IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Sylwester '40


Share | 
 

 Sylwester '40

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
okupanci
PisanieTemat: Sylwester '40   Nie Gru 18, 2016 5:17 pm

Terra nullius.
Tak naprawdę nie moja, a już z pewnością nie Twoja, ale przez niekomfortową (zbliżającą się nieuchronnie) chwilę chyba… nasza?
Wygląda jednak na to, iż sobie ją przywłaszczyłeś - byłeś pierwszy (tak właściwie czułem, że znowu Cię tu spotkam), więc teoretycznie powinienem chyba taktycznie się wycofać, nim w ogóle zauważysz moją obecność. Ale wcale nie mam na to ochoty.
Balkon (na tyłach domu) w melancholijnym odcieniu brązu (jak stara, oprawiona w skórę księga) - na oko jakieś sześć metrów kwadratowych - zakopany pod śnieżną falą, którą spieniłeś, torując sobie drogę do garbiącej się od nadmiaru puchu ławki. Siedzisz na samym środku - raczej nie ma już miejsca, żeby się dosiąść. Ale zawsze można je zrobić.
Nie liczę na to, że ustąpisz mi je sam z siebie, więc po prostu podążam wyznaczonym w puchu szlakiem. Potem pochylam się, by gołymi rękami odgarnąć resztkę śniegu, która opatula deski. Nie przestaję nawet wtedy, gdy odczuwam ogniki gorąca wpełzające na opuszki palców mojej prawej dłoni - lewa, natomiast, wciąż jest w gipsie, odkąd trzy złamane palce źle się zrosły i medycy musieli ponownie przerwać strukturę kości, by odpowiednio je nastawić.
Kiedy osiągam w miarę zadowalający (i przede wszystkim wystarczająco suchy) efekt, siadam na krańcu ławki po Twojej lewej stronie.
Mam wrażenie, że nawet będąc zanurzonym w tej odizolowanej od reszty domu (a przede wszystkim tabuna podchmielonych żołnierzy - znajomych mego ojca) przestrzeni, gdzie nad moją głową wreszcie zasklepił się firmament względnej ciszy, nie mam szansy udawać, że nie czuję atmosfery wyczekiwania końca. Po raz kolejny w życiu jestem przekonany, że raczkujący rok będzie jeszcze gorszy od poprzedniego; wiem, że los nie przestanie mnie zaskakiwać - nieustannie podsuwa mi pod nos coraz ciekawsze scenariusze - być może powinien zacząć się bać tego, czy miasto świateł przebijając się przez cielesny i umysłowy pryzmat rozszczepi mnie i pokaże światu to, co zagnieździło się w moim wnętrzu.  
Nie patrzę się w Twoją stronę - tak właściwie, odkąd stanąłem przed ławką - poniekąd naprzeciwko Ciebie - obdarzyłem Cię spojrzeniem tylko przez chwilę. Chyba nawet nie przeszkadza mi, że tutaj jesteś - koncentruję się na swoich myślach, więc nie muszę udawać, że Cię dostrzegam. Zaskakująco komfortowo milczy się w Twoim towarzystwie - tak, jak zresztą ostatnim razem.
Nie znam zbyt wielu osób, którym nieobca jest melodia ciszy.

Świętujemy koniec świata czy może już początek nowego końca świata?
Czy na obszarze ziemi niczyjej należy nam się prawo do tego, by mieć gdzieś symbolikę tego pieprzonego dnia?

Zapaliłbym. Nieodświętnego, najzwyczajniejszego papierosa.
Zanim palce prawej dłoni skostnieją mi tak bardzo, że i je będę musiał wyłamać, by chwycić nimi papierosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sylwester '40   Nie Gru 18, 2016 7:23 pm

Noc kontrastów, jak uroczo. Czarny płaszcz narzucony na śnieżnobiały fartuch szefa kuchni. Puszysty śnieg zalegający na ciemnym krajobrazie. Szary popiół opadający z rozżarzonej do czerwoności końcówki papierosa. Wszystko dziś było jakieś ostre, kontury wszystkiego w kuchni uderzały w oczy swoją precyzją. Jak zwykle zresztą w pracy. Nie było miejsca na niedopowiedzenia czy niewyraźne granice. W jego królestwie zawsze panowała idealnie harmonia nawet jeśli pozostali grajkowie marudzili pod nosem.
Teraz jednak siedział na dworze smagany po twarzy zimnym wiatrem. Czasem zastanawiał się czy ten dymek wart jest użerania się z tym cholernym mrozem, ale zawsze dochodził do tych samych wniosków. Potrzebuje tego. O wiele bardziej od kiedy przyszło mu mieszkać tu we Francji. Chociaż po jego awansie atmosfera w kuchni wcale nie była najprzyjemniejsza, to tutaj i tak ma wrażenie, że mógłby ciąć powietrze nożem. Nie żeby mu to przeszkadzało. Miał ochotę pracować z tymi ludźmi tak samo mocno jak oni z nim. Jednak nikt nie miał wpływu na zaistniałą sytuację, więc pozostawało się tylko z tym faktem pogodzić i strawić. Nie czuł potrzeby zaprzyjaźniania się z resztą pracowników, liczyły się jedynie efekty ich pracy. O czym Francuzi zresztą wiedzieli, jedna jego skarga i mogli wylądować na bruku albo nawet gorzej.
Mimo to męczył się. Czasem w kuchni bywało duszno od powoli sączących się oparów nienawiści. Potrzebował chwili samotności, odcięcia się od pozostałych, spoglądać w dal, w cichy krajobraz rozmazanych linii, nieregularnych drgań rzeczywistości. Często powracał wtedy do niego obraz kobiety, która stanowiła perfekcyjne połączenie wyrazistości i zatartych granic. Kobiety, której muzyki wysłuchiwał przez wiele sylwestrowych nocy. Dziś jednak był sam, a raczej pragnął być, bo nie zdążył spalić nawet połowy papierosa, gdy czyjeś kroki na śniegu zaczęły dudnić wręcz echem wśród niczym niezmąconej ciszy. Nie chciał towarzystwa. Zwłaszcza jakieś naprutego Niemca, który, wielce prawdopodobnie, puści pawia za krawędź balkonu i wróci do dalszej zabawy. To jedna z tych niewielu nocy w roku, kiedy nawet najwięksi służbiści pozwalają sobie na odrobinę spuszczenia z tonu. Z dwojga złego Wolff nawet cieszył się, że musi siedzieć w kuchni, a nie na sali ze swoimi rodakami. Nie czuł potrzeby socjalizacji z gośćmi sylwestrowego spędu, ale koniec końców rzucił spojrzenie kątem oka na intruza. Ku własnemu zdziwieniu, mimo raczej żałosnego oświetlenia, rozpoznał dosyć charakterystyczną urodę przybysza. Palili już raz razem, także w absolutnym milczeniu. Sam nie wiedział, co myśleć o tym kolejnym mniej lub bardziej przypadkowym spotkaniu. Wrócił spojrzeniem w przestrzeń i strzepnął znów popiół na śnieg. Nie przerywał ciszy, po co psuć coś doskonałego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Sylwester '40   Sro Gru 21, 2016 9:29 pm

Spod Twojego czarnego płaszcza wystaje fragment uniformu bielszego o kilka (subtelnie robiących różnicę) tonów od głównego rekwizytu otaczającej nas scenerii. Już wcześniej - podczas naszego pierwszego-ostatniego spotkania - domyśliłem się, iż musisz być zatrudniony w kuchni; nie byłem jednak pewien, czym dokładnie możesz się zajmować… i naprawdę mało mnie to obchodziło - zresztą w tej kwestii niewiele się zmieniło. Tylko że po prostu jestem upośledzony zawodowo, dlatego też nie potrafię oprzeć się pokusie; nie umiem przestać rozbierać Twojej powłoki na czynniki pierwsze, analizując dostrzegane detale i za pomocą wnioskowania indukcyjnego stanowiącego nić Ariadny w labiryncie mojego umysłu dotrzeć do czegoś, co pomogłoby mi odszyfrować kod, który składa się na Ciebie (nie w całości, nie tak do końca, ale choć odrobinę - by zaspokoić swoją ciekawość). Na fundamentach przeszłości wznosi się zbudowana z naszych aspiracji i marzeń twierdza szyfrów - mało jest osób, które potrafią zachować skryte w niej tajemnice tylko dla siebie. Przez szczeliny i odsłonięte fragmenty duszy łatwo jest dostać się do środka.
Najczęściej. Ale trudno podważyć jedno z obowiązujących od zarania dziejów prawideł - zawsze musi znaleźć się wyjątek potwierdzający regułę. Jak ten siedzący obok mnie.
W takich momentach łatwo się frustruję, lecz mimo wszystko uwielbiam tę grę - szczególnie wtedy, gdy trafiam na wyzwanie.
Uprzedmiotawiam Cię - tak jak Franz odczytuje, rozczytuje, doczytuje wszystko, co znajduje się na (i pod wierzchnią warstwą) gołych płótnach obrazów obnażających się przed snującym się po galerii tłumem, tak ja wybieram sobie do obserwacji ludzkie eksponaty.
Kolejne spojrzenie - bliski plan, Twoja kamienna twarz, żar papierosa migocze na tle nocy, włosy opadają symetrycznie. Milczący kucharz. To wciąż wszystko, co jestem w stanie powiedzieć.
Ławka stoi. Przestrzeń domyka się.
Le Flâneur. Tak się chyba nazywał…?
Spotkałem wczoraj ikonicznie piękną kobietę, Niemkę, która (powiedziała mi to dopiero, gdy kilka godzin później odprowadziłem ją do hotelu) towarzyszyła swojemu mężowi w podróży służbowej. Nasze drogi skrzyżowały się na plaży nad Sekwaną, gdzie podwijając absurdalnie drogą sukienkę (cóż, wychowałem się z Lisbeth i jestem w stanie poczynić tego typu obserwacje) postawiła pierwszy krok na szklanej tafli. Wbrew jej woli uratowałem ją, sprowadzając z powrotem na ląd, a potem - tym razem wbrew mojej woli - nieznajoma uznała, że dotrzyma mi towarzystwa. Zupełnie zagłuszyła mnie szczebiotaniem, robiąc mi wykład na temat flanerów (nie mogła zrozumieć, jakim cudem przechadzając się po mieście Baudelaire'a jeszcze nie słyszałam tego terminu), którymi też samozwańczo nas okrzyknęła, oznajmiając, że emanuję aurą, która kwalifikuje mnie do zostania jednym z owych kontemplujących rzeczywistość wędrowców, przemierzającym gąszcz miasta. Niejednoznacznym, zachowującym sceptyczny dystans, tajemniczym.
Ja z kolei mam wrażenie, że to określenie pasowałoby do Ciebie. Szczególnie w tym kontekście, o którym rozpisywał się Nietzsche - wędrowiec dążący do osiągnięcia wolności rozumu, pozbawiony ostatecznego celu, nieprzylegający sercem do ani jednej poszczególnej rzeczy; w Twoim spojrzeniu jest coś takiego, co mówi mi, że nie należysz do żadnego miejsca.
Dopiero teraz zorientowałem się, że przez ten cały czas nie spuszczałem z Ciebie wzroku, zupełnie zatracając się w swoich myślach. - Mogę? - to jedyna wymówka, jaka przychodzi mi do głowy (znacząco spoglądam na papierosy, gdybyś nie rozumiał po niemiecku) - udaję więc, że chodziło po prostu o wyłudzenie od Ciebie jednego szluga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Sylwester '40   

Powrót do góry Go down
 
Sylwester '40
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: poza grą :: Archiwum-
Skocz do: