IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Teatr 'Comédie-Française'


Share | 
 

 Teatr 'Comédie-Française'

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Teatr 'Comédie-Française'   Sob Lip 02, 2016 1:55 pm



Teatr 'Comédie-Française'

Istniejący od 1680 teatr, znany również jako Théâtre de la République czy też La maison de Molier (Dom Moliera). Znajduje się on na Placu André-Malraux.
Teatr ten hołduje starożytnym tradycjom molierowski. Na jego scenie wystawiane są sztuki nie jednokrotnie dość kontrowersyjne, w tradycyjny sposób przedstawiane są klasyki francuskie. Widzowie zetną się tutaj z większym naciskiem na gestykulację i słowo w grze, niż na okazywanie emocji.
Jest to jedyny teatr państwowy posiadającym własną trupę aktorów.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Wto Sie 23, 2016 11:45 pm

Morgane po raz setny wygładziła dół swojej sukienki, stylizowanej na taką, którą noszono w osiemnastym wieku. Nie należała do wygodnych, jednak śpiewać i grać musiała już w gorszych warunkach.
Do przedstawienia zostało jednak jeszcze całkiem sporo czasu i panna La Fayette zdawała sobie boleśnie sprawę z faktu, że musi jeszcze trochę przecierpieć zanim wyjdzie na scenę. Przynajmniej jeszcze jej włosy pozostawiono do zrobienia i chwilowo były nietknięte, trochę rozbałaganione.
Przejrzała się w lustrze i westchnęła cicho. Nie wyglądała źle, jednak z całą pewnością dziwnie.
Stwierdziła, że chce wydostać się chociaż na chwilę ze swojej garderoby, więc wyszła na korytarz. Uśmiechnęła się trochę, widząc chłopaka sprzątającego korytarz.
- Bonsoir! - przywitała się z uśmiechem, ignorując fakt, że @Damien Mora pracuje. Nikt nie miałby do niego pretensji. W końcu to ona go zagadnęła, prawda?
No i potrzebowała zająć się rozmową z kimś. Może choć na chwilę zapomni o drapaniu stroju.
- I zanim coś powiesz, owszem, wiem, że wyglądam śmiesznie - stwierdziła z niesmakiem, ale też i lekkim rozbawieniem, bo przecież nie pozwoliłaby na to, żeby coś takiego jak to zmieniło jej humor.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 12:07 am

Damien miał dzisiaj dzień, jak co dzień. Wstał wcześnie rano, zjadł skromne śniadanie i ruszył do pracy. Miał na sobie swoje robocze ogrodniczki, a pod nimi białą koszulkę. Rano dostał za zadanie rozwieszanie dekoracji na scenie. Potem musiał wyczyścić kible, umyć okna i podłogę w łazience i na korytarzu. Podczas jego pracy na scenie trwały różne przedstawienia. Renard miał świadomość że będzie dzisiaj występować jego koleżanka z konspiracji. To był jeden z niewielu powodów za które lubił swoją pracę. Co prawda starał się utrzymać nastawienie, że lubi każdą pracę która daje mu pieniądze, tyle że widok szwabskich mord mu to utrudnia. Młodzik nie lubi sytuacji kiedy to sprząta łazienkę, i nagle wchodzi jakiś niemiecki podoficer, policjant, czy hugo wie, i patrzy na Renarda z góry.
Chłopak zajął się teraz korytarzem. Zamoczył mop w wiadrze i zaczął myć podłogę. Przerwał, słysząc znajomy głos. Wyprostował się i parsknął śmiechem na widok kreacji dziewczyny.
-Salut, Morgane.- Powiedział uśmiechnięty i oparł się na mopie.
-Kogo grasz?- Zapytał, mierząc dziewczynę wzrokiem. Nie miał zielonego pojęcia w jakich czasach noszono takie stroje. Jego wiedza pod tym względem była mała. Jeszcze przed wojną zdarzało mu się chodzić do teatru, jednak od czasu wyjazdu ojca na front, przedstawienie widział tylko z zaplecza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 12:21 am

Morgane też cieszyło, że jest tu ktoś z Ruchu Oporu - mimo wszystko to właśnie z ludźmi z RO trzymała się najbardziej i chyba nie można się było temu dziwić - w końcu to właśnie tak spędzała jednak większość czasu, na działalności związanej właśnie z Ruchem Oporu. W końcu to był jedyny sposób, aby przyłożyć się jakoś do odzyskania wolności przez jej kraj.
Uniosła brwi z udawaną złością, kiedy zobaczyła minę Damiena.
- Tak, tak, śmiej się ile chcesz. Wiem, że wyglądam jakbym wydostała się z piwnicy, w której siedziałam przez dwieście lat - przewróciła oczami z rozbawieniem, a jej głowę przez moment zaprzątnęła myśl o tym, jakby to było, przez ponad dwieście lat siedzieć w piwnicy.
- Lady Clara Schuyler. Gram w tym romansie, którego akcja toczy się w 1800. Całkiem w porządku gdyby nie to, że muszę pocałować Bonnaire'a, jedną z najobrzydliwszych osób jaką znam. Czego się nie robi dla sztuki! - stwierdziła z przesadzonym dramatyzmem w głosie, po czym wzruszyła ramionami. - Nie, naprawdę, życz mi powodzenia. Jestem dość blisko zamordowania go przy pierwszej nadarzającej się okazji - stwierdziła z rozbawieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 12:42 am

Rozmowa z dziewczyną jest miłą odmianą dla jego brudnej roboty. Damien nie narzeka. Mógł przecież pracować w kopalni czy też na budowie. Sprzątanie teatru nie jest takie złe, dzięki temu potrafi jakoś utrzymać porządek w mieszkaniu.
-Jak na dwieście lat wyglądasz bardzo młodo....co prawda starzej niż ja, ale i tak młodo.- Renard w porównaniu do innych z RO jest gówniarzem. Zaledwie miesiąc temu skończył dziewiętnaście lat. Kiedy zaczynał w konspiracji miał siedemnaście. Większość otaczających go osób jest od niego starsza, ale mu to nie przeszkadza. No chyba że ktoś traktuje chłopaka jak małe dziecko, tego już nie może tolerować.
Renard wysłuchał wypowiedzi dziewczyny. Miała fajną pracę, mogła stać się kimś innym na kilka godzin. Młodzik uważa to za fajną zabawę, chociaż w rzeczywistości to głównie ciężka praca.
-Takie morderstwo to byłby ciekawy zwrot akcji, pogadaj z reżyserem, może się zgodzi.- zażartował. Mora bardziej doceniłby sztukę która kończy się czymś nie spodziewanym, niż oklepaną historię powtarzaną tysiąc razy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 1:01 am

Roześmiała się cicho, słysząc jego słowa.
-Dobrze wiedzieć. Kto wie kim będę w przyszłym tygodniu, może wystawimy jakąś grecką sztukę i będę jeszcze starsza i- - urwała i westchnęła cicho. Znowu poprawiła sukienkę, czując jak drapie ją w plecy. Mogła być ładna (jak na standardy tamtych czasów), ale wciąż pozostawała niewygodna.
- Cóż, tego kto to uszył też pewnie czeka zły los, jeśli mój kolejny kostium będzie tak bardzo niewygodny. Chociaż pewnie ty masz gorzej niż ja. Pewnie nie powinnam narzekać - przyznała po chwili, bo zdecydowanie nie znosiła sprzątania. Była zbyt chaotyczną osobą na to, żeby utrzymywać porządek w jakimkolwiek miejscu - nawet w swoim życiu, czasami.
- Taka chwilowa sceniczna śmierć chyba mnie nie satysfakcjonuje - roześmiała się cicho - Ale przyznaję, że to by był fajny zwrot akcji w sztuce. Przydałby się taki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 1:18 am

Chłopakowi trudno się było przyzwyczaić do Morgane w tej sukni. Wyglądała w niej...inaczej. No cóż, modne rzeczy w XIX wieku różniły się od tych dzisiejszych. Nie zazdrościł jej tej sukienki. Była nie wygodna, a ona biedna musiała się w niej męczyć przez kilka godzin. Renard nie miał takiego problemu.
-Co ty gadasz? Moje ogrodniczki są bardzo wygodne. Mogę w nich sprzątać toalety, albo wymieniać żarówkę, a jak najdzie mnie ochota mogę posadzić drzewo w ogródku.- Wiedział że nie to dziewczyna miała na myśli, ale on nie miał zamiaru narzekać na swój los. -Co prawda nie mam ogródka, ale mieć drzewko to chyba fajna sprawa.- I tak ze sztuki zeszli na ogrodnictwo, Damien to potrafi w każdej chwili zmienić temat.
-Nie miałem na myśli scenicznej śmierci.- powiedział z udawaną powagą, przeczekał chwilę napięcia i obdarzył dziewczynę szczerym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 3:58 pm

Tak, moda zawsze była inna i La Fayette to wiedziała, ale dlaczego ktokolwiek chciałby w czymś takim chodzić? Kobiety nie miały za wiele do powiedzenia w tej sprawie i Morgane zdawała sobie z tego sprawę, ale ktoś kiedyś musiała coś takiego stworzyć i stwierdzić "hej, to jest wygodne, nośmy to!".
- Co prawda nie wiem dlaczego chciałbyś sadzić drzewo w ogródku, ale chciałabym mieć strój, który by mi na to pozwolił - przyznała, trochę się już poddając psychicznie i akceptując fakt, że da radę w tym siedzieć - Spróbuję namówić reżysera na to, żeby kolejna sztuka opowiadała o ogrodnikach. Będę mogła wtedy mieć o wiele wygodniejszy kostium.
Tak, to brzmiało jak dobry plan, chociaż Morgane zdawała sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie nigdy nie uda jej się przekonać reżysera do swojego zdania. Reżyserom najczęściej zdawało się, że tylko i wyłącznie ich pomysły były dobre.
- Możesz posadzić drzewko pod naszym domem, na pewno mojemu bratu się spodoba, niedługo ma urodziny - stwierdziła z rozbawieniem, bo któż by nie chciał dostać drzewka pod swoim domem na urodziny?
- Och. To dobry plan. "Panie reżyserze, czy mogę zamordować kolegę aktora?" - spróbowała mówić takim głosem jakby to było bardzo normalne, że o to pyta, po czym roześmiała się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 4:40 pm

Dlaczego Renard chciałby posadzić drzewko? Taki fetysz, można do tego dodać jakąś nostalgię, ale po prostu chciał kiedyś posadzić drzewko.
-Kiedy byłem małym chłopcem, mieszkałem na przedmieściach Paryża. Mieliśmy ogród, i na środku rosło wielkie drzewo. Nie pamiętam co to był za gatunek, ale zawsze patrzyłem na nie z podziwem, że coś tak małego potrafi tak urosnąć. Dlatego chciałbym posadzić kiedyś drzewo.- Morgane poznała ciekawostkę z jego dzieciństwa. Jeszcze kilka i będzie ją musiał zabić, bo za dużo wie (hehe).
Młody zaśmiał się słysząc o sztuce o ogrodnikach. -Jakbyście mieli problem z kostiumami dajcie znać.- zażartował. Bardzo fajnie mu się rozmawiało z Morg, a przecież miał pracować.
Chłopak ucieszył się słysząc że będzie miał możliwość posadzenia drzewa.
-Dzięki, chętnie bym to zrobił. Może w jakiś weekend...jeśli oczywiście nie będzie żadnej akcji, a doszły mnie słuchy że jakaś się planuje.- Powiedział. Mówiąc o Ruchu Oporu zbliżył się do dziewczyny i ściszył głos. To był kiepski pomysł aby rozmawiać o tym w takim teatrze, ale aktualnie nie było żadnego przedstawienia, a następne zaczynało się za jakąś godzinę.
-Ja bym się zgodził. Brzmisz przekonująco.- Powiedział uśmiechając się. Zamiast zwalniać aktorów za ich brak talentu, powinni mordować ich w przedstawieniu. Problem z głowy, a przynajmniej na coś się przydadzą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 4:55 pm

Uniosła lekko brwi, słuchając, bo jednak jakoś tak drzewka ją nigdy nie fascynowały.
- Nie powiem, że rozumiem akurat tę fascynację drzewem, ale jako dziecko któregoś razu cały dzień patrzyłam na jeden liść na drzewie, bo przypominał kształtem wróbla, więc, kim jestem żeby oceniać - stwierdziła z rozbawieniem. Cóż, była artystką, prawda? Artyści widzą więcej niż inni. Może Damien też był więc trochę artystą?
W każdym razie i ona się czymś podzieliła, więc teraz już nie może zginąć z ręki Mory, obroniła się!
- Jakby nie było budżetu na kostiumy to zajrzę do ciebie i coś pożyczę - zapewniła go, ze śmiechem wyobrażając sobie jakby ta sztuka wyglądała. Może być w niej mały chłopiec, który marzy o posadzeniu drzewa, a potem okazuje się, że drzewo które podziwiał zostało wycięte i przez całą sztukę szuka sposobu na przywrócenie go. Albo dziewczynka, skoro Morgane ma grać główną rolę.
- Proszę bardzo. Jeśli będziesz szczęśliwy sadząc drzewo to będziemy mogli cieszyć się myślą, że kogoś uszczęśliwiliśmy - stwierdziła ze śmiechem. Nie, no ale naprawdę - jedno drzewko w tą czy drugą stronę nikomu by nie zaszkodziło. Może można by zbudować domek na drzewie, o. Bastien na pewno umiał to zrobić i byłoby jakieś miejsce, w którym mogłaby spotkać się ze swoim bratem bez oczu jej rodziców (a jego przybranych rodziców) na nich.
Bycie zakochanym w swoim przybranym bracie było doprawdy niezwykle trudną rzeczą. Może kiedyś nawet Damienowi o tym powie, bo coraz częściej czuła potrzebę zwierzenia się z tego komuś.
- Naprawdę? Ktoś wystawia sztukę w najbliższym czasie? - spytała, na wypadek gdyby ktoś jednak ich słyszał, ale Damienowi posłała konspiracyjny, szeroki uśmiech. Chyba to właśnie w takich sytuacjach najszerzej się uśmiechała.
- Taka moja praca - stwierdziła z uśmiechem, który jednak starała się powstrzymać, bo zdecydowanie za bardzo lubiła przyjmowanie komplementów od innych. - Może pójdę za twoją radą i to wypróbuję - dodała, kiwając głową z udawaną całkowitą powagą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 7:19 pm

Niklaus i Ludwig spotkali się przy patrolowaniu paryskich ulic, a jako że znają się postanowili razem przeprowadzić patrol. Łut chciał, że pewien francuz wchodził żwawo do teatru z dziwnie wyglądającą torbą, więc wraz z towarzyszem, stety bądź niestety, musieli udać się do budynku. Ruszyli więc korytarzem, przyglądając się i legitymując wszystkich po drodze. Skręcili, a widząc dwójkę rozmawiających Nik się przywitał i przedstawił.
- Guten Tag, Niklaus Schulz. - tutaj spojrzał na Ludwiga i wskazała głową w stronę pary gołąbków dając mu do zrozumienia, że jako wyższy rangą to on powinien "poprosić" o dokumenty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 7:53 pm

Dni tutaj mijały tak szybko, że nie miał czasu zmrużyć oka, a wszelkie myśli ulatywały jak żałobne ptaki nad jego głową. Był skupiony jedynie na działaniu, to ono popychało go do przodu, niwelując uczucie zupełnej bezcelowości jego posunięć. Był zanadto inteligentny, by wierzyć bezgranicznie w całkowitą okupację kraju, więc wszędzie widział wrogów Rzeszy. Sam był świadomy tego, że codziennie ich przybywa, podczas gdy ich armia jest dziesiątkowana na frontach. Wiedział, jak niełatwą wybrał sobie rolę, bo wśród półcieni swoich nieprzyjaciół, on sam stał w pełnym świetle, na scenie, która już dawno spływała krwią. Broczyła ona z każdego, kto na to zasługiwał.
Nie był sadystą - przynajmniej tak starał się sobie wmawiać - ale nie mógł dopuścić do tego, by być niesprawiedliwym. Za każde przewinienie karał więc srogo, nie bacząc na krzywdę. Ta i bez niego dokonywałaby się na świecie, a on przynajmniej robił to w sposób czysty i pozbawiający wszelkich złudzeń. Wiedział, że jeśli coś pójdzie nie tak - a kiedyś musi, bo historia nie zna próżni - to on odpowie z pełną świadomością za to, po której stał stronie. Dlatego nie odczuwał tego, co inni nazwaliby wyrzutami sumienia bądź wstydem. Wręcz przeciwnie, Paryż przemierzał z wysoko podniesioną głową, nie przejmując się życiem na świeczniku.
Niektórzy uważali, że jest do niego stworzony i że w ciemnym płaszczu mu wyjątkowo do twarzy, ale prawda była bardziej skomplikowana. Owszem, uwielbiał swoje stanowisko i pracy poświęcał się do reszty - nawet ten patrol był tego wyrazem - ale równocześnie zdawał sobie sprawę, że gdziekolwiek indziej byłby równie dopasowany. To była jego wola przetrwania. Ciało perfekcyjnie zlewało się z warunkami, w których przyszło im bytować, psychika nie protestowała przed bardziej okrutnymi niż zazwyczaj zabawami, a on wydawał się jak wyjęty (niestety) z francuskiego żurnala, gdy stawiał pewne kroki w wojskowych butach, towarzysząc Schulzowi w sposób absolutnie fizyczny.
Umysłowo błądził gdzieś po fantasmagoriach, w których odbywał jedną rozmowę więcej ze swoją ukochaną, dedykując jej ostatni koncert bądź całował w czoło swoją najmłodszą córkę, gdy wreszcie miał na to czas. Te dwa wydarzenia były równie niemożliwe i odległe, że mógł jedynie witać się z nimi w myślach, będąc człowiekiem zazwyczaj do bólu pragmatycznym. I wesołym, szedł w sposób raźny, podśpiewując sprośną, niemiecką przyśpiewkę pod nosem. Wyglądał niemal jak jowialny wujek, co uroczo kontrastowało z opowieściami o siedzibie gestapo, w której zamieszkał ponoć sam diabeł.
Ludzie byli obrzydliwie przesądni. Zdawali się winić siły nieczyste za własne grzeszki, za nielojalność wobec władzy, która chciała dla nich dobrze. Nie, to nie demony stały za zgorszeniem w więzieniu, za przesłuchiwaniami, od których włos jeżył się na głowie i za transportami do obozów. To człowiek, ten tutaj, który zapalał cygaro przed wejściem do teatru i bardzo wnikliwie słuchał o tym, co nigdy nie powinno zostać wypowiedziane w takim miejscu.
Najwyraźniej ktoś nie był ostrożny, a jego uśmiech jedynie świadczył o tym, jak bardzo go to cieszy. Nie, takie płotki jak dwójka Francuzów nie interesowały go w znaczeniu dosłownym. Chodziło raczej o nici, które tworzyły skomplikowaną sieć powiązań, a on postanowił jednym ruchem ją przeciąć. Inna sprawa, że każda z drobnych cząstek owej struktury to była żywa tkanka, która dostatecznie długo bita puchła... i zamieniała się w kłębowisko nerwów bólowych, ale to już nie jego zmartwienie.
On tu tylko wydawał rozkazy.
- Dokumenty - rzucił po niemiecku, nie zamartwiając się o to czy go zrozumieją czy może trzeba będzie im pokazać dokładnie, o co mu chodzi. On sam za to doskonale wszystko pojmował, choć wolał, by tych dwoje było przekonanych, że jest tu nowy.
Właściwie sam fakt, że tu się znalazł, był zgoła zaskakujący. Zwykle miał do tego ludzi, ale Erik ostatnio zasługiwał na kilka dni oddechu, a Ludwig odczuwał patologiczną przyjemność ze strachu, jaką wśród ludzi wzbudzał jego mundur.
Przecież nie on sam, choć lustrował dokładnie twarze zatrzymanych, a  jego stalowo-niebieskich tęczówki wyglądały jak wielkie lustro, które dokładnie odbijało wszelkie zagrożenie.
Nawet jeśli nie rozpoznali w nim szefa gestapo i dla nich był kolejnym esesmanem, który postanowił ich sprawdzić.
Darował sobie wszelkie uwagi, czekał na dokumenty, choć nie wyciągał po nie dłoni, jeszcze nie zdecydował, co zrobi i jak wykorzysta informacje, które tak nieopacznie popłynęły podczas tego patrolu.


Ostatnio zmieniony przez Ludwig von Liebenfels dnia Sro Sie 24, 2016 11:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 8:25 pm

Damien miał jeszcze trochę roboty. Ale przednimi jeszcze cały dzień. No dobra, wieczór. W każdym razie, chłopak zrobił to co miał zrobić. Został mu tylko korytarz, który całościowo ma umyć i tak dopiero po występie, kiedy to już nikt nie będzie łazić.
-Fascynować można się wszystkim. W szczególności jeśli ma dla nas jakąś wartość sentymentalną.- Takie wytłumaczenie, a pro po chęci posadzenia drzewa.
-Nie miałem okazji poznać twojego brata. Które będzie miał urodziny?- Zagadał o kwestie rodzinne. Chciał wiedzieć komu to ma posadzić drzewko.
Renard był bardzo nie mądry zaczynając taki temat, ale to było dla nich normalne. W końcu konspiracja była dla nich jak praca, czy szkoła. Na szczęście Morgane była trochę bardziej ostrożna. Zamienić słowo akcja, na sztuka. Sprytne.
-Tak, ale cały czas pracują nad scenariuszem i doborem aktorów.- Powiedział uśmiechając się.
Uśmiech zniknął z jego twarzy wraz z wejściem dwóch niemieckich, oficerów? Renard rozpoznawał tylko mundur gestapo, ten drugi był chyba z SS, ale to tyle jeśli chodzi o znajomość niemieckiego munduru. Nic nadzwyczajnego, tu przychodzi wielu szwabów. Renarda zaniepokoił fakt, że ci dwaj skierowali się ku nim. Chłopakowi zabiło mocniej serce, ale wyglądał na raczej opanowanego.Tylko go wylegitymują i tyle. Gorzej, gdy uświadomił sobie że nie ma przy sobie dokumentów. Kurwa, zostawił je w szatni. No cóż, najwyżej się po nie pobiegnie, tylko czy ci panowie na to pozwolą?
Damien starał wyglądać na zwyczajnego francuza. Nie wyglądał na kogoś podejrzanego, raczej na lekko przestraszonego, co było normalne wśród ludności cywilnej. Chłopak rozumiał rozkaz o pokazanie dokumentów, jednak musiał udawać że jest inaczej.
-Nie rozumiem.- Powiedział po francusku i pokręcił zakłopotany głową. Spojrzał pytająco na Morgane. Ona na pewno zna niemiecki. W takich chwilach nawet Damien był dobrym aktorem. Niech tylko dziewczyna tego nie spieprzy, to wyjdą z sytuacji cali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 8:43 pm

- Na pewno - pokiwała głową z uśmiechem, bo w końcu sentyment to bardzo silna rzecz, która może mieć wpływ na całe życie. Nie raz słyszało się o różnych sytuacjach, które by na to wskazywały.
- Och, dwudzieste czwarte. Na pewno kiedyś go poznasz, jest świetny - po chwili zorientowała się, że powiedziała to z niebywałym entuzjazmem i o rany, jeśli to dało Damienowi w jakikolwiek sposób do myślenia, to miała nadzieję, że chociaż pamięta o tym, że to jej przyszywany brat.
Chciała coś jeszcze dodać, jednak i ona dostrzegła Niemców.
Super, pomyślała z lekką złością, ale po chwili wzięła niedostrzegalny wdech i uspokoiła się. Na pewno chcą tylko dokumenty i te dokumenty jeden z nich poprosił.
Morgane utrzymała trochę niepokoju na swojej twarzy, na tyle żeby wyglądała na zwyczajną Francuzkę, którą niepokoi widok okupanta.
Zanim zdążyła się odezwać, odezwał się do niej Damien, a ona od razu zrozumiała. Cóż, teraz wszystko zależy od niej.
- Ci panowie chcą zobaczyć nasze dokumenty - powiedziała do Damiena po francusku zachowując grzeczność, na wypadek gdyby któryś z Niemców rozumiał choć trochę francuskiego.
Potem zwróciła się do nich po niemiecku.
- Tak, oczywiście. Jestem już przebrana do przedstawienia, dlatego moje dokumenty są w garderobie. - powiedziała grzecznie, pilnując, jak na dobrą aktorkę przystało, żeby nie brzmieć na ani zbyt wystraszoną, ani zbyt pewną siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 9:17 pm

To był pewnego rodzaju precedens, że osoba na jego stanowisku znajduje się czymś tak błahym jak pytanie aktorów o dokumenty. Wiedział, że akurat grupy artystów chętnie współpracują z okupantem, co sprawiało, że nie miał do nich za grosz szacunku. Sam swojego czasu był jednym z tych niewdzięcznych grajków, którzy ledwie wiążą koniec z końcem, ale nigdy nie przypuszczał, że doczeka takich czasów, że kolaboracja będzie bronić się bardziej niż dobra sztuka. To smutne, że większość paryskich sław widział jedynie przez pryzmat tego, że godzili się na drobne ustępstwa na swoim wizerunku, grając niemieckie sztuki. Czasami docierały do niego szepty ulicy - albo takie jak i tutaj donośne głosy - o tym, że ich kultura jest gorsza. Mógł jedynie z politowaniem wzruszać ramionami. Dali światu tak wiele, że każdy Francuz powinien zgiąć przed tym dorobkiem kolana. Zresztą, poddawanie się wychodziło im świetnie, a on sam uważał, że nie ma bardziej podłej nacji od tych wszystkich żabojadów, którzy z takim namaszczeniem przyjmą swoich okupantów na kolacji.
Nawet jako artysta, nie mógł więc być subiektywny i widzieć czegokolwiek dobrego w tym towarzystwie. Raczej czuł, że już dawno powinien skończyć patrol i wrócić do domu, by spożyć z córką kolację.
Robił tak codziennie z praktycznego punktu widzenia. Był przekonany, że kiedyś nie wróci. Jeśli miał być niepodległościowy zryw, to właśnie jego miał dotyczyć. Nie był megalomanem, wiedział, że mogą nienawidzić innych równie mocno, ale on, Ludwig dał sporo powodów do czystej agresji w swoją stronę. Zbyt często wydawał rozkazy i zbyt rzadko odwracał głowę. Był tylko człowiekiem i bardzo lubował się w drastycznych obrazach. Sądził, że to również kwestia jego artystycznego ducha. Makabra pobudzała jego zmysły, zniewalała umysł i naprawdę go dotykała, więc mógł to przeżyć i kontemplować w nieskończoność.
To była prawdziwa sztuka, nie ten podły teatrzyk, który odstawiali tutaj ci aktorzy jednego przedstawienia.
Nie słuchał, co mają mu do powiedzenia. Tłumaczenia były zwykle oklepane, nieistotne.
- Pani - spojrzał na dziewczynę raz jeszcze, dając jej niemo do zrozumienia, że wie, co robi i jak bardzo nią w tej chwili gardzi. - Pójdzie z podoficerem Schulzem po dokumenty. Natychmiast - wydał rozkaz także swojemu podwładnemu, choć tak naprawdę gestapo nie mieszało się do żołnierzy.
Skoro jednak znaleźli się na jednym patrolu i sam dopuścił do tak komicznej sytuacji, to musieli zachować dyscyplinę wojskową. Wiedział, że powinien siedzieć w biurze i pisać raporty, ale spacer z ewentualnym zatrzymaniem był bardzo ożywczy. Nigdy nie było wiadome, na kogo się trafi i jakie informacje ta osoba będzie posiadać. Uwielbiał niespodzianki, już zacierał ręce na kolejne, choć chwilowo stał na korytarzu z młodym chłopaczkiem, który usilnie starał się wyglądać na przerażonego.
Zabawne, gdyby wniknął choć na minutę w myśli Ludwiga i poznałby jego fantazje o eksperymentach medycznych dokonywanych na podobnych młodzieńcach, to sam uciekłby z krzykiem. Tym razem nie tym aktorskim, a jakże prawdziwym. Niemiec jednak rzadko ujawniał swoje myśli. Był człowiekiem czynu.... i uwielbiał zamieniać marzenia w rzeczywistość, co wcale nie było dobre dla Damiena.


Ostatnio zmieniony przez Ludwig von Liebenfels dnia Sro Sie 24, 2016 11:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 9:36 pm

Niklaus jak na żołnierza przystało z poszanowaniem herr Liebenfelsa stał wyprostowany nie wtrącając się ni słowem. Przyglądał się pustym wzrokiem dziewczynie, która wydawała mu się nazbyt podejrzana. Jedyny aktor, którego tolerował we Francji aktualnie to była jego własna siostra, reszta nie dostawała kredytu zaufania. Zbyt dobrze odgrywali role, by mógł im wierzyć. Choć oczy nie kłamią, oni potrafili z niewiarygodną łatwością i nimi manipulować, ukrywając wszystko pod kurtyną czarujących uśmiechów i poważnych min. Chłopak? Klaus odchylił głowę w bok, lustrując go chłodnym spojrzeniem pełnym rezerwy. Nie rozumiał niemieckiego? Jego sprawa, to nie Niemcy mieli uczyć się francuskiego dla ich uciechy, raczej francuzi powinni uczyć się języka okupanta. Czekał jednak na decyzję przełożonego, który dość szybko zdecydował.
- Jawohl, herr Liebenfels! - odpowiedział natychmiast odwracając się do dziewki. - Idziemy. - powiedział po niemiecku. Może jednak powie coś ciekawego do swojego towarzysza? Wszak nie wiedziała, czy któryś z nich mówi po francusku. Jego chłodna ręka powędrowała na jej ciepły kark o dziwo delikatnie, jednak zdecydowanie pochylając ją do przodu. Dobrze wiedział gdzie są tutaj garderoby, więc nie było problemu z doprowadzeniem jej. Nie zamierzał zbytnio nią targać, wszak to kobieta, mimo że skundlona to jednak, wypadało zachować się jak mężczyzna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 9:49 pm

Choć Morgane zawsze uważała siebie za doskonałą aktorkę, to w chwilach takich jak ta naprawdę musiała na siebie uważać. Normalna, wystraszona okupantów Francuzka, oto rola jej życia, nie żadna inna.
Przysłuchiwała się dzielnie, czekając aż ktoś zwróci się do Damiena lub do niej, kiedy padły słowa skierowane w jej stronę.
- Oczywiście - zgodziła się uprzejmie, choć oczywiście nie było tak, że miała jakikolwiek wybór, o ile lubiła swoje życie. A zdecydowanie nie miała ochoty umierać w wieku dwudziestu dwóch lat, choć jako członkini Ruchu Oporu zdawała sobie sprawę z tego, że powinna być gotowa i na taką okoliczność.
Chciała jakoś przekazać Damienowi "powodzenia", jednak doskonale wiedziała, że jakikolwiek gest za dużo by zdradził. Po co miałaby mówić komuś "powodzenia", skoro teoretycznie rzecz biorąc żadne z nich nie miało najmniejszych powodów do obaw?
Ruszyła posłusznie z Schulzem w stronę garderoby. Gdy otworzyła drzwi i weszła do środka, odetchnęła z ulgą na widok swoich dokumentów, które leżały na jednej z półek.
- Proszę - powiedziała uprzejmie, uśmiechając się na tyle, żeby wyglądać na zwykłą Francuzkę, która jest uprzejma i nie ma niczego do ukrycia, jednocześnie podając Niklausowi wszystkie potrzebne dokumenty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 10:08 pm

Damien słuchał rozmowy Niemców, patrząc na nich niepewnym wzrokiem. Rozumiał wszystko, ale musiał udawać że jest inaczej. W końcu panowie tylko szwargotali.
Renard odprowadził wystraszonym wzrokiem dziewczynę. Gdzie on ją zabiera? Oczywiście dobrze wiedział, ale szwaby nie mogły o tym wiedzieć.
Chłopak nie domyślał się że gestapowiec może ich podejrzewać o udawanie. Przecież nikt w takiej sytuacji nie zachowuje się spokojnie. A co dopiero dziewiętnastoletni chłopak, który to chce jeszcze pożyć.
Młodzik został sam z tym gestapowcem. Spojrzał na niego, ale zaraz opuścił wzrok. Wlepił swoje gały w mop który to trzymał w ręce. Z czasem zaczęło mu się nudzić. W cale nie musiał udawać niecierpliwości. Jako dość młoda osoba trudno mu było być cierpliwym w takiej sytuacji. Nerwowo przekładał swój mop z jednej ręki do drugiej, próbując zająć swoją głowę innymi myślami. Nie miał przy sobie dokumentów, i nie zna niemieckiego, jak im powie gdzie są? Nie, nie takimi myślami miał się zająć.
Dlaczego wszyscy Niemcy mają takie kanciaste mordy? Czy taka jest cena bycia aryjczykiem? Jeśli tak, to Damien cieszy się że jest rodowitym francuzem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 10:32 pm

Trzeba przyznać, że była za grzeczna jak na zwykłego obywatela. Jej rozbiegany wzrok nie współpracował z ciałem. Nie poczuł ani jednego dreszczu, ani nie widział drgnięcia rąk, a tym bardziej nie pociła się jak większość francuzów pytanych o dokumenty. Oni samoistnie się bali, nawet jeśli nic nie zrobili. Nie wiedział, czy ta dama jest tak odważna, czy tak głupia. Naprawdę uważa, że on nie widzi, że gra na zwłokę? Bacznie ją obserwował, stając się podejrzliwszym niż jeszcze kilka minut temu. Nie miał jednak dowodów, że cokolwiek zrobiła, więc i nie mógł jej aresztować. Chociaż... jakby chciał, mógłby powiedzieć, że wyskoczyła do niego z łapami... słowo Niemca przeciwko słowom burej suki.
- Danke. - odpowiedział, otrzymując dokumenty. Przez chwilę je przeglądał, chociaż nie skupiał się na nich tak, by czasem pewna panna czegoś nie zmajstrowała. Wystarczy, że ktoś ją zmajstrował i musiał się z nią aktualnie użerać. Czemu ci francuzi rozmnażają się jak szczury? - Wygląda na to, że z dokumentami wszystko w porządku, Frau Fayette. Pozwolisz jednak, że przekażę je w odpowiednie ręce. - cóż, może brzmiało to jak pytanie, jednak mogła się domyśleć, że był to rozkaz nie do podważenia. Złapał ją za rękę i pchnął w stronę drzwi, idąc tuż za nią, mając ją na wyciągnięcie ręki jakby czasem zamierzała uciec. Nie patyczkowałby się z nią, zapewne za włosy by ją zaciągnął do herr Liebenfelsa. - Skoro czeka pani na swój występ czemu stała pani na korytarzu i rozmawiała z pomyjem? Chłopak myje podłogi, nie za wysokie progi na pani nogi? - spytał podejrzliwie, gdy szli jeszcze korytarzem.
Gdy dotarli do swych towarzyszów wyciągnął dokumenty i przekazał je swemu przełożonemu.
- Dokumenty, herr Liebenfels.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 10:45 pm

Och, La Fayette zdecydowanie była spięta i z każdym spojrzeniem Niklausa, martwiła się jeszcze bardziej. Czy jest za mało zdenerwowana? Za bardzo? Czy powinna się odezwać? Czy powinna siedzieć cicho?
To był zdecydowanie jeden z najbardziej stresujących momentów w jej życiu i tak bardzo chciała teraz jak najszybciej znaleźć się z powrotem w domu i opowiedzieć o wszystkim Bastienowi, ominąć sztukę.
Nie mogła jednak sobie na to pozwolić. Zamiast tego z niepokojem przyglądała się Schulzowi, który przeglądał jej dokumenty.
- Oczywiście - zgodziła się grzecznie i razem z nim ruszyła w stronę korytarza, stwierdzając że to dobry moment na pozwolenie sobie na okazanie odrobiny strachu i spięcia. Byłoby to chyba nienaturalne, gdyby do tej pory pozostawała spokojna, prawda?
Wrócili więc do Damiena i Liebenfelsa, co jednak sprawiło, że Morgane poczuła minimalną ulgę.
Jeszcze jest w porządku, jeszcze z tego wyjdą.
- Byłam znudzona - odparła, zgodnie zresztą z prawdą - A pan Mora był pierwszą osobą, którą zobaczyłam. Pracuje tu od lat, ja pracuję tu od lat, zdążyłam rozmawiać z nim kilka razy. - wyjaśniła, uważając bardzo mocno na to, co mówi.
To było jak spacer po polu minowym. Jeden krok w złą stronę i mogło zakończyć się to bardzo źle. Pytanie czy spacer już się kończył czy też dopiero rozpoczynał?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 11:28 pm

Ludwig miał to do siebie, że sporo rzeczy prędko zaczynało go nudzić. Nie był człowiekiem, który kieruje się emocjami i całe szczęście, bo powoli, wraz z niezdrowymi ruchami chłopaka miał coraz silniejsze wrażenie, że nie powstrzyma narastającej irytacji i wciśnie mu ten przyrząd do mycia w trzewia, ciesząc się, że nie jest nawet naostrzony. Już wyobrażał sobie to skomlenie tego kundla, gdy tępą stroną narzędzia przedziurawi jego flaki. Gdy tylko zaczął o tym myśleć i wizualizować to sobie w swojej głowie, to na jego twarzy wykwitł szeroki uśmiech i włożył sobie do ust cygaro, pozostając w tej samej niezmienionej pozycji.
Może i powinien zagajać rozmowę po francusku z tym chłopcem w ogrodniczkach, ale nie był tutaj od odgrywania roli dobrego wujka. Pragnął jedynie sprawdzić swoje podejrzenia co do pewnej paryskiej osobistości, a wszystkie tropy, które miały mu w tym pomóc, były warte zainteresowania.
Nawet jeśli przez to był narażony na takie żmudne i nic nieznaczące spotkania, które doprowadzały go do wewnętrznej białej gorączki. Miał wielką nadzieję, że przynajmniej jego podwładny dobrze się bawi, choć nie wydawał się zbytnio ucieszony perspektywą spotkania z aktoreczką.
Niektórzy Niemcy sporo by dali za tak przypadkowe spotkanie z gwiazdką kabaretu, ale najwyraźniej Schulz był inny. Nie skomentował tego jednak - cóż, Ludwig nie należał do tych rozgadanych bądź małostkowych, więc na korytarzu panowała złowroga cisza do chwili, gdy nie wrócili z dokumentami.
- Teraz on. Po swoje - zwrócił się do Morgane, zabierając papiery do sprawdzenia. Ze strzępek rozmowy wynikało coś ciekawego. Długo nie odrywał wzroku od dat i podpisów, zupełnie jakby miały w magiczny sposób do niego przemówić.
Tak naprawdę czekał, aż chłopak się ulotni do szatni, bo niekoniecznie miał ochotę na dramat kochanków. Najwyraźniej to spotkanie było schadzką albo... Oboje chcieli, by tak wyglądało, a on miał ochotę na śmierć, nie zaś na tani romans we francuskim wykonaniu.
Wreszcie oddał je swojemu partnerowi w zbrodni. - Zapisz adres tej przemiłej pani. Spotkamy się jeszcze u mnie - zdecydował, nie czując się w obowiązku jej tłumaczyć, co to wezwanie ma znaczyć. Właściwie to brzmiało niemal jak wyrok śmierci, ale od tej głupiej dziewczyny zależało czy będzie potrafiła to wykorzystać.
Podszedł blisko i złapał ją za łokieć, boleśnie go wykrzywiając.
- To zostanie między nami, prawda? - zapytał, cedząc wyrazy tym razem po francusku, ale to wcale nie złagodziło tonu wypowiedzi. Musiała wiedzieć, że błahe podzielenie się z towarzyszem niedoli informacją może zakończyć się w sposób tragiczny.
Uwielbiał dyscyplinę, a jeszcze bardziej czuł słabość do wszelkich sekretów, donosicieli i innych podłych zdrajców. Już widział, jak Rzesza rozprawi się z nimi na koniec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Sro Sie 24, 2016 11:54 pm

Trzeba było przyznać, że nie spodziewał się zbytniej rozmowności po swoim przełożonym. Przywykł do jego małomówności i powagi. Jedyny moment, w którym się odrobinę otwierał należał do spotkań w "swoim" gronie, bez tych splamionych francuzów.
- Zajmę się nim, herr Liebenfels. - odpowiedział, mężczyźnie nie szczędząc już. Złapał go mocniej za kark i pchnął w odpowiednią stronę, udając się z nim po odpowiednie dokumenty. Pracuje tu od lat, ja pracuję tu od lat, zdążyłam rozmawiać z nim kilka razy. Powtórzył w myślach, zastanawiając się czy frau Fayette wydawała się tylko jemu podejrzana, czy Ludwig też zauważył pewne oznaki. A może po prostu to była jej aura? Nie wiedział, ale miał zamiar na dłużej zawiesić na niej oko. Chłopak w przeciwieństwie do niej wydawał się o wiele mniej podejrzany. Ot, zwykły sprzątacz. Dotarli więc do szatni, gdzie Klaus się zatrzymał.
- Dokumenty. - powiedział po francusku, jakby czasem chłopak nie zrozumiał po niemiecku. Nie musiał czekać długo, raczej nikt nie chciał poczuć srogości żołnierzy SS i chętnie dawali im swoje ausweise. - Danke. - podziękował za dokumenty, które sprawdzał oczywiście. Przy okazji przyglądał się chłopakowi, który najwyraźniej dalej trzymał mopa. Zatrzymał się na dłużej na stronie z pracą. Zmarszczył brwi. - Herr Mora, twoja koleżanka powiedziała, że pracujesz tu od lat. W tym samym czasie jesteś tutaj od roku. - zerknął na chłopaka pytająco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Czw Sie 25, 2016 12:09 am

Czyli to jednak dopiero początek spaceru.
Jeśli przeżyje dzisiejsze spotkanie to będzie miała zdecydowanie co opowiadać.
- Teraz chcą zobaczyć twoje dokumenty, panie Mora - zwróciła się do swojego kolegi po francusku i dopiero teraz uświadomiła sobie dość ważną rzecz - w dokumentach jest wszystko, w tym też i data rozpoczęcia pracy.
A czy nie stwierdziła właśnie, że Damien pracuje w teatrze "od lat"?
Niech to.
Potem usłyszała, że mowa o jej adresie i z trudem przełknęła ślinę, tym razem nawet nie pamiętając o zamaskowaniu strachu i zestresowania.
Czy aby na pewno wyjdzie z tego cało?
Damien i mężczyzna o niższej randze ruszyli po dokumenty chłopaka, a Morgane poczuła jak Ludwig boleśnie wykręca jej ramię.
W porządku, w tej sytuacji normalna Francuzka powinna być wystraszona, prawda? Cóż, zdecydowanie nie musiała niczego grać, wystarczyło niczego nie okrywać.
- Ja, natürlich - wydukała po niemiecku, próbując powstrzymać drżenie głosu, żeby dało się zrozumieć to, co mówi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
ruch oporu
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Czw Sie 25, 2016 12:36 am

Damien przez cały czas spojrzał się na Niemca tylko raz. I to w tym momencie, kiedy ten uśmiechnął się, tak bez powodu. Jakiś dziwak, a no tak, Niemiec i to w dodatku gestapowiec. Oni mieli różne sposoby na zdobycie informacji, Renard wolał nie wiedzieć co siedzi w głowie takiego chorego pojeba. Dlatego też był zdania, że Ruch Oporu powinien częściej wykonywać wyroki śmierci.
Chłopak wolał ciszę jaka panowała na korytarzu, niż wypytywanie o jego życie. W ten sposób mógłby się pogubić w odpowiedziach. Ile powinien zataić? A ile zakłamać?
Młody odetchnął z ulgą widząc że Morgane była cała. Nie zauważył też żadnego śladu po uderzeniu. Czyli że wszystko poszło dobrze.
Teraz była jego kolej. Słysząc dziewczynę, skinął jej głową że zrozumiał. Wolał się teraz nie odzywać. Odłożył mop i chwilę później poczuł na swoim karku zaciskającą się dłoń. Wzdrygnął się, po czym został popchnięty do przodu. Nie opierał się, wolał nie walczyć z żołnierzem SS.
Poprowadził Niemca do szatni. Podszedł do swojej kurtki i zaczął szukać dokumentów, w pierwszej kieszeni ich nie było, na jego szczęście, gdy włożył rękę do drugiej, poczuł szorstki papier. Wyciągnął dokumenty i podał szwabowi.Gdyby miał w kieszeni pistolet, mógłby go zastrzelić. Jeden obrót, pociągnięcie za spust i po nim. Co prawda huk byłby głośny, a ten drugi mógłby postanowić zabić Morgane. I tak Damien teraz by się nie odważył. Zwykłe fantazjowanie, i tak nie miał broni.
Słysząc Niemca załamał się w duchu. Brawo Morgane pomyślał. Teraz się musi tłumaczyć.
-Dokładnie to pracuję rok i dwa miesiące. Jest to więc liczba mnoga, tak więc użycie tej formy było poprawne.- Powiedział na jednym wydechu. Czy to było zbyt śmiałe? Możliwe.
-Ale, mogła się również przejęzyczyć.- dodał po chwili niepewnie. Czy zostanie jakoś ukarany za tą zuchwałość? Damien trochę się tego lękał, ale jednocześnie bardzo go to ciekawiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   Czw Sie 25, 2016 5:13 pm

Poświęcanie uwagi tym francuskim kundlom nie było do końca takie bezpodstawne. Dzięki temu mógł sporo zaobserwować, a przecież o to chodziło w jego pracy, której zawsze poświęcał się bez reszty. Nie sądził jedynie, że czasami sprawy kryminalne będą wymagać tak żmudnego poszukiwania świadków. Nie był dwudziestolatkiem, ale pod tym względem zachowywał się jak każdy młody chłopiec, który ma gęsią skórkę na myśl o pracy w policji. Dopiero potem przychodzi otrzeźwienie, gdy po miesiącach przesłuchań i samobójstw okazuje się, że nadal niczego nie ma. Może i przez ten rok stał się bardziej zblazowany - co nie było dobre dla jego podejrzanych - i skupiony jedynie na efektach swojej pracy, ale przecież to właśnie z nich go rozliczali.
Nie z tych jakże miłych konwersacji po niemiecku. Miał ochotę pogłaskać dziewczynę po policzku za poprawne używanie tego języka, ale wówczas na pewno ręka omsknęłaby mu się na jej policzek, a bez zębów miałaby problem z zeznaniami. Nienawidził tego, że po bardziej brutalnych przesłuchaniach jego więźniowie zamieniali w bełkoczące i wiecznie trzęsące się strachliwe cioty, które trzeba było otrzeźwiać lodowatą wodą. Czuł wówczas, że jego wódz miał rację i byli zwykłymi podludźmi, gorszą rasą, która nie powinna funkcjonować w ich nowym, lepszym świecie.
Zdecydowanie na to nie zasłużyli, więc dlaczego miałby objawiać im swoją litość i życzliwość?
- Grzeczna dziewczynka - zaśmiał się, puszczając ją nieco za mocno, by mogła bezpiecznie stać. Właściwie nawet nie spojrzał czy nie poleciała na przeciwległą ścianę, ale chyba nie spodziewała się pomocy z jego strony? Wykazał się niebywałą łaską, że i tak jej nie tknął, jedynie spisał dane osobowe i mógł ruszyć do domu.
Był przekonany, że tu, w tym teatrze działo się coś niedozwolonego i postanowił przyjrzeć się temu z bliska, choć tak naprawdę to jej panika mogła mu wskazać kierunek. Chwilowo jednak pragnął jedynie zdjąć mundur i zająć się Lisabeth, która powinna towarzyszyć mu na kolacji.
Dziewczyna zapewne przychodziła do siebie, a on odchodził ciemnym korytarzem do szatni, gdzie znajdowali się Schulz. Uniósł rękę, chwilowo nie pragnął słuchać żadnych wyjaśnień. Dochodziła dwudziesta pierwsza, a on jeszcze musiał wezwać szofera.
- Chcę widzieć raport u mnie, najdalej pojutrze - wydał rozkaz. - Jest pan wolny, panie podoficerze - rzucił i wyszedł sam na mroźne powietrze, pozbywając się złudzeń na temat paryskiej wiosny.
Ciągle panował niespotykany ziąb, który skłonił go do założenia skórzanych rękawiczek, których nie zdjął nawet wtedy, gdy wzywał samochód. Patrol dobiegł końca, a on wreszcie mógł zakosztować nadziewanego zająca w winnym sosie, oczywiście produkcji niemieckich kucharzy.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Teatr 'Comédie-Française'   

Powrót do góry Go down
 
Teatr 'Comédie-Française'
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Louvre-
Skocz do: