IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Plac Zgody


Share | 
 

 Plac Zgody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Plac Zgody   Sob Lip 02, 2016 2:00 pm



Plac Zgody

Na co dzień gwarny i pełen przechodniów Plac Zgody raczej nie budzi w nikim niepokoju - ludzie śpieszą się do pracy, czasem czyjeś dzieci bawią się przy fontannach, a wszędzie słychać stukot kół rikszy i dzwonek roweru, gdy jakiś mniej uważny przechodzień nie popatrzy na drogę. Życie zamiera tu jednak, gdy przez Plac Zgody maszeruje niemiecka defilada. Łopot flag ze swastyką wywieszonych w oknach najbliższych budynków przypomina wówczas o krwawej i ponurej historii tego miejsca.
Plac wybudowano w latach 1755-1775 na polecenie króla Ludwika XV i początkowo nosił on nazwę Place Louis XV. Jednak ponad 20 lat później podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej miała tutaj miejsce egzekucja kolejnego króla, Ludwika XVI. Głowę straciła również królowa Maria Antonina, a wkrótce sami rewolucjoniści - między innymi Maksymilian Robespierre i Georges Danton. Obecną nazwę - Plac Zgody - nadano po latach terroru, aby symbolicznie zakończyć ten okres w dziejach Francji.
Plac Zgody to miejsce godne uwagi nie tylko ze względu na krwawe wydarzenia, którego był świadkiem. Jest to największy plac w Paryżu, zbudowany na planie ośmiokąta, a w każdym jego kącie stoją majestatyczne kobiece posągi przedstawiające najważniejsze francuskie miasta. W samym centrum znajduje się z kolei liczący ponad 3000 lat obelisk z Luksoru, dar od władcy Egiptu, a nieco dalej pomnik Ludwika XV.
Plac Zgody to miejsce, w którym można poczuć echo dawnych dziejów, ale niejeden paryżanin, widząc w tłumie niemiecki mundur, zadaje sobie pytanie, czy historia placu nie zatoczy wkrótce koła.  


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Sro Sie 31, 2016 7:36 pm

Florian do pracy śpieszyć się nie musiał. Przeważnie potrafił dobrze rozporządzać czasem, przynajmniej w tej dziedzinie jego życia panował umiarkowany porządek. Było wczesne rano, ale na Placu Zgody już zrobiło się tłoczno. Aż miło popatrzeć na ludzi śpieszących się do pracy - pomyślał z zadowoleniem mężczyzna ubrany w ciemny płaszcz, z kapeluszem na głowie i papierosem w dłoni. Gdyby nie kilku niemieckich żołnierzy, mógłbym zapomnieć o tej całej okupacji, o wojnie, ech, czy oni muszą się tu tak panoszyć?
Humor poprawił mu widok pewnego kędzierzawego człowieka. Florian przełożył papierosa do lewej ręki, po czym przywitał się z kolegą serdecznym uściskiem dłoni.
- Chodźmy zmierzyć się z nieznośnymi problemami naszych pacjentów, a może z naszymi problemami z nieznośnymi pacjentami.
Zaciągnął się aromatycznym dymem, nawet nie proponując Martio skorzystania z zawartości pudełka schowanego w kieszeni w płaszcza, pamiętał bowiem, że ten rzucił palenie i nie ma zamiaru do tego wracać. Jak nie to nie.
Batch był jednym z ulubionych Niemców Floriana, o ile nie tym najbardziej. Najważniejszym wydawało się oczywiście to, że jest świetnym lekarzem i chętnie ratuje wszystkich ludzi, ale Francuz doceniał także jego takt i neutralne podejście do obecnej sytuacji politycznej. Obaj byli ludźmi, obaj byli lekarzami i wzajemnie się szanowali. A cała reszta... po prostu nie miała znaczenia.
Ruszyli nieszybkim krokiem w stronę szpitala znajdującego się już nie tak daleko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Sro Sie 31, 2016 10:33 pm

Wstać. Jeszcze pięć minut. Znów wstać, tym razem także zejść z łóżka. Poranna toaleta. Zjeść śniadanie. Wyprasować koszulę. Ubrać się. Wyjść. Rutyna, jednak szczególnie bliska sercu, gdy człowiek jest rano ledwo świadomy tego, co robi. Martio od dziecka miał problem ze wstawaniem, lecz rutyna i pewna metodyczność skutecznie go eliminowały. Spacer na szczególnie rześkim powietrzu też działał cuda w tej dziedzinie. Był dziś rano dość zamyślony, w głowie cały czas kołatała mu się zasłyszana niedawno piosenka i sam nie wie kiedy pojawił się na Placu Zgody. Szedł tak przed siebie, że pewnie wpadłby na Rocher`a, gdyby ten się nie odezwał. Batch otrząsnął się, szybko zdjął skórzaną rękawiczkę i uścisnął podaną prawicę.
- Oby tylko pacjenci nie uznali za nieznośny problem nas.
Starał się iść po zawietrznej. Dym nie przeszkadzał mu wcale - lubił jego zapach, lecz niósł ze sobą trudną do odparcia pokusę. Trze lata bez tytoniu i jakoś się trzymał, więc oby tak dalej.
Stary dobry Florian. W zasadzie, to faktycznie nieco starszy od Batcha, a więc dużo bardziej doświadczony. Miły człowiek o charakterystycznym poczuciu humoru. Przynajmniej względem Batcha. Martio od jakiegoś czasu doceniał już fakt ich wspólnej pracy. W Paryżu było tak wielu ludzi, lecz długi i wymagający okres nauki odsiewał większość nieprzyjemnych typów przez co człowiek mógł się cieszyć dobrymi znajomymi.
Mimo chłodu przemierzali ulice dość spokojnie. W dobrym płaszczu, rękawiczkach i kapeluszu na głowie temperatura już nie taka straszna! Kiedy przystanęli na skrzyżowaniu, zagaił do Rocher`a.
- I jak Florianie, udało Ci się skończyć wczoraj ten rozdział w książce, czy znów trafiłeś na jakąś blokadę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Pią Wrz 02, 2016 4:27 pm

To nie tak, że on nie lubił swoich pacjentów. Florian ogólnie lubił ludzi i chciał im pomagać, ale przyznać trzeba, że niektórzy sprawiali mu mnóstwo problemów, do głównego powodu ich pobytu w szpitalu dokładając jeszcze własne paranoje i psychozy, a on to wszystko cierpliwie znosił i jeszcze stać go było często na uśmiech. Tym ludziom już i tak było ciężko, czasem nie wiedzieli, czy dożyją następnego dnia, a jeszcze te przygnębiające mury szpitala i widmo wojny. Nie pozostawało mu nic innego, jak cieszyć się z uprzejmości niektórych i spokojnie znosić ciężkie charaktery pozostałych.
- To całkiem możliwe - przyznał, rozważając w myślach to zagadnienie. Ciepła dłoń Batcha uświadomiła mu, że znów podszedł do wiosny zbyt optymistycznie, zapominając, że marzec bywa zdradliwy. - My też bywamy nieznośni, jednak nie aż tak bardzo jak choroby i obrażenia. - Tyle że w chorobach i obrażeniach nie pokładają nadziei, a w nas tak, a przecież nie jesteśmy cudotwórcami, za co często nam się obrywa - ostatnie zdanie zachował dla siebie. Sprawa była oczywista, a Florian nie lubił wprowadzać smętnej atmosfery bez powodu.
Po przejściu kilkudziesięciu metrów w milczeniu (Florian jak zwykle był oszczędny w słowach), kontynuowali rozmowę.
- Tym razem nie blokada, lecz zwykłe lenistwo. Myślę, że znowu powinienem się cofnąć i pewne sprawy rozwiązać zupełnie inaczej, ale po prostu mi się nie chciało główkować - na jego twarzy pojawił się niewinny uśmieszek. - Akcja się nie rozwija, ponieważ zaplątałem się w niepotrzebne szczegóły, co ja sobie myślałem? Dzisiaj może mi się uda, mam nawet pewien pomysł.
Nie chciał wtajemniczać kolegi w szczegóły, tak zmiennych zresztą, historii swoich postaci, ale bardzo chętnie odpowiedział na jego zainteresowanie. Jeśli akurat zdarzyło się tak, że Florian był w nastroju do prowadzenia pogawędki, w odpowiednim gronie temat jego książki był jednym z nielicznych, które od razu podejmował, porywając się czasem na długie monologi.
Przeszli na drugą stronę ulicy wraz z całym mnóstwem innych ludzi. Przy najbliższym śmietniku Florian zgasił końcówkę papierosa i wyrzucił go.
- Myślę, że pasowałoby wprowadzić elementy fantastyczne, co o tym sądzisz? Och, ja nawet nie wiem jakie ty lubisz książki - przypomniał sobie nagle, unosząc do góry palec wskazujący, jakby wpadł na genialny pomysł. Czy on w ogóle interesuje się literaturą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Pią Wrz 02, 2016 7:22 pm

Batch starał się być ostoją dla pacjentów, lecz niektórzy próbują wyciągnąć ile się da, korzystając z wszelakich okazji podsuwanych przez los.
- Jeden z petentów ostatnio wyraził się o mnie nawet nieco gorzej, niż "nieznośny". Możliwe, że właśnie taki byłem, gdy odmówiłem wypisania recepty na Dolantynę jako środek na pooperacyjne bóle uda. Szkoda tylko, że na samym udzie nie było najmniejszego śladu po jakimkolwiek zabiegu. Ciekawe, czy tacy "spryciarze" zdają sobie w ogóle sprawę z ograniczonego dostępu do leków i faktu, że przez nich może zabraknąć dla kogoś prawdziwie potrzebującego...
Martio nieco się zamyślił, ale było to jedynie chwilowe. Minutkę później rozmawiali już o wypocinach Floriana jako współczesnym twórcy. Batch słuchał, co Rocher ma do powiedzenia raczej oglądając ludzi na ulicy, zawsze należało być uważnym, lecz by zaznaczyć zainteresowanie tematem, co jakiś czas potakiwał lub kiwał głową.
- Elementy fantastyczne powiadasz. Naturalnie zależy do kogo chcesz skierować tę książkę. Osobiście podoba mi się ten pomysł. Mamy wojnę, a coś takiego powinno dać kilka chwil wytchnienia i odciągnąć ludzi od codziennych problemów. Mam nadzieję, że postacie są realne i łatwo się z nimi utożsamić, bo to istny klucz do podbicia serc czytelników. Przynajmniej mnie zawsze przyjemniej się czyta, gdy ten warunek jest spełniony. Co czytam? Zacznę raczej od tego ile czytam, a od kilku lat czytam niewiele. Wcześniej jednak były to głównie teorie spiskowe, dramaty i kryminały, często detektywistyczne; autorów, którzy wylecieli mi z pamięci, lecz dzisiaj wystarczy otworzyć okno, by ujrzeć oryginalną scenę akcji. Muszę przyznać, że jakoś nigdy nie zagłębiałem się w literaturę przez wielkie L, ale gdybyś był ciekaw mej oceny, to możesz podrzucić mi kiedyś jeden z rozdziałów, na pewno poświęcę mu sporo uwagi. Ciekawe, co tam naskrobał? Nigdy chyba nie miałem nawet części jego dzieła w rękach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Sob Wrz 03, 2016 6:15 pm

Florian uśmiechnął się z politowaniem i pokręcił głową. Nie po raz pierwszy słyszał podobną historię. Sam również doświadczył kilku spotkań z cwaniaczkami uzależnionymi od różnych środków. Czasem nawet nieświadomie.
- No popatrz, niektórzy nawet sobie potrafią wmówić, że dzieje się z nimi coś niedobrego. Pierw ich boli prawa ręka, a za kilka dni przez pomyłkę lewa... Nie twierdzę, że ta staruszka chciała mnie oszukać, sama się zdziwiła, gdy zwróciłem jej uwagę.
Temat powieści sprawił, że Florian znacznie się ożywił. Uważnie przysłuchiwał się wypowiedzi Batcha, żeby nie uronić nawet słowa. Do kogo chcę skierować książkę? Nie myślał o konkretnych odbiorcach. Wiedział, że to klasyczny zabieg większości pisarzy, ale on marzył bardziej o uniwersalnym przekazie dla uniwersalnego czytelnika. Niech będą to zwykli ludzie: sprzedawcy, kolejarze, uczniowie, biedni i bogaci, starzy i młodzi, Francuzi, Niemcy i wszyscy inni. Dotrzeć można było do każdego - tego by chciał autor - dotrzeć do nich i zwrócić uwagę na pewne ważne zagadnienia. Łatwo się utożsamić... - powtarzał sobie w myślach dobre rady kolegi. Oj tak, rady były bardzo dobre, zadziwił go tym, bo nic mu nie było wiadomo o jakimkolwiek pisarskim doświadczeniu Martio. Wiem o tym, z bohaterami ojca nigdy nie potrafiłem się utożsamić, nie to co z moim Michelem. Łączą nas poglądy, tylko on jest odważniejszy i ma mnóstwo zalet, których mi brakuje.
- W takim razie nie jestem pewien, czy spodoba ci się to, co piszę, bo na razie brak tam zagadek kryminalnych, choć nie przeczę, może jakąś małą kiedyś zamieszczę. - Jednak propozycja rozmówcy idealnie przypadła mu do gustu. Jeśli powieść miała się podobać różnym ludziom, to dobrze byłoby poznać opinię kogoś takiego jak Martio Batch. Ten człowiek ma głowę na karku! - Skoro naprawdę cię to interesuje, to bardzo chętnie! Wybiorę jakiś dobry kawałek i przyniosę ci następnym razem.
Wprawdzie nie była to jeszcze pozytywna opinia na temat talentu Floriana, ale on już czuł się tak, jakby ktoś go docenił. Równocześnie nabrał pewnych obaw, jakby tremy przed występem publicznym. Nie mogę się wygłupić, bo szkoda by było narazić się na stracenie w oczach kogoś, kogo tak bardzo szanuję. Ale to jest świetna historia. Chwyta za serce. Jego młodsza siostra twierdziła, że chwyta za serce.
Włożył w powieść mnóstwo pracy i uczuć, ciągle coś poprawiał, zdarzało mu się zaczynać od nowa. Jedyne, co mogło pójść nie tak, to złe dopasowanie do gustu, ale jako człowiek oświecony, Batch na pewno potrafił spojrzeć na sprawę obiektywnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Wto Wrz 06, 2016 7:19 pm

- Spokojnie, elementy kryminalne nie są u mnie wymogiem dobrej książki, to jedynie osobiste upodobanie. Lubię czytać praktycznie wszystko, ale z braku czasu ograniczam się tylko do ulubionej części całokształtu literatury. Już nie mogę się doczekać, aż będę miał w dłoniach kartki. Powiem Ci, że lubię zapach papieru, jest taki specyficzny. - Florian chyba spodziewał się otrzymać ostrą krytykę dzieła, lecz jeśli tak, to się zdziwi. Martio był jedynie maksymalnie czepialski odnośnie spraw związanych z medycyną. Przecież nikt nie chciałby dostać na przykład leku na coś zdrowego, by przeciążyć zdrowy organ, czy coś w tym stylu. Wycinek dzieła Rochera najpewniej przeczyta do poduszki z kubkiem herbatki w dłoni, w nocy coś mu się przyśni, a rano będzie chętny do rozmowy o świeżo przyswojonym fragmencie. Kiedy tak sobie spacerowali, naszła go refleksja, że chętnie posłuchałby jednej z ulubionych piosenek, ale nie miał niestety w domu gramofonu, a szansa usłyszenia jej w trakcie jakiegoś spektaklu była niemal zerowa. Nie pozostało nic, jak znaleźć kogoś, kto posiada to wspaniałe urządzenie lub użyć cierpliwości sprzedawcy w jakimś sklepie muzycznym i poprosić o puszczenie jej. Ostatnia opcja wydawała się najbliższa skąpemu sercu Batcha. Słuchał swej muzyki dość rzadko, więc po co miałby zagracać sobie mieszkanie sprzętem o gabarytach powyżej średniej.
- Florian, jakoś nigdy o tym nie rozmawialiśmy, ale naszła mnie ciekawość - jakie gatunki muzyki lub może zespoły szczególnie przypadają Ci do gustu? Jest to coś konkretnego, czy może różne utwory, które wpadły Ci w ucho? Nie mam w domu jakiejś wielkiej kolekcji i wiem, że to mało ekstrawaganckie, ale może miałbyś ochotę wybrać się kiedyś do sklepu muzycznego i pokazać, co lubisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Sro Wrz 21, 2016 2:17 pm

Przed chwilą gotów wymyślić i wpleść w akcję poboczny wątek kryminalny, szybko ostudził swoje zamiary dzięki zapewnieniom kolegi. No tak, szaleństwem byłoby pisać coś specjalnie po to, żeby wkupić się w czyjeś łaski. Co ważniejsze, Florian w tej chwili nawet nie był pewien, czy podołałby temu zadaniu. Być może wyszłaby z tego jedna wielka klapa. Trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy i działać w swoim naturalnym środowisku, spełniając marzenia i ideały na kartkach papieru, których zapach naprawdę należał do przyjemnych.
- Szczególnie takich starych, pożółkłych. Te moje chyba za bardzo przesiąkły dymem - zaśmiał się. No cóż, papierosy pomagają mu się skupić, wysysa z nich wenę, a przynajmniej takie miał przekonanie.
Do szpitala zostało jeszcze kilkadziesiąt kroków, a szkoda, bo Florian najchętniej pospacerowałby jeszcze ze swym towarzyszem i posłuchałby o jego guście, jeśli chodzi o najróżniejsze rzeczy, o sobie też był skory opowiadać, mógłby wtajemniczyć go w swoje ulubione zakamarki sztuki, dlatego spodobała mu się ta zabawna propozycja. Z tym że ostatnio w sklepach nie można było dostać wszystkiego, czego by się chciało. Owszem, nie brakowało tam pięknej klasyki, szczególnie, jeśli szukało się niemieckiej muzyki, ale jeśli przed wojną "zasmakowało" się na przykład w amerykańskich nowościach, teraz nie było o nie tak łatwo. A haczyk polegał na tym, że Floriana one urzekły. Były taneczne i przesycone uczuciami - wspaniała sprawa!
- Ja niestety też nie mam wielkiej kolekcji, ale coś tam się znajdzie - przyznał z uśmiechem. Nie wyobrażał sobie życia bez muzyki, którą mógł mieć na wyciągnięcie ręki nawet w domu. To dopiero coś cudownego. - Ciekawe, czy w sklepach mają jeszcze swingowe perełki... - zastanowił się na głos. Skoro ostatnio o podstawowe produkty bywało trudno, to co dopiero, jeśli chodzi o muzykę całkiem inną niż obecna władza sobie tego życzyła. Nie, nie, nie chodziło o ograniczone upodobania Niemców jako narodu, Florian nie lubił przekreślać ich wszystkich, jak leci, tylko dlatego, że ci na górze wprowadzili cenzurę i kontrolę nad najbardziej wolną ze wszystkich dziedzin życia. Wierzył, że Martio również patrzy na to w innych kategoriach niż dziedzictwo narodowe, choć przyznać trzeba było, że kompozytorzy niemieccy i austriaccy od dawien dawna nie mieli sobie równych (co nie znaczy, że inni nie pisali niebiańskiej muzyki, ale zupełnie różnej). Propozycja wspólnego słuchania muzyki była tak samo ekscytująca jak propozycja przeczytania fragmentu powieści Floriana.
- Nie mam chyba ulubionego rodzaju muzyki. Tego jest za dużo. Za dużo pięknych utworów, które są od siebie zbyt odmienne. - Posłał mu porozumiewawczy uśmiech, przekonany, że Martio doskonale go zrozumie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Sro Wrz 21, 2016 8:29 pm

Zaśmiał się serdecznie na stwierdzenie o papierze. Przez chwilę chciał napomknąć Rochera, że palenie to raczej średni pomysł, ale przecież sam jest lekarzem i jeśli chce, to niech pali. Martio właściwie nie miał wiele więcej do powiedzenia tego poranka. Wiadomości nie czytał, ani nie słyszał, więc o nowościach dyskutować nie miał jak. Kiedy tylko usłyszał magiczne słowo swing, zatrzymał się w miejscu, rozłożył ramiona i z uśmiechem spojrzał na Floriana.
- Florian, Ty też słuchasz swingu? Jeśli coś znajdziemy, to już wiem, że to będzie udany wypad do sklepu! - No nic, ruszyli dalej, a szpital był już dosłownie kawałeczek stąd. - Właśnie coś tak czułem. - odpowiedział uśmiechem, by po chwili znaleźć się wśród pielęgniarek, pacjentów i całego tego mętliku. Kolejny dzień w pracy. Kiedy byli już w holu i mieli się rozejść, Batch stuknął się w głowę i zagadnął jeszcze.
- Więc jak? Jutro po zmianie na wycieczkę ku muzycznemu światowi? - jeśli Rocher wolał inny termin, który nie pokrywał się z jakimś dyżurem, to Batch się zgodził i najprawdopodobniej pożegnali się uściskiem rąk wzbogaconym uśmiechem.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Czw Gru 15, 2016 10:27 am

Theo wypowiedziała pod nosem szereg słów, o których jej ojciec czy brat nigdy nie mieli pojęcia, że wie. Jak mogła zgubić podejrzanego? Była idealnym detektywem. Idealni detektywi nie gubią śledzonych przez nich osób!
Rozglądała się rozpaczliwie po placu, szukając wzrokiem Niemca, który na sto procent był złodziejem drugiego naszyjnika, którego Theo szukała.
Tyle mówiono o szczęściu Irlandczyków, a jednak jej korzenie nie chciały teraz zadziałać w ten sposób. A była tak pewna, że zaraz uda się jej zamknąć sprawę i pójść na zwycięską herbatę!
W końcu dojrzała w tłumie znajomą sylwetkę - tak, to musiał być on! Teraz musiała tylko wymyślić pretekst rozmowy i sprawić, że sam się przyzna.
Przybrała na twarz swój najładniejszy uśmiech i ruszyła w kierunku mężczyzny.
- Przepraszam! - zaczęła po niemiecku - Herr Bra-
Urwała widząc, że choć z daleka @Enzo Gorlomi wyglądał bardzo podobnie do osoby, której szukała, nie była to ona.
- Nie jest pan panem Braunem - odchrząknęła z zakłopotaniem, ale wciąż utrzymywała uśmiech na twarzy, licząc na to, że nie wygląda jak szaleniec - Najmocniej pana przepraszam. Z daleka wyglądał pan jak ktoś, kogo znam - przez całą sytuację poplątała nieco francuski z niemieckim i miała nadzieję, że ma przed sobą mimo wszystko kogoś, kto nie jest Niemcem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Pią Gru 16, 2016 4:49 pm

Pogoda tego dnia dopisywała. Choć kwiecień potrafił czasem być zdradliwy, a tutaj, we Francji, było mimo wszystko zimniej niż w jego rodzinnych stronach, Enzo czuł się swobodnie. Przechadzał się wolnym krokiem, przyglądając imponującej architekturze tego miejsca i przechodniom, kompletnie nie czując emocji typowych dla Francuzów szybko przemykających przez to miejsce. Nie znał jeszcze historii Placu Zgody, a jako Włoch, niezwiązany z Francją, i sojusznik Trzeciej Rzeszy też nie czuł się nieswojo widząc niemieckie mundury.
Właśnie miał ruszać sprzed fontanny, której przyglądał się od paru minut, gdy gdzieś obok niego rozległ się damski głos. Słowa brzmiały jak niemiecki, ale akcent już niezbyt. Na szczęście słownictwo nie było trudne, więc Enzo od razu zrozumiał słowo "przepraszam". Odwrócił się, poprawiając kurtkę i ujrzał młodą, dość ładną kobietę, która ewidentnie mówiła do niego. Zaczęła mówić jakieś nazwisko, gdy nagle przerwała, orientując się, że pomyliła Włocha z kimś innym. Pan Gorlomi uśmiechnął się przepraszająco.
- Nic nie szkodzi! - odpowiedział powoli Enzo, składając ostrożnie zdanie w głowie. Znał niemiecki, tak, ale nie na tyle dobrze, by konstruować zdania w locie. Na pewno nie z zaskoczenia.
- Enzo Gorlomi - przedstawił się, kłaniając kobiecie. Gdy się podniósł, przyjrzał się lepiej jej twarzy - a jak pani się nazywa? Miło mi panią poznać.
Przez jego twarz przemknął cień niepewności, czy aby na pewno nie zrobił żadnego błędu. Nie, nie zrobił. To było proste, ćwiczył takie zdania tyle razy.
Ale co powinien teraz zrobić? Z jednej strony kobieta wydawała się spieszyć, chyba kogoś szukała. Z drugiej strony Enzo nagle miał ochotę napić się z nią kawy. Zanim dotarło do niego, że pomysł może być głupi, a nieznajoma kobieta zapewne nie będzie miała na to ochoty, wypalił z czarującym uśmiechem.
- Czy nie miałaby pani ochoty może napić się kawy?
Nie. Wciąż jeszcze nie dotarło. Stał i uśmiechał się głupio do dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Pią Gru 16, 2016 8:37 pm

Pewnie Theo też powinna się czuć dziwnie, tak jak reszta Francuzów, jednak wcale tak nie było. Może to kwestia tego, że tak samo jak jej brat, Theo często robiła rzeczy bez myślenia o konsekwencjach, a może chodziło o to, że jako detektyw pomogła wielu Niemcom. Nie oznaczało to jednak, że podobała się jej sytuacja - czasem zdarzało się jej pomóc w ucieczce przed prawem jakiemuś Francuzowi, zwłaszcza jeśli przykładowo ukradł on coś tylko z uwagi na to, że był głodny.
Nie myślała teraz jednak o okupacji, a o tym, że czuła się głupio myląc jedną osobę z drugą. Zwłaszcza, że teraz kiedy patrzyła na mężczyznę, nie był on ani trochę podobny do osoby, której szukała. Nie był chyba nawet tej samej narodowości, biorąc pod uwagę jego wygląd i akcent.
Odetchnęła z ulgą widząc, że najwyraźniej nieznajomy nie ma jej za złe tej pomyłki. Gdyby jeszcze zezłościł się, zły że gdzieś się spóźni, Theo zapadłaby się pod ziemię.
Uśmiechnęła się więc do niego z wdzięcznością.
- To mi się zwykle nie zdarza, naprawdę! - zapewniła go, choć niekoniecznie było to zapewnienie zgodne z prawdą. Miała dobrą detektywistyczną intuicję, ale niestety czasem nie wystarczała.
Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc że miała rację co do jego pochodzenia - a więc był Włochem. W zasadzie to nie powinna myśleć sobie "jak dobrze, że to nie Niemiec!", biorąc pod uwagę, że i tak był ich sojusznikiem, ale mimo wszystko była przyzwyczajona do tego, że ktoś jest albo Niemcem, albo Francuzem. Rzadko kiedy spotykała kogoś, kto nie był ani jednym, ani drugim (co było ciekawe, biorąc pod uwagę, że ona sama była Francuzką tylko w połowie).
- Theodosia Finalité - przedstawiła się z uśmiechem. Jakimś cudem na moment zapomniała, w jakiej znajdowała się sytuacji, ale z drugiej strony - przecież i tak już nie dogoni prawdziwego pana Brauna. - Miło mi pana poznać, choć w takich okolicznościach - stwierdziła z rozbawieniem, teraz już wiedząc, że te okoliczności nie wywoływały w Enzo złości.
Jego pytanie ją zaskoczyło - a mało rzeczy zaskakiwało Theo. Czy powinna wybrać się na kawę z nowo poznaną osobą?
W zasadzie to nie była pewna czemu zadawała sobie to pytanie - to nie tak, że teraz już miała coś do roboty. A kawę planowała i tak, prawda?
- Czy zaprasza pan na kawę wszystkie dziewczyny, które mylą pana z kimś innym? - spytała, przechylając głowę z uśmiechem. - Cóż, w zasadzie to chciałabym. Dosłownie przed chwilą zmieniłam plany na dzisiaj i zastanawiałam się, co będę robić. - stwierdziła, wciąż zła na siebie, że zmiany jej planu wynikały z nieodpowiedzialnej pracy detektywistycznej, ale jednocześnie zawsze mogła być w gorszej sytuacji niż pójście na kawę z nowym, ciekawym znajomym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Czw Gru 22, 2016 8:10 pm

Uśmiechnął się na pytanie dziewczyny. Zanim zdążył odpowiedzieć, Theodosia kontynuowała i przyjęła jego propozycję wspólnego wypadu na kawę. W tym właśnie momencie do Enzo dotarło, że przed chwilą zaprosił (z sukcesem, a jakże!) losowo napotkaną na placu kobietę na kawę. Na chwilę na jego twarzy pojawił się bliżej nieokreślony wyraz niedowierzania samemu sobie, który szybko schował za szczerym, radosnym uśmiechem.
- Wspaniale! - odpowiedział, wciąż rozmawiając z dziewczyną po niemiecku - Jednak... Mogłem trochę nie przemyśleć... Swoich słów, ponieważ jestem tutaj dopiero od niedawna i niezbyt orientuję się, gdzie tutaj w pobliżu można wypić dobrą kawę.
Uśmiechnął się przepraszająco do rozmówczyni. Zaprosił kobietę na kawę, ale nawet nie wie dokąd ją zabrać. Co za żenada, co za fiasko, co za porażka! I jak tu się teraz wyratować? Co mu teraz pozostawało? Chyba tylko liczyć, że kobieta okaże się wyrozumiała dla obcokrajowca, przymknie na to oko i zaoferuje jakąś pobliską kawiarnię. A jeśli nie? Jeśli nie to cóż - zapewne już jej nie spotka. Paryż jest wielki! Jedna porażka to nic, czym trzeba by było się martwić! Poza tym nic nie było jeszcze przesądzone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Pią Sty 06, 2017 8:36 pm

/przepraszam, że dopiero teraz @Friedrich Nerlinger ;-;
I ona sama średnio wierzyła w to, że dała się zaprosić.
No dobrze, to nie byłoby aż tak dla niej nietypowe, żeby pójść na kawę z kimś, kogo dopiero co poznała, ale to raczej nigdy nie był ktoś, o kim nawet nie słyszała. Czasem jakiś znajomy znajomego, czasem przynajmniej ktoś, kogo znała z widzenia.
Nigdy całkowicie obca osoba, która do tego nie była Francuzem.
Słowa Enzo jakoś sprawiły, że przestała mieć wątpliwości - czy naprawdę osoba, która zaprasza na kawę, nie znając miejsca na kawę byłaby niebezpieczna? Theo raczej w to wątpiła.
- Nie szkodzi - uśmiechnęła się szeroko, bo nawet jeśli Włoch był roztrzepany, z jakiegoś powodu sprawiało, że nawet bardziej go lubiła. - Zresztą, pokazując panu jakąś wartą odwiedzenia kawiarnię, mogę zrekompensować ten mój niewybaczalny błąd - dodała, wciąż uśmiechając się lekko, ale i tak, jakby obmyślała plan.
Gdzie w pobliżu była jakaś kawiarnia, do której mogliby się wybrać? Na całe szczęście jako detektyw znała większość miejsc, nawet tych mniej uczęszczanych (a może zwłaszcza tych?) i mogła teraz w głowie przeczesać okolicię w poszukiwaniu jakiejś kawiarni, w której serwują dobrą kawę.
- Jest "Paix", całkiem blisko, dosłownie dzielnicę stąd. Byłam tam wiele razy i mogę obiecać, że kawa zasługuje na to, żeby choć raz ją spróbować - oznajmiła, patrząc na Enzo pytająco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Nie Cze 18, 2017 11:39 pm

Kolejne majowe popołudnie zdawało się płynąć ociężale przez Paryż, a wraz z nim tłumy przechodniów przemierzających Plac Zgody. Pogoda zdecydowanie dopisywała spacerom, nic więc dziwnego, że mieszkańcy miasta coraz częściej wylęgali na zewnątrz, złaknieni odrobiny upojnego ciepła i być może banalnej normalności. Nie bez powodu więc wybierali właśnie to miejsce - gdyby spróbować przejść przez całą długość placu ze wzrokiem zatopionym w monumentalnych rzeźbach, zasłuchać się w stukocie kół rikszy oraz gwarze rozmów rozbrzmiewających wokół, pozostając zupełnie obojętnym na błyszczące gdzieniegdzie krwistą czerwienią flagi czy niemiecki mundur, można by z powodzeniem uznać, że dla tych kilkudziesięciu metrów kwadratowych czas niemalże całkowicie zatrzymał się, a wskazówki zegara nie drgną ani o milimetr jeszcze przez wiele długich lat.
Uroków płynących ze spaceru po Placu Zgody byli jednak świadomi nie tylko Francuzi; atmosfera ogólnego rozluźnienia sprzyjała przecież popełnieniu wielu błędów, które, co sprawniejsze, niemieckie oko, z pewnością mogłoby wyłapać. Nic więc dziwnego, że zaledwie kilka minut po godzinie dwunastej na horyzoncie zamajaczyły dwie wojskowe ciężarówki napływające z dwóch, przeciwnych stron, a zaraz za nimi po dwa czarne, charakterystyczne Citroëny Traction. Spacerujący przechodnie dostrzegli je z pewnym opóźnieniem - zajęci własnym sprawami, w większości nie zauważyli niespodziewanego towarzystwa, które dość gwałtownie zajechało niemalże pod sam ośmiokąt znajdujący się na placu. Zaraz potem z pojazdów wysiadło w sumie dwunastu funkcjonariuszy Gestapo.


Lars, jesteś najstarszy stopniem, więc dowodzisz całą akcją. Możesz założyć, że pozostała jedenastka funkcjonariuszy wykonuje Twoje polecenia. Mistrz Gry będzie wtrącał się jedynie, gdy uzna to za konieczne dla dalszego przebiegu rozgrywki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Pon Cze 19, 2017 3:21 pm

Gavro dostał dzisiaj długo oczekiwany prezent. Płakał, prosił i tupał nóżkami aż w końcu otrzymał, swój upragniony kawałek kredy. Dla przeciętnego dziecka z bogatszej rodziny to nic specjalnego, jednak dla chłopca ten kawałek skały osadowej barwiony na niebiesko, to było coś niezwykłego. Jak każdy ciekawski maluch musiał sprawdzić jak to rysuje. Wiedział że nie może tego robić po murach bazyliki ponieważ pan Bóg byłby na niego zły. Tak więc młody postanowił się oddalić. Już nie pierwszy raz wychodził bez poinformowania. Za każdym razem jak wracał, oczywiście mu się dostawało, ale nie przejmował się tym. Był za mały by przejmować się zagrożeniami życia codziennego. Teraz miał ważniejsze sprawy które chodziły mu po głowie, jak na przykład ten niebieski kawałek kredy, który dzierżył w dłoniach biegnąc w dół w stronę miasta.
Kiedy się już zmęczył, okazało się że jest na środku placu, czym oczywiście się nie przejął. Z niewinnym, dziecięcym, oznaczającym szczere szczęściem, uśmiechem zaczął tworzyć swoje arcydzieło. Rył kredą po betonie, tworząc różne kształty. Narysował pieska, potem kotka, konika i już zaczynał krówkę, kiedy to na plac zajechała ciężarówka. Maluch nie zwrócił większej uwagi na uciekający tłum. Był zbyt zajęty swoją sztuką, aby zareagować. Dopiero po dłuższym czasie wyprostował się, dalej trzymając kredę w rączce. Spojrzał na panów w mundurach, nie zdając sobie zbytnio sprawy z tego że stał się ofiarą łapanki, i to bez potrzebnych dokumentów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Sob Lip 15, 2017 11:54 pm

Ponownie walczył z zamglonym wspomnieniem tytoniowego posmaku.
Niebo było błękitne i nieskalane nawet najdrobniejszym obłokiem przywodzącym na myśl pulchnego branka, a w brzydkim kościele na skwerze Ludwika XVI właśnie skończyło się przedpołudniowe nabożeństwo. Stojący po drugiej stronie ulicy Lars – zastygły w bezradnym wahaniu pomiędzy wsunięciem papierosa między usta a ponownym schowaniem go do paczki – obserwował zamykającego drzwi księdza. Ilu wiernych, przesypało się przez jego myśli leniwie wraz z pojedynczymi niteczkami tytoniu, które wyrwały się z niewoli papierosowej bibułki i, lekko wirując, pomknęły ku rozgrzanej płycie chodnika, miało odwagę uczestniczyć w nabożeństwie, nie zważając na wzmożony odsetek kręcących się w okolicy funkcjonariuszy gestapo? Pół tuzina? Religia nie była w Rzeszy zbyt dobrze widziana, co jednoznacznie rzutowało na kraje okupowane.
Ksiądz miał na sobie lekko podniszczoną, tęskniącą za czasami świetności sutannę. Wsunął ciężki, jakby wyrwany z najgłębszych mroków średniowiecza klucz w rękaw i odwrócił się; gdy ujrzał przyglądającego mu się Kriminalinspektora, spuścił oczy i szybkim krokiem ruszył w głąb skweru, jak ktoś przyłapany na nielegalnej transakcji. Reifenstein przez chwilę obserwował jego oddalające się plecy, w końcu pieczołowicie wsunął nieodpalonego papierosa do paczki i odwrócił się na pięcie, wsiadając na miejsce pasażera czarnego Citroëna Traction. Siedem minut później (bez sekundy zwłoki, zbyt często zerkał na zegarek, aby się pomylić) samochód zatrzymał się gwałtownie na nabierających południowego ciepła płytach Place de la Concorde.
Wszystko do tej chwili wydawało się takie normalne. Zwyczajne. Spokojne. Właśnie to uderzało Larsa najmocniej: podobnie jak podczas wypadku samochodowego. Z początku wszystko jest w porządku, a potem nadchodzi ten jeden, krótki moment i świat już nigdy nie jest taki sam.
Przez szybę, dosłownie na sekundy przed tym, jak sam otworzył drzwi samochodu, dostrzegł dwie hamujące z piskiem opon suki – z ich wnętrz, podobnie jak z obu Citroënów, zaczęli wysypywać się gestapowcy, jeden po drugim, jak nieprzerwany strumień grozy. Szybka ocena sytuacji na Placu już na pierwszy rzut oka pozwalała stwierdzić, że spacerowicze wciąż nie wiedzą, nie podejrzewają, nie domyślają się zagrożenia, jakie zawisło nad częścią z nich; nie było im zresztą dane na przyswojenie gwałtownie zmienionej sytuacji – pierwsze, wykrzykiwany po niemiecku rozkazy już rozdarły ciepłe powietrze. Większość z nich była znana funkcjonariuszom wcześniej – mieli otoczyć część placu okręgiem i ustawić zatrzymanych w dwóch rzędach, co – poza przejrzystością sytuacji – gwarantowało sprawnie wylegitymowania. Spośród tuzina gestapowców, trzech wyznaczonych było do obserwacji ciężarówek, których otwarte paki jasno wskazywały na cel dzisiejszej wizyty na Placu, oraz okolicy: gdyby ktoś zechciał biegiem rzucić się do ucieczki, strzały miały paść bez ostrzeżenia.
Pozostała ósemka – licząc Reifensteina, któremu dziś przypadła dowódcza rola, dziewięciu – funkcjonariuszy w dosadnych poleceniach i nie mniej dosadnych szturchnięciach, z jakimi co bardziej oporni doprowadzani byli niemal pod spiczasty obelisk, nakazywali zajęcie miejsca w dwóch rzędach. Lewy przeznaczony został dla nielicznych obywateli Rzeszy, którzy po okazaniu dokumentów natychmiast puszczani byli wolno – prawy, znacznie okazalszy, podlegał ostrzejszym prześwietleniom. Dokumenty sprawdzano pod każdym kątem, najwyraźniej doszukując się ewentualnych fałszywek, a gdy wśród dowodów przewijało się podejrzenie falsyfikatu bądź brzmiące z żydowska imię lub nazwisko, pechowca natychmiast odprowadzano do jednej z dwóch ciężarówek – podobny los czekał tych, którzy nie mieli przy sobie dokumentów oraz tych, którzy, choć wylegitymowani zostali jako żydzi, nie nosili obowiązujących ich od początku miesiąca opasek.
Po niespełna kilku minutach jedna z ciężarówek była niemal pełna, a druga cierpliwie czekała, aż do jej wnętrza trafią kolejne ofiary.
Pośród tłumu mniej bądź bardziej (zwykle bardziej) poddenerwowanych paryżan, miejsce znalazło się również dla niego – chłopca, który do samego końca (i nawet dobrą minutę później) nie zdawał sobie sprawy z tego, co ma miejsce wokół. Błoga nieświadomość rozprysła się jak mydlana bańka z momentem, w którym na jednym z barwnych rysunków stanął ciężki, wypucowany na glanc but, akurat w miejscu, gdzie koślawy konik miał swój równie koślawy łeb.
Steh auf – na pochyloną nad kolorowymi liniami istotkę – nie więcej niż sześcio-, może siedmioletnią – padł niepokojąco nieruchomy cień, który jasno wskazywał, że jego właściciel – teraz obrzucający chłodnym spojrzeniem nagle opustoszały plac – zatrzymał się tuż obok, najwyraźniej oczekując wykonania polecenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Czw Lip 20, 2017 8:40 pm

Jak dobrze czasem jest być dzieckiem. Nieświadomą istotą, żyjącą we własnym świecie, w którym to nikt nie chce ci zrobić krzywdy, nikt nie jest wrogo nastawiony, nikt na ciebie nie krzyczy, nikt ciebie nie bije. Niestety świat marzeń i dziecięcej ciekawości łączy się czasem z tym realnym, dorosłym światem. Światem gdzie za drobne przewinienia nikt nie głaszcze cię po główce, mówiąc że masz już tego nie robić. Nikt nie daje ci ostrzeżenia, nikt nie daje ci rad. Dorosły świat pełen przemocy i bólu nie został jeszcze odkryty przez chłopca. Świadomość zagrożeń mogła uratować mu życie, jednak w tym momencie liczyły się tylko zwierzątka rysowane na betonie. Jego dziecięcy świat rozpłynął się, kiedy na głowie konika pojawił się żołnierski but. Konik został zdeptany, nikt się nie liczył ze zwierzątkiem z kredy, tak samo jak nikt się nie liczył z małym dzieckiem który trafił w wir wojny.
Gavroche spojrzał do góry i jego oczom ukazał się Niemiecki oficer. Chłopiec miał w głowie głos cioci Lucette która zawsze mu powtarzała że nie wolno rozmawiać z panami w mundurach. Chłopiec co prawda nie znał niemieckiego, ale odruchowo wykonał polecenie i wstał, nie upuszczając kredy z rączki. Mały nie odczuwał strachu, patrzył na mężczyznę z zaciekawieniem. Nigdy nie stała mu się krzywda z rąk człowieka, wojna odebrała mu rodziców ale dzieciak był za młody żeby to zrozumieć. Nie miał więc żadnego urazu do Niemców, nie wiedział jak jego pochodzenie może być dla niego zabójcze, gdy tylko ktoś odkryje jego tożsamość. Biedny chłopiec nie wiedział jak bardzo może mieć przechlapane, w końcu nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Stał więc w miejscu, przyglądając się mężczyźnie, nie tracąc kontaktu wzrokowego, czekał na to co ma dalej nadejść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Sob Sie 05, 2017 8:21 pm

Słońce napierało na Plac Zgody jak opadający z nieba młot. Przenikało przez szary materiał czapki, z której honorowego miejsca ponuro uśmiechała się Totenkopf, i wciskało do spoglądającej w dół – różnica wzrostu pomiędzy dzieckiem a dorosłym wymusza pewne ustępstwa – głowy Reifensteina. Przenikało jego mundur i wdzierało się również w wyprostowane plecy. Przenikało rękawy i wdzierało w dłonie, zwłaszcza prawą, która – jakby od niechcenia – spoczęła na skórzanej kaburze lugera. Przez moment szczerze się obawiał, że upał pozbawi go ostatniej kropli krwi, że wydusi z niego życie, że rzuci na kolana. Tak, jak przed momentem jeden z ludzi Larsa cisnął na ziemię aresztowanego.
Białka oczu zamigotały w świetle pod zmrużonymi powiekami, gdy Reifenstein niecierpliwie stuknął podeszwą – raz, dwa, trzy – o bruk, najwyraźniej chcąc mieć pewność, że rysunkowy konik nie wyjdzie cało z tego spotkania. Perfekcyjnie błyszczące oficerki, w których promienie histerycznego słońca odbijały się jak w lustrzanej tafli, były zaledwie preludium do chorobliwej pedantyczności, brutalnie wdzierającej się w zmysły każdego, kto tylko zerknął w stronę Larsa. Błękitne oczy zdawały się potwierdzać to wrażenie: wzrok – czysty, skupiony i jednocześnie łapczywie pochłaniający panującą na placu sytuację – przywodził na myśl starannie potłuczone młotkiem szklane kulki. Gdy zaś nieroztropnie znajdujący się na jego drodze chłopiec w milczeniu podniósł się z bruku, Lars uśmiechnął się lekko z wdzięcznością – choć wrażenie, jaki pozostawił po sobie ten grymas, przypominało kredę zgrzytającą na gładkiej powierzchni tablicy.
Nieprzyjemne.
Gdzie są twoi rodzice? – zadał to pytanie, szybko obrzucając plac spojrzeniem; jeszcze przed momentem gwarne, wypełnione beztroską miejsce niemal całkowicie opustoszało, swoją liczebność ograniczając do dwóch grup: gestapowców oraz aresztowanych. Przed oczami Reifensteina zaczęły kolejno przesuwać się migotliwe obrazy: czyjaś zakrwawiona twarz, ktoś zgięty w połowie z bólu, kilka par kobiecych oczu nabiegłych łzami, pojedynczy okrzyk składający się na pełne rozpaczy Rakel!, które przypłacone zostało ciosem wyślizganej od cierpienia pałki.
Piękne, majowe popołudnie w Paryżu.
Jesteś tu sam? – kolejne pytanie, tym razem zadane po francusku, jak gdyby cień niepewności, jaki zagościł na twarzy tego kilku – sześcio? siedmio? – letniego chłopca, stanowił dostateczny powód, aby płynnie przejść na mowę Moliera.
Chociaż panującej na Placu Zgody sytuacji daleko było do jego komedii.
Dziecko, dotychczas budzące nikłe zainteresowanie, nagle znalazło się w centrum jednej z osi wydarzeń. Kilka par gestapowskich oczu już spoglądało w stronę chłopca, bardziej zainteresowanych tym, co może się lada moment stać, niż faktyczną zagadką jego opiekunów – nawet Lars, dotychczas traktujący padające pytania w kategoriach służbowych formalności, teraz uśmiechał się pod nosem: blado, jak zjawa, bez cienia rozbawienia, za to z pełną świadomością, że może w s z y s t k o.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Sro Sie 23, 2017 11:17 pm

Im dłużej Gavro tu stał, tym bardziej zaczynał się niepokoić. Sytuacja przestała być dla niego normalna. Zaczął zauważać krzyczących ludzi wokół niego. Panowie w mundurach używali przemocy. Czy to oznacza że są źli?
Maluch nie słuchał Larsa, gdy ten odzywał się do niego po niemiecku. Zamiast tego rozglądał się na lewo i prawo i próbował zrozumieć co się właśnie dzieje. Przed oczami mignął mu obraz bólu i rozpaczy. Były to uczucie niezrozumiałe dla sześciolatka. Ciało chłopca przeszył nieprzyjemny dreszcz, a do oczu powoli napływały mu łzy. Jednak nie mógł sie tu rozpłakać. Był dużym chłopcem. Z tą myślą siorbnął nosem i spojrzał znowu w stronę Niemca, kiedy to usłyszał pytanie w języku który rozumiał.
-Oui- powiedział cicho na potwierdzenie. Spojrzał pod swoje nogi, a potem pod nogi Larsa. Zauważył że stoi na czymś, co kiedyś było dziecięcym rysunkiem. Widok rozmazanej kredy zabolał go bardziej niż to co widział przed chwilą. Pomimo strachu, jaki odczuwał w tym momencie, spojrzał dzielnie w oczy gestapowca.
-Stoi Pan na moim koniku- Powiedział, jakby informował go o fakcie, myśląc, że Niemiec przypadkiem zadeptał jego rysunek.
Gavroche był za mały, aby wiedzieć co się może zaraz stać. Był za mały, aby pomyśleć o tym że ktoś może go skrzywdzić. Widział cierpiących ludzi dookoła, ale na chwile obecną był tylko obserwatorem. I nawet nie pomyślał, że krzywda może spotkać także jego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Nie Wrz 10, 2017 8:17 am

Są takie dni, kiedy nic nie układa się tak, jak powinno. Wstajesz z i noga zamiast na kapeć trafia na grzbiet kota, który ze strachu drapie cię w łydkę; nalewasz soku, ale zamiast do szklanki, lejesz prosto na świeżą koszulę; docierasz do sklepu i uświadamiasz sobie, że zostawiłeś w salonie wszystkie pieniądze, a po powrocie do mieszkania odkrywasz, że wcale nie zostawiłeś, tylko zgubiłeś – razem z obrączką (dlatego Lars żadnej nie nosi, rozczarowania lepiej minimalizować).
Jednak czasami wszystko dzieje się na odwrót. Wstajesz wypoczęty, z przyjemnym wspomnieniem o miłym śnie. Wczorajszy katar minął bez śladu, jajka ugotowały się idealnie, nikt (jeszcze) nie zachlapał munduru krwią, obława jest owocna, a dziecko, któremu poświęcasz cenne minuty własnego życia, wyjątkowo nie irytuje.
Z takich dni warto korzystać – w takie dni warto być cierpliwym.
Masz przy sobie dokumenty?
Znał odpowiedź – słyszał ją w cichym trzasku stawów, kiedy kucał przed chłopcem, najwyraźniej traktując całe zajście jako nieszczególnie wyrafinowaną zabawę; profesjonalizm – ten czysty, zawodowy, pozbawiony naleciałości uprzedzeń, które i tak kłębiły się pod czaszką – nie pozwalał bagatelizować.
Pośród całego morza wad, dzieci miały jedną, kluczową zaletę – nie kłamały. Mówiły to, o czym akurat myślały, wciąż niezdolne do magazynowania przemyśleń w pamięci długotrwałej – konik był tego najlepszym, malowniczym i dość tragicznym przykładem. Takim, na którego dźwięk nie sposób się nie uśmiechnąć, pozwalając, aby usta zbrukała marna imitacja przepraszającego grymasu.
Gapa ze mnie – mruknął z odpowiednią dozą skruchy, nawet nie przenosząc spojrzenia na mierny efekt dziecięcego nie–talentu; gdyby rzeczywiście spojrzał na konika, zabrzmiałby bardziej przekonująco – miał jednak przed sobą tylko dziecko. Niezdolne do wychwytywania niuansów zachowań, wciąż pozbawione podejrzliwości wobec kogoś, kto – póki co – nie wyrządził mu żadnej, bezpośredniej krzywdy.
Czego nie mogli powiedzieć zamykani na pakach ciężarówek ludzie.
Chodź, nie powinieneś pałętać się bez opieki – już w trakcie chodź prostował się powoli, bez wahania podkreślając tragiczną różnicę wzrostów, przy pałętać wyciągnął w stronę chłopca dłoń, kiedy zaś z jego ust padło krótkie, niechętnie bez opieki, palce zamknęły dziecięce ramię w uścisku, lekkim, dziwnie ostrożnym – i gotowym zakleszczyć się w każdej chwili jak wnyki.
Jechałeś kiedyś w szoferce ciężarówki? – pytaniu towarzyszyło niespieszne pociągnięcie chłopca w stronę najbliższego pojazdu, wokół którego zrobiło się niepokojąco pusto; część mundurowych odeszła na bok, by zapalić, inni przeszukiwali wnętrza najbliższych sklepów, jeden czy dwóch nadal wbijało spojrzenia w Reifensteina, podskórnie odczuwając jego zamiary.
Widać z niej pół miasta, przysięgam – pusty, zmęczony, kpiący śmiech odbił się echem od murów jego umysłu, jedynie cudem nie wyrywając na zewnątrz wraz z cichym westchnięciem, z jakim Lars otworzył drzwi szoferki, bez szczególnego wysiłku – zupełnie, jakby odchował dwójkę własnych dzieci – unosząc chłopca w górę i pomagając (zmuszając?) mu usiąść na skórzanym fotelu. – Może uda ci się zobaczyć konika?
Podobno Śmierć na jednym jeździ.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Wto Wrz 19, 2017 3:35 pm

Gavroche nie przeczuwał niczego złego. Wszystkie niepokojące obrazy powoli zaczęły znikać w tajemniczej furgonetce. Jego konik już nie był konikiem, ale nieznajomy pan zapewnił go że było to przypadkowe, dlaczego miałby mu nie wierzyć? Czy to przez ten mundur? Ludzie mu co chwila powtarzali aby nie rozmawiał z mężczyznami w mundurach, ale teraz to nie on rozpoczął rozmowę. Odpowiadał tylko grzecznie na pytania, tak jak wychowała go siostra Lucette. Nie wspominając nic o swojej poprzedniej rodzinie. Jego mama i tata byli tylko niewyraźnym wspomnieniem, który z każdym dniem zanikał.
Maluch oczywiście nie miał przy sobie dokumentów. Jego papiery trafiały z rąk do rąk. Fałszywki miał wujek Łukasz, który w późniejszym czasie przekazał je wraz z chłopcem Luc. Jednak brak dokumentów nie był chyba niczym dziwnym. Jaki sześciolatek nosi przy sobie tak ważne rzeczy? Dzieci to gubią, niszczą, i zazwyczaj mają rodziców od trzymania takich rzeczy.
Chłopiec nie chciał iść do tej ciężarówki. Nie chciał w ogóle opuszczać tego placu. Jednak nie był typem dziecka które stawia się starszym. Gavro w ramach protestu przywarł nogami do ziemi, jednak mocniejsze szarpnięcie za rękę sprawiło że chłopak nie mógł się bardziej opierać. Ruszył za gestapowcem próbując co jakiś czas nadążyć tempa. Gdy już był przy furgonetce przystanął i odwrócił się do mężczyzny.
-Nie chcę nigdzie jechać- Zaprotestował, jednak nic to nie dało, ponieważ został wręcz wpakowany do pojazdu. Usiadł więc na skórzanym fotelu i wiercąc się zaczął oglądać wszystko dookoła. Nie dało się ukryć że w szoferce ciężarówki nigdy nie jechał, i było to dla niego ciekawe. Jednak po chwili przypomniał sobie że ona zaraz odjeżdża.
-Mogę wrócić do domu?- zapytał, licząc że zaraz pozwolą mu wyjść i wrócić do klasztoru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   Sro Wrz 20, 2017 4:36 pm

Powinien być wdzięczny, że chwilowy chaos na placu wygasł zupełnie, napełniając głodne wnętrza ciężarówek skotłowanymi, przerażonymi ciałami. Powinien odczuwać ulgę, że informacja o planowanej łapance nie opuściła ścian gestapowskich gabinetów, rozpełzając się po ulicach Paryża jak alarmujący fetor. Powinien być zadowolony, że dziecko – tak niewinne i naiwne, jak potrafią być tylko one – nie postanowiło rzucić się do ucieczki, najwyraźniej do samego końca ufając, że wszystko, co rozgrywa się wokół, nie dotyczy jego. Powinien pozwolić odejść chłopcu nawet pomimo braku dokumentów – karę za to niedopatrzenie należało wymierzyć w jego opiekunów, najwyraźniej pozbawionych wyobraźni oraz poczucia rzeczywistości, skoro wypuścili malca bez…
Właściwie: czegokolwiek. Czegokolwiek poza kredą – tak rysowały się ponure realia okupacyjnej rzeczywistości; ci, którzy mają najmniej, na wojnie zawsze tracą najwięcej. Powinien – choć raz – nie kierować się protokołem i przedłużyć dziecięcą beztroskę o kolejny dzień. Może dwa. Tydzień?
Powinien, powinien, powinien – był znużony własnymi powinnościami, lecz poczucie lojalności tkwiło w nim mocniej niż cokolwiek, co z mozołem przyswajał podczas stanowczo zbyt wielu lat własnego życia. Skoro wymagano, aby do siedziby gestapo przetransportować każdego, kto nie ma przy sobie dokumentów, nie należało sprzeciwiać się odgórnej idei – wszystko, co rozkażą, jest święte; w imię świętości szarpnął więc chłopca, a później podsadził go do szoferki, z niepokojącą obojętnością wysłuchując cichego pytania.
Do domu?
Oczywiście, że możesz.
W twoim wieku też chciałem wrócić do domu.
Zawieziemy cię tam.
Strach pomyśleć, gdzie bym skończył, gdyby spełniono moją prośbę.
Huk zatrzaskiwanych drzwi był ostatnim, najdonośniejszym dźwiękiem, który poniósł się po nienaturalnie opustoszałym placu – było w nim coś złowrogiego, zupełnie jakby drzwi, zamek, szyba, karoseria i nawet echo wiedziały, jak okrutnym kłamstwem były wypowiedziane słowa.
I tylko ten trzask – coś puszczanego mimo uszu, coś, na co zwykle nie zwraca się uwagi, pędząc za karierą, pieniędzmi, szczęściem lub wolnością – stanowił jedyne źródło protestu. Jak zwykle niewysłuchane. Jak zwykle nieszczęśliwe.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Plac Zgody   

Powrót do góry Go down
 
Plac Zgody
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Élysée-
Skocz do: