IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Sala główna - Page 2


Share | 
 

 Sala główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Sala główna   Pią Paź 14, 2016 2:59 pm

First topic message reminder :



Sala główna

Rozmiary sali głównej niewątpliwie działają na jej korzyść - może ona bez większych przeszkód pomieścić kilkaset osób. Być może nie jest jeszcze zabytkiem i raczej daleko jej do przepychu, jednak kryształowe żyrandole śmiało mogłyby konkurować ze wspaniałym żyrandolem z Opery Paryskiej, a zdobienia na suficie cieszą oko.
Sala główna połączona jest krótkim i szerokim korytarzem z wejściem do hali. W korytarzu z kolei znajduje się szatnia.

Po 16 marca 1942 roku wstęp do sali głównej - i zresztą samej hali - jest znacznie ograniczony. Wschodnia ściana, która została zniszczona podczas wybuchu, wciąż znajduje się w odbudowie, zasłonięta olbrzymią płachtą. Podobnie jest również z sufitem i częścią podłogi.
Niemieckie patrole często zaglądają w to miejsce, dlatego też liczba wydarzeń kulturalnych i ich zasięg znacznie zmalały, ograniczając się do niewielkich spotkań literackich dla autorów kojarzonych zaledwie przez garstkę osób.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Wto Paź 18, 2016 2:22 pm

Nie spuszczał spojrzenia ze skrzypaczki, poświęcając jej swoją wyłączną uwagę. Nie miał zwyczaju rozglądania się na boki, wyszukiwania wśród tłumu znajomych twarzy czy też oznak poruszenia, dlatego też łatwo było dostrzec, gdy zaczynał się nudzić. Uciekał wtedy spojrzeniem gdzieś ponad głowami, myślami odpływając w tylko sobie znane rejony bądź rozpaczliwie szukając wybawienia w postaci nagle wyjątkowo pilnej potrzebie rozmówienia się z mundurowym wypatrzonym gdzieś na drugim końcu sali, wszak na podobnych imprezach bywał często poniekąd służbowo.
Bawiły go grymasy dziewczęcia; jej uśmiechy, przygryzanie warg i spojrzenia rzucane spod rzęs. Była niewątpliwie urocza, sprawiała wrażenie chodzącej niewinności, po którą aż wzdrygało się wyciągnąć ręce. Dlatego tym bardziej dziwiła go bezpośredniość z jaką zaczęła rozmowę. Kiedy zmieniła język na francuski, ku jego niezadowoleniu, wywnioskował, że nie czuje się swobodnie wyrażając myśli w jego rodzimym języku, którego akcent kaleczyła równie umiejętnie co on mowę Moliera. Może więc wydarzyło się tu zwykłe nieporozumienie, które jemu wygoda (i nieczyste myśli) kazała zignorować. Speszył się w duchu, aby po chwili rozjaśnić się w uśmiechu rozbawienia, tym razem dedykowanemu własnej próżnej osobie. Choć przecież... niewinniejsze od Antoinette dziwki widywał.
- Dlaczego by nie? Skoro miałoby to panience sprawić radość - wzruszył lekko ramionami, nie przestając się uśmiechać, przez co sprawiał wrażenie młodszego niźli był w rzeczywistości. Niekiedy właśnie przez młodzieńczy wygląd, pogodne usposobienie i niechęć do emanowania oficerskim stopniem wśród innych żołnierzy, ciężko było mu utrzymać autorytet, co jak sądził było właśnie przyczyną, dla której pomimo dość wysokiej rangi i doświadczenia wciąż nie dane mu było zostać dowódcą eskadry. Kładło to w pewnym sensie cień na karierę zamarłą od dłuższego czasu, choć sam Otto nie sprawiał wrażenia zniechęconego. Czyżby jego ambicja spłonęła wraz z wrakiem myśliwca w czasie Luftschlacht um England?
- Pierwszych razów? - jedna jasna brew drgnęła ku górze, kiedy powtarzał słowa brunetki. Wyjątkowo zaniepokoił się, choć sam przecież zazwyczaj odpowiedzialnością nie grzeszył, gdy szło o umiar i przyzwoitość, którymi powinien dawać przykład występując w niemieckim mundurze. - Może nie jest to najmądrzejszy pomysł, skoro przed tobą, mademoiselle, uświetnienie tego wieczoru na scenie. Ale po występie, proszę obiecać, wypijesz ze mną lampkę szampana, aby przypieczętować twój sukces, w który nie wątpię - dalej łamał sobie język francuszczyzną, choć doskonale wiedział, że gwałci w ten sposób uszy wszystkich postronnych żabojadów, bo choć słownictwo miał bogate, a gramatykę poprawną to akcent wołał o pomstę do nieba, co oczywiście nie krępowało Langbeina nawet w najmniejszym stopniu. - W bardziej ustronnym miejscu, jeśli wolisz - dodał, mając wyraźnie w pamięci jej słowa.
Chociaż wykazywał się dużą (chwilową) troską o trzeźwość skrzypaczki, nie zapomniał w tym wszystkim o własnej, której chciał jak najszybciej się pozbyć - jemu nie dane będzie dygać przed tłumem na scenie, ale już słuchać żarliwych politycznych przemów owszem. Dlatego też spijając szampana z dna kieliszka, rzucił tęskne spojrzenie w stronę opuszczonego stołu, na którym mieniło się szkło, przy okazji zauważając coś co nakazało mu chwilowo zepchnąć Francuzkę na dalszy plan. Wysoki, śmiesznie chudy i jasnowłosy, choć zwrócony plecami to wciąż nie do pomylenia. Jednak przyszedł, nie mogąc pozwolić aby ominęło go to artystyczne wydarzenie miesiąca. Ciekaw był jak Wolffowi przypadła do gustu owa sztuka użytkowa, jego własnym faworytem od chwili gdy tylko minął go w drodze po szampana pozostawał plakat z żydem w roli głównej...


Ostatnio zmieniony przez Otto Langbein dnia Wto Paź 18, 2016 5:44 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Wto Paź 18, 2016 4:15 pm

paczka papierosów (20sztuk), zapalniczka, magazynek, pistolet

Szedł wyprostowany, płynnym krokiem wchodząc do budynku opery. Zdjął płaszcz i założył go na wieszak. Przed odejściem wyjął z niego paczkę papierosów i zapalniczkę, włożył wszystko do tylnej kieszeni spodni. Przeniesienie papierosów z płaszcza do kieszeni był znakiem, że Muller zamierza tutaj trochę posiedzieć.
Rozejrzał się po sali, a na jego twarzy wymalował się uśmiech. Wystrój bardzo przypadł mu do gustu. Wszystko było duże, zdobione, czyste i bogate, tak jak powinna się prezentować Rzesza. Plakaty anty-komunistyczne wiszące na ścianach dodawały tylko jeszcze lepszego uroku. A przedstawienie dopiero się zaczynało.
Minął tłumy gości, kierując się do stołu, gdzie już czekał toast dla zwycięzców i gospodarzy wieczór, czyli Niemców. Ludzie powoli wypełniali salę, w końcu zaraz miało się zacząć.
Muller zauważył kilka znajomych twarzy, oczywiście większość kojarzył tylko z twarzy i nazwiska, w końcu pracowali w innych jednostkach.
-Herr Hatzfeldt, Herr Langbein. - Skinął głową na przywitanie w ich kierunku i chwycił lampkę szampana. Upił trochę, wytężając kubki smakowe szybko porównał trunek do innych, które miał okazje spożywać. Był z dość wysokiej pułki, to jeszcze bardziej umiliło mu wieczór.
Z kieliszkiem szampana w ręce ruszył po sali, oglądając plakat po plakacie. Zerkał również na gości, w końcu dzisiejszego wieczora nie był na służbie, ale nigdy nie należało tracić czujności, wróg nie śpi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Wto Paź 18, 2016 5:40 pm

Nie wiedziała dlaczego podeszła do mężczyzny. Nawet nie przypuszczała, że ich rozmowa potrwa dłużej niż pięć minut, choć co jakiś czas odwracała speszone spojrzenie, a jej wzrok lądował na Tobiasie. Starała sie go ignorować na wszelkie możliwe sposoby, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że nie powinni w tej chwili pokazywać oczywistości płynącej z tytułu znajomości, choć dwóch spotkań nie można było tym mianem określić. Szybko powróciła więc do patrzenia na Otta i uśmiechnęła się subtelnie, a gęsta siateczka rzęs przysłoniła ciemne tęczówki, gdy mimowolnie spuściła wzrok na swoje trzewiki. Czuła się skrępowana, ale to przedewszystkim dlatego, że Langbein był zbyt bezczelny, a zarazem kryła się w tym nuta czegoś pociągającego, choć Antoinette nie potrafiła tego nazwać. A może nie chciała? Zawstydzenie brało w górę i pokazywała to niemal w każdym najdrobniejszym ruchu, kiedy to unikała patrzenia Otto w oczy, bo przecież była tak nieudolna w dłuższej i dość intymnej wymianie zdań z jakimkolwiek przedstawicielem płci męskiej, że zaczynało być jej samej siebie szkoda.
- Och, to całkiem... Miłe z pańskiej strony - powiedziała rozbawiona, bo jak to tak? Niemiec zamierzał spełnić zachciankę francuskiej dziewczyny? Nie brała nawet pod uwagę, że Otto odebrał opacznie jej słowa, a ona sama, że popełniła typowe dla siebie faux pas, które płynęło z nieumiejętności posługiwania się językiem okupantów. Znała go, ale od wielu miesięcy nie praktykowała używania tej obrzydliwej mowy, która działała na nią jak płachta na byka. Oczywiście wynikało to z przeszłości, która ciągnęła się za nią i nie potrafiła tego odciąć żadną kreską, co doprowadzało ją często do rozłamu, ale dzisiaj zapomniała o tym. Musiała uchylić czoła przed tymi, którymi gardziła, a zarazem zdobyć się na odrobinę aktorstwa, by nikt nie odkrył jej prawdziwych poglądów. Problem tkwił jednak w tym, że w pomieszczaniu znajdował się Tobias, który wiedział za dużo.
- Nigdy tego nie robiłam - przyznała otwarcie, choć na myśli miała raczej kwestię picia alkoholu, bo nie przypuszczała, że Otto mógłby pomyśleć iż proponowała mu wcześniej seks. Zatrzepotała uroczo rzęsami i zrobiła krok w przód, gdy poczuła jak ludzie gromadzący się w sali przeciskają się za nią i nieznacznie ją popychali w stronę pilota. Ich odległość była zbyt mała, a zapach perfum, który wdarł się z impetem w drobny nosek brunetki zmusił ją do zaciągnięcia się wonią Langbeina. Wypieki pojawiły się mimowolnie, a spomiędzy spierzchniętych warg wydostało się głuche och, które miała nadzieję usłyszał tylko on. - Obiecam panu wszystko, co tylko sobie monsieur wymarzy - mruknęła rozbawiona i wzruszyła lekko ramionami, jakby chcąc dygnąć. Dostrzegła jednak, że Otto patrzy w jakimś kierunku i sama odwróciła głowę, a jej oczom ukazał się Gabriel. Wypuściła powietrze ze świstem i znów zwróciła tęczówki na niemca. - Ustronne miejsce? Co mi pan proponuje? - spytała zaskoczona i nie do końca była pewna, co może tak naprawdę się wydarzyć, gdy już się koncert skończy, a ona wpadnie w dłonie Otta. Dopuściłaby go do siebie? Bała się w końcu bliskości z mężczyznami, a niewinność, którą wciąż posiadała była kolejną przeszkodą do tego, by postąpić jak wiele francuzek, które z rozkoszą oddawały się okupantom, co zapewniało im lepsze życie. Antoinette walczyła o Paryż i bynajmniej - nigdy - nie zamierzała ulegać presji niemieckiej siły. -Jednak fakt; jest tu niezwykle tłoczno... - mruknęła ledwie słyszalnie, a głos herr Mullera sprawił, że cofnęła się jeszcze bardziej i spięła na tyle, by nie wydawać się zbyt spoufałą z Langbeinem. W końcu - tylko rozmawiali, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Wto Paź 18, 2016 9:26 pm

Z każdą chwilą salę wypełniał coraz większy tłum - i bez wątpienia nie było dziś w Paryżu drugiego takiego miejsca, w którym elegancja urastała wręcz do rangi zawodów. Towarzyszące okupantom damy mierzyły się wzrokiem, wymieniając wymuszone komplementy, natomiast spojrzenia panów szybko podążały ku odznakom przypiętym do idealnie skrojonych mundurów.
Choć nie grała jeszcze muzyka ani nikt nie zabrał głosu, by przypomnieć wszystkim gościom prawdziwy cel tego wydarzenia, to jednak hala 'Wagram' rozbrzmiewała swoją własną melodią. Głośny kobiecy chichot mieszał się z dźwiękiem uderzających o siebie kieliszków, które wznoszono w geście toastów, a twarda niemiecka mowa z melodyjnym francuskim.
Było coraz tłoczniej, coraz głośniej, a emocje zdecydowanie narastały.

Gdzie jednak podziewała się gwiazda wieczoru? Zgromadzeni przy wejściu dziennikarzy ściskali nerwowo notatniki, a każdy, kto choć przez moment przyjrzałby się zwykłym paryżanom wmieszanym w tłum, na pewno dostrzegłby gorączkowe, wręcz zniecierpliwione spojrzenia rzucane ku drzwiom. Propaganda idealnie przejrzała mieszkańców Paryża - śmiało można było wysunąć wniosek, że część z nich przybyła tu głównie dla Arletty. Niekoniecznie zdawali sobie sprawę z tego, że dziennikarze propagandowych pism tylko zacierali ręce, aby napisać o nieprawdopodobnych tłumach na otwarciu wystawy, będących dowodem na to, iż tytułowy bolszewizm nie cieszy się we Francji poparciem.

Nic też dziwnego, że gdy czyjś głos krzyczący "Arletty!" przebił się przez gwar, cała sala wręcz zadrżała.

Niespotykane szczęście miał Fiodor, który krążąc blisko stolików i wejścia, został przepchnięty przez tłum jeszcze bliżej drzwi. Znalazł się w ten sposób w miejscu, jakiego natychmiast zaczęto mu zazdrościć. Widział zatem doskonale, jak do sali w asyście ochroniarzy i fotoreporterów wkracza sama Arletty. Towarzyszył jej również sam dyrektor 'Wagram', Jacques Galidoux, a także pewien oficer Luftwaffe - Hans-Jürgen Soehring, którego zgromadzeni na sali okupanci mogli kojarzyć. Na karmazynowych ustach gwiazdy widniał szeroki uśmiech, a uzbrojona w kosztowne pierścionki dłoń niby w skromnym geście poprawiała nienaganną fryzurę. Może warto było skorzystać z okazji i zrobić kilka zdjęć, za które jakaś gazeta mogła później zaoferować fortunę? Fiodor nie powinien był zwlekać z decyzją; już mógł usłyszeć wyjątkowo uprzejme "odsuń się, idioto", wypowiadane przez jakiegoś Francuza z aparatem.

Być może nieco nieszczęśliwym trafem Arletty wybrała drogę prowadzącą nieopodal stołu z szampanem, do którego zmierzali również Otto i Antoinette. Nagle wokół nich zaroiło się od fotoreporterów, na których widok munduru Langbeina nie robił chyba najmniejszego wrażenia. Jeden z mężczyzn, tęgi, brodaty i czerwony na twarzy Francuz, w pewnym momencie popchnął Antoinette, byle tylko przedostać się bliżej Arletty. Dziewczyna straciła równowagę; dosłownie ułamek sekundy dzielił ją od upadku na stół zastawiony kieliszkami szampana.
Ten sam mężczyzna potrącił również Gabriela, rzucając po nosem francuskie "boche!", zapewne przekonany, że Niemiec go nie zrozumie.

Tymczasem Arletty zmierzała już nieśpiesznym krokiem przez tłum, niemal uwieszona na ramieniu oficera Luftwaffe, który starał się wyglądać tak dumnie jak tylko mógł.
- Wspaniałe dzieła, wspaniałe! - zachwycała się Arletty, spoglądając na zawieszone na ścianach plakaty. Zatrzymała się nawet przy tym, na którym widniał Żyd, i teatralnym gestem zasłoniła sobie usta, kręcąc głową. Znajdujący się nieopodal David i Lucette oraz Heinrich sami musieli ocenić, na ile było to szczere.

Arletty przeszła jeszcze kilka kroków, zachęcana przez dyrektora do obejrzenia dzieł. Ten dostrzegł nagle Christopha oraz Lisbeth, po czym wraz z Arletty i Herr Soehringiem ruszył ku tej dwójce, mówiąc coś szybko po francusku do gwiazdy.
- Dobry wieczór, Herr Oberführer von Reichenau oraz Fräulein von Liebenfels - powiedział, kłaniając się obydwojgu i kiwając lekko głową szoferowi. Dyrektor na tyle dobrze orientował się w niemieckiej elicie Paryża, że bez problemu rozpoznał Lisbeth. - To będzie ekscytujące kilka godzin, nieprawdaż? Mamy szczęście, że nasza droga Arletty postanowiła je uświetnić.
Galidoux uśmiechnął się do Christopha i Lisbeth, po czym przeniósł spojrzenie na Arletty i jej towarzysza, który zasalutował Christophowi, wciąż dumnie się prostując.
Arletty z kolei z kamienną twarzą przyglądała się Lisbeth, a raczej jej sukni - dosłownie takiej samej, jaką miała na sobie aktorka. W tłumie już zaczynały rozbrzmiewać szepty, a fotoreporterzy przepychali się ku całej szóstce. Błyskały flesze aparatów uwieczniających Arletty oraz Lisbeth, która w porównaniu do zdecydowanie starszej od niej kobiety wyglądała w sukience znacznie lepiej.
Narastało dosyć niezręczne milczenie.


Kolejny post Mistrza Gry pojawi się za 48 godzin.
Niektórzy z Was nie wypisali ekwipunków postaci, dlatego prosiłabym o edytowanie Waszych pierwszych postów i dodanie tej informacji.
Tobias i Susanne, post dla Was pojawi się oczywiście w temacie z balkonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sro Paź 19, 2016 8:19 am

Temat, który poruszali w miejscu publicznym nie należał do najbezpieczniejszych. Miała tego całą świadomość, dlatego również z uwagą spoglądała na niemieckie mundury rozpierzchnięte po całej sali, pilnując, aby żaden z nich nie znalazł się na tyle blisko, aby podsłyszeć choćby słówko. Jednocześnie zaskakiwało ją, że ksiądz w sposób i tak dość przejrzysty mówił o tym wszystkim do niej, osoby, której praktycznie nie znał. Zastanawiała się, czy jest prawdziwym chrześcijaninem, który ufa instytucji kościoła bezgranicznie i naiwnie, zupełnie jak Niemiec, który jakiś czas temu spowiadał się ich dwójce? Czy coś jeszcze kryło się pod tymi na pozór prostymi słowami?
Przelotnie pomyślała, że gdyby znajdowała się po drugiej stronie barykady, najchętniej sama zostałaby szpiegiem właśnie wśród duchownych.
- To ksiądz nie jest z Paryża? A z której części Francji, jeśli mogę zapytać? - Takiej informacji się nie spodziewała. Może faktycznie akcent mężczyzny nie należał do najbardziej typowych, ale przecież nawet wśród rodowitych Francuzów zdarzają się tacy, którzy mają problemy z wymową. Z kolei przy stwierdzeniu na temat umniejszonej urody ogromnego miasta, skinęła głową, z trudem powstrzymując się, żeby nie skrzywić przy słowie "ludobójcy", choć całkowicie zgadzała się z zasadnością jego użycia. Nabyta ostrożność jednak nakazywała jej zawsze upewniać się, że nikt nie podsłuchuje rozmowy wypełnionej treściami, które nie były przeznaczone dla uszu wszystkich dookoła.
Poprzednio może nie do końca świadomie stwierdziła o braku sojuszników francuskich na świecie, lecz przecież ciężko było mówić o jakiejkolwiek większej współpracy, skoro, z tego co wiedziała, dowództwo Ruchu Oporu nie miało jak na razie zbyt wielkiego kontaktu z państwami walczącymi. Kolejne słowa Davida sprawiły jednak, iż na moment sama również poczuła się zażenowana, ale jedynym dostrzegalnym objawem tego uczucia było ściągnięcie brwi u nasady nosa na krótki moment.- Obawiam się, że kiedyś w końcu i modlitwa przestanie działać - stwierdziła ciszej, podążając na parę chwil za wzrokiem księdza. Widok kobiet spędzających czas z niemieckimi oficerami przestał już ją dziwić. - Nie można nam podburzać ludzi do tego, aby przelewali ludzką krew, ale czy te czasy nie powinny ich jakoś usprawiedliwiać?
Zamilkła na moment, bowiem jej spojrzenie przyciągnął tłum reporterów oraz fanów tłoczących się przy gwieździe wieczoru. Zerknęła w stronę, z której dobiegł krzyk i na jej twarz prawie że wpłynął grymas niezadowolenia. Walczyła ze sobą chwilą, usiłując zignorować obecność Arletty, ale im bardziej próbowała, tym coraz częściej zerkała w stronę aktorki, która teraz stała się celem wszystkich spojrzeń. Gdy z kolei mijała kolejne z plakatów, wzdychając przy tym jakby zobaczyła samego Adolfa Hitlera, Lucette nie wytrzymała i przewróciła teatralnie oczyma. Naprawdę czasem szczerze wstydziła się za swój naród. - Okropne - powiedziała tylko po cichu, lecz raczej do samej siebie niż do kogokolwiek konkretnego.


Ostatnio zmieniony przez Lucette Naudin dnia Pią Paź 21, 2016 12:16 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sro Paź 19, 2016 4:38 pm

Fiodor nie cierpiał Hali Wystawowej Wagram.
Do niedawna nawet o tym nie wiedział – krążył pomiędzy ścianami budynku-molocha po raz pierwszy w życiu, nie doceniając (wątpliwie) urokliwej architektury ani (tandetnego) przepychu wnętrz. Hojne obdzielenie hali brakiem sympatii nie było szczególnie trudne – Fiodor po prostu wielu rzeczy nie znosił, a już szczególnie ludzi w tej ich rosnącej masie, w tym stężeniu cielsk, które tłumiły to, co miało ich wyróżniać na tle stworzenia – choćby błysk myśli. Dzisiejszego wieczora uczucie wiecznej wściekłości oddziaływało na niego mocniej (a już na pewno skuteczniej) od szampana, którego Francuzi nazywali alkoholem – Chirjakow był dzięki temu jak perpetuum mobile, niestrudzony w dociekaniach, wnikliwy jak igła wrażona w tyłek samej Prawdzie… i balansujący niebezpiecznie blisko samej granicy chłodnego racjonalizmu oraz wzbierającej wściekłości, już w trakcie pojawienia się Arletty osiągając apogeum wrzenia. Gdy tylko przy wejściu pojawiła się gwiazda wieczoru, pozornie rozproszony tłum zamienił się w zbitkę oszalałych wielbicieli, fotografów, dziennikarzy i najpewniej kilku ulicznych złodziejaszków, którzy bardziej od strasznego bolszewizmu interesowali się zawartością kieszeni nieostrożnych gości. Nim Fiodor zręcznie zdołał umknąć przed wzbierającą falą, horda naparła na niego ze wszystkich stron i – chcąc nie chcąc – zapewniła mu wyjątkowo przystępne miejsce. Gustave Le Bon w Psychologii tłumu napisał, że chmarę ludzką cechują irracjonalne zachowania i że jest to żywioł groźny oraz nieobliczalny, który zawsze ma swoich przywódców i inspiratorów. Gdybyście jednak kiedykolwiek mieli do wyboru: kontrolować paryski tłum albo zatrzymać tabun oszalałych rumaków, posłuchajcie rady i wybierz rumaki. Prościej, a na pewno mniej nerwów.
Fiodor nie miał zbyt wiele czasu na podjęcie decyzji – gdzieś pomiędzy trzecim a czwartym kuksańcem schował kilkanaście pozostałych biuletynów za pazuchę (nieco) sfatygowanej marynarki, w trakcie piątej, wyjątkowo zawistnej fangi, ujmując w dłoń aparat. Kine Exakta – pod każdym względem ustępująca Smenie, czyli geniuszowi radzieckiej myśli technologicznej – powędrowała na wysokość oczu Chirjakowa, który w dwóch, trzech, czterech szybkich klik połączonych z prędkim przewijaniem kliszy, skupił obiektyw na…
… oficerze Luftwaffe.
Choć gwiazda wieczoru nosiła suknię, stroszących piórka nazistów dość łatwo można było pomylić z babami – w tłumie, gdzie każdy pragnął uszczknąć choć fragment sławy Arletty, nikt nie zwracał uwagi na kolejnego fotografa, który część filmu przeznaczył dla Soehringa; odpowiednia perspektywa najpewniej zapewniła – skądinąd zupełnie obcej Fiodorowi – gwieździe należyte miejsce na zdjęciach, jednak z punktu widzenia Chirjakowa to oficer Luftwaffe był istotniejszy.
Zwłaszcza dla tych, którzy czekali na raport w Moskwie.
Tymczasem wysapane gdzieś z tyłu „odsuń się, idioto”, nieszczęśliwie (dla rzucającego obelgami Francuza) zbiegło się z momentem, w którym Fiodor zawieszał aparat na szyi; Arletty zdołała dotrzeć już do stolików, gdy Chirjakow – korzystając z ostatnich rezerw opanowania – uśmiechnął się uprzejmie do mężczyzny, który przed momentem uraczył go niewybrednym komplementem, po czym – nadal z tym samym uśmiechem na ustach – odparł z niemal nienaganną francuszczyzną:
- Tais-toi, méchant bouffon.
jedynie potwierdzając tezę, jakoby w nauce języków obcych obelgi przyswajało się najłatwiej. Z drobnymi uszczypliwościami zbiegły się wydarzenia przy stole zastawionym szampanem, z którego dobrodziejstw Fiodor początkowo miał zamiar skorzystać – widząc jednak ilość zgromadzonych przy alkoholu Niemców, wybrał bezpieczniejszy wariant bliżej drzwi, wyrzekając się tym samym niewątpliwej rozrywki, jaką będą przemówienia nazistów i propagandowa część pseudoartystyczna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sro Paź 19, 2016 5:35 pm

Atmosfera w operze powoli się zagęszczała. Wszyscy czekali na rozpoczęcie. Jedni popijali szampana i oglądali wystawę, inni wyczekiwali przybycia jakiejś Francuskiej gwiazdy. Obie te rzeczy kompletnie go nie interesowały. Przyszedł tutaj z zamiarem rozeznania, w końcu chciał poznać lokalną hierarchię Niemców. Oddzielić pionki od wyżej postawionych, zobacz kto z nich jest nazistą, a kto człowiekiem.
Zauważył jak oddział reporterów podbiega do wejścia, to właśnie tam pojawiła się Arletty. Otoczona tłumem reporterów, dziennikarzy i ochroniarzy. W tym momencie Anderson musiał się pohamować, by nie parsknąć śmiechem. Paryż momentami miał dwa oblicza, z jednej strony ludzie pozamykani za kratkami, uliczne łapanki, egzekucje, a z drugiej strony wystawne opery, celebryci i inne elementy Niemieckiej szopki.
Pozwolił sobie na dość śmiałą krytykę okupantów, wielu pomyślało by, że to nieroztropne. David uważał odwrotnie, nieroztropne byłoby to w gettach, więzieniach czy posterunkach gestapo, ale w takim miejscu jak to Niemcy nawet nie nasłuchują. Oczywiście lepiej nie drażnić lwa.
Kiedy Lucette zapytała o jego pochodzenie, na krótki moment skierował wzrok na ścianę, dowództwo jeszcze nie przysłało mu fałszywych papierów, więc póki co był po prostu jednym z nie małej grupy Amerykanów żyjących pod okupacją w Paryżu, ale wolał tego nie rozpowiadać, kto miał wiedzieć, ten wie.
-Obawiam się, że z żadnej części Francji, ani Europy. - Nie był pewien czy siostra zakonna jest godna zaufania, więc przemilczał swoje pochodzenie. -Przez parę lat podróżowałem jako misjonarz, kiedy spędza się lata poza domem w różnych krajach, ciężko określić skąd się pochodzi. - Uśmiechnął się, zerkając z powrotem na sale i tłum ludzi. Kolejne pytanie nie co go zaskoczyło, myślał że dla siostry zakonnej ta kwestia jest dość jasna. -Ich wódz nie jest wierzący, ich działania łamią wiele przykazań, mogą mieć na pasach napisy "Got mit uns", mogą podawać się za chrześćjan, ale przykładając rękę do tego dzieła, działają przeciw Bogu. - Wymówił to zdanie w dość dyskretny sposób, cichym tonem. Rozmyślał moment nad pismami, które czytał, przygotowując się do roli księdza, traktowały ono to zagadnienie w bardzo różny sposób, a powinny być spójny. -Pozostaje tylko pytanie, czy zwalczając zło, sami stajemy się źli? - Zaczął podchodzić do tej rozmowy z większym dystansem. Pytanie o jego pochodzenie mogło być naturalne, ale instynkt szpiega budził podejrzliwość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sro Paź 19, 2016 10:31 pm

W odpowiedzi na słowa Lizbeth, Christoph uśmiechnął się - choć tym razem nie można było w tym uśmiechu odnaleźć śladu ironii, bardziej błąkało się na nim zakłopotanie oraz smutek.
- Niestety, przede wszystkim jestem oficerem oraz funkcjonariuszem partyjnym. Dopiero potem niespełnionym artystą, samozwańczym krytykiem oraz nieoświeconym filozofem. Przemówienia, łechcące dumę Goebbelsa, muszą się odbywać właśnie w takim kształcie. To, co będziesz dzisiaj oglądać, właściwie nie powinno nosić miano wystawy artystycznej. Bardziej jest to fabryka lub manufaktura, w której w bezprecedensowy oraz skrajnie onanistyczny sposób będziemy masowo wtłaczać ludziom do głowy treści tak skrajnie propagandowe, że sami w nie nie wierzymy. Będziemy wynosić na piedestał kulturę zbrodni, gwałtu, grabieży oraz nieszczęścia. Jednak damy w ten sposób podwaliny pod budowę społeczeństwa - wolnego, szczęśliwego oraz wszechpotężnego. Ja osobiście porównałbym się do szczurołapa - muszę założyć gumiaki, plastikowe rękawiczki, wejść do budynku oraz wyłapywać co ohydniejsze oraz grubsze sztuki. I choć ubrudzę sobie przy tym ręce oraz być może wywołam u Ciebie uczucie pogardy, wstrętu oraz zawodu wobec mojej osoby, to wejdę na mównicę oraz będę teatralnie szeptał lub opętańczo wrzeszczał, będę groził palcem, wymachiwał pięścią, błogosławił Fuhrera, wielbił tysiącletnią Rzeszę, będę pogardzał żydami, będę plugawił bolszewików. Zrobię to wszystko i będę odczuwał zarówno poczucie palącego wstydu jak i ogromnego samozadowolenia. - wszystkie te słowa wypowiedział cichym, melancholijnym oraz monotonnym szeptem, tak, aby nikt nie zdołał ich podsłuchać. Wiedział, iż w tym momencie niezwykle wystawia się zarówno na krytykę, jak i potencjalną zdradę ze strony Lizbeth, jednak postanowił jej zaufać. Z marazmu wybudził go głos dyrektora Galidoux. Nie uraczył go jednak odpowiedzią, kiwając jedynie głową na powitanie, a następnie salutując od niechcenia oficerowi Luftwaffe. Następnie ujął delikatnie dłoń samej gwiazdy wieczoru - Arletty, po czym nachylił się, muskając ustami wierzch jej dłoni. W czasie wykonywania tej czynności wyłapał kamienne spojrzenie francuski, przeznaczone dla Lizbeth. Po chwili zrozumiał dlaczego - obie pannie wybrały sobie identyczne kreacje. Christoph dość niespodziewanie, nawet dla samego siebie, wybuchnął radosnym oraz niedyskretnym śmiechem.
- Widzę, iż szykuje nam się największy skandal w historii Paryża co najmniej od czasów klęski Napoleona - rzekł z uśmiechem - Aż boję się pomyśleć, ile stylistek oraz wizażystek wyląduje dzisiaj w gestapowskich katowniach w wyniku tego nieporozumienia. - rzekł wesoło do współtowarzyszy, ignorując wszelkie zasady prawidłowego zachowania się na salonach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Czw Paź 20, 2016 11:08 pm

Stopniowo zaczynał żałować swojej decyzji o pojawieniu się na tej wystawie. Z minuty na minutę zaczynała przypominać bardziej spęd  hołoty niż jakiekolwiek wydarzenie kulturalne. Być może zazwyczaj nie generalizował narodu francuskiego, ale dziś nie dało się zrobić nic innego. Gwar narastał niemiłosiernie, nie mając nic wspólnego ze zwykłym szumem tłumu. Gabriel nie bronił się przed grymasem wykrzywiającym jego twarz w geście niezadowolenia. Zaczął rozważać ewakuację z tego miejsca wątpliwej przyjemności, ale w tym samym momencie w sali rozległ się krzyk i Wolff zrozumiał, że w najbliższym czasie nie zdoła nawet o centymetr przysunąć się w kierunku drzwi.
Czuł się więc bezpieczniej w swoim miejscu, więc nie chciał specjalnie się ruszać. Nie zależało mu na zobaczeniu z bliska tej całej wielkiej gwiazdy, która zapewne przyczyną pojawienia się połowy ludzi tutaj. Drugą połowę stanowili zapewne mundurowi. Być może nieliczni rzeczywiście pojawili się tutaj z potrzeby zaspokojenia wrażeń estetycznych, ale zapewne można byłoby ich policzyć na palcach jednej ręki. Reszta ruszyła niczym bydło w kierunku wejścia, zapewne licząc chociaż na ochłap uwagi albo moment ogrzania się w blasku czyjejś chwały. To był ten wieczór, kiedy ludzie mogli udawać, że na dworze nie szaleje wojna, a oni nie żyją pod uciskiem tych, którzy dziś nazywają się gospodarzami. Kolejny wyraz zażenowania ludzkością ukrył zaciągając się po raz kolejny tytoniem. Po raz kolejny spróbował dojrzeć coś na plakacie poza niemiecką propagandą, gdy poczuł, że nieszczęsny tłum się przemieszcza i to niestety coraz bliżej niego. Byłby w stanie przełknąć to zawirowanie bez większej irytacji gdyby nie on. Nie był rasistą, ale w tym momencie na barki jednego człowieka spadło całe jego zmęczenie tymi cholernymi Francuzami. Kiedy mężczyzna go potrącił był to jeszcze w stanie zrozumieć. Oczywiście po stosownych przeprosinach. Otrzymał jednak słowo, które zdecydowanie odbiegało od ogólnie przyjętych zasad etykiety. Zapisał sobie w myślach, aby wynagrodzić jakoś Blanche naukę przydatnych zwrotów.
Popiół z papierosa nie zdążył opaść na ziemię, gdy obrócił się na pięcie w stronę mijającego go mężczyzny. Złapał go za kołnierz. Zazwyczaj wątły o raczej mizernej sile, teraz wiedziony był impulsem czystej wściekłości. Nigdy nie identyfikował się z teorią wyższości rasowej, ale w tej chwili był skłonny w nią uwierzyć. Szarpnął ostro, cofając mężczyznę.
- Przeproś, grenouille - warknął po francusku z wyjątkowo teraz uwypuklonym i nieprzyjemnym akcentem. Wpatrywał się w czerwoną twarz Francuza, a papieros chwiał się pomiędzy dwoma palcami drugiej ręki. Był wściekły, a od grubasa zależało czy stoczy się jeszcze dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Paź 21, 2016 12:31 am

Nie ulegało wątpliwości, że nikt nie zwrócił najmniejszej uwagi na to, kogo dokładnie fotografował Fiodor. Otaczający go ludzie przepychali się w stronę Arletty, dbając jedynie o własne aparaty, które w dużej części miały zapewne uchwycić zaledwie czubek głowy gwiazdy.
Tymczasem Francuz bynajmniej nie planował zignorować słów Fiodora. Kiedy Chrijakow zaczął oddalać się w stronę drzwi, mężczyzna ruszył początkowo za nim, usiłując przepchnąć się przez tłum i wyrzucając z siebie serię francuskich przekleństw. W pewnym momencie Fiodor mógł również dostrzec kątem oka, że Francuz wpadł na kogoś - był to wysoki i barczysty mężczyzna; pracownik hali, sądząc po uniformie. Francuz natychmiast zaczął się z nim awanturować.
Jeśli tylko Fiodor postanowił przypatrzeć się tej scenie, mógł wyłapać kilka zastanawiających faktów. Kiedy tylko niezbyt uprzejmy posiadacz aparatu skończył obdzielać drugiego mężczyznę przekleństwami, ten poczerwieniał ze złości i odpowiedział mu coś po francusku, choć w jego głosie pobrzmiewał wyraźny, rosyjski akcent, a pomiędzy zdania wplątało się kilka charakterystycznych przekleństw. Jak na pracownika instytucji kulturalnej, kultury posiadał w sobie wyjątkowo mało.
Konwersacja, w pewnym stopniu zagłuszana przez napływające z całej sali głosy, nie trwała zbyt długo, zakończona przez nieuprzejmego Francuza, który w końcu skapitulował. Następnie energicznym krokiem podążył ku przebywającej gdzieś dalej Arletty, mamrocząc gniewnie pod nosem niezrozumiałe słowa.
Tymczasem pracownik hali zrobił coś jeszcze, co powinno było przykuć uwagę Fiodora - rozejrzał się uważnie na boki, po czym ruszył przez środek sali, już za moment mając zniknąć w tłumie...

Otto w ostatniej chwili zdołał uratować Antoinette przed upadkiem w kieliszki, co zapewne nie skończyłoby się zbyt dobrze dla dziewczyny. Oboje mogli teraz obserwować, jak na twarzy mężczyzny, który potrącił Antoinette, zaczynał malować się lekki strach.
Bez wątpienia był zaskoczony, gdy okazało się, że Gabriel nie miał problemów ze zrozumieniem obelgi. Dało mu to pewną przewagę, więc Francuz nie stawił oporu. W jego wytrzeszczonych oczach odbijała się rozżarzona końcówka papierosa.
- Ja... to nie było specjalnie - powiedział, przełykając głośno ślinę. - Wie pan, Arletty... to się dwa razy w życiu nie zdarza. Nie chciałem tamtej panienki potrącić. Ani pana. Puści mnie pan?
Uśmiechnął się nerwowo, odsłaniając żółte zęby i kierując wzrok w stronę Antoinette i Otta. Mimo całej uległości wykręcał się od przeprosin.

Choć David i Lucette nie byli tego świadomi, już od jakiegoś czasu spoglądała na nich jakaś kobieta w eleganckim, biało-czarnym kostiumie. Od niechcenia bawiła się sznurem pereł, które zdecydowanie nie wyglądały na sztuczne, a na jej twarzy widniał zagadkowy uśmiech. W pewnym momencie wyjęła z niewielkiej torebki notes oraz ołówek, po czym zdecydowanym krokiem podeszła do Davida i Lucette. Hałas nie pozwolił jej usłyszeć całej rozmowy, ale nie zmieniało to faktu, że i tak wybrała ich sobie na swój cel.
- Bonsoir, jestem Vivienne Bouchard z "Comoedii". Czy mogę zadać księdzu i siostrze kilka pytań? - powiedziała, nawet nie czekając na odpowiedź. - Co was skłoniło do przyjścia na wystawę? Które dzieło zrobiło na was największe wrażenie? - tutaj przerwała na moment, spoglądając na plakat z Żydem. - Jak sądzicie, czy podobne wydarzenia kulturalne pozwolą paryżanom dostrzec prawdziwe niebezpieczeństwo?
Kobieta przyjrzała się badawczo obydwojgu, nagle dostrzegając kątem oka stojącego nieopodal Heinricha.
- Herr, pozwoliłby pan? Chętnie dowiedziałabym się, co pan sądzi o wystawie - głos Vivienne brzmiał absolutnie niewinnie, jednak wiele wskazywało na to, że była to celowa zagrywka, a obecność Niemca miała stanowić cichą przestrogę dla Davida i Lucette, by nie próbowali wykręcać się od odpowiedzi.

Christoph nie mógł zapewne znaleźć lepszych słów, aby zabić resztki atmosfery. Lisbeth milczała, cała czerwona na twarzy, natomiast Arletty wpatrywała się w Niemca z lekko otwartymi ustami i uniesionymi brwiami. Służący jej ramieniem Herr Soehring wyglądął z kolei tak, jakby był bliski powiedzenia Christophowi czegoś, za co skończyłyby zapewne na stanowisku sprzątacza podłóg w siedzibie Luftwaffe.
Galidoux próbował ratować sytuację.
- Herr Oberführer, ma pan zupełną rację, to nieporozumienie! Absolutnie błaha sprawa. Obydwie panie wyglądają olśniewająco - twarz dyrektora błyszczała od potu, a w oczach malowała się niema prośba. Fotoreporterzy nie mieli skrupułów, otaczając całe towarzystwo ścisłym kręgiem. - Może przeszlibyśmy już do pierwszego rzędu? Zaraz będę przemawiał, a pan będzie mógł się należycie przygotować. Dla wszystkich państwa zarezerwowaliśmy oczywiście odpowiednie miejsca, również w pierwszym rzędzie.
Spojrzenie Galidouxa zatrzymało się na Christophie. Arletty z kolei jeszcze raz obrzuciła Lisbeth nienawistnym spojrzeniem, po czym pociągnęła lekko Herr Soehringa.
- My z przyjemnością się tam udamy - rzekła chłodno, po czym wraz ze swym towarzyszem, a także częścią gapiów ruszyła w stronę widowni.


Kolejny post Mistrza Gry pojawi się w niedzielę wieczorem.
Uwagi od osób, które nie wyrobiły się z postem, zostały uwzględnione.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Paź 21, 2016 1:34 pm

- Przyjemność po mojej stronie - uciął temat uprzejmości, choć coraz bardziej natarczywa myśl, iż rozmawiają o dwóch zupełnie różnych rzeczach nie dawała mu spokoju. Zapewne rozwiałby swoje wątpliwości, pytając czy jego nowa młodziutka znajoma zwykle jest tak bezpośrednia w stosunku do mężczyzn, a tym bardziej niemieckich oficerów, jednak narastający tłok i wyraźnie wyczuwalne podekscytowanie tłumu kazało mu odwrócić wzrok od Antoinette i objąć uwagą szersze grono, a co za tym idzie odpowiedzieć skinięciem głowy mijającemu ich gestapowcowi, którego nazwiska za żadne skarby nie mógł sobie przypomnieć. Schmidt? Schneider? Nie, ale coś równie oryginalnego. Zmarszczył czoło, lecz po kilku sekundach bezowocnego przeszukiwania zakamarków pamięci odpuścił - właściwie nic go to nie obchodziło. Zdecydowanie bardziej zainteresowało go przybycie gwiazdy wieczoru i towarzyszącego jej oficera Luftwaffe, w którym to bez trudu rozpoznał Soehringa. Uśmiechnął się krzywo pod nosem, zastanawiając się ile prawdy było w pogłoskach krążących wokół porucznika i francuskiej aktoreczki, która ku jego ogromnemu rozczarowaniu okazała się kobietą mającą za sobą młodzieńcze lata. Właściwie doskonale obrazowało to stosunek Otta do francuskich instytucji kulturalnych; dopasowanie nazwisk do odpowiednich twarzy w jego przypadku graniczyło z niemożliwym.
- Chwilę rozmowy, napicie się szampana w miejscu, gdzie nie grozi jego rozlanie. Zwał jak zwał - straciwszy całe zainteresowanie gościem honorowym wrócił uwagą do swojej rozmówczyni, marząc by ta cała szopka jak najszybciej dobiegła końca. Zgraja dziennikarzy, fotoreporterów i zwykłych podekscytowanych gości męczyła go, czuł się niekomfortowo, wzdrygając z niekrytym obrzydzeniem, gdy kolejne osoby ocierały się o niego w próbie przeciśnięcia się bliżej Arletty. Szczęśliwie dla niego górował nad większością zebranych w Hali, czego nie można było powiedzieć o skrzypaczce, która pchnięta niechybnie skończyłaby w kieliszkach, gdyby nie jego szybka reakcja. Zaklął, puszczając ramię dziewczyny, gdy tylko upewnił się, że ta stoi pewnie na nogach i odwrócił głowę w poszukiwaniu sprawcy zamieszania, którego rozpoznał w osobie fotoreportera szarpanego za kołnierz przez wyraźnie rozgniewanego Gabriela. Parsknął cichym śmiechem.
- Fräulein, musi mi pani wybaczyć - nie chciał ciągnąć jej przez tłum i narażać na większą ilość poszturchiwań, przed którymi jak widać nie chroniło nawet towarzystwo niemieckiego kapitana. Francuska hołota. - Pewnie musisz przygotować się przed występem, nie chcę zabierać ci teraz więcej czasu - uśmiechnął się, kłaniając lekko przed drobną figurką - Połamania nóg, chętnie napiję się później za twój sukces - mrugnął jasnym okiem i tyle po nim było, zręcznie wtopił się w gęstniejący tłum, w którym bez większego trudu utorował sobie drogę do Gabriela i jego nowego znajomego. Stając u boku przyjaciela wciąż uśmiechał się ni to z rozbawieniem ni kpiną, spoglądając z ciekawością na Francuza, który starał się dość nieumiejętnie załagodzić sytuację.
- Herr Wolff, cóż za bojowość - zmarszczył brew, próbując zachować powagę, choć nie szło mu to najlepiej, gdy patrzył na młodego kogucika z wyraźnie nastroszonymi piórkami. Nie miał zamiaru ingerować w sytuację, choć sama jego obecność powinna skłonić żabojada do jak najszybszych przeprosin i wycofania się, a raczej popędzenia w dal, by nie przegapić jak najlepszych ujęć Arletty. Właściwie Otto miał nadzieję, że mężczyzna szybko się ulotni, zostawiając go samego z Gabrielem, którego miał zamiar zaciągnąć do jednego z pierwszych rzędów, aby i jemu nie umknęło nic z mowy Reichenau'a, którego jeszcze Langbein nie dostrzegł wśród morza zgromadzonych ludzi. Uniósł oczy ku powale, jakby wnosząc niemą prośbę o przyśpieszenie wydarzeń, a tym samym zahaczył spojrzeniem o postać stojącą na balkonie i machającą do niego dłonią. Bez trudu rozpoznał dowódcę swojej eskadry i uniósł rękę w geście powitania, uśmiechając się, choć krótko, ponieważ zauważył towarzyszącą Tobiasowi kobietę. Co do cholery robiła tam jego gospodyni?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Paź 21, 2016 7:20 pm

Patrzyła nieustannie na Otto, ale nie analizowała ich rozmowy. Była pewna, że rozmawiają o tym samym, toteż bez trudu w pełni skupiła się na mężczyźnie, choć pomysł z piciem wydawał się nieco absurdalny. Uśmiechnęła się mimowolnie, gdy coś mruknął, bo na moment wyłączyła swoją uwagę i już po chwili trzymała się ramienia Niemca. Nabrała powietrza w płuca i przygryzła policzek od środka, jakby ufając, że nic jej nie zrobią, bo przecież to nie wina Tośki, że jakiś pokraczny fotoreporter nie potrafił się poruszać.
Spojrzała na Wolfa
szeroko otwartymi oczami i wypuściła powietrze ze świstem. Jak to możliwe, że znów na siebie wpadali?
- Gabriel... - szepnęła cicho, a potem skinęła głową oficerowi Langbeinowi, jakby zgadzając się z tym, że powinien ją zostawić, a ona zacząć przygotowania do występu.
- Liczę, że potem się - ykhm... Napijemy - rzuciła do mężczyzny i wycofała się całkowicie. To był dla niej jedyny ratunek, żeby nie wpaść w popłoch.

/z racji, ze wrocilam do pracy - posty nie beda dluzsze, bo z telefonu :c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Paź 22, 2016 1:07 pm

Wojna tworzyła pewne nawyki, które miały odcisnąć się piętnem na całe życie. Ostrożność była jednym z nich, palącą potrzebą niekończącego się sprawdzania oraz nabierania stale traconej pewności. Chorobliwa wręcz konieczność kontrolowania sytuacji, trzymania wszystkich wokół na dystans oraz wyglądania potencjalnego niebezpieczeństwa. Nawet jeśli miałoby się objawić czymś tak błahym jak pochodzenie. Tknięta dziwnym przeczuciem nie zamierzała pozostawić ot tak stwierdzenia, że ksiądz nie jest tutejszy. Z drugiej strony zbytnie naciskanie na odpowiedź też nie było rozwiązaniem, lecz gdy ujawnił, że nawet Europa nie jest jego prawdziwym domem, przyjrzała mu się uważniej. Wydawało się, że dalsze pytanie o kraj i tak nie przyniesie jednoznacznej, a tym bardziej prawdziwej odpowiedzi, więc darowała sobie kolejne próby, przekładając to na inne zagadnienia, które być może dałyby szansę na dowiedzenie się czegokolwiek, podały wskazówkę, z kim ma do czynienia.
Kwestie religii oraz moralności nie należały do prostych, więc do samego końca liczyła, że jednak w toku wypowiedzi pojawi się coś, co zdradzi mężczyznę. Niestety gdy doczekała się końca odpowiedzi, z niezadowoleniem stwierdziła, że było to okropnie poprawne i bardzo typowe jak na księdza. Może jednak się pomyliła?
Nie zdążyła niestety odpowiedzieć już na pytanie, bo pojawiła się osoba trzecia, która bezpowrotnie zamknęła temat. Na początku posłała reporterce nieco zaskoczone spojrzenie, bo kompletnie nie spodziewała się jej obecności. Zaraz potem spróbowała uśmiechnąć się i skinęła nawet głową, gdy tamta przedstawiała się, informując przy okazji, z jakiej jest gazety. Namiastka wywiadu, jaki najwyraźniej chciała przeprowadzić, nagle okazała się propozycją nie do odrzucenia i to nie dlatego, że Lucette miała szczerą ochotę stać się gwiazdą marnego, proniemieckiego pisemka. Chwyt, który zastosowała, był poniżej pasa, ale niestety nie mogła nic z tym zrobić. Udała więc, że obecność Niemca nie jest wcale czynnikiem, który miałby wywoływać jakikolwiek przymus odpowiedzi.
Gdyby miała odpowiedzieć, że tak naprawdę znalazła się tu dla Arletty, wszyscy wokół chyba umarliby ze śmiechu. Stwierdziła więc, że poda dziennikarce to, co powinna usłyszeć, a prawdziwe powody zostawi wyłącznie dla siebie. - Myślę, że we wszystkich mieszkańcach Paryża siedzi zamiłowanie do sztuki, nawet w siostrze zakonnej. Nie często mam okazję odwiedzać wystawy, skoro pojawili się również francuscy twórcy, trzeba było skorzystać - odpowiedziała w połowie zgodnie z prawdą, posyłając kobiecie uprzejmy uśmiech. Ciekawe, co wymyśli ksiądz? Czy pójdzie w jej ślady i skłamie? A może powie, co tak naprawdę go tu ściągnęło?
- Szczerze mówiąc ciężko mi wybrać jedno. Patrząc po sali, można łatwo zauważyć, że większość z nich na swój własny sposób traktuje o tematyce wystawy, a przez to jest interesujące - kontynuowała równie neutralnie, nie pozwalając sobie na wymienienia żadnego z kluczowych słów, które w jakikolwiek sposób mogłyby świadczyć o prawdziwych lub fałszywych uczuciach, jakie żywiła wobec wydarzenia. - Dobre pytanie - stwierdziła na początek, próbując zyskać chwilę na odpowiedzenie. Gdyby opowiedziała się za, zapewne byłoby, że popiera cały projekt, a jeśli przeciw, kobieta mogłaby stwierdzić, że siostra podważa sens wystawy. - Mam nadzieję, że czas sam to pokaże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Paź 22, 2016 6:07 pm

Nie spodziewała się ze strony swojego towarzysza tak szczerego potoku słów, jakie już za chwilę usłyszała. Myślała, że tego wieczora znowu przyjdzie im zagrać w grę, w której ona była tylko pionkiem swego ojca, choć tak bardzo chciała uznawać się za Królową. Jednak gdy Christopha ogarnął melancholijny wręcz nastrój, a z jego ust spłynęło kilka trafnych uwag i refleksji, Lisbeth musiała przyznać, że taka wersja ich znajomości również jej się podoba. Oprócz braci, nikt nigdy nie odbierał jej poważnie, uważając piękną buzię za gwarant pustej głowy. Choć panna von Liebenfels często dawała swoim zachowaniem znać, że wcale nie musi być inaczej, a o polityce nie wypowiadała się prawie wcale, w tej jednej chwili poczuła się bardzo doceniona. Schlebiało jej to, że Christoph w pewien sposób jej zaufał, być może nawet odsłonił się przed nią, a szczerość ta sprawiła, że i mężczyzna stał się nagle w jej oczach bardziej atrakcyjny, niż choćby godzinę temu.
- Ktoś musi ubrudzić sobie ręce teraz, by przyszłość jawiła nam się w najjaśniejszych barwach. W żaden sposób nie wzbudzasz mojego wstrętu swoją postawą – zapewniła go, pochylając się nieznacznie w jego stronę, tworząc między nimi pewien rodzaj intymnej przestrzeni; na moment nie liczył się nikt dookoła nich, nie liczyły się plakaty, wystawa ani wielkie nazwiska, pojawiające się na Sali. Była tylko ona, deklarująca mu swoje stanowisko. A to, co czuła, na pewno nie było pogardą.
Atmosfera jednak pękła niczym mydlana bańka, gdy okoliczny szmer zaczął narastać, a w pomieszczeniu pojawiła się gwiazda wieczoru. Lisbeth przywołała na twarz wyuczony, uprzejmy uśmiech, gdy tłum rozstąpił się przed Arletty, kroczącej wyraźnie w stronę panny von Liebenfels i jej towarzysza. Lecz uśmiech spełzł z jej twarz, zastąpiony grymasem zniesmaczenia, którego silna wolna nie była w stanie powstrzymać. I w tej chwili Lis przestała być tą dojrzałą dziewczyną, która przed chwilą słuchała uważnie refleksji o większym dobru, a stała się rozpuszczoną pannicą, której ktoś nadepnął na odcisk. Bo tym właśnie było założenie identycznej sukienki przez tę marną aktoreczkę, a słowa Christopha jedynie dolały oliwy do ognia.
Na szczęście dyrektor Wagram spróbował go ugasić.
- To rzeczywiście będą ekscytujące godziny – niemalże wycedziła przez zęby czując, że robi się czerwona na twarzy.
Oczywiście, że wyglądała lepiej od tego starego babska, ale fotoreporterzy nie mieli litości, flesze błyskały ze wszystkich stron, a wyobraźnia Lisbeth podsunęła jej już pierwsze nieprzychylne tytułu nagłówków jutrzejszych gazet.
- Niech pani siada ostrożnie, szwy tej kreacji mogą okazać się zdradzieckie – nie mogła sobie darować tej dziecinnej zniewagi i nawet nie odprowadzała aktorki wzrokiem, chcąc choć na moment zająć uwagę czymkolwiek innym od garderobianej wpadki – Przepraszam, poniosło mnie – wytłumaczyła szeptem Chrisowi, ponownie opierając się na jego ramieniu – Dlaczego ci z Luftwaffe zawsze wybierają sobie na towarzyszki takie mimozy? – zapytała, gdy oni także ruszyli w kierunku pierwszego rzędu. Zbliżające się przemówienia nie cieszyły już jej tak bardzo.

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Paź 22, 2016 10:36 pm

Głos Francuza, z którym miał przypadkową, przelotną i (niezwykle) intensywną styczność, rozmywał się pośród swoistej kompozycji dwóch języków – francuski przetykany grubymi nićmi niemieckiego powodował w sali głównej gwar, który ulatywał do góry, ku balkonom, i rozprzestrzeniał się pośród akustyki pomieszczenia. Fiodor zbyt dobrze znał tę miarowo pulsującą, siną żyłkę, która wkradła się na jego skroń, tę, która przy akompaniamencie uporczywie szumującej w uszach krwi aż nazbyt wyraźnie świadczyła o szukającej ujścia wściekłości. Gdyby zatrzymał się teraz, odwrócił w stronę mężczyzny i napotkał jego spojrzenie, ostatnia, najcieńsza granica zostałaby przekroczona, a on sam – zaślepiony płonącą, lodowatą, błękitną złością – dopuściłby się czegoś pochopnego.
Czegoś pochopnego i bardzo głupiego.
Nim jednak doszło do właściwego starcia, Francuz napotkał przeszkodę w postaci wysokiego, barczystego mężczyzny – Chirjakow mimochodem uchwycił moment, w którym w trakcie mozolnej przepychanki przez tłum dwa ciała zderzyły się ze sobą, dzięki czemu awanturnik odnalazł kolejny obiekt swych żali. Coś – ciekawość, przeczucie, zwykła przezorność? – nakazało Fiodorowi, by się zatrzymał; wpajana przez lata zasada, aby nie ignorować nawet najdrobniejszych odchyleń od normy (zaś to, że Francuz sam w sobie był odchyleniem, nie stanowiło żadnej tajemnicy), skierowała jego wzrok na sprzeczający się duet – obaj mężczyźni na moment zapomnieli o Arletty i panującym wokół zamieszaniu, wykorzystując okazję na ostrą wymianę zdań.
I chyba to zgubiło jednego z nich.
Gdy człowiek się zdenerwuje, przestaje zważać na brzmienie własnych słów – z głosu wypełzają podchwytliwe niedociągnięcia, obce naleciałości, akcent wyostrza się jak dobry, myśliwski nóż. Fiodor zbyt dobitnie zdawał sobie sprawę z niedoskonałości swojego francuskiego, by ignorować podobne wady u innych – być może dzięki temu tym łatwiej było mu zauważyć językowe mankamenty mężczyzny w uniformie. Większość Niemców kaleczyła mowę rodowitych Paryżan i twardy akcent zdołał niemal spowszechnieć, ale…
Tylko Rosjanin tak wydłuża samogłoski.
Ta myśl – jak uderzenie czymś twardym, kanciastym i najwyraźniej zdeterminowanym, by zranić – wgryzła się w jego umysł ze wściekłością rozjuszonego psa. Kłótnia zdołała dobiec końca i mężczyźni już rozchodzili się w swoje strony, i być może Fiodor powinien zrobić to samo – zapomnieć o tym incydencie, zrzucić zasłyszane słowa na karb zmęczenia, zignorować nagłe ukłucie obawy – ale nogi same prowadziły go w ślad za postacią w uniformie. Tym razem Chirjakow nawet nie próbował zwalczać tej na wpół chorobliwej manii obserwacji – zauważył ostrożność, z jaką mężczyzna rozejrzał się na boki, i sposób, w jaki przemieszczał się przez środek sali; przezornie, ale z czymś na wzór determinacji – w podobny sposób poruszali się wyłącznie ludzie z wyznaczonym odgórnie celem, z ideą, która przyświecała umysłowi na moment wytrąconemu z pierwotnych torów. Fiodor nagle stracił zainteresowanie broszurami, oczerniającymi Związek Radziecki plakatami – tak boleśnie propagandowymi, że jedynie głupiec dałby im wiarę – i ludźmi, którzy wciąż pragnęli dostać się w pobliże gwiazdy. Sam parł tam, gdzie reszta gości, lecz pomiędzy kolejnymi przypadkowymi potrąceniami i naprędce, mechanicznie rzucanym przepraszam, nawet na moment nie spuścił spojrzenia z mężczyzny w uniformie, będąc coraz bliżej, bliżej, jeszcze pięć kroków, cztery, trzy…
- Monsieur! – krótkie, stanowcze słowo, które wyrwało się z ust Fiodora, gdy niemal przelotnie dotknął odzianego w uniform ramienia. – Chyba coś pan zgubił – drobne kłamstwo przeszło mu przez gardło z łatwością, z jaką zwykle wlewa w nie kolejny kieliszek alkoholu – krótkim gestem sięgnął za klapę marynarki, już po chwili wyciągając jedną ze schowanych za pazuchą broszur; w trakcie tej czynności nawet na moment nie spuścił wzroku z mężczyzny, milcząc zaciekle podczas wręczania mu nic nie wartej ulotki.
Ryzykował jedynie kolejnym stekiem wyzwisk i jednocześnie zyskiwał coś niewspółmiernie istotniejszego: okazję, by przyjrzeć się mężczyźnie oraz sposobność, aby skraść mu pół minuty, być może minutę cennego czasu. Dość, żeby zapamiętać twarz, przypisać ją do rosyjskiego akcentu oraz okoliczności spotkania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Paź 23, 2016 11:06 pm

Nie był typem chowającym urazę. Może dlatego, że po prostu otwarcie ignorował nic niewartych ludzi, którzy niczym pył zalegali pod jego butami. Nie jego gestią było przecież sprzątać. Nienawidził, a może to jego rozbuchane ego, kiedy inni traktowali go z brakiem szacunku. Do życia podchodził zgodnie z zasadą równowagi, odpłacał się ludziom tym samym, co oni dawali jemu. Zachowywanie jakichś odruchów miłosierdzia zazwyczaj kończyło się wykorzystaniem. Zgodnie z przysłowiem daj palec, a zjedzą ci całą rękę. Dlatego nie przepadał za tego typu spędami, niosły ze sobą stada zapatrzonych w siebie ludzi, którzy chcieli zagarnąć jak najwięcej tylko dla siebie. Wolff zdawał sobie sprawę z własnej hipokryzji, ale nie przeszkadzała mu ani trochę. W końcu w porównaniu do innych potrafił brać swoje ze stosowną klasą.
Nie tak jak ten idiota, który mało efektownie rozpychał się łokciami, aby dotrzeć do celu. W przesiąkniętym niemieckością Paryżu należało uważać, co się mówi. Ściany miały uszy i to często rozumiejące oba języki. Być może gdyby Francuz użyłby jakiejś bardziej wysublimowanej formy oszczerstwa to Gabriel nic by sobie z tego nie zrobił i puścił owego człowieka dalej. Mógłby pomyśleć, że to jakaś elegantsza forma przeprosin. Mężczyzna miał jednak pecha. Nie mógł wiedzieć, że potrącony Niemiec robi powolne, ale systematyczne postępy w języku wroga. Niezwykła szkoda. Chociaż już o samym jego idiotyzmie świadczyło użycie tak powszechnego określenia w tak mieszanym towarzystwie. Wojna czyni ludzi ostrożnymi, ale widocznie nie jest w stanie wytępić głupoty.
Zacisnął wargi, gdy złapany przezeń mężczyzna zaczął w nagłym strachu dukać w swoim ojczystym języku. Nie miał pojęcia, że Wolff nie jest aż tak biegły w francuskim. Działało to jednak tylko na korzyść okupanta, któremu wystarczył fakt nieusłyszenia w tej paplaninie słowa, które akurat w tym języku doskonale rozumiał. Przeprosin.
- Słyszałeś co powiedziałem? - zapytał spokojniej, ale wciąż z nieprzyjemnym błyskiem w oku. - Przeproś. - Nie puścił jego kołnierza, a dłoń z papierosem zadrżała niebezpiecznie zbliżając się żarzącym końcem do ciała jegomościa. Odsunął jednak żar od ciecia, gdy usłyszał koło siebie głos Otta. Spławił już Antoinette? Może to nawet lepiej. Uśmiechnął się ironicznie na słowa swojego przyjaciela.
- Po prostu bardzo nie lubię nieporozumień. Chyba o tym wiesz, herr Langbein.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Paź 23, 2016 11:32 pm

Czując na swoim ramieniu dłoń Fiodora, mężczyzna odwrócił się w roztargnieniu i spojrzał na niego ze zmarszczonymi brwiami. Spodziewał się zapewne, że zobaczy Francuza, z którym przed chwilą się kłócił, i tym większe było jego zdziwienie, kiedy Chirjakow wręczył mu broszurę.
- Co mi pan dajesz? - zapytał, wciskając Fiodorowi broszurę w dłoń. W jego słowach znów odezwał się rosyjski akcent. - Nie widzi pan, że ja tu pracuję? Na co mi to?
Pokręcił głową, patrząc na Fiodora z politowaniem. Jako że Chirjakow znajdował się teraz znacznie bliżej niż wcześniej, mógł wyłapać jeszcze jeden zastanawiający szczegół - uniform mężczyzny dosyć niebezpiecznie opinał się na jego ramionach, jakby był stanowczo za mały, a prawy rękaw zdawał się być nieco krótszy niż lewy... choć oczywiście mogły to być niewiele znaczące drobiazgi.
Mężczyzna nie czekał na odpowiedź Fiodora, tylko znów zagłębił się w tłum, który powoli zajmował już miejsca na widowni. Chirjakow mógł jednak zobaczyć, że pracownik hali najwidoczniej zmierza ku drzwiom, za którymi kryła się sala z ekspozycją. Wiele osób również podążało w tamtą stronę, zajmując powoli miejsca, więc gdyby Fiodor zdecydował się ruszyć za nieco dziwnym pracownikiem hali, bez problemu wtopiłby się w tłum.

W pewnym momencie do Antoinette zbliżył się pracownik hali. Odchrząknął, zerkając na nią nieco niepewnie.
- Mademoiselle, nie chcę panience przeszkadzać, ale mam dla panienki informację - zaczął. - Zaraz zaczną się przemówienia, a potem część artystyczna, więc dobrze byłoby, gdyby panienka zajęła już miejsce. Znajduje się ono w ostatnim rzędzie dla specjalnych gości, zaraz z brzegu. Po lewej stronie widowni. Panienki ojciec powinien już tam siedzieć.
Poprzez "rząd dla specjalnych gości" mężczyzna miał oczywiście na myśli rzędy przeznczone dla Niemców. Skinął Antoinette głową, po czym zniknął między tłumem.

Francuz zerkał nerwowo to na Gabriela, to na Otta. Obecność drugiego Niemca, a tym bardziej papieros przy twarzy widocznie dawały mu do myślenia, bo w oczach mężczyzny pojawił się jeszcze większy strach.
- Panowie - zaczął. Francuski był najpewniej jedynym językiem, jaki znał. - Przepraszam, no naprawdę nie chciałem. To się już nie powtórzy, słowo honoru!
Pokiwał gorliwie głową. Jednocześnie jego wzrok uciekł gdzieś w stronę widowni. Prawdopodobnie chciał jak najszybciej uwolnić się od towarzystwa Niemców, by spróbować (raczej z marnym szansami) odszukać Arletty.

Vivienne Bouchard notowała w skupieniu każde słowo Lucette i uniosła delikatnie brew, nie usłyszawszy ani słowa od Davida. Heinrich z kolei nie zareagował na propozycję kobiety i zniknął gdzieś w tłumie.
- Och, ma siostra rację, bez wątpienia. Bardzo dziękuję - powiedziała, ochoczo kiwając głową. - Czy mogłabym jeszcze wiedzieć, jak się siostra nazywa? Być może udałoby nam się później umówić na dłuższy wywiad.
Obdarzyła Lucette szerokim uśmiechem.

Dyrektor 'Wagram' poprowadził Christopha i Lisbeth do pierwszego rzędu znajdującego się po lewej stronie widowni, gdzie jak na nieszczęście siedziała również Arletty wraz z Herr Soehringiem, choć obydwie pary dzieliło kilkanaście miejsc. Miejsce obok Lisbeth zajmowała natomiast jakaś pulchna dama w średnim wieku, która z aprobatą i bez wahania zmierzyła pannę von Liebenfels wzrokiem.
- W końcu ktoś potrafi nosić tę suknię - powiedziała pod nosem, choć tak cicho, że tylko Lisbeth mogła ją usłyszeć. W głosie kobiety pobrzmiewał delikatny włoski akcent, a sama wyglądała tak elegancko, że bez wątpienia musiała być kimś ważnym.
Tymczasem Galidoux, rzuciwszy nerwowe spojrzenie w stronę Arletty, zwrócił się do Christopha.
- Herr Oberführer, zaraz zaczynamy. Pana przemówienie jest zaraz po moim, życzę więc samych pomyślnych słów.
Uśmiechnął się nieznacznie i skinął mu głową, po czym wspiął się na podwyższenie.

Kiedy Galidoux znalazł się na podwyższeniu, widownia była już niemal w całości wypełniona. Z przodu siedziały oczywiście najważniejsze persony wieczoru - najwyżsi stopniem oficerowie oraz urzędnicy wraz z żonami, przybyli z Rzeszy profesorowie, znawcy sztuki, a także pojedynczy paryżanie, którzy odpowiednio zasłużyli sobie na miejsce w najlepszych rzędach. Dalej siedzieli ważni i mniej ważni mieszkańcy Paryża. Przy pierwszych rzędach zgromadzili się także fotoreporterzy i dziennikarze.

Galidoux stanął tuż przed mikrofonem, czekając, aż sala ucichnie.


Kolejny post Mistrza Gry pojawi się w środę wieczorem.
Przypominam, że jeśli nie możecie odpisać, dajcie znać Mistrzowi w prywatnej wiadomości, określając, co robi postać.

Napiszcie też dokładnie, gdzie znajdują się teraz Wasze postacie (mapa budynku). Widownia podzielona jest dwa sektory (lewy i prawy), w każdym pierwsze sześć rzędów to miejsca przeznaczone głównie dla okupantów, a dalej znajduje się po dwanaście rzędów dla zwykłych paryżan.
Jeśli Wasze postacie nie siadają na widowni, a znajdują się gdzieś indziej, również to zaznaczcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pon Paź 24, 2016 1:55 pm

Stał obok Lucette i reportera, który zadał kilka pytań na temat wystawy. Anderson popadł w zadumę, tracą na moment kontakt z otoczeniem. Zanim się zorientował reporter zadał już kilka pytań skierowanych tylko do siostry zakonnej, nie czekając na odpowiedź księdza.
-Paryż potrafi zainteresować swoim pięknem i dumnie rozwijającą się kulturą każdego laika, nawet takiego jak ja. - Rzucił luźnie, uśmiechając się do reporterki.
-Ta wystawa była tutaj bardzo potrzebna. Nie każdy ma świadomość jakim zagrożeniem jest bolszewizm. Kościół dobrze o tym wie, w końcu komuniści skutecznie go zwalczają, a w tym wypadku Niemcy, które walczą z bolszewikami, są prawdziwymi sojusznikami kościoła. Francuzi powinni brać z nich przykład. - Były to głównie kłamstwa, którymi chciał nakarmić dziennikarkę, jednak częściowo odpowiadał mu fakt, że naziści i komuniści wybijają się nawzajem.
-Połączenie pokazu sztuki z okazaniem prawdy o bolszewizmie to prawdziwe dzieło sztuki.
Widząc, że zbliża się początek przedstawienia na scenie ruszył za Lucette i usiadł obok.

// Do czwartku mam sporo roboty, posty będą krótkie i nie mam pewności, że zawsze je napisze. Sorki


Ostatnio zmieniony przez David Anderson dnia Pią Paź 28, 2016 12:27 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sro Paź 26, 2016 7:45 pm

Idiotyczne uczucie, że coś jest nie tak, zrodziło się w jego umyśle jeszcze przed oskarżającym Co mi pan dajesz? i przybrało na sile już w trakcie na co mi to?. Wszystko brzmiało dość ponuro i kto jak kto, ale Rosjanin nie powinien kwitować ociekających poirytowaniem słów przepraszającym uśmiechem i wzruszeniem ramion, które deklarowało życzliwą neutralność.
Chyba, że ten sam Rosjanin właśnie kierował wzrok na niechlujną nierówność rękawów.
Fiodor stał tam – nieruchomy, spokojny i cierpliwy, jak wyrzucona na brzeg meduza – spod przymrużonych powiek obserwując rozpęknięty fragment uniformu. Jedna z nitek na szwie zbuntowała się przeciwko napiętej ciasnocie kombinezonu i odstawała smętnie centymetr, może dwa ponad materiał. Przywodziła na myśl antenę mobilnej radiostacji, choć podobieństwa kończyły się tam, gdzie zaczynały podejrzenia. Chirjakow ponownie uniósł twarz na mężczyznę, patrząc na niego… cóż, wrogo? Z góry? Z dystansem? Żadne z tych określeń nie pasowało. Jedno wydawało się pewne – że nie obojętnie. Profesjonalizm w postaci tak klarownej, że aż kojącej – Fiodor zbyt wiele lat spędził w mundurze, by nie wiedzieć, że każdą misję zaczyna się od zapamiętywania ludzi i że nie ma nic żałośniejszego niż dowódca, który próbuje opieprzyć żołnierza, a za cholerę nie pamięta, jak się szeregowy nazywa. To naturalne, że nowe twarze zapamiętuje się stopniowo, ale smarkacze z szeregu nie tak to widzą. Dla nich trep jest tępy, kiepsko kojarzy i może nawet męczy go skleroza. Krótko mówiąc: na starcie wyrabia sobie autorytet negatywny. Dlatego Chirjakow działał jak dobrze wytresowany chart: wpatrywał się w twarz mężczyzny przez moment, niemal przelotnie, i choć po prostu oceniał ostatnie ubytki w prezencji, tkwiło w tym coś więcej.
Ludzie starają się utrwalić w pamięci wizerunek potencjalnego przeciwnika.
Radziecki akcent nie był złudzeniem, podobnie jak subtelnie niedopasowany kombinezon, co – paradoksalnie – czyniło mężczyznę jeszcze bardziej rosyjskim. Niechlujność stroju nigdy nie stanowiła dla rodaków Fiodora problemu, a w niektórych sytuacjach (zwłaszcza w trakcie ciężkich, porannych pobudek na daczy) była wręcz społecznie wyczekiwana. Tyle, że Paryż to nie podmoskiewska dacza, a pracownik Hali Wystawowej to nie ochlaptus z serca Związku Radzieckiego.
Przynajmniej nie w teorii.
W przeciągu kilkudziesięciu sekund w sali wystawowej doszło do karnego przetasowania gości – Niemcy zajmowali miejsca z samego przodu, za nimi o ostatnie krzesła walczyli Francuzi, niektórzy wciąż korzystali z dobrodziejstw chwilowo zapomnianego poczęstunku a jeszcze inni z wypiekami na twarzy wypatrywali części oficjalno-artystycznej. Pośród tej zbieraniny było ledwie kilka osób, które posiadały inne, indywidualne, odbiegające od ogólnej tendencji cele. Jedną z nich był mężczyzna w kombinezonie pracownika, a drugą – radziecki oficer, który po raz kolejny pozwolił, by tłum skierował go ku obranemu kierunkowi. Kilkanaście  kroków wystarczyło, aby Fiodor znalazł się w prawym sektorze widowni, nie dalej niż cztery metry od drzwi prowadzących do sali z ekspozycją i tym samym niemal tuż przy zakątku ze stolikami. Falujące czubki głów w pewnym stopniu utrudniały mu pogląd na podwyższenie, jednak sam Chirjakow na każde pół minuty poświęcone obserwacji temu, co działo się z przodu, poświęcał dziesięć sekund drzwiom sali wystawowej.


Ostatnio zmieniony przez Fiodor Chirjakow dnia Nie Paź 30, 2016 3:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Czw Paź 27, 2016 11:13 pm

Nie mogła z całą prawdą przyznać, że udzielenie wywiadu przyszło jej łatwo. Chociaż kontynuowała pewnym siebie tonem, w myślach cały czas rozważała każde słowo, jego sens i cały wydźwięk wypowiedzi. Nie zamierzała sprowadzać swoich odpowiedzi do płaszczyzny typowo politycznej, obierając jakąkolwiek ze stron, lecz zręcznie balansować gdzieś pomiędzy, bez skłaniania się ku Niemcom, Bolszewikom czy komukolwiek innemu. Nadanie personalnego wydźwięku całości było, jej zdaniem, najlepszą opcją, na jaką w tamtym momencie mogła się zdecydować, postanowiła więc przyjąć za punkt sam wartość artystyczną wystawy. Nawet jeśli plakaty rozwieszone tu i ówdzie nie mówiły jeszcze nic wiele na temat dzieł schowanych za drzwiami sali ekspozycji, szła w zaparte ze zmysłem artystycznym, który tkwił we wszystkich mieszkańcach Paryża.
Nie wiedziała, czy jej stwierdzenia satysfakcjonują dziennikarkę, bo przecież pod uśmiechem, który przybrała na usta, mogło kryć się coś jeszcze. Fakt, że tak skrzętnie zapisywała odpowiedzi również nieco ją peszył, zupełnie jakby wypowiadane przez nią słowa, naprawdę miały mieć jakąś wartość. Zamierzała wpleść je w swój artykuł? Skrytykować na łamach pierwszej strony? Lucette przypatrywała się uważnie kobiecie, próbując wychwycić jakąkolwiek szczerą emocję, która mogłaby przemknąć przez twarz Vivienne. Sytuacji nie polepszało również niespodziewane milczenie księdza, na którego co pewien czas zerkała ostrożnie, jakby poszukując jakiegokolwiek oparcia w swojej wypowiedzi. Dopiero gdy, wybudzony z chwilowego zamyślenia?, odezwał się, przymknęła na krótki moment powieki, ciesząc się chwilą swobody oraz tego, że w krzyżowym ogniu pytań nie pozostawała sama.
Gdy Bouchard ponownie skierowała słowa w jej stronę, czuła się już nieco pewniej, a przynajmniej na początku; pytanie o tożsamość nie należało do najwygodniejszych. - Proszę pytać o siostrę Lucette - odpowiedziała więc, unikając podania nazwiska. - Pomagam przy bazylice Sacré-Cœur - dodała jeszcze, nie komentując kwestii wywiadu. Gdyby miała czas mentalnie przygotować się do udzielania odpowiedzi, na pewno byłoby łatwiej. Nie oznaczało to jednak, że miała ochotę być przepytywaną przez jakąkolwiek dziennikarkę.
Na koniec pożegnała się z kobietą i uśmiechnęła lekko do Davida. - Udzielanie wywiadów wcale nie jest takie proste jak można by się spodziewać - przyznała po cichu, lecz raczej wesołym, pełnym ulgi tonem. Zaraz potem rozejrzała się jednak po sali, w której goście gromadzili się już w odpowiednich sektorach. - Zdaje się, że oficjalna część lada moment się zacznie - stwierdziła i razem z tłumem ruszyła w stronę widowni. Usiadła w ostatnim rzędzie po lewej stronie, nieco bliżej ściany, nie chcąc za bardzo rzucać się w tłumie gości. Nie patrzyła też, czy David podąża za nią czy zdecydował się usiąść w zupełnie innym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Paź 28, 2016 12:24 pm

Przemierzał sale główną, krok padał za krokiem, a jego wojskowe trepy wyróżniały się na tle lekkiego francuskiego obuwia. Kamienne spojrzenie gestapowca padało na lewo i prawo. Obserwował gości, ich zachowanie, ubiór, gestykulacje. W końcu byli tutaj ważni przedstawiciele Rzeszy, musiał zachować czujność.
Chłopi, którzy wiek temu obalili arystokracje, teraz chcą wczuć się w jej role. Taka myśl naszła go, gdy spoglądał na niektórych Francuzów. Nie krył zniesmaczenia i odrazy, jednak podobał mu się dystans jaki organizatorzy zachowali pomiędzy Francuzami, a Niemcami.
Jakaś reporterka zapytała go o wystawę. Jedyne co usłyszała to nieprzyjazne warknięcie. Nawet się nie zatrzymał. Nie przyszedł tutaj dla sztuki, choć tematyka wystawy była wybrana bardzo sensownie, ze sztuki preferował tą wojenną, praktyczną, której pokaz odbywał się na polu bitwy, nie na salonach.
Gdy zbliżało się rozpoczęcie, nie skierował się do pierwszych rzędów. Usiadł w ostatnim rzędzie, blisko środka, z prawej strony. Stąd mógł obserwować przemówienie na scenie oraz resztę gości. Założył nogę na nogę i wydobył z kieszeni papierosa, odpalając go. Pomachał ręką do obsług, a następnie skinął dłonią na tackę z szampanem. Nie chciało mu się już wstawać po trunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Paź 28, 2016 7:33 pm

Powędrowała powolnym krokiem do pierwszego rzędu krzeseł z lewej strony Sali, gdzie oczywiście musiała już siedzieć ta podrzędna aktoreczka ze swoim niemieckim kochasiem. Lisbeth najchętniej skrzywiłaby się, dając dobitnie znać o tym, co sądzi o takim brataniu się z pospolitymi Francuzkami, jednak wszechobecni fotoreporterzy oraz ich aparaty i możliwość zostania uwiecznioną na zdjęciu z kwaśną miną skutecznie odstraszały ją od dalszego okazywania tego, jak bardzo nie w smak jej takie sąsiedztwo.
Na szczęście z drugiej strony nadeszła ulga w postaci komplementu ze strony pulchnej kobiety, u której panna von Liebenfels wychwyciła włoski akcent. Jej pochodzenia nie zamierzała już kwestionować, dlatego posłała sąsiadce uprzejme spojrzenie i odwdzięczyła się za komplement.
- Dziękuję. Pani również wygląda zjawiskowo – nie zdradziła jej żadna fałszywa nuta, choć prawda była taka, że nieznajoma wyglądała jak prosiak, dookoła którego ktoś zacisnął rząd pereł.
Galidoux po raz kolejny przypomniał im, że nadchodził czas przemówień, dlatego blondynka przestała się wiercić i teraz wpatrywała się już tylko w podwyższenie, oczekując aż pojawi się na nim Christoph. Oczywiście życzyła mu powodzenia, ale nie rozglądała się dookoła. Wiedziała, że siedzi wśród paryskiej elity oraz znamienitych nazwisk reprezentujących Rzeszę. Ojciec byłby z niej taki dumny!

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Paź 28, 2016 10:50 pm

Nie w jego gestii było wywołanie teraz jakiejś ostrej burdy. Nie miał zamiaru zabierać tej całej Arletty jej blichtru, na którym zapewne jej bardzo zależało. Chodziło mu jedynie o odrobinę sprawiedliwości. Przynajmniej tej w jego własnym mniemaniu. Możliwe, że był próżny, ale kto mógł mu tego zabronić? Zazdrośnie spoglądający Francuzi, gdy wędruje po ulicy ubrany w markowy płaszcz z siatką pełną świeżych produktów? Niemcy, których ego jest zdecydowanie bardziej napuszone niż jego własne? Jakoś wcześniej nikt nie wyciągnął ręki w kierunku małego, zabiedzonego chłopca tułającego się po podejrzanej części Poczdamu. Tylko jedna osoba mogłaby mu w tej konkretnej chwili powiedzieć, żeby nie patrzył tylko na siebie, żeby odpuścił i poszedł dalej. Niestety nie było jej tutaj, więc Wolff był panem własnych poczynań. Obecność przyjaciela obok nie miała na niego jakiegokolwiek wpływu. Zwłaszcza, że zdążył nakręcić się na tę sytuację. Silne emocje pulsowały razem z przyspieszonym biciem serca napędzany widocznym strachem złapanego mężczyzny. Gdyby nie fakt, że powinni zajmować miejsca Gabriel na pewno napawałby się tą chwilą trochę dłużej. Mimo wszystko liczyły się wydukane w końcu przeprosin. Wolno pokiwał głową przyjmując je do wiadomości. Puścił kołnierz Francuza i przyklepał go lekko dłonią. Uśmiechnął się sztucznie, wyraz bardziej przypominał grymas.
- Cieszę się, że się zrozumieliśmy, pieprzony ignorancie - pożegnał się z obcym, zupełnie przez przypadek zahaczając rozżarzonym końcem papierosa o marynarkę mężczyzny. Nie obchodziło go czy ten żabojad go zrozumiał. Prawdopodobieństwo było znikome, a Wolff wątpił, że w razie czego zdecydowałby się na kolejną utarczkę słowną. Obrócił się więc w kierunku Otta i skinął głową na zapełniającą się widownię. - Chyba na nas już czas. - Nie uśmiechało mu się uczestniczenie w tej całej farsie, ale nie miał zamiaru teraz wybiegać niczym obrażona panienka. Podobno przedstawienie musi trwać. Zajęli więc miejsca w piątym rzędzie po prawej, mieszając się tym samym w tłum Niemców. Istniało prawdopodobieństwo, że nikt z tych zadufanych pajaców go nie zirytuje. Oby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Paź 29, 2016 12:52 am

Mężczyzna, którego obserwował Fiodor, lawirował pomiędzy ludźmi, aż dotarł tuż pod same drzwi sali z ekspozycją. Stał tam jeszcze jeden pracownik hali, najwidoczniej pilnując, aby goście nie wchodzili do środka. Mężczyźni wymienili szeptem kilka zdań, jednak Fiodor nie mógł ich dosłyszeć. Następnie ten, który pilnował wcześniej drzwi, ruszył ku schodom prowadzącym na balkon, a drugi pracownik jeszcze raz rozejrzał się uważnie, po czym złapał za klamkę i natychmiast wślizgnął się do pomieszczenia. Na swoje nieszczęście nie domknął drzwi.

Dosłownie kilka chwil później prawie wszystkie światła na sali zgasły – rozjarzyły się tylko te umiejscowione tuż przy podwyższeniu. W miejscu, w którym znajdował się Fiodor, panował zatem półmrok. Stwarzało to niemal idealne warunki do sprawdzenia, co mogło dziać się za zamkniętymi dotąd drzwiami – bez wzbudzania większej uwagi.

Zaraz obok Gabriela oraz Otta siedziała jakaś para z Niemiec – kobieta w średnim wieku z wysoko upiętymi włosami i siwiejący mężczyzna w garniturze. Choć w sali powoli robiło się coraz ciszej, para wciąż pogrążona była w rozmowie.
- Co za okropne miasto – mówiła. - Nie to co Berlin. To ma być ta słynna stolica mody i sztuki? Wilhelmie, tu nie da się nawet zjeść kolacji w jakimś miejscu, w którym nie byłoby tych przebrzydłych Francuzów.
Jej towarzysz wzruszył tylko ramionami, pogrążony w studiowaniu broszury. Kobieta westchnęła ciężko, w końcu spoglądając w stronę Gabriela i Otta, tak jakby szukała w nich aprobaty.

Antoinette wciąż stała w miejscu i wiele wskazywało na to, że nie była to najlepsza decyzja. W pewnym momencie dziewczynę minął jakiś Niemiec, jednak zaraz zatrzymał się i odwrócił głowę, spoglądając na nią dziwnym wzrokiem. Antoinette mogła przypomnieć sobie jego twarz – był to jeden z dwóch okupantów, którzy jakiś czas temu ścigali ją na przystanku tramwajowym. Wydawało się, że mężczyzna jeszcze nie rozpoznał Antoinette, jednak nie należało kusić losu – dziewczyna powinna była szybko stąd zniknąć i udać się na swoje miejsce.

Miejsca, które zajęli David i Lucette, miały pewne wady – to właśnie tam zgromadzili się najbardziej hałaśliwi Francuzi, którym nie udało się dostać do dalszych rzędów. Obrzucili niezbyt przyjaznymi spojrzeniami nowo przybyłych, po czym powrócili do raczej mało kulturalnej wymiany zdań.
- Głupie szwaby. Nieźle nas pousadzali, co? – powiedział w pewnym momencie jakiś mężczyzna siedzący blisko Lucette i Davida. Zważywszy na to, ile Niemców znajdowało się w sali, jego słowa były co najmniej nieostrożne – tym bardziej wypowiedziane głośno, jakby Francuzowi niespecjalnie zależało na tym, czy ściągnie nimi czyjąś uwagę.

Heinrich nie czekał zbyt długo, aż obsługa hali pojawi się z szampanem. Tacę przyniosła mu dosyć młoda dziewczyna o starannie zaplecionych w warkocz włosach. Unikając jego wzroku, wyciągnęła tacę w jego stronę, jednak zrobiła to na tyle nieumiejętnie, że kieliszek zachwiał się na samej krawędzi, niemal spadając. Kilka kropli szampana skapnęło na rękaw munduru Heinricha.

Kobieta siedząca obok Lisbeth uśmiechnęła się promiennie, mrużąc lekko oczy.
- Lucrezia Penello – przedstawiła się szeptem, prostując dumnie na swoim miejscu. - Prowadzę dom mody w Popincourt. Zajrzyj tam czasem, jeśli chciałabyś mieć pewność, że żadna przestarzała diva nie założy tego samego co ty.
Znów uśmiechnęła się porozumiewawczo, po czym zamilkła, ponieważ Galidoux właśnie rozpoczynał swoją przemowę.

- Guten Abend, liebe Gäste – powiedział. W jego niemieckim nie brzmiał ani ślad francuskiego akcentu. - W najśmielszych moich wyobrażeniach nie przypuszczałem, że ten wieczór zgromadzi w skromnych progach hali ‘Wagram’ taką mnogość entuzjastów sztuki. Wasza liczna obecność nie tylko podkreśla niezwykłą wagę tego wydarzenia, ale i wskazuje na to, że szukacie prawdy. A czym innym jest sztuka, jak nie prawdą, która nie potrzebuje słów, aby móc wybrzmieć? Tego wieczora zobaczą państwo dzieła mówiące głosem silnym, głosem Europy, która jednoczy się, aby stawić opór czerwonej zarazie, jaka rozpętała się na wschód od Francji. Część z nich już zdobi ściany tej sali – są to prace znakomitych artystów niemieckich oraz kilku francuskich, ludzi o umysłach otwartych na otaczającą nas rzeczywistość, w której po ulicach miasta wciąż błąkają się sympatycy Stalina. Sączą oni jad w żywy organizm Francji i głoszą kłamstwa o dobrobycie oraz wielkości kraju, który zabija własnych obywateli w imię idei komunistycznych, a przy nich niczym wierne psy idą Żydzi. Drodzy państwo, jedynym lekarstwem, jedynym antidotum może być tylko prawda, a więc i sztuka. Chciałbym zatem serdecznie podziękować wybitnym obywatelom Trzeciej Rzeszy, którzy są tu dzisiaj z nami, aby pokazać Francji słuszną drogę ku uzdrowieniu – Galidoux przerwał na moment, zaczynając klaskać, co podchwyciły pierwsze rzędy, a później kolejne. W ruch poszły również aparaty fotoreporterów. Następnie dyrektor powtórzył swoją przemowę, zmieniając język na francuski. - Jest tu również z nami fenomenalna Arletty, wielka miłośniczka sztuki. Powitajmy ją ciepło – dodał na koniec.
Galidoux znów zaczął klaskać. Aplauz dochodzący z pierwszych rzędów był raczej krótki, jednak tyły widowni powitały swoją idolkę co najmniej entuzjastycznie.


Kolejny post Mistrza Gry w tym temacie pojawi się w niedzielę wieczorem.
Fiodor - jeśli zdecydujesz się sprawdzić, co jest za drzwiami sali z ekspozycją, możesz już pisać tutaj. Mistrz odpisze tam szybciej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Paź 29, 2016 7:21 pm

Znajdowała się w wyśmienitym towarzystwie, komplementowano ją, a mężczyzna, z którym pojawiła się na wystawie był na tyle ważną osobistością, że miał za chwilę przemawiać z podwyższenia. Mimo to Lisbeth nie czuła tego przyjemnego podniecenia, które towarzyszyło jej przy wyjściu z domu i podczas podróży samochodem. Nastrój i dobry humor ulotniły się w mig, gdy tylko zobaczyła swoją sukienkę na kimś innym. Kimś, na kogo zwracano uwagę, kogo pożądano i witano brawami. Gdyby jakaś inna kobieta zdecydowała się na podobną perłową kreację, von Liebenfels najprawdopodobniej nie przejęłaby się tym nawet w połowie tak bardzo, jak tego wieczoru. Arletty była jednak gwiazdą tego wydarzenia, jej nazwisko zadziałało jak magnes i nie było już możliwości, by w jutrzejszych wydaniach gazet ktokolwiek nie porównał ze sobą dwóch kobiet w identycznych sukniach.
Blondynce pozostawało więc robienie dobrej miny do złej gry i zaciskanie zębów. Na szczęście jej najbliższa towarzyszka okazała się chwilową pomocą. Nie tylko wyraziła niepochlebną opinię o marnej aktoreczce, a przynajmniej tak odebrała to Lis, ale także zaprosiła swoją nową znajomą do butiku, którego była właścicielką. Lucrezia Penello we własnej osobie, no kto by pomyślał! Motywowana własnym interesem von Liebenfels postanowiła być dla niej tego wieczora przemiła, bowiem raz zaskarbionej sympatii nie zamierzała tracić. A nowe suknie, kapelusiki i buciki będą idealnym pocieszeniem po dzisiejszych gorzkich godzinach.
- Na pewno się zjawię – skinęła wdzięcznie głową, zaraz jednak jej uwaga przeniosła się na dyrektora Galidouxa; wysłuchawszy jego przemowy nie mogła oprzeć się wrażeniu, że Christoph na pewno porwie tłum bardziej i otrzyma głośniejsze oklaski. Nad treścią nie zastanawiała się wcale, przecież omówiła to ze swoim towarzyszem jakiś czas temu. Zaklaskała, idąc wzorem mężczyzny i nie przerwała, gdy ze swojego miejsca podnosiła się ta stara kochanica pilota. Fotoreporterom na pewno nie umknęłaby cisza ze strony Lisbeth, a dziewczyna wolała nie dawać im już więcej pożywki.
Ciekawe, w jakim języku przemówi nasza gwiazda?

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Sala główna   

Powrót do góry Go down
 
Sala główna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Pozostałe dzielnice :: Hala wystawowa 'Wagram'-
Skocz do: