IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Sala główna - Page 3


Share | 
 

 Sala główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Sala główna   Pią Paź 14, 2016 2:59 pm

First topic message reminder :



Sala główna

Rozmiary sali głównej niewątpliwie działają na jej korzyść - może ona bez większych przeszkód pomieścić kilkaset osób. Być może nie jest jeszcze zabytkiem i raczej daleko jej do przepychu, jednak kryształowe żyrandole śmiało mogłyby konkurować ze wspaniałym żyrandolem z Opery Paryskiej, a zdobienia na suficie cieszą oko.
Sala główna połączona jest krótkim i szerokim korytarzem z wejściem do hali. W korytarzu z kolei znajduje się szatnia.

Po 16 marca 1942 roku wstęp do sali głównej - i zresztą samej hali - jest znacznie ograniczony. Wschodnia ściana, która została zniszczona podczas wybuchu, wciąż znajduje się w odbudowie, zasłonięta olbrzymią płachtą. Podobnie jest również z sufitem i częścią podłogi.
Niemieckie patrole często zaglądają w to miejsce, dlatego też liczba wydarzeń kulturalnych i ich zasięg znacznie zmalały, ograniczając się do niewielkich spotkań literackich dla autorów kojarzonych zaledwie przez garstkę osób.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Paź 30, 2016 4:11 am

Tu bedzie post jak skoncze prace
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Paź 30, 2016 4:49 pm

Długo nie musiał czekać, aż przed nim zjawiła się kobieta z obsługi. Unikała jego spojrzenia, co nie było łatwe, gdyż Muller zawiesił oko na młodej Francuzce. Podając mu szampana zakołysała tacką i samym kieliszkiem, kilka kropel spadło na jego rękaw.
Spojrzenie Heinricha od razu powędrowało na mundur, nie było widać żadnej plamy, ale już to podburzyło jego humor.
-Francuska niedokładność nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. - Powiedział dość łagodnie, odbierając szampana. Jakby stwierdził fakt, niżeli przedstawiał opinie.
Odprawił kobietę skinieniem dłoni i zaczął przyglądać się występowi. Była całkiem dobra, pod względem propagandowym. Niestety powtarzanie w kółko tych samych haseł, w opinii Heinricha, przestaje być skuteczne. Ci którzy mieli poprzeć Niemiecką sprawę, już to zrobili, Ci którzy chcą wystąpić przeciwko okupantowi, nie zostaną od tego odwiedzenie ładnymi przemowami.
Nie klaskał po pierwszej przemowie, nie było powodu. Podano garść faktów, a po co przyklaskiwać faktom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Paź 30, 2016 11:05 pm

Zajął pierwsze lepsze wolne miejsce i teraz miał wrażenie, że była to zbyt pochopna decyzja. Co może być gorszego od wystawy pełnej wątpliwej jakości sztuki? Ludzie, którzy przyszli ją oglądać. Prawdopodobnie nie powinien wrzucać wszystkich do jednego worka, ale po wcześniejszym zetknięciu się z prostakiem pochodzenia francuskiego jego opinia o zebranym tłumie drastycznie spadła. W dodatku potwierdzać tę teorię zdawała się kobieta obok której przyszło mu siedzieć. Zwiodła go fizjonomia poczciwej staruszki. Gabriel liczył na chwilę spokoju i wytchnienia od ludzi licząc na jakąkolwiek interakcję, ale widocznie było to tylko pobożne życzenie. Tym bardziej, że Wolff był przecież ateistą. Powstrzymał się przed głębokim westchnięciem i spróbował powstrzymać przed skomentowaniem, że ciężko nie znaleźć Francuzów we Francji. Może sam nie lubił tego miasta, ale ciężko było się bronić przed pewnymi oczywistościami. Może był zadufanym w sobie egoistą, ale na pewno nie był głupi.
Posłał więc jedynie swojemu przyjacielowi krótkie, acz wymowne spojrzenie po czym skupił się na scenie człowieku. Sam nie wiedział czego się spodziewał. Nagłego oświecenia pachołka w rękach władzy, który wniósłby w jego światopogląd coś ciekawego? Kilka wymamrotanych słów pozbawionych zbytniej emfazy? Przecież wcale nie prosił o tak wiele. Jego nadzieje obracały się w niwecz zgodnie z przyrostem polukrowanych do przesady przymiotników. Widocznie miał odmienne zdanie na temat sztuki niż mówca, ale nie dał tego po sobie poznać. Ze spokojem wypalił do końca papierosa, ratując się tytoniem przed ostentacyjnym pokazem niezadowolenia. Pokusił się nawet o złożenie na koniec dłoni, chociaż nie klasnął ani razu. Cóż, nie musiał. Bycie Niemcem pozwalało mu na pewien komfort posiadania resztek własnej opinii. Poza tym powinien oszczędzać dłonie przed owacją po przemówieniu Arletty, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pon Paź 31, 2016 12:17 am

Kobieta siedząca obok Gabriela jeszcze przez moment oczekiwała, że Wolff przyzna jej rację, po czym poddała się z westchnieniem. Powiedziała coś pod nosem o uprzejmości swoich rodaków, ale Gabriel nie zdołał wyłapać wszystkich jej słów.

Mężczyzna, który odezwał się do Lucette i Davida, obrzucił kobietę nieprzyjemnym spojrzeniem, kiedy ta go zignorowała. Nie próbował już jej zagadywać, ale co chwila spoglądał na obydwoje, jakby znów miał się odezwać.

Francuzka wymamrotała pod nosem przeprosiny i umknęła natychmiast, gdy Heinrich ją odprawił. Siedzący w otoczeniu Mullera oficerowie rzucili mu kilka zaskoczonych spojrzeń, jak gdyby spodziewali się, że Niemiec zareaguje nieco mniej łagodnie.

Antoinette powinna była jak najszybciej ruszyć się z miejsca. Stojący nieopodal niej Niemiec spoglądał na dziewczynę z coraz mniej przyjaznym wyrazem twarzy. Zdecydowana większość gości siedziała już na widowni, słuchając przemówienia, a szanse na to, że Antoinette udałoby się umknąć w tłum, były coraz mniejsze.
- Fräulein..? – zaczął mężczyzna, marszcząc brwi i robiąc krok w stronę dziewczyny.

Lucrezia Penello pokiwała z satysfakcją głową, słysząc, że Lisbeth wyraziła chęć odwiedzenia jej domu mody. Znów uśmiechnęła się do panny von Liebenfels. Poklepała dziewczynę po dłoni w poufałym geście; widocznie mało przejmowała się tym, że mimo wszystko pochodziły z nieco innych sfer. W końcu Lucrezia skupiła swoją uwagę na tym, co działo się na podwyższeniu, dając Lisbeth spokój.

Gdy oklaski dobiegły końca i wydawało się, że Jacques Galidoux zaprosi na scenę kolejnego mówcę – Christopha von Reichenau – z miejsca podniosła się nagle Arletty i niemal wybiegowym krokiem weszła na podwyższenie. Najprawdopodobniej ktoś poinformował ją, że swoje pięć minut będzie miała później, jednak gwiazda postanowiła to zignorować. Galidoux ani na moment nie zawahał się, widząc tę nieplanowaną zmianę w programie. Natychmiast usunął się na bok, robiąc miejsce zmierzającej ku mikrofonowi Arletty. Widocznie wybrał ewentualne nieprzyjemności ze strony okupantów zamiast braku profesjonalizmu.
- To tak cudowne, cudowne, że mogę być tutaj z wami – zaczęła kobieta, nadając swojemu głosowi marzycielski ton. Zrobiła krótką przerwę, uśmiechając w stronę fotoreporterów. - Sztuka też jest cudowna, ponieważ...
Zgromadzeni w hali ‘Wagram’ mieszkańcy Paryża nie dowiedzieli się jednak, dlaczego sztuka była tak cudowna, ponieważ wypowiedź Arletty przerwał nagle cały szereg wypadków.

Najpierw jakaś postać – słabo widoczna ze względu na panujące wyżej ciemności - przechyliła się przez barierkę nad podwyższeniem, trzymając w obydwu rękach pewien sporych rozmiarów przedmiot – najpewniej wiadro - a już następnej chwili na Arletty chlusnęła czerwona farba, rozbryzgując się po podwyższeniu. Opryskała również Galidouxa i część osób siedzących w pierwszych rzędach. Samej Arletty głos uwiązł w gardle, a skierowane na nią światła oraz obiektywy aparatów bezlitośnie wyłapywały przerażenie i panikę na twarzy kobiety.
Dyrektor hali ‘Wagram’ zapewne nie miał na myśli takiej „czerwonej zarazy”.

Nie był to jednak koniec atrakcji. Zaraz po tym, jak przez widownię przetoczyły się okrzyki zdumienia czy nawet pojedyncze śmiechy, wszystkie światła zgasły i sala pogrążyła się w absolutnej ciemności. Wśród rzędów, które zajmowali okupanci, momentalnie zawrzało – salę wypełniły ostre, pośpieszne rozkazy.
Ludzie – bez względu na to, gdzie siedzieli – zaczęli podnosić się ze swoich miejsc.

Tobias, który wraz z Susanne znalazł się przy stolikach dokładnie w momencie, gdy zgasły światła, najlepiej ze wszystkich gości mógł domyślać się, kto stał za tym incydentem. Zanim jeszcze w sali zapanował mrok, von Hatzfeldt zdołał zauważyć Heinricha oraz Otta wraz z Gabrielem, którzy siedzieli w sąsiadujących rzędach.


Kolejny post Mistrza Gry w tym temacie pojawi się w środę wieczorem.
Tobias, Heinrich, Otto - jeżeli zechcecie się porozumieć i przedostać na balkon, możecie pisać tutaj. Kolejkę ustalacie sami.

Jeszcze raz proszę, żeby zgłaszać w prywatnej wiadomości, jeśli nie jesteście w stanie odpisać - wystarczy dosłownie zdanie o tym, co robi postać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pon Paź 31, 2016 4:13 pm

Tylko resztki kultury powstrzymywały Otta od nachylenia się w stronę Wolffa i konspiracyjnego wyszeptania swojej opinii na temat atrakcji, w której przyszło im brać udział. Zamiast więc zabawiać kompana rozmową i nieprzyzwoitymi żartami, na które nie pozwalał mu służbowy mundur, zajął się dokładnym oglądaniem wymiętej pocztówki wciąż ściskanej w dłoni. Nie zwracał większej uwagi na to co dzieje się w sąsiednich rzędach, łowiąc uchem urywki inspirującej przemowy święcie przy tym przekonany, że sam napisałby coś o niebo lepszego, co oczywiście było bzdurą. Szczęśliwie dla niego, bo też byłby okrutnie niepocieszony, gdyby ominęło go takie przedstawienie, uniósł spojrzenie na scenę akurat w momencie, gdy mówić zaczęła Arletty. Na pewno nie takiej czerwonej kurtyny spodziewała się wielka gwiazda, po której powoli spływało coś co na oko wyglądało jak gęsta farba. Otto pośpiesznie zamknął bezwiednie otwarte usta i zakaszlał głośno chcąc ukryć śmiech, który wstrząsnął nim na widok wściekłej miny towarzysza kobiety, a swojego znajomego z Luftwaffe. Zdawał sobie sprawę, że zachowuje się niepoważnie, zdusił więc komentarz cisnący się na język, oszczędzając sąsiadom próbki humoru, którego mogliby w tej sytuacji nie docenić - szczególnie gdy zgasły światła, pogrążając salę w ciemnościach. Mein Gott, nie chciałby być w skórze osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo na wystawie. Czyjaś głowa poleci na bruk, a jemu pozostawało cieszyć się, że cała sprawa nie jest jego broszką. Gestapo będzie miało ręce pełne roboty, co do tego nie miał wątpliwości. Najchętniej pozostałby na swoim miejscu, nie chcąc potęgować paniki, która powoli zaczęła ogarniać rzędy zajęte przez jego rodaków, jednak jakaś niepokojąca myśl o byciu zestrzelonym niczym kaczka zakiełkowała w niemieckiej głowie. Wzdrygnął się, odnajdując palcami rękaw marynarki Gabriela i szarpiąc go lekko, chcąc zwrócić na siebie uwagę mężczyzny.
- Idę zobaczyć czy da się wejść na balkon - idziesz ze mną? miał zadać to pytanie, ugryzł się jednak w język. Co jeżeli to była dopiero pierwsza część przedstawienia? Wolff nie był jednym z jego ludzi, którymi mógłby dyrygować i szafować, zajmował się smażeniem naleśników i pieczeniem strudli, nie poszerzaniem wpływów Rzeszy, jak łagodnie określał wszelkie działania wojenne. A chociaż bieganie za sabotażystami nie należało do obowiązków Otta to bezczynność była rzeczą zupełnie nie leżącą w jego naturze, szczególnie gdy przed oczami stawała mu postać mająca doskonałą pozycję do oddania serii strzałów w tłum Niemców. Nie chciał być kaczką, a taki scenariusz podsuwała mu wyobraźnia, w której niewiele było optymizmu. Jednak... czy posunęliby się do czegoś podobnego? Mimo wszystko wątpił; konsekwencje byłyby zbyt przykre. Dla wszystkich. Puszczając rękaw Gabriela, wyminął go i przepchnął się przez tłum w stronę, gdzie wcześniej widział schody prowadzące na wyższe kondygnacje. Rozglądał się wokół i choć niewiele widział miał nadzieję, że uda mu się dostrzec znajomą wśród wojskowych twarz. Tym razem szczęście mu sprzyjało, bo prawie od razu natknął się na Hatzfeldta i wciąż towarzyszącą mu Suzanne.
- Herr Major - przywitał się oficjalnie, jak należało to zrobić w miejscu publicznym i w obecności kobiety, której również skinął głową, nie poświęcając jej jednak większej uwagi. - Widziałem was na balkonie, panie majorze. Świetne wyczucie czasu... - czy za tym stwierdzeniem kryło się pytanie odnośnie całego zamieszania? W tym wszystkim zapomniał, że Suzanne nie zna niemieckiego, a co za tym szło nie przeszedł na francuski.

/zt, przeskok na balkon?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Wto Lis 01, 2016 5:09 pm

Wysłuchiwał przemowy, rozpuszczając swój czujny wzrok po sali. Było to dla niego dziwne i niesmaczne, że tak pokaźna liczba Francuzów pogodziła się z okupacja. Wydawało mu się, że niektórzy nawet się dopasowali, polubili ją, zaakceptowali fakt, że są częścią Rzeszy.
Był święcie przekonany, że w Stanach nigdy by to nie przeszło. Smutku dodawał mu fakt, że zawsze odbierał Francuzów jako sojuszników. Kiedyś oni pomogli walczyć im o wolność, później, choć nie tak dawno temu, Amerykanie przybyli na pomoc Francuzom, a teraz? Gdzie jest waleczność Napoleona, gdzie nieustępliwość Robespierre'a? Czy Francuskie ideały poszły w las razem z partyzantami?
Milczał przez długi czas po komentarzu Francuza, ale później odpowiedział na jego zażalenia.
-Jak będziesz się głośniej wychylał z takimi komentarzami to posadzą was nie w ostatnim rzędzie, a w zimnej celi. - Odpowiedział po Francusku.
Kiedy ludzie oddają swoje życie, zwalczając Niemiecką okupacje, Francuzi walczą krytyką słowną. Ironia losu jedna za drugą.
-A Siostra co o tym myśli, czy to przywilej, że Niemcy w ogóle wpuścili nas na tę wystawę. Czy siedzenie w ostatnim rzędzie to akt barbarzyństwa, porównywalny z nagonką na Żydów? - Było w tym zdaniu sporo szydery. Okupacja przecież była łagodna dla każdego Francuza, który nie wychylał nosa, trzymał głowę nisko i nie krytykował nowej władzy, a oni jeszcze mieli czelność narzekać, ale brak odwagi by porwać się na okupanta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Wto Lis 01, 2016 7:19 pm

Była dość zagubiona w tłumie, który okazał się być jej wrogiem. Wpuszczona do paszczy lwa zgubiła się gdzieś po drodze, a to sprawiło, że na moment czy dwa zapomniała o bożym świecie. Informacja, że powinna udać się do swojego ojca całkowicie ją sparaliżowała, bo przecież nie widziała go dwa lata. Częściowo obarczała mężczyznę za śmierć matki, a także fakt, że nie potrafił być dla niej dobrym miejscem. Obrazy zlewały się w jedno, przez co traciła poczucie rzeczywistości, ale to nie było najgorsze; najgorsze dopiero miało nadejść.
Z błogiego zamyślenia wyrwał ją głos mężczyzny, a to sprawiło, że z trudem łapała powietrze. Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, które zaszkliły się niebezpiecznie, a serce zakołowało w piersi. Nie chciała iść do ojca, toteż pospiesznie odwróciła wzrok od tak znajomej sylwetki mężczyzny i wbiła ciemne tęczówki w Niemca.
- Źle się poczułam, to tylko trema przed występem - wydusiła z siebie niemal na jednym wydechu, a jej stan ewidentnie wskazywał, że nie kłamała choć częściowo mijała się z prawdą. - Gram tu dzisiaj koncert... - wyjaśniła i wskazała na skrzypce. I kiedy skończyła się tłumaczyć, a raczej szukć wymówki by pozwolono jej odejść, usłyszała za plecami głos kobiety. Wywróciła jedynie teatralnie oczami, gdyż ten teatrzyk miał się skończyć, a nie rozpoczynać na nowo. Wypuściła ze świstem powietrze, a po chwili spojrzała na Niemca. - Mogę przejść? - spytała a następnie zrobiła krok w tył. Miała nadzieję, że wmiesza się w tłum, który skupił się na zadufanej w sobie gwiazduni. Przynajmniej ma nauczkę, by nie pchała się ze swoim wielkim ego na przód. - Przepraszam za kłopot.


Ostatnio zmieniony przez Antoinette Molière dnia Sro Lis 02, 2016 10:46 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sro Lis 02, 2016 12:47 pm

Poufały gest Lucrezii nie zrobił na Lisbeth wielkiego wrażenia, pulchna kobieta mogłaby ją nawet poklepać po głowie, gdyby tylko miało to zapewnić możliwość nieograniczonych zakupów w jej butiku. Dzisiejszego wieczora przecież i tak było już po wszystkim, nastrój się ulotnił, a panienka von Liebenfels jakby przestała zwracać uwagę na to, co powinna, a co nie. Skoro jutro miała być wymalowana w gazetach jako ta kopiująca stroje gwiazdy, równie dobrze może sobie podarować już te wszystkie konwenanse.
Zwłaszcza, że miała ochotę podnieść się i wytargać Arletty za włosy, gdy ta nieoczekiwanie ruszyła ze swojego miejsca i niemalże wskoczyła na podium, domagając się uwagi i krzyżując plany organizatorów oraz Christopha. Grymas wykrzywił twarz Lisbeth, ale obserwowała ona starania aktoreczki i zdążyła nawet mruknąć pod nosem ciche „Schlampe”, gdy los nagrodził ją za wszystkie przeciwności.
Czerwona farba polała się obficie tuż po tym, jak gwiazda estrady usiłowała ułożyć elokwentne zdanie, po sali poniosły się oburzone okrzyki, a Lis miała taką minę, jakby zbliżały się jej urodziny. I cóż z tego, że jej własna suknia także została lekko ochlapana farbą? Najważniejsze, że ktoś zdecydował się utrzeć nosa tej aroganckiej małpie. Gdzie teraz był jej kochaś z Luftwaffe? Blondynka zerknęła szybko na towarzysza Arletty, ale zapadająca nagle ciemność uniemożliwiła jej jakąkolwiek obserwację.
Wszystkie światła zgasły i sala pogrążyła się w natychmiastowej ciemności. Von Liebenfels miała w sobie na tyle instynktu samozachowawczego, by choć na moment przestać zaśmiewać się z psikusa spłatanego aktorce i zastanowić się, co powinna robić dalej. Natychmiast podniosła się ze swojego miejsca, ale taki pomysł mieli, zdaje się, wszyscy dookoła. Nie chciała być stratowana, ale nie zamierzała także czekać w ciemnościach na ratunek.
- Proszę mnie natychmiast przepuścić… och, czuję, że zaraz zemdleję… schneller!  - rozkazy mieszały się z kobiecymi sposobami na przedostanie się przez tłum, a Lisbeth po omacku próbowała jak najszybciej dostać się do głównego wyjścia (D).

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sro Lis 02, 2016 8:12 pm

Ignorowanie słów osób siedzących tuż obok może i nie należało do najbardziej kulturalnych gestów, na jakie powinna zdobywać się siostra zakonna, lecz przecież istniały sprawy, o których słyszeć nie powinna. Narzekanie na obecną władzę i to jeszcze podczas wystawy przez nią organizowanej, było niczym przybijanie gwoździa do własnej trumny, a Lucette nie miała jeszcze chęci żegnać się ze swoim życiem. Puściła więc uwagę mimo uszu i szczerze życzyłaby sobie, aby ksiądz poparł ją w tej jednej rzeczy. Już nawet prawie uwierzyła, że jegomość odpuści, a wtedy David wtrącił się, jej zdaniem już niepotrzebnie. Milczenie było przecież bardziej wymowne niż strzępienie języka na pouczanie niezadowolonych Francuzów, westchnęła więc już po cichu, usiłując powrócić do przemówienia dyrektora, a w duchu modląc się, żeby z wyjątkiem niego nikt już więcej nic nie mówił.
Jej towarzysz najwyraźniej miał jednak inne plany, dalej usiłując wciągnąć w bezsensowną dyskusję. Niechętnie odkleiła wzrok od wzniesienia, pozwalając, aby pozostałe słowa otwierające wystawy umknęły w natłoku innych informacji. - Myślę, że chwilowo to nie jest najlepszy temat na tę dyskusję - stwierdziła ostrożnie, po cichu, ale również dosadnie, bo przecież sąsiad mógł słuchać, o czym rozmawiają i chcieć kontynuować temat, a na to nie powinno pozwolić żadne z nich. W innych okolicznościach, w bezpiecznym miejscu i z dala od niechcianego towarzystwa chętnie podywagowałaby na ten temat, ale absolutnie nie w tym momencie.
Przeczucie jak widać nie zawiodło jej, bo chwilę po tym, jak Arletty pojawiła się na scenie, zadziała się rzecz niesamowita; do tej pory Lucette nie wierzyła w cuda, a tu, proszę bardzo, na własnych oczach mogła oglądać coś niewiarygodnego. Nie miała pojęcia, skąd tak naprawdę wzięła się farba, ale mimowolny uśmiech pojawił się na do tej pory ściągniętych wargach. Musiała zasłonić buzię, aby postronni nie dostrzegli, jak bardzo, zamiast współczuć, bawiła ją sytuacja, w jakiej znalazła się aktoreczka. Wcale nie było jej szkoda kobiety, najwyraźniej po prostu na to zasłużyła.
Do śmiechu przestało jej być w momencie, w którym zgasły światła i wśród publiczności również zapanował chaos. Wstała pośpiesznie, początkowo próbując przebić wzrokiem ciemność i połapać się w wydawanych rozkazach. Pamiętała też, że niedaleko za ostatnim rzędem, w którym siedziała po lewej stronie, widziała drzwi, prawdopodobnie ewakuacyjne. Jeśli ktokolwiek zamierzał prowadzić akcję, zapewne tamtędy, a że sama miała dość blisko, zaczęła zmierzać w tamtą stronę. - Jeśli dobrze pamiętam, za naszym rzędem są drzwi i chyba najlepiej byłoby do nich dotrzeć - powiedziała do Davida, dając znać, że ona zamierza to zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sro Lis 02, 2016 11:15 pm

W całej sali narastało napięcie. Ciemności były łatwą drogą do paniki, która powoli zaczynała udzielać się gościom. Nikt już się nie śmiał, ale ze strony podwyższenia dobiegał trochę niewyraźny głos Jacquesa Galidouxa, który nerwowo wzywał pracowników hali, aby włączyli z powrotem światło. Jego mikrofon również nie działał. Słychać też było cichy kobiecy płacz i wyglądało na to, że należał on do Arletty, do której próbowali przedostać się ochroniarze. Okupanci tymczasem opuszczali jak najszybciej swoje miejsca; dało się też słyszeć charakterystyczne odgłosy odbezpieczanej broni, ale nie padł jeszcze żaden strzał.
Tylko spokój mógł uratować tak duże skupisko ludzi przed absolutnym chaosem, choć tylko nieliczni wiedzieli już, że był on nieunikniony.

Siedząca obok Gabriela para po omacku opuściła swoje miejsca, depcząc Wolffowi po butach. Inni ludzie szybko wzięli z nich przykład i również zaczynali podnosić się ze swoich foteli.

Choć wokół panowały ciemności, Antoinette mogła odnieść wrażenie, że Niemiec nadal nie spuszczał jej ze wzroku.
- Trema, co? - odezwał się. Zaraz potem rozległo się kilka szelestów i dźwięk odbezpieczanej broni. - Chyba nici z koncertu.
Niemiec zrobił krok w stronę cofającej się Antoinette. Wyglądało na to, że nie zamierzał odpuścić, więc być może i tym razem Antoinette powinna była spróbować ucieczki, nawet po omacku.

Lucette i David mieli szczęście, że zdecydowali się usiąść z tyłu. Wyjście ewakuacyjne rzeczywiście znajdowało się niedaleko, ale wiele osób już zaczęło zmierzać w tamtą stronę, boleśnie szturchając łokciami Lucette i popychając Davida. Zdawało się też, że ktoś nawoływał, aby goście kierowali się w tamtą stronę.

Jeśli Heinrich miał zamiar podążyć za Ottem i Tobiasem, bez wątpienia było to teraz znacznie trudniejsze. Obydwaj mężczyźni byli już na schodach, a drogę do nich odcięła Heinrichowi grupa osób, które również opuściły swoje miejsca, chcąc znaleźć wyjście.

Przez moment wydawało się, że nikt nie zwróci uwagi na rozkazy Lisbeth. Sam Christoph zniknął gdzieś w tłumie, dołączając do innych okupantów, którzy usiłowali zapanować nad sytuacją. Ludzie potrącali Lisbeth, przydeptując jej sukienkę, i minęła dopiero dłuższa chwila, zanim ktoś w końcu zareagował.
- Przepuścić tę panienkę! W tej chwili! - rozległ się męski głos, po czym Lisbeth mogła poczuć, że ktoś delikatnie otacza ją ramieniem. - Czy wszystko w porządku?
Choć panna von Liebenfels nie mogła widzieć swojego wybawcy, to jednak jego głos brzmiał pewnie i stanowczo. Nieznajomy mężczyzna prowadził ją blisko foteli, które póki co wyznaczały jedyny punkt orientacyjny w ciemności. Mężczyzna zdawał się jednak podążać w stronę głównego wyjścia.


Kolejny post Mistrza Gry w tym temacie pojawi się w sobotę około piętnastej (5 listopada).
Dokładny termin podany zgodnie z prośbą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Czw Lis 03, 2016 6:04 pm

Wydawało się, że Francuzi nie lubią obnosić się z kontrowersyjną tematyką w takich miejscach. Davidowi dyskusje polityczne nie przeszkadzały, dopóki nie docierały do Niemieckich uszów.
Nie kontynuował jednak swojej małej dywagacji, bo nie było na to czasu. Został bowiem zamurowany, tym co właśnie się wydarzyło. Wiadro farby spadło na Arlette, potem nagle zgasły wszystkie światła, a ludzie zaczęli panikować. On jeszcze przez moment był zszokowany tym co się stało. W jego głowie nie tyle kręciło się pytanie "Kto to zrobi", bardziej "Po co, dlaczego?".
W końcu stał z miejsca i razem z Lucette zaczęli kierować się do wyjścia ewakuacyjnego.
-Fuck... - rzucił cicho pod nosem, przebijając się przez coraz gęstszy tłum, który pchał się do wyjścia. Ludzie obijali się łokciami i przepychali nawzajem. Gdyby ktoś teraz upadł, mógłby zostać stratowany żywcem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Lis 04, 2016 1:07 pm

Piętnaście sekund.
Strach to zdrowe uczucie, dopóki zmusza nas do myślenia – dawno temu usłyszał to pięć tysięcy metrów nad ziemią i uznał, że to dobre rozwiązanie. A raczej najmniej złe, lecz czasami nie można liczyć na więcej – zupełnie jak teraz.
Czternaście sekund.
Drzwi ustąpiły pod stanowczym, potężnym pchnięciem, na krótki moment wypuszczając na zewnątrz jasną smugę światła – panująca w sali głównej ciemność brutalnie kontrastowała z jadowitą bielą jarzeniówek, które zostawił za sobą w mniejszym z pomieszczeń. Szerokie pasmo jasności zamieniło się w żałośnie wąską smużkę, gdy drzwi przymknęły się za plecami Fiodora – na obrzeżach jego umysłu zatańczyła irracjonalna myśl, że powinien zamknąć je na dobre, zupełnie jakby to miało powstrzymać…
Trzynaście, dwanaście, jedenaście sekund.
Zanurzył się w mroku absolutnym, tracąc trzy cenne sekundy na przyzwyczajenie wzroku do ciemności – musnął dłonią oparcie krzesła, przeszedł przez rozproszone obrzeża tłumu, który panicznie parł w stronę drzwi, po czym
Dziesięć sekund
ruszył prosto przed siebie. Nie do wyjścia, nie w sam środek stłoczonych ciał, pośród których wyczuwał  narastający strach, lecz samym brzegiem rzędów krzeseł, każdym dotknięciem drewnianego oparcia odliczając sekundy dzielące go od śmierci. Langsam, langsam aber sicher – jak mawiali Niemcy. Powoli, powoli, byle do skutku.
Dziewięć.
Ludzie pozwalali, by kierowały nimi emocje, popychali się nawzajem, uderzali łokciami, wykrzykiwali bezcelowe obelgi. Siedem tysięcy metrów nad ziemią usłyszał, że szaleńczy strach i szaleńcza odwaga to dwie strony tego samego liścia pokrzywy i lepiej nie chwytać za żaden z nich. Teraz zdumiewały go wyłącznie dwie rzeczy: to, że potrafił usprawiedliwić tymi słowami pozostawienie za sobą ładunku i to, że po trzynastu latach bezbłędnie przywołał je z pamięci.
Osiem.
Po lewej miał pierwszy rząd krzeseł, po prawej – schody, które prowadziły na podwyższenie, wystarczyło, aby skręcił w lewo i przeszedł tuż obok podwyższenia, ale…
Siedem.
Uderzenie nie było mocne, stanowiło za to całkowite zaskoczenie; coś wpadło na niego z impetem właściwym wyłącznie pogrążonemu w panice człowiekowi i Fiodor pojął, że to nie coś, lecz ktoś – ktoś niski, leciutki i drobny jak… dziecko?
Sześć.
Stracił sekundę i zaprzepaściłby kolejną, gdyby nie ramię, które odruchowo objęło talię kobiety; zrozumiał swój wcześniejszy błąd w chwili, gdy palce musnęły bynajmniej nie dziecięce biodro, natychmiast – jakby w przestrachu – umykając przed tym przypadkowym dotykiem.
- Głowa nisko, schyl się! – miał wrażenie, że mówi wprost do ucha dziewczyny, choć to nie miało teraz żadnego znaczenia; zostały im cztery sekundy, czas przeciekał przez palce jak suchy, drobny piasek, Fiodor ostatnie metry pokonał niemal niosąc tą, która na niego wpadła, tą, którą w przypływie heroizmu, odruchu bądź zwykłej przyzwoitości odciągał od drzwi, za którymi dopalał się lont.
Trzy.
Zderzył się z podwyższeniem, źle oceniając odległość – krótki, tępy ból w boku był jednak niewielką ceną za prowizoryczną osłonę, jaką gwarantował podest; niemal popchnął dziewczynę do łukowatego kąta pomiędzy podwyższeniem a schodami prowadzącymi pod balkon, tuż na wysokości lewego sektora pogrążonych w mroku rzędów krzeseł.
Dwa.
Kolejny odruch, tym razem będący niczym więcej jak wyniesionym z armii przyzwyczajeniem – nawet przez moment nie pomyślał, że Antoinette może źle odczytać jego zamiary, że – osłaniając ją własnym ciałem – przekracza pewną nieprzekraczalną granicę, że ukrywając ją przed falą wybuchu i grożącym zawaleniem sufitem narusza jej prywatność. Zresztą, pieprzyć prywatność - po raz kolejny w imię ojczyzny narażał własne życie, więc nawet jeśli czuła przerażenie, mając nad sobą Fiodora w całej okazałości, prawdziwy strach miał dopiero nadejść.
Jeden.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Lis 05, 2016 2:05 pm

W takich chwilach jak ta, szczerze żałowała faktu, iż chowa się pod osłoną habitu.
Doskonale wiedziała, że nie może tak po prostu trącić kogoś łokciem, popchnąć i przedostać się do przodu. Wystarczająco zwracała na siebie uwagę, decydując się przyjść na wystawę pod zasłoną siostry zakonnej. Jeśli teraz nagle wykazałaby się brakiem taktu oraz tej całej miłości chrześcijańskiej i chęci poświęcenia się dla dobra ogółu, mógłby spotkać ją lincz ze strony szarych mieszkańców Paryża. Musiała więc wyważyć siebie w całej tej sytuacji, pilnować, aby pomimo upartego zmierzania w stronę wyjścia, niepotrzebnie nie zaatakować nikogo innego. Nie zważała nawet na niemieckie pokrzykiwania Galidouxa czy płacz Arletty, który w każdych innych okolicznościach byłby jak muzyka dla jej uszu - teraz gorączkowo myślała tylko o tym, aby przedostać się do przodu i jednocześnie uniknąć zdeptania przez wyższych gości. Nie rozglądała się już nawet za księdzem, który zniknął gdzieś w tłumie uciekających - nie było na to czasu i miejsca, zresztą, nawet jeżeli bardzo by chciała, niski wzrost uniemożliwiał jej choćby zlokalizowanie, w jakim miejscu znajduje się mężczyzna.
Zaciskała ze złości szczęki za każdym razem, gdy ktoś ją potrącał lub uderzał łokciem, nie mówiła jednak kompletnie nic, decydując się zostawić co ostrzejsze słowa dla samej siebie, kiedy już w końcu opuści salę. Pozwalała, aby niektórzy przepychali się przed nią, innym razem udawała, że nie zauważyła kogoś, kto próbował się wepchnąć. Oprócz tego cały czas starała się szukać dziur i przesmyków w tłumie, wykorzystując swój wzrost, aby przejść pomiędzy wolnymi przestrzeniami, jeśli tylko takie się pojawiały. Było jej niesamowicie gorąco, a do tego welon zaczynał zsuwać się z włosów - co rusz musiała więc poprawiać go lub przytrzymywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Lis 05, 2016 2:59 pm

W obecnej sytuacji pozbyła się wszelkich skrupułów i parła przed siebie, nie zwracając uwagi na to, że może kogoś uderzyć bądź popchnąć. W tej ciemności i tak nie rozpoznawała nikogo, sama też pozostając niemalże anonimowa, więc odepchnięcie łokciem ciężarnej żony jednego z oficerów nie zaliczało się do grona złych uczynków. Liczyło się tylko i wyłącznie przedostanie do wyjścia, tego zwykłego, bo o ewakuacyjnym nawet nie pomyślała, nie marnując wcześniej czasu na podziwianie planów budynku.
Dlaczego ludzie nie rozstępowali się, słysząc jej słowa? Co, gdyby rzeczywiście miała tam zemdleć, czy nikt by się nie przejął? Ach, gdyby tylko był tu jej ojciec, już stałaby bezpieczna na zewnątrz i kierowała się do domu. Zamiast tego musiała się przeciskać w tłumie ludzi, w ciemności, deptać i być deptaną przez dziesiątki stóp. Zgrzytała zębami, ale to nic nie dawało, znajdowała się w tej szarej masie, podążającej do głównych drzwi. Ciekawe, gdzie była Lucrezia i czy pamiętała o swoim zaproszeniu?
I wtem obok jej ucha rozległ się męski głos, a silne ramiona objęły ją i poczuła nagle, że poruszanie się między panikującymi ludźmi stało się nagle prostsze. Podniosła głowę, ale nie widziała dobrze twarzy swojego wybawcy, nie rozpoznawała także jego głosu.
- Tak, tylko trochę mi słabo. Wyjdźmy stąd czym prędzej – zdecydowała się podkolorować trochę swój stan i zawierzyć nieznajomemu.
Objęła go w pasie i zdecydowanie poruszała się do przodu; jako para mogli zadziałać w tłumie ludzi niczym taran, drzwi znajdowały się przecież już tak blisko, jeszcze tylko kilka kroków i świeże, mroźne powietrze uderzy ją w twarz. Póki co, schowała ją jednak w ramionach mężczyzny, zapominając całkiem o tym, z którym tu przybyła. On przecież także zapomniał o niej, więc w tej chwili nie zasługiwał nawet na jedną, krótką myśl.


_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Lis 05, 2016 3:31 pm

Wiele wskazywało, że Paryż na długo miał zapamiętać ten wieczór.

Pozostawiony przez grupę komunistów dynamit eksplodował, wypełniając salę hukiem, który niemal natychmiast zlał się z krzykami ludzi i strzałami na balkonie. Powietrze nagle stało się ciężkie, pełne dymu i pyłu. Cała wschodnia ściana, przy której jeszcze przed sekundą znajdowała się strefa ze stolikami, praktycznie przestała istnieć. Eksplozja wyrzuciła w tłum i na widownię dziesiątki odłamków, jednak najbardziej ucierpiał prawy sektor i rzędy znajdujące się najbliżej feralnych drzwi prowadzących do sali z ekspozycją.

Gabriel miał sporo szczęścia - choć znajdował się w prawym sektorze widowni, najbardziej narażonym na wybuch, to jednak przepychający się wokół niego ludzie zdołali uchronić go od silniejszych skutków eksplozji. Wielu z nich zostało trafionych odłamkami i straciło równowagę, przewracając się na Wolffa. Gabriel był unieruchomiony w fotelu, zaczynało mu dzwonić w uszach, a dopływ tlenu drastycznie się zmniejszył.

Lucette i David znaleźli się w samym środku chaosu, który zapanował dosłownie kilka chwil po wybuchu. O ile wcześniej ludzie tylko przepychali się i potrącali, o tyle teraz próbowali biec w stronę wyjścia. W tej części sali głównym skutkiem eksplozji był deszcz odłamków ściany - mniejszych lub większych - które trafiły w tłum, wywołując jeszcze większą panikę. David mógł poczuć, że jeden z nich, wyjątkowo ostry, uderzył go w głowę, co spowodowało, że mężczyzna zachwiał się, potrącany dodatkowo przez przerażonych ludzi. Kark zalała mu krew.
Lucette mogła z kolei poczuć, że ktoś, kto znajdował się za nią, niemal upadł, w ostatnim momencie wyciągając ręce i chwytając się welonu kobiety. Brakowało dosłownie chwili, by oboje stracili równowagę.
Jedyną nadzieję stanowiło słabe światło gdzieś daleko w tłumie. Bardzo prawdopodobne było to, że ktoś wyważył drzwi wyjścia ewakuacyjnego, aby światło ulicznych latarni, które znajdowały się na zewnątrz, stanowiło pewien drogowskaz dla spanikowanych gości.

Lisbeth oraz nieznajomy mężczyzna znajdowali się już nieco bliżej głównego wyjścia. Przez spanikowane krzyki przebijało się wołanie, by ludzie kierowali się na lewo, gdzie znajdowały się drzwi. Tłum deptał jednak po tych, którzy mieli mniej szczęścia, a powietrze było tak gęste od pyłu, że oddychanie sprawiało Lisbeth trudności.
W pewnym momencie nastąpiła kolejna tragedia - jeden ze zdobiących sufit żyrandoli runął nieopodal panny von Liebenfels i jej wybawcy dosłownie w tej samej chwili, gdy tłum potrącił mężczyznę, oddzielając go od Lisbeth. Po jego jęku można było wywnioskować, że ciężki, metalowy przedmiot przygwoździł go do ziemi. Lisbeth musiała zdecydować, kto w tym momencie bardziej potrzebował ratunku.

Kryjówka Fiodora i Antoinette pozwoliła im uniknąć trafienia odłamkami. Huk eksplozji był jednak tak głośny, że Fiodorowi natychmiast zaczęło dzwonić w uszach. Wokół zaroiło się od okupantów, którzy wydawali chaotyczne rozkazy, nawoływali swoje żony bądź próbowali podnieść się z podłogi. Nie dalej jak metr od Fiodora i Antoinette jakiś mężczyzna jęczał cicho po francusku. Po głosie mogli w nim rozpoznać Galidouxa, który najwyraźniej nie zdążył zejść z podwyższenia i musiał  być ranny.


Kolejny post Mistrza Gry pojawi się we wtorek wieczorem (8 listopada).
Skutki wybuchu dotyczące balkonu zostaną opisane w jutrzejszym poście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Lis 06, 2016 12:11 am

Podobno panika to najgorszy doradca. Wolff sam nie był pewien, czy to jej właśnie się posłuchał, czy wręcz przeciwnie. Wszak nie ruszył się razem z dzikim tłumem w pogoni za wolnością, która w wypadku takiego chaosu była praktycznie nie do osiągnięcia. Nie poszedł za Ottem, chociaż mógł. Siedział natomiast na swoim miejscu. Bezradny? Raczej niezaangażowany, rzucony w wir zawieruchy dwóch wrogich stron, kiedy to nie opowiadał się za żadną z nich. Co powinien robić? Uciekać jak ci wszyscy tchórze, którzy po zwietrzeniu zgniłego zapachu strachu rzucili się do wyjścia niczym spłoszona zwierzyna? A może udawać, że chce walczyć dla Rzeszy? Umiał kłamać, zwłaszcza jeśli miało to na celu zadbanie o siebie, ale teraz jakoś tego nie zrobił. Zamarł na tym cholernym krzesełku nie wiedząc, co powinien zrobić i dopiero teraz docierało do niego, że nie była to mimo wszystko najsłuszniejsza decyzja.
Huk był ogłuszający, znajdował się niebezpiecznie blisko jego źródła i mógł być szczęśliwy, że nie ogłuchł. Póki co dzwoniło mu donośnie w uszach, ale przez ten dziwny odgłos docierał do niego harmider otoczenia. Zgodnie z wszelką logiką chciał się szarpnąć, zrywając z krzesła i uciekając z tego piekiełka, ale nie zdążył. Nie przygniotły go jednak wszelkie odłamki tylko ludzie. Wpadający na siebie w czystej panice, Niemcy i Francuzi, odrzuceni siłą wybuchu, potykający się czy ścięci z nóg. Gabriel z wściekłością wciągnął powietrze, co uświadomiło mu jak nagle ciężki się zrobiło. Wszędzie był pył, a tlenu coraz mniej. Wiedział, że przyjście na tę cholerną wystawę to był głupi pomysł. Nie miał jednak zamiaru dalej biernie się przyglądać i czekać na ratunek. Zaczął się gorączkowo przepychać, czy raczej odpychać, od ludzi, którzy stracili równowagę i ośmielili się na niego upaść. Brak empatii zdecydowanie pomagał mu w tych próbach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Lis 06, 2016 4:12 pm

Już tylko kilka kroków dzieliło ją od głównych drzwi, a choć tłum napierał i co jakiś czas ktoś nadeptywał jej na stopy, w tej chwili zdawała się nie zwracać na to uwagi. Byle tylko przedostać się do wyjścia, faktycznie nie zemdleć i zobaczyć twarz nieznajomego wybawiciela. Lisbeth była pewna, że było to przystojny mężczyzna, najpewniej blondyn z niebieskimi oczami i wysokim stopniem wojskowym, a ich znajomość potoczy się dalej jak w bajce.
Ale w bajkach nie było miejsca na wybuchy.
Budynek Hali Wagram zatrząsnął się w posadach, a blondynka mocniej wczepiła w marynarkę swojego towarzysza i robiła wszystko, żeby nie upaść. Nie podnosiła głowy, nie rozglądała się – teraz nie obchodziło ją kto podłożył ładunek i dlaczego to zrobił. Ludzie krzyczeli, dookoła unosił się duszący pył, który drażnił jej nozdrza i gardło, oddychanie stało się nagle o wiele trudniejsze, niż przed chwilą… Przez moment dzwoniło jej w uszach, ale gdy tylko odzyskała równowagę podjęła próbę dalszej wędrówki ku drzwiom, w obawie, że budynek nie wytrzyma kolejnej serii ewentualnych wybuchów.
Łapczywie łapiąc oddech, starała się przytrzymywać swojego wybawiciela, a ten wydawał się robić wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo. I kiedy już wydawało się, że za chwilę opuszczą halę, że uda im się wyjść na zewnątrz, spanikowany tłum potrącił mężczyznę, oddzielając go od Lisbeth. Dosłownie chwilę po tym rozległ się trzask, a dziwnie znajomy odgłos podpowiedział dziewczynie, że żyrandol za moment runie w dół. Nie zdążyła jednak pisnąć ani słowa, gdy przedmiot spadł na ziemię, przyciskając do niej nieznajomego, który wcześniej pomagał jej przedostać się do wyjścia.
Blondynka oddychała coraz ciężej, czując, że jest to nie tylko wina wszechobecnego pyłu, ale także udzielającej jej się paniki. Miała wrażenie, że nagle została obarczona okropną decyzją.
On czy ja?
Niewiele myśląc, wyciągnęła rękę w tłum i złapała za ramię pierwszego lepszego mężczyznę, mocno ciągnąc go w swoim kierunku. Nie widząc dobrze jego twarzy, mogłaby wyłowić z tej szarej masy samego Fuhrera, a i tak rozkazałaby mu lodowatym tonem:
- Czy ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, kto tam leży? Znajdź ludzi i podnieście ten żyrandol, inaczej dostaniesz kulę między oczy, gdy tylko stąd wyjdziesz – puściła materiał jego marynarki i nie zamierzała czekać dłużej.
Ruszyła do wyjścia, nie oglądając się za siebie. Bez sentymentów.

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pon Lis 07, 2016 5:57 pm

Wydawało się, że tłum zmierzający do jednego, malutkiego wyjścia to najgorsze, co może przytrafić się w podobnych okolicznościach. Nikt przecież nie był w stanie nad nim zapanować, stanowił mieszankę desperacji, zmęczenia, strachu oraz egoizmu, niszczycielską maszynę, całym czas prącą przed siebie, byle tylko ochronić własną głowę, byle nie zostać i nie zginąć. Nie miała czasu ani miejsca oceniać tych wszystkich ludzi - w grupie każdy reaguje w sposób podobny, podążając za nieoficjalnie wyznaczonym liderem lub, tak jak w tym przypadku, wizją. Przez krótki moment łudziła się, że może i dałoby radę jakoś nad tym zapanować, może mogłaby przemówić do rozsądku kilku najbliższym osobom, ale zanim zdążyła to zrobić lub przynajmniej podjąć jakąkolwiek próbę, nastąpił niespodziewany wybuch, a ten z kolei sprawił, że wizja szczęśliwego zakończenia wystawy ostatecznie runęła niczym przysłowiowy domek z kart.
Hałas i zniszczenia wywołały nie tylko panikę wśród i tak przerażonych już gości, ale również fizyczne skutki w postaci niespodziewanego deszczu pobliskiej ściany, której elementy spadały na kolejnych nieszczęśników. Słyszała krzyki, kolejne echa ciał upadających na podłogę i sama odruchowo zaczęła osłaniać głowę przed ewentualnymi tynkowymi resztkami. Chyba tylko cudem znalazła się w grupie niezagrożonej katastrofę, choć zaraz potem okazało się, że nawet jej szczęście dziś nie dopisuje. Welon, który i tak desperacko przytrzymywała od paru dłuższych minut, nagle znów niebezpiecznie naprężył się, lecz tym razem na o wiele dłuższy moment niż dotychczas. Nie widziała, kto zdążył się go uchwycić, ale jeśli była to osoba nie tak ciężka, zaciskając mocno zęby, spróbowała utrzymać równowagę, decydując się puścić materiał i próbując szybko odpiąć go od piekącej skóry głowy. Szarpiąc za welon, liczyła się już nawet z wyrwaniem tych kilkunastu jasnych włosów, ale naprawdę wolałaby oszczędzić sobie wątpliwej przyjemności upadnięcia na kogoś, być może złamania mu którejkolwiek z kości i jeszcze samej doznania zdeptania przez tłum. Miała tylko nadzieję, że jej gest był na tyle szybki oraz zdecydowany, że zdążyła uniknąć bliskiego zderzenia z obcym, a jeśli nie, że przynajmniej zdąży szybko zareagować, żeby niepotrzebnie nikogo nie przygniatać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Wto Lis 08, 2016 12:46 pm

Była przerażona i nie miała pojęcia, co tak naprawdę powinna zrobić. Wiedziała, że ją pamięta - musiał. Przyglądał jej się zbyt badawczo, by wątpić w winę, której się dopuściła kilka tygodni temu. Uciekała w końcu co jakiś czas odwracając się za siebie, aż w końcu szczęśliwy los okazał się łaskawy, a czy i dziś tak mogło być? Nabrała w powietrza płuca, gdy zbliżył się bardziej, na co sama cofnęła się o krok.
- Ja... Ja... - mruczała niewyraźnie pod nosem, bo słowa ugrzęzły w gardle i nie była w stanie wydusić z siebie nic więcej. Przyglądała się niemcowi, który zdawał się być nieprzejednany, ale nie miała wyboru, a przynajmniej nie pozostawiał go dziewczynie, która potrafiła postawić wszystko na jedną kartę, by uratować swoją skórę. Dźwięk odbezpieczanej broni był jedynie kolejnym argumentem do tego, by uciec od nieznajomego żołnierza. Co by się stało, gdyby nie znalazłaby w sobie dostatecznie dużo odwagi na to? Bez większego zastanowienia ruszyła przed siebie i przeciskała się po raz kolejny pomiędzy ludźmi, którzy ewidentnie nie ułatwiali, a przynajmniej - nie mieli zamiaru ułatwiać niczego. Nabrała powietrza w płuca, aż w końcu z trudem przedarła się przez grupkę kilku osób, a zaraz potem poczuła silne odepchnięcie. Nie przypuszczała, że sama jest powodem nagłego wypadku, bo przecież była pewna, że patrzyła przed siebie. W tych warunkach było to jednak utrudnione, toteż od razu zaparła się rękami i nogami, by czasem ściana, w którą wpadła nie postanowiła jej ukatrupić za nieuwagę.
- Chcę tylko przejść, proszę! - krzyknęła desperacko, a chwilę później nie było już szansy na to, by się uwolnić. Tkwiła w ramionach człowieka, który sprawiał wrażenie dojrzałego i dużo starszego, toteż wbiła w ramiona Fiodora smukłe palce, by jak najszybciej się wydostać, ale sparaliżował ją niespodziewany dotyk. Wyczuwała to wszystko dwa razy bardziej, wszak delikatny materiał sukni od Margot był idealnie dostosowany do takich sytuacji, ale przecież nie chciała czuć przy sobie nikogo obcego. Bała się cholernie bliskości, a teraz przekraczała ją, choć ewidentnie sytuacja nie sprzyjała temu, by się wydostać. Nim się zorientowała, już tkwiła na ziemi, skulona i wtulona w ciało mężczyzny, który tkwił tuż nad nią. Oddychała ciężko, a serce uderzało gwałtownie. Twarz skryła w jego torsie, jakby posłusznie ulegając rozkazowi, który dotarł do niej z opóźnieniem. Była przerażona całym zamieszaniem, ale cóż innego jej pozostało? Wybuch okazał się nagły, a to zmusiło ją do zaciśnięcia piąstek na ubraniu nieznajomego, który w tym momencie uratował jej życie. Przypominała w jego ramionach zranioną ptaszynę, która nie jest w stanie bronić się w żaden sposób, ale to nie miało teraz znaczenia. Musieli jak najszybciej wydostać się z tej ruiny, toteż kiedy wszyscy reagowali w popłochu, ona sama wysunęła się z pod Fiodora i spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami, by zapamiętać jego twarz, a wtedy usłyszała pomiędzy kolejnym piskiem w uszach ciche pojękiwanie. Rozejrzała się i dostrzegła Galidouxa.
- Monsieur, musimy mu pomóc... - szepnęła cicho i ujęła nadgarstek Rosjanina. Była to jakaś dziwna, niema prośba, bo tylko na tyle było ją stać w tej chwili. - Proszę - dodała jeszcze z nutą desperacji w głosie, a po chwili nabrała powietrza. - Pan uratował mnie, a teraz ktoś inny tego potrzebuje... Mamy mało czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
alianci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Wto Lis 08, 2016 4:10 pm

Nie wiedział, jak długo trwał w całkowitym bezruchu, słysząc jedynie przeciągłe, żałosne dzwonienie w uszach – przytłumione, komicznie  wypaczone dźwięki dochodziły do niego jak zza grubej ściany, gubiąc po drodze pierwotny sens. Może po dwóch, może po dwudziestu sekundach zaczął odbierać bodźce z logiką, której na moment pozbawiła go fala wybuchu – Fiodor, otwierając usta i starając się wyrównać ciśnienie w uszach, nagle pojął, że jeszcze przed chwilą trzymał w ramionach dziewczynę i że ta sama dziewczyna zdołała wyplątać się spod oszołomionego, ponad osiemdziesięciokilowego kawałka mięcha, w jakie zamienił się na dwie (dwadzieścia?) sekund. W powietrzu wciąż unosił się dym, efekt detonacji pokaźnej ilości lasek dynamitu, przez co oddychanie przysparzało jedynie kolejnej trudności w i tak opłakanych warunkach – zalegające pośród gruzów ciemności nie ułatwiały rozeznania w sytuacji, a płynące od strony dziewczyny słowa, wciąż przytłumione, jakby dobiegały z zaświatów, w pewnym momencie zagłuszone zostały przez coś, co jedynie pogłębiło panujący chaos.
Ani słabnące dzwonienie w uszach, ani chwilowe oszołomienie nie mogło pozbawić go ostrej świadomości, że jeszcze przed chwilą ktoś strzelał.
Połączenie faktów – choć mozolne – pozwoliło mu na wyciągnięcie dość prostego wniosku: strzelać mogli wyłącznie ludzie, z którymi ledwie chwilę temu rozstał się w sali ekspozycyjnej oraz Niemcy. Sądząc zaś po wciąż panującym chaosie, Blitzkrieg im nie wypalił, ale nic nie wskazywało, by zbierali się do odwrotu. Byli zdesperowani albo pewni swego – Fiodor nie wątpił, że prędzej czy później ktoś spróbuje oświetlić ruinę, w jaką obróciła się hala, nie miał jednak pewności, czy on lub dziewczyna, która – to zauważył z pewną konsternacją – zaciskała dłoń na jego nadgarstku, tego końca doczeka. Istniała spora szansa, że jeśli tylko wykorzysta zamieszanie i da nura w tłum, nikt nie będzie go szukał, bo okupanci będą zajęci własnymi ludźmi. A nawet jeśli ktoś – tu ponownie zerknął na Antoinette – zauważy jego zniknięcie, to co ryzykował? Kodeks karny nie przewiduje sankcji dla kogoś, kto wynosi się bez pożegnania z pola cudzej bitwy. Nie był niczemu winien (jesteś pewien?), nie miał obowiązku tu tkwić.
Naprawdę go kusiło…
… jednak wtedy ponownie usłyszał głuche jęknięcie gdzieś z boku i powtórzoną przez dziewczynę prośbę Krzyki ludzi, echo wybuchu i nie tak odległe widmo oddanych strzałów aż wrzeszczały, że to złe miejsce. Na dobrą sprawę z każdej strony mogła nadlecieć zbłąkana kula, która zatarłaby umowną granicę pomiędzy śmiercią a właśnie ocalonym życiem.
- Spokojnie – rzucił półgłosem, w którym spokoju było tyle, co kot napłakał. – Nie podnoś głowy. Nie wstawaj – przepychanie słów przez gardło sprawiało mu tylko odrobinę mniej problemów niż wydawanie jęków przez leżącego w pobliżu Galidouxa. Fiodor od samego początku tej chaotycznej masakry kierował się głównie odruchami, ale przynajmniej były to rozsądne odruchy – ratując dziewczynę, pogwałcił wszelkie zasady.
I właśnie za to pokutował.
- Jesteś lekarzem? Pielęgniarką? – tym razem to on – najpewniej w przejawie czystej ostrożności – złapał ją za dłoń, zaledwie tym jednym ruchem chociaż na moment odwlekając moment jej głupiego heroizmu. - Jeśli nie, to zostań na miejscu. W ciemności i tak mu nie pomożemy
poza tym dostał to, na co zasłużył.
- Jeszcze jedno – nachylając się, z niemą konsternacją poczuł na ustach chłód jej ucha; jakakolwiek próba odnalezienia punktu odniesienia w mroku musiała skończyć się podobnym fiaskiem, więc Fiodor jedynie zmarszczył brwi, mogąc pogratulować sobie wstrzemięźliwości. – Nie możesz nikomu powiedzieć, że cię uratowałem. W porządku? Nie uratowałem cię. Wybuch sam nas odrzucił w to miejsce – coś w wypowiadanych szeptem słowach – jakaś dzika, niewyjaśniona determinacja – sprawiało, że musiała pojąć wagę jego prośby. Musiała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Wto Lis 08, 2016 11:26 pm

Tymczasem leżący nieopodal Galidoux coraz głośniej jęczał z bólu, a wokół Fiodora i Antoinette rozbrzmiewało jeszcze więcej komend wydawanych przez Niemców. Po początkowym chaosie okupanci zaczynali się mobilizować, choć w innych punktach sali wciąż gościł chaos. Część z nich po omacku próbowała ustawić się w szeregach i pokierować ludzi, ale ich uwagę zwracały również strzały, nieco zagłuszane przez ogólny harmider, które rozlegały się na balkonie - zaraz nad głowami Fiodora i Antoinette.
Być może faktycznie dobrym pomysłem było ewakuowanie się z tego miejsca, zanim miało tu dojść do jeszcze gorszej tragedii.

Oszołomieni, nieprzytomni bądź ranni ludzie stanowili dla Gabriela poważną przeszkodę, jednak w pewnym momencie ktoś inny zaczął odciągać ich od Wolffa. Wokół wciąż unosiły się kłęby gryzącego dymu i pyłu, ale z każdą chwilą Gabriel mógł oddychać coraz swobodniej, aż w końcu był w stanie podnieść się i przepchnąć pomiędzy rannymi. W ciemnościach nic nie stanowiło punktu orientacyjnego, jednak zdawało się, że ktoś krzyczał, aby kierować się na lewo.

Lucette udało się odczepić welon, lecz jednocześnie znajdująca się za nią osoba upadła tuż po nogi pchających się do wyjścia ludzi. Kobieta mogła jeszcze usłyszeć rozpaczliwy krzyk, ale już w następnej chwili dziesiątki stóp zaczęły deptać po nieszczęśniku. Nawet jeśli Lucette chciałaby zawrócić, nie byłoby to wykonalne - tłum zmuszał ją do kierowania się do przodu. Podobnie działo się z Davidem, który czuł coraz silniejszy ból z tyłu głowy. Jedyną zaletą sytuacji było to, że wyjście ewakuacyjne znajdowało się już bez porównania bliżej, ale tylko szczęście mogło zdecydować o tym, czy Lucette i David mieli szansę się do niego przepchnąć.

Lisbeth nie mogła mieć pewności, czy mężczyzna, którego zaczepiła, przyjął jej rozkaz - a tym bardziej go zrozumiał. Tłum szybko ich rozdzielił, napierając na pannę von Liebenfels i z każdą chwilą pozbawiając ją resztek tlenu. W pewnym momencie Lisbeth mogła jednak poczuć bardzo słaby powiew mroźnego powietrza i dostrzec nikłe światło latarni gdzieś ponad głowami ludźmi, które musiało docierać od strony drzwi.


Mistrz Gry wykonuje trzy rzuty kością K100, kolejno dla Lucette, Davida i Lisbeth. Przedział 1-50 oznacza, że udało Wam się wydostać z budynku, natomiast przedział 51-100 - że tłum wciąż nie dopuszcza Was do drzwi.

Kolejny post pojawi się w piątek wieczorem (11 listopada).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Wto Lis 08, 2016 11:26 pm

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : rzut kością


'Kość K100' : 83, 73, 15
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Lis 11, 2016 2:34 pm

Starała się uregulować oddech i powtarzać sobie w myślach, że za chwilę to wszystko się skończy, wyjdzie na zewnątrz i odetchnie pełną piersią, a później odnajdzie swojego wybawiciela i pięknie podziękuje mu za pomoc. Panika tłumu udzieliła jej się w najgorszym momencie, Lisbeth miała największą ochotę rozpychać się choćby łokciami i przeć do głównych drzwi, jednak słabła z każdą chwilą, a niemożność złapania oddechu przerażała ją coraz bardziej. Ktoś nadepnął obcasem na palce jej stóp, jakiś mężczyzna potrącił ramieniem, a stan sukienki na pewno wołał o pomstę do nieba i w normalnych warunkach tylko dodałoby jej to animuszu by walczyć o swoje, jednak ciemność i nieznajome głosy sprawiały, że było wręcz odwrotnie.
Nagle z oddali zamajaczyło słabe światełko latarni, dając jej nadzieję, że może w końcu uda jej się opuścić budynek hali, zanim zamieni się on w gruzowisko. Jeszcze tylko kilka kroków; starała się trzymać głowę uniesioną jak najwyżej, a dookoła siebie mieć jak najwięcej przestrzeni, jednak to drugie zadanie stawało się niewykonalne. Wszyscy, którzy mogli stać na nogach, parli w stronę wyjścia, świeżego powietrza i ratunku, jaki krył się na zewnątrz. Lisbeth także chciała, by to wszystko już się skończyło.
W tej chwili nie myślała o konsekwencjach tego wydarzenia, nie zaprzątała sobie głowy karą dla sprawców. Zapomniała także o samej Arletty, która przecież jeszcze nie tak dawno temu weszła z nią w otwartą wojnę, a teraz pewnie leżała gdzieś pod sceną i wołała o pomoc. Liczyło się tylko i wyłącznie jej dobro, dlatego jej wybawca powoli także stawał się jedynie wspomnieniem.
I wtedy poczuła je wreszcie, mroźne powietrze na zarumienionych policzkach, słaby powiew wiatru dający nadzieję na głęboki oddech. Kolejna fala ludzi przedostała się przez główne drzwi, wypychając Lisbeth ze sobą. Tłum rozlewał się na boki, więc i ona postąpiła kilka kroków szukając czegoś, na czym mogłaby się podeprzeć; w tej chwili mógł być to nawet kosz na śmieci. Dotarła do pierwszej lepszej barierki mocno chwyciła za zimny metal. Chłód nie przeszkadzał jej ani trochę, powoli łapała powietrze i uspokajała się, nie zdając nawet sprawy, że z tego wszystkiego jej oczy zrobiły się dziwnie zaszklone.
Nie rozglądała się na boki i nie szukała znajomych twarzy. Zamierzała opracować plan jak najszybszego powrotu do domu, gdy tylko będzie w stanie normalnie się poruszać i trzeźwo myśleć.

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pią Lis 11, 2016 4:01 pm

Nie była przesądna, lecz spoglądając wstecz, nie potrafiła pozbyć się poczucia, że oprócz ludzkiej ingerencji w czyny istniało coś jeszcze, co kształtowało i wpływało na przebieg zdarzeń; bliżej nieznana siła, która pomimo narastających kłopotów jakby wciąż czuwała nad nią, w odpowiednim momencie wyciągając z większych tarapatów i sprawiając że koniec końców zawsze lądowała na przysłowiowych czterech łapach. Tym razem na szczęście niedosłownie - nawet nie chciała myśleć, co byłoby, gdyby nie zareagowała wystarczająco szybko, pozbywając się nie tylko welonu (dobrze, że to tylko świstek materiału), ale również trzymającej go osoby. Obejrzała się nawet za siebie, chcąc w nieco inny sposób pomóc nieszczęśnikowi - wyciągnąć dłoń, pomóc mu wstać, przeprosić, cokolwiek byle tylko zareagować i nie przejść nad tym obojętnie. Tłum jednak, wykorzystując lukę, która na krótką chwilę pojawiła się tuż obok, uniemożliwił jej jakikolwiek ruch, tym mocniej spychając do przodu i blokując dostęp do leżącego. Krzyk, który rozległ się chwilę później, dźwięczał jej w uszach parę długich sekund za dług, sprawiając, że mimowolnie wzdrygnęła się na samą myśl o butach depczących wątłe ludzkie ciało. Wybór jednak był zbyt brutalny, aby musiała dłużej zastanawiać się nad jego konsekwencjami, a przynajmniej jeszcze nie teraz, gdy widmo niebezpieczeństwa nie zostało zażegnane i dalej czaiło się w zdesperowanej masie ludzi. Czas na jakiekolwiek głębsze przemyślenia lub ewentualne wyrzuty sumienia nadejdzie później, gdy rozgorączkowany umysł przestanie tak bardzo chwytać się żałosnej chęci przeżycia jeszcze paru minut.
Parła więc do przodu, choć nie miała zbyt dużego wyboru. Było jej coraz cieplej wśród tak dużej ilości osób stłoczonych na tak małej powierzchni, ale na szczęście, co pewien czas odczuwała też lekki powiew wiatru na twarzy, który dawał nadzieję, że niewiele dzieli ją od wyjścia. Motywowało ją to do dalszej, cichej walki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Lis 12, 2016 12:31 am

Nagle panujące w całej sali ciemności rozjaśniły się nieco za sprawą Otta i Tobiasa, którym udało się włączyć część świateł. Pojedyncze żyrandole po zachodniej części sali zaczęły słabo świecić, co bez wątpienia poprawiło to sytuację. W półmroku widać było nie tylko ludzi, ale i rozmiar zniszczeń, jakich dokonała eksplozja, na czele z nieistniejącą już wschodnią ścianą budynku, zrujnowanymi schodami i podwyższeniem. Do szkód dołączył również popękany sufit, z którego zwisały smętnie przekrzywione żyrandole.

Fiodor i Antoinette, popędzani przez okupantów, nagle znaleźli się w tłumie, który podążał w stronę wyjścia ewakuacyjnego. Być może na skutek włączenia świateł ludzie zachowywali się już o wiele spokojniej, jednak każdy chciał jak najszybciej przedostać się do drzwi, co chwila szturchając i popychając Fiodora i Antoinette.

Zmierzając w stronę wyjścia, Gabriel mógł dostrzec leżących na ziemi ludzi, których jęki niosły się po całej sali. Niektórzy z nich wyglądali na przytomnych i lekko rannych, a jeszcze inni leżeli pod stertami gruzu, nie dając znaku życia. Pomiędzy gośćmi feralnej wystawy dało się również wyłapać pierwszych sanitariuszy, którzy zdołali przedostać się do środka.

Ludzie w dalszym ciągu nie chcieli przepuścić Davida i Lucette; zdawało się również, że tuż przy wyjściu wybuchła jakaś bójka, a chwilę później do sali wtargnęli uzbrojeni okupanci, brutalnie potrącając pchający się do drzwi tłum. Ludzie szybko pojęli, że lepiej było nie blokować im przejścia, więc odsuwali się natychmiast, chcąc uniknąć spotkania z Niemcami.

Widok wokół Lisbeth prezentował się tylko minimalnie lepiej niż w samej sali. Wschodnia ściana budynku praktycznie nie istniała, a w jej miejscu znajdowało się sporych rozmiarów gruzowisko. Dach hali 'Wagram' był w wielu miejscach popękany i wszystko wskazywało na to, że groził zawaleniem. Po sali z ekspozycją, w której doszło do wybuchu, pozostała tylko jedna ściana, a nad budynkiem w dalszym ciągu unosił się dym.
Ludzie wypadali przez drzwi, łapiąc zachłannie świeże, wieczorne powietrze, a cała ulica zastawiona była policyjnymi i szpitalnymi furgonetkami. Nie brakowało także postaci w niemieckich mundurach, które krążyły pomiędzy tłumem, odciągając na bok podejrzanie wyglądających gości.
Płacz, krzyki, nawoływania i rozkazy mieszały się ze sobą, sprawiając, że na zewnątrz nie było wcale ciszej niż w środku.


Mistrz Gry wykonuje pięć rzutów kością K100, kolejno dla Lucette, Davida, Gabriela, Antoinette i Fiodora.

Lucette - Twój przedział to: 1-70 (udało Ci się wydostać z budynku) i 71-100 (tłum wciąż nie dopuszcza Cię do drzwi).
David, Gabriel, Antoinette, Fiodor - Wasze przedziały to 1-50 (udało Wam się wydostać z budynku) i 51-100 (tłum wciąż nie dopuszcza Was do drzwi).

Kolejny post pojawi się w niedzielę wieczorem (13 listopada).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Sala główna   

Powrót do góry Go down
 
Sala główna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Pozostałe dzielnice :: Hala wystawowa 'Wagram'-
Skocz do: