IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Sala główna - Page 4


Share | 
 

 Sala główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Sala główna   Pią Paź 14, 2016 2:59 pm

First topic message reminder :



Sala główna

Rozmiary sali głównej niewątpliwie działają na jej korzyść - może ona bez większych przeszkód pomieścić kilkaset osób. Być może nie jest jeszcze zabytkiem i raczej daleko jej do przepychu, jednak kryształowe żyrandole śmiało mogłyby konkurować ze wspaniałym żyrandolem z Opery Paryskiej, a zdobienia na suficie cieszą oko.
Sala główna połączona jest krótkim i szerokim korytarzem z wejściem do hali. W korytarzu z kolei znajduje się szatnia.

Po 16 marca 1942 roku wstęp do sali głównej - i zresztą samej hali - jest znacznie ograniczony. Wschodnia ściana, która została zniszczona podczas wybuchu, wciąż znajduje się w odbudowie, zasłonięta olbrzymią płachtą. Podobnie jest również z sufitem i częścią podłogi.
Niemieckie patrole często zaglądają w to miejsce, dlatego też liczba wydarzeń kulturalnych i ich zasięg znacznie zmalały, ograniczając się do niewielkich spotkań literackich dla autorów kojarzonych zaledwie przez garstkę osób.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Lis 12, 2016 12:31 am

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : rzut kością


'Kość K100' : 9, 66, 53, 61, 58
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Lis 12, 2016 1:00 pm

z balkonu

Nie wierzył w to, co właśnie się stało. Światła powoli rozświetlały część sali, ale najgorsze miało dopiero nadejść. Jak uciec? Szybko przeniósł wzrok na Otto, analizując jego rany. W głowie roił się stek przekleństw, a ukazujące się zniszczenia były przerażające. Rozpiął marynarkę, szarpnął za kant koszuli, odrywając spory kawałek materiału. Szybko obwiązał dłoń Otta, zawiązując supeł. Nie był jakimś specjalnym znawcą, ale lepiej, aby dużo krwi nie tracił.
- Dasz radę iść sam? - spytał Otto, rozglądając się po resztkach balkonu. Zobaczył czuprynę Susanne, a ta pochylała się przy Heinrichu. Przeklęta wystawa, wiedział, żeby zostać w domu. Chwycił Otta ze sobą i skierował do nich swoje kroki. Nie będzie uciekał jak tchórz. Czuł się odpowiedzialny za tę czwórkę, nawet jeśli jedno z nich było pieprzonym gestapowcem, a drugie cóż, francuska krew nie zawsze stanowiła zaletę, lecz pięknych kobiet nie zostawia się w potrzebie
- Musimy się stąd wydostać - powiedział coś tak oczywistego jakby którekolwiek z nich chciało tu zostać. Heinrich był nieprzytomny, a Susanne również nie wyglądała najlepiej. Brakowało mu rąk, bo na siłę zakrwawionego Otta nie miał co liczyć. Wziął głęboki oddech i nawet nie chciało mu się szukać fajki w gruzach. Przerzucił Heinricha przez ramię i zachwiały się pod nim nogi. O kurwa wysyczał, wiedząc, że nie będzie mógł go swobodnie sobie przenieść. Stanął nad nim, zastanawiając się, co on ma właściwie z nim zrobić. Otto nie może go nieść, Susanne również potrzebowała asekuracji. W końcu zarzucił ręce Heinricha na siebie, prosząc Susanne, aby podniosła go na chwilę, żeby mogli opleść jego nogi wokół bioder Tobiasa. Już on mu zrobi reprymendę na temat schudnięcia i zadbania o swoje ciało. Jeden krok, czuł drogę do piekieł. Nie da rady, po prostu nie da rady. Miał wrażenie, że bezwładne ciało Heinricha jest cięższe od niego. Wziął go za ręce i ciągnął jak worek ziemniaków.
- Susanne, chodź, zaraz będziemy w bezpiecznym miejscu - zwrócił się do kobiety, a potem szybko przeniósł spojrzenie na Otto - Szukaj, gdzie jest najmniejszy tłum - dopowiedział, bo przecież on ciągnął prawie - zwłoki, nie mógł rozglądać się po okolicy i wymądrzać się, która droga jest ta lepsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Lis 12, 2016 3:01 pm

Lampy zamigotały, zapalając się powoli i rozjaśniając mrok panujący w hali, ukazując cały ogrom zniszczeń. Otto zamrugał, rozglądając się wokół, a w jasnych oczach pilota z łatwością można było dostrzec otępienie spowodowane tym co ujrzał. Gruzowisko, ranni i spanikowani ludzie, członki wystające spod tego co niegdyś było ścianą. A co więcej mundur zalany jego własną krwią, wyglądał jak makabryczna kopia Arletty, na którą wylano wiadro farby. Choć mogło wydawać się to niemożliwym, pobladł jeszcze bardziej, co tylko uwidoczniło piegi i brzydkie blizny na twarzy. Posłusznie wyciągnął ranną dłoń w stronę Tobiasa, który sprawnie zawiązał na niej pasmo materiału, mające służyć za prowizoryczny opatrunek. Major wyglądał teraz tylko niewiele lepiej od niego, podarta koszula i wszechobecny pył, a do tego smuga krwi na rękawie marynarki - musiała być Otta, Tobias wyglądał na całego.
- Tak - odpowiedział, choć kolana mu miękły, uginając się pod ciężarem ciała. Rany nie należały do najniebezpieczniejszych, nie dało się jednak ukryć, że upływ krwi z minuty na minutę coraz bardziej go osłabiał. Oderwał spojrzenie od swojej dłoni, przesuwając je za wzrokiem Tobiasa i odnajdując Sussane pochylającą się nad nieprzytomnym gestapowcem. To właśnie do nich ciągnął go major, a jemu wcale nie było to w smak. Postawił kilka kroków naprzód, choć wszystko krzyczało w nim, aby się cofnąć, sprawdzić co z człowiekiem, który do niego strzelał. I tym, którego prawdopodobnie on zastrzelił. Wzdrygnął się, całe jego ciało przeszyły nieprzyjemne drgawki, a zimny pot ześlizgnął się po karku. W milczeniu patrzył jak Hatzfeldt stara się unieść policjanta, nie mogąc zrozumieć po co. - Zostaw go - zaproponował cicho, szybko jednak mitygując się. - Sanitariusze się nim zajmą, już tu są, patrz - dodał, jakby chcąc się usprawiedliwić. Nie czuł się w obowiązku do pomocy, nie kiedy sam chwiał się na nogach, mając dodatkowo pod opieką kobietę. No, może nie do końca on, ale Tobias. Właśnie, Sussane. - Jesteś cała? - nie wyglądała dobrze, ale na pewno lepiej od niego i gestapowca. Co za upiorny wieczór! Urealnienie koszmaru. Hala wyglądała jak po przelocie bombowca, uświadomił to sobie, nie przestając rozglądać się na boki. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się być w podobnej sytuacji, teraz mógł poczuć się jak ofiary nalotów, w których i on brał przecież czynny udział. Mein Gott. Z otępienia wyrwały go kolejne słowa dowódcy, który postanowił nie słuchać jego rady, co wywołało na ustach Otta grymas niezadowolenia. Nie zamierzał jednak teraz tego komentować, nie przy Sussanie. Słabo robiło mu się na myśl o torowaniu drogi przez tłum ludzi pchających się do wyjścia, jednak posłusznie ruszył w jego kierunku, co jakiś czas wykrzykując rozkaz odsunięcia się, co wśród cywilów odnosiło umiarkowany rezultat.  Jakże brakowało mu w tym momencie wojskowej dyscypliny!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Lis 12, 2016 3:36 pm

przed wejściem

Siedzę w kawalkadzie niemieckich wozów - uwięziony w mechanicznej pułapce, sunącej irytująco powoli do przodu; niecierpliwie mnę w dłoniach surową skórę czarnych rękawiczek. Tak się złożyło, że (w przeciwieństwie do Ciebie) znalazłem się we właściwym miejscu i równie właściwym czasie - akurat dzisiaj zawitałem na chwilę do budynku, w którym miałem tylko zdobyć kilka starych akt; ale panujący tam względny spokój raptownie przerwała wiadomość podrywająca ospałych policjantów z wygrzanych miejsc.

Potem poderwała też moje serce - do szaleńczego galopu, kiedy zdałem sobie sprawę, że słyszałem już wcześniej o hali wystawowej "Wagram" - i to właśnie od Ciebie. W amoku dobiegłem do jednego z wozów, które ruszały w tamtą stronę, wylegitymowałem się, po czym opadłem na tylne siedzenie, z przerażeniem przysłuchując się wymianie słów pomiędzy współtowarzyszami podróży.

Uczepiłem się tylko jednego zdania, odtwarzając go w myślach zapamiętale. Nie ma pewności, czy są jakiekolwiek ofiary śmiertelne. Za każdym razem, gdy wyobraźnia usłużnie podsuwała mi niechciany obraz (Twoje puste oczy i bezwładne ciało - marionetka na zniszczonej scenie, boleśnie przypominająca , zatopioną w ociekającym krwią chodniku), wypierałem go z całych sił; ale im dłużej jechaliśmy, tym trudniej było mi walczyć z demonami przeszłości (oby nie najbliższej przyszłości).

Kiedy dotarliśmy na miejsce, nie mogłem powstrzymać się przed soczystą salwą bluzgów. Budynek - pozbawiony jednej ze ścian - wyglądał tak, jakby tylko chwile dzieliły go od zawalenia się. A wypływający z niego ocean zszokowanych ludzi zdawał się nie mieć końca. Jak, do kurwy nędzy, mam Cię niby znaleźć?

Zrobiłem pierwszą rzecz, która przyszła mi do głowy. Zadarłem płaszcz, by zapewnić sobie swobodę ruchu, po czym wspiąłem się na maskę samochodu, ignorując rzucane w moją stronę spojrzenia. Gdy znalazłem się już na dachu czarnego Mercedesa, rozłożyłem szeroko ręce i zacząłem wymachiwać nimi jak skończony kretyn, jednocześnie wykrzykując Twoje imię. Przeczesywanie tłumu wzrokiem nie przynosiło na ten moment pożądanych rezultatów, więc kontynuowałem przedstawienie, od czasu od czasu niepewnie zerkając w stronę budynku - a co, jeśli wciąż tam tkwisz? I nie możesz się z niego wydostać?

Lisbeth, gdzie Ty, kurwa, jesteś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Lis 12, 2016 5:22 pm

Miałam mieszane myśli widząc mężczyznę. Chciałam mu pomóc, jednak czy na pewno byłam osobą na tyle obeznaną by mu pomóc? W mojej głowie szalało istne tornado, które poszukiwało kilku ważnych informacji - jak reagował człowiek z pękniętą czaszką? W takim przypadku nie powinnam uciskać rany, więc starałam się by choć urywki wspomnień związanych z lekcjami. Trudno było mi sprawdzić, czy miejsce urazu go boli, szczególnie, że stracił przytomność, zostałam więc przy wizualnym rozpoznaniu rany. Nie miał wycieków z nosa ani z ucha, pozostawało jednak krwawienie, które wypadałoby zatamować. Uniosłam jego powiekę, obserwując źrenicę, nie były nadto poszerzone, a guz nie pojawiał się, więc była mała szansa, że pękła mu czaszka. Wolałam jednak nie dezynfekować rany - w przypadku gdyby rzeczywiście było jakieś pęknięcie lepiej żeby nic się nie dostało do środka... Wyciągnęłam więc bandaż z torebki i uniosłam delikatnie głowę uważając by zbytnio nie zmieniać jej miejsca, obwiązałam mu głowę stosując mitrę, która niegdyś tłumaczyła mi Célina po akcesach w barze, gdzie musiała pomóc swojemu klientowi gdy od nadmiaru alkoholu uderzył o głową o płytki.
Gdy kończyłam zjawił się Tobias z Ottem. Co prawda wszystko mnie bolało, jednak mimowolnie uśmiechnęłam się widząc ich całych. Szybko zauważyłam opatrunek na dłoni mojego przełożonego, na którego patrzyłam z troską. Gdyby nie Tobias zapewne już bym sterczała na ramieniu Otta sprawdzając czy nic mu nie jest, jednak dość niedelikatne podnoszenie Niemca spowodowało, że musiałam odwrócić wzrok. Nie znałam mężczyzny, jednak bałam się, że nie wykaraska się z tego, a dodatkowe zarzuty nim mogą się źle skończyć. Przygryzłam wargę do krwi chcąc się skupić na czymś innym. Na pomoc przyszedł Otto.
- Nic mi nie jest. - uśmiechnęłam się delikatnie, bo właściwie tylko na tyle było mnie stać. Podeszłam do niego i złapałam jego dłoń przyglądając się zakrwawionemu materiałowi. - Tobą też powinni się zająć. - powiedziałam ciszej, dopóki Tobias zajmował się nieprzytomnym mężczyzną. Przy okazji przeleciałam wzrokiem po jego ubiorze a dłoniami przejechałam po ramionach, doszukując się innych ran - trafiłam, jedna była na ramieniu Otta. Spojrzałam na niego, choć nie czekałam na pozwolenie, zajrzałam przez rozcięty materiał. - To też powinni obejrzeć. - stwierdziłam. Rana wydawała się draśnięciem, jednak także krwawiła, a juchy już za dużo uleciało z mężczyzny tego wieczoru. Skąd u mnie ta troska względem Herr Langbeina? Nie potrafiłam jednoznacznie na to odpowiedzieć, naprawdę go lubiłam. Dostosowałam się do poleceń Tobiasa, chociaż noszenie i ciągnięcie nieprzytomnego wydawało mi się nie za dobrym pomysłem. Gdy mieliśmy zanieść mężczyznę do sanitariuszy ciągnęłam się z Ottem uważając co mam pod nogami i przed sobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Lis 13, 2016 12:01 pm

Zachowanie trzeźwości myślenia powinno stać się pierwszym i podstawowym krokiem, jaki należy podjąć w chwilach zagrożenia życia. Nikt jednak nie miał czasu ani miejsca, aby na moment zastanowić się nad całą sytuacją racjonalnie podejść do ewakuacji i jakkolwiek ją uporządkować, choć może w tym przypadku to lepiej? Prawdopodobnie jako pierwsi opuściliby salę niemieccy żołnierze i wszystkie ważne osobistości, pozostawiając mieszkańców Paryża na łaskę sypiącej się ściany oraz sufitu; tymczasem istniała jednak nadzieja że ktokolwiek z rodowitych mieszkańców miasta zdoła przeżyć wystawę i nawet opuścić ja w jednym kawałku.
Ledwie zdążyła o tym pomyśleć, a gdzieś z przodu niedaleko wyjścia zamajaczyły sylwetki bijących się osób. Wzniosła oczy do nieba w duchu, błagając wszelkie znane bóstwa o rozum dla uciekających, z tyłu głowy mając już obraz kolejnych osób zadeptanych przez tłum. Nieco bardziej zdecydowanymi ruchami spróbowała więc przedostać się do przodu w celu zaradzeniu chwilowemu konfliktowi – miała szczęście, bo prawdopodobnie wystraszeni bójką goście na moment skamienieli, wyczekując jej końca i wyraźnie nie chcąc wplątywać się w nieswoje sprawy. Nie udało jej się jednak dotrzeć do odpowiedniego miejsca, bo zaraz potem gdzieś z tyłu ukazały się niemieckie mundury, przed którymi tłum skutecznie zaczął się rozstępować. Wykorzystała to i fakt że była już całkiem blisko wyjścia i szybko przesuwała się do przodu, chłód marcowego wieczoru odczuwając już nie tyko na twarz,y ale również w habicie, do którego wdzierał się wiatr. Przyspieszała i razem z grupą innych osób, które wykorzystywały ostatnie minuty panującej z przodu sprawiedliwości, w końcu minęła drzwi, wydostając się tym samym na zewnątrz.
Spróbowała odejść na bok, nie chcąc rzucać się w oczy nikomu, a już w szczególności Niemcom, którzy wyłapywali z tłumu niektórych gości. Oddychała wyjątkowo ciężko, dopiero teraz odczuwając skutki długotrwałego stresu, który sprawiał, że serce waliło jeszcze w jej piersi przestraszone perspektywą uwięzienia w sypiącej się hali. Dopiero po kilku oddechach odważyła się ponownie na nią spojrzeć czy raczej na to, co z niej zostało, zastanawiając się, za którym razem szczęście w końcu przestanie jej dopisywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Lis 13, 2016 7:50 pm

Dzwonienie w uszach powoli ustawało, oddychanie stawało się łatwiejsze, a dłonie nie trzęsły się już tak, jak jeszcze chwilę temu. Powoli docierało do niej, jak zimno jest na zewnątrz i ze smutkiem zdała sobie sprawę, że jej piękny, futrzany płaszcz został w szatni, a więc i pod gruzami hali. Lisbeth podniosła wreszcie głowę i to, co zobaczyła, odbiegało trochę od tego, co wyobrażała sobie po wybuchu.
Jednej ze ścian budynku właściwie nie było, dach wyglądał tak, jakby za chwilę miał się osunąć, nie zważając na to, że nie wszyscy ludzie znajdowali się już na zewnątrz. Pył okrył nawet samochody zaparkowane nieopodal, a dym wciąż unosił się nad halą. Tam, gdzie mogły dojechać, pojawiły się szpitalne i policyjne wozy, do których ciągnęły się prawdziwe kolejki. Każdy chciał, aby to jemu pierwszemu udzielono pomocy, aby to on pierwszy został zabrani z miejsca wybuchu i odwieziony do domu.
Jak miała się stąd wydostać? Rozejrzała się raz jeszcze, licząc, że jakaś znajoma twarz wpadnie jej w oko i ktoś życzliwy odwiezie ją do domu. Nie liczyła już na Christopha, równie dobrze mógł teraz leżeć pod gruzami i dogorywać w towarzystwie tej marnej aktoreczki, której na pewni rzucił się na pomoc. Wciąż trzymała się barierki, jakby rozłączenie dłoni z chłodnym metalem miało spowodować upadek, lecz rozglądała się uważnie na boki, licząc na łut szczęścia.
Dostrzegła coś więcej, niż okazję. Ratunek, prawdziwe wybawienie w osobie samego Wolfganga, który wdrapał się na jeden z wozów, wymachiwał rękoma i krzyczał jej imię. W pierwszej chwili była zbyt zdumiona, by postawić choćby krok, w drugiej już przepychała się przez tłum, by jak najszybciej dotrzeć do brata. Gardło wciąż ją piekło, a każdy urwany oddech ukazywał się wyraźnie na mrozie.
Kobieta siedząca na chodniku zawodziła głośno, dwaj mężczyźni sprzeczali się z policjantem po francusku, ludzie wciąż popychali się, pragnąc znaleźć jak najdalej od budynku, ale to wszystko nie miało znaczenia dla Lisbeth, która w brudnej od czerwonej farby i pyłu sukience, z rozczochranymi włosami i zarumienionymi od wysiłku policzkami dotarła wreszcie do auta, na którym stał Wolfgang.
Musnęła palcami nogawkę jego spodni, musiała się przekonać, że był rzeczywisty, że to nie żadna mara, spowodowana szokiem po wybuchu i w następstwie chaosu. Poczekała, aż zejdzie do niej, aż otuli ją płaszczem i swoimi ramionami, a później powiedziała pierwsze, co przyszło jej do głowy.
- Zostawiłam futro w środku.
I zaniosła się niekontrolowanym chichotem.

_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Lis 13, 2016 9:21 pm

Nie był delikatny, ale widok wcale nie był przyjemny. Co prawda nie zemdliło go czy zrobiło się słabo, ale jakieś niekontrolowane uczucie przebiegło przez jego trzewia. Czuł jak osadza się na nim pył, jak tworzy delikatną mgiełkę wznoszącą się w powietrzu, jak powolnie, a wręcz majestatycznie pokrywa wszystko dookoła. Było coś groteskowo pięknego w tym widowisku. Wolff miał wrażenie, że przygląda się temu wszystkiemu z wyciszoną fonią. Nie docierały do niego niemieckie pokrzykiwania, jęki pełne bólu czy trzask niestabilnej kondygnacji. Chyba w pewnym momencie zatrzymał się w środku swojej drogi do wyjścia, jakby wygasł w nim instynkt przetrwania. Trawiło go coś innego. Widok pobojowiska stopniowo pokrywanego kurzem. Ile ludzi straciło dziś życie? Ilu z nich miało coś na sumieniu? A jak część, którą powinien dotknąć ten samosąd uniknęła go?
Przecież wiedział, że sprawiedliwość nie istnieje. Sam tego doświadczył, a mimo to w jakiś sposób dotknęło go to wszystko. Dziwne uczucie, obce. Coś trzepotało mu w piersi. Przed oczyma przebiegła mu twarz jedynej osoby, jaką kiedykolwiek kochał. Tatiana. Co się z nią dzieje? Z kim jest? Gdzie jest? Czy jest bezpieczna?
Zamglony wzrok przebiegł nagle niesamowicie trzeźwo, bo tym pobojowisku, jak gdyby nagle miał ją gdzieś zobaczyć. Chciał jej pomóc, ochronić. Ale nie było jej, nie przy nim. Ktoś ostro potrącił go ramieniem, ale tym razem nie zwrócił na to uwagi, nie patrzył na mijanego człowieka z wyrzutem. Zacisnął dłonie w pięści. Nowa fala nienawiści do wszystkiego po kolei rozlała się po jego wątłym ciele wraz z uderzeniem serca. Nienawiść do wojny, do okupantów i okupowanych, do niewiedzy i strachu.
Kolejne potrącenie zmusiło go do ruszenia się z miejsca. To nie był dobry moment na rozważanie zagadek wszechświat. Grymas przebiegł po jego twarzy, ale przecież nie obchodził tutaj nikogo, więc nikt go nie zauważył. Oderwał ciężkie nogi od podłoża i po raz kolejny spróbował przepchać się do wyjścia. Musiał wyjść. Musiał stąd uciec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pon Lis 14, 2016 12:35 am

Hala 'Wagram' powoli przestała przypominać chaos - spora część ludzi znalazła się na zewnątrz, a w środku znajdowali się już głównie najciężej ranni, sanitariusze i policja. Koszmar, jakim okazała się być wystawa, powoli dobiegał końca.

W pewnym momencie obok Tobiasa, Otta i Susanne pojawili się sanitariusze, którzy na widok nieprzytomnego Heinricha natychmiast zapewnili, że się nim zajmą. Jeden z mężczyzn opatrzył również Susanne, natomiast inny - Otta. Następnie sanitariusze wskazali całej trójce drogę do wyjścia. Policja zdołała już zapanować nad przepychającymi się do drzwi ludźmi i teraz goście wystawy opuszczali budynek we względnym spokoju, robiąc jednak pierwszeństwo wynoszonym rannym. Po dłuższym oczekiwaniu Tobias, Otto i Susanne znaleźli się w końcu przed budynkiem.

Również Fiodor i Antoinette zdołali przedostać się na zewnątrz, ale szybko stracili siebie z oczu, rozdzieleni przez tłum. Fiodor znalazł się w pobliżu przesłuchiwanych przez policję gości, natomiast Antoinette co najmniej kilka razy zaczepiono, pytając, czy nie widziała czyjegoś brata czy siostry, jednak oboje nie zdołali już odnaleźć siebie nawzajem w tłumie. Chirjakow nie mógł więc mieć pewności, czy Antoinette nie powie nikomu, że uratował ją, zanim ktokolwiek zdołał pomyśleć o niebezpieczeństwie.

Gabriel z kolei jeszcze raz musiał zmierzyć się ze szturchańcami ludzi, którzy za wszelką cenę usiłowali wydostać się z budynku, jednak ostatecznie zdołał znaleźć się na zewnątrz. Dosłownie chwilę później ktoś po raz setny tego wieczora wpadł na Wolffa - był to spanikowany mężczyzna, który zapytał Gabriela, czy widział jego żonę, po czym nie czekając na odpowiedź, pobiegł w stronę budynku.

Lucette na szczęście nie została zaczepiona przez żadnego z Niemców, jednak kilku z nich rzuciło jej nieco podejrzliwe spojrzenia.
Po kilku minutach z budynku wydostał się także David, ale oboje mogli jedynie złapać się wzrokiem, bo zaraz znów rozdzielił ich tłum.

Choć ten wieczór nie był dla Lisbeth zbyt radosny, to jednak pewien widok mógł sprawić jej satysfakcję - nagle tuż obok niej wręcz przemaszerowała grupa ochroniarzy Arletty wraz oficerem Luftwaffe, który podtrzymywał gwiazdę wieczoru. Kobieta była od stóp do głów oblana czerwoną farbą, zapłakana i drżąca, choć wyglądało na to, że nie odniosła poważniejszych obrażeń.
Jednak zaraz później obok Lisbeth i Wolfganga przemknęli dwaj sanitariusze, którzy nieśli na noszach Christopha. Nie wyglądał on dobrze - po chorobliwie bladej twarzy spływała mu krew, a jego prawa noga zdawała się być nienaturalnie wykręcona. Sanitariusze natychmiast przenieśli Christopha do stojącej nieopodal furgonetki i chwilę później odjechali.

Siedemnasta dzielnica Paryża była tego wieczora świadkiem dramatycznych wydarzeń, które bez wątpienia miały pociągnąć za sobą odpowiednie skutki.


PODSUMOWANIE

Chaos panujący w hali 'Wagram' został w końcu opanowany przy wsparciu wielu jednostek paryskiej policji. Sami okupanci również zadziałali błyskawicznie, wysyłając na miejsce agentów Gestapo, którzy zajęli się wyłapywaniem z tłumu najbardziej podejrzanych osób. Ich furgonetki w krótkim czasie wypełniły się zdezorientowanymi ludźmi. Część z nich zapewne nie była w żaden sposób związana z wydarzeniami, jednak pojedyncze osoby mogły mieć coś na sumieniu...
Odpowiednie służby zostały także wezwane do zabezpieczenia całej konstrukcji budynku, z której sanitariuszom udało się wydostać wszystkich rannych. W Szpitalu Świętej Anny, przeżywającym wręcz oblężenie, znalazł się natomiast dyrektor Galidoux i Arletty.
Nie znano jeszcze liczby ofiar, jednak władze zadbały, aby ciała dwóch mężczyzn wyniesiono po cichu. Byli nimi Arsène Aliker i Cianán Finalité.
Po sali z eskpozycją nie pozostało zbyt wiele, lecz na pojedynczym fragmencie ściany ocalał jeden jedyny plakat, na którym wymalowano krwistoczerwony sierp oraz młot. Bez wątpienia nie taką sztukę miała prezentować wystawa Bolszewizm przeciwko Europie, a całkiem prawdopodobne, że krył się w niej jeszcze jeden cel - odwrócenie uwagi od wydarzeń, które rozgrywały się nieopodal Paryża.
Z pewnością istniały osoby, które uznałyby ten wieczór za piękny. Inne niekoniecznie.

Wydarzenie dobiegło końca! Bardzo dziękuję wszystkim za aktywność, mniejszą lub większą, a teraz kilka kwestii technicznych:

1. Susanne - zadrapania na Twojej skórze będą się goiły jeszcze przez pewien czas i niewykluczone, że niektóre pozostawią po sobie blade blizny. Przez najbliższe dni możesz czuć się obolała (szczególnie w okolicach żeber), jednak nie odniosłaś poważniejszych obrażeń.
Otto - sanitariusze opatrzyli Twoje rany, ale polecili Ci jak najszybciej udać się do szpitala. Na miejscu okazało się, że kula, która trafiła Cię w ramię, szczęśliwie ominęła kość i najważniejsze nerwy, ale będziesz mieć w tym miejscu wyraźną bliznę. W gorszym stanie była z kolei Twoja dłoń, którą musiano zoperować. Na tę chwilę absolutnie powinieneś unikać poruszania nią, aby kości mogły się zrosnąć.
Heinrich - po przetransportowaniu do szpitala odzyskałeś przytomność i stwierdzono u Ciebie wstrząśnienie mózgu. Spędziłeś tam około tydzień, jednak wciąż zmagasz się z bólami i zawrotami głowy.
Christoph - po przetransportowaniu do szpitala nie odzyskałeś przytomności. Po więcej informacji zgłoś się w prywatnej wiadomości do Mistrza Gry.

2. Reszta z Was nie odniosła obrażeń, jednak na pewno możecie się czuć trochę oszołomieni i ogłuszeni, a Wasze ubrania są całe w pyle. Możecie napisać jeszcze jeden post, w którym opuszczacie teren budynku wraz z tłumem lub, w przypadku okupantów, odjeżdżacie jednym ze specjalnie podstawionych samochodów. Wyjątkiem są Lisbeth i Wolfgang - jeśli chcecie, możecie rozegrać Wasz wątek w dowolnej liczbie postów.

3. Jeśli chodzi o punktację za wydarzenie, Mistrz Gry wziął przy niej pod uwagę to, czy odpisywaliście w kolejkach, ale uwzględnił również zgłaszane nieobecności. Istotna była także inicjatywa własna w postach i wykorzystywanie opisywanej przez Mistrza sytuacji. Punktacja jest więc następująca:

Tobias, Fiodor - otrzymujecie po 40 PR.
Lisbeth, Lucette - otrzymujecie po 30 PR.
Otto - otrzymujesz 25 PR.
Susanne, Gabriel - otrzymujecie po 20 PR.
Heinrich, Antoinette, David - otrzymujecie po 15 PR.
Christoph - otrzymujesz 5 PR.

Punkty zostaną dodane najpóźniej jutro w praktyce dzisiaj

4. Jeszcze raz dziękuję Wam za grę i do zobaczenia wkrótce. ;>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pon Lis 14, 2016 7:17 am

| dziękuję MG za grę!

Gdy sanitariusze zabrali od niego Heinricha, poczuł niesamowitą ulgę. Ból w plecach promieniował od targanego ciężaru. Nie będzie dyskutował ani z Otto, ani z Susanne, czy powinien go wziąć. Sprawa była bardzo prosta. Heinrich miał u niego teraz dług wdzięczności, który na pewno Tobias kiedyś wykorzysta. Z gestapowców nie wolno było robić sobie wrogów. Kolekcjonowało się ich błędy, narwaną postawę, aby później to wykorzystać. Heinrich nie miał wpływu na obrót sprawy, lecz gdyby został w gruzach na balkonie, kto wie, czy nie zwaliłby się na niego sufit. Widząc kolejną falę gestapowców, trzymał Susanne blisko siebie, co znaczy blisko Heinricha, aby w razie czego przypisać choć część jej zasług. Na szczęście przed nikim nie musiała się tłumaczyć. Sanitariusze zajęli się Otto i kobietą, przez co Tobias mógł chwilę obserwować pracę rzekomych profesjonalistów. Medycyna się dopiero rozwijała i często miał wrażenie, że na wojnie robi się wszystko, aby ktoś przeżył, nieważne, czy ma wszystkie kończyny, bo to skupienie dotyczyło tylko bicia serca. Nie wiedział, kiedy zrozumieją ludzie, że każdy ranny jest trzykrotnie większym obciążeniem dla danego batalionu. Nim nie tylko trzeba było się zając, ale także ściągnąć z pola bitwy, a do tego były potrzebne kolejne osoby i sanitariusz.
Na szczęście Hala wystawowa okazała się spektakularną manifestacją, a nie próbą powstania. Widział jak sanitariusze rozrywają opatrunek Otto i automatycznie poczuł chłód na swoim brzuchu, na którym znajdowały się jedynie strzępy koszuli. Poczuł pogardę, że nikt nie docenił jego starań i wolał wybrać bandaż od dzieła spod rąk Hugo Bossa.
- Otto, nie chcę cię widzieć na treningach póki szpital nie dopuści cię do pracy, codziennie oczekuje raportu jak się czujesz - powiedział stanowczo, ale w jego wypowiedzi udzielała się bardziej natura przyjaciela niż dowódcy batalionu. Gdyby był ktoś inny, kazałby mu siedzieć na odprawie, a nie w domu. Na wojnie powinni ćwiczyć charakter, ale Otto nie był zwykłym członkiem batalionu. Był kimś, z kim lubił spędzać czas i widział w nim to coś. Siłę, ale także delikatny pazur, dzięki któremu nie bał mu się powierzać poważnych obowiązków. Wsadził Otto do samochodu, pilnując cały czas Susanne.
Nie mógł pozwolić, aby którykolwiek z tępych umysłów, bo z racji zawodu ojca nie miał dobrego zdania o gestapowcach, zaczął wypytywać ją o dokumenty czy pochodzenie. Gdzieś w głowie pojawiła mu się lampka, że powinien sam to zrobić, dla spokoju ducha, ale po dzisiejszych wydarzeniach nie miał ochoty na więcej obowiązków, sztywnej postawy i tego kołnierzyka, który wbijał mu się w szyję. Żałował, że marynarki są robione na wymiar, bo nawet nie miał jak się zapiąć bardziej, unikając tym samym świecenia pół nagą górą. Nie chciał robić zamieszania i dobijać się do gruzów sali, wykrzykując, że on to przede wszystkim chciałby swój płaszcz i ciepły szalik. Westchnął ciężko, a widząc nagie ramiona Susanne, od razu oddał jej marynarkę. Nie mógł wsadzić ją do samochodu okupantów. Wówczas by istniało za duże ryzyko sprawdzania dokumentów, a sama nawet nie mówiła po niemiecku. Musi to nadrobić, bo następnym razem a najgorszą zimę stulecia nie będzie szedł na piechotę z gołym brzuchem.
- Oprowadzę cię, nadal nie jest tu ee, sicher, bezpiecznie - powiedział do Susanne, otulając ją ramieniem. Pierwsze co, miał nadzieję, że mieszka niedaleko, bo mróz spowodował gęsią skórkę. Po drugie przypomniał sobie, kto na niego czeka w domu: syn i siostra. Chyba nie powinien tam sprowadzać Francuzki. Przynajmniej nie tak od razu i nie jako pamiątkę po wystawie.
Podczas krótkiej rozmowy okazało się, że w zasadzie są sąsiadami, a Susanne na pewno nie mieszka na poddaszu, więc do niej jest bliżej. Poczuł dziwną ulgę, bo widmo ciepłego domu wywoływało uśmiech na jego twarzy. Gorzej z rozsądkiem, bo gdzież okupant powinien oddawać marynarkę cywilowi. I otaczać opieką Francuzkę, która nie mówiła po niemiecku. Pewien mędrzec powiedział, że chłopcy zawsze tracą rozsądek przy kobietach, ale dzięki temu stają się własnie mężczyznami.

| zt Otto, Susanne, Tobias
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Sala główna   Pon Lis 14, 2016 7:34 pm

Koniec.
Słowo zabarwiło się na moment jasnymi strojami sanitariuszy, którzy pojawili się niemalże jak znikąd, przejmując pieczę nad poszkodowanymi. Obserwowała ich z boku, dalej usiłując uspokoić oddech oraz opanować spojrzenie nerwowo błądzące wśród kolejnych uciekających, zahaczające o zupełnie obce twarze, a mimo to dalej poszukujące. Opierała się dłonią o metalową powierzchnię, pozwalając, aby rozpalona nerwowością skóra chłonęła chłód marcowego wieczoru (nocy?). Chwytała się tego uczucia jak kotwicy trzymającej ją przy zdrowych zmysłach, odpędzającej wypływającej pod powieki wizji tkwiących pod resztkami stropu ciał, choć już po paru dłuższych minutach pojawiły się i te - wyciągane na prowizorycznych noszach, zupełnie nieruchome i spowite w jasne płótna-całuny. Czy z podobnego materiału nie był wykonany jej welon?
Odruchowo uniosła dłoń, usiłując uchwycić go, lecz w momencie, gdy skóra palców zetknęła się z włosami, przypomniała sobie o jego równie szczęśliwym losie. Ten krótki gest sprawił, że zaraz potem zerknęła również na swoje ubranie, pokryte pyłem i resztkami zawalonej ściany, która dość wyraźnie odcinała się wśród czerni habitu. Pośpiesznię strzepnęła to wszystko na ziemię, przypominając sobie widok zawalonej ściany znajdujący się zaledwie parę metrów za nią. Nie odwróciła się, aby ponownie na nią spojrzeć - wydarzenia wystawy dość wyraźnie zarysowały się w jej pamięci, chwilowo więc marzyła o tym, aby uciec od nich jak najdalej. Postąpiła kilka chwienych, powolnych kroków do przodu, nadal odczuwając efekty oszołomienia niespodziewaną sytuacją i jednocześnie usiłując oddalić się od centrum wydarzeń.
Moment, w którym zorientowała się, że jest obserwowana nastąpił zaraz później, gdy, zatrzymując wzrok na jednej z niemieckich furgonetek, dostrzegła jednego z mundurowych spoglądających na nią podejrzliwie. Spuściła wzrok na ledwie dostrzegalną w ciemnościach ziemię, nie chcąc prowokować niechcianej konfrontacji, w której i tak nie miałaby szans. Spokojnie i powoli przesuwała się do przodu, schodząc z drogi przedstawicielom władzy oraz lekarzom, usiłując również nie rzucać się w oczy. Gdzieś w tłumie mignęła jej również sylwetka znajomego księdza, lecz nie miała już siły upewniać się, czy ton. Adrenalina opuszczała krwiobieg, dając znać o narastającym poczuciu zmęczenia, a od zakonu dzielił ją jeszcze spory dystans. Podjęła więc szybką decyzję o przeczekaniu reszty nocy w bazylice i tam też samotnie się udała.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sala główna   Czw Lis 17, 2016 10:47 pm

To przypominało kalkę jakiegoś surrealistycznego snu - wyłaniasz się z wyziewów mieszaniny kurzu i rozkruszonego tynku, cała opatulona świadectwem tego, co przed chwilą się tu zdarzyło. Nazbyt szybko zeskakuję z twardego szkieletu samochodu, z trudem łapiąc równowagę na nierównym gruncie - przejmuję impet, z jakim odbiłem się od ziemi i bez zbędnej dozy delikatności zakleszczam Cię w nieporadnym uścisku.  

Kilka chwil wystarczyło, bym wyczuł puls w Twoich żyłach oraz przekonał się, że istniejesz naprawdę; że jesteś istotą z krwi i nienaruszonych przez wybuch (co skonstatowałem jako pierwsze, dokonując pospiesznych oględzin przepełnionym przerażeniem wzrokiem) kości. Moja dłoń na Twoich rozedrganych nadgarstkach, Ty w moich ramionach – i ten natrętny nawyk, który zawsze pomaga mi się uspokoić - liczę - tym razem to, jak szybko bije Ci serce.

Sam czuję, jak krew zaczyna we mnie coraz szybciej biec, kiedy mija nas ponury kondukt (niepogrzebowy), przenoszący rannego Christopha, który - o ile mnie pamięć nie myli - miał Ci dzisiaj dotrzymywać towarzystwa. Jaka odległość Was od siebie dzieliła? I co zadecydowało, że to właśnie on (niechciany głos w mojej głowie uzupełnia - a nie Ty) został ranny?

Minęła chwila, zanim dotarł do mnie sens Twoich słów - jakakolwiek odpowiedź uwięzła mi w gardle, a potem zawtórowałem Ci, wydając z siebie coś na kształt histerycznego, niekontrolowanego śmiechu. Jesteś jedyną ze znanych mi osób, która w takiej chwili mogła pomyśleć o płaszczu. Niemniej jednak dobrze, że o tym wspomniałaś, bo (nie) w porę zreflektowałem się i zarzuciłem swój własny na Twoje zziębnięte ramiona.  

- Zabieram Cię do siebie - zarządziłem, uznając, że przede wszystkim musimy opuścić to koszmarne miejsce. Czym prędzej.  

zt, wbijamy do mojego mieszkania
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Sala główna   

Powrót do góry Go down
 
Sala główna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Pozostałe dzielnice :: Hala wystawowa 'Wagram'-
Skocz do: