IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Passy - Mieszkanie nr 2


Share | 
 

 Passy - Mieszkanie nr 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Passy - Mieszkanie nr 2   Sob Paź 08, 2016 12:07 pm



Mieszkanie nr 2

Mieści się na parterze eleganckiej kamienicy znajdującej się w pobliżu Lasku Bulońskiego, którego obrzeża widać z przestronnych okien salonu. Głównym elementem ulubionego pomieszczenia pana domu jest stół bilardowy, w którego sukno wsiąknęła niezliczona ilość alkoholu rozlewanego w czasie co bardziej emocjonujących pojedynków. Drewniane podłogi giną pod drogimi, choć nieco zniszczonymi dywanami, a białe ściany dumnie prezentują portrety, na których temat Otto potrafi powiedzieć tyle, iż w czasie jednej z popijaw kilka z nich zostało podziurawionych kulami, co najzupełniej w świecie mu nie przeszkadza. Wygodne sofy, fotele i barek uzupełniają wnętrze, czyniąc je gotowym do podejmowania mniej wymagających gości. Tych bardziej oficjalnych pan domu zaprasza do gabinetu, gdzie panuje pedantyczny wręcz porządek, a półki szaf uginają się od map, książek i dumnie prezentowanych medali poświadczających zasługi dla III Rzeszy. Uwagę przykuwa prosta srebrna ramka stojąca w rogu biurka i opatulająca zdjęcie młodej jasnowłosej kobiety, nieżyjącej pani Langbein - oprócz odznaczeń jest to jedyny tak osobisty element wyposażenia pomieszczenia. Na przeciwko gabinetu znajdują się dwie sypialnie, jedna duża i przestronna, zajmowana przez samego Otta, a druga mniejsza i gościnna, będąca niegdyś jadalnią. Oddziela je od siebie nowocześnie umeblowana łazienka. Kuchnia należy do miejsc, w których gospodarz rzadko kiedy bywa, chyba że w poszukiwaniu szklanki wody, gdy trudy poprzedniego wieczoru zbyt mocno dają mu się we znaki.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Passy - Mieszkanie nr 2   Sob Paź 08, 2016 1:56 pm

Poprzedniego wieczoru miałam kolejne zlecenie, dzięki któremu nabawiłam się worków pod oczami. Przeglądając się w lustrze nie mogłam ich nie zauważyć. Moja cera wołała o pomstę do nieba, a uroczo rozwichrzone włosy przypominały mi o wiedźmach w książkach dla dzieci. Rozmazany makijaż dnia poprzedniego można było podciągnąć pod zabawne malunki na twarzy klaunów. Musiałam szybko doprowadzić się do porządku, wszak miałam dzisiaj przyjść do Pana Langbeina. A nie czarujmy się - każdy mężczyzna cieszy oko widokiem zadbanej kobiety. Zamknęłam się w łazience rozpoczynając mój codzienny rytuał. Nie trwało to długo, na koniec rozpyliłam perfumy o zapachu wanilii po ciele i zabrałam się za ubieranie. Tutaj miałam większy problem - o ile w domu Herr Langbeina potrafiłam zachować porządek, tak we własnej sypialni było mi o wiele trudniej. Można mnie było przypisać do typowej kobiety, która ubierając się do pracy zostawia wszystkie wyciągnięte materiały na łóżku bądź podłodze. W rozgardiaszu udało mi się w końcu znaleźć moją ulubioną sukienkę w kratkę, która była na tyle kusa, by odsłaniać moje zgrabne nogi, lecz na tyle długa, by przy domowych pracach nie było widać za dużo. Wyprasowałam ją, by mój pracodawca nie mógł przyczepić się do stroju i właściwie byłam gotowa. Założyłam czarne szpilki, jednak nie zapominając o mojej pracy do torebki schowałam płaskie buty oraz ubranie na zmianę w razie czego. Nie raz się zdarzyło, że podając do stołu gościom Pana Langbeina przez "przypadek" oblali mi nie tylko sukienkę ale także biustonosz.
Wyszłam jak już świtało, dzięki czemu mogłam podziwiać świat, który dopiero zaczynał być opiewany promieniami słonecznymi. Droga do Passy była naprawdę piękna, zapewne z tego też powodu chodzenie pieszo tak szybko mi się nie znudziło. Miałam ochotę wyciągnąć papierosa i zapalić, jednak wiedziałam, że jego zapach zostanie na mnie na dłużej, a dalej nie wiedziałam, czy Herr Langbein pali. No i nie wypadało iść do pracy śmierdząc fajkami.
Podchodząc do drzwi mieszkania nr 2 miałam świadomość, że o tej porze nie będzie szefa. Wyciągnęłam kluczyki i przekręciłam zamek. Wchodząc nie zapomniałam o ich zamknięciu zgodnie z zasadami, jakie zostały wyznaczone. Pan Langbein  wydawał się o wiele spokojniejszym żołnierzem od wcześniej spotkanych, lecz o wiele bardziej nieodgadnionym od reszty. Pracowałam u niego już cztery miesiące, a wciąż nie wiedziałam czym tak naprawdę się interesuje, czemu jest tak zamknięty w sobie, a najważniejsze - czemu jest miły? Trudno było spotkać takiego Niemca, o takiej charyzmie. Rozejrzałam się po mieszkaniu, które jak co dzień było... właściwie czyste. Nie miałam dużo roboty, toteż odetchnęłam z ulgą. Rozstrzelane wizerunki na obrazach przyprawiały mnie ciągle o dreszcze, chociaż powoli zaczynałam się przyzwyczajać do... oryginalności owych pomieszczeń. Poszłam wiec do sypialni Pana Langbeina i pościeliłam jego łóżko z niebywałą dbałością o płaskość powierzchni. Zebrałam używane ciuchy do koszyka i zaniosłam do łazienki, gdzie szybko przeprałam je na tarce. W kuchni pozbierałam zalegające resztki i umyłam naczynia. Zadbałam o szczegóły, typu schludnie poukładane poduszki na kanapie w salonie, a kończąc to nie wiedziałam już za co się zabrać. Zajrzałam do lodówki, może nie było tam wiele, ale wystarczająco by przygotować coś na obiad. Schab pieczony z równie przypieczonymi ziemniakami w sosie powinien zaspokoić wymagające kubki smakowe Herr Langbeina. Gdy wszystko już było gotowe wsadziłam blachę do rozgrzanego piecyka i utarłam buraczki z odrobiną chrzanu jako dodatek. Rozłożyłam "zastawę" na stole, wywiesiłam pranie na sznurki w łazience, przygotowałam wodę z płynem i białą szmatę, a zaraz po tym zabrałam się za mycie podłóg, by na przyjście Pana Langbeina wszystko było wysprzątane a obiad gotowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Passy - Mieszkanie nr 2   Sob Paź 08, 2016 3:33 pm

Pogwizdując pod nosem pokonywał kolejne metry zaśnieżonego chodnika, wbijając coraz mocniej zmarznięte dłonie w kieszenie ciemnego płaszcza, którego krój i emblematy już z daleka krzyczały, że oto kroczy pierwszy wróg francuskiego społeczeństwa. Zdawał się nie dostrzegać ukradkowych spojrzeń, których mimo wszystko było zdecydowanie mniej niż półtorej roku temu, gdy niemiecki mundur na paryskich ulicach był kolącą w oczy nowością. Czy teraz można było ten widok uznać za szarą codzienność? Zdaniem Langbeina jak najbardziej. Unosząc wzrok znad czubków butów, przeklinał w myślach własną pomysłowość nakazującą zwolnić kierowcę i przespacerować się ciemniejącymi ulicami. Ruch to zdrowie, słyszy w myślach swój głos, a mroźny wiatr wpycha się za kołnierz i kąsa niefortunnie odsłonięty kark, którego nie chroni zwykle noszony gruby wełniany szalik. Nie pasowałby do munduru, proste - zdecydowanie profesjonalniej wygląda dygocząc z zimna niż wtulając nos w rękodzieło matki, które wcisnęła mu do dłoni w przeddzień wylotu do Polski... Ma dwadzieścia siedem lat, a rozsądkiem dorównuje swojemu piętnastoletniemu kuzynostwu, które zapewne w tym momencie grzeje się bezpiecznie w domu na obrzeżach Monachium. Myśli uciekają mu w rodzinne strony, którymi przed dwoma laty wzgardził, co odbija mu się czkawką do dziś - czy gdyby teraz poprosił o urlop, dostałby go? Szczerze wątpił, a nie chcąc spotykać się z odmową nawet nie pytał. Bawaria mogła poczekać - miesiąc, rok, kolejne trzy lata? Prawie minął drzwi kamienicy, w której mieszkał już zbyt długo. Zatrzymał się na progu, spoglądając w okna rozjaśnione światłem i marszcząc nieznacznie nos naznaczony wyblakłymi od braku słońca piegami. Mała Francuzka czekała z obiadem? Nagle poczuł się strasznie głodny, a wizja szklanki whisky zadziałała prawie tak samo rozgrzewająco jak jej wypicie. Schody pokonał w kilku długich krokach, przekręcając kluczem zamek w drzwiach i wchodząc do mieszkania, którego ciepło odtajało zmarznięty nos, przez co Otto siąknął głośno i z trudem powstrzymał się od otarcia nosa rękawem. Kultura przede wszystkim, nie ma co! Odwiesił płaszcz i luzując kołnierz pośpieszył korytarzem do kuchni, w której spodziewał się zastać Suzanne. Nie mylił się, oparłszy się o framugę zawiesił spojrzenie na pochylonej kobiecej postaci, której sukienka nie zasłaniała zgrabnych łydek przykuwających jego uwagę. Odchrząknął cicho, zwracając na siebie uwagę i uśmiechnął się, mrużąc przy tym nieznacznie jasne oczy, wokół których pojawiła się drobna siateczka zmarszczek.
- Guten Abend, Fräulein Mossé - przywitał się, nie odrywając spojrzenia od Suzanne, choć zapachy dochodzące z rozgrzanego piecyka stanowiły niemałą konkurencję w walce o uwagę Otta. - Pachnie wybornie, zjesz ze mną kolację? - zaproponował, przechodząc na francuski, wiedząc, że jego gospodyni ma niemały problem z językiem Nietzschego. Brzmiało to okropnie, a skoro raniło jego uszy to co dopiero musiała odczuwać rodowita Francuzka? Oczywiście mógłby postarać się odpowiednio akcentować, nie zmieniać francuskiego w parodię swojego rodzimego języka, ale po co? Sama jego znajomość była miłym gestem z jego strony, a przynajmniej tak właśnie lubił usprawiedliwiać językową niedbałość, z której często kpili nawet jego niemieccy przyjaciele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Passy - Mieszkanie nr 2   Sob Paź 08, 2016 4:24 pm

Pomiędzy wycieraniem kolejnej plamy a przecieraniem zbierającego się kurzu rozmyślałam na sensem tego wszystkiego. Od dwóch miesięcy biłam się z myślą o rezygnacji z pracy, którą zdobyłam tylko i wyłącznie dzięki hojności mojego byłego klienta. Nie czułam się tak pewna w tej pracy, jednak Herr Langbein potrafił wybić mi to z głowy swoim czarującym uśmiechem. Wciąż zdawało mi się, że jest on bardzo samotnym mężczyzną, który próbuje to skrzętnie ukryć przy okazji niezauważalnie starając się o nawiązanie nici porozumienia. Może powinnam poświęcać mu więcej uwagi? Nie byłam co prawda tak dobrze urodzona i "czysta" jak Niemka, jednak potrafiłam być czarująca. A przynajmniej tak mi się wydawało.
W tym zamyśleniu nie zauważyłam kiedy Herr Langbein wszedł do mieszkania. Drgnęłam nieznacznie, gdy usłyszałam jego głos kawałek za mną. Starłam ostatnie brudy i wstałam, uśmiechając się delikatnie.
- Guten Abend, Herr Langbein. - o ile nie potrafiłam wiele powiedzieć po niemiecku, tak mój akcent nie kaleczył tak uszu jak ten mężczyzny. Nie zwracałam na to tak uwagi, szczególnie, że nie musiał się kwapić by mówić do mnie po francusku. Cieszyłam się, choć w duszy, że chociaż się stara. Pytanie o obiad zbiło mnie z tropu, jednak postanowiłam zrobić dobrą minę do złej gry. Uśmiechnęłam się szerzej. - Jeżeli takie jest Pana życzenie. - odpowiedziałam wrzucając szmatkę do wiadra i wynosząc do łazienki, gdzie doprowadziłam się do stanu, w którym pojawiłam się w domu. Wróciłam szybko do kuchni i otworzyłam piekarnik, z którego w materiałowych rękawicach wyciągnęłam schab. Przełożyłam go na większy talerz i pokroiłam, ziemniaki układając wokół niego, by Herr Langbein mógł nałożyć sobie dowolną ilość. Nie lubiłam wykładać na talerz posiłków, wyglądało to jakbym je racjonowała. Buraczki nałożyłam do półmisków, które wylądowały obok talerzy i przyniosłam butelkę ulubionego wina Pana Langbeina, które zwykł pić do wykwintniejszych obiadów. - Jak minął Panu dzień? - spytałam, mając nadzieję, że zbytnio się nie narzucam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Passy - Mieszkanie nr 2   Pią Paź 14, 2016 11:12 am

Wszedł do kuchni, przepuszczając tym samym kobietę w drzwiach i rozejrzał się po pomieszczeniu, jakby niekoniecznie wiedział co ze sobą zrobić. Właściwie we własnej kuchni czuł się jak gość, nie bardzo wiedział gdzie co się znajduje ani tym bardziej jak zrobić pożytek z czegoś więcej niż czajnika i puszki kawy, orientując się (dość mgliście!), w których szafkach znajdzie filiżanki i szklanki, z których mimo wszystko jeszcze przed czterema miesiącami rzadko kiedy korzystał. Nie potrafił gotować, nie czuł również potrzeby poszerzenie swojej wiedzy, stołował się więc głównie w restauracjach i kantynach, korzystając niekiedy z zaproszeń znajomych mogących pochwalić się czymś więcej w lodówce niż skwaśniałym mlekiem. Wszystko zmieniło się od kiedy Suzanne po raz pierwszy przekroczyła próg jego mieszkania, ożywiając je i wprowadzając do niego pozory... normalności? Był wdzięczny przyjacielowi, który polecił mu kobietę, choć ottowa dusza plotkarza smażyła się w piekle niezaspokojonej ciekawości, gdy oficer zręcznie wymigał się od odpowiedzi co łączyło go z młodą Francuzką. Langbein zakładał, że łóżko. Nie widział innego powodu, dla którego ten miałby pomagać dziewczynie. Nie dociekał jednak, wracając uwagą do pokera i obiecując, że Paryżanka poczuje się u niego jak w domu, czy coś podobnego. Nie pamiętał dokładnie - za dużo wypił tego wieczoru.
Powrót Suzanne do kuchni oderwał go od własnych myśli, przypominając, że stoi jak kołek na środku pomieszczenia, błądząc spojrzeniem gdzieś pomiędzy zlewem, a ścianą. Uśmiechnął się niewyraźnie, podchodząc do stołu i zdejmując z niego butelkę wina, które sprawnie otworzył za pomocą korkociągu leżącego w obrębie wzroku, bowiem zakazał chowania go po szafkach pełnych przeróżnych dziwnych i zapewne niepotrzebnych klamotów. Nie lubił tracić czasu na jego szukanie, a odkorkowywanie butelek za pomocą noża wydawało mu się nieeleganckie.
- Okropnie nudno, jego najciekawszą częścią był złamany nos  sierżanta. Idiota poślizgnął się na płycie lotniskowej - odpowiedział na pytanie kobiety, rozlewając przy tym wino do dwóch kieliszków i siadając na krześle, które zaskrzypiało w proteście przeciw dodatkowemu obciążeniu. Otto uniósł lekko brew, zerkając ukradkiem na swój brzuch, jakby chcąc upewnić się, iż ten nie wylewa mu się znad paska spodni. - Prawie zacząłem się cieszyć na tę wystawę przeciwko bolszewizmowi, na którą muszę iść. Byle jakie, ale chociaż urozmaicenie. Słyszałaś o niej, Fräulein? Na pewno. Plakaty są przecież wszędzie. Wybierasz się? - uniósł spojrzenie tym razem znad talerza, który w czasie wypowiedzi systematycznie napełniał. - Obecność na niej dobrze wygląda - dodał, wzruszając lekko ramionami i unosząc kieliszek do ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Passy - Mieszkanie nr 2   Wto Lis 15, 2016 9:30 pm


Matka mówiła, że każdy Niemiec jest taki sam... patrząc na Otta nie mogłam powiedzieć, że każdy z nich, bez wyjątków, jest zły. W rzeczywistości pozostawał mi najbliższą osobą, jedną z nielicznych, które do siebie dopuszczałam. Pozostawało wiele tajemnic, których mu nie wyjawiłam i zapewne nie wyjawię, pomimo prób, które podejmował by je ode mnie wyciągnąć. Dzięki niemu postanowiłam nie oceniać każdego z góry i nawet okupantowi dać szansę na odkupienie w moich oczach.
- Przynajmniej urozmaicił Panu dzień. - odpowiedziałam unosząc kąciki warg ku górze w delikatnym uśmiechu. Ilekroć Otto wspominał o lotnisku i samolotach ściskało mi żołądek. Nie mogłam sobie wyobrazić jak oni mają odwagę wsiadać do tego złomu, który wygląda jakby miał się rozpaść przy mocniejszym puknięciu. A wysokość... Brr! Uniosłam wzrok na Herr Langbeina starając się wyrzucić myśli o tych pojazdach z głowy. - Dziwnym by było, gdyby ktoś w Paryżu o niej nie słyszał. Gdzie się nie obejrzeć wszędzie informacje na jej temat... - zawahałam się, nie wiedząc czy na pewno powiedzieć mężczyźnie o tym, że wybieram się na wystawę. Nie byłam jeszcze tego pewna. - Powinnam się zjawić, choć nie jestem tego jeszcze pewna. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, nakładając na talerz porcję jak dla ptaszyny. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że mogłabym dodać czemu właściwie nie jestem pewna. Spojrzenie utkwiłam w Herr Langbeinie i się uśmiechnęłam. - Nie lubię zbiorowisk. - wytłumaczyłam się kosztując schabu. Delikatne mięso idealnie współgrało z chrupiącą skórką. - Obowiązki Pana wzywają czy też z własnej woli wybiera się Pan na wystawę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Passy - Mieszkanie nr 2   Sro Lis 16, 2016 1:12 am

Zły Niemiec, dobry Niemiec - jakie były kryteria oceny? Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiał, uważając siebie samego za przyzwoitego człowieka. Uśmiech na twarzy, krew na rękach. Był żołnierzem od sześciu lat, wojna nie wciągnęła go w swój chaos, wkroczył w niego z własnej woli, kiedy jeszcze przeciętnemu Europejczykowi nawet przez myśl nie przeszła niemiecka agresja mająca pochłonąć cały znany im świat. Nie był przy tym patriotą, chwała Rzeszy nie przyświecała mu na drodze ku spełnieniu, jakie więc były jego motywacje? Wolność, poczucie bliskości z nieżyjącym już ojcem, co do którego jako dorosły mężczyzna miewał mocno mieszane odczucia. Siła - za sterami myśliwca czuł się niezwyciężony, grzeszył myślą, iż dorównuje bogu, panu życia i śmierci. Zostawiając za sobą przestworza, schodząc z płyty lotniskowej, tracił to i znowu był przeciętny, jakby to Luftwaffe definiowało to kim naprawdę był. Wżarło się w jego życie, stając się jego centrum. Wszystko przed nim było mdłe, niewarte uwagi, choć nie niemiłe. Wystarczyło jednak aby na co dzień uśmiech nie schodził z jego warg, uprzejmość przebijała się przez pogodny ton głosu, a to, że był zdobywcą i agresorem panoszącym się po Paryżu stawało się nieważne, a przynajmniej takie odnosił wrażenie, gdy miał do czynienia z Susanne.
- Niewątpliwe - pokiwał głową, wsuwając widelec do ust i na chwilę milknąc, przeżuwając starannie każdy kęs jedzenia, mrużąc nieznaczne jasne oczy. Była dobrą kucharką, miłą rozmówczynią. Chętnie wracał do domu wiedząc, że zastanie w nim zapalone światło i kobietę czekającą właśnie na niego. Żartował niekiedy, że była jak żona, tyle że zdecydowanie tańsza w utrzymaniu i niewyczerpującą w emocjach, prawie jak substytut. - Pewnie nie będzie to porywające wydarzenie, sztuka użytkowa, nic specjalnego. Ale ma być dużo szampana, sporo znanych twarzy, więc mimo kilku nudnych przemówień może być zabawnie - żeby tylko wiedział jak bardzo! - Naprawdę? Nie powiedziałbym. Tak, służbowo właściwie, ponoć oficerski mundur dobrze wygląda w tłumie - uśmiechnął się, dłubiąc w dalszym ciągu widelcem w talerzu, sprawnie operując przy tym nożem. - W takim razie może się spotkamy! - to zabrzmiało entuzjastycznie, a co więcej nawet prawdziwie. Sprawiał wrażenie szczerze zadowolonego ze spotkania, do którego możliwe, że miało dojść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Passy - Mieszkanie nr 2   Wto Lis 22, 2016 10:21 pm

Miałam spaczone pojęcie o wojnie, z przegraną pogodziłam się już dawno, dając za wygraną i dostosowując się do rytmu narzuconego przez okupantów. Pozostawałam pod ich jarzmem, chodząc zgodnie z ustalonymi przez nich zasadami - nie sprzeciwiałam się, toteż pozostawałam względnie bezpieczna. Nie chciałam tego zmieniać, stawiałam własne życie wyżej niż ojczyznę. Zadziwiała mnie wola walki niektórych Paryżan, jednak z drugiej strony miałam obawy, że ich odwaga skończy się marnie dla nas wszystkich. Otto wciąż mi przypominał, że mogę wieść normalne życie. Rola gosposi mi nie przeszkadzała, ani też nie czułam się przez to jakkolwiek poniżona. Wręcz przeciwnie, dobrze się tutaj czułam. W pewnych momentach miałam wrażenie jakbym miała swoją rodzinę. Sprzątałam, prałam, robiłam obiad z którym czekałam na pojawienie się mężczyzny - chyba tak postępują żony. Co prawda pozostawało kilka brakujących elementów, musiałam jednak przyznać, że Otto otaczał mnie pewnego rodzaju ciepłem, którego od dawna nie zaznałam. Jego formalny ton nie przeszkadzał mi zważywszy na szczery uśmiech. Zdawałam sobie sprawę z tego, że wychodząc z domu musiał nakładać maskę. Niemożliwym było, by ten sam człowiek wychodził na ulicę i zachowywał się równie... źle.
- Zabawa w Pana ustach brzmi wyśmienicie. - uśmiechnęłam się, chociaż zabawa i wystawa niezbyt mi pasowały. Uwielbiałam sztukę wszelaką, jednak uroczystość ta od początku napawała mnie lekkim lękiem. Obiad zdawał się o wiele smaczniejszy w towarzystwie, przynajmniej tak doborowym. - Za mundurem panny sznurem. - może Otto wyłapie jakiś smaczny kąsek? Wszak każdy mężczyzna potrzebuje kobiety, życiowej podpory, a ja nie mogłam mu jej zastąpić. Spojrzałam na zegar, który dobijał godzinę mojego wyjścia. - Przepraszam, Herr Langbein, muszę dzisiaj wyjść punktualnie. - uśmiechnęłam się przepraszająco, mając nadzieję, że zrozumie i nie będzie zadawał zbędnych pytań. Posprzątałam po obiedzie i pożegnałam się z Ottem.

z/t, piszcie. <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Passy - Mieszkanie nr 2   

Powrót do góry Go down
 
Passy - Mieszkanie nr 2
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Miejsca zamieszkania :: Prawy brzeg :: Passy 10/2-
Skocz do: