny, aby odwiedzić syna, który go zawiódł – powiedział z żalem. Nie pogodzi się nigdy z tym, że ojciec nie zaakceptował jego pasji. Poszedł w nazistowską filozofię, a nadal nie był wystarczająco dobry, bo nie był żołnierzem SS.
- Zależy, czy zdecydujesz się na fałszywą tożsamość i czy będziesz wystarczająco uważna, Sara – Oczywiście, to o czym myślał Tobias, było ryzykowne. Nie przychodziło mu nic innego do głowy, co mogłoby uchronić ją od ojca.
- Mam pieniądze, ale to ma być twoja decyzja. – Przefarbować włosy, wymyślić imię i nazwisko to nie problem. Tobias wiedział, że mógłby w to nawet zaangażować swojego protegowanego, Otta, jedyny z żołnierzy, który wciąż myślał. Nie był zaślepiony ideologią. Westchnął ciężko, słysząc, że matka jest wciąż bierna. Nie chciał uświadamiać Sary, że kolejne dzieci, jak i pewnie sam Tobias, to wynik gwałtów. Głaskał czubek głowy siostry. Co miał jej powiedzieć?
- Nigdy z tym nic nie zrobi, Sara. Chroni go i nie pozwoli mu zrobić krzywdy. Ojciec mnie przypalał papierosem, a ona grała Bacha, aby sąsiedzi nie słyszeli moich krzyków. Nie możesz na nią liczyć, to musi być twoja decyzja – Uderzyła go fala wspomnień, która sama prosiła się o kieliszek nalewki. Musiał być tym rozsądnym, odpowiedzialnym. Jego zadaniem było popchnięcie Sary do decyzji, żeby w końcu mogła poczuć się wolna. Przy niej ojciec był delikatniejszy, im był starszy, tym mniej sił posiadał. Tobias pamiętał każdą karę i nie wiedział, czy jest już pusty w środku, czy przyzwyczaił się do bólu, że tym razem nie czuł się wszystkiemu winny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sob Paź 15, 2016 7:54 pm

Rozpoczęcie wszystkiego od nowa nie było takie proste, kiedy było się zaledwie młodą, samotną dziewczyną. Miała brata, ale przecież nie mogła w nieskończoność narażać go na nieprzyjemności, które mógłby mieć, gdyby tylko ojciec tego zechciał. I tak bardzo dużo dla niej robił w przeszłości i teraz. Gdyby go nie było, jej sytuacja wyglądałaby bez porównania gorzej. Dlatego też nie była pewna, co powinna zrobić. Oczywiście, pragnęła uwolnić się od ojca i zamieszkać u brata... Tylko co z ewentualnymi konsekwencjami? Czy naprawdę byłoby możliwe to, że żadne z nich nie ucierpi przez tę krnąbrność i przeciwstawianie się ojcu?
Nie czuła się najlepiej. Ale nie było to też dla niej nic nowego. Już nie raz obrywała. Była jeszcze dzieckiem, gdy pierwszy raz poczuła na swoim kruchym ciele uderzenie. A potem to stało się regułą. Obrywała lub patrzyła, jak obrywają jej bracia. A matka nie reagowała, zamiast tego skupiając się głównie na ukrywaniu postępków męża. Uczyła córkę, jak powinna ukrywać swoje siniaki, żeby nikt ich nie zauważył. Kiedy zranił ją poważniej, też starała się to ukrywać, mimo faktu że córka cierpiała. Zawsze jednak na wszelki wypadek uczyła ją również odpowiednich wymówek, którymi powinna się posługiwać, żeby ucinać wszelkie pytania. Zgadzała się na to, bo czuła, że tak trzeba, że w przeciwnym wypadku mogłoby być gorzej dla nich wszystkich.
- Mam nadzieję, że to nie będzie konieczne – powiedziała cicho. Przesunęła lekko dłonią po boku. Przynajmniej jedno żebro mogło być pęknięte lub złamane, bo bolało nawet przy najlżejszym ruchu. Przyjemne to nie było, szczególnie przy oddychaniu, więc oddychała płytko i leżała bardzo ostrożnie, ułożona na ramieniu brata, który ją uspokajał. Jako jedyny w rodzinie naprawdę potrafił to robić, ale i tak starała się nie krzywić, żeby go nie wystraszyć swoim stanem.
- I obyś miał rację, z tym, że nie przyjdzie. Nie chcę go oglądać. Najlepiej nigdy, ale wiem, że to bardzo naiwne życzenie. Matki chyba też na razie nie chcę oglądać. Stała z boku i patrzyła. Nic nie zrobiła... jak zawsze zresztą – zamyśliła się na chwilę, przymykając nieznacznie oczy. Było jej teraz trochę cieplej, pod kocem, po nalewce i przy boku brata. Już się tak nie trzęsła. – Ale mogłabym zostać u ciebie? Co mówiłbyś każdemu, kto do ciebie przyjdzie i mnie zobaczy? Przecież ktoś prędzej czy później powiedziałby ojcu, że to tu się ukrywam przed nim. Co wtedy byłoby z tobą, Tobiasie? Nie chciałabym ci zaszkodzić. Nawet, jeśli załatwiłbyś mi te papiery... To i tak ktoś może mnie rozpoznać, jeśli będę trzymać się blisko ciebie. Musiałabym... zniknąć całkowicie.
Wzdrygnęła się na samą myśl o tym, że ceną za odcięcie od ojca byłaby również utrata Tobiasa. Bo załatwienie dokumentów czy przebranie jej to jedno, ale faktyczne ukrycie jej przed ojcem, drugie. Nawet gdyby zamieszkała gdzie indziej, to każde odwiedzenie jej przez brata pociągałoby za sobą pewne ryzyko. Musiałaby opuścić miasto, ukryć się całkowicie, ale czy dałaby sobie radę zupełnie sama, skoro do tej pory nigdy nie musiała samodzielnie troszczyć się o takie kwestie, jak swoje utrzymanie, zajmowanie się domem i tak dalej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Wto Paź 25, 2016 4:00 pm

Ile razy wspólnie zaczynali nowe życie? Zawsze razem, nigdy osobno. Tobias wiele razy proponował jej przeprowadzkę, porzucenie wszystkich problemów za pomocą kilku znajomości i pieniędzy. Toksyczny ojciec oplatał ich szyję oraz kończyny jak bluszcz, nie pozwalając na własny rozum i odwagę. Mieli grać tak, jak pozwoli na to polityka. Sara musiała teraz sama się odważyć, aby zostawić za sobą całe życie, a rozpocząć zupełnie nowy rozdział. Nie widział w tym nic złego. Musiała zdać sobie sprawę, że dłużej tak obydwoje nie pociągną.
Krwawe wspomnienia pojawiały się w głowie w rytm Bacha. Kontrastująca cisza w mieszaniu nie pozwalała mu się skupić. Czuł zimną skórę siostry, ale jego głowa znajdowała się w zupełnie innym miejscu. Ciężko wypuścił powietrze, modląc się w duchu, żeby Franz się nie obudził. Nie chciał, aby widział łzy siostry i krew, która przesiąkała przez ręczniki. Jutro powiedzą mu o nowej współlokatorce, dziś niech się szybko skończy. Napiął mięśnie, słysząc kolejną wymówkę.
- Sara, albo z tym kończymy, albo teraz wracasz do domu – musiał w końcu wytoczyć ten argument, bo dlaczego ciągle tłumaczyli tego tyrana? Tobias zawsze otrzymywał falę krytyki, nawet jak tańczył jak mu grano, to nie był wystarczająco dobry. Nie żałował ślubu, bo dzięki niemu miał Franza, lecz czy był szczęśliwy z Heleną? Wątpliwe.
- Sara, na pewno nie chcesz lekarza? – spytał szeptem – Rozbierz się, nie wierzę w tą twoją minę do złej gry – Przekręcił się, chcąc w jakiś sposób chwycić materiał ubrania. Wycofał się szybko. Nie mógł sobie pozwolić, żeby zaraz przez niego czuła kolejną falę bólu.
- Musisz się odciąć, zniknąć z ich życia – Te słowa nie były łatwe. Mówili o rodzicach, którzy wydali ich na świat, a jednak chcieli stłamsić swoje dzieci. Były wystarczająco trudne czasy, że nie można działać w pojedynkę. Ojciec przetarł szlaki, żeby Tobias dobrze zarabiał, ale czy powinien być z tego dumny? Zabijał dla pieniędzy, sławy? Kto by uwierzył, że Niemiec wierzył tylko część ideologii, a tak naprawdę najmocniej na świecie potrzebował spokoju?
- Możesz, jutro powiemy Franzowi – powiedział ciepło, chwytając jej twarz w swoje dłonie – Zawsze możesz na mnie liczyć – kontynuował, patrząc siostrze w oczy – Jak przefarbujemy ci rano włosy, nauczysz się malować jakieś pieprzyki i załatwimy ci fałszywy dowód, to na pewno kupią bajkę, że jesteś moją gosposią albo nianią Franza. Będziesz musiała pilnować, z kim się zadajesz – dodał, a w głowie pojawił mu się jasny plan. Zaśmiał się głucho.
Nie mam tylu gości, ile mogłoby ci się wydawać. Otto będzie trzymał język za zębami. – starał się utrzymać w głosie ciepłotę, ale miał ochotę zjawić się w domu i pokazać ojcu, co za jakie życie im pokazał. Czy ból miał ich nauczyć miłości, otwartości na świat? Nie wierzył już w jego kłamstwa, ale jako mały chłopczyk chciał być taki jak Luis. Władczy, nie znoszący sprzeciwu. Taki obraz serwował również swojej żonie, lecz to w czterech ścianach swojego gabinetu czuł się bezpieczny i wolny. Gotów był zawalczyć o ich szczęście, ale czy Sara się zgodzi? Widział w jej oczach strach. Ile jeszcze mieli się na to godzić? Tobias już nie odzywał się do rodziców, gardził nawet matką, która próbowała dobijać się do Franza, wysyłając do siedziby Luftwaffe czekolady i zabawkowe samochody. Nawet nie pokazywał ich dziecku, bo jak miałby wytłumaczyć hipokryzję babci?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sob Lis 19, 2016 12:19 am

To było naprawdę trudne. Trudno było w jednej chwili zostawić za sobą całe swoje życie i tak po prostu zacząć wszystko od nowa, w obcym dla siebie świecie. W tej chwili wydawało jej się to abstrakcją, bo chociaż z jednej strony chciała uwolnić się od ojca, z drugiej perspektywa tak dużej wolności wydawała się ją przerażać. To byłoby niczym nagłe wpadnięcie do bardzo głębokiej wody, bez żadnego oparcia, żadnego stabilnego punktu, na którym mogłaby się oprzeć, żeby nie pozwolić się pochłonąć. Sara nigdy nie zaznała bycia prawdziwie wolną, bo odkąd się urodziła, czuła na karku oddech ojca, a jedyną pociechą był brat oraz sztuka.
- Nie chcę tam wracać. Proszę – wyszeptała w końcu, ostrożnie zaciskając jedną z poranionych dłoni na ręce Tobiasa, zostawiając plamy krwi na jego skórze. – To tylko wygląda tak źle – próbowała się usprawiedliwić, grać twardą, ale nie wychodziło jej to dobrze. Słysząc jego prośbę, także się przekręciła i pozwoliła, żeby rozpiął tył jej sukni, odsłaniając siniejące plecy i bok, zwłaszcza w tym miejscu, gdzie znajdowały się prawdopodobnie naruszone żebra. Syknęła cicho z bólu, bo chociaż Tobias podał jej wcześniej alkohol, nie była na tyle zamroczona, żeby w ogóle nic nie poczuć.
- Mam nadzieję, że to ma jakiekolwiek szanse powodzenia. Jeśli przeze mnie wpadniesz w kłopoty... – spojrzała na niego ponuro. Czułaby się winna, gdyby to on ucierpiał za jej ucieczkę, za próbę postawienia się ojcu. – Musiałabym przez cały czas udawać. Zmienić wszystkie swoje nawyki, ukrywać się tutaj przez cały czas. – I choć w mieszkaniu Tobiasa na pewno niczego nie brakowało, pewnie tęskniłaby za możliwością wyjścia gdzieś, znalezienia odrobiny wolności w lubianych przez siebie miejscach. Ale tam mógłby ją ktoś rozpoznać i potem donieść ojcu. Z kolei postawienie ojcu sprawy jasno, że od teraz będzie mieszkać u Tobiasa, było... bardzo ryzykowne.
- Porozmawiajmy o tym jutro, Tobiasie. Jestem tak bardzo zmęczona... – westchnęła cicho, układając się na kanapie. Nie było to łatwe, bo prawie każda pozycja była dla niej bolesna, więc dziewczyna co chwilę krzywiła się, zanim udało jej się znaleźć w miarę znośne ułożenie. Przymknęła oczy, starając odciąć się od tego, co czuła, zarówno fizycznie, jak i na duchu, a obecność Tobiasa obok niej uspokajała ją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Pon Lis 21, 2016 9:18 am

To było naprawdę trudne. Trudno było w jednej chwili zostawić za sobą całe swoje życie i tak po prostu zacząć wszystko od nowa, w obcym dla siebie świecie. W tej chwili wydawało jej się to abstrakcją, bo chociaż z jednej strony chciała uwolnić się od ojca, z drugiej perspektywa tak dużej wolności wydawała się ją przerażać. To byłoby niczym nagłe wpadnięcie do bardzo głębokiej wody, bez żadnego oparcia, żadnego stabilnego punktu, na którym mogłaby się oprzeć, żeby nie pozwolić się pochłonąć. Sara nigdy nie zaznała bycia prawdziwie wolną, bo odkąd się urodziła, czuła na karku oddech ojca, a jedyną pociechą był brat oraz sztuka.
Tobias proponując zmianę tożsamości Sarze, miał na uwadze, jakie to będzie ciężkie. Jednak łatwiej byłoby mu „zatrudnić” nową Sarę jako gosposię, nianię, kogokolwiek. Mogłaby wtedy u niego bez problemu mieszkać, a jednocześnie skupić się na malowaniu i być może to ułatwi jej zaistnienie we Francji. Musiał myśleć nie tylko o niej, ale także o bezpieczeństwu Franza. Nie chciałby, aby pojawił się tu ojciec, żądając zwrotu maskotki do tortur. Nie odciąłby się od niej, ale nie miał jak jej inaczej pomóc. Nie mogli wyjechać tak nagle. Zostaliby najpewniej rozstrzelani w kilka dni od ucieczki.
- Musisz podjąć decyzję, Saro – powiedział zbyt oschle. Ile razy przechodzili przez to samo? Ona płakała, matka płakała, ale żadna z nich nie miała odwagi zrobić coś z tym dalej. Tobias miał dość zgrywania bohatera, bo jemu się udało zostać czarną owcą. Ojciec się chwalił tylko jego osiągnięciami, ale Tobias czuł na sobie to spojrzenie. Miało mu uświadomić, że wcale nie jest wolny, że jest ciągle marionetką. Rozpiął powoli sukienkę Sary i zdanie „to tylko wygląda tak źle” miał ochotę wyryć na jej dłoni, aby sama zrozumiała, jakie to niedorzeczne. Opuszkami palców wodził po siniakach, ale najbardziej zaniepokoiły go żebra. Westchnął ciężko.
- Nad ranem ściągnę naszego medyka – wyszeptał, przerażony jej ranami. Niewielu mogli ufać, aby na razie nie rozniosło się, gdzie przebywa Sara. Wolałaby rozsiać plotki, że poszła do jakiegoś faceta, wysoko postawionego oficera. Przypuszczenia o możliwym ślubie mogłyby uciszyć ojca, ale nie pozwoliłby na wiele dni. Musieli coś wymyśleć. Zsunął materiał sukienki z ramion siostry, wstając i poddając jej dłonie.
- Jest kilku zaufanych ludzi, nie musiałabyś się ukrywać, ale musiałabyś bardzo uważać – miał na myśli oczywiście Otto, Alexandra, ona tez miała jakiś przyjaciół, komu mogła zaufać. Wszystko dało się tak rozpracować, aby żyć w ukryciu. Nie ona jedna miałaby dwie tożsamości we Francji. Kupiłby jej podstawowe rzeczy, ubrania, sztalugę, ale to Sara musiałaby włożyć w ukrywanie największy trud. Przytulił ją do siebie i pocałował w czoło.
- Weź szybką kąpiel, położysz się spać w sypialni, na razie nie mówmy nic Franzowi, zobaczymy, co powie medyk – zaczesał mokre od łez włosy do tyłu. Pomógł jej dojść do łazienki, gdzie obmywał jej ciało wodą. Widząc te siniaki, wiedział, że ma co raz bardziej ograniczone poruszanie się. Zostawił ja na chwilę, poszedł do szafy, szukając jakiegokolwiek ciuchu dla niej do spania. Wziął także koc, którym mógł ją opatulić i przenieść do sypialni. Bardzo chciał iść teraz do ojca i sam pobić go tak, aby zrozumiał, jak się oddycha z połamanym żebrem. Otulił Sarę kołdrą, przytulił do swojego ciała, szeptał bajki, które opowiada każdej nocy Franzowi. Gdy siostra zasnęła, ostrożnie wstał z łóżka i przymknął drzwi do sypialni. Musiał się napić, musiał zapalić, musiał obudzić medyka. Nie prześpi nocy, ale zrobi coś dla siostry.

| zt dla Tobiasa i Sary
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sob Lip 22, 2017 1:27 am

Mieszkanie Tobiasa von Hatzfeldta znajdowało się w tej samej dzielnicy, co restauracja Maxim’s, a fakt ten pozwolił Sveinowi zaoszczędzić parę cennych minut oraz sił, które później miał spożytkować na dokładne oględziny. Kamienica, w której znajdował się apartament na poddaszu, należała do nowszych i zdecydowanie bardziej wytwornych w porównaniu do innych stojących na ulicy - łatwo było zatem domyślać się, że mieszkają tu głównie Niemcy lub przynajmniej kolaboranci, którym bardzo dobrze powodzi się w okupowanym Paryżu. Należało więc zachować wszelkie środki ostrożności, na czele z cichym i ostrożnym przemknięciem przez klatkę schodową oraz powolnym i niemalże bezgłośnym otwarciem starego zamka, co też udało się uczynić Sørensenowi, gwarantując mu na start bezproblemowe dostanie się do środka.
Gdy znalazł się w środku było już prawie piętnaście minut po godzinie dziewiątej, a słońce wpadające przez ogromne okna leniwie wspinało się coraz wyżej po nieboskłonie, z każdą chwilą wyraźniej rozświetlając każdy kąt. W oczy Norwega najpierw rzucił się więc panujący tu i ówdzie nieład w postaci dziecięcych zabawek porozkładanych w całym salonie, oraz dysharmonia wyrażająca się w próbie upchnięcia niemieckiej rzeczywistości pośród francuskiej historii poprzez porozwieszane w gabinecie odznaczeń oraz medali. W obliczu tych drobnych przeszkód należało więc działać nie tylko szybko, ale również uważnie, aby nie przeoczyć żadnego istotnego szczegółu.
Podczas poruszania się podłoga pod butami Sveina skrzypiała lekko, a drzwi, w szczególności te prowadzące do gabinetu, były wyraźnie opuszczone i wydawały nieprzyjemny, lecz nadal niezbyt głośny odgłos szurania podczas otwierania. Nie było jednak czasu na takie mankamenty, nigdy nie wiadomo, czy ktoś z bliskich von Hatzfeldta nie zechce upewnić się, czy jego mieszkanie jest bezpieczne podczas nieobecności właściciela.


W czasie rozgrywki przysługuje Ci dowolna ilość rzutów kością K6 – jeden rzut oznacza jeden post. Każdy przedmiot może być odkryty jedynie raz, a wyrzucenie tej samej liczby po raz drugi oznacza ingerencję Mistrza Gry i niezapowiedzianych gości. Pierwszy rzut zostanie wykonany przez Mistrza Gry w celu upłynnienia rozgrywki.

Legenda:
1. W jednej z szuflad w kuchni odkrywasz blaszane pudełko opisane „Pervitin” z około 30 pastylkami w środku.
2. Na biurku w gabinecie, w odłożonej na boku książce Ludwiga GANHFERA „Der Jäger von Fall”, odnajdujesz czeki wypisane na nazwisko Susanne Mossé.
3. W gabinecie sekretarzyku, w szafce, w jednej z teczek natknąłeś się na odezwę Ludwiga von Liebenfelsa, w której opisał etap hitlerowskiego planu eksterminacji Żydów i ogłosił początek akcji Frühlingswind, według której wszyscy Żydzi zamieszkujący Francję mają zostać wyłapani i wywiezieni.
4. W gabinecie, na pulpicie biurka znalazłeś korespondencję von Hatzfeldta z Otto Langbeinem oraz początek kolejnego listu, w którym Tobias wspomina o śledztwie dotyczącym Hali Wagram i możliwym powiązaniu z miejscowym Ruchem Oporu.
5. W salonie, na stoliku natykasz się na dwa zaproszenia – z ich treści wynika, że obydwa dotyczą urodzin Ottona Abetza, które odbędzie się jeszcze w maju. Jedno z nich jest imienne – wypisane dla Tobiasa von Hatzfeldta, drugie w miejscu imienia i nazwiska zaproszonego pozostaje puste, prawdopodobnie w oczekiwaniu na wpisanie odpowiednich danych partnerki majora.
6. W salonie, na pianinie odkrywasz list skierowany do von Hatzfeldta, w którym autor opisał śmierć Fritza Todta w katastrofie samolotu w Polsce, nalot Luftwaffe na Exeter oraz wiadomość o Vidkunie Quislingu, który stanął na czele nowego rządu Norwegii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sob Lip 22, 2017 1:27 am

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sob Sie 05, 2017 6:12 pm

Zaciśnięty w palcach kluczyk przejmował ciepło skóry, pozwalając, aby w żeliwnym stopie zagościło odrobinę życia. To zabawne i jednocześnie smutne, że jeszcze przed kilkoma dniami żadne z nich – ani klucz, ani Svein – nie wiedzieli o swoim istnieniu.
Obudził się przed świtem z dłonią zaplątaną w pościel i nozdrzami wypełnionymi zimową wonią norweskich jezior. Próbował zasnąć ponownie, dogonić rozpływające się na jawie maskonury, ale nie sposób odzyskać utracone sny – nie w obliczu wiszącego w powietrzu poczucia obowiązku, które przywiera do skóry jak lód i napełnia ciało bolesnym oczekiwaniem. Wstając z łóżka, wciąż czuł na nadgarstkach ociężałe brzemię, jak gdyby niejasne wspomnienie ciasnych kajdanek. Nie chciał myśleć, że to zły omen – w końcu sny spełniały się na opak.
Więc dlaczego zawahałeś się dwukrotnie: raz, ubierając bez specjalnego namysłu, i drugi, żegnając się z Nilsem wymuszonym, bladym jak ty sam uśmiechem?
O ósmej uciekł z zatłoczonej, hałaśliwej Rue du Cheveleret w stronę równie gwarnych okolic Maxim’s. Plan Paryża – dzieło setek lat historii oraz pełnych polotu urbanistów – tkwił w jego umyśle jak wyżłobiona w drewnie mapa; kompozycje uliczek i skwerków przeplatały się z nazwami ulic i bryłami budynków, znacznie ułatwiając paryskie wędrówki. Podążając z placu na plac i prześlizgując wzrokiem po skąpanych w porannym słońcu dachach, miał dziwne wrażenie szybowania w powietrzu – dopiero spotkanie na tyłach restauracji brutalnie cisnęło nim o bruk. Ciężar listu oraz dołączonego do niego kluczyka przybrał kolosalne wartości, obdzierając Sveina z resztek nieśmiałego optymizmu i przymuszając do jak najszybszego podjęcia działań.
Teraz, natychmiast – idź i działaj.
Z trudem powstrzymał drżenie dłoni, do których najwyraźniej nie dotarły ciche życzenia powodzenia. Palce przez całą drogę z Maxim’s do Rue Jean Goujon kurczowo zaciskały się na ukrytym w kieszeni spodni kluczyku, jakby chciały posiadać nieustanną pewność, że cenna zdobycz nadal jest na miejscu – i że już na początkowym etapie Svein nie zniszczy tego, co wkrótce z całą pewnością podda destrukcji.
To zawsze dzieje się z twojej winy.
Ta myśl była jak wbita w opuszek palca drzazga – im mocniej chciał zapomnieć o jej istnieniu, tym uporczywej odczuwał dotkliwe igiełki bólu, które rozchodziły się po ciele wraz z coraz szybszym biciem serca.
To zawsze ty jesteś winien.
Cel podróży ukazał się na horyzoncie znacznie szybciej, niż było to konieczne. Pokaźna, budząca mimowolny podziw kamienica nie należała do tego typu budynków, na które mogli pozwolić sobie rodowici, wierni narodowym ideałom Francuzi – a już sam fakt, że zamieszkiwał ją major von Hatzfeldt, ograniczało lokatorów do dość jednoznacznego grona.
Zawsze ty.
Starał się być jak najciszej, prędko pokonując kolejne kondygnacje prowadzące na strych; nikogo nie spotkał na klatce schodowej, co budziło nieśmiały cień nadziei, który spotęgowany został przez otworzone z powodzeniem drzwi. Svein, na moment przed otwarciem, przysunął się tak blisko nich, że rzęsami szorował o wiekowe drewno.
Wyłącznie ty.
We wnętrzu mieszkania panowała cisza – a przynajmniej tak pragnęła wierzyć ta rozedrgana, napędzana obawami substancja, którą w przypływach nadinterpretacji określał prosperującym (nikt nie mówi, że dobrze) mózgiem.
Zamek ze stanowczo zbyt głośnym szczękiem uwolnił mieszkanie ze swojego uścisku. Svein miał wrażenie, że jego serce odpowiedziało echem na ten szczęk, na niego i na kroki, które rozlegały się we wnętrzu cichymi skrzypnięciami drewnianej podłogi. Przez moment po prostu stał pośrodku salonu, próbując rozrysować w myślach kierunki poszukiwań, zlokalizować wszystkie drzwi, upewnić się, że naprawdę jest tu sam. Jego spojrzenie od najbliższej futryny mimowolnie powędrowało na stolik, na którym dostrzegł ładnie ozdobione koperty – wystarczyły prędkie oględziny ich zawartości (jak sekcja na listach – wcale nie przeglądanie cudzej korespondencji), aby przekonać się, że to nic innego, jak zaproszenia na urodziny Ottona Abetza.
Coś, o czym – chyba? – słyszał, na szpitalnych korytarzach mimowolnie odbierając słowa zupełnie obcych ludzi.
Nim zdołał pojąć, co czynią dłonie, obie koperty zniknęły w tylnej kieszeni spodni, a wzrok szukał kolejnego punktu zaczepienia, zaciekle ignorując kiełkującą, wrażą myśl, że przecież – til helvete! – nie jest włamywaczem ani złodziejem.
A przynajmniej nie b y ł.


Ostatnio zmieniony przez Svein Sørensen dnia Sob Sie 05, 2017 6:16 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sob Sie 05, 2017 6:12 pm

The member 'Svein Sørensen' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sob Sie 05, 2017 6:43 pm

Lawirowanie pomiędzy dziecięcymi zabawkami, których obecność nadawała pełnemu kontrastów wnętrzu dziwnej swojskości, było jedynie odrobinę trudniejsze od ignorowania cichych skrzypnięć podłogi. Przeciągłe, żałobne dźwięki wdzierały się do jego uszu z zaciekłością jedynie odrobinę mniejszą od tej, jaka towarzyszyła szuraniu drzwi do gabinetu. By je otworzyć, Svein włożył w pchnięcie nieco więcej energii niż w przywłaszczenie (kradzież) zaproszeń z salonowego stolika.
Czy właśnie tego typu człowiekiem musiał się stać, aby wykonać zadanie, które postawili przed nim norwescy przełożeni?
Miał wrażenie, że czoło zaczęła trawić mu gorączka – choć były to jedynie tłumione wyrzuty sumienia – a pierś pulsuje tępym bólem – co z kolei stanowiło reakcję obronną na natłok emocji, które nagle zalały całe ciało. W obcych mieszkaniach prędzej czy później zaczynał czuć się swobodnie, lecz to na Rue Jean Goujon miało stanowić niechlubny wyjątek, ciemną plamę na całym kalejdoskopie odwiedzonych wnętrz. Czego właściwie mógł spodziewać się po prywatnej kwaterze majora Luftwaffe, który najpewniej z uwagi na dziecko – synka, o czym świadczyły porzucone tu i ówdzie zabawkowe samolociki i plastikowi żołnierze – zrezygnował z pokojów w Hotelu Ritz?
Tajnych planów inwazji porzuconych niedbale na stole w jadalni? Depesz z samego Berlina? Czy…
Pulpit biurka zaścielały luźne, sowicie zasnute pochyłym pismem kartki; historia postanowiła raz jeszcze zatoczyć koło, chociaż uczyniła to znacznie szybciej, niż życzyłby sobie tego sam Svein. Podobnie jak w salonie, tak i w gabinecie niemal mimochodem zbliżył się do blatu, tym razem uparcie pilnując dłoni, które pragnęły zagarnąć listy dla siebie. Jedynie palce, gdzieniegdzie naznaczone wyblakłymi kreseczkami blizn, rozsunęły na pulpicie strony, kiedy wzrok przedarł się przez treść pierwszej z nich. Prywatna korespondencja pomiędzy von Hatzfeldtem a Hauptmannem Langbeinem była – jak to pozasłużbowe pisma – na tyle niezobowiązująca, luźna i pełna osobistych wzmianek, że czyniła wiadomości niemal niezrozumiałymi. Spośród całego stosu informacji – które Svein i tak, poniekąd wbrew sobie, naprędce przyswajał – najbardziej istotne wydawały się te zawarte na początku kolejnej wiadomości. O wydarzeniach w Hali Wagram wciąż szeptano w paryskich zaułkach, zatem podjęcie śledztwa przez okupantów nie stanowiło zaskoczenia.
W przeciwieństwie do powiązania z Ruchem Oporu, o którym sam Sørensen wiedział dotychczas tylko tyle, że istnieje – chociaż i to coraz mocniej poddawał w sceptyczną wątpliwość. Jednak skoro Niemcy mieli zamiar podjąć działania mierzące w Résistance, zgrupowanie? organizacja? sojusz? konfraternia? nie tylko prosperowała, ale robiła to na tyle skutecznie, by wzbudzić w okupantach obawy.
W przeciwieństwie do zaproszeń, listy nie zostały zagarnięte – Svein podjął próbę ułożenia ich w ten sam sposób, w jaki zaścielały blat biurka jeszcze przed jego przybyciem. Naprędce przeczytanie informacje zachował w głowie, nie będąc w stanie docenić swobodnego tonu, z jakim korespondent majora sklejał ze sobą informacje – nie dzisiaj, nie w tych okolicznościach.
Gdy zdawało mu się, że listy tworzą umiarkowanie jednolitą, nienaruszoną przez siły trzecie kompozycję, rozejrzał się po wnętrzu gabinetu, nie do końca wiedząc, gdzie rozpocząć poszukiwania. Był miernym włamywaczem, jeszcze gorszym złodziejem i już ponad wszelką miarę ostatnia rzecz, której pragnął, to łamanie prawa w imię działań, których efektów nie mógł dostrzec gołym okiem – w przeciwieństwie do niesienia medycznej pomocy w prosektorium, co, choć równie nielegalne, przynajmniej służyło innym ludziom.
Komu zaś mogły przysłużyć się ukryte w kieszeni zaproszenia lub zawarte w listach informacje? Tym Svein nie miał siły zaprzątać sobie głowy, nie, kiedy tkwił w samym środku obcego, osaczającego go z każdej strony mieszkania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sob Sie 05, 2017 6:43 pm

The member 'Svein Sørensen' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Nie Sie 06, 2017 11:35 pm

Svein – choć niedoświadczony w sztuce kradzieży, początkowo radził sobie wyjątkowo dobrze. Chaos panujący w mieszkaniu majora nie utrudniał mu zanadto dokładnych oględzin, podczas których w ręce Norwega wpadło już zaproszenie na urodziny Abetza (które z pewnością ułatwi mu ewentualnie dostanie się na jedno z najważniejszych wydarzeń odbywających się obecnie w Paryżu) oraz korespondencja dająca minimalny obraz prawdziwej historii Hali Wagram i stanowiąca dowód na działalność Ruchu Oporu. O wiele więcej jednak pozostawało nieodkryte i Sørensen potrzebował zapewne jeszcze parę minut, aby odnaleźć kilka innych, być może nieco bardziej wartościowych przedmiotów.
Tymczasem jednak zdawało się, że szczęście chwilowo przestało mu dopisywać. Dość lekkie, lecz początkowo ledwie dosłyszalne w gabinecie, kroki pojawiły się najpierw na klatce schodowej, stopniowo zmierzając coraz wyżej po schodach, aż w końcu zatrzymały się przed drzwiami apartamentu von Hatzfeldta. Tym razem Svein mógł już dość wyraźnie usłyszeć nerwowość odbijającą się pośród szybkiego stąpania jednej osoby tuż przy wejściu. Zaraz potem rozległy się dwa ostrożne uderzenia w drewnianą powierzchnię, a nawet dzwonek gwałtownie przerywający ciszę panującą w mieszkaniu.
- Herr von Hatzfeldt, czy to pan? Przyszłam jak zawsze pomóc w sprzątaniu – Kobiecy głos, zupełnie obcy młodemu Norwegowi, niepewny oraz niecierpliwy, pojawił się po drugiej stronie, a zaraz za nim kolejna salwa raptownego pukania oraz kolejnych dzwonków.
Sørensen być może nie miał zbyt wiele czasu na reakcje – słowa kobiety mogły sprawiać wrażenie, iż faktycznie pracuje ona jako gosposia majora Luftwaffe, jednak nie mogły zagwarantować, że nie zechce sprawdzić, czy Tobias faktycznie nie wrócił wcześniej z wyjazdu. Nie wiedział też, czy kobieta ma klucze ani czy mówi prawdę. Należało więc działać szybko, a w zasięgu wzroku alianta, w gabinecie znajdowało się w tej chwili biurko z ułożoną idealnie korespondencją, piórem, kopertami oraz zdobionym nożykiem do listów, oraz otwarte drzwiczki szafy, obecnie wypełnionej jedynie kilkoma marynarkami i garniturami, mogąca pomieścić Sveina pod warunkiem, że schyliłby nieco głowę. Mężczyzna mógłby również spróbować udać się do sypialni znajdującej się akurat obok gabinetu, której fragment dostrzegał zresztą za kolejnymi, uchylonymi drzwiami – stało tam na pewno łóżko, którego dolne deski były nieco podniesione do góry, dając szansę na wślizgnięcie się pod drewnianą konstrukcję zakrytą materacem. Przedostanie się do innych pomieszczeń i odnalezienie kryjówki mogłoby zająć nieco więcej czasu.
Ostatecznie również Svein wcale nie musi próbować się ukrywać, a zaczekać na rozwój wydarzeń.


Mapa mieszkania. Na odpis masz 72 h. Kolejny post Mistrza Gry pojawi się wieczorem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sro Sie 09, 2017 4:31 pm

Nie bój się.
Zakazał sobie odczuwania strachu, który narastał w nim z każdym, coraz głośniejszym krokiem rozlegającym się na klatce schodowej.
Nie masz czego.
Zamarł w pełnym napięcia oczekiwaniu, wbrew własnej woli ulegając dojmującemu przeczuciu rychłej zagłady. Padł ofiarą własnych obaw: cichych, słodkich, niezawodnych podszeptów, zapominalskich i nieuważnych, dzięki którym (przez które?) milczał jak zaklęty, wsłuchując się w dzwoniącą ciszę, jaka zapadła w mieszkaniu. Jednak nawet ona – jak wszystko na tym świecie – nie mogła trwać wiecznie i rozdarła się na pół wraz z cichym pukaniem oraz przejmującym dźwiękiem dzwonka przy drzwiach.
Nagle wolno bijące serce Sveina ścisnęło się strachem, jakby zmroził je lód.
Teraz możesz się bać.
Z niedowierzaniem wsłuchiwał się w odległe słowa, które dobiegały zza frontowych drzwi. Prawdopodobieństwo, iż akurat teraz w mieszkaniu von Hatzfeldta zjawi się gosposia było tak niedorzecznie niskie, że gdyby Svein nie był Sveinem, nie uwierzyłby w podobny zbieg okoliczności – lecz przecież wierzył w rzeczy bardziej nieprawdopodobne i doskonale wiedział, że po ziemi stąpają ludzie, którzy wbrew własnej woli sprowadzają na siebie nieszczęście.
Że czegokolwiek nie dotkną – nawet, jeśli to klamka drzwi prowadzących do mieszkania niemieckiego majora – wszystko zmienia się bezpowrotnie na gorsze.
Teraz masz do tego pełne prawo.
Zamarł w bezruchu na kilka trwożliwie długich sekund, gorączkowo zastanawiając się, jak wybrnąć z pułapki, w którą wpędził go los. Nie miał żadnych wątpliwości, że z każdym oddechem czas kurczył się coraz mocniej, wystawiając go na niewspółmierne do zysków ryzyko. Nie był nawet pewien, czy dobijająca się do apartamentu kobieta rzeczywiście była gosposią (i czy naprawdę istniała) – Svein próbował odnaleźć w rozbieganych myślach porównanie, które oddałoby całą potęgę zagrożenia, jakie mimowolnie i najpewniej nieświadomie stworzyła stojąca po drugiej stronie drzwi osoba, lecz w skutym obawami umyśle rozbrzmiewało wyłącznie atawistyczne, kierowane pierwotnym instynktem uciekaj. Sørensen czasem ubierał rzeczywistość w słowa, zapisywał je na szorstkich kartkach notesu i dopiero wtedy był w stanie odróżnić to, co realne, od mirażu własnego umysłu – jednak tym razem nie miał na to czasu.
Wziął ostrożny, głęboki oddech, podchodząc do uchylonych drzwi gabinetu – chwilowa cisza była jeszcze gorsza od nieustannego dudnienia w drzwi i jednocześnie nakazywała natychmiastowe podjęcie działań, zrobienie czegokolwiek, nim naprawdę będzie za późno. W doskonałym milczeniu zajrzał do pomieszczenia, które znajdowało się tuż obok, wbił spojrzenie w pozbawioną ludzkiej obecności przestrzeń, cicho i czujnie – jak to miał w zwyczaju, tak, jak zaglądał w oczy braci.
Łóżko.
Nerwowo przygryzł wewnętrzną stronę policzka, wstępując w nieruchomą atmosferę sypialni – metaliczny posmak krwi, który wypełnił jego usta, był odległy jak błotniste odmęty historii. Wziął jeszcze jeden, głęboki wdech, chwilę później opadając na kolana, z kolan zaś – płasko na podłogę. Wsuwając się pod nieco odstające deski łóżka, miał wrażenie, że lada moment natknie się na krawędź przepaści i nim zdoła trwożliwie cofnąć ciało, runie w czerń bez choćby cienia skargi.
Której i tak – jak zwykle – nikt by nie wysłuchał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Czw Sie 10, 2017 9:30 pm

Podczas gdy Svein przedostawał się z gabinetu do sypialni, za drzwiami niezapowiedziany gość wyraźnie zamierzał dostać się do środka. Niespodziewana cisza, która zapadła po drugiej serii nerwowych dźwięków, trwała zaledwie chwilę i zaraz potem została przerwana cichym, lecz dość jednoznacznym chrobotaniem zamka. Znów minął moment zanim kobieta zorientowała się, że mieszkanie przez cały czas pozostawało otwarte, akurat tyle, aby Norweg spokojnie zdążył schować się pod łóżkiem.
- Tobias? – Kobiecy szept rozległ się zdecydowanie bliżej niż jeszcze parę minut temu, gosposia musiała więc bezszelestnie wślizgnąć się do mieszkania, a szczęk zawiasów, który w tej chwili stanowił najgłośniejszy dźwięk rozlegający się pośród wszystkich pomieszczeń, świadczył o tym, że znalazła się w salonie. Gosposia musiała też być dość lekka (lub wiedziała, gdzie nie należy stąpać), gdyż podłoga nie skrzypiała pod ciężarem jej kroków. Jedynym sygnałem, że porusza się po mieszkaniu był wyciszony głos, który nie ustawał w nawoływaniu. – Tobias, wiem, że tu jesteś. Słyszałam cię, drzwi były otwarte – Ciche westchnięcie pojawiło się nieco bliżej, prawdopodobnie z okolicy korytarza, a zaraz potem kolejne z gabinetu. Zatrzymała się tam na dłużej, a choć Svein z miejsca, w którym się znajdował, nie mógł zobaczyć, co takiego robi, tym razem wyraźnie słyszał, że uchyliła drzwi szafy i nerwowo przesuwała wiszące tam stroje.
- Franz? – W jej głosie, teraz już o wiele bardziej donośnym, zadrgało przerażenie oraz niepewność. Przestała poruszać się bezszelestnie, teraz coraz szybciej i bardziej nerwowo zaczynała kroczyć po gabinecie aż w końcu dotarła do sypialni i zatrzymała się przy łóżku, na lewo od Sveina tak, że znajdowała się zaledwie na wyciągnięcie dłoni. Norweg miał szansę dostrzec jej buty – dość zniszczone już drewniaki oraz fragment ciemnego materiału, który zdecydowanie mógł skojarzyć mu się z mundurem.

Mistrz Gry wykonuje rzut kością.
1, 3, 5 – Gosposia niespodziewanie upuszcza trzymany przez nią mundur. W momencie gdy schyla się po niego, dostrzega twarz Sveina.
2, 4, 6 – Gosposia, powtarzając imię Tobiasa, przechodzi do pokoju Fransa, skąd w pewnym momencie Svein słyszy kolejne pytanie: „Jest tu ktoś?”.

Mapka mieszkania. Na odpis masz 72 h. Post Mistrza Gry pojawi się wieczorem.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Czw Sie 10, 2017 9:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Czw Sie 10, 2017 9:30 pm

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Pią Sie 11, 2017 9:53 pm

Bezradność była starą przyjaciółką, cichą i zmęczoną, taką, na którą się nie spogląda, by nie napotkać ironicznego smutku w jej oczach. Nadchodziła niespiesznie, bez burzliwości gniewu czy dominacji towarzyszącej smutkowi – przylepia się do skóry, próbując wedrzeć do nozdrzy, siadała na najbliższym, wolnym meblu
na łóżku, które ugięło się pod jej ciężarem, boleśnie wbijając jedną z desek w napięte do granic możliwości łopatki
i czekała. Czekała, aż dosiądzie się do niej strach.
Skoro ona była przyjaciółką, on należał do najbliższej rodziny; opuszczał ciepłą, przyjazną kryjówkę w ciele migdałowatym i pędził wraz z krwią niczym wodospad. Hordy zimnych, dojmujących dreszczy suną nieprzerwanie po samej powierzchni skóry, toczą się jak lawina kamieni i spienionym potokiem zalewają całe ciało, które – zamarłe w bezruchu – oczekuje na najgorsze. Łóżko
nie, raczej drzwi szafy, gdzie jeszcze przed momentem mogłeś tkwić wystawiony na wzrok, dotyk, słuch i niełaskę gosposi
zaskrzypiało pod ciężarem strachu, a Svein wyzbył się wszelkich wątpliwości: był osaczony, oblężony, sparaliżowany przerażeniem. Niemal dostrzegał jego oczy rozpalone rozbawieniem i okrucieństwem, usta rozciągnięte w szerokim uśmiechu, dłonie po omacku szukające ukrytego pod łóżkiem ciała – jak gdyby lada moment w Sørensenie miała rozbłysnąć ostatnia iskra życia, wraz z którą zamknie oczy i niemal (w końcu) odetchnie z ulgą.
To oczywiście kłamstwa; wygodne miraże umysłu odciągające uwagę od prawdziwego zagrożenia – nie tych dwóch zmyślnych personifikacji pełniących rolę metaforycznego krzyża – które porusza się bezszelestnie po mieszkaniu majora, nawołując go po imieniu. Kim jest ta kobieta, dlaczego tu jest, dokąd zmierza, co za idiotyczny, ubrany w znaki zapytania egzystencjalizm przetaczający się przez zdjęty napięciem umysł. Każde jej słowo było coraz wyraźniejsze, aż stało się oczywistym, że nie tylko weszła do sypialni, ale stanęła tuż obok łóżka – teraz dwie, rozszerzone ze strachu sadzawki spojrzenia wpatrywały się w nadszarpnięte użytkowaniem buty, a oddech – do tej pory cichy i urywany – zamarł zupełnie, zatrzymując w płucach zbawienną dawkę tlenu.
Ostre igiełki przerażenia ponownie wbiły się w całe ciało (akupunktura dla zubożałych), kiedy wyzierający z oczu błękit zatrzymał się na smolistej czerni czegoś, co mogło być fragmentem munduru – lub kolejnym owocem rozszalałej, rozklekotanej jak stara łódź ojca wyobraźni. Co mógł zrobić poza czekaniem, czekaniem w całkowitym bezruchu, ze wstrzymanym, coraz mocniej piekącym oddechem, z dłońmi, których chłód czuł na rozpalonym policzku?
Modlić się nie wypadało – i nie do końca umiało, odkąd istnienie Boga zostało wyparte przez postępujący cud medycyny (oraz rozkład ciał). Błagać? Kogo? Ją, by (poza sypialnią) zechciała opuścić mieszkanie i wstrzymać się przed sprowadzeniem kogoś jeszcze, aby sam mógł wymknąć się nim los ześle kolejną katastrofę? Siebie, by jeszcze przez moment, jeszcze przez chwilę, jeszcze przez kilkanaście sekund wstrzymać oddech tak, jak kiedyś, całe dziesięciolecia, wieki temu, gdy wakacje nad jeziorem były uświęconym, letnim rytuałem – podobnie jak podtapianie przez starszych braci?
Przeznaczenie, aby uśmiechnęło się po raz ostatni, leciutko, być może z dozą ironii – ale jednak uśmiechnęło, pozwalając zachować życie na jeszcze jeden dzień, na jeszcze kilka błędów czekających na popełnienie?
Nei, żadnych modlitw i błagań – jedynie wyczekiwanie. Tylko czas mógł go uratować, okazać litość lub, wręcz przeciwnie, drżącą dłonią odwiecznego starca podpisać wyrok, od którego nie było odwołania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sob Sie 12, 2017 11:53 pm

Materiał, który obserwował Svein, po chwili niespodziewanie uniósł się ku górze, całkowicie znikając z zasięgu jego wzroku. Zaraz potem jeden z butów przysunął się nieco w stronę schowanego Norwega, materac ledwie dostrzegalnie ugiął się zaledwie na dwie sekundy, a chwilę później postać gosposi oddaliła się, ostatecznie opuszczając sypialnię. Jej ust nie opuściło jednak imię właściciela mieszkania, które wciąż powtarzała, z tą tylko różnicą, że zaczął on znów podupadać na sile, schodząc do głośniejszego szeptu. Ostatecznie dźwięki świadczące o jej obecności zaczęły dochodzić z przeciwnej strony mieszkania, tym razem stając się nerwowo brzmiącym pytaniem „Jest tu ktoś?".
Do gosposi najwyraźniej powoli docierało, że nie znajdzie tu dzisiaj niemieckiego majora, a jeśli tak to dlaczego, gdy przyszła, drzwi pozostawały otwarte?


Svein, jeśli nie chcesz dłużej się narażać, możesz spróbować opuścić mieszkanie. W tym celu rzuć kością K6. Legenda do rzutu:

1, 3, 5 – gdy Svein wydostaje się z kryjówki i usiłuje przedostać się w stronę drzwi, przez otwarte drzwi prowadzące do pokoju dostrzega stojącą tyłem gosposię. Następuje jednak na nieco starszą deskę, która pod wpływem jego ciężaru ugina się na tyle głośno i powoduje, iż kobieta odwraca się i dostrzega mężczyznę.
2, 4, 6 - gdy Svein wydostaje się z kryjówki i usiłuje przedostać się w stronę drzwi, przez otwarte drzwi prowadzące do pokoju dostrzega stojącą tyłem gosposię. Udaje mu się przedrzeć do wyjścia i odpowiednio cicho uchylić drzwi, aby kobieta nie była świadoma jego obecności.

Jeśli Sørensen zdecyduje się jeszcze chwilę pozostać pod łóżkiem, ze swojej kryjówki może usłyszeć, że po chwili przestraszona gosposia szybko i po cichu opuszcza mieszkanie, ale gdyby zaraz potem Svein zechciał spróbować sprawdzić gdzie się wybiera, przez okno dostrzegłby kobietę wychodzącą z kamienicy, mającą na nogach dokładnie te same buty, które widział parę minut temu, i teraz już biegiem zmierzającą w stronę przystanku tramwajowego.

Jeżeli Sveinowi uda się opuścić mieszkanie, oznacza to koniec misji, jeśli zostanie zauważony, ma szansę uporać się z kobietą i kontynuować poszukiwania, sytuacja wygląda podobnie, jeśli zdecyduje się pozwolić gosposi wyjść jako pierwszej, lecz gdy ponownie wyrzuci tę samą cyfrę, zapewne czekają go kolejne odwiedziny.

Mapa mieszkania. Na odpis masz 72 h. Post Mistrza Gry pojawi się wieczorem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Wto Sie 15, 2017 12:30 pm

Pamięta.
Dzień pogrzebu Árbjörg – zimne, październikowe niebo, warstewkę ubitego śniegu zalegającego na chodnikach i przejmujący chłód, który docierał aż do kości, zagnieżdżając się w chrząstkach nasadowych (wtedy nie wiedział, czym są chrząstki nasadowe, kość była tylko kością – czymś, w czego stertę wkrótce zamieni się mama).
Pamięta.
Tamtego popołudnia zostawili ją samą na cmentarzu i Svein, gdyby tylko mógł
nie mogłem, przepraszam, nie pozwolili mi
zostałby tam z nią. Przez całą ceremonię zastanawiał się, czy nie czuje się samotna, czy wie, gdzie jest, czy trafiła już do nieba, a może dotrze tam dopiero wtedy, gdy ksiądz odmówi ostatnią modlitwę i trumna spocznie w ziemi.
Pamięta.
Nie podobała mu się myśl, że mama leży osamotniona w drewnianej trumnie zabitej gwoździami, lecz nie miał nikogo, z kim mógłby o tym porozmawiać; ojciec, Magnus, Henrik, Bjørn – niczego by nie zrozumieli, niczego by to nie zmieniło.
Pamięta.
Po powrocie do domu, kiedy Sigurd znów zostawił ich na całą noc, przekuwając żałobę w alkoholowy pretekst, zakradł się do sypialni rodziców i próbował sobie wyobrazić, co czuje mama – zaciągnął zasłony w oknach, zamknął bezszelestnie drzwi, aby w pomieszczeniu zrobiło się jak najciemniej, i zanurkował pod łóżko. Tamtego dnia zrozumiał, że pewnie właśnie tak wygląda śmierć – tkwisz samotnie uwięziony w ciasnej przestrzeni pod wielkim ciężarem przygniatającym cię przez całą wieczność.
Teraz czuł się jakwtedy, dostrzegając zbyt wiele analogii w dławiącym kurzu, który wdzierał się do płuc przy cichym, zbawiennym oddechu, w lekkim nacisku na plecach, nawet w odległym nawoływaniu – choć tamtego dnia zamiast Tobiasa, z daleka nadlatywał do niego przytłumiony przez ściany Svein, padający z ust Henrika. Zupełnie jak wtedy, chciał zostać w tej ciasnej, milczącej, spowitej w ciemności przestrzeni na zawsze – i zupełnie jak wtedy, nie mógł tego zrobić, o czym najdobitniej świadczyło echo umykającej z mieszkania gosposi. Spieszyła się. Biegła? Ze strachu czy po pomoc?
Najwyraźniej przetrwał pierwszą falę, pozostając pod łóżkiem wystarczająco długo, aby kobieta opuściła apartament.
Otwarty apartament, w którym nie odnalazła majora – co samo w sobie stanowiło stabilne podstawy do podejrzeń. I sprowadzenia kogoś jeszcze.
Nagle zapragnął jak najszybciej wyrwać się z ciasnej przestrzeni, zapominając o czyhającym u góry zagrożeniu – kiedy tylko spróbował unieść głowę, boleśnie uderzył o deski podtrzymujące materac i tylko przypadkiem połknął ciche syknięcie bólu, które zapragnęło wyrwać się na zewnątrz. Svein dość szybko przypomniał sobie, że znacznie łatwiej jest wczołgać się pod łóżko i przyjąć zajmowaną obecnie pozycję, niż wysunąć się z powrotem – na szczęście doświadczenia przeszłości podszepnęły mu, by zaparł się nogami o podłogę i podciągnął dłońmi na listwach aż do krawędzi, skąd w końcu mógł wyjść.
Kilka sekund później – oparty o ścianę tuż obok okna, z którego dokładnie widział, jak nosząca zdezelowane drewniaki kobieta opuszcza kamienicę – oddychał głęboko, sprawdzając, czy zaproszenia wciąż tkwią na swoim miejscu. Właśnie stracił niespełna pół minuty, która w tej sytuacji mogła być kluczowa; natychmiastowe opuszczenie apartamentu majora stało się odgórnie narzuconą koniecznością, lecz niedosyt po przerwanych poszukiwaniach był zbyt dominujący.
Svein obiecał sobie, że zostanie tu jeszcze tylko chwilkę. Jeszcze króciutki moment, rozejrzy się prędko i równie szybko opuści miejsce, które mogło zostać jego trumną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Wto Sie 15, 2017 12:30 pm

The member 'Svein Sørensen' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   

Powrót do góry Go down
 
Elysée - Mieszkanie na poddaszu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Miejsca zamieszkania :: Prawy brzeg-
Skocz do: