IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Arsène Désiré Strauss


Share | 
 

 Arsène Désiré Strauss

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
cywile
PisanieTemat: Arsène Désiré Strauss   Nie Lis 13, 2016 4:23 pm

Arsène Strauss



Liev Schreiber

Dane osobowe

Imiona: Arsène Désiré
Nazwisko: Strauss w dokumentach ze szwajcarskim obywatelstwem (pierwotnie Kselash)
Data i miejsce urodzenia: 24.12.1906, Paryż, Francja
Miejsce zamieszkania: Prawy brzeg
Stan cywilny: wieczny kawaler
Wykształcenie: średnie (liceum), szkolenie wojskowe w Legii, strzelec wyborowy
Zawód: były starszy sierżant w Legii Cudzoziemskiej, obecnie pomaga przyjacielowi w piekarni
Rodzina: rodzice nie żyją, Elżbieta Wysocka (siostra †), Antoinette Molière (siostrzenica), Rosemarie Molière (siostrzenica)
Wzrost: 191 cm.
Waga: 90 kg.



Historia

List do ukochanej, której nigdy już nie zobaczę...

Nie lubię, ale muszę i toleruję. Te słowa mnie tworzą, kształtują i rozbrzmiewają w mojej głowie od dziecka. Wychowała mnie ulica, ciemne zaułki Paryża, miejsca, o których turyści nie mają pojęcia. Widziałem zmęczone życiem twarze, smutek w oczach pozbawionych nadziei na lepsze jutro, dłonie styrane pracą, ale też te, które ukojenie szukają w narkotykach, pokłóte, bezwstydne, pokaleczone. Obserwowałem świat zbrodni, świat prostytutek, narkomanów, ale również zwykłych ludzi, którzy chcą przeżyć tylko. To tylko było tym aż. Widziałem radość w oczach dziecka, które zjadło bułkę, szczęście narkomana z kolejnej działki, zadowolenie złodzieja, że uciekł po raz kolejny, uśmiech na ustach policjanta, który dostał łapówkę i pewnie kupi żonie coś ładnego. Obserwowałem oczyma dziecka, które wierzyło, że świat nie kończy się na kolejnej ulicy. Byłem dzieckiem i myślałem jak dziecko. Śniłem, marzyłem, miałem nadzieje. Nie miałem pięknych zabawek, rodziców, którzy by mnie rozpieszczali, niań, które prowadziłyby mnie do szkoły, obiadów w drogich restauracjach. Miałem jednak dwie zdrowe ręce, dwie zdrowe nogi, rozum i spryt, czego pozazdrościłby mi nie jeden. Zawsze sobie radziłem, nieważne jak źle by nie było. Chce Ci opowiedzieć o mnie, odrobinę o wojnie, więcej o tym co myślę i czuję. Opowiem Ci o czymś bardzo ważnym dla mnie. Pierwszy i ostatni raz chce komuś powiedzieć o sobie. To moja osobista spowiedź. Przyjmij, proszę, ten dar. Ułomny, tak okaleczony, ale składany w Twe ręce niczym najcenniejszy diament.

I czekasz jeszcze? Jeszcze czekasz?
Deszcz jest jak litość - wszystko zetrze:
i krew z bojowisk, i człowieka,
i skamieniałe z trwóg powietrze.¹



Zacznę jednak od początku. Moja historia zaczyna się pod drzwiami sierocińca, ani najlepszego, ani najgorszego w Paryżu. Ot zwyczajny. Mieliśmy dach nad głową, posiłki i obowiązek chodzenia do szkoły. Od małego wbijano mi do głowy, że jestem niechciany. Najpierw mnie bito, potem nauczyłem się oddawać. Życie zawsze było dla mnie brutalne. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla wielu jest o wiele okrutniejsze. Los nie był dla mnie katem. Zamknął przede mną drzwi i okna, wskazał mi jednak uchylone okienko w dachu, kazał nauczyć wspinać, mimo że czasami wiązał mi ręce, śmiejąc się ze mnie jak spadałem tłucząc się boleśnie. Raz za razem, by w końcu mi się udało. Niektórzy chadzają po płatkach róż, mi przypadły w udziale tylko kolce. Nauczyłem się po nich chodzić, nauczyłem się nie pokazywać światu, że mnie boli, że tęsknię, że czegoś mi brakuje. Zatem jeszcze raz. Nie lubię, ale muszę i toleruję. Mam w sobie tę siłę, by wmówić to sobie, okłamać siebie, a przy tym innych. Kłamstwo powtarzane po tysiąckroć staje się prawdą. Moją prawdą.

Deszcz jak siwe łodygi, szary szum,
a u okien smutek i konanie.
Taki deszcz kocham, taki szelest strun,
deszcz - życiu zmiłowanie.¹


Nie wiem, jaka była moja matką, do dziś nie wiem czy po urodzeniu mnie tuliła, czy kochała, czy mówiła, że jestem jej ukochanym syneczkiem. Chciałbym wierzyć w to, ale nie potrafię. To jedna z tych rzeczy, których nie mogę sobie wmówić. Mówili mi, że przyniósł mnie ktoś jak miałem niespełna parę dni. Czyli wyrzucono mnie niedługo po porodzie. Moje dzieciństwo nie należało do najmilszych. Musiałem szybko nauczyć się chodzić, by nie siedzieć non stop w brzydkim metalowym łóżeczku. Musiałem szybko nauczyć się bić, by nie być najmłodszym dzieciakiem popychadłem. W wieku pięciu lat wysłano mnie do szkoły. Nie wiem, czy popełniono błąd w obliczeniach, czy uznano, że jestem już gotowy na ten krok. Nie byłem orłem w szkole. Nie chciało mi się uczyć. W gimnazjum zamiast na lekcjach wolałem włóczyć się po Paryżu. Poznałem przy tym wiele niebezpiecznych osób. Miałem wiele szczęścia, że przeżyłem ten okres w moim życiu i nie zostałem ćpunem. Zacząłem kraść, by mieć to co inne dzieciaki w moim wieku. Chciałem mieć lepsze ubrania, dobrze wyglądać i czuć się lepszą osobą. Byłem nawet dobrym kieszonkowcem. Mogę powiedzieć szczerze. Dobrze mi szło w gimnazjum. Potem nastały lata liceum. Byłem na tyle głupi, by zacząć boksować. Czemu głupi? Powoli. Zacząłem ćwiczyć u faceta pracującego dla mafii. Powiedział, że mam talent, uwierzyłem mu. Zamiast przykładać się do nauki, boksowałem. Choć muszę przyznać, że z wychowania fizycznego i języków obcych byłem niezły. Z innych przedmiotów ledwo przechodziłem z klasy do klasy. Chyba tylko dzięki temu, że nauczyciele powoli zaczęli się bać tego z kim zaczynam się spotykać. Ściany miały uszy, a plotki roznoszą się bardzo szybko.

Miałem talent, podobno, miałem szanse na to, by być zawodowym bokserem, podobno. Wierzyłem w to całym swym szczeniackim głupim sercem. Skończyłem liceum z przekonaniem, że studia mi nie są do niczego potrzebne. Trenowałem od świtu wiele godzin. Pracowałem też dla swego trenera. Moja piękna bajka skończyła się kiedy powiedział do mnie, że mam kogoś zabić... nie zgodziłem się. Miałem być bokserem, nie zabójcą dla mafii. Nie nadawałem się do tego. Wkurzyłem go, ale nie dał tego po sobie poznać. Dał mnie do walki z o wiele lepszym, ale też bardzo brutalnym przeciwnikiem. Wygrałem... miałem przegrać. Nie wiem jakim cudem mi się udało. Wiedziałem jedno, muszę uciekać, bo zabiją mnie. Nie dość, że nie posłuchałem rozkazu to jeszcze nie dałem mu przyjemności ukarania mnie.

Nocą słyszę, jak coraz bliżej
drżąc i grając krąg się zaciska.
A mnie przecież zdrój rzeźbił chyży,
wyhuśtała mnie chmur kołyska.²


Uciekłem, chyba uciekałem przez następne piętnaście lat. Tak mi się wydaje. Miałem tylko osiemnaście wówczas lat. Byłem głupim szczeniakiem, poobijanym, ale z ogromną wolą przetrwania. By przeżyć, zaciągnąłem się do Legii Cudzoziemskiej. Nie wiem, czemu dali mi obywatelstwo szwajcarskie, nie pytałem. Może to taka procedura była? Nie pytałem o nic, słuchałem rozkazów bezkrytycznie. Wszystko, by przeżyć. Lata w Legii bardzo mnie zmieniły. Wchodziłem w ich zastępy jako ambitny młody bokser, uparty i dumny. Wychowali mnie. Zrobili z dziecka mężczyznę. Zabili we mnie wszystko co dziecinne, niewinne. Nie potrafię sobie wyobrazić, jakim byłbym człowiekiem, gdyby nie Legia. Odchodząc z Legii na emeryturę, miałem 32 lata. Podobno miałem wiele szczęścia, uporu i samozaparcia, by przejść przez piekło Afryki. Bo to było prawdziwe piekło. Piekło pustyni, gorąca w dzień, nocy, które nie dawały ukojenia. Marsze, ćwiczenia, marsze, walka. Byłem gwardzistą, przysięgałem dla Francji. Czasami, kiedy po którymś kilometrze marszu patrzyłem w pozbawione chmur niebo, tęskniłem za domem. Za ciepłym łóżkiem, bezpiecznym sierocińcem i ciepłą, mimo, że paskudną zupą naszej kucharki. Tak po prostu tęskniłem, ale maszerowałem dalej. Czasami myślę, że moje życie to nieustanna walka. Tak jak tam, na pustyniach Afryki, tak ja przez całe lata toczę bój o to kim jestem, jakim się staję. Afryka była moją matką, surową i bezwzględną, ale za to jaką piękną. Dawała ale i zabierała. Uczyłem się dzięki niej być mężczyzną. Twardym jak skała. Afryka uczyniła ze mnie swe dziecko, którego nic nie miało ruszyć. Dała mi piekło na ziemi, by przygotować mnie na to co ludzie szykowali sobie nawzajem. Idąc przez piaski pustyni, w żarze i ukropie, nie spodziewałem się nawet jaką gehenna moi rodacy potrafią wymyślić dla innych. Ile nienawiści mogą zafundować sobie tylko dlatego, że urodzili się w takiej, a nie innej rodzinie. Afryka miała mnie przygotować na piekło, które wyryło się w kartach historii na wieki. Idąc po rozgrzanym piasku nie byłem w stanie wyobrazić sobie tego, co czeka Europę za parę lat... Parłem przed siebie, minuty zmieniały się w godziny, te w dni, one zaś w tygodnie, miesiące przerodziły się w lata.

Krok za krokiem, aż dotarłem do mojej emerytury. Był rok 1939. Wróciłem do domu, ojczyzny w maju. To była cudowna wiosna. Piękna. Na początku nic nie robiłem, ot cieszyłem się słońcem i próbowałem na nowo ułożyć swe życie. Starałem się poukładać te niepasujące do siebie części, tego co zwałem swoją przyszłością. Kiedy ja próbowałem, to nastał wrzesień. Słyszałem w radiu, że zaczęła się wojna. Pracowałem wówczas u mojego starego znajomego z sierocińca. Trzeba mu przyznać, że zawsze miał głowę na karku, poszedł w końcu na studia. Przejął piekarnię ojca i rozwinął interes. Pomagałem jak umiałem. Fakt, mało ambitna robota, nosiłem skrzynki czy worki z mąką, ale robiłem to za przysłowiowy talerz zupy i pokój w jego domu. Byłem zadowolony ze swego życia, na tyle ile mogłem.

Obskoczony przez zdarzeń zamęt,
kręgiem ostrym rozdarty na pół,
głowę rzucę pod wiatr jak granat,
piersi zgniecie czas czarną łapą;
bo to była życia nieśmiałość,
a odwaga - gdy śmiercią niosło.²


Dokładnie rok po moim przybyciu do kraju Francja została zaatakowana. Nie byłem już żołnierzem. Chciałem walczyć, ale mój przyjaciel prosił mnie, bym powstrzymał się, błagał, bym został z nimi w domu i ochraniał jego i jego rodzinę. Zgodziłem się. Do dziś to robię. Pracuję u niego, mieszkam z nimi i chronię ich jak umiem najlepiej.

Zdaje sobie sprawę, że moja historia jest napisana chaotycznie. Może czytając to, uznasz, że nie umiem zupełnie opowiadać. Przykro mi, chyba przespałem te lekcje w szkole lub najzwyczajniej mnie na nich nie było. Języki obce poznałem już w Legii, w szkole nauczyłem się jedynie podstaw. To życie było dla mnie najlepszym nauczycielem. Być może nie jestem żadnym znawcą sztuki. Nie zacytuję żadnego poety, nie skojarzę cytatu. Nie poznam również żadnej melodii, nawet jeśli będzie to najbardziej znana symfonia jakiegoś wielkiego kompozytora. Jestem żołnierzem, z krwi i kości. Więcej wiem o walce niż o spokojnym życiu jako cywil. Staram się przeżyć jako zwykły obywatel. Moje szwajcarskie obywatelstwo pozwala mi na to, w większym lub mniejszym stopniu. Trwam i jak mówiłem na samym początku, pozwolę sobie powtórzyć się jeszcze raz. Nie lubię, ale muszę i toleruję. Mój dowódca powiedział mi kiedyś, że ból jest dobrym przyjacielem. Dzięki niemu wie się, że jeszcze się żyje. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Co mnie powali na kolana, sprawi, że powstanę ponownie. Co sprawi, że upadnę, by zobaczyć buty moich wrogów, sprawi, że zdobędę w sobie resztki siły, by nie poddać się. Można mnie pokonać, ale nie można zniszczyć we mnie uporu, woli walki i przetrwania. Nieważne jak się mnie upokorzy, zawsze znajdę sposób, by otrzepać się z tego co mnie przygniata do ziemi. Nie poddam się. Nigdy. Póki oddycham, będę walczył.

To tylko straszliwy kwiat
Rośliny, która jest Życiem;
To tylko wybuch i kolor
Ciernistych, codziennych pnączy,
Krzewiących się dziko i bitnie. ³


Na koniec powiem coś optymistycznego. Spotkałem starszą kobietę parę dni temu. Powiedziała mi, że ma coś dla mnie. Dyrektorka ukrywała listy, które były zostawione ze mną. Nie chciała, bym sam szukał rodziny. Może nie chciała, bym ją znalazł? Nie wiem. Nie umiem na to odpowiedzieć. Nie spytam ją już. Zmarła. Przeczytałem listy. Po parę razy. Ktoś na mnie czekał, ktoś mnie kochał, miałem mamę... ktoś inny jej nienawidził do tego stopnia, że powiedział mamie, że umarłem, a mnie wyrzucił jak śmiecia. Ktoś... poczułem wściekłość. Ktoś zabrał mi rodzinę, a ja nawet nie mogłem nic na to poradzić. Miałem jednak nazwisko, znalazłem wnuczkę mej mamy. Moją siostrzenicę. Teraz tylko trzeba zrobić jeden krok... spotkać się z nią. Życz mi powodzenia. Właśnie do niej idę...

Ostatnie słowa tego listu, którego nigdy nie wyślę, spalę niedługo... ostatnie słowa wysyłam do Ciebie. Dwa słowa, które podobno mają ogromną moc. Nie wierzę w nie, ale Ty wierzyłaś. Kiedyś. Zatem zrobię to dla Ciebie. Tylko i wyłącznie dla Ciebie. Nie dlatego, że muszę. Chcę.

Kocham Cię.

Twój na zawsze A.

Charakter

Jaki jestem? Nie psuję niespodzianki.
.  

Ciekawostki

Znaki szczególne: Blizny po ranach postrzałowych (jedna na lewym barku, druga na prawym udzie). Ma głęboki, niski głos z odrobiną chrypki przez papierosy.
Języki obce: * Francuski (biegle z racji, że ojczysty)
* Niemiecki (biegle w mowie, zaawansowany w piśmie)
* Angielski (biegle w mowie, zaawansowany w piśmie)
Mocne strony: *silny fizycznie, ale bez przesady
* zna techniki samoobrony
* sokole oko, jest strzelcem wyborowym, zatem dobrze sobie radzi z bronią palną, krótką i długą
* radzi sobie z nożami, ale nie tak dobrze jak wyżej
* łatwość w przystosowaniu się do nowych warunków
* posiada prawo jazdy
* zna biegle język migowy, potrafi też czytać z ruchu warg, nauczył się tego w Legii
Słabe strony: * nie radzi sobie z emocjami, nie rozumie ich i nie umie wyrażać tego co czuje, dlatego uważają go za dupka
* ma lekką paranoję, uważa, że w każdej chwili ktoś chce go zabić, śpi z bronią (np. pod poduszką), przez to ciężko mu komuś zaufać
* boi się pająków... tak tak, wielki chłop, który zabija wrogów dostaje furii kiedy widzi malusiego pajączka... tak... żenujące (i on to wie, ale mimo to nadal się boi)

Siedem(mniej lub bardziej istotnych) prawd na temat Arsene
unus Ulubiony napój? Czarna kawa, mocna i gorąca. Kocha też francuską kuchnię, mimo, że sam za grosz nie potrafi gotować. Szczyt jego wyczynów kulinarnych to przekroić bagietkę i posmarować ją masłem, położyć plasterek czegoś! Tadam. Gotowe!
duo Ma Harley`a Davidson`a, kupił go zaraz po powrocie do kraju. Piękny model z 1939 roku, jest z niego dumny i traktuje niemal z nabożną czcią.
tres Jest patriotą pełną gębą. Kocha swój kraj i oddałby za niego życie. Pewnie dlatego wciąż myśli o ruchu oporu i przekonuje swego przyjaciela, że chce walczyć za kraj, który dał mu nie tylko złe wspomnienia.
quattuor Trenuje amatorsko boks, nic wielkiego, ot powraca do starych czasów i przy okazji stara się zachować formę. Wielka prowizorka, ale lepsze to niż nic.
quinque Jego przyjaciel ma żonę i dwójkę małych dzieci. Bliźnięta, dwóch chłopców, mówią do Arsene wujku i są wpatrzeni w niego jak w obrazek. Pokochał tych ludzi jak swoją rodzinę.
sex Temat tabu? Lata spędzone w Legii. Nie chce o tym opowiadać. Zawsze zmienia temat i robi się pochmurny. Tak jakby ktoś go uderzył bez powodu, a on nie może za to oddać.
septem Nie ma ulubionej liczby ani ulubionego koloru. Nie goli się codziennie, więc chodzi z parudniowym zarostem. Gdyby nie bliźniaki, to pewnie zarzekał się, że nie lubi dzieci i nie nadaje się na ojca.
¹Krzysztof Kamil Baczyński "Deszcze"
²Krzysztof Kamil Baczyński "Z głową na karabinie"
³Maria Pawlikowska-Jasnorzewska "Wojna to tylko kwiat"



Uwagi do Mistrza Gry

Jeśli umierać to tylko w walce, za ojczyznę.


Ostatnio zmieniony przez Arsène Strauss dnia Czw Lis 17, 2016 10:44 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Arsène Désiré Strauss   Sob Lis 19, 2016 3:16 pm


Karta zaakceptowana!





WITAMY NA FORUM!

Życzymy dobrej zabawy i mnóstwa weny na ciekawe fabuły!
Na start otrzymujesz 700 punktów, które już od teraz możesz wydawać w sklepiku na ekwipunek lub przywileje.

Stara karuzela na Prawym Brzegu kojarzy Ci się z Twoim dzieciństwem. Doskonale pamiętasz, jak kiedyś bawiłeś się przy niej, a teraz dzieci Twojego przyjaciela niejednokrotnie proszą Cię, żebyś zaprowadził je w to miejsce. Mimo upływu lat, nie zmieniło się ono ani trochę.
Wiele wieczorów spędziłeś z kolei w tłocznym i chętnie odwiedzanym 'Le Dome'. Kto wie, może pewnego razu zobaczysz tam czyjąś znajomą twarz?

Jeśli zaś chodzi o nasze postacie NPC -Tobiasa Wolfmeyera znasz jedynie ze stron gazet i rozmaitych opowieści, które krążą o bezwzględnym szefie Policji i Bezpieczeństwa SD. Z kolei Pierre Lécuyer przysiadł się kiedyś do Ciebie w 'Le Dome', ale Wasza rozmowa była raczej krótka i niezobowiązująca.



Przetrwanie szybko stało się priorytetem w życiu Arsene'a. Przyczyniło się do tego trudne dzieciństwo i lata spędzone w Legii Cudziemskiej, które wykształciły w Straussie wolę walki, nieodwracalnie zmieniając jego charakter. Na wojnę i trudy okupacji spogląda więc z perspektywy żołnierza, choć mimo wszystko stara się odnaleźć w swoim życiu spokój - nawet teraz, gdy jest tak blisko poznania rodziny, której ciepła i miłości nigdy nie zdołał doświadczyć.
Po drobnych poprawkach teraz już wszystko jest w porządku. ;) Dopisałam trochę przecinków, ale na przyszłość pamiętaj, żeby wstawiać je przed by. Poza tym muszę pochwalić historię Arsene'a bo jest rozbudowana i wynika z niej cała jego osobowość, a sam Arsene bez wątpienia nie jest czarno-białą postacią. Trzymam mocno kciuki, żeby los uśmiechnął się do niego w fabule. <3


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Arsène Désiré Strauss   Sob Lis 19, 2016 6:07 pm

Akceptuję!

Życie Arsène od początku zdawało się rzucać mu kłody pod nogi, obierając możliwość wychowania się w kochającej i pełnej ciepła rodzinie. Bez wątpienia jednak to, jakie były jego początki, uczyniło z niego człowieka, którym jest teraz. Uliczna kradzież, treningi boksu i w końcu służba w Legii zahartowały nie tylko jego ciało, ale także i duszę. Mam nadzieję, że los w końcu jakoś wynagrodzi mu wszelkie dotychczasowe niepowodzenia, a Arsène będzie miał szansę poznać swoją rodzinę!
Do samej karty nie mogę się przyczepić, więc nie zatrzymuję dłużej, leć do gry i baw się dobrze! <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Arsène Désiré Strauss   

Powrót do góry Go down
 
Arsène Désiré Strauss
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: poza grą :: Archiwum :: Karty Postaci-
Skocz do: