IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Łuk Triumfalny


Share | 
 

 Łuk Triumfalny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
konta specjalne
PisanieTemat: Łuk Triumfalny   Sob Lip 02, 2016 2:06 pm



Łuk Triumfalny

Jeszcze kilka lat temu zwyczajny paryżanin z dumą spoglądałby na Łuk Triumfalny, śmiało górujący nad Polami Elizejskimi. Dzisiaj jednak nie do końca wiadomo, do kogo tak naprawdę należy owy triumf. Dwa lata temu w cieniu monumentalnego łuku przechadzał się przecież sam Führer, a zaraz po nim setki żołnierzy Wehrmachtu. Ich defilady stały się tutaj tak częstym widokiem, jakby Niemcy od zawsze byli w Paryżu...
Wysoki na 51 metrów Łuk Triumfalny wybudowano w latach 1806-1836 z inicjatywy Napoleona. Miał on upamiętnić poległych w czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej i wojen napoleońskich - pod łukiem znalazł się więc Grób Nieznanego Żołnierza.
Gdyby nie bezpośrednie połączenie z Polami Elizejskimi, nie byłoby to miejsce szczególnie popularne wśród mieszkańców Paryża. Łatwo można tutaj spotkać i dumnie maszerującego niemieckiego żołnierza, i idącego z pochyloną głową Francuza.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Łuk Triumfalny   Pią Wrz 16, 2016 4:01 pm

/czasoprzestrzeń jest dla słabych

Mijały dni, a pogoda nad Paryżem wcale się nie zmieniała. Wszystko było takie samo jak wczoraj i miesiąc temu, a Antoinette? Wciąż grała na paryskich uliczkach, gdzie zarabiała niewiele i sprawiała, że ludzie uśmiechali się coraz częściej, ale może to tylko na moment, w którym tkwili przy niej i słuchali melodii radosnych, melancholijnych, a zarazem dających nadzieję? Nie wiedziała, bo najważniejszym było to, że choć przez moment ich serca uciekały gdzieś dalej niż okupacyjna stolica miasta miłości, w którym nikt nie czuł się już bezpiecznie. Dlatego starała się ze wszystkich sił, by nie myśleć, kiedy to muzyka wychodziła spod jej smyczka i pozwalała zapomnieć, ale tonęła we wspomnieniach, które wracały jak bumerang. Nawet teraz, gdy patrzyła na małą dziewczynkę, która tańczyła do tak znanej melodii, a zarazem smutnej. Słyszę tango notturno... Tango z przed tylu lat.
Zarobiła niewiele. Po raz kolejny zmagała się z brakiem pieniędzy na jedzenie, a przecież tak bardzo chciała sprawić przyjemność Łukaszowi i małemu Gavro i kupić przeklęte czekoladowe bułeczki. Rozmowy o pracę też nie poszły tak jak powinny, stąd zaczęła wątpić. Kolejna kontrola mogłaby się skończyć dla niej w sposób nietypowy, bo niekażdy Niemiec był jak Matthias i przez to zaczęła starać się jeszcze bardziej, byle tylko nie mieć kłopotów przez brak zatrudnienia. Skończyła grać dużo wcześniej niż zazwyczaj i zamierzała wrócić do domu, gdzie spędzi czas z małym chłopcem, choć może powinna udać się do siostry Naudin i z nią porozmawiać o postępach Gavroche'a? Nie wiedziała i przez ostatni dni zbyt wiele czasu poświęcała na myślenie, które nigdzie jej nie doprowadzało. Kiedy już zatem spakowała skrzypce do futerału, od razu przewisiła je na ramionach, bo minimalistyczny talent krawiecki pozwolił doszyć do zniszczonego obicia dwie tasiemki, które ułatwiały poruszanie się z instrumentem. Była kawałek od mieszkania, toteż dostała się tutaj na rowerze, na który pospiesznie wsiadła i ruszyła przed siebie. Jechała jednak wolno, bo śnieg był wyjątkowo nieprzyjemny i raz po raz smagał pyzate policzki, które robiły się czerwone.
Nie spodziewała się, że ktoś stanie na jej drodze, toteż gdy tylko dotarła pod Łuk Elizejski i już miała skręcać, zdążyła tylko zahamować, by wypaść przez kierownicę i wylądować na bogu ducha winnym człowieku. Miała talent do nieszczęśliwych wypadków, ale gdy już niefortunnie się przewrócili, poczuła jak coś jej strzela w drobnym nadgarstku. Zły upadek? Jęknęła żałośnie, a łzy stanęły w jej oczach. Nie czuła smukłych palców, a paraliżujący ból przeszył ją na wskroś. Nie zwróciła nawet uwagi, że kogoś przewróciła, bo czym prędzej zeszła ze swojej ofiary i skupiła się na swoim cierpieniu. Miała wrażenie, że kolekcjonuje wszystkie nieszczęścia, ale teraz najważniejszym było to, by jak najszybciej opatrzyć ten przeklęty nadgarstek.
- Purée! - zaklęła siarczyście, a zaraz potem spuściła wzrok. Już nic się nie liczyło. Myślała tylko o tym, że z własnej głupoty być może straciła szansę na normalną grę. - Pourquoi moi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Łuk Triumfalny   Sob Wrz 17, 2016 12:03 am

Miał wrażenie, że waży tonę, chociaż do swojej budowy zawierał zdecydowanie zbyt mało tkanki tłuszczowej. Gdyby wiatr bardziej się postarał to na pewno zepchnąłby z obranej sobie trajektorii podróży. Mało jednak dziś wiało, więc Gabriel mógł śmiało postępować do przodu, stopniowo zwiększając odległość dzielącą go od jego miejsca pracy. O ile tak bardzo kochał gotować to sama restauracja napawała go dziwnym uczuciami. Zresztą jak cały Paryż. Czuł się tu źle, bardziej niż dotychczas. Był to inny rodzaj dyskomfortu, co w poczdamskiej kamienicy, ale wciąż irytujący. Pulsował nieprzyjemnie niczym niestrudzony ból zęba, jedynie podsycając nigdy niegasnące podenerwowanie.
Oczywiście miał świadomość absurdalności tego wszystkiego. Niedługo minie rok, od kiedy przyszło mu to mieszkać, a on nadal się nie zaaklimatyzował. Nieustająca walka z miastem była z góry skazana na porażkę, a co więcej – zupełnie bezsensowna. Tylko on nie umiał się poddać. Bierne poddanie się sytuacji nie było w jego stylu. Nie przywykł do uginania kolana przed światem, zdecydowanie wolał ugiąć wszystko inne pod siebie. Nawet jeśli było to iście syzyfową pracą.
Przemierzał więc smutny, marcowy Paryż z dosyć kwaśną miną, która skutecznie odstraszała wszelkich przechodniów. Było ich zresztą coraz mniej im bardziej dzień chylił się ku upadkowi. Odpowiadał mu taki stan rzeczy, natura samotnika odzywała się ze wzmożoną siłą. Czarny płaszcz (czarny jak wszystko inne, co nosił), którym się opatulał stanowił jego naturalną zbroję, odcinającą go od wszystkich innych. Kiedyś nawet rozważał przefarbowanie włosów na swój ulubiony kolor, ale ostatecznie uznał, że zbyt wiele z tym zachodu. Zresztą ciemnowłosa Tamara zawsze zazdrościła mu czupryny o brawie jasnego blondu. Wspomnienie kobiety, którą jako jedyną w życiu nazwał matką sprawiło, że poczuł niekontrolowane ukłucie w miejscu, gdzie u normalnych ludzi powinno znajdować się serce. Przymknął oczy, chłonąc ten dziwny ból, a sekundę później zaczął gwałtownie przetrzepywać kieszenie w poszukiwaniu cennej paczki papierosów. A w drugiej sekundzie przebiegło mu przez myśl, że całkiem dobrze, że nie zdążył jej odnaleźć.
Siła uderzenie nieznanego obiektu w połączeniu z jego pędem była na tyle silna, aby zwalić go z jego chudych nóg na równie kościsty tyłek i uświadomić mu jak łatwo można obić sobie kość ogonową. Zapiekło solidnie i chyba był nawet rad, że to zupełnie inny rodzaj bólu niż ten przed chwilą. Na szczęście przeszło mu szybko, bo koniec pleców pulsował nieprzyjemnie, a do tej symfonii dołączy porządnie stłuczony łokieć.
- Scheiße! – warknął gniewnie, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że obiekt, z którym się zderzył był rowerzystką, wyjątkowo zajętą sobą zamiast przejechanym przechodniem. – Może byś tak uważała – rzucił swoim łamanym francuskim, przez który przebijał wyraźny, niemiecki akcent. Zapewne wyraziłby się mniej pochlebnie, ale nie miał aż tak bogate słownictwa w żabim języku. Dźwignął się powoli z miejsca i dopiero wtedy jego wzrok padł na skrzypce, na jej włosy, na nią całą, a nie tylko obiekt, który go potrącił. – Antoinette – powiedział zupełnie gładko w porównaniu do poprzednich słów, a jego ton rozbrzmiewał idealnym zdziwieniem. Zbiła go z pantałyku, co zdarzało się naprawdę rzadko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Łuk Triumfalny   Nie Wrz 18, 2016 3:04 pm

Nie przypuszczała, że przeszłość może uderzać tak gwałtownie, szybko, a dodatkowo stawać się najgorszym koszmarem. Wystarczy wykonać jeden nieprzemyślany ruch i wszystko wraca ze zdwojoną siłą. Los nie zna litości, a już tym bardziej przeznaczenie, którego nikt zapewne nie oszukał. Antoinette próbowała wielokrotnie przełamać złą passę i choć wychodziła z tarapatów spadając przy tym na cztery łapy, to kto wie, czy zawsze tak będzie. Nikt nie był w stanie przewidzieć jutrzejszego poranka, a sama zainteresowana żyła chwilą, jakby nie zważając na to, że jutra może nie być. W jej słowniczku istniały tylko optymistyczne frazy, które można było wyczytać z obsydianowych tęczówek, jakby były jedynymi oczywistościami. Cała tajemnica tkwiła jednak głębiej i trzeba było naprawdę dobrze patrzeć, by zrozumieć.
Co zatem, jeśli poznałay prawdę o Gabrielu, który od roku poruszał się tymi samymi uliczkami, co ona? Jadł w tych miejscach, do których jej nie wpuścili? Słuchał głosów, które docierały do niej z opóźnieniem? I dlaczego miałaby się tym przejąć, skoro zostawiła go samego? Porzuciła i nie pozwoliła zrozumieć nagłego wyjazdu z Berlina, który dawał teoretycznie wszystko. Praktycznie, to wszystko zostało Antoinette brutalnie odebrane i to tylko dlatego, że nie umiała w żaden sposób poradzić sobie z nagłą i przykrą stratą, zgodziła się na wolę ojca. Nie zdążyła jednak wydusić z siebie słów, na które z pewnością zasługiwał Niemiec. Kochała go i nigdy nie ukrywała tego, że serce przepełnione nadzieją jest skierowane ku niemu, choć dla niego była jedynie zabawką. Nie podejrzewała, że jest wykorzystywana i to w sposób egoistyczny. Od zawsze kierowała się dziecięcą ufnością, która nie widziała krzywdy, o ile tej nie doświadczyła, a Wolff? On nigdy nie zrobił niczego, co mogłoby ją dotkliwie skrzywdzić. Nie uroniła nawet jednej łzy z jego powodu, chociaż tęsknota rozrywała ją na w pół.
Dokładnie tak samo jak ból, który przeszył nadwyrężony nadgarstek i promieniował na całą rękę. Przygryzała od środka policzek, by tylko nie zacząć krzyczeć i prosić o pomoc, a to co działo się dookoła straciło na moment sens. Klatka piersiowa unosiła się ciężko, a serce uderzało zbyt szybko. Starała się zapomnieć o nieprzyjemnym uczuciu, które towarzyszyło jej podczas wypowiadania słów przez Niemca i nawet nie zwróciła uwagi, że ów głos jest niezwykle znajomy. Nienawidziła tego języka i gardziła nim jak żadnym innym, dlatego nie uraczyła mężczyzny chociażby krótkim spojrzeniem. Dopiero kiedy wypowiedział jej imię, zastygła w bezruchu. Odgarnęła mimowolnie krucze włosy z czoła i uniosła tęczówki na nieznajomego, a gdy tylko rozpoznała twarz Gabriela, zamarła. Spierzchnięte usta rozchyliły się w niemym "och", a łzy zebrały się w kącikach oczu. To nie było możliwe, że to właśnie on stał przed nią. Szok jaki w nią uderzył był ogromny, ale wstała na chwiejnych nogach i podeszła do chłopaka, który był na wyciągnięcie ręki. Czuła jakby cała sytuacja rozgrywała się w innej rzeczywistości, a ona dopiero teraz dostała szansę na rehabilitację przez błąd, który popełniła. Smukłe palce skrzypaczki zetknęły się z materiałem płaszcza Wolffa, a już po chwili przylgnęła do niego bez ewidentnego pytania, czy w ogóle może. Nabrała powietrza w płuca, a łzy spłynęły po pyzatych policzkach zatrzymując się na odzieniu dawnego ukochanego.
- Gabriel... - szepnęła ledwie wyraźnie i po raz pierwszy od dawna pozwoliła emocjom królować nad zdrowym rozsądkiem. Odsunęła się na kilka centymetrów, choć wciąż stała nad wyraz blisko, a nieboląca dłoń skierowała się ku twarzy Niemca. Musnęła ją ledwie i sprawdziła czy nic się nie zmienił, ale wyczuwała kości policzkowe, które były dla niego tak charakterystyczne, a zaraz potem przesunęła palce na linię gabrielowych warg. Nie miała pojęcia, czy to tylko zjawa, mara bądź sen. Była przemęczona, zmarznięta i głodna. W niczym nie przypominała ślicznej dziewczyny, którą była w Niemczech te dwa czy trzy lata temu. Przesiąknięta ulicą, śniegiem, z potarganymi włosami i tanimi perfumami pokazywała jedynie, że życie obróciło się o zbyt wiele stopni, by móc być tą samą istotą, która umilała mu czas, gdy grała na fortepianie bądź skrzypcach. - Gabriel... - powtórzyła jego imię raz jeszcze z namaszczeniem i nie określała tego co czuje, jakby po raz pierwszy przestała czuć cokolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci
PisanieTemat: Re: Łuk Triumfalny   Pią Wrz 30, 2016 12:54 am

Uparcie wierzył, że życie daje to, na co człowiek zgodzi się przyjąć. Osobniki słabsze, o sercu kruchym niczym porcelanowe filiżanki, w których parzył czarną jak smoła kawę, były doskonałym celem do złośliwego losu. Skąd to wiedział? Przecież sam doświadczył tego na własnej skórze. Wydawało się być to dawno temu, chociaż on sam był jeszcze młody. Tylko przeszłość zdawała się być odległa, nieprawdopodobnie odległa, jakby wraz ze zmianą otoczenia zaczęła się zacierać. Nie żałował. Wtedy był tylko małym, zbyt delikatnym dzieciakiem. Nie umiał o siebie zadbać. Szeroka blizna we wnętrzu dłoni mu o tym przypominała. Słaby, skazany na porażkę, nie potrafił się przeciwstawić kolei losu, która brutalnie przemierzała koleiny jego życia.
Tylko on miał szczęście. Znalazł, a właściwie to Tamara znalazła jego. Pokazała mu, że życie to wybory i decyzje, a nie bierne płynięcie przez rzeczywistość niczym śnięta ryba niesiona nurtem rzeki. Dojrzał i wyplenił z siebie tę niewyraźną istotę, którą był. Nie brał teraz wszystkiego, co próbował mu wcisnąć nędznny akwizytor życia. Dlatego ciężko znosił wszelkie odrzucenie. Bo to nie była jego decyzja. Ktoś podejmował ją za nią, czego wręcz nie znosił. Antoinette zrobiła to wtedy za niego i nie był o tyle zmartwiony jej odejściem, co zły. Przecież to on powinien to zrobić jako pierwszy. Widział doskonale, że ten związek pozbawiony jest wszelkiej przyszłości. Egzystował tak długo jak Gabriel decydował się go ciągnąć. Przynajmniej tak miało być w jego egoistycznym przeświadczeniu. A ona mu to zabrała, strącając go z obranej przez siebie drogi. Napełniła niepewnością i zagubieniem, o którym zapomniał już dawno temu. Teraz też był pewien, że już tego nie ma. Ale było.
Znowu podjęła decyzję za niego. Zdecydował się na niego wpaść pod jakże uroczo symbolicznym Łukiem Triumfalnym, po raz kolejny bezpardonowo wkraczając w jego życie. Wtedy mu się podobało. To było coś innego niż doświadczał w życiu, lubił tamtą zmianę, ale to było dawno. Nauczył się egzystencji pozbawionej niespodzianek, mdłej niczym niedoprawiona potrawa, ale w zamian cholernie bezpiecznej. Był w stanie zaakceptować taką wymianę z losem. Doskonale wiedział, że na tym parszywym świecie niczego nie można dostać za darmo. Dlatego zastanawiał się jaką cenę przyjdzie mu zapłacić za to przypadkowe spotkanie. A może to właśnie była już jakaś forma zapłaty?
Wpatrywał się w szepczącą jego imię dziewczynę i nie poznawał jej. Była inna od tamtej uroczej, kaleczącej niemiecki nastolatki, z którą zwykł spędzać czas. Elementem łączącym przeszłość z teraźniejszością zdawały się być jedynie skrzypce. I to one przykuły jego wzrok dopóki Antoinette się do niego nie zbliżyła. Stał niepewnie. Czuł potrzebę tytoniu coraz to silniej krążacą w jego żyłach, cichy głosik podszeptywał, że to idealny czas, aby sięgnąc po dymka, ale stał jak skamieniały. Jego twarz wyrażała idealne nic, gdy patrzył na jej łzy. Czuł echo przeszłości rozbijające się o żebra, ale było zbyt słabe, aby poczuł cokolwiek innego. Nigdy jej nie kochał i teraz to również nie uległo zmianie. Zamarł, widząc jej dłoń, ale drgnął dopiero, kiedy chciała musnąć usta. Odsunął się raptownie dwa kroki w tył.
- Przestań - rzucił szorstkim francuskim. Nie wiedział, co jeszcze może powiedzieć. Gabriel, którego  Molière znała był jeszcze bardziej wyalienowany, samodzielny i pozbawiony emocji. Pozwoliło mu to sięgnąć w końcu po upragnionego papierosa, chociaż odkrył, że zdecydowanie wolałby napić się teraz kawy. Nie potrafił się jednak zmusić, aby odejść od razu. Zamiast tego wsunął fajkę między wargi, podpalił jeden koniec i zaciągnął się głęboko. Spojrzał na nią, jak zwykle z góry, nie urosła ani o centymetr. - Wszystko w porządku? - Zadał jedno z najgłupszych pytań, jakie można zadać w czasie wojny. Czyli był w niezłej formie mimo tego całego szoku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
cywile
PisanieTemat: Re: Łuk Triumfalny   Czw Paź 06, 2016 9:14 am

Antoinette wierzyła w zupełną odwrotność. Życie nie dawało niczego, na co byśmy nie zasługiwali. Ona otrzymywała od przewrotnego losu niemal wszystko, co by sobie wymarzyła. Często musiała pamiętać, że są zdarzenia, które mają wpływ na otaczających nas ludzi, ale przecież te, które dotyczą nas samych, odbijają się najmocniej na duszy, która pragnie wyrwać się z okowów ograniczeń. Mała skrzypaczka też tego potrzebowała, by ruszyć dalej i zapomnieć o przeszłości, która męczyła ją od dawna. Wciąż widziała obrazy i wracała do chwil, gdzie nie potrafiła odnaleźć drogi wiodącej do szczęścia, ale jakże o tym myśleć, skoro na każdym rogu czaiło się zło i kolejny okupant? Przestała o tym myśleć w chwili, w której zdecydowała się ofiarowanie ludziom odrobiny szczęścia i spokoju, ale wiedziała, że to niewiele pomoże, wszak muzyka nie zawsze łagodziła obyczaje. W sercach paryżan być może na parę chwil pojawiało się ukojenie, ale gdy melodie cichły, wracała brutalność i cierpienie, które niosła za sobą wojna.
Od czasu gdy mieszkała we Francji wiele rzeczy uległo gwałtownej zmianie. Zamknęła się w sobie, wycofała się i tak jak Gabriel miał szczęście posiadając niegdyś Tamarę, tak sama Antoinette nie posiadała osoby, która nakierowałaby ją na właściwe tory. Wszystko robiła po omacku i szukała odpowiedzi na wiele niezadanych pytań. Czy zatem nie powinna w końcu komuś zaufać i otworzyć się, by zrzucić z siebie brzemię jakie nosiła od dawna? Nie potrafiłaby jednak wydusić z siebie ani słowa, bo gdy już przymierzała się do szczerości, głos grzązł jej w gardle i przez to nie potrafiła zdobyć się na nic więcej. Wolała chować w sobie wszelkie obawy i lęk przed kolejnym dniem, bo doskonale liczyła się z tym, że jej bliscy także mają kłopoty, które wcale nie ułatwiłby jej zwalania na nich obowiązku w postaci swoich wątpliwości. Nie była egoistką, a przynajmniej starała się nią nie być. Życie jednak układało się różnie i to przez to ludzie decydowali się brnąć w emocjonalną breję, która potrafiła zrujnować wszystko, ale Antoinette? Stała na uboczu i trzymała się z dala od destrukcji jaka potrafiła zdominować większość żywotów. Odczuwała swoistego rodzaju niedosyt i w niewytłumaczalny sposób dyskomfort, ale nie robiła z tym nic.
Nie mogła.
Patrzyła na Gabriela i pochłaniała go w pełni, jakby próbowała sobie przypomnieć smak jego ust, a także perfumy, którymi się zazwyczaj otulał. Wciągała woń delikatnego zapachu, który drażnił dziewczęcy nosek, a zaraz potem patrzyła mu w oczy i szukała odpowiedzi na wiele swoich pytań. Zuchwale dotykała jego ust, gdy to smukłe palce raz po raz zahaczały o miekką tkankę i pozwalały na powrót do dnia, kiedy udawali szczęśliwych i zakochanych. Chciała wierzyć, że coś dla niego znaczy i kimś jest, tak po prostu. Bez pytania i szukania przyczyny. Ona oddała mu serce. Małe, głupiutkie i tak niezwykle naiwne, bo sądziła, że może ją pokochać, tak jak ona jego, ale czy to nie była ta dziecięca ufność w niemożliwe? Cofnęła się mimowolnie, gdy kazał jej przestać. Zmrużyła nieznacznie oczy i przełknęła głośniej ślinę. Nie zamierzała zaburzać jego przestrzeni osobistej, bo to było ostatnim, co potrafiłaby osiągnąć, a zaraz potem spuściła wzrok. Nie wiedziała co mówić i dlaczego akurat to powinno paść z jej ust. Wolała zachować dystans, który jej narzucił, bo tak musiało być. Należał w końcu do niemieckich przedstawicieli, którzy takimi jak ona gardzą i może to przez to nie odszukiwała ponownie spojrzenia Gabriela, by nie odnaleźć w nim żałości jaką mógł ją darzyć? Czułaby się tym dotknięta i zraniona. Cała ikra gdzieś zniknęła, a serce zakołowało w piersi, bo była zaskoczona tym wszystkim, a także tym, że w ogóle los skrzyżował po raz kolejny ich drogi.
- Tak, wszystko - przytaknęła spokojnie i w jakiejś nerwowości zaczęła sięgać po skrzypce. Od razu przerzuciła je przez ramię, by mieć pewność, że są na właściwym miejscu. Czuła na sobie spojrzenia Niemców i modliła się w duchu o brak kłopotów. - Przepraszam, że na pana wjechałam - powiedziała jeszcze ledwie słyszalnym szeptem i wiedziała, że to prawdopodobnie jedyny moment, by się wycofać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Łuk Triumfalny   

Powrót do góry Go down
 
Łuk Triumfalny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: Paryż :: Prawy brzeg :: Élysée-
Skocz do: