IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Sala główna


Share | 
 

 Sala główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Sala główna   Pią Paź 14, 2016 2:59 pm



Sala główna

Rozmiary sali głównej niewątpliwie działają na jej korzyść - może ona bez większych przeszkód pomieścić kilkaset osób. Być może nie jest jeszcze zabytkiem i raczej daleko jej do przepychu, jednak kryształowe żyrandole śmiało mogłyby konkurować ze wspaniałym żyrandolem z Opery Paryskiej, a zdobienia na suficie cieszą oko.
Sala główna połączona jest krótkim i szerokim korytarzem z wejściem do hali. W korytarzu z kolei znajduje się szatnia.

Po 16 marca 1942 roku wstęp do sali głównej - i zresztą samej hali - jest znacznie ograniczony. Wschodnia ściana, która została zniszczona podczas wybuchu, wciąż znajduje się w odbudowie, zasłonięta olbrzymią płachtą. Podobnie jest również z sufitem i częścią podłogi.
Niemieckie patrole często zaglądają w to miejsce, dlatego też liczba wydarzeń kulturalnych i ich zasięg znacznie zmalały, ograniczając się do niewielkich spotkań literackich dla autorów kojarzonych zaledwie przez garstkę osób.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Paź 14, 2016 8:41 pm

Czy szesnastego marca, dokładnie godzinę przed oficjalnym otwarciem słynnej wystawy, był w Paryżu ktokolwiek, kto jeszcze nie słyszał o tym wydarzeniu? "Bolszewizm przeciwko Europie" zapewne budził w paryżanach najróżniejsze uczucia, ale propagandowe gazety zgodnie twierdziły, że będzie to wielka i podniosła uroczystość, w której należało wziąć udział.

Również władze hali 'Wagram' zdawały sobie sprawę z rangi wydarzenia - ostatecznie miała przybyć nie tylko niemiecka elita Paryża, ale i goście z samej Rzeszy. Przestronną salę przygotowano więc z największą dokładnością. Kryształowe żyrandole oświetlały ciepłym światłem imponującą rozmiarami przestrzeń, którą w dużej części zajmowały dzisiaj rzędy krzeseł ustawionych przed specjalnym podwyższeniem, po lewej i po prawej stronie. Przy pierwszych sześciu rzędach wisiały jednak tabliczki z dosyć jednoznacznym napisem "nur für Deutsche" i nie ulegało wątpliwości, że gdyby przeciętny paryżanin zajął którekolwiek z tych miejsc, raczej nie przysporzyłby sobie sympatii. Znajdowały się tutaj fotele obite miękkim, czerwonym materiałem, ale pozostali goście musieli się już zadowolić prostymi i mało wygodnymi krzesłami.

Na podwyższeniu, do którego wiodło wyłożone czerwonym dywanem przejście pomiędzy rzędami, stał stojak z mikrofonem, a nieco dalej - stojak na nuty. Uwagę bez wątpienia przyciągał również sporych rozmiarów plakat zawieszony na balkonie nad podwyższeniem.

W głębi sali, niedaleko drzwi wejściowych, znajdowało się kilka stolików oraz jeden dłuższy stół, na którym w równych rzędach stały napełnione już kieliszki szampana. Choć nie wisiała tutaj żadna tabliczka, pracownicy gotowi byli zareagować odpowiednio, gdyby przy stoliku rozgościł się jakiś samowolny Francuz.

Goście, którzy mieli niedługo przybyć, mogli już zobaczyć pierwsze dzieła prezentowane w ramach wystawy. Ściany sali głównej obwieszone były pojedynczymi plakatami, a przy każdym z nich znajdowała się krótka notatka o autorze i jego zamyśle w dwóch wersjach językowych - francuskiej i niemieckiej. Wymowa prac była różna. Jedne nawoływały do jednoczenia się państw europejskich, drugie podstępnie wykorzystywały wszelkie dostępne motywy, a jeszcze inne nie wahały się posądzać Żydów. Był to jednak tylko przedsmak wystawy; właściwa jej część znajdowała się za zamkniętymi jeszcze drzwiami, przy których czuwał pracownik hali.

Tak więc kiedy do godziny osiemnastej zostało niecałe trzydzieści minut, do hali 'Wagram' zaczęli przybywać pierwsi goście. Byli to głównie dziennikarze i fotoreporterzy, zwabieni perspektywą pojawieni się słynnej Arletty, którą zaproszono na otwarcie. Niedługo później pojawili się inni goście - niemieccy oficerowie, urzędnicy, artyści, znawcy sztuki, zwykli paryżanie i ci paryżanie, którzy bez większych oporów przystawali, aby porozmawiać z Niemcami. Ludzie nieśpiesznie zajmowali miejsca, kręcili się po sali i ukradkiem spoglądali po sobie. Pod tym szczególnym względem trudne warunki okupacji nie miały nic do rzeczy - każdy, kto przybył na wystawę, wyglądał mniej lub bardziej elegancko.
Po sali krążyły również osoby rozdające broszury informacyjne, a przy wejściu za drobną opłatą można było zakupić pamiątkową pocztówkę.

Zapowiadał się piękny wieczór...


Kwestie techniczne

1. Od tego momentu macie 48 godzin na napisanie w temacie, rozmowy i wszelką integrację. Kolejny post Mistrza Gry pojawi się w niedzielę wieczorem. Wówczas już nie będzie można dołączyć do rozgrywki. Wyjątkiem jest tylko sytuacja wspomniana w punkcie 7.
2. Na początku posta wypiszcie ekwipunek, jaki ma przy sobie Wasza postać.
3. Nie twórzcie epopei – posty na długość avatara czy nawet krótsze spokojnie wystarczą.
4. Jeśli Wasza postać zwraca się do kogoś, zaznaczajcie to w postach podkreśleniem; przykładowo – Co za miły wieczórpowiedziała do Hansa.
5. Pamiętajcie również, że zgodnie z regulaminem nie możecie zaczynać rozgrywek, które czasowo miałyby miejsce po wystawie.
6. Póki co możecie pisać tutaj oraz w tym temacie. Sala z ekspozycją pozostaje na razie zablokowana.
7. Jeżeli wiecie, że nie jesteście w stanie odpisać w ciągu czasu, jaki podał Mistrz Gry, koniecznie poinformujcie go o tym w prywatnej wiadomości. Możecie określić również, co Wasza postać planowała zrobić. Zasada ta obowiązuje też, kiedy postać prowadzi rozmowę lub jakąkolwiek interakcję z inną postacią. Być może jest to dosyć oczywiste, ale informujcie osoby, z którymi gracie, jeśli nie możecie im odpisać.

Wszystkie te zasady służą zachowaniu płynności i dynamiki gry oraz poszanowaniu cudzego czasu, dlatego bardzo proszę o przestrzeganie ich – będzie nam się o wiele przyjemniej grało. ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Paź 14, 2016 9:34 pm

Przy sobie: scyzoryk, aparat fotograficzny, fałszywy dowód tożsamości.

Już dawno przestał omijać kałuże. Bo i po co? Wiatr zerwał mu kapelusz z głowy, przewiał do najdrobniejszej nitki, do ostatniego gwoździa w zelówkach. Nasączył płaszcz i marynarkę kroplami strząsanymi z łysych gałęzi drzew. Wiatr zacina bezlitośnie - a on idzie przed siebie, maszeruje przez chłód i słotę, idzie nastroszony, głowa otulona kołnierzem, kołnierz jest ciężki, przesiąkł wodą. Za pazuchę zaciekają cienkie strumyczki wilgoci, nie mogą dotrzeć jednak do otulonego w skórzany pokrowiec aparatu. Ze ściany wbijają się w niego płonące szkarłatem litery: Le Bolchevisme contre l'Europe. Na następnym budynku to samo. Świdrujące kłamstwo, ohydna kalumnia przenika z każdego paryskiego muru. Wiatr atakuje co mniej wytrwałe afisze, robi z nimi to, czego nie mógł zrobić Fiodor – zrywa, rozdziera, rzuca nimi o wilgotną od śniegu ziemię. Chirjakow uśmiechnął się słabo: przynajmniej pogoda dziś mu sprzyja.
Gdzieś w oddali zgrzyta po torach spóźniony tramwaj. Fiodor wstrzymał oddech, potem wykonał głęboki wydech i zdecydowanym krokiem skręcił za róg, ku wejściu do Hali Wystawowej.
Zawsze wychodził na spotkanie losu z podniesionym czołem.
Po przekroczeniu drzwi uderzyło w niego ciepło dotychczas szczelnie zamkniętego budynku – woń papierosów mieszała się tu z charakterystycznym zapachem świeżo wydrukowanych broszur, nad którymi czuwał znany już Fiodorowi urzędnik. Mężczyzna na widok Chirjakowa wykonał gwałtowny, przywołujący gest, jednak sam zainteresowany zdawał się nie spieszyć – podchodząc do wciśniętego w kącik stolika, na którym piętrzyły się gotowe do rozdania broszurki, ściągnął wytargany płaszcz. Palce z roztargnieniem przeczesały włosy, gdy Niemiec – wyraźnie  zdruzgotany zadaniem, które na nim ciążyło – wcisnął mu w dłoń cały plik ulotek.
Gigantyczny, wrzący, zakurzony, cuchnący śmietnik.
Przechodząc od wejścia do głównej sali, czuł pulsujący ból tuż pod żebrami, jednak nie zdradził się nawet lekkim grymasem – na dobrą sprawę nie był nawet pewien, czy jeszcze oddycha. Policzył szybko od trzech w dół – prędkie trzy, dwa, jeden, zero, oddech. Tak jak go kiedyś nauczono, całe wieki temu, gdy podenerwowanie tuż przed oddaniem skoku paraliżowało całe ciało. Wsłuchał się w bicie swego serca, skupił, uspokoił oddech i dopiero po dłuższej chwili – kiedy usta rozchyliły się w uśmiechu nie zdradzającym niewyobrażalnej wściekłości skierowanej na niemal każdego obecnego na wystawie – mógł być pewien, że wypada przekonująco. Krążąc pomiędzy Niemcami i Paryżanami, bez słowa rozdawał broszurki, małomówność rekompensując wyjątkowo niezobowiązującym uśmiechem na ustach i wzrokiem, który – choć nie kierował się na nikogo konkretnego – dokładnie przeczesywał gęstniejący tłum, gotów w każdej chwili wychwycić każdą, znaną z akt twarz. Większość z zebranych przyjmowała ulotki mimochodem, nawet nie zważając na to, kto je wręcza – gruby plik z chwili na chwilę topniał, zaś sam Fiodor wyczekiwał momentu, w którym zupełnie uwolni dłonie, by ująć w nie  Kine Exaktę, zwisającą z lewego ramienia na skórzanym pasku. Nie oddalał się przy tym zbytnio od strefy ze stolikami oraz drzwi prowadzących z wejścia do wnętrza głównej sali - jak gdyby podwyższenie napawało go (uzasadnionym zresztą) obrzydzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Paź 14, 2016 9:47 pm

Ekwipunek; apteczka w torebce, zapalniczka, scyzoryk, dwa papierosy.

Ciągłe wizyty u Otta stawały się dla mnie męczące, zważywszy na to, że zaczynało brakować mi czasu na inne zajęcia. Chociaż traktowałam Herr Langbeina jak dobrego znajomego czas spędzany z nim odbijał się na mnie. Znajomi widzieli we mnie kolaborantkę, którą wszak nie byłam. A może jednak byłam? Może mieli rację. Z tą myślą wyruszyłam na wystawę, na którą nie miałam najmniejszej ochoty się udać.  Wypadałoby jednak pokazać się wreszcie publicznie i to nie w towarzystwie niemieckich żołnierzy. Wchodząc na salę zakupiłam pocztówkę, którą zamierzałam wysłać Celinie, która ciągle wysyłała mi piękne listy przepełnione opowieściami. Po latach udało się nam nawiązać kontakt, chociaż pozostawiał on wiele do życzenia. Odeszłam na bok by nie zwracać na siebie zbytniej uwagi. Oglądając kartkę poczęstowałam się ciastkiem (obiecanym przez MG) i rozmyślałam nad wiadomościami, które mogłam przekazać byłej kochance.


Ostatnio zmieniony przez Susanne Mossé dnia Wto Paź 18, 2016 9:30 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Paź 14, 2016 10:07 pm

fajka, zapałki, pistolet, naboje

Obowiązki nauczyły go sztucznego uśmiechu. Syn dopytywał się, dlaczego nie może iść, a Tobias jak mantrę powtarzał, że czeka go najnudniejsza wystawa i kolacja wszech czasów. Zanim wróci, dzieci powinny już dawno spać. Francuzi myli białe wino z wodą, więc tym bardziej nie chciał zabierać ze sobą niewinnego chłopca. Poprawił swój wojskowy garnitur. Tobias nigdy nie widział w obrazach nic szczególnego. Nie przemawiały do niego kolory, niepowtarzalne (albo zaś przeciwnie - aż nadto powtarzalne) tekstury i formy. Oczekiwał emocji, dreszcz, które z łatwością dawała mu muzyka. Podobno organizatorzy nie tylko mieli zadbać o ich brzuchy, ale także o uszy. Przyszedł jak zwykle punktualnie, chowając pod marynarką pistolet. Nie czuł się bezpiecznie, nawet w miejscu publicznym, witając się z wysoko postawionymi żołnierzami i znanymi osobistościami. Z jednej strony lubował się w takich przyjęciach, powinni wysoko zadzierać brodę i pokazywać, kimże oni nie są w porównaniu do Francuzów. Naród stworzony jedynie do picia wina oraz ucieczki. Mimo wszystko dzięki takim spotkaniom czuł namiastkę domu. Norymberskiego przepychu, zamków na wzgórzach, beczek winach zakopanych w ziemi. Właśnie tego pragnął, nie nudnej wystawy o przepychaniu bolszewików. Czyż nie powinni po prostu działać? Kupił pocztówkę dla Franza na pamiątkę, chociaż jedyne o czym myślał, to spalić w kominku wszystkie broszury. Piorunował spojrzeniem każdego, kto chciał mu coś wcisnąć. Ze sztucznym uśmiechem przepychał się do kąta, gdzie będzie mógł chociaż minutę odsapnąć. Stanął tuż obok Susanne. Zaczął rozmowę po niemiecku, lecz widząc zmarszczone brwi, przerzucił się na francuski.
- Każdą kolację zaczyna pani od deseru? Może wina do tego? Podobno podkreśla smak
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Paź 14, 2016 11:20 pm

Pocztówka nie była tak urzekająca jak ta od Celine, jednak nie często miałam okazję jakąkolwiek kupić. Nie miałam pewności, że się jej spodoba... ale tak bardzo chciałam sprawić jej odrobinę radości! Za wszystkie krzywdy, które jej wyrządziłam. Dawałam jej nadzieję, nawet jej nie kochając... a przynajmniej nie w tym sensie. Nie w tym, którego ona pragnęła. Nie spodziewałam się by ktokolwiek do mnie zagaił, więc głos starszego mężczyzny przeszył moje ciało na wskroś, na co nieznacznie drgnęłam. Założyłam ponownie maskę, dzięki której uśmiech nie schodził mi z twarzy i odwróciłam się do jegomościa. Mój wzrok przykuła nie jego twarz, a liczne medale na mundurze. W głębi zaklęłam, pragnąć uciec wgłąb tłumu, jednak wiedziałam, że odejście od wysoko postawionego żołnierza może nie skończyć się dla mnie dobrze.
- Czasem trzeba zacząć od końca i zaznać słodyczy w naszym szarym świecie. - odpowiedziałam patrząc mężczyźnie prosto w oczy, chociaż dobrze wiedziałam, że jestem pod nim nie tylko w hierarchii. Górą był także teraz, gdy musiałam stawać na palcach by nie czuć się aż tak niską. - Wino jedynie w dobrym towarzystwie, a nie wiem czy jest Pan odpowiednim partnerem. - spojrzałam na niego spod kotary rzęs, które wdzięcznie trzepotały. Jedynie kokieteria ratowała mnie z wielu opresji, szczególnie w momentach, gdy skupiano się na moim pochodzeniu. - Susanne Mossé, miło mi. - przedstawiłam się z uśmiechem, mając odrobinę nadziei, że jej nazwisko nie pozostanie mu na długo w pamięci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Paź 15, 2016 1:28 pm

Opera paryska już z zewnątrz potrafiła zrobić wrażenie. W oczach Davida małostkowość Europejskiej architektury była nadrabiana dekoracją i wystrojem. W końcu kiedy zobaczył słynny Łuk Trumfalny, czy Wieżę Eiffla był rozczarowany. Nie umywały się do Nowojorskiego Empire State Building, ale w końcu nie przyszedł tutaj podziwiać architektury.
Wszedł do środka z łagodnym uśmiechem na twarzy. Zaczął się rozglądać po wnętrzu, wszystko był sowicie przygotowane.
Faszyzm zbierający żniwa na zachodzie, straszy komunizmem, który robi to samo na wschodzie. Smutna ironia losu.
Założył ręce do tyłu i wolnym krokiem przemierzał salę główną. Jego uśmiech wygasł, gdy zobaczył "lożę dla elity" z dopiskiem "nur für Deutsche".
Przelatywał wzrokiem po plakatach, gdy nagle jego spojrzenie utknęło w miejscu. Podszedł bliżej, spoglądał na karykaturę Churchilla, przedstawionego jako żyda, który wynurza się zza zasłony Amerykańskie, Brytyjskiej i Radzieckiej flagi. Trochę go to zniesmaczyło, liczył że Niemcy uderzą tutaj głównie w komunizm, a nie w jego ukochaną amerykańską demokracje.
-Żałosne. - Rzucił pod nosem po hiszpańsku.
Wrócił do dalszego zwiedzania, wytężając słuch i przyglądając się zarówno paryżanom, jaki Niemcom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Paź 15, 2016 3:12 pm

Pocztówka była mniej urzekająca od Francuzki, która próbowała wtopić się w tłum niemieckich żołnierzy. Musiała mieć dobre znajomości, bo i jej strój pokazywał, że nie zmaga się z wojną jak ci ludzie na ulicach, którzy żebrali o pieniądze oraz żywność. Było w niej coś tajemniczego, co koniecznie chciał poznać. Kim była, dlaczego zdecydowała się dołączyć do przesączonej obfitością i polityką wystawy? Spojrzenie Susanne było piorunujące, przez co w głowie Tobiasa pojawiły się kolejne pytania.
- Dziś łamiemy zasady? - spytał, czując niesamowity komfort, gdy nie musiał chociaż przez chwile trzymać prostych pleców jak struna. Zapomniał na chwilę, że występuje tu jako major Luftwaffe, a wojskowy garnitur zdradzał o nim zbyt wiele.
- Najlepszym, w końcu z kim lepiej smakowałaby ucieczka do świata słodyczy? - wskazał brodą tym samym na innych wojskowych, którzy zniesmaczeni posyłali karcące spojrzenia wszystkim innym, którzy nie mogli pochwalić się aryjskimi korzeniami. Chciał pokazać, że nie jest tacy jak oni, a jednocześnie musiał grać w tym przedstawieniu znaczącą rolę. Obowiązki okrutni przypominały mu o wyuczonych kwestiach, ale pragnął pozwolić sobie na kilka minut ucieczki do świata, w którym bezkarnie może jeść ciasto i pić wino z piękną kobietą.
- Tobias von Hatzfeldt - pocałował wierzch dłoni. Czy nie mogli po prostu uciec z tej wystawy i jeść ciasto na schodach przed wejściem do budynku? Chociaż Tobias uwielbiał przepych i spędy bogaczy, dziś czuł jakby główne skrzypce grała tu niepotrzebna polityka.
- Susanne, to napijesz się? - przechwycił z tacy dwa kieliszki szampana - Zawsze podają bąbelki, inaczej nikt trzeźwo nie przetrawi tego wieczoru - szepnął, uśmiechając się czarująco. Oj tak, bardzo pragnął stąd wyjść. Albo przynajmniej zdjąć ten garnitur.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Paź 15, 2016 3:45 pm

Choć Herr Hatzfeldt pozostawał interesującą personą w gronie niemieckich żołnierzy, tak też pamiętałam, że chciałam uniknąć towarzystwa okupantów. Trudno było mi jednak zgrabnie wywinąć się z objęć rozmowy, która się rozpoczęła zanim jeszcze zdążyłam zainterweniować. Zaskoczono mnie, a to już wystarczy, bym nie mogła uciec na drugi koniec sali. Łamanie zasad... zagryzłam wargę w krótkim zastanowieniu. Cisnęło mi się na język by powiedzieć, że są one właśnie po to, by je łamać, jednak wiedziałam, że powiedzenie tego Niemieckiemu żołnierzowi nie było najlepszym pomysłem.
- Chociaż te mogę bezkarnie łamać. - uśmiechnęłam się wdzięcznie, nie spuszczając wzroku z mężczyzny. Nie chciałam wplatać w rozmowę polityki czy też rozmawiać o możliwościach okupowanej Francji, toteż szybko postanowiłam odnieść się do drugiego pytania. - Muzyka jest idealnym kompanem do smakowania wina i ucieczki do wspomnianego świata, jednak z dwojga złego lepiej mi w Pana towarzystwie. - nie pozostawiałam mu złudzeń, wszak rzadko spotyka się Niemca z którym można normalnie porozmawiać. W końcu nie chciałam go obrażać, ciągnęłam jedynie grę, którą sam rozpoczął. Dygnęłam z gracją damy, gdy doszło do wymienienia uprzejmości. Delikatność jego dłoni i muśnięcie jego ust wydawały się aż nazbyt miłe jak na Niemca. Spodziewałam się szorstkiej skóry i żelaznego uchwytu, który pozostawiałby wiele do życzenia, a jednak zostałam zaskoczona do tego stopnia, że spod delikatnego makijażu można było dojrzeć różane rumieńce. Jako że nikt interesujący nie pojawił się na wystawie do tego czasu, a Tobias wydawał się godnym towarzyszem, więc zdecydowałam się na pozostanie u jego boku.
- Z przyjemnością. - odebrałam kieliszek od mężczyzny nie zapominając o delikatnym muśnięciu jego dłoni. - Zbieranie wilków i owiec w jednej zagrodzie nigdy nie kończy się dobrze. - patrzyłam na salę, gdzie gromadziło się coraz więcej ludzi, jednak kątem oka cały czas zerkałam na Herr Hatzfeldta. Uniosłam kieliszek do ust by uraczyć kubki smakowe życiodajnym płynem.


Ostatnio zmieniony przez Susanne Mossé dnia Sob Paź 15, 2016 10:48 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Paź 15, 2016 9:38 pm

Przy sobie: fałszywy dowód tożsamości

Zdawać by się pomogło, że w paryską krew miłość do sztuki jest niejako wpisana, zobowiązując do świetnego rozeznania we wszelkiego rodzaju jej granicach oraz twórcach. Ilość artystów mieszkających w mieście zdecydowanie przewyższała pozostałe zawody, a prawdopodobieństwo, że jeden z nich stanowił twojego bliskiego znajomego, wzrastało w sposób nieprawdopodobny. Nie mogła powiedzieć, że i ona w pewnym sensie nie była zaangażowana w twórcze oblicze Paryża, choć jej wiersze od kilkudziesięciu lat nie oglądały już światła dziennego. Pojawienie się na proniemieckiej wystawie nie miało jednak żadnego związku z jej własnymi zainteresowaniami.
Gdy po raz pierwszy trafiła na ulotkę zapowiadającą wydarzenie, zdążyła tylko pomyśleć, że uwaga wszystkich choć na moment zwróci się w stronę innej nacji niż francuskiej. Nie zamierzała uczestniczyć w kolejnym niemieckim przedstawieniu, czując się zmęczona towarzystwem niemieckich mundurów na codzień; wystawa z kolei gwarantował, że tym razem na ulicach nie będzie ich już tak wielu, co łudziło, być może nieco płonne nadzieje, na spokój i czas na wytchnienie oraz wcześniejszy powrót do klasztoru. Dopiero informacja na temat wielkiej Arletty, specjalnego gościa imprezy, która pojawiła się kilka dni temu, sprawiła, że siostra Lucette postanowiła zmienić zdanie i ten jeden raz pozornie bez słowa przyjąć rozdawaną za darmo dawkę propagandy.
Czy była fanką aktorki? Nie, zdecydowanie, wręcz przeciwnie, nie cierpiała niemieckiej gwiazdy afiszującej się na francuskich uliczkach. Po cichu liczyła jednak na niespodziankę z kobietą w roli głównej, najlepiej z udziałem fotoreporterów, którzy uwiecznią faux paus w postaci złamanego obcasa (czy innej błahostki) i wielkiej afery, jaką wywoła, podczas gdy ona będzie stała z boku i pod warstwą kulturalnego uśmiechu, ukrywała uczucie satysfakcji. Zjawiła się więc w sali głównej odpowiednio wcześnie, uprzednio zostawiając ubranie wierzchnie w szatni. Gdy zobaczyła stroje pozostałych kobiet, odetchnęła z ulgą, ponieważ bycie zakonnicą sprawiało, że omijały ją tak błahe problemy jak suknie wieczorowe. Dzięki temu mogła skupić się na wypatrywaniu swojej ulubienicy, jednak już po kilku minutach z żalem zauważyła, że jeszcze nie dotarła na wydarzenie.
Naprawdę przykro byłoby, gdyby postanowiła się nie zjawić w ogóle. W końcu to dla niej tutaj była.
W międzyczasie jednak zauważyła księdza, z którym rozmawiała jeszcze jakiś czas temu, uczestnicząc w spowiedzi niemieckiego żołnierza. Z racji tego, że więcej osób nieszczególnie kojarzyła, a Niemcy oczywiście w grę nie wchodzili, postanowiła chociaż podejść i przywitać się kulturalnie.
- Szczęść boże - rozpoczęła więc po francusku, lekko kiwając głowę w stronę Davida. Spróbowała się nawet uśmiechnąć. - Nie wiedziałam, że ksiądz jest fanem sztuki. -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Paź 15, 2016 10:31 pm

Zapowiadało się na piękne przedstawienie. Nie było ono, co prawda, godne Paryża, miasta słynącego z kultury od setek lat, ale miało ono swoje piękno. David nie dostrzegał samego przedstawienia w wystawie, to było coś ponad tym. Francuzi i Niemcy, zebrani w Paryżu, oglądający słynne "Zło Bolszewizmu". Ironia kryła się tutaj w pewnej abstrakcji, bo właśnie tym był bolszewizm we Francji, czystą abstrakcją, odległym nurtem ze wschodu, ze znikomym poparciem w tutejszym społeczeństwie.
Odczuwał trochę pogardy do całej tej sytuacji, ale był zainteresowany podejście Francuzów do komunizmu, w końcu widział on na własne oczy, jak ludzie ginęli w imię tej ideologii, często nawet ginęli z jego ręki. Ciekawiło go czy Francuzi w jakimkolwiek stopniu rozumieją to, co przedstawiają tu Niemcy. Oba reżimy są bardzo pokrewne, różnica jest tylko czystym detalem, w końcu Niemcy nie wybijają swoich rodaków na taką skalę jak komuniści Niemcy są też bardziej otwarci, nie chowają swojego rasizmu, antysemityzmu i chęci do zamordyzmu, pod pięknymi hasłami o wolności i równości.
-Szczęść Boże. - Odpowiedział, kierując wzrok na Lucette. -Fan to zbyt duże słowo. Przywiodła mnie tutaj bardziej ciekawość. W końcu nie zawsze ma się okazuje posłuchać "wilka", który ostrzega przed innym drapieżnikiem. - Drugą część zdania wypowiedział nieco cichszym tonem. W końcu owych wilków było tutaj całe stado, a nie ma potrzeby podsycać ich apetytu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Paź 16, 2016 11:19 am

W pracy nie wolno wybierać sobie towarzystwa. Nie wiedział, ile jeszcze potrwa jego ucieczka. Kobiety zawsze działały jak najlepsze zapomnienie w rzeczywistości pełnej obowiązków oraz obietnic. Przez chwilę, delektując się ciastem i średnim szampanem, mógł nie myśleć o niczym innym. Fascynująca osoba nie zdradzała zbyt wiele szczegółów o sobie, lecz czy i Tobias się chwalił, kim jest? Mimo wszystko zastanawiał się, jaka Francuzka odważyłaby się wziąć udział w takiej wystawie. Czy miała jakieś ciekawe znajomości? Miał wrażenie, że widział ją pierwszy raz na oczy. Jednocześnie nie chciał podrywać żony jakiegoś oficera. Jakby brakowało mu problemów!
- Deser zawsze dają dużo satysfakcji - I niekoniecznie zawsze muszą być ciastkami. Nie wiedział, skąd tyle śmiałości się w nim pojawiało albo wręcz desperackiej próby ucieczki przed obowiązkami, wyprostowanymi plecami i sztucznymi uśmiechami. Dłoń bolała go od uścisków, a serce od przesiąkniętych fałszem relacji. Gdzie byli jego żołnierze, gdzie był Otto?
- Muzyka jest zawsze idealnym kompanem. I czy od razu musimy zaczynać od złego? - zaśmiał się, unosząc kieliszek do ust. Podwójna osobowość Tobiasa nieustannie walcząca pomiędzy wpajaną filozofią ojca a pogonią za szczęściem własnie dawała o sobie znać. Stał przed okrutnym dylematem, czy powinien podążyć za obowiązkami i wpleść się w towarzystwo żołnierzy, czy oddać się przyjemności poznawania kogoś, kto przynajmniej otwarcie go nie oceniał.
- Za muzykę i za ciebie, Susanne - rozpoczął toast, nie bawiąc się w uprzejmości mówienia jej na pani. Wyglądała na bardzo młodą osobę, co również go nieco zaniepokoiło. Doprawdy, co robiła w takim towarzystwie? Kolekcjonując rumieńce i uśmiechy, zapominał o obowiązkach.
-A może to szansa, której nie wolno zmarnować? Czy to kolejna zasada?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Paź 16, 2016 12:15 pm

W tłumie zauważyłam zakonnicę, która skierowała swe kroki do księdza. Były to jedyne osoby, które kojarzyłam z widzenia wśród setek innych, nieznajomych mi twarzy. Starałam się, by nie powiedzieć czegoś głupiego przy żołnierzu, jednak musiałam przyznać, że czułam się przy nim dziwnie swobodnie. Zrelaksowanie przy takich osobach było rzadkością, którą należy docenić. Nie chciałam zadawać pytań wprost, więc drogą dedukcji otwierałam kartotekę Herr Hatzfeldta uzupełniając ją nowymi informacjami. Pierwszą było to, że z pewnością był wysoko postawionym żołnierzem, co można było wywnioskować po ubiorze. Trudno było mi ocenić kim jest z dokładnością, nie przykładałam wagi do orderów i odznaczeń, nie znałam się na nich.
- Nie tyle co złapanie dużej ryby na haczyk. - spojrzałam na niego kątem oka, dalej niewinnie się uśmiechając. W naszych wypowiedziach łatwo było wyłapać drugie dno, chociaż gdyby podszedł ktoś "z zewnątrz" mógłby pomyśleć, że dyskutujemy o jedzeniu i zainteresowaniach, a prawda była taka, że rozmowa przybrała trochę inny tor niż zakładałam. - Dobro i zło jest pojęciem względnym, nie słyszał Pan o tym, Herr Hatzfeldt? Jedno bez drugiego nie istnieje, więc wyjdźmy z założenia, że jeśli zaczniemy od złego skończymy na dobru. - gra już dawno się rozpoczęła, więc pozostało mi jej kontynuowanie. Mogłam udawać, że rozmowa jest nudna, jednak cały czas miałam wrażenie, że konwersacja z mężczyzną sprawia mi niewypowiedzianą przyjemność.
- Za nową znajomość. - dodałam spoglądając na salę. Nic się właściwie nie działo, toteż mogłam się skupić na mężczyźnie. Brak obrączki dawał mi wolną drogę, nie musiałam się martwić, że zaraz przyjdzie żona jegomościa i zrobi mi awanturę o chwilę rozmowy. - Więc nie możemy jej zmarnować, tak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Paź 16, 2016 2:39 pm

Przy sobie: pistolet, naboje, dokumenty


Przyglądał się z niejakim zdziwieniem pocztówce trzymanej w dłoni, zastanawiając się po jaką cholerę właściwie nabył ten kawał tektury, który koniec końców zapewne skończy w śmietniku przed halą bądź jako podpałka do kominka. Nie wyobrażał sobie, aby mógł ją wysłać wraz z pozdrowieniami do Rzeszy, a tym bardziej zachować, jako gustowną pamiątkę po wydarzeniu, którego ranga nakazywała mu przywdziać galowy mundur pilota i stroszyć piórka znad piersi pokrytej odznaczeniami. Uniósł wzrok znad pocztówki, obejmując spojrzeniem przystrojoną salę, szukając ponad głowami gości znajomych twarzy, których nie potrafił odnaleźć w morzu sukni, garniturów i mundurów. Właściwie czuł się nieco zagubiony w tłumie, zrobił więc to co zwykle czynił w takich sytuacjach - zlokalizował stół zastawiony alkoholem. Organizatorzy zazwyczaj dobrze dbali o morale gości, wiedząc, że podobne zgromadzenia często ciężko znieść na trzeźwo. Otto pomyślał o znajdującym się w programie przemówieniu dowódcy paryskiego SS i sięgnął po kieliszek szampana, który to opróżnił szybciej niż było w dobrym tonie. Uwielbiał te propagandowe szopki, najczęściej wychodził z nich krokiem zdecydowanie mniej pewnym niż przychodził. Dlatego też wymienił puste szkło na pełne, coby tradycji stało się zadość, a jemu łatwiej było znieść nadchodzące atrakcje. Nie mógł jednak cały czas okupować stolików i choć niechętnie się z nimi rozstawał, skierował kroki w stronę krzeseł ustawionych naprzeciw mównicy, na której niebawem królować miał jednooki SS-man. Kiwnął głową w kierunku kilku uśmiechających się do niego osób, nie potrafiąc w pamięci przypasować odpowiednich nazwisk do twarzy, a także mimochodem odbierając od bezimiennego mężczyzny ulotkę, której nawet nie zaszczycił spojrzeniem, tak samo zresztą jak jej ofiarodawcę. Nierozlanie bąbelków na odświętny mundur pochłaniało większą część uwagi młodego oficera. Suzanne napracowała się przy przywróceniu mu świeżości po ostatniej kolacji u pułkownika Luftwaffe, a raczej po wizycie w One-Two-Two, gdzie panowie zakończyli wieczór i Otto szczerze nie chciał dokładać jej pracy, dlatego pilnie strzegł aby zawartość szkła nie wylewała się znad krawędzi, co sobie ułatwiał, upijając co rusz małe łyczki alkoholu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Paź 16, 2016 3:07 pm

List, który odebrała był... Zaskakujący. Pamiętała rozmowy z Margot, w których jasno ustaliły pewne zasady, a zarazem treść znajdująca się na karteczce była nietypowa. Powinna uświetnić wieczór swoją grą? Znaleźć się wśród szkopów, którymi gardziła? Mogła to zrobić, wszak nie zależało jej w tej chwili na niczym i większość spraw była jej obojętna, jakby typowy marazm wstąpił w drobne ciało brunetki, która zazwyczaj obdarzała każdego uśmiechem. Dziś coś się zmieniło, a może stało się tak już tydzień temu? Nie zamierzała analizować podpowiedzi głupiego serca, które zazwyczaj nie miało racji, ale prawda była prosta i wszystkim dobrze znana. Zbliżał się czas, by porzucić piękne mrzonki i skupić się na tym, co jest ważne.
Na sobie.
Wygładziła materiał czarnej sukienki, którą dostała od przyjaciółki i zagryzła dolną wargę, gdy raz po raz przesuwała wzrokiem po wszystkich. Przyglądała się znajomym twarzom, które często mijała na ulicy, ale im dłużej to trwało, tym bardziej zapadała się w sobie. Stała raczej z boku, by nie skupiać na sobie niczyjej uwagi i czekała na moment, w którym ktoś ogłosi, że to już czas. Mimowolnie wzrok drobnego dziewczęcia zatrzymał się na moment na monsieur tacie i poczuła jak spina się cała. Ich dwa spotkania należały do grupy trudniejszych, a jego obecność wcale nie ułatwiała niczego. Z pewnością mógłby się chełpić swoim sukcesem na jej temat i tego, że po raz kolejny grała niemieckie utwory, ale czy to nie w tym leżał cały sekret? Dla niego mogła być małą buntowniczką, ale każda historia ma dwa zakończenia i ta też takowe będzie posiadać.
Trzymała blisko siebie skrzypce, jakby bojąc się, że po raz kolejny ktoś spróbuje je odebrać. Nie było tu jednak dobrych i złych. Istnieli tylko aktorzy, ale zwycięstwo powinno należeć do jednych.
Do Francuzów.
Przesunęła tęczówkami w sposób leniwy, jakby tak naprawdę nic jej nie obchodziło, ale wręcz przeciwnie. Była ciekawa wszystkiego, a co za tym szło - musiała przybrać maskę obojętności, choć to należało do niezwykle ciężkich zagrywek, wszak Antoinette była uosobieniem spokojnym i ponadprzeciętnie uśmiechnięty. Ta wojna jednak zniszczyła ją na tyle, że wiele rzeczy uległo gwałtownej zmianie. To tylko gra pozorów, ale Niemcy o tym wcale nie musieli wiedzieć. I kiedy jej wzrok spoczął na jednym z żołnierzy, uśmiechnęła się mimowolnie. Nie byłaby sobą, gdyby nie zaryzykowała po raz kolejny i nie podeszła do nieznajomego, byle zamienić kilka słów. Oczy spoczywały na jego kieliszku i kiedy była już wystarczająco blisko, dygnęła, bo doskonale wiedziała, że Otto wyczuwa jej obecność; fiołkowe perfumy były dość delikatne, ale nad wyraz przyciągające.
- Bonjour, monsieur... - i kojarzyła go. Była pewna, że jego osoba gdzieś już jej mignęła, ale nie potrafiła sobie przypomnieć nazwiska. Luftwaffe. Bohater narodowy. Pilot. No tak! Niemieckie artykuły we francuskiej prasie. - Słyszałam o pańskich osiągnięciach, są niezwykłe! - zaczęła mówić z przejęciem i nawet przygryzła rozkosznie dolną wargę, a czerwień zalała jej pyzate policzki. - Paryżanki marzą o tym, by pana poznać... - kontynuowała i uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a potem bezpardonowo, nie zastanawiając się nad poprawnością językową i swoim nieudolnym akcentem, palnęła od razu: - Ja marzę, by mnie monsieur przeleciał - i oczywiście przyglądała się cały czas Otto, a widząc jego minę czuła, że coś było nie tak, tylko nie była do końca pewna - co takiego.


Ostatnio zmieniony przez Antoinette Molière dnia Nie Paź 16, 2016 7:33 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Paź 16, 2016 3:37 pm

Pojawiało się coraz więcej znajomych twarzy. Gdy zobaczył Lucette, czuł jak jego fałszywe imię miało zaraz wypełznąć na parkiet i wykrzyczeć całemu światu prawdę, że chociaż raz nie chciał być żołnierzem, który w zastraszającym tempie miał upodobnić się do ojca. Spojrzenie przeniósł na pyskatą gówniarę, Antoinnette, której z dobrego serca naprawił smyczek. Nie można tak krzywdzić uszu słuchaczy, gdy gra się Bacha. Słysząc mu znane melodie, czuł ból, pulsowała mu każda blizna, przypominająca o twardej ręce ojca, ale pomimo tego wszystkiego, nie mógł pozwolić na fałszywe dźwięki na polach elizejskich. Czy zaczynają go gonić jakieś marcowe demony? Tym bardziej postanowił skupić się na swojej rozmówczyni, która na szczęście nie przestraszyła się wojskowego garnituru. Nie chciał zaczynać od formalnego nakreślania pozycji. "Jam major Luftwaffe" brzmiało chwytliwe w niemieckim towarzystwie. Ci aż zanadto oceniali człowieka poprzez jego osiągnięcia dla kraju. Czy był z nich dumny? Sam już nie wiedział.
- Nie jestem aż tak wysoki - powiedział skromnie, zerkając na swoją towarzyszkę. Nie należała do najniższych znanych mu osób, ale przez to, że była taka drobniutka ociekała urokiem. Chwycił kolejne ciasteczko, oceniając początkowo z czego może być zrobione. Podrapał się nawet po brodzie i dopiero wtedy zatęsknił za zarostem. W dni kiedy musiał stawić czoło obowiązkom, musiał być przecież idealnym żołnierzem.
- Mów mi po imieniu - szepnął jakby zdradzał jej jedną z największych tajemnic w swoim życiu. Panowanie mu byłoby niegrzeczne i w sumie powinna używać tytułu wojskowego, ale któż wiedział, że sam Tobias go nie zdradził? Nie wydawała się rozumieć wszystkich odznaczeń i to zagwarantowało mu pozorną chwilę wolności.
- Zaczynamy od rewelacyjnych ciastek, co jeśli odwrócimy twoją kolejność, stanie się coś złego? - spytał, kontynuując jej myśl. Prawdę mówiąc, coraz bliżej było mu do ucieczki na schody, gdzie mógł bezkarnie opychać się ciastkami i wypijać szampana. Wiedział, że zapewne niedługo pojawią się też jego ludzie, a tu jako dowódca batalionu powinien świecić przykładem. Uśmiechnął się, czując na sobie spojrzenie Susanne. Od kiedy kobiety były aż tak tajemnicze?
- Możemy później tylko tego żałować - zaśmiał się, ale już nie wiedział, o czym mówią. O tym wieczorze, o tym, co może wydarzyć się po nim, o polityce czy zaczynali kolejną, o wiele odważniejszą grę? Zauważył w tłumie Otta, lecz ten był zbyt zajęty wlepianiem się w kieliszek, żeby skrzyżowały się ich spojrzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Paź 16, 2016 4:14 pm

Wzrok mojego towarzysza krążył po sali, najwyraźniej wyłapując znajome sylwetki i twarze. Zastanawiające było to, że zamiast iść się przywitać pozostawał u mego boku niczym najwytrwalszy kompan wyprawy, której celu nikt nie znał. Mogłam jedynie strzelać, czemuż to zaszczycił mnie swą osobą, jednak trudno było nakreślić dokładniej. Ciekawe czy w ogóle był tego jakikolwiek powód. Uśmiechnęłam się. Czyli zrozumiał aluzję. Znaleźliśmy wspólny język, który najwyraźniej przynosił uciechę obu stronom.
- Zdecydowanie wyższy ode mnie. - zapewne gdyby nie obcasy czułabym się jak krasnoludek w jego towarzystwie. Pewnie ze względu na mój wzrost większość mężczyzn śmiało się jak się denerwowałam, patrzyli z całkiem innej perspektywy na to. Dalej pamiętałam pytanie, którego używałam by rozluźnić atmosferę. "Jaka pogoda tam u góry?" i jej gęstość gwałtownie opadała.
- Oczywiście, Tobiasie. - poprawiłam się. Przechodziliśmy na konspirujący szept? Zmarszczyłam brwi. Może się znaliśmy, a ja kompletnie o tym zapomniałam? Niemożliwym było, żebym tak dobrze dogadywała się z dopiero poznanym mężczyzną. A może po prostu dałam się oczarować jego urokiem osobistym? To wydawało mi się jeszcze bardziej abstrakcyjne, ale musiałam brać wszystkie opcje pod uwagę.
- Zależy co kryje się pod twoją definicją "złego", Tobias. - przeciągałam jego imię, bawiąc się akcentem i barwą głosu, którą kładłam zdecydowany nacisk. Stanęłam na palcach, próbując ponownie wyłapać kogoś znajomego z tłumu, nie jednak po to by do niego uciec, a temu, by ocenić ile znanych mi osób znów ujrzy mnie w towarzystwie okupanta. Nawet jeżeli jest przystojnym okupantem. - Wolałabym nie żałować. - szepnęłam mu prawie że do ucha, zostawiając na nim mój ciepły oddech i przeszłam za nim, zmieniając stronę po której stałam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Paź 16, 2016 4:49 pm

Może było to naiwne, ale tak naprawdę w tej chwili nie miała zbyt wielu uprzedzeń wobec bolszewików. Nie mogła zapominać, że to właśnie oni byli jednymi z prekursorów francuskiego ruchu oporu, a co więcej, posiadali nawet własny oddział w szeregach organizacji. To z kolei niejako kształtowało jej stosunek do przedstawicieli ideologii; oczywiście przede wszystkim na prywatnym podłożu, czyniąc z nich osoby, które towarzystwo bardzo sobie ceniła, a współpraca zwykle okazywała się owocna. Jeśli chodziło zaś o samą kwestię światopoglądową, nie wnikała w głębię, pozostając całkowicie obojętną zarówno na ogólnie postanowienia, jak i konflikt toczący się na wschodzie Europy. Nawet gdyby kazano jej wybierać, nie zdecydowałaby się na żaden reżim, mając przed oczami ostatnie lata wolności Francji i ogólną myśl wyboru mniejszego zła w społeczeństwie. Wiedziała już, że pojęcie to tak naprawdę nie istnieje, a zło koniec końców jest złem.
Kwestie polityki (na szczęście?) nie leżały wtedy aż tak bardzo w gestii kobiet, a na pewno nie duchownych. Nie obawiała się więc pytań o poglądy - te przecież były w jej przypadku dość jasno ukształtowane poprzez niezmieniające się zasady wiary, w imię których wszyscy ludzie mieli być sobie równi, czyli bez względu na to, kto ile krwi miał na dłoniach, ich wszystkich wypadało traktować w ten sam sposób i w równym stopniu zapominać winy.
Czuła niesprawiedliwość wypływającą z tego faktu, szczególnie w takich chwilach jak ta, gdy pierwsze rzędy oznaczone były odpowiednimi tabliczkami i nikt nie miał w tej kwestii nic do powiedzenia. Wiedziała jednak, że Francuzi nie są z tego faktu zadowoleni i może gdyby chciała wśród szeptów przybyłych gości, usłyszałaby słowa skargi na swoją sytuację. Skupiała się jednak na innego rodzaju słowach, zbiegających się nieco z ogólną wizją wystawy.
- W takim razie jest pan może pasjonatem? W Paryżu nieinteresowanie się sztuką wydaje się rzeczą niemalże nie do zrobienia - stwierdziła wesołym tonem. Dalsza część wypowiedzi sprawiła, że przyjrzała się mężczyźnie uważniej, choć był to tylko odruch, który nakazywał jej zachowywać całkowitą czujność. - To prawda, choć trzeba przyznać, że ten wilk zwiódł przy tym tak wiele owiec - przyznała równie cicho, starając się brzmieć w miarę neutralnie. - W tej chwili nie ma chyba dla nich żadnego sojusznika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Paź 16, 2016 9:36 pm

Kiedy tak błądził myślami, gdzieś pomiędzy dekoltem Arletty, który to miał zamiar dzisiejszego wieczoru dokładnie obejrzeć na żywo, a tym jak zachęcić słynną aktorkę do małego tête-à-tête, coś, a raczej ktoś pojawił się na jego drodze, blokując ją, przez co musiał dość gwałtowanie się zatrzymać, mącąc przy tym zawartość niesionego kieliszka, po którego zewnętrznych ścian zaczęły ściekać strużki szampana szybko niknące we wnętrzu rękawa munduru. Zacisnął gwałtownie szczęki, dławiąc przekleństwo, choć te usilnie cisnęło się na wąskie wargi. Zaczynał tracić nadzieję, że kiedyś nadejdzie dzień, gdy uda mu się wyjść ze spotkania uprzednio nie zachlapując odzienia alkoholem. Mokre mankiety ocierające się o nadgarstki nie należały do najprzyjemniejszych doznań, jednak widząc sprawcę, a raczej sprawczynię, całego zmieszania nie potrafił się zżymać. Przeurocze dziewczę stojące na przeciwko niego i szczebioczące po francusku sprawiło, że uśmiechnął się, choć sens jednego czy dwóch słów uleciał mu w efekcie dekoncentracji. Kiedy tak jednak przygryzała wargi i rumieniła się rozkosznie to nie wydawało się ważne, szczególnie, że kadziła mu wręcz nieprzyzwoicie, a on, no cóż, tak jakby coraz bardziej prostował się z każdym jej kolejnym słowem. Paryżanki marzą o tym, by pana poznać, szumiało mu w głowie wraz z szampanem, tworząc wyjątkowo miły dla ego duet, choć resztki rozsądku nakazały dyskretnie rozejrzeć się na boki, czy aby gdzieś w pobliżu nie zaśmiewają się z niego koledzy z eskadry. Nie, czyżby to nie ich żart, a własna inwencja dziewczęcia? Odchrząknął ledwo słyszalnie, chcąc odpowiedzieć, lecz okazało się, iż nieznajoma jeszcze nie skończyła mówić...
- Guten Abend, Fräulein...? - odpowiedział, ważąc kolejne słowa na języku, wciąż nie mogąc pozbyć się wrażenia, iż padł ofiarą żartu bądź co najmniej niedopowiedzenia. Nie wyglądała mu na osobę aż tak bezpośrednią, oferującą swe wdzięki od razu po przysłowiowym "dzień dobry". Nie powinno się jednak oceniać ludzi po pozorach, czyż nie? Prawdę tę powtarzano często, szczególnie w okresie dzieciństwa i dojrzewania, starając się aby stała się nieodłączną częścią dorosłości. - Nie przesadzajmy, nie są to aż tak wielkie dokonania - nieprawda, były całkiem imponujące. - Nie umiałbym jednak odmówić tak uroczej panience, czułbym się zaszczycony mogąc pomóc w spełnieniu owych marzeń, skoro mam taką możliwość - odpowiedział, uśmiechając się szeroko i obejmując drobną figurkę taksującym spojrzeniem błękitnych oczu. Paryż był doprawdy ciekawym miejscem na mapie świata, nie potrafiłby się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. W przypływie niewątpliwej bystrości połączył skrzypce dzierżone w dziewczęcej dłoni ze stojakiem do nut i uniósł delikatnie brwi, przysuwając kieliszek do ust i spijając z niego szampana. - Widzę jednak, że wpierw obowiązki, a następnie przyjemności? - wskazał podbródkiem instrument, którego dźwięki zawsze powodowały na oficerskim karku Otta nieprzyjemne mrowienie. Skoro poproszono Francuzkę o zagranie na wydarzeniu tej rangi to pozostawało mu mieć nadzieję, że nie tylko smyczek potrafi sprawnie prowadzić, co oczywiście zamierzał sprawdzić, skoro wykazywała się takim entuzjazmem względem jego osoby. - Nie pijesz? Jest całkiem niezły, choć w domu mam lepszy rocznik - zakołysał kieliszkiem, którego zawartość znikała w szybkim tempie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pon Paź 17, 2016 12:06 am

Antoinette była tu tylko z jednego powodu. Propaganda. Bez względu na wszystko – jej nazwisko nie było wcale znane, choć dziwiła się, że wybrano właśnie ją. Cóż takiego w sobie miała? Kto o niej słyszał? Nie wiedziała przecież, że szanowny ojciec, którego całe życie tak tytułowała wcale nim nie jest, a to określenie powinno przypaść innemu człowiekowi. Nie zastanawiała się też długo nad tym, gdy przystąpiła do uroczej gry, choć nie ukrywała, że osiągnięcia monsieur Langbeina wcale nie są jej obce. Czytała prasę i musiała wiedzieć, kto kim jest. Żaden błąd nie wchodził w grę, a ostatnie wydarzenia raczej nie sprzyjały temu, by po raz kolejny narażać się Niemcom. Młody mężczyzna był jednak na tyle pociągający, że nie mogła się oprzeć, by do niego nie podejść i zagadnąć w najprostszy z możliwych sposobów. Oczywiście nie przypuszczała nawet, że popełniła typowe dla siebie faux pas, ale gdyby tak się stało, to pilot powinien ją poprawić, prawda?
Uśmiechała się wciąż i wciąż, a ciemne tęczówki otulały twarz nieznajomego, by zaraz potem zawiesić ciekawskie spojrzenie na plakietce, która widniała na jego mundurze.  Przygryzła po raz kolejny dolną wargę, a filuterne spojrzenie było całkowicie nieświadome, wszak panienka Molière trzymała się z dala od ścieżek flirtu i uwodzenia, co w przypadku Michela nigdy nie zdało efektu.
- Antoinette – ucięła krótko i nie zamierzała rozwodzić się nad kwestią nazwiska. Zaraz je usłyszy i wierzyła, że zapamięta na długo, gdyż już niebawem, kiedy tylko okupacja się skończy, to rozpocznie karierę muzyczną i ruszy w świat, tak jak mama. Robiła to po to, by uwolnić się spod pieczy zbyt troskliwego społeczeństwa, które miało oczy i uszy szeroko otwarte na poczynania Tosi. - Och, mondieu! Doprawdy? Pomoże mi pan i zrealizuje moje marzenie? – ekscytowała się i nie kryła zaskoczenia, że naprawdę jej uległ. Nie brała jednak od uwagę, że myślą o zupełnie innym lataniu, gdyż brunetka wciąż tkwiła w błogiej nieświadomości, toteż pozwoliła na pogłębienie uśmiechu i błysk w oku, który zapraszał do kolejnego etapu zabawy. Otwarte karty bywały czymś ekscytującym. - Nie spodziewałam się, że monsieur mi ulegnie, ale z pewnością jest to dla mnie ogromny komplement… Jeżeli wypije jedną lampkę szampana, to nic się nie stanie, ale nie przywykłam do tłumów podczas pierwszych razów; cóż to za rocznik? – mówiła już po francusku, bo to język, w którym czuła się pewniej i dzięki temu miała świadomość, że nie popełni żadnego błędu, choć jej słowa zabrzmiały niezwykle dwuznacznie. Mimowolnie spojrzała też na zebranych, ale szybko powróciła do Otta, jakby była ciekawa jego reakcji. - Tak, zostałam poproszona o grę; już niebawem skończę Konserwatorium Parskie i wierzę, że nie zawiodę dzisiejszej nocy pańskiego gustu – dodała ze spokojem, choć irracjonalność tej rozmowy mogłaby wydać się niezwykle… Zabawna; pomijając, że w sprawie studiów kłamała. Pod warunkiem, że Otto nie postanowiłby odstrzelić Antoinette głowy za to małe nieporozumienie, to wieczór mógł należeć do całkiem udanych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pon Paź 17, 2016 12:21 am

papierosy i zapalniczka

Sam nie wiedział, dlaczego postanowił się tam pojawić. Miał świadomość upolitycznionego charakteru tego wydarzenia, a przecież starał się tego jak najbardziej unikać. Mimo to stawił się ubrany w swój czarny garnitur i czarną koszulę (co zapewne wzbudzi stosowne oburzenie, ale niespecjalnie się tym przejmował), zamiast pojawić się w mniej oficjalnym ubraniu w późniejszym czasie. Był jednak łasy na sztukę, chciał na własnej skórze przekonać się jaki będzie jej wymiar w tym konkretnym miejscu. Nienawidził słuchać ustnych przekazów na dane tematy, bo zazwyczaj były przesiąknięte obiektywizmem i ciężko było wyłowić surowe fakty. Gabriel chciał samemu chłonąć płynące z wystawy wrażenia artystyczne, jakiekolwiek one będą. Chociaż mimo to wszystko miał świadomość, że głównie chodzi o bycie pierwszym. Nienawidził zamykać szeregu. W swoim doskonałym egoizmie pragnął mieć teraz, już, natychmiast to, co leżało w jego zasięgu i najlepiej inne rzeczy też. Sięgał więc po nie bez specjalnych wyrzutów sumienia, rozpychając się przy tym łokciami. Franuzi zapewne powiedzieliby, że robi to jak rasowy Niemiec, ale nie o to chodziło. Nie wynikało to przecież z jego cholernej narodowości, po prostu było w nim od zawsze, a wczesne lata biednego dzieciństwa jedynie to uwypukliły. I nie miał z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia.
Dlatego pojawił się stosunkowo wcześnie. Z czystej potrzeby bycia pierwszym, spóźnianie się nie bardzo go obchodziło, czas był względy, musiał dostosować się pod Wolffa, a nie na odwrót. Rozejrzał się przelotnie po pomieszczeniu, rejestrując jego napuszony wystrój i wiszące w tym miejscu plakaty. Już z perspektywy wejścia mógł stwierdzić, że mu się nie podobają. Nie przemawiała do niego propagandowa forma sztuki, wykorzystywanie doskonałego tworu do brudnych celów. Mimo to nie cofnął się, licząc na inną formę rekompensaty mu tej brzydoty. Zauważył kryształowe kieliszki pełne szampana, które dzierżyła co druga osoba, ale nie poczuł potrzeby sięgnięcia po jeden z nich. Alkohol nigdy nie budził w nim jakichkolwiek emocji poza obrzydzeniem. Zdecydowanie wolałaby napić się dobrej, czarnej kawy. Brakowało tu jednak takich luksusów, więc po prostu wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki paczkę papierosów i zapalił jednego. Wciągając kojącą nikotynę do płuc wyłowił spojrzeniem znajomą czuprynę. Ruszył już w jego stronę, ale zamarł w pół kroku, gdy zauważył z kim rozmawia. Nie, zdecydowanie nie miał ochoty na kolejną konfrontację z tą, teraz już, kobietą. Będzie musiał przy okazji rzucić Otto kilka słów na ten temat. Póki co zdezerterował skręcając nieco ze swojej poprzedniej trajektorii i zatrzymał się przed jednym z plakatów. Wypuścił powoli dym z płuc, żałując, że nie może dla odmiany na niego splunąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pon Paź 17, 2016 12:40 pm

Starał się utrzymywać kontakt wzrokowy z Lucette, równocześnie mając na uwadze kto pojawia się na sali. Widząc Niemieckiego żołnierza od razu spoglądał na stopień, a później na twarz. Samo ułożenie rąk wiele zdradzało, nisko postawione pionki miały ręce blisko broni, nawyk wyrobiony na patrolu. Wyżej postawieni oficerowie praktycznie nie przejmowali się bronią, nosili ją tylko na pokaz. Zawsze w obstawie, zawsze z poczuciem bezpieczeństwa.
Bardzo nie spodobały mu się dopiski "nur fur deutche", krzesła jeszcze mógł wybaczyć, ale szampan i ciasteczka tylko dla Niemców? W Ameryce każdy człowiek jest równy, no może poza czarnymi, ale ta kwestia była do nadrobienia.
-Trochę w życiu zwiedziłem, więc jakieś tam pojęcie na temat sztuki mam. Nie wiem jak wyglądał Paryż kiedyś, ale teraz gdy zwisają z niego flagi ludobójców, ciężko nazwać to miastem sztuki. - Poczuł pewne zażenowanie, słysząc, że nie ma dla nich żadnego sojusznika. W końcu Anglia wciąż stawiała opór, a za oceanem trwała walka na innym froncie.
Są pewne priorytety, Francuzi nie powinni się uważać za pępek świata, w końcu od tego jesteśmy my.
-Prości ludzie, niestety, nie mogą nic zdziałać w tej kwestii. Zresztą my poświęciliśmy swoje życie służbie, pozostaje nam czekać, aż Bóg zrealizuje swój plan, lub poprosić go, aby na chwilę odwrócił wzrok, a wtedy prości ludzie mogą wziąć swoje życie w swoje ręce. Chociaż patrząc na Francuzów. - Skierował wzrok na Francuzki ochoczo dyskutujące z Niemacmi, nie krył obrzydzenia jakie malowało się na jego twarzy. -To raczej pozostaje modlitwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pon Paź 17, 2016 9:06 pm

Do sali wkroczył trzymając pannę Lisbeth von Liebenfels pod ręką. Naturalnie, uprzednio podjechał po nią służbowym samochodem pod jej dom, wręczył jej ojcu butelkę dobrego whisky, a następnie udał się wraz z nią w kierunku Hali "Wagram". Dzisiaj jego kierowcą był niski oraz przeraźliwie szczupły SSman w stopniu Rottenführera o nazwisku Kruger, choć wśród swoich współtowarzyszy z korpusu nosił niechlubne przezwisko "die Ratte," z racji swojego wybitnie niewyjściowego wyglądu. "Szczurek" dzielnie kroczył za parą, co rusz poprawiając wielgachne, nieustannie spadające z nosa okulary, trzymając w ręku spięty plik kartek, które składały się na przemówienie, które Christoph ma wygłosić w najbliższym czasie. Póki co jednak von Reichenau ograniczał się do przesyłania wyjątkowo nieszczerych uśmiechów w kierunku wysokich oficjeli Rzeszy oraz obrzucaniem pogardliwym spojrzeniem tych niearyjczyków, którzy ośmielili się bezczelnie gapić na jego osobę. Ubrany był w sposób nienaganny - blisko godzinę spędził na samodzielnym pastowaniu oficerek, zaś jego służąca zajęła się idealnym wypielęgnowaniem paradnego munduru, do którego z niezwykłą pieczołowitością Christoph doczepił wszelkie insygnia, medale oraz oznaczenia, które teraz dumnie zdobiły jego wyprężoną pierś. Na głowie Chrisa zaś spoczywała charakterystyczna czarna czapka z bladą, trupią czaszką. Sama wystawa, choć naturalnie Christoph uważał, iż podobne wystąpienia są niezbędne w celu ukazania podatnym na propagandę ludziom właściwych wartości, jest nieco bzdurna oraz niedorzeczna.
- Jak Ci się wydaje, moja droga Pani - szepnął do Lisbeth, jednocześnie kiwając na powitanie głową bliżej nieznanemu majorowi Wermachtu - gdzie znajduje się granica między obrzydliwą propagandą a niezbędną, z punktu widzenia dobra Rzeszy, "sztuką użytkową" - powiedział lekko ironicznie, mając jednak nadzieję, iż Lisbeth, jako wciąż jednak niespełniona artystka, podchwyci temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Wto Paź 18, 2016 8:52 am

Gdy dokonała się swoista wymiana, butelka whisky za córkę, a podróż minęła znacznie szybciej, niż Lisbeth się spodziewała, można było wkraczać dumnie do Hali Wagram, idąc pod rękę z mężczyzną tak bardzo zasłużonym dla Rzeszy, że von Liebenfels nie wiedziała, co przyciągało spojrzenia ludzi bardziej – jej piękna, perłowo-srebrna suknia i złote loki, czy jego medale i odznaczenia. Stanowili parę idealną, bez dwóch zdań, sunąc po czerwonym dywanie, jakby tego wieczora rozłożono go właśnie dla nich.
Posyłała uśmiechy tam, gdzie należało jej posłać, choć połowa z nich nie była szczera nawet w najmniejszym stopniu. Rozpoznawała już znajome twarze, jakie w swoim czasie przedstawiał jej ojciec, który niestety nie mógł dziś zjawić się na wystawie i dopełnić towarzystwa swoją osobą. Jego córka ubolewała nad tym tylko do momentu przekroczenia progu domu, bowiem z dala od czujnych, ojcowskich oczu zamierzała bawić się doskonale i być może pozwolić na nieco więcej, niż zazwyczaj.
Szybko omiotła pomieszczenie wzrokiem i doszła do wniosku, że wystrój spełnia jej oczekiwania; kryształowe żyrandole i  szampan na stoliku współgrały doskonale, zapewniając wydarzeniu klasę, którą mogło zepsuć tylko pojawienie się widzów pospolitych, jacy niestety również kręcili się dookoła, zapewne nie mogąc się doczekać zobaczenia Arletty. Na szczęście dla nich przeznaczono zupełnie inne miejsca, a Lisbeth nie musiała się martwić, że jakikolwiek Francuz otrzyma lepsze miejsce od niej i będzie słuchał przemówienia Christopha siedząc na wygodnym krześle.
W pytaniu swojego towarzysza wyczuła wyzwanie, lecz nie musiała długo zastanawiać się nad odpowiedzią.
- Tam, gdzie zechcemy ją dziś wieczór postawić – byli przecież kimś, parą, o której jutro powinny pisać wszystkie gazety w Paryżu – To w naszych rękach znajduje się decyzja o tym, czy wystawa odniesie sukces i będą o niej mówić, jak o sztuce, czy też zostanie postawiona w jednym szeregu z tymi mętnymi wydarzeniami, które po prostu muszą się odbyć, by zadowolić Ministra Goebbelsa.
Odwróciła na moment wzrok od swojego drogiego znajomego, po czym przeniosła go na najbliższe plakaty. Kontemplowała je przez moment, uśmiechając się pod nosem, a zanim wróciła do rozmowy, przebiegła jeszcze wzrokiem po twarzach niektórych zebranych, starając się odczytać ich nastroje.
- Który z tych medali predestynuje Cię do przemawiania dziś wieczór? – zapytała, spoglądając na jego mundur i drocząc się trochę, jak niewinna nastolatka. Kobieta wszakże powinna mieć w zanadrzu wiele różnych wersji samej siebie, by wedle zapotrzebowania serwować je mężczyznom.

Przy sobie i na sobie:
 

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Wto Paź 18, 2016 10:00 am

Drogi MG, nie uciekamy nigdzie, ale będziemy na balkonie, jeśli będziesz nas potrzebował!

Tobias zaniepokoił się, gdy skrzypaczka podeszła do Otta. Czuł kolejne kłopoty, lecz nie mógł się wyrwać i ostrzec. Z drugiej strony, z Tosia zawiązała z nim umowę poufności. On nie powie nikomu o niesubordynacji i rozmowie w zaułku, ona zaś nie będzie chwaliła się naprawą smyczka. Słuchacze i tak pewnie nie zauważą różnicy,  Bach nie będzie się w grobie przewracał. Nie chciał zostawiać swojej towarzyszki, a z drugiej strony czuł dziwne przeczucie, że nie powinien pozwalać na otwartą konwersacje ze skrzypaczką. A co jeśli ona nie zrozumiała warunków umowy poufności? Wciąż gdzieś głęboko tliła się myśl o podstępnej ucieczce od obowiązków, ale jakże by to wyglądało w oczach wyżej postawionych od niego? Niższymi się nie przejmował. Jedyną nic porozumienia miał z Otto, ale on by zrozumiał, wiele już przeszli razem.
- Znajdzie się w związku z tym kilka zalet, stanowię dobry falochron - powiedział sarkastycznie, zastanawiając się, czy bąbelki już na niego działają, czy naprawdę ma dobry humor. Zwykle wycofany mało mówił. Królował w towarzystwie, gdy tego potrzebował, a dziś... Ten dzień był inny. Przesączony polityką, sztucznym uśmiechem i mundurami, ale chociaż Susanne wydawała mu się zupełnie odcięta od tego środowiska. Dlatego tak nie chciał ją tu zostawić? Z niezręcznych początkowych słów rozmowa zaczęła przybierać zupełnie inny ton. Szepty wkradały się między ciastka i kieliszki szampana, a Tobias miał wrażenie jakby znał Susanne wiele lat. Tylko dlaczego wcześniej się nie spotkali? Uśmiechnął się na dźwięk swojego imienia w kobiecych ustach. Poczuł małą wygraną.
- Zabawa - odpowiedział po długim namyśle. Pytanie Niemca, który w dodatku miał dualizm osobowościowi i tonę wątpliwości, co jest złem, było bardzo podchwytliwym pytaniem. Czy złe było ostrzeliwanie wroga, wzięciem siłą Francji, a może zgarnianie francuskich dóbr architektonicznych? A czy złe było szeptanie, rzucanie aluzjami i fantazje, które wręcz błagały o opuszczenie hali i skierowanie się do bardziej ustronnego miejsca? Czując szept na swojej skórze, poczuł dreszcz. Kiedy ich gra zamienił się w tak niebezpieczną? Oblizał koniuszkiem języka wargi, czując kolejny ścisk w żołądku. Wodził za nią spojrzeniem, gdy w końcu zajęła swoje miejsce. Przejął kolejne dwa kieliszki wina z tacy, proponując kobiecie nieco bardziej ustronne miejsce. Na balkonie, z którego mieli widok na całą salę.
- A myślisz, że można tu palić? Może tam nikt nas nie złapie? - wskazał wypatrzone miejsce, szykując ramię, którego mogła się chwycić i podążyć z nim w kierunku schodów.

zt x2 => balkon


Ostatnio zmieniony przez Tobias von Hatzfeldt dnia Wto Paź 18, 2016 6:30 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Sala główna   

Powrót do góry Go down
 
Sala główna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Pozostałe dzielnice :: Hala wystawowa 'Wagram'-
Skocz do: