IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Charlotte Eberhart


Share | 
 

 Charlotte Eberhart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Charlotte Eberhart   Sob Sty 07, 2017 3:34 pm

Charlotte Maria Eberhart



ft. Jessica Sikosek

Dane osobowe

Imiona: Charlotte Maria
Nazwisko: Eberhart
Data i miejsce urodzenia: 11 maj 1915 rok, Heidelberg, III Rzesza
Miejsce zamieszkania: Hôtel de Ville, mieszkanie na poddaszu;
Stan cywilny: Wdowa;
Wykształcenie: Studia na Uniwersytecie Ruprechta-Karola w Heidelbergu na wydziale filozofii - przerwane na ostatnim roku; liczne kursy krawieckie, a także projektowania ubioru zakończone wieloma wyróźnieniami;
Zawód: Projektantka mody, ikona stylu nadająca nie tylko kobietom, ale też mężczyznom elegancji i szyku;
Rodzina: Jorgen (†) i Elke Eberhart (rodzice); Fabien Eberhart (brat); Felix Eberhart (dwuletni syn)
Wzrost: 162 centymetry;
Waga: 51 kilogramów;


Historia

Pamiętam pokój, w którym zamykała się na klucz i udawała, że jest nieobecna. Była niczym powiew świeżego powietrza tknięty subtelną wonią wiosennych kwiatów, który wdziera się do nosa i przypomina o przemijaniu. Z roku na rok stawała się inna. Jeszcze bardziej wycofana, enigmatyczna, a przy tym tak kusząco pociągająca, choć przecież unikała ludzi jak ognia i stroniła od ich towarzystwa. Bała się, ale do tej pory sam nie jestem pewien, czego dokładnie.

W salonie rozbrzmiał dźwięk fortepianu. Mocne dźwięki mieszały się z tymi najdelikatniejszymi i nadawały melodii niespokojnego charakteru. Raz po raz przenikała ciała zgromadzonych na wskroś i pokazywała, że w życiu nic nie jest pewne. Nawet muzyka, która potrafi poruszyć najbardziej zlodowaciałe serca, ale tamtego popołudnia ciotka Darcy - stara panna koło pięćdziesiątki - odgrywała swój spektakl z okazji narodzin małej dziewczynki, a nie dlatego, by przypodobać się Carlowi, tak jak robiła to zawsze. Chuderlawa, wątła i pchająca się na świat zbyt wcześnie Charlotte nie domagała się jednak świętowania jej nagłego pojawienia. Leżała w końcu w szpitalu razem ze swoją mamą.  Miała w końcu jeszcze półtora miesiąca, by ujrzeć blask słońca, a teraz jej małe ślepka unikały światła, bo raziło ją za bardzo i odbierało poczucie bezpieczeństwa. Chciała tylko spać i mieć święty spokój, a ludzie przychodzili i oglądali ją niczym unikatowy okaz, którego nigdy wcześniej nie mieli szansy dojrzeć.
Elke wyszła o dwa tygodnie wcześniej do domu, a tym samym Charlotte została sama. Czyż to nie było okrutne? Na świecie pojawiło się niczemu winne dziecko i nie zaznało tej miłości, na którą zasługiwało. Pani Eberhart po śmierci męża choć nie powinna odczuwać z powodu małej dziewczynki żalu, to nie umiała ofiarować jej matczynych uczuć, które z pewnością ułatwiłyby pierwsze miesiące życia. Odtrąciła ją niczym szmacianą lalkę, a jedynymi ramionami, w których znajdowała ukojenie, gdy budziła się zanosząc płaczem, były te należące do Fabiena.
- Ucisz ją! - krzyczała, gdy ciche łkanie Lotty odbijało się po pustych ścianach i przeszkadzało wdowie w przeglądaniu kolejnych zwojów gazet. Dziewczynka jednak nie zamierzała milczeć, bo głos Elke budził w niej strach i dlatego tuliła się do brata, gdy raz po raz wyciągała ku niemu maleńkie rączki i niemo błagała o uwagę. - Jeśli jej nie uciszysz, to przysięgam, że jeszcze dziś skończy na śmietniku! - kolejna groźba i presja wynikająca z szantażu emocjonalnego jaki wywierała matka na swoim synu. Charlotte choć nie rozumiała zbyt wiele, to łagodniała z każdym kolejnym muśnięciem pyzatych policzków i zaciąganiem się wonią ciepłego ciała Fabiena. Instynktownie czuła, że jest jedynym człowiekiem, przy którym odnajdzie względne bezpieczeństwo, bo... Nie dałby jej skrzywdzić, prawda?

Lubiła obserwować wschód słońca i zachwycała się nad ciepłem, które otulało jej buzię, kiedy to śmiało wystawiała blade lica do okna i czekała na pierwsze oznaki, że dzień budził się po krótkiej nocy. Zachowywała się cichutko, by tylko nie obudzić Fabiena, do którego przychodziła po zmroku i kładła się obok. Prosiła by czytał i nie przerywał kolejnej opowiastki o księżniczce w długiej sukni i włosach czarnych jak heban, która szukała swego szczęścia gdzieś na krańcu świata. Wsłuchiwała się w każdą frazę i analizowała ją bardzo dokładnie, choć miała tylko cztery latka.
- Dlaczego mama mnie nie kocha? - spytała pewnego razu, gdy docierali do końca historyjki, a z ust nastolatka padało to jakże kluczowe zdanie: i żyli długo i szczęśliwie... Charlotte nie potrafiła powstrzymać ciekawości, która tliła się w ciemnych tęczówkach, ale gdy widziała konsternację na twarzy brata, nie dociekała. Przykładała nawet drobną rączkę do jego ust, by wprost zasugerować, że nie musi nic mówić, bo ona przecież dobrze wie, tylko chciała mieć pewność, że wcale się nie myli, a jej osąd nie jest wcale surowy. Dzieci jednak widzą więcej niż mogłoby się komukolwiek wydawać i to pewnie dlatego szczerość i niepohamowana otwartość ujmowały za serce nawet najbardziej zgorzkniałe osoby. Te dwie cechy jednak bledły z biegiem czasu, a na ich miejscu pojawił się dystans i przeraźliwy chłód, który nie dawał nadziei na ewentualną poprawę. Zakorzeniona w podświadomości bezwartościowość wynikająca z ignorancji matki sprawiła, że ten mały aniołek uwierzył w swoją nijakość.
Nie była godna jej miłości.

- Mamo, przestań! - rozległ się przeraźliwy krzyk Charlote, która zasłaniała ramiona, twarz i głowę małymi dłońmi, gdy ciosy Elke lądowały na jej drobnym ciele. Dziewięciolatka nie do końca rozumiała skąd wynikała ta nienawiść i dlaczego tak emocjonalnie kobieta zareagowała na rozbitą wazę, ale to nie miało teraz żadnego znaczenia. Słone łzy spłynęły po piegowatych policzkach, a usta siniały od krzyku, który raz po raz ulatywał spomiędzy spierzchniętych warg. W duchu odliczała sekundy, by kobieta przestała i zatrzymała się w tym szatańskim amoku, tłumacząc przy tym swój wybuch gniewu.
- Proszę, dość! - jęknęła żałośnie, gdy padł ostatni cios, a blada skóra powoli zaczynała czerwienieć, a w niektórych miejscach pojawiały się nieduże siniaki. Mała brunetka jeszcze nie wiedziała, że zniszczyła wazon, który Elke dostała od męża z okazji rocznicy ślubu, ale nie zrobiła tego celowo. To był przypadek, jakby ktoś umyślnie przesunął nieduży stoliczek i czekał na rozwój nieszczęśliwych zdarzeń.
- Nigdy nie mów do mnie ma-mo.

Dni mijały, a nicość wypełniająca każdą wolną chwilę przemieniała się w odszukiwanie drogi do własnego ja, które było niczym niepodbita wyspa. Należało ją odnaleźć i zająć tereny, by żaden wróg nie przedarł się tam pierwszy. Obcy powinni trzymać się od niej z dala, a to tylko dlatego, że nie ufała im na tyle, by pozwalać przekraczać próg bezpiecznego azylu i choć wciąż była młodziutka, a poznawane dzieła literackie, algebra i historia nie sprawiały jej większego problemu, to największe kłopoty miała z otwieraniem się wśród rówieśników.
- Myślę, że pańska siostra... Powinna przejść na specjalny tok nauczania. Jest małomówna, wydaje się pogrążona we własnym świecie, a przerwy między lekcjami spędza samotnie, ucieka z płaczem też wtedy, kiedy to dzieci próbują do niej podejść i porozmawiać - rzuciła tęga nauczycielka, gdy wreszcie udało jej się złapać Fabiena. Nie czekała jednak na jego odpowiedź i kontynuowała swój monolog dalej: - Nie zastanawiał się pan nad indywidualnymi zajęciami? Myślę, że mogłaby w ten sposób skończyć szybciej naukę i rozbudziłaby w sobie talent, który niewątpliwie skrywa. Przyglądał się pan kiedykolwiek jej rysunkom? Są doprawdy precyzyjne! Wydaje mi się, że w ten sposób próbuje wyrazić siebie... - to nie był przymus, a jedynie sugestia, która mogłaby wyjść na dobre Charlotte. Wolała tkwić z nosem w książkach i rozczytywać się w dziełach Szekspira, Goethego czy Hugo, którzy podbijali jej dziecięce serce. I choć była jeszcze tak młoda, to już wtedy wiedziała, że w pewnym momencie literatura bezwarunkowo pochłonie ją bez reszty, a dewiacje płynące z wysublimowanych sentencji znajdą odzwierciedlenie w jej życiu.
Czy Fabien zatem myślał o poradzie nauczycielki? Z pewnością, bo niedługo jak tydzień później w ich rodzinnym domu odwiedził dziewczynkę profesor ze szkoły podstawowej, do której uczęszczała. To właśnie wtedy zaczęła program, który został napisany specjalnie dla niej i dzięki temu mogła więcej, bo była w stanie osiągnąć wszystko. Posiadała ponadprzeciętne zdolności edukacyjne, dzięki którym przyswajała wiedzę szybciej, a branie materiałów ze starszej klasy nie stanowiły szczególnego wyzwania. Skupiała się na tym, co było konieczne, a w międzyczasie zapełniała szkicownik kolejnymi projektami, które mogły szokować, bo oprócz sukienek, eleganckich strojów i codziennych ubrań, można było znaleźć obrazki, których przekaz jasno wskazywał na czytane przez nią książki. Nie były to zbiory z półek dla dzieci, a raczej sięgały wyrafinowanej twórczości dla dorosłych i wystarczyło uważać, by tajemnica nigdy nie ujrzała światła dziennego.

Projekty z nieco wyblakłych kartek powoli znajdowały odzwierciedlenie w rzeczywistości. Z anielską cierpliwością uczyła się cięcia, szycia i składania w całość materiałów, które miały tworzyć dzieła sztuki. Subtelnie przesuwała igiełką po kanwie, by stworzyć doskonały wzór do naszycia na pierwszą z sukienek, ale nim zdążyła przeciągnąć po raz ostatni pomiędzy niedużymi przerwami, poczuła gwałtowne szarpnięcie. Podniesienie wzroku sprawiło, że zderzyła się z ostrymi promieniami słońca, a dopiero po chwili dostrzegła męską sylwetkę, która na dłużej przykuła jej wzrok. Czerń koszuli nadawała nieznajomemu swoistego rodzaju elegancji, a przez to stał się dla niej doskonałym argumentem, by pociągnąć rozmowę, a przynajmniej spróbować wydusić z siebie choć jedno słowo, którym było szeptane przepraszam. Serce uderzyło dwukrotnie szybciej, gdy ich spojrzenia spotkały się po raz pierwszy, a tamborek wypadł z jej drobnej dłoni. Silne mrowienie w kręgosłupie było dla niej nieznane, nie do końca wytłumaczalne, a ucisk w żołądku sprawił, że musiała wesprzeć się o drzewo, bo siedząc w parku zatraciła całkowicie poczucie rzeczywistości.
Była już panienką. Pojawiły się pierwsze, kobiece zaokrąglenia i chęć podobania się mężczyznom, których mijała na ulicy. Gęste pukle opadały luźno na ramiona, a pojedyncze kosmyki otulały dziewczęcą twarz pokrytą z roku na rok większą ilością piegów. Pełne usta wyginały się w subtelnym uśmiechu, który był skierowany tylko w stronę czarującego młodzieńca i musiał wiedzieć, że wcześniej się tak nigdy nie uśmiechała, bo przyglądał jej się badawczo, jakby nieco oceniająco, ale Charlotte wcale to nie przeszkadzało. Była gotowa, by ktoś lubieżnym, nieco obscenicznym wzrokiem przyglądał jej się i testował śmiałość, ale poliki zapiekły ją od nadmiaru przełamywania pewnej intymnej bariery. I on o tym musiał wiedzieć, bo roześmiał się melodyjnie, gdy dostrzegł subtelną czerwień na bladych licach.
Dzisiejszego dnia mogłaby przysiąc, że jego pocałunki zawsze smakowały tak samo. Były przesiąknięte niewiadomą, ale też delikatnością, do której tak obsesyjnie lgnęła. I tęskniła za tym, gdy ledwie to traciła na kilka godzin przerwy, by zasnąć w swoim łóżku. Rzadko kiedy rozmawiali, bo to on pytał, a ona jedynie udzielała zdawkowych odpowiedzi, co mogło być nad wyraz irytujące. Otwierała się tylko wtedy, gdy jej słuchał, a że prosił o to nieustannie - godziła się. Chciała sprawić mu przyjemność, bo już wtedy jej serce biło dla niego, jakby na to czekało całe życie. Szczenięca miłość, a może jedynie zauroczenie? Cokolwiek to było, wydawało jej się piękne, czyste, nieskalane żadnym złem.  

Skończyła dwadzieścia jeden lat. Zapomniała jednak o tym wyjątkowym dniu, bo była za bardzo podekscytowana kolejnymi zajęciami na studiach i tym jak niesamowicie pochłania ją filozofia, która bezsprzecznie zajmowała masę jej wolnego czasu. Uczyła się jeszcze wytrwalej, a to tylko dlatego, że pragnęła przeznaczać wolny czas na realizację kolejnych projektów. Przygotowywała się w końcu do pierwszego pokazu, a jeszcze nie wszystkie stroje były gotowe. Godziła więc swoją codzienność między pasje, przyjaźń, a obowiązki, których natłok przygniatał ją bez reszty. Nigdy jednak nie przyznała otwarcie co czuje do mężczyzny poznanego w parku, a którego nazywała swoim przyjacielem, bo to byłoby nachalne, a ona okrojona w swych reakcjach wydawała się bardziej enigmatyczna i pociągająca, choć wcale nie robiła tego celowo.
Tkwiąc nad filozofią współczesnego świata, usłyszała przekręcany kluczyk w drzwiach. Znała doskonale dźwięk tych kroków i tylko dlatego, że nie bała się nieznanego, upiła spory haust wina z kieliszka. Był pijany i jeszcze nie wiedziała dlaczego, ale teraz to nie miało znaczenia. Sama nabrała pewnego rodzaju śmiałości i podeszła do Fabiena niemal bezszelestnie. Nie odzywała się, wciąż milczała, a on mógł wyczytać z jej ciemnych tęczówek, że naprawdę jest mu wdzięczna wyrwania z okowów życia u boku matki, która nią gardziła i zaoferowania pomocy w postaci ciepłego kąta, ale tamtego wieczora wymagała od niego czegoś więcej. Już nie tylko jako siostra, ale też kobieta i to całkowicie od niego zależna. Obsesyjnie i lojalnie mu oddana, a zarazem nie tracąca swojej tożsamości i charakteru. Smukłymi opuszkami dotknęła jego torsu i pociągnęła w stronę sypialni, by położyć go spać, wszak nie chciała żeby nabił sobie guza i zasnął gdzieś w korytarzu. Trzymała go kurczowo i chociaż była drobna, to prawdopodobnie jej uścisk przypominał ten żelazny, mało delikatny, ale robiła wszystko, by tylko pomóc Fabienowi. Znów spijał alkohol z dekoltów tanich dziwek w spelunach? A może spędził upojny wieczór lądując pomiędzy zgrabnymi udami nowo poznanej kobiety? Ukłucie zazdrości było silne, bo nie potrafiła znieść myśli, że inna mogła mieć to, czego ona zapewne nigdy nie dostanie.
- Pocałuj mnie - uleciało spomiędzy warg dziewczęcia, gdy wreszcie usiadła obok brata na łóżku i czekała na moment, w którym podejmie tę kluczową decyzją, która zapewne zaważy na ich wspólnym życiu. Nie czuła zdrady fizycznej, wszak nigdy nie należała do swojego przyjaciela, ale Fabien dostał szansę, której marnotrawstwo odbiłoby się pijacką czkawką tuż po przebudzeniu, gdy to ból głowy rozsadzałby jego czkawkę. Kierowana silnymi emocjami ugięła się pod naporem chwili i sama złożyła ulotny pocałunek na jego wargach, które nasączone whisky wprawiły ją w stan całkowitego zapomnienia. Nie dała mu czasu na reakcję i zrobiła to ponownie, jakby nie potrafiąc oceniać go przez pryzmat postępowania, bo nie ingerowała w jego prywatne interesy, zawód, ani tym bardziej poglądy. Był dorosłym, pociągającym mężczyzną i tylko dlatego, że nie potrafiła mu się oprzeć, raz jeszcze zdecydowała się na tak śmiałe posunięcie i poczuła coś innego niż wieloletnie upokorzenie ze strony matki, dla której była bezwartościową kukłą, tak samo jak dla rówieśników dziwolągiem, bo... Oni wcale nie chcieli rozmawiać. Pokazywali, że dla odmieńców nie ma w ich szkole miejsca i to pewnie kierowana tak silnym bodźcem podziękowała Fabienowi za nowe życie, które ofiarował jej, gdy skończyła dziesięć lat, a 11 maja '36 roku stała się niewątpliwie kobietą.
Piękną, zmysłową i tak diabelnie atrakcyjną, na której spoczywał wzrok samców przepełnionych żądzą posiadania jej, ale przecież ktoś już ją posiadał.
Na zawsze i mnożąc to przez nieskończoność.

Jednorazowy wybryk nie zaważył na szarej codzienności. A może było ich więcej? Utwierdziła się też w przekonaniu, że miłość to coś diabelnie toksycznego i uzależniającego, ale nie potrafiła się oprzeć urokowi przyjaciela, bo choć ich mentalny romans trwał wiele lat, to z pewnością miał wiele kobiet, a ona nie mówiła nic. Nie wyraziła sprzeciwu i dezaprobaty. W milczeniu znosiła świadomość, że całował inne, tak jak ją, a pogarda względem rynsztokowych kurew, bo tylko tym dla niej były, rosła z każdą chwilą, gdy znikał na długie dnie i noce i wracał chcąc wejść w jej łaski.  Była jednak oziębła i to prawdopodobnie ten chłód zabijał wszystko, ale pewnej zimowej nocy, gdy stanął w progu mieszkania Charlotte, czekała na niego i zaplanowała sobie, że nie straci go po raz kolejny i nie odda w ramionach tych, które na to nie zasługiwały. Nie przypuszczała jednak, że cokolwiek pójdzie nie tak. Do tej pory znała tajniki zabezpieczenia, ale tamtej nocy pękły w niej wszelkie hamulce i kiedy to raz po raz oddawała się jego wysublimowanym pieszczotom, pocałunkom i dotykowi, nie myślała o następstwach wybuchu fascynacji, która kiełkowała w nich latami.
Jest pani w ciąży. Jest to prawdopodobnie dziesiąty lub jedenasty tydzień.
Cios, a może raczej nieopisana radość, które wstrząsnęły jej sercem, nakazały na ponowny kontakt z mężczyzną, który był drugą częścią stworzenia maleńkiej istoty jaka rozwijała się w drobnym ciele panienki Eberhart. Musieli znaleźć sposób na rozwiązanie tej sytuacji, a ewentualna aborcja? Nie, nawet nie dopuszczała do siebie myśli, że właśnie to by jej rozkazał.
Pokaz kolekcji letniej dobiegł końca. Wszyscy składali gratulacje młodej artystce, która szybko zaskarbiła sobie serca najbardziej wymagających person. Uśmiechała się, choć duszę spowijał strach. Dla niepoznaki piła nawet alkohol, który powoli zaczynał szumieć w jej głowie i przez to musiała na moment lub dwa przeprosić zgromadzonych gości, bo zaczerpnięcie świeżego powietrza było niezwykle wskazane. Dusiła się w swojej skórze i czterech ścianach, które zaczynały ją zgniatać. Nigdzie nie było jednak Liebenfelsa, który obiecał, że się zjawi. Cóż go zatrzymało? Wiedział jakie to dla niej istotne i tylko dlatego, że musieli porozmawiać, nie dawała górować nad sobą złości, która kiełkowała w jej kanalikach nerwowych. Wyszła poza bramy domu mody i rozglądała się po ciemnych uliczkach, gdzie wciąż nie dostrzegała ukochanego. Silne szarpnięcie za ramię sprawiło jednak, że upadła. Nieprzyjemny odór, który dotarł do nozdrzy brunetki sprawił, że skrzywiła się nieznacznie i odwróciła na moment spojrzenie, by rozeznać się w sytuacji. Pijany mężczyzna zatoczył się niebezpiecznie i popchnął wschodzącą gwiazdę tak, że upadła na pośladki, odzierając sobie przy tym odkryte dłonie. Panika zmieszała się z irytacją, ale jeszcze większy lęk rozbudził w niej brzdęk klamry skórzanego pasa, który wylądował nieopodal niej. Była bezbronna w obliczu kogoś tak potężnie zbudowanego, bo przecież przypominała kruchą lalkę z porcelany, a nie kobietę posiadająca talent do samoobrony. Nim jednak się spostrzegła, a jakakolwiek nuta wydobyła się z jej gardła, nieznajomy leżał tuż obok. Musiał oberwać czymś w tył głowy, a gdy ujrzała Wolfganga, wypuściła powietrze ze świstem. Nie pamiętała dlaczego chciała się z nim spotkać, bo wizja, że prawdopodobnie zabił człowieka sparaliżowała ją całkowicie. Nie odezwała się jednak, a jedynie podniosła szybko z ziemi i szukała drogi ucieczki. Zrobił to dla niej, żeby ją ratować, a ona stchórzyła i zniknęła, bo niesiona obawą, że ich złapią zmusiła ją do natychmiastowej reakcji, którą była próba podjęcia się biegu przed siebie. Z dala od tego miejsca i wspomnienia, bo choć żyła ze świadomością, że ludzie codziennie umierają i są mordowani, tak tym razem nie udźwignęła ciężaru, który spoczął na jej wątłych barkach. Tego było za dużo i to ona zawiodła - nie on, co w niedalekiej przyszłości znalazło odzwierciedlenie w niekontrolowanym ataku paniki. Przelała wszystkie swoje obawy na szczupły nadgarstek, na którym malowała ostrym nożykiem do rozcinania kopert przeróżne znaki, nie zważając na to, że właśnie uszkadza sobie nerwy. Do dziś nie jest w stanie całkowicie powstrzymać drżenia lewej dłoni, która przy zbyt dużym przemęczeniu drętwieje i służy jej jedynie jako element dekoratywny, na którym nosi bransoletki i pierścionki.  

Nim na świecie pojawił się Felix, Charlotte nosiła już inne nazwisko i to tylko dlatego, że Fabien okazał się bezdusznym, pozbawionym empatii człowiekiem. Wywarł na niej presję, zmusił ją do zamążpójścia, którego wcale nie chciała. Błagała, łkała, kwiliła, dokładnie tak jak wtedy, gdy była niemowlęciem, a on tulił ją do siebie, by wreszcie zamilkła. Tym razem było inaczej. Wiła się u jego stóp i krzyczała, tak jak nigdy wcześniej, bo przecież nie znał prawdy o ojcu tego maleństwa, które z dnia na dzień rozwijało się w jej brzuchu i przypominało o człowieku, którego tak bardzo pragnęła. Nie potrafiła wyrzucić z siebie tych gorzkich słów, bo obawiała się reakcji brata, jakby nie ufając jego obietnicom. Czy doprawdy była zhańbiona? Kłamała i ponosiła odpowiedzialność za swoje milczenie, którego nie potrafiła przerwać, ale nie umiała też oddać się nieznajomemu człowiekowi, który stał się jej mężem. Nie mogła mu nic zarzucić. Był dobry, rozpieszczał ją, a w swej naiwności uwierzył, że zaszła z nim w ciążę tuż po nocy poślubnej, kiedy to do jego drinka dosypała ogromną ilość środków nasennych, by czasem nie pamiętał, że nie posiadł jej tak jak miał do tego prawo. Świadomość ojcostwa pozwalała na ucieczkę przed jego dotykiem, bo to mogłoby zaszkodzić dziecku! Wierzył we wszystko, co mu serwowała i dzięki temu nigdy nie poczuła smaku pocałunków Johana. Sądziła, że jest sprytna i przechytrzy samego diabła w tworzeniu kolejnej intrygi, ale jakże się pomyliła, gdy nie wzięła pod uwagę własnej zuchwałości?
- Nasz syn... - zagaił któregoś dnia blondyn i spojrzał na swą małżonkę, gdy wróciła z pokoju tuż po tym jak ukołysała małego Felixa. - Urodził się po siedmiu miesiącach, a mimo to jest zdrowy i nikt nie trzymał cię w szpitalu, bo twojemu życiu cokolwiek zagraża, prawda? - mówił spokojnie, ale w tęczówkach Johana tliła się swoistego rodzaju szaleńcza iskra, która wzbudziła w Charlotte obawę o życie dziecka. Gdyby tylko poznał sekret, który miał umrzeć razem z nią, byłaby skończona.
- Znów piłeś... - odpowiedziała wymijająco, a on zrobił krok w jej stronę.
- Piłem, bo poślubiłem zwykłą dziwkę, ale o tym twój braciszek mnie nie poinformował - warknął przez zaciśnięte zęby.
- Jestem twoją żoną! Zapominasz się! - rzuciła nagle, gdy użył jej własnej obelgi w stronę kobiet jakie posiadali Fabien i Wolfgang. Jak w ogóle śmiał?
- Nie, moja słodka Lotto, jesteś wywłoką. Nic nieznaczącą kurwą, którą przerzucało się z rąk do rąk i czyniło kukłą, gdy miało się taką ochotę - wycedził i nim zdążyła zareagować, poczuła piekący ból na policzku, który odebrał jej na moment poczucie świadomości. Cofnęła się w tył i wsparła dłonią o ścianę. Posłała Johanowi nienawistne spojrzenie, bo choć do tej pory nim gardziła, to teraz cała niechęć i pogarda zmieniły się w czystą, nieskalaną niczym nienawiść.
-  Ty nigdy mnie nie miałeś, ukochany - wysyczała i przetarła opuszkami rozciętą wargę, a na mężczyznę to zdanie podziałało jak płachta na byka. Znalazł się przy niej i targany dziką żądzą uczynienia jej krzywdy, nie hamował się w niczym. Szarpnął żonę za długie pukle i popchnął na komodę, od której odbiła się niczym gumowa piłeczka. Tkwiła u jego stóp i nim zdała sobie sprawę, że powiedziała o dwa słowa za dużo, już trzymał ją przy sobie. Napierał na jej żebra, które mogłyby się złamać pod siłą jego gwałtowności, a zaraz potem przyszpilona twarzą do zimnej ściany, walczyła niczym rozjuszony zwierzak, który wpadł w pułapkę myśliwego. Szarpnęła się dwa razy, a gdy podciągnął delikatny materiał sukienki, a gorset rozdarł na plecach, była przegraną. Myśli mimowolnie uciekły do Wolfganga, bo tęsknota za nim przemawiała w każdym fragmencie jej zbrukanego ciała.
- Lubisz to w ten sposób, mam rację? - zapytał wprost do jej ucha, a pijacki oddech otulił delikatny policzek dawnej Eberhart, na którym pojawił się siniak. Nie dawała mu jednak satysfakcji, bo jako oprawca chciał doprowadzić ją do łez, do czego nie była zdolna. Płacz był oznaką słabych, a ona mimo że sprawiała takie wrażenie, to walczyła z własną naturą, gdy wchodził w jej wątłą osobę brutalnie, gwałtownie, pozostawiając po sobie przykre ślady. - Takie jak ty, nadają się tylko do rżnięcia - wyszeptał jeszcze, gdy w spazmatycznych ruchach doszedł w niej i odebrał poczucie, że jest kobietą szanowaną. Nim jednak zdążyła go odepchnąć, zatoczył się i upadł na szklany stolik, gdzie w odłamkach porozbijanego szkła zasnął i nie przejmował się tym, jak wielką krzywdę jej wyrządził.
Pukanie rozległo się do drzwi, które zaskrzypiały pod naporem czyjejś dłoni. Stała pokiereszowana, stłamszona i upokorzona, a wzrok Fabiena utkwił na wysokości rozerwanego materiału, który nie zasłaniał piersi i odsłaniał ślady po czynie hańbiącym, którego dopuścił się Johan.
Tego samego popołudnia już nie żył.

Charlotte przypadł zaszczytny tytuł wdowy, a przedstawienie, w którym brała udział uczyniło z niej aktorkę pierwszego planu zasługującą na najwyższe wyróżnienie. Płakała na pogrzebie, a potem przepłakała kilka kolejnych spotkań z przyjaciółmi rodziny. Mówiła, że przez rozpacz, która spowiła jej serce, nie jest w stanie kontynuować studiów i przez to na jakiś czas musi je porzucić. Tak naprawdę było to wierutne kłamstwo, ale powtarzane wielokrotnie nawet dla niej stało się prawdą. Uwierzyła w swoją opowieść o cierpiącej małżonce i przykrym morderstwie ukochanego męża i ojca. Była zbyt szanowana, by ktokolwiek powiązał ją z tym czynem, bo choć była niewinna, to kryła brata, który dla niej odebrał życie człowiekowi pozbawionemu honoru i szacunku do samego siebie.
Bez reszty oddała się krawiectwu i nowym projektom, które zabierały ogrom jej wolnego czasu, a przecież na głowie miała także wychowanie syna. Z każdym kolejnym dniem ginął także żal do Fabiena, którego mogłaby oskarżyć, że to właśnie przez niego została brutalnie skrzywdzona, ale nie miała do tego prawa. Oszukała go i to był fakt, a nie coś, przed czym mogłaby się wzbraniać. Kolejne miesiące odsuwały ją od wyznania sekretu, a wybuch wojny sprawił, że jedyne co zaczęło się liczyć, to ochrona syna, który nie powinien dorastać w świecie, w którym króluje mord i zwykła chęć pogwałcenia praw człowieka. Nie negowała nigdy polityki III Rzeszy i nie broniła bratu udziału w przedsięwzięciu, które zainicjował człowiek przesiąknięty manią kontroli, ale musiał jej obiecać, że nie umrze i wróci do niej.
Tygodnie samotności, kolejne nazwiska i wiadomości, w których słuchało się o wybuchach, atakach i egzekucjach przyczyniły się do rozbudzenia dawnych demonów. Lęku, bólu i smutku. Nagle jej myśli pognały w stronę Wolfganga, a zaraz potem Fabiena, bo to przecież byli dwaj mężczyźni, dla których nie zwariowała, a przynajmniej taką miała nadzieję, że jest w pełni zdrowa. Od lat brała leki, które trzymały ją w ryzach, a teraz musiała żyć w Heidelbergu ze świadomością, że im groziło niebezpieczeństwo. Chciała więc działać i jak najszybciej wyjechać tam, gdzie prawdopodobnie mogła odnaleźć ukochanego brata i ojca Felixa, do którego spętane serce w okowach ograniczeń wciąż się wyrywało. Latami pracowała na swoją pozycję, szacunek i uznanie europejskich kreatorów mody, a tytuły jakie zostały jej przyznane były słuszne i to pewnie dlatego ofiarowano jej pomoc w wyjeździe do Francji, gdzie miała mieć zapewnione mieszkanie i możliwości dotarcia do jednego z najbardziej wpływowych Niemców, który wciąż pozostawał mężczyzną piastującym pierwsze miejsce w jej umyśle, jakby lojalnie przysięgła mu wierność i oddanie.
Nie rozumiała jednak tej nienawiści, którą przesiąknięte były paryskie uliczki. Ludziom brakowało kolorów, kształtów i elegancji jaką mogła im nadać.
Wystarczyło tylko chcieć.

I dzisiaj już wiem, że popękała pod naporem zdarzeń. Mam pewność, że to nie był jej wybór, któremu ulegle się poddała, bo temperament jakim się kierowała nie pozwoliłby na to. Pomimo całego milczenia, pociągającej tajemnicy i niesamowitemu zmysłowi artystycznemu, była wybuchowa, choć teraz jakby wyblakła. Stała się bardziej stonowana.
Czy to wojna ją zmieniła? A może obsesyjna potrzeba ucieczki przed brutalną codziennością, w której skąpana we krwi i nosząca znamiona przeszłości, nie potrafiła się uwolnić od obrazów, których nie powstydziłby się taki szaleniec jak van Gogh?
Milczenie bywa złotem, ale tajemnica staje się pokusą nie znającą żadnej wartości.


Ciekawostki

Znaki szczególne: Masa piegów na bladych policzkach i małym nosku, czerwone usta i długa kurtyna rzęs podkreślająca czarne tęczówki; blizna na nadgarstku, a także nieustępliwe drżenie lewej dłoni pozostałe po uszkodzenie nerwów;
Języki obce: Niemiecki w stopniu zaawansowanym, jako język ojczysty. Francuski łamany, bo choć zna wiele słów i zwrotów, to często gubi się w poprawnej gramatyce. Angielski na średnim poziomie. Rozumie - odpowie, ale pełnej dyskusji nie jest w stanie poprowadzić.
Mocne strony: Filozoficzne podejście do życia, które przelewa w każdej rozmowie, o ile użyje więcej niż pięciu słów. Bywa dobrym obserwatorem, a przy tym posiada analityczny umysł. Potrafi czytać z mowy ciała i szybko wysnuwać całkiem trafne wniosku. Doskonały zmysł manualny. Fotograficzna pamięć i bezkompromisowa lojalność, jakby chciała z niej uczynić kolejną z cnót. Jest też niewątpliwie pogodną istotą, której życie rzuciło zbyt wiele kłód pod nogi, by publicznie pokazywać dziewczęcy i rozkoszny uśmiech;
Słabe strony: Szybko poddaje się emocjom, które królowały w jej życiu od samego początku. Łatwo popada w stany depresyjne, co może skutkować nieprzewidywalnymi zachowaniami. Nie wybacza i jeżeli ktokolwiek zranił ją raz, nie zasługuje na kolejną szansę - nawet kompromisy nie wchodzą w grę, przez co może tracić na uroku. Dość wyniosła i oziębła, a żeby zmienić ten stan rzeczy - potrzeba czasu. Dużo czasu...;

x Nigdy nie wyjawiła sekretu na temat prawdziwego ojca Felixa. Nawet Fabien nie wie, że chłopczyk jest owocem emocjonalnego romansu pomiędzy Charlotte a Wolfgangiem, kiedy to oboje żyli w Heidelbergu;
x Wstydzi się chwili słabości, kiedy to próbowała targnąć się na własne życie;
x Nie wraca do tego w żadnych wspomnieniach i dlatego tylko lewy nadgarstek jest otulony wszelkimi błyskotkami. W ten sposób stara się ukryć przykre blizny;
x Nie rozmawia na tematy polityczne, jakby obawiając się, że mogłaby zdradzić za wiele, a przecież brat jest dla niej niezwykle ważny i nie zamierza go zawieść, stąd ciągle powtarza, że nie ma zdania, gdy padają jakieś niewygodne pytania;
x Po przykrych wydarzeniach związanych z Johanem, choruje na depresję w stopniu średnio-zaawansowanym;
x Ma problemy ze snem, przez co bierze minimum dwie tabletki, które ułatwiają szybkie zasypianie. Kiedy ich zapomni, budzi się z krzykiem i płaczem, a uspokojenie jej graniczy z cudem;
x Twierdzi, że muzyka klasyczna ją uspokaja, dlatego często wybiera się na koncerty młodych artystów, którzy uwodzą ją swym talentem;
x Najważniejsze dla Charlotte jest życie Felixa, którego chroni przed ewentualnym okrucieństwem świata. Może i każdy o tym wie, ale nigdy nie przyznała na głos, że dwulatek jest jej najsłabszym punktem;
x Jest fanatycznie uzależniona od woni kwiatów, którymi dekoruje każdy kąt mieszkania;
x Szyjąc i projektując wpada w istny wir fantazji, którą przelewa na kszałty, kroje i materiały jakich używa do stworzenia kolejnego arcydzieła;
x Koronki, falbanki, dżety, kryształy, cekiny...;
x Jest w trakcie tworzenia dużego projektu na zlecenie jednego z niemieckich przedstawicieli rządowych, który poprosił ją o wykreowanie kilku elementów żołnierskiego munduru;
x Ciężką pracą, wieloma wyrzeczeniami i przede wszystkim samozaparciem dotarła do miejsca, w którym stała się cenioną kreatorką mody, ikoną stylu i rozpoznawalną projektantką na europejską skalę;


Uwagi do Mistrza Gry

Już zostałam pokiereszowana, dlatego okaż mi więcej łaski niż dotychczasowy los
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Charlotte Eberhart   Pon Sty 09, 2017 9:27 pm


Karta zaakceptowana!





WITAMY NA FORUM!

Życzymy dobrej zabawy i mnóstwa weny na ciekawe fabuły!
Na start otrzymujesz 700 punktów, które już od teraz możesz wydawać w sklepiku na ekwipunek lub przywileje.

Żaden projektant mody przybywający do Paryża nie może ominąć Domu mody Lucrezia, gdzie istnieje możliwość wybadania konkurencji i poznania znamienitych przedstawicieli branży. Jako młoda mama poznałaś także Aleję Arachne, idealną na wiosenne spacery z Felixem.

Jeśli zaś chodzi o nasze postacie NPC - Tobias Wolfmeyer jest Ci doskonale znany z nazwiska, ale nie miałaś jeszcze przyjemności spotkać go osobiście, choć być może to między innymi jego mundur zostanie przez Ciebie udekorowany. Pierre Lécuyer być może minął Cię na ulicy, ale nie zapamiętaliście swoich twarzy.




Charlotte przybywa do Paryża z tajemnicą, której strzeże jak lwica, choć przez całe życie waleczność nie była jedną z jej głównych cech. Los rzucał jej kłody pod nogi od samego początku - nigdy nie poznała swojego ojca, a nieutulona w żalu matka nie obdarzyła jej taką miłością, na jaką zasługiwała dziewczynka. Całe szczęście obok Lotty był jej brat, a dzięki jego wsparciu powstała między nimi prawdziwie wyjątkowa więź. Emocjonalna relacja z Wolfgangiem okazała się być prawdziwie owocna, więc mimo całego zła, jakie ją spotkało, przed Charlotte otwiera się teraz zupełnie nowy, paryski rozdział i trzymam kciuki, by Eberhart rozkwitła niczym jej ukochane kwiaty.

Intrygująca biografia, z której wyłania się skomplikowana, kobieca postać - uwielbiam takie karty! Mam nadzieję, że fabuła będzie Ci sprzyjać, a marzeniem każdej Paryżanki będzie posiadanie sukni od Charlotte Eberhart. W tekście znalazłam raptem jedno powtórzenie, które w ogólnym rozrachunku nie zaburzyło odbioru karty, nie mam się już więc absolutnie do czego przyczepić, akceptuję i biegnij do gry!



_________________


oh non, rien de rien
oh non, je ne regrette rien.
wenn ich ihre haut verließ
der Frühling
blutet in Paris
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
okupanci - cywile
PisanieTemat: Re: Charlotte Eberhart   Pon Sty 09, 2017 10:12 pm

Akceptuję!

Może się wydawać, iż mężczyźni w życiu Charlotte odegrali prawdziwie znaczącą rolę, nawet pomimo tego, iż nigdy nie otrzymała możliwości poznania swojego ojca. Od dnia jej narodzin przy jej boku stał brat, gotowy zrobić wszystko, aby ją chronić, być może stanowiący i wzór, którego pragnęła się doszukiwać w każdym poznanym mężczyźnie? Miłość do Wolfganga, choć wciąż jeszcze trwająca, za którą Charlotte z pewnością nie postawiła jeszcze kropki, ofiarowała jej z pewnością coś więcej niż syna, będącego jej największym sekretem. I w końcu mąż, nie zasługujący na nią w żadnym calu, będący jedynie uosobieniem braku całkowitej wolności, której nie mogła w pełni doświadczyć. Każda z tych osób wniosła w jej życie coś nowego, sprawiając, iż Charlotte stała się kobietą, którą jest teraz - skomplikowaną, tajemniczą, złożoną, a jednak mającą wiele do zaoferowania.
Nie mogę się doczekać, aż rozwiniesz ją w fabule! Mam nadzieję, że szczęście w końcu naprawdę się do niej uśmiechnie, a w Paryżu znajdzie dokładnie to, czego szuka.
W karcie poprawiłam jedynie kilka drobnych literówek, więc nie zatrzymuję Cię dłużej. Leć do gry i baw się dobrze! <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content
PisanieTemat: Re: Charlotte Eberhart   

Powrót do góry Go down
 
Charlotte Eberhart
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sous le ciel de Paris :: poza grą :: Archiwum :: Karty Postaci-
Skocz do: