IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Elysée - Mieszkanie na poddaszu - Page 2


Share | 
 

 Elysée - Mieszkanie na poddaszu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Wto Wrz 27, 2016 4:03 pm

First topic message reminder :



Mieszkanie na poddaszu

Rue Jean Goujon, Elysée, prawobrzeżny Paryż

Stara kamienica pamiętaj niejeden historię. Mieszkanie na poddaszu szybko zmieniło swojego właściciela, gdy niemieccy żołnierze pojawili się we Francji. Podobno w zależności od zasług otrzymywali swoje miejsce, ale Tobias w to nie wierzył. Rozdawane jak na rozkaz mieszkania nie miały swojej duszy oraz ciepła. Rzucił tylko słuszną uwagą: Luftwaffe czuje się bezpiecznie tylko na samej górze, z dala od ziemi, a wciąż blisko nieba. Mieszkanie jest przesiąknięte francuskimi pamiątkami, które nawołują do kultury kraju. Ciężkie meble spowite w złocie oraz bieli nadawały temu miejscu elegancji. Chociaż Tobias próbował dodać tu kilka niemieckich elementów, zdjęć, listów, medali, nie mógł zabić historii tego miejsca. Podobno kiedyś należało do francuskiego arystokraty, który po śmierci żony oszalał. Łączyło ich coś, dlatego tak dobrze czuł się w tych czterech ścianach. Mieszkanie w porównaniu z tymi na niższych piętrach jest większe, ale nie przytłacza swoim metrażem. Widok na Pola Elizejskie jest obłudą spokoju. Przestronny salon aż prosi się o wielu gości, lecz tu nikt nie lubi niezapowiedzianych wizyt. Hebanowy fortepian pamiętający jeszcze muzykę żony Tobiasa nie jest tylko ozdobą. To właśnie on stanowi najlepszy wehikuł czasu. Wygrywani niemieccy kompozytorzy uczą syna, czymże jest muzyka, a w tym "domu" jest jedną z najważniejszych rzeczy.  Mieszkanie ma stanowić schron dla duszy. Kilka podstawowych pomieszczeń gwarantuje komfort. Pokój Franza to przykład minimalizmu. Wszystkie zabawki oraz podręczniki na złość ojca znajdują się w przestronnym salonie. Niewielka kuchnia połączona z jadalnią to miejsce spotkań domowników. Trudno zdobywane towary jak herbata spożywa się własnie tu, słuchając sentymentalnych melodii. Łazienka z olbrzymią wanną i widokiem na skrawek pól Elizejskich jest jedną z najlepszych form relaksu. Szkoda, że wieczorem częściej słyszy się strzały i krzyki niż delikatny szum drzew. W mieszkaniu panuje bezgraniczny porządek, a każda niesubordynacja spotyka się ze złością Tobiasa. Tylko w jednym pomieszczeniu, albowiem w malutkim gabinecie, widać, czym zajmuje się właściciel. Modele samolotów podwieszone są do sufitu, a mapy świata zdobią ściany. To właśnie tu kryją się medale i zdjęcia, dokumentujące chwile chwały. Uściski dłoni, uśmiechy, wszystko przesączone fałszem. Manekiny stojące w kątach pokoju ubrane są w mundury żołnierza Luftwaffe. W szafie zbyt bardzo by się wygniotły. Zdobyte naramienniki wiszą na mapie, przyczepione do miejsc, w których został Tobias wyróżniony. To tu planuje większość swoich decyzji zawodowych. Pomieszczenie nie jest zamykane na klucz, lecz każdy, kto zna Tobiasa wie, że nie wolno tu wchodzić.  




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Wto Sie 15, 2017 1:03 pm

Nowy świat, w którym przyszło im żyć, był zbyt bolesny, aby dało się go zrozumieć. Niósł ze sobą decyzje i działania stojące w brutalnej sprzeczności z ideami, jakie przyświecały ludziom przed okupacją, wojną, śmiercią napotykaną na każdym kroku; każdego dnia dziesiątki, setki, jeśli nie tysiące istnień wypierały się własnych przekonań, próbując przetrwać jeszcze jeden dzień w rzeczywistości, w której dotychczasowe życie nie miało żadnego znaczenia.
Było niczym więcej, jak tylko popiołem przenoszonym do teraźniejszości wraz z krótkimi tchnięciami wspomnień.
A jednak Svein tak bardzo się starał. Konsekwentnie, kurczowo trzymał się własnych rytuałów, wszystkich tych niewielkich przekonań, drobnych prawd, w które wierzył tylko on, zupełnie jakby obawiał się, że życie w końcu zechce go oszukać. Próbował być odważny, podskórnie wiedząc, że finalnie odwaga i tak nigdy nie wystarczała – w tym świecie odwagi nie nagradzano. Liczyły się wyłącznie odpowiednie decyzje, cała seria podejmowanych działań, mało istotne, jak wiele wahań i niepewności szło z nimi w parze. Rozstrzygnięcia, rezolucje, ciągle należało z czegoś rezygnować, nieustannie postanawiać, a wszystko to w cieniu konsekwencji, które ciężko, ponuro, z niewysłowioną groźbą wisiały nad pochylonymi ze strachu głowami.
Jaką decyzję musiała podjąć kobieta, na której nazwisko czek właśnie trzymał w dłoni?
Co nią kierowało, skoro major Luftwaffe z widoczną regularnością – tych palących jak piętno kwitków było przecież kilka – zapewniał jej zastrzyk gotówki?
Próbowała przetrwać – jak wszyscy – czy ugrać coś więcej – jak nieliczni?
To ona przed momentem opuściła mieszkanie, z widocznym rozgorączkowaniem pędząc w stronę przystanku tramwajowego?
Nie wie, dlaczego ponownie wrócił do gabinetu, mimowolnie zerkając na korespondencję, której treść doskonale znał; nie wie, dlaczego wahał się przez moment, najwyraźniej nie wiedząc, w jaki sposób podjąć dalsze poszukiwania, nie wie też, co podkusiło go, by sięgnął po leżącą na biurku książkę
bo lubisz książki, nawet, jeśli ich okładki kaleczy język niemiecki, a tytuł – Der Jäger von Fall i autor – Ludwig Ganhfer – nie mówią ci zupełnie nic
i pospiesznie ją przekartkował. Może chciał upewnić się, że podczas poprzedniej wizyty w gabinecie oraz pospiesznej ucieczki z pomieszczenia nie zostawił niczego, co mogłoby stanowić obciążający dowód? Może – i tylko może – ten tomik przyciągnął Sveina do siebie tak, jak gdyby chciał, aby Norweg ujrzał francuskie nazwisko skryte pomiędzy niemieckimi stronniczkami i dokładnie je zapamiętał? Może zadecydował wyłącznie przypadek, o którego prawie bytu Sørensen nie powinien myśleć, bo czas nie działał na jego korzyść, pędząc stanowczo zbyt prędko, z każdą mijającą sekundą podnosząc ryzyko ponownej wizyty?
Zdrętwiałymi ze zniecierpliwienia palcami złożył jeden z czeków na pół, wsuwając go w tę samą kieszeń, w której tkwiły zaproszenia. Czas dobiegał końca, wskazówki sekundnika wygrywały ostatnie takty, a kroki Sveina skierowały się w stronę drzwi.
Przynajmniej tych od gabinetu.
Każda część jego umysłu – i gdyby wziął ze sobą Nilsa, zapewne on dołączyłby do tego chóru – gorączkowo powtarzała, aby natychmiast opuścił mieszkanie, póki nie jest za późno, póki wciąż oddycha, póki świat ma klarowne, ostre kontury, a nie obłe rysy rozmytego obrazu.
Nie posłuchał, zatrzymując się na wysokości drzwi do sypialni. Zignorował ostrzeżenia, doskonale czując, jak wnętrzności zawiązują mu się w ciasny, mdły supełek, a serce zamiera w piersi niczym przestraszone zwierzątko.
I najpewniej wkrótce miał pożałować własnej decyzji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Wto Sie 15, 2017 1:03 pm

The member 'Svein Sørensen' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sob Sie 19, 2017 11:22 pm

Francuskie nazwisko na odnalezionych czekach nie powiedziało wiele Sveinowi, choć zapewne już niewiele brakowało, aby odkrył prawdę. Ułatwić miała mu to zresztą gosposia, której szybkie oraz nagłe zniknięcie mogło przynieść ponowną, gwałtowną zmianę sytuacji, uniemożliwiając Norwegowi kontynuowanie poszukiwań. Minęło niecałe dziesięć minut, podczas których odnalazł kolejną rzecz, zdecydował się zachować jedno ze znalezisk i gdy trzy sylwetki pojawiły się w zasięgu jego wzroku na Rue Jean Goujon, a wśród nich znajoma kobieta. Wyglądając przez okno w gabinecie, Sørensen mógł zauważyć, że dwójka młodych mężczyzn w szarych mundurach SS, szła kawałek za nią, a raczej wyraźnie z niechęcią ciągnęła się, opóźniając marsz ku nieszczęsnej kamienicy, w której mieszkał major. Czas tym razem grał na korzyść alianta: tempo wojskowych, od których wszystko miało zależeć, dawało nadzieję na skuteczne ukrycie się, lecz nie ucieczkę, której zdecydowanie nie warto było ryzykować w tej chwili. Szczęśliwie gabinet stanowił już teren znajomy, a przynajmniej na tyle, aby pamiętać o nożyku do listów położonym na powierzchni biurka oraz sprawdzanej przez gosposię szafę, której drzwi w tej chwili pozostawały otwarte, a wraz z nimi również zaistniała szansa na wykorzystanie zawartości – mundurów, rozsuniętych i częściowo zrzuconych z wieszaków, a wśród nich jeden, nieco mniejszy i pokryty większą warstwą kurzu niż reszta. Gdyby Svein zdecydował się mu przyjrzeć, zauważyłby, że była to typowa szaroniebieska marynarka z beretem schowanym w kieszeni, pas oraz spodnie należące do żołnierza Luftwaffe, a oznaczenie w formie naramienników mówiło o stopniu szeregowca; rozmiar był niemalże ten sam, co Norwega, jedynie brakowało butów w odpowiednim rozmiarze – wszelkie oficerki schowane na dnie szafy były zdecydowanie za duże.
Tobias von Hatzfeldt być może na to nie wyglądał, jednak latanie znaczyło dla niego wiele, a skoro służba w Luftwaffe mu to umożliwiła, pamiątkę z wczesnych lat spędzonych w szkole lotniczej postanowił schować w swojej szafie, czasem i coraz mniej chętnie, powracając do niej.
Poza tym mieszkanie dawało jeszcze Sørensenowi szansę na ponowne schowanie się pod łóżkiem, spróbowanie odnalezienia sztućców w kuchni lub ukrycie się w szafie w pokoju Fransa; innych możliwości nie było, a decyzję należało podjąć jak najszybciej: jeśli Svein ponownie zamierzał liczyć na łut szczęścia, powinien wybrać kryjówkę i czekać, a jeśli zdecydował się przebrać w mundur i spróbować skłamać wojskowym na temat powodu swojego pobytu w mieszkaniu majora, musiał pospieszyć się i przygotować dobrą wymówkę.

Svien, Ty decydujesz, którą opcję wybierasz. W obydwu przypadkach możesz założyć, że udało Ci się zdążyć przed tym, gdy wojskowi weszli do kamienicy. Jeśli chodzi o wykorzystanie munduru, możesz również uznać, że oprócz ubrania go, udało Ci się również opuścić mieszkanie i zamknąć drzwi, lecz poza rzeczami wspomnianymi w poście, nie możesz zabrać żadnych innych.

Mapa mieszkania.

Na odpis masz 72 h. Post pojawi się wieczorem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Wto Sie 22, 2017 9:26 pm

Serce wystukujące nierównomierny, pełen niepokojących szmerów rytm, powietrze, które zatrzymuje się w płucach i nie chce (lub nie potrafi) znaleźć drogi powrotnej, nagły ucisk w skroni rozmazujący trzy coraz wyraźniejsze sylwetki – dywidendy dotychczas trzymanej w ryzach paniki.
Obserwował powolne kroki esesmanów, tragikomiczną ambiwalencję wobec pośpiechu kobiety, która przed kilkoma – kilkunastoma? – minutami opuściła pomieszczenie na poddaszu. Widział ich z dystansu, z wielkiej wysokości, z ogromnego oddalenia, każdym nierównym uderzeniem serca odmierzając sekundy dzielące go od śmierci.
Poświęcenie dla sprawy stało się głębsze od chwili, kiedy ostrożnie cofnął się od okna. Ten straszny, najeżony wątpliwościami moment, kiedy zastygł przy szafie, zdrętwiałymi z zimna
Zimna? Podczas paryskiego maja?
palcami muskając otwarte drzwi szafy. Cichy, spokojny, wciąż smakujący snem poranek wydawał mu się odległy w czasie jak dinozaury – teraz, nerwowo przesuwając wieszaki na poprzecznej, żelaznej barierce garderoby, doskonale wiedział (skąd mogę wiedzieć? co mogę powiedzieć?) że czas kurczył się niewspółmiernie do jego potrzeb, że to, co zamierzał zrobić, jest ostatnią deską ratunku i – jeśli przetrwa dzisiejszy dzień –  postara się być lepszym człowiekiem, ulegnie cudownej metamorfozie, odpokutuje za wszystkie grzechy przeszłości, odda na sierociniec mierne oszczędności, za które chciał kupić urodzinowy tort.
Poruszał się mechanicznie, zagryzając mocno dolną wargę; w ustach nie czuł nic, poza gorzkawym posmakiem przerażenia, ale jedynie kwestią czasu, napięcia lub nerwowego drgnięcia było, aby dołączył do niego metaliczny bukiet krwi. W ciągu tych ostatnich kilkunastu sekund, kiedy – cudem – drżącymi dłońmi odpiął pasek spodni, wcześniej kładąc na blacie biurka zaproszenia oraz czek – pojawiło się w nim przedziwne, kalekie napięcie. Coś, co zawsze w nim drzemało, ta tendencja Sveina do monomanii, którą na co dzień po prostu lepiej ukrywał. Pospieszne, na wpół paniczne przebranie się w najmniejszy mundur, jaki zdołał odnaleźć we wnętrzu szafy – dzięki Odynowi za sentymentalność majora! – mógł potraktować jako filozoficzną antytezę paktu samobójczego, jako drastyczny odwrót od jego zwyczajowego dążenia do własnej śmierci. Całkowicie odrzucił myśl, że koniec jest bliski, już w trakcie zapinania guzików szaroniebieskiej marynarki decydując się nie umrzeć nigdy, w nadziei, że dożyje lepszych dni – a przynajmniej lepszych od tego, co przecież nie mogło być trudne.
Kiedy upchnął na dnie szafy własne – jedne z lepszych, jakie mam. M i a ł e m – ubrania, upewniając się wcześniej, że w kieszeniach nie zostawił niczego, co mogłoby go obciążyć i gdy ułożył na jasnych włosach beret, poczuł się jak zdrajca. Jak handlarz honoru, własnego kraju i wszystkich tych dusz, które pokładały w nim nadzieję – wiedział, że to jedyny sposób na przetrwanie. Wiedział, że nie miał innego, racjonalnego wyjścia, bo gdy prowadzi się takie życie jak Svein, problemem jest to, że widzi się wyłącznie drobny wycinek ludzkości i człowiek nie uczy się przewidywać nieprzewidywalnego.
Naprędce zgarnął z blatu biurka zaproszenia oraz list, dopiero po kilku krokach zdając sobie sprawę z tego, że w dłoni trzyma coś jeszcze – najwyraźniej uznał, iż nożyk do papieru będzie współmierną rekompensatą dla pary oficerek, których nie mógł założyć w obawie przed skręceniem kostki już po kilku pierwszych krokach.
Kiedyś – kolejny miraż z okresu jurajskiego – tak mocno pragnął być dorosłym, że podkradał ubrania Magnusa, przez kwadrans cierpliwie sznurując jego zbyt duże buty; pewnego dnia kara za przywłaszczenie spotkała Sveina błyskawicznie, poza zerwaną sznurówką i gniewem brata oferując wybity ząb oraz potok jasnej, zalewającej podbródek krwi.
Dziś wolałby tego uniknąć.
Nie mógł mieć pewności, że po otworzeniu drzwi nie zastanie za nimi gosposi oraz jej mundurowych przyjaciół. Nie wiedział, czy ukryte w kieszeni spodni zaproszenia nie wywołają kolejnej fali pytań, nie wiedział, czy nożyk, który milcząco tkwił w kieszonce marynarki, do czegokolwiek się przyda, nie wiedział nawet, czy w końcu zdoła trafić kluczykiem do zamka – gdy opuścił mieszkanie, nie zastając na korytarzu lufy wycelowanej w sam środek czoła, dłonie postanowiły odmówić mu posłuszeństwa, poddając się zlęknionemu drżeniu. Nie pomogła próba wyobrażenia sobie, że to zwykła operacja skalpelem – nie pomogło oparcie czoła o zamknięte drzwi.
Rzadko czuł się równie samotny i zdany wyłącznie na siebie, co w chwili, w której zamek nareszcie szczęknął. Rzadko myślał, że byłoby mu lżej, gdyby ktoś szedł obok – żywy lub martwy, realny bądź wymyślony.
Po prostu, gdy prędko ruszył schodami w dół, ku upragnionemu wyjsciu, nie chciał w samotności pokonywać tej drogi. Chociaż raz, ten jeden, jedyny raz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Czw Sie 24, 2017 12:27 am

Pośpiech tym razem wydawał się jedynym sprzymierzeńcem Sveina pozostawionego samego sobie w mieszkaniu okupanta. Szczęśliwie umiał z nim współdziałać, szybko, lecz jednocześnie uważnie kompletując garderobę, zamykając drzwi kluczem i usiłując uciec jak najdalej od feralnych czterech kątów. Udało mu się jednak dotrzeć  wyłącznie na najbliższe półpiętro, od którego dzielił go zaledwie jeden schodek, gdy tuż przed nim ukazała się młodziutka gosposia na czele dwóch Niemców. Dostrzegła Norwega niemalże w tej samej chwili, co on ją, na moment przystając, aby zrobić miejsce dla mijającego ją mężczyzny. Pozwoliła sobie na parę sekund utkwić w nim ciekawski wzrok, w szczególności w mundurze, którego krój oraz barwy były jej wyjątkowo dobrze znane. Spojrzenie jasnych oczu analizowało sylwetkę gościa, lecz chwilowo jeszcze od pasa w górę.
- Zapewne do majora von Hatzfeldta? – Wyrwało się jednemu z SSmanów, którzy po chwili dołączyli do dziewczyny. Uśmiechnął się do Sørensena, a oznaczenie na jego mundurze mówiło, że on również pozostawał w stopniu szeregowego, jak zresztą jego towarzysz. – Sieg heil – dodał pośpiesznie, a zaraz potem dołączył do niego drugi z mężczyzn. Obydwaj byli młodzi, być może młodsi nawet od samego Sveina. – Ma dzisiaj wielu gości, bez względu na urlop. Musi być naprawdę wspaniałym człowiekiem – zaśmiał się, spoglądając wymownie na stojącą obok gosposię, a ta z kolei udała, że wcale tego nie dostrzega. Skrzyżowała ramiona na wysokości klatki piersiowej, odwracając głowę w stronę drzwi mieszkania. – Więc… czysto teoretycznie: widziałeś się z nim może? W jego mieszkaniu? – zapytał w końcu, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, które sam cisnął się na jego usta. Nie wybuchnął śmiechem, choć prawdopodobnie niewiele dzieliło go od radosnej salwy.
Reakcja drugiego z SSmanów również nie pozostawiała żadnych złudzeń co do faktu, że cokolwiek powiedziała im gosposia, nie chcieli jej uwierzyć. Uważali całą sprawę za bezsens lub dobry żart i najwyraźniej nie zamierzali się z tym szczególnie ukrywać, nawet przed Sveinem.
Tymczasem gosposia ponownie zerknęła na Norwega, wyraźnie również oczekując jego odpowiedzi, od której mogło zależeć dosłownie wszystko, a na pewno jej wiarygodność w oczach beznadziejnych Niemców.


Na odpis masz 96 h. Następny post pojawi się nie wcześniej niż w niedzielę wieczorem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Pon Sie 28, 2017 8:45 pm

Stopień po stopniu, schodek za schodkiem, przyspieszone, chociaż jednostajne bicie serca – życie zawsze zamyka się w prostych nawiasach, opierając o nawracające wahadłowo czynności. Dzięki nim poczuł, jak po raz pierwszy od kwadransa opuszcza go wewnętrzny paraliż, jak uczucie najwyższego przerażenia ustępuje pod zapamiętanym niby przez mgłę obrazem klatki schodowej, jak pierwotny, naiwny (i – na Odyna – racjonalnie uwarunkowany) strach gwałtownie opuszcza ciało, przypominając zmysłom o napiętych mięśniach, przygryzionej wardze, wepchniętym do kieszeni munduru kluczu. Podjął rozpaczliwą próbę powrócenia do swych małych rytuałów, choć nie tak konsekwentnie, jak robiłby to w paryskim mieszkaniu: wtedy, gdy dotykał klamek i kurków dwa razy, najpierw lewą, potem prawą ręką, by zachować parzysty porządek albo kiedy stawiał prawą stopę na podłodze lub na schodach, nim dołączyła do niej druga. Nie miał pewności, naprawdę nie wiedział, co może się wydarzyć, jeśli zmieni coś w swojej małej rytualności – dawno temu, gdy wciąż dzielił pokój z dwójką braci
bo wszystko nasiliło się po śmierci mamy i wyjeździe Magnusa, pamiętasz?
podejrzewał, że jego niedopatrzenia mogą uderzyć w Henrika lub Bjørna. Może trzymając się swych zasad, ratował im życie, nawet jeśli nie udało mu się ocalić matki – i teraz, kiedy został sam, nie wolno było podejmować żadnego ryzyka – dlatego postawił na stopniu prawą stopę.
Tego wymagał rytuał.
Zdołał policzyć do jedenastu schodków i pierwszego z wielu półpięter, gdy gorączkową wędrówko-ucieczkę (trudno stwierdzić, co przeważało – wędrowanie w dół czy ucieczka ku wolności?) przerwało pojawienie się kogoś, kogo obecność już raz zakłóciła przeszukanie mieszkania.
Poznał tę kobietę, nie zwalniając nawet na moment, gdy przechodził na schodach tuż obok niej; dopiero widok dwóch mundurowych, których sylwetki nie tak dawno temu majaczyły mu przez okno, znacznie ostudziły pęd Sveina, wraz z pierwszym, zadanym pytaniem zatrzymując go zupełnie. Jasne spojrzenie powoli przesunęło się po młodych twarzach szeregowych, dostrzegając w nich więcej rozbawienia i łagodnej irytacji niż faktycznego zaaferowania sprawą, dla której zostali tu ściągnięci.
Co nie oznaczało, że od tego momentu wszystko będzie dobrze.
- To byłoby trudne, skoro odpoczywa za miastem – twarde, niemieckie głoski, które wypadły z jego ust, niosły ze sobą mgliste wspomnienie kogoś, kogo imię Svein pragnął wyprzeć z pamięci – a przynajmniej nie przywoływać go w tym miejscu, w tych okolicznościach, przy tych ludziach.
Może później o niej pomyśli.
Może znów zatęskni – tylko przez chwilę, boleśnie, z przeraźliwym skurczem serca; skurczem całkowicie innym od tego, który poczuł, gdy spomiędzy warg Sveina padło stłumione:
- Sieg heil!
jakby lada moment miał zwrócić każdą z tych liter wraz z obiadem. To nie był czas na moralne rozterki ani na nienawiść do doktryny, która odebrała mu braci.
I która w każdej chwili mogła odebrać jego życie.
Wzrok Sveina powędrował za pojrzeniem szeregowego, na dłuższy moment zatrzymując się na młodej twarzy gosposi. Próbował zapamiętać łagodne rysy? Zapisać w pamięci jej obraz, który utkwił tam jak wypalony rozpalonym żelazem już kwadrans temu?
Odwlec w czasie moment nieuniknionej odpowiedzi?
- Właściwie… - podjął cicho, kierując łagodne spojrzenie na uśmiechającego się Niemca. - … miałem zamiar odwiedzić jego siostrę.
Lekko, z początku nieśmiało, ale dość udatnie odwzajemnił wesołość szeregowych, poruszając wymownie jasnymi brwiami – uniwersalne góra-dół, które w międzynarodowym języku gestów podkreśla miłosne dwuznaczności. – Sami rozumiecie – dodał pewniej, tym razem otwarcie spoglądając na gosposię tak, jakby była dorodnym kawałkiem mięsa u sprawdzonego rzeźnika. To za jej sprawą wszystko się skomplikowało, niemal pozbawiając Sveina życia – nie był niczego winie tej kobiecie, choć sytuacja, w której się znalazła, budziła w nim cień nieracjonalnego współczucia. – Na górze nikogo nie ma, wszyscy trochę się przeliczyliśmy – ostatnie słowo wypowiedział wraz z cichym westchnieniem rezygnacji, gorączkowo wyczekując momentu, w którym cała trójka uda się na górę, aby sprawdzić jego prawdomówność, bądź ruszy ponownie w dół, nieszczególnie przejęta losem majorowego mieszkania.
Ważne, aby zrobili cokolwiek – byle z dala od Sveina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Wto Sie 29, 2017 12:53 am

Dzięki znajomości języka oraz poprawnej wymowie Svein miał szansę udawać bardzo przekonywującego, niemieckiego szeregowego. Zresztą żaden z SS-manów nie zamierzał podważać jego wiarygodności, a przynajmniej nie w tym momencie, gdy wszystko zdawało się układać pomyślnie. Pozornie zwyczajna odpowiedź była dla nich prawdopodobnie dość wygodna – wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenie – i sprawiła, że jeszcze przychylniej spojrzeli na Norwega. Najwidoczniej nie palili się też do sprawdzania dziwnego zajścia mającego miejsce w mieszkaniu majora: niemalże przyjacielska rozmowa wydawała się w tej chwili o wiele ciekawszym zajęciem niż uwierzenie w słowa młodziutkiej, mało pewnej gosposi, która z coraz wyraźniej narastającym zniecierpliwieniem przysłuchiwała się tej wymianie zdań. Wyraz jej twarzy nie był już tak samo obojętnie potulny jak jeszcze przed chwilą, tym razem powoli wkraczała na nią gorączkowość, objawiająca się nieco nerwowym bujaniem się na palcach, które niespodziewanie ustało, gdy Sørensen zaczął wykładać powód swojej wizyty w kamienicy.
Tym razem to Svein na chwilę znalazł się w centrum uwagi całej trójki, wywołując dość różne reakcje. Kobieta wsłuchiwała się w jego słowa w ciszy, lecz również z wyjątkową uwagą oraz namysłem. Niemcy tymczasem nie pozostawali równie powściągliwi w swoich reakcjach: obydwaj w mig wybuchli gromkim śmiechem, zachęceni dodatkowo ruchem brwi alianta, doskonale pojmując, co takiego miał na myśli. – No proszę, ktoś tu stara się… o awans! – wydusił w końcu ten, który odzywał się przez większość czasu. Zapewne z pewną dumą poklepałby jeszcze biednego Norwega po ramieniu, jednak szybko zrezygnował z tego zamiaru, kiwając głową w geście niemalże idealnego zrozumienia. Jego towarzysz zawtórował mu równie zapamiętale. Jedynie gosposia nie podzielała optymizmu mężczyzn:
- Jeśli mogłabym coś powiedzieć – wtrąciła szybko, zanim ktokolwiek inny zdążył się odezwać. Jej głos brzmiał dość pewnie, a gdy nie natrafiła na żaden opór ze strony zaskoczonych SS-manów, zwróciła się do Sørensena. – O ile dobrze wiem Sara von Hatzfeldt, siostra herr von Hatzfeldta, nie mieszka razem z nim, a ze swoim ojcem w innej części tej dzielnicy. Wychodzi na to że  chyba pomylił pan nieco adresy. A może się mylę herr…? – zakończyła dość oczekująco, tym razem już bez większej nieśmiałości zatapiając spojrzenie jasnych oczu w sylwetce mężczyzny. Dwójka SS-manów również z zaciekawieniem spojrzała na Sveina, dopiero teraz dostrzegając tę lukę. Zapewne nie wszystko było jeszcze stracone, a wystarczyłaby kolejna wiarygodna wymówka, aby finalnie pozbyć się niechcianego towarzystwa.


Svein, o wiarygodności Twojego wytłumaczenia zdecyduje rzut kością wykonany przez Mistrza Gry. Legenda wygląda następująco:

1, 3, 5 – Podczas wysłuchiwania odpowiedzi jeden z Niemców spojrzał na buty znajdujące się na nogach Sveina i szybko przerwał mu, wskazując na nie: „Gdzie podziało się twoje obuwie? W Luftwaffe pozwalają wam pokazywać się w niekompletnym umundurowaniu?”. Podejrzliwość ze strony SS-manów narastała z każdą chwilą i przez to kwestia odzienia stała się kolejną, którą należałoby wyjaśnić.
2, 4, 6 – Gdy Svein udziela odpowiedzi, gosposia próbowała nieudolnie wtrącać się, usiłując wyszukiwać kolejne luki w jego wersji, jednak jeden z SS-manów nakazał jej wówczas nie przeszkadzać i powrócić do swojego mieszkania, gdzie też potem miała zostać powiadomiona o wynikach. Kobieta niechętnie zeszła, a Niemiec proponuje sprawdzenie mieszkania.

Na odpis masz 72 h.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Wto Sie 29, 2017 12:53 am

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : rzut kością


'Kość Mistrza Gry K6' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Sob Wrz 02, 2017 11:19 am

Każdy cichy oddech, każdy niepozorny ruch, każde dotknięcie przedmiotu, zwierzęcia, drugiego człowieka – każda z tych czynności to przedśmiertny skurcz, gwałtowna ucieczka do rzeczywistości, całe życie to pasmo nierównych oddechów, nerwowych drżeń dłoni i przerażonych spojrzeń rzucanych dookoła. To bardzo zabawne. Wszystko jest bardzo zabawne.
Śmierć. Ludzkie życie to uniwersytet śmierci. Pomyłka. Klaps. Koniec seansu.
Może jest zwyczajnie przerażony dramatem, w którym utknął, a może po prostu nie ma już sobie zupełnie nic do powiedzenia – nieważne. Skoro zwykle rozmowny umysł milczy, nic nie jest ważne. Obojętnie, jakie słowa wypowie, obojętnie, jakie ryzyko podejmie – jego los został przesądzony, a prywatne, spersonalizowane piekło, do którego miał trafić po śmierci, rozpętało się właśnie teraz. Na klatce schodowej.
- Nie zastałem jej u ojca, więc uznałem, że może być u bra…
Przerywając kobiecie pseudoligiczną dedukcję, sam w końcu musiał przerwać. Skoro domagała się konkretów, musiał je dostarczyć – i to teraz, natychmiast, skłamać bez mrugnięcia okiem. Wypowiedzieć na głos pierwsze nazwisko, które przyjdzie na myśl, naprędce dorzucić do niego imię i czekać na huk wystrzału – pewnie będzie donośny. Klatki schodowe dobrze niosą dźwięk.
Mógłby użyć personaliów męża Lovise, ale nawet Svein posiadał w sobie dość przyzwoitości, by nie wykorzystywać kogoś, komu wykorzystał żonę. Na szczęście odpowiedź nasunęła się sama, wraz z wyraźnym zapachem golonki, który beztrosko dolatywał z piętra niżej, rozbłyskując w umyśle jak prosektoryjna świetlówka.
- Gessler. Jens Gessler.
Nie miał pojęcia, skąd się to wzięło. Wymyślił? Ślepo powtórzył nazwisko pisarza? Zapamiętał personalia niedawnego klienta kostnicy? Bez znaczenia – ledwie uporał się z jednym atakiem, a już nastąpił kolejny, jeszcze silniejszy od poprzedniego, bo skierowany w stopy, których nie ochraniały skórzane oficerki.
Fy faen.
Oderwał wzrok od drobnej blondynki i przeniósł spojrzenie na szeregowego, który przed momentem popisał się zatrważającą spostrzegawczością – Svein przez moment zastanawiał się, czy nie dać mu w nos i nieco utrudnić zdolność widzenia, ale niemal natychmiast odrzucił tę myśl z narastającym potępieniem wobec samego siebie. Nie potrafił i nie chciał się bić, a w jego przestarzałym kodeksie postępowań przemoc nigdy nie była rozwiązaniem, zwłaszcza nie w obliczu dwójki uzbrojonych esesmanów i wścibskiej gosposi, którą obwiniał za powstały ambaras.
Jævla. Powiedz coś.
Cokolwiek.

- W żadnej formacji nie pozwalają.
Jedno łgarstwo zawsze ciągnie za sobą kolejne – dlatego tak łatwo kłamać. Dlatego raz odrzucona prawda nigdy nie powraca w tej samej formie. Dlatego nawet on – zwykle wybierający milczenie zamiast kłamstwa – zaczął łgać w żywe oczy.
- Dlatego w każdej powstają durne zakłady – uniósł nieznacznie jasne brwi, niespiesznie przesuwając spojrzenie na drugiego z szeregowych. – Nigdy nie próbowaliście przetrwać dnia w niekompletnym mundurze bez otrzymania reprymendy?
Bo ja tak, dawno temu w Norwegii. Pierwszy i ostatni raz – Hannes skutecznie wybił mi z głowy zakłady.
- Dla czterech kolejek Fürstenberga warto zaryzykować – cudem zmusił usta to wygięcia się w czymś, co dopiero po chwili zaczęło przypominać uśmiech – niezbyt wesoły, za to z pewnością realny, dodający mocy tonowi, w którym nadal rozbrzmiewała nuta spoufalenia. – Zwłaszcza, kiedy przełożony często przebywa na urlopie – tym razem wzrok osiadł na blondynce, zatrzymując się na ładnej twarzy przez dłuższą chwilę – wraz z jej widokiem nadeszły pytania, których wolał nie zadawać, skoro podświadomość sama podsuwała mu odpowiedź.
Dlaczego zwracała się do majora po imieniu?
Dlaczego tak gorączkowo zareagowała na otwarte mieszkanie?
Dlaczego nie wróciła tu z policją, jak zrobiłby to każdy Francuz, za wszelką cenę chcący uniknąć okupantów?
- Jestem skłonny odstąpić jedną kolejkę, jeśli nie pobiegniecie na skargę do Hauptmanna Langbeina – kolejne słowa, kolejne łgarstwa, kolejny krok w gęstą maź ryzyka – z listów, które zdołał przeczytać, wynikało, że ten konkretny kapitan przebywał na urlopie, ergo?
Wpisywał się w schemat już wypowiedzianych słów – poza tym im więcej szczegółów posiadało kłamstwo, tym bardziej przekonujące było. Aż do chwili, gdy nie stanie się zbyt zawikłane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   Wto Wrz 05, 2017 2:15 am

Urwana odpowiedź Sveina nie usatysfakcjonowała podejrzliwej gosposi i najwyraźniej nie spieszyło jej się z ukrywaniem tego faktu: wyraz niezadowolenia pozostał na twarzy nawet gdy usłyszała fałszywe nazwisko, które w zasadzie i tak niczego nie zmieniało w obliczu faktu, iż znała wyłącznie dwóch członków Luftwaffe. Niestety nie zdążyła też w żaden sposób zareagować, ponieważ do dyskusji dołączył znów SS-man, na fali dziwnej ciekawości zaalarmowany obuwiem kompletnie nie pasującym do reszty stroju. Zresztą nie byle jak nie pasującym: brak oficerek przy mundurze był czynem uchodzącym za hańbiący dobre imię nie tylko żołnierza, ale całej formacji, do której przynależał.
Sørensena tym razem znów uratowała dobra wymówka oraz to, że Niemcy byli dość młodzi, więc zapewne doskonale kojarzyli wszelkie głupie próby ratowania się spod ciężaru wojskowego rygoru. Do tego wizja darmowego alkoholu oraz opuszczenia kamienicy wydawała się na tyle kusząca, że zwyczajnie szkoda im było nie skorzystać. Gosposia, widząc, że obydwaj bardzo poważnie zastanawiają się nad propozycją, zamierzała zaoponować i wyrazić swoją opinię, jednak po raz kolejny przerwał jej jeden z mężczyzn.
- Zna pani majora von Hatzfeldta lepiej niż my i jeszcze zadaje pytania? Proszę w tej chwili powrócić do siebie i nie przeszkadzać nam w pracy. Jeśli ponownie spróbuje pani niepotrzebnie zająć czas komukolwiek, osobiście dopilnuję, aby to pani zostało przeszukane. – W obliczu tej groźby kobiecie nie pozostało już nic więcej, jak spełnić polecenie i zejść na piętro, gdzie mieścił się jej dom. Wyglądała na bardzo niezadowoloną, ale i tak opuściła dotychczasowe towarzystwo. Dopiero gdy na klatce schodowej rozległ się odgłos ostatnich kroków i zaraz potem trzask zamykanych drzwi, Niemiec ponownie spojrzał na Sveina.
- Nie powiemy nic, jeśli kolejkę postawisz nam już teraz. – Postawił sprawę dość jasno, nie zamierzając wdawać się w dalsze dyskusje. Odpowiedź musiała brzmieć ‘Tak’, w innym razie sprawy zbytnio by się skomplikowały, a Norweg wydawał się już zbyt zmęczony dalszym kombinowaniem, choć kto wie, co takiego miało czekać go w barze?

Misja została zakończona.


Podsumowanie: podczas wypadu do baru dość wczesną porą szczęśliwie Sveinowi udało się nie wpaść na nikogo znajomego, żaden Niemiec, poza dwójką SS-manów nie wciągał go też w niepotrzebne rozmowy. Z kolei te, które miały rozpocząć się przy kuflach piwa, mniej więcej zaraz po wydaniu alkoholu zostały wstrzymane przez wezwanie towarzyszy do kolejnych obowiązków, w efekcie czego tak naprawdę nie zdążyli nacieszyć się darmowym trunkiem. Po opuszczeniu przez nich szynku Sørensen mógł wiec bez problemu ulotnić się, po drodze pozbywając się klucza do mieszkania majora.


Jeśli chodzi o punkty, ze względu na ciekawą rozgrywkę Mistrz zdecydował się przyznać podstawowe 20 PR oraz dodatkowych 15 PR, co łącznie daje 35 PR.


Wszystkie rzeczy, które Sveinowi udało się znaleźć w mieszkaniu, zostaną wpisane w jego ekwipunek, razem z mundurem (niekompletnym), który być może jeszcze kiedyś się przyda. Zaproszenie na urodziny Abetza może zostać przekazane dowódcy Norwega, jeśli ten nie będzie w nim uczestniczył, tak samo wszelkie informacje zdobyte w mieszkaniu mogą zostać zebrane w formie punktowanego raportu i przesłane do odpowiedniej skrzynki. Jeśli zaś chodzi o czeki, stanowią one dowód na zażyłość łączącą gosposię oraz von Hatzfeldta, co może przysłużyć się zniszczeniu reputacji i zdegradowaniu Niemca – Svein może spróbować zrobić to na własną rękę, może również spróbować wymienić je oraz zdobyte informacje na coś innego, jednak to wszystko wymaga osobnej rozgrywki, o którą możesz się w dowolnej chwili zwrócić do Mistrza Gry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Elysée - Mieszkanie na poddaszu   

Powrót do góry Go down
 
Elysée - Mieszkanie na poddaszu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Miejsca zamieszkania :: Prawy brzeg-
Skocz do: